Od tłumacza: Dzięki dla Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek. Zapraszam na mojego bloga „Z pierwszej półki", do którego link znajdziecie w moim profilu autora.


Rozdział 29

- Lily, mamy tylko jedną szansę, żeby dorwać większość z nich za jednym zamachem. Ale żeby to się stało, Umbridge musi przeprowadzić aukcję – stwierdził Syriusz i czekał na nieuniknioną eksplozję. Godzinę wcześniej Harry, Lily i Emma pojawili się na Grimmauld Place. Cała trójka wyglądała na kompletnie wypompowaną. Nietrudno było domyślić się przyczyny. Petunia musiała umrzeć, bo oczy Lily były zaczerwienione od płaczu i zniknął z nich blask. Harry z kamienną twarzą niósł na rękach śpiącą kuzynkę. Narcyza natychmiast pojawiła się u boku najlepszej przyjaciółki.

Cissy bez słowa zaprowadziła ich na górę do pustej sypialni. Po kilku minutach wróciła, zaraz za nią zszedł Harry. Był blady, a świeże, czerwone rany na jego dłoniach powiedziały Syriuszowi, że jego chrześniak używał Magii Krwi.

Lily wróciła, gdy upewniła się, że Emma będzie spała jeszcze przez najbliższych kilka godzin. W końcu nie na darmo była Mistrzynią Eliksirów. Zajęła puste krzesło między Cissy i swoim synem. Bez słowa wręczyła Harry'emu fiolkę z niebieskim płynem, a ten przełknął eliksir bez wahania.

Cała reszta już przybyła. Obecni byli Ted, Andromeda, Nimfadora, Fleur, Remus, Syriusz, Narcyza, Lily, Harry oraz, co dziwne, czwórka Weasleyów. Artur, Fred i George zostali najnowszymi członkami Huncwotów. Syriusz podejrzewał też, że Charlie wkrótce do nich dołączy, jeśli Narcyza będzie miała coś do powiedzenia w tej sprawie. Kilkakrotnie przyłapał ich na wymienianiu ukradkowych spojrzeń, co najwyraźniej niezwykle irytowało Tonks.

- TA SUKA NIE ZBLIŻY SIĘ DO EMMY NA BLIŻEJ NIŻ STO METRÓW! JAK MOŻESZ W OGÓLE COŚ TAKIEGO PROPONOWAĆ?! – wydarła się Lily. Zerwała się i huknęła pięściami w stół. Wszyscy mężczyźni w pokoju, poza Syriuszem i Harrym, cofnęli się przestraszeni. Najwyraźniej Eliksir Uspokajający, który Lily wręczyła synowi, dał dobry efekt.

- Lily, on nie powiedział, że mamy narazić Emmę, a jedynie, że aukcja musi się odbyć – wyjaśniła Narcyza. – Zorganizujemy ją w Majątku Carrowów. Niestety znam większość tego towarzystwa, więc to ja będę udawała Alecto pod osłoną zaklęć maskujących.

Charlie mruknął coś, co zabrzmiało „nie bez wsparcia". Lily uniosła pytająco brew, kiedy kącik ust Narcyzy drgnął w górę na ułamek sekundy.

- To chyba oznacza, że będę musiała odegrać rolę Emmy – stwierdziła Tonks. – Remusie, nawet nie zaczynaj. Może i jestem w ciąży, ale jestem też w pełni wyszkoloną auror i jedynym metamorfomagiem w naszej grupie. I tak, to osobiste. To moich ludzi krzywdzi ta banda i chcę krwi!

Tonks czekała, aż ktoś spróbuje zaoponować. Remus spojrzał znacząco na Harry'ego. Następnej nocy była pełnia, a to oznaczało, że Remus będzie zmuszony do koordynowania akcji z centrum dowodzenia. Pomieszczenie nie miało okien, więc Lupin mógł tam normalnie funkcjonować. Harry skinął mu lekko głową, zgadzając się z jego oceną.

- Proszę się nie martwić, panie Lupin, do rana to wszystko poukładamy.

Wszyscy obrócili się gwałtownie, słysząc za plecami nieoczekiwany głos. Ujrzeli Madam Bones, która zmniejszyła pelerynę niewidkę i schowała ją do torebki.

- Co? Myśleliście że dostałam to stanowisko tylko na piękne oczy?

W pokoju siedziała duża grupa Huncwotów, którym odebrało mowę. Amelia zaśmiała się i zajęła wolne miejsce. Gdyby nie jej stanowisko, już dawno dołączyłaby do tej grupy. Wierzyła w prawo, porządek i sprawiedliwość. Cała jej kariera zawodowa była nieustanną pogonią za tymi ideałami. Wiedziała jednak, że to luksus, na który nie może sobie pozwolić w czasie wojny. Skoro mugolski rząd miał swoje tajne służby, to czemu jej departament miałby z nich rezygnować?

- Sytuacja stała się bardziej złożona. To tylko kwestia czasu nim Dumbledore otwarcie wykona ruch przeciwko wam. Zwolniłam dzisiaj Alastora Moody'ego, więc uważajcie na niego. Facetowi wydaje się, że jest szlachetnym wojownikiem o wolność, a wy złoczyńcami.

- To kolejna przyczyna, dla której musimy to zrobić – Syriusz odzyskał rezon. – Jeśli obalimy szajkę handlarzy niewolników, zyskamy w oczach opinii publicznej tak wiele, że nawet Dumbledore nie zdoła tego podważyć.

- Uważam, że najlepsza będzie połączona operacja z korpusem aurorów. To scementuje nasz sojusz zarówno wobec Dumbledore'a, jak i Voldemorta. Stworzy również więzi zaufania między naszymi grupami. Będziemy potrzebowali tego wobec zbliżających się wydarzeń – stwierdziła Amelia tonem nie pozostawiającym miejsca na dyskusję.

- A jakie wydarzenia przewidujesz, Amelio? – spytała Lily.

- Udostępnijcie mi informacje, które nielegalnie pozyskaliście od Śmierciożerczyni, którą przetrzymujecie na drugim poziomie lochów. Przeanalizujemy je, a kiedy nadejdzie właściwy moment zadziałamy jak jeden zespół. Jeśli chcemy złamać jego siły, musimy uderzyć we wszystkie cele symultanicznie. Nie obchodzi mnie co z nią zrobicie, kiedy nie będziemy jej już potrzebować. Pewnie i tak musiałaby zginąć, gdybym chciała wyciągnąć z niej coś pożytecznego – odpowiedziała bez ogródek Amelia. Syriusz był pod wrażeniem. Ta kobieta wiedziała o nich dużo więcej, niż mu się wydawało.

