Fenris
rozdział osiemnasty
Rzecz dzieje się na przestrzeni trzech lat pomiędzy aktem pierwszym a drugim Dragon Age II.
-…-…-…-…-
Barka przybiła do brzegu Katowni z lekkim stukiem.
-…-…-…-…-
Kiedy weszli na główny dziedziniec, blady i nierzeczywisty w cienkiej białej mgle, przed nimi miedziane figury wykrzywionych z bólu, torturowanych niewolników patrzyły w przestrzeń pustymi cierpiącymi oczyma. Aedale zadrżała mimo woli pod ich spojrzeniem. Nieważne, jak wiele razy odwiedzała Katownię, nigdy nie potrafiła przyzwyczaić się do tych niepokojących rzeźb; w posągach męczonych ofiar było coś dogłębnie poruszającego, ich lśniące, miedziane twarze, ułożone w grymasie cierpienia, wpatrywały się w hale z ponurą beznadzieją - nawet jeśli ich wychudzone ramiona wyciągały się w przestrzeń w poszukiwaniu pomocy. Ponad poskręcanymi, wrzeszczącymi niemo statuami wznosił się złoty, potężny posąg strażnika, uzbrojony w jaśniejący nawet we mgle pancerz, z olbrzymimi ramionami wzniesionymi w górę w geście zwycięstwa.
Imperium Tevinter było wielkie, dumne, potężne i spragnione krwi. Patrząc w górę na monumentalny miedziany pomnik, wydawało się, że ich dni chwały nie przeminęły; że nigdy nie było Andrasty, Oblubienicy Stwórcy, Shartana, buntu niewolników, Świętych Marszów ani Plag. Tu, w prastarej twierdzy nasączonej krwią i potem milionów ludzkich istnień, noszącej na sobie ślady starożytnej, mrocznej magii, nadal kwitła świetność magistrów i Dawnych Bogów.
Nieważne, jak bardzo Meredith chciała to udowodnić, to nie templariusze i Zakon byli panami Katowni.
Adrenalina pulsowała w żyłach Aedale, wyostrzając wizję świata, wyczulając wszystkie zmysły. Magia iskrzyła w jej piersi, oczekując momentu, w którym zostanie wypuszczona na wolność. Czarodziejka miała cichą nadzieję, że ta chwila nie nastąpi. Niebezpieczny uśmiech spłynął z jej twarzy, moszcząc się głębiej w umyśle, pozostawiając jej myśli czyste i klarowne, tak, jak czysty jest horyzont na godziny przed burzą.
Przeszli pomiędzy statuami przybitymi do kolumn, załamującymi miedziane ręce w gestach rozpaczy i beznadziei. Aedale ukradkiem pokazała im uniesiony kciuk.
Kiedy przestąpili próg kwater rekrutów templariuszy, Varrik wysunął się na przód i położył palec na wargach. Aedale niemo pokiwała głową. Chociaż kandydaci na rycerzy w tej chwili obozowali gdzieś za miastem – kolejny skutek delikatnych machinacji – nie można było wykluczyć możliwości, że jakiś maruder wciąż pałęta się po barakach. Najciszej jak tylko mogli, wzdragając się na każdy szelest za drzwiami, przemknęli się do wnętrza twierdzy i przeszli długim, szerokim i nisko sklepionym korytarzem.
Za drzwiami czekał templariusz.
Aedale odruchowo sięgnęła do rezerw magii głęboko w piersi; elektryzujące iskry pomknęły w dół jej ramion, tańcząc w koniuszkach palców. Zatrzymała błyskawicę wewnątrz, zanim miała szansę uderzyć. Odetchnęła bezgłośnie. Rycerz był odwrócony do nich plecami i nie poruszał się.
Varrik, trzymając kuszę w gotowości, podszedł kilka kroków naprzód. Wyciągnął z kieszeni miedziaka i upuścił go; moneta zadzwoniła dźwięcznie i potoczyła się po kamiennej posadzce. Templariusz odwrócił się i zwrócił na nich zatrzaśniętą przyłbicę.
