Od tłumacza: Dzięki za wszystkie Wasze komentarze i dodawanie tej historii do Waszych ulubionych. Komentarze przyrastają w niesamowitym tempie, mam nadzieję, że tak będzie dalej. Wasz nader pozytywny odzew mobilizuje mnie do wytężonej pracy.
Przypominam o zapisaniu się na alerty e-mailowe, bo w miarę trwania historii rozdziały robią się coraz dłuższe, więc i przerwy między publikacją będą się wydłużały (tłumaczę na bieżąco).
Możecie też poświęcić chwilę, żeby podziękować Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek oraz zajrzeć na „Z pierwszej półki", mojego bloga literackiego, do którego link znajdziecie w moim profilu autora.
Od autora: Jeśli ktoś się jeszcze nie zorientował, to jest to historia AU. Lily/Syriusz się nie zdarzy. On flirtuje z nią, żeby przypomnieć jej, że dalej jest piękną kobietą. Każda kobieta tego potrzebuje. Ale są po prostu najlepszymi przyjaciółmi.
Rozdział 2
Gdy Harry ruszył w stronę stołu Gryffindoru, Neville podniósł się i demonstracyjnie przemaszerował w stronę stołu nauczycielskiego. Chyba nadepnąłem Księżniczce na odcisk, pomyślał Harry, gdy się mijali. Żaden z nich nie poświęcił drugiemu nawet przelotnego spojrzenia.
Kątem oka Harry dostrzegł błysk pomarańczowego… czerwonego… magenty… a potem całe spektrum gwałtownie zmieniających się barw. Ich źródłem były włosy pierwszorocznej dziewczynki siedzącej w otoczeniu pustych miejsc. Sądząc po spojrzeniach pozostałych pierwszaków, czekali aż głowa ich koleżanki eksploduje. Biedna dziewczynka kryła swoją twarz za zasłoną włosów gwałtownie zmieniających kolory, spod których Harry usłyszał ciche chlipanie. Nie ma kurde mowy!
Harry klepnął ją lekko w ramię. Dziewczynka pisnęła i podskoczyła na siedzeniu. Powoli obróciła się, żeby na niego popatrzeć. Przez małą przerwę w jej zmieniających kolory włosach dostrzegł jasnoniebieskie oko, które na niego patrzyło. Natychmiast zmieniło kolor i poczuł się, jakby patrzył w oczy swojej mamy. Tak myślałem.
Często powtarzano mu, że ma oczy swojej matki. Dziewczynka naśladowała wygląd osób wokół niej, choć młody czarodziej był pewien, że robiła to nieświadomie. Harry'emu nie podobał się lęk, który dostrzegł w jej oczach. Oczekiwała, że nieznajomy będzie się z niej naśmiewał albo zrobi coś jeszcze gorszego. Uśmiechnął się do niej ciepło i część jej niepokoju zniknęła.
- Przepraszam… mogę z tobą usiąść?
- Co… co? Czemu? – była wstrząśnięta. Nikt nie chciał z nią siedzieć odkąd pamiętała.
- Weź się zlituj nad nowym dzieciakiem w szkole. Trochę się denerwuję – Harry wyszeptał ostatnie zdanie, tak musiała się nachylić, żeby to usłyszeć. Zachichotała i zgodziła się, a on usiadł. Zapadło kilka sekund niezręcznej ciszy. Harry miał nadzieję, że ona zacznie mówić, ale najwyraźniej wciąż była za bardzo zdenerwowana lub nieśmiała.
- Tak w ogóle to jestem Harry. Harry…
- James Potter – dopowiedziała, choć nieco piskliwym głosem.
- Taa… skąd znasz moje pełne imię?
- Twoja mama mówi jakby trochę głośno – zachichotała, a on poczuł się, jakby owiała go słodka oceaniczna bryza. Kiedy to robi, to jakbym miał bąbelki na całym ciele.
- Dzisiaj nie było tak najgorzej – mruknął. To sprawiło, że dziewczynka wybuchnęła pełnym śmiechem. Opanowanie się zajęło jej kilka chwil. Harry nie miał nic przeciwko. Jej włosy w końcu przestały zmieniać kolor i stały się różowe, jak balonowa guma do żucia. W sumie jej pasuje.
- Jestem… E… Emma… jakbyś chciał… wiedzieć – wydusiła między napadami śmiechu.
