Fenris
rozdział siedemnasty
Rzecz dzieje się na przestrzeni trzech lat pomiędzy aktem pierwszym a drugim Dragon Age II.
-…-…-…-…-
- Już czas – oświadczył Varrik, kiedy zaszła po niego rano. Zmarszczyła brwi.
- No jasne, że to już czas. Dlatego tu jestem, wiesz. Między nami mówiąc, nie zaszkodziłoby ci, gdybyś nauczył się wstawać chociaż odrobinę wcześniej.
Krasnolud wzruszył ramionami z szerokim uśmiechem.
- Licho nie śpi, słyszałaś o tym, Hawke? Dlatego ja staram się wyrobić normę.
- Próbujesz przekonać samego siebie, że nie jesteś lichem? – Aedale puknęła go w pierś. – I tak ci nie wyjdzie.
Skłonił się nisko.
- Rozgryzłaś mnie, messere. Dobra, Hawke, do rzeczy. – Poklepał swoje biurko, a Aedale spróbowała zapuścić żurawia w dokumenty, które trącił. Varrik niby przypadkiem położył rękę tak, aby zasłaniała większość treści. – Skończyliśmy machlojki. Ostatni prom do Katowni odpływa godzinę przed zmierzchem.
Czarodziejka uśmiechnęła się złowieszczo. Poczuła upajający dreszcz niecierpliwości przemieszczający się w dół kręgosłupa.
- To już dziś?
- Dziś. – Varrik kiwnął głową, szczerząc się w podobny złośliwy sposób. – Trzymaj się tylko planu i masz ich wszystkich na widelcu.
Patrzyli na siebie przez moment, rozkoszując się świadomością dopracowanego planu, który miał się rozpocząć już za kilka godzin. Aedale poczuła rozkoszne mrowienie w koniuszkach palców, uzależniającą mieszankę magii i adrenaliny, która w miarę przyzwyczajenia do potyczek pojawiała się coraz rzadziej – i która była uczuciem, że warto, ach, jak bardzo warto było spiskować. W oczach krasnoluda widziała to samo – złośliwą, sytą radochę, oczekiwanie i niecierpliwość.
Może to był powód, dla którego tak dobrze się rozumieli. Wspólnie jak nikt inny potrafili smakować dobrą intrygę.
- Kogo ze sobą bierzesz? Mnie, Ponuraka, Avelinę i Blondaska?
Aedale potrząsnęła głową.
- Nie zabiorę Andersa do lochów Katowni. Nie tylko dlatego, że jeden apostata w Wieży Kręgu to wystarczające kuszenie losu. Wyobraź sobie, jak zareaguje jego niebieski współlokator na wnętrze Katowni, uwięzionych magów i podziemne lochy. Całą konspirację diabli wezmą.
Varrik kiwnął głową, stykając ze sobą koniuszki palców.
- Nie będę się kłócić. Stokrotka też odpada. Czyli poza mną i tobą tylko Avelina i elf?
- A… - Aedale zawahała się. – Nie mogłaby pójść z nami tylko Avelina?
- To by było idiotyczne, Hawke – odparł Varrik z grymasem. – Nie zaprzeczam, że jestem wystarczająco męski na was dwie, ale rezygnowanie z jednego ostrza więcej nigdy nie kończy się dobrze.
Aedale odwróciła głowę. Krasnolud przyjrzał się jej uważniej.
- Szczerze, Hawke, co jest pomiędzy tobą i Ponurakiem?
- Nic! – odparła odrobinę za szybko i natychmiast otrzymała długie spojrzenie.
- On był jednym z powodów, dla których upiłaś się tamtej nocy, prawda? – Varrik zmienił ton, mówiąc śpiewnym, głębokim, niemal natchnionym szeptem. – „Z jego imieniem na ustach szła do walki, ale to samo imię spychało ją na dno rozpaczy. Głębokie, niszczące uczucie rozpalało jej duszę, ale jak gorący płomień pożera drwa, zostawiając tylko zimne popioły, tak i światło emocji niszczyło ją od zewnątrz – choć nigdy nie walczyła bardziej śmiercionośnie niż wtedy."
Aedale zamrugała dwa razy – bardzo, bardzo powoli.
- Varrik.
- Hm? – Krasnolud miał zmrużone oczy, najwyraźniej układając w głowie dalszy ciąg dramatycznego romansu.
- Pieprz się.
Parsknął, wydobywając się z opowieściowego transu, i spojrzał na nią z kpiącym uśmieszkiem.
- Im więcej mi powiesz, tym mniej będę musiał zmyślić.
Aedale wzniosła oczy do nieba.
- Stwórco, czy wśród moich towarzyszy dryfują jakieś prądy inspiracji? Najpierw ty i Fenris odgrywacie mi ojców, każdy na swój sposób, potem synchronicznie ty i Avelina nagle interesujecie się moim życiem uczuciowym…
- Pewnie coś w tutejszej wodzie. – Varrik wzruszył ramionami, nadal z zadowolonym uśmieszkiem. Po chwili ten zniknął z jego twarzy. – Hawke? Martwisz się. Na tyłek bryłkowca, dywersja w Katowni nie sprawia, że masz taki wyraz twarzy, a elf owszem.
