Od tłumacza: Dzięki dla Shaunee Altmann, która szybko i sprawnie uwalnia kolejne rozdziały od błędów i literówek.
W tym rozdziale znajdziecie pierwszą (choć nie ostatnią) scenę „tylko dla dorosłych". Jeśli macie mniej niż osiemnaście lat to nie chcę o tym wiedzieć ;) Radzę nie czytać w miejscach publicznych (szkoła, uczelnia, praca, autobus etc.).
P.S. Jeśli dawno nie byliście na „Z pierwszej półki" to zapraszam ponownie, po dłuższym okresie nieaktywności blog znów żyje :) Link znajdziecie w moim profilu autora.
Rozdział 35
Emma siedziała w milczeniu na swoim łóżku. Wciąż nie zdjęła sukienki, którą ubrała na pogrzeb swojej mamy. Spakowała się już i była gotowa wracać do Hogwartu. Przynajmniej teoretycznie. Miała wracać nie jako sierota, ale część rodziny i to szlacheckiego Rodu. Na jej nowym kufrze pyszniła się srebrna plakietka zawierająca jej imię, a wewnątrz mogła korzystać z w pełni umeblowanego mieszkania. Kufer podpisano Emma Rose Potter i dziewczynka nosiła to imię z dumą. To nazwisko oznaczało ludzi, którzy dali jej ten kufer i wiele, wiele więcej.
Cieszyła się wszystkimi nowymi rzeczami, które dostawała. Przez większość swojego życia musiała sobie radzić z niewielkimi zasobami. Jej pokój był wspaniały, lepszy niż mogłaby sobie wymarzyć. Ciągle jednak brakowało tam jej osobistych akcentów. Może jakieś plakaty i zdjęcia przyjaciół i jej nowej rodziny? Ludzi, których nigdy nie spodziewała się w swoim życiu? Zabawne jak wiele może się zmienić w tydzień.
Jednak ze wszystkiego co od nich otrzymała najbardziej ceniła bezwarunkową miłość i akceptację Harry'ego i cioci Lily. To był jej prawdziwy skarb. Teraz była częścią rodziny i tak jak oni zamierzała walczyć w jej obronie do ostatniego tchu. Czuła, że zostanie poddana próbie raczej prędzej niż później, ale nie miało to dla niej znaczenia. Stanie z tym twarzą w twarz, w końcu jest Gryfonką.
Gwałtowne pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Emma zawołała, żeby wchodzić. Drzwi otworzyły się i stanął w nich bardzo brudny Adam w czymś, co kiedyś było bardzo ładnym garniturem. Trzymał coś za plecami, a na twarzy miał szeroki uśmiech. Ta mina najwyraźniej była zaraźliwa, bo Emma zaczęła chichotać i potrząsać głową, widząc to zjawisko przed sobą.
- Ciocia Cissy przetrzepie ci tyłek za wybrudzenie nowego garnituru – zaśmiała się. Wzruszył ramionami, jak każde dziecko zrobiłoby w podobnej sytuacji. Niestety nie był już dzieckiem, a niemal nastolatkiem, ale z umysłem kilkulatka. Wyciągnęła różdżkę i rzuciła zaklęcie czyszczące, którego nauczyła ją ciocia. Adam zaczął chichotać, gdy magia zaklęcia go połaskotała. Po chwili znów był czysty.
- To było super, ale myślałem, że nie możesz…
- Cicho! Ciocia Lily nie musi się dowiedzieć, a poza tym wiem, gdzie masz łaskotki – przerwała mu Emma, wymachując ostrzegawczo różdżką. Adam odskoczył i otoczył rękami swoje żebra.
- Dziewczyny nie potrafią się bawić – sapnął.
- Nie musisz znosić comiesięcznych wizyt kuzynki czerwieni ani wypychać dzieci ze swojej pisi, więc i tak masz lepiej.
- Kto to jest i co to pisia?
- Eee… zapytaj Charliego albo Harry'ego. Nie, on się na mnie zemści. Nieważne, po prostu zapytaj Charliego. To co tam masz za plecami? – spytała Emma, desperacko usiłując zmienić temat. Najwyraźniej to podziałało, bo jego twarz rozpromieniła się, gdy zaczął myśleć o czymś innym. Dzięki Merlinowi, że tak łatwo go rozproszyć.
- A! Chciałem, żebyś poznała moją przyjaciółkę – krzyknął Adam i pokazał jej wielokolorową orchideę. Emma nigdy nie widziała podobnego kwiatu. Wyglądał jak coś, co można znaleźć tylko w tropikalnym lesie.
- Jest piękna – powiedziała Emma, ostrożnie dotykając płatka.
- Nazywa się Pixi, bo powiedziała mi, że urodziła się z łzy elfa.
- Rozmawia z tobą? – spytała z powątpiewaniem Emma. Adam pokiwał głową z niewinnym uśmiechem. Potem dziewczynka przypomniała sobie, że jej kolega lubi bawić się w ogrodzie. Biorąc pod uwagę jego rozwój, pewnie chodziło o jakiegoś wymyślonego przyjaciela czy coś w tym guście.
- Czasami, raczej woli słuchać. Poprosiłem Zgredka, żeby zabrał mnie do sierocińca, żebym zobaczył czy wszystko z nią w porządku. Wykopałem ją i zabrałem do domu. Opowiedziałem jej o tobie i ona chciała cię poznać.
- Miło mi cię poznać, Pixi – przywitała się Emma, delikatnie ujmując liść między kciuk i palec wskazujący i potrząsnęła nim delikatnie. Adam popatrzył na kwiat i zachichotał.
- Lubi cię. Co? Jesteś pewna? To zależy od Emmi, ale będę za tobą tęsknił.
Emma patrzyła jak Adam jednostronnie dyskutuje z orchideą. W końcu powiedział nieco posmutniały:
- Pixi chce wiedzieć czy może pojechać z tobą do zamku.
- Eee… noo… pewnie… jeśli chce – wyjąkała. Nie wiedziała co powinna powiedzieć, ale stwierdziła, że jeśli roślina zastępuje mu ludzi, to najlepiej będzie, jeśli się ją od niego zabierze. Potrzebował dorastać, żeby mu się polepszyło, a poza tym kwiat na pewno rozjaśni jej dormitorium.
- Super! Pixi ci dziękuje. Pamiętaj, że bardzo ważne, żeby codziennie opowiedzieć jej dowcip. Ma super poczucie humoru.
- Dobra, Hellcat, rusz dupę. Idziesz ze mną polatać – rzuciła Ginny, stając nad siedzącą Daphne Greengrass. Ślizgonka usiłowała dojść do ładu z tym, co zobaczyła poprzedniego dnia między jej mamą i profesorem Blackiem. Czy to nadinterpretacja, czy żyły między nimi jakieś nierozwiązane uczucia, które wypływały na powierzchnię? Pamiętała, że jej mama miała nietypowy, rozmarzony wyraz oczu ten jeden raz, kiedy o nim wspomniała. Jednak wówczas wydawało jej się, że to zwykła nostalgia.
Potem wróciła myślami do chwili, kiedy Black opowiadał jej, jak poznał jej mamę. Czuła, że przekazał jej ocenzurowaną wersję. A kiedy to opowiadał, na twarz wpłynął mu naprawdę głupi uśmiech. Raz czy dwa nawet zarumienił się i wyszczerzył jak kretyn. Jednak ją tak pochłonęła historia, że aż do tej pory nie zwróciła na to uwagi.
Próbowała porozmawiać z mamą na osobności, żeby ją o to wypytać, ale za każdym razem ktoś do nich podchodził, żeby jej pogratulować. Szczerze mówiąc trochę to Daphne zirytowało. Napisała list, ale nie mogła się zdobyć na powierzenie go sowie. Co jeśli się myli, a natknie się na to jej ojciec? Nie chciała niepotrzebnie narażać mamy na kłopoty. Zwłaszcza, jeśli sobie wszystko wymyśliła. Może po prostu czuła zazdrość, że żaden facet nie patrzy na nią w taki sposób? Nie żeby nie patrzyli na nią w ogóle, zwłaszcza kiedy opuściła tron Lodowej Królowej. Pragnienie i pożądanie ją bawiły, ale nie o to chodziło. Chciała czegoś więcej niż szybkiego całowania w komórce na miotły z chłopakiem, który nie potrafił zdobyć się na odwagę, żeby zaprosić ja na randkę.
- Co? – spytała Daphne, otrząsając się z zamyślenia. Ginny wywróciła oczami.
- Jesteś marudna odkąd wróciliśmy wczoraj do szkoły. Trochę latania powinno poprawić ci humor – zasugerowała rudowłosa czarownica z rozbawieniem.
- Nie jestem marudna – zaoponowała Daphne, choć w głębi duszy przyznawała, że Ginny zapewne słusznie ją oceniła.
- Tak spięłaś poślady, że mogłabyś zjeść węgiel i srać diamentem – zakpiła Ginny, chichocząc na widok oburzenia na twarzy Ślizgonki. – Mała przejażdżka rozluźni ci dupcię.
- Długo nad tym myślałaś? – odparła Hellcat, unosząc brew.
- Nie, ale Seamus to robił – dodała Furia, kpiąc w żywe oczy.
- Ten mały leprekonus? – spytała Daphne, a jej brwi podjechały do linii włosów.
- Z tego co mówią Parvati i Lavender, nieźle całuje.
- Jak zwykle ci mali.
- Hej, pomachaj trochę tyłeczkiem, to sam ci przyniesie garniec złota – zażartowała Ginny, a Daphne machnęła ręką z frustracją.
- Dobrze! Pójdę z tobą polatać, jeśli przestaniesz gadać o moim tyłku! – krzyknęła i natychmiast tego pożałowała. Kilka osób spojrzało na nią. Ślizgonka zakryła twarz jedną dłonią, a drugą wyciągnęła po miotłę. Ginny wręczyła jej rączkę, którą Daphne ujęła niechętnie.
