Dean był w siódmym niebie, choć jego poranek nie należał do najlepszych. Wstał niewyspany, bo po zimnym prysznicu długo nie mógł zasnąć, wciąż mając w pamięci blondyna ze snu i jak cudownie się z nim czuł. Humor jednak szybko mu się poprawił, gdy w drodze do pracy dostał wiadomość od Ethana z pytaniem, o której kończy pracę. Gdy odpowiedział, chłopak zaoferował, że podjadą do niego pod sklep i wtedy pojadą nad jezioro. Dean nie mógł się już doczekać, rzadko go zapraszano na takie wypady, gdy ludzie dowiadywali się, że często się przeprowadza. Po co zapraszać kogoś, kogo następnego dnia może już nie być? Tym razem jednak Dean był w stanie przewidzieć, kiedy wyjedzie, bo nie zależało to od ojca. Co prawda wątpił, że uda mu się długo zwodzić Johna, ale przy odrobinie szczęścia może zostanie tu na dwa tygodnie. Jak nie trzy.

Dean otworzył sklep i zajął się wszystkim. Miło było pracować tak jak normalni ludzie. W tym wieku jego rówieśnicy bardzo często mieli pracę, by opłacać studia albo mieć pieniądze na własne przyjemności. Czasami zazdrościł tym osobom, bo jego koledzy ze szkoły mieli forsę, by w weekend swobodnie pójść do kina albo na randkę. On miał szczęście jeśli starczyło mu pieniędzy na wyżywienia Sama i siebie przez tydzień. Dlatego zamierzał się teraz nacieszyć swoją pierwszą pracą jak to tylko możliwe, a gdy wyjedzie, będzie miał jedno z niewielu miłych wspomnień, które za kilka lat powspomina z kimś albo sam. O ile dożyje chociaż dwudziestu pięciu lat.

Krótko po tym jak otworzył sklep, przyjechał dostawca z gazetami, które Dean musiał potem rozłożyć na stojaku z prasą. Tak prosta czynność sprawiła mu tyle przyjemności, że gdy do sklepu weszła młoda kobieta prowadząc za rękę dziecko, uśmiechnął się przy obsłudze do nich tak szeroko, że zawstydził tym nie tylko pięciolatkę, ale i jej matkę. Mógłby pracować w takim sklepie już zawsze. Płaca może nie była zbyt wielka, ale z takimi potrzebami jak jego nie potrzebna byłaby mu większa. Poza tym może po jakimś czasie doczekałby się podwyżki i stać by go było na wynajem czegoś lepszego niż pokój motelowy. Na pewno byłoby to lepsze niż wleczenie się po Stanach i sypianie w samochodzie. Kochał Impalę, ale jej kanapa była niewygodna i trudniej było na niej zasnąć im większy się stawał. Kiedyś Sam mieścił się i zasypiał na niej bez problemu, ale teraz i dla niego była zbyt niewygodna. Jedynym plusem było to, że Impala kojarzyła im się z domem, była nim i nie ważne jak niewygodna, zawsze czuli się w niej bezpiecznie, zwłaszcza podczas snu.

Do południa przez stację przewinęło się pięć samochodów i kilka osób. Dean dwa razy pomylił się przy wydawaniu reszty, ale od razu to zauważył i naprawił swoją pomyłkę. Nie chciał, by Mark pomyślał, że podkrada z kasy. O ile wątpił w to, że naprawdę może stracić przez to palce, to mężczyzna na pewno wywaliłby go z roboty i to już po drugim dniu. Nie mógł tak zawieść zaufania Marka.

Szef przyszedł do pracy około drugiej. Dean bardzo się niecierpliwił, bo lada chwila miał przyjechać Ethan, a nie mógł przecież zostawić sklepu otwartego. Na szczęście Mark się pojawił pytając, jak mu poszło.

- W porządku - odpowiedział Dean, wiercąc się w miejscu. Nie był pewny, czy może już wyjść zza lady, musiał jeszcze coś kupić na wyprawę. Nie mógł przecież pojechać z pustymi rękoma. - Ethan niedługo po mnie przyjedzie.

Dopiero po kilku sekundach zdał sobie sprawę, że brzmiało to tak, jakby umówił się z drugim chłopakiem na randkę. Mark chyba tego nie zauważył, bo machnął tylko ręką, wyganiając go na drugą stronę lady.

- Przyjdź jutro po południu. Z kacem na nic mi się zdasz rano - burknął pod nosem i usiadł na krześle, by zająć się czytaniem dzisiejszych gazet.

- Jasne. - Najwyraźniej mężczyźnie nie przeszkadzało, że nieletni będzie pił. Nawet się dobrze złożyło, przynajmniej nie będzie teraz musiał szefowi kłamać, że piwo, które zamierza kupić, nie jest dla niego.

