Od tłumacza: Dzięki dla Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek. Zapraszam na mojego bloga „Z pierwszej półki", do którego link znajdziecie w moim profilu autora.


Rozdział 22

Syriusz przekonał się, że nie ma sensu prowadzić tego dnia normalnej lekcji. Nie po wyjcu, którego otrzymał Harry, połączonym z porannym wydaniem „Proroka Codziennego". Uczniowie nie mówili o niczym innym. Kilka razy jego wykład przerywany był pytaniami o jego chrześniaka. Czy jest z niego dumny, jak on nauczył się tak dobrze walczyć, czy Ginny i Harry są ze sobą na poważnie czy to tylko przelotny romans. Pytali też o samą bitwę, ale na te pytania nie mógł odpowiadać bez rzucania podejrzeń na siebie i Lily.

Ceremonia, podczas której Harry i Ginny razem z innymi cywilami mieli otrzymać Order Merlina, miała zostać zorganizowana w Hogsmeade w sobotę. Syriusz rozumiał, co próbuje zrobić Minister, budując publiczne poparcie dla sprawy i tak dalej, ale facet był chyba głupi, jeśli wydawało mu się, że nie orientują się w jego prawdziwych zamiarach. A on po prostu chciał zmienić Harry'ego i Ginny w żywą reklamę Ministerstwa. Syriusz mógł sobie wyobrazić jaki romans mogłaby napisać Reeta Skeeter, gdyby znała choć połowę prawdy. Na szczęście od samego początku mieli ją pod kontrolą.

Ale Hogsmeade? Ministerstwo Magii czy nawet Hogwart byłyby lepsze. Przynajmniej miały porządne osłony. W Hogsmeade było zbyt dużo zmiennych, na które nie mieli wpływu. Wioska poza zasięgiem wzroku mugoli stanowiła zbyt kuszący cel, by Voldemort mógł to po prostu pominąć. A może tego właśnie Scrimgeour chciał? To była szansa na pokazanie swojej siły i zabezpieczenia stanowiska na najbliższe lata. Poza tym dawało mu to kolejną szansę, żeby zagrać Dumbledore'owi na nosie. Pieprzeni politycy.

Przynajmniej robili to w środku dnia. To eliminowało wampiry, wilkołaki, a w większości wypadków także dementorów. Jednak Hogsmeade leżało zdecydowanie za blisko Zakazanego Lasu jak na gust Syriusza. Nie sposób stwierdzić co chował tam stary Tyłkogłowy. Chyba będzie musiał się wybrać na przebieżkę o północy ze Szczeniaczkiem, co?

Syriusz położył nogi skrzyżowane w kostkach na biurku i zaczął masować sobie skronie. Nagle usłyszał delikatne pukanie do drzwi biura. Jęknął. Jeśli to kolejny uczeń z następnym durnym pytaniem, to ciśnie w niego klątwą.

- Wypad. To moja przerwa, więc jeśli nie jesteś półnagą czarownicą, to jestem zajęty! – krzyknął Syriusz w stronę drzwi, nie otwierając nawet oczu. Usłyszał, jak drzwi otwierają się i zamykają.

- O rany, profesorze Black, nie wiedziałam, że obowiązuje tu określony strój. Czy zostanę ukarana? – dobiegł do niego zmysłowy głos, którego nie słyszał od tak dawna. Poderwał się tak szybko, że runął razem z krzesłem. Tak samo upadła jego godność. Kiedy niezgrabnie usiłował wstać na nogi usłyszał jej słodki chichot i dopiero w tej chwili zrozumiał, jak bardzo mu go brakowało. Zerwał się na nogi i szybko sprawdził czy nie wygląda na zbytnio sponiewieranego. To wywołało kolejny chichot, nie żeby mu to przeszkadzało.

Przyglądała mu się oparta plecami o drzwi Gabriella Greengrass. Tak nieskazitelna i piękna jak zapamiętał tego ostatniego razu, gdy na nią patrzył. Jej blond włosy były rozdzielone po prawej stronie, a jeden z loków strategicznie założony za ucho, by odsłonić szyję od ucha aż po bark. Pokazywała mu dokładnie to miejsce, któremu nigdy nie mógł się oprzeć i które, jak świetnie wiedział, przy odpowiedniej dozie uwagi potrafiło wywoływać najbardziej niesamowite dźwięki z jej ust. Ślizgoni nigdy nie grają uczciwie. Kąciki jej ust uniosły się ku górze, jakby usłyszała jego mentalny sprzeciw.

- Cześć – Syriusz wiedział, że to żałosny tekst, ale nic lepszego nie przychodziło mu do głowy. Wyglądało na to, że wciąż potrafiła związać mu język jednym spojrzeniem. Nie widział jej od przeszło siedemnastu lat, a jednak jego pierwszym pragnieniem było rzucić ją na biurko i wpić się w jej usta.

- Cześć – w jej głosie usłyszał jakąś niepewność, która przykuła jego uwagę. Być może dla niej ta sytuacja była równie niezręczna. Przeszedł wokół biurka i ruszył w jej stronę. Zatrzymał się tuż przed nią, niepewny gdzie teraz znajdują się granice między nimi. Tak głęboko zapatrzył się w jej intensywnie błękitne oczy, że przegapił lekkie zmarszczenie brwi. Odsunęła się od drzwi i zmniejszyła przestrzeń między nimi, aż prawie całkowicie się dotykali. Jej zapach zaatakował jego zmysły i musiał się mocno skupić, by nie słuchać swojego instynktu. Chciał się odezwać, ale położyła mu palce na ustach.

