ROZDZIAŁ 30: Zemsta, druhna i rozterki Malfoy'a
Egzaminy zbliżały się nieubłaganie. Chcąc nie chcąc, każdy musiał się do nich przygotowywać. Jak przypuszczała znaczna większość, Hermiona zapomniała o swojej zemście na wrednej dziennikarce Proroka Codziennego. Harry i Ron nie mogli zrozumieć, dlaczego nie chce bronić swojego dobrego imienia w trybie natychmiastowym i woli odkładać to na później. Kiedy pytali o zdanie Draco, on dyplomatycznie odpowiadał, że Miona wie, co robi. Jednak w głębi duszy sam był zdziwiony jej zachowaniem. Ciekawość wzięła w nim górę pewnego sobotniego popołudnia.
Szedł korytarzem, aż znalazł się przy wejściu do biblioteki. Przeszedł kilka kroków i znalazł ją pochłoniętą książką. Czytała ją tak, że spokojnie mógł dostrzec tytuł.
- „Media w świecie czarodziejów"? – przeczytał na głos, co sprawiło, że Hermiona aż podskoczyła ze strachu – Przespałem jakiś temat na historii magii?
- Pewnie nie jeden – powiedziała, kiedy udało jej się uspokoić.
Spojrzał na pergamin, leżący zaraz obok książki, którą czytała. Chciała zabrać mu go sprzed nosa, ale był szybszy. Porwał go w obie dłonie i przeczytał napisany na nim tekst.
- Myrtle Dungass, lat 49… Co to jest? – zapytał zdziwiony.
- Zbieram informacje – wyjaśniła.
Zaczęła zbierać pospiesznie swoje rzeczy i wrzucać je do torby. Odebrała kartkę zdziwionemu chłopakowi.
- Wygraliśmy plebiscyt w Proroku – wypalił nagle.
- Ta informacja zmieniła moje życie – odpowiedziała i zniknęła z biblioteki.
- Co ty kombinujesz, Granger? – zapytał sam siebie.
Rita Skeeter od zawsze była znana jako wredna i ostra dziennikarka, lubiąca wymyślać niesamowite historie, w które wierzyły z reguły stare babcie żyjące mentalnie w Austro-Węgrzech lub ludzie ze znacznie ograniczonymi możliwościami umysłowymi. Otrzymując Proroka Codziennego każdy spodziewał się jakiegoś jej artykułu na pierwszej stronie lub w jej stałej, felietonowej rubryczce. Niemałe zdziwienie wywołał fakt, że pierwszą stronę zajął artykuł o niej samej napisany przez…
- „Rita Skeeter – jaka jest naprawdę?" autorstwa Hermiony Granger?! – Ginny nie mogła wyjść z podziwu dla przyjaciółki – Napisałaś to? Sama samiuteńka?
Hermiona nie mogła opanować śmiechu. Nie tylko Ginny nie pojmowała tego, co zrobiła jej przyjaciółka. Harry, Ron i połowa Wielkiej Sali wpatrywali się, nie po raz pierwszy, w stół Gryfonów. Dziewczyna wcale nie czuła się skrępowana, wręcz przeciwnie. Z największą przyjemnością wzięła do ręki Proroka Codziennego, zapłaciła sowie i spojrzała na ogromne, niemal na całą stronę, zdjęcie dziewczyny o czarnych przetłuszczonych włosach i w grubych okularach i aparacie ortodontycznym na krzywych zębach.
Gdyby przejechać całą Wielką Brytanię i zapytać o Ritę Skeeter, każdy skojarzyłby ją od razu ze sławną dziennikarką Proroka Codziennego słynącą z ostrego pióra i częstej krytyki. Gdyby jednak przejechać całą Wielką Brytanię i zapytać o Myrthle Dungass, nikt nie miałby pojęcia o jej istnieniu. Nikt z wyjątkiem małej wsi w hrabstwie North Yorkshire Cawtown, liczącej 48 mieszkańców. Poza małą wsią rodzinną Rity Skeeter.
