ROZDZIAŁ 36: Znów w Londynie

Nie minęło kilka dni, a u progu domu Hermiony i Draco pojawił się Blaise. Nie wyglądał dobrze i był mocno podłamany. W liście zawarł tylko część prawdy. O reszcie chciał powiadomić przyjaciół osobiście. Pewnego lipcowego popołudnia do przyszłych państwa Malfoy'ów wpadli Ginny z Harrym. Kolacja, którą mieli wspólnie zjeść była idealną okazją na ogłoszenie całej prawdy.

- Tracey wyjechała dzisiaj rano – zaczął.

Wszystkie oczy przy stole były wlepione w Zabiniego. Nikt się nie odzywał, bo wiedzieli, że rozstanie ze swoją dziewczyną bardzo przeżył.

- Wyjechała nie za pracą czy lepszym życiem. Ona kogoś tam ma. Nie wiem, kto to jest, ale wiem, że poznała go w zeszłe wakacje. Przez cały rok utrzymywali ze sobą kontakt. Była u niego na Boże Narodzenie. Spotkali się też na jeden wieczór zaraz po rozpoczęciu ferii. Mocno się wtedy pokłócili. Ale to i tak bez znaczenia…

Westchnął głośno i zrobił długą pauzę.

- Ona… Ona była w ciąży. Nie wiedziała, czyje było to dziecko, czy moje czy jego. Postanowiła je usunąć. Przeżyła to bardzo, a kłótnia z tym chłopakiem… Ech, szkoda gadać.

Wszyscy byli nienaturalnie cicho. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. W końcu Hermiona postanowiła zabrać głos.

- Nie martw się, Blaise… Może tak po prostu musiało być?

- Właśnie, stary. Tego kwiatu jest pół światu! – dodał Harry, za co oberwał w piszczel od przyjaciółki.

- Przynajmniej poznałeś prawdę – powiedziała łagodnie Ginny i spojrzała smutno na Blaise'a – Lepsze to niż kłamstwo, prawda?

Chłopak kiwnął głową, ale bez większego przekonania.


Po kolacji Hermiona i Harry zdecydowali się odwiedzić Syriusza. Ginny i Draco postanowili zostać razem z Blaisem. Omówili z nim wszystkie możliwe tematy, unikając słów „USA", „Tracey" i „wyjazd". Po półgodzinnej pogawędce Draco powiedział, że musi iść na górę rozważyć oferty pracy w ministerstwie.

Kiedy tylko chłopak zniknął na piętrze, Blaise odetchnął z ulgą. Usiadł na kanapie. Oparł łokcie o kolana i spuścił głowę lekko w dół. Wstydził się okazywać swoje uczucia w obecności przyjaciela, ale przy Ginny nie miał takich problemów.

Dziewczyna usiadła obok niego. Długo nie wiedziała, co zrobić i czy w ogóle powinna się odzywać. W końcu powiedziała:

- Nie przejmuj się. Życie toczy się dalej. Wiem, że Tracey wiele dla ciebie znaczyła, ale to już przeszłość. Bądź co bądź, jesteś teraz kawalerem i sądzę, że nie opędzisz się od dziewczyn.

Blaise zachichotał.

- Mówisz jak uczennica. A chwilę, bo ty jeszcze JESTEŚ uczennicą!

Ruda prychnęła.

- Wielka różnica. Jesteś zaledwie rok starszy, a Hogwart skończyłeś kilka tygodni temu.

- Widzisz? A Draco już roboty szuka.

Ginny uśmiechnęła się i złapała Blaise'a za rękę.

- Ginny?

- Hm?

- Dziękuję.

Dziewczyna spojrzała na Blaise'a ze zdziwieniem w oczach.

- Za co? – zapytała zdziwiona.

- Dzięki tobie wreszcie się dziś uśmiecham – powiedział cicho.


Późnym wieczorem, po prowizorycznej kolacji przygotowanej przez Ginny, cała trójka rzuciła się na kanapę i zaczęła błądzić po kanałach telewizyjnych. W końcu znaleźli jakiś ciekawy film sensacyjny. Oglądali go w skupieniu aż do powrotu Harry'ego i Hermiony.

- Co oglądacie? – zapytała Her, siadając na oparciu kanapy.

