Od tłumacza: Dzięki dla Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek. Zapraszam na mojego bloga „Z pierwszej półki", do którego link znajdziecie w moim profilu autora.
Rozdział 19
Harry wstał przed świtem i jak każdego ranka poszedł pobiegać. Dość zaskakujące, biorąc pod uwagę, jak późno położył się poprzedniego dnia. Jego nowi Huncwoci okazali mu ogromne zaufanie, pozwalając mu na umieszczenie Strażników w ich głowach, nim opanują Oklumencję. Wymagało to dużego zużycia magii, więc postanowił zapaść w medytację zamiast tradycyjnego snu. To pozwalało mu lepiej odnowić magiczne rezerwy, a także skuteczniej niż sen regenerowało ciało i umysł. To właśnie medytacja pozwoliła mu odkryć formę hybrydową. Miał wrażenie, że w nadchodzących tygodniach będzie potrzebował każdej możliwej przewagi.
Minęło wiele czasu, odkąd porządnie przebiegł się pod postacią Cienia, a zawsze pomagało mu to uporządkować myśli. Poza tym chciał zapoznać się lepiej z Zakazanym Lasem. Trudno o bardziej oczywiste miejsce, w którym Tomuś mógłby chować mroczne stwory. Musieli wiedzieć z czym zmierzą się w nadchodzących bitwach. A przy tym dobrze byłoby nieco przerzedzić to stadko. Wątpił, żeby Tyłkogłowy wysłał kogoś ze swoich butolizów ze wsparciem dla stworów z lasu. Może nawet uda mu się skłonić stwory do ponownego przemyślenia swojej lojalności? Musiał też wiedzieć czy może tam znaleźć potencjalnych sprzymierzeńców.
Cieszył się porannym biegiem. Las był pełen cieni i stanowił idealne miejsce do ćwiczenia hybrydowej formy z dala od czujnych oczu starca. Choć Huncwoci zgodzili się codziennie ćwiczyć nad brzegiem jeziora, prawdziwy trening będzie się odbywał w bezpieczniejszym miejscu. Hermiona zasugerowała Pokój Życzeń, jednak Lavender od razu wytknęła jej, że wiedzą o nim Neville i Dumbledore, więc tam przede wszystkim będą ich szukać.
Jej przyjaciele nie zdawali sobie sprawy jak inteligentna to dziewczyna. Gdyby Dean choć na pięć sekund przestał być burakiem, może wreszcie zobaczyłby w niej coś więcej niż para kształtnych cycków. Musiała być jedynie pewniejsza w pewnych aspektach swojego życia, a Hermiona rzadziej zachowywać jak przemądrzalec. Obie dziewczyny miały pewne kompleksy i trzeba będzie nad tym popracować. Obie oceniały się znacznie niżej niż cenił je Harry i miał nadzieję, że trening doda im pewności siebie i poprawi ich samoocenę.
Z drugiej strony Parvati nie miała żadnych ukrytych talentów. Była naczelną plotkarą Gryffindoru i rewelacyjnie sprawdzała się w tej roli. Miała ten wewnętrzny filtr, który pozwalał jej przekopywać się przez cała masę bredni i odsiewać te naprawdę wartościowe informacje. Mama kiedyś powiedziała mu, że inteligentny człowiek wierzy tylko w połowę tego co usłyszy, przeczyta lub zobaczy. Ale trzeba geniusza, żeby wiedzieć, w którą połowę wierzyć. Jeśli tak to ująć, Parvati miała geniuszu w nadmiarze.
Parvati opowiedziała Harry'emu jak wiele informacji jest rzucanych w luźnych rozmowach w damskiej łazience. Po tym co „przypadkiem" zdradził poprzedniego wieczoru w Wielkiej Sali, było to potencjalnie nieskończone źródło danych wywiadowczych. Zachęcał dziewczynę, by skłaniała ludzi do gadania. Tonks mogła potem spotkać się z niektórymi na osobności i zabezpieczyć wspomnienia. Im więcej ludzi zdecyduje się nimi podzielić, tym większa była szansa na odsłonięcie prawdziwych twarzy Starucha i Wysrańca.
Ron, Dean i Seamus mieli pracować nad rekrutowaniem członków GD, którzy nie byli lojalni wobec Longbottoma. Najwyraźniej stanowili oni całkiem pokaźną listę. Kolejny powód, dla którego należało zmienić wiele rzeczy. Ron był dobrym strategiem, ale wyglądało na to, że ma problem, kiedy musi działać pod presją. To by wyjaśniało czemu z reguły podążał za przewodnictwem Hermiony. Harry będzie musiał z nim nad tym popracować.
