Rozdział drugi, czyli niespodziewane spotkanie
- Tak, zdaję sobie sprawę, ale — nie, jestem pewna, że nie są państwo przyzwyczajeni do czegoś takiego — doprawdy, nie musi się pan tak — na litość! Więc proszę go odesłać. Tak, tak. Dobrze.
Hermiona Granger odłożyła słuchawkę telefonu i zakryła twarz dłońmi. Dlaczego, dlaczego to przeklęte Ministerstwo musiało wykopać Mundungusa? Szukanie pracy w mugolskim świecie dla kogoś tak niepoważnego było koszmarem, Mundungus bowiem nie tylko nie był w stanie powstrzymać się od kradzieży, ale i kradł najbardziej idiotyczne rzeczy. Odjechała fotelem do tyłu i wyciągnęła z szafki segregator z jego danymi, aby dopisać do całkiem sporej już listy kolejną klęskę: ogrodnik, kierowca taksówki (to dopiero była katastrofa), kucharz w fast foodzie, w końcu stróż, a wszystko w przeciągu dwóch tygodni!
Gdyby chociaż przestały pojawiać się nowe sprawy! Miała poczucie, że to wszystko ją przygniata. Miała poczucie, że to, co robi, nie nie ma żadnego znaczenia. W tym malutkim, pozbawionym okien biurze czuła się odcięta od obu światów i owładnął nią nagle — nie po raz pierwszy — gorący żal, że opuściła swoją rozsądną pracę naukową, aby prowadzić ten dom wariatów.
Oczywiście w tej właśnie chwili zabrzmiał dzwonek do drzwi.
- Tak?- zapytała może trochę zbyt ostro, otwierając drzwi.
Mężczyzna przed drzwiami zbladł — choć miał tak bladą cerę, że wydawało się to niemożliwie — uświadamiając sobie nareszcie, czyje pismo widniało na kawałku papieru w jego kieszeni.
- Och, wybornie – powiedział sarkastycznie. – Wprost marzyłem o tym, by złożyć moje losy w ręce byłej uczennicy.
Hermiona wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę w osłupieniu, aż w końcu na jej twarzy pojawił się drapieżny uśmiech.
- Zdaje się, że mój dzień zaczyna nabierać jasnych barw - stwierdziła, zacierając dłonie. – Ależ zapraszam, niech pan wejdzie.
Snape mruknął coś pod nosem, z czego Hermiona zdołała dosłyszeć zaledwie końcówkę: dwa razy mnie wrobił, poprawił szaty, które trzymał na ramieniu i burknął: - Dziękuję, ale sądzę, że sam spróbuję szczęścia z mugolami.
- Profesorze, proszę się nie zachowywać jak dzieciak.
Chwyciła go za lewe ramię mocniej, niż by się spodziewał — tak, pomyślał, właśnie tak to się zaczęło ostatnim razem, kiedy posłuchałem Malfoya — i wciągnęła go do obskurnej kamienicy.
- Proszę usiąść - poleciła, wyraźnie rozkoszując się tym jakże diametralnym odwróceniem ról.
Usiadł, kipiąc ze złości.
Patrzyła na niego nic nie mówiąc. Dzięki temu uświadomił sobie, że prawdopodobnie wyglądał dziś gorzej niż w jakimkolwiek innej chwili swojego życia, może poza krwawą bitwą w Hogsmeade.
W końcu oparła się o krzesło i powiedziała:
- Przyznaję, że jestem ciekawa, jakim cudem wielki i wspaniały Severus Snape, dyrektor Hogwartu, najczystszy z czarodziejów czystej krwi, odznaczony Orderem Merlina czwartej klasy — Snape skrzywił się. Z sarkazmem radził sobie dość dobrze, ale to akurat wciąż potrafiło go trochę ukłuć. — otrzymał w trybie przyspieszonym czarodziejski odpowiednik wypowiedzenia z pracy.
- To znaczy, że nie ma pani prenumeraty na Proroka Codziennego - powiedział sztywno, zastanawiając się, dlaczego, skoro wiedziała, że został skazany na wygnanie, nie miała pojęcia, jaka była tego przyczyna.
- Nie, ich sowy nie mogą nas tu znaleźć. No więc?
Snape zdał sobie sprawę, że naprawdę nie miał ochoty powiedzieć dziewczynie, która tak niedawno była jego uczennicą na eliksirach, o co go oskarżono, nawet jeśli oskarżenia te były bezpodstawne.