- Nie. Najpierw niech ci się przyjrzę – powiedziała, a jej oczy wędrowały po całej jego postaci, jakby usiłowała wypalić w pamięci każdy szczegół. Jednocześnie porównywała go z młodszą wersją, którą miała we wspomnieniach. – Popatrzcie tylko na tą starannie przyciętą kozią bródkę. Wyglądasz jak Ming Bezlitosny – zażartowała ciągnąc lekko włosy na jego brodzie.

Syriusz wyszczerzył się od ucha do ucha, wspominając wieczór, kiedy wymknęli się, żeby obejrzeć mugolski film. Tak ją to pochłonęło, że kilka razy dosłownie na niego wskoczyła. Wtedy zrozumiał, że straszne części filmu to najlepsi przyjaciele faceta. Tak jej się spodobało, że zaproponowała obejrzenie go jeszcze raz, choć z tego co pamiętał za drugim razem nie poświęcili za wiele czasu na oglądanie.

- Policzki gładko ogolone – kontynuowała Gabriella przesuwając palcami po jego skórze, a on przycisnął policzek do jej ciepłej dłoni. – Ale nie podobają mi się te włosy związane w taki nudny, ciasny kucyk.

Sięgnęła mu za szyję, wyciągnęła spinkę do włosów z herbem Blacków i beztrosko rzuciła ją za siebie. Potem przesunęła palcami po jego włosach, mocno je mierzwiąc. Syriusz nawet nie udawał, że ma coś przeciwko. Po prostu rozkoszował się uczuciami, które w nim to wywoływało. Gabriella zrobiła krok w tył i oceniła swoją pracę.

- Właśnie! Teraz wyglądasz jak porządny łotrzyk – skończyła z promiennym uśmiechem. Jej oczy przyciągały go, tak jak zawsze. Już po mnie.

- Czytałem, że należą ci się gratulacje. Jestem z ciebie dumny – odezwał się Syriusz, usiłując odzyskać choć odrobinę kontroli nad sytuacją.

- Co? A, mówisz o tym małym kawałku żelastwa, który Ministerstwo rozdaje każdemu co się nawinie? – Gabriella machnęła ręką, jakby to nie było nic ważnego. Syriusz jednak wiedział, że tylko udaje.

- Order Merlina to nie jest powszechna rzecz, Gaby. Mój chrześniak powiedział, że byłaś niesamowita, ale ja o tym wiem już od dawna – powiedział Syriusz, walcząc z pokusą, by przesunąć dłonią po jej włosach, tak jak to zawsze robił.

Gabriella uśmiechnęła się, słysząc zdrobnienie, którego zawsze używał. Już tak dawno go nie słyszała. Chciała go wynagrodzić pocałunkiem tu i teraz, ale zwalczyła pokusę, niezależnie od tego jak była silna. Powoli przeszła wokół jego biura, udając, że przeprowadza inspekcję. To dało jej czas, by zebrać się w sobie. Niezależnie od tego, że znowu poczuła się jak szesnastolatka, wiedziała, że nie może się tak zachowywać.

- Tak mnie chwalisz, Siri, że aż się rumienię – odpowiedziała z figlarnym uśmiechem. Podniosła zdjęcie i przyjrzała się mu. Potem je odłożyła i stanęła twarzą w twarz z Syriuszem. – Nawet nie udawaj, że cię tam nie było, Lordzie Black.

Syriusz uniósł brew, a potem uniósł osłony, zapewniające im prywatność.

- O czym ty mówisz? Byłem tutaj i prowadziłem lekcję.

Wiedział, że nie ma sensu się z nią sprzeczać. Oboje wiedzieli, że Gabriella ma rację, ale trudno było wyzbyć się tego przyzwyczajenia. Poza tym uwielbiał z nią w to grać.

- Zastanówmy się – Gabriella popukała opuszkiem palca w swoje usta, udając, że się nad tym namyśla. – Na ratunek przybyła nam grupa oszołamiających łotrzyków w szkarłatnych szatach i maskach zwierząt na twarzach. Jeśli o mnie chodzi, to oni byli rzeczywistymi bohaterami tej bitwy i to oni zasługują na Order Merlina. W sumie był tam taki jeden z maską psa, naprawdę świetny tyłek.

- I widziałaś to pod szatą?

- Po pierwsze nie przerywaj mi, po drugie nie pyskuj, a po trzecie kobieta po prostu wie takie rzeczy.

- Chylę czoła przed twoją mądrością.

- Co mówiłam o pyskowaniu? – spytała Gabriella, grożąc mu różdżką.

- Żebym tego nie robił – Syriusz ponownie udał disneyowskiego Złomka. Gabriella potrząsnęła głową, ale nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Bywał czasami irytujący, ale naprawdę jej tego brakowało.

- Jak już mówiłam, zanim postanowiłeś się zachowywać… jak to masz w zwyczaju, widziałam tam czarodzieja z naprawdę uroczym tyłkiem. Chodzi mi o to, że jeśli nie chcesz być rozpoznany – Gabriella zrobiła krok w przód, ponownie wchodząc w jego przestrzeń osobistą – nie powinieneś raczej wymachiwać wielkim mieczem Claymore z herbem Rodu Blacków – podkreśliła to, pukając go palcem między oczami.

Kiedy znów spojrzał w jej oczy, ujrzał, że wezbrały łzami. Szybko opuściła głowę, by ukryć chwilę słabości. Ta jej duma. Syriusz prawie się roześmiał. Zamiast tego jednak podał jej chusteczkę, a ona przyjęła ją bez protestów i osuszyła oczy, nim uniosła wzrok. Ponad siedemnaście lat jestem jak z kamienia, a rozklejam się po dwóch minutach z nim.

- Wiesz, że to wszystko twoja wina.

- Jak zwykle.

