Gdyby nie praca, Dean spędziłby cały dzień w łóżku. Nie miał ochoty się ruszać, nawet po jedzenie. Było mu zbyt dobrze po wycieczce nad jezioro, o której wciąż nie mógł przestać myśleć. Zaraz z samego rana obudził się zaraz obok Ethana. Niestety w trakcie snu przestali się trzymać za ręce, co było trochę rozczarowujące, ale przynajmniej oszczędziło mu wstydu, bo w pewnym momencie namiot otworzyła Karen i kazała im wstawać, bo przygotowały śniadanie.
Z wstaniem nie było problemu, nie mieli kaca, czuli się wręcz wspaniale. Dean miał wrażenie, że to wynik orgazmu, ale nie mógł być pewien.
Śniadaniem "przygotowanym" przez dziewczyny okazały się kanapki, które w dodatku zostały przyszykowane jeszcze przed wyprawą. Nikomu nie chciało się brać za wędkę i łowić ryby do upieczenia nad ogniem, zwłaszcza że ten już dawno się nie palił, usiedli jednak wokół wygasłego ogniska i zjedli śniadanie. Dean usiadł blisko Ethana, ale nie zbyt blisko. Faceci siedzący obok siebie tak, by móc się w każdej chwili dotknąć podczas gdy wokół jest pełno wolnego miejsca, byliby od razu podejrzani w oczach innych. Dean zawsze się pilnował, by tak blisko nie siadać, nawet z Samem czy tatą. Teraz jednak nie mógł się powstrzymać i po prostu musiał czuć ciepło drugiego chłopaka, zwłaszcza że dużo czasu już mu na to nie zostało.
Gdy tylko zjedli, spakowali rzeczy do samochodu i wrócili do Brewton. Dean nie cieszył się z tego powodu. Nie wiedział kiedy znowu zobaczy Ethana. Może chłopak będzie zajęty, może obaj będą i pozostanie im tylko wysyłanie do siebie wiadomości, jeśli chociaż to.
Już w motelu, gdzie odstawił go Ethan z dziewczynami, Dean zadzwonił do Sama, by z nim pogadać. Tęsknił za bratem, za ojcem trochę mniej. W zasadzie za tym drugim wcale nie tęsknił za to Sama chętnie wziąłby ze sobą i został tutaj. Tego przecież chciał, na pewno nie miałby nic przeciwko. Miał pracę, mógłby utrzymać ich obu, Sammy chodziłby tu do szkoły. Mogliby mieć normalne życie, którego dotychczas odmawiał im ojciec. O ile udałoby się im w ogóle od niego uciec. Pewnie nie dlatego ten plan nigdy by nie wypalił. Prawdę mówiąc było mu trochę wstyd przez to, że myślał o zdradzeniu ojca. Nie zdradza się przecież rodziny, bez względu na wszystko. Gdyby nie lojalność wobec niej, już dawno by umarli. Tylko rodzina trzymała ich przy życiu, tego zawsze uczył ich ojciec i jak dotąd się to sprawdzało. Nie ważne jak bardzo z Samem chcieli odejść, tata ich potrzebował i nie mogli go zostawić.
Pierwsze co powiedział Sam po odebraniu telefonu, to jak bardzo wkurzony jest ojciec.
- Jest źle. Wczoraj zastanawiał się, czy do ciebie nie pojechać, bo strasznie się ociągasz.
- Nie możesz go jakoś przekonać, żeby tu nie przyjeżdżał? - Niepokoił się, że John rzeczywiście tu przyjedzie i to w najmniej odpowiednim momencie, na przykład kiedy będzie obściskiwał się z Ethanem. Musiał coś zrobić, by zatrzymać ojca jeszcze na kilka dni, ale nie miał wątpliwości, że kończy mu się czas. Niedługo będzie musiał pożegnać się z Ethanem.
- Jak? On nigdy mnie nie słucha.
Prawda, Sam był dla ojca małym dzieckiem, które od czasu do czasu się odezwie, ale nigdy nie bierze się go poważnie. Gdyby zaproponował, by dać Deanowi jeszcze trochę czasu, pewnie by go wyśmiał i zrobił swoje tak czy inaczej. Dean musiał sam porozmawiać z ojcem, sprzedając mu jakieś przekonujące kłamstwo na temat ducha.
