Od tłumacza: Z przyczyn technicznych tym razem rozdział nie został przejrzany przez Shaunee Altmen, mam nadzieję, że nie będzie za dużo błędów. Zapraszam na mojego bloga „Z pierwszej półki", do którego link znajdziecie w moim profilu autora.
Rozdział 42
Narcyza siedziała w swojej kuchni. Popijała herbatę i chyba już po raz dwudziesty czytała list od Draco. Zapewne potrafiłaby wyrecytować całość z pamięci, ale wpatrywała się w każde słowo, jakby lada moment miało zniknąć na zawsze. Szukała też każdej możliwej ukrytej wiadomości w tekście. Tak ją to pochłonęło, że aż podskoczyła, gdy Charlie usiadł koło niej i pocałunkiem starł świeżą łzę z jej policzka.
Jego przenikliwe oczy barwy cynamonu spoglądały na nią z troską i jakimś uczuciem, któremu obawiała się nadać nazwę. Co prawda całe życie pragnęła, żeby mężczyzna patrzył na nią z takim właśnie oddaniem, jednak wciąż nieco ją to przerażało. Było między nimi pożądanie, namiętność i spektakularny seks. Jednak tkwiło w tym jeszcze coś. Charlie zwracał uwagę na jej potrzeby, rozumiał jej problemy i fenomenalnie dogadywał się z Adamem. Nawet ten prosty gest, który wykonał przed momentem, sprawił, że palce u stóp jej się podwinęły, a żołądek wykonał salto. Zgodzili się, by nie definiować wyraźnie natury łączącej ich relacji, ale im więcej czasu z nim spędzała, tym częściej wydawało jej się, że jedynie sami siebie oszukują.
- Czy to łzy szczęścia? – spytał Charlie, głaszcząc ją po policzku. Przycisnęła się do jego ciepłej dłoni. Zamknęła oczy i pokiwała głową. Kiedy je otworzyła, Charlie zbliżał się do niej po pocałunek, więc spotkała się z nim w pół drogi. Nie było w tym pasji, ale rozgrzał ją i sprawił, że czuła się potrzebna. – Przechodzi na naszą stronę?
- Jeszcze nie, ale jest nadzieja – odpowiedziała Cissy z pełnym nadziei uśmiechem. Wiedziała, że jej kochanek nie będzie dopytywał się nieproszony. Nie oczekiwał niczego więcej, niż ona była mu skłonna dać. Zasługiwał na więcej, a ona pragnęła ofiarować mu więcej. Jednak jeszcze nie teraz. Nie czuła się gotowa na zrezygnowanie ze swojej nowoodkrytej niezależności.
- Wszystko w swoim czasie, cierpliwości, skarbie – zapewnił ją Charlie z domyślnym uśmiechem, który zawsze napełniał ją wiarą. Jeden z powodów dla których tak mocno zakochiwała się w tym wspaniałym mężczyźnie siedzącym w jej kuchni.
- No tak, ty masz cierpliwość świętego. Będę musiała ci uwierzyć na słowo – odpowiedziała Narcyza, splatając z nim żartobliwie palce. Ukryty sens tych słów okazał się bardziej odsłonięty niż planowała.
- Pierwszy raz ktoś porównał mnie do świętego. Z reguły jestem po drugiej stronie spektrum – odparł ze śmiechem. Zignorowała go i przeciągnęła kciukiem po szczecinie na jego policzku.
- Nie dla mnie – wyszeptała i znów nachyliła się w jego stronę. Charlie wyciągnął rękę i zatknął jej kosmyk włosów za ucho. Od tego gestu włosy na karku stanęły jej dęba.
- Tańczyłem z wieloma dziewczętami, ale walcowałem tylko z jedną kobietą – wyszeptał, jego usta o włos od jej warg. Cissy przysunęła się, ale on odsunął się, żeby się z nią przekomarzać. – Teraz nie pogodzę się z niczym innym. Dla niej mogę poczekać.
- Ty diable o gładkim języku, czyżbyś próbował się dostać do moich majtek? Powinnam cię ostrzec, że nie mam żadnych na sobie – odparła i przyciągnęła go do siebie. Ich usta spotkały się, a fala euforii sprawiła, że oboje odpłynęli ku szczęśliwej nieświadomości. Żadne nie wiedziało do końca, czy to Narcyza wstała, czy Charlie wciągnął ją na swoje kolana. Kiedy się rozdzielili, blef porządnie wycałowanej kobiety został sprawdzony i kręcił się na jednym z jego palców.
- Teraz faktycznie nie masz majtek – triumfalnie oznajmił Charlie, kręcąc nimi tuż poza jej zasięgiem.
- Jak ty to zrobiłeś? - zdziwiła się Narcyza i zaczęła go gonić po całym pomieszczeniu. Charlie, wykorzystując refleks wykształcony na quidditchu i doprowadzony do perfekcji przez smoki, wciąż umykał w ostatniej chwili. – Szlag, Charlie! Adam może tu wejść w każdej chwili.
Oboje wiedzieli, że to pusta groźba. Adam siedział w ogrodzie i pozostanie tam, póki nie wezwą go na obiad. Poza tym w jej głosie nie było gniewu. W oczach Narcyzy błyszczała radość, co zdarzało się coraz częściej od wieczora, podczas którego się poznali.
- Jak ty to w ogóle zrobiłeś, że nic nie poczułam? – sapnęła w udawanej kapitulacji, a potem rzuciła się gwałtownie w jego stronę. Charlie nie dał się oszukać.
- Gdybym ci powiedział, to nie byłby sekret, co? – zaśmiał się Charlie i wciąż umykał przed jej próbami odzyskania majtek. Widząc, że jej obecne starania nic nie dadzą, Cissy postanowiła zmienić taktykę i wziąć przykład z niego. Skoczyła, wbiła bark w jego brzuch i złapała go od tyłu za kolana. Zachwiał się i upadł na plecy, a ona runęła na niego.
- Niezłe powalenie, skarbie – pochwalił ją Charlie i złapał ją za pośladki. Przeciągnęła dłońmi powoli po jego piersi, szerokich barkach aż po dobrze zarysowane bicepsy. Jego gorący oddech drażnił jej skórę.
- Dzięki, ale i tak czeka cię kara – powiedziała mu na ucho Cissy, po czym nagle usiadła mu na piersi, a kolanami przycisnęła jego ręce do podłogi. Uśmiechnęła się triumfalnie do swojego kochanka. Nie ważyła aż tak dużo, żeby nie był w stanie jej zrzucić. Nie żeby miał taki zamiar, najwyraźniej cieszył się tą grą wstępną. Cissy odebrała mu swoje majtki i zakręciła nimi nad jego głową.
- Skoro tak bardzo ich chcesz, pozwolę ci zatrzymać je na cały dzień. Jednak domagam się oddania od moich kochanków – kontynuowała, trzymając majtki tuż przed jego oczami.