- Chyba teraz nie patrzy, co? – spytała Daphne, gdy wychodziły Wielkiej Sali.
- Podobno miałam nie gadać już o twoim tyłku? – zauważyła wesoło Ginny. Daphne jęknęła w odpowiedzi. – Potrząśnij nim to się dowiesz – zaproponowała Gryfonka.
Daphne uznała to za dobry pomysł i spróbowała. Rozległ się łoskot kilku osób spadających z siedzeń. Dziewczęta spojrzały przez ramię i ujrzały, jak Seamus, Dean, kilku innych Gryfonów, jak również chłopaków z innych domów pospiesznie zbiera się z podłogi. Oczy Daphne spoczęły na Finneganie i chłopak ciężko przełknął ślinę. Daphne poczuła się nagle bardzo silna, więc przesłała mu całusa i mrugnęła do niego, a potem zarzuciła blond włosami i wyszła z Wielkiej Sali celowo kołysząc biodrami. Ginny podążała u jej boku.
- Faceci to naprawdę proste stworzenia – raczej stwierdziła niż spytała Daphne i to dość głośno.
Ginny zaśmiała się na głos i odpowiedziała:
- Tak, ale przy tym zabawni.
Nie przestawały się śmiać przez całą drogę.
Daphne nie była najlepszym lotnikiem, ale po kilku pomocnych uwagach Ginny radziła sobie w powietrzu. Po dwóch godzinach ścigały się z pełną prędkością tuż nad powierzchnią Czarnego Jeziora. Ginny wygrała, ale Daphne za dobrze się bawiła, żeby się tym przejmować. Nie mogła uwierzyć, że przez siedem lat w Hogwarcie nigdy tego nie próbowała. Dodało jej to mnóstwo energii. Z jej twarzy nie schodził uśmiech.
- Lepsze niż seks, co? – spytała Ginny, trącając przyjaciółkę ramieniem, gdy wisiały w powietrzu nad boiskiem do quidditcha.
- A skąd mam wiedzieć? A ty? Cień już pozbawił cię cnoty? – spytała Daphne, odwzajemniając trącenie.
- Ech, chciałabym – odpowiedziała rozmarzona Ginny. Dopiero po chwili zorientowała się, co wyszło z jej ust. – O rany! Powiedziałam to na głos, prawda?
- No nie dziwię ci się, niezłe ciacho. To twój punkt widzenia czy Furii?
- A, to już się skończyło. To tylko ja.
- I jak to jest?
- Jak co jest?
- Kiedy ktoś patrzy na ciebie jak on to robi?
- Mogłabym cię nakarmić banałami, bo wszystkie to prawda. Czuję to wszystko, ale przede wszystkim czuję się całkowicie i bez zastrzeżeń kochana i pożądana. To sprawia, że mam wrażenie jakby moje nogi były z waty i szczerzę się jak durna. Muszę wyglądać jak kompletna wariatka przez większość czasu.
- Właściwie to naprawdę słodkie, a on chyba nie ma nic przeciwko, ty szczęściaro – zażartowała Daphne, odpychając ją lekko.
- Dobra, starczy o mnie. Co z tobą? – Ginny z powodzeniem zmieniła temat.
- Cóż za manewr, Weasley – odgryzła się Daphne.
- Przestań robić uniki, zacznij udzielać odpowiedzi, Greengrass – odparowała Ginny. Daphne zmrużyła oczy, myśląc, że chyba za dobrze ją nauczyła.
- W porządku, powiem ci, ale nie tutaj. Nie chcę, żeby to się rozniosło – powiedziała Daphne, rozglądając się, czy ktoś ich nie obserwuje.
- Jesteśmy pieprzone trzydzieści metrów nad ziemią. Kto nas będzie podsłuchiwał? Ptaki? – spytała z niedowierzaniem Ginny. Daphne przechyliła głowę na bok i obrzuciła przyjaciółkę znaczącym spojrzeniem.
- Gniazdo jest bezpieczniejsze – nalegała.
Ginny skinęła głową. Dwadzieścia minut później siedziała z otwartymi ustami i usiłowała dojść do porządku z tym, co właśnie usłyszała.
- Cholera jasna – zdołała jedynie wydusić.
- Mniej więcej – przyznała Daphne bez emocji. Nigdy jeszcze nie czuła takiego zmęczenia, połączonego z taką ulgą. Problem, którym się podzielisz to problem rozwiązany. Miałą nadzieję, że to powiedzenie okaże się prawdziwe.
- No dobra, z tego co rozumiem nie mamy żadnego dowodu potwierdzającego twoje przypuszczenia? – spytała Ginny, w odpowiedzi Daphne potakująco skinęła głową. – Mogę zadać pytanie osobiste? – kolejne skinięcie głową. – To ciekawość czy zazdrość? Zresztą nieważne, nie podejmujmy pochopnych decyzji, póki nie poznamy wszystkich faktów.
- Głos rozsądku ze strony Weasleya. Kto by pomyślał? – Daphne na wpół zażartowała, na wpół dogryzła.
Furia zadała ważne pytanie, nawet jeśli trochę ostro. Dlaczego tak się tym przejmowała? Jej rodzice mogli się szanować nawzajem, ale widać było wyraźnie, że miłość nigdy nie stanowiła części tej mieszanki. Poza tym wiedziała o kochankach ojca odkąd miała dziesięć lat. Czyżby jej mama była po prostu bardziej dyskretna? Nie zmieniało to faktu, że nie tylko pożądanie widziała w jej oczach. Gdyby nie spędzała tyle czasu z Harrym i Ginny pewnie w ogóle by tego nie zauważyła. I to właśnie tak ją gnębiło. Widziała miłość.
- Ślizgonka, która żartuje. Wyślę sowę Skeeter, niech rezerwuje pierwszą stronę – odgryzła się Ginny, zadowolona, że Daphne zaczyna się otrząsać. Zaczynała się martwić.
- Jeśli zamierzacie się pobić, pozwólcie, że przygotuję kisiel – dobiegł je głos od drzwi. Obie dziewczyny odwróciły się gwałtownie w tamtą stronę.
- HARRY!
Lily i Emma siedziały w gabinecie Dumbledore'a z bliźniaczymi surowymi minami. Siedzący przed nimi starzec czuł się w tej chwili na jeszcze więcej lat niż miał w rzeczywistości. Niezależnie od wszystkiego próbował obronić jak najwięcej, niezależnie od najnowszych informacji.
- Lily, gdybym wiedział… - zaczął Albus, ale rudowłosa czarownica siedząca naprzeciw niego od razu mu przerwała:
- Nie zrobiłbyś niczego inaczej. Nie oszukujmy się, Albusie. Twoje ręce były związane prawem. Nie mam do ciebie o to pretensji. Co się stało już się nie odstanie i nie ma co gdybać. Możemy tylko iść dalej z nadzieją, że wyciągnęliśmy naukę z wcześniejszych doświadczeń – uspokoiła jego niepokój Lily. Emma rozsiadła się wygodnie i obserwowała pracę swojej cioci już się ciesząc w myślach. Stary pierdziel nawet się nie spodziewał co go zaraz spotka.
- Dziękuję, Lily. Jesteś znacznie milsza niż większość moich kolegów i koleżanek.
- Znacznie łatwiej wydawać osąd niż usiąść za biurkiem i podejmować decyzje, których konsekwencje wpływają na funkcjonowanie całej szkoły. Mógłbyś podjąć tysiąc dobrych decyzji, a ludzie i tak zapamiętają ci tylko jedno potknięcie.
- Nawet nie wiesz jakie to prawdziwe, Lily. Czasami obawiam się, że zajmuję to stanowisko zbyt długo.
- Czy emerytura jest dla ciebie naprawdę tak przerażającą ideą? W życiu każdego rodzica nadchodzi chwila, kiedy możemy mieć tylko nadzieję, że nasze dzieci przyswoiły lekcje, które im wpajaliśmy.
- Najczęściej okazuje się, że nie przyswoiły.
Ten właśnie błąd popełnił z Tomem. Nie mógł sobie na to pozwolić raz jeszcze. Jeśli miał się przez to skazać na wieczne potępienie, niech tak będzie. Pozostanie na kursie, niezależnie od tego jak gorzkie będzie ostateczne przeznaczenie.
- Ale nasze porażki to najlepsi nauczyciele. Dopiero kiedy nie potrafimy wyciągnąć z nich nauki, zamykamy się w więzieniu, które sami sobie stworzyliśmy – zauważyła Lily, patrząc na niego oceniająco, co nie uszło uwadze dyrektora.
- Mam wrażenie, że jestem karcony – stwierdził z rozbawieniem Dumbledore. Ta kobieta miała odwagę, musiał jej to przyznać.
- A ja mam wrażenie, że zdecydowanie zbyt długo nikt nie śmiał podważyć twoich decyzji. A Severus Snape jest tego najlepszym przykładem – kontynuowała bez bawienia się w dyplomację.
- Jest Mistrzem Eliksirów najwyższej klasy. Jak możesz sugerować, że brakuje mu kwalifikacji, żeby uczyć w tej szkole? – spytał Albus, zaskoczony jej stwierdzeniem.
- Zgadzam się, że jego kwalifikacje są niepodważalne, ale nie posiada on niezbędnego w tej pracy charakteru. Absolutnie nie posiada umiejętności społecznych i jakiejkolwiek cierpliwości do dzieci, faworyzuje swój własny Dom i wystarczy przeanalizować wyniku SUM-ów i Owutemów jego dawnych uczniów, żeby zobaczyć skalę jego porażki w tej dziedzinie – Lily spokojnie wyliczała jego braki. Nie musiała wspominać Rady Nadzorczej. Wiedziała, że Albus potrafi czytać między wierszami. Albus zrozumiał, że musi ją jakoś udobruchać i zdecydował się zaapelować do jej poczucia fair play.
- Masz sporą słuszność w tym co mówisz. Porozmawiam z nim na ten temat. Nie wydaje mi się, żebyśmy musieli podejmować jakieś dalsze działania, o ile nie są potrzebne.