- Miło cię poznać, Emmo Jakbyś Chciał Wiedzieć.
Emma uderzyła Harry'ego w ramię, ale nie szła za tym żadna siła, bo dziewczynka wciąż pękała ze śmiechu.
- Prze… prze… stań… po… posikam się.
Harry zauważył, że pozostali pierwszacy zaczęli się odprężać. Wyglądało na to, że głowa dziewczynki jednak nie eksploduje. Postanowił, że pozwoli jej dojść do siebie, zanim będą kontynuowali rozmowę. Kiedy się opanowała, wyciągnął ręce, rozgarnął zasłonę jej włosów i wsunął je za jej uszy. Teraz mógł wreszcie spojrzeć jej w twarz.
- No proszę, wiedziałem, że pod tymi włosami jest ładna buzia.
Emma nie przywykła do komplementów, co udowodnił gwałtowny napływ krwi do jej policzków. Jej włosy nabrały podobnie czerwonego odcienia. Odruchowo chciała opuścić głowę, ale Harry złapał ją pod brodą kciukiem i palcem wskazującym i delikatnie zmusił ją, żeby spojrzała mu w oczy.
- Nigdy nie kłaniaj się nikomu w tej szkole. Zwłaszcza jakiemuś przeklętemu czarodziejowi czystej krwi, sztywnemu jakby różdżkę połknął. Masz prawo tu być, tak samo jak oni. Emmo, masz niezwykły dar. Znam wiele czarodziejek, które zabiłyby, żeby stać się metamorfomagiem. Nie odrzucaj tego skarbie, tylko ciesz się tym.
Oczy Emmy rozszerzyły się i zaszły łzami. Potem rzuciła się na Harry'ego i przytuliła go z całej siły. Nie wiedziała czym jest metamorfo… czy czym tam do cholery była, ale wiedziała, że w końcu ktoś ją zaakceptował. Nic więcej się dla niej nie liczyło.
Harry dał się zaskoczyć, ale przytulił ją delikatnie. Czuł, że nieczęsto była komplementowana i planował coś na to zaradzić. Poczuł, że jego koszula robi się wilgotna w miejscu, gdzie Emma schowała twarz.
- Co to jest metam… metamor…? – spytał Mark, jeden z pierwszaków.
- Metamorfomag… w uproszczeniu oznacza kogoś, kto może zmieniać swoje ciało. To bardzo rzadki dar.
- Emma, to super! – pisnęły dwie dziewczęta jednocześnie i coraz więcej pierwszaków zaczęło przysuwać się do Emmy. Niezręczna bariera została przełamana.
- Nie… nie wiedziałam.
- Twoi rodzice nigdy ci nie powiedzieli? – spytał Mark.
- Nie. Porzucili mnie w sierocińcu, kiedy moje włosy zaczęły zmieniać kolory – odpowiedziała gorzko Emma. Harry położył jej rękę na ramieniu, a ona uśmiechnęła się do niego słabo.
- Mugole, co?
Emma potaknęła.
- Trochę ich to wystraszyło? – spytała Gabby, białowłosa dziewczyna.
- Nawet bardzo.
- Tak czasem bywa. Mam krewnych… nienajlepszy przykład mugoli. W każdym razie mój tak zwany wujek nazwał mnie małym dziwadłem raz… tylko raz – podkreślił Harry, prostując palec.
- To okropne – powiedziały jednocześnie Emma, Gaby i jeszcze jedna z dziewcząt, Pursa.
- Mama w odpowiedzi potraktowała go zaklęciem jajcomiazgi. Słyszałem, ze nie mógł potem chodzić przez miesiąc. Wierzcie, że odkąd zawsze się baliśmy z Syriuszem, kiedy mama groziła naszym klejnotom.
- Co to jest zaklęcie jajcomiazgi?
- Robi dokładnie to, co sugeruje nazwa. Moja mama stworzyła je, kiedy chodziła do tej szkoły.
- Po co?
- Żeby utrzymywać w porządku miejscową populację palantów, z moim tatą jako naczelnym palantem.
- Twoja mama jest trochę straszna – wyznał Mark, a pozostali pokiwali zgodnie głowami.
- I nie zapominaj o tym.
- Ale założę się, że najczęściej na to zasługiwałeś…. co? – spytała Emma, kiwając na niego karcąco palcem.
- Emma, moja droga… to wielkie, wielkie, naprawdę gigantyczne niedopowiedzenie.