- Och, moja Pani, jakże mogę udowodnić me oddanie? – spytał Charlie, podejmując grę. Jego palce wśliznęły się pod bluzkę i pieściły wrażliwą skórę pod spodem. Po kręgosłupie Cissy przeszedł dreszcz. Długi jęk odpowiedział na jego dotyk, nim zdołała odzyskać panowanie nad sobą.
- Ooo, to mi się podoba. Twoja Pani domaga się, żebyś je nosił przez resztę dnia.
- Chcesz, żeby nosił twoje majtki?
- A nosiłeś już wcześniej jedwab? Uwierz mi, spodoba ci się to uczucie. Zrób to, a twoja Pani wynagrodzi cię spełnieniem tej fantazji, o której wspominałeś wczoraj w nocy.
- Serio? Zrobione – zapewnił Charlie bez wahania. Wyglądało na to, że czeka ich noc pełna przygód.
- Owszem – odpowiedziała mu Cissy z figlarnym uśmiechem. Jednym płynnym ruchem założyła mu je na głowę. Potem wstała z niego i zachichotała.
- Co? Na głowie? Adam pewnie będzie zadawał pytania – poskarżył się Charlie, sięgając do głowy.
- Zapewne, ale oboje wiemy, że jesteś kreatywny. Coś wymyślisz. Dotknij ich, a mały Charlie będzie dzisiaj bardzo samotny, poza tym zawsze słyszałam, że Weasleyowie to słowni mężczyźni – ostrzegła Narcyza, nie patrząc na niego. Charlie już, już miał je zdjąć. Zaklął pod nosem i udawał, że ją dusi, a ona zaczęła szykować obiad nucąc wesoło pod nosem. Nie mógł uwierzyć, że zwiodła go tak kompletnie, że nie widział żadnej drogi wyjścia.
- Cholerni Ślizgoni! – burknął. Machnął z frustracją rękami i opadł zrezygnowany na krzesło. Cissy zakręciła biodrami i zachichotała triumfalnie.
- Nie moja wina, jeśli facet zgadza się na wszystko, co uzna za element gry wstępnej. To tylko świadczy, że jesteście słabszą płcią. Może teraz powiedz mi, co było tak ważnego, że mama wezwała cię bladym świtem? – rzuciła żartobliwie przez ramię.
- Jej list faktycznie brzmiał jak wezwanie, co? Ona już chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, od tak dawna to robi. Mama jest po prostu sfrustrowana. Nie było tak źle jak myślisz. Mam wrażenie, że miesiąc na kanapie zdziałał cuda jeśli chodzi o jej temperament. Jeśli jednak chodzi o jej plecy… to zupełni inna historia – zaśmiał się.
- Pewnie tak – zachichotała Cissy i musiała się z nim zgodzić. Zdecydowanie nie chciałaby spać miesiąc na kanapie, ale Molly sama sobie była winna. Podpadła niewłaściwej rudowłosej czarownicy. Czy Molly w to wierzyła czy nie, Lily i tak postąpiła wobec niej łagodnie. Widywała w jej wykonaniu dużo gorsze rzeczy.
- Nie widziała bliźniaków od miesiąca, bo ciągle nie pogodziła się z Ginny. Nie żeby mama nie próbowała, ale upór Ginny sięgnął epickich rozmiarów i odsyła mamie nieotwarte listy. Poza tym mama jest przekonana, że tato ma przed nią tajemnice, co zresztą jest prawdą, ale robi to dla jej własnego dobra. Do tego dalej nie wie co myśleć o nowej dziewczynie Billa. Jest trochę zraniona, że nie mieszkam w Norze i nie chcę rozmawiać o moim życiu uczuciowym. Ogólnie sporo problemów – podsumował Charlie, poprawiając sobie majtki na głowie. Słuchała go spokojnie, aż do końca. Jednak wtedy przerwała to, co robiła. Dlaczego nie chciał rozmawiać? Czyżby wstydził się jej i Adama? Czy po prostu bawił się z nimi w dom za darmowy seks, póki nie znajdzie sobie młodszej czarownicy? Spanikowała, skonfundowana i zła. Nie przyszło jej do głowy, że może to robić, żeby ich chronić. Obróciła się do niego, gotowa na kłótnię, ale wszystko wyleciało jej z głowy, gdy tylko go ujrzała.
- Dlaczego nosisz moje majtki jako przepaskę na oko? – spytała, robiąc co w jej mocy, by nie wybuchnąć śmiechem. Jej gniew sprzed chwili przygasł, ale nie zniknął całkowicie. Podeszła do niego i ujęła w dłonie jego przystojną twarz. – Co ja mam z tobą zrobić?
- Ej, jeśli już mam je nosić, przynajmniej będę wyglądał pociągająco i niebezpiecznie. Poza tym jaka jest szansa, że ktoś tu się dzisiaj pojawi? – odpowiedział, obejmując ją silnymi ramionami. Sprawił, że ogarnęło ją ciepło. Poczuła, że jest pożądana. Zupełnie uciekło jej z głowy o co była zła.
- Niech ci będzie, to gwóźdź do twojej trumny – zachichotała Narcyza. Charlie miał się odgryźć, ale usłyszeli poruszenie w sąsiednim pokoju. Po chwili drzwi stanęły otworem i do środka weszła Ginny Weasley. Za nią podążały Daphne, Astoria, Jade i Gabriella Greengrass. Wszystkie wyglądały, jakby właśnie wróciły z pola bitwy. Obie grupy stały i parzyły na siebie z szeroko otwartymi ustami.
- Charlie, no naprawdę! A wydawało mi się, że nauczyłeś się już, że majtki nie sprawdzają się najlepiej w charakterze dodatku – zganiła brata Ginny, przełamując niezręczną ciszę. Jade zakryła usta, wstrząśnięta widokiem dorosłego mężczyzny, który ubrał kobiece majtki na głowę. Astoria i Daphne chichotały z żartu Ginny. Gabriella wyglądała, jakby zobaczyła ducha i z pewnego punktu widzenia tak faktycznie było. Potrząsnęła głową, żeby pozbyć się niemożliwego obrazu z umysłu. Nie potrafiła wyobrazić sobie wszechświata, w którym Narcyza Malfoy znajdowałaby się z Weasleyem w intymnym uścisku. Nie wspominając już o majtkach na głowie.
Drzwi znowu się otworzyły i do środka weszli Emma, Lily i George. Bracia popatrzyli po sobie i młodszy otworzył usta, bez wątpienia szykując jakiś równie kpiący tekst jak ich siostra. Powstrzymało go jednak ostrzegawcze spojrzenie najstarszego z obecnego rodzeństwa. To Lily odezwała się jako pierwsza.
- Przepraszam, że zakłóciliśmy wam przedobiednie co nieco, Cissy – parsknęła Lily. – Chyba powinniśmy wysłać jakąś informację, że nadchodzimy.
