Od tłumacza: Dzięki dla Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek. Zapraszam na mojego bloga „Z pierwszej półki", do którego link znajdziecie w moim profilu autora.


Od autora: Zaskoczyły mnie bardzo zróżnicowane interpretacje tego, co napisałem. W związku z tym postaram się wyjaśnić pewne kwestie, które mogły zostać opacznie zrozumiane. Niektórzy z Was oburzali się na reakcję Ginny na Sashę. Pamiętajcie, to szesnastoletnia dziewczyna z całym emocjonalnym bagażem z tym związanym. Do tego musi sobie radzić ze swoimi pierwotnymi instynktami, wywołanymi przez bycie animagiem. Chce bronić swojego terytorium, szaleją jej hormony i jest w rui. Jeszcze nie do końca sobie z tym radzi. Wydaje mi się, że jej reakcja była naturalna. Nigdy nie byłem 16-letnią dziewczyną, więc jedynie zgaduję. W każdym razie okażcie jej trochę więcej zrozumienia.

Co do rytuału Magii Krwi, który odprawił Harry, to jeśli wyglądało to na nekromancję, to bardzo przepraszam. Wymyśliłem to kompletnie z niczego i nie mam pojęcia o nekromancji. Dla tych z Was, którzy chcieli wielkiej walki między Greybackiem i Harrym: dostaniecie ją. Chcę jednak, żeby była pełnia, żeby obaj mogli być w pełni sił. Teraz jedziemy z dalszym ciągiem historii. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.


Rozdział 16

- ZABIERAJ SWOJE BRUDNE ŁAPSKA OD MOJEJ WŁASNOŚCI, POTTER! – ryknął Neville i wyciągnął różdżkę, ale szybko się zorientował, że różdżki Harry'ego i Ginny są wycelowane w niego. Niezły wyczyn, biorąc pod uwagę, że ona wciąż oplatała go nogami i zaciskała palce jednej ręki na jego włosach, a on jedną dłonią podtrzymywał jej pośladki. Nieświadoma osoba pomyślałaby, że są po prostu szybcy. Jednak Albus Dumbledore wiedział lepiej.

Jeszcze zanim zaczęli się całować, Harry ustawił swoje ciało tak, by częściowo znaleźć się między Nevillem i Ginny. Oboje mieli już w rękach przygotowane różdżki. Mogło to wyglądać na impulsywne działanie, ale tak naprawdę starannie wszystko zaplanowali. Świetnie wiedzieli jak zareaguje Neville. Ginny znała go za dobrze. Jej komentarz uderzył we wszystkie słabe punkty Longbottoma: duma, arogancja i chciwość zostały zaatakowane za jednym zamachem. Trochę publicznego upokorzenia i jego temperament w mgnieniu oka pokonał zdrowy rozsądek. Jakie to ślizgońskie. Dumbledore był pewny, że to sprawka Pottera.

- Mam czas do siedemnastych urodzin i zamierzam cieszyć się każdą pozostałą sekundą – zełgała Ginny. Jej rozmowa z Madam Bones była bardzo ciekawa. Po dłuższej dyskusji ustaliły plan działania, który najlepiej będzie pasował do ich celów. Przy odrobinie szczęścia do końca roku Neville i Dumbledore wylądują w Azkabanie. Musieli tylko sami ukręcić na siebie pętlę, jak głosiło jedno z mugolskich porzekadeł Harry'ego, do których Ginny zaczynała się przyzwyczajać. Jeśli tego nie zrobią, Harry przejdzie do planu B. Ginny wiedziała, że jej nowy chłopak chciał zacząć od planu B, ale wiedział, że to jej sprawa i szanował ją na tyle, żeby podążyć za jej przewodnictwem.

Neville przeżył wstrząs, widząc wycelowane w siebie różdżki. Zawsze mógł ciskać klątwy w kogo tylko chciał i nic mu nie groziło, bo sprawca odwetu ryzykował gniew Dumbledore'a. Dyrektor Hogwartu doprowadził do uchwalenia prawa, które głosiło, że atakowanie ostatniego Lorda z linii Rodu było aktem rodobójstwa. Niestety Potter również podpadał pod ten akt.

- NATYCHMIAST OPUŚĆCIE RÓŻDŻKI! – zagrzmiał Dumbledore maszerując ku trójce młodych ludzi. Neville zerknął na niego szybko. Dyrektor wyciągnął różdżkę i chłopak wiedział, ze starzec go poprze, więc odprężył się nieco. Potem dostrzegł, że profesor Potter i profesor Black również wyjęli różdżki. To się mogło źle skończyć. Wiedział, że musi odzyskać trochę utraconego szacunku. Czas sprawdzić, jak Potter zareaguje na mowę węży.