- Chociaż spróbuj.
- Mogę tylko pogorszyć sprawę. Nie możesz po prostu wrócić, żeby się nie wściekał?
Może, nawet powinien, ale nie miał na to ochoty. W ogóle wolał o tym nie myśleć, by nie psuć sobie humoru. Wolał myśleć o Ethanie i co mogliby robić, gdyby widmo powrotu do rodziny nie wisiało nad nimi złowrogo.
- Chcę tu jeszcze zostać - powiedział bratu. - Myślałem, że zawsze chciałeś, żebym się rozchmurzył i zaznał życia.
- Bo chcę, ale... - Sam zawahał się przez chwilę. - Po prostu tęsknię za tobą, to wszystko.
- Aww, mały Sammy tęskni za swoim starszym bratem? - zażartował, by trochę rozluźnić atmosferę.
- Wal się - odgryzł się Sam, ale Dean był pewny, że brat się uśmiecha.
- Naprawdę nie chcę się stąd ruszać - wyznał. - Tu jest tak...
- Spokojnie?
- Taa.
- I nie ma taty.
- Tak, to największy plus - zaśmiał się Dean. - Gdzie on teraz jest?
- Wyszedł do baru, nie wiem, kiedy wróci.
- Masz co jeść? - Gdy ojciec wychodził się upić, zwykle nie interesowało go nic innego, nawet nakarmienie własnych dzieci. Dean zawsze pilnował, by Sam miał co jeść w takich momentach, ale teraz nie było go z bratem.
- Tata zostawił mi pieniądze na obiad, ale mam też chipsy w motelu.
- Nie zapomnij wziąć broni, gdy będziesz wychodził - poinstruował. - A jeśli ktoś będzie cię śledził...
- Dean, dam sobie radę - zapewnił go Sam. - Nie jestem już małym dzieckiem.
Dean zdawał sobie z tego sprawę, ale lubił opiekować się bratem. Gdy nie mógł tego robić, czuł się skołowany.
- W porządku - odpuścił. - Tak ci tylko przypominam.
- Fajnie, ale nie musisz. Tata powiedział mi dokładnie to samo zanim sobie poszedł.
- Jak przyjdzie i nie będzie zbyt pijany, powiedz mu, żeby do mnie zadzwonił.
- Po co?
- Spróbuję go przekonać, że jeszcze nie zabiłem ducha.
- Nie nabierze się. Od razu się pozna, że coś ukrywasz i przyjedzie jeszcze szybciej.
- Może będę miał szczęście.
Porozmawiali jeszcze trochę o ostatnim polowaniu Sama z tatą, a Dean opowiedział o wyciecze nad jezioro, pomijając szczegóły związane z Ethanem. Bał się, że Sam by nie zrozumiał.
Resztę dnia spędził w łóżku i ruszył się z niego dopiero, gdy musiał pójść do pracy.
- Cześć, szefie - przywitał się po wejściu do sklepu.
- Wyszalałeś się? - spytał Mark rozwiązując krzyżówkę za ladą.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Jasne, że nie. Dobrze, że chociaż nie masz kaca.
- Nie mam, bo nie piłem - skłamał, choć nie wiedział po co. Chyba tylko po to, by Mark pomarudził jeszcze trochę. Pod tym względem mógł rywalizować z Bobbym.
- Nie urodziłem się wczoraj, dzieciaku.
Zdecydowanie był jak Bobby.
Dean kupił sobie coś do jedzenia, bo od rana nic nie jadł. Mark zostawił go samego w sklepie krótko potem i kazał następnego dnia otworzyć. Strasznie nudno zrobiło się, gdy został sam, miał przeczucie, że resztę dnia spędzi na szukaniu sobie zajęcia pomiędzy kolejnymi klientami, o ile jacyś w ogóle będą.
Przez dobrą godzinę nikt nie przychodził. Dean z nogami wspartymi na ladzie i odchylony na krześle czytał sobie byle jakie pismo dla nastolatków. Śmiać mu się chciało, gdy dowiadywał się o ich problemach. Chciałby mieć problemy z dziewczyną takie jak oni zamiast potworów na karku. Zaśmiał się pod nosem czytając o problemach łóżkowych jakiegoś siedemnastolatka.
