Betowała najlepsza na świecie Himitsu – i, oczywiście, jestem jej za to ogromnie wdzięczna!

Kochani, jesteście absolutnie niezwykli i wciąż, niezmiennie, absolutnie mnie zadziwiacie, więc ta miniaturka dedykowana jest właśnie wam – wszystkim i każdemu z osobna. Pojawia się tutaj z okazji setnego komentarza pod „Motylim sercem" i muszę powiedzieć, że jestem oszołomiona i bardzo wzruszona tym, jak wytrwale komentujecie moje teksty. To niezwykłe i bardzo motywujące, wpierające, i po prostu pragnę wam wszystkim za to z całego serca podziękować.

Dodatkowo wielkie podziękowania również dla tych, którzy skomentowali poprzednią miniaturkę - ToJa, Tiny Silver, Exciter, Szmaragdowego Kota, PannyAgaty, Lou Leen oraz Szuji. Muszę przyznać, że nie jestem pewna, czy odpowiadać na wasze komentarze, bo od ich napisania minęło tak wiele czasu (przy okazji przepraszam was, że na kolejną miniaturkę musieliście czekać tak długo), a do tego nie pamiętam, czy komuś już przypadkiem nie odpowiadałam. Dlatego pozwólcie, że tym razem ogólnie i tutaj, a nie w prywatnych wiadomościach, odniosę się do tego, co napisaliście, a porządnie odpowiem na wasze komentarze następnym razem i zacznę sobie gdzieś zapisywać, komu muszę jeszcze odpowiedzieć (lub, jeszcze lepiej, zacznę w końcu odpisywać od razu). Więc, oczywiście, bardzo się cieszę, że miniaturka się wam podobała. Miło mi również słyszeć dobre opinie na temat Ulubieńca i, no cóż, że macie do niego pewien sentyment :). Różnym osobom podobały się bardziej różne wersje wydarzeń, ale bardzo się cieszę z tej różnorodności – i, oczywiście, z waszego wytłumaczenia, dlaczego wolicie tę a nie inną wersję. Dziękuję za wszystkie wasze miłe słowa.


Ostrzeżenie: slashowate


Słowniczek: wężomowa


Wybraniec Przeznaczenia

Miniaturka 6

Strach czy podniecenie

Harry próbował przypomnieć sobie, dlaczego znów to robi, ale nie zatrzymał się. Może był po prostu niedorzecznie uparty. Niech szlag trafi Zeviego, który sprawił, że zaczął się tym przejmować.

- Tom – powtórzył, podążając za Riddle'em do Pokoju Życzeń, ignorując ostre spojrzenia, jakie ten wysyłał w jego kierunku, a które dawały mu do zrozumienia, że powinien przestać naciskać.

Oparł się o drzwi, uważnie przyglądając się napiętej sylwetce Toma. Język ciała jego przyjaciela był zbyt… sztywny, ograniczony przez nienaganną samokontrolę dziedzica Slytherina

Harry skrzyżował ręce na klatce piersiowej.

- Nie zamykaj się na mnie, coś cię gryzie… Co jest? Chodzi o moje lekcje z Dumbledore'em?

Wzrok Toma uniósł się na jego słowa, wbijając się w jego skórę niczym odłamki ocienionych szafirów, a wyraz jego twarzy stał się całkowicie zimny. Chwilę później chłopiec uśmiechnął się lekko z fałszywą skromnością, powodując, że Harry'emu natychmiast mimowolnie przypomniały się wydarzenia z Wieży Astronomicznej*. Teraz w oczach Toma był taki sam pokręcony błysk, taka sama gra. Chłopiec wolnym krokiem ruszył w jego stronę.

- Och, Harry, naprawdę chcesz znów rozmawiać ze mną o uczuciach? – zapytał lekko i niebezpiecznie. Harry oparł się pokusie przełknięcia śliny, przeklinając w myślach, że tego nie przewidział i uciekł z dala od powierzchni, między którymi mógł zostać uwięziony.

Jednak nie poruszył się. Tom przecież tak naprawdę niczego nie zrobi. Nie teraz. I, tak jak oczekiwał, jego towarzysz zatrzymał się tuż przed nim, nie dotykając go.

- Nie wiem – oznajmił Harry, umyślnie decydując się na przyjęcie dosłownego znaczenia słowa „uczucie", a nie… innego, do którego mógł odnosić się Tom. – Myślę, że może wyjść ci to na dobre… może niekoniecznie porozmawianie akurat ze mną, ale po prostu z kimkolwiek. Każdy kogoś potrzebuje.

- Hmm… bredzisz bardziej niż zwykle – zauważył Tom, wpatrując się w niego i uśmiechając przy tym drapieżnie. – Sprawiam, że czujesz się zdenerwowany?

