Od tłumacza: Dzięki dla Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek. Zapraszam na mojego bloga „Z pierwszej półki", do którego link znajdziecie w moim profilu autora.
Rozdział 26
Dolores Umbridge siedziała przy stole w Dziurawym Kotle i bezmyślnie mieszała herbatę. Pogrążyła się w myślach, wspominając drastyczną odmianę do jakiej doszło w jej życiu. Dwa i pół roku temu była podsekretarzem u boku najlepszego Ministra Magii od przeszło stulecia, jej ukochanego Korneliusza. Półtora roku temu złapała Hogwart żelazną pięścią i pozbyła się świętoszkowatego dyrektora. Przywróciła szkole odpowiednią dyscyplinę i metody nauczania.
Dzięki swoim kontaktom w Świętym Mungu zdołała podać ówczesnej pani Knot truciznę podczas jej okresowych badań. Powoli działająca substancja znajdowała się w jej organizmie kilka miesięcy, nim kobieta zaczęła zdradzać pierwsze oznaki choroby. Wówczas było już jednak za późno, by nawet najlepsi uzdrowiciele ocalili jej życie. Jej organy wewnętrzne przestawały działać jeden po drugim. Niegdyś kuszące ciało tej młodej szmaty pomarszczyło się jak suszona śliwka. Wybaczyła swojemu ukochanemu jego chwilowy brak zdrowego rozsądku i poślubienie tej małej dziwki, którą interesowało tylko jego złoto. Ta kobieta omotała go swoimi zboczonymi praktykami i manipulowała nim przy każdej okazji. Trzeba było ją usunąć, a wówczas Korneliusz bez wątpienia zwróci się do Dolores po pociechę.
Tylko że wtedy Voldemort ujawnił swoje istnienie, a czarodziejski świat zwrócił się przeciwko niej i jej ukochanemu w ułamku sekundy. Korneliusz został zmuszony do rezygnacji z posady ministra, a ją wyrzucono z Hogwartu i zmuszono do przyjęcia posady zwykłej sekretarki. Sekretarki! A poprzedniego dnia została jeszcze przesłuchana, kiedy zmierzała do pracy, która była tak znacznie poniżej jej godności. Cholerne zmiany w Ministerstwie!
- Witaj, Umbridge. Czemu mnie nie dziwi, że to właśnie ty się ze mną spotykasz? – powiedziała elegancka blondynka, a jej głos ociekał niechęcią.
- Lady Greengrass, zawsze miło panią widzieć – odpowiedziała Doleres ze swoją zwykłą fałszywą słodyczą. Wskazała na puste miejsce, które druga kobieta zajęła z niechęcią, a potem kontynuowała: - Minęło dużo czasu.
- Obawiam się, że niewystarczająco dużo. To jak układają się sprawy w Ministerstwie? – spytała Gabriella z domyślnym uśmiechem. Umbridge zmarszczyła brwi, ale potem posłała jej uśmiech, który miał by czarujący, ale w rzeczywistości mógł przyprawić dziecko o koszmary.
- Uważasz, że to zabawne, że zostałam zdegradowana do zwykłej sekretarki, co? Że odesłano mnie, choć wciąż jestem w pełni sił? Niech szlag trafi Dumbledore'a i jego propagandę. Zmieniałam Hogwart na lepsze, a teraz muszę pracować na samym dnie.
- Co za ironia.
- Nie kpij z mojego bólu, kobieto! Wiesz jakie to upokarzające, gdy po tylu latach wiernej służby Ministerstwu zostałam rzucona na ścianę niczym pospolity kryminalista? Zostałam przeszukana i obejrzana w poszukiwaniu Mrocznego Znaku i to jeszcze przez tą obrzydliwą metamorfomag, mieszańca, dziwkę, która nosi pomiot wilkołaka! Ciekawe z kim musiała się puścić, żeby dostać miejsce w Korpusie Aurorów?
- Jak śmią umożliwić jej uczciwą pracę w oparciu o jej wiedzę i zdolności? Czy nie wiedzą, że jedynym celem istnienia jej i jej podobnych jest służba na plecach z rozłożonymi nogami? – spytała Gabriella, wywracając oczami.
- Wreszcie ktoś, kto pojmuje mój punkt widzenia! – Umbridge kompletnie przegapiła sarkazm Gabrielli.
- Muszę powiedzieć, że jesteś znacznie lepiej rozciągnięta, niż mogłoby się wydawać. Nie co dzień można spotkać kogoś, kto potrafi wsadzić sobie głowę w dupę*. Ale starczy tych grzeczności. Masz informacje, których żądałam?
- Tak, mam wszystkie informacje, które zebrali Niewymowni na temat Niewolniczej Runy DeKy przez wszystkie lata ich badań, łącznie z używaniem jej do kontroli niższych ras i wymuszaniu posłuszeństwa pożądliwych żon, które nie szanują swojej małżeńskiej przysięgi. Chociaż za ten brak szacunku, który mi właśnie okazałaś, powinnam podwoić ci cenę.
- Aluzja z nutką groźby to dość egzotyczny drink, ale muszę odmówić. Jestem pewna, że w swoim ograniczonym rozumku wierzysz, że te kobiety sprzedawały się za życie w bogactwie, władzę i prestiż. Więc nie będę marnowała czasu na naprostowywanie twojego pokrzywionego umysłu. Jako podobno kobieta, nie uważasz, ze to hipokryzja, że mężczyzna może mieć ciastko i zjeść ciastko? Że publicznie mogą się pokazywać z szanowaną, godną podziwu kobietą, a prywatnie zabawiać się z dziwkami o wątpliwej moralności?
- Pościeliły sobie, więc ich obowiązek nakazuje, by się tam wyspały. Arogancja nie przystoi Lady. Zastanawiam się, co powiedziałby twój mąż, gdyby dowiedział się, jakimi rzeczami się interesujesz.
- Kobieta, która tak chętnie torturowała mugolaków podczas swojej kadencji w Hogwarcie powinna wiedzieć, że można odzyskać nawet wymazane wspomnienia z pomocą naprawdę uzdolnionego myślouzdrowiciela. Fakt, że należy o tym przypomnieć rzeczonej kobiecie może wskazywać, że nie zatarła po sobie śladów tak dokładnie jak jej się wydawało. Gdyby ta informacja trafiła do odpowiednich wpływowych ludzi, sytuacja mogłaby się zrobić nieprzyjemna dla tej kobiety. Nie sądzisz?