Aedale zamarła.
Całe jej jestestwo krzyczało: niebezpieczeństwo.
- Serah – odezwał się głuchy, stłumiony przez hełm głos. Varrik kiwnął głową. Templariusz bez słowa odwrócił się i zaczął iść naprzód, pobrzękując cicho ciężką płytową zbroją. Aedale i jej towarzysze podążyli za nim, skręcając w węższą odnogę korytarza, a potem zatrzymując się w niewielkim pomieszczeniu, które najwyraźniej służyło za łaźnię dla niższych stopniem templariuszy. Aedale zapisała sobie drogę w myśli; wydawała się to najprostsza trasa ucieczki w razie jakiejkolwiek pomyłki w planie.
Varrik zamknął za nimi drzwi. Templariusz odwrócił się do nich i wyciągnął ramię w ciężkiej stalowej rękawicy, wskazując na worki leżące w rogu pomieszczenia.
Aedale rozwiązała rzemienie i zajrzała do wnętrza. Tak, jak przypuszczała, zawierało brudne, szerokie szaty więźniów.
- Hełmy, buty i rękawice musimy zostawić tutaj – powiedziała szeptem. – Resztę przykryją te szmaty. Avelina, Fenris, musicie zdjąć też naramienniki, będą się za bardzo odróżniać pod materiałem…
Avelina zacisnęła usta, uklękła i zaczęła zdejmować ciężkie buty; Varrik zrobił to samo. Fenris spojrzał w dół na swoje bose stopy i wykrzywił usta.
Aedale nie mogła powstrzymać uśmiechu.
Podłoga była zimna i wilgotna. Niemal wbrew woli zwinęła palce u stóp, stawiając swoją parę miękkich skórzanych butów pod ścianą i nakrywając ją workiem. Za jej plecami Avelina potrząsnęła ręką, zrzucając prawą rękawicę z dłoni; Varrik, uporawszy się ze swoimi butami najszybciej, nakładał już brudne więźniarskie szaty. Parsknął cicho, kiedy okazało się, że są dla niego o dobre dwie stopy za długie.
Ostre, spiczaste naramienniki Fenrisa upadły na podłogę z ogłuszającym brzękiem. Wszyscy czworo, nie wyłączając templariusza, drgnęli niespokojnie; brzdęk odbił się echem pod wysokim sklepieniem łaźni i zabrzmiał w korytarzu.
- Głośniej, Ponuraku – wysyczał Varrik przed zaciśnięte zęby, chowając nóż, który nie wiadomo kiedy znalazł się w jego dłoni. – Pewnie, że nie wszyscy jeszcze o nas słyszeli.
Fenris wzruszył ramionami. Aedale przez chwilę oczekiwała w napięciu, wytężając słuch, ale wyglądało na to, że nikt nie zaniepokoił się nagłym hałasem w łaźniach. Zrzuciła swoje rękawice, a potem ściągnęła miękki materiałowy kaptur z głowy, żegnając z pewnym żalem delikatne zwoje zaklęć wplecione w tkaninę.
Spojrzała na Fenrisa. Elf usiłował dosięgnąć stalowymi szponami pasów mocujących drugą rękawicę; na ten widok coś poruszyło się w jej brzuchu, poczuła delikatne ciepło wewnątrz. Odetchnęła głębiej i podeszła do niego.
- Daj, pomogę – wyszeptała, sięgając po jego rękę. Fenris zacisnął usta w wąską linię i cofnął się o krok.
- Dam sobie radę, Hawke – odparł cicho i zimno.
Aedale potrząsnęła głową.
- Zależy nam na czasie – powiedziała z naciskiem. Fenris zawahał się; ale kiedy znowu wyciągnęła rękę po jego ramię, nie poruszył się, pozwalając jej palcom wślizgnąć się pod szarozielony kołnierz stali.