- Zapłacisz za to, Potter – przemówił powoli i jadowicie, pewien, że przerazi Harry'ego i Ginny. Udało mu się to tylko częściowo. Ginny poczuła dreszcz, jak zwykle. Przywoływało to wspomnienia Komnaty, a Neville w swoim pokręconym umyśle uznał, że trzeba jej przypominać o jej Długu Życia. Jednak reakcji Pottera się nie spodziewał.

- Ty tak poważnie? Syczysz na mnie? Co ty, pięć lat masz? Syk, syk i syk i jeszcze raz syk, ty okropny – Harry starał się nie śmiać z groteskowości tej groźby. Rozejrzał się wokół i zorientował się, że większość uczniów zbladła jak trupy, w tym Ginny. Wiedział, że musi przełamać tą władzę, którą Neville ma nad nimi. – Ludzie, jaja sobie robicie? To jest dźwięk, którym się straszy wrogów? Pokażę wam, jak to się robi.

Harry odwrócił się do Neville'a i uśmiechnął się drapieżnie, na tyle, żeby pokazać Longbottomowi kły i pozbawić go zimnej krwi.

- RRRRAAAWRRRRRR! – zaryczał Harry jak pantera, a wszyscy poza Lily i Syriuszem aż podskoczyli. Jednak to reakcja Neville'a zaskoczyła go najbardziej.

- Dzięki, że pomogłeś mi dowieść moich racji, Neville – powiedział Harry, wskazując na spodnie Longbottoma.

- Bleee! Ależ to będzie swędzieć jak wyschnie – dodała Ginny, co wywołało wybuch śmiechu i wystarczyło, żeby Neville umknął z Wielkiej Sali z podkulonym ogonem.

- To jeszcze nie koniec, Potter! – wrzasnął przez ramię umykający Wybraniec.

- Dlaczego oni to mówią zawsze, kiedy wszyscy wiedzą, że to JEST koniec? – spytał Harry. Ginny z wysiłkiem powstrzymywała chichot, ale większość Wielkiej Sali nawet nie próbowała.

- CISZA! – zagrzmiał Dumbledore. Harry i Ginny wywrócili oczami i odwrócili się do dyrektora. – Panie Potter, czy to było naprawdę konieczne? – jego głos ociekał niechęcią.

- Owszem, było – odparł Harry, jeszcze bardziej pogardliwie niż dyrektor. – Jakby pan zapomniał, trwa wojna. Ja nie wierzę w dawanie moim wrogom jakiejkolwiek przewagi. Powinien pan to wpajać swoim uczniom odkąd on wrócił do sił.

- Nie będziesz mnie pouczał!

- Trochę podminowany odrobiną konstruktywnej krytyki? Może powinien pan pomyśleć o emeryturze? Nie jest pan już młodzieniaszkiem.

Lily musiała ukryć twarz za zasłoną rudych włosów. Zakryła usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem na głos. Syriusz położył ramię na jej barku, by utrzymać w miejscu jej podrygujące ramiona. Żałował tylko, że nie widzi twarzy starego pierdziela. Harry będzie mu później musiał pokazać to wspomnienie. To będzie bezcenne.

- Przypomnij sobie, kto tu jest uczniem, chłopcze – warknął Albus na Harry'ego. – Nie jesteś moim kolegą!

W głębi duszy Harry pękał ze śmiechu. Chyba nie mogłeś mi tego bardziej ułatwić, starcze.

- Twój… Wybraniec właśnie uciekł z Sali po tym jak naszczał w gacie. Pomyślałby kto, że po tym całym twoim treningu nie będzie taki strachliwy. Ale masz rację w jednym. Nie jesteśmy kolegami ani przyjaciółmi, a już na pewno nie jesteśmy równi, starcze. Od tej pory będziesz się zwracał do mnie „Lordzie Potter". W przeciwieństwie do twojego chłopaczka, ja zasłużyłem na mój tytuł. W zamian nie będę mówił do pana na „ty", będę pana tytułował „dyrektorem" i zrobię co w mojej mocy, żeby tolerować pana ekscentryczne metody. Ostrzegam jednak, że nie będę tolerował ani przez moment, i jestem pewien, że Rada Nadzorcza zgodzi się ze mną w tym punkcie, pańskiego jawnego faworyzowania dla… jak on się nazywał, Ginny? A, Wysrańca.

- Tak, zawsze najbardziej lubiłam ten tytuł, kochanie – Ginny uśmiechnęła się do niego promiennie.

- Bo bardzo ładnie brzmi – Harry mrugnął do niej.

- A ilu Czarnych Panów pokonałeś?

- Proszę, obaj wiemy, że Neviś był tylko narzędziem jego zniszczenia. To bezinteresowne poświęcenie Alicji Longbottom pokonało Tomusia.