To wywołało wybuch śmiechu wszystkich pierwszaków. Harry oparł się wygodnie i uśmiechnął. Misja wykonana.
Młody czarodziej powoli wyplątał się z rozmowy, a Emma stopniowo poznawała swoich kolegów i koleżanki. Potrafiła być niezłą gaduła, kiedy chciała. Ona, Mark, Gabby i Pursa szybko się zaprzyjaźniali. Potrzebowali tylko lekkiego impulsu.
Zza stołu nauczycielskiego Syriusz obserwował chrześniaka z lekkim uśmiechem. Nachylił się do Lily i wyszeptał:
- W końcu zawsze chciał mieć małą siostrzyczkę.
Lily spojrzała na swoje jedyne dziecko i dostrzegła go siedzącego pośród grupki pierwszaków. Mała dziewczynka, która kilka minut temu była niemal we łzach, teraz na prośby koleżanek i kolegów zmieniała kolor swoich włosów. Ten chłopak zawsze pomaga odrzuconym.
- Możesz sobie sam jakąś donosić i urodzić… moje dni macierzyństwa już minęły – zażartowała Lily z udawanym obrzydzeniem.
- Nie bądź taka pewna, Lils. Któregoś dnia ulegniesz wreszcie mojemu nieodpartemu urokowi – odparował Syriusz.
- Przykro mi, ale mam swoje wymagania. Jesteś trochę za krótki – podkreśliła te słowa, pokazując odległość kciukiem i palcem wskazującym. Ostatnie słowo powiedziała piskliwym tonem, żeby podkreślić obrazę. Potem uniosła wyzywająco brew.
- Lils, po co te subtelności, jeśli chcesz go zmierzyć, wystarczy poprosić.
Jej oczy rozszerzyły się, potem je zmrużyła. Zapłacisz za to.
- Black… niektórzy z nas próbują jeść.
Lily pchnęła wstającego Syriusza na miejsce i popatrzyła ponad nim na Severusa Snape'a. Wytrzymał dłużej niż Hagrid, ale w końcu się poddał.
- No to smacznego, Sevi – warknęła na niego Lily. Był na tyle mądry, żeby siedzieć cicho. Syriusz nie:
- Troszkę w prawo, Lils – wyszeptał jej na ucho.
Popatrzyła w dół, na miejsce, w którym opierała dłoń i pospiesznie ją cofnęła.
- Flirciara.
- Zboczuch.
- I to wybitny.
Za to dostał otwartą dłonią w potylicę.
- Dobra, już siedzę cicho.
- Mądry chłopiec.
Daphne Greengrass zawsze była dumna ze swojego talentu do obserwacji. Jej matka uczyła ją tego od najmłodszych lat. Przy jej pochodzeniu ze szlacheckiej rodziny i polityce, wynikającej bycia dziedziczką rodu Greengrassów, ta zdolność stanowiła klucz do przetrwania. Niezliczone bale wyprawiane przez jej rodziców były jej poligonem. Widziano ją, lecz nie słyszano. Mogłaby podsłuchiwać, ale zdawała sobie sprawę, że dla czarodziejów czystej krwi kłamstwa są równie naturalne jak oddychanie. Mowa ciała zdradzała dużo więcej i Daphne świetnie to wiedziała. Dzięki temu odczytywała ludzi jak stare, znajome książki. Potrafiła powiedzieć, które małżeństwa z długim stażem wciąż się kochają, a w których panuje nienawiść. Kto miał sekretny romans i czyja miłość pozostawała nieodwzajemniona. Przekazywała to wszystko swojej matce, która referowała to ojcu. Dzięki zdobytej przez nią wiedzy, ich rodzina zdołała umocnić swoją pozycję w czarodziejskim społeczeństwie.
Była zadowolona, że może to robić. To jej obowiązek jak dziedziczki, ale wiązała się z tym pewna cena. Przyjaciele i normalne dzieciństwo stanowiły niedostępne dla niej luksusy. Uważano ją za zimną i bez serca. Jakby ludzkie emocje były czymś poniżej jej godności. Kiedy konfrontowała się z rówieśnikami nie okazywała niczego, żadnego gniewu, bólu, żalu czy strachu. Tylko lodowato zimne spojrzenie, wytrącające z równowagi każdego, kto popatrzył jej w oczy. I tak narodziła się Ślizgońska Królowa Lodu.