Jej najlepsza przyjaciółka posłała jej złowieszcze spojrzenie, które przekazywało, że może spodziewać się rewanżu za ten tekst. Jej młody kochanek pospiesznie zerwał z głowy kawałek jedwabiu.
- Narcyzo, to naprawdę ty? – spytała Gabriella, podchodząc, żeby uściskać starą przyjaciółkę. Charlie odsunął się nieco, by dać im trochę miejsca.
- Tak, to ja, ale odrzuciłam nazwisko i jestem teraz znana jako Cissy Black – oznajmiła, ściskając ciepło przyjaciółkę.
- Na jaja Merlina, pani jest mamą Draco! – Astoria nie mogła się opanować.
- Astoria! – jej mama skarciła ją ostro za taki język.
- Przepraszam, mamo, ale wszyscy myślą, że pani jest martwa. Czy Draco wie? – spytała Astoria.
- W głębi serca wie, ale wciąż jest zbyt niebezpiecznie, żeby ujawnić to publicznie. Nie wiedziałam, że jesteście ze sobą blisko? – Cissy jednocześnie odpowiedziała dziewczynie i zadała pytanie. Młoda Ślizgonka zarumieniła się na tę sugestię.
- Uratował dzisiaj moje życie. Więc tak, jesteśmy blisko, a przynajmniej mam taką nadzieję. Całkiem nieźle całuje. Ups… Powiedziałam to na głos, prawda? – Astoria zarumieniła się jeszcze bardziej. Czuła na sobie oczy wszystkich obecnych i pragnęła się znaleźć gdziekolwiek, byle nie tutaj. Cisy zdecydowanie będzie musiała znaleźć czas, żeby usiąść i porozmawiać z tą dziewczyną.
- To ci zgrabnie wyszło – zachichotała Daphne, razem z kilkoma innymi osobami.
- Och przymknij się – odparła kompletnie zawstydzona i zdenerwowana dziewczyna.
- Dziewczęta, wystarczy! Jesteśmy gośćmi w tym pięknym domu i oczekuję po was lepszych manier – skarciła Gabriella, a trzy siostry natychmiast opuściły głowy.
- Nie poznaliście jeszcze Adama – wtrąciła Narcyza ze śmiechem. W tym momencie do kuchni wszedł przeszczęśliwy Zgredek. Uwielbiał, kiedy w domu było wiele osób, którymi mógł się zajmować. – Zgredku, jak zwykle przychodzisz w samą porę. Czy mógłbyś zabrać te urocze młode damy na drugie piętro i pomożesz wybrać im pokoje? Chyba że wolicie spać w jednym? – spytała, patrząc na córki Gabrielli.
- Jeśli znalazłaby pani wystarczająco duży pokój, by pomieścić nas trzy, byłoby wspaniale – odpowiedziała Daphne ze cała trójkę. Sądząc po minach jej sióstr, całkowicie się zgadzały. Miały przed sobą ciężką noc i dobrze będzie mieć siostry blisko. Zgredek wziął najmłodszą za rękę i wyprowadził z pokoju. Pozostałe dwie podążyły za nimi, a grupę zamknęła Emma. Jednak Lily ją zatrzymała.
- Chyba teraz będzie dobry moment na tą rozmowę, o której mówiłam ci wcześniej. Ginny, mogłabyś razem z Gabriellą opowiedzieć Charliemu i Cissy o dzisiejszych wydarzeniach?
- Pewnie, Lily – odparła Ginny i Lady Potter z przybraną córką również opuściły pomieszczenie.
Wejście we współpracujący umysł nie należy do prostych, więc inwazja na wrogi umysł samotnie i bez wsparcia graniczy z lekkomyślnością. Nieprzewidywalne i niekontrolowalne zmienne, którym trzeba przy tym stawić czoła, są niezliczone. To nie czyn dla słabych duchem.
Albus Dumbledore, ku swojemu żalowi, odkrył to pierwszego wieczoru nowego roku szkolnego w Hogwarcie, gdy zaatakował umysł Harry'ego Pottera. Skanowanie powierzchownych myśli to jedno, ale wejście głębiej wymagało sprytu, umiejętności i determinacji. Właśnie dlatego potrzeba było wysoce wyszkolonego czarodzieja lub czarownicy, by w ogóle tego próbować. Członkowie Rodu Blacków byli w tym znakomici, ale ich praca nie należała do tanich. Wielce zyskowne usługi świadczyli od XVII wieku. Przez lata stały się filarem ich ogromnej fortuny.
Przez wieki dopuszczano do tej wiedzy jedynie potomków Rodu Blacków. Jednak Syriusz nauczył swojego chrześniaka umiejętności przekazanych przed jego przodków. W przeciwieństwie do Lily, Jamesa i Remusa, których również szkolił w sztukach umysłu, doświadczenie Harry'ego nie tylko dorównywało Syriuszowi, ale w wielu aspektach nawet go przewyższało. Nie żeby Łapa był najpotężniejszym i najzręczniejszym z rodziny w sztukach umysłu. Ten tytuł należał do Bellatrix. W bitwie między umysłami to ona jako jedyna pozostawała niepokonana. Syriusz często zastanawiał się kto wyszedłby zwycięsko ze starcia między Bellatrix i Harrym, jednak modlił się, żeby nigdy do niego nie doszło.
W lochach pod numerem 12 przy Grimmauld Place Harry wrzucił Petera Pettigrew do celi. Mężczyzna wylądował z jękiem na podłodze. Został szybko przywiązany do krzesła. Harry poczuł pokusę, żeby poświecić mu ostrym światłem w twarz, jak robili to na starych filmach. Jednak nie potrzebował tego, skoro i tak zamierzał wejść w jego umysł, a poza tym w swoim stanie raczej miał ochotę zatłuc go na śmierć niż zadawać pytania. Harry złapał kolejne krzesło, postawił je z hukiem przed Pettigrewem, usiadł i przygotował się na wejście do umysłu skurwiela.
- Panie, wypij to proszę – Duncan, jego lojalny skrzat domowy, poprosił go, ostrożnie wręczając mu czarkę. Popatrzył na eliksir i prawie się uśmiechnął. Zapewne był to Eliksir Uspokajający. Harry przełknął go na raz i natychmiast poczuł, jak się rozluźnia.
- Dziękuję, Duncanie. Potrzebuję spokojnego umysłu przed tym, co zamierzam zrobić – podziękował Harry i otrzymał uśmiech w odpowiedzi.
- Nie powinniśmy poczekać na Lady Lily albo pańskiego ojca chrzestnego? – zasugerował Duncan z wyraźnym zatroskaniem.
- Myślisz, że ich reakcja będzie choć trochę bardziej produktywna od mojej?
- Racja, panie.