- Ani trochę – rzucił wyzywająco Harry, odwzajemniając jego spojrzenie. – A więc, Dumbledore? Co przeszkadza ci w jego lekcjach? To, że ja w nich uczestniczę czy fakt, że nie wiesz, czego dotyczą? – zapytał, wyszukując na twarzy Toma choćby najmniejszej wskazówki na to, jaka jest prawdziwa odpowiedź, nawet jeśli zaprzeczy jej jego język.

Chłopiec powoli podniósł rękę i przechylił jego głowę, przyglądając mu się. Harry poczuł, że sztywnieje, a jego mięśnie napinają się pod przesuwającymi się po jego skórze smukłymi palcami.

- Niepewność… niezbyt przyjemna emocja, ale też nie doświadczam jej często – stwierdził Tom z nutką ostrzeżenia w głosie.

Każdy rozsądny człowiek przestałby w tej chwili naciskać… ale, no cóż, jego poczytalność już dawno była sprawą dyskusyjną. Chwila, niech mu ktoś jeszcze raz przypomni, dlaczego dokładnie to robi?

- A może chodzi o coś zupełnie innego? – pytał Potter, przyglądając się z zamyśleniem Tomowi, próbując ignorować to, w jaki sposób poruszały się jego dłonie, przesuwając po miejscach, w których biło jego tętno.

- Niepokój… zbędne uczucie, jako że zwykle wolę po prostu wziąć sytuację we własne ręce, jeśli mi się ona nie podoba – kontynuował Tom, sugerując, że do czegoś się odnosi… ale Harry nie rozumiał.

Jego obawy zwiększyły się.

- Myślę jednak, że ma to jakiś związek z Dumbledore'em – naciskał dalej, nie przerywając ich kontaktu wzrokowego, nie pozwalając, aby jego oddech stał się choć trochę niespokojny. – Ponieważ twoja zmienność nastrojów osiąga szczytowy punkt mniej więcej w czasie tych spotkań. Więc zamierzasz mi powiedzieć, co ci się w nich nie podoba czy nie? A może powinienem dalej zgadywać? – rzucił wyzywająco.

Głowa Toma pochyliła się bliżej niego, a jego oddech połaskotał jego ucho, gdy nadeszła wyszeptana odpowiedź:

- Ciekawość… zabiła kota**, a może raczej lwa? Lecz do tej emocji przyznaję się akurat otwarcie.

Harry przymknął na chwilę oczy, modląc się o choć odrobinę cierpliwości, gdy usłyszał to dość bezpośrednie nawiązanie do lwów, a co za tym idzie Gryfonów i jego samego.

Czasami była ci potrzebna iście anielska cierpliwość, gdy byłeś w pobliżu Toma.

- Nie rozmawiamy o moich uczuciach – warknął przez zaciśnięte zęby, próbując trzymać w ryzach swoją zdecydowanie mniej nienaganną samokontrolę – tylko o twoich. Cofniesz się trochę? – Z niepokojem zauważył, że jego głos podwyższył się odrobinę na te ostatnie słowa.

No i tyle było mowy o jego samokontroli.

- Nie nabiorę się na to ponownie – burknął. – Doskonale wiem, że jesteś hetero. Daj sobie więc spokój.

- Zmieszanie – zauważył Tom, kontynuując wyliczanie czegoś, co zdawało się listą emocji – jest niepożądane.

Był niemal w stanie usłyszeć uśmieszek w głosie swojego towarzysza i jego żołądek zacisnął się z powodu bardzo złego przeczucia.

- Mówię poważnie, to nie zadziała. Nie wiem, co próbujesz osiągnąć… - kłócił się.

Harry poczuł teraz wzrastającą w nim panikę, bezbronność, którą gardził, ale Tom wydawał się być w stanie doskonale odnaleźć się w każdym możliwym scenariuszu, tak samo jak rekin był w stanie wyczuć kropelkę krwi z promienia wielu kilometrów.

Tom doskonale wiedział, że Harry'emu się to nie spodoba i że będzie czuł się z tego powodu nieswojo.

Głupi, sadystyczni psychopaci. Nienawidził ich – a szczególnie tego jednego.

- Strach… - szepnął Tom, odchylając się tym razem lekko, aby zobaczyć większą część jego twarzy, chociaż i tak pozostał nazbyt blisko. – Powoduje, że źrenice się rozszerzają, dokładnie tak samo jak wtedy, gdy ktoś się komuś podoba. – Tom urwał. – Powiedz mi, bohaterze, wywołuję u ciebie strach czy podniecenie?

Cholera jasna. Co za koszmar.