- Zamknij się i daj mi skończyć. Czekałam siedemnaście lat, żeby to z siebie wyrzucić, więc daj mi to, do cholery, powiedzieć – zabrzmiało to bardziej jak błaganie niż jak rozkaz. Niezależnie od tego jego milczenie upewniło ją, że uczyni to, o co poprosiła go dawna kochanka. Kiedy uniosła wzrok ujrzał w jej oczach zarówno ból, jak i ogień.

- To się nie miało wydarzyć. Nie taki był plan. A jednak mój łotrzyk wmieszał się i wszystko popsuł. Kocham cię i nienawidzę za to jednocześnie, wiesz?

Tym razem Syriusz roześmiał się lekko, a ona mu zawtórowała, a potem lekko uderzyła w ramię.

- Logiczny, praktyczny i wprawny umysł Gabrielli Drake nigdy nie miał szans przeciwko chaosowi i niewiarygodnie oryginalnej osobowości jaką jest i zawsze będzie Syriusz Black.

- Racja, ale i tak dobrze się bawiłem, obserwując twoje próby.

- Znowu przerywasz. Mam cię uderzyć klątwą?

- Zależy jaką i gdzie.

- Jesteś niepoprawny, wiesz?

- Taki talent.

- To nie miał być komplement.

- Ale dla mnie nim był, kochanie.

Posłała mu spojrzenie, które często widział na twarzy Lily. Znaczyło mniej więcej Stąpasz po cienkim lodzie, koleżko.

- Przepraszam. Mówiłaś właśnie, że spieprzyłem twój plan…

- Miałeś być moją tajemniczą przyjemnością, mrocznym, zakazanym kochankiem, ostatnim romansem, nim zostanę obarczona mężem i życiem, którego sobie nie wybrałam. Ciepłym wspomnieniem, by pocieszać mnie w zimnym łóżku, podczas gdy mój niechciany małżonek odnajdzie pociechę w ramionach metresy. Widzisz, dowiedziałam się o Kontrakcie Małżeńskim w wakacje przed tym rokiem, kiedy to wpadłeś na mnie i zmieniłeś moje życie. Byłam wtedy taka zła na moich rodziców. Ty się pojawiłeś i ujrzałam w tobie idealną okazję do sprzeciwienia się rodzicom. Naprawdę tego żałuję, Siri. Zasługiwałeś na coś lepszego.

Żal wypisany na jej twarzy sprawił, że Syriusz poczuł ukłucie w sercu. Skrzyżowała ramiona, obejmując się, jakby usiłowała utrzymać się w jednym kawałku. Nie potrafiła popatrzeć mu w oczy, w których na pewno zobaczyłaby poczucie zdrady. Poczuła jednak, jak Syriusz delikatnie gładzi jej policzek. Nie uważała, by zasługiwała na jakąkolwiek pociechę, ale i tak z niej skorzystała. Przesunął palcem po jej policzku, aż zawędrował pod brodę. Powoli uniósł jej głowę, by spojrzała mu w oczy. W jego źrenicach nie było złości czy niechęci, jedynie zrozumienie i wybaczenie.

- Wiem, że na początku nasz związek opierał się na buncie. Ty byłaś Ślizgonką, a ja Gryfonem. Aż tak głupi nie jestem – powiedział Syriusz, co wywołało u niej urywany śmiech.

Objął ją, a ona przytuliła się do niego bez wahania. Trzymała się pociechy i zrozumienia, które jej ofiarował, jak tonący koła ratunkowego. Wymamrotała podziękowanie w jego pierś, a on przytulił ją odrobinę mocniej. Gabriella czekała w jego ramionach dłużej, niż było to konieczne. Jej dawny kochanek znów był przy niej i samolubnie pragnęła się tym nacieszyć, ale z ogromną niechęcią w końcu odsunęła się od niego.

- No dobra, nie mam nic przeciwko takiemu przerywaniu, ale nie skończyłam jeszcze – powiedziała i wzięła głęboki oddech. – Byłam samolubną, rozpieszczoną dziewczyną, która nie brała pod uwagę twoich uczuć. Myślałam, że kontroluję sytuację. Byłeś czystej krwi, pierworodnym Rodu Blacków, więc moi rodzice nie mogą sprzeciwić się otwarcie naszej przyjaźni, nie obrażając twojej rodziny. Wiesz, że twoja mama mnie odwiedziła? Chyba miała nadzieję, że będę miała na ciebie dobry wpływ. Rany, jakże się myliła. Jak prawdziwy Huncwot przełamałeś moje linie obrony i splądrowałeś moje serce. Za to też cię kocham i nienawidzę.

- Wiedziałem, że moja mama usiłuje cię skłonić, żebyś mnie zmieniła. To była kropla, która przelała czarę. Jeden z głównych powodów, dla których uciekłem. Nie był to jeden z moich najlepiej przemyślanych planów. Chyba tylko fakt, że byłem dziedzicem Blacków utrzymał twojego ojca pod kontrolą.

- Właściwie tak. Kiedy tylko dotarły do niego wieści, zażądał z miejsca, żebym z tobą zerwała.

- Tak dla twojej informacji, nigdy nie lubiłem twojego ojca.

- Tak dla twojej informacji ja również nigdy już się do niego nie odezwałam, nie po tym co zrobił nam obojgu. Może to niegodne damy, ale nawet naplułam na jego grób i powiedziałam mu, że to od ciebie.

- Tak dla twojej informacji pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po powrocie było naszczanie na jego grób.

- Słodki jesteś, ale wolałabym, żebyś usiadł ze mną i porządnie pogadał.

- Nie zapomniałem zasad, kochanie.

- Obaj ci mężczyźni płoną teraz w piekle za swoje grzechy, jeśli jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie. Nie kontrolują już mojego losu.