- Mówiłem ci, że nie bez powodu jest szefem Przestrzegania Prawa – wtrącił się Harry z uśmiechem i mrugnął do Madam Bones. Potem spoważniał. – Zgodzę się na działania, które tu ustalimy, ale los Dolores Umbridge spoczywa tylko i wyłącznie w rękach Rodu Potterów.

- Lordzie Potter – odezwał się Artur, nieco niepewny jak go traktować, niemniej jednak czuł, że powinien się wtrącić. – Rozumiem pana potrzebę zemsty, ale jeśli ją pan zabije, jedynie potwierdzi pan słowa Moody'ego.

Artur rozumiał gniew młodego mężczyzny. Narcyza i Lily pomogły mu ujrzeć wszystko w nowym świetle kilka godzin temu. Od tego czasu nieustannie musiał wysilać wolę, żeby utrzymać emocje na wodzy.

- Nie zamierzam jej zabić – odparł spokojnie Harry. Nie zamierzał jej folgować, zapewniając szybki koniec. – Chyba że Emma tego zażąda – zastrzegł, unosząc palec, jakby groził każdemu, kto ośmieli się mu sprzeciwić w tej kwestii. Nikt nie podjął wyzwania, bo wszyscy zgadzali się, że Emma powinna mieć w tej sprawie decydujący głos.

- Nie martw się, tato – zaczął Fred.

- To by pokazało…

- …totalny brak…

- …wyobraźni.

- A jedno, czego naszemu kumplowi…

- …Harry'emu nie można odmówić, jest wyobraźnia.

- Spytaj Ginny – zakończyli chórem z figlarnymi uśmiechami. Artur zamknął oczy i zaczął masować sobie skronie. Harry miał wrażenie, że czeka go bardzo długa rozmowa z tym mężczyzną jeszcze przed końcem tej nocy.


Kiedy spotkanie się skończyło, wszyscy udali się do domów na zasłużony odpoczynek. Syriusz miał zająć się sprawami w Hogwarcie. Lily wczołgała się do łóżka z Emmą, bo czuła potrzebę, żeby być blisko niej. Dziewczynka była ostatnią żywą osobą łączącą ją z siostrą. Emma zamrugała i otworzyła oczy. Poczuła Lily przytulającą się do jej pleców i uśmiechnęła się. Poczuła jak ręka cioci obejmuje ją i odnajduje jej dłoń. Lily uścisnęła ją pokrzepiająco, a ich palce się splotły. Cień wskoczył na łóżko i zwinął się w kłębek po drugiej stronie swojej kuzynki. Emma objęła go. Leniwie przesunęła palcami po jego futrze, a pomruk pantery ukołysał ją do snu.

Harry poczekał aż obie zasną, potem wyszedł, żeby sprawdzić jak skrzatom domowym idzie przygotowywanie Dworu Potterów. Ustalono, że póki operacja nie zostanie zakończona, Emma i Adam zostaną tam ukryci.

Artur nalegał, żeby Charlie został na Grimmauld Place, skoro w lochach przetrzymywana była Śmierciożerczyni. Lupin szybko go poparł, choć naraził się przez to na krzywe spojrzenie swojej żony. Normalnie Narcyza poczułaby się urażona ich brakiem zaufania wobec jej umiejętności, ale była zbyt zmęczona, żeby się kłócić.

- Dadzą sobie z tym radę? – spytał Charlie, podążając za Narcyzą na trzecie piętro. Kobieta zatrzymała się na moment przy drzwiach pokoju Lily, żeby sprawdzić co z jej przyjaciółką i Emmą.

- To najsilniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek poznasz. Przeprowadzi ich przez to wszystko, jak zawsze zresztą – odpowiedziała z przekonaniem Narcyza. Charlie skinął głową, tak też mu się wydawało.

- A ty? Dasz sobie radę? Nie masz za sobą najłatwiejszej nocy – nacisnął lekko w nadziei, że się przed nim otworzy. Narcyza zatrzymała się na ostatnim schodku. Powoli obróciła się i spojrzała na młodszego mężczyznę. Najwyraźniej coś rozważała.

- To prawda… może zechcesz ją poprawić? – spytała bezpośrednio. Pytanie zaskoczyło nieco Charliego, choć ton jej głosu zmienił je bardziej w wyzwanie. Wszedł jeden stopień do góry. Był od niej wyższy, więc ich oczy znalazły się na tym samym poziomie. W jej kryształowo czystych, błękitnych tęczówkach wirowało tak wiele emocji. Przyciągały go w sposób, jakiego nigdy nie zaznał z Tonks.

- Owszem. Chyba czas już najwyższy, żeby ktoś zatroszczył się także o twoje potrzeby – odparł z ustami centymetry od jej warg. Przysunął się, żeby ją pocałować, ale ona weszła całkowicie na trzecie piętro. Uśmiechnęła się do niego psotnie.

- To dobrze. Możesz zacząć od posprzątania tego bałaganu – powiedziała i rzuciła mu w twarz swoją szatę. Zanim zdołał ją ścignąć z głowy, była już w połowie przedpokoju. W korytarzu było tak ciemno, że widział tylko jej poruszający się cień. Na szczycie schodów leżała jej bluzka. Parę metrów dalej spódnica. Jego oczy podążyły wzdłuż korytarza śladem porzuconych ubrań.

Narcyza otworzyła drzwi swojej sypialni i światło padające z pokoju oświetliło jej nagą sylwetkę. Uśmiechnęła się do niego i zniknęła za drzwiami. Charlie przywołał zaklęciem jej ubrania i popędził za nią korytarzem.


Nawet gdyby sama to zaplanowała, nie mogło pójść lepiej. W drodze do Gringotta po dokument, który udowadniał, że jest magiczną opiekunką dziewczyny, Dolores Umbridge kupiła mugolską gazetę i przeczytała, że dom spłonął do fundamentów. Uśmiechnęła się zadowolona. Nie musiała czytać całego artykułu. To była ewidentnie Szatańska Pożoga i nikt nie mógł tego przeżyć. Wolałaby, żeby Carrow była bardziej dyskretna, ale czego oczekiwać po Śmierciożerczyni? Wyrzuciła gazetę. Gdyby doczytała do końca dowiedziałaby się, że na pogorzelisku nie znaleziono żadnego ciała.