Ogarnięta dziwacznym uczuciem deja vu, rozpięła trzy skórzane pasy mocujące jego rękawicę na miejscu; kiedy ściągnęła metal z jego nadgarstka, widok ciemnej, nagiej skóry poznaczonej białymi bliznami lyrium był niemal hipnotyzujący. Wzięła głęboki oddech, walcząc z nagłą ochotą dotknięcia jego dłoni; nie podniosła oczu. Sięgnęła po drugą rękawicę, wstrzymując oddech, kiedy jej palce zadrżały lekko na granicy między szorstkim pasem a skórą jego ręki. Stalowe płaty ześlizgnęły się z jego ramion.
Trzymała szponiaste rękawice w obu rękach, mocno zaciskając na nich palce. Niemalże wstydliwie podniosła oczy.
Kiedy jej dłonie cofnęły się na bezpieczną odległość, ani razu nie muskając jego skóry, Fenris wypuścił wstrzymywany oddech. Aedale poczuła ciepłe powietrze na swoim czole i zadrżała wbrew woli.
Odwróciła się, nie patrząc na niego, i położyła jego rękawice razem z resztą zdjętych części zbroi, troskliwie przykrywając je workami. Varrik rzucił jej więzienną szatę; obróciła ją niezdecydowanie w dłoniach, próbując znaleźć właściwą stronę. Krasnolud podpełznął do niej niczym bardzo niski i szeroki duch, ciągnąc za sobą brudny biały materiał.
- Skup się, Hawke – wyszeptał z naciskiem, łagodnie przekładając szatę w jej rękach. Aedale prędko naciągnęła ją na siebie i krótko kiwnęła głową. Varrik uklęknął na jedno kolano, znowu wyciągając nóż z powietrza; rozległ się cichy odgłos dartej tkaniny i po chwili zwój postrzępionego materiału upadł na ziemię u stóp krasnoluda.
Aedale podniosła kaptur z pleców, zakrywając głowę. Nie był to co prawda hełm ani tevinterska tkanina, ale przynajmniej jeszcze jedna warstwa pomiędzy jej czaszką a bełtem zza węgła.
Kiedy wszyscy mieli już na sobie więzienne szaty, templariusz poruszył się nareszcie i spojrzał na nich przez ciemne szpary w hełmie.
- Nie odzywajcie się i nie rozglądajcie – powiedział zduszonym przez przyłbicę głosem. – Nie reagujcie na nic. Powodzenia w waszym planie, cokolwiek macie na celu. Niech kapitan spotka sprawiedliwość.
Aedale kiwnęła głową z twarzą bez wyrazu. Anders, pomyślała, co byś na to powiedział? Gdzie jest twoja sprawiedliwość?
Varrik wyciągnął z dna worka gruby, brudny sznur i owiązał go wokół rąk Aedale, wystarczająco mocno, żeby trzymał się na nadgarstkach, ale też wystarczająco luźno, by w każdej chwili mogła uwolnić ręce. Czarodziejka wykrzywiła usta w niebezpiecznym uśmiechu, kiedy wyobraziła sobie, jak łatwo będzie można wykorzystać ten element zaskoczenia przeciwko hipotetycznym wrogom.
Kolejna w szeregu była Avelina; Fenris, zaciskając usta, aż zbielały, pozwolił na związanie sobie rąk i stanął trzeci. Varrik okręcił linę wokół własnych nadgarstków i podał koniec templariuszowi. Ten schwycił go i wyprowadził ich przez drzwi.
Długie, nisko sklepione korytarze, kamienne ściany i szare sufity wydawały się nie mieć końca; długo jedynym dźwiękiem, jaki słyszeli, był brzęk stalowych butów ich konwojera o zimną posadzkę. Potem, w miarę jak schodzili po schodach w dół, zaczęły dołączać do niego inne odgłosy, każdy wywołujący drgnięcie niepokoju w brzuchu Aedale – kroki, głosy, szczęknięcia zbroi, echa odległych krzyków. Templariusz prowadził ich schodami w dół, wciąż w dół, aż w końcu korytarze stały się jeszcze węższe i niższe, a po wilgoci ściekającej po zimnych kamieniach Aedale zrozumiała, że znajdują się pod ziemią.
