N/A.: Drodzy państwo oto doszliśmy do bardzo ważnego rozdziału. Mianowicie tego, w którym Remus nareszcie orientuje się jak ogromne błędy popełnił i ogólnie rzecz ujmując poznaje prawdę. Miłej zabawy. Ja przy pisaniu bawiłam się setnie.

Finflon: Cieszę się, że się podobało. To z Harry'm i Hermioną było kompletnie niezamierzone, ale jakoś tak wyszło. Co do Remusa to ma własne problemy. Jakie? Cóż, okaże się w tym rozdziale.

Wikaamalfoy: Cieszę się, że Ci się podoba. Mam nadzieję, że ten też bedzie spoko.

Hmm, znowu wyszło więcej niż w pierwotnym zamierzeniu, ale dla was to lepiej. Miłej zabawy i do usłyszenia za tydzień.


Rozdział 38

Ktoś delikatnie muskał opuszkami palców jego twarz i Remus uśmiechnął się. Nie spał już, ale wciąż czuł się sennie ociężały. Odpowiedział mu radosny chichot, tak dobrze znany i mężczyzna natychmiast otworzył oczy, by spojrzeć na tę, która się śmiała.

Była tak samo piękna jak ją zapamiętał. Płomiennorude włosy opadały na jego pierś, gdy pochylała się nad nim. Zielone oczy lśniły jaśniej niż zwykle, kiedy uśmiechała się tylko do niego.

-Cześć – szepnął cicho obrysowując palcem zarys ust, które tak uwielbiał całować.

-Cześć – odparła delikatnie się rumieniąc. Radość zalała jego serce. Po prostu tu z nią być. Leżeć tak do końca świata. To było spełnienie wszelkich jego marzeń!

A jednak wisiała nad nimi chmura, którą musiał rozwiać, nawet jeśli miało to sprawić mu ból. Nie mógł dalej udawać bo to by go zabiło po przebudzeniu.

-Wybacz mi Bree. – poprosił łamiącym się głosem. – Nie chciałem tego wszystkiego. Chodziło mi tylko o to byś była bezpieczna. A żeby tak się stało musiałem cię zostawić! Ze mną nigdy...

-Ćśś. Wiem kochany. – mruknęła cichutko, ze smutnym uśmiechem. – Wiem. Nie musisz mi nic tłumaczyć.

-Ale to moja wina! – łzy pojawiły się w jego oczach. – Gdyby nie moje słowa nic by ci się nie stało. James mówi, że zrobiłaś się nieostrożna. Ta misja w Walii…gdybyś miała do kogo wrócić…

-Nic byś nie zmienił, kochany. – odparła.

-Nieprawda! To przeze mnie nie żyjesz! – krzyknął. Bryony jednak dalej uśmiechała się smutno, a jej oczy lśniły.

-Nic nie jest takie jak się wydaje. – szepnęła, całując go w czoło. Zadrżał, gdy jej wargi musnęły jego skórę. Tak bardzo za nią tęsknił! Za jej dotykiem. Za jej zapachem. Za jej pocałunkami. A najbardziej bolało to, że sam się tego wyrzekł. Odrzucił ukochaną kobietę i stracił ją na wieczność. – Czasem trzeba po prostu uwierzyć.

-Nie mam w co wierzyć. – odparł desperacko Remus. – Wszystko co kochałem, moje nadzieje, umarły razem z tobą.

-Ja nie umarłam, kochany. – powiedziała Bryony, ujmując jego twarz w dłonie. – I ty też nie. Przekonasz się o tym gdy się obudzisz.

-A jeśli ja nie chcę się obudzić? – spytał przyciągając ją do siebie. Zaśmiała się. – Chcę zostać tutaj, z tobą.

-To co jest tutaj, to tylko złudzenie. – odparła wesoło. – Ja jestem tylko wytworem twojej wyobraźni. Nie byłbyś tutaj szczęśliwy.

-Tam też nie będę. Nie potrafię żyć w świecie gdzie ciebie nie ma! – krzyknął.