- O to proszę. Nie widzę potrzeby, żeby cała sprawa wydostała się na zewnątrz – zgodziła się spokojnie Lily, po czym nagle jej nastawienie w mgnieniu oka uległo zmianie. – Jak rozumiem Syriusz wyjaśnił ci jaka kara czeka za jakiekolwiek naznaczone przemocą manipulacje wobec członków jego Rodu. Tyczy się to również Rodu Potterów. Co Dolores Umbridge odkryła w bardzo nieprzyjemny sposób – dodała, żeby podkreślić swój komunikat. Emma skrzyżowała ramiona na piesi i uśmiechnęła się do dyrektora. Spojrzała mu w oczy, właściwie prowokując go, żeby spróbował odczytać jej myśli. Jednak starzec zdawał sobie sprawę, że z Lily w pomieszczeniu byłoby to niezwykle nierozsądne.
Dumbledore westchnął. Wyglądało na to, że kolejny most został spalony. Kiedy Black i Potterowie wrócili do Anglii, miał nadzieję, że wciągnie ich błyskawicznie do Zakonu Feniksa. Jednak to drzewo nie rodziło owoców i mógł za to winić tylko siebie. Neville stał się obciążeniem. Jednak zanim się tym zajmie, musi zgromadzić wszystkie składniki w kociołku.
- Jako Lady, którą dodatkowo wciąż uważam za prawdziwą przyjaciółkę, dałem ci duży zakres swobody w prowadzeniu lekcji i swoim zachowaniu na terenie szkoły. Należy jednak utrzymywać profesjonalny dystans wobec uczniów. Jestem pewien, że pragnęłaś jedynie pogratulować pannie Weasley, ale pozwolenie, żeby zwracała się do ciebie po imieniu i zaproszenie jej na herbatę mogłoby zostać uznane za niegodne faworyzowanie – powiedział Dumbledore, chcąc ustawić się względem niej jako osoba o wyższym autorytecie. To on był tu dyrektorem, a ona musiała się nauczyć, gdzie jej miejsce.
- Witaj kociołku, tu garnek. Ładną masz smołę – rzuciła Emma kątem ust do cioci. Lily nie zaśmiała się na głos z jej śmiałego żartu, choć miała na to ochotę. Nie zganiła tez siostrzenicy za okazywanie braku szacunku dyrektorowi. Ego tego mężczyzny było jedną z jego wad i Lily z łatwością z tego korzystała.
- Że co proszę? – warknął Albus na pierwszaczkę, oczekując, że skuli się pod jego spojrzeniem, ale ta popatrzyła na niego wyzywająco. Bez wątpienia to wpływ Lily. Czuł, że zaraz zacznie go boleć głowa.
- Uważam, że moja siostrzenica, jakkolwiek barwnie i może nietaktownie, wygłosiła słuszną uwagę. Stoisz na niezwykle kruchym lodzie, wydając swoje osądy. Twoje czyny w niedalekiej przeszłości znacząco odbiegały od wizerunku czcigodnego Albusa Dumbledore'a. Jeśli powinieneś o coś prosić, to o wybaczenie. Na szczęście auror Lupin jeszcze raz wsparła moją rodzinę. Miałam wcześniej co do niej wątpliwości, ale udowodniła mi, ze nie podąża ślepo za kimkolwiek. Zasłużyła na szacunek i zaufanie Rodu Potterów. A dodatkowo zgodziła się szkolić Emmę. Co do mojego syna sugeruję, żebyś go nie ograniczał. Tonks zdołała go przekonać, że byłeś nadopiekuńczy i zdesperowany, kiedy zasugerowałeś, żeby go uwiodła. Cieszę się, że mój syn uwierzył w to kłamstwo biorąc pod uwagę jego charakter. Następnym razem gdy przekroczysz granice wyznaczone przez twoją pozycję, nie pozostanie to bez odpowiedzi. A teraz jeśli nam wybaczysz, mamy z moją siostrzenicą inne zajęcia – zakończyła Lily i wstały razem z Emmą. Wyszły z biura dyrektora nie czekając na odpowiedź.
Lily postanowiła przejść się po Błoniach. Emma pobiegła do swoich przyjaciół, a Harry zapewne przebywał gdzieś z Ginny. Starcie z Dumbledorem wyprowadziło ją z równowagi. Problemy z tym mężczyzną narastały i tylko kwestią czasu było, kiedy dojdzie do eksplozji. Wiedziała, że spacer po Błoniach ją uspokoi. Musiała myśleć jasno, a w tej chwili kierowały nią emocje. Od czasu do czasu podchodził do niej jakiś uczeń lub uczennica i mówili, że cieszą się, że ją widzą albo przekazywali kondolencje z powodu śmierci siostry. Nie pierwszy raz pomyślała o pozostaniu na swoim szkolnym stanowisku na dłużej. Może jako nauczycielka Eliksirów. Miała wrażenie, że ta posada niedługo się zwolni.
Dotarła właśnie do drzwi swojego apartamentu, gdy dostrzegła zbliżającego się do niej Severusa Snape'a. Nie widziała takiej radości na jego twarzy odkąd oboje byli dziećmi. Dawno temu, gdy on był jej najlepszym przyjacielem, nim wojna kazała im wybierać, po której stronie się opowiedzą.
- Na Merlina, Lily, tak za tobą tęskniłem – powiedział Snape, gdy wziął ją w ramiona i zawirował, tak jak robił to lata temu. Szczęście wręcz promieniało z jego rozradowanej twarzy i przez chwilę poczuła się znowu jak dziecko. Zanim się zorientowała zaczęła chichotać jak nastolatka, ogarnięta tym nostalgicznym momentem. Zaczęła się zastanawiać co mu wpadło do głowy, gdy sytuacja zmieniła się z beztroskiej w namiętną.
Severus postawił ją na ziemi, ale wciąż mocno przyciskał się do jej ciała. Jedną dłonią odważnie chwycił jej pośladek, a druga spoczęła na jej karku i poprowadziła jej usta, by napotkały jego wargi. Poczuła, jak jego język atakuje ją w namiętnym pocałunku. Przez moment poczuła sprzeczne uczucia, gdy w jej ciele odezwało się pragnienie tej konkretnej interakcji międzyludzkiej. Od tak dawna była tego pozbawiona. Odezwało się też pożądanie Nali. Szmaragdowe oczy Lily rozszerzyły się w szoku, gdy dotarło do niej co się dzieje. To nie był jej mąż, partner, ojciec jej syna i jedyny mężczyzna, którego pragnęła. Do głębi duszy poczuła stratę i tęsknotę. Śmiałość Severusa, który myślał, że może zastąpić Jamesa, w mgnieniu oka zmieniły podniecenie Nali we wściekłość.
Lily złapała mocno za włosy z tyłu jego głowy i odkleiła go od siebie szarpnięciem, a jej kolano znalazło miejsce, którym się o nią ocierał. Snape puścił ją i zatoczył się w tył z bólu i niedowierzania. Z obnażonymi kłami chlasnęła go w twarz łapą z wysuniętymi pazurami. Snape krzyknął, gdy z rozdartego ciała na jego policzkach pociekła krew.
- Kurde, co jest, Lily?! – krzyknął na nią, lecząc różdżką swoje rany. Poprzedniej nocy podobały jej sie nieco ostrzejsze zabawy, ale to już była przesada.
- Jak śmiesz?! Kompletnie oszalałeś? – warknęła Lily, celując w niego groźnie różdżką. Snape zaczął się zastanawiać czy może chce się pobawić w odgrywanie ról. Postanowił na razie pójść za jej prowadzeniem.
- Przepraszam, Najdroższa. Przyznaję, trochę mnie poniosło. Kiedy usłyszałem, że wróciłaś, musiałem cię zobaczyć. Bardziej odosobnione miejsce byłoby lepsze, ale z tego co pamiętam sama zawsze mówiłaś, że powinienem być bardziej spontaniczny. Muszę jednak powiedzieć, że nie spodziewałem się, że zareagujesz tak gwałtownie – odpowiedział tonem, który, jak miał nadzieję, brzmiał zalotnie.
- Nie wiem jakich oparów eliksirów się nawąchałeś, żeby doprowadzić się do takiego stanu, ale to ci nie daje prawa, żebyś robił mi coś takiego! – syknęła Lily przez zaciśnięte zęby.
- Ale kocham cię, Najdroższa, ile razy mam to jeszcze powtórzyć? – spytał Snape zbliżając się do niej z rozłożonymi ramionami. Oczekiwał, że ona w nie wpadnie. Jednak otrzymał tylko niesławne Zaklęcie Jajcomiazgi, którym wściekła rudowłosa czarownica potraktowała jego klejnoty. Severus runął na kolana, krzycząc z bólu. Lily nie zaprzestała ataku. Nie okazywała też, że może wkrótce przerwać. Następne słowa wypowiedziała z ilością jadu, która mogła zawstydzić bazyliszka:
- Kochasz? Jak śmiesz! Nie masz pojęcia co znaczy prawdziwie kogoś kochać, ani o poświęceniach jakich to wymaga, pierdolony zboku! Nie jesteś nawet na tyle męski, żeby okazać oddanie wymagane, żeby to uczucie rozkwitło. Ja kocham… nie, ja kochałam. A TY MI TO ZABRAŁEŚ, SKURWIELU! BYŁEŚ MOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM! ODDAŁABYM ZA CIEBIE ŻYCIE, NAWET PO TYM GDY SIĘ PORÓŻNILIŚMY! NAWET WTEDY NIE STRACIŁAM NADZIEI, ŻE PRZEJRZYSZ NA OCZY! ALEŻ BYŁAM GŁUPIA, WIERZĄC, ŻE MÓJ SEVI DALEJ GDZIEŚ TAM SIĘ CHOWA! MÓJ SEVI NIE ŻYJE, BO ON NIGDY NIE WYSŁAŁBY TEGO POTWORA DO MOJEGO DOMU! NAPUŚCIŁEŚ GO NA MOJEGO SYNA, TY SKURWYSYNU! – wrzeszczała Lily, nie troszcząc się dłużej czy ktoś może ją usłyszeć. Zwolniła zaklęcie i zaczęła krążyć wokół niego, a w jej oczach kryła się lwica.