- Wyczytałeś coś fajnego?
Dean omal nie wywrócił się razem z krzesłem do tyłu, gdy usłyszał głos Ethana, który stał teraz przed nim i uśmiechał się pod nosem.
- Co ty tu robisz? - Powinien się raczej przywitać, ale kompletnie nie spodziewał się odwiedzin Ethana.
- Chciałem się z tobą zobaczyć - odparł.
Choć sam też chciał zobaczyć drugiego chłopaka, postanowił się z nim trochę podroczyć.
- Widziałeś mnie dziś rano - przypomniał sprzątają ladę pomimo tego, że była czysta, musiał jednak czymś zająć ręce.
- Ale nie mogłem cię wtedy pocałować. - Po usłyszeniu tych słów, Dean oblizał usta, by przygotować je na pocałunek, który wiedział, że nastąpi. Nie mógł się już doczekać.
- Więc postanowiłeś nagabywać mnie w pracy?
- Jesteśmy tu sami, więc to byłby idealny moment.
- Skąd wiedziałeś, że Mark już sobie poszedł?
- Bo od dwóch godzin sterczałem po drugiej stronie drogi i czekałem aż wyjdzie.
- Teraz jesteś też stalkerem - zażartował, choć trochę mu schlebiało, że Mark nie mógł się doczekać kolejnego spotkania równie mocno, co on.
- Dziwisz się?
- Nie. Wiem, że jestem seksowną bestią i nie można mi się oprzeć.
Ethan zaśmiał się i oparł o ladę, zmniejszając nieco dystans pomiędzy sobą a Deanem.
- Macie tu jakieś zaplecze, czy coś? - zapytał niby do obojętnie, ale każdy głupi wiedziałby, co siedzi mu w głowie.
- Jestem w pracy, nie mam na to czasu - odmówił mimo że propozycja była bardzo kusząca.
- No weź - nie dawał za wygraną Ethan. Obszedł nawet ladę i bez zwahania położył Deanowi ręce na biodrach, jednocześnie pochylając się w stronę jego szyi.
Dean jęknął cicho, gdy poczuł lekkie muśnięcie warg, a zaraz potem szczypnięcie zębami. Zadziwiało go to, jak szybko przywykł do takiego zachowania choć dopiero dziś w nocy pierwszy raz na coś takiego pozwolił drugiemu mężczyźnie. Teraz jednak był tak spragniony męskiego ciała, że naprawdę zaczął się zastanawiać, czy nie pójść na zaplecze. W końcu ile ich nie będzie? Dziesięć minut? Na pewno nikt nie zauważy skoro jest taki ruch.
- Nie grasz fair - zauważył usiłując powstrzymać samego siebie przed wpleceniem palców we włosy Ethana. Poległ z kretesem.
- Próbuję wygrać.
- Udaje ci się.
Ethan bez wątpienia się uśmiechnął i obdarzył jego szyję kolejnymi pocałunkami. Dean poczuł, jak robi mu się za ciasno w spodniach. Od tego momentu potrzeba było jeszcze tylko dwóch minut obściskiwania się za ladą sklepu, by wszelki jego opór padł na dobre.
- Dobra - poddał się i niemrawo odepchnął od siebie chłopaka. - Dziesięć minut, nie więcej.
Ethan uśmiechnął się z zadowoleniem i poszedł do drzwi, by zamknąć je od wewnątrz i odwrócić tabliczkę na "zamknięte". Zaraz potem Dean zaprowadził go na zaplecze, którego drzwi także zostały zamknięte, tak na wszelki wypadek. Gdy tylko zamek kliknął, Dean znalazł się w ramionach Ethana, całowany przez niego jakby zaraz miał się świat skończyć. Obaj zatoczyli się na jedną z półek, która zadrżała, gdy się z nią zderzyli, coś nawet z niej spadło, ale nie przestali z tego powodu się całować.
Dean szybko rozpiął im obu spodnie i opuścił je nieco niżej razem z bielizną po czym drżącą ręką chwycił ich członki i zaczął je jednocześnie masować tak jak sam lubił. Ethan zareagował warknięciem i pchnął go jeszcze mocniej na półkę, znowu coś z niej zrzucając. Coś wbijało się też w plecy Deana, ale zignorował niewielki ból, zbyt skupiony na ruchach ręki i ustach drugiego chłopaka, które po chwili znów znalazły się na jego szyi.
