Smith odwrócił się błyskawicznie, starając się zasłonić swoimi plecami chłopaka, po raz pierwszy dziękując w duchu, że był tak niski. Musiał podziękować jeszcze raz, bo nie wiedziałby jak wytłumaczyć się przed kimś innym niż Hange.
Przed nią w ogóle nie musiał się tłumaczyć.
- Och, Erwin, szukam się i szukam – jęknęła Zoe i przysunęła się do niego na kolanach.
Musiał sięgnąć szybko za siebie ręką, aby złapać chłopaka, który zaczął się powoli wycofywać. Nie miał zielonego pojęcia za co właśnie chwycił, ale nawet pomimo jego cichego i pełnego sprzeciwu sapnięcia, nie odważył się odwrócić, aby to sprawdzić. Przez cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy z Zoe.
- Czy coś się stało?
- I ty się pytasz? - umysł dziewczyny zaprzątany był przez zupełnie inne problemy, niż to, co miała właśnie przed oczami. – Jest ich jedenastu! Jedenastu tytanów! Czy to nie cudowne?
Nie widział w tym nic cudownego. W innych okolicznościach zapewne odwzajemniłby jej uśmiech, ale teraz nie miał siły na znoszenie jej obsesji.
- W jakim sensie?
- Może uda się nam jakiegoś złapać!
Szczęka omal nie opadła mu aż na kolana. Czy ona naprawdę była w stanie myśleć jedynie o tym? Czy nie docierała do niej powaga tej sytuacji?
Za swoimi plecami usłyszał coś, co musiało być stłumionym śmiechem. Cóż, skoro go to bawiło, zapewne jeszcze nie rozumiał jak dalece posunięta była pasja Hange.
- Odłóżmy to na inną okazję – jego propozycja brzmiała bardziej jak rozkaz, dlatego Zoe powstrzymała się od podważenia jej. – Teraz musimy się skupić na ucieczce.
- Masz jakiś plan? – zaciekawiła się Hange.
- Jakiś mam – Erwin uśmiechnął się szeroko i zerknął przez ramię.
Dopiero teraz dotarło do niego, że trzyma rękę na udzie swojego nowego sojusznika.
