Rozdział dziesiąty, czyli bliskie golenie trzeciego stopnia

Jedyną porą, kiedy wszyscy byli w domu, był sobotni wieczór. Nabrali zwyczaju zamawiania obiadu na wynos, aby dać Fredowi (i swoim żołądkom) odrobinę odpoczynku. Zazwyczaj korzystali z tej okazji, by opowiedzieć o swoich sukcesach i problemach w byciu mugolami; Hermiona uważała, że ma to wartość terapeutyczną, a zarazem pouczającą. „Eksi" zaś wiedzieli już, że po prostu łatwiej jest stosować się do pomysłów Hermiony, jeśli uzna, że coś jest naprawdę dobrym rozwiązaniem.

Ale tym razem, kiedy podzielili między siebie kawałki pizzy, głos zabrała Hermiona. Zaraz po jej pierwszych słowach w pokoju zapadła grobowa cisza.

- Harry Potter nie jest w śpiączce. Profesor Snape odkrył, że jego pozorna śpiączka jest spowodowana przez Wywar Żywej Śmierci – Hermiona miała poważną twarz. – Myślę, że teraz jest jasne, że wszyscy posłużyliście za pionki w grze, nie wiemy jednak, kto w nią gra. A więc proszę, przyda się wszystko, co wam przyjdzie w związku z tym do głowy, wszystko może być wskazówką.

- Byłem tam, kiedy został zaatakowany - powiedział głuchym głosem Essex Stebbings. – Miałem świetną miejscówkę na tę grę. No wiecie, to były ćwierćfinały. Patrzył w dół, na trawę, starał się wypatrzeć Znicz, i nagle ktoś w czarnej pelerynie z kapturem pojawił się w powietrzu może z pięć metrów od niego. Ten ktoś musiał teleportować się z miotłą — nigdy czegoś takiego nie widziałem — i kiedy rzucił zaklęcie na Harry'ego, ten spadł w dół jak kamień.

- Nie potrafię zrozumieć, czemu nikt mu nie pomógł - powiedziała ze złością Hermiona.

- To się wydarzyło tak szybko! Paru ludzi w tłumie zdążyło wyjąć różdżki, ale nie trafili.

- A do tego czasu atakujący rozpłynął się w powietrzu - dodała Amelia Bones, która właśnie wróciła z pracy i ciągle jeszcze miała na sobie mundur londyńskiej policji. – Moi Aurorzy nie byli w stanie znaleźć żadnych śladów. Zaklęcie teleportacyjne nie jest nielegalne i zaklęcie rzucone na Pottera też takie nie jest.

Snape, który przyglądał się ze wstrętem swojemu kawałkowi pizzy z papryką, poderwał głowę i spojrzał na nią ostro.
- A co na to Minister? Czy irytowały go ograniczenia w systemie śledzenia różdżek?

- Tak – powiedziała ze zdumieniem Bones. – Ale nie zastanawiałam się nad tym długo, bo już wcześniej mieliśmy takie problemy.

- Każdy minister pragnął poszerzyć możliwości śledzenia zaklęć i łączenia ich z konkretnymi różdżkami – odezwał się pan Ollivander, zaskakując wszystkich – i każdy Ollivander zawsze odmawiał.

- A niech mnie– mruknął George do Freda. – Myślałem, że Ministerstwo rzuciło na faceta zaklęcie uciszające, zanim go wyeksowali.

- Co od pana chciało Ministerstwo? - zapytała Ollivandera Hermiona.

Utkwił w niej niemrugające oczy. – Kiedy tylko chłopak powiedział, że chcą renegocjować warunki umowy, posłałem do do diabła.

- Kto to był? – zapytała Bones.

- Cis, dziewięć i jedna czwarta cala, giętka. - Ollivander przerwał, jak gdyby uważał, że ta informacja wystarczy, ale gdy nikt nie zareagował, powiedział: - młody Percy Weasley.

- Co? - wrzasnął George, pół sekundy przed okrzykiem Freda: - On naprawdę jest nowym Czarnym Panem!