Dumbledore gwałtownie zerknął na Ginny, gdy nagle zorientował się, jak wiele Potter dowiedział się podczas swojego krótkiego pobytu w tym miejscu. Ginny jedynie z uśmiechem wzruszyła ramionami. Podobało jej się, jak Dumbledore musiał się wić.

- Nie tak głośno! – warknął stłumionym głosem Dumbledore. – Nie bez powodu ta wiedza nie jest powszechna.

- Tak, trzymajmy masy w ciemnocie. Znacznie łatwiej ich kontrolować i manipulować nimi, kiedy nie mają wszystkich informacji niezbędnych do podjęcia decyzji. Ja jednak wyciągnąłem wnioski z błędu mojego ojca. Czyżby zapomniał już pan, do czyjego domu tamten skurwiel przyszedł najpierw tamtej nocy?

Ginny gwałtownie wciągnęła powietrze słysząc słowa Harry'ego, podobnie jak większość uczniów w Wielkiej Sali. Do Dumbledore'a dotarło, że to zapewne nie czas i miejsce na tę rozmowę. Potrzebował szybko odzyskać kontrolę nad sytuacją.

- Ha… Lordzie Potter, musi pan zrozumieć, że niektórzy mogą użyć tych informacji do mrocznych czynów.

- Wydaje mi się, że niektórzy już to zrobili.

- Będziemy kontynuować tę rozmowę w moim biurze, gdzie omówimy karę, którą poniesie pan i panna Weasley za dzisiejszą nieobecność na zajęciach – potem Dumbledore zwrócił się bezpośrednio do Ginny: - Twoja matka byłaby nadzwyczaj zawiedziona, gdyby dowiedziała się, że twoje stypendium zostało cofnięte.

- Może pan sobie wziąć to tak zwane stypendium i wsadzić w swoją starą, pomarszczoną…

Harry powstrzymał ją spojrzeniem, nim zdołała dokończyć to zdanie. Popatrzyła na niego spode łba, ale spróbowała się opanować.

- Nie może być tak, że tylko ty masz zabawę.

- Cholera, ale jesteś seksowna, jak tak robisz.

Ginny klepnęła go lekko w tył głowy.

- Skup się, Dupku.

- Flirciara.

- Później.

- A żebyś wiedział, że później – Ron próbował wstać, ale Seamus z Deanem złapali go za ramiona i siłą posadzili z powrotem na krześle.

- Zostaw, stary, zobaczymy co będzie dalej – powiedział mu Dean.

- Niespecjalnie masz podstawy, żeby zgrywać obrońcę moralności – dodał Seamus. Hermiona ostrzegawczo pogroziła mu palcem i Irlandczyk wyraźnie oklapł. Dumbledore głośno odchrząknął.

- O, dalej pan tu jest? – spytał lekceważąco Harry. – A, jasne, nasza kara za opuszczenie lekcji. Wiem, że starsi ludzie robią się zapominalscy, ale udzielił mi pan pozwolenia, żeby udać się na Ulicę Pokątną oraz na wzięcie ze sobą prefekta jako przewodnika. Nie widzę w czym tkwi problem.

- Mieliście wrócić przed obiadem. Jest już kolacja.

- Domyśliliśmy się po zachodzącym słońcu, ale dzięki za informację.

- Dobre, Flirciaro.

- Dzięki, Dupku.

- Chyba Lord Potter ma na ciebie zły wpływ, panno Weasley.

- Jeszcze jak. Ups, powiedziałam to na głos?

Ginny wzięła Harry'ego za rękę i położyła mu głowę na ramieniu.

- Chyba najlepiej będzie, jeśli damy im trochę odetchnąć – powiedziała Lily Potter, podchodząc do syna. – Nieprawdaż, Albusie?

Jej ton jasno sugerował, że to pytanie retoryczna. Posłała Harry'emu i Ginny ostrzegawcze spojrzenie, każąc im odpuścić.

- Przepraszam, mamo. To był męczący dzień.

- Tak, pani profesor, ja też przepraszam. Od ataku jesteśmy naprawdę na krawędzi. Harry uznał, że długa przejażdżka pomoże mi uspokoić nerwy.

- I pomogła? – spytała Lily, unosząc brew.

- Tak i nie – przyznała Ginny, rumieniąc się lekko.

Zanim Dumbledore zdołał się odezwać, Lily odpowiedziała na jego niezadane pytanie:

- To moja wina, Albusie. Harry poinformował mnie, co się dziś stało i spytał czy nie będzie problemem, jeśli nie wrócą od razu. Miałam dzisiaj tyle lekcji, że najwyraźniej zapomniałam ci tego przekazać.

- Dobra jest – szepnęła Ginny do Harry'ego. Ten nachylił się jej do ucha i odpowiedział szeptem:

- Nawet nie wiesz jak bardzo.

- Muszę wiedzieć, co się tam dziś stało, Lily.