- Łapa powiedział mi, że próbował nauczyć Pettigrewa chronienia umysłu, kiedy byli dziećmi, ale szło mu to do dupy. Tyłkogłowy pewnie umieścił mu tam strażnika, ale wiem jak się ich pozbywać. Po prostu mnie monitoruj i wszystko powinno być w porządku. Jeśli coś pójdzie źle, idź po ciocię Cissy. Ona nie powinna go z miejsca zamordować.
- Jak sobie życzysz, panie, ale czy pozycja medytacyjna nie byłaby do tego lepsza? – znów zasugerował Duncan. Harry popatrzył na krzesło, na swojego zaufanego sługę, a potem zaśmiał się lekko.
- Boisz się, że mogę spaść z krzesła i wylądować na tobie?
- Mam do ciebie pełne zaufanie, panie, ale w moim wieku nie należy kusić losu. Moja ukochana Vonda wypominałaby mi to do końca życia – odpowiedział Duncan, również ze śmiechem.
- Postarajmy się jej w takim razie nie podpadać – zgodził się Harry i usiadł w pozycji medytacyjnej na podłodze. Wziął głęboki oddech i powoli go wypuścił. Odprężył się i powoli wszedł w krajobraz swojego umysłu. Początkowo otoczyła go biel, ale wkrótce stał na polu wysokiej, soczyście zielonej trawy, falującej jak w wietrzny dzień, pokrytym niskimi wzgórzami. Na środku pola znajdował się staw, a na środku stawu siedział on na spokojnej powierzchni wody. Opodal stały drzwi. Czarne z wymalowanym krwią Mrocznym Znakiem.
Wstał, nie wywołując na gładkiej tafli wody nawet jednej zmarszczki. Podszedł do drzwi, ale zatrzymał się tuż zanim je otworzył. Poczuł gniew na tą paskudną rzecz, mącącą spokój jego sanktuarium. To miejsce było rzeczywiste, nie stworzył go w swojej wyobraźni. Lily przyprowadziła go tu tylko raz. Przyniosło jej słodko-gorzkie wspomnienie tego co miała, lecz straciła. Dopiero później Syriusz powiedział mu, że właśnie na tej łące James oświadczył się Lily. Kiedy to usłyszał, męczył mamę, żeby pokazała mu to wspomnienie. Zrobiła to tylko raz, ale wciąż pamiętał każdy szczegół niezwykle wyraźnie.
Harry obejrzał się przez ramię. Na brzegu stawu młoda para pojawiła się na kocu, a obok nich leżał kosz piknikowy. Ona miała rude włosy i śmiała się z czegoś, co powiedział chłopak o kruczoczarnych włosach. Wkrótce weźmie ją na ręce i wrzuci do stawu, ale ona, zamiast się wściec, przywoła go ruchem palca. Harry odwrócił wzrok i pozwolił im dzielić ten moment. Tutaj zawsze będą razem i szczęśliwi. Jego tato poprosi mamę, żeby spędziła z nim resztę życia jak tylko zajdzie słońce. Dla Harry'ego to był początek wszystkiego, więc zachowa to, ochroni i będzie czerpał z tego siłę.
Raz jeszcze spojrzał na drzwi przed nim. Przygotowywał się na zadanie, które stanowiło jego obowiązek, bo jego rodzice jednocześnie żyli i byli martwi. Bez wahania otworzył drzwi i wszedł do środka.
Lily poprowadziła Emmę do saloniku. Pokazała córce, żeby usiadła, a ona zrobiła to bez wahania. Emma wyglądała na bardzo zdenerwowaną i wbiła wzrok w podłogę przed sobą. Lily westchnęła zajmując krzesło naprzeciwko dziewczynki. Emma uniosła wzrok dopiero, kiedy miękka ciepła ręka dotknęła jej dłoni. Łagodny uśmiech jej mamy rozwiał resztki niepokoju.
- Zacznijmy od tego, że nie czuję nienawiści do sukkubów. Wręcz przeciwnie, niezmiernie je szanuję. Niestety nie zawsze tak było i to z mojej winy. Ich piękno i efekt, który tak bez wysiłku wywierają na mężczyzn potrafią sprawić, że kobieta czuje się bardzo onieśmielona. Pewnie już się zorientowałaś, że jestem kobietą, która broni swojego terytorium. Za to nie zamierzam przepraszać. Kiedy Sasha Desory uwiodła mojego syna, weszła na mój teren i skonfrontowałam się z nią jak prawdziwa lwica. Nie zabrała jedynie dziewictwa mojego syna. Zmieniła go. Nie na gorsze, jasne. Stał się bardziej pewny siebie, skupiony i silniejszy ciałem, duchem i magią. Dziś wydaje mi się, że zraniona była głownie była moja duma i byłam o nią po prostu zazdrosna. To było moje zadanie, a ona ukradła mi je w bardzo intymny sposób. Teraz dzielili ze sobą więź, która w miarę upływu czasu jeszcze uległa wzmocnieniu. Przypominało mi to nieprzyjemnie, że nie jestem już jedyną kobietą w życiu mojego małego chłopca. Musiałam pozwolić mu na puszczenie się mojego fartucha i to nie z mojej woli. Nie byłam na to gotowa. Nie mogłam być zła na Harry'ego, że chce dorosnąć, więc winiłam jedyną osobę, która w tej sprawie została. Znowu to coś, z czego nie jestem dumna. Jak już powiedziałam skonfrontowałam się z nią na jej terytorium z moimi aroganckimi mylnymi przekonaniami co do tego kim były i co sobą reprezentowały. Okazała się milsza niż powinna i niezwykle wyrozumiała dla moich matczynych uczuć. Wyjaśniła co chłopak zrobił dla niej i jej ludu. Kundelek i Harry zdecydowanie zbyt mało mi o tym powiedzieli. Tego dnia nauczyłam się bardzo wiele. O jej ludzie, ich tradycjach, wartościach i jak bardzo zostali skrzywdzeni przez nas. Obiecałam sobie, że nigdy już nie będę mogła być zaliczona do tych o zamkniętym umyśle – wyjaśniła Lily.
- Ale pierwszego dnia szkoły byłaś taka zła, że Harry… no wiesz? – spytała Emma, zmieszana.
- To że Lily zmieniła swoje poglądy, nie znaczy, że reszta czarownic na świecie to zrobiła. Nie znałyśmy wszystkich faktów. Zresztą ja dalej nie znam wszystkich – powiedziała stojąca w drzwiach Ginny. Emma i Lily spojrzały na nią. – Nie chciałam przeszkadzać, ale Syriusz przyszedł – dodała.
- Dziękuję, Ginny. Dołącz do nas proszę. Może lepiej to wyjaśnisz niż ja – poprosiła Lily, wskazując na miejsce na sofie obok Emmy.