- Po prostu to zróbmy, co, Varrik? – Odetchnęła głębiej i uśmiechnęła się do niego. – Chodźmy. Skoro to już dziś wieczór, powinniśmy poszukać jakiegoś przyzwoitego ekwipunku na akcję.
Krasnolud pokiwał głową i podążył za nią schodami – tak jak wczoraj, jak przedwczoraj, jak zawsze.
- Bierzemy elfa, Hawke?
Aedale milczała przez chwilę, a potem pokiwała głową.
- Bierzemy.
-…-…-…-…-
Fenris nie zareagował, kiedy razem z Varrikiem objaśniali szczegóły planu, stojąc blisko siebie w sinym świetle doków. Dzień był mglisty, parny i zachmurzony, gęste białe obłoki siąpiły niemrawym deszczem w brudne wody zatoki. Słońce zniżało się nad horyzontem, znacząc swój ślad ledwie wyraźnym prześwitem przez nieprzejrzystą kołdrę chmur. Katownia wynurzała się z mgły niczym złowroga twierdza z baśni, wysuwająca z dymów i oparów ciemne, posępne wieże; Aedale wspomniała słowa strażnika, z którym rozmawiali dawno temu, zaraz po zejściu ze statku: dawniej było tu miejsce pracy tevinterskich niewolników, teraz zaś Zakon przetrzymuje tu magów Kręgu. „Niewiele się zmieniło".
Avelina natomiast zareagowała za nich oboje.
- Oszalałaś, Hawke? Chcesz dobrowolnie dać się zaaresztować templariuszom? – warknęła gwałtownie, jak tylko Aedale skończyła mówić. Czarodziejka uniosła rękę uspokajająco.
- Tylko na jakieś pół godziny i to w przebraniu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, przed północą będziemy wolni, a nad ranem komtur Meredith dostanie z moich własnych rąk wszelkie dowody, że jej elfia kapitan jest zdrajczynią. Nie zdziwiłabym się, gdyby po tym wszystkim dostała jakiś order. – Uśmiechnęła się złowieszczo, jej oczy błyszczały podnieceniem i oczekiwaniem.
Kapitan straży zacisnęła usta w wąską linię, ale pozwoliła jej kontynuować.
- Powinniśmy zostać tam wprowadzeni akurat w momencie zmiany warty. – Aedale spojrzała na krasnoluda, a ten podjął:
- Strażnik więzienny jest poinstruowany i wyjdzie, nie czekając na zastępcę. Wtedy mój człowiek zajmie jego zmiennika na najdłuższy możliwy czas, dając nam chwilę na porozmawianie z uwięzionymi templariuszami i skłonienie ich do poparcia naszej wersji wydarzeń. To kluczowa sprawa – podkreślił Varrik, gładząc swoją kuszę czułym gestem – Zeznania muszą się zgadzać. Potem zostaniemy wyprowadzeni i tak szybko, jak to będzie możliwe bez zwracania na siebie niczyjej uwagi, pędzimy na prom. Przewoźnik będzie na nas czekał.
- To wszystko? – zapytała Avelina po długiej pauzie. Aedale kiwnęła głową.
- Zaaranżowanie tego wszystkiego trwało o wiele dłużej niż sama akcja. W skrócie musimy tylko dotrzeć do lochów, porozmawiać z buntownikami i wydostać się z lochów. Co może być prostszego? – Uśmiechnęła się szeroko, przestępując z nogi na nogę niecierpliwym gestem. – To się nazywa… skok, drużyno!
- Skok, szefowo – potwierdził Varrik, odwzajemniając jej dziki uśmiech, i uniósł kciuki do góry. Avelina popatrzyła na nich z wyrazem sceptycyzmu na twarzy.
- Hawke, jeśli cokolwiek ci się stanie, wiesz, że to prawdopodobnie ja będę musiała ratować twój mokry tyłek?
- Dlatego cię ze sobą zabieram. – Aedale wyszczerzyła się do niej, a potem, w nagłym impulsie, podskoczyła do przyjaciółki i uściskała ją mocno. Avelina zmarszczyła brwi i odchrząknęła, ale jej spojrzenie złagodniało.
- Nie wybaczę ci, jeśli dasz się zamknąć w Kręgu – powiedziała szorstko. Aedale mrugnęła do niej.
- Jeden więcej powód, żeby się nie dać, co?
- Hawke. – Fenris odezwał się po raz pierwszy tego wieczoru; spojrzenie Aedale natychmiast powędrowało do jego nieruchomej, zamkniętej twarzy. Uniósł kącik ust. – Używaj mózgu dziś wieczorem.
