Od tłumacza: W tym tempie „Powrót Huncwotów" ma szansę stać się najczęściej komentowanym polskojęzycznym fanfikiem na ff net. Nie mam nic przeciwko, jestem Wam głęboko wdzięczny i, jak widzicie, motywuje mnie to, żeby jak najszybciej wrzucać kolejne rozdziały.

Dzięki dla Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek. Jeśli znajdziecie chwilę możecie zajrzeć też na moje blogi, do których linki znajdziecie w moim profilu autora.


Od autora: W odpowiedzi na wasze pytanie: NIE, Ginny nie została zgwałcona. Co nie oznacza, że nie została skrzywdzona i upokorzona. W końcu Bellatrix próbowała złamać jej ducha. Dowiecie się na ten temat więcej w następnych rozdziałach.


Rozdział 3

- Przepraszam, że zostałeś w to wciągnięty. Hermiona zmusiła mnie do tego jako prefekt naczelna – powiedziała nerwowo Ginny, ryzykując spojrzenie kątem oka na nowego chłopaka, który szedł tuż obok niej. Rany, ale ciacho! Ale to pewnie arogancki kretyn, jakbyśmy mało ich tu mieli do tej pory. Harry uśmiechnął się i roześmiał ciepło. Zaskoczyło ją to i nieco rozluźniło.

- Nie ma sprawy. W końcu to część szkolnego doświadczenia, nie?
Wygląda na zdenerwowaną. Wygląda… i jest zdenerwowana. Jego zdaniem była niezwykle przyjemnym widokiem. Od jej pełnych ust, przez uroczy drobny nos, po głębokie brązowe oczy, które przywodziły mu na myśl poranek wielkanocny. To wszystko znajdowało się w najpiękniejszej twarzy jaką w życiu oglądał.

- Na tak, ale… dzięki, że mi tego nie utrudniasz.
Jest taki otwarty i przystępny. A przecież jest Lordem, na miłość Merlina! A jednak przedstawił mi się jako Harry… jakby jego tytuł nic dla niego nie znaczył. Jego szmaragdowe oczy ją przyciągały. Były takie beztroskie i pełne życia, jakby nic na świecie nie mogło go zdołować. Zrobiłaby wszystko, żeby znowu tak się poczuć. Poczuła, że się uśmiecha, choć nie miała pojęcia dlaczego.

- Wiesz, bez ciebie pewnie bym się zgubił. To dopiero byłoby żenujące.
O rany! Ona ma uśmiech, który rozświetla całe pomieszczenie. A przy tym uroczo przygryzała dolną wargę.

- Pewnie wysłalibyśmy w końcu kogoś na poszukiwanie… za jakiś tydzień… może dwa.
Szlag, w mojej głowie brzmiało to dużo zabawniej. Ufff, śmieje się… więc chyba nie wyszłam na kompletną idiotkę.

- Dobre!
Prześliczna i fajna. Jakie jest prawdopodobieństwo takiego połączenia? Musi być w tym jakiś haczyk.

- Poważnie, kilka lat temu jeden z moich braci wrzucił pewnego Ślizgona do szafki zniknięć i nikt nie mógł go znaleźć przez kilka tygodni. Ale… to był straszny palant, więc nie szukaliśmy zbyt wytrwale.
No brawo, Ginny. Teraz pomyśli, że twoja rodzina to sami psychopaci. Nieświadomie znów przygryzła dolną wargę.

- Przypomnij mi, żeby nigdy nie wkurzał twoich braci.
Super, pewnie ma ich sześciu albo siedmiu. Wiedziałem, że musi być jakiś haczyk.

- Hej! Nie myśl sobie! Oni się wszyscy mnie boją!
Nie waż się mnie lekceważyć! Mówiąc te słowa Ginny zatrzymała się i stanęła twarzą w twarz z Harrym. Nie obchodziło ją, że czubek jej głowy mieści mu się pod brodą. Wszyscy jej bracia byli od niej wyżsi, ale wiedzieli, że nie należy z nią zadzierać.