W oczach Syriusza błysnął gniew. Jego dłoń wystrzeliła do przodu i spoczęła na jej karku w mgnieniu oka. Jego palec wskazujący przesunął się po runie wypalonej przez tych skurwieli.

- To mówi mi coś innego – rzucił przez zaciśnięte zęby.

- On nie jest złym człowiekiem, Siri – zaoponowała błagalnie Gabriella. Znała to spojrzenie.

- Na pewno nie jest dobrym człowiekiem! Dobry człowiek by cię uwolnił!

Gniew Syriusza gorzał coraz mocniej. Nie mógł uwierzyć, że ona go broni. Odsunął się od niej, bo bardzo chciał coś uderzyć.

- To może odważny Gryfon powinien mnie porwać z dala od tego wszystkiego! Wybrałeś sobie gówniany moment na nagłe posłuszeństwo zasadom, Siri. Gdyby nie to, może to ty miałbyś trzy piękne córki, a nie on!

Odpowiedziała wściekłością na wściekłość. Nie wszystko na świecie było czarne lub białe, a on powinien o tym wiedzieć najlepiej.

- Oboje wiemy co by się stało, gdybym tak zrobił!

Ależ ta kobieta jest wkurzająca! Czy ona naprawdę myśli, ze tego nie wiem?

- To ja powinnam podjąć tę decyzję!

Patrzyli na siebie wilkiem, oboje przeświadczeni, że mają rację i wciekli, że drugie tego nie widzi. Kiedy Gabriella przemówiła ponownie, jej głos był cichy i uspokajający. Widziała, że tak do niczego nie dojdą, a poza tym było jedno pytanie, które chciała mu zadać przez ostatnie siedemnaście lat:

- Dlaczego nie szanowałeś mnie na tyle, żeby pozwolić mi podjąć decyzję?

Syriusz opadł ciężko na biurko i skłonił głowę. Waga wszystkie co zostało i co nie zostało wypowiedziane była zbyt dużo, by to znosić. Wymamrotał coś, co nie do końca zrozumiała.

- Co? – spytała Gabriella, a kiedy on uniósł głowę zorientowała się, że jej dawny kochanek z trudem powstrzymuje łzy. To powiedziało jej wszystko co chciała wiedzieć, ale wciąż pragnęła usłyszeć jego słowa.

- Powiedziałem: jaki mężczyzna zmusza kobietę, którą kocha do dokonania takiego wyboru?

Kocha? On dalej mnie kocha? Podeszła do niego i potarła policzkiem o jego policzek. To nie naruszało żadnych zasad i przekazywało komunikat zrozumiały tylko dla animagów. Objęli się z miłością i pozostawali tak przez wieki, a może to tylko oni chcieli, by trwało to tak długo. Oboje ofiarowali i przyjmowali pociechę, której przez długie lata im odmawiano.

- I co z ciebie za łotrzyk? – wyszeptała mu do ucha. Oboje roześmiali się cicho.

Wkrótce przeszkodził im hałas, który robili uczniowie wchodzący do klasy. Przesunęła policzkiem po jego policzku, aż ich usta niemal się zetknęły. Pokusa, by go pocałować, była nie do zniesienia, ale reguł nie można było złamać. Nieważne jak bardzo czuła się tym pokrzywdzona, jej córki były na pierwszym miejscu. Odsunęła się, pocałowała opuszki palców i przyłożyła je do jego warg. Łza spłynęła po jego policzku, ale ona złapała ją, nim spadła z jego szczęki i złożyła ją na swoim dekolcie. Syriusz ucałował koniuszki dwóch swoich palców i przeciągnął nimi po jej szyi aż do miejsca, w którym była najbardziej wrażliwa. Cichy jęk z jej ust stanowił dla niego gorzką nagrodę. Gabriella ze smutkiem podeszła do kominka i weszła w niego, po czym popatrzyła na Syriusza.

- Dla ciebie oddałabym swoją magię.

- Wiem kochanie. Ale nie mogłem ci na to pozwolić.

- Błogosławieństwo Aidin – powiedziała wyraźnie Gabriella i zniknęła. Syriusz uśmiechnął się, słysząc ukrytą wiadomość. Gaby nie wróciła do domu i pozostawiła dla niego świeczkę w oknie. Jeśli dobrze pamiętał, Aidin była celtycką boginią miłości i seksu.

Tak, już po mnie.


Daphne wyłoniła się z łazienki w gościnnym pokoju Harry'ego. Wzięła gorący prysznic i wylała więcej łez, niż uważała za możliwe. Ostrożnie rozejrzała się po pokoju. Chociaż początkowo była naprawdę zła na Harry'ego, że tak bez pytania wysłał tu ją i Ginny, pocieszyła ją świadomość, że o ile znała się na ludziach, to to miejsce było bezpieczniejsze niż jej własny dom. A jeśli sądzić po pomieszczeniu, w którym się znajdowała, było równie wygodne. Wielkie podwójne łózko w rogu pokoju wyglądało nader kusząco. Nie położyła się na nim tylko dlatego, że była pewna, że gdy tylko zaśnie, opadną ją koszmary. Obok łóżka, na stoliku, stała taca z zestawem do herbaty, różnymi ponoszącymi na duchu smakołykami i, jeśli się nie myliła, czara z Eliksirem Słodkich Snów. Na pluszowym, przytulnym krześle koło stolika leżał wielki, uspokajająco miękki szlafrok oraz jej różdżka. Wygląda na to, że Weasley pomyślała o wszystkim.

