Fenris

rozdział piętnasty

Rzecz dzieje się na przestrzeni trzech lat pomiędzy aktem pierwszym a drugim Dragon Age II.

-…-…-…-…-

Coś poruszyło się w odległym końcu tunelu.

-…-…-…-…-

Aedale niemal bez namysłu wycelowała i posłała w kierunku poruszającego się kształtu magiczny impuls. Błękitne światło rozświetliło tunel przez sekundę, rozwijając się rwącą wstęgą światła po śliskich ścianach. Przez najkrótszą z chwil mogła dostrzec smukły, czarny cień odcinający się jaskrawo od magicznej błyskawicy – odskakujący na bok. Pocisk pomknął dalej, wytracając szybkość, i rozbryzgał się lazurowymi iskrami o odległy koniec tunelu.

Kobiety wymieniły szybkie spojrzenia; Aedale zgasiła pulsar i zamrugała kilkakrotnie, zdając się całkowicie na słuch; błoto pluskało cicho pod stopami biegnącego wroga, smród otoczył ją ze wszystkich stron. Wydawało się, że już się przyzwyczaiłam. Do jej skroni uderzyła adrenalina, palce zacisnęły się mocniej na twardym drewnie kostura, czerpiąc z niego dodatkową moc. Złożyła usta w kilka bezdźwięcznych głosek, formułując Aurę Heroizmu. Moc popłynęła szeroką falą, otaczając ją miękkim kokonem; rozszerzyła się na ciało Aveliny – Aedale mogła poczuć jej spięcie, chłodną, doświadczoną precyzję oczekiwania – i popieściła skórę iskrami czystej energii. Zazwyczaj Anders był lepszy w tworzeniu aur i wspomaganiu sprzymierzeńców, ale przez ostatnie dni zdążyła lepiej zrozumieć istotę zapobiegawczych zaklęć. Ochrona.

Ta część umysłu, która nie była zajęta podtrzymywaniem eterycznej, giętkiej błony ograniczającej czar, zastanawiała się nad tożsamością nieznanego wroga. Mag krwi? Zwiadowca? Najemnik magów? Z pewnością nie topielec, te były zdecydowanie zbyt głupie, żeby uchylić się przed magicznym impulsem…

Delikatne drżenie powietrza sprawiło, że odskoczyła. W samą porę – bardziej poczuła niż usłyszała bezlitosny świst. Ostrze napotkało pustkę. Kolejny świst – brzdęk, dźwięczny odgłos metalu odbitego od metalu – tarcza Aveliny zatrzymała długa klingę, Aedale usłyszała mlaśnięcie błota, kiedy strażniczka zaatakowała; napastnik odskoczył gwałtownie. Zabrzmiało głuche tąpnięcie i Aedale była już pewna, że uderzył głową o niskie, brudne sklepienie kanału.

Skupiła się. Błony Aury rozciągały się pewnie wokół niej i Aveliny; na sekundę odwróciła od nich swoją uwagę i odetchnęła głęboko. Moc zapłonęła w jej głowie, barwiąc czarny obraz tunelu miedzianymi plamami; wzrastała – wzrastała – wzrastała –

Mokre plaśnięcie błota. Napastnik upadł, odrzucony potężnym telekinetycznym uderzeniem. W chwili, w której magia powaliła go na ziemię, Aedale poczuła niejasne deja vu. Ale to nie było teraz ważne, nie; moc zapłonęła w jej żyłach, pełznąc szkarłatnymi wężami do dłoni, czerwonawy blask rozjaśnił jej twarz złowrogim, krwistym cieniem…

- Hawke?

Magia zgasła.

Cisza i absolutna ciemność ogarnęła śmierdzący kanał. Po kilku sekundach coś niezgrabnego i oślizgłego poruszyło się w mule.

Zanim zdążyły się ruszyć, pozbawiony głowy trup topielca upadł z powrotem w błoto. Resztki zgniłej krwi i ciała obryzgały szyję Aedale.

Z pewnym zawahaniem uniosła rękę i przywołała pulsar. Światło obudziło się w jej ręce małą iskrą, powoli wzrastającą i pulsującą łagodnie w rytm serca, rozjaśniającą ściany tunelu. Magiczka wygięła palce, unosząc go delikatnie; kiedy zawisł w powietrzu, wyprostowała palec wskazujący i uformowała ciepłą kulę światła w wielki, tłusty znak zapytania.