- Najlepsze fajerwerki sprzedają w małych paczkach.
Łatwo ją wkurzyć, a wtedy jest cholernie seksowna. Harry postąpił swobodnie w jej stronę z rękami w kieszeniach. Prowokował ją żartobliwie, uśmiechając się chytrze.

- Czyżbyś zamierzał do mnie pyskować, panie Potter?
Bezczelny Dupek. Zrobiła krok w jego stronę. Oparła jedną dłoń na biodrze i posłała mu drapieżny uśmiech.

- I ściągnąć na siebie gniew Ginny Weasley? Nigdy.
Chrzanić haczyk. Zbliżył się do niej jeszcze bardziej, a jego uśmiech się poszerzył.

- Wiesz… jako prefekt, mogę nakładać kary.
No dobra, niesamowicie seksowny… pyskaty dupek. Uniosła wyzywająco brew, prowokując, by się jej postawił.

- Cielesne?
Ktoś tu chce się zabawić.

- Szlaban.
Dlaczego ta rozmowa mnie podnieca?

- Szkoda… miałem nadzieję, że lubisz używać rąk.
Flirciara.

- Lubię używać różdżki.
Rąk! Na tobie zdecydowanie rąk!

- To też może być fajne.
Szlag! Jak ona niesamowicie pachnie.

- Jesteś niepoprawny… i świetnie o tym wiesz.
Założę się, że on świetnie całuje.

- I nie zapominaj o tym.
Dlaczego ona tak się uśmiecha?

- Myślisz, że cię nie złamię?
Przegrasz, Potter, a ja będę się cieszyć każdą tego sekundą.

- Jeśli już skończyliście, to my naprawdę chcielibyśmy już dojść do Wieży Gryffindora – przerwała im Emma, zanim Harry zdążył odpowiedzieć. Szło im tak dobrze, że pewnie mogliby to kontynuować przez najbliższą godzinę albo dwie. Harry i Ginny poparzyli na stojącą przy nich grupę pierwszaków. Ginny nie była do końca pewna kiedy przestali iść, ani kiedy zbliżyła się tak bardzo do Harry'ego. Ta odległość zdecydowanie naruszała ich sferę prywatną. Szybko się od siebie odsunęli.

- Tak… idziemy tędy – Ginny odwróciła się, by poprowadzić grupę i ukryć jaskrawy rumieniec, który wpłynął na jej twarz. Harry popatrzył na Emmę spode łba.

- Ej, nie strzelaj do posłańca – popatrzyła na niego z udawaną niewinnością. Potem nachyliła się do dziewczynki idącej koło niej i wyszeptała: - Gdyby miał ogon, to by przy niej machał.

- Słyszałem to – rzucił Harry przez ramię. W odpowiedzi usłyszał chichot dziewczynek.


- Co on tu do cholery robi?! – krzyczał Neville, chodząc nerwowo po gabinecie. Chciał wiedzieć, czemu Harry Potter przybył do Hogwartu i chciał to wiedzieć natychmiast.

- Jeśli miałbym zgadywać, pewnie chce się tu uczyć magii – odparł Dumbledore spokojnie, ale z nutką sarkazmu. Chłopak zachowywał się jak primadonna. Bez wątpienia to wpływ jego babki.

- Gówno prawda i świetnie pan o tym wie! Złamali osłony i rzucili to panu w twarz. To pewnie Śmierciożercy!

- Gdyby nimi byli, a poważnie wątpię czy tak jest, walczylibyśmy już przeciwko Tomowi. A jak widzisz… nie walczymy.

- Co za bzdury! Skoro nie są Śmierciożercami, to gdzie, do cholery, byli przez ostatnie szesnaście lat?

- Profesor Black wziął Lily i Harry'ego w bezpieczne miejsce, kiedy Tom zabił Jamesa Pottera. Zeszli do podziemia, jak powiedzieliby mugole. I tak, zanim zapytasz, powiem ci, że miałem ludzi, którzy ich szukali. Jednak profesor Black ma do dyspozycji duże zasoby.

