ROZDZIAŁ 21: Lake District

Ostatni dźwięk zasuwanego zamka i była gotowa. Krzywołap z niezadowoleniem okazywał, jak bardzo nie chce mu się jechać samochodem. Jednak dziewczyna nie zważała na jego kocie fochy. Omiotła jednym szybkim spojrzeniem swój pokój. Była pewna, że wszystko spakowała. Przeglądała walizkę jeszcze dziś rano. Niczego nie brakowało. Już miała wychodzić, gdy przypomniała sobie o czymś, co zostawiła na stoliczku nocnym, by o tym nie zapomnieć. Po chwili piękna bransoletka z szklanymi kulkami, wypełnionymi amortencją, znajdowała się już na jej ręce.

- Hermiona! Koleżanka po ciebie! – usłyszała z dołu głos swojej mamy.

- Już idę!

Ciężka walizka i klatka Krzywołapa jakimś magicznym sposobem znalazły się na dole. Chwila, może nie magicznym. Po prostu siłowym. Tak dla ścisłości.

W przedpokoju stała długonoga blondynka o włosach lekko falowanych i sięgających do pasa. Uśmiechała się promiennie. Wzięła od koleżanki klatkę z kotem i dała jej chwilę na pożegnanie się z rodziną. Kiedy Hermiona załatwiła już wszystko i po raz ostatni pozwoliła wygłosić rodzicom mowę w stylu „nie rozmawiaj z nieznajomymi", obie wyszły z domu. Na podjeździe poza białą Toyotą Avensis stał nowiuteńki model czarnego Audi Q7. W środku nie było nikogo.

- A twój ojciec?

- Już jest na miejscu. Jedziemy same – odpowiedziała Juliette, wkładając drugą rękawiczkę bez palców.

- To-to twój samochód?! – Mionie odebrało mowę – Skąd miałaś tyle pieniędzy?!

- Skarbiec Moore'ów nie jest taki mały, kochana – powiedziała, puszczając do niej oczko. – A poza tym, miałam kolejny zastrzyk gotówki, kiedy opuściłam ten cholerny apartament. Teraz mieszkam z ojcem.

Otworzyła bagażnik. Dwa ostatnie siedzenia były złożone, więc jego powierzchnia stała się dwa razy większa. Jedną czwartą tej przestrzeni zajmowała spora klatka, w której kot Julie, Lumos, miał urządzony wybieg.

- Wypuść Krzywołapka. Będzie mu wygodniej, a poza tym będzie miał towarzystwo – powiedziała dziewczyna umieszczając walizkę Miony obok swojej.

Kot szybko wlazł do większej klatki, gdzie od razu usadowił swój zacny rudy zad w kącie, nie zwracając większej uwagi na swojego towarzysza niedoli, jaką była długa jazda samochodem. Miona wywróciła oczami i usiadła na miejscu pasażera. Julie wsiadła za kierownicę, uprzednio zamykając bagażnik. Ruszyły.

Julie była bardzo dobrym kierowcą, ale Hermionie zdawało się od czasu do czasu, że jest nazbyt ostrożna. Nie chciała się wtrącać, więc włączyła jedynie płytę, która znajdowała się w odtwarzaczu i ustawiła ją dość cicho, by nie przeszkadzać, skupionej na jeździe, dziewczynie.

Pierwszymi dźwiękami, które doleciały do jej uszu, były rytmiczne szarpnięcia strun gitary. Dopiero po chwili usłyszała anielski głos dziewczyny, z której ust wydobywały się słowa delikatne jak wietrzyk oplecione warstwą lirycznego serca.

Tell me how

How to live on the edge of my seat

Teach me how

How to stand on my own two feet

'Cause I'm tired of falling

and I was a fool

You taught me that love

is a game without rules

So tell me how

How you'd like to walk in my shoes

Miona zamknęła oczy i pozwoliła przenieść się piosence do innego świata. Delikatne i wesołe zarazem brzmienie sprawiło, że zrobiło się jej lekko na duszy i nawet, przez moment, zapomniała, jak bardzo brak jej pewnej osoby.