Fenris zmarszczył brwi.

Jego zwykle pedantycznie wypolerowana zbroja była pokryta krwią i resztkami przegniłych wnętrzności, doprawionych zielonkawo-brązowym szlamem. Błoto ściekało z jego pleców, ramion i potylicy, sklejając białe włosy w brudne, mokre strąki. W brudnych szponiastych rękawicach ściskał dwuręczną klingę; ciemna skóra obnażonych przedramion była zabłocona i zakrwawiona. Opuścił miecz, opierając go o biodro, i ostrym ruchem otarł szlam z czoła.

- Co ty tu robisz, Hawke?

Aedale zagapiła się na niego z niedowierzeniem.

- Nie, moje pytanie brzmi: co ty tu robisz? Mogłam cię zabić!

Kącik ust Fenrisa drgnął. Z nieprzyjemnym zgrzytem otarł jedną rękawicą o drugą, czyszcząc je z mokrego błota.

- Nie mogłaś.

Przekrzywiła głowę, gapiąc się na niego bez słowa. Przesunął szpony po twarzy, ścierając krew i szlam z warg, szorstkich policzków i szczęki.

- Nie sądziłam, że potraktujesz to poważnie, sądząc po twojej reakcji… - odezwała się Avelina zza pleców Aedale. Fenris zmrużył oczy.

- Cóż za brak wiary w obywateli.

- Nie dawałeś powodów do tej wiary nigdy przedtem – odparła kapitan chłodno, ale po chwili jej twarz złagodniała. – Ale nie będę narzekać na jedno ostrze więcej między nami a tymi stworami.

Aedale odwróciła głowę, żeby spojrzeć na przyjaciółkę.

- Jemu też kazałaś oczyścić kanały?

- Wspominałam o tym – odparła wymijająco Avelina.

- Mogłeś przynajmniej uprzedzić. – Spojrzała na Fenrisa spode łba. Elf dotknął czubka głowy, masując czaszkę w miejscu, w którym zderzyła się z niskim stropem. Aedale zauważyła, że przez cały czas miał nieprzyjemnie zgięte kolana; był zdecydowanie za wysoki na takie tunele.

Odwzajemnił spojrzenie.

- Nie wszystko kręci się wokół ciebie, Hawke – odparł niskim, obojętnym tonem. Otworzyła usta, ale przerwał jej mokry plask.

Uderzyli wszyscy troje jednocześnie; bezgłowe, dymiące truchło osunęło się po wygiętych ścianach. Avelina rzuciła Aedale niespokojne spojrzenie.

- Skąd one się biorą, Hawke? Niemożliwe, żeby w tym błocie było tyle ciał.

- To nie są ciała żywych ludzi – odparła krótko magiczka. – To po prostu losowe mutacje energii, która przedziera się tutaj przez dziury w Zasłonie. Gdyby były trochę większe, pojawiliby się prawdziwi nieumarli. A potem cienie, zmory, demony…

- Są tu magowie krwi? – przerwał jej Fenris. Spojrzała na niego na wpół z irytacją, na wpół z podziwem.

- Bardzo możliwe – odparła po chwili. – Na pewno gdzieś w podziemiach znajduje się coś, co psuje Zasłonę. Magowie krwi byliby najbardziej logicznym wytłumaczeniem, zwłaszcza po tym, co dzieje się w Zakonie…

Kiwnął głową niecierpliwie.

- Zamierzasz się tym zająć, Hawke?

Oczy Aedale pojaśniały.

- Natychmiast! – Odwróciła się i zaczęła energicznie iść w stronę najbliższego włazu.

Ciężka dłoń Aveliny opadła na jej ramię, zatrzymując ją w miejscu. Fenris parsknął bezgłośnie. Aedale przewróciła oczyma i machnęła ręką.