- Obawiam się, że nie będą ci mogli powiedzieć. Ministerstwo prosiło ich o dochowanie tajemnicy, póki rodziny poległych nie zostaną powiadomione w komplecie – Lily użyła swojego najbardziej dyplomatycznego głosu w nadziei, że udobrucha Dumbledore'a.

Stary czarodziej uspokoił się. Wiedział, że nie ma sensu naciskać w tej sprawie. Mógł zaciągnąć Ginny do biura i wybadać jej umysł, ale wątpił, by Lily pozwoliła mu zostać z dziewczyną sam na sam. Nie po tym, co próbował wczoraj wieczorem zrobić z Harrym. Będzie musiał poczekać na lepszy moment, żeby zmodyfikować umysł Ginny i przeciągnąć ją z powrotem na jego stronę. Teraz musiał zwołać nadzwyczajne spotkanie Zakonu.

- A co do waszej dwójki… - Lily obróciła się do Harry'ego i Ginny. – Wychowałam cię, żebyś szanował starszych, młody człowieku. Za bezczelność wobec dyrektora, zrobisz dwadzieścia kółek wokół Czarnego Jeziora. RUCHY! – powiedziała Lily synowi z udawanym niesmakiem. Wiedziała, że dwadzieścia kółek Harry zrobiłby przez sen, a dzięki temu nie narażała się na zarzut, że go faworyzuje. Harry udał, że się na nią złości, pocałował Ginny w policzek i ruszył w stronę wyjścia. – Nie wywracaj mi tu oczami!

Harry stanął na moment, odgrywając rolę urażonego nastolatka.

- Tak, mamo.

I wyszedł z Wielkiej Sali.

- Panno Weasley, ty odbędziesz dziś szlaban pod moim nadzorem. Idziemy!

Ginny pochyliła głowę i również skierowała się do wyjścia. Hermiona dojrzała cień uśmiechu w przerwie między opadającymi rudymi włosami. Będzie musiała pogadać z nią później, ale najpierw musiała odbyć mała rozmowę z Ronem. Nie chciała, żeby jego nadopiekuńczość wszystko zrujnowała.

- Albusie – Lily skinęła głową dyrektorowi na pożegnanie, a potem pogroziła palcem jednej z postaci siedzących przy stole Gryffindoru. – Mam nadzieję, że mam jakąś plamę na bluzce, panie Thomas.

- Przepraszam, pani profesor – odpowiedział Dean i pospiesznie wbił spojrzenie w talerz.

- Przyłapała cię – zachichotali Ron i Seamus. Hermiona obrzuciła ich niechętnym spojrzeniem.

- Czy mam się tym zająć, pani profesor? – spytała Hermiona. Nauczycielka nachyliła się i wyszeptała jej coś do ucha. Hermiona najpierw otworzyła szeroko oczy, a potem na jej twarz wpłynął drapieżny uśmiech.

- Jest pani super – Prefekt Naczelna uśmiechnęła się promiennie do swojej nowej ulubionej nauczycielki. Lily mrugnęła do dziewczyny i wyszła za Ginny z Wielkiej Sali.


Emma i Daphne siedziały w milczeniu w bibliotece. Ślizgonka z siódmego roku dotrzymała słowa i pomogła pierwszaczce znaleźć książki, które będą jej potrzebne do zrozumienia świata, w który właśnie weszła. Daphne miała rację, te książki nie były nudne, a jednocześnie dostarczały mnóstwa informacji. A jednak dziewczynka ciągle wracała myślami do tego, co wydarzyło się przy kolacji. A co ważniejsze, do reakcji Daphne na to, co się stało. W końcu Emma nie mogła już wytrzymać przedłużającej się ciszy.

- Podoba ci się, prawda? – spytała z typowo gryfońską śmiałością.

- Przepraszam, mówiłaś coś?

- Nie ściemniaj. Słyszałaś mnie. Podoba ci się, prawda?

- A o kim mówimy?

- Może jestem pierwszakiem, ale nie jestem idiotką. Patrzyłam na ciebie, kiedy oni się pocałowali. Dobrze ukrywasz swoje emocje, ale ja to widziałam, choć tylko przez moment.

- Proszę, jaka ty jesteś bystra – Daphne czuła podziw i irytację, jednak podziw przeważał.

- Mądra czarownica powiedziała mi kiedyś, że powinnam uważać na to, co się wokół mnie dzieje.

- Może przyjmę cię na czeladniczkę. Nie wolno zmarnować takiego talentu.

Emma zmieniła kolor włosów na blond, a kolor oczu na lodowaty błękit, jak u Daphne. Usiadła wyprostowana i popatrzyła na Ślizgonkę z miną pełną wyższości.