Nie zatrzymali się jednak, nieprzerwanie prowadzeni w dół i w dół, z rękami zawiązanymi za plecami, idąc zimnymi tunelami w brudnych białych szatach, kaptury ograniczające pole widzenia. Aedale starała się zapamiętać trasę, jaką szli; wieżą w dół, korytarzem prosto, w lewo, w lewo, prosto, w dół za figurą biczowanego niewolnika… Głęboko w podświadomości wyczuwała potężne, uśpione sieci energetyczne, które zostawili tevinterscy magistrzy i których nawet templariusze nie potrafili całkowicie zrozumieć; Katownia żyła, jej bezlitosne zimne wieże szumiały od ukrytej mocy, która budziła dreszcze w Aedale za każdym razem, kiedy przekraczali kolejny splot magicznych sił. Gdyby to magowie więzili tu templariuszy, nie byłoby siły na niebie i ziemi, które mogłaby ich uwolnić. Gdyby tylko Meredith potrafiła użyć wszystkich tych bram, barier i bezdusznych statui-strażników… Aedale zadrżała na samą myśl.
Nienawidzę tego miejsca.
- Rory?
Skuliła się w sobie, pochylając głowę, aby kaptur szczelnie zakrył twarz. Templariusz trzymający ich sznur najwyraźniej uczynił jakiś gest, bo strażnik więzienny kontynuował:
- Jeszcze ich tu więcej? Stwórcy dzięki za magistrów, żadne inne lochy w mieście nie zmieściłoby tej hołoty…
- Nie bluźnij – zabrzmiał głucho głos spod hełmu. Rory. Aedale zdusiła histeryczny chichot. Zatrzymali się w długim, niskim tunelu; kiedy odważyła się podnieść głowę, zobaczyła długie rzędy grubych krat, tworzące ciasne cele na całej długości korytarza. W każdej klitce była widoczna niewyraźna, biała sylwetka z kapturem na głowie. Nienawistna magia szumiąca w powietrzu tworzyła słony, mdlący smak na języku.
Usłyszała brzęk kluczy, kiedy strażnik przeszedł kilka kroków dalej, otwierając wolne klatki.
- Poradzisz sobie z nimi, Rory? Mój zmiennik się spóźnia, jestem cholernie głodny…
Po krótkiej pauzie usłyszała szybkie, oddalające się kroki. Odczekała, aż ucichną, i zrzuciła kaptur z głowy.
Szelest za jej plecami powiedział jej, że inni zrobili to samo.
Templariusz patrzył na nich, nie poruszając się ani na jotę; rozejrzała się szybko i przekręciła nadgarstki, wyplątując się ze sznura. Lina upadła bezwładnie na ziemię. Aedale machnęła ręką, a jej towarzysze prędko podążyli za nią.
- Którzy? – wyszeptała do Varrika. Krasnolud bez słowa wskazał ciemne wnętrze korytarza. Zatrzymali się przy klatkach odległych o kilkadziesiąt stóp; białe sylwetki zamknięte między kratami były niewątpliwie postaciami rycerzy.
Templariusz dotknął kraty, która przez ułamek sekundy zajaśniała białawym blaskiem. Więzień poruszył się, niczym wyrwany ze snu. Aedale wyczuła, jak ciężkie, niewidzialne mgły magicznej energii rozrzedzają się wokół jego postaci, pozwalając na odzyskanie świadomości. Templariusz przeszedł kilka kroków dalej, dotykając kolejnych żelaznych prętów i powodując drgnięcia pięciu uwięzionych mężczyzn. Aedale zacisnęła usta, powstrzymując drżenie podniecenia i niecierpliwości. Który to z nich?
Wzięła głęboki oddech.
- Ser Sigil Walden!
Mężczyzna w celi najbliżej niej zrzucił kaptur. Aedale zobaczyła ciemne, głębokie oczy osadzone w zaskakująco bladej twarzy, czarny, niechlujny kilkudniowy zarost pokrywający jego brodę i policzki, ciemne włosy opadające na plecy i odznaczające się jaskrawo od białej szaty. Templariusz zamrugał kilkakrotnie.