Dean był, mówiąc wprost, napaleńcem. Wysoki i przystojny, pozwolił, żeby uderzyło mu to do głowy. Kiedy tylko napotykał jakieś trudności w związku, rzucał dziewczynę i przenosił swoją uwagę na kolejną. Ten zwyczaj odbijał się też na innych aspektach jego życia. Jeśli wydawało mu się, że Harry nie zdaje sobie sprawy, że Dean fantazjuje o jego matce, to ciemnoskóry chłopak niedługo bardzo się zdziwi. Harry miał już pomysł, jak to wykorzystać i może nawet przy okazji naprostować Thomasa.
Seamus miał problemy z pewnością siebie ze względu na niski wzrost i silny akcent, ale Harry miał pomysł jak można wykorzystać obie te cechy. Irlandczyk miał też talent do wysadzania różnych rzeczy. Musiał to tylko ukierunkować. Harry podejrzewał, że kiedy to się uda, może być bardzo ciekawie.
Harry wybiegł z lasu i dojrzał samotną postać medytującą nad brzegiem Czarnego Jeziora. Najpierw pomyślał, że to jego mama, ale spostrzegł swoją pomyłkę, gdy wschodzące słońce oświetliło blond włosy związane w luźny koński ogon. Potem jej ciało skurczyło się i przyjęła postać złocistego rysia. Niemal natychmiast wyczuła obecność Harry'ego. Postawiła uszy i spojrzała w jego kierunku. Po chwili przykucnęła i zniknęła w trawie.
Kiedy dotarł do koca, na którym medytowała, nie mógł jej dostrzec nigdzie w pobliżu. Powoli przeskanował teren wszystkimi dostępnymi mu zmysłami. Przypomniał sobie, że Ginny wyłączyła jego zmysł węchu, a on zapomniał go uaktywnić. Zanim zdołał coś z tym zrobić, jego ciało wróciło do ludzkiej postaci wbrew jego woli.
Harry przeszedł tak dokładny trening, że zareagował instynktownie. Odwrócił się błyskawicznie z wyciągniętą różdżką. Jednak znalazł tylko trawę. To znaczyło, że musiała się transformować, bezgłośnie rzucić zaklęcie, które zmusiło go do powrotu do ludzkiej formy, transformować ponownie i zniknąć mu z oczu. Szlag, dobra jest.
Usłyszał szelest trawy z lewej strony i szybko skierował różdżkę w tamtym kierunku. Kiedy się obrócił, żółta błyskawica wyskoczyła z trawy. Ryś chlasnął niechronione ścięgna na wierzchu jego dłoni, a zębami chwycił różdżkę. Użył swojego pędu, by pozbawić go broni. Harry z trudem powstrzymał się od okrzyku bólu. Ryś zniknął w trawie ze swoim łupem, zanim z jego dłoni zaczęła lecieć krew. Palce Harry'ego zwisały bezużytecznie z przeciętych ścięgien. Zaklął, kiedy uświadomił sobie jak łatwo dał się zwabić w pułapkę. Ponownie usłyszał szelest dochodzący z otaczającej go trawy z kilku kierunków na raz. Niezależnie od tego jak usilnie się starał, nie potrafił określić jej lokalizacji.
Ponownie żółta błyskawica śmignęła w powietrzu i przez ułamek sekundy Harry zobaczył atakującego rysia. Zwierzę wpadło na jego pierś i powaliło go na ziemię. Dziewczyna transformowała się i przycisnęła jego ramiona kolanami. Harry poczuł, że czubek jej różdżki wbija się w jego szyję.
- Mam cię! – zawołała triumfalnie Daphne Greengrass. Harry odpowiedział uśmiechem. Odchyliła się zmieszana. Nie takiej reakcji się spodziewała. Przynajmniej do chwili, kiedy Harry szarpnął się, oplótł nogami jej głowę i mocno pociągnął w dół. Jej głowa uderzyła w ziemię z taką siłą, że zobaczyła gwiazdy. Kiedy udało jej się zogniskować spojrzenie ujrzała wyszczerzonego od ucha do ucha Harry'ego. Użył swojego pędu i masy, żeby przycisnąć ją do ziemi w bardzo dwuznacznej pozie. Odzyskał również własną różdżkę, która, o ironio, wbijała się teraz w jej szyję.
- A gadanie spowoduje, że zostaniesz zgwałcona i zabita… nie zawsze w tej kolejności.
- Masz rację – zgodziła się ponuro Daphne, patrząc na niego wilkiem. Harry puścił ją i pomógł jej wstać. Młoda kobieta wyciągnęła różdżkę i uleczyła jego dłoń. – Przepraszam.
- Nie przepraszaj, należało mi się – odparł Harry, zginając na próbę palce. Dobrze jej poszło.