- Nie pyskuj, młoda damo – skarciła ją Daphne, wyciągając ostrzegawczo palec. Dziewczynka popatrzyła na nią z miną zbitego szczeniaczka.

- Ech, jesteś gorsza niż moja najmłodsza siostra – powiedziała Daphne, wywracając oczami. – No dobrze, zaczynamy lekcję. Czego nauczyłyśmy się dziś na kolacji?

- Harry jest pyskaty.

- Owszem, to było dość zabawne, ale co ponadto?

- Najwyraźniej nienawidzi Dumbledore'a, ale czemu?

- Dobrze, rozwiń tę myśl.

- Jego tato… pamiętasz jak zmienił mu się głos, kiedy go wspomniał? Harry powiedział, że wyciągnął wnioski z błędu ojca. Powiedział też, że Sama-Wiesz-Kto przyszedł tamtej nocy najpierw do jego domu. Chwila moment…

Emma sięgnęła do torby i wyciągnęła swój egzemplarz „Proroka Codziennego". Szybko przeczytała ponownie artykuł o Harrym. Wstrzymała oddech i zakryła usta, gdy dotarła do fragmentu o jego tacie. Gwałtownie uniosła wzrok i zobaczyła, ze Daphne cierpliwie czeka, aż młodsza dziewczyna połączy wszystkie fakty.

- On… on zabił tatę Harry'ego tej samej nocy, której Longbottom go powstrzymał. Ale czemu zaatakował właśnie te dwie rodziny?

- Dobre pytanie, Emmo. Półtora roku temu Longbottom powiódł grupę uczniów do Departamentu Tajemnic. Tam przechowuje się przepowiednie. Grupa Śmierciożerców na nich czekała. Plotki głoszą, że jedna z przepowiedni dotyczyła Sama-Wiesz-Kogo i Chłopca, Który Przeżył. Nikt nie zna jej dokładnej treści, ale od tamtej nocy Longbottoma nazywają Wybrańcem. Musisz pamiętać, że przepowiednia to w najlepszym razie bardzo niepewna rzecz. Łatwo ją błędnie odczytać. Wszystko zależy od interpretacji.

- Dlatego właśnie zginął jego ojciec, prawda? Harry powiedział, że Dumbledore nie lubi dawać ludziom wszystkich informacji. Wini Dumbledore'a za śmierć ojca, tak?

- I nasz kwiatek rozkwitł – odpowiedziała Daphne z uśmiechem.

- Musi być w tym coś więcej.

- Oczywiście że tak, ale na razie nie mamy informacji, nieprawdaż?

- Uff, aż mnie głowa rozbolała.

- Na dziś już starczy. Emmo, jesteś bardzo bystra i wierzę, że zachowasz te kwestie dla siebie.

Daphne była pod wrażeniem dedukcji młodszej dziewczyny. Ona jednak czytała dodatkowo między wierszami tego, co powiedział Harry. W Hogwarcie dojdzie do wielu zmian. Wygląda na to, że Harry ma Rade Nadzorczą w kieszeni. Ten rok szkolny zapowiadał się niezwykle ciekawie.

- Dalej nie odpowiedziałaś na moje poprzednie pytanie.

- Jakie pytanie?

Obie dziewczyny podskoczyły i odwróciły się, żeby zobaczyć kto im przeszkadza. Obie zrobiły wielkie oczy na widok stojącego obok nich Harry'ego Pottera. Kiedy odpowiedziała mu cisza, uznał, że nie doczeka się odpowiedzi.

- Przepraszam, nie powinienem był się wtrącać w prywatną rozmowę.

Daphne skinęła lekko głową Harry'emu, a potem spojrzała pytająco na Emmę. W pierwszej chwili dziewczynka nie wiedziała co o tym myśleć. Potem dotarło to do niej i poderwała się z miejsca.

- Przepraszam Daphne, to jeden z tych Zwyczajów Szlachetnych Rodów, o których mi opowiadałaś.

Daphne potwierdziła skinieniem głowy i powstała. Emma obeszła stół i stanęła między Harrym i Daphne. Odchrząknęła i zwróciła się do Harry'ego:

- Lordzie Potter, z ogromną przyjemnością przedstawiam panu moją dobrą przyjaciółkę, Lady Daphne Greengrass – powiedziała Emma, ujmując Daphne za rękę i wręczając ją Harry'emu. Błysk rozpoznania pojawił się na twarzy Harry'ego, ujął podaną dłoń, ukłonił się i ucałował ją.

- Cała przyjemność po mojej stronie, moja pani. Uznałbym to za ogromny zaszczyt, gdyby zechciała mi pani mówić po imieniu.

Popatrzył na Daphne i jej oczy nabrały cieplejszego wyrazu. Wykonała przepisowe dygnięcie.

- Jesteś niezwykle uprzejmy, Harry. Proszę, mów mi Daphne.