- Próbowałem cię chronić. Zawarłem układ z Czarnym Panem. Miał cię oszczędzić – wyjęczał z kolan Severus. – Kocham się Lily. Nie mogłem pozwolić ci umrzeć – apelował do niej błagalnie.
Podniósł się na nogi mimo przerażającego bólu. W odpowiedzi poczęstowała go zaklęciem tnącym, które zdołał sparować w ostatniej chwili. Zbyt późno dotarło do niego, że to nie żadna zabawa. To się działo naprawdę.
- Kochasz? Nie rozśmieszaj mnie! O tak, twój kochany Czarny Kretyn powiedział mi wszystko o waszym układzie. Chciałeś mnie tylko dla siebie i chciałeś, żeby dostarczył ci mnie zapakowaną na prezent z uroczą kokardką na czubku głowy! Za wszystkie lata wiernej służby dla niego! Przykro mi, że muszę przerwać złudzenie, w którym żyjesz, kutafonie, ale to nie miłość, tylko pożądanie! – zawyła Lily, przechodząc do zaklęcia wysadzającego. Snape zanurkował, więc go nie trafiła, zamiast tego demolując zbroję, która stała sobie spokojnie w pobliskim korytarzu nikomu nie wadząc.
- Nie! Nie tego chciałem! Lily, przysięgam na grób mojej matki. Nie chciałem, żeby tak było! – błagał, wiedząc, że Lily wie, jak bardzo cenna była dla niego matka. Był przekonany, że uwierzy w szczerość jego słów. Jednak jeszcze raz musiał odbić żółtą klątwę, którą ona posłała w jego kierunku. Nie miał pojęcia jakie byłyby jej efekty, ale sądząc po wyrazie jej oczu nie spodobałoby mu się to w najmniejszym nawet stopniu.
- Nie mów do mnie, jakbyśmy wciąż byli przyjaciółmi! Jesteś dla mnie tylko kolejnym z jego Butolizów!
- Zawsze będę twoim przyjacielem. Uwierz mi, proszę!
- Ciekawie to okazujesz! Naprawdę myślałeś, że po prostu oddam mojego męża i syna temu potworowi? Naprawdę myślałeś, że pójdę z nim w podskokach, żeby spędzić resztę mojego życia jako żałosna kurwa Śmierciożercy? Naprawdę myślałeś, że stary Wężogęby i twoi koledzy Śmierciożujcy nie zamierzali się zabawić pokazując małej obleśnej szlamie gdzie jej miejsce? Ale przecież taką mnie chciałeś. Pobitą, złamaną i posłuszną!
- Nigdy nie pozwoliłbym im tego zrobić! Najpierw bym umarł!
- To umrzyj teraz! – zawyła Lily, a po jej twarzy spływały łzy.
Wysyłała w jego stronę klątwę za klątwą. W drapieżnych oczach Nali próżno było szukać czegoś przypominającego miłosierdzie. Jej animagiczna prędkość uniemożliwiła Snape'owi zablokowanie ich wszystkich. Otrzymał Diffindo w wierzch dłoni, które przecięło jego ścięgna i sprawiło, że wypuścił różdżkę. W normalnym pojedynku na tym by poprzestała, ale ten człowiek był dla niej tylko kolejnym Śmierciożercą. Najwyższy czas, żeby posmakował dania, które do tej pory jedynie sam przyrządzał innym. Lily przywołała różdżkę Severusa i poczuła, jak przedmiot poddaje się nowej pani.
- ZA JAMESA! – ryknęła z obnażonymi kłami.
Snape zatoczył się w tył, aż jego plecy uderzyły w ścianę. Nigdy wcześniej nie widział tej strony Lily i czuł zasadne przerażenie. Draco i Pansy wyszli za róg, spodziewając się, że zastaną dwójkę bijących się uczniów. Ostatnie czego oczekiwali to widok dwojga nauczycieli w pojedynku bez ograniczeń. Przynajmniej jedno z nich to robiło, podczas gdy drugie usiłowało uratować życie unikami.
Z dwoma różdżkami Lily rozpoczęła płynny taniec, który pozwalał jej wypalać jedną klątwę za drugą. Snape był bezradny. Nie potrafił się obronić przed nawałą, którą na niego spuściła. Poprzestał na rzucaniu w jej stronę wszystkiego, co miał pod ręką. Efekt okazał się mocno niezadowalający. Lily przypomniała sobie dzień, kiedy po raz pierwszy się poróżnili i postanowiła zakończyć pojedynek jedną z klątw wymyślonych przez mężczyznę.
- LEVICORPUS! – wypaliła i Snape zawisł do góry nogami utrzymywany za jedną nogę.
Nie tracąc rytmu zawirowała, żeby rzucić drugą klątwę, której nauczył ją jako ostatniej deski ratunku. Nigdy wcześniej nie sądziła, że kiedykolwiek ją użyje. Snape patrzył bezradnie, jak jego własna różdżka celuje w niego.
- Sectusepmra! - wrzasnęła z wściekłością Lily w chwili, w której Syriusz złapał ją za nadgarstek i przekierował zaklęcie w sufit. Patrząc w oczy swojego starego przyjaciela Lily powoli zaczęła odzyskiwać nad sobą panowanie. W końcu opuściła głowę na jego ramię i wypuściła z siebie te wszystkie nagromadzone emocje.
- Nie tu i nie teraz, kochanie – wyszeptał Syriusz tak cicho, że tylko inny animag mógłby usłyszeć. Lily skinęła głową i spróbowała uspokoić swój oddech. Objęła go ramionami, szukając wsparcia. Rozmawiali przyciszonymi głosami, aż wreszcie doszła do siebie. Lily popatrzyła na różdżkę, którą trzymała w dłoni i poczuła się zbrukana. Jaką paskudną rzeczą musiał być ten przedmiot w rękach poprzedniego pana. Stał się narzędziem śmierci i żałości. Nie chciała mieć z tym nic wspólnego. Rzuciła ją w stronę dawnego pana ale zniszczyła Reducto, nim dotarła do celu.
- Potrzebuję cię, Siri – wyszeptała łamiącym się głosem Lily, opierając się na nim. Pocałował ją z czułością w policzek, a ona wsparła się jeszcze mocniej.
- Będę z tobą tak długo, jak długo będziesz mnie potrzebowała, kochanie – zapewnił Syriusz, prowadząc ją delikatnie ku drzwiom jej apartamentu. Kiedy ją uspokoił spojrzał na Snape'a z wściekłością.
- Jedną chwilkę, Lily, muszę pogawędzić z jednym obleśnym palantem – powiedział jej, zbliżając się do wciąż wiszącego do góry nogami Mistrza Eliksirów. Szarpnął nim ostro za włosy i zbliżył swoją twarz na tyle, by Snape ujrzał bestię czającą się w oczach Blacka.
- Żyjesz, bo ci na to pozwoliłem, Śmierdzielusie. Nigdy o tym nie zapominaj – powiedział na tyle głośno, żeby usłyszała go dwójka ślizgońskich widzów. Snape skrzywił się na dźwięk tego znienawidzonego przydomku, którym obdarzyli go tak dawno temu. – Jeśli kiedykolwiek jeszcze jej dotkniesz…
- Tak, tak, wiem, zabijesz mnie. Naprawdę Balck, powinieneś wymyślić coś lepszego – przerwał mu Snape. Nie pierwszy raz wysłuchiwał pogróżek tego mężczyzny.
- To jest pewne, idioto. Chciałem powiedzieć, żebyś się modlił, żebym to ja cię znalazł pierwszy. Ze mną będziesz miał bolesny, ale szybki koniec. Harry to zupełnie inna sprawa. Ma listę zasad dotyczących tego, jak należy traktować jego mamę. Właśnie złamałeś każdą jebaną zasadę. Kiedy po ciebie przyjdzie, a przyjdzie na pewno, to zapamiętaj sobie moje słowa, ty zmarnowany plemniku, nie będzie w nim miłosierdzia ani moralności.
- To tylko chłopak – warknął w odpowiedzi Snape. Nie oczekiwał, żeby czymś się różnił od ojca.
- Kassar też tak myślał. Co? Naprawdę spodziewałeś się, że będziemy grać według twoich zasad? – rzucił Syriusz, mrugając do niego. Chciał, żeby stary Wężogęby wiedział, co ma przeciwko sobie, choć spodziewał się, że skurwiel już się w tym zorientował. Syriusz wyszczerzył się, kiedy na twarz Severusa wpłynęło zrozumienie. Potem gwałtownie obrócił się do dwójki obserwujących ich uczniów. – Zabierzcie waszego opiekuna Domu do Skrzydła Szpitalnego. Byłoby szkoda, gdyby nie mógł już używać tej ręki do trzepania kapucyna.
Syriusz wrócił do Lily i pomógł jej przejść przez drzwi. Wiedział, że jego przyjaciółka pewnie wstydzi się tego wybuchu, który jednak jego zdaniem był całkowicie usprawiedliwiony. Taką już miała naturę. Zostanie z nią całą noc, jeśli będzie trzeba. Jeśli ten obleśny palant wróci, zabije go bez wahania i niech szlag trafi konsekwencje.
- Ech, już nie robią takich przedstawień – zażartowała Pansy.
Cała sytuacja nie mogła się ułożyć dla niej lepiej. Jej rozkazy obejmowały też zebranie wspomnień jak Potter pieprzy Blacka. Z kąta, jaki na to patrzyła, w połączeniu ze słowami które wypowiadali, cała sytuacja była mocno dwuznaczna. Sugestia seksu była czasem lepsza niż prawdziwy seks. Niech wyobraźnia widza odwali za ciebie brudną robotę. A poza tym zebranie włosów Potter i Blacka było ogromnym, a teraz już niepotrzebnym ryzykiem.
