Rozdział 20 – Powrót do Crash Town! Nieoczekiwany gracz Piekielnych!
Hello, 5D's fans. Yep, you heard that. This is a last arc of my first part about Iris' adventures. Hey, don't fall in sadness, guys. Remember; this is a first part. So will be a next part of Yu-Gi-Oh! 5D's. In previous episode Iris lost a piece of memory, and now she return to Crash Town in order to cleaning her own mind. Besides, in Crash Town arc, to StrikerS and Linehalt team will join another girl: our hot-blooded and fierce Ryuko Matoi. But please, don't expecting I'll do that arc so fast... or thinking about exchange of views in "Kill la Kill" style. But I may promise I'll end that arc maybe before a New Year.
Disclaimer: I do not own Yu-Gi-Oh! 5D's, the cards, or the Magical Girl Lyrical Nanoha StrikerS/Bakugan and their abilities, and Kill la Kill.
Kiedy człowiekowi wydaje się, że wie wszystko, powinien być ostrożny... bowiem jeden mały błąd może słono kosztować. Zarówno fizycznie jak i mentalnie. Kiedy człowiek czuje, że w jednej chwili traci wszystko lub też odkrył coś strasznego, ma zwyczaj pakowania się, po czym ruszyć swoją drogą, by przemyśleć sprawy. Metoda "chwila na osobności" nigdy nie zawodziła. I właśnie z tego powodu Iris Luster jechała przez pustynię na swoim StarDynamo: by zebrać myśli. Kilka dni temu nasza srebrno-włosa dziewczyna, która jest w rzeczywistości Cyborgiem Bojowym (połączeniem żywego organizmu i mechanicznych części, ale w tajemnicy stworzonym do walki) pochodzącym z wymiaru Mid-Childa, stoczyła dość brutalny Turbo-Pojedynek z tajemniczym Cesarzem Yliaster, Primo, który chciał uczynić z niej swoją cesarzową. Oczywiście, nie obyło się bez zniszczeń, świeżo zrobionych ran, czy też docinków. Ale nic nie mogło się równać z zaskakującymi wnioskami z tego pojedynku.
Iris Luster posiadała tajemniczą siłę, zwaną "Zakazaną Mocą". Wedle Primo, ta moc mogła robić o wiele więcej, niż uzyskiwać dla Iris zdolność generowana łańcuchów energii, czy też materializacji potworów: mogła też wpłynąć na wszechświat, zatrzymywać czas... coś, czego żaden śmiertelnik nie był w stanie zrobić... chyba, że jest obdarzony tajemniczymi zdolnościami. Początkowo srebrno-włosa dziewczyna była zrozpaczona tym wnioskiem, lecz dzięki wsparciu jeszcze nie znalezionej Fate Testarossy, Iris była w stanie osiągnąć Kontrolę Chaosu i uzyskać dla Nanohy Chaotyczną Formę: Formę Exeliusa. Jednak moce Szkarłatnego Smoka oraz umiejętności IS sprawiły, że nie tylko walka zakończyła się bez wyłonienia zwycięzcy, ale też wpłynęły na Iris, usuwając część jej pamięci, głównie o Mid-Childa i to, że z niej pochodzi.
Dręczona świadomością poziomu Zakazanej Mocy, Iris zamknęła się w sobie przez kilka dni. Jej przyjaciele próbowali z nią porozmawiać, lecz niestety, bezskutecznie. Jednak jedyną osobą, która była w stanie do niej dotrzeć, była właśnie Nanoha, jej atutowy potwór, a zarazem matka Iris. Mając na uwadze świadomość, że może stracić kontrolę nad swoimi mocami, Iris postanowiła na jakiś czas wyjechać z Nowego Miasta Domino, choć po części kierując się radą od nieżyjącego ojca Yuseia, doktora Fudo. Sądził on, że jej moce mogą ściągnąć kłopoty na Nowe Miasto Domino. Na początku Iris chciała temu zapobiec, ale potem musiała się z tym pogodzić. Jednak nie tylko ta moc była przyczyną, dla której dziewczyna wyjechała z miasta.
