Rozdział 11 – Zaciągnięty dług! Fałszywy rekin pożyczek kontra Jack Atlas!

Disclaimer: I do not own Yu-Gi-Oh! 5D's, the cards, or the Magical Girl Lyrical Nanoha StrikerS/Bakugan and their abilities.


Światła budynków rozświetlały Nowe Miasto Domino. Wyglądało na to, że nawet w nocy miasto ani trochę nie zwalniało. Nocne niebo było pełne błyszczących gwiazd, które układały się w różne konstelacje. To była dobra pora dla tych, którzy woleli być aktywni w nocy, a w szczególności dla Toru i Iris.

"Nowe Miasto Domino nocą jest takie niezwykłe." powiedziała Iris z zachwytem. "Niemalże magiczne."

"Trafna uwaga." zgodził się Toru, nosząc plecak wypełniony różnymi rzeczami . "Ciekawe, czy Crash Town kiedykolwiek widziało takie nieczęsto spotykane zjawisko."

"Być może. Zresztą kiedyś mi podziękujesz, że masz przyjaciółkę, która ma dużą fortunę." dodała Iris, na co Toru jęknął.

"Dobra, dobra. Wielkie dzięki, że pozwoliłaś pożyczyć trochę pieniędzy ze swojego konta. A tak na marginesie, jakim cudem je zdobyłaś?"

"Dowiedziałam się dopiero kilka dni temu. Klaus miał kumpla, który ma kolegę, który był w przeszłości mistrzem w wykopywaniu Dynu w Crash Town. Kiedy dowiedziałam się, że odziedziczyłam po moim dziadku sporą fortunę, dowiedziałam się też, że to wszystko dzięki temu minerałowi, który jest wydobywany wewnątrz góry. A jako, że ma ogromną wartość jako powłoka do Ścigaczy Walk, spora ilość tego wystarczyła, by namówić milionera." wyjaśniła Iris.

"Rany... gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że jesteś córką milionera!" powiedział z podziwem Toru.

"Dzięki za komplement, Toru, ale nie jestem taką miłośniczką bogactwa. Moja fortuna pozwoli nam na remont naszego mieszkania, może nawet na zakup lepszego apartamentu, który będzie stanowić bazę dla Zespołu Dzikich Kowboi i może nawet dla Yuseia i jego grupy."

"Zaraz, chwila!" przerwał Toru. "Zespół Dzikich Kowboi? Bez urazy, ale taka nazwa jakoś nie pasuje. No bo, ja używam potworów Złomu, a ty zaś kierujesz się Magami."

"Racja... ale jeśli masz jakiś inny pomysł na nazwę, to jestem otwarta propozycje." dodała Iris.

"No dobra... no to może... Zespół Młodych Wojowników... albo Zespół Piorunów..."

"Wiesz co?" przerwała Iris. "Może nad tym pomyślimy trochę później. Chodźmy już do domu, zanim sen zacznie mi wchodzić do oczu..."

"Hmm.. racja, powinniśmy najpierw się przygotować, znaleźć jeszcze trzeciego zawodnika, dobrych mechaników..." liczył Toru. Iris westchnęła.

"Coś czuję, że to będzie mnie dużo kosztować." westchnęła dziewczyna, po czym ruszyli w stronę swojego lokum. Jednak nie tylko dziewczyna zaczęła się przejmować możliwością długów. Gdyby dowiedziała się o kilku osobach, którzy też mieli długi, wiedziałaby że przy nich może być szczęściarą. Gdzieś kilkanaście kilometrów dalej w spokojnej dzielnicy zazwyczaj było spokojnie.

*BAM!*

A przynajmniej tak się zdawało. Dźwięk wyrzucanego telewizora obudził kilku innych ludzi, którzy oprócz tego słyszeli śmiech. Wiedzieli jedno: to nie był przyjazny śmiech. Nie, ten śmiech należał do grupy osób, którym kierował przysadzisty mężczyzna wyglądającego na biznesmena. Nosił żółty garnitur z gustownym krawatem, a także miał czarne włosy oraz krótki wąsik. W szczególności wyróżniały go jego para dość dużych uszów, lecz nie tylko to. Bowiem ten gość był szefem mafii, która odbierała rzeczy tym, którzy nie płacili długów. Nosił dość dźwięczne imię "Don Piero".

"Szefie, znalazłem coś ciekawego." zameldował jeden ze sługusów, wyciągając z szafki talię kart. Przyglądający się temu dzieciak był przerażony.

"Ej! Zostawcie moje karty!" krzyknął chłopiec, po czym pobiegł w jego stronę.

"Z drogi, ty mały krasnalu!" odparł sługus, po czym popchnął chłopca z taką siłą, że ten upadł na podłogę. Mający karty człowiek się tym nie przejął, po czym dał talię kart Don Piero. "Proszę, szefie."

"Hmm... przyznam, że są całkiem dobre. A w szczególności ta karta." odpowiedział szef mafii, po czym wsunął talię kart do kieszeni. "To wystarczy jako zapłata..." Chłopiec, który został bezczelnie popchnięty mógł tylko patrzeć jak Don Piero i jego herszta wychodzili z domu. On i jego matka nie mogli znieść widoku ludzi, którzy im zabierali to, co im się podoba.

"Proszę... niech ktoś w końcu zakończy tą mękę..." powiedziała w myślach matka dziecka. Choć wiedziała, że to bezcelowe, to jednak nie wiedziała, że jej prośba została wysłuchana przez Yuuno, który lewitował tuż nad domem podczas nocnego spaceru.

"Nie mogę w to uwierzyć... muszę ostrzec Iris, bo inaczej i ona stanie się ofiarą tego zagorzałego gościa." powiedział Yuuno, znikając niczym duch.


Mune ni yadoru atsuki suisei wa
{The warm comet lodging in my chest}
(Muzyka zaczyna się z czarnym tłem, kiedy z wolna pojawia się karta z symbolem Kręgu Mid-Childia, która się obraca, ujawniając z drugiej strony Iris. Otwiera powoli swe srebrzyste oczy, a jej medalion zaczyna świecić.)