Teach me how

How to look on the bright side of life

And tell me how

How everything will be alright

'Cause the whole world is changing

and I'm standing still

Small talk and stories

are making me ill

So tell me how

How to believe in myself

Jednak refren bez skrupułów zwrócił jej uwagę na postać Dracona. Przypomniała sobie jedne z najpiękniejszych świąt, które miała. To, gdy obronił ją przed Ronem. Tę pierwszą noc, którą spędzili razem, ciesząc się jedynie swoją bliskością. Wspólne robienie naleśników i przyłapanie przez Ginny i Syriusza. Jego prezenty. Jego zapach. Jego miłość. Umysł musiał być też sprawiedliwy, więc przypomniał jej fragment, gdy Alex ją pocałował, a Draco wziął to za zdradę. Przypomniał jej również, jak to on sam przyznał się do zdrady. Jednak po chwili znów wywołał wspomnienie, jak padł na kolana i, w wypełnionej po brzegi Wielkiej Sali, zaczął ją publicznie przepraszać.

But I'm just a kid

and I wanna fit in with the crowd

Mother and Father,

I just wanna make you proud

Maybe it's time that I

Grow

But I'm too scared

and the water's too cold to jump in

Mother said, "Dear,

No one's ever been ready to live."

Maybe we just have to

Grow

Nie wiedziała, kiedy skończyła się piosenka i kiedy właściwie zasnęła. Obudziła się, gdy słońce powoli znikało za horyzontem. Rozpoznała ten teren. Były już w Lake District. Julie nie sprawiała wcale wrażenia zmęczonej, co ją ucieszyło. Leniwie przeniosła wzrok na piękny krajobraz. Jej spojrzenie wyłapało jakiś spory hotel u podnóżach jednej z gór. Ku jej zdziwieniu Julie ominęła wjazd do niego. Znalazła kolejny hotel, mniejszy tak samo jak góra, przy której był położony. Julie również przejechała wjazd. Potem jej oczom ukazał się obskurny pensjonat, a góra, a raczej pagórek, był w tragicznym stanie. I ten wjazd ominęła Julie. Zaczęły wyjeżdżać z miasta.

- Nie miałyśmy skręcić, gdzieś tam? – zapytała Hermiona.

Blondynka nie odpowiedziała nic. Jej wzrok wciąż wbijał się w przestrzeń przed samochodem. Przejechały jeszcze dziesięć minut w całkowitym milczeniu. Dopiero po chwili zauważyła, że zjechały w jakąś boczną dróżkę i samochód piął się w górę.

- Jesteśmy na miejscu – powiedziała Julie.

Oczy Hermiony wychwyciły coś niesamowicie pięknego. Nowoczesny trzypiętrowy dom na wzgórzu z tarasem. Budynek był biały, choć kolor i tak nie był zbyt widoczny, bo większość ścian stanowiły panoramiczne okna. Elewacja budynku wykończona była z prawie czarnego drewna. Wokół domu znajdowało się kilka wolnostojących sosen. Na wysypanym żwirem podjeździe znajdowały się jeszcze dwa samochody. Julie zaparkowała obok nich.

Miona wysiadła z samochodu, wciąż zadzierając głowę w górę, by ponownie ulec czarowi tego pięknego budynku. Usłyszała otwieranie bagażnika. To wyrwało ją z zamyślenia. Odebrała od Julie swoją walizkę i po wyciągnięciu Krzywołapa z dużej klatki, schowała go do jego ciasnej, ale własnej wiklinowej. Dziewczyna nieśmiało ruszyła w stronę domu, licząc, że jej koleżanka zaraz zacznie się śmiać i powie, że ją wkręciła i zaraz pojadą do hotelu. Nic takiego się jednak nie stało. Zaczęła powoli wchodzić po drewnianych schodach. Zadzwoniła do drzwi przy pomocy przycisku znajdującego się po prawej stronie, na białej delikatnej ścianie. Spojrzała bardziej w bok i zobaczyła, jak pięknie właściciel tego domu, urządził taras, nawet zimą. Drzwi otworzyły się bez najmniejszego zgrzytu. To, co zobaczyła, dosłownie odebrało jej mowę.

- Mionka! – Ruda prawie rzuciła się na przyjaciółkę z radości.

Za Ginny stał Harry, opierając się o śnieżnobiałą ścianę, z której nieco dalej wychodziły ciemne, niemal czarne, drewniane schody. Nie było jej jednak dane analizować tę sytuację, bo jej przyjaciółka zaczęła wymachiwać lewą ręką przed nosem Miony.

- POPATRZ!