Otrzymała wiadomość, która tak naprawdę była skierowana do Yuseia.
"Może źle to robię... ale nie chcę narażać Yuseia na niebezpieczeństwo ze względu na moje zdolności..." pomyślała Iris, powracając wspomnieniami do tamtego dnia, kiedy dowiedziała się o wiadomości.
Wspomnienia
Iris była wraz z Jackiem i Crowem w Poppo Time. Obecnie naprawiała swój StarDynamo z pomocą Jacka i Crowa, kiedy nagle wszedł Bruno.
"Yusei, mam list do ciebie." odrzekł Bruno.
"Yuseia na razie nie ma, Bruno." odpowiedziała Iris. "Kto go wysłał?"
"No... niejaka "Barb"."
"Barb? Nic mi to nie mówi..." odpowiedziała Iris, biorąc list. "Ciekawe, co pisze..."
"Co tam jest napisane?" zapytał Crow.
"Spokojnie, Crow, już czytam." uspokoiła go Iris, spoglądając na list. "Drogi Yusei'u, piszę ten list, ponieważ wiem o twojej przyjaźni z Nim. Chcę, byś Go zabrał z Crash Town. Jeżeli nic się nie zmieni, może się spotkać ze swoim końcem. Ty i tylko ty możesz Go ocalić. Barb."
"Kim jest ten cały "On"?" zastanawiał się Jack. "Jakoś nie przypominam, by Yusei miał tam kogoś znajomego."
"No... po za mną i Toru..." pomyślała Iris, kiedy Bruno do niej podszedł. "Huh?"
"Iris... jest też list do ciebie... ale nie potrafię go rozszyfrować." odpowiedział Bruno.
"Niech no spojrzę..." odparła srebrno-włosa dziewczyna, otwierając list, lecz na nim było zapisane jedno słowo. "¡Ayuda!?"
"Nic mi to nie mówi." przyznał się Crow.
"Co to może znaczyć?" zapytał się Jack.
"To od hiszpańskiego. Oznacza "pomocy!"." zauważyła Iris. "Chwila... te pismo... ja znam ten styl..."
"Co? Już coś rozgryzłaś?" ponaglał Crow. Odpowiedzią było włączenie Ścigacza Walk Iris, która nałożyła swój hełm. "Hej! Co ty robisz?"
"Nie podoba mi się to." mruknęła Iris. "Co do pierwszego listu wyczuwam podstęp, ale drugiego też nie mogę zignorować. Wracam do Crash Town."
"C-Co?" powiedział z niedowierzaniem Crow.
"Wyczuwam zasadzkę, ale przede wszystkim wezwanie o pomoc. Chcę, żebyście nie informowali o tym Yuseia. Nie chcę go narażać, zwłaszcza po tym, co się stało kilka dni wstecz."
"A co się stało? I co ważne, jak mamy mu powiedzieć, że cię tutaj nie ma?" zapytał się Jack.
"Powiedzcie mu, że pojechałam, by trochę przemyśleć sytuację, trochę się rozerwać... nieważne! Byle by nie wiedział, że otrzymałam wiadomość, która była zaadresowana do niego!" rzuciła Iris, wyjeżdżając z garażu, zostawiając zaskoczonego Crowa, Jacka i Bruno.
"Nie mam pojęcia, kogo może mieć Yusei w Crash Town, ale muszę to sprawdzić..." pomyślała Iris, kiedy obok niej pojawiła się dusza Nullite.
"Wszystko w porządku, Iris-chan?" zapytała się Nullite.
"Nh.. tak, w porządku..." odpowiedziała Iris.
