Fenris

rozdział trzeci

Rzecz dzieje się na przestrzeni trzech lat pomiędzy aktem pierwszym a drugim Dragon Age II.

Rozdział zawiera przekleństwa, toteż rating skacze na T.

-…-

- Szłaaa magiiiiczka do laseeeeczka, doo zielonegoooo…

- Do zieloooonegoooo, hik! – podchwyciła Izabela, wpatrując się w nią sponad nieprzyzwoicie pełnego kufla. – Do zieloooo-ooonego!

- Napotkaaała pomioooteeeszka bardzo szszwarnego, bardzo szszszwarnegooo…

- Gdzie jest na ssiekieera, gdzie jest ten miesz?

- Jak niee masz sssiekieeery, lasską go w łeeeb!

- Znalassłem ssiekierę i taaasak tesz! Tassakiem po szszyi, niech ssdycha pieees!

- Ej, Hawke…

- Mm? – Aedale zamrugała powoli.

- Tam nie powinno być „piess" – uznała Izabela stanowczo, wyciągając w jej stronę chwiejące się nieco ramię z oskarżycielsko wyprostowanym palcem.

- Szemu nie?

- Bo to o zabijaniu… hik! Tych… Pociech… Dzieci…

- Dziedziiiiców… - rozmarzyła się Aedale. – Po… potomstwa…

- Po… pomiotów! No! Pomiotów zabijaniu!

- I?

- A nie psów! – obwieściła Izabela triumfalnie.

Zapadła krótka cisza.

- Aha.

Napiły się obie.

- Mów co chceszsz – powiedziała Aedale tonem wyroczni – ale w Fereldenie mają lepszsze pomioty.

- I lepszsze dziwki.

- Nie wiem, tato nie posswalał…

- To byssie ojcem musi być do-du-py!

- Ale pomioty naprawdę!

- Do-du-py – podkreśliła zdecydowanie Izabela. – Do-du-py.

- Do-du-py – powtórzyła Aedale z namysłem – z tym.

- No.

- No.

Napiły się.

- A to znaszsz, Iz? – zaczęła magiczka z błyskiem w oku. – Głęboka Ścieeeszszynka, głęboko koopana…

- Nad nią krasnoooludyyy wytatuoooowaneeee!

- Nad Ścsieszynką staaały, skarby wybierały! O mroczny poooomiotaach wcale nie myślały!

- Jak je zoobaaaczyły, uciekły na góóóręęę! I sssrzuciły kamień na ucieszszki dziuuuręęę…

- Pomioty sssłe były, kamieeeń wysadziłyy… A potem naaa ciałaaach długo uszsztowały!

Stuknęły się kuflami, które przewidujący barman napełnił w międzyczasie. Aedale osunęła się na szynkwas, rejestrując kątem oka jakiś ruch na schodach.

- I grysssły paluszszki, i kooości łamałyyy… i czaszki jaak orzech uważnie łuuupałyyy…

- To zdecydowanie najgorsza historia o krasnoludzkich potyczkach z pomiotami, jaką kiedykolwiek słyszałem, łącznie z tą o miłości między ogrem a krasnoludką – mruknął Varrik i silnym pchnięciem zmusił ją do przyjęcia pozycji wertykalnej. Zakołysała się, patrząc na niego z bólem.

- Hawke, co z tobą? Rozumiem, że cierpisz na permanentną tęsknotę za zagrożeniem, ale jeśli chciałaś się upić, mogłem ci pokazać dziesięć bardziej chwalebnych sposobów.

- Odpiepszsz się.

- „I wtedy zszedł do nich, aby uratować marne szczątki reputacji Bohaterki, a ona światle odrzekła…" Nie. Tego raczej nie zawrę w moich historiach.

Izabela łypnęła na niego nieprzyjaźnie spod szafirowej chustki, która zsunęła jej się na brwi.

- Pszszyłącz się albo ssnikaj.

- Tobie i tak już nic nie zaszkodzi, Rivianko. Musiałabyś się bardzo starać, żeby być bardziej rozwiązła niż jesteś. Ale mała Hawke… Idziemy. Natychmiast.

- Aaale Izzz… - jęknęła żałośnie magiczka, kiedy żelazne palce krasnoluda zacisnęły się na jej ręce. Varrik ruszył przed siebie, najwyraźniej zupełnie niezainteresowany, czy Aedale pójdzie dobrowolnie, czy też będzie musiał ją ciągnąć po wątpliwej czystości podłodze Wisielca.

Piratka popatrzyła na nich z zastanowieniem, a potem stuknęła w kufel. Barman rzucił się go napełniać.

- Ostrożnie, Hawke. Schody – rzucił Varrik przez ramię, kiedy dociągnął zataczającą się Aedale do wejścia na piętro. Magiczka nieufnie postawiła stopę na miejscu, w którym jeszcze przed sekundą był schodek, i runęła na ziemię.

Krasnolud wymamrotał coś zawierającego bryłkowce i zoofilię, po czym ostrożnie wziął na ręce Aedale – kobietę przewyższającą go o ponad trzy piędzie.