Cała trójka ją uciszyła. Dziewczyna postanowiła przyłączyć się do seansu i wydedukować, co działo się uprzednio. Harry stał niewzruszony. Uważnie obserwował Ginny, która siedziała pod cienkim kocem zaraz obok Blaise'a. Kiedy na ekranie pojawiła się brutalna scena, Ruda pisnęła i wtuliła się w chłopaka. Zabini był tym zaskoczony, ale objął ją i delikatnie poklepał po plecach, kiedy krwawe ujęcie się skończyło.

- Ginny, idziemy do domu.

Dziewczyna obróciła się i spojrzała na Harry'ego ze zdziwieniem. Posunęła się w lewo i zrobiła mu miejsce. Jednocześnie jeszcze bardziej wtuliła się w Blaise'a. Wybraniec nie był z tego faktu zadowolony.

- Idziemy.

- Chcę obejrzeć film do końca – powiedziała Ginny i założyła ręce na piersi, dając tym samym znak, że nie ma zamiaru ruszać się z kanapy.

- Możesz obejrzeć go dwa domy dalej.

- Ty możesz się przenieść dwa domy dalej, a ja obejrzę tutaj film. Z przyjaciółmi, którzy też chcą go oglądać.

Harry mruknął coś pod nosem i deportował się z trzaskiem. Hermiona spojrzała na Ginny i spytała:

- Nadal się kłócicie?

Dziewczyna pokiwała głową.

- Co się dzieje, Wiewióro? – zapytał zaciekawiony całą sprawą Zabini.

- Kryzys – zaśmiała się smutno – Harry ma jakieś problemy i się na mnie wydziera.

Naburmuszyła się chcąc ukryć ogromny smutek, który chowała w sobie od czasu pierwszej kłótni. Blaise, widząc to, przytulił ją i pocałował w czoło.

- Przejdzie mu. Zobaczysz – powiedział i posłał jej czuły uśmiech, który natychmiast odwzajemniła.


Następnego dnia Hermiona obudziła się wcześnie rano. Przewróciła się na drugi bok, chcąc przytulić Draco i tym samym wybudzić go ze snu. Ku jej zdziwieniu, leżała w łóżku sama. Złapała za cienki szlafroczek i włożyła go. Wsunęła nogi w japonki, w których chodziła rankiem. Powoli udała się do łazienki i zniknęła w niej na chwilę, żeby wykonać poranną toaletę. Spięła włosy w koczek i powoli zeszła do kuchni.

Zastała tam Draco jedzącego jajecznicę i czytającego gazetę. Nachyliła się nad nim i pocałowała go w policzek. Zerknęła na nagłówek czytanego przez niego artykułu. Poczuła jak całe ciało spina się pod wpływem informacji, którą dostarczył fragment tekstu.

- Skeeter chyba się nudzi – warknął równie zdenerwowany chłopak – Nie wiadomo, co obecnie dzieje się z panem Malfoy'em, lecz ostatnimi czasy był widywany w towarzystwie kilku arystokratek takich jak Pansy Parkinson, Tracey Davis czy Julietta Moore. Poza tymi dziewczętami, powodem jego zniknięcia mogła być też jakaś zakazana eskapada z przyjacielem rodziny, Blaisem Zabini i ich wspólną przyjaciółką tj. Ginny Weasley. Z tego grona wyklucza się jednak Harry'ego Pottera i Hermionę Granger. Pan Potter był bowiem widziany niedawno w jej towarzystwie w Dolinie Godryka. Razem spacerowali po ulicach, a następnie udali się do tego samego domu. Czyżby młoda panna Weasley była tak zakochana, że nie zauważyła kolejnego romansu swojego chłopaka? – zacytował, po czym warknął – Zauważać to ty nie możesz swojej wielkiej dupy jak nie założysz okularów.

Hermiona westchnęła. Widocznie artykuł o Myrthle Dungass aka Rita Skeeter nie przyniósł spodziewanego efektu. Owszem, dziennikarka dała sobie spokój w drążeniu tematu na temat związku Hermiony i Draco, ale nie odpuściła tematu samego chłopaka. Co gorsza, jej artykuły zaczęły uderzać również w Ginny.

W kuchni pojawił się Blaise. Nalał sobie wcześniej zaparzonej czarnej kawy do kubka i przywitał parę skinieniem głowy.