"Niech no zgadnę: znowu myślisz o tej przytłaczającej mocy?" odparł kolejny głos, który Iris od razu rozpoznała. W rzeczywistości była dusza, która jedyna w swoim rodzaju. Bah, można by powiedzieć, że w kwestii mocy była podobna do Iris. Była to 17-letnia dziewczyna z dość upartą i niezłomną osobowością. Miała jasną cerę i ciemne włosy, które charakteryzowały jej czerwony kosmyk. Miała na sobie typowy dla żeńskich przedstawicielek marynarski uniform, którego cechował ciemno-niebieski kolor oraz szarfa, która z lewej strony przypominał "oko". Jednak nie to nie był zwykły mundurek szkolny, a żywa istota.
"Nawet mi o tym nie przypominaj, Ryuko." odcięła się Iris, choć w głębi duszy jej nowy duch miał rację. "Nh... no tak, ale przynajmniej ty nie masz mocy, która może rozsadzić niewielkie miasto, a wręcz planetę.
"Myślisz, że tobie było lepiej? Ja zaś musiałam nosić dość skąpe ubranie za każdym razem, jak ktoś próbował mi odrąbać łeb, albo przynajmniej zrównać mnie z ziemią!" odcięła się Ryuko, że aż para wychodziła z jej uszu, zaskakując Nullite.
""Dość skąpe"? Ryuko, normalnie widać było prawie całe twoje ciało! Ale ty przynajmniej przezwyciężyłaś ten wstyd." westchnęła Iris.
"Hej, to nie moja wina. Gdybym zakrywał całe jej ciało, nie minęłaby godzina, a bym ją pożarł żywcem." rzucił Senketsu. "Pamiętaj, że jeśli Ryuko chce być żywa, musi mnie nosić podczas walki, nawet jeśli ma to oznaczać odkrycie jej wrażliwych miejsc... ale zboczeńcem nie jestem, bo nie chcę jej wypijać krwi do sucha."
"Jak ci zaraz..." warknęła Iris, mając ochotę przyłożyć Żywemu Materiałowi, jednak się powstrzymywała. Po kilku sekundach zarówno ona, jak i Ryuko zaczęli chrząkać, a po chwili śmiać się. "Hahahh! To było dobre..."
"Jakbym widziała bliźniaki..." westchnęła Signum. Po kilku godzinach jazdy Iris dotarła na urwisko, z którego było widać małe miasteczko. To właśnie tam początkowo pochodziła, i właśnie tam zaczęła swoją podróż w celu zebrania 10 magicznych kart StrikerS'ów. Widziała już swoje miejsce, Crash Town.
"Choć czuję, że opuściłam to miasto ładne kilka miesięcy temu, to czuję, jakby minęło kilka lat." powiedziała do siebie Iris, po czym spojrzała na lewo. Jej oko wychwyciło wielką górę, a u podnóża było miejsce, które wydawało się być cmentarzem. Było tam z kilkaset wbitych w ziemię pal, każde po jednym Dysku Walk westernowego rodzaju.
"Czyżby podczas naszej nieobecności ściągali ludzi do grobów hurtowo?" zastanawiała się Nullite.
"Wygląda na to, że podczas naszej nieobecności wojna między Malcomem, a Radleyem trwała w najlepsze." powiedziała Iris ponuro, kiedy nagle jej uwagę przykuł krzyk. Szybko spojrzała w kierunku źródła, by zobaczyć trzech ludzi, którzy najwidoczniej uciekali przed dwójką ludzi, którzy byli ubrani jak kowboje. "A to efekt wojny..." dodała z niesmakiem. Mogła tylko patrzeć, jak troje ludzi zostało przypartych do ściany, a dwójka ścigających ich wtedy dobrała kartę z swojego Dysku Walk.
"A to co za ludzie?" zapytała się Ryuko.
"Długo by gadać, Ryuko. Ale mogę zdradzić, że ci kowboje nie należą do dobrych." odparła Iris. Wtedy jeden ze ściganych odwrócił się i rzucił coś błyszczącego do góry, co potem wylądowało za Iris.