Draco wywrócił oczami. Czy ta dziewczyna naprawdę trzymała głowę tak głęboko we własnej dupie? Czy nie widziała co zaszło tu na ich oczach? Draco widział w akcji najbardziej bezlitosnych Śmierciożerców, a teraz wydawali mu się nieszkodliwi w porównaniu z tym co pokazała ich nauczycielka Zaklęć. Nawet kiedy się wściekała, jej atak był kontrolowany i z tego co mógł powiedzieć bez najmniejszego błędu. Jak na podobno słabą mugolaczkę całkiem nieźle skopała dupę jednemu z członków Wewnętrznego Kręgu Czarnego Pana. Gdyby Lord Black nie złapał jej za rękę, zdekapitowałaby Snape'a przy użyciu wymyślonego przez niego zaklęcia. Cóż to by była za ironia!
Pansy mogła chcieć sobie umierać, ale on nie miał na to ochoty. Ona chciała walczyć przeciwko temu?! Kiedy to wszystko wybuchnie jej w twarz, a Draco nie miał wątpliwości, że tak się stanie, zamierzał się trzymać jak najdalej od niej.
W końcu byli sami, a to miała być ostatnia noc Harry'ego w Domu Gryffindora. Kiedy obiecał Daphne, że porozmawia ze swoim ojcem chrzestnym, Ślizgonka udała się do swojego Domu w lochach, twierdząc, że musi porozmawiać ze swoją siostrą. Żadne z nich nie uwierzyło jej nawet na moment, ale nie zamierzali się z nią sprzeczać. Jak tylko wyszła, pojawili się Ron z Hermioną.
Hermiona miała tysiąc pytań do Harry'ego, poczynając od wszystkiego, co wyczytała między wierszami w „Proroku", po najnowszego członka Rodu Potterów. Zrobił co w jego mocy, by jej odpowiedzieć, ale gdy tylko odpowiedział na jedno, atakowała go następnym. Popatrzył błagająco na Rona w poszukiwaniu pomocy, ale uzyskał jedynie rozbawione spojrzenie bez śladu współczucia i potrząśnięcie głową. Teraz musiał być starszym bratem, palant jeden. Ginny użyła tego czasu, żeby zaplanować swoją zemstę na nim. Jednak po jakiejś godzinie nawet Ron miał dosyć. Ginny nie wiedziała co wyszeptał Hermionie do ucha, ale najwyraźniej odniosło to zamierzony skutek. Hermiona wymyśliła jakąś żałosną wymówkę i para oddaliła się pospiesznie z policzkami płonącymi czerwienią. Harry nie tracąc czasu ustawił osłonę, która zapewniła, że przez jakiś czas nikt im nie będzie przeszkadzał, co bardzo pasowało Ginny.
- Chcesz to zobaczyć? – wyszeptała żartobliwie Harry'emu na ucho, kiedy podeszła do niego z tyłu i prawie podskoczyła z radości, kiedy cały zesztywniał, a jego zapach stał się wyraźniejszy. Zapisała sobie tę zmianę w pamięci z etykietą „Harry napalony". Najwyraźniej miał na myśli coś zupełni innego niż ona. Chociaż mogło to mieć coś wspólnego ze sposobem, w jaki ocierała się piersiami o jego plecy. Wymruczał „Flirciaro" i brzmiało to niczym muzyka dla jej uszu. Uwielbiała jak mocno potrafią oddziaływać na siebie nawzajem. Jej zapach również się zmienił.
- Chyba nie masz jakichś nieczystych myśli? Ciekawe co by powiedzieli na to inni Lordowie? – drażniła się z nim Ginny, cofając się uwodzicielsko. Może jednak zasłużyła na przezwisko, które jej nadał? Harry powoli obrócił się ku niej z drapieżnym błyskiem w oku. Ginny przygryzła dolną wargę, ale z ekscytacji, nie ze strachu. Wiedziała, że Harry opanował swoją wewnętrzną bestię i jeśli każe mu przestać, on wysłucha jej prośby.
- Zazdrościliby mi szczęścia – wymruczał Harry, a ona musiała z całych sił walczyć z efektem, który na niej wywierał. Furia chciała wyjść i się pobawić, ale Ginny nie miała ochoty się dzielić. Dziś wieczór Harry był tylko jej.
- Mówiłam o mojej formie animagicznej, nie o mojej bieliźnie, ty zboku – odparła Ginny, unosząc brew i krzyżując dla podkreślenia ręce na piersi. Na razie nie chciała, żeby się zorientował, jak mocno na nią działa. Miała w końcu swoją dumę. Harry wciągnął głęboko powietrze i uśmiechnął się od ucha do ucha. Zmrużyła oczy niezadowolona, a jego uśmiech jeszcze się poszerzył. Czasami nienawidziła, kiedy to robił. Cwany Dupek, nie zamierzam się poddać bez walki.
- Myślałem, że nie mogę oglądać Furii, bo to zagraża twojej cnocie? – spytał figlarnie Harry. Ten przebiegły wyraz jego oczu zaczynał ją naprawdę wkurzać. Ginny rozchyliła lekko wargi i powiodła palcem wskazującym po dolnej. Oczy jej mężczyzny podążały za palcem, który strategicznie zatknął za ucho kosmyk jej charakterystycznych rudych weasleyowskich włosów.
- To było wczoraj, panie Potter – powiedziała Ginny, przesuwając palec powoli w dół swojej szyi, aż dotarła do pulsującej żyły. Uśmiechnęła się, gdy jabłko Adama Harry'ego uniosło się, gdy młody czarodziej ciężko przełknął ślinę. – Dzisiaj to zupełnie inny mecz quidditcha. Chcesz zagrać? – kontynuowała, a jej palec wędrował po obojczyku aż po mostek i do doliny, między jej zachęcającym biustem. Jej łup oblizał usta i wiedziała, że zaprowadziła go dokładnie tam, gdzie chciała. – Ale tylko wtedy, jeśli będziesz potrafił powiedzieć jaki kolor mają moje oczy bez patrzenia – rzuciła mu wyzwanie.
- Ten sam kolor, co twoje… - zaczął Harry, nie odrywając oczu od przyjemnego widoku. Ginny sapnęła i skrzyżowała ramiona na piersi w proteście, ale zanim zdążyła go skarcić, on skończył zdanie: - … buty.
Ginny szybko zerknęła w dół i zorientowała się, że miał rację. Kiedy uniosła wzrok, jej czekoladowe oczy napotkały jego szmaragdowe. Nachylił się i cmoknął ją lekko w zaróżowiony policzek.
- Mam cię, wygrałem – wyszeptał. Poza tym było w nich więcej złota niż czekolady, ale nie był na tyle głupi, żeby teraz o tym dyskutować.
- Dupek – odpowiedziała, a jej ciepły oddech omiótł jego wargi.
- Flirciara – odparł Harry i zniwelował odległość, by zagarnąć swoją nagrodę. Co zaczęło się delikatnie, w mgnieniu okaz zmieniło się w namiętność. Ginny zanurzyła palce w jego nieokiełznanych włosach. Jego dłonie chwyciły jej pośladki i uniosły w górę. Instynktownie objęła go nogami i jęknęła, nie przerywając pocałunku. Oderwali się od siebie dopiero, gdy Ginny poczuła ścianę za plecami. Zaczerpnęła powietrza, gdy Harry zaatakował ten odcinek szyi, którym go przed chwilą drażniła. Usta, język i zęby pracowały w idealnym zgraniu, by doprowadzić ją do szaleństwa z pożądania.
- Doprowadzasz mnie do szału, kiedy to robisz – jęknęła w wyjątkowo nieprzekonującym proteście. Ostatnie czego pragnęła, to żeby przestał. Nie tak Ginny wyobrażała sobie swój pierwszy raz, ale była w takim stanie, że nie potrafiła zebrać myśli.
- I o to chodzi – wymamrotał Harry, przeciągając lekko kłem po jej żyle. Cień wył w głębi niego, żeby ją ugryzł, posiadł ją i naznaczył jako swoją partnerkę. Harry nie sprzeciwiał się tego pragnieniu. Była jego i nie podzieli się nią z nikim. Posiądź ją, posiądź ją, posiądź ją, teraz!
- GRRRRAAUUUUU! – Harry odrzucił głowę w tył i zawył z taką siłą, że pomieszczenie się zatrząsło. Ginny otworzyła oczy i ujrzała jego hybrydową formę, która wbijała pazury w ścianę po obu stronach jej głowy. Jego ludzki umysł walczył z tym pierwotnym o dominację. Nie chciał jej posiąść w taki sposób. Nie chciał jej dzielić nawet z Cieniem. Wyglądało na to, że Ginny rozumie jego wewnętrzną walkę i niebezpieczeństwo, które to dla niej stanowiło, ale była zbyt zahipnotyzowana, by się ruszyć.
- Nie… tak… nie jestem zwierzęciem! Jestem panem! JA… JESTEM… PANEM! – zaryczał Harry i niemal natychmiast futro zniknęło. Po jakiejś minucie jego ciało wróciło do pierwotnego stanu. Ginny ześliznęła się z niego, a on oparł głowę o ścianę i oddychał ciężko od tego starcia woli.
- Chyba je też doprowadzam się trochę do szału? – spytała Ginny, przeczesując jego włosy. Zamruczał w podziękowaniu.
- Najwyraźniej – wydusił pomiędzy kolejnymi ciężkimi oddechami.
- Naprawdę myślałam, że ta cała ruja już mi przeszła – powiedziała mu Ginny ze współczuciem, nie przestając głaskać go po głowie. Czuła, że go to uspokaja.
