Od tłumacza: Dzięki dla Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek. Zapraszam na mojego bloga „Z pierwszej półki", do którego link znajdziecie w moim profilu autora.


Rozdział 15

- Hej, Gin-Gin – Fred postanowił się odezwać, gdy trzecie odchrząknięcie nie dało efektu. – Jeśli już skończyłaś całować swojego nowego chłopaka, przydałaby nam się pomoc w szukaniu Billa.

Rudzielec zaczął się zastanawiać, czy ta dwójka w ogóle oddycha. Uznał jednak, że skoro Harry kilka chwil temu miał sporo ponad dwa metry, czarne futro i naprawdę czadowo wyglądające pazury, to zgrywanie nadopiekuńczego starszego brata byłoby śmieszne.

- Właśnie. I mogłabyś rozproszyć ten czar, ciągle na siebie wpadamy – zawtórował mu George.

- Bracia? – spytał Harry, gdy przerwali, żeby nabrać oddechu.

- Bracia - potwierdziła Ginny. Zetknęli się czołami.

- Dlaczego mam milion sprośnych myśli, kiedy tylko się do ciebie zbliżę?

- Mam na ten temat pewną teorię, ale czy możemy znaleźć najpierw mojego brata? – spytała Ginny, niechętnie odsuwając się od niego. Jeśli jej forma animagiczna przechodziła ruję, tak jak podejrzewała, wszystko stanie się nagle bardziej skomplikowane… dużo bardziej. Machnęła różdżką i bliźniacy znów stali się widzialni. Rozejrzała się i zorientowała, że wciąż otacza ich proszek ciemności. Nie miała pojęcia ile to jeszcze potrwa. Wciągnęła powietrze i wskazała miejsce na lewo od George'a.

- Tam jest. Możecie sprawić, że ten proszek zniknie, czy coś?*

- A po co go marnować? – spytał Harry. Sięgnął do podszewki prochowca, który Ginny wciąż miała na sobie i wyciągnął sporą fiolkę. Ginny wstrzymała oddech, kiedy jego dłoń otarła się o jej ciało, ale zmrużyła oczy, widząc jego szeroki uśmiech. Dupek to zrobił celowo. No to teraz zobaczysz, Potter… zobaczysz.

- Accio proszek ciemności – Harry machnął różdżką i cała ciemność poleciała ku niemu i stłoczyła się w fiolce. Kiedy zupełnie się przejaśniło, zatkał naczynie i rzucił je Fredowi.

- Dlaczego nigdy o tym nie pomyśleliśmy? – spytał Fred, chowając szklany przedmiot. – Teraz będziemy musieli poprawić recepturę. Nie chcielibyśmy, żeby Śmierciożujcy wyczaili tę sztuczkę… musimy chronić swoją reputację i tak dalej.

- Skąd wiedziałeś jak to się nazywa? – spytał podejrzliwie George.

- Wydaje mi się, że mój wujek Lunatyk złożył u was dziś rano znaczące zamówienie. Poza tym jestem Huncwotem w drugim pokoleniu… ja też muszę chronić swoją reputację.

- Chwila, Lupin to Lunatyk? – spytał George.

- W sumie to dość oczywiste, jak się o tym pomyśli – przyznał Fred, uderzając się w czoło.

- Duncan powiedział, że twoja ciocia Nimfa to auror… twój wujek Lunatyk to Lupin… Och! Zabiję ją! – warknęła Ginny.

- Nic mi nie jest, jeśli ktoś chciałby wiedzieć – odezwał się Bill, któremu Fleur pomagała się podnieść z podłogi. W miejscu, w którym trafiła go klątwa, jego koszula wisiała w strzępach. Fleur podziwiała jego nagą klatkę piersiową, która była ledwie zaczerwieniona. – Dzięki za świąteczny prezent, chłopaki. Uratował mi skórę.

- Ale wygląda na to, że został usmażony. Czekaj, naprawię – zaoferowała Ginny, ale Fleur stanęła między nimi.

- Lepij nie. Podoba mi się tehaz. Jak pihat po walce – powiedziała Fleur, przesuwając dłońmi po nagim torsie swojego chłopaka. Bill uśmiechał się głupkowato. Ginny burknęła z obrzydzeniem i wywróciła oczami.