- Oczekuję na wolę Zakonu, serah – powiedział tonem bez wyrazu. Jego wzrok prześlizgnął się po Aedale i jej towarzyszach, nie poświęcając im ani chwili uwagi, i spoczął na uzbrojonym templariuszu.
Aedale podeszła blisko do krat, tak, że jej twarz niemal dotykała zimnego metalu.
- Chcesz sprawiedliwości? – wyszeptała z naciskiem. – Pomożesz mi, ser. Musisz tylko zrobić to, co powiem… a znajdziemy sposób, żeby cię uwolnić, żeby uwolnić twoich ludzi.- Wskazała brodą na pozostałe klatki. – Rozumiesz, co do ciebie mówię?
Szok zabłysł w oczach rycerza. Jego twarz zmieniła się nagle, zrzucając maskę śmiertelnego spokoju i opanowania.
- Hawke – warknął w jednym błysku zrozumienia. – Jak śmiesz tu przychodzić? To twoje ręce zniszczyły nasz wspaniały plan!
- Wiem – odparła z naciskiem – i żałuję tego, możesz mi wierzyć. Oszukano was, ser Walden!
- Skąd możesz to wiedzieć, kobieto? – wysyczał jadowicie templariusz, również podchodząc do krat tak, że stali nos w nos. Aedale nie cofnęła się, mierząc go twardym spojrzeniem. W duchu przeklęła swój niski wzrost.
- Gdzie trafiały przekierowane ładunki lyrium? – odpowiedziała pytaniem. Najlżejszy cień niepewności pojawił się na twarzy rycerza.
- Gdzie? – warknął.
- Do elfiego podziemia. Podczas gdy waszym celem było po prostu pozbawienie Katowni lyrium, celem kogoś innego było zagrabienie go dla własnych potrzeb – wyszeptała uważnie, obserwując twarz templariusza. Ten zacisnął usta.
- Upewniliśmy się, że lyrium trafiło na czarny rynek i jest rozdawane byłym templariuszom – stwierdził twardo. Aedale potrząsnęła głową.
- Bzdura. Wszystko było w rękach elfich przemytników. Ktoś wykorzystał wasze buntownicze ambicje do własnych celów.
Templariusz patrzył na nią przez kilka sekund, najwyraźniej myśląc intensywnie. Mężczyźni w pozostałych klatkach również wstali i podeszli do krat, przysłuchując się rozmowie.
- Czego chcesz, Hawke? – spytał w końcu ser Walden głosem bez wyrazu. Aedale kiwnęła głową, rozluźniając nieco zaciśnięte w pięści dłonie.
- Potrzebuję świadków – odparła krótko. – Poświadczycie przez Radą Zakonu, że lyrium, które było zabierane Katowni, trafiało prosto do podziemi pod obcowiskiem. Nie powiem nic więcej, ale mogę wam dać słowo honoru Hawke… słowo honoru Amellów, że nie zapominam o swoich sprzymierzeńcach.
Templariusz zwinął szerokie dłonie w pięści.
- Nie mogę przysiąc nieprawdy, Hawke.
Pieprzyć templariuszy i ich praworządność.
- To jest prawda – podkreśliła z naciskiem Aedale. – Cała prawda. Mogę ci obiecać, że dowiesz się więcej na procesie, ser. Manipulatora spotka sprawiedliwość. A jeśli mi się nie uda… - Odetchnęła, przysięgając nie kusić losu. – Nic nie tracisz. Nie ma w tym niczego złego. Musicie tylko potwierdzić, że lyrium trafiało do obcowiska…
Cisza przedłużała się. Aedale wpatrywała się z nieruchomą twarzą w oczy templariusza, znowu zaciskając pięści. Nie mieli zbyt wiele czasu. Strażnik-zmiennik mógł wejść w każdej chwili…
- Przypuszczam, że nie ma w tym grzechu – wreszcie odparł ser Walden, patrząc na nią ze zmrużonymi oczyma. – Nie wiem, co planujesz, Hawke, i nie ufam ci. Ale jeśli…
- Dziękuję – przerwała mu Aedale. – Mam twoje słowo, ser?
