Fenris

rozdział dziewiętnasty

Rzecz dzieje się na przestrzeni trzech lat pomiędzy aktem pierwszym a drugim Dragon Age II.

-…-…-…-…-

I wtedy wszystko wybuchło.

-…-…-…-…-

Czarna fala energii miotnęła pomieszczeniem poprzez korytarz. Skłębiona tevinterska magia zawibrowała jak nagle napięta struna, wypełniając powietrze ogłuszającym psychicznym wizgiem – krew krew krew zemsta krew wolność wolność wolność NIE! Aedale zatoczyła się, poczuła, jak ciągnie za sobą Varrika, ale jej głowa była nagle pełna czerwieni – krew krew krew krew KREW, poczuła lepkie ciepło na twarzy, upadła

- Stać, na Otchłań! Stać, w imieniu Andrasty! – zaryczał templariusz i rzucił się na postać w białym kapturze – ale czarna energia wybuchła raz jeszcze, tym razem potężniej, korytarz zadrżał, a ogromne masy starożytnej magii w powietrzu zaczęły – krzyczeć

Ogniste węże podpełzły do jej nadgarstków prosto z serca, grożąc spaleniem ciała do kości, gdyby chciała je zatrzymać. Ogień spadł na templariusza i białą sylwetkę – maga krwi – Aedale skuliła się na ziemi, próbując zatrzymać niepojęte masywy magii osuwające się na nią jak góra. Jak przez mgłę poczuła szarpnięcie na nadgarstkach, Varrik coś krzyczał, targnął nią –

- Magia krwi! – wrzasnął Fenris ponad ogłuszającym hałasem. Oczywiście. Oczywiście, że to musiała być magia krwi. Lyrium w jego krwi szalało, przelewało się niczym płonąca rzeka. Magom w lochach Katowni podawano truciznę, która zatruwała ich magię, a każdy templariusz mógł ją potem opróżnić – ale co z tego, jeżeli wystarczająco zdesperowany apostata mógł przelać własną krew.

Właśnie w tym momencie?

Na piersi uwięzionego maga wykwitała wielka czerwona plama.

Rory – ich templariusz – podniósł się ciężko z podłogi, puścił sznur i popchnął Fenrisa w stronę wyjścia. Elf rzucił się korytarzem, tevinterskie więzienie, z takich umiem uciekać – ale odwrócił się, kiedy nie usłyszał kroków za sobą. Hawke leżała na zimnych kamieniach, nieprzytomna; lepka krew ciekła z jej oczu, nosa i uszu, a czerwona, żarząca się poświata emanowała z jej ciała. Fenris zaklął strasznie.

- Hawke!

Avelina rozdarła szatę i wyciągnęła krótki miecz, który pod nią trzymała. Szybkim, brudnym ciosem, który był tak niepodobny do niej, jak czysta walka dla niego, wraziła ostrze w kark templariusza walczącego z magiem krwi. – Fenris, bierz Aedale i uciekaj! Natychmiast!

Cofnął się o krok. Mógł uciec. Sam mógł wydostać się z tego przytłaczającego, podziemnego więzienia, twierdzy zbudowanej na kościach niewolników – ale – ale –

Kątem oka zauważył, jak Varrik uchyla się przed czarną kulą energii i przesuwa się do boku kolejnego templariusza, szykując się do ciosu w plecy. Zaklął po tevintersku – będziesz moją śmiercią, ludzka kobieto, ale mam wobec ciebie dług krwi, a jedną z niewielu rzeczy, które wolno dochować niewolnikom, to obietnice – i puścił się biegiem w samo serce walki, schwycił rozżarzone, płonące ognistą energią drobne ciało – odwrócił się i zaczął biec do wyjścia, do głosu oszalałych wizgów tevinterskich alarmów.

Wtedy nadbiegli templariusze.

Wiedział już, że nie będzie miał szansy, kiedy zobaczył ich zbroje. Przynajmniej piętnastu ciężko uzbrojonych zakonników, o oczach niezdrowo błyskających błękitem lyrium. Przez ułamek sekundy życie przed Seheronem stanęło mu przed oczyma; zbieg zawsze musi wiedzieć, kiedy uciekać, kiedy walczyć, a kiedy się poddać.

Ale Fenris nie mógł uciec, a poddawać się nie zamierzał.