- Bo przeszła. Jeśli o mnie chodzi to nigdy nie była to kwestia rui. Jasne, doprowadzało mnie to na krawędź wytrzymałości i wynosiło moje pożądanie na powierzchnię, ale wszystko zaczęło się w chwili, kiedy ta śmiała, kompletnie naga dziewczyna potraktowała upiorogackiem Lestrange. Wiedziałem, że jesteś zamaskowana zaklęciem, na wpół martwa i pokryta krwią, ale to było cholernie seksowne. A przez następny tydzień miałem okazję cię poznać. Jasne, byłem pod postacią pantery i nie mogłem ci odpowiadać, ale z dnia na dzień wciągałaś mnie w swoje życie mocniej i mocniej. Kiedy odeszłaś, pragnąłem jedynie udać się za tobą. Dodałem mruczenie do tej pluszowej pantery i dałem Nimfie, żeby przekazała tobie. Przynajmniej w taki sposób mogłem tam być. A kiedy tu przybyłem i nie mogłem cię odnaleźć, poczułem się zagubiony. A potem zacząłem coś czuć do tej seksownej rudowłosej dziewczyny, która na początku trochę działała mi na nerwy. W pobliżu ciebie czułem się jak na kocimiętce i to jeszcze zanim dostałaś rui. I tu zaczęło mi się mieszać. Uznałem, że zdradzam ciebie, którą poznałem wcześniej, skoro mi się podobasz ty w szkole. Trochę mi zajęło zanim rozgryzłem kim jesteś. Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczyło, że zobaczyłem twojego patronusa. Nawet nie wiesz jakie emocje rozsadzały mi głowę. Nie wiem nawet czy potrafiłbym to oddać słowami. Każda chwila, którą od tamtej chwili z tobą spędziłem, pogłębiła jedynie to, co powinienem wiedzieć od początku. Mogło się to zacząć od zauroczenia, ale tego już nie ma. Ginewro Molly Weasley, kocham cię. Przepraszam, że tyle czasu zajęło mi dojście do tego.
Harry skończył i otarł łzy, które spływały po jej pięknej twarzy. Jej oczy powiedziały mu wszystko w ułamku sekundy i to mu wystarczało.
- Głupi Dupku, jak ja mam to przebić? – spytała z anielskim uśmiechem, który wywołał u niego motyle w brzuchu. Chciał jej powiedzieć, że nie musi, ale położyła mu palce na ustach. – Moja kolej, więc przymknij się.
Skinął w milczeniu głową.
- Powinnam była wiedzieć, że to ty, w chwili gdy zamruczałeś i chyba w jakimś stopniu wiedziałam. Wiesz czemu przeklęłam Lestrange? Powiem ci szczerze, że byłam cholernie przerażona. Wiedziałam, że zostałyśmy złapane i ona zabierze mnie z powrotem, żeby skończyć co zaczęła. Wmawiałam sobie, że zrobiłam to jako ostatni, desperacki akt oporu. Może wtedy mnie zabije i będę wolna. W jakiś sensie tak było, ale to nie cała prawda. W najgorszej chwili mojego życia z cienia Tonks wyskoczyła smoliście czarna pantera. Każda zdrowa psychicznie osoba dostałaby zawału na miejscu. A wiesz jak ja się wtedy poczułam? Bezpieczna. W głębi duszy wiedziałam, że będziesz mnie bronił, nawet jeśli mój umysł tego nie wiedział. To był pierwszy raz od bardzo dawna, kiedy coś takiego poczułam i zresztą czuję dalej kiedy jesteś przy mnie. I znowu, powinnam się była domyślić w chwili, kiedy Hermiona zmusiła mnie, żebym cię zabrała do Wieży Gryffindora. W każdym razie wydostałeś mnie stamtąd. Potem moje wspomnienia trochę się rozmazują. Pamiętam, że kazałam ci iść po Tonks, a potem zobaczyłam Greybacka. Chyba straciłam przytomność, bo następne co pamiętam to lot i pomyślałam, że to już koniec. Nie żyję. Czułam się zimna i pusta. Poczułam że odpływam i muszę ci powiedzieć, że to była ulga. I wtedy wylądowałam bezpieczna w twoich ramionach. Futro twojej hybrydy było tak ciepłe i pocieszające, że poczułam, że chcę walczyć dalej. Następne co pamiętam to że obudziłam się w bandażach, a Cień mnie pilnował i znowu ogarnęło mnie poczucie bezpieczeństwa. Wydaje mi się, że zaczęłam opowiadać ci żałosną historię mojego życia, głównie żeby zabić czas podczas rekonwalescencji i posortować własne odczucia. Ty w milczeniu i bez osądzania mnie słuchałeś, jak obnażam moje najmroczniejsze, najbardziej przerażające tajemnice, ale nawet na moment z twoich szmaragdowych oczu nie zniknęła akceptacja. Nie potrafię wyrazić słowami ile to dla mnie znaczyło. Twoja bezwarunkowa akceptacja była moim kołem ratunkowym. Nawet nie wiesz ile teraz dla mnie znaczy, że to wtedy byłeś ty. Przez ten cały czas nie pozwoliłeś mi pogrążyć się w desperacji. Słuchałeś jak gadam, lizałeś mnie po twarzy, kiedy byłam smutna, pozwalałeś używać się jako koca, kiedy potrzebowałam pociechy, a twój wspaniały pomruk odpędzał koszmary. Dzięki tobie nie zwariowałam. Twoja mama mogła uzdrowić moje ciało, ale to ty uzdrowiłeś moją duszę. Kiedy Tonks zabrała mnie z powrotem do domu nie potrafiłam funkcjonować bez ciebie w pobliżu. Zupełnie jak po Komnacie tylko sto razy gorzej. To trwało dopóki Tonks nie przyniosła mi pluszowej pantery i tak, czułam się jakbyś znowu był ze mną. Wtedy opracowałam mój śmiały plan B. Jeśli nie uda mi się uwolnić od Długu Życia wobec Longbottoma, ucieknę i znajdę Cienia. Najpierw musiałam stać się animagiem i cię odszukać. Nawet jeśli miałabym spędzić resztę życia jako jaguar, przynajmniej miałabym dobre towarzystwo. Zdawałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie jesteś, ale wiedziałam, że jakoś cię znajdę. Nigdy nie oczekiwałam, że to ty odnajdziesz mnie pierwszy, nawet jeśli nie byłeś pod postacią Cienia. I tu pojawił się dylemat. Ufałam Cieniowi, ale Harry… no cóż, przerażał mnie. Nie dlatego, że bałam się, że możesz mnie skrzywdzić, ale dlatego, że kompletnie nie potrafiłam się kontrolować przy tobie. Wszystko było tak cholernie intensywne. Jak latanie na miotle w huraganie. Byłeś z sukkubem, która wygląda jak cholerna grecka bogini i nie miałam pojęcia jak w ogóle mogę z nią rywalizować. Na szczęście dzięki twojej mamie zrozumiałam, że jestem głupia. Ty się niczego nie boisz. Jakiś cudem postawiłeś się Dumbledore'owi i w tym samym zdaniu flirtowałeś ze mną. Potem popatrzyłeś na mnie w ten sposób, a ja poczułam się naga, napalona, przerażona i chroniona, wszystko na raz. Wiem, że muszę brzmieć jak wariatka, ale… uwielbiam to. Jasne, to cholernie przerażające, ale nigdy nie czułam się taka żywa i wolna. Trochę to zajęło, ale teraz to akceptuję. Wszystko co zrobiłeś od chwili, w której wróciłeś do mojego życia mówi mi to, co powinnam wiedzieć od samego początku. Harry Jamesie Potterze, jesteś moim życiem, moją miłością i moim partnerem. Mam tylko jedno pytanie… co zamierzasz z tym zrobić, Dupku? – zażartowała na koniec.
Przez krótką chwilę Harry stał oszołomiony i Ginny z dumą uznała, że choć raz zabrakło mu słów. Jego przystojną twarz rozświetliła niczym nieograniczona miłość do niej, a potem wyciągnął do niej rękę.
- Zatańczysz, moja pani? – zapytał. Ginny uniosła brew, ale podała mu rękę.
- Nie mamy muzy… Jak ty to zrobiłeś? – spytała, rozglądając się z niedowierzaniem po Gnieździe Huncwotów. Muzyka zdawała się dobiegać bezpośrednio ze ścian. Ginny popatrzyła na Harry'ego, kiedy nie odpowiedział i zorientowała się, że jej chłopak rozgląda się po Gnieździe tak samo zdumiony jak ona.
- Chciałbym móc się tym pochwalić, moja droga, ale myślę, że to sam Hogwart. Jakie właściwie uroki rzuciliście na ten pokój kiedy mnie nie było? – spytał Harry, nawet nie próbując ukryć podziwu.
- Szczerze mówiąc to był efekt kuli śniegowej. Susan Bones wykorzystała te, które uznała za przydatne ze swojej Rodowej Księgi Zaklęć.
- Znaczy te, których generalnie nie dzieli się z ludźmi spoza Rodu.
- Dokładnie. A potem wszyscy zaczęli wymyślać rzeczy, których nie znaleźlibyśmy nawet w Sekcji Zakazanej.
- No, to zdecydowanie podpada pod JPKD.
- JPKD?
- Ja pierkurwadolę.
- Syriusz?
- Mama, ale tylko na specjalne okazje.
- Powinniśmy zwołać nadzwyczajne spotkanie.
- Na razie nie ma potrzeby. Poza tym chcę zatańczyć z moją panią. – powiedział Harry i nachylił się, żeby ją pocałować. Nie był to gorący i namiętny pocałunek. Raczej upewniający oboje, że to jest miejsce, w którym oboje chcą w tej chwili przebywać. Ich usta się rozdzieliły, ale ich ciała nie. Ramiona Ginny owinęły się wokół jego szyi, a ramiona Harry'ego objęły jej talię. Powoli poruszali się w rytm muzyki. Zanim się spostrzegł, Harry kompletnie zatonął w głębinie czekoladowego spojrzenia Ginny.