- Byłeś za bardzo pewny siebie.
- I dostałem za to po tyłku, dzięki.
- Taka rola nas, kobiet.
- Nie dziwi mnie, że twoją formą animagiczną jest ryś.
- A czemu?
- Te zwierzęta są znane jako Strażnicy Tajemnic, a także obrońcy i przewodnicy.
- Muszę podziękować Emmie, że tak mnie przed tobą chwali. Siła, pewność siebie, kroczenie w ciemności bez strachu, śmierć i odrodzenie. Twoja forma również do ciebie pasuje.
- A jak doszłaś do tego wniosku?
- Siła, bo jesteś silny duchem i ciałem. Wiesz, umiem patrzeć. Pewność siebie… zakładam, że to nie efekt eliksiru. Coś pcha cię do przodu. Bez cienia strachu w ciemnościach… no cóż, właśnie wyszedłeś z Zakazanego Lasu, a słońce dopiero co wschodzi. A co do śmierci i odrodzenia – Daphne wzięła głęboki wdech – na pewno chcesz, żeby kontynuowała?
- Raczej potrzebuję niż chcę.
- Rozumiem. Harry, kiedy zginął twój ojciec, to samo stało się z tobą, twoją mamą i Lordem Blackiem. To co powstało na bazie tej tragedii dało nadzieję Lodowej Królowej Slytherinu. A nie sądziłam, że kiedykolwiek poznam to uczucie.
Po raz pierwszy od dawna Harry zaniemówił. Parzy tylko z podziwem na Daphne. Ledwo ją znał, a tymczasem ona przejrzała jego pyskatą, pewną siebie fasadę i zajrzała do wnętrza jego duszy. Niepokoiło go to, ale w pewnym stopniu było bardzo wyzwalające. Podobało mu się, jak działał umysł tej dziewczyny. Jeśli wcześniej nie miał pewności, to teraz jej nabrał. Znalazł kolejnego swojego Huncwota.
- Tooo… jak długo jesteś animagiem? – Harry nie mógł uwierzyć, jak niepewnie brzmi jego głos.
- Witaj zmiano tematu, jak miło cię widzieć.
Harry parsknął śmiechem, a Daphne wzruszyła ramionami.
- Moja mama uwarzyła dla mnie eliksir po pierwszym roku – kontynuowała Ślizgonka. – Powiedziała, że może być kiedyś różnicą między życiem i śmiercią. Miała dużo racji, nie chcę, żeby się kiedyś dowiedziała jak dużo. Opanowanie tej zdolności zajęło mi kolejne dwa lata.
- Musisz wychodzić na łowy codziennie rano, bo jesteś w tym świetna.
- Tak, ale dzisiaj po raz pierwszy upolowałam panterę – zażartowała Daphne.
- Upolowałaś mnie, a nie moją panterę – odparł Harry z udawaną urazą.
- Jak tam chcesz… Dzięki temu jestem ciągle czujna, a to klucz do przetrwania w Hogwarcie.
- Ciekawe, że o tym wspominasz. Chciałem ci podziękować za to, co zrobiłaś dla Emmy. Wiem, że naraziłaś się przez to na niebezpieczeństwo.
- Ciągle nie jestem pewna czemu właściwie to zrobiłam.
- Niezależnie od tego mam wobec ciebie dług, w związku z tym chciałbym ci coś zaproponować.
Ginny zeszła nad jezioro jako ostatnia. Dzięki eliksirowi od Lily i zasugerowanym przez nią… technikom, mogła się lepiej skupić i lepiej kontrolowała swoje zachowanie. I dobrze, bo powstrzymanie się od wśliznięcia się w nocy do kufra Harry'ego wymagało całej jej samokontroli.
Lily, Syriusz i Harry stali ramię przy ramieniu naprzeciwko dużej grupy uczniów, większej niż się spodziewała. Kilkoro pierwszaków z Hufflepuffu i Gryffindoru, nowi Huncwoci oraz, ku jej zaskoczeniu, dwie Ślizgonki. Tracy Jakaśtam i Lodowa Królowa we własnej osobie, która nieoczekiwanie rozmawiała z Emmą. Ślizgonka czystej krwi nastawiona przyjaźnie do gryfońskiej mugolaczki… kto by pomyślał?
- Przepraszam za spóźnienie.
- Nie się nie stało, kochana – odpowiedziała Lily. - Dołącz do reszty i możemy zaczynać. W porządku, pozwólcie, że jako pierwsza podziękuję wam, że chciało wam się wstać tak wcześnie. To, co będziemy tu robić co rano, pomoże wam wyostrzyć wasz umysł, ciało i magię.