Przebiegła przez pokój i złapała różdżkę jak dziecko chwytające prezent w bożonarodzeniowy poranek. Przycisnęła ją do piersi obiema rękami i wzięła drżący oddech. Znów czuła się kompletna. Często słyszała, jak jej ojciec mówił, jak to różdżka jest przedłużeniem człowieka. Jednak aż do tej chwili nie zdawała sobie sprawy jak integralną część jej osobowości stanowił ten kawałek drewna i magicznego rdzenia.

Usłyszała jakiś dźwięk dobiegający z korytarza. Nagle jej umysł opanował strach. Zapomniała jak się oddycha. Pospiesznie zamknęła drzwi, oparła się o nie plecami i ześliznęła po ich powierzchni, aż usiadła na podłogę. Kiedy odzyskała kontrolę nad oddechem, napełniło ją uczucie niesmaku. Nic nowego, ale nigdy nie czuła tego w stosunku do samej siebie.

Naprawdę była taka krucha? Czy naprawdę zamierzała pozwolić takiemu dennemu kretynowi jak Crabbe zmienić ją w bełkoczącą idiotkę, która boi się każdego dźwięku. NIE! Była Daphne Greengrass. Lodową Królową Slytherinu! Potrafiła przecież sprawić jednym lodowatym spojrzeniem, że młodsi uczniowie robili w majtki. Była mądra, silna na ciele i duchu, bezlitosna w walce i… i była zabójczynią. Była zabójczynią. Odebrała życie komuś, kogo znała odkąd nauczyła się chodzić. Ta myśl sprawiła, że młoda kobieta znów się załamała.

Ukryła twarz w ramionach, a z jej oczu popłynęły łzy, choć chwilę wcześniej myślała, że wypłakała już wszystkie. Nie wiedziała jak długo siedziała tak, rycząc jak mała, słaba dziewczynka. Na pewno nie opłakiwała Goyle'a. Nie zasłużył na to. Nie płakała też nad swoją niewinnością. Zbyt wiele w życiu widziała, by naiwnie myśleć, że coś takiego jest jej udziałem. Nie płakała też ze strachu przed Azkabanem. Była pewna, ze Harry do tego nie dopuści. Widziała to w jego oczach. Była pewna, że właśnie robi wszystko co konieczne, żeby ochronić ją i Ginny.

To nie o prawne konsekwencje się martwiła. Voldemort nie dopuści, by zabicie jego dwóch młodych Śmierciożerców uszło na sucho. Harry chronił nie tylko ją, ale i całą jej rodzinę. Co do Dumbledore'a, była pewna, że gdyby się tylko dowiedział, wykorzystałby to dla własnych celów bez chwili wahania.

Nie płakała też nad tym co niemal ją spotkało. Nie zamierzała się nad sobą rozczulać. Znała dziewczyny, które ucierpiały znacznie bardziej, a jedna z nich znajdowała się gdzieś za tymi drzwiami, o które Daphne się właśnie opierała.

Szczerze mówiąc nie była pewna czemu wciąż płacze. Wyglądało na to, że jej umysł i ciało właśnie na swój sposób zdejmują z niej klątwę. Daphne wiedziała, że to mocno naciągane wyjaśnienie, ale musiało jej wystarczyć. Postanowiła po prostu znieść ten wybuch niekontrolowanych emocji. Jakbym miała jakieś inne wyjście.

Delikatne pukanie do drzwi przerwało jej autorefleksje. Szybko wstała, otarła łzy z policzków, doprowadziła się do porządku na ile była w stanie i dopiero wtedy otworzyła. Nie była pewna ile jej reputacji przetrwało, ale zamierzała ją chronić, dla własnego samopoczucia, nawet jeśli nie było w tym innego sensu.

- Tak?

Przeklęła się w myślach. Brzmiała słabo i żałośnie. Odchrząknęła i powtórzyła:

- Tak?

Dobrze, dużo lepiej. Pokazanie słabości to proszenie się o napaść.

- Mogę wejść? – zza drzwi dobiegł głos Ginny Weasley. Daphne wydawało się, że brzmi nieco nerwowo. Za nic nie potrafiła pojąć dlaczego. Otworzyła drzwi i zaprosiła ją do środka.

W pokoju dziewczyny popatrzyły po sobie ostrożnie. Daphne robiła co w jej mocy, by nie wychodzić ze swojej roli Lodowej Królowej, ale szło jej to żałośnie. Ginny znała to z własnego doświadczenia i chciała przytulić pocieszająco drugą dziewczynę. Nie była jednak pewna, czy nie wyniknie z tego więcej szkód niż korzyści.

- Dziękuję – odezwała się Daphne, przerywając niezręczną ciszę.

- Umm… nie ma za co. Żałuję tylko, że nie dotarłam tam wcześniej – odparła Ginny szczerze.

- Szkoda, że w ogóle musiałaś przychodzić. Powinnam być mądrzejsza. Nie mogę uwierzyć, że tak mnie przechytrzyli.

- Hej, czasem tak bywa. Najlepsze co możemy zrobić to przetrwać i wyciągnąć wnioski – Ginny mówiła z doświadczenia.

- Chyba ty wiesz to lepiej niż ktokolwiek inny, co? Chciałabym mieć chociaż połowę twojej odwagi. Pewnie myślisz sobie teraz, że jestem żałosna?

- Prawdziwa odwaga to walka, mimo że wiesz, że jesteś skazana na porażkę. Kiedy twoje serce bije tak mocno, że jesteś pewna, że lada moment pęknie i kiedy przerażenie sprawia, że oddech staje się czymś nieosiągalnym albo kiedy śmierć zdaje się lepszym wyborem niż dalsze życie, a ty mimo wszystko odmawiasz im tej satysfakcji. Daphne, byłaś bez różdżki i związana, oni mieli przewagę liczebną, a ty i tak im się postawiłaś. Walczyłaś i nie pozwoliłaś Crabbe'owi, by wziął to, co do niego nigdy nie należało. Wiele można o tobie powiedzieć, Daphne Greengrass, ale nie to, że jesteś słaba i żałosna.