- Nie będę was okłamywała i mówiła, że nie miałam problemu z tym, że Harry z nią był. Ma ciało greckiej bogini i spali ze sobą. Była jego pierwszą i zawsze będzie miała nade mną tą przewagę, a poza tym jest mu bardzo droga i zawsze pozostanie elementem jego życia. Będę patrzyła na siebie w lustro i zastanawiała się jak mogę z tym rywalizować.
- Przecież Harry kocha cię na zabój, nie pieprz… ups, przepraszam, mamo – Emma urwała i przeprosiła za swoje słownictwo.
- Tym razem ci odpuszczę, bo to samo sobie pomyślałam – zaśmiała się Lily. Uśmiechnęły się do siebie z Ginny i młodsza kobieta kontynuowała:
- Macie rację, Harry taki nie jest, ale ciągle mam gdzieś w sobie wątpliwości. Ale wiedziałam o tym wszystkim, kiedy w to weszłam. A teraz wyobraź sobie, że zdradziłby mi to wszystko dopiero kiedy zostałabym jego dziewczyną.
- Oooo, to byłoby jak kopniak w brzuch. Rzuciłabyś go?
- Chciałabym myśleć, że nie, ale zajęłoby mi trochę czasu, żeby to wszystko ogarnąć. Poza tym pewnie doprowadziłabym się do szaleństwa zastanawiając się, czy ona mi go nie zabierze. A to wystarczyłoby, żeby go do siebie zrazić.
- Jak już mówiłam, nie masz się co martwić. Sasha usiłowała go uwieść, a on jej bez wahania odmówił.
- CO? – wrzasnęły chórem Ginny i Lily. Emma się skuliła. Naprawdę palnęła głupstwo.
- Kiedy to się dokładnie stało? – spytała Ginny, kiedy już doszła do siebie po usłyszeniu, że jej najgorszy lęk się spełnia.
- Nie jestem pewna czy to mnie powinnaś pytać, Ginny. Żadne z nich nigdy tego nie potwierdzi. Weszła do pokoju tuż zanim ona wyleciała przez okno. Po prostu takie miałam wrażenie.
- Proszę, po prostu powiedz mi co wiesz – błagała Ginny. Emma opuściła ramiona, pokonana. Nie mogła po prostu rzucić takim tekstem i oczekiwać, że Ginny przyjmie to na klatę bez dalszych wyjaśnień.
- Dobra, to było tego wieczora, kiedy po raz pierwszy spotkałam ją w Dworze Potterów. Tej nocy, kiedy po raz pierwszy zmieniłem się w sukkuba.
- Możesz się zmieniać w sukkuba? – spytała zdumiona Ginny. Wyglądało na to, że tego dnia na jaw wychodziły jeden sekret za drugim. Na szczęście Lily przerwała jej, zanim zdołała zasypać dziewczynkę pytaniami.
- Może powinnyśmy zaczekać ze wszystkimi pytaniami aż Emma skończy swoją opowieść. Ja też chciałabym się dowiedzieć jak się to wszystko zaczęło. Uważam też, że lepsze pytania zadasz po usłyszeniu całej historii – tłumaczyła spokojnym głosem, choć z nuta niepewności. Ginny pokiwała głową na zgodę i wzięła kilka głębokich oddechów na uspokojenie. Lily wykorzystała ten czas, by przywołać do siebie Vondę. Wyszeptała coś skrzatce do ucha, a ta zniknęła z pyknięciem.
- W porządku – zaczęła Emma. – Chciałam sprawdzić co z Harrym, zanim pójdę do łóżka. Mama pokazała mi jak przejść przez osłony, które rozstawiła wokół pokoju Harry'ego, żeby pozwolić mu odpocząć.
Lily zerknęła na Ginny i szybko odwróciła wzrok z lekkim uśmiechem. Niewiele te osłony pomogły. Najpierw Ginny, a teraz Sasha. Będzie musiała poprawić swoje umiejętności w tym zakresie.
- Kiedy otworzyłam drzwi – kontynuowała Emma – Sasha błagała Harry'ego, żeby coś przemyślał, a potem wyfrunęła przez okno. Harry wyglądał na naprawdę zdenerwowanego i nie zauważył nawet, że jestem w pokoju. Sasha nie wyglądała dużo lepiej i będzie pewnie temu zaprzeczać do końca życia, ale jestem pewna, że płakała. Postanowiłam zamknąć cicho drzwi i zostawić go samego. Wyjrzałam za okno i zobaczyłem, że ona siedzi na jednej z bramek na boisku do qudditcha. Byłam ciekawa i postanowiłam z nią porozmawiać. Wskoczyłam na miotłę z szopy i podleciałam do niej. Kołysała się na szczycie bramki i mamrotała coś do siebie w swoim języku. Chyba mnie nie zaważyła, bo kiedy powiedziałam jej „cześć", rozłożyła skrzydła i spadłam z miotły. Poleciała za mną, żeby mnie uratować, a kiedy mnie złapała to wtedy zmieniłam się w sukkuba – skończyła Emma i wzięła głęboki oddech. Ucieszyło ją, że wreszcie mogła komuś o tym powiedzieć.
- Cholera jasna! O, przepraszam, Lily – sapnęła Ginny.
- To sporo do ogarnięcia, więc tym razem ci odpuszczę. Ale mam kilka pytań do ciebie, skarbie – powiedziała Lily.
- Co chcesz wiedzieć, mamo? – spytała Emma.
- Czy od początku potrafiłaś latać?
- Pewnie, że nie. Sasha mnie nauczyła. Trenujemy co noc przez ostatni miesiąc.
- I czego jeszcze cię uczyła? – spytała ostro Lily. Wiedziała, że jej duma bierze górę, ale nie mogła nic na to poradzić. W te decyzje powinna być zaangażowana. Odcięcie jej od tego było całkowicie i kompletnie nieakceptowalne.
- Nie złość się na Sashę, mamo. Powiedziała mi, żebym najpierw porozmawiała z tobą. Wiem, że powinnam to była zrobić, ale bałam się, że mi zabronisz – odpowiedziała dziewczynka. Pyknięcie oznajmiło powrót skrzatki, ale Vonda nie była sama. Zaciskała dłoń na ogonie bardzo rozzłoszczonej sukkub.
- Lepiej żebyś podała jakiś zajebiście dobry powód, dla którego wydaje ci się, że możesz mnie wzywać o każdej pieprzonej porze, kiedy masz na to ochotę, Lily Potter. Następnym razem, kiedy twoja służąca wejdzie do mojego domu i porwie mnie, ta obraza nie ujdzie ci płazem – warknęła Sasha Desory, a gwałtowne machnięcie ogonem posłało skrzatkę w stronę jej pani. Lily złapała ją delikatnie i postawiła. Potem zmrużonymi oczami popatrzyła na Desory.
- A ja mam nadzieję, że posiadasz zajebisty powód uczenia kolejnego mojego dziecka waszych zwyczajów bez mojego pozwolenia – odpowiedziała ostro Lily zbliżając się ku niej przez pokój. Nie była osamotniona, bo Ginny również zbliżała się do sukkub z obnażonymi kłami.
