ROZDZIAŁ 38: "Pozostawiam osobę, którą byłem dla tej, którą jesteś ty..."
Cały tydzień Ginny była zasypywana niespodziankami, nagłymi pocałunkami i wszelkiego rodzaju prezentami. Zdecydowanie przodował w nich Harry. Największym zdziwieniem było dla niej to, że raz zrobił śniadanie do łóżka, które nie tylko było zjadliwe, ale i pyszne. Natomiast Blaise, w jej oczach, chyba zaczął sobie poważnie odpuszczać. Zasmuciło ją to.
Mimo to, Ruda wiedziała, że wybieranie partnera w takim wyścigu szczurów nie miało sensu. Dobrze wiedziała z kim jej było lepiej i nie miało sensu trzymanie ich w niepewności. Kiedy chciała powiadomić ich o swojej decyzji, zdarzyło się coś niespodziewanego.
- Ginny… - usłyszała w rogu pokoju.
Wstała z kanapy i podeszła, do źródła głosu. Blaise stał zaraz przy wejściu do kuchni. Ruda podeszła do niego i przytuliła się. Chłopak ze zdziwieniem, ale i radością przyjął ten gest. Kiedy się odsunęła założył jej włosy za ucho.
- Mam coś dla ciebie – powiedział uśmiechając się.
Spojrzała na niego i odwzajemniła uśmiech. Podała mu rękę i pozwoliła, by zabrał ją tam gdzie chciał. Po chwili, zniknęli z cichym trzaskiem.
- Draco! Chciałbym z tobą porozmawiać!
Blondyn zamarł z walizkami na schodach, ale po ułamku sekundy opanował się i zszedł po nich do końca. Położył bagaże przy wyjściu i ruszył za panem Granger. Wyszli na taras. Mężczyzna zamknął za nimi drzwi.
- O co chodzi? – zapytał Draco – Zrobiłem coś nie tak?
Ojciec Hermiony wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze.
- Chciałbym cię przeprosić – powiedział w końcu – Za wszystko. Głównie za pierwsze dni, kiedy byłem nie do zniesienia. Po prostu nie jestem w stanie zaakceptować, że Hermiona już dorosła.
Draco przytaknął, nie mówiąc nic.
- Proszę cię, zaopiekuj się nią. Bądź dla niej dobry. Ona…
- Ona na to zasługuje, proszę pana – przerwał mu chłopak.
Wtedy Paul Granger zrozumiał, że nie ma się o co martwić, a jego jedyna córka jest w dobrych rękach. Klepnął przyszłego zięcia w ramię i wyciągnął rękę na zgodę. Malfoy przyjął ją z uśmiechem na twarzy. Razem wrócili do domu, gdzie Hermiona żegnała się z mamą.
- Nie bój się, kochanie. Myślę, że trochę przesadzasz z tą straszliwością przyszłych teściów. Myślę, że nie są aż tacy źli.
- Nie, proszę pani. Oni są okropni – powiedział Draco – Nie wybierałaby pani przyszłego męża dla Hermiony kierując się tylko jego nazwiskiem i zasobnością skarbca, prawda?
- Nigdy.
- Moi rodzice chcieli mnie tak urządzić. Akurat wtedy, kiedy znalazłem szczęście razem z Hermioną – powiedział i objął narzeczoną w pasie – Więc sądzę, że ta wizyta będzie więcej niż ciekawa.
Jechali pociągiem w dal. Wracali do domu. Hermiona postawiła na swoim i przekonała narzeczonego do powrotu mugolskim środkiem transportu. Chciała ponownie poczuć się jak dziecko nieznające magii. Siedziała przy oknie wpatrując się w zmieniający się krajobraz. Stukała palcami w szybę i wspominała całe swoje życie. Od zawsze było idealne. Kochająca rodzina, a potem jeszcze wiadomość o niezwykłej szansie, którą dostała. Hogwart był jej drugim domem. Poznała tam przyjaciół, którzy zostaną z nią na zawsze. Jednocześnie pozostawiła w tej szkole cząstkę swojej duszy, stworzyła nierzeczywistego horkruksa, który sprawiał, że nie ona będzie żyła w tej szkole wiecznie, lecz Hogwart będzie żył w niej.
Nagle, ktoś przytulił ją od tyłu. Uśmiechnęła się szeroko i pocałowała Draco. Ten zaśmiał się i usiadł obok niej. Przywołał do nich ciepły koc i przykrył nim Hermionę.