- Żadnych śladów - ostrzegł go. Gdyby Mark je zobaczył, miałby przechlapane.
Ethan jęknął z rozczarowaniem, ale posłusznie przestał używać zębów i pozostał tylko przy pocałunkach. Jego ręce zawędrowały pod koszulę Deana i dotknęły jego sutków. Jęk, który w tym samym momencie opuścił gardło młodego łowcy, był tak głośny, że na pewno było go słychać na zewnątrz sklepu.
- Zabolało? - zaniepokoił się Ethan zabierając ręce.
- Nie - wysapał Dean zaciskając dłoń na półce za sobą. - Zrób to jeszcze raz.
- Mam dotknąć twoich sutków?
- Tak. - Przypomniał mu się sen, w którym blondyn doprowadził go tak do orgazmu.
- Mam lepszy pomysł.
Ethan rozpiął mu koszulę i wziął jeden z sutków do ust. Dean cudem powstrzymał się od kolejnego jęku, musiał zagryźć usta, by znowu nie zabrzmieć jak gwiazda porno. Nigdy by nie pomyślał, że te dźwięki nie muszą być wcale udawane.
- Kurwa, Ethan! - krzyknął, nie mogąc się znowu powstrzymać. Nie miał pojęcia, jak to się stało, ale kilka muśnięć języka wystarczyło, by doszedł. Za kilka lat będzie się tego wstydził, ale teraz myślał tylko o tym, by utrzymać się na nogach, które zamieniły się w galaretę. Ethan podtrzymał go jednak i przejął sprawy w swoje ręce. Znowu zainicjował pocałunek i w szaleńczym tempie zaczął się o Deana ocierać. Ruchy jego bioder były tak mocne, że półka drżała teraz przez cały czas. Wciąż wrażliwy po orgazmie Dean miał wrażenie, że zaraz znowu dostanie erekcji, ale Ethan sam po chwili skończył, nie przestał jednak ocierać o siebie ich pokrytych spermą członków, która zadziałała jak lubrykant.
Obaj długo dochodzili do siebie, sapiąc jak po przebiegnięciu maratonu. Lepili się od potu i spermy, ale nie mieli najmniejszej ochoty się od siebie odsuwać, Dean miał wręcz ochotę na kolejną rundkę, nie był jednak pewny, co mogliby nowego zrobić.
- Nie minęło jeszcze dziesięć minut - zauważył Ethan, najwyraźniej czytając mu w myślach.
- Zapomnij. - Nie chciał odmawiać, ale musiał. W każdej chwili mógł przyjść klient.
- To może później - zaproponował. - Jak skończysz pracę. Podjadę po ciebie.
- Dobra - zgodził się. - Tylko, żadnego anala. Nie bardzo jestem jeszcze na to gotowy.
Prawdę mówiąc, penetracja go przerażała. To wciąż było dla niego nowe, dlatego wolał coś, co już znał.
- Spoko, nie jestem fanem, ani jako biorca ani dawca.
To go uspokoiło. Może za jakiś czas spróbuje, czy jemu też anal nie podchodzi. Jakkolwiek sam seks miałby wyglądać, jakoś nie potrafił sobie tego wyobrazić.
Posprzątali po sobie i wyczyścili siebie nim wyszli z zaplecza. Ethan zaraz potem się pożegnał i obiecał, że przyjedzie później. Reszta dnia minęła Deanowi zadziwiająco szybko i jakby niezauważalnie. Cały czas myślał o tym, co zrobił z drugim chłopakiem na tyłach i nie mógł się już doczekać tego, co będą robić później. Może mógłby spróbować zrobić Ethanowi loda. W sumie zawsze go ciekawiło, jak to jest, zwłaszcza gdy dziewczyna robiła mu jednego.
Tuż przed zamknięciem sklepu, Ethan napisał do niego i powiedział, że się spóźni, bo siostra potrzebuje podwózki. Tak było nawet lepiej, bo Dean wrócić do motelu, by się wykąpać. Gdy stał przed lustrem i wycierał włosy, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że wygląda koszmarnie. Przydałaby mu się wizyta u fryzjera, bo grzywka wchodziła mu już do oczu.