Wybrał zgrzewkę i sam się obsłużył, nie niepokojony przez Marka zaczytanego w swojej gazecie. Dean pożegnał się z nim i usiadł na stopniach przed sklepem, by czekać na Ethana. Korciło go, by do chłopaka napisać, ale nie chciał wyjść na zniecierpliwionego. Zamiast tego zaczął się zastanawiać, co będą robić nad jeziorem. Dzień był ciepły, więc prawdopodobnie będą pływać, a to oznacza, że Ethan zdejmie koszulkę. W normalnych okolicznościach bardziej by się cieszył z perspektywy dziewczyn w bikini, ale w przeciwieństwie do nich na podziwianie męskiego torsu nigdy dotąd sobie nie pozwolił, zamierzał więc to wykorzystać. Po to w końcu zwlekał z wyjazdem, by skorzystać z nieobecności Johna, jego karcącego wzroku i niepochlebnych opinii. Wciąż był nieco przerażony tym wszystkim, ale kto by nie był?

W końcu na stację wjechał samochód i Dean od razu rozpoznał Ethana siedzącego za kółkiem.

- Hej, Dean! - zawołała Elizabeth, która niemal położyła się na bracie, by pomachać przez okno kierowcy. - Wsiadaj!

Dean nie zwlekał długo. Zabrał swoje rzeczy i usiadł z tyłu, gdzie siedziała też Karen.

- Sorki za spóźnienie - powiedział Ethan, choć Dean nawet nie zorientował się, że chłopak się spóźnił. - Karen nie mogła znaleźć swojego kostiumu.

- W porządku - zapewnił Dean i nieco się zmartwił. On nie miał kąpielówek albo chociaż szortów, nigdy wcześniej nie były mu potrzebne. Z reguły w ogóle nie miał dużo ciuchów, bardzo utrudniało to podróżowanie.

- Jak ci się pracuje u starego Marka? - spytała Karen, gdy Ethan ruszył.

-Płaci mi, więc nie jest źle - odparł i wyjął ze swojego plecaka zakupy. - Kupiłem piwo, nie chciałem być pasożytem.

- Nie jesteś - zapewnił Ethan, a Dean zobaczył w lusterku, jak się uśmiecha. Nigdy nie wierzył w te głupie motylki w brzuchu, ale mógł przysiąc, że właśnie je poczuł.

- Czeka nas trochę jazdy. - Elizabeth odwróciła się do niego tak gwałtownie, że jej rude loki zasłoniły jej przez moment twarz. - Jaką lubisz muzykę, Dean? Trzeba coś puścić.

- Um, bez różnicy - odpowiedział. - Cokolwiek masz, pewnie mi się spodoba.

Kochał głównie rocka, ale nie miał nic przeciwko innej muzyce. Nie miał jej tylko kiedy słuchać, bo ojciec nie tolerował popu.

- Okej!

Elizabeth puściła coś, czego jeszcze nie znał, ale melodia była na tyle przyjemna i skoczna, że nie miał na co narzekać. Zresztą i tak był zbyt skupiony na Karen, która ciągle wciągała go w jakąś rozmowę, podczas gdy rodzeństwo z przodu było zajęte swoją. Od czasu do czasu rozmawiali ze sobą we czwórkę albo trójkę, bo Ethan starał się raczej nie odzywać podczas prowadzenia, przynajmniej nie za dużo, ale głównie odbywało się to w parach.

- To gdzie tak dokładnie jedziemy? - Jezioro niewiele mu mówiło, zwłaszcza że przekroczyli już granicę stanu Alabama i znajdowali się na Florydzie.

- Nad jezioro Hurricane - odparł Ethan. Dean cieszył się, że odpowiedzi udzielił właśnie on, bo lubił słuchać jego głosu. Takie reakcje były pewnie trochę żałosne, ale nie był w stanie nad nimi zapanować.

- Można tam łowić - podjęła wątek Elizabeth. Przez ostatnie kilka minut podśpiewywała do piosenek lecących w radiu. - Wzięliśmy ze sobą wędki. Umiesz łowić, Dean?

- Robiłem to raz czy dwa.

Bobby czasami zabierał ich obu na wędkowanie. Sam zawsze się wtedy nudził i kończyło się na czytaniu przez niego książki na pomoście, ale Dean lubił wędkować. Nie był w tym dobry, nie miał wprawy, ale uspokajało go to. Mógłby spędzić cały dzień nad wodą z wędką w ręce. Nie musiał nawet czegoś złowić, wystarczyłaby mu tylko możliwość odpoczęcia w ciszy i spokoju. Tego ostatniego oczywiście nie oczekiwał na tej wyprawie nad jezioro, ale i tak cieszył się na łowienie. Może nauczy się czegoś nowego.

- To świetnie, nie trzeba ci będzie wyjaśniać podstaw - uradowała się Elizabeth. - Zobaczymy, kto więcej złowi.

- Na pewno wy - zaśmiał się Dean.