Hajimari no kodou e...
{Goes toward the beginning's beat...}
(Scena ukazuje ponownie Iris, tym razem na pustyni zaciskając swoją pięść i patrząc w niebo)

(Scena zmienia położenie, ukazując widok na Nowe Domino City i wtedy pojawia się napis "Yu-Gi-Oh!". Po sekundzie pojawia się błysk i pod głównym napisem pojawia się napis "Over The Nexus". Po kilku sekundach, sceneria ukazuje Iris z Toru i Misaki przy garażu, grupę Signerów (Yusei, Jack, Crow, Akiza, Leo i Luna) na głównym stadionie, oraz Vizora i Quaza stojących na szczycie drapacza chmur, przyglądających się panoramie Domino City)

"Nakusu mono wa nanimo nai" to chiisana kata wo dakishime
{"There's nothing to lose" embrace the small shoulder closely} W Nowym Domino City Iris Luster patrzy na niebo, a wiatr powiewa jej włosy. Spogląda za siebie i widzi duchy Subaru, Teany, Erio i Caro, patrzący na nią z uśmiechem. Wówczas ona się uśmiecha.
Kizutsuketeta itakutemo tsurakutemo modoranai kara…
{Even if you're hurt, even if it hurts or is unbearable, it won't come back} W Satellite Yusei spogląda w niebo, podczas gdy za nim stoją duchy Stardust Dragon, Majestic Star Dragon i Junk Warrior, choć sam nie jest świadom ich obecności.

Ima wo kaetakute muchuu de kakenuketeta
{I want to change myself after running through this trance} Iris spogląda na Nowe Domino City z góry i widzi wielu graczy pojedynkujących się na drogach. Obok niej stoi duch Nullite.

Demo, kidzukeba "Daijoubu da yo"
{But, I realize that "It will be alright"} Scena ukazuje kolejno Graczy i ich najsilniejszych potworów: Yuseia ze Stardust Dragon i Jacka z Red Dragon Archfiend, Crowa z Blackwing Armor Master i Akizę z Black Roze Dragon oraz Leo z Power Tool Dragon i Lunę z Ancient Fairy Dragon. Potem znowu pojawia się Iris z świecącym wisiorkiem, który okrywa ją białą poświatą.

Itsudemo kimi ga tonari de waratteta
{because you always laughed next to me.} Nagły błysk ukazuje Iris nagą, po czym promienie oplatają jej delikatne ciało, formując dla niej Barrier Jacket w postaci wersji Material-D, a jej włosy zmieniają kolor z srebrnego na srebrno-czarny. Chwilę po tym, Iris otwiera swoje oczy, które są teraz bichromatycznie czerwono-niebieskie. Poświata znika, ukazując Iris w zmienionej formie, po czym rusza w stronę widza.

Sora ni ochita tsurugi no shizuku ni
{What fell into the sky, into the Moon Sword's droplet,} Iris stoi sama naprzeciw grupie zamaskowanych Yliasterów oraz górującego nad nimi Cesarza Meklorda Wisela. Pierwszy z Yliasterów wydobywa miecz z jego pochwy i wskazuje nim Iris, podczas gdy Cesarz Meklord Wisel rusza do ataku.
Mihatenu omoi wo kasanete
{were these overlapping feelings I didn't see through the end.} Niespodziewanie Teana, Subaru, Erio i Caro, w towarzystwie Chrono Harlaown, Ari Liese i Lotte Lesie wyskakują zza pleców Iris, gotowi walczyć przeciwko maszynie. Wówczas Iris otrzymuje wizję dwóch innych Meklordów nasyłanych przez nieznaną istotę .
Soba ni aru yasashii ondo ni mada furerarezuita
{Next to you is a tender warmth I have yet to touch.} Podczas Turbo-Pojedynku, Vizor i Quaza dokonują "Accel Synchro" i "Chaos Synchro", przywołując na pole Tech Genus Blade Blaster oraz Galaxy Dragonoida.
Sono yokogao ni hontou ha kokoro hodokitai
{In that profile of yours, the truth unlocks my heart.} W mroku nocy, otoczona przez świetliki, Iris patrzy na gwieździste niebo, wspominając swoją matkę, której nie widziała od dawna, po czym czuje rękę na ramieniu. Lekko się odwraca i widzi uśmiechniętego Yuseia w towarzystwie Jacka i Crowa.
Boku wa shitteru kara kesshite hanarenai
{I know, I'll never let go.} Przed Iris pojawia się Szkarłatny Smok a wokół niego Stardust Dragon, Red Dragon Archfiend, Black Rose Dragon, Life Stream Dragon i Ancient Fairy Dragon. Wtedy wszystkie smoki wydają z siebie ogromny ryk, a obok Iris pojawia się duch Nullite, która się uśmiecha do Iris. Dziewczyna kiwa głową i się jednoczą.

(Muzyka gra do końca) Sceneria znów staje się czarna jak na początku, tylko tym razem ukazuje Krąg Mid-Childia, który wciąż się obraca. Na niej stoi Iris obracając się, ukazując raz swoją normalną formę, a raz formę maga. Podczas obracania pojawiają mgliste obrazy Nanohy, Hayate, Vity, Signum, Erio, Caro, Teany, Subaru i Shamal. Wtedy sceneria zmienia się raz jeszcze ukazując Nowe Domino City oddzielone świetlistą linią od Crash Town, i nagle na tle pojawia się napis "Yu-Gi-Oh!" i "Over The Nexus", kończąc sekwencję openingu.


Yusei otarł czoło z potu. Po śniadaniu od razu zabrał się za naprawianie prototypu Ścigacza Walk w towarzystwie Toru. Szybko zauważył, że ilekroć Crow albo Jack testują jego wynalazek, zawsze kończyło się wybuchem, czy innym problemem. Dlatego postanowił na chwilę popracować nad tym Ścigaczem sam, lecz potem dołączył do niego Toru, który na razie nie miał nic do roboty.

"Oh... mam nadzieję, ze to maleństwo zadziała." powiedział Yusei, po czym nacisnął spust. Prototyp wydał z siebie głośny ryk, lecz potem nic się nie wydarzyło. Toru przekręcił głową.

"Wygląda na to, że wracamy do deski kreślarskiej." zauważył Toru.

"Chyba masz rację." mruknął Yusei, lecz potem z myśli wyrwał odgłos otwieranych drzwi. Kiedy spojrzał w górę, zauważył młodego chłopca, mniej więcej rok młodszego od niego. Yusei dobrze go znał. "Cześć, Marco."

"Cześć Yusei. Hej, Toru. Czy macie jakieś stare rzeczy, które mogą się przydać?" zapytał się chłopiec.

"Tak, mamy trochę żelastwa na zapleczu. Są tam." odpowiedział Toru, wskazując na stos złomu. Wśród nich znajdował się stary laptop, kilka lampek, i jeszcze odtwarzacz wideo. "Może ci dopisze szczęście i znajdziesz kogoś, kto lubi takie rzeczy. Wspomniałem, że w mieście jest kilka osób, co lubią antyki?"

"Nie dzięki, Toru. Lubię obecną robotę." odparł Marco. Chłopiec był jednym z kilku ludzi, którzy padli ofiarą manipulacji Don Piera. Po ostatnim incydencie Marco postanowił zrobić wszystko, co w jego mocy, by zarobić wystarczająco pieniędzy w celu zakupienia lekarstw dla chorej matki. Koleje losu sprawiły, że oferował usługi dostarczyciela. I często jako klienta Marco miał Yuseia, bądź jego przyjaciół.