Dziewczyna z wrażenia aż zrobiła kilka kroków do przodu, przekraczając próg domu. Na serdecznym palecu Ginevry błyszczał złoty pierścionek zaręczynowy z półkaratowym rubinem. Obie zapiszczały jak małe dziewczynki i ponownie wpadły sobie w objęcia. Harry parsknął śmiechem. To ponownie zwróciło na niego uwagę.

- Gratulacje – powiedziała po raz setny, po czym zwróciła się do przyjaciela – Harry, to twój dom?

Już chłopak miał otwierać usta, gdy po schodach rozległ się równomierny odgłos trampek.

- Chciałby. Co, Potter?

Ten głos i zaczepny ton rozpoznałaby wszędzie. Nawet z zamkniętymi oczami. Przez chwilę nie mogła zrozumieć, czy to, co się dzieje, jest naprawdę, czy wciąż śpi w samochodzie Julie. Jednak to była prawda. Bez zastanowienia wpadła w objęcia Draco, który cmoknął ją czule we włosy.

- Draco…

Juliette, Ginny i Harry przyglądali im się rozbawieni. Słodką scenę przerwał nie kto inny jak Blaise Zabini.

- Julka, zamknij te drzwi, bo robi się zimno jak w psiarni – warknął, ale jego głos szybko złagodniał, gdy zobaczył, kogo goszczą – Hermionka, skarbie!

Dziewczyna puściła Draco i zaśmiała się. Przytuliła drugiego Ślizgona. Blaise wyszczerzył się głupkowato, za co oberwał od blondyna w ramię.

- Zanieś jej walizki do pokoju – powiedział z naciskiem, pod którym ukrył słowo „TERAZ".

Czarnoskóry chłopak oswobodził się z objęć przyjaciółki i, mrucząc z niezadowolenia pod nosem, złapał jej bagaże i klatkę z kotem. Po chwili zniknął gdzieś na piętrze.

- Dobra, nie stójmy tu jak idioci – zaczął Draco, klaszcząc w ręce – Miona, dawaj kurtkę, czapkę i co tam jeszcze masz. Zdejmij buty, a ja przyniosę ci coś z góry. Julie?

- W głównej kieszeni walizki mam czarne trampki – powiedziała, rozpinając suwak od kurtki i podała ją Harry'emu.

- Moje buty są w małej torbie. Wygrzebiesz jakieś tenisówki.

Chłopak skinął głową na znak zrozumienia i wbiegł na górę. Chwilę później wrócił wraz z Blaisem i dwoma parami butów. Dziewczyny ubrały je i poszły za przyjaciółmi do salonu. Mionie dosłownie odebrało mowę. Gdy zeszła o jeden stopień niżej, bo wejście do domu i garderoby znajdowały się na podwyższeniu, znalazła się w pięknym nowoczesnym salonie. Biała terakota była idealnie dopasowana do nieprzylegającego do ściany, futurystycznego kominka i świetnie kontrastowała z czarną sofą oraz dwoma fotelami w tym samym kolorze, pokrytymi skórą. Przed kominkiem, otoczony fotelami i sofą, stał szklany stolik o lekkiej budowie, utrzymujący się na czterech srebrnych nóżkach. W prawym rogu, kilka kroków za kominkiem, stał odtwarzacz płyt CD. Dopiero po chwili zobaczyła, że dwie ściany ogromnego salonu są tylko i wyłącznie panoramicznym oknem, które ukazywało niesamowity górski krajobraz. Przeszła dalej i po chwili dotarło do niej, że pierwsze piętro składa się tylko i wyłącznie z salonu – części do rozmowy przy dźwiękach trzaskającego drewna oraz części do oglądania telewizji, znacznie mniejszej od głównej części reprezentacyjnej. Część telewizyjna składała się z sofy dla dwóch osób, kilku czarnych szafek, zapewne wypełnionych płytami i filmami, oraz czarnego telewizora plazmowego, a także kilku innych ciekawych gadżetów. Wróciła do części z kominkiem i westchnęła:

- Tu jest przepięknie.

Draco uśmiechnął się tylko.

- A to tylko salon.