Nie zastanawiając się długo wyszedł z motelu i poszedł do salonu fryzjerskiego, który na szczęście był jeszcze otwarty. Po krótkim wyjaśnieniu fryzjerowi, co chce i niecałych piętnastu minutach siedzenia w fotelu, Dean był gotowy na spotkanie z Ethanem. Zaskoczy go, jego włosy były teraz bardzo krótkie po bokach i dłuższe na górze, ale nie tak długie, jak poprzednio. Opłaciło się wydać na strzyżenie.
Zaczekał na Ethana przed swoim motelem. Chłopak od razu zauważył zmianę w wyglądzie, zresztą nie dało się jej nie zauważyć.
- Tak ci lepiej - powiedział, przeczesując mu włosy.
- Tak sądzisz? - Bardzo mu zależało, by nowa fryzura podobała się Ethanowi.
- Jasne. Wsiadaj, jedziemy do szkoły.
- Do szkoły? - zdziwił się. - Czemu tam?
- Bo nikogo tam nie będzie.
Równie dobrze mogliby pojechać na jakieś odludzie, ale nie zamierzał się kłócić. Pojechali do szkoły i zakradli się do środka. Ethan wziął ze sobą piwo, które otworzyli gdy tylko usiedli na podłodze w jednym z korytarzy. Po wypiciu połowy piwo zostało zapomniane i obaj chłopcy znowu skupili się na sobie. Całowali się i dotykali, ale niespiesznie. Nikt im nie mógł przeszkodzić, więc nie musieli pędzić.
Ethan znowu pieścił jego sutki, ale delikatnie i przez koszulę, by Dean za szybko nie doszedł, ale to i tak wystarczyło, by łowcy zmiękły kolana. Z trudem udało mu się usiąść drugiemu chłopakowi na kolanach, by być bliżej niego i mógł ocierać się o niego z premedytacją tak jak on to robił na zapleczu. Z każdą chwilą robiło się coraz goręcej, Dean czuł się, jakby miał gorączkę dlatego gdy nagle poczuł przejmujący chłód, zadrżał i od razu odechciało mu się igraszek. Przestał całować Ethana i rozejrzał się zaniepokojony.
- Dlaczego tu tak zimno? - odezwał się chłopak. Poczuł chłód tak samo jak Dean, ale w przeciwieństwie do niego nie wiedział, co on oznacza.
- Niedobrze - powiedział, a z jego ust uleciała para.
Szybko wstał z Ethana i znów się rozejrzał w poszukiwaniu ducha. Nie miał pojęcia czemu wciąż tu jest, ale musieli obaj stąd zwiewać.
- Hej, jak tu weszłaś! - zawołał nagle Ethan. Dean spojrzał w tym samym kierunku co on i zobaczył dziewczynę na drugim końcu korytarza. Wyglądała normalnie, gdyby nie wiedział, że to duch, podszedłby do niej i zapytał, czy nie potrzebuje pomocy.
Dziewczyna oczywiście nie odpowiedziała, zmieniła się za to jej twarz. Nawet z tej odległości Dean widział, jak zbladła, jej oczy wywróciły się białkami do góry, a szyja wygięła się pod nienaturalnym kątem, niemal opadając na ramię.
- Ethan, musimy spadać - powiedział próbując ciągnąć za sobą chłopaka, ten jednak stał jak sparaliżowany, zapewne przerażony widokiem przed sobą. - Ethan, chodź - powtórzył.
Tym razem mu się udało i obaj pobiegli w przeciwnym kierunku do ducha.
- Co to było do cholery? - zapytał, biegnąc za Deanem.
- Nie chcesz wiedzieć. - Dobiegli do drzwi, którymi weszli, ale nie chciały się otworzyć. - Szlag. Gdzie jest stołówka?
Jeśli nie mógł ich wyprowadzić i zdobyć broni, musiał improwizować. Nie miał pojęcia jak pozbędzie się ducha mając tylko zapalniczkę, ale nie mógł dopuścić, by Ethan zginął.
- W tamtą stronę, ale po co ci ona? Dean, co tu się dzieje?
- Musimy się tam dostać - wyjaśnił, ignorując drugie pytanie chłopaka. Nie miał teraz czasu na tłumaczenie, że to duch.