Po długiej chwili templariusz kiwnął głową.
- Masz moje słowo, Hawke. Moje i mojego oddziału. Cokolwiek robisz, miej na uwadze sprawiedliwość.
Aedale kiwnęła głową. Powodowana szybkim impulsem, nakreśliła na czole znak Stwórcy. Oczy templariusza rozszerzyły się w zdumieniu i aprobacie.
- I z duchem twoim – odparł cicho. Kiwnął głową, nie spuszczając z niej oczu. – Kim ty jesteś, Hawke? – wyszeptał, ledwo poruszając ustami.
- Grzesznikiem – odparła cicho i odwróciła się, żeby spojrzeć na inne klatki. – Który co jakiś czas stara się zrobić coś miłego – dodała. Niebezpieczny uśmiech wygiął jej wargi.
Odeszła od celi, cofając się kilka kroków. Rycerz zrobił to samo. Templariusz, który wprowadził ich do więzienia, postąpił kilka kroków do przodu i zasalutował więźniowi, zanim dotknął klatki po raz drugi. Aedale wyczuła, jak rozproszone mgły magii wracają na swoje miejsce, znów otulając skazańca szczelnym kokonem.
- Usłyszysz o mnie niedługo – dodała, zanim świadomość zgasła w oczach ser Waldena. – Pamiętaj o naszej umowie!
Odwróciła się i pokazała Varrikowi uniesione kciuki. Ten kiwnął głową, narzucając znowu kaptur na głowę. Avelina spojrzała na przyjaciółkę ze zmarszczonymi brwiami.
- To wszystko?
Aedale wyszczerzyła się do niej w odpowiedzi.
- Szybko poszło, nie?
- Zamknijcie się – mruknął Varrik, ale bez większego zapału. – Musimy się jeszcze stąd wydostać.
Czarodziejka pokiwała głową, patrząc, jak Rory pieczętuje ostatnią celę. Wsunęła nadgarstki w rozluźnioną linę; sznur zadrżał, kiedy jej towarzysze zrobili to samo.
- Nie – wyszeptał Varrik. – W innej kolejności. Troje wysokich i jeden niski jest charakterystyczne. Jeśli ktoś nas zauważył, a potem…
Nie dokończył. Avelina zamieniła się z nim na miejsce, stając na końcu. Templariusz wrócił do nich i podniósł koniec sznura, zwracając się do wyjścia z lochów.
Usłyszeli kroki na korytarzu. Aedale narzuciła kaptur głęboko na oczy, wbijając wzrok w swoje bose stopy. Szelest; brzdęk. Ciche pobrzękiwanie łańcucha. Łańcucha…?
Zaczęła iść, modląc się po cichu, żeby wszystko poszło zgodnie z planem. Niepokojące pobrzękiwanie ucichło; rozluźniła nieco ręce, pozwalając sobie na odrobinę samozadowolenia. Nikt dotąd nie uciekł z lochów Katowni, hmm…? Jej twarz pozostała bez wyrazu, ale głęboko poczuła początek tego ciepła, które oznaczało czystą satysfakcję z dobrze wykonanego zadania.
I wtedy wszystko wybuchło.
A/N:
Juuuu-huuuuu! :3
Ci z Was, którzy nie mają problemu z czytaniem po angielsku, są bardziej niż mile widziani w pozostałych opowieściach, które pojawiły się w moim profilu - one-shotach opierających się na słodkich romansach. Zapraszam! :)
Pamiętajcie o zostawieniu śladów swojego przybycia! Komentarze dodaje się bardzo prosto i nie trzeba do tego być zalogowanym; wystarczy kliknąć w link „Review this Chapter" poniżej. Każda opinia jest dla mnie cenna; od poziomu zainteresowania uzależniam też wklejanie nowych części.
Ser Thrask. Lubiliście gościa? Nie lubiliście? Kompletnie nie pamiętacie, co robił w grze? Jakie macie opinie odnoście tego templariusza?