- Damy ci fory - obiecał Ethan. Dean miał jednak w planach co innego. Może nie był mistrzem wędkarstwa, ale zamierzał zaimponować drugiemu chłopakowi, a przynajmniej się przed nim nie zbłaźnić.

W końcu dojechali nad jezioro. Dean nigdy tu nie był, więc przyglądał mu się z zainteresowaniem. Było naprawdę ładne, otoczone drzewami i różnymi chaszczami, w sam raz by zaszyć się na kilka godzin, głównie przed innymi ludźmi, których tutaj nie brakowało. Były w końcu wakacje, więc ludzie przychodzili tu by wypocząć i ochłodzić się.

Ethan zaparkował samochód i wszyscy zaczęli zabierać rzeczy z bagażnika. Słońce porządnie grzało i Dean zaczął żałować, że nie ubrał się w coś lepszego na taką pogodę. Czuł, że za jakiś czas spoci się w dżinsach, które ma na sobie. Może chociaż gdy zdejmie koszulkę, to jakoś wytrzyma.

Dziewczyny poprowadziły ich nad brzeg, gdzie nikogo nie było, a plaża była otoczona z jednej strony przez wodę, a z drugiej przez roślinność. Dean dziwił się trochę, że nie poszli na pomost, ale gdy spojrzał w jego stronę zauważył, że jakaś inna grupa właśnie świetnie się bawi, słyszał muzykę dochodzącą z tamtej strony. W takiej atmosferze nie było mowy o łowieniu ryb.

- W końcu jesteśmy - westchnęła Elizabeth. Razem z Karen rzuciły na ziemię koc i torbę z ręcznikami, po czym zaczęły ściągać z siebie ciuchy. Chociaż pod spodem miały kostiumy kąpielowe, Dean postanowił dać im trochę prywatności i odwrócony do nich plecami odłożył swoją torbę i wędki, które niósł. Były tylko dwie, więc zastanawiał się, kto z nich - oprócz niego oczywiście - będzie także łowił.

Ethan był zajęty lodówką z napojami i jedzeniem. Tak jak dziewczyny, gdy ręce miał już wolne, szybko zdjął z siebie koszulkę i spodnie. Od niego Dean już nie odwrócił wzroku, choć wiedział, że powinien, nie mógł się jednak powstrzymać. Chłopak był umięśniony w sam raz jak na jego gust, nie za mało i nie za dużo. Zdecydowanie nie był kulturystą, miał trochę tłuszczyku, ale to tylko sprawiało, że podobał mu się jeszcze bardziej.

Jak można się było spodziewać, Ethan zauważył jego wpatrywanie się, ale musiał je zinterpretować inaczej, chociaż Dean praktycznie wgapiał się w niego z wywieszonym jęzorem. Zamiast więc na niego nawrzeszczeć, wyzwać od zboczeńców albo dać w mordę, chłopak uśmiechnął się.

- Nie za gorąco ci? - spytał, wskazując na jego ubrania.

- Ja... uh, nie planowałem żadnej wyprawy nad wodę, więc nie posiadam odpowiedniego stroju - wytłumaczył, dalej wpatrując się w Ethana. Tym razem zjechał ze wzrokiem nieco niżej, gdzie zapatrzył się na uda, które ku jego niezadowoleniu zakryte były luźnym materiałem szortów. Szlag by to.

- Chociaż zdejmij koszulkę.

Dean nie był pewny, czy chce to zrobić, nagle poczuł się zawstydzony. Nie był nie wiadomo jakim chucherkiem, miał się czym pochwalić, kobiety lubiły jego ciało, ale obawiał się, że nie spodoba się Ethanowi. By nie wyjść na dziwaka, w końcu zdjął z siebie koszulkę. Czuł na plecach spojrzenie dziewczyn, a jedna, choć nie był pewny która, zagwizdała nawet z uznaniem. Najdziwniejsze jednak było to, że Ethan też mu się przyglądał i to oglądając go od góry do dołu. Dean nie był jednak pewny, bo dostrzegł to kątem oka nim ściągnął koszulkę przez głowę, a gdy widział znowu bez problemu, Ethan odwrócił już wzrok i zajęty był przygotowywaniem wędek.

Ogarnięcie wszystkiego zajęło kilka minut. Dziewczyny uparły się, by nasmarować ich obu kremem z filtrem. Deanem zajęła się Karen, która nie kryła zadowolenia z tego zadania. Pytała go, czy uprawia jakiś sport, ale zaprzeczył i na następne pytania odpowiadał równie lakonicznie. Był zbyt skupiony na obserwowaniu Elizabeth z Ethanem i wyobrażaniu sobie, że to on wciera krem w jego plecy. Szybko jednak przestał, bo zrobiło mu się zbyt gorąco, bynajmniej nie z powodu temperatury.