Zrzucił Hawke z pleców i stanął przed jej skulonym ciałem w obronnej pozie. Pierwszy templariusz zaszarżował na niego dokładnie tak, jak więzienny dręczyciel powinien na nieuzbrojoną ofiarę – i zagulgotał, kiedy rozwarta dłoń Fenrisa przenikła przez zbroję i wyszarpała serce. Na napierśnik chlusnęła krew, a alarmy Katowni zawyły jeszcze głośniej. Fenris wyrwał miecz i tarczę z kurczowo zaciśniętych pięści swojej ofiary. Ostrze było tępe, toporne, a tarcza źle wyważona – ale to nie było ważne, miał już broń, mógł walczyć, mógł stawić czoła wszystkim, którzy chcieli zawlec go z powrotem do tevinterskiej klatki –

Templariusz w skrzydlatym hełmie uderzył otwartą dłonią w czaszkę miedzianej statui.

Żar promieniujący z ciała Aedale u jego stóp zniknął nagle. Ułamek sekundy później szarżujący na niego wojownicy zaczęli się krztusić i padać. Potworny, nieludzki wrzask przebił się przez wizg alarmów i Fenris odwrócił się, zobaczył, jak templariusz Rory odciąga Varrika i Avelinę z dala od cel, a biała więzienna szata maga krwi przesiąka czerwienią, żywą tętniczą krwią z eksplodującego ciała –

Lyrium w jego żyłach zapłonęło żywym ogniem. Świat skurczył się do rozpalonego do białości punktu czystej agonii. Zawył jak zwierzę – będzie bolało, wilczku, echo głosu Danariusa zabrzmiało szyderczo w jego głowie – i zatoczył się, jego ciało płonęło, znienawidzony metal przepalał się do kości, do płuc –

Upadł na Hawke, ostatnią świadomą myślą przeklinając lojalność niewolnika wobec pana.

-…-…-…-…-

- Mam odprowadzić tych więźniów do łaźni – oznajmił sucho templariusz Rory spod zatrzaśniętego hełmu.

- Teraz? – Stojący na warcie strażnik spojrzał na niego dziwnie. – Nie słyszałeś, co się zrobiło na najniższych poziomach? Trzech magów krwi dostało szału przed samymi celami, jeden tak stracił rozum, że odgryzł sobie język i zupełnie wybuchł. Kapitan musiała zastosować pełną kwarantannę na cele, nikogo już tam nie zaprowadzisz. Skąd wziąłeś tę dwójkę?

- Idą prosto na komnatę – odparł Rory beznamiętnie. – Mają nie śmierdzieć przed przesłuchaniem.

Strażnik wzruszył ramionami i wrócił do dłubania w zębach, przepuszczając ich bez dalszego komentarza.

Znalazłszy się w bezpiecznym miejscu, Varrik wypuścił oddech ze świstem.

- Kurwa mać.

Avelina nie zareagowała. Jej blada twarz i zaciśnięte konwulsyjnie wargi drgały lekko, kiedy podniosła kaptur Aedale i wrzuciła go do worka. To samo zrobiła z napierśnikami i rękawicami Fenrisa. Szybko zebrali swoje rzeczy i, nie odwracając się ani razu, podążyli za templariuszem poprzez kwatery rekrutów.

- Przykro mi – powiedział cicho wojownik. – Zginęli w służbie sprawiedliwości.

- Nie zginęli – warknął Varrik. – My wyszliśmy, to i oni wyjdą. Pieprzyć taką sprawiedliwość, która kosi ludzi przypadkiem.

Templariusz pochylił głowę w milczeniu.

- Czemu stąd wychodzimy? – Avelina nagle zatrzymała się i walnęła pięścią w ścianę. – Tam jest Aedale! Z Fenrisem! Jedyna droga z lochów Katowni to Wyciszenie albo stos! Wracamy, Varrik. Bez dyskusji!

- Tak, wracamy! Nieuzbrojeni spacerkiem prosto w leże templariuszy! Pójdziemy sobie i poprosimy grzecznie o wydanie naszego apostaty, a gdyby mieli, to jeszcze lekarstwa na pryszcze i złamane serce. – Varrik wywrócił oczyma. – Uwierz mi, podoba mi się to jeszcze mniej niż tobie, ale najpierw potrzebujemy planu.