- Próbowałaś uwieść Harry'ego! Daj mi jeden powód, dla którego nie miałabym ci rozerwać tej twojej pięknej buźki! – warknęła Ginny. Pod wpływem gniewu na jej palcach nieświadomie pojawiły się pazury, podobne do tych, które prezentowała hybrydowa forma Harry'ego. Odchyliła ramię do ciosu. Cienki, podobny do bicza sukkubi ogon trzasnął dosłownie centymetry od jej lewego oka. Pęd powietrza sprawił, że jej oczy zaszły łzami, a włosy poruszyły się. Sasha mogła pozbawić Ginny oka i wszyscy w pokoju o tym wiedzieli.
- Za cienka jesteś, pisklaku! To moje ostatnie ostrzeżenie. Jeśli wydaje ci się, że jesteś wystarczająco silną kobietą, to proszę bardzo, ruszamy do tańca. A kiedy właściwie cię upokorzę na oczach domu pełnego ludzi, przełożę cię przez kolano i dostaniesz lanie, które powinna ci spuścić twoja matka już dawno temu – zakpiła Sasha. Rozłożyła skrzydła i obnażyła kły i szpony.
- Dawaj, suko! – zawarczała Ginny, opadając do postawy bojowej, której nauczył ją Harry. Nawet nie zauważyła, jak zaczęło ją porastać srebrne futro, a z jej gardła dobiegł niski warkot. To wystarczyło, żeby otrząsnąć Lily z jej wzburzenia. Widziała, że transformacja nie jest zamierzona, a w umyśle Ginny zwierzęca część bierze górę. Zanim jednak zdołała cokolwiek zrobić, Emma zmieniła się w sukkuba i stanęła między dwiema wściekłymi kobietami.
- WYSTARCZY! TYLKO JA SIĘ TU ZACHOWUJĘ JAK DOROSŁA, A MAM TYLKO JEDENAŚCIE LAT! – wrzasnęła tak głośno, że zakołysały się portrety na ścianach.
Tak jak się Harry spodziewał, Tomuś zostawił Strażnika w umyśle Pettigrewa, ale Potter wiedział, jak ukryć przed nim swoją obecność. Bazyliszek spał zwinięty zadowolony z siebie. Żałośnie przewidywalne. Zapewne zdrzemną się na służbie z braku pracy. Nie bał się go jednak, bo wiedział, że to tylko iluzja. Nie miała mocy ponad tą, którą się mu przypisywało. Jeśli ktoś wierzył, że to prawdziwy bazyliszek, jego oczy mogły go zabić. Wtedy i tylko wtedy. Twój umysł to twoja największa siła i największa słabość.
Harry sięgnął do kieszeni i wydobył granat. Skupił się na nim, zmienił go w szczura i uśmiechnął się na tę ironię. Postawił gryzonia na podłodze i kazał mu podbiec do wielkiego węża, jednocześnie smagając ogonem paszczę gada. Wąż nawet nie otworzył oczu, jedynie chwycił i pożarł szczura. Na podłodze pozostał tylko ogon, który zmienił się w zawleczkę granatu.
- Żryj i zdychaj – powiedział Harry z uśmiechem. Teraz tylko trzeba było poczekać na początek przedstawienia. Trzy sekundy później głowa bazyliszka eksplodowała. – Dobra, Pettigrew, zobaczmy twoje sekrety.
Harry dostrzegł obszar, którego strzegł wąż. Mógł równie dobrze zacząć od tego miejsca. Jak się spodziewał, dotyczyło całej kariery Petera jako Śmierciożercy. Carrow posiadała bogatą wiedzę na temat sekretów w najwyższych kręgach stowarzyszenia, a Pettigrew oferował unikatowy wgląd w działanie bandy rasistów Tomusia. Ich sekretne sojusze, występki, poziom mocy i słabości stały przed nim otworem, a Harry pochłaniał te informacje.
Nie zaskoczyło go, że Wewnętrzny Krąg składał się w komplecie z fanatyków. Zdumiało go jednak, że wielu Śmierciożerców niżej w hierarchii nie podzielało tak ślepo ideałów ich przywódcy. Dla wielu z nich była to kwestia chronienia siebie lub rodziny. Większość w taki czy inny sposób była spokrewniona. Do tego dochodzili oportuniści i tacy, którzy pragnęli zdobyć złoto i sławę.
Nauczył się też, że stary Wężogęby miał obsesję zbierania trofeów i osobistych przedmiotów po słynnych czarodziejach i czarownicach. Jeśli należały do jego wrogów, tym lepiej. To Harry na pewno mógł jakoś wykorzystać. Pettigrew miał rację. Nie doceniali go i pozwalali sobie na odprężenie w jego towarzystwie, nie wierząc, że Peter będzie miał na tyle jaj, by ich zdradzić.
Nie znalazł wiele informacji na temat samego Riddle'a, poza tym, że facet był totalnym świrem, ale to Harry świetnie wiedział. Chłonął niczym gąbka całą wiedzę, którą Peter gromadził przez lata. Tak jak podejrzewał, Tomuś miał jedną skrytkę, w której trzymał złoto i drugą, w której przechowywał rzeczone artefakty. To w tej drugiej zapewne trzymał Horkruksy, bo przez osłony mógł przejść tylko Riddle.
Harry znalazł to po co przyszedł i był gotowy do opuszczenia umysłu, kiedy w oko wpadł mu inny obszar. Emitował silną aurę odpychającą. Kiedy Harry tam sięgnął, zbombardowały go wspomnienia. Najpierw Pettigrew stojący nad rozkopanym grobem. Nagrobek został obalony, więc Harry nie widział nazwiska biedaka, którego planowali zmienić w inferiusa. Nie zdołał dobrze przyjrzeć się ciału, nim sceneria uległa zmianie.
Stał w pokoju z Peterem i tą suką Lestrange, która wywrzaskiwała rozkazy na prawo i lewo. Nieopodal na stole leżał mężczyzna, ale z jakiegoś powodu w okolicy jego głowy światło było przytłumione, więc nie widział nic poza tym, że ten człowiek miał czarne włosy.
Znowu scena uległa zmianie i znalazł się w Zakazanym Lesie. Setki pająków, od drobnych po gigantyczne, otoczyły stado jednorożców. Potem ujrzał, jak zza drzewa wychodzi Ginny, by stawić im czoła. Harry roześmiał się, widząc jak rozegrała Butolizów, a potem pojawiło się kolejne wspomnienie.