Nie przejmując się resztą, wspólnie poszli na górę. Po kolei pokazał jej każdy pokój. Zaczęli od nowoczesnej otwartej kuchni połączonej z jadalnią. Okna kuchni wychodziły na północ, natomiast panoramiczne okno jadalni na wschód. Wszystko było utrzymane w kolorystyce salonu, choć pojawił się jeden dodatkowy kolor – czerwień. Po chwili zachwytu Draco złapał ją za rękę i pociągnął w stronę korytarza. Wszystkie pokoje znajdowały się na równi z jadalnią. Każdy pokój miał panoramiczne okno i własną łazienkę. W sumie było ich cztery. Chłopak rzucił jej krótko, że wnętrze każdego z nich zobaczy jutro. Pociągnął ją dalej. Na drugim piętrze znajdowała się jeszcze niewielka biblioteczka z ogromnymi oknami do ziemi od strony wschodniej i południowej. Od zachodu było tylko jedne, nie za wielkie, okienko, pod którym ustawiona była mała komódka. Wyjaśnił jej, że tu trzyma albumy i inne ważne dla niego rzeczy. W końcu poprowadził ją po ostatnich schodach na samą górę. U szczytu schodów, prowadzących na trzecie piętro, znajdowały się drzwi. Całą powierzchnię zajmowały trzy pomieszczenia. To było jego królestwo. Po prawej stronie od wejścia znajdowała się ogromna garderoba i łazienka. Obie urządzone były inaczej niż reszta domu – w barwach Slytherinu. To samo tyczyło się sypialni. Srebrna miękka wykładzina prowadziła do ogromnego pokoju. Niskie łóżko przykryte było szmaragdową narzutą. Nie posiadało jednak baldachimu jak łóżko w dormitorium. Wszelkie meble były szmaragdowe, a dodatki do nich srebrne. Dziewczyna podeszła bliżej łóżka i usiadła na nim. Materac był przyjemnie miękki. Naprzeciw łóżka znajdowało się ogromne okno na wschód. Po chwili zarejestrowała, że może wyjść przez odsuwane drzwi na wąski, ale długi balkonik. Nie czekając ani chwili zrobiła to. Nie zważając na zimno, oparła się o barierkę i zaczęła podziwiać piękny krajobraz. Dom znajdował się na skarpie, teraz widziała to dokładnie. Przed nią rozpościerał się widok głębokiej doliny, na której dnie leniwie kołysało się jezioro, i ogromnych białych gór.

Poczuła jego rękę na ramieniu. Odwróciła głowę. Uśmiechnął się do niej delikatnie i stanął tuż obok niej. Milczeli tak przez chwilę, nie myśląc o chłodzie i temperaturze panującej na zewnątrz.

- Twoje rzeczy są już w garderobie.

- Dzięki – powiedziała cicho, po czym zrozumiała jedną rzecz – Śpię u ciebie?

- Tak.

- Śpimy w jednym łóżku?

- No, chyba mi nie powiesz, że się wstydzisz, panno Granger – zaśmiał się.

- Nie… Ale… Nie spodziewałam się – odpowiedziała zmieszana, a na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec.

Chłopak nie zauważył go albo udał, że to od mrozu, bo pociągnął ją z powrotem do środka i zamknął balkonowe drzwi. Ujął jej rękę i zaprowadził w stronę łóżka. Oboje usiedli, aż w końcu chłopak wyłożył się na nim, zachęcając Hermionę gestem ręki, by zrobiła to samo. Przytuliła się do niego tak, jak w tamte pamiętne święta, kiedy wszystko się zaczęło. Jej lewa ręka spoczywała pod plecami Draco, a prawa z kolei delikatnie gładziła go po torsie. Nagle, zaśmiał się.

- O co chodzi?

- Nosisz ją – powiedział, wskazując palcem na bransoletkę, którą jej podarował.

- A czemu miałabym jej nie nosić? – zapytała, zadzierając nieco głowę do góry, żeby ujrzeć jego twarz.

- Nie wiem… Jednak lubisz te moje prezenty – powiedział bardziej do siebie niż do niej i przytulił ją mocniej.

Założył kosmyk jej brązowych loków za ucho i pocałował jej głowę.

- Mógłbym tak leżeć godzinami, wiesz?

- Ja też – odpowiedziała, zamykając oczy.

- A wracając do prezentów. Mam coś dla ciebie.

Wstał, zmuszając tym samym dziewczynę do podniesienia się do pozycji siedzącej. Zniknął w garderobie.

- Tylko się nie przeraź, proszę! – krzyknął.

Gdy pojawił się z powrotem, Gryfonka skamieniała. Nigdy nie spodziewałaby się po nim czegoś takiego. Na pewno nie w stosunku do niej...