Nie tylko miejsce zamieszkania sławnej dziennikarki było tajemnicą. Rita Skeeter niemal od zawsze posługiwała się pseudonimem. Był on jednak na tyle dobry, że uważano go za jej nazwisko. Rita ukryła wszystko przed światem publicznym. Dlaczego? Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się aż do września 1962, kiedy dziewczynka imieniem Myrtle Dungass po raz pierwszy przekroczyła mury Hogwartu.
Ta skromna i nieśmiała uczennica została przydzielona do Ravenclawu, co szybko przyniosło potwierdzenie w ilości punktów, które zdobywała dla swojego domu. Mimo tak dobrych wyników, nie była lubiana w szkole, a inni uczniowie wyśmiewali się z jej wyglądu. Od dziecka nosiła grube okulary i miała krzywe zęby, które musiały ulec skorygowaniu w mugolski sposób, ponieważ nagła zmiana stanu uzębienia zdziwiłaby małą społeczność mugolskiej wsi, w której mieszkała dziewczynka.
Szkoła dobiegła końca, a Myrtle ukończyła ją z jednymi z najwyższych wyników wśród wszystkich uczniów. Nie było to więc zaskoczeniem, kiedy w Proroku Codziennym pojawił się pierwszy artykuł jej autorstwa. Dotyczył on wyników OWTMów dla rocznika 1962, czyli rocznika samej Myrtle. Artykuł przeszedł jednak bez echa w prasie, a rubryczka, którą tymczasowo otrzymała panna Dungass została jej odebrana.
Prorok Codzienny żył swoim życiem przez kolejne pięć lat, aż nastąpiła jego niesamowita (r)ewolucja. Do redakcji dołączyła atrakcyjna, dwudziestotrzyletnia blondynka o nazwisku Rita Skeeter. Zapanował wtedy prawdziwy szał i moda na tę gazetę, który wypromował Proroka, a jego popularność utrzymuje się do dnia dzisiejszego.
Nikt nie był w stanie domyślić się, że ta niesamowita dziennikarka znana z uszczypliwości i ostrego pióra była tą samą dziewczyną, której pod koniec roku 1969 odebrano pracę! Myrtle Dungass wykorzystała pięć lat przerwy, by pozbyć się czarnych przetłuszczonych włosów i zamienić wielkie bryle na eleganckie okulary. Powróciła odmieniona, z nowym wyglądem i nowym nazwiskiem.
Czy to właśnie sekret jej sukcesu? Zwolnienie i pięć lat przerwy dla samej siebie? Widocznie nasze porażki nie zawsze bywają wyłącznie porażkami. W każdych aspektach trzeba szukać pozytywów, tak jak zrobiła to panna Skeeter. Dzięki pozbawieniu jej jednej szansy dostrzegła dwie nowe – przemiana brzydkiego kaczątka w łabędzia i uzyskanie, prawdopodobnie, najdłużej utrzymującej się rubryki w najpopularniejszej gazecie Wielkiej Brytanii.
Hermiona Granger
- Teraz już jestem pewny, że dobrze zrobiłem wybierając ciebie – usłyszała rozbawiony głos obok swojego ucha.
Draco pocałował ją w policzek i usiadł przy stole Gryfonów na wolnym miejscu obok Hermiony.
- Grunt to inteligentna zemsta, która wcale nie jest wredna. Świetnie mi się to udało prawda? – Gryfonka nie kryła zadowolenia.
- A ty jak zwykle jesteś bardzo skromna – odpowiedział chłopak.
- Przeszkadza ci to? – wymruczała.
Pocałował ją i ugryzł ją w wargę.
- Błagam nie przy jedzeniu – jęknęła Ginny.
Hermiona obróciła się nagle do przyjaciółki i zmarszczyła brwi.
- Cieszę się, że przekładasz moje szczęście nad jedzenie bułki z dżemem, Gin. To naprawdę miłe z twojej strony.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem na tę uwagę.
Następnego dnia ukazał się kolejny artykuł Rity Skeeter. Tym razem dotyczył wydania nowej książki znanej autorki. Pod jej nazwiskiem znajdował się niewielki dopisek „Przepraszamy za brak wyników plebiscytu, jednakże otrzymaliśmy zbyt mało odpowiedzi". Hermiona zaśmiała się cicho, kiedy tylko przeczytała to zdanie.