- Jak tam? – zapytał po paru łykach.

Draco podał mu gazetę. Blaise przejrzał artykuł Rity. Z każdym zdaniem robił się coraz bardziej zdenerwowany.

- Czy ona nie może znaleźć sobie lepszego zajęcia? Robienie na drutach, na przykład.

- Widocznie nie – powiedziała Hermiona.

Zapadła cisza. Wydanie Proroka Codziennego z tamtego lipcowego dnia dało wiele do myślenia szczególnie samemu Malfoy'owi. Gazeta niemal krzyczała do niego, że musi spotkać się z rodzicami, dać jakiś większy znak życia poza listem. Jednak najpierw musiał wymyślić jakąś dobrą wymówkę, która usprawiedliwiałaby jego nieobecność poza domem.

- Powinnam odwiedzić swoich rodziców.

Draco spojrzał na Hermionę z zadowoleniem.

- Czytasz mi w myślach, wiesz?


- Tak, mamo. Jestem u siebie w domu, tak jak ci mówiłam. Nie, nie jestem sama. Harry, Ginny i jeszcze dwójka naszych przyjaciół tutaj jest. Tak, dobrze się czuję. Mamo? Mamo, posłuchaj mnie. Mogłabym zatrzymać się u was na kilka dni? Nie, nic się nie stało. Z nikim się pokłóciłam. Tak, przyjechałabym jutro. Chcę kogoś wam przedstawić. Dowiesz się jak przyjadę. Dzięki. To pa! Ucałuj tatę. Pa!

Hermiona odłożyła słuchawkę. Weszła po schodach do pokoju, gdzie Draco pakował walizkę od dobrej godziny, nie wiedząc, co zabrać. Dziewczyna zaśmiała się widząc jego nieudolne starania. Pomogła mu, a następnie sama spakowała siebie. Z samego rana mieli deportować się na dworzec, a stamtąd wziąć taksówkę. Draco wolał pokonać tę odległość jedynie przy pomocy deportacji, ale Hermiona wybiła mu ten pomysł z głowy, ponieważ jej rodzina mieszkała w typowo mugolskiej okolicy.

Blaise zdecydował przenieść się na czas ich nieobecności do Potterów, ponieważ, jak stwierdził, nie chciał zostać sam w tak dużym domu. Zadeklarował również opiekę nad Krzywołapem, dla którego ta opcja nie była zbyt korzystna, ponieważ oznaczała konfrontację oko w oko z ogromnym psem Harry'ego, który niczym nie przypominał małego szczeniaczka z Gwiazdki '99 roku.

Draco i Hermiona zjedli kolację, którą razem przygotowali. Był to pierwszy tak romantyczny wieczór we dwoje. Cieszyli się swoją obecnością przez cały czas. W nocy usnęli niemal jednocześnie w swoich objęciach.

Rano ich uszy podrażnił budzik z metalowymi blaszkami. Draco zerwał się z łóżka jak oparzony, nigdy wcześniej nie korzystał z tego typu urządzenia.

- Już wiem, dlaczego mugole zachowują się jak wariaci. Gdyby codziennie budziło mnie takie ustrojstwo, też bym zdziczał.

- Przesadzasz – powiedziała łagodnie i pocałowała go.

Zjedli śniadanie i przebrali się, a następnie deportowali się na rzadko uczęszczaną uliczkę tuż przy dworcu Kings Cross w Londynie. Hermiona spojrzała na budynek z rozmarzeniem i wróciła myślami do ostatniego roku szkolnego w Hogwarcie.

Draco złapał taksówkę. Weszli do wnętrza czarnego samochodu zostawiając walizki kierowcy, który spakował je do bagażnika. Hermiona podała dokładny adres, a kierowca ruszył ulicami Londynu zmierzając do spokojnej dzielnicy zwanej London Borough of Brent.