- I tak na końcu rzucił mnie na stół. To ty ocaliłaś moją cnotę, nie ja.

- Gówno prawda i świetnie o tym wiesz! Znalazłabyś sposób.

- Mylisz się. Było po mnie. Miałam już dość.

- Tak? A twoje oczy powiedziały mi coś innego. Mogli cię pobić, ale cię nie pokonali.

Po tych słowach Ginny zobaczyła, jak starannie wyrzeźbiona lodowa powłoka Daphne pęka. Na jej twarzy był wypisany żal, ulga i zrozumienie. Jej oczy znów wezbrały łzami. Ginny wiedziała, czego potrzebuje ta dumna dziewczyna, nawet jeśli jej ego na to nie pozwala.

- Wiesz, jestem Weasleyem, a my się przytulamy… To taka biologiczna reakcja – powiedziała Ginny, wzruszając ramionami, a potem otworzyła ramiona i przywołała gestem Daphne. Ta zaśmiała się lekko.

- Biorąc pod uwagę, że właśnie ocaliłaś mi tyłek, chyba mogę ci raz dogodzić – zażartowała niepewnie Ślizgonka. Podeszła do Ginny, uścisnęła ją i z zaskoczeniem zarejestrowała ciepło, które poczuła. Wszystko to, co dusiła w sobie, wyleciało z niej szeroką falą. Ginny słuchała w ciszy, pocieszając jak mogła. Kiedy Daphne wreszcie przerwała żeby zaczerpnąć oddechu, Ginny podzieliła się z nią rzeczami, które może pojąc tylko ktoś, kto kiedyś znalazł się w podobnej sytuacji. Chociaż ich przeżycia były zupełnie inne, w pewnych punktach było sporo zbieżności. Żarty mieszały się ze łzami i kiedy Harry przybył jakiś czas później, obie młode kobiety rozumiały się już znacznie lepiej.

- Wiecie co, taki obrazek to dopiero pobudza fantazje – zażartował, mając nadzieję, że nieco rozjaśni nastrój w pokoju. Obie dziewczyny spojrzały na niego spode łba oburzone. Uroczo. Odsunęły się od siebie, jedna dłoń Ginny spoczęła na jej biodrze, a druga wycelowała w niego różdżką.

- To daj sobie na wstrzymanie, Dupku. Nie zmienię dla ciebie moich preferencji.

- Poza tym raczej żadna z nas nie jest skłonna do dzielenia się – dodała Daphne, krzyżując ręce na piersi. Chociaż jej oczy miotały gromy, uniesiony kącik jej ust powiedział mu, że to tylko gra. Ginny sapnęła i skinęła potakująco głową.

- Pewnie macie rację. Dwie samice alfa w jednym łóżku pewnie by mnie zabiły, ale co to by była za jazda… - powiedział Harry z psotnym uśmiechem, unosząc żartobliwie brwi.

- Świnia! – odparły unisono.

- On tak zawsze? – spytała cierpiętniczo Daphne swojej nowej przyjaciółki. Ginny wiedziała, że to co powiedział Harry, było totalnie niewłaściwe w tej sytuacji, ale potem coś do niej dotarło. Nazwał je obie samicami alfa. Jego opinia nie uległa zmianie. Dalej ją szanował! Zaskoczyło ją, jak wielkie ma to dla niej znaczenie.

- Właściwie tak, ale po jakimś czasie się przyzwyczaisz – odpowiedziała Ginny, wzruszając ramionami i uśmiechając się psotnie.

- Jak do grzyba na ścianie – podsumowała Daphne. Nie była pewna, czy będzie potrafiła pozostać tą samą osobą co wcześniej, ale może nie było w tym nic złego.

- Właśnie – potwierdziła Ginny.

- Ej!

- No dobra, grzyba ze zgrabnym tyłkiem – poprawiła się Ginny.

- Już lepiej.

- Widzisz, trzeba mu czasem popieścić ego – zażartowała Ginny. Potem posłała Harry'emu całusa.

- Ale nie można pieścić go za mocno, bo może wystrzelić – dodała Daphne i obie zaczęły pękać ze śmiechu.

- Ej! Mam was rozsadzić?

- Co? – spytały obie niewinnie, po czym śmiały się dalej. Harry nie miał nic przeciwko byciu obiektem żartów. Dobrze widzieć je w lepszym humorze.

- Dzięki, Harry, naprawdę tego mi było trzeba – powiedziała Daphne, gdy wreszcie ona i Ginny się opanowały. Bez zastanowienia podeszła do Harry'ego i uściskała go, co zaskoczyło całą trójkę. Harry odwzajemnił uścisk i pocałował ją w czubek głowy. Ginny dostrzegła uśmiech, który pojawił się na twarzy Daphne.

- Bycie komikiem to moje życiowe powołanie – zażartował Harry.

- Trzeba robić to, w czym się jest dobrym, Cieniu – zakpiła Daphne, a potem przesunęła palcem po wierzchu dłoni, którą zraniła wcześniej tego dnia. – Przepraszam za to. I za to, że jestem ciężarem.

Harry ujął ją za brodę i uniósł jej twarz, żeby spojrzała mu w oczy.

- Wszyscy dziś wyciągnęliśmy wnioski z nieprzyjemnych lekcji. Błądzić rzecz ludzka. Nie jesteś z lodu, Daph, jesteś znacznie bardziej wartościowa. Wysłałem już wiadomość do mojego wujka Lunatyka, żeby zaaranżował sojusz z twoim rodem. Chronię moich przyjaciół, nawet tych dumnych, którzy uważają się za ciężar, choć nim nie są. O, chyba się topisz – zażartował Harry, ocierając jej łzę z policzka.