- Nigdzie się nie ruszę jeśli mi nie powiesz, co to była za dziewczyna.
- Jeśli się nie ruszysz, to zginiesz, więc radzę za mną iść.
Nie miał pojęcia, co by zrobił, gdyby Ethan za nim nie poszedł, ale na szczęście do tego nie doszło. Chłopak wykonał polecenie, ale wyraźnie był z tego niezadowolony.
Po drodze do stołówki nie spotkali ducha, na szczęście. Dean od razu wszedł do kuchni i zaczął szukać soli. Tylko to mogło im teraz pomóc. Udało mu się w końcu znaleźć cały worek, którego zawartość od razu zaczął rozsypywać. Zdążył jednak tylko usypać okrąg dość duży na dwie osoby, gdy duch znów się pojawił, a jego obecność wywołała spięcie w kuchni.
- Do kręgu, szybko! - poinstruował Dean. Ethan bez słowa dołączył do niego za barierą z soli, zapewne zbyt przerażony, by znowu się sprzeczać. - Przecież spaliłem jej kości, czemu wciąż tu jest?
- Kości?
Duch się nie ruszał, stał tylko w jednym miejscu i przyglądał im się, co było dosyć dziwne. Dean nabrał garść soli i chciał już sypnąć ją w stronę ducha, gdy usłyszał uderzający o siebie metal. Szybko zorientował się, co to oznacza i w ostatniej chwili udało mu się paść na ziemię, pociągając za sobą Ethana, podczas gdy tuż nad ich głowami przeleciały ogromne noże do steków.
- Kurwa! - przeklął Ethan, zasłaniając głowę rękoma. - Co tu się dzieje do cholery?!
- To duch, jasne?! - odpowiedział w końcu Dean oczekując kolejnego ataku ze strony ducha, dziewczyna jednak zniknęła. - Kiepskie miejsce na kryjówkę.
Jak na zawołanie ze wszystkich kuchenek zaczął ulatniać się gaz. Dean wiedział, że muszą uciekać jak najszybciej. Podniósł Ethana z podłogi i wraz z sola w jednej ręce pociągnął go do drzwi, które zamknęły się tuż przed ich nosami. Dean zareagował od razu i zmienił kierunek. Razem wyszli przez okno do wydawania posiłków i pospiesznie opuścili stołówkę. Tym razem krąg został rozsypany w bezpieczniejszym miejscu, ale i tak trzeba było się spieszyć i znaleźć wyjście ze szkoły. Albo sposób na zgładzenie ducha. Jeśli kości nie zadziałały, może coś, co trzymało go na ziemi było w szkole.
Dean sięgnął po komórkę, ale okazało się, że nie ma zasięgu. Głupi rupieć zawsze nawalał w najgorszych momentach. Przeklął pod nosem i spojrzał na Ethana, który z przerażeniem obecnym na twarzy wyglądał jak zagubione dziecko.
- Daj mi swój telefon - nakazał.
- Po co? - Pytanie go zdezorientowało. W końcu kto normalny w takiej sytuacji prosi o telefon. - Dzwonisz na policję?
- Żeby ludzie zginęli? Musze pogadać z twoją siostrą.
- Po...
- Po prostu daj mi telefon. - Wiele by dał, żeby teraz był z nim ojciec. On byłby lepszym partnerem niż przerażony Ethan, który posłusznie dał mu telefon. Ten na szczęście miał sygnał.
Było już późno, ale Elizabeth odebrała bardzo szybko.
- Ethan? - odezwała się zaspana.
- Nie, tu Dean. Bethy, mam pytanie - powiedział szukając ducha. Nic, na razie byli bezpieczni.
- Okej. O co chodzi?
- Czy ta dziewczyna, która popełniła samobójstwo, czy w szkole jest coś, co należy do niej? - zapytał szybko.
- Coś należącego do niej? - powtórzyła.
- Tak, cokolwiek. Książka, dyplom, zagubiony trampek w szatni, cokolwiek. - Starał się nie panikować, ale trudno było zachować spokój, gdy tuż przed twarzą pojawił mu się duch, a jedyne, co pozwalało mu dalej żyć, to niewielka linia soli.
- Um, w sali pamiątkowej jest jej pluszowy miś.