- Myślałem, że był czarną owcą tej pieprzonej rodziny. Nie wydziedziczyli go czy coś?

- Jego matka tak, ale jego ojciec nigdy formalnie tego nie uczynił. Syriusz i Orion mogli się poróżnić na tle przekonań, ale to nie znaczy, że stary Black nie respektował mocy swojego syna. Wydziedziczenie Syriusza osłabiłoby jedynie ród Blacków.

- Pieprzenie.

- Nie lekceważ go, chłopcze! – warknął na niego Dumbledore. Rzadko zdawało mu się tak stracić cierpliwość. Właściwie Neville myślał wcześniej, że starzec jest w ogóle pozbawiony uczuć. Jednak fakt, że ci mężczyźni przedostali się przez jego osłony, bardzo martwił dyrektora Hogwartu. Dumbledore wskazał na krzesło, które Neville zajął bez słowa. Kiedy usiadł, Dumbledore kontynuował.

- Zakładam, że słyszałeś plotki o grupie zwanej Huncwotami?

Neville skinął głową.

- Dobrze… Było ich czterech: Peter Pettigrew, Remus Lupin, James Potter i Syriusz Black. Razem płatali takie figle, przy których Weasleyowie wyglądają na amatorów. Zawsze wiedzieliśmy kto za nimi stoi, ale nigdy nie dali się złapać. Peter był szpiegiem i najczęściej działał jako czujka. Lupin był mózgiem ich operacji, to on wymyślał, jak je realizować. Syriusz wyznaczał cele i był w tym świetny. James był ich przywódcą i jedynym, który potrafił odwieść Syriusza od co niebezpieczniejszych pomysłów. Jeśli mi nie wierzysz, powinieneś spytać kiedyś profesora Snape'a.

- I pozwala mu pan tu uczyć?

- Neville, nie rozumiesz. Przez szesnaście lat ukrywał oboje bez dostępu do swojej skrytki czy skrytek Potterów. Panieńskie nazwisko Bellatrix to Black, tak samo jak matki Draco. Więc uwierz mi, kiedy ci mówię, żeby nigdy… przenigdy nie lekceważyć Blacka. Ty powinieneś to wiedzieć najlepiej.

- Dobra, łapię. A Potter?

- Które z nich?

- A jakie to ma znaczenie?

- James kontrolował Syriusza, a Lily kontrolowała Jamesa. To było szesnaście lat temu. Obawiam się, że lata w ukryciu ją zmieniły. Wtedy była niezwykle utalentowana, a teraz… no cóż, poczekamy i zobaczymy. Myślę, że ona będzie kluczem do kontrolowania pozostałej dwójki.

- A on?

- Szczerze mówiąc nie mam pojęcia.

Albus miał swoje podejrzenia, ale nie zamierzał się nimi dzielić.

- Nie badał pan jego umysłu?

- Badałem.

- I?

- Przez te wszystkie lata odkąd tu jestem mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki umysły, które zdołały mnie powstrzymać. Wszystkie pochodziły z rodu Blacków. Z nich wszystkich tylko jedno zdołało mnie zaatakować i wyrzucić. Harry był szybszy od Bellatrix o dwie minuty. Jest teraz Blackiem w takim samym stopniu jak Potterem.

- Więc poczekamy i zobaczymy?

- Poczekamy i zobaczymy. Skoro już to ustaliliśmy, chciałbym pójść coś zjeść.

- Mamy jeszcze jeden problem.

Dumbledore westchnął ciężko i pomasował skronie.

- A tym problemem jest?

- Potrzebuję, żeby pan jeszcze raz naprostował Ginny. Wygadała się, jak została złapana.

- Zakładam, że przed twoim Wewnętrznym Kręgiem?

- I kilkoma innymi w zasięgu słuchu.