-W głębi serca wiesz, że nie umarłam. – powiedziała, poważniejąc. – A jeśli nie ty, to wie o tym Lunatyk. Wilkołak czuje kiedy ginie jego Partner, bo razem z nim umiera też część jego duszy. Ale twoja, najmilszy jest jeszcze cała. Dlatego musisz się obudzić i stawić czoła prawdziwemu światu. Tylko tam mnie znajdziesz.

-Dobrze – skinął głową, nagle nieco ospały. Jego powieki opadły niekontrolowanie, nie ujrzał więc, jej ostatniego uśmiechu. – Ale to za moment, dobrze? Pozwól mi jeszcze przez chwilę…nacieszyć się twoją obecnością. Nie opuszczaj mnie.

-Nigdy. - obiecała składając na jego ustach pocałunek. – Nigdy cię nie opuszczę.


Bolało go dosłownie wszystko, a najbardziej bok, chociaż za nic nie mógł sobie przypomnieć dlaczego. Otaczała go ciemność tak gęsta, że nie dało się zobaczyć zupełnie nic. Powietrze stało w miejscu. Ale to nie było najdziwniejsze. Coś mu nie pasowało, coś odbiegało od normy, ale nie miał pojęcia co to było. Dopiero po chwili zrozumiał o co chodziło. Normalnie jego wyczulony węch zbierał wszystkie zapachy z okolicy, ale tutaj nie wychwytywał nic. Zawisł w dziwnej pustce pomiędzy snem, a jawą.

No nareszcie. W ciemności rozległo się znajome westchnięcie. Zaczynało mi się tu już nudzić samemu.

Mimo otępienia Remus w mig rozpoznał ten głos, tak podobny do swojego, a jednocześnie tak inny, głębszy, bardziej zwierzęcy, podobny do warkotu.

Lunatyk?

A kto inny? Prychnął (czy wilki potrafią prychać?) wilkołak niechętnie. Kpina w jego głosie była tak cudownie znajoma, że Remus aż się ucieszył. Miło było napotkać w tej ciemności coś znajomego, nawet jeśli był to złośliwy, pozbawiony ciała głos. Jakieś inne głosy słyszysz w głowie? To się podobno leczy.

Zabawne. Skwitował sucho.

Dziękuję. Staram się. Odparł wilkołak skromnie. Choć Remus go nie widział odniósł wrażenie, że bestia się przeciągnęła. Ze zdumieniem zauważył, że była poza klatką, w której zamknął ja całe lata wcześniej i z której Lunatyk wydostawał się tylko w okresie pełni. Nie, teraz wilk był całkowicie wolny i najwyraźniej całkiem z tego zadowolony. Remus poczuł ukłucie strachu.

Co się stało? Spytał nieprzytomnie. Lunatyk prychnął i mlasnął jęzorem. Remus wyobrażał sobie jak ogromny wilk potrząsnął łbem i jak poruszyło się długie futro.

Zemdlałeś. Odparł z wyższością wilkołak. Przed oczami Remusa natychmiast pojawiły się wspomnienie ostatnich chwil świadomości. Zgromadzenie. Walka z Greybackiem. Czerwone kamienie pod łapami. Krew w wilczej paszczy. Wszystkie te obrazy były nieco przymglone, całkiem jakby oglądał je na fotografii, a nie sam je przeżył. A jednak w tamtej chwili kiedy zęby Lunatyka zacisnęły się na gardle przeciwnika, on i Remus stanowili jedną osobę. To oni zabili Greybacka. I to oni zwalili się potem na ziemię.

Coś mu tu nie pasowało.

A ty nie? Zdziwił się Remus.

Zemdleliśmy obaj. Poprawił się niechętnie Lunatyk, sprawiając, że Remus prychnął cicho z rozbawieniem. Ale ja obudziłem się jako pierwszy.

Co do tego nie było wątpliwości i tego Remus nie zamierzał komentować. Co innego go trapiło, a teraz nadarzyła się idealna okazja, by poruszyć ten temat, jako że nie zapowiadało się żeby którykolwiek z nich mógł się stąd uwolnić w najbliższej przyszłości.

Posłuchałeś mnie. Remus zauważył to już podczas walki i już wtedy jego zdumienie nie miało granic. Nie miał jednak ani czasu ani ochoty zajmować się takimi błahostkami w obliczu jak najbardziej realnego zagrożenie w osobie Greybacka. Ale teraz mieli czas i Remus zamierzał si ę dowiedzieć wszystkiego.