- Trwa wojna, a wy potrzebujecie każdego atutu, jaki jest w waszym zasięgu – kontynuował Syriusz. – Pewne rzeczy o które was poprosimy, wydadzą wam się dziwne, ale zaufajcie mi, kiedy skończymy zrozumiecie po co to było. Lily będzie uczyć was mugolskiej sztuki walki znanej jako Tai Chi. Pomyślcie o tym jak o medytacji w ruchu. Potem przekaże wam więcej szczegółów. Harry zajmie się magią bitewną, a ja szermierką.
- Głównie dlatego, że mama nie pochwala odcinania głów – wtrącił się Harry.
- Syriuszu – mruknęła Lily. Profesorowi Blackowi nie drgnął w twarzy ani jeden mięsień. Niczym automat uderzył Harry'ego otwartą dłonią w tył głowy.
- Au!
- Są uroczy, kiedy wydaje im się, że są poza moim zasięgiem – stwierdziła Lily, co wywołało salwę śmiechu. – Teraz wykonamy szereg ćwiczeń, które pokażą nam, jaka jest wasza forma fizyczna i w jakich obszarach macie braki. Potem Syriusz i mój pyskaty syn coś wam zademonstrują.
Podczas jednego z ćwiczeń rozciągających Daphne dojrzała zniekształconą runę na karku Emmy. Kiedy dzień wcześniej zawiesili ją do góry nogami, wyglądała nieco inaczej. Wtedy uznała to za dziwne znamię. Teraz jednak zorientowała się, już gdzieś widziała ten znak.
Ginny i Harry zmierzali na śniadanie do Wielkiej Sali, gdy młoda kobieta ujrzała w korytarzu lisa. Kiedy tylko zrobili krok w stronę małego zwierzęcia, ono wbiegło do otwartej klasy.
- Nie martw się Ginny. Idź na śniadanie, ja go złapię – powiedział jej Harry. Chciała mu powiedzieć, że wie, że to Tonks, ale zorientowała się, że jej chłopak wskazuje na portret na ścianie. Namalowana postać ze wszystkich sił usiłowała udawać, że ich nie podsłuchuje.
- Jasne, kochanie. Zaklepię ci miejsce – odpowiedziała Ginny, ruszając dalej ku Wielkiej Sali.
- A właściwie to czemu się dzisiaj spóźniłaś? – spytał Harry, łapiąc za klamkę. Ginny zamarła. Przygryzła wargę i usiłowała znaleźć jakieś wytłumaczenie.
- Powinieneś wiedzieć, że nie kwestionuje się porannych rytuałów piękności czarownicy, Dupku – odcięła się lekko, jakby to było coś mało istotnego. Ruszyła dalej.
- Teraz jak o tym wspominasz, Flirciaro… faktycznie jakbyś promieniała, kiedy zeszłaś na dół. Hermiona powiedziała mi, że musisz się podrapać jakieś swędzące miejsce czy coś w tym stylu.
Całe szczęście, że Ginny stała tyłem do Harry'ego, bo jej twarz przypominała dorodnego pomidora.
- To było miejsce, w które trochę trudno sięgnąć – odparła nonszalancko Ginny, modląc się, żeby Harry odpuścił. Nie miała tyle szczęścia.
- Następnym razem wpadnij po mnie, ja cię podrapię. To jedna z tych darmowych usług, które są w pakiecie – zażartował. Oczy Ginny mało nie wyskoczyły z orbit.
- Słodko z twojej strony, ale naprawdę muszę już lecieć – rzuciła i oddaliła się pospiesznie. Harry wzruszył ramionami, zdziwiony jej nietypowym zachowaniem, ale miał na głowie ważniejsze sprawy.
Zamknął za sobą drzwi do klasy i rzucił niezbędne zaklęcia, by zapewnić prywatność ich rozmowie. Kiedy odwrócił się do Tonks, przeżył największy wstrząs w swoim życiu. Przyjęła postać profesor McGonagall. Leżała na biurku w samej bieliźnie w uwodzicielskiej pozie i kusząco przywoływała go palcem.
- Chodź tu, chłoptasiu i wywołaj uśmiech na twarzy starej czarownicy – zakpiła Tonks. Nie miała pojęcia jak udało jej się zachować powagę.
- Ej, to jest tak niewłaściwe, że nawet nie wiem od czego zacząć.
- Ale warto było zobaczyć twoją minę – roześmiała się Tonks. Przybrała z powrotem swoją normalną postać i wskoczyła w ciuchy.
- Wiesz, że kiedy ją zobaczę następnym razem, ta chwila stanie mi przed oczami?