Jej życie było idealne i nie spodziewała się, że może być jeszcze lepsze. Ale to właśnie on uczynił ją szczęśliwą w każdym calu. Kochała go nad życie, tym czym ją obdarował. A przecież to nie było nic materialnego. Dał jej tylko miłość. Dał jej aż miłość.
Zbliżał się pierwszy sierpnia, a państwo Malfoy od końca ostatniego roku swojego syna w Hogwarcie, nie spotkali go ani razu. Wysłał do nich jeden list, w którym nie wyjaśniał nic. Narcyza chodziła poddenerwowana i kilka razy prosiła już męża o wysłanie listu do gazety o tym, że ich syn zaginął. Lucjusz wydawał się wcale nie zainteresowany sytuacją i za każdym razem zbywał żonę.
Matka Draco była na skraju załamania nerwowego. Wszystko zmieniło się trzydziestego lipca, kiedy przez otwarte na oścież okno w salonie dworu Malfoy'ów wleciała płomykówka ich syna. Narcyza rzuciła wszystkie zajęcia i podbiegła do ptaka, czym prędzej odwiązując list od jego nóżki. Otworzyła kopertę szybkim ruchem i zaczęła czytać.
„Kochana matko,
Wybacz, że nie odzywałem się tak długo, że nie widzieliście mnie od ferii. Nie byłem jednak w stanie wrócić do domu, w którym czekała na mnie kolejna wybrana przez was narzeczona. Tradycja tak nakazuje, ale ktoś, kiedyś ją stworzył. Była kiedyś nowa. Dlatego i ja chciałbym stworzyć nową tradycję.
Piszę do ciebie, żebyś przygotowała ojca do wizyty mnie i mojej przyszłej żony, waszej synowej. Nie mamy zamiaru być jednak w domu, jeżeli będziemy się w nim źle czuć. Mamy zamiar stworzyć ciepłą rodzinę. Jeżeli nie chcecie nam w tym pomóc, trudno, jednak nie oczekujcie wtedy zbyt częstych wizyt z naszej strony.
Twój syn,
Draco
PS Pojawimy się przed bramą dworu pierwszego sierpnia, punktualnie o godzinie dwudziestej."
Narcyza upuściła list na ziemię i upadła kolanami na zimną, marmurową posadzkę.
Ginny podjęła ostateczną decyzję. Wyszła z domu do ogrodu, gdzie Harry bawił się z Tonks. Popatrzyła jak w tamtej chwili był szczęśliwy i uśmiechnęła się delikatnie do siebie.
- Harry! – zawołała i podeszła do niego.
Odwrócił się do niej i puścił sznur, którym bawił się z psem. Wciąż się uśmiechał, a Ginny posmutniała. Z ciężkim sercem chwyciła pierścionek, który jej dał i powoli zaczęła zsuwać go z palca. Harry w końcu zrozumiał co robi i uśmiech momentalnie zszedł z jego twarzy. Chwyciła go za rękę i położyła na niej pierścionek zaręczynowy.
- Przepraszam Harry… Ale to nie miało prawa wyjść – powiedziała i zamknęła jego dłoń.
Cmoknęła go w policzek i odwróciła się. Po policzkach poleciały jej pierwsze łzy.
- Zabrałam już swoje rzeczy. Do zobaczenia na ślubie Pansy – powiedziała.
Rozległ się trzask i zniknęła. A Harry dopiero wtedy zrozumiał jak bardzo będzie mu jej brakować.
Hermiona ubrała srebrną suknię, którą dostała od rodziców na święta. Wreszcie mogła ją wykorzystać. Wyprostowała brązowe włosy, zrobiła wieczorowy makijaż i odnalazła w kuferku na biżuterię eleganckie kolczyki. Nałożyła również naszyjnik, który podarował jej Draco. Wygrawerowane litery, o dziwo, były bardziej widoczne niż kiedyś. Mogła bez problemu odczytać wyróżniający się na tle krwi jednorożca napis „Her Draco". Ten fakt bardzo ją zdziwił, więc podeszła do narzeczonego i powiedziała mu o tym. On tylko się uśmiechnął i wyjaśnił jej całą tajemnicę związaną z tym naszyjnikiem.
- Ten napis nie wygrawerowałem tak po prostu. On został stworzony, żebyś mogła zawsze wiedzieć kim jestem. Jestem twój.