Kiedy przechodziła przez Dziurawy Kocioł, dosłyszała trzy czarownice, które plotkowały o Lucjuszu Malfoyu, który został zastrzelony przez mugolską policję w zniszczonym sierocińcu. Najwyraźniej bardzo je bawiło, że arogancki palant wielbiący czystą krew został zabity przez tych, których uważał za niższą rasę. Dolores zanuciła pod nosem swoją ulubioną piosenkę, zadowolona, że kolejny ślad został zabezpieczony. A co do dobrego, starego Lucjusza, to była najwyższa ironia.

Wydobycie dokumentu z Działu Rejestrowania Magicznych Kontraktów w Gringocie poszło jej znacznie szybciej niż się spodziewała. Goblin zwany Gryfkiem czy jakoś podobnie okazał się nader pomocny jak na tak paskudną bestię. Pozostało już tylko zabrać dziewczynę. Wolała nie spotkać się z Lily Potter, chyba że nie będzie innej możliwości. Dlatego uznała, że najlepiej będzie zabrać dziewczynę, kiedy Potter będzie prowadziła lekcję. Jeśli szczęście się do niej uśmiechnie, a wyglądało na to, że dziś Fortuna spogląda na nią łaskawie, to Potter nawet się nie dowie, że była w Hogwarcie.

Ponownie bogini szczęścia jej sprzyjała. Okazało się, że Potter i jej syna w ogóle nie ma w zamku. Dumbledore powiedział jej, że siostra Potter zmarła w nocy, więc kobieta i jej syn opuścili szkołę na czas żałoby oraz by zaaranżować pogrzeb. Czy coś mogłoby pójść lepiej? Okazało się, że jednak może.

Najwyraźniej dziewczyna trafiła do domu Minervy McGonagall i Dolores czuła ogromną satysfakcję, kiedy pokazywała wścibskiej babie jej miejsce w szeregu. Minerva czyniła co w jej mocy, żeby sprowadzić uczniów ze ścieżki, na którą kierowała ich Umbridge podczas swojej pracy na stanowisku dyrektorki szkoły. Donosiła kłamstwa i półprawdy wszystkim, którzy byli ją skłonni wysłuchać w Ministerstwie i zachęcała rodziców, by nadsyłali do Ministerstwa formalne skargi. To przez nią Dolores stała się obiektem śledztwa i straciła swoją prestiżową pozycję.

- Albusie, nie możemy pozwolić tej kobiece na zabranie Emmy Walker ze szkoły. Nie obchodzi mnie co mówi ten dokument. Ona nie nadaje się do opieki nad jakimkolwiek dzieckiem. A ty powinieneś o tym wiedzieć najlepiej. Należy ją zamknąć w Azkabanie za wszystkie niegodziwości, które popełniła wobec naszych uczniów. Twoim zadaniem jako dyrektora jest ochrona tych, którzy zostali powierzeni twojej opiece – Minerva niemal błagała dyrektora, ale ten jedynie potrząsał głową ze smutną miną. Zdawał sobie świetnie sprawę z poglądów Umbridge na temat metamorfomagów. Był niemal pewien, że jeśli dziewczynka zostanie zabrana z terenu Hogwartu, nikt już nigdy jej nie zobaczy. Przykra sprawa, ale miał w tej chwili na głowie bardziej palące kwestie.

- Minervo, obawiam się, że w tej sprawie prawo stoi po jej stronie. Jest magiczną opiekunką panny Walker. Ma prawo wypisać ją ze szkoły, jeśli takie jest jej życzenie – odpowiedziała Albus swojej starej przyjaciółce i współpracowniczce. Dolores uśmiechnęła się triumfalnie, a nauczycielka Transmutacji wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać.

- Chrzanić prawo! Od kiedy podążasz za nim na ślepo?! Gdzie to całe głoszone przez ciebie gówno o tym co łatwe, a co słuszne? To nie jest słuszne i świetnie o tym wiesz! – krzyczała Minerva, zbliżając się do Albusa. W przeszłości zawsze wspierała swojego starego przyjaciela, nawet jeśli rozsądek nakazywał jej coś odmiennego. W większości przypadków miał rację, ale ostatnio zaczęła nabierać coraz większych wątpliwości co do jego motywów.

- To przekracza moje możliwości, Minervo.

- To samo powiedziałeś, kiedy Ginny Weasley została porwana przez Lestange'ów. Pamiętasz jak to się skończyło? – spytała jadowicie Minerva.

- CISZA! – ryknął Albus, wstając z fotela. Obie kobiety umilkły, wstrząśnięte falą magii, którą wyemitował. Kiedy zapewnił sobie ich uwagę, kontynuował. Najpierw wskazał Dolores i rzekł stanowczo: - Masz godzinę, żeby zabrać pannę Walker i opuścić teren szkoły. Będziesz monitorowana, więc się pilnuj, Dolores – potem Albus wycelował palec w Minervę. – Już po wszystkim! Masz innych uczniów, którzy potrzebują twojej opieki i lekcje do poprowadzenia. A teraz wynoście się obie z mojego gabinetu.

Umbridge nie marnowała czasu. Dostała to, po co przyszła. Minerva została jeszcze chwilę. Podeszłą do Albusa, a on przez krótką chwilę myślał, że jego koleżanka dojrzała mądrość jego czynów. Wtedy Minerva McGonagall wymierzyła z całej siły cios otwartą dłonią w policzek Albusa Dumbledore'a. Zignorowała palący ból dłoni i spojrzała na niego zła i rozgoryczona.

- Koniec z nami – powiedziała jedynie, po czym obróciła się na pięcie i wyszła, zatrzaskując za sobą z hukiem drzwi.

Umbridge znalazła Emmę Walker, która czekała na nią przy głównym wejściu w towarzystwie Ginny Weasley. Rudowłosa dziewczyna przytuliła dziecko na pożegnanie i spojrzała z nienawiścią na Umbridge. Profesor McGonagall zbliżała się do Dolores szybciej, niż powinna móc się poruszać kobieta w jej wieku. Wyciągnęła różdżkę, ale zawahała się, kiedy wyczuła, że coś jest nie tak. Figlarz na zawsze pozostaje figlarzem.

Minerva czuła to w powietrzu. Włosy na karku i na ramionach stanęły jej dęba. Ten pełen napięcia moment oczekiwania nim wyobraźnia, śmiałość, finezja i upór splatały się, by dać doprawdy wspaniały efekt. To była sztuka i tylko inny artysta mógł pojąć ekstazę, która się z tym wiązała. Zmieniła się więc w swoją formę animagiczną i schowała w cieniu. Czuła, że przedstawienie zaraz się rozpocznie.