- I dobrze, to za ściągnięcie mnie z aktywnej służby, ty palancie – warknęła Tonks, krocząc w jego stronę. Chciał się wyprzeć, ale nie sądził, żeby ona to kupiła. Tonks chwyciła jego twarz w dłonie i pocałowała delikatnie. – A to za ulgę na twarzy mojego męża, kiedy powiedziałam mu o nowym przydziale.
Potem wzięła dłoń Harry'ego i położyła ją na swoim brzuchu.
– Muszę pamiętać, że nie chodzi tu tylko o mnie i moje ego. Będziesz naprawdę dobrym ojcem chrzestnym.
- Miękniesz, Nimfuś? – spytał Harry, ocierając łzę z kącika jej oka. Za pyskowanie zarobił otwartą dłonią w ramię. Widzę, że dzisiaj całuje albo drapie. Harry domyślał się, że to przez ciążowe hormony, ale wiedział, że nie powinien mówić tego na głos przy niej. Wolał, żeby jego klejnoty pozostały na swoim miejscu.
- Palant! To do czego mnie tu potrzebujesz poza obaleniem Dumbledore'a i Longbottoma? Jeśli mam rozsunąć przed tobą Morze Czerwone, starczy poprosić.
- Ha, ha – zaśmiał się sarkastycznie Harry.
- W liście pisałeś coś o dziewczynce imieniem Emma.
- Pozwól, że najpierw cię o coś zapytam. Przed chwilą naśladowałaś powierzchowność McGonagall. Dałabyś radę naśladować jej krew?
Tonks spojrzała na niego z zaskoczeniem. Nigdy nie przyszło jej do głowy coś podobnego.
- W teorii pewnie dałoby się to zrobić. Ale ja nie mam takiego stopnia kontroli i prawdę mówiąc nie słyszałam nigdy o kimś, kto by miał. Czemu pytasz?
- Emma została wczoraj zaatakowana. Nie bój nic, wkrótce uporam się z Pokręconym Trio. W czasie ataku jej różdżka została złamana. Inna uczennica ją naprawiła, ale ledwo funkcjonuje. A z tego co powiedziała mi Emma i wcześniej nie działała za dobrze.
- No tak, odkąd Ollivander zniknął rok temu, większość ludzi pracuje z różdżkami, które po kimś dostali.
- Wiesz, w Stanach stworzenie własnej różdżki jest swego rodzaju rytuałem przejścia dla czarodziejów. Znajduje się wszystkie niezbędne składniki i dopasowuje ją do swoich potrzeb. Do tego chrzci się magiczny rdzeń własną krwią i magią, tak że działa tylko dla ciebie albo krewnego. Dlaczego do cholery zaniechano tego tutaj?
- Biurokraci w Ministerstwie próbują kontrolować wszystko co robimy.
- Szlag, w tym kraju potrzeba rewolucji!
- Może bez rozlewu krwi, jeśli nie masz nic przeciwko. Takie dziedzictwo chciałabym zostawić swojemu dziecku.
- Jasne – zgodził się Harry. – Wracając do Emmy, poprosiłem ją, żeby wyciągnęła różdżkę z mojego prochowca. Powiedziałem jej, żeby w myślach poprosiła o różdżkę, która będzie dla niej najbardziej odpowiednia.
- I?
- Dalszego ciągu nie możesz wyjawić mojej mamie.
Jeśli się mylił, nie zamierzał wciągać w to swojej mamy. Tą część życia zostawili dawno za sobą i nie widział potrzeby, żeby do tego wracała. Jeśli trzeba się będzie uporać z tymi ludźmi, on sam sobie z tym poradzi. Jej mamie już wystarczająco często pękało serce. Nie zamierzał niczego do tego dokładać.
- Naprawdę?
Tonks wiedziała, że tylko jedna różdżka mogła wywołać taką reakcję Harry'ego. Wiedziała też, że winił siebie za to, że jego mama pokłóciła się z tymi mugolami.
- Tuż zanim wyciągnęła różdżkę, naśladowała mnie. Miałą nawet taką samą fakturę włosów.
- A potem jej oczy zostały zielone, ale włosy stały się ciemnorude – uzupełniła domyślnie Tonks.
- Nie tyko. Kiedy machnęła różdżką, ta złamała ograniczenia nałożone na jej magię. Tak na oko jej moc się podwoiła.
- Wiem, że Ministerstwo nakładało słabe blokady na dziecięcą magię u mugolaków, żeby zapobiec incydentalnej magii w miejscach publicznych. Ale były projektowane, żeby znikać gdy dziecko pierwszy raz użyje różdżki. Co do cholery myśleli sobie jej rodzice?
- Zostawili ją w sierocińcu, kiedy tylko jej włosy zaczęły zmieniać kolor.