Objął ją od tyłu i obrócił się z nią razem do lustra. Dotknął ręką naszyjnika.
- Napis będzie stawał się coraz bardziej widoczny, kiedy ty będziesz coraz bardziej moja. Teraz znika, gdy nie dotyka twojej skóry.
Odpiął biżuterię i oddalił ją w stronę lustra. Napis zniknął. Można było go odczytać tylko po spojrzeniu pod światło, tak jak dawniej. Z powrotem założył naszyjnik na szyję Hermiony. Szare litery ponownie były widoczne.
- Zostanie na zawsze, kiedy ty będziesz moja na zawsze… - powiedział i obrócił ją twarzą do siebie.
Odgarnął z jej czoła kosmyk włosów i ujął jej twarz w dłonie, by na końcu delikatnie ją pocałować. W tamtym momencie Hermiona przestała bać się wizyty u Malfoy'ów. Czuła się z nim nie tylko wyjątkowa i niepowtarzalna, ale i bezpieczna.
Powóz zaprzęgnięty w piękne konie wjechał na teren dworu Malfoy'ów. Hermiona zapamiętała to miejsce zupełnie inaczej. Wtedy było straszne i budziło grozę, teraz było dostojne, ale chłodne. Dokładnie jak jego rodzina. Po obszernych ogrodach spacerowały pawie. Gdzieniegdzie można było dostrzec bogato zdobione fontanny i równo przycięte żywopłoty.
- Przykro mi, że musisz wracać do domu, w którym przydarzyły ci się takie straszne rzeczy – powiedział Draco z troską w głosie.
Miał na myśli torturowanie przez jego ciotkę i bliznę, która miała zostać Hermionie na całe życie. Paskudne słowo „szlama", które niegdyś nadużywał. Tak jak jemu miał pozostać Mroczny Znak.
- Nic nie szkodzi – odpowiedziała.
Powóz zatrzymał się. Woźnica odsłonił dach, by parze łatwiej było wysiąść. Draco zrobił to jako pierwszy, a następnie pomógł Hermionie. Zapłacili mężczyźnie. Do domu mieli wracać przy użyciu deportacji.
- Zostajemy tylko na kolację. Nie martw się – powiedział chłopak, a następnie zapukał ogromną gałką w drzwi dworu.
Otworzył im jeden ze skrzatów Malfoy'a. Hermionie nie przypadł ten fakt do gustu, ale nie miała zamiaru się oszukiwać, skrzaty u wysoko postawionych rodzin czarodziejów były na porządku dziennym.
Sługa zaprowadził ich w stronę salonu, gdzie stał bogato zastawiony stół z ogromną liczbą potraw. Niektóre z nich Hermiona widziała po raz pierwszy w życiu.
- Witamy w naszych skromnych progach – rozległ się donośny głos Lucjusza Malfoy'a, który skłonił parę do odwrócenia głów w jego stronę.
Schodził po, wyłożonych zielonym dywanem, marmurowych schodach z czarną laską w jednej ręce i kieliszkiem brandy w drugiej. Odłożył kieliszek na gzyms ogromnego kominka i podszedł do syna wraz z jego narzeczoną.
Po chwili, u jego boku, pojawiła się również jego żona. Narcyza Malfoy bez zastanowienia podbiegła do syna i uściskała go mocno. Draco uśmiechnął się delikatnie, ciesząc się, że swoim zniknięciem wydobył z matki ludzkie uczucia.
Hermiona nie odezwała się ani razu. Lucjusz podszedł do niej i ucałował jej dłoń. Dziewczynę przeszedł dreszcz przerażenia. Ojciec Dracona nie rozpoznał jej. Hermiona uściskała dłoń jego matki, która spojrzała na nią wnikliwie i lekko zmarszczyła czoło, lecz nie odezwała się ani słowem.
- Synu, może przedstawisz nam swoją urodziwą narzeczoną? – zapytał Lucjusz.
Hermiona bała się jego reakcji, ale wiedziała, że i tak kiedyś muszą to zrobić. Podeszła do Dracona, który objął ją w pasie i przyciągnął ją jak najbliżej siebie.
- To ojcze, jest Hermiona Granger, którą mieliście już okazji gościć w naszych „skromnych progach". Myślę jednak, że ta gościna nie była aż tak starannie przygotowana, jak ta tego wieczoru – powiedział jadowicie, po czym mocno ścisnął lewą rękę Hermiony, gdzie widniała jej blizna.