"Co to było?" zastanawiała się Nullite.
"Nie wiem." odpowiedziała srebrno-włosa dziewczyna, odwracając się. Jej oku ukazał się mały wisiorek z niebieskim kamieniem. "Ale widać, że musi być dla tego faceta bardzo cenne."
"Co z tym zrobimy?" zapytała się Signum, kiedy jej uwagę przykuł nowy krzyk. Cała czwórka odwróciła się, by zobaczyć jak ostatni z trójki ściganych padał na ziemię.
"Wiem, że trzeba coś zrobić z nimi." odparła Iris i zagwizdała. Dwójka ludzi odwróciła się, by zobaczyć srebrno-włosą dziewczynę spoglądającą na nich. "Co wy robicie?"
"Nie twój interes, damulko!" odciął się chudszy z dwójki ludzi, podnosząc nieprzytomne ciało. "Ci goście nawiali nam, więc musimy im się odpłacić!"
"A niby czemu?"
"Zadajesz dość dużo pytań, nieznajoma!" rzucił drugi z nich, dobrze zbudowany. "Ale widzę, że jesteś graczem! Więc albo będziesz rozsądna i się stąd wyniesiesz, albo skończysz jak oni!" Potem obydwoje zaczęli się śmiać i odeszli taszcząc ze sobą nieprzytomnych uciekinierów.
"Ten duecik zwyczajnie nas wyśmiał!" rzuciła Ryuko, wkurzona. "A podobno byłaś tam prawie szeryfem!"
"Kilka miesięcy potrafi zmienić wszystko, Ryuko." westchnęła Iris, podnosząc rzucony medalion. "I tyle było z spokoju."
Mune ni yadoru atsuki suisei wa
{The warm comet lodging in my chest}
(Muzyka zaczyna się z czarnym tłem, kiedy z wolna pojawia się karta z symbolem Kręgu Mid-Childia, która się obraca, ujawniając z drugiej strony Iris. Otwiera powoli swe srebrzyste oczy, a jej medalion zaczyna świecić.)
Hajimari no kodou e...
{Goes toward the beginning's beat...}
(Scena ukazuje ponownie Iris, tym razem na pustyni zaciskając swoją pięść i patrząc w niebo)
(Scena zmienia położenie, ukazując widok na Nowe Domino City i wtedy pojawia się napis "Yu-Gi-Oh!". Po sekundzie pojawia się błysk i pod głównym napisem pojawia się napis "Over The Nexus". Po kilku sekundach, sceneria ukazuje Iris z Toru i Lynx przy garażu, grupę Signerów (Yusei, Jack, Crow, Akiza, Leo i Luna) na głównym stadionie, oraz Vizora i Quaza stojących na szczycie drapacza chmur, przyglądających się panoramie Domino City)
"Nakusu mono wa nanimo nai" to chiisana kata wo dakishime
{"There's nothing to lose" embrace the small shoulder closely} W Nowym Domino City Iris Luster patrzy na niebo, a wiatr powiewa jej włosy. Spogląda za siebie i widzi duchy Subaru, Teany, Erio i Caro, patrzący na nią z uśmiechem. Wówczas ona się uśmiecha.
Kizutsuketeta itakutemo tsurakutemo modoranai kara…
{Even if you're hurt, even if it hurts or is unbearable, it won't come back} W Satellite Yusei spogląda w niebo, podczas gdy za nim stoją duchy Stardust Dragon, Majestic Star Dragon i Junk Warrior, choć sam nie jest świadom ich obecności.
Ima wo kaetakute muchuu de kakenuketeta
{I want to change myself after running through this trance} Iris spogląda na Nowe Domino City z góry i widzi wielu graczy pojedynkujących się na drogach. Obok niej stoi duch Nullite.