- Witaj kociołku… - odezwał się Fred, nachylając się nad prawym ramieniem siostry.

- Tu garnek… - dodał George z prawej.

- Smolisz! – skończyli chórem. Harry nie mógł powstrzymać śmiechu.

- Odwalcie się, palanty! O co wam w ogóle chodzi?

Fred i George tylko wskazali na Harry'ego.

- Och.

To najwyraźniej wystarczyło, żeby wytrącić Billa z transu i uruchomić tryb nadopiekuńczego starszego brata. Wstał i ruszył w stronę Harry'ego. Bill przyjął na siebie rolę obrońcy swojej siostry, kiedy tylko się urodziła i traktował ten obowiązek bardzo poważnie. Ginny wiedziała, że bez niego nie poradziłaby sobie z następstwami incydentu w Komnacie. Choćby tylko dlatego zasłużył na specjalne miejsce w jej sercu i ona też była wobec niego bardzo opiekuńcza. Nie chciała, żeby Fleur złamała mu serce.

Bill był potężnym, onieśmielającym mężczyzną i mało kto potrafił wytrzymać jego spojrzenie. Miał nad Harrym przewagę wzrostu, ale nieznaczną. Ginny nie chciała, żeby wystraszył Harry'ego, bo naprawdę podobał jej się młody animag. Ale sądząc po postawie Harry'ego nic takiego się nie zdarzy.

- Czy to jest ta chwila, kiedy pytasz czy moje intencje wobec twojej siostry są honorowe? – spytał z rozbawieniem Harry.

- A są? – wycedził Bill przez zaciśnięte zęby.

- Nie do końca, ale nie mniej niż twoje wobec Promyczka*. Kiedy coś się wydarzy, to będzie ich decyzja. Jej rodzina była przy mnie, kiedy mój ojciec został zamordowany. Jest dla mnie siostrą tak samo, jak Ginny dla ciebie. To co mi zrobisz, jeśli skrzywdzę Ginny, odnosi się też do ciebie.

Przez kilka sekund dwaj mężczyźni patrzyli sobie w oczy. Bill rozważał słowa Harry'ego. Chłopak miał sporo racji. Czy mu się to podobało, Ginny nie była już małą dziewczynką i miała głowę na karku. Wyglądało na to, że wreszcie rzuciła Longbottoma. Zaufa jej osądowi. Powoli Bill wyciągnął do Harry'ego rękę. Obie kobiety odetchnęły z ulgą.

- Już? Żadnej krwi? – spytała zawiedziona Hesta, siedząca oparta plecami o ścianę. – Co za rozczarowanie.

Czerwień znaczyła drogę, którą przeczołgała się na swoje miejsce. Ginny podbiegła do niej, a tuż za nią pędził Fred. Stanął jak wryty, gdy zorientował się, że jej napierśnik został w większości zniszczony, odsłaniając nagi biust. Szybko odwrócił się, a kolor jego twarzy świetnie pasował do włosów.

Ginny i Fleur zaczęły uzdrawiać rany Hesty, na szczęście ograniczające się do stosunkowo niegroźnych rozcięć. Zbroja wspaniale spełniła swoją rolę. Przez cały czas Hesta nie odrywała oczu od Freda.

- Nic się nie bój, dzielny czarodzieju! – zawołała z uśmiechem. – Napatrzysz się na nie dziś w nocy, ale ostrzegam, ze jestem wymagającą kochanką.

Ginny zebrała całą siłę woli, by nie wybuchnąć śmiechem. George jednak nie krępował się i pękał ze śmiechu.

- O co tu chodzi? – spytał Bill, dołączając do braci.

- Muszę usłyszeć tę historię – Harry stanął obok nich, również zainteresowany. George opowiedział co wydarzyło się wcześniej. Trzeba przyznać, że Bill i Harry zdołali zachować poważne miny.

- Moim zdaniem masz tylko jedną możliwość – powiedział Bill Fredowi.

- Tak, będziesz się musiał z nią przespać – dodał Harry.

- Co?

- Dla niej to sprawa honoru. Nie jest to może Dług Życia czy coś takiego, niemniej jednak… - stwierdził Bill i mrugnął po kryjomu do Harry'ego.