- ŻE CO?! Metamorfomagów nigdy nie zostawia się z mugolami! Takie jest pieprzone prawo. Za duże zagrożenie złamania Międzynarodowego Kodeksu Tajności Czarów. Rodzicom czyści się pamięć, a dziecko umieszcza się w domu czarodzieja lub czarownicy, który jest w Rejestrze Schronień dla Metamorfomagów. Moja mama zapisała się do rejestru. Nie ma chuja, żeby to był wypadek. Ktoś na pewno ukrył ją celowo.
Tonks wściekała się, chodząc tam i z powrotem po klasie. Musiała użyć tego, czego nauczyła ją Lily, żeby się uspokoić. To prawo było bardzo stare. W tamtych czasach wierzono, że mugole nie mogą spłodzić metamorfomaga. Wobec tego dziecko musiało być odebrane jakiejś biednej czarodziejskiej rodzinie. Od tamtych czasów podejście Ministerstwa niezbyt się zmieniło. Dziecko powinno zostać umieszczone z rodziną, która pomoże mu wykorzystać jego dar.
- Chcę, żebyś oceniła ją i sprawdziła jej poziom kontroli. Muszę wiedzieć, czy da radę naśladować moją krew. Załatwię kogoś nie zaangażowanego osobiście, żeby sprawdził jak i dlaczego skończyła w sierocińcu – powiedział Harry.
Chociaż z całego serca chciałby to zrobić sam. Wiedział jednak, że zabrałby się do tego niczym oszalały słoń w składzie porcelany. Nie mógł tego zrobić tak, jak uporał się z Malcolmem Douglasem. Ktokolwiek za tym stał, wiedział jak zacierać za sobą ślady. Dowiedziałby, że Harry go szuka, nim on choćby zbliżyłby się do rozwiązania zagadki. To była zbyt osobista sprawa, by mógł podejść do tego obiektywnie.
W głowie Tonks pojawił się też trzeci wariant, ale najpierw musiała wyczuć dziewczynkę. Zdarzało się, że dziecko metamorfomag związywało się tak mocno ze swoją adopcyjną rodziną, że przejmowało jej charakterystyczne cechy fizyczne. Emma była niewytrenowana i nałożono na nią blokadę. To że mimo to potrafiła korzystać z mocy, było absolutnie niesamowite. Nie powinna sobie z tym poradzić, ale z drugiej strony nie było przy niej nikogo, kto by jej to powiedział. Tak jak nikt nie powiedział Harry'emu, że nie może mieć formy hybrydowej. Jedno było pewne. Zapowiadał się ciekawy rok w Hogwarcie.
- Zaproponowałabym moją mamę, ale nie jestem pewna, czy będzie potrafiła zachować zimną krew – powiedziała Tonks.
- Poza tym potrzebuję kogoś, kto w razie potrzeby będzie w stanie nagiąć zasady albo w ogóle je olać.
- To zostaje tylko ciocia Cissy.
- Zapomniałem spytać, jak poszło wczoraj spotkanie Zakonu? – zainteresował się Harry.
- Twoje imię padło kilka razy. Musiałeś czymś naprawdę zdrowo wkurzyć Dumbledore'a. Słyszałam, że wymknęło ci się w Wielkiej Sali kilka tajemnic.
- Tylko tyle, żeby sprowokować ludzi do myślenia. Oczywiście sprawienie, że Longbottom zlał się w gacie było wisienką na torcie.
- Przed Molly odgrywał ofiarę – poinformowała Tonks. – Słowo daję, prawie para jej z uszu poszła. Powiedział jej, że nie może gwarantować, że Ginny zostanie kimś więcej niż konkubiną. Molly ubzdurała sobie, ze jej córka zostanie następną lady Longbottom. Ale nie tylko dlatego prawie dostała szału. Okazuje się, że bliźniacy ostatnio wykombinowali trochę gotówki i wyprowadzili się od rodziców. Molly nie była szczęśliwa, kiedy wpadła do ich nowego mieszkania i… powiedzmy, że przechodziło ono właśnie odpowiedni chrzest bojowy. Chyba nie spodobał jej się gość Freda. Poza tym spóźnili się na spotkanie, a Fred miał kilka niesamowitych malinek. Zostali tylko na tyle, żeby powiedzieć Dumbledore'owi, żeby się wypchał a potem spłacili mu stypendia swoje, a także Rona i Ginny. Podejrzewam, że Molly myśli, że wplątali się w coś nielegalnego. Dumbledore z desperacją szukał jakichkolwiek informacji o tym, co stało się na Ulicy Pokątnej. Z tego co wie, Minister go odsuwa. Facet naprawdę ma jakąś manię kontrolowania wszystkiego. Jeszcze nie wie o Huncwotach, ale to się zmieni, kiedy wyjdzie dzisiejszy „Prorok Codzienny". Dzięki dwóm skrzatom domowym Lily i Syriusz mają alibi, ale to tylko kwestia czasu nim wszystko wyjdzie na jaw. Znak Huncwotów jest dość charakterystyczny, a komuś z Proroka Codziennego udało się zrobić zdjęcie.