"Zaraz ci pomogę wnieść graty na wóz." zasugerował Toru, po czym wstał i podszedł do stosu starych rzeczy. Tymczasem Marco patrzył z zachwytem na prototypowy Ścigacz Yuseia.

"Widać, że polubiłeś ten prototyp. Trochę czasu minie, nim będzie zdatny do użytku." odpowiedział Yusei. Tymczasem Toru skończył układać rzeczy na wóz. Chłopiec podziękował obydwóm i zaczął ciągnąć swój wóz w kierunku kafejki. Signer westchnął. "Lubię tego chłopaka. Czasem mam ochotę rzucić wszystko i mu pomóc."

"Nie jesteś jedyny. Ja i Iris chcieliśmy dać mu trochę kasy, ale młody woli zapracować własną pracą. Przyznam, gość jest dość uparty." odparł Toru. "To ja wracam do mojego mieszkania." po chwili też wyszedł i ruszył w swoją stronę. Yusei się uśmiechnął i zamknął drzwi kiedy usłyszał odgłos schodzącego ze schodu Crowa. Cześć, Crow."

"Huh? Oh, cześć, Yusei." powiedział ponuro Crow, kiedy zmienił wyraz miny z zmęczonej na stanowczą. "Hej, gdyby przed drzwiami właśnie by stał komornik, przysięgam, tym razem nie będę się powstrzymywać, jak tylko wciśnie nam kolejny świstek!" po czym spojrzał na plakat reprezentujący Światowe Mistrzostwa Grand Prix. "Kto wie, czy w ogóle uda nam się wstąpić do Grand Prix?"

"Wiesz, Crow? Zawsze możesz zarabiać pracą." odparł Yusei.

"Tak, wiem o tym, chłopie." westchnął gracz Czarnego Skrzydła. On sam oferował swoje usługi Czarnego Piór. "Mam tylko nadzieję, że Jack ma jakąś dobrą robotę i również zarabia." To wystarczyło, by Yusei przekręcił oczami. Wiedział, jaki jest Jack.

"Ja myślę, że najlepszym słowem na to jest "wydaje"."

"Aa... "wydaje"?" zdziwił się Crow.


Tymczasem...

Naprzeciwko Jack siedział wraz z Iris na zewnątrz kawiarni. I właśnie czekał na swój ulubiony napój. Stephanie, kelnerka pracująca w kawiarni ostrożnie podawała byłemu Królowi kawę specjalności kawiarni, Niebiesko-Oką Górę. To była dość droga kawa, choć na Jacku nie robiło żadnej różnicy. "P-Proszę bardzo, panie Atlas." odpowiedziała kelnerka.

"Wielkie dzięki." odparł Atlas, po czym poczuł aromat kawy. "Ohh... nic tak nie daje mi dobrego nastroju, niż Niebiesko-Oka Góra. Taki aromat..."

Iris się uśmiechnęła. "Pasuje do ciebie, Jack. Jeśli Niebiesko-Oka Góra mogłaby być twoim Czerwonym Szatańskim Smokiem, to ty byłbyś samym Seto Kaibą." powiedziała Iris, kiedy zetknęła się ze spojrzeniem zdziwionej Stephanie. "Jestem po prostu jego przyjaciółką, nie jestem z nim na randce." dodała po chwili.

"Och.. d-dobra. To ja może lepiej.." powiedziała nieśmiało kelnerka, po czym się wycofała do budynku i skryła się za ścianą. "Ohh... nikt poza mną nie może być dziewczyną tego faceta..."

"Hej, Jackie!" rozległ się kobiecy głos, na co Stephanie podskoczyła z szoku. Na chwilę zerknęła zza ściany, by w końcu zobaczyć podchodzącą do Jacka i Iris dziewczynę wyglądającą na dziennikarkę. To była Carly Carmine.

"Hej, Jack! Co tam?" zagadnęła dziewczyna, po czym usiadła obok niego. Widok sprawił, że Stephanie zaczęła się gniewać. "No, może ona jest wyjątkiem!"

"Kto to jest?" zapytała się Iris.

"To Carly, Iris. Jest dziennikarką. Carly, to jest Iris, moja przyjaciółka sprzed kilku lat." odpowiedział Jack.

"Miło mi cię poznać, Iris." odpowiedziała Carly, witając się.

"Ciebie też." przytaknęła srebrno-włosa.

"W porządku, Carly. Czy jest coś, co mogę zrobić?" zapytał się Jack.

"No cóż, obecnie zbieram materiały. O miejscu nazywanym Statuą Walk."

"Statua Walk?" zdziwił się blondyn.

"Nie mów mi, że nie znasz Statuy Walk. To przecież pierwsze miejsce, któe możesz odwiedzić jak celujesz w sztukę pojedynkowania." odparła Carly, wyciągając ze swojej teczki kilka dokumentów i pokazała Jack'owi. Wśród nich były zdjęcia czegoś w rodzaju kapliczki. "Po prostu mówisz życzenie, dajesz talię kart na stół, a życzenie staje się prawdą. Co o tym sądzisz?"

"Hpfm, zwykła bujda." chrząknął krótko Jack.

"Jack, nigdy się nie dowiesz, jeśli nie spróbujesz." odpowiedziała Iris, pijąc kawę. "A zresztą, nigdy nie wiesz, co się może stać-"

"JACK!" Carly, Jack i Iris odwrócili się, by zobaczyć Crowa, który patrzył na Jacka dość wściekłym spojrzeniem.

"Hej, Crow. Może wyluzujesz i weźmiesz łyk kawy?" zasugerował Jack.

"Jak tam chcesz." odparł niedbale Crow, dołączając do grupy.

"Poważnie, Crow. Musisz się zrelaksować." powiedział Jack, pijąc kawę. "Może po prostu zamówisz sobie Niebiesko-Oką kawę?"

"Niebiesko-Oka Kawa?" zdziwił się Crow. Spojrzał na stół, lecz jego oczy nie przykuła kawa, a rachunek. Gracz Czarnego Skrzydła spojrzał z szokiem na cenę. "Co? To przecież 30 baksów!"

"Tak. Ale to uczciwa cena za doskonałą kawę." odpowiedział Jack, który w ogóle się nie przejął. "Musisz przyznać, że taka dzielnica serwuje tak doskonałą kawę."

"Czemu mam takie dziwne uczucie, że za chwilę zacznie się bójka?" szepnęła Iris do Carly.