- A kto naprawdę ważny troszczyłby się o odpowiednie wykształcenie i dyscyplinowanie podczarodziejów i podczarownic?
- Słyszałam, że Lady Potter ma miękkie serce dla mugolaków, jako że sama jest jednym z nich.
- To bzdura. Ona sama ledwo jest uznawana za Lady – Dolores roześmiała się na głos słysząc ten absurdalny komentarz.
- Niemniej jednak jest Lady i posiada wszystkie wynikające z tego przywileje.
- To nieistotne. Od ponad dekady nie było jej w kraju.
- Chyba nie czytujesz za często Proroka Codziennego, co?
- Proszę ci, ten szmatławiec drukuje same kłamstwa.
- W takim razie pewnie nie zdajesz sobie sprawy, że Lady Potter uczy teraz w Hogwarcie i kształtuje odpowiednio młode umysły. Uwierz mi, nie chcesz jej podpaść, o czym Molly Weasley przekonała się boleśnie dzisiaj rano.
- To była Lily Potter? – spytała Dolores, a z jej twarzy odpłynęła cała krew.
- Więc jednak o tym słyszałaś?
- Wszyscy mówili o tym dzisiaj w Ministerstwie – głos Dolores nieco się załamał. Jeśli ta kobieta była w kraju, mogłoby się to okazać zabójcze dla jej finansowej przyszłości. Musiała zrealizować zyski natychmiast. Na szczęście dziewczynka była bezpiecznie ukryta w mugolskim sierocińcu, z dala od ciekawskich oczu. Była pewna, że odpowiednio zatarła wszystkie swoje ślady, ale z drugiej strony była pewna, że to samo zrobiła w Hogwarcie.
- Dolores Umbridge, wyglądasz, jakby ktoś właśnie zatańczył na twoim grobie – zakpiła Gabriella, ale jej zmysły animaga aż wyły. Zaczynała mieć bardzo złe przeczucie. Już dawno temu nauczyła się ufać swoim animagicznym ostrzeżeniom.
- Niezależnie od tego jak przyjemne było nasze małe spotkanie, mam na głowie inne pilne sprawy, więc jeśli zachcesz uprzejmie przekazać mi złoto, możesz dostać swoją obrzydliwą teczkę – powiedziała Umbridge, wstając z miejsca. Musiała coś sprawdzić i kończyła jej się cierpliwość do tej kobiety.
- Z przyjemnością. Nie pragnę niczego bardziej niż wymazać z mojej pamięci kilku ostatnich minut.
W rzeczywistości Gabriella czuła, że będzie musiała długo i dokładnie wyszorować całe ciało po powrocie do domu, by pozbyć się niemoralności tej okropnej kobiety, która unosiła się w powietrzu. Kobiety dokonały wymiany i rozstały się bez słowa.
- Pixi – zawołała Gabriella i jej nowo nabyta skrzatka domowa pojawiła się u jej boku. W przeciwieństwie do pozostałych skrzatów domowych służących Greengrassom, ona związana była tylko z Gabriellą i tylko jej służyła.
- Tak, Pani? Jak Pixi może Pani usłużyć? – spytała przeszczęśliwa istota. Nie mogła się doczekać służenia nowej pani. Gabriella wręczyła jej zawiniętą paczkę i teczkę, którą właśnie otrzymała. Gestem pokazała służącej, by poczekała chwilę i pospiesznie naskrobała krótki list.
Łapo,
Wiadomość dostarczyła Ci Pixi, moja osobista skrzatka, lojalna tylko wobec mnie. Wiem, że zrozumiesz, co mam przez to na myśli. Wysyłam Ci prezent, ale jest bardzo osobisty, więc proszę, żebyś był sam w swojej sypialni, kiedy otworzysz go dziś dokładnie o 22.00. Wysyłam Ci też kopię teczki dotyczącej projektu, nad którym pracuję i przy którym potrzebuję Twojej pomocy. Musiałam przekroczyć pewne granice, by ją dostać. Obawiam się, że mogłam przy tym poruszyć niewłaściwe sieci. Uważaj proszę na Lily.
Całuję,
Kieł
- Zrób kopię tych akt, a potem dostarcz je i ten prezent Syriuszowi Blackowi – poleciła Gabriella, wręczając Pixi przesyłkę.
- Odeszła?! Co znaczy odeszła?! – ryczała Dolores na nieszczęsną kobietę, która miała pecha przebywać w tej chwili w Biurze Sierocińca przy Dziewiątej Ulicy. Jeśli ci mugole zgubili metamorfomag, którą zostawiła im na przechowanie, wypali ten budynek do gołej ziemi, ze wszystkimi, którzy w nim przybywają. To przecież tylko mugole i ich życie się nie liczyło.
Ta sprawa przypadkowej magii, która jej się trafiła, była jak ziarno dla ślepej kury. Matka dziewczyny od samego początku wydawała się rozumieć, że jej córka jest czarownicą. Mugolka twierdziła, że ma krewną, która jest czarownicą, ale nie ma jak się z nią skontaktować w tym momencie. Co więcej krewna nie miała pojęcia, że mugolka ma dziecko.
Dolores już po dwóch sekundach wiedziała, że dziecko jest nie tylko czarownicą, ale i metamorfomagiem. Procedury wymagały, żeby wymazała pamięć kobiety i jej rodziny, a potem oddała dziecko RSM, skąd zostanie przekazane jakiejś czarodziejskiej rodzinie. Co za bzdura, jakby jej gatunek miał coś wspólnego z ludźmi. A ta jeszcze była szlamą, a jej jedynym łączem z czarodziejskim światem była jakaś krewna, która nawet nie wiedziała o jej istnieniu.
Dzięki swojej pracy w Ministerstwie wiedziała o podziemnym rynku, na który trafiały istoty podobne do tego dziecka. Miała też całkiem niezłe rozeznanie, jakie osoby mają fetysz na ich punkcie. Bogaci obywatele zapłacą mnóstwo pieniędzy za możliwość dogodzenia swoim osobliwym zachciankom. Wiedziała też kto szkoli te dziewczęta w sztuce rozkoszy cielesnych.