- Zakładam, że wiesz, po co tu jestem – odezwała się Dolores.

- Tak.

- Ruchy, dziewczyno, nie mam całego dnia – warknęła Dolores. Złapała Emmę za nadgarstek i zaczęła wyciągać ją z budynku. Na początku dziewczynka się nie sprzeciwiała, ale gdy przekroczyły wrota, Emma zaczęła stawiać opór.

- Nieeee! Nie chcę z tobą iść! Lubię tu być. Znowu mnie skrzywdzisz. Pamiętam cię! – błagała Emma, walcząc ze wszystkich sił, żeby wyrwać się z uścisku czarownicy o twarzy ropuchy. Dolores uderzyła Emmę w twarz i przystawiła jej różdżkę do gardła.

- To tylko przedsmak tego, co ci zrobię, jeśli się mi sprzeciwisz – zagroziła Umbridge. Rozejrzała się, rzuciła zaklęcie zapewniające prywatność i wcisnęła czubek różdżki w kark Emmy, gdzie została wypalona runa. – A może zapomniałaś już dziewczyno, że to ja wypaliłam ci Niewolniczą Runę DeKy. Ile wtedy miałaś lat, pięć? Poryczałaś się jak dziecko z tego co pamiętam. Wbij sobie jedno do głowy, kurwo. Twój rodzaj został stworzony w jednym, jedynym celu… służba! Powinnaś być wdzięczna, że sprzedam cię na aukcji. W przeciwnym wypadku musiałabym ci znowu coś wypalić. A teraz zamknij mordę i ruszaj się, zanim znowu zmienię zdanie! – Dolores podkreśliła swoje słowa kolejnym ciosem w twarz.

Tym razem Emma zrobiła jak jej rozkazano, ale Umbridge i tak nie puściła jej nadgarstka. Była jednak tak pewna, że nastraszyła dziewczynkę, że nie patrzyła już na nią więcej. To był jej pierwszy błąd. Gdyby to zrobiła, dojrzałaby, jak Emma wyciąga z głowy wspomnienie i upuszcza je w cień. Cień, który o dziwo miał ogon. Zauważyłaby też, że z cienia wyskakuje ryś z fiolką w pysku. Fiolka zawierała świeże wyznanie winy Umbridge. Hellcat popędziła z powrotem do zamku. A Dolores popełniła drugi błąd, gdy zdeportowała się z Emmą i jej Cieniem.

Daphne wyszła z cieni z fiolką i wręczyła ją Ginny, kiedy obie młode kobiety się mijały. Jedyną wskazówką, że pracują razem było lekkie skrzywienie warg Ślizgonki, gdy myślała, że nikt nie patrzy. Nauczycielka Transmutacji podążyła w cieniu za Ginny. Panna Weasley wśliznęła się za gobelin i Minerva podążyła za nią. Ginny wręczyła fiolkę jednemu ze skrzatów domowych. Po chwili skrzat zniknął z pyknięciem. Nauczycielka podążyła za Ginny, która weszła do jednaj z nieużywanych klas. Po chwili zza rogu wyszła panna Greengrass i weszła do tego samego pomieszczenia. Ciekawe. Minerva zmieniła się w człowieka i weszła za nią. Dziewczęta rozmawiały cicho, nieświadome jej obecności. Najwyraźniej nie straciła formy.

- Do mojego biura! Obie! – poleciła McGonagall. Ginny i Daphne podskoczyły zaskoczone, ale podążyły za nią bez słowa. Dopiero kiedy znalazły się w bezpiecznym miejscu, McGonagall złagodniała. Potem zrobiła coś, czego żadna z dziewczyn się nie spodziewała. Zaczęła bić brawo, a pełen aprobaty uśmiech zastąpił na jej twarzy grymas, który widniał tam jeszcze kilka chwil temu.

- Brawo, drogie panie… Brawo! To była jedna z najlepszych akcji jakie widziałam przez wszystkie lata spędzone w tej szkole – powiedziała Minerva z takim podziwem, że obie uczennice uznały, że nauczycielka zwariowała. Zaśmiała się na widok ich zmieszania. – Widzicie, parę minut temu zamierzałam wziąć prawo w swoje ręce, tym samym kończąc moją karierę w tej szkole. Oczywiście do momentu kiedy wyczułam zapach Nimfadory Lupin tam, gdzie powinna być Emma Walker i co ciekawe także Harry'ego Pottera. Może uznacie to za wścibstwo, ale powiedziano mi, że on nie wróci do poniedziałku. Zachciałabyś trochę naświetlić te sprawę, panno Weasley? – spytała Minerva, nie spodziewając się tak naprawdę odpowiedzi. Nie zawiodła się, Ginny zerknęła ku Daphne po pomoc, ale ta w odpowiedzi wzruszyła jedynie ramionami. Obie dziewczyny najwyraźniej nie wiedziały co dalej robić.

- Rozumiem – stwierdziła McGonagall, nieco rozczarowana. Wzięła z biurka kartę pergaminu i przedarła go na pół. Potem wzięła pióro i zapisała coś na obu częściach. Kiedy skończyła, spojrzała na nie z lekkim błyskiem w oku.

- Uważam, że na razie komunikacja werbalna jest niewskazana. Drogie panie, przybierzcie swoje formy – poleciła Minerva i zmieniła się w kota. Daphne podążyła za jej przykładem, a po chwili intensywnej koncentracji tak samo zrobiła Ginny. Dumbledore nigdy nie nauczył się animagii, więc nawet badając ich umysł nie zrozumie niczego, co zostanie powiedziane pod postacią zwierzęcia.

Minerva złożyła Ginny gratulacje z okazji opanowania przez nią jej formy, a potem przeszła do rzeczy. Ginny i Daphne nie ujawniły jej tak naprawdę niczego, ale McGonagall miała całkiem niezły obraz tego co się dzieje w Hogwarcie. A reszty potrafiła się domyślić. Po pół godzinie obie młode kobiety wyszły z biura wicedyrektorki z podpisanymi pozwoleniami na nieograniczony dostęp do Zakazanej Sekcji w Bibliotece i odznakami prefektów. Do obowiązków wicedyrektora Hogwartu należało pozbawianie tytułu prefektów, którzy nie spełniali swoich zadań. Ginny była niechętna ponownemu przyjęciu obowiązków prefekta, ale Daphne przekonała ją, że stworzy to iluzję jakoby Dumbledore utrzymał nad nią częściową kontrolę. To pozwoli jej na zachowanie większego dystansu a poza tym było carte blanche na przebywanie poza Wieżą Gryffindora w czasie ciszy nocnej. Ponadto żadna ze szkolnych zasad nie zabraniała jej patrolowania pod postacią jaguara. To ostatecznie przekonało Gryfonkę.