- Wynagradza twoją odwagę własnym ciałem. Odmowa byłaby najwyższą obrazą dla niej i dla jej ludu – uzupełnił Harry, mrugając do Billa, by dać mu znać, że będzie współpracował. – A poza tym kiedyś będziesz siedział na werandzie i opowiadał tę historię wnukom. Pomyśl sobie, że wtedy będziesz mógł im powiedzieć: „Pewnie, że ją zaliczyłem!".

Ginny z uśmiechem patrzyła, jak Harry zachowuje się w towarzystwie jej braci. Zupełnie jakby znali się całe życie. Jakby w jej rodzinie zawsze było miejsce, które czekało właśnie na niego. Poczuła, jak po jej ciele rozlewa się ciepło.

- Hej! – zganiła ich na głos. – O czym wy palanty gadacie?

Popatrzyli po sobie i odpowiedzieli chórem:

- O seksie!

A potem kontynuowali rozmowę przyciszonymi głosami. Ginny popatrzyła na Fleur i uśmiechnęła się:

- Chłopci na zawszi zostają chłopcami.

- Promyczek, co? – spytała z humorem Ginny. Zaczynała żałować, ze wcześniej była dla niej taka niemiła.

- 'Arri zawszi tak na mnie mówi – odparła Fleur. – Co mogi powiezieć? Przyjęłi się.

- Przepraszam, że byłam dla ciebie taka niemiła. Po prostu… po prostu…

- Trochę opiekunicza wobec stahszigo bhata?

- Tak, chyba o to chodzi. Nie skrzywdź go tylko, dobra?

- A ty 'Arrigo.

- Umowa stoi? – spytała Ginny, wyciągając rękę.

- Stoi – Fleur uścisnęła podaną dłoń z uśmiechem.

Drzwi wiodące do skrytek stanęły otworem i wyłoniła się z nich duża grupa ludzi i goblinów. Prowadził ich dyrektor Ragnok. Za nimi maszerowała czwórka goblinów, które niosły coś, co z daleka wyglądało na dziecko. Klienci Gringotta pospiesznie czmychnęli z banku i wkrótce pozostały jedynie gobliny.

- Lordzie Potter, raz jeszcze przybył pan na pomoc mojemu ludowi w potrzebie – powiedział ciężkim głosem Ragnok. – Upewniliśmy się, że nikt nie tknął pana skrytki, ale muszę poinformować z żalem, że pański skrzat domowy poświęcił się, by nas uratować.

Ginny wrzasnęła, widząc, że gobliny niosą ciało Duncana. Nie mogła znieść myśli, że przyczyniła się do jego śmierci. Harry podbiegł i przejął Duncana od goblinów. Potem powoli i ostrożnie złożył go na podłodze.

- Harry, tak mi przykro – powiedziała Ginny. – Nie miałam pojęcia, że tak go to obciąży, inaczej nigdy bym mu tego nie rozkazała. Przysięgam.

Nawet jeśli usłyszał jej słowa, nie okazał tego. Zamknął oczy i położył dłoń na nieruchomej piersi Duncana.

- Jak dawno?

Głos Harry'ego był znacznie spokojniejszy niż Ginny. Jednak kiedy nikt nie odpowiedział, Harry ryknął:

- JAK DAWNO, KURWA?!

Niemal wszyscy podskoczyli.

- Niemal pięć minut temu, Lordzie Potter – odrzekł Ragnok.

Jednym płynnym ruchem Harry rozerwał koszulę Duncana i odsłonił jego nagą pierś.

- Potrzebuję srebrny sztylet – polecił Harry.

- 'Arri, nie! Nie tu… nawet twój tytuł cię nie ochhroni – zaprotestowała Fleur.

- Promyczku, proszę – spokojny głos Harry'ego najwidoczniej ją przekonał, bo wzięła głęboki oddech i sięgnęła pod szatę. Tak jak w przypadku płaszcza Harry'ego, jej ręka zniknęła w nicości i wyłoniła się parę sekund później z długim zakrzywionym sztyletem ceremonialnym. Wręczyła go mu drżącymi rękami.

Harry przeciągnął nim po otwartej dłoni. Potem ułożył ją na kształt miski, żeby zebrała się na niej mała ilość krwi. Zanurzył w niej palec i zaczął rysować runy na ciele Duncana. Bill usiłował odciągnąć Ginny, ale ona odepchnęła brata.