W przeszłości Dolores przyjmowała już złoto w zamian za odwrócenie wzroku. Była czarownicą o wyrafinowanym guście, a ministerialna pensja nie wystarczała na zaspokojenie wszystkich jej potrzeb. Dlaczego miałaby nie odnieść korzyści z rozwijającego się, lukratywnego rynku? Wszystko ułożyło się zbyt pomyślnie, by pozwolić szansie wymknąć się z rąk.
Dziecko miało tylko cztery lata i trzeba było ukryć ją gdzieś głęboko w mugolskiej społeczności, żeby nie przyciągać niepotrzebnej uwagi. I tak minie wiele lat, zanim będzie mogła przynieść jakieś złoto. Nie ma mowy, żeby sama zajmowała się dzieckiem. Nie mogło to być zbyt miłe miejsce, chciała, żeby dziewczyna została zepchnięta na sam dół, żeby łatwiej było ją kontrolować, kiedy Dolores przypadkiem ją uratuje. Pozbawić ją jakiejkolwiek dobroci i szacunku, a dziecko z desperacją uczepi się każdego, kto okaże jej choć cień tych uczuć. Przy odpowiednio surowym przyuczeniu będzie gotowa wykonać bez wahania wszystko, czego się od niej zażąda.
Wiedziała też, że metamorfomagiczne zdolności dziecka nie zależały od jej magii. Znała runę, która uchroni ją przed kolejnymi wpadkami z przypadkową magią, a także zapewni, że żaden mugol się z nią nie zaprzyjaźni. Z reguły poprawne naznaczenie wymagało trojga, ale ona była pewna, że poradzi sobie sama. Nie sądziła, by magiczny rdzeń dziecka stanowił dla niej jakiekolwiek wyzwanie.
Mugolska kobieta wychodziła z siebie. Nie wiedziała, jak ma się zajmować dzieckiem. I tak ledwo dawała sobie radę. Jej mąż opuścił ją, kiedy odmówiła zostawienia córki w sierocińcu i zabrał ze sobą ich syna. Kobieta poprosiła Umbridge, by ta odnalazła jej siostrę i przekazała ją, że potrzebuje jej pomocy. Kiedy Dolores usłyszała imię siostry, zapewniła mugolkę, że ta kobieta uważana jest za zmarłą. Przekonała głupią kobietę, żeby zostawić dziecko w sierocińcu pod przybranym nazwiskiem. Umbridge zapewniła, że umieści dziecko w dobrej magicznej rodzinie, namówiła też kobietę, żeby wyznaczyła ją na magicznego prawnego opiekuna, póki ktoś nie adoptuje dziewczynki.
Zdesperowaną kobietą łatwo było manewrować dzięki zaklęciu przymusu. Dolores skłoniła ją podstępem do podpisania położonych przed nią dokumentów. Potem zabrała mugolkę i jej kurę, która niedługo zniesie złote jaja, do sierocińca na Dziewiątej Ulicy. Po powrocie do domu Umbridge wymazała pamięć mugolce i usunęła wszystko co świadczyło, ze kobieta kiedykolwiek miała córkę.
Od czasu do czasu doglądała swoją małą inwestycję. Dziewczynka zaprzyjaźniła się z chłopakiem, mimo wypalonej runy. Wyglądał na odpornego na nią, tak samo jak na inne próby kontroli. Musiała wykorzystać przysługę, żeby zmodyfikować umysł chłopca. Pracowała tam charłaczka, więc i jej od czasu do czasu trzeba było wymazywać pamięć.
Zaniedbała to, gdy ona i jej ukochany próbowali przejąć Hogwart. Kiedy wszystko szlag trafił, a Korneliusz został usunięty ze stanowiska Ministra Magii, ona stała się przedmiotem śledztwa. Udało jej się zachować pracę w Ministerstwie, ale została zdegradowana do Archiwum i zarabiała o połowę mniej niż wcześniej. Dorabiała sprawiając od czasu do czasu, że jakieś akta znikały albo, jak w przypadku Greengrass, unikały niszczarki. To musiało jej wystarczyć, aż dziewczynka osiągnie wiek, dzięki któremu Dolores uzyska dostęp do potencjalnie nieskończonego strumienia złota. A teraz ta głupia mugolka mówiła jej, że straciła tą jedną rzecz, od której zależała jej finansowa przyszłość.
- Nie! Źle mnie pani zrozumiała, pani Knot. Dostała stypendium w Akademii Hogwart. Zaczęła szkołę kilka dni temu – odpowiedziała kobieta.
- Jest w Hogwarcie! – zawyła Dolores.
- Szczerze mówiąc jesteśmy z tego całkiem zadowoleni. Wszystko działa u nas dużo lepiej bez zamieszania, które ona wywoływała. Wyjaśniłam to wszystko kobiecie, którą szkoła wysłała po akta dziewczynki.
- Co, ktoś ze szkoły przyszedł tu i zadawał pytania?
- Tak, była bardzo ciekawa kim są jej rodzice, ale te akta zaginęły. Wysłałam ją do pani Lancaster.
- Ty idiotko! Wiesz co narobiłaś?
Niedobrze. Wszystkie starannie snute plany mogły się rozpaść jak domek z kart. Miała nadzieję, że dziewczynka zacznie się zmieniać w kobietę, nim ją zabierze. A zresztą, eliksir postarzający rozwiąże ten problem. Ale dziewczyna była w Hogwarcie, tak jak Lily Potter i ktoś już grzebał w jej przeszłości. Musiała pracować szybko, nim jej gra zostanie odkryta. Musiała zebrać dokumentację, by jako magiczny opiekun prawny zabrać dziewczynkę z Hogwartu, ale to musiało poczekać do jutra. Dziś będzie musiała wykorzystać kilka przysług i odciąć ostatnie podejrzane nitki, dzięki którym można ją powiązać z dzieckiem.
- Przepraszam?
- Czemu ja w ogóle marnuję czas na kogoś takiego jak ty? OBLIVIATE!
Alecto Carrow siedziała w saloniku popijając herbatę, kiedy Dolores Umbridge wyszła z jej kominka. Teraz przyciskała różdżkę do szyi intruza. Umbridge najwyraźniej była tym bardziej rozeźlona niż przestraszona.