Tak jakby nie miałem wyboru. Odparł kąśliwie Lunatyk. Miał zupełną rację, ale to wcale Remusa nie pocieszało.

Ale i tak. Westchnął. Od chwili kiedy zrozumiał, że Lunatyk dokonał czegoś na co on sam nigdy się nie odważył przepełniało go poczucie winy. Ja ciebie nigdy nie słuchałem.

Twój błąd. Prychnął wilk. Nie trzeba było być geniuszem, by usłyszeć pogardę w jego głosie. Nie miał zbyt dobrej opinii o intelekcie Remusa. Gdybyś chociaż raz przez te wszystkie lata poświęcił chwilę na rozmowę ze mną byłoby ci łatwiej.

Najsmutniejsze było to, że chyba miał rację.

Teraz nigdzie mi się nie spieszy. Stwierdził rezolutnie, szykując się wszystko. Bezskutecznie, reakcja wilkołaka i tak go zaskoczyła.

Za późno. Warknął z irytacją Lunatyk. Zdążyłeś już rozwalić sobie życie.

Mimowolnie Remus ujrzał oczami wyobraźni śliczną twarz Bryony. Jej zielone oczy, jej włosy czerwone jak zachodzące słońce. Czy gdyby…

Tak, o niej mówię. Wtrącił bezceremonialnie wilkołak. Lata temu mogłem ci powiedzieć to co Człowiek-Melody i ominęło by cię sporo kłopotów. Ale ty chyba lubisz się w nie pakować, więc nie przeszkadzam.

Kłopotów? Remus poczuł napływ wściekłości. Nazywasz jej śmierć „kłopotem"?!

Ale ty jesteś tępy. Westchnął Lunatyk z ubolewaniem. Czy czujesz się jak pozbawiona chęci do życia marionetka? Czy twój świat implodował, a po tym co kochałeś została tylko czarna dziura w twoim sercu? A może masz ochotę zwinąć się w kłębek i umrzeć? Nie? Ergo, twoja Partnerka żyje.

Remus nic już nie rozumiał. Z jednej strony Lunatyk miał rację co do symptomów. Choć zrozpaczony po śmierci Bree, to przecież nie stracił całkiem siły do walki. Wręcz przeciwnie, natychmiast rzucił się na zadanie zlecone przez Dumbledore'a żeby tylko jej poświęcenie nie poszło na marne. Choć czasem miał ochotę zwinąć się w kłębek i nie robić nic, tylko myśleć o niej, to potrafił sobie wytłumaczyć, że to niewiele by dało i że były ważniejsze rzeczy niż jego ból. Nie przypominał tamtych wilkołaków, które kiedyś pokazała mu Melody. Funkcjonował. A jednak...a jednak były dowody na to, że Bryony zginęła tamtej nocy w Walii.

Ale Bryony…

Czemu ja się w ogóle przejmuję? Westchnął sfrustrowany Lunatyk. Gdyby był człowiekiem pewnie ukryłby twarz w dłoniach, ale jako wilk mógł co najwyżej zawyć sobie żałośnie. A, no tak, bo jesteśmy ze sobą połączeni. Niszcząc swoje życie, niszczysz i moje.

Nie dało się odmówić mu słuszności. A jednak gdyby ktoś powiedział to Remusowi kilka miesięcy wcześniej chłopak pewnie by go wyśmiał. Przez całe swoje życie traktował Lunatyka jak klątwę, a nie myślącą istotę.

Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał. Zażądał wilkołak władczo i Remus natychmiast usłuchał. Bryony Evans jest naszą Partnerką. Uwierz mi na słowo, wiem o czym mówię. Wiedziałem od dnia, kiedy zobaczyłeś ją kątem oka 1 września 1971 roku, kiedy odprowadzała Lily-siostrę na pociąg.

Remus próbował usilnie, ale nie potrafił sobie przypomnieć żeby widział Bree tamtego dnia. Wtedy na peronie było tylu ludzi, a on był tak podekscytowany tym, że w ogóle pozwolono mu iść do Hogwartu, że niewiele zauważał.