Co nie dziwne, przynajmniej w mniemaniu Deana, o wędkowaniu szybko zapomniano. Co prawda wędki zarzucono, ale nikt nie zwracał na nie uwagi i nie pilnował, czy coś się złapie. Tylko on na nie spoglądał, ale i to rzadko, bo musiał przyznać, że piwo i rozmowy z resztą bardziej go interesowały. Choć w jego przypadku bardziej chodziło tu znowu o słuchanie. Karen i Elizabeth opowiadały o jakimś paranormalnym zjawisku, na które ponoć natknęły się podczas wycieczki do małego miasteczka gdzieś w Nowym Meksyku. Nie sprecyzowały gdzie, więc Dean nie mógł stwierdzić, czy coś rzeczywiście tam było.

- Miejscowi twierdzili, że to nic takiego, ale kto normalny zjada mózg? - opowiadała Elizabeth. - Znaczy, poza Hannibalem oczywiście.

- To musiał być jakiś wilkołak - dodała Karen, nim napiła się piwa. - Szeryf musiał o tym wiedzieć tylko pewnie zabronili mu o tym mówić.

- Kto? - spytał Ethan. Był wyraźnie rozbawiony i nie wierzył w to, co opowiadały dziewczyny.

- Rząd - wyjaśniła mu siostra. - To dla nich nic nowego, zawsze ukrywają to, co paranormalne.

- Po co mieliby ukrywać wilkołaka?

- Żeby nie wzbudzać paniki?

- Masz zbyt bogatą wyobraźnię, siostrzyczko.

- Nie śmiej się! - Elizabeth walnęła go w ramię, ale nie zrobiło to na nim wrażenia. - To był wilkołak.

- Nie był.

- Był!

- Pokazałyśmy ci wszystkie dowody, czego jeszcze chcesz? - spytała Karen. Tak jak Elizabeth ona też wierzyła, że to wilkołak pożerał mózgi.

- Nie wiem, ciała? - zaproponował. - Serio, bez ciała nie uwierzę.

- Kiedyś cię przekonam - stwierdziła Elizabeth i odwróciła się do Deana, który tylko przysłuchiwał się tej dyskusji i popijał piwo. - A ty co myślisz?

- Ja? - zdziwił się. Nie spodziewał się, że w ogóle zostanie wciągnięty w tę rozmowę.

- Dean pewnie też nie wierzy w te bzdury. - Za te słowa Ethan znów został uderzony przez siostrę. - Uważaj, bo jeszcze mi siniaka nabijesz.

- Jesteś nieznośny - burknęła. - To jak, Dean? Wierzysz w wilkołaki? W duchy wierzysz.

Fakt, zdołał już to udowodnić obu dziewczynom.

- Nie sądzę, że to był wilkołak - odpowiedział w końcu, czując na sobie spojrzenia całej trójki.

- Widzicie - powiedział z wyższością Ethan, podczas gdy obie dziewczyny były zaskoczone tym, że ich opinia nie została poparta.

- Nie? - dopytywała z niedowierzaniem Karen.

- Wilkołaki raczej jedzą serca i to tylko w czasie pełni. To brzmi raczej jak robota kitsune - sprecyzował. Postanowił podzielić się swoją wiedza o potworach, bo czemu nie? Karen i Elizabeth interesowały się paranormalnymi zjawiskami, więc nie wychodził przed nimi na dziwaka. Może tylko przed Ethanem, dla którego to wszystko było dziwnym hobby. Przynajmniej żadne z nich nie wiedziało, że polowanie na wilkołaki i kitsune to jego robota.

- Czego przepraszam? - zapytał Ethan, śmiejąc się.

Dean zaczerwienił się, zdając sobie sprawę, że mógł jednak siedzieć cicho albo powiedzieć, że nie wierzy w potwory. Elizabeth jednak szybko stanęła w jego obronie.

- Zamknij się, chcę posłuchać - powiedziała.

Ethan pokręcił głową, ale nie żartował dłużej, nie przyglądał się też Deanowi z rozbawieniem, więc ten poczuł się nieco pewniej.

- Kitsune to takie potwory żywiące się mózgiem - wyjaśnił nie wdając się w szczegóły.

- One są chyba z Japonii, nie? - spytała Karen wpatrzona w Deana jak w obrazek.

- Chyba tak.

- Chcesz powiedzieć, że gdzieś w Nowym Meksyku grasował zmutowany japoński lis? - Ethan dalej nie wierzył w te opowiastki, ale nie wykorzystywał ich też, by się z Deana naśmiewać.

- Nie, kitsune wyglądają jak ludzie - sprostował.

- Spotkałeś jednego?

- Nie, nie miałem przyjemności. - Ale Sam miał i wyszedł z tego cało. Na szczęście.

- Nie mogę uwierzyć, że interesują cię takie głupoty - odezwał się znowu Ethan.

Dean wzruszył ramionami i napił się piwa, by ukryć zawstydzenie.

