Rozdział siódmy, czyli samopomoc

Uparła się, że ma iść natychmiast do łóżka i objęła go w pasie, widząc, jak zjeżył się na myśl o kolejnej podróży z napędem marki Mobilicorpus. Jeszcze tylko jedno osuszające zaklęcie i Snape wsunął się pod kołdrę.

- Czy mam z panem chwilę posiedzieć? – zapytała Hermiona, podając mu kolejną szklankę z wodą.

- Nie matkuj mi -powiedział z rozdrażnieniem. – Nie pukam do śmierci bram.

- Trzy godziny temu sądził pan, że jestem Dumbledore'm - zauważyła.

- To wywołało… niezbyt fortunne wspomnienia – powiedział niemal niedosłyszalnie.

- Och. Jak… jak często wracał pan do Hogwartu ranny ?

- Od czasu do czasu.

Parsknęła z dezaprobatą. – Szczerze, jak Voldemort chciał utrzymać przy sobie jakichkolwiek zwolenników…

- Nie, nie, nie powinna pani wyciągać pochopnych wniosków. Tylko raz byłem torturowany przez Czarnego Pana… Tej nocy, gdy odzyskał ciało, a ja wróciłem, by go przekonać, że jestem nadal jego lojalnym szpiegiem w Hogwarcie. Wierzył, że łatwiej mnie będzie czytać po Cruciatusie. Na szczęście mylił się.

- Czyli… To inni śmierciożercy? Czy aurorzy?

- Aurorzy, w czasie walk. A teraz, jeśli mi pani wybaczy…

- Oczywiście, profesorze - powiedziała, wyjmując mu z dłoni pustą szklankę. – Słodkich snów.

Spędziła wyjątkowo bezowocną godzinę, starając się przekonać Erniego Pranga, że nie jest w stanie załatwić mu pracy kierowcy piętrusa, pomimo jego doświadczenia zdobytego za kierownicą Błędnego Rycerza, a potem już tylko siedziała przy kuchennym stole, oszołomiona od kłębiących się jej w głowie myśli, aż do chwili, kiedy do kuchni wszedł Fred, by zacząć przygotowywać kolację.

- Hermiona, wszystko w porządku? - powiedział zatroskany, stawiając garnek z wodą na kuchence.

- Nie - odparła. I z rozpędu powiedziała mu wszystko: o uwięzieniu Harry'ego. O konieczności przygotowania się do nowej, innej wojny z wrogiem bez twarzy. O Snapie.

- Przepraszam, że się z niego wczoraj nabijaliśmy – powiedział poważnie.

- Och, Fred, jestem pewna, że to nie przez to…

- Powinniśmy byli z tym poczekać do dzisiaj albo do jutra – kontynuował tym samym tonem. – To żadna zabawa, kiedy Snape jest w depresji.

- Kretyn - powiedziała z sympatią.

- No to co z tym zrobimy?

- Jeszcze nie wiem… Chciałabym to jeszcze rozebrać na części pierwsze z profesorem…

- Zdaje mi się, że już coś dzisiaj rozbierałaś - uśmiechnął się szeroko Fred.

- O przepraszam, był w wannie ubrany od stóp do głów. Rzeczywiście spędziliście sporo czasu nad pornografią, co?

- Ach, niestety, nie tyle, ile byśmy chcieli. Ale dla Harry'ego George i ja możemy się na chwilę od tego oderwać. No więc, kiedy wypinamy się na Malfoya i zainteresujemy sprawą ludzi z Hogwartu?

Hermiona zmarszczyła brwi. – To delikatna sprawa. To znaczy, zgadzam się z tobą, dość już bezczynności, ale wszyscy nauczyciele, na których naprawdę można polegać, są niedostępni. Snape jest tutaj. McGonagall gdzieś się zaszyła, nie sądzę, by naprawdę udało jej się wrócić do siebie po wojnie. Flitwick …- Potrząsnęła głową. – Biedny Flitwick.

- Prawie mu się udało dotrwać do końca bitwy. Niezbyt sprawiedliwe.

Zamilkli na chwilę.

- A Vector? Albo Sinistra? Albo Hagrid? – spytał Fred.

- Ani jedna, ani druga nie nadaje się specjalnie do walki, nie wydaje ci się? Zostały w zamku, kiedy wszyscy inni pomaszerowali do Hogsmeade. Hagrid jest bardzo odważny, ale fatalny, jeśli chodzi o zachowywanie tajemnicy. Wolałabym go raczej w to nie wciągać, bo inaczej skończy jako pełny eks, a nie tylko czarodziej z różdżką ukrytą w parasolu — nawet nie myśl o tym, żeby powiedzieć to, o czym myślisz, Fred, bo dostaniesz szlaban na Internet — a właściwie cała reszta to, jak słyszałam, zupełnie nowi pracownicy.

Przetarła oczy, które nagle zaczęły ją piec. – Gdyby tylko Tonks i Shacklebolt nie byli w Ministerstwie wtedy, kiedy śmierciożercy wysadzili pierwszy poziom…

- Wiesz co, Hermiona - powiedział powoli Fred – właśnie mi przyszło do głowy, że ten śmierdzący Malfoy mógł mieć rację, kiedy radził się nie wychylać.

- Ale nikt z nas nie wiedział wtedy o Harry'm - zaprotestowała. – To diametralnie zmienia sytuację — nie możemy już biernie czekać, aż coś się samo zmieni. Malfoy nie może wszystkiego naprawić pociągając za sznurki w tyle sceny albo starając się pozbyć Knota. Na litość, to Knot może być tym nowym Czarnym Panem i to on może pozbyć się Malfoya.

- No wiesz, Malfoy też mógłby być nowym Czarnym Panem.

- Och, już przez to przechodziliśmy. Walczył po stronie Zakonu.

- Jeżeli chce przejąć władzę, to naprawdę jest dla niego niezwykle wygodne, że nie musi się już martwić, że tata zostanie wybrany na ministra - powiedział Fred i zaczął odliczać na palcach. – Ty nie stanowisz zagrożenia, bo myślisz, że jest dobry. Snape jest usunięty z drogi. Być może Malfoy wyeksował Notta, żeby odsunąć od siebie podejrzenia. Ale zresztą to w tej chwili nieważne. Chciałem tylko powiedzieć, że oczywiście musimy coś zrobić, ale może powinniśmy działać sami i nie ryzykować nawiązywania nowych kontaktów. Nie wychylajmy się. Im mniej osób wtajemniczonych, tym mniej prawdopodobne, że ktoś nam przeszkodzi.

- To ma sens - powiedziała niechętnie Hermiona. – Ale nie podobają mi się nasze szanse. Jest nas dwanaścioro — no, trzynaścioro, jeśli doliczyć Malfoya…

- Czego na pewno nie zrobię – prychnął Fred.

- No to dwanaścioro, z czego tylko ja mam różdżkę. Musiałabym być tak zarozumiała jak Percy, aby myśleć, że mogę powstrzymać w pojedynkę nowego Czarnego Pana.

- Wiesz przecież, że nawet na nas nie spojrzał na rozprawie, dupek jeden. Hej, on też mógłby być Czarnym Panem!

- Mówisz tak, jakbyś chciał, żeby to była prawda.

- Taak – rozmarzył się Fred. – Wtedy mógłbym go sprać na kwaśne jabłko, a mama nic by mi nie mogła powiedzieć.