Widziałeś ją. Lunatyk zdawał się czytać mu w myślach. Mogłeś nie zwrócić na nią uwagi, ale wilkowi wystarczy jedno spojrzenie by wiedzieć kto mu jest przeznaczony.

Remus może i był skołowaciały, ale nie aż tak by się nie obruszyć.

Czemu mi nie powiedziałeś?

Oprócz tego że mnie nie słuchałeś? Kpina w głosie Lunatyka była jak najbardziej zasłużona i Remus umilkł natychmiast i zawstydził się. Wilkołak westchnął, a kiedy kontynuował mówił dziwnie spokojnie, a nawet...miło. Byłeś za młody, zaledwie szczeniak. Ona też…nie, lepiej było pozwolić wypadkom rozwijać się naturalnie.

A gdyby się nie udało? Zainteresował się Remus.

Nie rozśmieszaj mnie! Lunatyk wydał z siebie wilczy odpowiednik pogardliwego śmiechu, co brzmiało co najmniej strasznie. Jest twoją Partnerką, chociażbyś nie wiem jak się starał i tak byś się temu nie oparł.

Poczuł się przytłoczony. A jednocześnie ogarnęła go nieodparta chęć walki z tą pewnością w głosie Lunatyka. Chęć ten musieli odczuwać też starożytni Grecy, kiedy wyrocznia przepowiadała im co się wydarzy. Wszyscy próbowali walczyć z losem, tak jak i Remus starał się opierać swemu zadurzeniu.

Lunatyk znów parsknął z wyższością.

Zawsze ją lubiłeś, prawda? Od samego początku. Powiedział wolno, jak do dziecka. A potem, jak dorosła…nie mogłeś się powstrzymać. Coś cię do niej ciągnęło.

Choć nie czuł swojego ciała, Remus przytaknął niechętnie.

Odwieczne przyciąganie. Świetnie pamiętał to co Melody mówiła o Partnerach, nawet jeśli wtedy nie do końca w to wierzył.

Dokładnie. Lunatyk przytaknął z zadowoleniem. Chociaż nie powiem, starałeś się trzymać od niej jak najdalej. Te twoje wysiłki były aż zabawne. Pozwalałem ci na nie bo i to i tak nie miało znaczenia. Musiał nadejść dzień kiedy nie będziesz już miał siły uciekać.

Choć przez większość tej wypowiedzi Remus słuchał spokojnie to jedno słowo sprawiło, że zawrzała w nim krew.

Pozwalałeś?! Warknął przez zaciśnięte zęby. To co robiłem było moją decyzją!

Oczywiście. Lunatyk najprawdopodobniej skinął ogromnym łbem. Tyle że to była głupia decyzja. Chociaż w porównaniu z innymi twoimi wybrykami…nie wejdzie nawet do dziesiątki najdurniejszych wyborów.

Remus szczerze żałował, że nie mógł go teraz zobaczyć ani dotknąć, bo odczuwał niepomierną chęć by go uderzyć. Musiał jednak ograniczyć się do okazania swojego niezadowolenia głosem.

No co ty nie powiesz. Odparł, a złość wylewała się z niego falami. A co należy?

Lunatyk najwyraźniej nie musiał się zastanawiać, bo odpowiedź nadeszła natychmiast i całkowicie zbiła Lunatyka z nóg.

Zostawienie jej i Szczenięcia.

Zapadła cisza, w której Remus słyszał każde uderzenie swojego serca, każdy swój oddech. Krew huczała mu w uszach, ogłuszając. Szeroko otwartymi oczami patrzył w pustkę. Głos uwiązł mu w gardle.

Co? Zdołał wyjąkać niepewnie.

Lunatyk emanował samozadowoleniem i dumą.

To co słyszałeś. Powiedział spokojnie, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie. Remus ledwo powstrzymał napływ wściekłości gorętszej niż wszystko co kiedykolwiek czuł.

O. Czym. Ty. Mówisz?! Wycedził zimno, co wcale wilka nie poruszyło. Gdyby był człowiekiem pewnie miałby irytująco zadowolony wyraz twarzy.

O naszym Szczenięciu. Wytłumaczył bez mrugnięcia okiem Lunatyk, który najwyraźniej czerpał o wiele więcej radości z tej sytuacji niż to było odpowiednie. Małe, urodzone w lecie. Pachnie nami.