- Porozmawiam z panną Granger, powinna utrzymać resztę na wodzy.

- A co z Ginny?

- Dziewczyna nie chce mi patrzeć w oczy, a eliksiry nie dają rady dotrzeć do jej ust. Jest bardzo sprytna, ośmielę się powiedzieć, że wręcz na poziomie Huncwotów. Tom mądrze wybrał ją jako ciało do którego powróci podczas jej pierwszego roku.

- Co?

- Naprawdę myślałeś, że została wybrana z powodu więzów z tobą? Jest siódmym dzieckiem z rodziny czystej krwi. Rodziny, z której wyszło wielu wspaniałych czarodziejów. Do tego pierwszą kobietą urodzoną od siedmiu pokoleń. Znasz obsesję Toma na punkcie siódemki. Ma bardzo silny Magiczny Rdzeń, który dobrze posłużyłby Tomowi.

- To niech ją pan zmusi, żeby służyła mi dobrze.

- Był czas, kiedy była wobec ciebie ślepo lojalna. Gdybyś traktował ją lepiej, mogłaby dobrowolnie oddać się Bellatrix.

- Pan i babka nauczyliście mnie uważać ich za narzędzia, które odrzuca się, gdy są niepotrzebne.

- Tak, ale nie możesz ich tak traktować. Podążają za tobą, bo jesteś Wybrańcem, nie dlatego, że cię lubią.

- Jakby mnie to obchodziło.

- A powinno. Lojalność to potężna broń, ale obawiam się, że już nią nie dysponujesz.

- A Dług Życia?

- Chłopcze, nie ma żadnego Długu Życia! Nigdy nie było.

- Uratowałem jej życie!

- Ani razu nie wystawiłeś się bezinteresownie na śmiertelne niebezpieczeństwo, żeby ocalić jej życie. To jedyny sposób, w jaki można stworzyć Dług Życia. Otworzyłeś jedynie Komnatę, żeby umożliwić mi i profesorowi Snape'owi zniszczenie bazyliszka, dziennika i Toma. W żadnej chwili nie byliśmy narażeni na śmierć.

- Ale powiedział jej pan, że ma wobec mnie Dług Życia.

- Po pierwsze to był najlepszy sposób, żeby zapewnić sobie ślepą lojalność Weasleyów, a po drugie miałeś obsesję na punkcie tej dziewczyny. Zresztą wygląda na to, że wciąż masz.

- Jest najlepsza, a ja zasługuję na to, co najlepsze.

- A takim razie nie powinieneś oddawać jej Bellatrix. Słyszałem, że młodym dziewczętom takie zachowanie nie przypada do gustu.

- Wisi mi to! Niech ją pan naprawi… i zrobi bardziej przyjazną.

- Czy ta biedna dziewczyna nie wycierpiała się wystarczająco z powodu twoich czynów?

Neville wstał i ruszył do drzwi Zanim wyszedł z biura odwrócił się i powiedział:

- Niech pan to zrobi… chyba, że mam zaprosić babkę na kolejną rozmowę z panem?

I trzasnął za sobą drzwiami. Dumbledore spojrzał na wiernego chowańca Fawkesa i westchnął ciężko.

- Już za nim tęsknię.

Dumbledore zaczął bębnić palcami w biurko rozważając nowe okoliczności. Neville powinien już zacząć zdradzać oznaki swojej mocy. Być może od początku miał być tylko barankiem ofiarnym. Jeśli tak, Dumbledore nie mógł się doczekać. Czasami naprawdę nienawidził tego, co musi robić dla większego dobra. Z ciężkim sercem ruszył do swej komnaty sypialnej. Dawno stracił apetyt.


- Powtarzam ci po raz ostatni. Nie jestem. James. Potter. Jestem Harry. James. Potter. Po prostu wyglądam jak mój tato. Na litość boską, mam pieprzone zielone oczy! – Harry z frustracją podniósł ręce i zaczął chodzić przed obrazem. Ginny, Emma i reszta pierwszaków uznała tę sytuację za bardzo zabawną. Podsycali nawet ogień, komentując, że Harry jest uroczy, gdy się denerwuje.