Demo, kidzukeba "Daijoubu da yo"
{But, I realize that "It will be alright"} Scena ukazuje kolejno Graczy i ich najsilniejszych potworów: Yuseia ze Stardust Dragon i Jacka z Red Dragon Archfiend, Crowa z Blackwing Armor Master i Akizę z Black Roze Dragon oraz Leo z Power Tool Dragon i Lunę z Ancient Fairy Dragon. Potem znowu pojawia się Iris z świecącym wisiorkiem, który okrywa ją białą poświatą.
Itsudemo kimi ga tonari de waratteta
{because you always laughed next to me.} Nagły błysk ukazuje Iris nagą, po czym promienie oplatają jej delikatne ciało, formując dla niej Barrier Jacket w postaci wersji Material-D, a jej włosy zmieniają kolor z srebrnego na srebrno-czarny. Chwilę po tym, Iris otwiera swoje oczy, które są teraz bichromatycznie czerwono-niebieskie. Poświata znika, ukazując Iris w zmienionej formie, po czym rusza w stronę widza.
Sora ni ochita tsurugi no shizuku ni
{What fell into the sky, into the Moon Sword's droplet,} Iris stoi sama naprzeciw Primo, Lestera i Jakoba oraz górującego nad nimi Cesarza Meklorda Wisela. Primo wydobywa miecz z kabury i wskazuje nim Iris, podczas gdy Cesarz Meklord Wisel rusza do ataku.
Mihatenu omoi wo kasanete
{were these overlapping feelings I didn't see through the end.} Niespodziewanie Teana, Subaru, Erio i Caro, w towarzystwie Chrono Harlaown, Ari Liese i Lotte Lesie wyskakują zza pleców Iris, gotowi walczyć przeciwko maszynie. Wówczas Iris otrzymuje wizję Cesarza Meklorda Skiela oraz trzeciego, innego Meklorda nasyłanych przez nieznaną istotę .
Soba ni aru yasashii ondo ni mada furerarezuita
{Next to you is a tender warmth I have yet to touch.} Podczas Turbo-Pojedynku, Vizor i Quaza dokonują "Accel Synchro" i "Chaos Synchro", przywołując na pole Tech Genus Blade Blaster oraz Galaxy Dragonoida.
Sono yokogao ni hontou ha kokoro hodokitai
{In that profile of yours, the truth unlocks my heart.} W mroku nocy, otoczona przez świetliki, Iris patrzy na gwieździste niebo, wspominając swoją matkę, której nie widziała od dawna, po czym czuje rękę na ramieniu. Lekko się odwraca i widzi uśmiechniętego Yuseia w towarzystwie Jacka i Crowa.
Boku wa shitteru kara kesshite hanarenai
{I know, I'll never let go.} Przed Iris pojawia się Szkarłatny Smok a wokół niego Stardust Dragon, Red Dragon Archfiend, Black Rose Dragon, Life Stream Dragon i Ancient Fairy Dragon. Wtedy wszystkie smoki wydają z siebie ogromny ryk, a obok Iris pojawia się duch Nullite, która się uśmiecha do Iris. Dziewczyna kiwa głową i się jednoczą.
(Muzyka gra do końca) Sceneria znów staje się czarna jak na początku, tylko tym razem ukazuje Krąg Mid-Childia, który wciąż się obraca. Na niej stoi Iris obracając się, ukazując raz swoją normalną formę, a raz formę maga. Podczas obracania pojawiają mgliste obrazy Nanohy, Hayate, Vity, Signum, Erio, Caro, Teany, Subaru i Shamal. Wtedy sceneria zmienia się raz jeszcze ukazując Nowe Domino City oddzielone świetlistą linią od Crash Town, i nagle na tle pojawia się napis "Yu-Gi-Oh!" i "Over The Nexus", kończąc sekwencję openingu.