- Jeszcze jedno pytanie, dziewczęta – powiedziała McGonagall, gdy Ginny i Daphne otworzyły drzwi. – Gdzie właściwie jest Emma Walker?

- Przykro mi, pani profesor, ale Emma Walker nie żyje – rzuciła Daphne przez ramię i wyszła z biura. Krew odpłynęła z twarzy McGonagall i kobieta chwyciła się biurka, żeby nie upaść.

- Ale Emma Potter będzie z powrotem w poniedziałek – dopowiedziała Ginny i również wyszła.


Narcyza wyszła z umysłu Adama, zadowolona, że nie było już w nim śladów zaimplementowanej obcej osobowości. Chłopak był znów sobą, ale w najlepszym razie było to połowiczne zwycięstwo. Wciąż pozostawał sześciolatkiem w ciele dwunastolatka. Na krawędzi bycia nastolatkiem, ale wciąż dzieckiem. Czy powinna użyć magii, by przesunąć go tam, gdzie naturalnie powinien być, czy pozwolić mu na przedłużenie dzieciństwa? Obie opcje miały plusy i minusy. Czy powinna podjąć decyzję czy pozwolić na nią chłopcu? Czy w ogóle stać go było na taką decyzję? A ją?

Nigdy nie pozwolono jej na podejmowanie decyzji dotyczących wychowania Draco. Stąpała po nieznanym gruncie. Lily będzie wiedziała co zrobić. Była świetna w takich sprawach, a poza tym z reguły wiedziała co robić w każdej sytuacji.

Narcyza z zadowolonym uśmiechem odgarnęła włosy z twarzy Adama, który znowu zasnął. Wyglądało na to, że jej eskapady do jego umysłu wyczerpywały go. Wyglądał tak niewinnie we śnie, że poczuła ciepło w sercu. Narcyza delikatnie pocałowała go w czoło i po cichu wyszła z pokoju.

Lily czekała na nią w korytarzu. Skinęła głową na przyjaciółkę i Narcyza podążyła za nią do salonu. Blondynka uśmiechnęła się, gdy ujrzała przygotowaną już herbatę w dzbanku i dwie filiżanki. Lily widziała co jej trzeba. Po nocy, którą miały i która ich czekała, było to dokładnie co zaleciłby uzdrowiciel.

- Twoje wczorajsze pytanie o bycie dobrą matką ma dla mnie coraz więcej sensu – zażartowała Lily, a oczy Narcyzy zrobiły się wielkie jak spodki.

- To takie oczywiste? – spytała, walcząc z zalewającym ją rumieńcem. – Jestem Ślizgonką, na miłość Merlina. Nie powinniśmy być tak oczywiści, żeby Gryfoni mogli nas przejrzeć. Wytarzają mnie za to w smole i w pierzu – stwierdziła z udawanym obrzydzeniem.

- Spokojnie – zaśmiała się Lily. – To niesamowite jak potrafią przebić się przez wszystkie bariery i jednym uśmiechem wkraść się do serca.

- Cwane małe skubance, co?

- Ale nie chciałabym, żeby było inaczej.

- Ja też. Jak Emma?

- Czas pokaże. To byłoby przytłaczające nawet dla dorosłego, ale ona przyjęła to lepiej niż ja bym to zrobiła.

- W jej rodzinie zdarzają się silne kobiety.

- Być może… ale wolałabym tego nie testować tak szybko. Zasługuje na coś lepszego.

- Jak wszyscy.

- Naprawdę docenia wszystko co dla niej zrobiłaś, tak jak i ja. Kiedy pomyślę, jak mało brakowało, żebyś… - Lily przerwała i zatkała usta dłonią w daremnej próbie powstrzymania ogarniających ją emocji. Narcyza przysunęła się do przyjaciółki i pozwoliła jej wypłakać się na ramieniu. Kiedy Lily odzyskała trochę kontroli nad sobą, poczuła potrzebę rozmowy o czymś weselszym.

- Czy mam zakładać, że ten uśmieszek, którego pan Weasley nie może się pozbyć z twarzy oznacza, że wróciłaś do akcji? – zażartowała.

- Jeszcze jak – przyznała od razu Narcyza z rozmarzonym uśmiechem. Potem dotarło to do niej i zakryła twarz dłońmi. – Powiedziałam to na głos, prawda? – zapytała przerażona.

- Jeszcze jak – zachichotała Lily. – Klasyka – zgięła się w pół pękając ze śmiechu. – Twoja… twarz… czerwona… jak… moje włosy – wydusiła z siebie.

Nagle dostała w twarz poduszką z kanapy. Narcyza patrzyła na przyjaciółkę spode łba jeszcze dziesięć sekund, a potem dołączyła do niej. Potrzebowała śmiechu, nawet jeśli śmiały się z niej.

- Tooo… jak było? – spytała Lily usiłując odzyskać coś, co choć odrobinę przypominałoby samokontrolę.

- Wymyślnie, sprawnie, namiętnie i gorąco. Bardzo, bardzo – powiedziała Narcyza, a jej twarz rozświetlił nostalgiczny uśmiech. - Bardzo gorąco.

- Miło wiedzieć, że moja praca jest doceniana – dobiegło od drzwi. Charlie Weasley opierał się o framugę z młodzieńczym uśmiechem i wzrokiem wbitym w Narcyzę. Obie kobiety podskoczyły na dźwięk jego głosu, opadły im szczęki i wbiły wzrok w podłogę. – Rumieni się pani, panno Black – zażartował. Nie mógł się oprzeć.

- Tak, ostatnio często jej się to zdarza – Lily wstała i ruszyła do drzwi. – Chyba sprawdzę co u Emmy – dodała, mijając Charliego. Stanęła za młodym mężczyzną i obejrzała go z góry na dół. Pokazała Cissy uniesiony kciuk i zniknęła w głębi korytarza.