Znalazł się w wygodnym pokoju z Pettigrewem, Lestrange i kimś, kto wyglądał jak mężczyzna z poprzedniego wspomnienia. Był związany, a Bellatrix przemocą wciskała mu głowę do myśloodsiewni. Sądząc po tym jak się rzucał, najwyraźniej widok, który w niej mu się ukazał niespecjalnie mu się podobał. Harry zauważył też, że pokój dosłownie pokrywały stare kopie Proroka Codziennego. Niektóre nawet przyczepiono do ścian. Dominowało wielkie zdjęcie jego mamy z napisem KURWA wymalowanym czymś, co wyglądało na krew. Obok wisiało zdjęcie Łapy z napisem ZDRAJCA wymalowanym tym samym płynem.
Harry'emu nie podobał się kierunek, w którym to zmierzało. Kimkolwiek był ten facet, najwyraźniej prali mu mózg w celu wykonania konkretnego zadania. Wyglądało na to, że mama i Syriusz mają stać się celami zamachu. Przysunął się bliżej, żeby odkryć tożsamość tego mężczyzny. Wówczas wydarzyło się coś, czego nie oczekiwał.
Bellatrix Lestrange uniosła gwałtownie głowę i spojrzała prosto na niego. Powoli obróciła się ku niemu z wyciągniętą różdżką. Instynktownie Harry odpowiedział tym samym. Peter popatrzył na niego, a potem na Lestrange. Widząc nadciągającą bitwę umknął do najdalszego kąta i skulił się w nim jak tchórz, którym był. Ale jeśli to wspomnienie, jakim cudem ona widziała Harry'ego?
- Oj, oj, oj, ktoś tu jest niegrzecznym chłopcem. Czy twoja puszczalska mama nie nauczyła cię manier? Tego się pewnie powinnam spodziewać po szlamowatej kurwie – warknęła Bellatrix, wskazując na zdjęcie Lily na ścianie. Harry machnął ręką i podobizna Lily zmieniła się w Bellatrix. Wciąż nie miał pojęcia jak to się dzieje, ale nie zamierzał jej pozwalać ze sobą pogrywać. Syriusz zawsze powtarzał, że jego kuzynka jest zabójcza w walce umysłów i wyglądało na to, że nie przesadzał. Musiał dać z siebie wszystko, jeśli zamierzał to przeżyć.
- I kto to mówi? Podła suka, która trzyma głowę tak głęboko w dupsku Tomusia, że jej zęby stały się zupełnie czarne. To po prostu żałosne. Z tego co słyszałem twoja cipa cuchnie tak obrzydliwie, że twój mąż woli to robić z facetami – zadrwił Harry równie jadowicie. Oboje zaczęli się okrążać jak drapieżniki. Stawiali ostrożne każdą stopę w optymalnym położeniu, by wykorzystać ją dokładnie tak jak należy w przypadku ataku wroga. Ciała wyszkolone do walki szykowały się, by odskoczyć z toru lotu klątwy lub na lepszą pozycję do ataku.
- Oooo, ktoś się tu przyszedł pobawić. Czy mój kuzyn zdrajca krwi nauczył cię tajemnic mojej rodziny? – spytała Bellatrix, szukając możliwej do wykorzystania słabości.
- No pewnie – odparł Harry, mając nadzieję na rozwścieczenie jej i pozbawienie równowagi umysłowej.
- Pyskaty smarkacz! – warknęła. Z przyjemnością sprawi mu cierpienie.
- Och, to zabolało. Słuchaj, mógłbym tak przerzucać się obelgami cały dzień, ale twój oddech cuchnie jak dupa węża. Kim jest ten zabójca? – nacisnął w nadziei na poznanie tożsamości.
- Będziesz musiał zapytać gnijącego trupa twojej matki – zachichotała upiornie.
- Albo twojego. To musi być ważna misja, skoro zostawiłaś własnego strażnika w mózgu Pettigrewa – zarzucił haczyk Harry.
- Naprawdę myślałeś, że powierzę temu tępemu zbokowi moje tajemnice? Jestem Kochanką Śmierci, a ona jest moim niewolnikiem. Szkoda, że nie zmierzę się z tobą na prawdziwym polu bitwy, ale to musi wystarczyć. Nie mogę pozwolić ci odejść – rzekła Bellatrix, przyjmując ostateczną pozycję bojową.
- Nudzisz mnie – ziewnął Harry. Lestrange rzuciła klątwę w jego głowę, ale zmieniła się w bąbelki kilkadziesiąt centymetrów od celu. – No dobrze, skoro chcesz się bawić. Tylko się nie zlej w gacie jak ostatnio. To żenujące – rzucił jej wyzwanie Harry, po czym zmienił się w hybrydę i zaryczał. Tym razem Lestrange jedynie zachichotała.
- Imponujące. Muszę ci to przyznać, ale nie muszę cię zabijać, żeby cię tu uwięzić – zakpiła Bellatrix, po czym wycelowała w Petera Pettigrew. – Avada Kedavra!
Emma stojąca przed Sashą zdołała powstrzymać atak Ginny na kilka krótkich sekund. Lily wciąż walczyła ze swoją pierwotną stroną, by nie zaatakować matriarchini. Wiedziała, że Sasha nie przekroczyłaby tej granicy bez naprawdę dobrego powodu. Po prostu na swój sposób otworzyła dawną ranę. Dawna i obecna kochanka Harry'ego zaatakowały się nawzajem w chwili, gdy drzwi do pokoju stanęły otworem i do pokoju wpadła reszta, żeby zobaczyć skąd tyle krzyków.
Ostatecznie do powstrzymania ich potrzeba było wspólnych wysiłków Syriusza, Cissy, Gaby, Remusa, Tonks i Daphne. Obu rozdrażnionym kobietom zdominowanym przez pierwotne instynkty wepchnięto do gardła Eliksir Uspokajający tak na wszelki wypadek. Charlie stwierdził, że wolałby wskoczyć między dwa parzące się rogogony. Syriusz szybko się zgodził i zaproponował kolejkę brandy, podczas gdy panie będą uspokajać swoje szalejące hormony. Za bezczelność otrzymał szybką nagrodę od Gaby w postaci zaklęcia żądlącego. Jednak dopiero po kolejnych dziesięciu minutach trzy kobiety ochłonęły na tyle, żeby porozmawiać. Sasha odezwała się jako pierwsza.
- Lily, myślałam, że wyjaśniłyśmy sobie to wszystko – powiedziała tonem, w którym słuchać było nuty niepokoju. Lily nie pozostawiła złudzeń, że nie pochwala jej relacji z Harrym. Sashy wydawało się, że Lily przynajmniej ją zaakceptowała. Nie chodziło w niej tylko o seks, a poza tym nie współżyli od bardzo dawna. Szanowała tę kobietę i myślała, że ta również przynajmniej ją szanuje.
- Po tym co wydarzyło się z Harrym, nie powinnaś czynić tego samego błędu. Powinnam zostać poinformowana. Uważam, że przynajmniej na tyle zasługuję – odpowiedziała jej Lily, biorąc głęboki oddech.