- Nie ma potrzeby używania takiego języka, młody człowieku. Tu są dzieci! James, wiesz doskonale, że jestem daltonistką. Oczekiwałam lepszego zachowania po prefekcie naczelnym – skarciła go z niesmakiem Gruba Dama. Harry obrócił się gwałtownie i dobył różdżki.

- Mam dość! Zaraz będzie kupką popiołu! – Harry wycelował różdżkę w malowidło. Ginny stanęła przed nim i spokojnie położyła dłoń na jego nadgarstku. Ten prosty gest sprawił, że Harry zamarł. Przesunęła jego różdżkę, by celowała w podłogę, a jej rozbawione brązowe oczy spojrzały w jego wściekłe szmaragdowe. Uśmiechnęła się, on warknął… i tak rozpoczęło się starcie.

- Ona mu pośle to spojrzenie – powiedziała Emma Markowi z kpiną.

- To oszustwo – warknął Mark w odpowiedzi.

- A właśnie, że nie – odpowiedziały chórem Gabby, Emma i Pursa.

- I już po nim… przecież wam mówiłam.

Dziewczyny przybiły piątki.

- Pozwolisz mi się tym zająć? – spytała Ginny, z trudem panując nad śmiechem.

- Mogłabyś to zrobić dwadzieścia… jebanych… minut temu – wydusił Harry przez zaciśnięte zęby.

- I stracić taką zabawę? – rzuciła przez ramię, idąc ku Grubej Damie i potrząsając biodrami nieco mocniej, niż to było konieczne.

- Dobrze, kim jestem? – spytała Ginny Grubą Damę.

- Ginny Weasley, to oczywiste.

- Kto jest prefekt naczelną?

- Hermiona Granger. Jest jakiś cel w tych pytaniach?

- A kto był prefekt naczelną, kiedy James Potter był prefektem naczelnym?

- Lily Evans. Pobrali się, wiesz? O rany… przepraszam, mój drogi. Umysł staruszki nie jest już taki sprawny jak kiedyś.

- I co? – Ginny posłała przez ramię spojrzenie, którego nie powstydziłaby się jej matka. Harry nie skulił się, ale poczuł taką potrzebę. Zmusił się do uśmiechu.

- Nic się nie stało. Przepraszam, że się na ciebie zdenerwowałem… Zadowolona? – to ostatnie skierował do Ginny.

- Jeszcze nie – odparła Ginny z uniesioną brwią. Harry znowu warknął.

- Zmusisz mnie, żebym to powiedział, prawda?

- Ano.

- Muszę to robić przy wszystkich?

- Ano – zawołały Emma, Gaby i Pursa, idealnie naśladując ton Ginny. Harry posłał Emmie mordercze spojrzenie, a ta w odpowiedzi pokazała mu język. Harry wywrócił oczami, pokonany. Wziął głęboki oddech i odwrócił się do Ginny. Spojrzał w bok, tak jak wtedy, kiedy jego matka zmuszała go do czegoś podobnego. Przeniósł ciężar ciała z pięt na palce i z powrotem.

- Dziękuję panno Weasley, że pokazała mi pani, że lepiej rozwiązywać konflikty inteligencją i rozsądkiem zamiast użycia różdżki, jak zrobiłby to mój niedorobiony ojciec chrzestny – wyrecytował jak pierwszak wyrwany do odpowiedzi przez nauczycielkę. Ginny z trudem opanowała śmiech.

- Dobry chłopiec… Widzicie dziewczęta? Każdy dupek może zostać poskromiony – powiedziała Ginny, klepiąc Harry'ego po głowie.

- Możesz mi skoczyć, Weasley!

- A mogę wybrać miejsce?

W tej chwili cała grupa pierwszaków wybuchnęła śmiechem, do którego wkrótce dołączyli Harry i Ginny.