- Wssstręty pos… pop… popsssujssabawa – oskarżyła go płaczliwie. – Do-du-py.

- Tak, Hawke. Do dupy jesteś. Wisielec to karczma dla doświadczonych moczymord i zimnych suk w guście Rivianki, a nie dla zdesperowanych kobietek, które chcą sobie pośpiewać. Nie po to własnymi rękoma pomagałem ci załatwiać smoki, żeby teraz zadźgał cię i okradł pierwszy lepszy chłoptaś Koterii.

- Izz piła tyle sssamo – mruknęła obrażona.

- Rivianka zjadła zęby na awanturach, mogłaby widzieć podwójnie i nadal poderżnąć gardło pierwszemu odważnemu. Obu im. A ty, z tą swoją laską… - Z politowaniem spojrzał na cienki kostur z rzeźbionymi runami, który przytulała do siebie w obronnym geście. – Rzuciłabyś jakąś epicką Burzę albo Kulę Ognia po pijaku? Ha, to by było warte opowieści. Nie, nawet nie próbuj! – dodał szybko, widząc, jak zaciska powieki ze skupionym wyrazem twarzy. – Rozpieprzy całą karczmę i to my będziemy epicentrum, Hawke, słyszysz?

Zrezygnowała z daremnych prób przywołania magii i westchnęła z głębi serca.

- Może to i dobrze, że wpadłaś do Wisielca, bo mam ci coś do powiedzenia – ciągnął krasnolud, wnosząc ją do swoich pokojów na piętrze – ale wolałbym, żebyś była bardziej świadoma tego, co mówię.

- Jesstem śśświadoma – oburzyła się Aedale, aczkolwiek bez przekonania. – O so chozi?

- Pogadamy rano – zdecydował, stawiając ją na ziemi. Kiedy tylko stanęła na własnych nogach, zachwiała się i byłaby upadła po raz kolejny, gdyby jej nie złapał.

- Na Kamień i wszystkie jego chędożone upiory, Hawke… Masz przynajmniej jakiś mocny, tragiczny powód do zalewania się w trupa w najgorszej spelunie miasta?

- Ty tu mieszszkasz – zauważyła z pijackim sprytem, z wdzięcznością przyjmując podpórkę . Błysnął zębami w uśmiechu.

- Przecież mówię, że to najgorsza speluna. Zostajesz dziś tutaj, nie ma szans, żebyś dowlokła się w takim stanie do Górnego Miasta. Prędzej stoczysz się z tych wszystkich schodów prosto na dno Mrokowiska. A teraz spełnij odwieczny zwyczaj bohaterów tragicznych i wyjaw we wspaniałym monologu, co ci leży na wątrobie, zanim wydrę to z ciebie siłą. Dylematy moralne? Niewyrażona trauma z przeszłości? Nieszczęśliwa miłość?

Aedale opadła na łóżko i wypuściła z sykiem powietrze, nie patrząc na krasnoluda. Varrik zacmokał.

- Czyli to ostatnie.

- Nis nie rozumiesz – mruknęła, a potem skuliła się na poduszkach tyłem do niego.

Krasnolud przypatrywał jej się przez kilka długich, idealnie cichych chwil – nie licząc przyciszonego gwaru, jaki dochodził z parteru – a potem podszedł do łóżka, odwrócił ja bezceremonialnie i chwycił za szatę.

- Hawke, do cholery!

- So…? – Spojrzała na niego z całkowitym niezrozumieniem.

- Jeśli zamierzasz być słabeuszem, który za pierwszym lepszym problemem idzie się zachlać, to idź i chlaj sama. I odpuść sobie rezydencję, szlachectwo, wicehrabiego, półświatek, idź, stocz się do tuneli w Mrokowisku i zapomnij o wszystkim, co zrobiłaś w ciągu zeszłego roku na rzecz swojej rodziny i reputacji. – Potrząsnął nią brutalnie. – Masz pojęcie, ile ludzi czeka na twoje pierwsze potknięcie? Szlachta z Górnego Miasta najchętniej wyrzuciłaby cię z Kirkwall za samo pochodzenie, Zakon węszy wokół, Koteria obserwuje każdy krok, żeby się zorientować, czy jesteś mocnym graczem. Takim, z którym należy się liczyć. W tym biznesie, Hawke, jest jak w hodowaniu szczeniaków: nie możesz go spuścić z oka, bo nagle okazuje się, że wszędzie nasrane. Nie masz prawa być słaba, masz coś więcej do stracenia niż tylko dywan babuni!

- Nie jestem… ssłaba! – warknęła Aedale. – Tylko… Bethany, matka… Carver poszedł… Lothering już nie ma… i Fenri…

- To nikogo nie interesuje – przerwał jej lodowato. – Masz być mocna, Hawke. Mocna! Nie do zdarcia! Nie po to wyrąbałaś sobie drogę z Fereldenu przez Czerwoną Stal aż do Górnego Miasta, żeby teraz miało wszystko pieprznąć, bo chcesz sobie popić i pojęczeć!