Harry zaczął wygłaszać rytmiczną inkantację w nieznanym języku. Krew na Duncanie i na jego ręce zaczęła jaśnieć. Harry przycisnął swoją naciętą rękę do piersi Duncana i pozwolił swojej magii wpływać w skrzata.

- Krew i magia pana, ofiarowana słudze. Niech życie i miłość się odrodzą – wyszeptał Gryfek.

- Krew i magia pana, ofiarowana słudze. Niech życie i miłość się odrodzą – powtórzyła Hesta bardziej stanowczo. Potem wszystkie gobliny opadły na jedno kolano i zaczęły skandować te słowa. Weasleyowie rozejrzeli się zdumieni po pomieszczeniu. Ale ich wysiłki nie przynosiły efektu, jedynie Harry zaczynał blednąć od utraty krwi. Potem Ginny przypomniała sobie co powiedział jej Duncan. Chwyciła sztylet i nacięła własną dłoń. Bill rzucił się w jej stronę, ale Fleur go odciągnęła.

- Bill, nie. Jeśli przehwisz rhytuał oboi mogą umrzić!

Ginny powiodła własną krwią po runach, a potem położyła naciętą dłoń obok dłoni Harry'ego.

- Co ty wyrabiasz? – wyszeptał do niej.

- Duncan powiedział, że kiedy kazałeś mu wypełniać moje rozkazy, uczyniło to mnie jego panią. To ja wydałam rozkaz. To mój obowiązek, by naprawić konsekwencje – Ginny wzięła głęboki oddech i zebrała się w sobie. - Krew i magia pani, ofiarowana słudze. Niech życie i miłość się odrodzą.

Kiedy tylko wymówiła te słowa, ciało Duncana drgnęło gwałtownie. Jego oczy otworzyły się i skrzat łapczywie wciągnął powietrze. Duncan promieniował magią tak jasną, że ciężko było na niego patrzeć. Kiedy blask wreszcie przygasł, jedno oko skrzata było zielone, drugie brązowe.

- Moja pani… moja pani… co moja pani zrobiła? – spytał Duncan, ale zanim zdołała odpowiedzieć, hall wypełnił nowy głos.

- Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem – rzekł minister Magii.

- Czy to była Magia Krwi? To było takie… czyste – dodała Amelia Bones.

- To właśnie Magia Krwi w swoim pierwotnym użyciu zanim mroczni ludzie o zgniłych sercach skazili ją, by służyła ich własnym, okrutnym celom – odezwała się Sasha Desory, wchodząc za nimi. Wszystkie oczy zwróciły się na przepiękną sukkub. Jej długie kręcone włosy spływały na jej gładkie plecy dokładnie pomiędzy parę skrzydeł, podobnych do nietoperza, a jednocześnie jakimś cudem kobiecych. Pukle opadały jej aż do połowy uda. Długi cienki ogon kołysał się z boku na bok, jakby żył własnym życiem. Pełne głębi fioletowe oczy wbiły się w Ginny, ale ona nie zachwiała się pod przeszywającym spojrzeniem. Pełne, krwistoczerwone usta Sashy skrzywiły się w uśmiechu uznania. Jej spojrzenie zmiękło, kiedy zerknęła na Harry'ego, a potem zwróciła się ku Ministrowi.

- Niezależnie od tego Magia Krwi jest… jest niele… nielegalna… - oczy Rufusa Scrimeoura zamgliły się na ułamek sekundy, a jego umysł zaczął zwalniać. Jednak dzięki swojemu treningowi aurora zdołał się skupić. Wiedział, że nie należy patrzeć sukkubowi w oczy, ale nie mógł się powstrzymać. Sasha uniosła brew. Ten ma silny umysł… to dobrze, lubię wyzwania.

Poruszyła głową na tyle, że jej jedwabiste włosy rozsunęły się, ujawniając nieskazitelną, kremową skórę jej szyi. Minister nieświadomie zwilżył usta. Shasha podała mu rękę, a on ucałował wierzch jej dłoni, nie przerywając kontaktu wzrokowego.

- Owszem, ma pan rację, Ministrze Scrimgeour, ale tak samo nielegalna jest moja obecność w tym miejscu. Czyż nie jestem niezasłużenie określna przez pański rząd jako… mroczny stwór? – głos Sashy był miękki i uwodzicielski. Przesunęła dłonią po swojej szyi od ucha do obojczyka i Ministrowi nagle zaschło w gardle.

