Nie będę pytać, czy tęskniłyście, bo wiem, że wypłakujecie sobie za mną oczy. Dlatego mam dla was nowy rozdział waszej ulubionej historii. Dzisiaj będzie trochę wspomnień, trochę nowych informacji.

Mam nadzieję, że się wam spodoba.

Kocham was.

PS. Nowy rozdział "50 shades of Loki" pojawi się, ale nie wiem jeszcze kiedy. Nie porzuciłam tamtej historii.


Kiedy Frigga odeszła długo dyskutowali nad propozycją, jaką pozostawiła im do omówienia królowa Asgardu. Sygin była gotowa na nią przystać od razu, kiedy tylko ją usłyszała, jednak poprosiła o czas do namysłu, mimo że Loki prawie z góry ją odrzucił.

Propozycja była nie do odrzucenia - przynajmniej z perspektywy Sygin. Była to i tak desperacka próba, ale jak to mawiają w Midgardzie (a co było niezwykle adekwatne w ich sytuacji) - tonący się brzytwy chwyta. Szansa na odmianę losu była niewielka, ale istniała. A dzięki desperackiemu planowi Friggi była nieznacznie wyższa.

Pojednanie z Odynem - taką propozycję im złożyła im królowa Asgardu. Loki miał wykazać się inicjatywą, wyciągnąć ku przybranemu ojcu dłoń, wyznać winy (mężczyzna prychnął z niezadowolenia kiedy to usłyszał) i poprosić o łaskę. To miało wpłynąć na Wszechojca i doprowadzić do złagodzenia wyroku. Frigga co prawda nie potrafiła zagwarantować jak wyglądałaby złagodzona wersja kary dla Lokiego - może byłoby to wygnanie a może jakiś rodzaj aresztu domowego.

- Nie wiem, jak wy sobie to wyobrażacie! - powiedział Loki, potrząsając głową. - Niby co ja miałbym mu powiedzieć?!

Sygin westchnęła ciężko i przewróciła oczami.

- Powtórzysz mu to, co mówiłeś mi. A jeśli będzie trzeba, to powiesz więcej, powiesz rzeczy, których mi nie powiedziałeś. - Sygin błysnęła krótko uśmiechem i dodała szybko: - Wiem, że to i owo przede mną zataiłeś, być może nie chcąc wracać do tego, albo próbując w jakiś sposób mnie chronić... Ale nie mam o to żalu.

- Nie... - zaczął, ale Azyna przerwała mu szybciej niż zdołał powiedzieć coś więcej.

- Wiem, że nie powiedziałeś mi wszystkiego, nie będę naciskać na więcej szczegółów. Opowiedziałeś mi pewną historię, przyjęłam ją, a jeśli będziesz kiedyś chciał mi dopowiedzieć coś jeszcze to powiesz to. Tymczasem jednak nie usiłuj mi wmówić, że nie mam racji. Za dobrze cię znam. Ale - uśmiechnęła się łagodnie i ciepło - zbaczamy z tematu. Zrobisz to? Pojednasz się z Odynem?

- Tak - Loki powiedział z nutą rezygnacji w głosie. - Spróbuję. Ale - dodał, widząc Sygin zbierającą się do wyjścia - nie mówmy matce o tym dzisiaj. Znasz ją i wiesz doskonale, że zaraz załatwiłaby audiencję u Odyna. A na to jeszcze chyba nie jestem gotowy.

Przyciągnął Sygin do siebie.

- Pójdziesz do niej jutro - wyszeptał jej do ucha - albo pojutrze. Nie spieszmy się z tym - wymruczał błądząc palcami po jej plecach i karku.

Sygin zachichotała i próbowała się wyswobodzić z ramion ukochanego, ale Loki zacieśnił uścisk i podwoił wysiłki. Był taki nienasycony, zawsze spragniony jej ciała...

Do Friggi wybrała się dopiero trzy dni później. Znów wyślizgnęła się z ramion Lokiego jak złodziej, przemknęła słabo oświetlonymi korytarzami Valhalli, by wraz ze świtem zjawić się w komnacie królowej Asgardu.