- Mama cię nie nauczyła, że nie wypada tak wpadać do cudzego domu bez zaproszenia? – warknęła Alecto. Dolores jedynie odtrąciła jej rękę, przeszła przez pokój i nalała sobie czegoś znacznie mocniejszego niż herbata. Kiedy wychyliła jednym łykiem zawartość szklanki, obróciła się i stanęła twarzą w twarz ze znaną Śmierciożerczynią.
- Wygląda na to, że będziemy musiały nieco przyspieszyć nasze plany. Będziesz musiała wyszkolić dziewczynę kilka lat wcześniej niż wcześniej ustaliłyśmy. A najlepiej zorganizuj aukcję tak szybko, jak się da. Miałam nadzieję, że będę mogła sama zarządzać dziewczyną, ale ostatnie wydarzenia wskazują, że szybki zwrot z inwestycji lepiej posłuży moim celom.
- Będę musiała ją nieco postarzyć, żeby uzyskać najlepszą cenę, ale trening nie będzie konieczny. Dostaniemy znacznie większą sakiewkę, jeśli będzie nietknięta. Większość kupców lubi samodzielnie przeprowadzać trening.
- Nie obchodzi mnie to, ale będziesz musiała uciszyć dla mnie kilka osób, a mamy mało czasu – odparła Dolores, wręczając jej listę z nazwiskami i lokalizacjami. Alecto przejrzała ją i uniosła brew.
- Moja cena właśnie się podwoiła. Chcę też dziesięć procent twojego przychodu z aukcji.
- Miałyśmy umowę.
- Umowy się zmieniają, moja droga. Powinnaś się nauczyć adaptować, biorąc pod uwagę jak niepomyślnie obszedł się z tobą czas – zakpiła Alecto, biorąc kolejny łyk herbaty.
- Mogę w każdej chwili powiedzieć aurorom gdzie przebywasz – zagroziła Dolores, ale Alecto jedynie zachichotała.
- Obie wiemy, że ta groźba nie ma pokrycia. Masz dużo więcej do stracenia niż ja. Tik, tak, tik, tak i nagle moja cena znów się podwaja.
- Niech ci będzie, ale zrób to! – krzyknęła Dolores przez ramię. Weszła do kominka i zniknęła.
- To czego chciała ta gruba ropucha? – spytał Lucjusz. Wszedł do pokoju odziany jedynie w szatę. Alecto uśmiechnęła się chytrze i pokiwała na niego palcem. Dwa lata temu za nic by się z nim nie przespała. Był zbyt gładki jak na jej gust, ale to się zmieniło. Upadek Lucjusza poskromił go nieco, ale naprawdę podniecały ją jego blizny. Chyba miała jakiś fetysz bliznowy.
- Masz na sobie za dużo ubrań – stwierdziła surowo.
- Tak jak i ty – odparł z uśmiechem.
- Mój dom, moje zasady. Ściągaj! – poleciła, strzelając palcami. Lucjusz wzruszył ramionami, ale rzucił szatę na drugi koniec pokoju i stanął przed nią nagi. – Tak lepiej. Domagam się posłuszeństwa od moich kochanków, ale wynagradzam ich odpowiednio – stwierdziła, biorąc jego męskość w dłoń i poruszając ręką w górę i w dół. – Wydaje mi się, że los się do nas uśmiechnął.
- Co ty nie powiesz? – jęknął Lucjusz.
- Jutro ta durna czarownica dostarczy nam niezepsutą i niezarejestrowaną metamorfomag.
- Zakładam, że również niewyszkoloną.
- I w tym cała zabawa, czyż nie? Oczywiście zabijemy tą grubą świnię, jak tylko przyprowadzi tu dziewczynę, ale najpierw musimy posprzątać kilka śmieci. Weź jedną połowę listy, ja drugą – zasugerowała i wzięła go do ust.
- Uwielbiam jak przypieczętowujesz umowy.
Kiedy nadeszła 22.00 Syriusz znalazł się w swoim pokoju sam na sam z prezentem od Gabrielli. Nie mógł się doczekać, żeby zobaczyć co to jest. Z kształtu opakowania wnosił, że może to być jakiś portret albo coś podobnego. Do przedmiotu przyczepiona była kartka, którą postanowił przeczytać najpierw.
Łapo,
Pamiętasz jak rozmawialiśmy ze sobą po godzinach?
Całuję,
Kieł
Syriusz uśmiechnął się. Pamiętał, że mieli parę lusterek, taką samą jak on i James. Wyszczerzył się głupawo wspominając niektóre bardziej… interesujące rozmowy. Rozerwał opakowanie prezentu, jakby to był świąteczny poranek. Ujrzał małe lusterko w ozdobnej ramie. Dziwne, że takie proste lusterko zasłużyło na tak wymyślną ramę. Wzór wydawał się zbyt wyrafinowany. Wywrócił oczami i skarcił się za głupotę. Rozproszył zaklęcie kurczące i przedmiot stał się wielkim, naściennym lustrem. Użył zaklęcia przylepca i przyczepił go na ścianie przy łóżku.
Nie wiedział czemu wysłała mu to lustro, ale jak ją znał musiała mieć jakiś bardzo istotny powód. Teraz musiał tylko zażądać, żeby pojawiła się na magicznej powierzchni szkła. Znając jej obecną sytuację wiedział, że nic nie da wzywanie jej za pomocą imienia widniejącego w dokumentach, a poza tym odmawiał używania tego nazwiska w tym wypadku.
- Pokaż mi Gabriellę Drake – zażądał, ale nic się nie stało.
- Pokaż mi Gabriellę.
Znowu nic.
- Pokaż mi Gaby – Syriusz spróbował zdrobnienia, ale i to nie podziałało. Warknął z frustracją. Popatrzył na kartkę w poszukiwaniu wskazówki i aż plasnął się w czoło. Przecież to oczywiste!
- Pokaż mi Kła.