"Znam Jacka. On nigdy nie robi nic głupiego." odpowiedziała Carly. Wtedy sfrustrowany Crow uderzył rękoma mocno w stół, o mało nie rozlewając kawy. Przyglądająca się zza ściany Stephanie zgięła się, kiedy łomot dotarł do jej uszu. "Co jest z tobą, Crow?"

"Czyżby cię coś zaskoczyło?" powiedział Jack.

"Czy mnie coś zaskoczyło?!" ryknął pomarańczowo-włosy. "Zaskoczyło mnie to, że prawie zapomniałem, jakim jesteś kretynem!"

"Powiem jeszcze raz. Napij się kawy, a trochę ochłoniesz..."

"Nie! Czy ty nie widzisz, że właśnie o to chodzi, Jack? Nie możemy wydawać tyle na kawę! Ciężko pracujemy, by zarobić na jedzenie i utrzymanie naszego lokum! To właśnie ja i Yusei urabiamy po łokcie, by oszczędzać!"

"Wiem o tym. Ja na razie nie mogę pomóc, bo nie mam na razie roboty." odparł Jack.

"Tak, wiem! To dlatego musisz znaleźć pracę!"

"A co z twoją robotą?" zapytała się Carly.

"A czy ty nie możesz się trzymać swojej?" zaprzeczył Crow. Carly poczuła się zmieszana, podczas gdy Jack wziął kolejny łyk kawy.

"Crow, nie wierzę, że to mówię, ale powinieneś posłuchać porady Jacka. Uspokój się." oznajmiła Iris. Tymczasem Stephanie wciąż się przyglądała, lecz jej zmieszanie ustąpiło uśmiechem.

"Ja chętnie zatrudnię Jacka u mnie." powiedziała do siebie kelnerka, kiedy przyszedł Marco ze swoim wozem. "O cześć, Marco! Dobrze cię widzieć."

"Dzień dobry." odpowiedział Marco.

"Proszę. Jak tam twoja robota?" odpowiedział właściciel kawiarni, wręczając młodemu chłopcu stos starych tac.

"Dziękuję, nie narzekam, proszę pana." odparł chłopiec, układając stos do swojego wozu. Przyglądający się temu Crow westchnął.

"Widzisz? Możesz się wiele nauczyć od takiego gościa, jak Marco. Biedak pracuje bez wytchnienia, przez cały dzień i nawet w nocy, by zarobić dla rodziny. Czy nie możesz być taki jak on?" zasugerował Crow.

"To robota, która zabiera cały dzień." powiedział Jack. "Myślisz, że znajdę robotę, która zabiera chociaż połowy dnia?"

"Słuchaj, wiem, kim ty jesteś i kim chciałbyś być." odpowiedział Crow i zaczął naśladować. "Oto Mistrz Prędkości, Wielki Pan Szybkości. Pomyśl, kiedy ostatni raz zrobiłeś coś pożytecznego, kretynie?!"

"Crow, odszczekaj to, co powiedziałeś!" zaprzeczyła Carly. Iris rozszerzyła oczy ze zdumienia. Nie sądziła, że taka szara myszka-dziennikarka tak bardzo popiera byłego Króla Szybkości.

"Och, oczywiście, że wycofam to co powiedziałem. Jeśli ten darmozjad udowodni mi, że jestem w błędzie i że podejmie wyzwanie!" to wystarczyło, cy Jack wstał z krzesła, łypiąc wzrokiem Crowa.

"'Wyzwanie'? To nazywasz "wyzwaniem"? Podejmę się takiej roboty, że ci pióra spadną!" rzucił były Król, po czym odszedł.

"Jack, czekaj!" zawołała Carly, lecz ten jej nie słyszał. "O rany..."

"Ech..." Iris westchnęła i podeszła do kelnerki, dając jej zapłatę. "Proszę, to za moją kawę i Niebiesko-Oką. Oraz napiwek dla ciebie."

"Dziękuję, Iris." odpowiedziała rzetelnie Stephanie, po czym na chwilę się zastanawiała. "Powiedz mi... jak długo przyjaźnisz się Jackiem?"

"Poznałam go kilka lat temu, kiedy odwiedziłam Satellite. To był fajny gość. Aż trudno uwierzyć, że kiedy ja tkwiłam w miasteczku na pustyni, on stał się Królem Turbo-Walk." odparła srebrno-włosa. Stephanie lekko się uśmiechnęła i wróciła do roboty. Jednak zanim zdążyła coś powiedzieć, nagle zauważyła Yuuno lecącego do niej. "Hej, Yuuno. Jak tam twoja podróż po mieście?"

"W porządku, Iris. Ale jestem tutaj w innej sprawie. Chodzi o rekina mafii." odpowiedział duch maga.

"Rekin mafii? O kim ty mówisz?" zdziwiła się Iris. Wówczas Yuuno zaczął jej opowiadać.


W nocy...

Jack rzucił w kamień do rzeki z mostu, sfrustrowany klęską. Kilka godzin spędzał na szukaniu dobrej roboty, jednak wystarczyło zrobić mały błąd, a on zostaje wywalony na zbity pysk. Najpierw został zwolniony z roboty za dość "oryginalne" danie. Drugą robotę znalazł w księgarni, lecz pomylenie dostarczyciela książek z dostarczycielem lunchu również skończyło się fiaskiem. Kolejnym zajęciem Jacka było prasowanie. Niestety wypalona dziura w koszuli też doprowadziła byłego Króla do zwolnienia.

"Dobrze. Załóżmy, że raczej nie ma tu porządnych ludzi, którzy by mnie szanowali. Może Crow ma rację mówiąc, że jestem bezużyteczny." po czym cisnął kolejny kamień do rzeki. Jednak zaraz do jego nosa dotarł dziwny zapach. "Hmm... coś tu pachnie naprawdę smacznie..." powiedział do siebie choć nie był świadomy, że zapach dochodził od smażonych przez Carly ryb pod mostem. Używała małego wachlarza, by przekierować zapach do Jacka, chcąc go zwabić.

"Tak jest, Jack, chodź no tutaj. Nie poprawisz swojego humoru z pustym żołądkiem." powiedziała cicho dziennikarka z uśmiechem na twarzy. Już Jack chciał znaleźć źródło, kiedy jego oczy napotkały przechodzącego blisko chłopca, który się udawał do małego parku. Zainteresowany, Jack cichu poszedł za nim.

"Oh! Już idzie! Teraz tylko talerzyk i-" kiedy Carly spojrzała w górę, zauważyła, że Jack wcale nie szedł do niej, a wręcz w przeciwnym kierunku. "Co jest?" Szybko puściła talerz i ruszyła w pogoń za nim. Nie minęło kilka minut, kiedy zauważyła, jak Jack skierował się do małego parku, gdzie rzekomo była Statua Walk. "To przecież Statua Walk. Ale dlaczego, czyżby Jack miał jakieś życzenie?" zdziwiła się dziennikarka, lecz potem zaczęła panikować. "Zaraz, przecież on nie może tego zrobić beze mnie! Muszę go powstrzymać! Jack!"