- Ejże, chłopcy – zaprotestował pan Weasley. – Naprawdę nie wydaje mi się, żeby Percy mógł…

Snape podniósł oczy do góry i wszedł mu w słowo:

- Istotne w tym wszystkim jest to, że Percy jest nadal młodszym asystentem Knota, czyż nie? Prawdopodobnie jego odwiedziny odbyły się na polecenie Ministra.

- Zaraz – powiedziała Hermiona, niemal drżąc z przejęcia. – Pal licho Percy… Panie Ollivander, czy może pan zrobić różdżki, których nie da się wyśledzić, aby zastąpić te złamane? Teraz nie obowiązuje pana umowa z Ministerstwem!

- Tak. Ale nic nam to nie da - powiedział niejasno pan Ollivander.

- Jestem pewna, że mogłabym zdobyć niezbędne materiały…

- To nie jest największy problem. Kiedy Wizengamot złamał mi różdżkę — westchnął — ostrzeżono mnie, bym nie próbował zrobić sobie nowej. Podejrzewam, że oprócz innych zaklęć banicyjnych rzucono na nas urok zapobiegający użytkowaniu różdżek.

- Nie dotykaliśmy różdżek, ale wypróbowaliśmy inne ograniczenia i one naprawdę działają – mruknął Fred.
- Trzy metry od Dziurawego Kotła wpadliśmy na niewidzialną barierę – wyjaśnił George. – Dość paskudne uczucie.

- A co się stanie, jeśli dotkniemy różdżki? – warknął Theo. – Jeśli chodzi tylko o ból fizyczny, przeżyję to bez problemu.

- Poproszę o demonstrację, panno Granger – powiedział pan Ollivander .

- Ee… No, jeśli jest pan pewien… - Wsunęła dłoń w lewy rękaw i położyła różdżkę na środku stołu. Aż ścisnęło się jej serce, gdy zobaczyła, z jakim pożądaniem wszyscy patrzyli na ten kawałek drewna.

- Patrzcie - Ollivander zaczął przesuwać powoli dłoń o długich palcach w kierunku jedenastocalowej dębowej różdżki. Hermiona wstrzymała oddech. Bones chwyciła mocno krawędź stołu. Oczy Lovegooda wyglądały na jeszcze większe, niż zwykle.

Nagle, jak gdyby ktoś zapalił rakietę, różdżka wystrzeliła w przeciwnym kierunku, celując prosto w klatkę piersiową Snape'a. Zatrzymała się nagle tuż przed nim i odleciała w bok, omijając George'a, Amelię Bones i Thea. W końcu Hermiona nadstawiła na jej trajektorii puste pudełko po pizzy i wsunęła ją z powrotem do rękawa.

- Tak, rzucanie w ten sposób zaklęć mogłoby być nieco kłopotliwe – powiedział Snape, krzyżując ramiona. – Pomysł jednak był zaiste godny pochwały, panno Granger.

Hermiona ostentacyjnie nie zareagowała na szeroki, irytujący uśmiech, jaki pojawił się na twarzy Freda.

***

Następnego ranka zastukała do drzwi Snape'a bardzo wcześnie. Zamierzała przeznaczyć ten dzień na nauczenie go przydatnych mugolskich umiejętności. Wiedziała, że już wkrótce nie będzie na to czasu. Gdy zaczęła stukać niecierpliwie po raz trzeci, Snape gwałtownie otwarł drzwi i spiorunował ją wzrokiem, przy czym efekt zepsuł nieco jego jasnoniebieski szlafrok.

- Czy zdaje sobie pani sprawę, która to godzina?

- Tak się składa, że tak. To godzina, w której zaczynają się „Przygody w świecie życia codziennego Mugoli, Część I: „Rozkosze golenia" - powiedziała, popychając go w kierunku łazienki. - I tak naprawdę powinnam to była zrobić wczoraj, ale rano wciąż jeszcze nie był pan w najlepszym stanie. Ostrzegam szczerze – kiedy już przebrnie pan przez ten przyspieszony kurs, oczekuję, że pomoże pan w zaplanowaniu ratunku dla Harry'ego. Proszę stanąć przed lustrem. Wie pan - dodała z namysłem – Mogłabym jeszcze przystrzyc panu włosy, skoro już się za to zabieramy.