- No, chyba cię mocno pogrzało – skomentowała, gdy podał jej pudełko z Victoria's Secret.

Zaśmiał się szczerze. Nie mógł doczekać się jej reakcji, gdy uniesie wieczko. Niewiele mylił się w swoich wyobrażeniach. Dziewczyna najpierw spłonęła rumieńcem, a potem uderzyła go pudełkiem w głowę, patrząc wilkiem.

- I że niby ja mam to ubrać, tak? – zapytała, podnosząc biały, mocno zdobiony gorset.

- Jak chcesz, to możesz chodzić bez ubrań – zaśmiał się jeszcze głośniej.

Nie wytrzymała i rzuciła się na niego z zamiarem mordu na miejscu, ale jej to nie wyszło. Po kilku sekundach oboje tarzali się po wykładzinie i śmiali się. W końcu Miona usiadła okrakiem, na leżącym plecami na ziemi chłopaku i śmiejąc się, spojrzała mu w błękitne oczy. Przestali się śmiać. Draco położył zimne dłonie na udach dziewczyny i przesunął ją nieco do tyłu, by mógł wstać do pozycji siedzącej. Hermiona zsunęła się z jego nóg i pozwoliła, by ją pocałował. Wczepiła palce w jego włosy, a on powoli zaczął zsuwać jej kremowy sweterek, opinający się na ramionach tak, by pokazał więcej. Kiedy sweter odkrył całe jej ramiona, chłopak oderwał się od jej ust i zaczął błądzić wargami po jej szyi. Zrobiło się jej gorąco. Pisnęła, kiedy wsunął swoją lodowatą rękę pod jej sweterek i delikatnie zaczął gładzić jej brzuch. Szybko złapała jego koszulę i po omacku zaczęła rozpinać jej guziki.

Drzwi otworzyły się z łoskotem:

- Kolacja goto… - zaczął Zabini, ale urwał, na widok przyklejonej do siebie pary.

Draco odskoczył od Hermiony jak poparzony, a ona podciągnęła sweter do poprzedniej pozycji. Oparł łokieć o kolano. Przejechał otwartą dłonią po twarzy, chcąc zrzucić z niej emocje, które kłębiły się podczas pocałunku z Hermioną.

- Czy ty zawsze będziesz wchodzić w nieodpowiednim momencie? – zapytał nieco wkurzony.

- Tak – odpowiedział Blaise, chichocząc – Widzę, że prezent został rozpakowany… - skomentował, wskazując na rozrzuconą bieliznę.

Hermiona pokiwała głową, modląc się w duchu, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Tylko Draco był poirytowany obecną sytuacją.

- Tak, został. A teraz, jeżeli nie masz nic przeciwko, wypieprzaj z mojej sypialni.

- Co nie spodobał się? – czarnoskóry chłopak wciąż chichotał.

- Blaise…

- Sorry, Mionka. Ja wybierałem.

- ZABINI! – ryknął Malfoy i cisnął w przyjaciela pustym pudełkiem po prezencie.

- Już, spokojnie, Smoku – powiedział tonem jak do rozwścieczonego dziesięciolatka i wyszedł z pokoju.

Hermiona nie wytrzymała i wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem. Draco popatrzył na nią z wyrzutem, ale kiedy tylko spojrzał w jej roześmiane oczy, sam się przyłączył. Wstali z podłogi i wspólnymi siłami pozbierali rzeczy z podłogi i zapakowali je do pudełka. Hermiona wypuściła Krzywołapa, który otrzymał w pokoju własny kącik. Draco złapał dziewczynę w talii i wspólnie opuścili jego sypialnię.

- Właściwie, co w twoim domu robi telewizor plazmowy? – zapytała Miona, schodząc na drugie piętro.

- Blaise zauroczył się jakimś mugolskim sportem. Rubgdy, czy jakoś tak. Często tu bywa, więc kupiliśmy telewizor. Niech chłopaczyna ma coś od życia – zaśmiał się.

- Rugby.

- Co?

- Ten sport, o którym mówisz, to rugby. Nie dziwię się, że podoba się Blaise'owi, chociaż nie jestem fanką sportów.

- E tam. Quidditch i tak lepszy.