Jak gdyby kiedykolwiek przyznał się do którejkolwiek z tych emocji (o czym Riddle doskonale wiedział), gdyby czuł je względem Toma – a, nawiasem mówiąc, wcale tak nie było! Oblizał wysuszone usta, a jego serce biło jak szalone. Był zdeterminowany, aby kontynuować swoje przesłuchanie, próbując ze wszystkich sił panować nad swoim głosem, byleby tylko się nie zachwiał.

Nie zamierzał się wycofać. Tom mógł drażnić się z nim ile mu się tylko podobało, zarzucać mu przynętę… ale Harry mógł sobie z tym poradzić, jeśli tylko nie posunie się do niczego więcej. Prawdopodobnie. Ale nie zamierzał niczego robić.

- Jeśli chodzi o zazdrość lub zaborczość, uderzę cię – ostrzegł, próbując powrócić do wcześniejszego tematu rozmowy, jakby przy okazji nie pojawił ten jeden, wielki… problem. – Bo to byłoby głupie i śmie… co ty, do cholery, rob…?

Harry nie mógł oddychać, czując miażdżący, dominujący i wściekły nacisk na swoje usta, niczym jaskrawe błyski dotykających się iskier, mrowiący jak strzelające cukierki. Palce zacisnęły się mocno na jego włosach i szarpnęły za nie.

Chwilę później to wszystko minęło, a on stał tylko absolutnie zaszokowany i wpatrywał się tępo w Toma, psychicznie wychodząc z siebie. Automatycznie próbował wyrwać swoje ręce z uścisku, odepchnąć swojego towarzysza, ale nie mógł się ruszyć. Był bezradny.

- Czy ty właśnie pocałowałeś… ty właśnie… nie… - Zadrżał gwałtownie. Jego mózg zamienił się w niezdolną do funkcjonowania papkę.

Czuł się kompletnie zagubiony. Tom był normalny. Ale również nienormalny. Tom był bardziej nieprzewidywalny, niż Harry kiedykolwiek podejrzewał, siłą odbierając mu wszelki grunt pod stopami.

- I jak podoba ci się ta rozmowa o uczuciach? Możemy kontynuować, jeśli chcesz… - odezwał się Tom, na którego ustach widniał uśmieszek, jednak którego oczy płonęły ze złowrogim niebezpieczeństwem.

Tom nie chciał rozmawiać o uczuciach – i wiedział z doświadczenia, co powstrzyma przed tym Harry'ego, gdyby naprawdę tego potrzebował. Riddle był pieprzonym draniem.

Kiedy nie odpowiedział, dłoń młodego Czarnego Pana opadła na jego koszulę, bawiąc się jej kołnierzem. Jego brwi uniosły się z cichym powtórzeniem zadanego chwilę wcześniej pytania.

Sytuacja miała się dokładnie tak samo jak na Wieży Astronomicznej, a nawet jeszcze gorzej. Harry'emu kręciło się w głowie.

Kiedy oni… kiedy Tom… chodziło o to, że czuł emocje, kiedy połączenie pomiędzy ich umysłami w jakiś sposób zapadło się ze względu na to... co właśnie się stało.

Harry odwrócił spojrzenie, opuszczając wzrok i nie odpowiadając. Jego ręce zostały puszczone i opadły z powrotem ku ciału.

- To dobrze – powiedział cicho Tom. – Miło rozmawiało się z tobą o uczuciach… ale nie będziemy tego powtarzać, dobrze?

Ten chory triumf w głosie jego towarzysza spowodował, że temperament wymknął się Harry'emu spod kontroli. Jego ręce poleciały do przodu i przyciągnęły do niego Toma. W następnej sekundzie emocje płonęły w jego umyśle i wykorzystał je do wypowiedzenia w myślach zaklęcia, którego potrzebował.

Poczuł, że Tom szarpie się pod wpływem jego inwazji, ale Harry zacisnął tylko mocniej swój uścisk, po czym po minucie znów go od siebie odepchnął. Odwzajemnił uśmieszek bez poczucia triumfu, zdając sobie sprawę, że właśnie wykonał ruch, którego nigdy już nie będzie w stanie cofnąć… taki, który przesuwał i rozbijał ich starą relację w coś zupełnie nowego.

- Legilimencja jest… użyteczna – oznajmił złośliwie.

Tom wpatrywał się w niego, mając na twarzy wyraz bezwarunkowego zaskoczenia. Jego włosy były potargane.

- Ty…

- Pa, Tom – powiedział ostro Harry, odwracając się na pięcie i wymaszerowując z pokoju.

Musiał pomyśleć.

Ten dzień był do bani.


*jeżeli nie pamiętasz, o jakim wydarzeniu mowa – „Ulubieniec Losu", rozdział czterdziesty

**polski odpowiednik tego przysłowia to „ciekawość to pierwszy stopień do piekła", jednak w powyższym fragmencie takie jego tłumaczenie nie miałoby sensu, dlatego postanowiłam pozostać przy jego angielskiej formie.