- Długo zajęło wam podjęcie tej decyzji - powiedziała z uśmiechem Frigga. - Był niechętny, prawda?

- Owszem, był - Sygin zrobiła pauzę - ale się zgodził. Nie wiem na ile jest to szczere pragnienie pojednania, a na ile jest to podyktowane obecną sytuacją. Ale najważniejsze jest to, że się zgodził.

Po krótkiej ciszy Sygin zapytała jeszcze:

- Kiedy jesteś w stanie zaaranżować pierwszą audiencję?

Frigga spojrzała na młodszą kobietę ze smutkiem w oczach.

- Nie wiem, córko. Chciałabym, aby to nastąpiło jak najszybciej, ale Odyn jest... zajęty - zamilkła na moment. - Podejdź córko.

Pociągnęła Sygin ze sobą na taras. Wskazała na Bifrost.

- Zobacz, w końcu podjęli się jego odbudowy. Bo wojna szaleje w Dziewięciu Krainach - westchnęła ciężko. - Z powodu zniszczenia Bifrostu Asgard był odcięty od możliwości bronienia pozostałych Królestw. Teraz dotarły do nas echa wojen wyniszczających naszych poddanych. Odyn wraz z Thorem poprowadzili wczoraj Einherjarlów do walki z najeźdźcami w Nilfheimie. Udam się do Wszechojca, kiedy tylko powróci z wyprawy.

- Dziękuję, matko - szepnęła Sygin. Pocałowała Friggę w oba policzki i ruszyła w drogę powrotną.

Do celi Lokiego wracała okrężną drogą i uważnie przyjrzała się wszystkiemu dookoła. Rzeczywiście dostrzegła mniejszą ilość gwardii w pałacu, a i atmosfera jakby stała się bardziej ponura.

"Skoro Bifrost jest zniszczony, myślała, to znaczy..."

- ...że używają do podróży Tesseractu - powiedział Loki, dochodząc do takiego samego wniosku, co jego ukochana.

Wieść, że w Dziewięciu Krainach wybuchła wojna nie zrobiła większego wrażenia na Lokim.

- Byłem pewien, że tak się stanie - mówił jej później - tylko Asgard spuści z nich oko, to zaczynają wyżynać się nawzajem. Albo napada na nich banda jakiś kosmicznych piratów, z którymi nie potrafią sobie poradzić - w jego głosie zabrzmiała pogarda. Westchnął ciężko. - Wiesz kogo obwinią za to? Wiesz?! Mnie!

- Nie ty zniszczyłeś Bifrost. To Thor i jego Mjolnir go zniszczyli! - odparła szybko Sygin.

- Co z tego? Co z tego?! I tak mnie obarczą winą - Loki skrzywił się. - Nikt nie pamięta, kto zniszczył most, ale wszyscy pamiętają kto był tego przyczyną. A Odyn wszystkich przekonał, że to wina moich chorych ambicji... Jakby to on nie był ich przyczyną, jakby nie on całe życie wmawiał mi, że z Thorem jesteśmy równi i obaj mamy prawo do tronu!

- Csiii - mruknęła Sygin. - Masz niepodważalne prawo do tronu. I z urodzenia, i z nadania. I nikt nie powinien w to wątpić - zamilkła na moment i spojrzała Lokiemu w oczy. - Ojciec niesprawiedliwie cię oskarża, obarczając cię winą za swoje błędy. Jest zły i rozgoryczony, w głębi duszy wie, że to on był złym ojcem, a to nie ty byłeś złym synem. Zrozumie swój błąd i przyzna się przed sobą i przed całym światem do największej porażki w swoim życiu - przerzuceniu odpowiedzialności za omyłki na niewinnego syna. Teraz jednak tego jeszcze nie rozumie, a ty nie powinieneś cały czas wracać do tego tematu...

Sygin urwała i spojrzała na Lokiego. Wyraz twarzy miał nieodgadniony, oczy wpatrywały się w nią, ale jakby jej nie widziały. Nie odezwał się ani słowem, więc kontynuowała wątek:

-...nie powinieneś wracać do tego tematu póki co, bo sprawiasz sobie tylko ból i rozdrapujesz co i rusz stare rany. A w ten sposób nie dasz rady się pojednać z ojcem. Nie przekonasz go do szczerości swoich czynów, jeśli będziesz żywił urazę. Wybacz mu. Albo postaraj się to zrobić. Dla Narfiego.

- Dla Narfiego - powtórzył bezwiednie Loki. - Śniłaś znowu o nim dzisiejszej nocy. Mamrotałaś pod nosem jego imię. Powiedz mi, co widziałaś. Proszę.

Sygin uśmiechnęła się pod nosem i szepnęła:

- Śniłam ten sam sen, co zwykle. Biegł korytarzami Valhalli. Potem otworzyły się drzwi komnaty królewskiej, za którymi znikł. I tyle pamiętam.

- Jak wyglądał w twoim śnie? - w głosie Lokiego zabrzmiała nieskrywana ciekawość.

- Będzie bardzo podobny do ciebie. Miał twoje oczy i twoje włosy, ale usta i nos zdecydowanie odziedziczy po mnie. Będzie ślicznym chłopcem. Zawróci w głowie pewnie niejednej Azynie. Tak jak jego tata.

Loki rzeczywiście wzbudzał zainteresowanie płci pięknej. Może nie kochało się w nim tyle dwórek, co w postawnym i barczystym Thorze, ale mimo to cieszył się sporym zainteresowaniem. Żadna jednak z obracających się wokół niego dziewcząt nie zdołała wzbudzić w nim wzajemności. Żadnej nie udało się skruszyć lodu jego serca. Żadnej poza Sygin.

Ich znajomość też tego pierwotnie nie zapowiadała. Poznali się przypadkiem i o mało nie skończyło się to nienawiścią do końca życia, gdyby nie to, że Sygin będąc dwórką Friggi nie mogła sobie pozwolić, by nienawidzić syna swojej pani. Przezwyciężyła zatem pierwotną niechęć do tego ciemnowłosego księcia i po kolejnych tygodniach znajomości nawet go polubiła. Był skryty, mówił niewiele i nie próbował być cały czas w centrum uwagi, jak jego brat. Częściej spotkać go było można samotnie spacerującego po pałacowych ogrodach albo przesiadującego w jednej z rozlicznych bibliotek. Na początku wymieniali tylko zdawkowe grzeczności, jednak jak się później okazało - mieli mnóstwo wspólnych tematów rozmów. Czasami tylko milczeli razem, a czasami ruszali, by odkrywać sekrety Asgardu. Nie wiedziała kiedy się zaprzyjaźnili, a potem ze zdumieniem odkryła, że jest w nim zakochana.

Loki długo krył się ze swoim uczuciem do Sygin, długo udawał, że nie czuje przyspieszonego bicia serca w jej obecności, długo udawał, że nie szuka jej towarzystwa. W końcu to do niego dotarło - zakochał się w niej. Bał się jednak stracić przyjaciółkę, a Sygin bała się utraty przyjaciela, więc krążyli wokół siebie przez pewien czas, aż w końcu Azyna z ciężkim sercem i pełna obaw wyznała mu swoje uczucia. Nim skończyła mówić, wiedziała, że syn Odyna też ją kocha.

Bywały w ich związku momenty piękne i radosne, ale bywały też chwile tak ciężkie, że Sygin zastanawiała się czy warto dalej to ciągnąć. Loki nie był łatwą osobą i choć zbliżyła się do niego bardziej niż ktokolwiek inny to zdarzało się, że potrafił ją odrzucić i potraktować źle. Nigdy nie okazywała światu jak bardzo jej źle - złość i frustrację przekuwała w chłód i opanowanie, a żeby zapomnieć rzucała się w wir zajęć: haftowała, ćwiczyła taniec i inne zajęcia dla dam, czasami chwytała również za broń trenowała do upadłego. Nigdy Loki nie sprawił, że świat zobaczył jej sfrustrowane oblicze. Poza jednym razem.


Tym razem miarka się przebrała, powtarzała sobie Sygin. Takiego upokorzenia nie mogła znieść, tak bardzo jego słowa ją zabolały. Miała nadzieję, że policzek jaki mu wymierzyła bolał go równie mocno.

Nie uśmierzyło to jej furii, która rozpalała jej zmysły do białości. Nie mogła skupić się na haftowaniu, w tańcu gubiła rytm, a na każdą uwagę reagowała agresywnie. Kipiała złością, która nie znajdowała ujścia. Długie godziny spędzała zamknięta we własnej komnacie i polerowała broń, bo tylko wtedy, kiedy dotykała swoich szabel, miała jasne myśli a furia z niej uchodziła.

Musiało minąć kilka dni, by Sygin ochłonęła i zdecydowała się wyjść z komnaty. Jakież wielkie jej zdziwienie, kiedy na progu zastała Lokiego.

- Sygin... - szepnął nie patrząc na nią -musimy porozmawiać.

- Nie musimy - odpowiedziała chłodno i spróbowała go wyminąć, ale Loki jej nie przepuścił.

- Musimy. Proszę wysłuchaj mnie - jego ton stał się niemal błagalny.

- Mów więc! - Azyna założyła ręce na piersi, a z jej miny można było wyczytać zniecierpliwienie.

- Możemy nie rozmawiać tutaj? Możemy wejść do twojej komnaty?

Sygin skinęła głową i weszli do środka. Była bardzo zaniepokojona zachowaniem Lokiego. Czego jeszcze mógł od niej chcieć?

Nie miała czasu by się porządnie zastanowić, bo gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, książę Asgardu zaczął przepraszać.

- Sygin - mówił błagalnym tonem - wybacz mi. Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło, nie wiem dlaczego ją pocałowałem. Amora kompletnie zamieszała mi w głowie, nagle świat przestał istnieć, była tylko ona i w tamtym momencie wydawała się być tym, czego najbardziej potrzebuję - zaśmiał się gorzko. - To był urok, teraz o tym wiem. Zdjęłaś go ze mnie, tym uderzeniem (było piekielnie celne, wiesz?) i gdybyś nie uciekła wtedy tak szybko zdążyłbym ci to wyjaśnić. W każdym razie nie ma między mną a Amorą niczego. I nic nie będzie. Z resztą poprosiłem matkę, by odesłała ją z dworu, żeby nigdy nie próbowała podobnych sztuczek, ani na mnie, ani na Thorze. - Przerwał i spojrzał na Sygin. - Nie powinienem był jej ulec. Przepraszam. Wybaczysz mi?

Azyna nic nie odpowiedziała. Przysiadła na skraju łoża i patrzyła w przestrzeń, omijając wzrokiem Lokiego, opierającego się o drzwi.

- Błagam - odezwał się cicho. Kiedy znów nie otrzymał odpowiedzi ruszył do Sygin i przyklęknął przed nią. - Odezwij się. Proszę - spojrzenie, które towarzyszyło jego słowom rozmiękczyłoby nawet serce lodowego olbrzyma.

- Nie wiem - szepnęła - nie wiem czy jestem w stanie ci wybaczyć. Prosisz mnie o zbyt wiele. Mam wybaczyć ci największe upokorzenie, jakiego doznałam, bo twierdzisz, że rzuciła na ciebie urok?

- Tak było. Przyznała się do tego. Zaśmiała mi się w twarz zaraz po tym, jak odeszłaś - smutne spojrzenie Lokiego mówiło samo za siebie. - Przepraszam. Wybaczysz mi?


Sygin westchnęła głośno i pokręciła głową, co nie uszło uwadze jej towarzysza. Uniesiona w zdziwieniu brew Lokiego była niemym zapytaniem.

- Nic takiego. Po prostu ni z tego, ni z owego pojawiło się wspomnienie o Amorze i o tym, jak cię uwiodła. Zupełnie nie wiem dlaczego musiałam o tym pomyśleć.