Słowo „szlama" wygrawerowane na jej delikatnym ciele zalśniło w świetle lamp dworu. Lucjusz oniemiał. Oburzenie momentalnie wstąpiło na jego twarz wraz z obrzydzeniem zarówno dla syna jak i jego wybranki.
- Tyle lat… Tyle lat poświęciliśmy z twoją matką, żeby nasz ród przetrwał nienaruszony brudną krwią, a ty chcesz to nagle zaprzepaścić?! – krzyknął w końcu – Ty niewdzięczny…!
Sięgnął po swoją różdżkę, lecz Draco był szybszy. Wytrącił mu ją z ręki zaklęciem niewerbalnym.
- Ojcze, przyszliśmy jedynie się przedstawić i spokojnie porozmawiać. Chyba nie chcemy, by doszło dziś do jakiegoś niespodziewanego wypadku, prawda? – zapytał spokojnym tonem, choć w środku bał się całym sobą o Hermionę.
- Spokojnie porozmawiać ze szlamą w naszych progach?!
- Hermiono, wyjdź proszę – powiedział spokojnie Draco, a dziewczyna nie czekała na nic więcej.
Opuściła dwór, a za nią z salonu wyszła również matka chłopaka.
- Nie chcę rozpoczynać wojny, do której mnie zmuszasz, ojcze!
- To ty zmuszasz mnie. Zamiast poślubić Juliettę Moore…
- JULIE MNIE NIE KOCHA! – wybuchnął Draco i cisnął kieliszkiem znajdującym się na kominku o podłogę.
Szkło roztrzaskało się, a bursztynowy płyn rozlał się po podłodze.
- Nie rozumiem dlaczego nie możesz zrozumieć faktu, że chcę być z kimś dlatego, że go kocham. To, że ty nie miałeś odwagi, by sprzeciwić się rodzinie, kiedy powiedzieli ci o ślubie z matką, nie znaczy, że ja również będę kulić ogon jak tchórzliwy kundel, którym jesteś! – krzyknął ponownie i rzucił różdżką ojca o balustradę marmurowych schodów.
Podzieliła los kieliszka. Roztrzaskane drewno upadło na podłogę, a srebrne zdobienie przy trzonku sturlało się po schodach z głuchymi uderzeniami.
Draco ruszył gwałtownie w stronę drzwi. Pchnął je mocno i podszedł do płaczącej na schodach Hermiony. Usiadł obok niej i pozwolił, by zaczęła płakać w jego koszulę.
- Prze-przepraszam – wychlipała – Gdyby nie ja…
- Nie byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi – powiedział i pocałował ją we włosy.
Usłyszeli otwieranie drzwi. Draco szybko odwrócił głowę. Spodziewał się tam Lucjusza, który przyszedł gnębić ich kolejnymi obelgami, ale zobaczył tam matkę. Kiedy usłyszała, że Hermiona szlocha, wyczarowała piękną białą chusteczkę haftowaną czerwono złotymi nićmi. Kobieta podała ją zapłakanej dziewczynie, która uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- Synu – kobieta zwróciła się do Draco – Nie odtrącaj mnie. Ojciec… Musi to zaakceptować. Prędzej czy później tak się stanie. Proszę cię jednak o to, żebyś nie urywał kontaktu ze mną. Chociaż ze mną. Sądzę, że skoro kochasz Hermionę i jesteś pewien swoich zamiarów… To powinieneś z nią być. Życzę wam szczęścia.
Chłopak rzucił się w ramiona matki ciesząc się z jej słów jak małe dziecko. Nie tracił ani jej, ani Hermiony. Nigdy ich nie odda.
- Dziękuję, mamo – powiedział i ucałował ją w policzek.
Narcyza uśmiechnęła się ciepło do kochającej się dwójki.
- A ty, moja droga, nie płacz. To nie twoja wina – powiedziała delikatnie.
Hermiona wstała ze schodów i objęła matkę Draco. Narcyza przyjęła to mile zaskoczona.
- Masz moją całkowitą akceptację – powiedziała pani Malfoy – Do widzenia.
Dziewczyna ujęła dłoń narzeczonego i zeszli po schodach na żwirową uliczkę. W połowie drogi do bramy, teleportowali się z trzaskiem.