Jack szybko odwrócił się, by zobaczyć biegnącą do niego Carly. Szybkim ruchem złapał ją i zakrył jej usta, by stłumić jej krzyki, po czym przesunął się na uboczu, kryjąc się wśród drzew. "Teraz bądź cicho, dobra?" dziennikarka skinęła głową, po czym spojrzała w stronę kapliczki. Ku jej zaskoczeniu, przy stole stał Marco.

"To przecież ten miły chłopiec..." powiedziała Carly, jak Marco położył talię kart i westchnął.

"Proszę, Statuo Walk. Nie mam żadnych pieniędzy... ale proszę, weź moją talię kart i uwolnij moją rodzinę od Piero..." zaczął mówić Marco, nieświadomy obecności Jacka i Carly.

"Piero? Mówi o tym Don Piero?" zdziwiła się Carly?

"Co to jest ten Piero?" zapytał się Jack.

"Nie 'co, ale 'kto'" poprawiła go Carly. "To boss świata podziemnej mafii i wielki kanciarz. Często żeruje na biednych i używa fałszywych dokumentów by wmawiać innym, że mają zadłużenia. Jeśli nie mają niczego, by spłacić dług, on i jego osiłki zwykle zabierają wszystko, czego dusza zapragnie." Jack już miał odpowiedzieć, kiedy do parku wbiegł mały chłopiec. Wyglądało na to, że to był młodszy brat Marca.

"Mikey! Co ty tu robisz tak późno?" zdziwił się Marco.

"Słuchaj, wiem, po co tu jesteś. Ale żebyś zostawiał tu swoją talię? Przecież mi od dawna mówiłeś, że twoim marzeniem jest zostać Graczem!" rzucił młodszy brat, na co Jack otworzył usta ze zdumienia.

"Tak, Mikey, pamiętam o tym. Ale są rzeczy ważniejsze, niż moje marzenia. Nie mogę tak po prostu siedzieć i nic nie robić, dopóki ten Piero żeruje na naszej rodzinie. Dlatego chcę, by los dał mi szansę pokonania go. Jeśli tego nie zrobię, Don Piero zabierze nam wszystko! Wszelkie pieniądze, wszystkie rzeczy, i łaknie jeszcze więcej!"

"Zostawiam talię kart tutaj, by udowodnić Piero, że nie są bezużyteczne!" kontynuował Marco, boleśnie przypominając chwilę, kiedy Piero uznał jego karty za 'śmieci'. Po chwili się uspokoił i spojrzał na braciszka. "Chodź, Mikey. Jeśli zostaniemy tutaj, matka będzie się o nas martwić." młodszy brat skinął głową i obydwoje puścili park, nie wiedząc że ich rozmowa była podsłuchana przez Jacka i Carly. Dziennikarka zacisnęła pięści.

"Ten Piero zaczyna naprawdę przesadzać! Nie dość że żeruje na ludziach, to jeszcze na młodych."

"Może da się coś z tym zrobić, Carly.." odpowiedział Jack.

"Coś z tym zrobić?" zdziwiła się Carly, lecz potem sens tych słów dotarł do niej. "Czekaj, ty chyba nie zamierzasz.." Lecz Jack był już przed Statuą Walk i wziął talię kart zostawioną przez Marco. "Ale Jack! To jego ofiara dla Statuy. No wiesz, jego życzenie..."

"A ja spełnię jego życzenie, kiedy tylko zrównam tego kanciarza z ziemią!" odparł Jack.


"Posłuchaj, Iris. Wiem, że jesteś zła, ale posuwanie się do pojedynku przeciwko Piero to szaleństwo! Sama słyszałaś, jakim był oszustem!" powiedział Toru. Nie minęło trochę godzin, jak srebrno-włosa dziewczyna dowiedziała się od Yuuno, jakim kanciarzem jest Don Piero. Ale kiedy usłyszała o "zapłacie" jakim było zabieranie rzeczy innym, uznała że nie może tego tak zostawić. W końcu po przemyśleniu postanowiła się z nim zmierzyć.

"Rozumiem, ale nie mogę tego zostawić. Przysięgłam sobie, że każdy kto uprzykrza życie innym zostaje przeze mnie pokonany i wsadzony do celi." odpowiedziała Iris.

"Czasami jesteś bardzo uparta." westchnął Toru, kiedy zauważył nadchodzącego Crowa i Yusei. "Cześć, chłopaki."

"Witaj Toru. Cześć Iris." powitał Yusei.

"A wy chłopaki po co tu jesteście?" zapytała się Iris.

"Szukamy Jacka." odparł Crow. "Od kilku godzin go z nami nie ma, ale jestem pewien że gość jest w porządku."

"Ee... jesteś pewien?" zapytał się Toru, który spoglądał już nie na kumpla, a na Jacka, który stał z aktywowanym Dyskiem Walk na polu do pojedynków. Co więcej, naprzeciwko niego stał Don Piero i jego świta.

"Jack? Co tu robisz?" zapytała się Iris.

"Hejka, właśnie przygotowuję się do porachunków." mruknął Jack.

"Ej, zaczekaj! Czemu mam się zamartwiać jedną walką?" rozległ się głos. Piątka przyjaciół spojrzała, by zobaczyć Marco, który był popychany przez Carly. Kiedy spojrzał na graczy, szybko się uspokoił. "To wy? O co tu chodzi?" potem spojrzał na przeciwną stronę i jego oczom okazał się jego koszmar. "Piero?!"

"To jest Don Piero?" zdziwiła się Iris. "Dość niski, jak na rekina biznesu."

"Pamiętaj! Ja wygram, twój legendarny Czerwony Szatański Smok i twój Ścigacz Walk będą należeć do mnie!" przypomniał Jack'owi szef mafii. Yusei, Iris, Toru, Crow i Marco wstrzymali oddech z szoku.

"Nie martw się! Pamiętam naszą umowę!" skontrował Jack.

"Czy coś przegapiłem?" zastanawiał się Yusei.

"Nie tylko ty." dodał Crow.

"Jack chce pojedynku z Don Piero, by uwolnić wszystkich od długów." wyjaśniła Carly.

"Jack, nie możesz tego zrobić! Ta karta i twój Ścigacz wiele dla ciebie znaczą!" zawołał Marco.

"Być może, Marco. Ale na razie większą wartość dla mnie jest twoje życzenie." odpowiedział Jack.