Gruba Dama stanęła otworem i pierwszacy zaczęli wchodzić do Wieży. Harry odciągnął Emmę na bok, zanim zdążyła wejść. Przykucnął, by ich oczy znalazły się na jednym poziomie. Potem wyciągnął z kieszeni naszyjnik i zawiesił go na jej szyi. Wstrząśnięta Emma rozdziawiła usta. Nigdy nie otrzymała tak pięknego prezentu. Motyw plecionki celtyckiej otaczał elegancki kryształ. Na odwrocie odkryła herb rodowy.

- Kiedy byłem młodszy często się przeprowadzaliśmy. Dlatego tradycją w mojej rodzinie stało się dawanie prezentów dla pierwszego przyjaciela na nowym miejscu. Ty, Emma jesteś moją pierwszą przyjaciółką. Na odwrocie jest herb Rodu Potterów. To oznajmia, że jesteś przyjaciółką rodu, w razie jakby jakiś sztywniak czystej krwi sprawiał ci jakieś problemy.

Harry wziął kryształ w dłonie i spojrzał Emmie w oczy. Dziewczynka odkryła, że nie może odwrócić wzroku. Nie zauważyła, że Harry naciska na klejnot, ani że przebija swoją skórę. Kamień na chwilę zalśnił na czerwono, nim wrócił do początkowej, czystej postaci.

- Muszę iść do Sowiarni i wysłać list do przyjaciela. Powinnaś być w łóżku zanim wrócę, więc chcę ci coś powiedzieć. Jeśli kiedyś będziesz się bała albo wpadniesz w tarapaty i będziesz potrzebowała mojej pomocy, przytrzymaj to naprawdę mocno i powiedz „Niebo". To taki talizman na szczęście.

Oczy Emmy zaszkliły się, rzuciła się Harry'emu na szyję i przytuliła z całej siły.

- Ty też jesteś moim pierwszym przyjacielem – wymamrotała w jego szyję. Głaskał ją po plecach, żeby ją uspokoić. Po minucie rozluźniła uścisk i cofnęła się.

- Teraz leć do reszty przyjaciół. Zobaczymy się jutro.

- W porządku. Dobranoc, Harry – powiedziała Emma, po czym obróciła się i przeszła do Wieży Gryffindora.

- Dobranoc, skarbie – odpowiedział Harry, kiedy dziewczynka zniknęła mu z oczu. Odwrócił się, by odejść, ale został rzucony na ścianę, a Ginny wcisnęła mu różdżkę w szyję.

- Ostra jesteś.

- Widziałam, co zrobiłeś.

- Cieszę się, że jesteś na bieżąco. A teraz może zechciałabyś zabrać tę różdżkę z mojej szyi?

Harry dociskał kciuk do palca wskazującego, żeby zatamować krwawienie. Ginny złapała go za rękę i zobaczyła, że rana się zamknęła, ale na kciuku wciąż była zaschnięta krew.

- Och, wygląda na to, że się zaciąłem.

- Albo… użyłeś Magii Krwi.

- A więc to widziałaś?

- Nie zaprzeczasz?

- Wiesz, jak się tak do mnie przyciskasz, to naprawdę zaczynam się podniecać.

Ginny odskoczyła, ale nie spuszczała różdżki z Harry'ego.

- Flirciara.

- Nie zmieniaj, kurwa, tematu.

- I kto tu teraz używa inteligencji i rozsądku… jak widzę od razu do różdżki.

- Przecież lubię używać różdżki, pamiętasz?

- Zauważyłem, ale dzięki za wyjaśnienie.

- Przestań być osłem i zacznij odpowiadać na moje pytania!

- No dobra… ale musisz mnie o to poprosić twoim seksownym tonem.

- POTTER!

- I ty to nazywasz seksownym? Dobra, dobra… nie ma co się ciskać. Staram się ją ochronić.

- A niby od czego trzeba ją chronić?