- Miś?
- Ponoć często miała go przy sobie. Szkoła zachowała go na prośbę rodziców.
- Dzięki, ratujesz mi życie.
Rozłączył się, nim Elizabeth mogła się znowu odezwać.
- Dean?
- Wiesz, gdzie jest sala pamiątkowa? - zapytał wpatrując się hardo w oczy ducha. Z daleka nie widział w nich bólu, który się tam znajdował. Biedna dziewczyna, utknęła i nie mogła sie wydostać.
- Tak.
- Szykuj się, musimy biec - ostrzegł nim sypnął na ducha sporą ilość soli z torby. Dziewczyna rozpłynęła się z krzykiem w powietrzu, a Ethan i Dean ruszyli czym prędzej do sali pamiątkowej.
- Załatwiłeś ją?
- Tylko na chwilę.
Na nieszczęście sala pamiątkowa znajdowała się po drugiej stronie szkoły, dostali się tam jednak szybciej niż duch powrócił. Dean wpadł do środka i wyszukał wzrokiem misia, który znajdował się w jednej z gablot. Jeden kopniak załatwił sprawę, ale gdy miał już spalić pluszaka, dziewczyna pojawiła się znowu i odrzuciła go na ścianę. Dean uderzył w inną gablotę, kalecząc sobie plecy. Bolało, ale musiał się podnieść. Wyszukał wzrokiem misia i szybko zorientował się, że nie jest w stanie go dopaść, był zbyt daleko od niego. Co innego duch, który pojawił się tuż przed nim. Do obrony miał tylko zapalniczkę, której nie wypuścił z ręki, co nie było wielką pociechą.
- Dean, nic ci nie jest?! - zawołał Ethan. Duch kompletnie go ignorował. To była ich szansa.
- Spal misia! - krzyknął i rzucił mu zapalniczkę, gdy duch przyparł go do ściany swoją cholerną telekinezą i zaczął dusić.
Tym razem Ethan bez słowa zrobił to, o co go prosił. Złapał zapalniczkę oraz misia i podpalił go szybko. Pluszak zajął się od razu i szybko płonął. Duch dziewczyny stanął w płomieniach tak samo jak miś, znowu krzyczała, ale jej krzyk szybko ucichł, gdy zamieniła się w dym i zniknęła, tym razem na dobre.
Dean upadł na podłogę łapiąc desperacko powietrze. Gardło trochę go bolało, ale mogło być gorzej. Dysząc przeraźliwie spojrzał na Ethana, którego w końcu opuściła adrenalina i nie mógł już ustać na nogach.
- W porządku? - zapytał. Nie tak sobie to wszystko wyobrażał. Nie chciał, by Ethan dowiedział się prawdy o duchach, teraz przez całe życie będzie się ich obawiał.
- Chyba tak - odparł. - A ty?
- Miałem lepsze dni. - Podpierając się ręką na rozbitym szkle, Dean podniósł się na nogi ignorując ból całego ciała. - Chodźmy stąd.
- Nie zamierzasz nic mi wyjaśnić?
- Jak stąd wyjdziemy.
Drzwi szkoły były znowu otwarte, wyszli więc na zewnątrz i wrócili do samochodu, nie odpalili jednak silnika. Dean wyjaśnił co się wydarzyło, ale nie wdawał się w szczegóły. Gdy skończył, Ethan był już w stanie prowadzić. Nie odzywali się do siebie, jechali w ciszy. Zaraz niedaleko motelu, telefon Deana zadzwonił.
- Tak? - zapytał. Był zbyt zmęczony, by patrzeć na wyświetlacz, chciał tylko, by ten dzień się już skończył. Spieprzył sprawę, naraził niewinnego człowieka na śmierć i odstraszył od siebie Ethana. Jeśli wcześniej miał jakąś nadzieję na to, że coś mogłoby z tego wyjść, teraz porzucił ją całkowicie. Po czymś takim Ethan na pewno nie chciał mieć z nim nic wspólnego.
- Sam mówił, że chciałeś porozmawiać.
Tata. Tego mu tylko brakowało, by ten dzień był jeszcze bardziej gówniany.
- Tak - potwierdził i zerknął na Ethana. - Załatwiłem ducha. Możesz po mnie przyjechać?