"Życzenie?" zdziwił się chłopiec, lecz zaraz przypomniał sobie jak zostawił swoje karty przy Staturze Walk. Dwaj przeciwnicy wyciągnęli po pięć kart.


"Walczmy!"

Jack Atlas: 4000 LP

Don Piero: 4000 LP

"Dalej, Jack! wierzę w ciebie!" dopingowała Carly.

"Ja rozpocznę ten biznes, jeśli łaskaw!" odparł Don Piero, ciągnąc kartę. "A zacznę od zagrania kartą Zaklęcia "Dorobkiewicz Goblina". Ja mogę pociągnąć kartę z talii, a ty otrzymujesz 1000 Punktów Życia!" Mały deszcz gotówki spadł nad Jackiem, zwiększając jego Punkty życia, podczas gdy jego przeciwnik wyciągnął kartę.

Jack Atlas: 5000 LP

Don Piero: 4000 LP

"Co? Dlaczego dał Jack'owi dodatkowe punkty?" zastanawiała się Carly.

"Ponieważ czasami jestem miłym facetem. Równie dobrze mogę mu pożyczyć tyle punktów, ile zechce." odpowiedział Piero z złośliwym uśmieszkiem.

"To pułapka, Jack! Ten drań chce tobą manipulować, wiem o tym!" zawołał Marco, świadomy taktyki Piero.

"Po prostu wyluzuj. Wiem, co ten gość kombinuje." zapewnił były Król.

"Naprawdę? Ciekawe, jak teraz zareagujesz, kiedy Specjalnie Przyzwę Nikczemnego Maklera. Mogę go przyzwać, jeśli moja Punkty Życia są mniejsze od twoich." odparł Piero, przyzywając na pole purpurowego demona odzianego w garnitur, trzymając ze złośliwym uśmiechem wielki telefon komórkowy (1) (ATK: 0/DEF: 0). "Następnie przyzwę Toichi, Nikczemnego Komornika, w trybie obronnym!" Wtedy na polu pojawił się kolejny demon, tym razem przypominający byka w purpurowym garniturze, trzymając teczkę w jednej ręce, a papiery w drugiej (3) (ATK: 800/DEF: 1300). "Następnie ustawiam jedną zakrytą kartę i kończę moją turę. Tak więc chyba już pora, być zapłacić swoją pożyczkę, którą ci dałem, mój przyjacielu?"

"Nie jestem przyjacielem jakiegoś naciągacza!" rzucił Jack, ciągnąc kartę. "Najpierw, skoro kontrolujesz 2 potwory na swoim polu, mogę przyzwać tego potwora, nie używając żadnych poświęceń. Przyjdź i przywitaj się, "Silny Okupancie"! rzekł, przyzywając napakowanego potwora, który był fioletowy i niebieski z pierścieniami, które były na jego ciele (5) (ATK: 2200/DEF: 0).

"Czyli nie chcesz zapłacić swoimi Punktami życia, co? W takim razie nie pozostawiasz mi wyboru. Aktywuję pułapkę, "Ciągła Pożyczka"!" zadeklarował Piero, aktywując pułapkę. "Za każdym razem, kiedy przyzwiesz potwora... ta Trwała Pułapka przyzwie na twoje pole "Symbol Pożyczki"!" Wtedy niespodziewanie na polu Jacka pojawił się mały demon, na którego spadł ciężar z wypisaną cyfrą "1000" (1) (ATK: 0/DEF: 0).

"Co to "Symbol Pożyczki"?" zdziwił się Jack.

"Z pewnością jest paskudny." powiedziała z niesmakiem Carly.

"Cóż, proponowałem ci spłatę pożyczki Punktami Życia, ale widzę, że jesteś uparty. Tak więc mój Toichi zajmie się uregulowaniem długu. Krótko mówiąc, będzie w stanie zadać ci 1000 punktów obrażeń za każdy Symbol Pożyczki na twoim polu!" wyjaśnił Piero. "A po za tym, nie będziesz w stanie pozbyć się mojego Komornika. Toichi nie zostanie zniszczony poprzez walkę tak długo, jak będziesz mieć Symbole Pożyczki na swoim pole. Oczywiście możesz się ich pozbyć, ceną za to jest zwyczajne wysłanie karty z dłoni na cmentarz!"

"Chwila, czyli jedyną możliwością, by Jack nie mógłby stracić swoich punktów życia, to wysłać kartę na cmentarz?" zauważył Yusei.

"Jack! Musisz pozbyć tego Symbolu Pożyczki, albo Piero pogorszy twoją sytuację!" zawołał Marco.

"Być może, ale najpierw uporam się z jego gorylami." rzucił Jack. "Silny Okupant teraz zaatakuje Nikczemnego Maklera!" Potwór Jacka zacisnął pięść i lewym sierpowym zniszczył Maklera na piksele.

Jack Atlas: 4000 LP

Don Piero: 1800 LP

"Piero!" krzyknęli jego poplecznicy.

"Tak jest, Jack. Wykończ tego drania!" dopingowała Carly.

"Owszem, wykończy drania, a ściślej mówiąc, siebie samego!" skontrował Don Piero. "Ponieważ Nikczemny Makler został zniszczony przez walkę, inny Symbol Pożyczki wyląduje na twoim polu!"

"Co? Ale to oznacza, że będzie mieć teraz dwa Symbole na polu!" zauważyła Carly, kiedy obok pierwszego demona pojawił się drugi, również przygnieciony ciężarem (1) (ATK 0/DEF: 0).

"A jak Jack przyzwie kolejnego potwora, Piero z kolei doda jeszcze jeden Symbol na jego pole!" dodała Iris.

"Więc co Jack może już zrobić?" zastanawiał się Yusei.

"To proste: może zakończyć biznes, płacąc kartami!" odpowiedział Don Piero.

"Jack, po prostu zapłać! W przeciwnym wypadku w następnej rundzie-" powiedział Marco, lecz Jack mu przerwał.

"Odmawiam! Stawiam dwie zakryte karty i kończę mój ruch!" rzucił Jack.

"Dobra, możesz odmówić zapłatę kartami. W takim przypadku zapłacisz teraz o wiele więcej, niż mogłeś!" oznajmił Piero, ciągnąc kartę. "A twoim katem będzie Toichi, wyposażony w kartę Wyposażenia "Nielegalne Praktyki Biznesu"!" Byko-podobny demon został otoczony żółtym światłem. "Teraz wszelkie obrażenia efektu zostaną podwojone!"

"Chwila. Skoro Jack ma dwa Symbole Pożyczki, to podwojona suma obrażeń... wyniesie aż 4000?!" powiedziała z przerażeniem Carly.