W jadalni siedzieli wszyscy, a nawet więcej niż wszyscy. Hermiona szybko zauważyła, że w domu poza Malfoy'em, Blaisem, Harrym, Ginny i Julie byli również Teodor, Pansy, Tracey i… Ron. Na widok rudego przyjaciela rozpromieniła się, choć była zdziwiona, że i on otrzymał zaproszenie. Kolacja minęła w miłej atmosferze. Każdy z obecnych wymieniał swoje poczynania w ciągu ostatniego tygodnia. W końcu do głosu doszła Ruda:

- Wyobraźcie sobie… Stoimy na balkonie i wpatrujemy się w Alpy. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Aż nagle on uklęknął i nie wiadomo skąd, wyjął pierścionek. Zanim odpowiedziałam, poryczałam się jak głupia.

Harry chwycił ją za rękę i czule pocałował. Hermiona uśmiechnęła się na ten widok. Cieszyła się, że im się układa. Stanowili naprawdę piękną parę. Odruchowo odszukała ręki Draco. Uśmiechnął się na jej reakcję. Był pewien, że dziewczyna częściowo zazdrości przyjaciołom, że mieli za sobą to słynne „tak", ale on nie mógł po prostu oświadczyć się jej w przerwie pomiędzy rybą a frytkami. To nie było w jego stylu. Jego oświadczyny będą niezapomniane.

Nawet się nie obejrzeli, a zegar wskazywał godzinę, o której większość normalnych ludzi idzie spać. Nawet Ślizgoni, którzy słynęli z zarywania nocy, postanowili dać odpocząć Hermionie i Julie, wykończonych po długiej podróży.

Miona weszła na górę i zabrała się za rozpakowanie swojej torby. Draco przeznaczył dla niej pół swojej garderoby. Kiedy ona układała swoje rzeczy na półkach, on brał prysznic. Wyszli z pomieszczeń niemal w tym samym czasie. Wyminęli się.

Dziewczyna spojrzała w lustro. Zmyła makijaż i rozczesała włosy, które następnie związała w wysoki kok. Zanurzyła się w wypełnioną gorącą wodą wannie. Dodała kilka kropel olejku lawendowego i zamknęła oczy. Umyła dokładnie swoje ciało i opuściła ciepłą wodę. Wytarła się dokładnie ręcznikiem i ubrała satynową koszulkę nocną. Ponownie uczesała włosy i przez chwilę rozważała, czy spiąć je, czy pozostawić rozpuszczone. Zdecydowała się jednak na kucyka. Umyła zęby i wyszła z łazienki.

Draco siedział do niej tyłem na łóżku i oglądał coś, co trzymał w rękach. Myślała, że uda jej się podejrzeć, co to, ale usłyszał jak zamykała drzwi i schował przedmiot na dnie szuflady swojej nocnej szafki. Uklęknęła na łóżku i objęła go od tyłu. Swój podbródek oparła o nagie ramię chłopaka.

- Co tam chowasz? – zapytała cichutko.

- Nie twój interes – odpowiedział.

Zdziwił ją jego ton. Był chłodny. Zupełnie inny od tego, którego zwykle używał, gdy mówił do niej. Puściła go i przybliżyła się. Usiadła na krawędzi i spojrzała w jego oczy. Były smutne i… zmartwione.

- Co się stało? – zapytała tak cicho, że ledwo mógł ją usłyszeć.

Nie odpowiedział przez chwilę. Nagle, uśmiechnął się. Chciał, by wyszło to szczerze, ale Hermiona nie dała się nabrać, bo jego oczy nie zmieniły swojego przygnębionego wyrazu. Przytulił ją i ucałował we włosy.

- Nic. Nic się nie stało.

Kiedy ją puścił, oboje zakopali się pod ciepłym przykryciem bez słowa. Wtuliła się w niego tak samo, jak zawsze. Objął ją ramieniem i delikatnie głaskał. Nie minęła godzina, a dziewczyna spokojnie zasnęła. Ostrożnie odkleił ją od siebie i ułożył wygodnie na poduszkach. Przykrył ją po same uszy, a sam poszedł do garderoby. Ubrał się w jeansy i ciepły golf. Nałożył trampki na nogi. Po cichu opuścił sypialnię i przeszedł do przedpokoju na parterze. Narzucił na siebie czarny płaszcz i skierował się na ośnieżony taras. Zapalił papierosa. Ręce trzęsły mu się jak oszalałe, ale to nie z zimna. Ze zdenerwowania.