- Każdy ma jakieś hobby.

- Właśnie, Ethan, uszanuj to - powiedziała Karen. - Znasz jeszcze jakieś potwory?

- Kilka.

- Opowiadaj - poprosiła Elizabeth.

Spełnił jej prośbę. Może nie zapunktował tym sobie u Ethana, ale miło było poopowiadać o pracy komuś, kto nie uciekał z krzykiem na wspomnienie o potworach albo nie nazywał go świrem. Elizabeth i Karen słuchały go jak urzeczone, a i Ethan w końcu się przełamał i wciągnął się w te opowieści, słuchając z takim samym zaangażowaniem co dziewczyny, jeśli nie większym. Deanowi to schlebiało przez co kilka razy zapomniał języka w gębie gdy zauważył, jak chłopak na niego patrzy.

Nie miał pojęcia jak długo opowiadał, ale w międzyczasie zniknęło kilka butelek piwa i złowili dwie ryby, które zamierzali upiec nad ogniskiem. Jedną z nich złapał Dean, gdy jako jedyny usłyszał chlupot wody i podrygujący spławik. Reszta była zbyt zajęta jego opowieściami o wendigo.

- Wygląda na to - stwierdził Ethan, gdy Dean w końcu przestał opowiadać - że odhaczyliśmy straszne opowieści przy ognisku. A nie ma jeszcze wieczora. Dobra robota, Dean.

- Dzięki - odparł i uśmiechnął się. Był trochę podchmielony, więc nie mógł się kontrolować. Zresztą przy Ethanie w ogóle nie było mowy o żadnej kontroli.

- Może powinieneś to studiować - zaproponowała Karen. - No wiesz, paranormalne stworzenia. Jest w ogóle taki kierunek?

- Jeśli jest, to pewnie nie jest za bardzo oblegany - zauważy Ethan. - Ale możesz spróbować poszukać.

- Nie widzę siebie na studiach - powiedział ze smutkiem. - Mój brat jest tym mądrzejszym, nie ja.

- Przesadzasz, każdy może pójść na studia, a ty jesteś mądrym facetem.

Dean starał się za wszelką cenę nie zaczerwienić, gdy usłyszał coś takiego od Ethana.

- Musisz kiedyś pójść na studia - powiedziała Karen. - Może nie teraz, ale no wiesz, za parę lat. Są fajne imprezy, spotykasz wielu nowych ludzi. Może znajdziesz sobie dziewczynę.

Dean zaśmiał się słysząc to ostatnie.

- Gdy zdecyduję się pójść na studia, będę już na to wszystko za stary. - Albo będę martwy, dodał w myślach.

- Skarbie, z takim wyglądem będziesz się starzeć jak dobre wino - stwierdziła Elizabeth. - Wierz mi, znam się na tym.

- Okej, wierzę - poddał się. Może za jakiś czas rzeczywiście spróbuje znowu pójść na studia. Może gdy ojciec opuści ten świat. Nie że chciał, by ojciec umarł i zostawił ich samych, ale może dzięki temu on i Sam będą w końcu mogli robić to, co chcą.

Dobra zabawa trwała w najlepsze. Dziewczyny poszły do samochodu po radio i puściły muzykę, bo nie przeszkadzałaby już w łowieniu ryb. Po złapaniu dwóch Ethan wyjął wędki z wody i wszyscy o nich zapomnieli. Elizabeth jakoś udało się zaciągnąć Deana do tańca, choć w porównaniu z nią poruszał się jak jakiś pajac. Nie przejmował się tym jednak, bo dawno się tak dobrze nie bawił. Przy ojcu czy chociażby Samie nigdy nie pozwoliłby sobie na tyle radości. Musiał być twardy, by tata był z niego dumny, a Sam miał skąd czerpać wzorce. Teraz jednak mógł zapomnieć o byciu wzorem do naśladowania i być sobą, a prawda była taka, że uwielbiał tańczyć, choć wcale nie umiał.

Jak zawsze Ethan przyciągał jego uwagę najczęściej, zwłaszcza że chłopak też tańczył i robił to nieporównywalnie lepiej od niego. Kilka razy złapał Ethana na robieniu tego samego co on, przez co miał jeszcze większe powody do radości. Facet niczym z jego snów - choć może nie z tego ostatniego - wydawała się odwzajemniać jego zainteresowanie. Czy nagle został złapany przez dżina, czy to rzeczywiście się działo? Nie miał pojęcia, ale podobało mu się to.

Wieczór nastał zdecydowanie zbyt szybko. Rozpalili ognisko, upiekli ryby i zjedli kolację, dalej popijając to wszystko piwem. Dean był mocno wstawiony, ale po napełnieniu żołądka poczuł się lepiej. Ethan też trzymał się nieźle, czego nie można było powiedzieć o dziewczynach, które zdecydowały położyć się wcześniej. Żadna z nich nie pomyślała jednak wcześniej o rozstawieniu namiotu przez co musiały to robić teraz przy ograniczonym świetle i ze spieprzoną koordynacją. Pomimo tych trudności postawiły w końcu namiot i zniknęły w środku, życząc chłopakom dobrej nocy.