- Uff! Dobrze, że nic nie porąbałam – odezwała się Emma z ulgą. Harry i Daphne roześmiali się lekko, słysząc ten komentarz.

- Poradziłaś sobie idealnie, Emma. Jestem z ciebie bardzo dumna. Jeśli mi teraz wybaczycie, muszę wrócić do pokoju wspólnego, a ty zdaje się masz jakieś sprawy do omówienia z Harrym – powiedziała Daphne, a jej spojrzenie na Emmę mówiło „zrób to". Emma pokiwała głową, a Daphne uśmiechnęła się i pogłaskała ją po włosach.

- Do zobaczenia, mała, Harry.

Daphne odwróciła się, ale Harry ą powstrzymał.

- Robi się późno. Jeśli nie masz nic przeciwko zaczekaniu kilku chwil, mogę cię odprowadzić do pokoju wspólnego Slytherinu.

- To słodkie z twojej strony. Ale wracałam sama przez ostatnie sześć lat.

A potem, nie zastanawiając się nad tym co robi, wspięła się na palce i pocałowała Harry'ego w policzek. Zrobiła wielkie oczy i obróciła się pospiesznie, żeby odejść. Harry był równie zaskoczony tym gestem jak ona.

Emma kompletnie to przegapiła, bo patrzyła na sąsiedni stolik, przy którym siedziała dwójka chłopaków, którzy napadli ją wcześniej wraz z innymi Ślizgonami. Starali się dyskretnie obserwować Emmę i jej towarzyszy, ale ta dyskrecja nie była ich najmocniejsza stroną. Dziewczyna popatrzyła na nich karcąco, a oni szybko odwrócili wzrok.

- Jesteś pewna? To żaden problem.

- Nie, nie ma potrzeby. Nikt nie zadziera z Lodową Królową. Pa.

Daphne wyszła z biblioteki nie oglądając się za siebie. Kiedy znalazła się w korytarzu, klepnęła się w głowę i zganiła za robienie czegoś tak impulsywnego i bezmyślnego.

Harry pokazał Emmie, żeby zajęła miejsce. Zrobiła to, ale odkryła, że nie potrafi mu spojrzeć w oczy. Zamiast tego wbiła wzrok w swoje dłonie. Przez to przegapiła moment, kiedy osoby siedzące przy stoliku Ślizgonów spakowały się pospiesznie i wyszły za Daphne. Tak samo jak przegapiła złowrogie spojrzenie, które jeden z nich posłał jej i Harry'emu, nim wyszedł z biblioteki.

Harry wziął Emmę za rękę, mając nadzieję, że to ją uspokoi. Czuł jak dygocze i podejrzewał najgorsze. Założył jej kilka niesfornych loków za ucho. Emma odetchnęła głęboko i odprężyła się.

- Co się stało, szczeniaczku?

- Szczeniaczku? – powiedziała Emma, bardziej do siebie niż do Harry'ego. Potem wróciła myślami do tego, co zobaczyła rano. – O rany, naprawdę jesteś animagiem?

- Wiesz o animagii?

- Profesor McGonagall zmieniła się dzisiaj na lekcji w kota. Poza tym tak jakby zobaczyłam jak zmieniasz się w panterę dzisiaj rano.

- I co?

- I zemdlałam. I od tego zaczęła się cała historia…


- Musze przyznać, że to najlepszy szlaban w moim życiu – powiedziała Ginny, kończąc szatkowanie korzenia Azgara i dorzucając go do wrzącego płynu w kociołku. Przebywały w laboratorium eliksirów Lily, które znajdowało się w jej kufrze. Tak jak w kufrze Harry'ego, w środku znajdowało się całe mieszkanie. Chociaż udekorowane było zupełnie inaczej niż to należące do jej syna. Ciepłe, przyjazne kolory sprawiały, że od samego początku człowiek czuł się jak w domu. Na ścianach wisiały zdjęcie jej, Harry'ego, profesora Blacka, a także Tonks i jej rodziców, jak również Lupina. Na jednym stała blondynka, wyglądająca niebezpiecznie podobnie do mamy Malfoya. Na innym znajdowała się czwórka chłopców, a wyglądało, jakby zrobiono je w latach 70-tych. Patrzyli speszeni na rudowłosą dziewczynę, która za coś ich karciła. Tylko jeden z nich szczerzył się od ucha do ucha, ten który wyglądał jak Harry. Ten sam, który na wielu fotografiach był z mamą Harry'ego. Zawsze patrzył na nią z takim uczuciem, że widz czuł się jak intruz.

- Cieszę się, że ci się podoba. Często dostajesz szlaban? – spytała Lily z rozbawionym spojrzeniem, które mówiło, że zna odpowiedź, ale i tak chce ją usłyszeć.