- Chyba już nie chcę być lodową królową – wyznała Daphne i ukryła twarz w jego piersi. Harry zerknął na Ginny, która spojrzała na niego bez wahania z pełnym zrozumieniem. Uniesiona brew przekazała mu, że porozmawiają później.

- Jesteś najlepsza – przekazał ruchem warg, a ona jedynie wywróciła oczami.

- Dobra, to może pokażesz Hellcat* garderobę, a ja wezmę zasłużony prysznic? Potem porozmawiamy o tym, co robić dalej.

- Hellcat? – spytała zmieszana Daphne. Harry wskazał wierzch dłoni, którą okaleczyła rano. Daphne wydała z siebie ciche „Ups", ale na jej twarzy pojawił się uśmiech.

- Tak, to nieźle pasuje. Podoba mi się dużo bardziej niż Lodowa Królowa. A skoro już o tym wspomniałeś to biblioteka faktycznie wyglądała, jakby szalał w niej jakiś demon – dodała Ginny z szerokim uśmiechem. Daphne wywróciła oczami, ale nie przestawała się śmiać.

- Nie żeby mi to nie pasowało, ale wszyscy mamy lekcje. Jestem pewna, że zauważą, jeśli cała nasza trójka się na nich nie pojawi.

- Nie ma sprawy. W tej chwili trzy skrzaty domowe przyjęły nasz wygląd i siedzą na lekcjach robiąc notatki. Jeśli ktoś będzie chciał z nimi porozmawiać, poczuje silny przymus, żeby tego nie robić – uspokoił ją Harry, jakby to było coś oczywistego.

- One to potrafią? – spytała wstrząśnięta Daphne.

- Skrzaty domowe są przeznaczone do większych rzeczy niż zwykła służba domowa. To naprawdę niezwykłe magiczne stworzenia. Moce które posiadają są bardziej niezwykłe, niż mogę to opisać słowami – zapewnił Harry i poszedł pod prysznic, zostawiając dziewczyny, by zastanowiły się nad jego słowami.

Daphne wybrała bardzo szykowny strój, po czym wraz z Ginny usiadły w salonie i czekały na Harry'ego. Ginny zazdrościła Ślizgonce stylu, ale dorastając w biednej rodzinie przyzwyczaiła się, żeby osiągać jak najlepsze efekty z tym, co akurat było pod ręką. Za każdym razem, kiedy ciągano ją na jakieś nudne arystokratyczne przyjęcie, bo Neville potrzebował ozdoby przy boku, czuła się bardzo niezręcznie. Nieraz słyszała rzucane mimochodem komentarze na swój temat. Chociaż teraz, z jej nowo nabytym bogactwem, może będzie mogła sobie pozwolić na nową garderobę.

- Więc jesteś jaguarem burzowym. Imponujące. Jak rozumiem to była twoja pierwsza pełna transformacja? – spytała Daphne, wyrywając ją z zamyślenia.

- Nie sądziłam, że tyle będzie mnie to kosztowało. Jak Harry to robi, to wydaje się to takie łatwe.

- Trochę czasu i praktyki i będzie łatwe. Wiesz, jaguary znane są jako stworzenia chaosu. Razem z Harrym wywołaliście sporo chaosu w Hogwarcie. A kiedy dodamy jeszcze burzę, pewnie szykuje nam się bardzo ciekawy rok.

- Taki talent. Nie powiedziałaś mi jaką ty masz formę animagiczną?

- Rysia – powiedziała Daphne spokojnie. Jednak reakcja Ginny wcale taka spokojna nie była. Daphne ujrzała szok i strach na jej twarzy. – Co jest?

Ginny ciężko przełknęła ślinę, zanim mogła odpowiedzieć. Wyczuła już jakąś więź między Daphne i Harrym Nie była jednak do końca pewna co to za więź. Zdawała sobie jednak sprawę, że Daphne spisałaby się w roli Lady Potter znacznie lepiej niż ona. Rany, dziewczyno, trochę za daleko wybiegłaś myślami! Skupmy się na tu i teraz!

- Więc twoja forma animagiczna jest kompatybilna z formą Harry'ego? – spytała nerwowo Ginny. Przez trzy sekundy Daphne patrzyła na nią nierozumiejącym wzrokiem, a potem wybuchnęła takim śmiechem, że aż zgięła się w pół. Ginny popatrzyła na nią ze złością, krzyżując ramiona na piersi. Nie wiedziała co w tym tak cholernie śmiesznego. Daphne wyczuła jej zdenerwowanie i uspokoiła się nieco.

- Może demonstracja rozwieje twoje wątpliwości – zachichotała blondynka, po czym transformowała się w rycia. Ginny natychmiast się rozluźniła. Ryś był większy niż kot domowy, ale mniejszy od dużego psa. Daphne zmieniła się w człowieka. Dalej chichotała.

- Kompatybilna, tak. W praktyce… Aua. Takie wielkie aua.

Ginny poczuła ulgę, a kiedy zdała sobie sprawę, jak niedorzeczne było jej pytanie, również parsknęła śmiechem.

- Czyżbym zmieniała się w dziewczynę, która przyczepia się do faceta jak rzep? – Ginny powiedział to bardziej do siebie niż do Daphne. Jednak i tak usłyszała odpowiedź:

- Bronisz swojego terytorium, ale bez przesady. Jeszcze nie do końca opanowałaś pierwotną stronę swojej animagii. Twoje uczucia będą bardziej intensywne niż normalnie. Co za idiotka ze mnie! Dopiero to do mnie dotarło. Jesteś w rui, prawda? – ostatnie zdanie Daphne wypowiedziała szeptem. Odpowiedział jej pełen zażenowania uśmiech Ginny.