Dziennikarka postanowiła dać im spokój, a ona ponownie mogła wrócić do nauki. Drugi tydzień maja właśnie się kończył. Do egzaminu został tydzień i dwa dni weekendu. Piątek spędziła w bibliotece razem z Harrym i Ronem.
- Już dalej nie mogę – jęknął Ron kilka minut przed osiemnastą – Oczy mi się kleją.
- Ja też już zasypiam – stwierdził Harry i zamknął podręcznik od obrony przed czarną magią – Idziesz z nami do Wieży?
- Muszę jeszcze powtórzyć kilka tematów z eliksirów. Idźcie beze mnie. Będę za godzinkę – opowiedziała dziewczyna i założyła za ucho pukiel swoich brązowych loków, który wpadł jej niespodziewanie przed oczy.
Chłopaki pożegnali się z przyjaciółką i cicho opuścili bibliotekę. Jednak spokój Hermiony nie trwał długo, bo po kilku minutach dosiadła się do niej Pansy Parkinson.
- Mogę zająć ci chwilkę? – zapytała.
Gryfonka westchnęła i zniechęcona zamknęła podręcznik.
- Słucham cię.
- Chciałabym, żebyś została moją druhną – powiedziała Pansy.
Hermionę zaskoczyła ta prośba, ale było to jak najbardziej pozytywne zaskoczenie.
- Jeszcze OWTMów nie zdała, a już ślub planuje – zaśmiała się dziewczyna, po czym dodała – Oczywiście, że zostanę. Będzie to dla mnie zaszczyt.
- Nie chrzań mi tu nic o zaszczycie. W końcu to moją druhną będzie czarownica, która ocaliła świat – powiedziała, ucałowała Hermionę w policzek i odeszła w podskokach do stolika, który zajmowała wcześniej.
Ginny siedziała na kanapie w prywatnym dormitorium Hermiony i popijając piwo kremowe wpatrywała się w kominek zapełniony równo poukładanym stosem drewna.
- Co cię gryzie, Gin? – zapytała w końcu Hermiona, kończąc zmywać delikatny makijaż, który nosiła na co dzień.
- Smok.
Dziewczyna przekręciła głowę z zaciekawieniem, dlaczego przyjaciółka rozmyślała o jej chłopaku.
- Co z nim nie tak?
- Dlaczego ci się jeszcze nie oświadczył? – zapytała, wciąż wpatrując się w drewno.
Hermiona przygryzła wargę. Wolała unikać tego tematu, bo wiedziała, że Ginny nie będzie zadowolona z faktu, że, bądź co bądź, odrzuciła zaręczyny Dracona.
- Może chce to zrobić po zakończeniu szkoły?
- Nie, niemożliwe. Blaise powiedział mi, że musi to zrobić do zakończenia. Zawarł taką umowę z rodzicami. A Malfoy'owie są sprytni. Łatwo znajdą jakiś „obiekt" godny ich nazwiska.
Zapadło milczenie. Dziewczyna zaczęła bić się z myślami, nie wiedząc, czy warto mówić prawdę.
- On już mi się oświadczył – wydusiła w końcu.
Ginny odwróciła wzrok w stronę przyjaciółki i wytrzeszczyła oczy.
- I ty jeszcze nic nie mówisz?! Gratulacje!
- Nie, Gins, to nie tak…
Ruda ponownie zmarszczyła brwi.
- Ja… Powstrzymałam go przed tym. Nie chciałam, żeby to tak wyglądało. Nie przy wszystkich.
Wiewiórka wyglądała przez moment, jakby opuściły ją wszystkie siły. W końcu zebrała ich resztkę, żeby przywalić sobie z otwartej ręki w twarz w geście ogólnego zniesmaczenia głupotą ponoć najmądrzejszej czarownicy od czasów Merlina.
- Brawo Hermiono – powiedziała, a następnie wstała i zaczęła klaskać – Brawo! To było cholernie inteligentne posunięcie z twojej strony. A potem będzie płacz, bo Draco ponownie się zaręczy i co? I oczywiście Ginny pomóż! Jak mogłam być taka głupia! – ostatnie zdanie wypowiedziała, naśladując głos Hermiony.