Avelina zacisnęła wargi w cienką linię, ale podążyła za nimi.

- Najważniejsze pytanie – rzekł krasnolud po chwili – to dlaczego to cholerstwo ścięło wszystkich templariuszy?

- Kwarantanna ogłusza istoty mające styczność z lyrium – odparł Rory. – Działa na takiej samej zasadzie jak bariery w pojedynczych celach, ale obszarowo. Kapitan Caegra uaktywniła sieć rozprzestrzeniającą się na wszystkie cele, żeby schwytać uciekającego maga, a wasi apostaci wpadli w nią przypadkowo.

Avelina odetchnęła głęboko. – Więc to przypadek? – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Nasi przyjaciele będą siedzieć w lochach Katowni przez przypadek?

- Drugie najważniejsze pytanie – przerwał jej Varrik – dlaczego ciebie nie ogłuszyło?

Templariusz wydawał się wahać pod hełmem. – Nie biorę lyrium – powiedział wreszcie – od czterech lat.

Krasnolud pokiwał głową. – Dobry wybór, puszko. Dobry wybór.

Dotarli do łodzi na przystani, gdzie opłacony flisak czekał posłusznie przy kei. Rory pochylił głowę, po czym po raz pierwszy tego wieczora uniósł przyłbicę; wyjrzało spod niej surowe, ponure oblicze mężczyzny o brwiach i brodzie przyprószonych siwizną, z głęboką blizną przecinającą lewy policzek.

- Tę bliznę zdobyłem w obronie życia ser Waldena – rzekł ochrypłym głosem, po raz pierwszy niewygłuszonym przez przyłbicę. – Przykro mi z powodu waszej towarzyszki. Jeżeli istnieje sposób, aby uwolnić tych niesprawiedliwie uwolnionych…

- Dziękuję, ser Roland – odrzekł Varrik po długiej pauzie, wpatrując się bystro w jego twarz. – Skontaktujemy się z tobą jak najszybciej.

Łódź zakołysała się i odpłynęła w mleczną mgłę zatoki.

-…-…-…-…-

Kiedy weszli do Wisielca, Izabela zachybotała radośnie szklanką w ich kierunku. Uśmiech spełzł jej z ust, kiedy zobaczyła ich twarze.

- Co jest? Gdzie Hawke i Fenris?

- W lochach Katowni – warknęła Avelina, osuwając się ciężko na krzesło. Złapała szklankę Izabeli i wypiła ją jednym haustem, nie sprawdziwszy nawet zawartości. Piratka otworzyła szeroko oczy i spojrzała na Varrika.

- Zaczęliście pić beze mnie?

- Pani kapitan chce powiedzieć, że… nie, w sumie dobrze to podsumowała. Nie mam poprawek. – Varrik opadł na ławę naprzeciwko Aveliny i zaczął masować swoje skronie. – Hawke jest w lochach Katowni. Barman!

Izabela uniosła jedną brew.

- Po co?

- Po co co? – żachnęła się Avelina. – Jest na wakacjach u templariuszy, a jak myślisz, idiotko?! Plan nie wypalił i siedzi teraz w celi!

- Nie drzyj się na mnie! Varrik – Izabela spojrzała na zatopionego w ponurych rozmyślaniach krasnoluda – jędza mówi serio?

- Mówi – odparł Varrik posępnie. Barman, rzuciwszy tylko okiem na nastroje przy stoliku, przyniósł trzy szklanki orzammarskiej whisky. Izabela i Avelina w rzadkiej koordynacji wypiły jednym tchem; Varrik ponuro zagapił się na swojego drinka i krótko streścił wydarzenia dzisiejszego wieczoru.

Kiedy skończył, zapadła ciężka cisza.

- Co może się stać najgorszego? – zapytała Izabela po chwili. – Zamkną ją w Kręgu? Fenrisa odeślą do Tevinter?

- Cholera ich wie. Pewnie uważają, że Fenris też jest magiem, albo czymś bardzo podobnym – odparł Varrik. – Oboje są teraz podejrzani o magię krwi. To znaczy, że mogą ich –

- Wyciszyć! – Avelina rąbnęła szklanką w stół. Karczma zamarła na chwilę; bywalcy spojrzeli na nich znad swoich niezidentyfikowanych drinków, po czym gwar stopniowo wrócił do normalności. Kapitan odchrząknęła niezręcznie. Izabela wydawała się być pod wrażeniem.