- Zapomniałam powiedzieć, że jest też bezczelny! – krzyknęła za nią Narcyza. Potem popatrzyła spode łba na Charliego. Ten ruszył przez pokój, z każdym krokiem uśmiechając się coraz szerzej. Wstała i pomaszerowała w jego stronę z wyciągniętym palcem, gotowa do wygłoszenia tyrady. Charlie jednak skorzystał z jej ust zanim ona zdołała. Pocałował ją tak, że poczuła to na całym ciele.

- Chciałabyś wiedzieć co sądzę o twoich nocnych wyczynach? – wyszeptał jej do ucha, gdy oderwał się od jej warg. Odchyliła się i popatrzyła na niego podejrzliwie.

- Próbujesz połechtać moje ego, żeby odstać się znowu do mojej sypialni, panie Weasley? – spytała, unosząc brew. Pożądanie w jego oczach powiedziało jej, że trafiła w sedno.

- Nie żebym miał coś przeciw, ale po prostu lubię spędzać z tobą czas – odparł szczerze.

- Ale seks pomaga? – odparła z humorem. Wiedziała, że mężczyzna mów szczerze i stwierdziła, że ona też czuje się dobrze w jego towarzystwie.

- Czy to podchwytliwe pytanie?


- Carrow! Carrow! Gdzie się podziewa ta kobieta, do cholery? – warknęła Dolores, prowadząc Tonks w formie Emmy przez atrium Posiadłości Carrowów. Poświęciła ten czas, żeby porządnie przyjrzeć się temu miejscu. Wysoko sklepione sufity, eleganckie meble, bezcenne dzieła sztuki i gobeliny pokrywały ściany, wszędzie wokół niej luksus. Kiedy ten dzień dobiegnie końca będzie miała środki na to wszystko i wiele więcej. Wtedy przypomniała sobie czemu tu właściwie jest.

- W moim pośpiechu przy opuszczaniu Hogwartu zapomniałam o czymś. Daj mi swoją różdżkę, dziewczyno. Już nigdy jej nie użyjesz – poleciła Dolores. Tonks szybkim szarpnięciem uwolniła się od jej uścisku i cofnęła się kilka kroków. Skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała na Umbridge ze złością.

- A czemu miałabym oddać moją różdżkę ropuchogębemu, grubodupemu, cuchnącemu, torturującemu dzieci skunksowi jak ty? – rzuciła jej wyzwanie Tonks, z jedną ręką na biodrach. Drugą kręciła w powietrzu różdżką. To i jej uśmieszek doprowadziło Umbridge do szału.

- Ty mały obrzydliwy gnoju! – wrzasnęła Dolores, celując różdżką w Tonks. – Zaraz pokażę ci.. AAAAAA!

Z cienia dziewczyny wyskoczyły Pantera Cienia czarna jak noc i skoczyła na kobietę. Jej łapy przycisnęły kończyny Umbridge do ziemi, a kły chapnęły przy gardle. Pazury wbiły się w rękę trzymającą różdżkę i upuściły krwi. Dolores wrzasnęła, ale nie wypuściła broni. Wiedziała, że to jej jedyna szansa na przetrwanie. Spojrzała w złowrogie zielone oko, które przeniknęło ją do głębi duszy. Została zważona i okazała się zbyt lekka*. Bestia zaryczała tak przerażająco, że Umbridge straciła jednocześnie kontrolę nad pęcherzem i zwieraczami. Pantera zeskoczyła z niej i złapała jej różdżkę w pysk. Usłyszała trzask pękającego drewna, a potem bestia zaczęła ją okrążać. Dolores zajęczała żałośnie i zwinęła się w pozycję płodową. Tonks podeszła do niej, przyjmując swoją zwyczajną postać.

- Nie no, Cieniu, kiedy mówiłam, że ma narobić w gacie ze strachu nie miałam tego na myśli dosłownie – zganiła go, machając ręką przed nosem. Harry zaryczał w odpowiedzi. – Niech ci będzie.

Rzuciła zaklęcie czyszczące, żeby posprzątać ekskrementy, a potem zaklęcie odświeżacza, żeby pozbyć się smrodu. Popatrzyła na Umbridge z obrzydzeniem. Gdyby tylko uczniowie, których torturowała w Hogwarcie mogli ją teraz zobaczyć. Ginny opisała Harry'emu w skrócie jak wyglądały rządy Dolores Umbridge w Hogwarcie. Teraz on zamierzał pokazać to wspomnienie wszystkim swoim Huncwotom gdy wróci do szkoły.

Umbridge zakrywała twarz rękoma. Zaryzykowała zerknięcie, kiedy zorientowała się, że pantera się odsunęła. Zauważyła tą samą auror, która tamtego dnia rzuciła ją na ścianę w Ministerstwie, a teraz uśmiechała się do niej z wyższością. Wypełniła ją wściekłość. Jakim prawem ta niżej stojąca czarownica z niej kpi? Chciała się rzucić na Tonks, ale niski, złowrogi warkot Cienia sprawił, że ponownie przemyślała tę sprawę.

- Mądrze, suko, on chciałby cię zabić. Nie żebym go za to winiła. Zdecydowanie zasłużyłaś za to, co zrobiłaś Emmie i jej matce – warknęła Tonks na Umbridge.

- Czy… czy ta bestia mnie… za… zabije? – zapiszczała Dolores.

- To zależy od twojej szczerości i chęci współpracy. Masz wiele na sumieniu i masz odpowiedzieć na moje pytania, Dolores Umbridge. Każdy brak szacunku z twojej strony spotka się z surowymi konsekwencjami. Tylko ja trzymam panterę w ryzach. Nie myśl sobie, że robię to z dobroci. Chętnie popatrzę, jak rozdziera cię na strzępy. To i tak byłaby miłosierna kara za twoje winy. W tej chwili tylko łaskawość Lady Potter utrzymuje cię przy życiu.

- Ten kurwiszon to nie Lady! To tylko szlama, która w jakiś sposób oszukała Lorda, który się z nią ożenił! – warknęła Dolores. Myśl, że zawdzięcza swoje życie tej kobiecie, była dla niej ostateczną obrazą. Nie będzie tego więcej tolerowała. Zaatakowała Tonks w nadziei, że odzyska różdżkę i pozbędzie się bestii. Pazury pantery rozerwały jej lewe ramię i zrujnowały ten plan. Pozbawiły ją też jakiejkolwiek woli walki. Cień stanął nad nią z obnażonymi kłami, gotów do skoku.