Gdyby Remus czuł swoje ciało pewnie kręciłoby mu się w głowie aż miło. Po raz pierwszy był zadowolony z otaczającej go pustki.

Ale przecież… Głos uwiązł mu w gardle. Głośno przełknął ślinę aż zadrgała mu grdyka. Jak to możliwe?

Naprawdę musisz zadawać to pytanie? Normalnie protekcjonalny ton Lunatyka zagrałby mu na nerwach, ale w obecnej sytuacji nawet go nie zauważył. Było mu słabo. Mózg pracował w przyspieszonym tempie dochodząc do konkluzji.

Ha…Harry? Powiedział, nie dowierzając własnym słowom. Ale przecież… Lily i James…

Lunatyk westchnął ciężko.

Mnie nie pytaj. Nie rozumiem tych waszych dziwnych układów.

Świat zawirował wokół Remusa. Czy to bylo możliwe? Czy istniał chociaż cień szansy... A jesli tak to jakim cudem? Nie miał pojecia, ale w głębi serca czuł, że Lunatyk mowił prawdę.

Mam…syna. Powiedział wolno. Słowa brzmiały dziwnie, kiedy zestawiło się je ze sobą. Dziwnie, ale w taki niesamowity sposób. Napełniały go uczuciami, których nie potrafił do końca opisać. Na próbę powtórzył. A potem jeszcze raz. Ja mam syna. MAM SYNA!

I nagle już wiedział. Radość mieszała się wewnątrz niego z przerażeniem. Radość tak niewyobrażalna, że zapierała mu dech w piersiach i sprawiała, że nie potrafił myśleć o niczym innym. Przerażenie było w pewien sposób podobne, a tak nieodłączne od radości, że Remus nie sądził by jedno mogło funkcjonować bez drugiego.

Oczywiście, te dwa uczucia stanowiły tylko czubek góry lodowej. Do nich dochodziła niepewność, troska, poczucie winy i wiele, wiele innych, których nie potrafił nazwać. Lunatyka zdawało się bawić, a jednocześnie irytować jego otumanienie.

No i? Spytał znudzonym tonem. Masz go już od prawie roku. Dotychczas niezbyt się przejmowałeś.

Remus natychmiast się zdenerwował.

Bo nie wiedziałem! Warknął.

A teraz wiesz. Co z tym zrobisz? Wilk przekrzywił łeb w zaciekawieniu. Kpił z pewnością, ale to nie zmieniało faktu, że odpowiedź na to pytanie należało dobrze przemyśleć. Remus był na to jednak zbyt podekscytowany.

Znajdę ją, przeproszę. Gorączkował się. Ona żyje!

Ta myśl uderzyła go nagle i metaforycznie zbiła z nóg. Bryony żyła. Bryony, dziewczyna, którą kochał najbardziej na świecie, dziewczyna dla której zrobiłby wszystko, żyła. Świadomość ta wypełniła go taką radością, że myślał, że mu serce pęknie.

Mhm. Mruknął Lunatyk, zupełnie tym faktem nie zdziwiony. I jest bezpieczna.

Remus zamarł.

Skąd to wiesz? Spytał natychmiast, pełen podejrzliwości. Lunatyk tylko westchnął i zapewne spojrzał na niego z politowaniem.

Czuję. Odparł kąśliwie, znów zachowując się jakby Remus był dzieckiem. Też byś mógł, gdybyś spróbował.

Przez cały ten czas wiedziałeś co się z nią dzieje?!

Oczywiście. Lunatyk zaśmiał się po psiemu. Pogarda aż z niego promieniowała, ale Remus był zbyt wkurzony, by zwrócić na to uwagę. Jest także moją Partnerką.

Gdzie jest? Natychmiast zażądał informacji, mentalnie szykując się na to co zrobi kiedy tylko się dowie. Nic nie było ważniejsze od Bree i Harry'ego. Nic. Ani Dumbledore, ani wojna, ani wilkołaki.

To tak nie działa. Parsknął Lunatyk. Wiem co czuje, czy jest ranna lub zagrożona. Ale nie podam ci lokalizacji.