- Nie jęszę! – W zamglonych piwem oczach Aedale błysnęła stal.

- Jęczysz!

- Nie!

- A właśnie, że tak, i to koncertowo!

- NIE!

Trzask. Uderzyła go w twarz. Syknęło błękitne wyładowanie.

Puścił ją.

- Teraz nie – zgodził się.

Oddychała ciężko, a poświata wokół dłoni powoli zanikała. W jej zamglonej, ociężałej głowie kołatała się myśl, że taki wykwit spontanicznej magii nie zdarzył się już bardzo, bardzo dawno.

- Idź spać, Hawke. Nie nadajesz się teraz do niczego.

Posłuchała.

Drewniane ściany. Czerwona pościel. Tłukący ból głowy. Potwornie suche gardło i usta.

Boazeria.

Światło świeczki, głośne skrobanie pióra. Skrzywiła się. Przyćmione światło dobiegające z prawej strony. Czemu nie lewej? W rezydencji zawsze…

Na tyłek Andrasty, gdzie ja jestem?

Usiadła gwałtownie tak, że skronie eksplodowały bólem. Varrik uniósł głowę znad memuarów.

- Serah Śniąca.

- Varrik!

- Tak, jak mówiłem, mam ci do przekazania ważną wiadomość, przy czym moje kontakty…

- Czy ja właśnie spędziłam noc w twoim łóżku?

Krasnolud wyszczerzył się i odwrócił na krześle.

- Na to wygląda. Ile pamiętasz?

Ukryła twarz w dłoniach, ignorując pulsujący ból i skupiając się na wspomnieniach z wczorajszej nocy.

- Większość. Co się stało po tym, jak kazałeś mi spać?

- Poszłaś spać. Bardzo pokornie, jak na nową potęgę tego miasta.

- Nowa potęga tego miasta potrzebuje natychmiast mikstury na kaca – warknęła Aedale i zrzuciła z siebie kołdrę. Varrik obserwował z rozbawieniem, jak wstaje, podnosi kostur z podłogi i bezskutecznie usiłuje przygładzić zmiętą szatę.

- To była jedna z bardziej bezsensownych, samobójczych zagrywek, jakie kiedykolwiek widziałem, a zauważ, że mieszkam tu od dłuższego czasu.

- Wiem. Potrzebowałam po prostu… ulgi – przyznała szorstko. – Bycie głównodowodzącym nie jest lekkie, zwłaszcza kiedy zwala się na ciebie mnóstwo prywatnych głupot.

- Mnie to mówisz? – Varrik się wykrzywił. – Odkąd ten chędożony zdradziecki bryłkowiec, mój starszy braciszek, zwiał z Kirkwall i gdzieś się zaszył, dowodzę całym rodzinnym interesem. W cieniu było zdecydowanie więcej przestrzeni.

Kiwnęła głową.

- Ale nie możemy mieć żadnych ulg z tego powodu.

- Sportretuję się w opowieści jako wielki duchowy mentor Bohaterki. Jestem szczerze wzruszony, że moje słowa tak głęboko zapadły w twoją pijacką jaźń.

- Tylko się nie popłacz – mruknęła Aedale, masując skronie. – Dobra, Varrik, miałeś mi coś powiedzieć.

- Dziwnie zwięzła się robisz na kacu. Zgoda, do rzeczy. – Odwrócił się do swojego notatnika i zaczął przerzucać kartki. – Wiesz, czym jest Lista Popiołów?

Wywróciła oczyma i poczuła, że nawet gałki oczne ją bolą.

- Brzmi jak łzawy spis kombatantów po Pladze.

- Gdyby taki spis istniał, miałby z Listą Popiołów jedną wspólną cechę… Na obu widniałoby twoje nazwisko.

Obrzuciła go uważnym spojrzeniem.

- Co to jest w takim razie ta Lista i dlaczego na niej jestem?

- Co roku Krąg w Kirkwall wspólnie z Zakonem tworzą listę mieszkańców miasta…

Wyciągnął zza okładki dziennika szary kartonik pokryty ciasnym pismem.

- … którzy są podejrzani o nielegalne uprawianie magii poza Kręgiem. To lista potencjalnych apostatów.

A/N:

Żeby nie było – wszelkie błędy popełnione podczas relacjonowania pijackich rozmów są całkowicie celową onomatopeją.

Tak, wiem, że ni mo Fenrisa! Ale że świecił jako główny bohater dwóch poprzednich rozdziałów, teraz należy popchnąć akcję do przodu. (Pisanie o Varriku to czysta frajda, zwłaszcza kiedy towarzyszy mu pijana Hawke.) Ale wszystkich, którzy tęsknią za naszym tatuowanym elfem, zapewniam, że nadal związek jego i Aedale pozostaje wątkiem głównym, który znajdzie rozwinięcie w toku akcji.

Zapraszam do czytania i proszę o komentarze. Dodaje się je bardzo prosto i nie trzeba do tego być zalogowanym; wystarczy kliknąć w link „Review this Chapter" poniżej. Każda opinia jest dla mnie cenna.