Poczuł ulgę, kiedy w lustrze pojawiła się Gabriella. Wcześniej odkryła tylko jej twarz, teraz ujrzał większość jej ciała. Na ten widok ciężko przełknął ślinę. Wyglądało na to, że siedzi przy toaletce i szczotkuje włosy odziana w bardzo elegancki szlafrok. Jego poły były uchylone na tyle, by demonstrować jej uroczy dekolt w najbardziej zmysłowy sposób. Ta kobieta lubiła pogrywać ostro, a on to uwielbiał.
- Serio? Rozgryzienie tego zajęło ci aż pięć minut? – zakpiła, unosząc brew.
- Wyglądasz niesamowicie. Podoba mi się ten szlafrok, naprawdę podkreśla twoje… oczy – powiedział Syriusz, nieświadomie oblizując wargi. Gabriella wywróciła oczami, słysząc ten żart, nieświadoma koloru wpływającego na jej policzki.
- Co? Ten staroć? – spytała z udawanym lekceważeniem.
- Dlaczego kobiety mówią, że jakieś ubranie jest stare, choć to coś nowego? – Syriusz sprawdził jej blef.
- To pomaga podtrzymywać iluzję skromnością, a ty to właśnie rujnujesz, więc przestań – zganiła go, poprawiając szlafrok, by zakryć dekolt. Syriusz wysunął dolną wargę i zrobił smutne oczy. Odpowiedziała mu zmrużeniem oczy i skrzyżowaniem ramion na piersi.
- To nieuczciwe – poskarżył się.
- I co z tego?
- Proszę o wybaczenie mego nietaktu. Przy twoim pięknym uśmiechu wszystko wygląda na nowe.
Ku zaskoczeniu Gabrielli w jego słowach brzmiała szczerość. Uwielbiał ściemniać, zawsze tak było. Ale musiała przyznać, że to całkiem niezły komplement.
- Dobra odpowiedź, wybaczam – zażartowała i nagrodziła go opuszczeniem ramion. Wyszczerzył się jak idiota.
- Skąd masz te dokumenty? Są bardzo szczegółowe – spytał Syriusz, otrząsając się z oszołomienia, które zawsze w nim wywoływała.
- Archiwa Niewymownych. Dolores Umbridge je dla mnie wyciągnęła. To okropna kobieta i nie podobała mi się jej reakcja na wieść o powrocie Lily. Moje zmysły animagiczne aż wyły, a rzadko się mylą. Martwię się o nią. Tyle wycierpiała w życiu. Mam nadzieję, że nie pogorszyłam sprawy – wyznała Gabriella z niepokojem. W szkole obie kobiety odnosiły się do siebie przyjaźnie, ale nigdy nie były przyjaciółkami. Syriusz i James zawsze uważali, że to kwestia odmiennych środowisk, z których się wywodziły. Jednak życie weryfikowało co naprawdę jest ważne i obie przekonały się, że los rzadko bywa sprawiedliwy.
- Uprzedzę ją. Ona też się martwi o ciebie – odparł Syriusz. Jego dawna kochanka spojrzała na niego zdumiona.
- Nie uważa mnie za jakąś niewyżytą, okropną kobietę, która na ciebie poluje? – zza fasady wyjrzały niektóre z głęboko skrywanych lęków Gabrielli. Syriuszowi nie podobało się jej postrzeganie siebie. Będzie to musiał skorygować.
- Jest po naszej stronie. Kurczę, przywaliła mi nawet w głowę i kazała wziąć się w garść, bo życie jest cholernie krótkie. Ona chyba rozumie twoją sytuację jak mało kto.
- Obawiam się, że moje córki nie zrozumieją. Są na tyle mądre, żeby rozumieć, że moje małżeństwo nie było oparte na miłości, ale on i tak jest ich ojcem. Nie chcę ich stracić. Są moim największym skarbem.
- Twoje córki mają pierwszeństwo i zawsze tak będzie. Jestem pewny, że Daphne ma już do ciebie kilka pytań.
- Co? A to mały cwaniak! Nie powinnam jej nigdy wspominać jak dobrze całujesz. Ile właściwie z ciebie wyciągnęła? – spytała Gabriella. Znając metodyczną naturę jej córki, spodziewała się najgorszego.
- Dobrze ją nauczyłaś. Nie zorientowałem się, aż było za późno. Wie, że byliśmy kochankami.
- Będę musiała sprawdzić czy wysłała mi jakiś list. Jak to przyjęła?
- Stwierdziła, że to wiele wyjaśnia. Najwyraźniej rumieniłaś się, mówiąc o mnie – zażartował Syriusz, a ona spłoniła się w odpowiedzi.
- Zdrajca.
- Gaby, są pewne rzeczy, z których nie… - żal w jego głosie ranił jej serce. Czy on myślał, że ona nie zrozumie?
- Przestań! Oboje musieliśmy robić pewne rzeczy, żeby przetrwać. Nie ma za co przepraszać – powiedziała mu z naciskiem.
- W porządku, żadnych przeprosin. Chcę jednak, żebyś wiedziała, że po tobie żadna nie potrafiła wypełnić tej pustki.
- Wiem, ukochany, wiem – odpowiedziała, a po jej policzku spłynęła łza. Och, jego słowa były balsamem na jej serce. Wyciągnęła rękę nad toaletką i przycisnęła ją do lustra. Syriusz powtórzył jej gest z drugiej strony. Nie trzymali się może za ręce, ale i tak czuli połączenie.
- Dobrze, chcę zakończyć efektownie nasze spotkanie i dać ci odpowiednią motywację do dalszej pracy nad naszym małym projektem.
Wstała, a w jej oczach znów pojawiła się psotna iskra.
- A jak zamierzasz to zrobić? – spytał Syriusz z uśmiechem.
- To proste. Zagramy w małą grę – odparła z równie figlarnym wyrazem twarzy. – Przez następną godzinę będę udawała, że moje ręce to twoje ręce. A więc, Lordzie Black, co chciałbyś, żeby twoje ręce teraz zrobiły?
- To dlatego wysłałaś mi takie duże lustro?
- Cieszę się, że tak szybko załapałeś i w ogóle, ale godzina leci, a ja nie przewiduję żadnych ograniczeń.
- W takim razie… chyba tam u ciebie gorąco. Zacznijmy od zdjęcia tego starocia.