Poszli dalej, w ciszy przerywanej tylko plaśnięciami błota i miarowym ściekaniem kropel; magiczka z zadowoleniem zaobserwowała, że dalej tunel robił się odrobinę wyższy. Najwyraźniej spotkali się na zwężeniu. Pulsar unosił się nad ich głowami, rzucając drżące, ciepłe cienie na oślizgłe ściany kanału.

- Fenris? – Szedł przed nią, nie okazując żadnego znaku dyskomfortu z powodu nieustannie ugiętych kolan. Poruszał się równie zwinnie i płynnie jak zawsze, jakby zupełnie nieświadomy faktu, że cały pokryty jest krwią i błotem.

Aedale zazdrościła mu tej swobodnej pewności siebie. Ona była zbyt świadoma szlamu i brudu pokrywającego jej szatę i wilgotnych, posklejanych włosów.

Odwrócił głowę, posyłając jej niespodziewany uśmiech – a przynajmniej delikatnie drgnięcie warg, które zmieniało się w uśmiech na jego ponurej twarzy. Zrównała się z nim, słysząc rytmiczne, marszowe kroki Aveliny za swoimi plecami.

- Hawke.

- Przepraszam za to przed chwilą – wymamrotała tonem wymówki. – Nie wiedziałam, że to ty.

Parsknął gardłowo.

- To nic, Hawke. Zapewniam cię, że bywało gorzej.

- Będziesz miał guza jak twierdza wicehrabiego – zauważyła, dotykając własnej głowy. Rzucił jej nieodgadnione spojrzenie.

- Przeżyję.

- Mogłabym ci go wyleczyć, tak w ramach rekompensaty – zaoferowała się, wyciągając rękę. Odwrócił głowę i przyśpieszył kroku, usuwając się z jej zasięgu.

- Nie.

Wzruszyła ramionami.

- Tak tylko zaproponowałam.

Zatrzymał się gwałtownie i odwrócił się, tak, że niemal wpadła na jego pierś; złość błysnęła w jego oczach. Błyskawicznym ruchem uniósł miecz i uderzył w nim w jej stronę.

Klinga o włos minęła jej gardło.

Przez kilka uderzeń serca, bijących głucho w jej uszach, stała nieruchomo jak kukła, wpatrując się w niego szklanymi oczyma. A potem rozległ się cichy plask. Truchło topielca z przeciętym karkiem upadło na jej plecy i osunęło się w błoto.

Wypuściła wstrzymywany oddech. Fenris powoli cofnął klingę, ostrożnie odsuwając ostrze od jej gardła. Założył miecz na plecy, a jego źrenice napotkały jej; zadrżała wbrew woli, kiedy w świetle pulsara zobaczyła pociemniałe, zielone oczy wpatrzone w nią spod zmrużonych powiek.

Stwórco, jest piękny, przemknęło jej przez myśl, zanim zdążyła się opanować. Był blisko – za blisko – jego zabłocony napierśnik niemal dotykał jej szaty. Milion myśli przemknęło przez jej głowę w jednej chwili. Mogłaby udać, że się potyka. Mogłaby dotknąć tej szorstkiej, zabłoconej skóry na policzku, przekonać się, jaka jest w dotyku. Mogłaby się przekonać, czy jego włosy są rzeczywiście tak miękkie, jak na to wyglądają, przesunąć dłońmi przez tę białą, brudną od szlamu grzywę, zetrzeć resztki mułu i krwi z jego wilgotnej skóry –

on jest bezwzględny, a ty jesteś skażona rzeczą, której nienawidzi najbardziej na świecie, a poza tym, do cholery, jesteście w piekielnym kanale, a na twoich plecach leży trup topielca.

Zamrugała i cofnęła się.

Poza tym sekundę temu byłaś przekonana, że chce cię zabić.

Czy to była tylko jej wyobraźnia, czy Fenris rzeczywiście poruszył się w jej stronę, kiedy postąpiła do tyłu? Zobaczyła w olbrzymich, pełnych czerni oczach błysk bólu i coś, czego nie potrafiła zrozumieć, zimna desperacja, strach – co? Jego twarz, zazwyczaj wykrzywiona w ponurym grymasie, niemożliwa do odczytania, przez tę jedną chwilę otworzyła się przed nią – i była pewna, że to już zostanie między nimi, cokolwiek by nie myślała, cokolwiek onby nie myślał, bo nie chciał tego, ten ból był zbyt oczywisty – Fenris?