"Czas uregulować dług, Toichi! Nie żałuj sobie!" rozkazał Piero, kiedy demon uniósł swoje papiery w górę, i wtedy Jack został uderzony silną grawitacją.

Jack Atlas: 1000 LP

Don Piero: 1800 LP

"To prawie twój koniec, Jack. Jeśli chcesz ocalić resztkę swoich punktów... zrób to, co ci powiedziałem." zasugerował Piero.

"On ma rację, Jack! Po prostu pozbądź się kilku kart z dłoni!" zasugerował Marco, coraz bardziej przerażony faktem, że Jack może przegrać.

"Nic z tego! Nie zamierzam mu płacić wedle jego warunków. Moja kolej!" rzucił Jack, ciągnąc kartę, którą szybko rozpoznał. "Poprzez wysłanie jednej karty z mojej dłoni na cmentarz, mogę Specjalnie Przyzwać Uśmiechniętego Dzieciaka!" Po wysłaniu karty na polu Jacka pojawił się mały wróżko-podobny chłopiec z uśmiechem (1) (ATK: 0/DEF: 0).

"Uśmiechnięty Dzieciak? To przecież moja karta!" zauważył Marco.

"Fascynujący ruch, Jack. Fascynujący dla mnie, ponieważ tym samym Ciągła Pożyczka ponownie wchodzi do gry, a ty otrzymujesz trzeci Symbol Pożyczki!" skontrował Piero, kiedy pojawił się trzeci demon, też mający na barkach ciężar (1) (ATK: 0/DEF: 0).

"O nie! Teraz ma aż trzy!" krzyknęła przerażona Carly.

"Jack, nie możesz już nic zrobić! Po prostu wyślij swoje karty z dłoni na cmentarz." powiedział Marco.

"Oczywiście, że to zrobię... ale nie dla Piero! Aktywuje pułapkę, "Przymusowe Urządzenie Odrzutu"!" zadeklarował Jack, aktywując kartę. "Poprzez pozbycie się jednej karty z mojej dłoni, mogę zwrócić jednego potwora z mojego pola do mnie!" Uśmiechnięty Dzieciak znikł, wracając do dłoni Jacka. "Następnie poprzez wysłanie kolejnej karty z mojej dłoni, mogę jeszcze raz przyzwać Uśmiechniętego Dzieciaka!"

"Co? Ale wraz z przyzwaniem, pułapka Piero przyzwie jeszcze jeden Symbol..." powiedziała zdziwiona Carly, lecz zauważyła, że nic się nie stało. Dopiero wtedy odkryła, do czego zmierzał Jack. "No jasne. Teraz kiedy ponownie przyzwał potwora, Ciągła Pożyczka nie może już przyzywać Symboli, bo pole Jacka jest już pełne!"

"W porządku, Jack, chyba straciłeś rozum. Wysłałeś wszystkie karty z dłoni na cmentarz, nawet nie pozbywając się Symboli. A twoje Punkty życia są bardzo niskie. Wystarczy, że nadejdzie moja tura, a Toichi zaserwuje ci aż 6000 punktów obrażeń! To koniec! Twoja passa dobiegła końca, a wiesz co to oznacza? Twój Czerwony Szatański Smok i Ścigacz Walk należą do mnie, do wielkiego Don Piero!" rzucił szef mafii, po czym zaczął się śmiać. Jednak nie był w stanie przewidzieć następnego ruchu Jacka.

"To raczej twoje kontrakty należą do mnie." odpowiedział spokojnie Jack. Don Piero poczuł się zbity z tropu.

"Że co?"

"Aktywuję kolejną pułapkę, "Dziura Zero!"

"Co? Dziura Zero?"

"Tak karta może się aktywować, jeśli gracz nie ma żadnych kart w dłoni." wyjaśniła Iris. "Wówczas jej siła zniszczy wszystkie karty na polu!"

"Poważnie? Wszystkie karty?!" powiedział zszokowany Piero, kiedy czarna dziura zaczęła się rozrastać, aż w końcu pochłonęła wszystkie karty Jacka i Don Piero.

"A znając Jacka, jeszcze nie skończył." dodał Yusei.

"Teraz aktywuję efekt Uśmiechniętego Dzieciaka! Kiedy zostanie zniszczony przez efekt, mogę Specjalnie Przyzwać z mojej talii kart Uśmiechniętego Anioła, który wywróci dług Marco do góry nogami!" zadeklarował Jack, kiedy na polu pojawiła się nastolatka ze skrzydłami i różowej spódniczce (4) (ATK: 1800/DEF: 300).

"O nie! 1800 punktów Ataku?!"

"O tak, Piero. A to wystarczy, by cię pozbyć!" krzyknął Jack Atlas, kiedy Uśmiechnięty Anioł uwolnił salwę serc, które uderzały w Don Piero niczym pociski. W końcu szef mafii upadł na ziemię, a jego peruka spadła obok niego.

Jack Atlas: 1000 LP

Don Piero: 0 LP


"O tak! Jackie wygrał!" krzyknęła Carly, ściskając Marco.

"Piero!" zawołali poplecznicy, podchodząc do niego.

"To niemożliwe. Żebym ja przegrał?" rzucił Don Piero.

"Straciłeś coś więcej, niż pojedynek. Umowa to umowa, więc natychmiast dawaj mi te kontrakty" zażądał Jack.

"Wiejemy stąd, panowie!" rozkazał szef mafii i po chwili on i jego sługusi dali nogę za pas, jednak Iris błyskawicznym ruchem wystrzeliła z dłoni złoty łańcuch, który spętał ich niczym bydło.

"Może będziecie mieli trochę czasu, by przemyśleć swoje decyzje w Placówce." zasugerowała Iris.

"A-ale jak ty..."

"Świat jest pełen niespodzianek." odpowiedziała dziewczyna. Don Piero jęknął żałośnie. Był już skończony.


Później w Poppo Time...

Yusei i ekipa spoglądała jak Jack rozrywa na strzępy fałszywe kontrakty, tym samym uwalniając Marco od długu.

"Proszę bardzo. Teraz nie musisz się martwić, że będziesz mieć długi." odpowiedział Jack.

"Wielkie dzięki, Jack." podziękował Marco.

"Nie dziękuj mnie, tylko swoim kartom." zaprzeczył Jack, oddając chłopcu talię kart. "By być szczerym, podsłuchałem twoje życzenie. Po tym wiedziałem, że masz dużo na głowie. Pomoc rodzinie, zarabianie na lekarstwa dla chorej matki... a także wiem że twoim marzeniem jest zostać Graczem. Powinieneś podążać za swoimi marzeniami, bo tylko wtedy będą ciebie dumni."

"Tak myślisz?"