- Proszę mówić mi Rufus.

- Jesteś niezwykle uprzejmy. Ja nazywam się Sasha i jestem Matriarchinią Klanu Desory.

Sash dygnęła powoli, starannie eksponując i tak gigantyczny dekolt w swojej skąpej bluzce. Kilku samców, zarówno ludzki jak goblinich, przełknęło ciężko ślinę. Harry pokazał Ginny, że daje Ministrowi góra dwie minuty. Uniosła brew i pokazała w odpowiedzi minutę. Uścisnęli sobie dłonie, przypieczętowując zakład.

- Przybyłyście nam na ratunek w potrzebie. Stworzenia tak piękne i altruistyczne nie powinny być uznawane za mroczne stwory.

- Być może to pora na zmiany dla mojego i twojego ludu? – Sasha zamachała na chwilę skrzydłami. Rufusa owionął kuszący zapach feromonów.

- To oszustwo – wyszeptał Harry. Natychmiast został wynagrodzony piekącym uderzeniem w tyłek przez ogon sukkuba.

- Zapomniałem już jak to piecze, kiedy ona tak robi – burknął Harry. Nie zauważył, jak Ginny opada szczęka.

- Wydaje mi się, że masz rację – odpowiedział Scrimgeour. – Czy zechciałabyś się pochylić nad nimi ze mną?

Sasha przysunęła się do Ministra i wyszeptała mu do ucha.

- Kiedy atrament wyschnie i magia zadziała, pochylę się… przed tobą.

- W takim razie dołożę starań, żeby przeprowadzić odpowiednie zmiany.

Amelia odwróciła się, by ukryć uśmiech. Nigdy nie podobało jej się traktowanie sukkubów przez czarodziejski świat. Większość czarownic czuło się onieśmielonych albo zazdrosnych o ich urodę, co doprowadziło wieki temu do sklasyfikowania ich jako mrocznych stworów. Na początku jej kariery aurora jedna z sukkubów uratowała Amelii życie i od tej pory Madam Bones nauczyła się kim naprawdę są. Nie mogła mieć za złe Sashy, że korzysta z każdego dostępnego środka, żeby zapewnić swojemu ludowi lepsze życie. Prawie było jej żal Ministra… prawie. Biedny dupek nie miał szans.

- Chciałabym, żeby lord Potter stał się głosem mego ludu w Wizengamocie. Proszę cię również, żebyś okazał jemu i jego… małej przyjaciółce zrozumienie i współczucie. Choć ich czyn był nieprzemyślany i impulsywny, ich intencje były czyste.

- Cóż… skoro to ich pierwsze wykroczenie, a użyta magia była uzdrawiająca, nie widzę powodu dla którego miałaby nie wystarczyć grzywna.

Rufus nie był głupcem. Zdarzało mu się wcześniej zacierać poważniejsze przestępstwa. Choć nienawidził niektórych Lordów, takie były reguły tej gry. Potrzebował Pottera po swojej stronie. Ten wysoki, młody Lord i jego ojciec chrzestny kontrolowali obecnie 45% głosów w Wizengamocie. A po oczyszczaniu Ministerstwa był niemal pewien, ze ta dwójka dysponuje bezwzględną większością. A sądząc po dzisiejszym pokazie Huncwotów, ta organizacja była siłą, z którą należało się liczyć. Tu chodziło o przetrwanie. Oczywiście jeśli chodzi o noc z sukkubem… wygląda na to, że Gwiazdka będzie w tym roku wcześniej.

- Twoja dobroć nie zna granic podobnie jak i moja wdzięczność w tej sprawie – zamruczała Sasha, a Ginny potrząsnęła głową. Choć nie podał jej się komentarz o „małej przyjaciółce" ani znajomość Sashy z Harrym, nie mogła zaprzeczyć, że sukkub wyciągnęła ich z poważnych tarapatów. Potter, będziesz się musiał wytłumaczyć.

Harry pomógł Ginny wstać i wziął ją za rękę. Przeciągnął różdżką po jej ranie, a ta natychmiast się zaleczyła. Ujęła jego dłoń i odwzajemniła się tym samym. Zapadła między nimi dziwna cisza. Nie do końca niezręczna, ale dająca do zrozumienia, że oboje wiedzą, że muszą porozmawiać.