Uważano ją za nieprzystępną i pasowało jej to. Pozwalało jej to skupić się na nauce i hobby: obserwowaniu mieszkańców Hogwartu. Uwielbiała analizować interakcje między nimi. Widziała, jak najlepsi przyjaciele stają się zażartymi wrogami z powodu statusu krwi.
Widziała dziewczyny, które wieczorami wzdychały do chłopaków, na których w świetle dnia patrzyły z pogardą, by uniknąć naznaczenia jako zdrajczynie krwi. Uważała to wszystko za zabawne. Słowo szlama można było usłyszeć w pokoju wspólnym Slytherinu tak często, że nie szokowało nawet pierwszaków. Jednak ona nigdy nie użyła tego paskudnego wyrazu. Kiedyś Draco Malfoy wyzywająco spytał, czemu tego nie robi. Odpowiedziała, że to słowo jest zbyt obrzydliwe, by kalać jej usta, a potem popatrzyła na niego, jakby był skrzatem domowym.
Już na pierwszym roku przewidziała, że Weasley i Granger skończą jako para. Wiedziała, że profesor Quirrell jest… dziwny, z braku lepszego słowa. Dostrzegła, jak mała Ginny Weasley powoli przygasa, choć jej bracia pozostawali nieświadomi. Profesor Lupin wilkołakiem? To oczywiste! Rozgryzła to po trzech tygodniach roku szkolnego. Szalonooki Moody przebierańcem? A czuliście jego oddech? No naprawdę, Eliksir Wielosokowy ma tak charakterystyczny zapach. Rita Skeeter? Nawet nie zaczynajcie! I tak dalej, i tak dalej… przez te wszystkie lata. Ale zatrzymywała to dla siebie. Czasami czuła z tego powodu wyrzuty sumienia, ale była Ślizgonką… a wiedza to władza.
Ten rok zdecydowanie zaczynał się dobrze. Jazda pociągiem była warta całego złota w Gringotcie. Granger niedawno poznała rozkosz, którą dawał seks i najwyraźniej nadrabiała stracony czas. Ta dziewczyna naprawdę miała pojemne płuca. Problemy z oceną sytuacji… ale naprawdę mocne płuca. I niech teraz spróbuje zyskać szacunek jako prefekt naczelna. Chociaż?
Jak na razie to Ginny Weasley była najbardziej interesująca. Stopniowo, od czasu incydentu z Komnatą, odsuwała się od Longbottoma. Wybraniec, jak zwykle, z niczego nie zdawał sobie sprawy. Według Daphne, Longbottom postrzegał Weasley raczej jako trofeum niż cokolwiek innego. Dziewczyna była piękna, więc miał chociaż na tyle gustu. Czasami wyglądała jak dzikie zwierzę schwytane w klatkę, pragnące z całej siły wyrwać się z więzienia. Daphne nie rozumiała, czemu dziewczyna w tym tkwiła, jednak tę zagadkę musiała zostawić sobie na później.
Profesor Potter ją intrygowała. Była zdecydowanie zbyt ładna, żeby pracować jako nauczycielka, a przynajmniej tak twierdziło kilkoro Ślizgonów. Musiała się zgodzić, Lily Potter była zbyt ciepła i przyjazna. Brakowało jej zimnego, beznamiętnego spojrzenia profesor McGonagall. To i fakt, że pochodziła z mugolskiej rodziny sprawiało, że Daphne uważała, że Potter ciężko będzie zasłużyć na szacunek większości Slytherinu. A przynajmniej uważała tak do chwili, gdy kobieta skoczyła nad stołem nauczycielskim i bez słowa poszerzyła Wielką Salę. Ten niezwykły wyczyn zaskoczył wszystkich. A to, jak poradziła sobie z dwoma Lordami… po prostu bezcenne.
A jeśli już przy tym jesteśmy, do Hogwartu przybył nie jeden, a dwóch zbuntowanych Lordów i obaj byli cholernie seksowni. Bez wstydu przyznała, że ich śmiałe wejście wywarło na niej wrażenie. Nie była lesbijką. Po prostu do tej pory nie znalazła nikogo, kto by ją zainteresował.
Poza tym przedostali się przez cholerne osłony Hogwartu! Nawet Sami-Wiecie-Kto nie potrafił tego dokonać. Draco Malfoy próbował w zeszłym roku i prawie zapewniło mu to miejsce w Azkabanie, zaraz obok celi tatusia. Nie miała pojęcia w jaki sposób się z tego wywinął.
