Dziękuje za tak miłe słowa. Zdecydowanie zachęcają do pisania. Niestety brak czasu robi swoje. Dziś krótki rozdział, bardziej wstęp do dalszej opowieści.
Rozdział 3
Znowu jest ciemno. Jednak jakby inne, bardziej naturalne, noc…? Rozglądam się powoli, ale nic nie wydaje się znajome. Nawet mrok, zimno, jest inne niż to jakie znam. Ktoś krzyczy, a ja stoję odrętwiały, nie wiem co tu robię, co się stało. W dłoni mam patyk, unoszę go, ale zielone światło jest szybsze, a ciało drugiego nastolatka upada…
-Harry, Harry skarbie obudź się!- Krzyknęła, szarpiąc chude ramiona ku górze, ale jej syn jakby jej nie słyszał. Szamotał się, płakał, i za żadne skarby nie mógł się obudzić. Choć wykorzystała już wszystkie znane sposoby. Z niepokojem spoglądała na syna i jeszcze większą obawą patrzyła na okna, modląc się, aby jej mąż wrócił. Jak najszybciej…
Rozdzierające „nie" rozdzierało jej serce, jego szloch i błagania, były zbyt bolesne dla niej. Nie była w stanie powiedzieć, kiedy również zaczęła płakać. Szloch chłopca mieszał się z jej własnym. James mógł mu pomóc, a ona była bezużyteczna. Dlaczego magia Jamesa mu pomagała, a jej nie! Czym się różnili. Przecież kochają go tak samo.
Nie wiedząc już co robić, różdżką przywołała mokry ręcznik, usiadła na skraju łóżka opierając się o zagłówek, zmusiła szamotające ciało, aby oparło się o nią i przez chwilę trwała w tej pozycji, ocierając pot z czoła syna i kołysząc się z nim w tylko sobie znanym tempie.
- Jestem tu synku. Jest z tobą mama. To tylko zły sen, nic więcej.- szeptała szlochając. Jak mantrę powtarzała te same słowa „ Kocham Cię", „Jesteś w domu", „Nic Ci nie grozi". Powtarzała to tak długo, że nawet nie zauważyła, kiedy ciało syna przestało się szamotać. Dopiero, gdy ruszył dłonią, jakby chciał się mocniej przytulić, uświadomiła sobie, że już tylko ona płacze. Wsłuchała się w równomierny oddech i miała ochotę krzyczeć z radości. Spróbowała się podnieść, aby ułożyć się w lepszej pozycji zarówno dla siebie, jak i śpiącego chłopca. Jednak on z zadziwiającą siłą zważającą na jego wątłą postawę przytulił jej tułów do swojego policzka i spał jakby godzinny koszmar nigdy nie miał miejsca.
Delikatny uśmiech pojawił się na twarzy Lily, gdy głaszcząc spocone włosy ostatni raz powiedziała jak bardzo go kocha.
„Zły sen" Czym jest zły sen?
Sen według podręczników jest iluzją wyobraźni. Czy ta scena była tylko moim wymysłem? „To tylko zły sen". Ten głos jest znajomy. Mama. Ona zawsze wszystko wie, jest taka mądra. Więc i tym razem musi mieć rację. Spoglądam na nią, ale ona nie widzi, że już się obudziłem. Jej głos jest spokojny, dlatego leżę nieruchomo, zamykam oczy, aby się nie zorientowała.
Gdy zamiera, ja robię to samo. Nie chcę, aby sobie poszła. Tak jest dobrze. Nie wiem co zrobić, aby nie odeszła. Przytulam mocniej policzek do jej brzucha, a dłonią przyciskam jej ciało.
Boję się zasnąć, dlatego słucham jej głosu, oddechu i bicia serca. To odciąga myśli od koszmarnej sceny z mojego snu.
Kiedy James wszedł do domu odetchną z ulgą. Cisza, spokój, tego potrzebował. Spojrzał na zegarek i z rezygnacją stwierdził, że zostało mu już tylko dwie godziny snu. Obiecał rodzicom, że wpadnie po dziewczynki o 9 , wcześniej musiał porozmawiać z Harrym i upewnić się, że na pewno zrozumiał kim są dwie rudowłose panny.