- Niewielu udaje się uciszyć Wisielca – rzekła pojednawczo.

- Praktyka w barakach – odparła Avelina sucho. – Nieważne. Hawke jest w Katowni i czeka na proces, po którym mogą jej zabrać osobowość. Musimy natychmiast –

- Ułożyć plan – wszedł jej w słowo Varrik. – Lepszy niż ten pierwszy. – Oklapł na stół i rozmasował sobie skronie. – Psiamać, gdyby temu magowi odbiło chwilę później… Trzeba było wziąć pod uwagę, że coś się spieprzy.

- To nie twoja wina – powiedziała Avelina cicho. Varrik pokręcił głową.

- Pewnie, że moja. Gdyby nie ja, to Hawke nawet by nie zaświtało, żeby pakować się do Katowni. Przecież to jeszcze dzieciak…

- Samobiczowanie nic teraz nie da – zauważyła Izabela trzeźwo. – Oboje znali ryzyko włażenia w paszczę templariuszy. Dlatego ja nie wlazłam. – Zignorowała pogardliwe spojrzenie Aveliny i kontynuowała: - Jakieś tropy?

- Ser Puszka, templariusz na odwyku – odparł Varrik natychmiast. – Wysoki rangą rycerz, lojalny wobec jednego z więźniów, który siedzi za przemyt lyrium. Hawke go tam wsadziła, nawiasem mówiąc. Trzeba będzie pomóc mu go wydostać. Nasz oryginalny plan zakładał, że oferujemy dowody przenoszące ciężar winy z templariuszy na kapitan Caegrę, główny umysł przestępczy. Hahren z obcowiska dostarczy dowodów na to, że używała tego przemytu do dostarczania elfom lyrium…

- Skomplikowane jak cholera – oceniła krótko Izabela. – Po co?

- Żeby zdyskredytować Caegrę i usunąć Hawke z Listy Popiołów.

- Nie lepiej ukraść tę listę?

- Typowe – prychnęła pod nosem Avelina.

- Zamknij się. Serio, nie lepiej po prostu ją zwinąć?

Varrik pokręcił głową. – Wybacz, Rivanko, ale jeżeli gra się toczy o reputację, to trzeba grać pod publikę.

- To może zaciukać tę Caegrę?

- Słuchasz w ogóle? – warknęła Avelina. – Nie o Caegrę chodzi, chodzi o Hawke, jej matkę, jej brata i posiadłość! Jeśli ogłoszą ją apostatą, to życie się im posypie po raz kolejny. Nikt nie zasługuje na to, żeby być uchodźcą tyle razy, co Leandra Hawke.

- Wszystko fajnie – ucięła Izabela – ale na razie to wszystko o Hawke. I dobrze, kocham tę dziewczynę, świetne biodra, ale co co z Fenrisem? Po co on tam został?

- Kazałam mu po nią wrócić – powiedziała Avelina głucho. – Nie wiem, co się stało, magia krwi aktywowała jakieś tevinterskie bariery albo alarmy, Aedale zaczęła rzucać niekontrolowane zaklęcia, a potem upadła i… - Urwała.

- A elf z nią został – dokończył Varrik i zapatrzył się w ścianę.

- Może to dobrze – powiedziała Avelina nieśmiało. – Przynajmniej nie jest sama?

Varrik pokręcił głową. – Może jestem bezdusznym draniem, ale jak pomyślę o Fenrisie w tevinterskim więzieniu, to chyba wolałbym, żeby była tam sama.

-…-…-…-…-

W ciemnym, kamiennym korytarzu w trzewiach twierdzy, gdzie drzemały ciasno splątane starożytne zaklęcia i gdzie miedziane figury niewolników błagały litości, która nigdy nie nadeszła, ser Roland zatrzymał się przed ciasną podwójną celą.

- To wszystko, co mogę zrobić – wyszeptał do siebie. – Może jestem głupcem, ale te mury krzyczą sprawiedliwości.

Dotknął kraty. Sieć zaklęć zadrżała dalekim echem; ciężkie, leniwe zwoje magicznej energii wewnątrz celi uniosły się i rozrzedziły.

Fenris ocknął się w ciemności.

A/N: