Wracam po ogromnej przerwie, ale ze zdecydowanym postanowieniem, żeby jak najszybciej wrócić do w miarę regularnego pisania. Mam nadzieję, że wśród was znajdzie się, ktoś kto wciąż chce śledzić tę historię.

Mam nadzieję, że ten wymęczony dość (sam początek pisało mi się fatalnie i to nad nim zmarnowałam większość mojego czasu) rozdział spodoba się Wam na tyle, że będziecie czekali na więcej.


Frigga po upływie tygodnia przekazała im informację: Odyn zgodził się udzielić Lokiemu audiencji. Pozostawali jednak w niepewności, kiedy spotkanie się odbędzie, albowiem Wszechojciec nakazał oczekiwać na swoje wezwanie. W spokojne życie Sygin i jej ukochanego wkradła się odrobina niepokoju, a napięcie stale rosło. Azyna zaraz po otrzymaniu wiadomości od królowej Asgardu zaczęła przekonywać Lokiego, by przećwiczyli możliwe warianty spotkania.

- Musimy to ustalić. To bardzo ważne, chcemy przecież, żebyś wypadł jak najbardziej autentycznie, prawda? – przekonywała. – Wyobraźmy sobie, że jestem Odynem...

Ledwie zdążyła to powiedzieć poczuła na sobie zaklęcie. Spojrzała na ręce i nogi, obmacała twarz – wyglądała jak Wszechojciec. Pokręciła tylko głową wyrażając dezaprobatę.

- Jak widzę, nie musimy sobie tego wyobrażać – powiedziała i aż wzdrygnęła się na dźwięk swojego głosu. Brzmiał zupełnie jak Odyna. Tylko jej mina musiała teraz wyglądać zupełnie nie-Odynowo. – Postarajmy się przewidzieć, jak może to wyglądać – rozparła się na fotelu, udając że zasiada na tronie Asgardu. Odchrząknęła i powiedziała: - Wezwałem cię Loki, ponieważ dotarły do mnie wieści, iż chcesz wyznać swoje winy...

- Jedyną moją winą było słuchanie twoich kłamstw przez te wszystkie lata – mruknął mężczyzna pod nosem, stając naprzeciwko Sygin-Odyna. Głośniej powiedział: - Chcę się z Tobą pojednać. Pragnę, by nie było między nami zwady. I proszę o okazanie mi łaski.

- Stop, stop! – zawołała Azyna szybko i zrzuciła z siebie zaklęcie. – Postaraj się zabrzmieć, jakby rzeczywiście ci było przykro. Zagraj bardziej skruszonego, Odyn musi wyczuć, że jest to szczere pragnienie. Teraz robisz to takim buntowniczym tonem, że wątpię, by ktokolwiek się nad tobą zlitował. Nie czuć żadnej pokory. – Sygin westchnęła. – Jeśli chcesz, by pomysł Friggi wypalił, musisz przekonać ojca, że jesteś gotów do pojednania.

Loki potrząsnął głową.

- To nie ma sensu. Nie będę udawał skruszonego i przyznawał się do winy, bo niczemu nie jestem winien. Nie będę się przed nim płaszczył! – Zrezygnowanym tonem dodał: - To się po prostu nie uda, Sygin. Nie dam rady tego zrobić. Nie powinienem był się w ogóle na to zgadzać.

- A chcesz wychowywać swojego syna czy wolisz, oglądać go raz na jakiś czas? - to był cios poniżej pasa, ale Sygin wiedziała, że nie mają czasu na delikatność i tłumaczenie po raz setny tego samego.

Na twarzy Lokiego zagościł wyraz szoku, potem zaś na chwilę grymas gniewu, by za moment ustąpić szerokiemu uśmiechowi.

- To było bardzo nieczyste zagranie - powiedział z wyrzutem, choć był on raczej udawany. - To było jak kopnięcie leżącego. Ale leżącemu się należało, przyznaję to. Dostałem za swoje. Pokaż jak według ciebie ma wyglądać moja postawa.

Zanim Sygin się obejrzała stał przed nią Odyn. A ona wyglądała jak Loki. Zamienili się miejscami. Tym razem to jej ukochany rozparł się władczo w fotelu.

Patrzył na nią znacząco, jakby pytał, co ona tu właściwie robi.

- Prosiłam, ekhm – zawahała się lekko Azyna, po czym poprawiła się na męską formę – prosiłem o to spotkanie, audiencję, bo chcę się z tobą pojednać Odynie. Wysłuchaj tego, co mam ci do powiedzenia.

Loki przyjrzał mi się uważnie, ale na jego twarzy nie było widać emocji. Zupełnie jak u Odyna i trochę przeraziła mnie dokładność z jaką potrafił odgrywać Wszechojca.

- Twoja nagła chęć porozumienia mnie zadziwia – odrzekł nieco znudzonym głosem. Może nieco zbyt znudzonym. – Ciekawi mnie skąd w tobie taka nagła zmiana nastawienia.

Sygin wytrzymała spojrzenie, które po raz kolejny raz jej rzucił. Było twarde niczym stale, nieco prowokujące, a na pewno mniej czułe niż spojrzenie, jakim Odyn obdarzył Lokiego, kiedy ten powrócił z Midgardu.

„A więc tak widzisz uczucia ojca do ciebie?" pomyślała Azyna. Głośno jednak powiedziała:

- Nie chcę, by między nami była niezgoda, Wszechojcze. Nie chcę twojego wybaczenia, bardziej zależy mi na twoim zrozumieniu – zabrzmiało to dość wyzywająco, ale pasowało do Lokiego. Kontynuowała nieco bardziej pokornym tonem: – Wysłuchaj tego, co chcę ci powiedzieć.

I Sygin mówiła, opowiadała historię Lokiego tak jak ją znała, tak jak ją pamiętała. A kiedy skończyła na powrót była sobą, a przed nią siedział Loki.

- Dasz radę zachować się tak jak ja? – spytała cicho. Kiedy nieznacznie skinął głową, dodała: - bez płaszczenia się, proszenia o łaskę, czy zmianę wyroku. Bez udawania kogoś kim nie jesteś, a nie jesteś osobą, która nawykła do płaszczenia się i błagania. Jeśli zagrasz Odynowi na emocjach, jeśli poczuje, że gdzieś tam nadal ma w tobie syna, zbuntowanego, ale nadal syna, ułatwisz matce dalszą część planu. Bo to ona będzie prosiła o łaskę w twoim imieniu, ty masz tylko szczerze z Odynem porozmawiać. Może okazać niewielką skruchę, jeśli nie będzie udawana.

- Wątpię, czy mi się to uda – z rezygnacją odparł Loki, ale widząc karcące spojrzenie ukochanej poprawił się: - Co nie oznacza, że nie będę się starał. To będzie ciężkie, dobrze wiesz, jak nie lubię mówić o emocjach i o tym co czuję.

- Poradzisz sobie – szepnęła Sygin ukochanemu na ucho. – Przemyśl jak chcesz to rozegrać, ja tymczasem idę spotkać się z Friggą, bo chciałabym przedyskutować z nią jedną sprawę.

Mężczyzna rzucił jej pytające spojrzenie.

- Błaganie o łaskę, czy przeprosiny nie ą w twoim stylu. I Odyn o tym wie. Doszłam do wniosku – powiedziała spokojnie – że najlepiej będzie jeśli postarasz się być szczery. Resztę zostaw mi.

I z tymi słowami opuściła jego celę.

Nie zastała Friggi w jej komnacie, a służka, która krzątała się w pobliżu nie była w stanie powiedzieć, gdzie jest jej pani. Sygin nie bardzo wiedząc, gdzie szukać Królowej Asgardu najpierw zawędrowała do pałacowej biblioteki, a nie zastawszy jej tam udała się w kolejne miejsce, gdzie Frigga zwykła bywać. Do pałacowych ogrodów.

I rzeczywiście była tam, otoczona wianuszkiem dwórek, które pod jej czujnym okiem pilnie coś haftowały. Sygin uśmiechnęła się na ten widok, bo jeszcze pamiętała czasy, w których siedziałaby między nimi, wesoło szczebiotała i chichotała, wymieniając cicho uwagi o książętach Asgardu. Albo opowiadała, jak to jest walczyć u ich boku, choć tego najczęściej lubiły słuchać dziewczynki młodsze od niej, wciąż jeszcze przejawiające wojownicze skłonności. Starsze, które już dawno się ustatkowały i wiodły żywot dam, przysłuchiwały się temu raczej z minami mówiącymi o dezaprobacie dla jej działań.

Z powodu coraz większego zaangażowania w związek z Lokim, Sygin odcięła się od dwórek, zyskując między nimi sławę odludka. Czasami, napotykając je na korytarzach Valhalli czy w trakcie spacerów po pałacowych ogrodach, widziała jak chichoczą albo szepczą między sobą. Pewnie wymieniały najnowsze plotki, ale Sygin wówczas to nie obchodziło. Podobnie jak niewiele ją interesowało to teraz. Nie miała jednak ochoty na spotkanie z nimi, dlatego też ukryta w cieniu przed ich wzrokiem czekała aż Frigga pozwoli im odejść.

Nie wiedziała, ile to trwało, mógł być to tylko kwadrans, a mogła być godzina, ale królowa Asgardu w końcu odesłała dwórki. Wtedy Sygin wreszcie wychynęła z cienia i zbliżyła się do matki Lokiego.

- Sygin – Frigga wyglądała na zaskoczoną – co tu robisz?

- Chciałam porozmawiać, matko – Sygin przysiadła obok królowej – o twojej propozycji.

- Loki się rozmyślił? – małżonka Odyna zapytała zaniepokojona.

- Ależ nie, matko, nic takiego się nie stało. Tym razem to ja mam… może nie wątpliwości, bo to za dużo powiedziane, ale naszły mnie pewne przemyślenia – młodsza z Azyn zaczerpnęła powietrza i kontynuowała: - Musimy nieco zmienić naszą taktykę. Loki nie okaże wystarczającej skruchy. Z resztą, po głębszym zastanowieniu Odyn mógłby jedynie nabrać podejrzeń, że chęć pojednania nie jest szczera – Sygin westchnęła, dodając w myślach „bo nie jest szczera". Na głos powiedziała jednak: - W związku z tym pomyślałam, że najlepszym byłoby, gdyby Loki zachowywał się naturalnie. Był z Wszechojcem szczery. Może później przyjdzie czas na skruchę. Ale ważniejsze od tego, co zrobi Loki na spotkaniu z Odynem, jest to że potrzebujemy twojego wsparcia.

Frigga spojrzała na ukochaną Lokiego pytająco.

- Błagam matko, byś po spotkaniu, tym albo kolejnym, bo na jednym nie stanie, prosiła swego męża o łaskę dla Lokiego. On bowiem tego nie jest w stanie zrobić.

Żona Odyna uśmiechnęła się łagodnie i powiedziała:

- Nie martw się córko, będę prosiła Odyna o łaskę dla Lokiego.

- Dziękuję – szepnęła Sygin – to dla nas wiele znaczy. Kiedy…?

- Wkrótce, może jutro, może za dwa dni. Nie mówił mi tego.

Sygin jeszcze raz podziękowała Frydze za jej pomoc i pożegnawszy się, ruszyła w stronę wejścia do pałacu. Zanim jednak odeszła daleko Wszechmatka zawołała: - Sygin!

Rudowłosa Azyna odwróciła się: - Tak?

- Błagam cię, nie idź z nim wtedy. Oni dwaj muszą załatwić to sami. Twoja obecność tam nie pomoże.

- Dobrze matko.

Odwróciła się i odeszła, lecz nie od razu wróciła do lochów. Nie, najpierw postanowiła udać się w miejsce, z którego najlepiej będzie widać naprawiany Bifrost. Do biblioteki, której olbrzymie okna wychodziły na wszystkie cztery strony Asgardu.

Spojrzała w dół i zobaczyła uwijające się przy tęczowym moście niewielkie figurki, znacznie mniejsze niż powinny być. A potem uświadomiła sobie, że Odyn zatrudnił do odbudowy mostu dwergarów. Cóż, mieszkańcy Nidavelliru byli najlepszymi budowniczymi we wszystkich Dziewięciu Krainach.

Prace nad Bifrostem postępowały w zaskakującym tempie – odkąd widziała tęczowy most ostatnim razem, ponad tydzień wcześniej, wydłużył się znacznie. Prace były prawie na wykończeniu, już wkrótce znów Heimdall stanie w swoim obserwatorium, a wojownicy Agardu ruszą po nim by bronić Dziewięciu Krain.

- Tempo napraw robi imponujące wrażenie, prawda? – powiedział Thor, tuż przy jej uchu. – Przepraszam, Sygin, nie chciałem cię przestraszyć… Zobaczyłem cię i chciałem zamienić z tobą kilka słów.

- O czym? – Sygin odwróciła się do syna Odyna i spojrzała gniewnym wzrokiem. Wciąż nie potrafiła wybaczyć mu upokorzenia, jakie zadał Lokiemu sprowadzając go z Midgardu w kajdanach i zakneblowanego.

- Wszystko w porządku z Lokim? Sif nie daje się wam we znaki?

- Czemu pytasz mnie, a nie zejdziesz do niego?! Czemu nie pójdziesz porozmawiać z Lokim, jak czuje się trzymany w lochu jak bandyta?!

- Sygin…

- Poza tym, czemu cię interesuje co u Lokiego?! W trakcie jego procesu nie stanąłeś w jego obronie! A potem ani na chwilę nie zainteresowałeś się jego losem! Nie powstrzymałeś Sif przed tym, by nas dręczyła, więc czemu pytasz o to teraz?!

Thor milczał, czekając aż ukochana jego brata uspokoi się na tyle, by pozwolić mu dojść do głosu.

- Sygin – zaczął, kiedy Azyna wyglądała na spokojną – nie pójdę do niego, by nie mnie zrozumiał mnie opacznie. Loki… - zamilkł na chwilę – myślałby, że przychodzę, żeby z niego kpić. Albo napawać się jego uwięzieniem. A ja… - znów chwila pauzy, jakby Thor myślał, jak dokładnie ująć to co chce powiedzieć – ja… - zawahał się. – Loki jest moim bratem. Mimo tego, co zrobił, nadal jest moim bratem i wcale nie cieszy mnie jego cierpienie – blondwłosy książę znów zamilkł. – Matka powiedziała mi, że Loki chce pojednać się z Odynem. Co się dzieje, Sygin? Dlaczego teraz?

- A dlaczego nie? – Sygin nie miała zamiaru tłumaczyć się przed Thorem. – Dlaczego ma czekać? Dlaczego Odyn nie może okazać mu serca, tak jak zrobił to tobie? A teraz, wybacz, ale zamierzam wrócić do Lokiego i tak zmarnowałam za dużo czasu na tę bezsensowną rozmowę.

Jednak Thor nie dawał za wygraną i kiedy Sygin miała już odejść złapał ją mocno za ramię.

- Chcę. Wam. Pomóc – wycedził. – Myślałem, że z was dwojga, ty będziesz to rozumieć.


Jak na to zareaguje Sygin? Czy przyjmie pomoc Thora? Czy będzie z nim szczera? Zapewne dowiecie się z kolejnego rozdziału.

Co zaś do słowa dwergar - użyłam tu spolonizowanej wersji staronordyckiego słowa dvergr, które oznacza, ni mniej ni więcej a krasnoluda. W mitologii Nordyckiej zamieszkiwali oni krainę zwaną Nidavellirem.