- Zasługujesz i dokładnie to powiedziałam Emmie. Decyzja należała do niej, tak jak wtedy do Harry'ego. Nie wmuszam wiedzy w kogoś, kto jej nie pragnie. Nigdy tego nie robiłam i nigdy tego nie zrobię.
- Ale nie masz problemu, żeby uwieść mojego mężczyznę, który zakończył już związek z tobą – warknęła Ginny na Sashę, choć znacznie spokojniej niż wcześniej.
- Jeśli oczekujesz ode mnie przeprosin w tej kwestii, srodze się rozczarujesz. Jestem matriarchinią mojego Klanu i muszę zrobić co niezbędne dla zabezpieczenia naszej przyszłości, nawet jeśli będę musiała znosić rolę… uległej – ostatnie słowo zabrzmiało kwaśno. Sasha spojrzała Ginny w oczy. Wszystkie kobiety w pokoju poruszyły się niespokojnie słysząc co sugeruje sukkub.
- Taka rola dla matriarchini nie jest czymś łatwym ani pożądanym. Musi mieć nadzwyczaj ważny cel, żeby znieść taką upokarzającą degradację. Nikt z ochotą nie odrzuca swojego statusu Alfy. To zbrodnia przeciwko własnej osobowości – wyjaśniła im wszystkim Gabriella. Nie zamierzała opowiadać się po żadnej ze stron, ale chciała, żeby ta rozmowa szła w produktywnym kierunku. Ginny spojrzała na Gabriellę, z powrotem na Sashę, a potem znowu na Lily, z desperacją szukając odpowiedzi. Sasha chyba nie sugerowała tego, co się Ginny wydawało, prawda?
- Zaoferowałaś się Harry'emu jako konkubina. Nie będziesz miała praw przysługujących żonie, ale twój lud będzie cieszył się na zawsze przywilejami i statusem szlacheckiego Rodu. Potomstwo będzie nietykalne, nawet jeśli Ministerstwo zdecyduje się ponownie reklasyfikować sukkuby – wyjaśniła Daphne siedząca obok Ginny, równie wstrząśnięta jak przyjaciółka.
- Harry miał rację. Posiadasz dar obserwacji. To jednak nie cała historia, jak to wy ludzie mawiacie. Uważam, że jestem winna wyjaśnienie Lily i partnerce Harry'ego, ale jako matriarchini Klanu Desory muszę mieć waszą obietnicę, że to co ujawnię nigdy nie opuści tego pokoju – powiedziała Sasha do całej grupy. Kiedy powiedziała „partnerce" jej wzrok zatrzymał się na Ginny, a dokładnie na miejscu, w którym ukryte pod zaklęciem maskującym znajdowało się piętno, którym naznaczył ją Harry. Pozostałe kobiety zorientowały się, że odnosi się do Ginny i wszystkie oczy spoczęły na niej. Mogło być tak, że po prostu zmęczyło ją ukrywanie przed światem, że była jego, a on był jej. Jednak prawdę mówiąc w tej chwili pragnęła tylko rzucić to w twarz jednej konkretnej osobie.
Ginny odrzuciła włosy z jednego skraju szyi i machnięciem różdżki rozproszyła maskowanie. Znak Harry'ego zalśnił. Może było to dziecinne, ale nie obchodziło jej to. Harry był jej i nie zamierzała się nim dzielić z sukkub.
Na twarzy Sashy nie drgnął ani jeden mięsień, ale jej oczy lśniły od łez. Szybko zamrugała, by się ich pozbyć nim ktoś je zobaczy. W tej chwili Ginny poczuła ukłucie żalu i wstydu. Postawiła się na jej miejscu i doszła do wniosku, ze Sasha znosi to znacznie lepiej, niż ona by to zrobiła. Ta myśl pomogła Ginny odnaleźć prawdziwy spokój. Czystym i spokojnym głosem zadała jedno pytanie:
- Czemu?
- Wyrocznia Zymiti przepowiedziała nadejście Obrońcy i czas wielkich zmian dla mojego ludu. Wy nazwalibyście to przepowiednią. Lily, wiem co ty i Harry na ten temat myślicie, ale to prawdziwa Wyrocznia, a nie oszustka w trzecim pokoleniu – zapewniła Sasha jedyną czarownicę, którą kiedykolwiek szanowała. Lily zamknęła oczy i w myślach przeklęła kolejną cholerną przepowiednię. Zakryła dłonią usta, by powstrzymać pełen frustracji wrzask. Cissy położyła rękę na ramieniu w milczącym geście wsparcia. Rudowłosa czarownica niechętnie skinęła głową. Lily zebrała się w sobie i popatrzyła Sashy w oczy, oczekując najlepszego. Musiała to usłyszeć i skinęła bez słowa głową, zachęcając Sashę, żeby jej powiedziała. Sukkub otworzyła usta, ale słowa, które się rozległy, nie zostały wypowiedziane jej głosem:
Dzieci, nie traćcie nadziei i mych słów słuchajcie,
Nie zbaczajcie z drogi, dzięki temu przetrwajcie.
Odzyskamy co skradziono, zniknie dawny ból,
Gdy pewnego dnia się pojawi wielki Gadów Król.
Najmłodsze dziecię matriarchini zostanie porwane,
Lecz posiłkiem węża na pewno się nie stanie.
Pojawi się Obrońca, o oczach jak klejnoty,
Z Księżycowym Ostrzem wejdzie do tej groty.
Nauczcie go wszystkiego, bez cienia wahania,
Bo nigdy nie zdradzi waszego zaufania.
A potem pojawi się krew z krwi jego,
I co Le Fay zabrała, wróci do naszego.
Ona stanie się mostem między dwoma światami
I wtedy czarodzieje prawdziwie zjednoczą się z nami.
Wszystkie głowy odwróciły się w stronę zmęczonego, męskiego głosu. O framugę opierał się nadzwyczaj wyczerpany Harry Potter. Wyglądał, jakby bez jej wsparcia runąłby na ziemię. Ginny zeskoczyła z kanapy i objęła partnera ramieniem, oferując mu wsparcie. Lily była tuż za nią razem z Emmą. Podprowadziły go do pustego krzesła. Przez cały czas nie spuszczał oczu z Sashy. Tym razem z jej oczu popłynęły łzy… on wiedział.
Od tłumacza: Wybaczcie te częstochowskie rymy w przepowiedni, poeta ze mnie marny :) Wyjeżdżam teraz na dłuższy urlop, więc następny rozdział pojawi się za 3-4 tygodnie. Większość z Was wyraziła zainteresowanie dodatkową historią o spotkaniu Harry'ego z sukkubami. Przetłumaczę ją kiedy dojdziemy do końca tej opowieści.
W następnym rozdziale:
- co znaczy przepowiednia?
- Huncwoci planują atak na Voldemorta
- czy Harry wie kim jest tajemniczy mężczyzna poddany praniu mózgu?
