Ku jego wielkiemu zaskoczeniu Asbjorn nie pytał o szczegóły misji ani o tajemniczego sojusznika, który „nie był kadetem". Zamiast tego odesłał Erwina, aby uspokoił swoich przyjaciół i obiecał mu, że sam zajmie się komisją.

I rzeczywiście to zrobił. Erwin nie został ponownie wezwany na przesłuchanie, przesłano mu jedynie wiadomość o odstąpieniu od postępowania karnego w związku z jego niesubordynacją. Zoe, Zakarius i wielu innych nie posiadało się ze szczęścia. Wszyscy wyglądali tak, jakby mieli ochotę uczcić to piwem, ale świadomość, że zaledwie wczoraj stracili szesnastu kadetów kazała im powstrzymać swoją radość.

Erwin natomiast nie czuł się zwycięzcą, za jakiego go uważali. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zaciągnął u Fotlanda dług, który będzie musiał spłacić. Wiedział też, że chociaż zwiadowca nie dopytywał się o hienę, to nie puścił tej wzmianki mimo uszu. Jeszcze kiedyś przyjdzie za to Erwinowi zapłacić. A najgorsze było to, że najbardziej ucierpi na tym właśnie młody hiena…

Dlaczego jego myśli wracały wciąż do tego chłopca? Co było w nim takiego, że samo myślenie o nim podnosiło Erwina na duchu? Gdyby miał go cały czas przy sobie na pewno byłby lepszym dowódcą. W końcu to chyba nic dziwnego, że chciał mieć przy sobie kogoś, kto by mu się sprzeciwiał.

Sprzeciwiał mu się w trakcie misji, ale jak wyglądałoby to na co dzień?

Jękną głośno i zatrzasnął książkę, na której i tak nie mógł się skupić. Hange rzuciła mu przelotne pytające spojrzenie znad swojej lektury, poczuł się więc zmuszony, aby znaleźć jakąś wymówkę dla swojego zachowania.

- Jestem zmęczony – udał, że ziewa. – Chyba już pójdę do…

- Tylko mi nie mów, że go wsypałeś – rzuciła Zoe, niby od niechcenia.

Na szczęście udało mu się usiąść z powrotem na krzesło, zamiast ze zdziwienia upaść na podłogę. Hange może i była zamknięta w swoim własnym świecie, ale przez ostatnie kilka miesięcy zdążyła poznać go już całkiem dobrze. Przerażająco dobrze. Musiała doskonale zdawać sobie sprawę z tego, co wydarzyło się między nim a hieną w czasie ich misji.

- Oczywiście, że nie – odparł szeptem. Będzie musiał popracować nad zdradzieckimi rumieńcami. Jeśli już ma być dowódcą, to nie może pozwalać na to, aby zdradzało go jego własne ciało. – Wspomniałem tylko Fotlandowi, że jest ktoś spoza oddziału kadetów, kogo chciałbym mieć przy sobie jeśli miałbym wstąpić do zwiadowców.

- Och, doprawdy? – zapytała Hange z perfidnym uśmiechem na twarzy.

Tym razem nie dał się sprowokować. Zerwał się na równe nogi i uciekł. To znaczy zrobił to bardzo spokojnie, żeby nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi, ale nie zmieniało to faktu, że uciekł przed Zoe i jej pytaniami.

Na szczęście w jego pokoju nie było Heitza, któremu zapewne musiałby wytłumaczyć, dlaczego czerwony jak dorodny pomidor wpada do pokoju. I który zapewne zauważyłby list, który leżał na łóżku Erwina.

Smith, obawiając się, że to pisemne wezwanie na kolejne przesłuchanie, z ociąganiem rozerwał kopertę. Gdy jednak jego spojrzenie padło na jedną jedyną linijkę bardzo równych liter zrozumiał, że ma do czynienia z czymś zupełnie innym.

„Chciałbyś zabić ze mną jeszcze kilku tytanów?"