- W chuja sobie lecisz?! No pomyślmy… po pierwsze jest sierotą i nie ma nikogo na tym świecie. Po drugie jest pierwszakiem z rodziny mugoli. Po trzecie wokół nas trwa pierdolona wojna, w której chodzi o status krwi. I wreszcie jest kobiecym metamorfomagiem… nie żeby takimi jak ona po kryjomu handlowano jako seksualnymi niewolnicami… Wybierz sobie coś!

Z każdym słowem Harry podchodził bliżej do Ginny. Z każdym słowem ona robiła krok w tył. Kiedy skończył, jej plecy przyciskały się do ściany, a jej różdżka znów wpijała się w jego szyję.

Intensywność w jego oczach i gniew w głosie upewniał ją, że mówi prawdę. Myślał tylko o chronieniu Emmy. Nigdy nie słyszała, żeby metamorfomagami handlowano jako seksualnymi niewolnicami, ale przy pierwszej okazji planowała o to spytać Tonks. Wyciągnęła niewłaściwe wnioski, nie zastanawiając się nad tym ani chwili. Chciała przeprosić, ale jej język nie działał. Przez chwilę mogłaby przysiąść, że zobaczyła ból w jego oczach, ale po chwili jego gniew eksplodował z nową siłą.

- Nie jestem ci winien żadnych wyjaśnień. Wierz sobie w co chcesz, Weasley!

Ruszył gwałtownie korytarzem. Oszołomiona Ginny stała oparta o ścianę. Dlaczego nie dała mu szansy na wyjaśnienie? Bo dała ją Tomowi i nie skończyło się to dobrze. Potem znów zadziałał jej weasleyowski temperament. Ruszyła za nim. Harry zdołał przebyć połowę drogi do Sowiarni, nim Ginny go dogoniła.

- Harry! Harry! Czekaj, Potter, nich cię szlag!

Harry nie wiedział czemu jego stopy posłuchały tego polecenia. Był na nią zdrowo wkurzony, znacznie mocniej niż powinien wkurzać się na kogoś, kogo dopiero co poznał. Naprawdę nie rozumiał czemu tak mu zależało na jej opinii. A dokładniej czemu tak go bolało, że pomyślała, że zrobiłby Emmie coś złego. Że w ogóle jest do czegoś takiego zdolny.

Ginny złapała go za rękę i okręciła, by stanął z nią twarzą w twarz. Była gotowa, żeby nawrzeszczeć na niego w stylu Molly Weasley. Jednak kiedy zobaczyła jego minę, słowa utknęły jej w gardle. Opuściła oczy, bo nie mogła znieść, że patrzył na nią w taki sposób.

- Przepraszam… źle cię oceniłam, przyznaję, ale musisz mnie zrozumieć. Co roku w tym miejscu dzieje się coś złego. Odruchowo oczekujemy najgorszego. Dopiero co cię poznałam i… i… - poczuła ciepłą, pocieszającą dłoń na ramieniu. Uniosła na niego wzrok.

- Ślepa wiara w kogoś, kogo dopiero co poznałaś jest luksusem, na który nie możesz sobie pozwolić – dokończył za nią Harry. Jego gniew zniknął tak szybko, jak się pojawił. Ginny z wdzięcznością skinęła głową. – Rozumiem to. Twoim pierwszym odruchem było chronienie Emmy i tak powinno być.

Ginny położyła rękę na dłoni, którą Harry trzymał na jej ramieniu i uśmiechnęła się słabo.

- Przepraszam, że tak cię rzuciłam na ścianę.

- W sumie całkiem mi się to podobało. Wiedziałem, że jednak lubisz używać rąk – znów zaczął się przekomarzać.

- Dupek – odpowiedziała Ginny. Jednak tym razem zabrzmiało to bardziej jak pieszczotliwe przezwisko niż obelga.


W następnym rozdziale:
- fragment przeszłości Ginny
- Harry i Lily mają poważną rozmowę
- konfrontacja między Ginny i Dumbledorem