Harry. Uśmiechną się, gdy przypomniał sobie to pierwsze „świadome" spojrzenie chłopca. Moment, gdy upewniał się, że jest jego „tatą". To było lepsze niż moment, gdy pierwszy raz usłyszał to słowo.
Nikt nie potrafi zrozumieć co zmieniło się w jego synu. Jakim cudem po tylu latach „wybudził" się z odrętwienia. Jednak czy była to zasługa jego magii, czy sam Harry pokonał bariery swojego umysłu, dziękował za to Merlinowi.
Minęło już pięć dni! Pięć dni, gdy jego syn przestał przypominać robota. Nie było lekko. „Nowy" Harry był zagubiony, wystraszony i bał się dosłownie wszystkiego. I przede wszystkim na krok nie odstępował ojca. Jakby był jego kotwicą. James do dzisiejszej nocy nie miał najmniejszego zamiaru odstępować syna na krok. Przynajmniej do puki on tego potrzebował.
Jednak bycie Szefem Aurorów ma swoje konsekwencje. A próba ucieczki najniebezpieczniejszego Śmierciożercy z całą pewnością wymagała jego obecności. Miał rozdarte serce, gdy wychodził z domu. Bał się jak diabli, że gdy wróci do domu okaże się, że wydarzenia ostatnich dni były jego wymysłem.
Stojąc w progu własnego domu z niepewnością spoglądał na schody. Gdyby coś się stało, Lily by go poinformowała. Przynajmniej miał nadzieję, że uważa tak samo jak on, że syn jest ważniejszy niż jakiś kryminalista. Ministerstwo miało wielu pracowników. Według Jamesa mogliby się wziąć w końcu do roboty, a nie czekają jak on, Łapa i ich ludzie odwalą całą robotę. Były to egoistyczne myśli, jednak w tej chwili James miał daleko w poważaniu to co według niektórych jest najważniejsze.
Dobrze, że miał Łapę. Przyjaciel omal nie rozniósł współpracowników, że ściągnęli go do Ministerstwa. I tylko dzięki świadomości, że Syriusz został na posterunku pozwolił sobie na powrót. Nikomu nie ufał tak jak jemu i wiedział, że stary przyjaciel zajmie się sprawą tak samo dobrze jakby on to zrobił. Z tego też powodu pozwolił sobie na zrzucenie części odpowiedzialności na mężczyznę. Tylko na jakiś czas, obiecał sobie wychodząc z Ministerstwa.
W końcu zebrał w sobie odwagę i po cichu wszedł na piętro. Skierował się do pokoju, gdzie iskrzyło się magiczne światło. Uchylił drzwi i nie wiedział jak zareagować na widok Lily śpiącej na siedząco tulącą do piersi chłopca. Oboje spali spokojnie o czym świadczyły głębokie oddechy. Po cichu podszedł do łóżka wyjął z dłoni żony wilgotny ręcznik, pogłaskał ją po twarzy, a jej oczy uchyliły się. Patrząc na sytuację spodziewał się zobaczyć zmęczone spojrzenie, jednak jego żona patrzyła na niego swoimi zielonymi oczami, które iskrzyły się czystą radością. Tego spojrzenia nie widział od trzynastu lat.
-Śpij.- delikatne muśnięcie czoła. Zasypiam chodź przed oczami w dalszym ciągu mam zielone światło.
- Obudził się zaraz po twoim wyjściu. James to było straszne. Nie wiedziałam co robić, bałam się, że to wróci. Szamotał się, szlochał i z trudem łapał powietrze, a ja nie mogłam nic zrobić! Nic…
- Powinnaś mnie zawiadomić- mruczy popijając kawę i głaszcząc jej kościste dłonie.
- Wiem, ale… Sama nie wiem co sobie myślałam! Dopiero co wyszedłeś, ludzie Cię potrzebowali. Gdyby Malfoyowi się udało… nawet nie chcę o tym myśleć!
