Cóż, Yin, bardzo dziękuję za ciepłe słowa i wiarę w moje możliwości. Niestety, żaden wydawca jak na razie nie podziela Twojego zdania ;(
Dużo cierpliwości kosztowało Erwina powstrzymanie napadu śmiechu. Fakt, to był ich wielki dzień. Z jakiegoś powodu dowództwo pozwoliło aby ich oddział wyruszył na ćwiczenia poza mury. Nawet to, że miał ich pilnować stary Led Wilbrom nie było w stanie zepsuć im humorów. A przynajmniej jemu i Hange.
Dziewczyna, zamiast sięgnąć po łyżkę, podniosła całą miskę z zupą mleczną z zacierkami i wlała ją sobie do ust, po czym odstawiła na stół z głośnym trzaskiem.
- Jestem już gotowa! – zawołała. – Erwin, wychodzimy! Czas zobaczyć z bliska kilku tytanów!
- Wiesz, Hange, jakoś specjalnie mi się nie spieszy – odparł z pełnym powątpienia uśmiechem na twarzy, na co Zoe jęknęła przeciągle.
Od dnia, w którym spotkali się w bibliotece, zostali najlepszymi przyjaciółmi. Minęły już ponad trzy miesiące i Erwin ani razu nie żałował swojej decyzji. Zoe może i była bardzo uparta, a jej życiowe aspiracje ograniczały się do zgłębiania tajemnic tytanów, ale była przy tym również bardzo inteligentna i ambitna.
Nie musiał jej nawet tłumaczyć do czego jej potrzebował. Od razu zrozumiała, o co mu chodzi.
Reszta ich oddziału była bardzo rozczarowana (a nawet zniesmaczona) jego deklaracją, jakoby jedyne czego pragnął to dołączenie do żandarmerii. Na szczęście, zgodnie z jego przypuszczeniami, nikt nie próbował namawiać go do zmiany zdania. Więcej nawet: wszyscy trzymali się od niego na bezpieczny dystans. Ryzyko, że ktoś z jego winy straci życie zmalało do zera.
A jednak, pomimo poczucia względnego bezpieczeństwa nie mógł opędzić się od myśli, że coś przeoczył. Coś bardzo, bardzo ważnego. Coś, co odbije się boleśnie nie tylko na nim, ale i na całym oddziale.