- Carrow! Oni mnie zabiją! Wezwij swoich przyjaciół, na miłość Merlina! – wrzasnęła Umbridge, ponownie zwijając się na podłodze. Jej jedyną nadzieją było to, że Alecto jest gdzieś w domu i wezwie jej na ratunek innych Śmierciożerców. Tonks zaśmiała się z głupoty tej kobiety.

- Pokładasz swoje nadzieje w Śmierciożercach? A kiedy myślałam, że nie możesz być już bardziej żałosna, tobie się jednak udało – zadrwiła Nimfadora potrząsając głową. – Jak myślisz, skąd wiemy, że miałaś dzisiaj przyjść po Emmę? Ona chciała cię zabić w chwili, kiedy dostarczysz jej dziewczynkę. Byłaś tylko jej narzędziem. Źle wybierasz sobie przyjaciół, a wrogów… to zupełnie inne smocze jajo.

- Nie oszukasz mnie, metakurwo. Carrow to wysokiej rangi Śmierciożerczyni. Ich się nie da złamać!

- I znowu pokazujesz jaka jesteś ograniczona. Jestem córką Rodu Blacków, idiotko. Nawet ty powinnaś wiedzieć z czego słyniemy.

- Magia umysłu.

- Między innymi, ale nie zmieniaj tematu.

- Krwawię – poskarżyła się Dolores, w nadziei, że dostanie jakąś pomoc. Kobieta była przecież aurorem i musiała przestrzegać zasad, prawda?

- Dobrze, to cię nauczy, żebyś nie obrażała już nigdy Lady Potter, bo jak widzisz mój przyjaciel bardzo ją lubi. A tak przy okazji jest dziesięć razy lepszą kobietą i czarownicą niż ty kiedykolwiek będziesz – powiedziała Tonks. Przyciągnęła sobie krzesło i siadła na nim okrakiem. Spojrzała na Umbridge z czystą nienawiścią. – Cieniu, chyba załapała. Odpuść.

Nie ruszył się z miejsca. Zamiast tego zaryczał, przez co Umbridge zwinęła się jeszcze ciaśniej.

- ODPUŚĆ, CIENIU! – krzyknęła Tonks, ale w jej głosie słychać było strach. Pamiętała co spotkało ostatnią osobę, która obraziła jego mamę. Musieli odciągać Harry'ego od biednego gościa we trójkę, razem z Remusem i Syriuszem, a facet jedynie poklepał ją po tyłku. Występki tej kobiety przeciwko Lady Potter były znacznie poważniejsze. – Proszę – dodała. Wzięła w dłoń jego ogon i przesunęła po nim palce. To zawsze działało. Zamruczał lekko, po czym spojrzał na nią i skinął głową. Tonks westchnęła z ulgą kiedy się odsunął i zaczął drapieżnie krążyć wokół Umbridge.

- Powtórzę, tylko ja trzymam cię przy życiu. Nie każ mi tego żałować – zagroziła. – Zdecydowanie zalecam odpowiadanie na moje pytania zgodnie z prawdą. On wyczuje jeśli skłamiesz.

- Po… powiem wszystko co będzie chciała. Ty… tylko trzymaj go z dala ode mnie – błagała Dolores. Tonks uśmiechnęła się, widząc jak łatwo złamali tę kobietę. Gdyby nie znała jej okropnych czynów, mogłaby nawet poczuć wobec niej odrobinę współczucia. Na szczęście nie w tym wypadku.

To małe wyzwanie, do którego Tonks podstępem skłoniła wcześniej Umbridge, było teraz w posiadaniu Madam Bones. Ona je przejrzy i przekaże Ministrowi Scrimgeourowi, razem z Deklaracją Intencji z pieczęcią Rodu Potterów. Kiedy otrzymają aprobatę Ministerstwa nawet Dumbledore nie będzie mógł przedstawić ich działań jako zemsty poza prawem.

Tonks potrzebowała, żeby Cienia nie było w pobliżu, kiedy Umbridge będzie składała zeznania. Dzięki temu nikt nie będzie mógł podważyć prawa Lily do zostania zarówno magicznym jak i mugolskim opiekunem Emmy.

- Cieniu, może pobiegniesz wzdłuż granic i zobaczysz co jest grane? - zasugerowała młoda auror. To było zakodowane polecenie zdjęcia osłon Carrowów i zastąpienia ich własnymi. Musieli rozstawić pułapkę zanim klienci przybędą na aukcję.

Cień nie był z tego zadowolony. Zrobił to, o co go prosiła, ale zanim odszedł warknął ostrzegawczo. Kiedy Tonks była pewna, że odszedł na właściwą odległość, znowu zwróciła się do Umbridge:

- Zacznijmy od początku, dobrze?


Lily zorientowała się, że Emmy nie ma w pokoju i od razu zaczęła się martwić. Na szczęście Emma nie wiedziała, że kobieta, która zabiła jej matkę, znajdowała się pod tym samym dachem. Carrow przetrzymywano w lochach, głęboko pod mieszkalnymi poziomami posiadłości. Cela, w której się znajdowała, została obłożona potężnymi urokami i osłonami.

Lily i Harry zgodzili się, że to Lily upora się z Carrow, a Harry wymierzy karę Umbridge. Ostateczna decyzja należała jednak do Emmy. Lily ciągle uważała, że dziewczynka jest za młoda, żeby podjąć taką decyzję, ale i tak zamierzała jej w tym pomóc.

Narcyza usiadła z Emmą i jej ciocią i wyjaśniła im jakie zdarzenia doprowadziły do obecnej sytuacji. Cissy niczego nie ukrywała przed Emmą i traktowała ją na równi z dorosłymi, za co tak Emma jak Lily były jej bardzo wdzięczne. Dała też Emmie obrazek, który Adam dla niej narysował. Dziewczynka patrzyła na niego dłuższy czas z dziwnym wyrazem twarzy. Nagle Lily zrozumiała gdzie jest Emma i popędziła do pokoju Adama.

Kiedy tam dotarła, drzwi były otwarte. Lily zajrzała do środka i ujrzała Emmę stojącą nad łóżkiem chłopca z różdżką w dłoni. Wpatrywała się w śpiącego, który dręczył ją przez ostatnie sześć lat jej życia. Lily aż w drzwiach czuła promieniującą od Emmy wściekłość. Pomyślała, ze Emma ma prawo się złościć. Nie można tak po prostu zmazać sześciu lat okrucieństwa. Wszystko co straciła i śmierć jej mamy poprzedniej nocy musiały mieć na nią wpływ.