O Lordzie Syriuszu Orionie Blacku Daphne słyszała od swojej matki. Plotka głosiła, że miał gorące wargi, cokolwiek miałoby to znaczyć. Jednak zanim Daphne zdążyła o to zapytać, do pokoju wszedł jej ojciec i usta jej matki zacisnęły się mocniej, niż pośladki Granger. Jej nowy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią zapewniał niezłą rozrywkę. Patrzyła jak flirtuje z profesor Potter, która nie pozostawała mu dłużna. Wyglądało to raczej na jakąś ich prywatną grę. Nie widziała żadnych oznak intymności, choć ewidentnie byli sobie bliscy. Najwyraźniej niezmiernie irytowało to profesora Snape'a. Jak na Ślizgona kiepsko to ukrywał. Doszła do wniosku, że facet chyba jednak ma popęd seksualny.
Daphne przeniosła wzrok na nowego Lorda Pottera i na jej twarz wpłynął powolny uśmiech. Ależ jest seksowny. Daphne, przestań! Jesteś silniejsza! To po prostu kolejny chłopak, jak wszyscy inni. On tylko odciągnie cię od tego co ważne. Masz lepsze rzeczy do roboty niż zachwycanie się chłopakiem, który wygląda jak z Piekło Poczeka.* Jesteś silniejsza! Niech to szlag! Dlaczego on właśnie zdjął szatę? Niezłe mięśnie… naprawdę niezłe. Szlag!
- Chyba jednak plotki głoszące, że jesteś lesbijką, nie były prawdziwe… szkoda, ale zawsze mogę sobie pomarzyć.
Daphne gwałtownie obróciła głowę w lewo i posłała Tracy Davis lodowate spojrzenie. Jej najlepsza i jedyna przyjaciółka przyznała się do homoseksualizmu dwa lata temu i od tej pory robiła co w jej mocy, żeby „nawrócić" pozostałe czarownice w Hogwarcie.
- Gap się ile chcesz, Greengrass, ale widziałam, jak się ślinisz – Tracy wywróciła oczami i wręczyła przyjaciółce serwetkę. – Ale nie winię cię. To niezły kawał męskiego ciacha. Gdyby miał biust, sama bym się śliniła.
- Po pierwsze, ja się nie ślinię. Pansy tak, ja nie. Po drugie, obserwuję.
- Obserwujesz jego bicepsy czy tyłek? Jedno i drugie jest apetyczne.
- To kto jest twoją ostatnią ofiarą… to znaczy neofitą? – Daphne szybko zmieniła temat. Tracy uznała, że na razie odpuści.
- Cho Chang albo Romilda Vane… a może obie? Z tego co pamiętam była niezła impreza. Pamiętaj, że zawsze jesteś na nie zaproszona. No wiesz, jako obserwator – dodała Tracy mrugając. Na twarzy Daphne nie drgnął ani jeden mięsień. Nie okazała śladu wstrząsu ani obrzydzenia.
- Niezła próba.
- Szlag! Myślałam, że to cię wyprowadzi z równowagi. No dobra, to co obserwujesz? Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
Królowa Lodu wywróciła oczami.
- Taaa, jakbyś nie miała ochoty go dosiąść, gdybyś miała okazję.
Zanim Daphne zdążyła zaprzeczyć, Harry spojrzał nad ramieniem i nawiązał z nią kontakt wzrokowy. Patrzyła się na niego z twarzą bez wyrazu, nie zdradzającą niczego. Nikt nie był lepszy w tej grze niż ona. Tracy spojrzała od Daphne do Harry'ego, potem z powrotem na Daphne. Żadne z nich nie cofnęło się nawet na milimetr. Harry uniósł jedną brew. Kącik ust Daphne drgnął na ułamek sekundy. Harry opuścił brew i uniósł drugą. Oczy Daphne rozszerzyły się.
- Rumienisz się – drażniła się z nią Tracy.
- Zamknij się – syknęła Daphne, nie śmiąc odwracać wzroku. Harry uśmiechnął się triumfalnie i skinął jej lekko głową. Po czym odwrócił się z powrotem.
- Szach i mat.
- Nie cierpię cię.
- Ale ja cię koooochaaaam – nabijała się Tracy, posyłając przyjaciółce buziaki.