Parsknęła, uśmiechając się szeroko, adrenalina pulsująca w jej żyłach mieszała się z upajającym poczuciem magii w powietrzu. Wydawało się, że świat nigdy nie miał ostrzejszych konturów, kiedy po drugiej stronie zatoki czekało niebezpieczeństwo – i nie brutalny cios albo kula ognia miała przed nim uratować, ale subtelna gra pozorów, linie intrygi uplecionej z cichych gróźb, sugestii, pieniądza, szantażu, perswazji. Z tych lin upleciony był most, który miał ich przeprowadzić nad przepaścią, nie powodując choćby drgnięcia potwora śpiącego w dole; nie było niczego bardziej podniecającego od myśli, że oto mieli wypróbować stałość tych lian.
Odetchnęła głęboko, czując na twarzy duszne powietrze doków, wypełnione specyficznym, śmierdzącym rybą zapachem; odwróciła się od przyjaciół, patrząc prosto w twarz najwyższym wieżom Katowni, które wyłaniały się w mgły niczym uśpione na warcie hydry.
Zobaczymy, czy uda się wemknąć i wymknąć z ich rewiru, nie budząc gniewu potworów.
- Igrasz z niebezpieczeństwem, Hawke – usłyszała najcichszy szept za swoimi plecami. Fenris stanął tuż za nią, wpatrując się w ciemną sylwetkę twierdzy bez zmrużenia oka, i Aedale w jednej chwili wiedziała, że rozumiał. Stał blisko; gdyby przesunęła się trochę, jej ramię dotknęłoby jego napierśnika.
- Czymże byłoby życie bez odrobiny dreszczyku? – odparła również szeptem, nie odwracając głowy. Fenris milczał, ale w cichym przedwieczornym powietrzu mogła usłyszeć, jak oddycha przez rozchylone usta. Ten dźwięk wydał jej się nagle niezwykle intymny.
Za ich plecami Varrik i Avelina wymienili spojrzenia.
Cichy plusk wody we mgle przybrał na sile. Z białych oparów powoli wyłoniły się kontury drewnianej barki, przybijającej do brzegu z wolną, ale niepowstrzymaną siłą, tworzącą łagodne koliste fale na spokojnej powierzchni zatoki. Jej burty kołysały się delikatnie w rytmie wody. Dwóch flisaków, stojących na dziobie i na rufie, wiosłowało długimi drewnianymi prętami, kierując łódź do brzegu, w kierunku oczekujących podróżnych. Aedale, patrząc uważniej, dostrzegła emblematy Kręgu i Zakonu na ich brudnych, połatanych koszulach.
Był to ostatni kurs w kierunku Katowni tego wieczoru. Wiedziała to od Varrika. Ich czwórka była jedynymi pasażerami; krasnolud wysypał na dłoń pierwszego flisaka cztery srebrniki, a potem usiedli na środku barki, w milczeniu obserwując szare, ciemniejące niebo, siąpiącą mżawkę i olbrzymią bryłę twierdzy wyrastającą z gęstej mgły. Z tej perspektywy wyglądała jeszcze bardziej przerażająco i nieprzyjaźnie, wyrastając nad nimi niczym ogromny morski potwór, wysłany tu jako manifestacja gniewu morskich bogów. Aedale wierzyła w Stwórcę – mniej lub bardziej – ale zbyt łatwo było sobie wyobrazić, że ten szary kolos, otoczony stromymi skałami, na których wyginały się cierpiące, miedziane ciała niewolników, był inkarnacją zemsty i zimnego, celowego okrucieństwa jakiegoś doszczętnie zepsutego bóstwa.
Woda szumiała wokół nich, barka kołysała się łagodnie, a mgła szybko – zbyt szybko – spowiła brzegi doków, pozostawiając bryłę Kirkwall po drugiej stronie wyrastającą z białego dymu. Aedale odwróciła głowę od złowrogiego kształtu Katowni, patrząc na miasto, z którego brzegu odbijali. Jej spojrzenie powędrowało powyżej wysokich skał, szukając odległych cieni budowli Górnego Miasta; potem przesunęło się po towarzyszach, bladych i niewyraźnych we mgle, a w końcu, niczym przyciągane magnesem, powróciło do wysokich wież Kręgu. Odetchnęła, nabierając w płuca mgły; opuściła głowę, żeby ukryć drapieżny, złowrogi uśmieszek.
Zacznijmy.
Barka przybiła do brzegu Katowni z lekkim stukiem; flisacy zacumowali z wprawą, a Aedale wstała i zeszła z kołyszącej się łódki na twarde, kamienne schodki przystani.
- Chodźmy – powiedziała niskim głosem.
A/N:
I oto zaczynamy same clue akcji. Co na to powiecie, drodzy czytelnicy? Obawiam się, że od teraz napięcie będzie ciągle rosnąć. :3
Pamiętajcie o zostawieniu śladów swojego przybycia! Komentarze dodaje się bardzo prosto i nie trzeba do tego być zalogowanym; wystarczy kliknąć w link „Review this Chapter" poniżej. Każda opinia jest dla mnie cenna; od poziomu zainteresowania uzależniam też wklejanie nowych części.
Jeśli mielibyście możliwość półgodzinnej rozmowy z jednym z członków drużyny w DA2, kogo byście wybrali?