"Jack zawsze ma rację, Marco." odpowiedziała Iris. "Powinieneś wiedzieć, że pracując sam zdziałasz niewiele. I tu właśnie przyjaciele przychodzą, by ci pomóc. Więc nie myśl inaczej, jak dam ci część swojej fortuny. Ty i twoja rodzina zasłużyliście na lepsze życie, niż pobyt w starym bloku mieszkalnym, Marco." zasugerowała Iris, wręczając młodemu pakiet banknotów.

"No... szlifuj swoje umiejętności, a może pewnego dnia spotkamy się na polu." odparł Jack.

"Dzięki, Jack. Dziękuję, Iris." odpowiedział Marco, patrząc na swoje karty. Yusei, Crow, Toru i Carly się uśmiechnęli.

"Wygląda na to, że się jednak myliłem co do Jacka. Facet naprawdę pomaga innym, jeśli jest paskudnie." oznajmił Crow.

"Racja." przytaknął Yusei.


Jack westchnął, wychodząc z kawiarni. Pomimo tego, jak wiele zrobił dla Marco, wciąż pozostał problem znalezienia pracy. Tym razem wybór padł na kawiarnię naprzeciwko Poppo Time. Ale jak to bywało z Jackiem, jego ego znowu wpędziło go w kłopoty, tym razem przypadkowo rozbijając zestaw talerzy. Choć tym razem to nie właściciel zwolnił Jacka, a on sam.

"Poważnie? Nie musisz mnie zwalniać, ponieważ sam odchodzę!" powiedział Jack wychodząc z kawiarni, nawet nie zważając na prośby Stephanie. "Ci ludzie są szaleni. Nawet mi nie podziękował."

"I pomyśleć, że odszedł z roboty tylko z powodu rozbitych talerzy?" zastanawiała się kelnerka, po czym westchnęła. "Ech... może powinnam pozwolić Carly zatrzymać cię..." Przyglądający się temu sklepu zegarowego Crow nie mógł uwierzyć.

"O chłopie... coś czuję, że tej nocy będę musiał zasuwać podwójnie." mruknął Crow.

"Oto nasz Jack." dodał Yusei. "Chociaż nie wierzę, że to mówię, ale wolę naszego zwyczajnego Jacka, niż pracującego Jacka."

"No, na to wygląda..."

"Hej, Yusei!" zawołała Iris, biegnąc do nich.

"Cześć, Iris." przywitał się Yusei. "O co chodzi?"

"Tak się składa, że właśnie wraz z Toru zakupiliśmy nowe lokum."

"Co? Wynajęliście nowe mieszkanie?" zdziwił się Crow.

"No. Oficer Trudge wyjaśnił, mi że Don Piero był na czarnej liście i to jednym z najbardziej poszukiwanych." wyjaśniła Iris. "W podzięce za pomoc, Sektor Ochrony postanowił wybudować nowy dom dla mnie i Toru."

"Co?!" krzyknął Crow. "Ja tu urabiałem po łokcie, żyjąc w piwnicy pod sklepem zegarowym, a ty zwyczajnie otrzymałaś luksusowy apartament?!"

"Eheheh... to może ja już stąd zniknę." odpowiedziała Iris, kiedy StarDynamo pojawił się przy niej. Szybko wskoczyła na Ścigacz i z piskiem opon odjechała.

"O nie! Nie uciekniesz mi! Wracaj no, Iris!" krzyknął Crow, dosiadając swojego Ścigacza i ruszając w pogoń za dziewczyną. Yusei westchnął.


Tymczasem w innej części miasta...

"No dobra, o co chodzi?" zapytał się Linehalt. Raczej nie był specjalnie zadowolony, kiedy się dowiedział że Arf i bliźniaczki Liese zwołały spotkanie.

"Mam tylko nadzieję, że to nie znowu o związkach miłosnych." dodała Teana.

"No... właśnie dlatego chcieliśmy z wami porozmawiać." przyznała się Lotte.

"Mogłam się domyślić!" rzuciła Vita, po czym się odwróciła.

"Nie, nie, czekaj! Mówię poważnie! Chcemy przekonać Yuseia, by się bardziej zaznajomił z naszą przyjaciółką!" wypaliła Arf.

"Ech..." Signum westchnęła, po czym zaczęła myśleć. "Wiem jedno: Iris nigdy się nie przyzna przed Yuseiem, że go kocha."

"Ale gdybyśmy mogły im pomóc, może wtedy ona i Yusei-"

"Ty chyba żartujesz!" rzuciła Teana.

"A ty i Subaru? Wy często ze sobą śpicie!" skontrowała Aria. Teana się zarumieniła, próbując znaleźć wymówkę.

"No.. t-tak... przyjaźnimy się, to na pewno, ale... żebyśmy się kochały... przecież żadna z nas nie ma tego, jak to faceci mają... no wiesz, czego mam na myśli..."

"Ale musimy ich jakoś rozkochać w sobie! Tylko w ten sposób Iris się nie dowie, że jej matka wcale nie umarła!" powiedziała Lotte. To wystarczyło, by ostrze Signum znalazło się kilka milimetrów od gardła kocicy.

"Nawet... o tym... nie... wspominaj." ostrzegła Signum. "Wiesz, w jaki sposób Iris by zareagowała na wieść trzymamy przed nią tą tajemnicę? Gdyby się dowiedziała, że matka jest więźniem tych "Trzech Cesarzy"... nigdy by nam nie wybaczyła..."

"Przepraszam, Signum... ale... po tym, co się stało podczas walki z Meklordem... nie chciałam, by czuła się zdruzgotana..." wyjaśniła Arf, kiedy poczuła na swoim ramieniu dłoń Nanohy.

"Wszyscy jesteśmy wplątani w tą sprawę. Może lepiej będzie, jak będziemy działać według planu Arf."

"Ty chyba nie mówisz poważnie. Jestem wojownikiem, nie profesorem miłości!" zaprzeczył Linehalt.

"Z tego, co pamiętam, ty przysiągłeś lojalność wobec niej, tak?" zauważył Erio.

"Tak. I co z tego?"

"To oznacza, że zrobisz dla niej dosłownie 'wszystko'." wyjaśnił Erio.

"No.. ale przecież... ech... no dobra, postaram się jakoś." westchnął z rezygnacją rycerz. Po chwili grupa magów i demona się rozeszła, chociaż nikt nie miał nawet czasu, by zauważyć portal, który się pojawił, ani nawet osoby, która z niego wyszła.

"Hmm... czas, bym wypuścił zwierzynę na polowanie." oznajmił Primo, spoglądając na zdjęcie Iris. "Jak tylko dostanę ją w swoje ręce, w końcu Wielki Projekt zostanie ukończony..."


Alright, another chapter released! So... review, guys ^^.