Żadne z nich nie wiedziało jak długo tak stali, ale w końcu Ginny poczuła jak palce Harry'ego wślizgują się pod jej bluzkę i badają skrywane przez nią ciało. Przygryzła dolną wargę, gdy jej bluzka podążyła za jego ręką ku górze. Nie opierała się, gdy pofrunęła w jakąś część pokoju, której nie widziała. Harry nachylił się i pocałował jej ramię, podczas gdy opuszki jego palców prześliznęły się po jej plecach. Rozpiął jej stanik najlżejszym możliwym dotykiem.
Ginny powoli wygięła plecy, umożliwiając Harry'emu całkowite zdjęcie jej biustonosza. Nie obchodziło jej gdzie wylądował, liczyło się tylko pełne zachwytu spojrzenie jej mężczyzny, gdy spojrzał w dół.
- Ideał – wyszeptał Harry z czułością, nie mogąc oderwać oczu od jej jędrnego i apetycznego biustu. Stwardniałe sutki domagały się jego uwagi i Harry bezwiednie oblizał wargi w oczekiwaniu na to jakże przyjemne zadanie. Do policzków Ginny nabiegła krew, a w piersiach będących obiektem podziwu Harry'ego poczuła przyjemne mrowienie.
Furia nalegała, żeby przejęły bardziej aktywną rolę w wydarzeniach tego wieczoru, a Ginny zgadzała się z nią z całego serca. Powoli przesunęła paznokciami w dół jego torsu z taką siłą, by zapewnić więcej stymulacji niż bólu. Wśliznęła się pod jego koszulę, żeby poczuć ciepło leżącej pod nią skóry. Gdy czubki jej palców wspinały się po jego ciele, z ust Harry'ego wyrwał się najbardziej erotyczny pomruk, jaki mogła sobie wyobrazić. Przez twardy sześciopak i mocno zarysowane mięśnie na plecach, zatrzymała się tylko na moment, by żartobliwie podrażnić jego sutki. Potem ruszyła dalej w górę i naokoło, by poczuć świetnie ukształtowane mięśnie jego pleców, a potem znów w dół, by porządnie uszczypnąć go w pośladki.
- Bardzo fajnie, ale coś mi się wydaje, że masz za dużo ubrań, panie Potter – powiedziała stojąca przed nim piękność, unosząc żartobliwie brwi.
- Może pomożesz mi coś z tym zrobić, panno Weasley? – spytał Harry, prześlizgując usta w dół jej wrażliwej szyi, co wywołało u niej dreszcz.
- Ile to kobieta musi się napracować – poskarżyła się zmysłowym głosem, gdy doszła do siebie. Szybko pozbyła się jego koszuli, dosłownie rozrywając ją na nim. – Ups, czyżbym to zrobiła? – przeprosiła bez cienia żalu. Dwie pary dłoni i oczu zaczęły badać świeżo odkryte ciała bez gubienia rytmu tańca.
Ciepło jej ciała i uczucie nagich piersi Ginny przyciskających się do jego piersi doprowadzały Harry'ego do szaleństwa, nie żeby ona nie czuła efektu jaki na niego wywiera. Postanowiła bezpośrednio zająć się tym nowym odkryciem. Szybkie, zręczne dłonie rozpięły jego pasek i wyciągnęły go jednym płynnym ruchem. Kolejna część garderoby spoczęła zapomniana gdzieś w kącie pokoju, a jej śladem zaraz podążyły jego spodnie. Harry nie chciał zostawać w tyle, więc po chwili dołączyła do nich spódniczka Ginny, a para tańczyła dalej.
Uczucie ich niemal nagich ciał ocierających się w tańcu o siebie było niewiarygodnie seksowne, ale Ginny chciała wiedzieć jak by to było tańczyć z Harrym kompletnie bez ubrań. Wzięła głęboki wdech, zebrała swoją gryfońską odwagę i wsunęła dłonie pod gumkę jego bokserek i zjechała razem z nimi w dół.
Teraz męskość Harry'ego znalazła się dokładanie przed jej twarzą. Widziała ją po raz pierwszy i okazała się większa, niż Ginny oczekiwała. Słyszała, jak inne dziewczyny rozmawiają o swoich chłopakach i co należy zrobić. Wyobrażała sobie nawet, jak mu to robi, ale teraz, gdy nadszedł ten moment, zamarła. Czując jej dylemat Harry sięgnął w dół i uniósł jej podbródek, by spojrzała mu w oczy.
- Tylko kiedy będziesz gotowa, ani chwili wcześniej – powiedział jej ze szczerością, która od razu ją uspokoiła. Pomógł jej wstać.
- Nigdy wcześniej tego nie robiłam i nie chciałabym cię zawieść – wyznała, patrząc mu w oczy w poszukiwaniu rozczarowania, jednak go nie znalazła.
- Niemożliwe, poza tym teraz moja kolej – wyszczerzył się w uśmiechu i opadł na jedno kolano.
Jego gorący oddech połaskotał jej brzuch, a pod gumkę jej fig wśliznęły się jego małe palce obu dłoni. Ściągnął ten element bielizny, a w drodze w dół jego pozostałe opuszki gładziły jej pośladki i tył nóg. Przeszedł ją dreszcz. Wyszła nieco niepewnie ze ściągniętych fig. Była równie podniecona jak on i już kompletnie wilgotna. Ciężki zapach dobiegał z jej pochwy i miała nadzieję, że go to nie odrzuci.
Jego pomruk uświadomił jej, że nie musiała się o to obawiać. Ależ uwielbiała ten dźwięk i efekt jaki na niej wywierał. Wiedziała, że musi wypchnąć ze swojej głowy opowieści o złych doświadczeniach, jakie usłyszała od innych dziewcząt. Nie była nimi, a Harry nie był tymi kolesiami, z którymi tamte dziewczyny chodziły. Wystarczy oczekiwań i błędnych wyobrażeń. Zamierzała się cieszyć tą chwilą, gdziekolwiek miałaby ich zaprowadzić. Wiedziała gdzie skończą, jednak to droga mogła okazać się najlepszą zabawą. A znając swojego partnera spodziewała się, że będzie to droga, którą na długo zapamięta.
Ginny nie wiedziała jak dokładnie Harry nagle znalazł się za nią. Poczuła wspaniały pocałunek w lewy pośladek, po którym nastąpił równie wspaniały w prawy. Potem przez biodro i krzyż, cała drogę wzdłuż kręgosłupa Harry całował, podszczypywał i czasami podgryzał. Ginny sięgnęła w tył i oplotła go ręką za szyję, gdy wziął do ust jedną z jej małżowin usznych. Otarła się o niego pośladkami, gdy kołysali się w rytm muzyki. Harry przeciągnął dłońmi od jej bioder w górę, po bokach jej ciała. Podrażnił skraj jej piersi, jednak zamiast się nimi zająć, podążył w górę. Prześliznął się po jej ramionach, aż ujął jej dłonie i poprowadził splecione palce z powrotem w dół po jej ciele, aż znów spoczęły na jej biodrach. Usta Harry'ego zaatakowały jej drugie ucho, a palec prześliznął się po brzuchu, co nagrodziła jękiem rozkoszy.
Ginny obróciła głowę, by go pocałować, ale w ostatniej chwili okręcił ją, a potem jeszcze raz, aż wybuchnęła śmiechem. Zakończył to głębokim pocałunkiem. Pod wpływem chwili Ginny uniosła jedną nogą i oplotła jego biodra. Harry całował ją od doliny między piersiami, aż dotarł do miejsca na szyi, które wywoływało u niej największy efekt.
- Na Merlina, to jest zajebiste! – zawołała Ginny, wyrażając swoją rozkosz wobec mężczyzny, którego kochała tak mocno, że ją to przerażało. Podskoczyła i oplotła go drugą nogą.
- Merlin nie ma z tym nic wspólnego, moja droga – jęknął Harry, podsuwając dłonie pod jej pośladki, żeby podtrzymać jej ciało. Ginny pocałowała go zachłannie. Tak ją to pochłonęło, że nie zauważyła pluszowego łózka, które pojawiło się tuż obok nich.
- To najlepsze Gniazdo w historii! – oznajmił Harry, kiedy dojrzał mebel i opuścił ich oboje, aż podskoczyli na sprężynach. Ginny zaczęła ciężko oddychać. Uniosła na niego wzrok, wiedząc, że przekroczyli już punkt, za którym nie ma powrotu. Relacje między nimi już nigdy nie będą takie same, ale na myśl o tym czułą więcej ekscytacji niż strachu. A jednak Harry poświęcił chwilę, żeby milcząco zapytać ją o zgodę. Rozumiała, że dla niego nie była to kwestia chwili czy po prostu wzięcia czegoś. Tu chodziło o to, by ona chciała oddać. Wybór wciąż należał do niej i zdała sobie sprawę, że posłuchałby jej, gdyby powiedziała „nie". To sprawiło, że pokochała go jeszcze mocniej, bo wiedziała jak trudno byłoby mu teraz przestać.
- Przestań być taki honorowy i weź mnie wreszcie, ty wspaniały Dupku – poleciała Ginny głosem, który był jednocześnie rozkazujący i niesamowicie erotyczny.
- Tak, moja pani – odpowiedział Harry tonem, który sprawił, że aż zadygotała. A może to kwestia języka, który prześlizgiwał się po jej ciele, nie potrafiła stwierdzić.
Po kilku sekundach przestała się nad tym zastanawiać. Zaczął pieścić jej pierś jedną ręką, ale nie zaatakował od razu sutka, jak się spodziewała. Zamiast tego rozpoczął od leciutkiego dotyku i zaczął badać jej najbardziej erogenne miejsca i reakcje na różną siłę pieszczoty. Był w tym genialny. Mogła mu co prawda powiedzieć, że kiedy tak ją pieścił jej ciało stawało się jedną wielką strefą erogenną, ale musiała przyznać że jego sposób bardziej jej się podobał.