Czarne, czarne oczy były wypełnione obcą emocją – jej stopa, przez sekundę zawieszona w powietrzu, napotkała niespodziewanie śliską, kulistą powierzchnię czaszki topielca.

Zachwiała się i zamachała rękami, próbując utrzymać równowagę.

Podaj mi rękę.

Podaj mi rękę.

Podaj mi rękę.

Fenris cofnął się.

Mocne, uzbrojone w metalowe rękawice palce zacisnęły się na jej rękach; Avelina chwyciła ją za ramiona, podtrzymując od tyłu.

- Przysięgam, Hawke, wszyscy ci, którzy wysyłają na ciebie bandytów, marnują pieniądze. Równie dobrze mogliby usiąść i poczekać, aż sama zabijesz się o własne nogi.

- Hej! – zaprotestowała, łapiąc równowagę. – Nie zaprzeczam, że części ciała są zamieszane, ale nie nogi i zdecydowanie nie własne. – Łypnęła spode łba na trupa topielca, szturchając go kosturem w zemście. – I wasze matki też!

Avelina przewróciła oczyma.

- Po prostu idź, Hawke. I postaraj następnym razem uważać, gdzie zostawiasz zwłoki. Najwyraźniej są dla ciebie bardziej niebezpieczne niż faktyczni wrogowie.

- Brzmisz jak Varrik – poskarżyła się Aedale. – Założę się, że opowiada takie historie w ramach zemsty, kiedy wygram z nim w pokera. - Jej oczy napotkały oczy Fenrisa. Elf zamrugał raz, bardzo powoli, i odwrócił się plecami. Zaczął iść dalej, a kobiety podążyły o krok za nim.

- Przyjdź do baraków dziś wieczorem, Hawke – mruknęła Avelina kącikiem ust. – Muszę z tobą porozmawiać.

Magiczka przekrzywiła głowę. Avelina uniosła brodę i obdarzyła plecy Fenrisa wymownym spojrzeniem.

Aedale przewróciła oczyma, wyczuwając na odległość, co się święci.

- Musisz?

- Sprawy są dość poważnej natury i zaczynają wymykać się spod kontroli – powiedziała z naciskiem Avelina. – Chciałabym z tobą to omówić, zanim zabrną za daleko.

Czarodziejka zacisnęła usta, próbując opanować niechciane uczucie jednocześnie zimna i gorąca w żołądku, jak gdyby jej wnętrzności płonęły w magicznym ogniu. Wyobraziłam sobie te oczy? Wyobraziłam sobie? Może tak bardzo chciałam… To tylko głupie marzenie. Przełknęła ślinę.

- Nie ma żadnych spraw, Avelino. Mój… zleceniodawca wygląda na takiego, który potrafi poradzić sobie samemu bez zatrudniania dodatkowych najemników.

Spojrzenie strażniczki złagodniało, kiedy raz jeszcze spojrzała na Fenrisa, a potem na Aedale.

- Powinniśmy porozmawiać tak czy siak. Będę na ciebie czekać, Hawke.

Aedale odwróciła głowę.

- Zajmijmy się najpierw naprawianiem Zasłony. Wszelkie kwestie zatrudnienia będą raczej mało ważne w obliczu demonicznej inwazji na Kirkwall.

W ciepłym blasku pulsara było to niemal niezauważalne, ale Aedale mogła dostrzec, jak ubłocone znaki na przedramionach i karku Fenrisa lśnią delikatnym błękitnym światłem.

A/N:

To już piętnasty rozdział i ani jednego pocałunku? :3 hjehje, owszem. Stwórca jeden wie, ile zajmie im zebranie się do kupy. Trzy lata, jak w kanonie, a może polecimy w AU? Hmmm?

Pamiętajcie o zostawieniu śladów swojego przybycia! Komentarze dodaje się bardzo prosto i nie trzeba do tego być zalogowanym; wystarczy kliknąć w link „Review this Chapter" poniżej. Każda opinia jest dla mnie cenna; od poziomu zainteresowania uzależniam też wklejanie nowych części.

Co było Waszym największym zaskoczeniem podczas gry?