Alecto stała nad śpiącą Rose Lancaster. Na jej twarzy tańczył ponury uśmiech. Rysy twarzy tej kobiety były zbyt podobne do matki Alecto, by mogło to być przypadkiem. Powiedziano jej, że od strony jej matki w rodzinie był charłak, siostra, jeśli dobrze pamiętała. Oczywiście została wydziedziczona i wyrzucona z domu, by nie zarazić reszty rodziny. Wewnętrzny Krąg nie byłby zadowolony, gdyby wyszły na jaw jej więzy z tą kobietą. Musiała ją zabić i to tak, żeby jej twarz zniknęła. Nie żeby nie zamierzała zabić jej tak czy inaczej, ale taki sposób zabójstwa będzie jeszcze przyjemniejszy.
Użyła zaklęcia ciszy, żeby zapewnić im prywatność. Nie chciała, żeby krzyki tej kobiety przyciągnęły uwagę kogoś innego. Uwielbiała bawić się z ofiarą, nim ją zabiła. Mogła zabić ją we śnie i pójść sobie, ale co to za zabawa? Uderzyła starą kobietę zaklęciem żądlącym, żeby ją obudzić.
- AAAA! – krzyknęła Rose, wyrwana boleśnie ze snu. Kiedy zobaczyła stojącą nad nią Śmierciożerczynię, zamarła przerażona. Jej siostra, z którą w tajemnicy wciąż utrzymywała kontakt, opisała jej tych ludzi i powiedziała, żeby uciekała gdzie pieprz rośnie, jeśli tylko ich zobaczy.
- Widzę, że się obudziłaś. Dobrze spojrzeć śmierci w twarz szeroko otwartymi oczami – zakpiła Carrow. Oczy Rose wypełniły się łzami na myśl o tym, że jej męża pewnie spotkał taki sam koniec.
- Czyżby ciotunia Rosey miała się popłakać? – dręczyła ją Alecto, zdejmując maskę, by kobieta mogła spojrzeć w twarz swojej zabójczyni. Rose natychmiast ją rozpoznała. Było to widać w jej szeroko otwartych oczach. – Umarł godnie, wiesz? Lepiej niż większość mugoli, których zabiłam. Żadnego jęczenia i błagania o życie, jakie z reguły słyszę. Przyjął swój los jak grzeczny chłopczyk. Szkoda, że był taki stary. Mógłby być nawet prawie pożytecznym sługą.
- Mordercza suka!
- Do głębi duszy. Czyżbym wyczuwała magię mojej matki w tym pierścionku na twoim palcu? Zawsze czuła słabość do waszego rodzaju. Jaka ironia, że to ja cię wykończę, co?
- Czemu? Co myśmy wam zrobili?
Rose wiedziała, że niedługo przyjdzie ta kobieta, która odwiedziła ją wcześniej. Jej jedyną szansą było gadanie ze swoją siostrzenicą, nim ona przybędzie. Nie wydawało się to trudne. Kobieta wyglądała na taką, która uwielbia brzmienie własnego głosu.
- No naprawdę, chyba nie mogłaś zadać bardziej sztampowego pytania. Chyba mogłabym ci odpowiedzieć nudnym standardem: to nic osobistego, czysty biznes. Jest też całkiem popularne „urodziłaś się", które uwielbia stosować mój brat. Ale dla mnie to po prostu przyjemność, praktycznie orgazm. Jakby się nad tym zastanowić, to chyba faktycznie doszłam, jak zabijałam twojego męża.
- Twoje okrucieństwo i żądza mordu zostaną ci odpłacone po dziesięćkroć. Karma zapewni, że mój Todd zostanie pomszczony szybciej, niż ci się wydaje – warknęła Rose na kobietę, która chciała ją zabić. Jej siostrzenicę tak bardzo pochłonęła rozmowa, że nie zauważyła światła od drzwi, które sugerowało, że nie były już same.
- A kim jest ta Karma, która ma pomścić twojego martwego męża?
- Może powinnaś się obrócić i sama ich zapytać? – zasugerowała Rose z promiennym uśmiechem. Alecto zrobiła wielkie oczy, gdy dostrzegła cienie na ścianie przed sobą. Cisnęła zaklęcie tnące na ślepo w stronę, gdzie, jak jej się wydawało, znajdują się osoby rzucające te cienie i błyskawicznie się odwróciła.
- Huncwoci – rzuciła głosem pełnym pogardy.
Przed nią stały trzy osoby w szkarłatnych szatach, rozstawione na tyle szeroko, by żadna klątwa nie zdołała trafić więcej niż jednej osoby. Ich twarze skrywały maski sowy, sokoła i lwicy. Kształt ich ciał i postawa wskazywały, że to kobiety. I dobrze, minęło sporo czasu, odkąd miała okazję dokopać jakiejś babie. Rose wykorzystała tę chwilę i stoczyła się ze swojego łóżka. Wczołgała się pod sąsiednie w poszukiwaniu stosunkowo bezpiecznego miejsca. Nie mogła pomóc w tym starciu, więc lepiej nie wychylać nosa, póki się nie skończy.
Trzy ogłuszacze pomknęły w stronę Alecto, a ona odpowiedziała, lewitując przed siebie zajmowane przez kogoś łóżko. Potem pchnęła łóżko w ich stronę. Sowa odrzuciła łóżko z powrotem ku Carrow, a Lwica wylewitowała nieprzytomnego pacjenta. Sokół zamieniła się w ptaka, którego wyobrażała jej maska i próbowała przelecieć koło Alecto, zapewne usiłując dotrzeć do charłaczki. Carrow odsunęła się z toru lotu łóżka i cisnęła kolejnym zaklęciem tnącym. Zahaczyło ono o skrzydło sokoła. Trysnęła krew i ptak ciężko runął na ziemię. Łóżko, które nadlatywało, uderzyło w posłanie, które jej niedoszła ofiara dopiero co opuściła i razem wpadły na kolejne. Gdzieś pod tym całym bajzlem ukrywał się jej cel.
Kilkoro bardziej przytomnych pacjentów oddziału leczenia długoterminowego miało na tyle rozsądku, żeby uciec z pomieszczenia, ale ponad połowa tkwiła we własnym świecie i nie wiedzieli, że ich życie może się lada moment skończyć.