- To kwestia punktu widzenia – stwierdził niechętnie. – Tak się złożyło, że mój różni się nieco od punktu widzenia Ministerstwa. Twierdzą, że - jak to ujęli - „pozwoliłem sobie na zbyt daleko idącą poufałość z uczennicą z siódmego roku." Ja z kolei twierdzę…
- O, niech zgadnę - przerwała Hermiona. Przybrała wzgardliwy wyraz twarzy i syknęła:
- Prędzej dotknąłbym sklątki tylnowybuchowej niż jednego z tych przeklętych tumanów. Ale chwileczkę – dodała, już własnym głosem – kto sfabrykował tę plugawą bajeczkę, Profesorze? Ślizgonka, która nie mogła znieść, że uczy ją zdrajca krwi?"
Jej występ w równej mierze pochlebił mu i uraził go, i nie mogąc zdecydować, które z tych uczuć przeważa, odpowiadając na pytanie przybrał pozbawiony zwykłej zjadliwości, niemal neutralny ton:
- Darujmy sobie ten tytuł, dobrze? Nie mam go już — zresztą nie mam też Orderu Merlina czwartej klasy, i bardzo dobrze, że zabrali z powrotem tę obrazę mojej godności. I nie, nie Ślizgonka — słodkie aż mdli dziewczę z Hufflepuffu, którego nikt by nie posądził o takie kłamstwo. Więc nikt jej nie posądził. Wszyscy, którzy są za uznaniem lubieżnego dyrektora za winnego, niech podniosą rękę.
- Ale Veritaserum…
— Mogą warzyć jedynie mistrzowie eliksirów. A jako że jestem… — przerwał i przesunął językiem po nagle zaschniętych wargach — że byłem jedynym mistrzem eliksirów w Wielkiej Brytanii po wojnie, Wizengamot uznał, że test będzie z całą pewnością zafałszowany. Nieważne, że fiolka, którą miałem przez przypadek przy sobie, została zrobiona całe miesiące temu. A na skutek powojennego izolacjonizmu zagraniczne źródła są traktowane podejrzliwie.
- Przypuszczam zresztą, że Wizengamot zazwyczaj nie kłopocze się stosowaniem Veritaserum, bo w przeciwnym razie Syriusz nigdy nie wylądowałby w Azkabanie - zmarszczyła brwi Hermiona. – Ale co jest w tym ważne, to … Hufflepuff, akurat… To oczywiste, że ktoś pana wrobił. Co pan naprawdę zrobił? Założył partię opozycyjną wobec Fudge'a?
- Czy ostatnio - zagaił, jakby zmieniając temat – doszły do pani jakieś nowiny o panu Potterze?
Jego pytanie zawisło w powietrzu. Hermiona odwróciła wzrok.
- Proszę - powiedziała cicho. – Nie mogę o tym nawet myśleć. Nie miał nawet normalnego dzieciństwa, a gdy w końcu mógł zacząć żyć tylko dla siebie, a nie czekać tylko, aż zostanie złożony w ofierze niczym dziewica…
- Pozwalam sobie wątpić, czy byłaby to rzeczywiście dziewicza ofiara, zważywszy jak często natrafiałem na niego i pannę Weasley w rozmaitych ciemnych kątach – przerwał zjadliwie Snape. – Jak mniemam, powiedziano pani, podobnie jak reszcie magicznego świata, że ostatnie cztery miesiące spędził w śpiączce, z której nie da się go wybudzić?
- Nie powiedziano mi, byłam tam i widziałam go. Podłączyli go do mugolskiego respiratora i kroplówki, podrasowanych za pomocą magii tak, aby mogły działać w Świętym Mungo, a ponieważ jest całkowicie bezbronny, naprawdę nie wiem, czemu odczuwa pan potrzebę, ty nieczuły gburze, by go wciąż atakować!
- Ponieważ, ty nieznośna dziewczyno, on wcale nie jest w śpiączce - powiedział Snape.
Efekt, jaki wywarła ta wiadomość, nie do końca był wart utraty różdżki, ale jednak złagodził trochę tę gorzką pigułkę. Hermiona poderwała się gwałtownie, straciła równowagę i razem z fotelem upadła do tyłu, uderzając z łomotem głową o szafkę z dokumentami.
Z dedykacją dla Iji Ijevny, za przypomnienie, że już dawno powinnam wkleić kolejne rozdziały.