- Dość często, głównie od Snape'a. On lubi się wyżywać na Gryfonach, a ja bywam czasami pyskata.

- A ja myślałam, że to mój syn ma na ciebie zły wpływ.

- Nie do końca, ale na pewno wydobywa to ze mnie.

- Witaj w moim świecie. A co do Snape'a, to chyba czas na jedną z naszych słynnych rozmów.

- Czy będzie obejmowała najwyższą wieżę? Jeśli tak, jestem skłonna sprzedawać bilety.

- Mam nadzieję, że jest chociaż kompetentnym nauczycielem.

- To zależy. Jeśli uzna pani, że kompetencja to zostawienie przepisu naskrobanego na tablicy i danie uczniom godziny na odczytanie jego bazgrołów, to tak, jest kompetentny.

- Oj, Sevi, musimy pogadać – powiedziała Lily pod nosem, ale Ginny to usłyszała.

- Sevi?

- Nie wiem czy w to uwierzysz, ale kiedyś byliśmy przyjaciółmi. O, patrz, już prawie zrobione. Chodź, napijemy się herbaty i poczekamy aż przestygnie.

Lily wskazała na salon. Ginny poczuła, że starsza kobieta celowo zmieniła temat i przyjęła aluzję. Podczas gdy Lily szykowała herbatę w kuchni, Ginny wykorzystała okazję, by się nieco rozejrzeć. Jej nauczycielka nagromadziła przez lata masę zdjęć. Ginny najbardziej podobało się to, na którym Harry wyglądał na jakieś pięć lat. Jechał na oklep na wielkim czarnym psie, a na sobie miał kowbojski kapelusz i buty i właściwie nic więcej. Zaskoczyło ją, że kiedyś nosił okulary. Potem spojrzała na mężczyznę, który wyglądał niemal identycznie jak Harry. Różniły ich tylko oczy, choć mężczyzna miał w nich ten sam psotny błysk co obecny Lord Potter. Tak ją to pochłonęło, że nawet nie usłyszała jak Lily wchodzi do pokoju z tacą.

- Niesamowite jak bardzo są podobni.

Ginny podskoczyła, słysząc te słowa.

- Przepraszam, moja droga, nie chciałam cię wystraszyć.

Lily ucałowała dwa palce i przyłożyła je do fotografii. Przez chwilę w jej oczach widniał smutek, ale szybko go odepchnęła i uśmiechnęła się do Ginny. Potem zajęły miejsca.

- Czasami musi być pani ciężko patrzeć na Harry'ego. Mają ten sam błysk w oku.

- Bezpośrednia jesteś – zaśmiała się Lily, nalewając herbatę.

- Przepraszam, ale mam sześciu braci. Takt w moim domu był użyteczny jak świeczka podczas burzy.

- Nie musisz mi mówić. Harry jest subtelny jak spadający głaz.

Przez chwilę patrzyły na siebie w milczeniu, potem parsknęły śmiechem. Lily w końcu opanowała się i otarła łzy z oczu.

- Odpowiadając na twoje pytanie: tak, czasami jest ciężko, ale dzięki niemu przetrwało to, co w Jamesie było najlepsze. Dopóki nie spotkamy się ponownie, będzie mi to musiało wystarczyć.

- Przepraszam, jeśli przegięłam.

- Nie przegięłaś, ale cieszę się, że o tym pomyślałaś.

- Mogę zadać pani osobiste pytanie?

- Podejrzewam, że możesz.

- Dlaczego wczoraj przed cała szkołą powiedziała pani o sukkubach?

- Wiem, że mogłam brzmieć jak sucz, ale uwierz mi, że usiłuję chronić mojego syna, nawet jeśli on nie postrzega tego w ten sposób.

- Pogubiłam się.

- Ginny, pamiętaj, że wszyscy wkraczamy w nowy związek z pewnymi doświadczeniami. Nie chciałabym, żeby Harry zakochał się w czarownicy, która potem dowie się o Sashy i nie będzie potrafiła sobie z tym poradzić. To by mu złamało serce.

- A co gorsza ona ma ciało bogini i… byli ze sobą. Intymnie.

- Będziesz mu to miała za złe?

- Nie, pewnie że nie. Ale to nie znaczy, że musi mi się to podobać.

- Gratuluję, jesteś człowiekiem. Ale nie, nie musi ci się to podobać. Jak rozumiem widziałaś ją?

- Tak, nabijała się ze mnie i nazwała mnie ognistą alfą, cokolwiek miałoby to do diabła oznaczać.

- A niech mnie… Wierz mi lub nie, ale to był komplement. Aprobuje cię. Wiem, że dla ciebie nic to nie znaczy, ale dla mojego syna to ważne.

- Połączyło ich coś więcej niż seks, prawda?

- Prawda. Ale to jak na ciebie patrzy powinno powiedzieć ci wszystko, co musisz wiedzieć.