- Szponie, chyba bycie tylko czujką poszło się pieprzyć. Wyciągnę tych ludzi, ty zajmij się butolizką – powiedziała jej Lily, po cym zaczęła rzucać zaklęcie dopracowane przez jej syna. Podłoga pod zajętymi łóżkami migotała jak woda, po czym zapadali się w nią i byli przenoszeni do głównego lobby.
Alecto westchnął z niesmakiem. Zawsze to samo. Próbowali chronić możliwe ofiary, zamiast skupić się na zagrożeniu, które mieli przed nosem. Zdjęła już jedną z nich, a teraz druga się oddzieliła, zmniejszając ich szanse na zwycięstwo. Ale kim ona była, żeby krytykować ich brak zmysłu taktycznego? Wolała z tego skorzystać. Wiedziała, że wyłączenie z walki Sokoła było efektem raczej szczęścia niż umiejętności. To tylko rana w ramię. Jeśli będzie miała szczęście, było to ramię od różdżki, ale nie mogła być tego pewna. Tylko kwestią czasu było przybycie kolejnych przeklętych Huncwotów albo aurorów. Musiała wytworzyć tyle chaosu, by dać im zajęcie, zabić swój cel i wydostać się stąd.
- CONFRINGO… CONFRINGO… CONFRINGO! – wrzeszczała, waląc klątwami po łóżkach między nią i Sową. Szczątki zniszczonych łóżek i kawałki mordowanych pacjentów zaczęły fruwać po pomieszczeniu. Zatrzymała się na chwilę, by napawać się swoją świetną robotą.
Klątwa Furnuculus trafiła ją w ramię i przypomniała, że to głupota. Skrzywiła się, kiedy jej ramię pokryły wrzody. Odepchnęła ból, tak jak była nauczona, i odpowiedziała Expulso w sufit nad wrogami. Andromeda, z jednym ramieniem zwisającym bezwładnie, odskoczyła, ale duży kawałek sufitu wylądował na jej nogach.
- Andy! – wrzasnęła Narcyza z drugiej strony sali. Właśnie zobaczyła, jak sufit spada na jej siostrę. Ta suka stała koło niej i za ułamek sekundy mogła ją zabić. W tej chwili miała gdzieś, że łamie zasadę, która zabraniała im nazywać się nawzajem po imieniu podczas walki. Narcyza zaatakowała Śmierciożerczynię, ciskając w nią klątwą za klątwa. Alecto ukryła się za masą zniszczonych łóżek i odpowiedziała ogniem. Przypadkiem trafiła Narcyzę w twarz. Jej maska przyjęła większość ciosu, ale odsłoniła jej twarz.
- Malfoy, ty zdradziecka kurwo! Powinnam była wiedzieć! Czarny Pan obedrze ze skóry twojego bezwartościowego syna za twoją zdradę! A przy okazji pieprzę twojego męża, jest całkiem apetyczny.
- Możesz go sobie wziąć, ale skąd pomysł, że przeżyjesz dzisiejszą noc?
Narcyza zbladła na moment, wiedząc, że jej tożsamość została odkryta, ale niebezpieczeństwo, w jakim znalazł się jej syn sprawiło, że wyrwała się z osłupienia i odpowiedziała groźbą. Lucjusz jej nie obchodził.
Gdy tylko słowa opuściły jej usta, ściana ognia oddzieliła Lily i Narcyzę od pozostałych kobiet. Lily zmieniła się w lwicę i zaszarżowała na Carrow. Tuż zanim skoczyła w ogień, Narcyza rzuciła na niego zaklęcie zamrażania płomieni.
Lwica wyskakująca z płomieni była widokiem, który mógł przerazić nawet najbardziej zaprawionych w bojach Śmierciożerców i Alecto Carrow nie była wyjątkiem. Zobaczyła tylko pazury i kły i jej ciało ją zdradziło. Poczuła, że ciepły mocz cieknie jej po nodze i to ją otrzeźwiło. Zniesmaczona swoim haniebnym zachowaniem ruszyła do akcji.
- Incarcerous! – krzyknęła i sznury oplotły lwicę. Lily gryzła i drapała więzy, usiłując się z nich wydostać, a Alecto zastanawiała się, skąd to zwierzę w ogóle się tu wzięło. Narcyza przeskoczyła przez płomienie i usunęła zaklęciem liny z lwicy. Lily zmieniła się w człowieka i przyjaciółka pomogła jej wstać. W pośpiechu zapomniała o masce.
- POTTER! No proszę, co za ciekawy rozwój sytuacji. Co by powiedziała Bella, gdyby wiedziała, że zadajesz się z takimi śmieciami?
- Zamknij swoją brudną gębę! Nie dorastasz jej do pięt! – ryknęła Narcyza, broniąc przyjaciółki.
- Co, teraz wolisz kobiety? Wyrazy współczucia, ale jeśli któraś z was się ruszy, rozrzucę flaki tej charłaczki po podłodze – ostrzegła Alecto. Wyciągnęła Rose z miejsca, w którym ta się chowała. Przystawiła różdżkę do szyi starszej kobiety, a zatruty sztylet przycisnęła do jej brzucha. Lily I narcyza nie zamierzały ustępować, ale przestały się zbliżać. – Dobrze, a teraz obie odłóżcie różdżki.
- Nawet się nie ważcie! – wrzasnęła Rose. – Moja siostrzenica i tak mnie zabije!
- Zamknij się! – warknęła Carrow i wbiła sztylet głębiej w ciało ciotki. Rose czuła, że jej czas na tym świecie dobiega końca i postanowiła przyjąć aktywniejszą rolę w walce. Była już martwa i wiedziała o tym. Alecto przebiła jej skórę i Rose czuła, jak trucizna krąży w jej żyłach. Musiała dokończyć tylko jedną rzecz, nim dołączy do ukochanego Todda.
- Akt urodzenia Emmy to kiepskie fałszerstwo. Nie było na nim ojca, a nazwisko matki było ewidentnie zmyślone. Przepraszam, że nie mogłam bardziej pomóc. Proszę, na miłość Merlina, zabijcie tę okropną kobietę.
Rose wbiła obcas w stopę Alecto i złapała za dłoń trzymającą sztylet. Carrow syknęła z bólu. Zaskoczyło ją działanie ciotki i nim zdołała zareagować, starsza kobieta wbiła zatruty sztylet głęboko w swoje ciało. Wolała spotkać się z mężem na swoich warunkach.