- Rano będą miały kaca - powiedział Ethan i zaśmiał się pod nosem.

- Ty też.

- Taaa - zgodził się. - Nie wiem jak wrócimy do domu na czas, żeby odwieść cię do roboty.

- Mark mnie zabije, jeśli nie przyjdę trzeciego dnia do pracy.

- Może znajdziemy ci autobus.

- Może.

Przez kilka chwil siedzieli w ciszy na piasku i patrzyli na jezioro. Dean mógł sobie wyobrażać do woli, że jest teraz na randce i za nim oraz Ethanem wcale nie ma namiotu z dwiema dziewczynami tylko są tu sami.

- Chcesz popływać? - zapytał nagle Ethan odwracając się do niego.

- O tej porze? - zdziwił się Dean. Tak na prawdę pora wcale mu nie przeszkadzała, nie chciał po prostu wchodzić do wody w spodniach albo gorzej, w samej bieliźnie.

- A dlaczego nie? Chodź, będzie fajnie. No chyba, że boisz się potworów z jeziora.

- Przypominam, że nie mam niczego do pływania.

- To co? Kto powiedział, że mamy pływać w ubraniach?

Dean nigdy nie był tak wdzięczny za ciemność, jak w tym momencie, kiedy Ethan zdjął z siebie szorty. Nim chłopak mógł go przyłapać na gapieniu się, szybko odwrócił wzrok.

- Załóż je z powrotem ty ekshibicjonisto - powiedział rzucając w niego kamykiem znalezionym obok.

- Wcześniej się gapiłeś.

Rumieniec na twarzy Deana stawał się czerwieńszy, czuł to.

- A gdzie miałem się gapić, na twoją siostrę i Karen? - tłumaczył się nie odważając się spojrzeć na Ethana. Wiedział, że jeśli to zrobi, to będzie patrzył tylko w jedno miejsce.

- Tak. No wiesz, jak normalny facet.

- Co, jestem nienormalny? - zapytał urażony i nieco przestraszony. Czyżby wcześniej się pomylił? Ale jeśli tak, to czemu Ethan tak po prostu się przed nim rozbierał? - Chciałem im dać trochę prywatności.

- I tak je później widziałeś w kostiumach - zauważył. - Poza tym najwyraźniej mnie prywatność już nie jest potrzebna.

- Bo sam ściągasz przede mną gacie.

Ethan zaśmiał się i Dean usłyszał, jak zrobił krok lub dwa w jego stronę. Serce zaczęło mu bić jak szalone, ale nie odwrócił się.

- Gapiłeś się. Przyznaj się.

Dean był w każdej chwili gotowy na ucieczkę. Jeśli tylko Ethan okaże jakieś oznaki agresji wobec niego albo jeśli chociaż zacznie się z niego wyśmiewać za bycie homo czy kimś tam, ucieknie do samochodu i ukradnie go. Wróci nim do Brewton a potem wyjedzie jak najdalej, by zadzwonić po ojca. Wszystko miał już zaplanowane, ale niepotrzebnie.

- Ja też się gapiłem - wyznał Ethan. - Nie na siebie, ale na ciebie.

Po jego słowach, Dean w końcu nabrał odwagi, by spojrzeć na drugiego chłopaka choć wiedział, że jest cały czerwony i pewnie wygląda jak jeleń w świetle reflektorów. Czyli jednak się nie mylił? Naprawdę trafił na taką samą osobę, jak on? Jakie były na to szanse, że facet, którym był zainteresowany, odwzajemnia to? Na pewno niewielkie, a mimo to trafił w dziesiątkę.

- No chodź - namawiał dalej Ethan. Dean za wszelką cenę starał się patrzeć mu w oczy, a nie gdzieś niżej. Poległ z kretesem. - Pokażę ci coś.

- Chyba widziałem już wszystko - zauważył, wskazując na jego kroczę.

Ethan mu nie odpowiedział tylko wszedł do wody aż po pas i tam na niego czekał.

Dean dalej nie był pewny, co robić, ale w końcu powoli zdjął spodnie i bieliznę, dopóki nie stał nagi na brzegu. Czuł na sobie spojrzenie Ethana i z jednej strony mu się ono podobało, a z drugiej go przerażało. Czy tak się czuły kobiety, gdy spoglądał na nie pożądliwie?

- Chodź - popędzał go Ethan.