Niezależnie jak znakomity był Harry w posługiwaniu się dłońmi, jego język był absolutnie rewelacyjny. Rewelacyjny na poziomie uciekających oczu, rzucania głową i darcia się na całe gardło. W tej chwili pieścił jej złotobrązową aureolę samym czubkiem języka, a potem ujął zębami jej sterczący sutek. Chwycił go stanowczo z delikatną nutką bólu. Zniknęła natychmiast, gdy jego język drażnił się z sutkiem, powoli go okrążając. Od czasu do czasu odsuwał się lekko i wypuszczał go, by zacząć znowu u podstawy i wspinać się w górę, doprowadzając ją po drodze do szaleństwa. Dopiero gdy obie jej piersi otrzymały należytą ilość uwagi, język Harry'ego powędrował na południe.
Zatrzymał się przy jej pępku i okrążył go kilka razy, nim zanurkował na próbę, co sprawiło, ze zachichotała z radości. Kiedy to osiągnął ruszył ku małej kępce starannie przystrzyżonych włosów. Ginny jęknęła, a on nakreślił kształt runy, zastanawiając się jednocześnie nad faktem, że rozmaite odcienie czerwonych włosów sprawiały, że wyglądało to jak dziki ogień. Powie jej później, że ta runa miała przytłumić ból, jakiego wkrótce doświadczy.
Jego oczy udały się w dół ku jej kobiecości i wciągnął mocno jej uroczy zapach. Ginny przygryzła mocno dolną wargę. Oderwała jedną dłoń od pościeli, którą ściskała mocno w efekcie jego przywiązywania wagi do szczegółów i przeciągnęła po jego włosach w niemym błaganiu i zachęcie.
- Jesteś piękna Gin i pachniesz bosko – skomplementował Harry, czując jej niepewność, której nie chciał. Uśmiechnęła się do niego, a na policzki wpłynął jej rumieniec.
- Naprawdę? – spytała, rozbrojona kompletnie przez jego szczery hołd.
- Jesteś moją boginią, pozwól mi cię wielbić.
- Chrzanisz – Ginny wywróciła oczami, a jej rumieniec się pogłębił. – Ale skoro nalegasz kimże jestem, żeby ci się sprzeciwić? – dodała.
Rozłożyła nogi i przywołała go. Harry delikatnie przeciągnął językiem po strefie wejściowej. Ginny mocniej chwyciła o za włosy i sama zaczęła mruczeć. Rozchylił jej wargi z uśmiechem i powtórzył ten sam manewr co wcześniej. Jedną z rzeczy, których nauczył się od sukkubów był fakt, że każda kobieta różniła się w tym co lubi, czego nie i, czasami, jakie ma fetysze. Cała zabawa polegała na odkryciu co jest czym. Harry zaczął kreślić zestaw run na jej łechtaczce co doprowadzało ją do wrzenia. Rozkosz przepływała przez jej ciało fala za falą. Zaczynając od jej kobiecości, kończąc na czubkach jej palców u nóg.
- ODLATUJĘ! – wrzasnęła na całe gardło Ginny po dziesięciu wspaniałych minutach, które spędził na odkrywaniu sekretów jej ciała, gdy po raz drugi już dotarła na szczyt. Jej nogi dygotały w niekontrolowany sposób od rozkoszy, którą jej dawał. Pragnęła go mieć w środku i to natychmiast! Ginny nie wiedziała jak tego dokonała, ale gdy fala przeszła przez nią, przetoczyła go na plecy i ustawiła się nad nim.
- I ty mnie nazywasz Flirciarą? – zganiła go, przeciągając paznokciami po jego piersi, aż utoczyła odrobinę krwi.
Wzięła w dłoń jego nie taką małą męskość i przedstawiła ją swojej gorącej, wilgotnej i gotowej kobiecości. Powiodła jego główkę ku wejściu i opuściła się na tyle, żeby oparł się o jej błonę. Było ciasno, ale zdumiało ją jak dobrze tam pasuje. Przygryzła skraj dolnej wargi, zebrała się na odwagę i mocno opadła w dół. Krzyknęła z bólu, gdy stała się kobietą. Zamarła na chwilę, podczas której przystosowywała się do jego rozmiaru. Zaczęła się unosić w górę i opadać, najpierw powoli. Dłonie Harry'ego spoczęły na jej biodrach. Pomógł jej złapać rytm, który podobał się im obojgu. Potem jego ręce podążyły w górę i złapał jej piersi, podczas gdy ona go ujeżdżała. Uwielbiał czuć jej cycki w dłoniach, ciepłe i miękkie, ale jędrne. Mógłby spędzić całe dnie zajmując się tylko nimi i wciąż nie mieć dosyć. Wyraz jej kochanej twarzy, kiedy ujął jej sutek w palce był co najmniej inspirujący. Ginny odrzuciła głowę w tył i zawyła z rozkoszy, kiedy liczne punkty stymulacji pchały ją ku krawędzi.
Harry usiadł i wziął w usta jeden z sutków. Ginny dostosowała się do tego, oplatając nogi wokół jego bioder i przesuwając się w tył i w przód na jego kolanach. Chwyciła mocno w dłonie jego kruczoczarne włosy i przyspieszyła tempo. Czuła, jak jej trzeci orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy.
- Dojdź ze mną, kochanie! – zawołała, kiedy wiedziała, że lada chwila przejdzie ten próg. Harry wyszedł naprzeciw jej kołysaniu i mocno naparł. Intensywność pchnęła młodych kochanków na następny poziom i jeszcze dalej. Odrzucili głowy w tył i zaryczeli ze wspólnej rozkoszy, a ten dźwięk wstrząsnął podstawami Hogwartu. Poczuło to każde stworzenie żyjące w tych murach. Ich oczy spotkały się i w mgnieniu okaz zniknęła cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Ginny odchyliła głowę na bok, odsłaniając przed nim swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. Harry odwzajemnił ten gest. Zrozumiała. Są równymi partnerami, teraz i zawsze. Jednocześnie wgryźli się w swoje szyje, naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie.
W ciemnościach nocy samotna postać wspinała się na Zachodnią Wieżę do Sowiarni. Zbliżała się pierwsza w nocy i wiedziała, że jeśli zostanie przyłapana, srogo za to zapłaci. Dziewczynka zdjęła kaptur swojej peleryny. Emma Potter spojrzała po raz ostatni na specjalną mapę, która ją tu doprowadziła, żeby upewnić się, że nikogo z nauczycieli nie było w pobliżu tej części zamku. Była sama, jeśli nie liczyć osoby, z którą spotykała się w tej odosobnionej lokalizacji. Kiedy weszła do pomieszczenia zorientowała się, że większość sów poleciła na łowy.
- Już jestem, pokaż się – zawołała w mrok najnowsza latorośl Rodu Potterów. Z cienia wyszła Sasha Desory. Wyglądała oszołamiająco w świetle księżyca. Dziewczynka spotkała sukkuba zaledwie dwa dni wcześniej. Przyszła zobaczyć co dzieje się z Harrym po jego walce z Pradawnym. Powiedział jej, że to Sasha nauczyła go magii krwi, dzięki której Emma mogła pożegnać się z mamą. Chciała tylko jej podziękować. Skąd mogła jednak wiedzieć, że doprowadzi ją to do tej chwili i decyzji, która na zawsze zmieni jej życie?
- A więc pragniesz stać się kimś więcej niż jesteś, moja mała? – spytała Sasha, oceniając ją krytycznym okiem.
- Tak – odparła szczerze Emma.
- To nie jest przedsięwzięcie, które należy podejmować bez cienia wahania. Czy poradziłaś się Lily w tej sprawie? – spytała Sahsa, kładąc jej dłoń na ramieniu. Emma spojrzała w dół i zebrała się w sobie.
- To mój wybór. Kiedy będzie po wszystkim, ona zrozumie i poprze moją decyzję. Proszę, pozwól mi to zrobić dla Harry'ego. Jestem mu to winna – błagała Emma matriarchinię Klanu Desory.
- I? – spytała sukkub, wiedząc że jest w tym coś więcej. To był pierwszy test i dla dobra przyszłości ich obojga miała nadzieję, że dziewczynka go zda.
- Chcę się uczyć od was dla siebie samej. Nie chcę być tylko dobra. Chcę być najlepsza – powiedziała jej Emma z przekonaniem. Nie wątpiła, że właśnie tego pragnie.
- Okłamanie kogoś innego może okazać się konieczne, ale skłamanie przed samym sobą jest niewybaczalne. Uczyniłaś pierwszy krok – Sasha uśmiechnęła się z dumą do swojej nowej uczennicy. Wyszła przez drzwi w noc. Wskoczyła na barierkę i popatrzyła na Emmę. – Pytanie brzmi, Maleńka, czy masz na tyle odwagi, by skoczyć?
Po tych słowach rozłożyła skrzydła i wzleciała w noc. Emma podążyła za nią. Zmrużyła oczy, słysząc wyzwanie. Stanęła na krawędzi. Spojrzała w ziemię rozciągającą się kilkadziesiąt metrów niżej i ciężko przełknęła ślinę.
- Chodź, Maleńka, noc jest wspaniała! – zawołała do niej Sasha, szybując w przestworzach. Brzmiała tak radośnie, że Emma chciała wiedzieć jak to jest lecieć po niebie. Zrzuciła szatę i przemieniła się. Zaskoczyło ją, że nocne powietrze nie wychłodziło jej ciała. Emma rozłożyła szeroko ramiona i wciągnęła nocne powietrze. Wszystkie jej zmysły się wyostrzyły. Cieszyła się uczuciem nieznanego, ale wreszcie skoczyła za barierkę. Jej włosy łopotały za nią, gdy gwałtownie zbliżała się do ziemi. Emma dokończyła transformację. Z pleców wyrosły jej skrzydła, a tuż nad jej pośladkami pojawił się długi ogon. Po chwili szybowała już po nocnym niebie, pochłonięta wszechogarniającym uczuciem czystej, niczym nieograniczonej wolności.
W następnym rozdziale:
- retrospekcja z pierwszym spotkaniem Sashy i Emmy
- spotkanie Huncwotów Harry'ego
- Draco, Pansy i Lily