Pod Rose ugięły się nogi i zaczęła się osuwać na ziemię. Alecto wiedziała, że zaraz straci swoją żywą tarczę. Pchnęła umierającą kobietę na Narcyzę i aktywowała swój awaryjny świstoklik. Zniknęła na ułamek sekundy przed tym, jak w miejsce gdzie stała trafił ogłuszacz Lily. Narcyza delikatnie opuściła umierającą kobietę na ziemię, a Lily dołączyła do nich. Chciała wyciągnąć ostrze, ale kobietą ją powstrzymała.
- Dla mnie już za późno, moja droga. Idź pomóc tej trzeciej z was. Zaraz będę z moim Toddem – powiedziała Lily, poklepując ją krzepiąco po ręce. Lily skinęła głową ze smutkiem i zrozumieniem, po czym podniosła się, żeby pomóc Andromedzie.
- Nie musiałaś tego robić – wykrztusiła Narcyza.
- Dobry czy zły, ale to był mój wybór. Proszę cię tylko, żebyś chroniła dzieci. Adam nie jest tym, na kogo wygląda i będzie na jej liście. Proszę, chroń go.
- Takie miałam plany. Zgredku!
- Tak, pani Narcyzo? – spytał Zgredek, który pojawił się z pyknięciem.
- Zabierz Adama do domu i pilnuj go, póki nie przyjdę.
- Tak, pani.
Kolejne pyknięcie.
- Dziękuję, kochana.
- Jesteś pewna, że nazwisko jej matki było fałszywe?
- A kto przy zdrowych zmysłach da dziecku na imię Tuney?
To były ostatnie słowa Rose Lancaster. Zamknęła oczy po raz ostatni z zadowolonym uśmiechem. Lily podniosła gwałtownie głowę i popatrzyła na nie pełnymi niepokoju oczami. Wstała i podeszłą do nich. Narcyza zauważyła, że jej przyjaciółka nieco chwieje się na nogach.
- Jak brzmiało imię tej kobiety? – spytała Lily głosem, który Narcyza uznała za nieco przerażony.
- Powiedziała, że imię na akcie urodzenia Emmy brzmiało Tuney. Czemu panikujesz?
Narcyza przeklęła pomysł zabierania ze sobą Lily. Harry nie chciał, żeby jego mama dowiedziała się o tej misji. Nigdy nie powiedział czemu, a ona uznała, że jest po prostu nadopiekuńczość. Teraz jednak widziała, że miał poważne powody.
- Emmy? Emmy Walker? – spytała Lily, a Narcyza słyszała napięcie w jej głosie. Niechętnie potaknęła i zobaczyła łzy spływające po policzkach jej przyjaciółki. Jej dolna warga zadrżała. Lily powoli zaczęła wstawać. W myślach zadawała sobie pytanie, czemu nie zorientowała się wcześniej? Podświadome gesty Emmy, gdy dziewczynka się denerwowała, wydawały jej się takie znajome. Czuła też z nią jakąś więź, ale uznała, że to dlatego, że Harry tak lubi dziewczynkę.
- Walker to panieńskie nazwisko twojej mamy, prawda? – spytała Narcyza, choć znała odpowiedź.
- Muszę iść – powiedziała Lily. Złapała kawałek zniszczonego sufitu i zmieniła go w świstoklik.
- NIE! NIE MOŻESZ IŚĆ SAMA! – wrzasnęła Narcyza, usiłując wstać, ale Lily zniknęła, nim zdołała do niej dotrzeć.
- Pani! Były pan jest w sierocińcu! Zabija wszystkich! – krzyczał Zgredek, który właśnie z powrotem pojawił się w szpitalu.
- Cissy, nawet się nie waż! – krzyknęła Andromeda, ale jej siostra i Zgredek zniknęli, nim skończyła zdanie. – Akurat dzisiaj musiała zostać pieprzoną Gryfonką – warknęła.
Wysłała patronusa do córki, wzywając wsparcie.
Słowniczek:
Mieć głowę w dupie – slangowe wyrażenie angielskie, oznaczające kogoś bardzo aroganckiego.
W następnym rozdziale:
- Lily znów ściera się z Alecto
- Narcyza kontra Lucjusz
- Harry i Ginny rozmawiają o animagach i namiętności
- aurorzy przybywają do Świętego Munga
Ogłoszenia parafialne tłumacza:
1. Po dłuższej przerwie pojawił się nowy rozdział „Niebezpieczeństw Niewinności". W tym tłumaczeniu zamieniamy się rolami, tzn. Shaunee Altmann tłumaczy, a ja marudzę, że coś mi nie pasuje :) Jeśli chcecie, możecie zajrzeć na jej profil i zapoznać się z tą historią.
2. Przepraszam Was bardzo za długą przerwę w tym tłumaczeniu. Postaram się, żeby to była ostatnia, ale nie mogę Wam tego obiecać. Jeśli uważacie jak jeden z komentujących, że „Koleś trochę cię chyba powaliło, rozumiem że możesz mieć mało czasu na tłumaczenia ale żeby dwa tygodnie tłumaczyć jakiś mały rozdzialik. Zawiodłeś mnie :( " to oczywiście macie pełne prawo przerwać lekturę i nigdy do niej nie wracać :)
A tak serio to praca i życie osobiste zawsze będą miały pierwszeństwo przed tym tłumaczeniem. Chyba, że ktoś z Was zechce mnie zatrudnić i płacić za robienie tych tłumaczeń. Wówczas obiecuję nowy rozdział codziennie. Możecie też ewentualnie sami wziąć się za tłumaczenie i robić to szybciej niż ja. Powodzenia.
Wiem, że większość moich Czytelników to fantastyczni ludzie i to właśnie dla Was poświęcam swój prywatny czas i publikuję kolejne rozdziały. Jak dotąd wygenerowaliście ponad 80 tys. odsłon i ponad 370 komentarzy, a nie jesteśmy nawet w połowie. Serdecznie Wam dziękuję i obiecuję, że jeśli nawet czasem będziecie musieli znieść dłuższe przerwy, to ta historia będzie dokończona.