Biorąc głęboki wdech dla odwagi, Dean wszedł do wody i podążył za chłopakiem. Przez chwilę chodzili po dnie, ale gdy woda stawała się głębsza, musieli płynąć, trzymali się jednak blisko brzegu. Musiał przyznać, że miło było to robić nago, ale wciąż nie rozumiał, gdzie w ogóle płyną. Był w dobrej kondycji, ale po pewnym czasie zaczął się męczyć, odetchnął więc z ulgą, gdy Ethan wyszedł na kamienisty brzeg. Dean do niego dołączył, zawstydzony nieco swoją nagością.

- To dla ciebie nowe, prawda? - spytał Ethan. Nie musiał precyzować o co chodzi, bo na pewno nie mówił o pływaniu w nocy w jeziorze. Nago. Z drugim facetem. Który także jest nago.

- Trochę - przyznał.

- Widać to po tobie. Cały się trzęsiesz.

- Jest zimno - skłamał, dopiero teraz zauważając, że rzeczywiście drży.

Ethan nie dał się oszukać.

- Jasne - westchnął siadając na jakimś płaskim kamieniu. Choć trudno go było dostrzec w ciemnościach, Dean zauważył, że klepie miejsce obok siebie. - Siadaj.

Wszystko w nim krzyczało, by zawrócił i uciekał. Co jak Ethan jest potworem i zaraz go zabije? Przecież nie przeprowadził żadnego testu, co było głupie z jego strony, a teraz nawet nie miał przy sobie żadnej broni. Co gorsza, prawdopodobnie udowodnił, że jest łowcą, popisując się wiedzą o potworach. Jeśli zostanie zaatakowany, to będzie koniec. Skończy zjedzony albo na dnie jeziora i nikt go nigdy nie znajdzie chyba że jego napuchnięte truchło przestraszy jednego dnia kogoś pływającego. Ojciec się wścieknie, a Sam będzie zrozpaczony. Spieprzył po całości.

Pomimo ryzyka, usiadł obok Ethana i od razu poczuł rękę na kolanie co sprawiło, że podskoczył przestraszony, gotowy się bronić.

- Spokojnie. - Ethan uniósł ręce do góry pokazując, że nie ma złych zamiarów. - Pomyślałem...

- Co? - spytał. Może jednak przeżyje.

- Myślałem, że ci pokażę o co w tym chodzi.

- W seksie? - Jeszcze nigdy wcześniej to słowo nie przeszło mu przez gardło z takim trudem, jak teraz. - Trochę się spóźniłeś, wiem wszystko.

- Nawet jak to robią faceci?

Tu go miał, ale to przecież nie mogło się różnić aż tak bardzo od seksu z kobietą, prawda?

- To nie jest trudne.

- Czemu się tak wstydzisz? - Ręką Ethana znowu znalazła się na jego kolanie, ale tym razem się nie przestraszył, wprost przeciwnie, to był miły dotyk, zwłaszcza gdy dłoń powoli sunęła w górę jego uda.

- Nie wstydzę się - zaprzeczył. Może tylko trochę, pierwszy raz był w takiej sytuacji i nie wiedział, co robić, jak reagować. Był pewny, że zaraz padnie na zawał.

- Więc mogę ci pokazać?

- Co?

Ethan oblizał usta i nim się obejrzał, był całowany przez drugiego chłopaka. Instynkt podpowiadał mu, by go odepchnąć, ale to było zbyt przyjemne, by mogło być pułapką. Jęknął cicho i nieśmiało odpowiedział na pocałunek. Serce mu łomotało, ręce się pociły i z każdą chwilą brakowało mu powietrza. Był śmiertelnie przerażony, ale i podekscytowany nowymi wrażeniami, których właśnie doświadczał. Usta Ethana były szorstkie, w ogóle nie przypominały kobiecych warg. Nie mógł uwierzyć, że całuje drugiego faceta, ale nie było mowy o pomyłce, zwłaszcza gdy nieśmiało dotknął policzka drugiego chłopaka i poczuł pod palcami niewielki zarost i kości policzkowe, którymi można byłoby ciąć ser.

W pewnym momencie pocałunku Ethan położył go na kamieniu i zawisł nad nim jak mężczyzna ze snu. Dean poczuł nagłą potrzeba oplecenia go wszystkimi kończynami i przywarcia do niego całym ciałem, ale powstrzymał się bojąc, że przez to zdradzi swoje podniecenie. Już był twardy, a tylko się całowali.

- I jak? - zapytał Ethan, przerywając nagle.

Dean nie odpowiedział tylko złapał go za włosy i przyciągnął z powrotem do siebie. Nabrał odwagi i teraz nie marzył o niczym innym, tylko o całowaniu się z Ethanem przez całą noc. Ten chyba nie miał nic przeciwko, bo odpowiedział na ten pocałunek tak entuzjastycznie, że zabrakło im obu tchu i znów musieli przestać.

- Ssał ci ktoś kiedyś?

- Oczywiście, że tak - odparł oburzony. - Kilka dziewczyn.

- Chcesz zobaczyć, jak ja to robię?

- Jak jasna cholera.