- To jaki właściwie eliksir uwarzyłyśmy? – spytała Ginny, pragnąc zmienić temat. Czuła, że ten trochę ją przytłacza. Ale nie wybrała właściwie.

- Nazywa się Feminin. Oznacza wstrzemięźliwość. To eliksir, który sama stworzyłam, a jest dla ciebie.

- Dla… dla mnie? A… a czemu dla mnie?

Lily zdołała zachować powagę, ale musiała cię nieźle wysilić. Wiedziała aż za dobrze, przez co właśnie przechodzi Ginny.

- Pierwsza ruja zawsze jest najsilniejsza i najciężej się ją przechodzi. Eliksir zmniejszy znacząco twoje potrzeby i będziesz wydzielała mniej feromonów. To oznacza, że będziesz mogła być w towarzystwie mojego syna i nie będziecie cały czas czuli potrzeby, żeby pieprzyć się jak szaleni. Nie mam pojęcia jakim cudem udało wam się powstrzymać. A w ogóle jaka jest twoja forma animagiczna? Wiem, ze musi być przynajmniej kompatybilna z formą mojego syna, inaczej byś przez to teraz nie przechodziła.

- Pani też jest dość bezpośrednia.

Policzki Ginny płonęły czerwienią z zażenowania. Skąd ona to wszystko wie?

- Chciałabyś usłyszeć odpowiedź na część pytań, które właśnie szaleją w twojej głowie?

Oszołomiona Ginny jedynie pokiwała głową w odpowiedzi. Lily otworzyła usta, ale z jakiegoś powodu od razu je zamknęła. To była delikatna i bardzo intymna sytuacja, a ona nigdy wcześniej nie rozmawiała z nikim na ten temat. Zerwij już ten plaster, do cholery! Jeśli ktoś cię może zrozumieć, to właśnie ona. Wzięła głęboki oddech i skoczyła na główkę. W końcu obie były Gryfonkami.

- Wiem, że jesteś w rui, bo to wyczuwam. Znam ten zapach, bo jestem animagiem, dokładnie lwicą. Która niestety jest kompatybilna z panterą, jako że życie uwielbia nas dręczyć. Więc kiedy mój syn opanował panterę, możesz sobie wyobrazić jaką dostałam niespodziankę. Po kilku niezręcznych sytuacjach zorientowałam się, co się ze mną dzieje. Odwiedziłam starego nauczyciela eliksirów i wspólnie wynaleźliśmy właśnie ten eliksir, który przed chwilą przyrządziliśmy. Od tego czasu poprawiłam go nieco, więc już nie smakuje jak gówno trolli. Póki ruja się nie skończy, bierz co rano jedną fiolkę. Uwierz mi, będziesz wiedziała kiedy nastąpi koniec, bo potrzeba zniknie. Eliksir ją zmniejsza, ale niestety nie likwiduje. Nie mogę uwierzyć, że ci to mówię, ale jeśli nie chcesz zwariować, będziesz musiała… zdać się na samoobsługę, że tak powiem. Przynajmniej raz dziennie, dwa razy dziennie byłoby najlepiej. Uwierz mi, będziesz potrzebowała rozładować to napięcie. Pomyśl o tym jak o drapaniu tam, gdzie cię swędzi. A teraz już nigdy, nigdy, nigdy, nigdy, nigdy, przenigdy nie będziemy o tym rozmawiać.

Zapadła cisza, która wydawała się trwać godzinami. W końcu odezwała się Ginny:

- Tooo… której drużynie quidditcha pani kibicuje?

- Jesteś kochana, dziecko.


Od autora: Zanim zaczniecie czymś we mnie rzucać, pozwólcie, że się wytłumaczę. Zorientowałem się, że jeśli animagiczna forma Ginny może zostać pobudzona przez Harry'ego, to tak samo będzie z Lily. Jeśli nie wszystko było jasne: nic między nimi nie zaszło. Po prostu zorientowałem się, że popełniłem błąd i usiłowałem go naprawić. Ludzka ruja to nieznane wody, nawet w fanfikach, a przynajmniej tak mi się wydaje (opowiadanie Anne Bisho „Książę Ebon Rih" ze zbioru „Serce Kaeleer" to jedyne co mi przychodzi do głowy – przyp. tłumacza). Lily nie chce się mieszać, ale usiłuje ich skierować we właściwą stronę.

Co do Harry'ego, który proponuje, że odprowadzi Daphne do pokoju wspólnego, to jest to zwykła uprzejmość, a nie okazja, żeby zdybać ją gdzieś w ciemnym kącie. A poza tym upewniłby się, ze Emma najpierw dotarłaby do swojego pokoju wspólnego.


W następnym rozdziale:
- Ślizgoni napadają na Daphne
- Ron dostaje w zęby