- Nie jestem jedynym pracownikiem w Biurze Aurorskim! Syriusz tak naprawdę wszystkim się zajął. Równie dobrze mogłem zostać w domu.- zawiesił głos i zagryzł wargę, bo nie wiedział jak powiedzieć żonie o dzisiejszej decyzji.
- Zrezygnowałem…- mrugną w końcu patrząc się w kubek parującej cieczy.
- Co?- zachrypiała jego małżonka. Spojrzał na nią i wiedział, że podjął słuszną decyzję.
- Zrezygnowałem z pełnienia funkcji Szefa Aurorów. Oficjalnie jest to tym czasowe, ale... Moje miejsce jest tutaj. Z tobą, dziećmi, zbyt długo uciekałem…
Jeśli miał jakiekolwiek wątpliwości, zostały one natychmiast rozwiane, gdy rudowłosa kobieta wskoczyła w jego ramiona.
Mam zielone oczy. Są takie same jak mamy, ale włosy mam jak tata. Przyglądam się sobie i poszukuje jak najwięcej podobieństw. Przeglądam zdjęcia w albumie. Niektóre są ruchome, niektóre nie. Te z poruszającymi się postaciami są zabawniejsze.
Jedno najbardziej mi się podoba. Jest na nim tata za nim wielki zamek. Piękny! Patrzy prosto w obiektyw szeroko się uśmiechając. Nagle jakby znikąd pojawia się mama. Wskakuje na plecy taty i oboje wybuchają śmiechem.
- Dzisiaj wrócą dziewczynki.- zaczyna nie pewnie obserwując reakcję chłopca. Zaniepokojone spojrzenie i ostrożne skinienie głowy. Sztywna postura ciała przypomina mu starego Harrego. Jednak cała reszta jest nowa. W tym dziwny błysk w oku, poderwanie się z krzesła. James z uczuciem niepokoju poszedł za synem do salonu. Chłopiec przeglądał szybko albumy, aż znalazł odpowiednią fotografię.
- Są identyczne!- mówi, a James spogląda które zdjęcie obserwuje Harry. Trzy rudowłose kobiety jego życia uśmiechają się do obiektywu. Musi się zgodzić z synem, że podobieństwo jest uderzające. Małe kopie Lisicy. Później spogląda na syna i marszczy czoło, gdy widzi jak wbija sobie paznokcie w dłonie.
- Harry o co chodzi?
- No bo... jak ja je rozpoznam!- James nie mógł nic poradzić na fakt, że rozbawiła go bezradność w głosie syna.
- Nie przejmuj się nawet ja je mylę!
Wszystko jest nowe, a jakby stare. Znam dom, wiem, gdzie co jest, a jednocześnie nie pamiętam, że mam siostry! Dlaczego?
Mama krząta się po kuchni, a z piekarnika dochodzi przyjemny zapach. Ten obraz też jest znajomy, ale zapach jest nowy. Za oknem śpiewają ptaki. Podoba mi się ten dźwięk. Podchodzę do okna i przyglądam się kwiatom, drzewom i dróżce prowadzącej do huśtawki, zjeżdżalni i basenu.
Głowa mnie boli. Pocieram czoło, ale to nie pomaga.
- Skarbie?- spoglądam na mamę, a ona robi to samo. Przypominam sobie słowa uzdrowicielki, że mam powiedzieć, gdy będę się źle czuć. Czy teraz czuje się wystarczająco źle?
- Głowa mnie boli- odzywam się w końcu, pocierając czoło. Mama zachmurza się i spogląda w okno.
- Tata zaraz wróci- mruczy. Kiwam głową i zastanawiam się czy powinienem powiedzieć, że to nie o zimno chodzi. To nie ciemność wraca. Tak naprawdę nie czuje mroku od dnia, gdy wróciliśmy do domu. Tu jest bezpiecznie.
Zastanawiam się tylko chwilę nim słowa opuszczają moje usta.
- Bolało nawet jak był tata...