- Takie ich powołanie. Tato byłby dumny. Jakieś wieści o Tomusiu?
- O, to mi się podoba. Snape pojawił się spóźniony. Nie powiedział nam nic, czego sami się nie domyślaliśmy. Tyłkogłowy dostał szału. Malfoy i Greyback zostali poddani torturom za fiasko na Pokątnej. Udało im się odzyskać sporą część złota, ale nic poza tym.
Kiedy Harry wszedł do Wielkiej Sali, zauważył, że Neville znalazł sobie nową fankę, dziewczynę nazywającą się Romilda Vane. Ta mała blachara wyglądała na przyspawaną do jego ramienia i najwyraźniej nie zamierzała pozwolić się oderwać. Siedzieli blisko Huncwotów, ale jak na razie nikt nie zwracał na nich uwagi. Imponowało mu opanowanie Rona. Podejrzewał, że Hermiona wlała mu ukradkiem wywar uspokajający.
Oczywiście celem całego manewru było wywołanie zazdrości u Ginny. Żałosne, Nevi, żałosne. Ta biedna zagubiona dziewczynka wywichnie sobie szczękę, jeśli będzie się musiała ciągle śmiać z twoich kiepskich żartów. Kiedy Ginny go zobaczyła, mrugnęła do niego i przesunęła się na ławie, żeby zrobić mu miejsce. Harry wbrew sobie wyszczerzył się do niej jak idiota. Kiedy się nachylił, żeby coś powiedzieć, zorientował się, że młoda kobieta pachnie odrobinę inaczej, ale uznał to za nowe perfumy.
- Nie sądzę, żebyś była w menu, Flirciaro? – wymruczał jej do ucha. Wszystkie włosy na karku stanęły jej dęba. Z wysiłkiem powstrzymała dreszcz. Nie chciała mu okazywać, jak mocno na nią działa. A poza tym do tanga trzeba dwojga. Pozwoliła, żeby jej ciepły oddech omiótł jego kark, nim wyszeptała:
- Może… a może nie, Dupku.
Teraz to Harry stłumił dreszcz. Gdzieś z tyłu jej głowy jakiś cichy głosik mówił jej, że kiedy nie musi już korzystać z tego eliksiru, on nie będzie czuł do niej pociągu. Uciszyła ten relikt dawnej siebie. Wiedziała czego pragnie i nie zamierzała pozwolić, by cokolwiek ją od tego odwodziło.
- Chciałabym, żeby załapał aluzję i już się odwalił – powiedziała Parvati na tyle głośno, żeby dotarło to do Neville'a i Romildy. Neville skrzywił się pogardliwie, a jego nowa dziewczyna parsknęła zdegustowana. Harry domyślił się, że Longbottom na coś czeka. I jakby na komendę przybyła poczta.
Hermiona rzuciła się, żeby przeczytać artykuł o ataku na Ulicy Pokątnej, ale zamarła, kiedy zobaczyła świetnie znaną czerwoną kopertę zmierzającą w ich stronę. Ron zesztywniał, zastanawiając się, czy wieści o jego wyczynach w pociągu dotarły do jego matki. Ginny dostrzegła szeroki uśmieszek Neville'a i od razu wiedziała, kto zaraz zarobi jedną z niesławnych publicznych połajanek Molly Weasley. Jednak wstrząsnęło nią, kiedy koperta wylądowała nie przed nią, a przed Harrym
- Patrzcie, wygląda na to, że byłem niegrzeczny – roześmiał się Harry i sięgnął po nią.
- Nie! Po prostu się go pozbędę – powiedziała Ginny, wyrywając mu sprzed rąk. Upokorzyć ją publicznie to jedno, ale nie zamierzała pozwolić matce robić tego Harry'emu.
- Podaj go, Ginny. Już wcześniej na mnie krzyczano. Chciałbym usłyszeć jaką propagandą karmi ją Neville – odparł Harry beztrosko, wyciągając rękę. Ginny niechętnie wręczyła mu kopertę. Nie mogła uwierzyć, że jej matka może wysłać coś takiego komuś, kogo nawet nie znała.
- No to jedziemy – zażartował Harry, przełamując pieczęć. Wyjec natychmiast obudził się do życia i Wielką Salę wypełniły wrzaski Molly Weasley.