- Lordzie Potter, Armia Goblińska jest do pana dyspozycji. Staniemy razem z panem i Ministerstwem. Ten pretendent chcący być Czarnym Panem pożałuje dnia, w którym wytoczył goblińską krew – powiedział dyrektor Ragnok, przerywając ciszę. Minister Magii utwierdził się w przekonaniu, że podjął słuszną decyzję. Sytuacja się zmieniała i lepiej płynąć z prądem niż dostawać nim w twarz.

Sasha obróciła się do Harry'ego i wręczyła mu srebrną fiolkę z mieniącą się srebrną zawartością.

- Myślę, że obejrzysz to z przyjemnością – wyszeptała mu do ucha, ale Ginny, dzięki swoim zmysłom animaga, usłyszała każde słowo. Nie opanowała jeszcze w pełni transformacji, ale jej zmysły z każdym dniem stawały się coraz bardziej wyczulone. Nie podobało jej się, że Sasha cały czas patrzyła Ginny w oczy. Najmłodsza z Weasleyów nieświadomie odsłoniła kły, na co sukub odpowiedziała mrugnięciem i pocałowaniem Harry'ego w policzek.

- Zachowuj się – skarcił ją Harry, na co ona odpowiedziała:

- Myślałam, że lubisz jak jestem niegrzeczna?

Harry cieszył się, że Ginny nie wiedziała, gdzie zawędrował ogon Sashy. Gdyby to zauważyła, nie byłby w stanie jej powstrzymać.

- Jego mała przyjaciółka nazywa się Ginny Weasley, miło mi cię poznać – powiedziała Ginny, wchodząc między nich i podając Sashy rękę. Jej uścisk był mocniejszy niż można by się spodziewać po jej drobnej posturze. Sasha uśmiechnęła się, rozumiejąc komunikat wysyłany przez młodszą kobietę.

- Wątpię, moja Ognista Alfo… wątpię – odpowiedziała Ginny, a potem skinęła Harry'emu głową i odeszła.

- Brianna wysyła pozdrowienia – rzuciła jeszcze przez ramię, gdy wychodziła z budynku, kołysząc biodrami nieco mocniej, niż, w opinii Ginny, było to konieczne.

- Pozdrów ją ode mnie – odpowiedział z czułością Harry, ale ona już zniknęła im z oczu.

- Potter, jak wrócimy, będziemy musieli sobie długo i poważnie pogadać. A że zacytuję twoją mamę: jaja… najwyższa wieża – powiedziała Ginny, stając twarzą w twarz z Harrym.

- Wiesz, że w twoich ustach brzmi to jak zapowiedź gry wstępnej? – spytał Harry z humorem.

- Dupek.

- Flirciara.

- Nie chciałabym przeszkadzać w waszej jakże interesującej sprzeczce, ale potrzebuję kilku chwil na osobności z panną Weasley. Może w pustym biurze? – spytała Amelia Bones. Młoda kobieta skinęła głową i podążyła za nią, ale najpierw pokazała dwoma palcami na swoje oczy, a potem na Harry'ego. Ten posłał jej całusa, na co ona zmarszczyła brwi. Harry odparował zuchwałym uśmiechem, który za każdym razem sprawiał, że jej krew zaczynała krążyć szybciej. Uśmiechnęła się jednak dopiero, kiedy odwróciła się do niego plecami. Będę z nim miała pełne ręce roboty.

- Co jest takiego w łobuzach co sprawia, że serce dziewczyny bije odrobinę szybciej? – odezwała się Amelia, wiodąc Ginny do pustego biura.

Do banku weszli Lily z Syriuszem. Syriusz podszedł porozmawiać z Ministrem, a Lily poleciła Harry'emu gestem, żeby poszedł za nią. Za rogiem, z dala od wścibskich oczu, rzuciła się synowi na szyję. Zamknęła swoje jedyne dziecko w mocnym uścisku. Harry czuł jak jego mama dygocze. Kiedy odzyskała kontrolę nad oddechem, zaczęła przeciągać dłońmi po całym ciele w poszukiwaniu obrażeń, zupełnie jak wtedy, kiedy był dzieckiem. Harry nauczył się to akceptować. Taka już po prostu była i martwiła się, póki nie upewniła się, że wszystko z nim w porządku. Harry zdjął jej maskę i starł łzy z policzków.