- Moja mama powiedziała mi, że niektórzy animagowie przechodzą ruję. Ale między dwojgiem ludzi musi istnieć silna więź, a ty przecież spotkałaś go dopiero dwa dni temu, prawda? – instynkt Daphne wyczuł tajemnicę do odkrycia.

- Tak naprawdę spotkaliśmy się wcześniej, ale to długa historia – odparła Ginny, machnięciem dłoni odpędzając pytanie, które Daphne chciała zadać.

- Słuchaj, myślę, że obie wiemy, że między Harrym i mną jest jakaś więź – powiedziała Daphne. – Ja ją czuję. Jestem też pewna, że on ją czuje, a i ty to wyczuwasz. Może to coś związanego z animagią, a może coś więcej. Sama nie jestem pewna. Wiem tylko, że on mnie rozumie, a mało kto może mi to dać. Ginny, naprawdę nie chcę tego stracić. Nie będę cię okłamywać. Harry mi się podoba, bo komu nie? Jest zarąbiście przystojny, ale to nie sprawia, że staje się bezczelny. Wiem, że masz mnóstwo powodów, żeby mi nie ufać, ale daję ci słowo, że nigdy nie będę naciskała na coś więcej niż przyjaźń z nim. Nigdy nie zrobiłabym czegoś podobnego przyjaciółce, a po tym wszystkim co dzisiaj zaszło, chciałabym myśleć o tobie jako o przyjaciółce. Poza tym widziałam jak on na ciebie patrzy. Chciałabym, żeby jakiś facet spojrzał tak mnie chociaż raz.

- Dzięki za szczerość. Straszna ze mnie idiotka i tak, uważam cię za przyjaciółkę.

- To dobrze, nie chciałabym zbędnych nieporozumień.

Chrząknięcie od strony drzwi zasygnalizowało im, że nie są już same. Obie dziewczyny zrobiły wielkie oczy i jak na komendę obróciły się w stronę, gdzie stał Harry, opierając się ramieniem o futrynę.

- Ile z tej prywatnej rozmowy usłyszałeś, Dupku? – spytała Ginny, marszcząc brwi.

- Jeśli to miała być prywatna rozmowa, powinnyście użyć zaklęcia ciszy. Ale nigdy nie podsłuchuję rozmów, do których nie jestem dopuszczany. Wolę, żeby moje klejnoty zostały na swoim miejscu.

- I lepiej o tym pamiętaj. Co myślisz, Hellcat? – spytała Ginny, wypróbowując to przezwisko. Daphne uśmiechnęła się promiennie, więc chyba jej się spodobało.

- Serce nie bije mu szybciej, a w jego mowie ciała nie ma śladów kłamstwa. A jednak moja intuicja czarownicy mówi mi, że nie jest kompletnie szczery – Daphne skrzyżowała ramiona na piersi i udała, że patrzy na Harry'ego z niechęcią. Ginny usiadła w tej samej pozycji.

- Nie byłem kompletnie szczery odkąd skończyłem siedem lat – odparł Harry, wchodząc do pokoju i zajmując jedno z wolnych krzeseł. – Ale brzemię prawdy spoczywa na tobie, moja droga – dodał, mrugając do niej.

- Dupek.

- To całkiem fajna kłótnia, Flirciaro, ale wrócimy do niej później. Ciotunia Nimfuś nazwała moją formę Cieniem, ja właśnie nadałem imię Hellcatowi, więc to ona powinna wymyślić twoje.

- Co za nienormalny rodzic nazywa swoje dziecko Nimfuś? – spytała Daphne.

- To też ksywka, ale do rzeczy. Jesteś pierwszą i ostatnią żyjącą osobą, która widziała jej formę animagiczną, więc to ty nadasz jej imię.

- Serio? – spytała Daphne z psotnym uśmiechem, z którego dumni byliby nawet bliźniacy.

- Obiecuję, jeśli nazwiesz mnie Iskierka, to cię zamorduję – zagroziła Ginny.

- Trochę wiary, co? Daj mi chwilę nad tym pomyśleć – poprosiła Daphne, zastanawiając się nad tym co wiedziała o Ginny i tym, co zobaczyła w Bibliotece. Nad tym co dziewczyna przeżyła w życiu i czym była w głębi duszy. – JUŻ MAM!


Słowniczek:

Hellcat – huncwocka ksywka Daphne jest tak wieloznaczna, że nie potrafiłem znaleźć na nią dobrego terminu. Dosłownie znaczy „piekielny kot", co jest czytelną aluzją do formy Daphne. Jednak potocznie mówi się tak o agresywnych kobietach („jędza"). Mianem Hellcat określane są też niektóre modele amerykańskich samolotów bojowych i czołgów. Wreszcie to imię jednej z komiksowych superbohaterek Marvela. Tak więc na razie zostawiam w oryginale, jak macie lepszy pomysł to piszcie, może skorzystam :)


Od autora: Przedstawiam Wam moje własne Złote Trio (w angielskim fandomie tym mianem określa się Harry'ego, Rona i Hermionę – przyp. tłumacza). Tylko bez sprośnych myśli, tu nie będzie żadnych trójkącików. Chociaż pewnie jakoś bym to wplótł w fabułę, to sercem tej historii pozostają Harry i Ginny i nie chcę tego spieprzyć. Co do zainteresowań miłosnych Daphne jeszcze się nie zdecydowałem.


W następnym rozdziale:
- ksywka Ginny
- jak Harry chce ukryć śmierć Crabbe'a i Goyle'a?
- Narcyza Black na tropie
- Lily rozmawia z Syriuszem o Gabrielli