- Niewygodne łóżko? – zapytał ktoś, stojący za nim.

Ku swojemu zdziwieniu był to Harry. Też był ubrany i miał na sobie kurtkę. Widocznie nie tylko Draco nie mógł spać tej nocy.

- Koszmar? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

Nie musieli nic mówić. Wiedzieli, że nie chcieli swojego towarzystwa w chwili ogólnego rozbicia, ale skoro już stolą jak ci idioci na tarasie pod koniec zimy, to wypadałoby zostać na nim w swoim towarzystwie chociaż przez kilka minut.

- Hermiona na pewno się zgodzi – powiedział w końcu Harry.

- Nie o to chodzi – pokręcił przecząco głową Draco.

- To, o co?

- O to, co będzie dalej.

Zapadła ciężka cisza. Dopiero teraz Wybraniec zrozumiał, w co tak naprawdę wpakował się jego przyjaciel. Wiedział, że, nawet jeśli po wojnie rodzice Dracona nie mają kłopotu z akceptacją osób półkrwi lub mugolaków, będzie musiał ożenić się z kimś czystej krwi dla przedłużenia rodu. Co z tego, że nie będzie kochał tej dziewczyny? Już raz było tak z Julie. Hermiona ledwo przyjęła tą wiadomość. Gdyby nie to, że Julie była półkrwi, Malfoy przymierzałby właśnie z matką garnitur. Co jeżeli tym razem dojdzie do ślubu? Oboje nie przejdą obok takiego obrotu spraw spokojnie.

- Jakoś to będzie – mruknął czarnowłosy chłopak.

Draco prychnął.

- Łatwo ci mówić. Bardzo chciałbym, żeby „jakoś to było". Nie mam pewności, że nie zostaniemy z niczym.

- Zawsze możecie mieszkać tutaj. A PotterBank da wam kredyt bez konieczności spłaty – zażartował, chcąc jakoś rozśmieszyć przyjaciela.

- PotterBank zbankrutuje. Dom też mogą mi zabrać. W końcu wszystko, co posiadam jest ich.

- Nie zrobią ci tego.

- Matka może nie – westchnął – Ale jest jeszcze ojciec. A on potrafi pięknie manipulować. Inaczej nie miałbym tego gówna na ręce.

Podwinął lewy rękaw i pokazał wyblakły Mroczny Znak. Harry chciał wtrącić o tym, że Hermiona również ma dom, ale wiedział, że przyjaciel mógłby to odebrać jako lekceważenie tego, co mówi. Więc milczał. Draco opuścił rękaw i powrócił do palenia.

- Czemu to wszystko musi być takie skomplikowane? – zapytał, gdy gasił papierosa o śnieg znajdujący się na barierce.

- Bo jesteś arystokratą. Ginny ma dobrze. Nikt się jej nie czepiał ze względu na status, a przy okazji może wybierać, kogo chce.

- Czyli ciebie.

Harry uśmiechnął się. Atmosfera nieco się rozluźniła.

- Orientujesz się, która jest godzina?

- Gdzieś tak po pierwszej.

- JUŻ?! – Draco wytrzeszczył oczy.

- Mhm – mruknął Potter.

Ślizgon wyrzucił peta w dolinę i wszedł do domu. Zdjął płaszcz i po cichu wszedł na ostatnie piętro. Hermiona spała smacznie przykryta po uszy. Chłopak szybko zrzucił dzienne ubrania i wślizgnął się pod ciepłą kołdrę. Objął prawą ręką swoją dziewczynę i spokojnie zasnął.


- Draco…

Chłopak obrócił się na drugi bok.

- Draco…

Nakrył głowę poduszką.

- MALFOY DO CHOLERY!

Zerwał się momentalnie do pozycji siedzącej. Po swojej stronie łóżka siedziała Hermiona ubrana w szlafroczek, a w obu rękach trzymała tacę ze śniadaniem.

- Jesteś brutalna, wiesz? – powiedział, przecierając oczy.

- Robię ci śniadanie do łóżka, a ty mi mówisz, że jestem brutalna… No, wiesz co? To co mam zrobić, żeby nie być brutalna?