Przez ułamek sekundy rozważała czy się nie wtrącić, ale wiedziała, że to jeden z tych przełomowych momentów, które zostaną w pamięci Emmy na resztę życia. Lily musiała pozwolić jej podjąć własną decyzję. Na dobre czy na złe będzie wspierała swoją siostrzenicę i niezależnie od zakończenia tej sytuacji pomoże jej się z nią uporać.

Emma powoli uniosła różdżkę. Jej ręka drżała. Po jej policzkach spływały łzy, a wspomnienie za wspomnieniem strachu i upokorzeń, których doznała z jego ręki przelatywały jej przed oczami. To co, że on nad sobą nie panował? To nie cofnie czasu i tego, przez co przez niego przeszła. Nie zrobiła nic, żeby zasłużyć na takie traktowanie. Gdzie tu sprawiedliwość?

Klątwa, którą nauczyła ją Daphne, łaskotała ją w usta i błagała o uwolnienie. Słuszny gniew i poczucie sprawiedliwości popędzały ją. Powstrzymywały ją jedynie resztki logiki. Jak bardzo pragnęła, żeby się przymknęły. Każdą komórką jej ciała pragnęła rzucić tę klątwę.

Był jej pierwszym przyjacielem, kiedy przybyła do sierocińca. Pierwszej nocy, kiedy zbyt się bała, trzymał ją za rękę, póki nie zasnęła. Pomyślała, że na zawsze będą najlepszymi przyjaciółmi, ale on się zmienił. Do rana stał się jej najgorszym wrogiem, a ona nigdy nie rozumiała co takiego zrobiła, żeby tak ją traktował. Często płakała nim zasnęła, zadając sobie dokładnie to pytanie.

Byłoby miło dla odmiany stanąć po drugiej stronie. Pokazać mu jak to jest, kiedy czujesz się samotna i nie masz nadziei. Ale czy to nie sprawi, że stanie się taka jak on? Potrząsnęła głową. Nie, on na to zasługuje.

- Emmy – wymamrota Adam przez sen. Emma zamarła. Nazywał ją tak zanim się zmienił. Jego głos brzmiał tak niewinnie… tak dziecinnie. Dlaczego on musiał to teraz zrobić?

- Szlag – sapnęła Emma i opuściła różdżkę. Potrząsnęła głową i opuściła ramiona. Odwróciła się, żeby wyjść z pokoju i ujrzała stojącą w progu ciocię. W jej oczach lśniła duma. Emma stanęła przy niej i zwiesiła smętnie głowę. Lily przytuliła ją, a Emma bezgłośnie łkała na jej piersi. Lily bez słowa poprowadziła ją korytarzem z dala od pokoju Adama.

- Pozwoliłabyś mi to zrobić? – spytała słabo Emma, nerwowym głosem.

- To była twoja decyzja. Nieważne co by się stało i tak bym cię kochała – zapewniła ją Lily, nie wspominając, że rzuciłaby zaklęcie tarczy, żeby ochronić Adama.

- Nawet jeśli to byłaby zła decyzja?

- Nawet – potwierdziła Lily i dodała: - Wtedy pomogłabym ci się uporać z wyrzutami sumienia.

Emma popatrzyła na nią pytająco. Lily zaśmiała się cicho i trąciła ją biodrem.

- Co, myślisz, że zgadzam się z każdą decyzją Harry'ego?

- Pewnie nie – zachichotała Emma.

- Jestem z ciebie dumna. To, że go nie przeklęłaś dobrze o tobie świadczy.

- Ale chciałam. Chciałam tak bardzo, że aż bolało, mimo że wiedziałam, że to źle.

- To czyni cię ludzkim, nie złym. Jesteś dobrym człowiekiem, skarbie, a my wszyscy nosimy w sobie pierwiastek ciemności. Pierwszym krokiem jest to zaakceptować, a ty to właśnie zrobiłaś. Drugim jest nauczyć się to kontrolować. Stanęłaś z tym twarzą w twarz i wygrałaś. Chciałabym ci powiedzieć, że teraz będzie łatwiej i wygrasz każdą bitwę, ale nikomu się to nie udaje. Każdy upadnie prędzej czy później. Harry i ja zawsze będziemy przy tobie, żeby pomóc ci wstać, bo tak robią rodziny. Bardzo bym chciała, żebyś była częścią naszej – powiedziała Lily, unosząc podbródek siostrzenicy, żeby spojrzeć jej w oczy.

- Też bym tego chciała – załkała dziewczynka. To było więcej niż ośmielała się marzyć i kompletnie ją to przytłoczyło. Lily przyciągnęła ją mocniej do siebie i poprowadziła do kuchni.

- Mamy jeszcze kilka kwestii do omówienia przy… może gorącej czekoladzie? – zaproponowała Lily z uśmiechem, który sugerował, że zna już odpowiedź na swoje pytanie.

- Ciociu Lily, jesteś najfajniejsza.

- To prawda, ale jestem gotowa nieść to brzemię – zaśmiała się Lily. Uniosła nogę za plecami i kopnęła lekko piętą w pośladki Emmy. Dziewczynka zaśmiała się i oddała cioci.


Słowniczek:

Została zważona i okazała się zbyt lekka" – parafraza słów z biblijnej Księgi Daniela. W scenie tej Daniel odczytuje królowi perskiemu Nabuchodonozorowi znaczenie tajemniczych słów na ścianie „mene, tekel, faris", które interpretuje jako zapowiedź upadku imperium Persów. Moja parafraza oparta o Biblię Tysiąclecia.


W następnym rozdziale:
- Emma zmienia nazwisko
- zaglądamy do legowiska Voldemorta
- Hellcat i Furia idą pobiegać po Zakazanym Lesie


Od autora: Wiem, że nie wszyscy będą zadowoleni z pairingu Charlie/Cissy, ale różnica wieku nie jest w tym wypadku większa niż przy Tonks/Remus. Oboje poczuli do siebie natychmiastowy pociąg. Cissy odzyskuje swoje życie, więc postanowiła w to wejść. Życie jest krótkie i różnie bywa. To może być przelotny romans albo coś trwałego. Czas pokaże.


Od tłumacza: W poprzednim rozdziale chciałem dać w ramach zapowiedzi cytat "Przykro mi, pani profesor, ale Emma Walker nie żyje", ale obawiałem się, że mnie zlinczujecie :)

Jak już zapewne się zorientowaliście, mam ostatnio trochę mniej czasu. Nowe rozdziały oczywiście dalej będę się pojawiały, ale nieco wolniej. Z góry dzięki za cierpliwość :)