- ORKI! MUSIAŁEŚ SAM SZARŻOWAĆ NA PIEPRZONE ORKI? – wrzasnęła Lily, uderzając go raz za razem. To też nauczył się przyjmować. Potrzebowała rozładować nagromadzone emocje, poza tym nie biła za mocno. Po chwili ukryła twarz na jego piersi i powiedziała: - Czy ty chcesz mnie do grobu wpędzić?

Harry uniósł jej brodę, by spojrzeć w lustrzane odbicie własnych oczu.

- Wskoczyłaś do ścieku pełnego trolli bez wsparcia.

To co przemilczał sprawiło, że ciężko jej było oddychać.

- Fakt – Lily skłoniła głowę, przyznając mu rację. Cisza była ogłuszająca. W końcu Harry ucałował mamę w czubek głowy, a ona znów przytuliła go z całej siły. Stali tak przez dłuższą chwilę. Syriusz czekał na straży w dole korytarza, by zapewnić im prywatność.


- Jak myślisz, powinniśmy zaprosić Pottera, żeby wstąpił do GD? – spytała Hermiona na ułamek sekundy nim Ron zdołał zabrać się za swoją kolację. Wiedziała, że jak już zacznie, musiałaby tańczyć wokół niego nago, żeby się oderwał od talerza. Jeśli chodziło o jedzenie to jej chłopak był niezwykle skupiony, do granic obsesji. Winiła za to jego mamę. Naprawdę szkoda, że nie potrafił się z tak ślepym zaangażowaniem poświęcić nauce, ale gdyby tak robił, nie byłby jej Ronem. Podobał jej się taki, jaki był, mimo że stanowili krańcowe przeciwieństwa. Kiedy była młodsza koszmarnie ją to irytowało, ale teraz rozumiała, że właśnie siebie nawzajem potrzebowali.

Mugole powiedzieliby, że jego życiowa mądrość uzupełnia jej książkową inteligencję. Jej powagę równoważyła jego kapryśna natura. Była dumna, że potrafi zdobyć się na pełny ogląd sprawy, ale to dzięki Ronowi potrafiła zauważyć niezbędne detale. Pewnie to właśnie dzięki temu był taki świetny w szachy. Jej zdaniem byli idealnymi partnerami, choć jako pierwsza przyznawała, że nad jego manierami przy stole należałoby mocno popracować.

Jeśli ktoś powiedziałby jej, że kiedy obudzi się po petryfikacji zastanie przy swoim łóżku zalanego łzami Rona, uznałaby, że to szaleniec. Jednak dokładnie to się stało. Otworzył przed nią swoje serce i rozmawiali tamtego dnia przez wiele godzin. Dotarł do jej duszy w stopniu, w jakim nikomu wcześniej się to nie udało. Nie żeby przestali się kłócić. Zdarzało im się to dość często i Hermiona podejrzewała, że nic się w tej kwestii nie zmieni. Chociaż ostatnio przypominało to raczej grę wstępną… nie żeby miała coś przeciwko.

- Przepraszam, mówiłaś coś, kochanie?

- Spytałam czy myślisz, że powinniśmy zaprosić Pottera, żeby wstąpił do GD?

- A skąd mam wiedzieć? Nawet nie znam ziomka – odpowiedział nieuważnie Ron.

- Jak to nie znasz? Przecież śpicie w jednym dormitorium, palancie.

- A gdzie spędziłem ostatnią noc?

- A. Racja.

- Cieszę się, że pamiętasz.

- Nie pyskuj albo przez resztę roku będziesz spał we własnym łóżku.

- Jasne, bo ty jesteś wzorem wstrzemięźliwości. Nie wywracaj mi tu oczami. Wczorajsza noc to był twój pomysł nie mój.

- Nie zmieniaj tematu, Weasley.

- No tak, Potter i GD… jakbyśmy potrzebowali kolejnego Lorda sztywniaka, żeby nam wszystkim rozkazywał.