Pogoda była idealna na urządzenie grilla na dworze. Tak też postanowili zrobić państwo Granger. Jean Granger wysłała męża z samego rana po świeże steki, sama z kolei zajęła się przygotowywaniem warzyw i napojów. Domyślała się, że Hermiona będzie chciała przedstawić im kogoś dla niej ważnego, dlatego też chciała zadbać, żeby ich pierwszy wspólny obiad wypadł idealnie. Naturalnie Paul Granger nie miał zielonego pojęcia o wszystkim. Był poinformowany jedynie o przyjeździe córki na kilka dni. Ta informacja bardzo go ucieszyła, więc bez zbędnego marudzenia udał się na zakupy. Kiedy wrócił pomógł żonie w przygotowywaniu obiadu oraz rozkładaniu stołu w ogródku. Narzucił na niego czerwono-biały obrus w kratę. W komplecie ze stołem były również drewniane pomalowane białą farbą krzesła, na których poukładał poduchy obite materiałem, z którego był wykonany obrus. Pani domu nakryła do stołu i dopięła wszystko na ostatni guzik. Dodatki i mięso czekało tylko na przyjazd córki z tajemniczym gościem.

Tymczasem tajemniczy gość ze swoją partnerką dojeżdżali już pod jej stary adres zamieszkania. Kiedy samochód się zatrzymał, zapłacili i odebrali od kierowcy bagaże. Taksówka odjechała tak szybko, jak szybko się pojawiła. Hermiona weszła po trzech stopniach na podwyższenie umożliwiające dojście do drzwi. Już chciała wcisnąć dzwonek, kiedy Draco zatrzymał jej rękę.

- Błagam, daj mi chwilę.

Popatrzyła na niego pytająco.

- Przecież nie będę cię obściskiwał w twoim domu, skoro twoi rodzice nie wiedzą nawet o naszych planach.

Uśmiechnęła się do niego szeroko i zarzuciła ręce na szyję. Chłopak wplótł palce w jej włosy i zaczął ją gorąco całować. W końcu musieli wyrobić normę na co najmniej trzy dni. Tak bardzo poddali się chwili, że Draco niechcący popchnął dziewczynę na ścianę, w którą wmontowany był dzwonek. Ku ich przerażeniu za ścianą rozległ się niemal alarm. Para oderwała się od siebie natychmiast. Hermiona zaczęła ścierać swoją szminkę z ust i policzków chłopaka, chichocząc przy tym niemiłosiernie.

- Jesteś okrutna, wiesz?

- Wiem.

I dokładnie w tym momencie drzwi otworzyły się, a oczom Draco po raz pierwszy ukazała się jego przyszła teściowa. Była ubrana na sportowo, ale schludnie. Swoje brązowe włosy, które Hermiona ewidentnie odziedziczyła po niej, spięła w luźny kucyk.

- Cześć kochanie! – powitała radośnie córkę – Wejdźcie, proszę.

Kiedy wpakowali się do przedpokoju, Hermiona wskazała na chłopaka i przedstawiła go. Draco ujął dłoń pani Granger i ucałował ją szarmancko.

- Enchanté – przywitał ją po francusku, co jeszcze bardziej zaciekawiło matkę Hermiony.

Po chwili w przedpokoju pojawił się Paul Granger, który ze zdziwieniem spojrzał na, stojącego obok jego jedynej córki, mężczyznę. Żeby załagodzić niezbyt ciekawą sytuację, Hermiona rzuciła się w ramiona ojca i przytuliła go. Ten ucałował ją w czoło. Dopiero wtedy zwrócił się w stronę nieznajomego.

- A pan to?

- Tato, to Draco. Jest moim…

- Bliskim przyjacielem – dokończył za nią chłopak i podszedł do ojca Hermiony.

Podali sobie rękę. Draco starał się za wszelką cenę wyglądać na pewnego siebie, ale w głębi duszy był zestresowany i spięty jak jeszcze nigdy. Niezmiernie zależało mu na dobrych relacjach z Grangerami, bo miałby wtedy pewność, że chociaż Hermiona zachowa normalną rodzinę po ich małżeństwie.

Paul Granger zmierzył go niepewnym wzrokiem, ale żona spojrzała na niego ostrzegawczo, ponieważ wyczuła, że ich gość zwyczajnie się boi, chociaż stara się tego po sobie nie pokazywać. Można to było nazwać spaczeniem zawodowym psychologa albo zwykłą matczyną intuicją.

- Zapraszam was na obiad. Przygotowaliśmy grilla.

Draco przestawił walizki, żeby nie stały w przejściu, a następnie ruszył za Grangerami. Idąc przez ich dom nawet się nie rozglądał, bo w jego mózgu coś podpowiadało mu, że to dopiero początek gry o Hermionę.