Nie mógł odmówić, nie gdy tak bardzo potrzebował dojść, a Ethan szczerzył się do niego jakby właśnie wygrał nagrodę na loterii.

Dean rozłożył nogi i pozwolił drugiemu chłopakowi położyć się pomiędzy nimi. Pierwsze dotknięcie jego członka tymi szorstkimi ustami sprawiło, że Dean jęknął obscenicznie. Szybko zasłonił usta ręką, choć nikt nie mógł ich usłyszeć. Dobrze, że zostawili Karen i Elizabeth w namiotach, bo na pewno by to usłyszały.

- Chcę cię słyszeć - powiedział Ethan po czym wziął go do ust aż do połowy.

Dean wstydził się wydawanych przez siebie dźwięków, ale za bardzo lubił być głośny podczas seksu, by z nich zrezygnować. Zabrał dłoń i podparł się na łokciach, by obserwować chłopaka między nogami. Ethan ssał go jak jakiś pieprzony zawodowiec, nawet gdyby chciał, nie powstrzymałby jęków, które zaczęły się wydobywać z jego ust. To było fantastyczne i z zażenowaniem zauważył, że długo tak nie wytrzyma. Nie wiedział, co działało na niego bardziej, usta Ethana czy fakt, że loda właśnie robił mu facet, a nie tak jak zwykle dziewczyna.

- Kurwa - przeklął, gdy Ethan spojrzał na niego tymi cudnymi oczami. Dean położył się znowu na plecach i dysząc ciężko skupił się na wilgotnych ustach chłopaka. Cały drżał, miał wrażenie, że zaraz zemdleje z nadmiaru wrażeń, każdy ruch Ethana, zwłaszcza gdy używał języka, potęgował rozkosz, która z każdą chwilą przybliżała go do końca.

- I jak? - powtórzył swoje pytanie chłopak. Chociaż nie używał już ust, to jego ręką nadrabiała to szybkimi ruchami i masowała całego członka.

Dean jęknął i spojrzał na niego zamglonym wzrokiem.

- Przestań zadawać takie głupie pytania - powiedział i trącił go stopą, by dalej robił swoje.

Ethan zaśmiał się i powrócił do pieszczenia go, tym razem używając jednocześnie i ust, i ręki. Dean powoli tracił zmysły, czuł coraz mocniejsze uciski w podbrzuszu, a gdy Ethan użył wolnej dłoni, by dotknąć jego jąder, nie mógł się już dłużej powstrzymać.

- Kurwa - wyspał. - Ethan, dochodzę.

Nie zamierzał spuścić się do gardła chłopaka, zwłaszcza że nie użyli prezerwatywy, a zdecydowanie powinni. Na szczęście Ethan myślał tak samo i doprowadził go do szczytowania tylko przy użyciu ręki. Dean zadrżał, czując ogarniający jego ciało orgazm. Mimowolnie uniósł plecy nad ziemię i z głośnym jękiem doszedł w ręce chłopaka.

Stało się, uprawiał seks z facetem i ani trochę nie żałował. To było najwspanialsze doświadczenie w jego życiu, całkiem inne od seksu z kobietą, pod każdym względem. Zastanawiał się, czy zawsze tak to wyglądało, czy ten zajebisty orgazm to zasługa Ethana i jego umiejętności. Niezależnie jednak od tego, Dean potrzebował chwili, by dojść do siebie, a gdy w końcu nabrał sił, by się ruszyć i jakoś odwdzięczyć się chłopakowi, ten sam już się zajął swoim problemem, a dowód tego stanowiła sperma na kamieniu tuż obok wciąż rozłożonych nóg Deana.

- Mogłem pomóc, wiesz - zauważył.

- Może kiedy indziej - zaproponował Ethan. - Dasz radę płynąć? Bethy i Karen mogą się zmartwić, jeśli się obudzą i nas nie znajdą.

- Tak, dam radę - zapewnił i wstał, chwiejąc się nieco. Ethan dla pewności złapał go za ramię. - Spoko, stoję.

- Popłyniemy powoli i obok siebie, żebyś się nie utopił.

- Okej.

Nim weszli do wody, pocałowali się jeszcze, co potrwało kilka minut zanim obaj byli usatysfakcjonowani. Dean wykorzystał ten czas, by bezwstydnie dotykać każdego fragmentu ciała Ethana, w kilku momentach doprowadzając go do jęku.

Gdy już wrócili na swój brzeg i rozstawili własny namiot, co chwilę popychając się i śmiejąc jak głupie dzieciaki, położyli się do środka i zasnęli z dala od siebie, choć Dean miał wielką ochotę zasnąć obok drugiego ciała. Nie mogli jednak ryzykować, bo Elizabeth albo Karen mogłyby zajrzeć do środka. Zadowolił się więc łapiąc Ethana za rękę i w taki sposób obaj zasnęli. Z tego dadzą radę się wytłumaczyć.