- Mi tam się wydawał całkiem w porządku. Nawet rzucił do mnie wczoraj mugolskim żarcikiem, a poza tym pomógł tej pierwszaczce. Jego mama to mugolak, więc podejrzewam, że nie obchodzi go status krwi. Słyszałam, że jego mama jest genialna w Eliksirach i Zaklęciach. Jego chrzestny to nasz nauczyciel Obrony. On nie chodzi na żadną z tych lekcji, więc założę się o moje figi, że nauczyli go dużo więcej niż my tu się dowiadujemy. Na miłość Merlina, jeśli Prorok Codzienny ma rację, skopał wczoraj porządnie dupy kilku Śmierciożercom. Jeśli Sam-Wiesz-Kto naprawdę zabił jego tatę, jestem prawie pewna, że nie będzie w ekipie Malfoya. Przedostał się przez osłony tego zamku, ma gdzieś durną rywalizację między domami i nie przestraszył się wczoraj Dumbledore'a. Czekaj, o czymś zapomniała. A, racja… zabił pieprzonego bazyliszka! Nie, właściwie nie wiem czemu mielibyśmy go zaprosić do GD.

- Nie musisz walić we mnie tłuczkiem, Hermiono. Szczerze mówiąc nie podoba mi się, że tak dużo o nim myślisz.

- Zazdrosny?

- A powinienem być?

- O mnie nie musisz się martwić, ale on chyba podoba się twojej siostrze.

- Zauważyłem. Tak w ogóle to gdzie ona jest? Na obiedzie też jej nie było.

- Poszła z nowym uczniem na Ulicę Pokątną po jakieś szkolne materiały.. na pewno nic jej nie jest. Co by się jej mogło stać?

Jak na komendę usłyszeli ryk zbliżającego się motocykla Harry'ego. Lily i Syriusz spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się. Wiedzieli, że nie spieszył się z powrotem specjalnie żeby wkurzyć Dumbledore'a. Sądząc po minie starca, poszło mu rewelacyjnie. Nim dotarła do niego wieść o ataku na Ulicę Pokątną, oboje byli już z powrotem w zamku, więc nic się nie wydało.

Wszyscy ranni zostali wysłani do Świętego Munga, a naprawa zniszczonych w ataku budynków już trwała. Co ciekawe niewiele było ofiar śmiertelnych. Oczywiście nie licząc Śmierciożerców. Voldemort wezwał Snape'a, który jeszcze nie wrócił. Minister utajnił wydarzenia z Ulicy Pokątnej i odcinał się od Dumbledore'a. Jego informatorzy w Ministerstwie celowo byli odsuwani od wszystkiego. Jedyną dobrą wieścią było przydzielenie auror Nimfadory Tonks do Hogwartu. Starzec planował z tego skorzystać.

Harry i Ginny weszli razem do Wielkiej Sali. Ona wciąż miała na sobie jego prochowiec i szczerzyła się od ucha do ucha. Dumbledore w mgnieniu oka zerwał się na nogi i ruszył w ich stronę. Harry nachylił się i wyszeptał Ginny do ucha:

- To jak, Flirciaro, jesteś gotowa zacząć rozróbę?

- Już zaczęłam, Dupku.

Ginny złapała Harry'ego za tył głowy i przycisnęła usta do jego warg w najbardziej śmiałym pocałunku jaki Hogwart widział w swojej historii. Gwizdy i sprośne okrzyki wypełniły Wielką Salę, gdy jedna z nóg Ginny oplotła Harry'ego w pasie. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny i para nie zwracała uwagi na to, co dzieje się wokół nich. Ich języki zwarły się w walce o dominację. Ginny zanurzyła palce w jego włosach i zacisnęła pięść, a on podłożył dłonie pod jej pośladki, by mogła objąć go jeszcze drugą nogą. W bezczelny gryfoński sposób pokazali wszystkim, że należą do siebie nawzajem.

- Co ty do cholery wyrabiasz, Ginny?! – Neville zerwał się na równe nogi.

Ginny obrzuciła go lodowatym spojrzeniem i odpowiedziała słodko:

- Wymieniam na lepszy model, a co myślałeś?


Słowniczek:

Możecie sprawić, że ten proszek zniknie – to zdanie z dedykacją dla FrejaAleeera1 ;)

Promyczek – w oryginale „Moonbeam" czyli „promień księżyca".


W następnym rozdziale:
- reakcje Neville'a i Dumbledore'a
- Emma poznaje Harry'ego z Daphne
- Lily i Ginny odbywają niezwykle niezręczną rozmowę