Ginny przyjęła wyjście Neville'a z Dumbledorem z lekkim westchnieniem ulgi. Stary pierdziel nie wyglądał na zachwyconego, że musi opuścić kolację. Nie żeby mu współczuła. To on stworzył Neville'a takim, jaki był, na równi z jego babką. Wypchnęła te myśli z głowy. Udało jej się uniknąć spędzenia kolejnego posiłku na wysłuchiwaniu, jak on ględzi o rzeczach, które przestały ją obchodzić rok temu.
To był dzień, kiedy w końcu przejrzała na oczy. Tego dnia ujrzała prawdziwego Neville'a, nie tego, którego sobie wyobrażała lub tego, którym, jak miała nadzieję, któregoś dnia się stanie. Zastanawiała się, czy taki mężczyzna kiedyś w ogóle istniał.
To był dzień, kiedy Bellatrix ją pojmała. Nigdy nie rozmawiała o tym, co stało się z nią tamtego dnia, przynajmniej nie z przyjaciółmi. Zawsze jednak mogła pogadać z Tonks. Kobieta zapewniła sobie jej zaufanie, biorąc pod uwagę, że uratowała ją i w ogóle. Potrafiła słuchać. Nigdy jej nie osądzała, nie wmawiała, że to co czuje, nie jest w porządku. Po prostu kiedy było trzeba, mocno ją przytulała. Dała jej także Cień, jej drugiego powiernika. Czarną jak noc maskotkę pantery, która mruczała, kiedy drapało się ją za uszami. No dobra, wiedziała, że jest za stara na maskotki, ale Cień pozwalał jej przezwyciężyć koszmary.
Teraz była zadowolona, że może spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi, choć raz bez Neville'a. Miała nadzieję, że tak będzie przez resztę wieczoru. Spojrzała na Lunę siedzącą przy stole Ravenclawu. Uśmiechnęła się do niej i pomachała jej. Naprawdę tęskniła za nią przez wakacje. Nie mogła się doczekać, aż będzie z nią mogła porozmawiać.
Niespecjalnie zwracała uwagę, co się dzieje wokół niej. Dean i Seamus rozmawiali cicho, pewnie o nowej nauczycielce Zaklęć. Hermiona robiła co w jej mocy, żeby uspokoić Rona. Ginny pożałowała, że wygadała się, że Neville pozwolił Bellatrix ją pojmać, żeby móc samemu uciec.
Ron i Hermiona nie znali szczegółów jej uprowadzenia. W pewnym momencie podzielili się na grupy, żeby choć część z nich zdołała uciec i wezwać pomoc. Wtedy Bellatrix ich dopadła, a Neville pokazał swoją prawdziwą twarz. Zanim Tonks ją znalazła, minęły dwa dni. Dwa dni, o których nigdy nie chciała z nikim rozmawiać. Przyjaciele ją rozumieli i nie naciskali, nawet jeśli bardzo chcieli wiedzieć. Teraz miała nadzieję, że Ron nie zrobi niczego głupiego. Rany, kogo ona próbowała oszukać… jasne, że Ron zrobi coś głupiego. Bardzo poważnie traktował rolę Starszego Brata. Czasami może ją to wkurzało, ale w głębi serca dawało jej poczucie bezpieczeństwa.
Lavender, Romilda i bliźniaczki gadały o tajemniczym mężczyźnie, odpowiedzialnym za ich wolny od Neville'a wieczór. Czy zrobił to świadomie czy nie, będzie musiała mu za to podziękować. Zaryzykowała spojrzenie na niego na drugą stronę stołu. Siedział wśród pierwszaków. Dziewczynka, która siedziała tuż przy nim, nagle zmieniła swoje włosy na zielone w żółte kropki. Z usatysfakcjonowanym uśmiechem wyciągnęła w jego stronę rękę. On wywrócił oczami i wręczył jej galeona… całego galeona… jakby to było nic! Dziewczynka wydała radosny okrzyk i schowała monetę do kieszeni. On uśmiechnął się do niej ciepło. Miał naprawdę miły uśmiech. Uniosła wzrok nieco wyżej i ujrzała parę intensywnie szmaragdowych oczu, które patrzył prosto na nią. Szybko odwróciła wzrok z twarzą koloru jej włosów. I znalazła się nos w nos z Hermioną.
Hermiona spojrzała w dół stołu, potem na nią i uniosła prawą brew.
- Och, przymknij się!
- Przecież nic nie powiedziałam.