- Brutalna nie byłabyś wtedy, gdybym obudził się całkiem nago przywiązany do łóżka, a ty byłabyś ubrana w ten gorset i stringi z Victoria's Secret. Względnie mogłabyś mieć jeszcze miskę roztopionej czekolady, którą rozsmarowywałabyś po sobie i po mnie, a potem dokładnie zlizywała. No i co chwilę musiałabyś powtarzać, jak bardzo byłem niegrzeczny – zaśmiał się, ale w jego głosie można było wyczuć nutkę rozmarzenia.

Hermiona popatrzyła na niego jak na idiotę.

- Jesteś zboczeńcem.

- Wiem, kochanie – przyznał i cmoknął ją w usta – Co tam masz?

- Naleśniki z dżemem i szklankę mleka.

- Chciało ci się robić dla mnie naleśniki? – zapytał zdziwiony.

- Nadal jestem brutalna? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, chichocząc cicho.

- Jak mnie nakarmisz to nie – powiedział i puścił do niej oczko.

- Najpierw idź do łazienki. Czytałam gdzieś, że oddech niektórych gatunków smoków może zabijać. Wolę nie wiedzieć, jakie skutki wywołuje oddech Smoka z rana – zaśmiała się.

- Teraz to jesteś jeszcze wredna – powiedział i udając obrażone dziecko, wstał, by pójść się odświeżyć.

Gdy wrócił dziewczyna siedziała już na łóżku. Wyglądała tak kusząco.

- Zmieniasz się w buldoga? – zapytała niespodziewanie.

- Bo co? – spytał głupkowato.

- Bo ślinka ci cieknie. Mam nadzieję, że to na naleśniki. Chociaż…

Wybuchnął śmiechem i wskoczył na łóżko, prawie rozlewając przy tym mleko. Otworzył usta, a ona wcelowała w nie naleśnikiem. Ugryzła drugi koniec. Gryźli naleśnik, aż ich usta spotkały się. W tym momencie do pokoju wpadł Zabini. Odgryźli ostatnią wspólną część naleśnika, łamiąc go tym samym na pół i spojrzeli w stronę drzwi.

- Czy to zawsze musisz być ty, Blaise? – warknął Draco, gdy przełknął jedzenie, które miał w ustach.

- Zawsze i wszędzie.

Hermiona wybuchnęła śmiechem i omal nie zadławiła się naleśnikiem. Blaise oparł się o ścianę i przyglądał się tej scenie z rozbawieniem.

- Chciałem was tylko poinformować, że robimy sobie pieszą wycieczkę. Idziecie z nami.

- Nie.

- Tak.

Draco i Hermiona odpowiedzieli jednocześnie.

- Tak, idziemy – zreflektował się, powodując jeszcze większą salwę śmiechu ze strony swojej dziewczyny.

- Co wy paliliście w nocy…? – zapytał Blaise na odchodnym.

- W nocy? Palić? Nic. Co się rano działo, Diabełku, oto jest pytanie – zachichotała Miona – Idź już.

Draco złapał za drugiego naleśnika i odgryzł kawałek, podczas gdy Miona wciąż nie mogła się opanować. W końcu chłopak odłożył tacę na bok i rzucił się na nią tak, że oboje wylądowali z łoskotem na podłodze.

- Jesteś nienormalny – powiedziała, wciąż dusząc się ze śmiechu.

- Ale ja wiem – odpowiedział i uciszył ją krótkim pocałunkiem.


Tydzień u Draco był niesamowity. Każdego ranka śmiali się jak głupi, każdego wieczoru ogarniało ich pożądanie. I za każdym razem ktoś im przeszkadzał. W ciągu dnia chodzili po okolicy – w grupie lub osobno. Rzucali w siebie śnieżkami, wrzucali wzajemnie w zaspy, nacierali śniegiem. Każdy był na swój sposób szczęśliwy z takiego obrotu spraw. Ginny i Harry dzielili się szczęściem związanym z zaręczynami z każdą osobą w pobliżu. Pansy i Nott zarażali każdego tematem ślubu. Julie i Ron, nie zwracając na siebie uwagi, przebywali w swoim towarzystwie. Blaise i Tracey zarażali każdego idealnym humorem. Draco i Hermiona cieszyli się z braku ciekawskich spojrzeń uczniów i uwag zazdrosnych uczennic.

Każdy dzień kończyli z przekonaniem, że w ciągu następnego będą robić to samo, co do tej pory. Nie przeszkadzało im to jednak, bo wiedzieli coś, co bardzo ich cieszyło. Przez ten tydzień byli razem i nikt im nie mógł tego odebrać.