- Mówisz takim tonem, jakbym co najmniej pozwoliła zamordować Elżbietę II, a nie, nie dopuściła do zaręczyn ze strony Draco.
- Sprawa podobnej wagi – powiedziała z ogromną powagą Ginny, powodując, że Hermiona wybuchnęła głośnym śmiechem.
Ruda zgromiła ją wzrokiem.
- No co? – zapytała wciąż rozbawiona – Ginny, robisz z igły widły. Wszystko będzie dobrze. Draco pojął decyzję. Chcemy to załatwić przed końcem roku, bo wyjdzie delikatniej niż zerwanie zaręczyn z kandydatką, która wypłynie od jego rodziców i ponowne zaręczyny ze mną. To wszystko środki ostrożności. Przypominam ci, że ma od tego jeszcze swoje urodziny.
Na wzmiankę o urodzinach Ruda lekko się rozchmurzyła. Nie miała jednak zamiaru dawać za wygraną. Szczerze chciała, żeby Hermiona miała wszystko, co najlepsze, włącznie z mężem.
- Naprawdę nie musisz się martwić – powiedziała i uśmiechnęła się łagodnie.
Dopiero wtedy umysł Ginny opuściły obawy. Nie miała żadnego wpływu na decyzję przyjaciółki. Miała tylko nadzieję, że była słuszna. Wstała z sofy i związała swoje włosy w kucyk. Podeszła do Hermiony i cmoknęła ją w policzek na dobranoc.
- Śpij dobrze – powiedziała i wyszła z pokoju.
Dziewczyna wsunęła się pod przykrycie i sięgnęła po podręcznik od eliksirów. Przerobiła jeszcze jeden dział, aż poczuła, że jej powieki stają się coraz cięższe i cięższe, aż prawie opadły. Odłożyła książkę i zgasiła zaklęciem światło. Po kilku sekundach w jej ramionach znalazł się puchaty kocur, a ona odpływała daleko w krainę snów.
Draco należał do skrytych osób i choć ograniczył to po wojnie, nadal nie odkrywał wszystkich kart. Wolał dokładnie analizować je przed snem.
Nie wiedział, która była godzina. Może dopiero kilka minut po dwudziestej drugiej, a może już grubo po trzeciej. Jako jedyny nie był w stanie zasnąć. Od kilku dni dręczyła go niesamowicie jedna złośliwa myśl. Nie okazywał tego po sobie, ale bardzo go martwiła.
Dlaczego nie chciała tych zaręczyn? Co zrobił nie tak, że Hermiona powstrzymała go właśnie wtedy, kiedy zebrał w sobie cały zapas odwagi i sięgał po pudełeczko ukryte w marynarce. Starał się, jak mógł. Chciał, by wszystko było wyjątkowe. Czy pierwszy bal z okazji drugiej rocznicy Bitwy o Hogwart nie był wyjątkowy?
Jego rozmyślania przerwało donośne chrapnięcie. Momentalnie zlokalizował jego źródło. Był to znak, że Blaise śpi w najlepsze, a w snach widzi swoją beztroską przyszłość z Tracey.
Tracey momentalnie ukierunkowała jego myśli z powrotem na Hermionę. Miał mało czasu, jeżeli chciał rozegrać to w miarę niebrutalny dla jego rodziców sposób.
Rodzice… Dlaczego zawsze wyrażał się o nich w liczbie mnogiej? Przecież zawsze chodziło o jego matkę. Nawet w tamtej chwili żywił urazę do ojca. Narcyza zawsze była dla niego prawdziwa. Zawsze bała się o swojego jedynego syna. Nie z powodu, że był dziedzicem ich majątku. Tylko dlatego, że był jej synem. To takie proste, prawda? Matczyna miłość nie kieruje się żadnymi określonymi normami. Po prostu jest.
Narcyza Malfoy zawsze będzie jedną z dwóch najważniejszych kobiet w jego życiu. Razem z Hermioną Granger. Dlatego nie chciał, by ich znajomość rozpoczęła się w sposób nieprzyjemny. Chciał, by miał poparcie, chociaż w swojej matce.
Nie chciał jej stracić. Nie chciał stracić ich obu.