- Powiedziałam, żebyś się przymknęła.
- A ja powiedziałam, że nic nie powiedziałam. Ale… jeśli miałabym coś powiedzieć, przypomniałabym ci, że jesteś prefektem i do twoich obowiązków należy odprowadzenie pierwszaków do Wieży Gryffindora.
- I co?
- Teoretycznie… to jego pierwszy rok.
- Nie znoszę cię.
- Może zechcesz mi powiedzieć, co zdarzyło się pod Gringottem? – spytała Lily Syriusza, gdy spacerowali pustym korytarzem. Na wszelki wypadek rozstawiła już wokół nich zaklęcia ciszy.
- Nie bój nic, Lils. O wszystkim przeczytasz w jutrzejszym Proroku Codziennym – zachichotał Syriusz, co zirytowało Lily. Jęknęła i przeciągnęła dłonią po twarzy.
- Dlaczego za każdym razem, kiedy zostawiam was dwóch bez opieki, muszę potem czytać o tym w gazetach?
- Przecież nie szukamy tarapatów.
- Ale one was znajdują. A teraz powiesz mi, czy mam…
- Tak, tak… wiem… jaja… najwyższa wieża… łapię.
- Syriuszu… proszę.
- No dobra. Moja najdroższa kuzynka nie była zbyt szczęśliwa w związku ze swoim wydziedziczeniem. Przyprowadziła kilku butolizów Voldiego ze sobą. Zła wiadomość: udało się suce uciec. Dobra wiadomość: przerzedziliśmy nieco stado Tyłkogłowych.
- A co na to Ministerstwo?
- Jaja sobie robisz? Dalej mam odciski ust Ministra na tyłku.
- Więc zgodził się na twoją propozycję?
- Prawie odleciał z radości. Wątpię, żebyśmy dostali tak dobre warunki, gdybyśmy wrócili rok temu, jak chciał Harry. Wygląda na to, że Dumbledore i Scrimgeour nie do końca dogadują się w pewnych kwestiach. A wszystkie łączą się z Wybrańcem.
- Niech zgadnę. Scrimgeour potrzebuje chłoptasia na plakaty, a Dumbledore nie chce się dzielić?
- I ta oto urocza rudowłosa dama wygrywa główną nagrodę!
- Dzięki Bogu udało nam się tego uniknąć. Przynajmniej kiedy będzie po wszystkim, Harry będzie się mógł przejść ulicą, nie ryzykując napaści ze strony prasy.
- Po dzisiejszym będzie tematem dnia, ale to minie.
- A co jeśli Skeeter zacznie kopać? Według niej udało mi się zmusić Jamesa do poślubienia mnie tylko dzięki ogromnym dawkom Eliksiru Miłosnego.
- Już się tym zająłem, kochanie. Już wie, że nie należy podskakiwać Lordowi Blackowi. A jeśli to by nie wystarczyło, Harry pokazał jej, jak bardzo troszczy się o swoją mamę.
- Słodki mały palant… chcę wiedzieć?
- Nie… ale wątpię, żeby ona o tym za szybko zapomniała.
Przez kilka minut szli w milczeniu, zapoznając się na nowo z Hogwartem. Za każdym rogiem czyhały wspomnienia. Niektóre dobre, niektóre nie do końca, a niektóre… potrafiły złamać serce. Lily zatrzymała się w ciemnym rogu. Wyjrzała na Błonia, Czarne Jezioro, piętrzące się za nim góry i wznoszący się nad nie księżyc. Łzy pociekły jej po twarzy, gdy zatonęła we wspomnieniach.
Ona i James mieli być na patrolu. Jednak jakimś cudem znaleźli się w tym ciemnym rogu i patrzyli na wschód księżyca. Lily opierała się plecami o pierś Jamesa. Siedziała między jego nogami, a jego ramiona otaczały ją opiekuńczo. Nigdy nie czuła się bardziej bezpieczna niż w jego ramionach. Zawsze przechylała głowę na bok, odsłaniając szyję. Zaproszenie, które on zawsze przyjmował.
- Kocham cię, Lily – wyszeptał jej na ucho James. Brzmiał tak nerwowo, kiedy to mówił. Prawie zachichotała, ale to by zepsuło nastrój. Potem to do niej dotarło. On powiedział, że ją kocha. Jej serce podskoczyło jej w piersiach i napawała się tą chwilą. Dla Jamesa ta chwila zmieniła się w wieczność. Pozwoliła mu cierpieć jeszcze kilka sekund. Wreszcie się nad nim zlitowała.