- Absolutnie nie - wykrzyknął, wyraźnie zdjęty przerażeniem.

- No dobrze, dobrze…

Wyjęła z szafki butelkę, maszynkę do golenia i tubkę.

Snape jęknął.

– Naprawdę przeniesiono mnie do Ciemnych Wieków - mruknął.

- To wcale nie takie straszne, jak się wydaje. Niech pan patrzy— olejek sandałowy, pana ulubiony zapach.

Uniósł brew.

- No cóż, tak pan pachniał w szkole - powiedziała.

- Jakimże cudem mogła to pani zauważyć? - zapytał, a grymas na jego twarzy zamienił się w lekki uśmieszek.

- Zawsze sterczał pan nade mną na elikisirach! – odparła Hermiona, czując, że musi się bronić, choć sama nie wiedziała przed czym. – Krem do golenia w tej tubie — wcisnęła mu ją do rąk — nawilży panu skórę i pomoże zapobiec zadrapaniom. Maszynka do golenia — uniosła ją do góry jak różdżkę — może zranić, jeśli się nie uważa, ale tak naprawdę nie jest niebezpieczna. A woda po goleniu o sandałowej nucie zapachowej — wskazała na szklany pojemnik na zlewie — wywoła miłe wspomnienia o terroryzowaniu niewinnych Gryfonów. No dalej, profesorze.

Przyjrzał się, mrużąc oczy, mikroskopijnej instrukcji na kremie do golenia, a potem powoli otworzył tubę, przyłożył otwór do dłoni i nacisnął. Minutę później jego ciemny zarost był pokryty kremem.

- No dobrze - powiedziała, wręczając mu golarkę – a teraz proszę pociągać maszynką w dół. To naprawdę proste.

Zaczął od lewej strony, zbyt ostrożnym ruchem, który nie był wystarczająco mocny, by zgolić choć jeden włos. Druga próba zaowocowała ostrym wciągnięciem powietrza i strużką czerwieni.

- To śmieszne - syknął.

- Och, niech pan siada – powiedziała Hermiona, zabierając mu maszynkę, a kiedy posłusznie usiadł, ustawiła się pomiędzy jego nogami. Jedną dłonią uniosła mu do góry podbródek i pociągnęła równo maszynką w dół ostrej krawędzi jego szczęki. – Widzi pan? - Brzzzz. – To żaden problem, kiedy się już człowiek do tego przyzwyczai. - Brzzzz. – Wyczuwa pan, jak mocny nacisk wywieram?

- Tak – powiedział. Czuła jego ciepły oddech na twarzy; patrzył jej prosto w oczy, a jego niski głos zawibrował jej w palcach i przebiegł dreszczem po plecach.

O mało nie zacięła go po raz drugi, do kompletu.

Przerwała, czując jak serce łomocze jej w piersi. Dlaczego, kiedy pomagała bliźniakom albo Esseksowi, albo Theowi, nigdy nie czuła, że jest to tak intymna czynność? Nagle stała się hiperświadoma, że jej nogi znajdują się milimetry od jego ud, że jej dłonie dotykają jego skóry i że nigdy, nigdy nie była tak blisko niego. O nie, pomyślała. O nie, nie, nie. To wyjątkowo ZŁY pomysł. Wyłaź stąd, Granger, wyłaź NATYCHMIAST.
Głośno i zbyt wesołym tonem powiedziała: - Świetnie! - i cofnęła się. – Więc teraz może pan już sam skończyć; zostawię już z tym pana, ale proszę wołać, gdyby mnie pan potrzebował, będę zaraz na dole, a w ogóle proszę zejść na dół, kiedy pan skończy, najwyższy czas na śniadanie, a potem będziemy kontynuować lekcje...

- Panno Granger?

- Tak? - spytała, stojąc już jedną nogą za progiem.

- Maszynka?

- Och. Tak. O, proszę.

Na zewnątrz, już bezpieczna, oparła się o zamknięte drzwi i ukryła twarz w dłoniach.

Z dedykacją dla kruszynki85 – za wytrwałość i miłe słowa.

Następne rozdziały niestety najwcześniej w sierpniu.