Sam ją znajdę. Postanowił z miejsca Remus. Musiał, po prostu musiał odnaleźć swoją dziewczynę i wreszcie naprawić to co zniszczył w wieczór Halloween prawie półtora roku wcześniej.

Nie wątpię. Po raz pierwszy w głosie Lunatyka zabrzmiało zrozumienie, a nawet obietnica pomocy. Najwyraźniej on tak samo mocno pragnął odnaleźć Bree. Niestety, jego kolejne słowa zniszczyły krótkotrwałe podniecenie Remusa. Ale chyba nie będziesz mógł tego zrobić tak od razu.

Dlaczego?

Lunatyk westchnął.

No tak, nie zdajesz sobie sprawy z tego co udało nam się osiągnąć, prawda? Mruknął. Remus próbował potrząsnąć głową, ale przypomniał sobie, że jest w pustce więc zrezygnował. Mimo to mógłby przysiąc, że czuł na sobie spojrzenie ślepi wilkołaka. Zabiliśmy Greybacka.

Należało mu się. Burknął w odpowiedzi. Na sam dźwięk tego imienia zalała go fala nienawiści jaka towarzyszyła mu prawie przez całe życie.

Z pewnością, ale nie o to chodzi. Zignorował jego reakcję Lunatyk. Greyback był Alfą.

To jak wypowiedział ostatnie słowo oznaczało, że miało to jakieś ogromne, acz tajemnicze znaczenie. Remus nie miał pojęcia jakie.

I?

Lunatyk westchnął ponownie. Robił to bardzo często podczas tej konwersacji i to chyba wskazywało najlepiej co sądził na temat Remusa i jego inteligencji czy raczej jej braku.

Kto pokona Alfę sam nią zostaje. Wytłumaczył brutalnie.

Co? Nie! Remus nie wierzył w to co usłyszał. Ja się do tego nie nadaję! Nie chcę tego!

Gdyby Lunatyk był człowiekiem pewnie wywracałby oczami aż miło.

MY się do tego nadajemy. MY sobie poradzimy. Poprawił zupełnie poważnie, po raz kolejny mówiąc coś co Remus dopiero zaczynał akceptować. Jakkolwiek dziwnie to brzmiało nie był już sam w swoim ciele i nie mógł udawać, że był. Chcesz tego czy nie, siedzimy w tym razem. Ty i ja. My.

Nie mamy do tego kwalifikacji! Krzyknął, chwytając się pierwszego argumentu jaki mu przyszedł do głowy. Zbyt późno zorientował się jak to zabrzmiało.

A Greyback miał? Prychnął pogardliwie Lunatyk. Gorsi od niego nie będziemy.

Znów miał rację.

Coś w tym jest… Zrozumiał z przerażeniem chłopak. Zaraz jednak dotarło do niego jeszcze coś, coś co przejęło go strachem. Cholera.

Co znowu?

Oni wszyscy… Powiedział powoli Remus, skrupulatnie dobierając słowa. Będą chcieli żebyśmy ich prowadzili.

Takie jest zasadniczo zadanie Alfy. Przyznał Lunatyk, takim tonem jakby nie rozumiał co Remusa tak zszokowało. Tylko go tym zirytował.

Ale ja nie potrafię! Wybuchnął. Gniewu jednak starczyło mu tylko na to jedno zdanie i zaraz zastąpiła go niepewność. Nigdy… nigdy nikogo nie prowadziłem.

Nie? Zdziwił się Lunatyk, a jego głos brzmiał tak jakby jednocześnie uśmiechał się z niedowierzaniem. Zapominasz, że widziałem wszystko to co ty. Powiedz mi, kto przez cała szkołę utrzymywał twoje stado przy życiu? Kto upewniał się, że mieli wszystko zrobione, że nie zostaną przyłapani na psotach, że są cali i zdrowi? Kto sterował ich w dobrą stronę tak, że nawet nie wiedzieli, że to nie ich pomysł? To wszystko są cechy przywódcy.