- Czas najwyższy, palancie – zażartowała.
- Lily, zawału dostanę – odparł James. Powoli odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy. Ujęła jego twarz w dłonie. Szukała prawdy w jego oczach. Znalazła ją, ale musiała się upewnić.
- Naprawdę? Nie mówisz tego tylko po to, żeby dobrać mi się do majtek? To jest na zawsze i jeszcze dłużej, prawda? – zaskoczyła ją desperacja w jej głosie, ale było za późno, żeby się wycofać.
- Lily, zginąłbym za ciebie. Nawet śmierć nie przeszkodzi mi cię kochać.
- Wiesz jak ckliwie to brzmi?
- Co nie zmienia faktu, że to prawda.
- Mam nadzieję, albo pożałujesz.
- Tak, wiem… jaja, najwyższa wieża.
- Kocham cię, James.
Lily osunęła się na podłogę. To było dokładnie to miejsce, w którym po raz pierwszy wyznali sobie miłość. Syriusz był przy niej w ułamku sekundy. Wziął ją w ramiona. Ukryła twarz na jego piersi i wypuściła łzy, które dusiła w sobie przez szesnaście lat.
- Cze… czemu o… on mnie zostawił? Dlaczego to musiał być on? – dotarło do Syriusza przez stłumione łkanie. Kołysał ją w swoich ramionach. Modlił się, żeby choć trochę jej to pomogło. Rozemocjonowana kobieta nie była czymś, z czym wiedział jak sobie poradzić. Harry był w tym lepszy. Zawsze wiedział co powiedzieć.
- Bo nie pozwolił, żebyś to była ty. Ty i Harry byliście całym jego życiem. Zginął tak, jak chciał… ratując ciebie i szczeniaczka.
- Chcę go z powrotem.
- Ja też, kochanie… ja też.
- Jak możesz mnie ścierpieć? Zabrałam od ciebie Jamesa. Dlaczego tyle z nami zostałeś? Mogłeś mieć każdą kobietę, której zapragnąłeś. Mogłeś mieć własną rodzinę. Poświęciłeś więcej, niż można by oczekiwać od najlepszego ojca chrzestnego.
- Jesteście moją rodziną. To jest moje miejsce i niczego nie żałuję – wyszeptał jej Syriusz.
Pokiwała głową w odpowiedzi, ale nie mogła przestać płakać. Wiedziała, że Syriusz zawsze przy nich będzie i nie poprosi o nic w zamian. Może i flirtował z nią nieustannie, ale nigdy nie przekroczyłby pewnej granicy. Ona, Syriusz i Harry tworzyli dziwną rodzinę, ale twardą jak stal i niezłomną jak sama magia. Nie wiedziała jak długo siedzieli tak na zimnej podłodze. Wiedziała jednak, że trzymał ją, aż poddała się zmęczeniu. Zaniósł ją do jej pokoju i położył do łóżka. Obudziła się tam następnego dnia rano z wielkim, włochatym psem zwiniętym w nogach łóżka. Został z nią, gdyby go potrzebowała.
James dokonał właściwego wyboru, gdy poprosił go, żeby został ojcem chrzestnym Harry'ego. Był łobuzem… ale nie było twardszego mężczyzny niż Syriusz Orion Black
Słowniczek:
Piekło poczeka – to tytuł książki o Jamesie Bondzie napisanej przez Sebastiana Faulka, wydanej w 2008 r., w setną rocznicę urodzin sir Iana Fleminga, twórcy tej postaci. „Devil May Care" czyli tytuł tej powieści, to również idiom oznaczający kogoś beztroskiego. Ponieważ ciężko oddać taką grę słów po polsku, uznałem, że Daphne porówna Harry'ego do Jamesa Bonda, a nie będzie się zachwycać jego beztroską. To co prawda anachronizm (siódmy rok Harry'ego w Hogwarcie to 1997 r.), ale nie ostatni w tej historii, więc nie będę się przejmował. Ciekawostka: „Devil May Care" to książka, która miała drugi najlepszy wynik sprzedaży w pierwszym dniu po premierze, zaraz za… serią o Harrym Potterze ;)
W następnym rozdziale:
- Harry poznaje Ginny
- więcej o Emmie
- Neville rozmawia z Dumbledorem