- Za kogo ty się uważasz, Harry Potterze? Zaciągnąłeś moją córkę na Ulicę Pokątną, kiedy powinna być w szkole! Mogła zginąć! Gdyby jej braci tam nie było to prawdopodobnie by nie przeżyła i to przez ciebie! I ty uważasz się za Lorda! Słyszałam wszystko o tobie i tego w jak zdeprawowany sposób traktujesz kobiety! I jeszcze pokładasz się z sukkubami! Możesz się trzymać tych puszczalskich stworów, ale zostaw moją córkę w spokoju! To dobra dziewczynka i na pewno pod wpływem jakiegoś zaklęcia albo eliksiru, skoro chce zadawać się z kimś o tak wątpliwej moralności jak ty! Nie stanie się kolejnym nacięciem na twojej różdżce, zapewniam cię! Zachęciłeś nawet jednego z moich synów do seksu z goblinem! Nie życzę sobie tego, słyszysz?! Zabraniam ci nawet rozmawiać z którymkolwiek z moich dzieci!
Potem wyjec zwrócił się do Ginny:
- A ty młoda damo, jak śmiesz traktować Neville'a w ten sposób? Po tym jak był taki dobry dla ciebie i twojej rodziny?! Odrzucasz szansę na przyszłość dla jakiegoś ładnego, kuszącego chłopca! Chyba lepiej cię wychowałam?!
Potem nadeszła kolej Rona:
- Nie myśl nawet, że nie słyszałam o twoich wyczynach w pociągu, młody człowieku! Hermiona to cnotliwa dziewczyna, a ty zhańbiłeś jej dobrą reputację swoim całkowitym brakiem samokontroli! Jestem tobą ogromnie zawiedziona!
Wyjec ponownie zwrócił się ku Harry'emu, który zerknął w stronę stołu nauczycielskiego i zorientował się, że jego mama zniknęła. Prawie żałował mamy Ginny… prawie. Nie obchodziło go, co ta kobieta sądzi o nim, ale wkurzyły go pogardliwe słowa o Sashy i jej ludzie. Nie wspominając o tym co wrzeszczała i sugerowała o Ginny. Nieobecność jego mamy mogła oznaczać tylko jedno. Molly miała się nauczyć, że nie należy atakować potomstwa lwicy. Wyjec był dobry, ale nie mógł się umywać do ostrego jak brzytwa języka jego matki.
- Trzymaj się z dala od moich dzieci!
Wyjec nagle stanął w płomieniach. Ginny i Hermiona ukryły twarze w dłoniach, a Ron patrzył na to z przerażeniem. Neville śmiał się na całe gardło, tak jak niektórzy przy innych stołach. Wszystkimi wstrząsnęło, gdy Harry zaczął bić brawo.
- No, to był cholernie dobry wyjec! No dobra, na pewno pewnych rzeczy nie rozumie. Kobieta za długo słuchała niewłaściwych ludzi, ale nie można jej odmówić, że kocha swoje dzieci. Poza tym nazwała mnie „ładnym, kuszącym chłopcem". Powiedz mi, Flirciaro, jestem kuszący? – Harry wypowiedział ostatnie słowo ochrypłym głosem, a ludzie w pobliżu parsknęli śmiechem. Ginny ucieszyła się, że nie jest zły, a nawet, że z tego żartuje. Uściskała go i wyszeptała podziękowania na ucho.
- Naprawdę myślisz, że Fred przespał się z Hestą?
- Dobrze mu to zrobi na poszerzanie horyzontów. Chcesz się odegrać? – wyszeptał do niej Harry.
- Czy to podchwytliwe pytanie? – spytała Ginny z uśmiechem.
- To patrz na mistrza – odparł Harry. Kątem oka dostrzegł, że Dean, siedzący dokładnie naprzeciw Neville'a, pił właśnie sok z dyni. – Dean, słyszałem, że chcesz przelecieć moją mamę?
Dean parsknął, wyrzucając fontannę soku na siedzących naprzeciwko Neville'a i Romildę. Dziewczyna zapiszczała, a Wysraniec zaczął się na głos uskarżać na niesprawiedliwość, która go spotkała. Dean wyglądał, jakby ze strachu miał zaraz narobić w portki. Naprawdę nie chciał podpaść Harry'emu. Reszta stołu pękała ze śmiechu.
- Wszystko kwestia zgrania czasowego, skarbie – zaśmiał się Harry.
- Jesteś mistrzem – zgodziła się Ginny i przyciągnęła go do siebie, by wynagrodzić zasłużonym pocałunkiem.
W następnym rozdziale:
- co u Freda i George'a?
- Lily vs. Molly