Ponownie Remus nie mógł odmówić mu racji. Wszystkie te sytuacje naprawdę miały miejsce podczas jego lat w Hogwarcie. Nigdy nie zastanawiał się nad tym jak jego zachowanie względem Huncwotów może wyglądać z boku. Remus nigdy nie nazwałby się przywódcą tej bandy psotników, to była rola Jamesa, czasem Syriusza, ale kiedy Lunatyk tak to przedstawiał… może rzeczywiście przez ostatnie lata Lupin piastował rolę opiekuna swoich przyjaciół. Może rzeczywiście to mogło wystarczyć...

Poza tym, jeśli Greyback dał radę. Dodał tymczasem Lunatyk.

Będziemy lepsi od Greybacka. W głosie Remusa zabrzmiała stal. Tego jednego był stuprocentowo pewien. Chciał...musiał być lepszym od tego zwyrodnialca. Lepszym czarodziejem, lepszym wilkołakiem, lepszym przywódcą. Nie to żeby to było trudne.

Lunatyk zaśmiał się po psiemu, co w ciekawy sposób przypomniało Remusowi Syriusza.

Coś mi mówi, że jakoś się dogadamy. Mruknął z rozbawieniem. Nawet Remus pozwolił sobie na cień uśmiechu.

Zaraz jednak spoważniał. Mimo otaczającej go pustki aż zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z upływu czasu. Ani na moment nie zapomniał też o watasze wilkołaków czekającej na niego poza czernią. Pamiętał warunki w jakich żyli, pamiętał strach. Wszystkiemu temu mógł położyć kres. Lunatyk miał racje, potrzebowali go.

Czas iść, prawda? Spytał z wahaniem. Nagle poczuł się straszliwie zmęczony, chociaż przecież właśnie odpoczywał. Czas się z tym zmierzyć?

Odpowiedź Lunatyka nadeszła natychmiast i wcale go nie zdziwiła. Co go zdumiało to fakt, że wilk wcale nie naciskał, ani nie ironizował. Stwierdził po prostu fakt, a jego głos był pozbawiony emocji.

Tak.

Nie możemy tu jeszcze chwilę zostać? Zmęczenie zdawało się przyciskać Remusa do ziemi, ale w głębi serca wiedział co usłyszy.

Ale tylko chwilę. Wilk posiadał dość empatii, by udać smutnego. A może rzeczywiście współczuł Remusowi? Chłopak nie potrafił tego do końca określić. Lunatyk westchnął, a kiedy znów się odezwał jego głos był dziwnie miękki. Oni nas potrzebują. Od lat nikt się nimi nie opiekował. Najwyższy czas żeby ktoś zaczął.

Miał oczywiście pełną rację. Remus odetchnął głęboko. A potem zrobił to co zawsze dawało mu siłę, wyobraził sobie Bryony, tylko tym razem dodał do jej obrazu Harry'ego. Przez kilka sekund pozwolił sobie myśleć tylko i wyłącznie o nich. O tym co im powie, gdy znów ich zobaczy, o tym jak ich przytuli.

No dobra, jestem gotowy. Powiedział w końcu, zbierając się w sobie. Lunatyk prychnął z rozbawieniem. Jego wcześniejsza delikatność najwyraźniej już wyparowała.

Ach tak. Naprawdę?

Nie. Przyznał szczerze Remus. Oszukiwanie wilka nie miało żadnego sensu. Jeśli mieli zrobić to razem nie mogli mieć przed sobą tajemnic. Poza tym, doświadczenie z Bryony nauczyło go, że odcinanie się od Lunatyka może się skończyć tragicznie, a on miał przecież dla kogo żyć. Ale masz rację. Czas iść.

Jeśli Lunatyka zdziwiła ta zgoda to nic nie powiedział. Chłopak ponownie odetchnął głęboko i długo. Nie chciał opuszczać bezpiecznej pustki, ale to czego on chciał lub nie nie miało tutaj znaczenia. Był tam potrzebny, a to miało znacznie większe znaczenie niż jego upodobania. Musiał wrócić, ale nie miał pojęcia jak. Ostatecznie okazało się to o wiele prostsze niż mu się wydawało. Wystarczyło pomyśleć, wystarczyło chcieć.

Remus Lupin, wilkołak zwany Lunatykiem, otworzył oczy.


N/A.: No i jak? Biedny Lunatyk, chybabym oszalała jakbym musiała mieszkać w głowie tego głąba.