Po niespełna połowie godziny później Iris przejechała przez główną bramę Crash Town. Jednakże gdzieniegdzie spojrzeć, wszędzie było pozamykane, choć kątem oka mogła wychwycić twarze ludzi, któzy spoglądali na nią.
"Jeny, coś tutejsza miejscówka jest milcząca, co?" zdziwiła się Ryuko, spoglądając dookoła.
"Nie tyle milcząca, co raczej martwa do zachodu słońca. Tutaj panują inne zasady, niż w Nowym Mieście Domino." rzekła Teana.
"Wierz mi. Ciężko się oswoić z tutejszą atmosferą." dodała Iris, zatrzymując się na skrzyżowaniu. Kiedy zdjęła hełm i spojrzała dookoła, słyszała tylko ciszę. "Teraz muszę znaleźć tą "Bar". Jeśli w ogóle ona istnieje." Oczywiście, w tak milczącym mieście nie otrzyma odpowiedzi szybko, to jednak jej uszy zdołały wychwycić mały chichot. "Ale za to można natrafić na kolesi, którzy lubią uważać się za tutejszych króli..."
"No proszę, proszę..." rozległ się głos za nią. Za nią stało trzech dość nieprzyjemnych typków: jeden z nich był dobrze zbudowany z wysokim czołem, chudzielec z nastroszonymi włosami oraz gość z nadwagą i łysą głową, z małym kosmykiem włosów. Całą trójkę wyróżniały te same stroje kowboi i szarfy, a także zółte znamiona, choć inne niż u Yuseia. "Kogo my tu mamy?"
"Pewnie jest albo odważna albo głupia, że przyjeżdża do tak niebezpiecznej okolicy..." dodał przysadzisty facet.
"Tak. Przygotuj się na pojedynek, albo bierz nogi za pas!" rzekł chudzielec.
"Heh.." chrząknęła Iris. "Nie mam zwyczaju wiać z podkulonym ogonem, panowie... ale też nie pojedynkuję się z amatorszczyzną."
"Łał." zagwizdała Ryuko. "Ale im powiedziała."
"Hej! Prosisz się o manto, mała?" rzucił dobrze zbudowany gość, kiedy pozostała dwójka otoczyła ją z dwóch stron.
"To jest nasze miasto, nasze zasady..." powiedział chudzielec. "Nikt, ale to nikt nie śmie do nas mówić w taki sposób."
"Doprawdy?" dziwiła się Iris, niezachwiana ich zachowaniem.
"Tak... ostatni koleś, który to powiedział, skończył pogrzebany żywcem.." warknął przysadzisty facet.
"Więc dalej. Tasuj swoje karty, albo oberwiesz, panienko." dodał dobrze zbudowany gość.
"Dobra... sami prosicie się o manto." westchnęła Iris, powoli zbliżając swoją rękę do kabury, planując dać łotrom wycisk, kiedy ktoś niespodziewanie się wtrącił. "Wystarczy!" Cała czwórka ludzi spojrzała w jedną stronę, by zobaczyć wychodzącą z bukietem kwiatów młodą kobietę. Wyglądała gdzieś na przestrzeni 30 lat, miała ciemną karnację, typową dla Hiszpanów oraz bujne, czarne włosy.
"Czy muszę wam przypominać, że pojedynki przed zachodem słońca w tym mieście są zabronione?" powiedziała kobieta. "To przeczy zasadom miasta. Nie chcę dodawać do moich planów przygotowywanie wieńca pożegnalnego." dodała po chwili, wręczając bukiet chudzielcowi, po czym podeszła do Iris. "Po za tym, czy to nie jest niehonorowe tak witać dziewczynę, która przebyła długą drogę?"
"N-no.. cóż..." jęknął chudzielec, nie wiedząc, jak zareagować. Chciał się zmierzyć ze srebrno-włosą dziewczyną, ale to, co mówiła ta kobieta, było prawdą: nierozważne posunięcie wysłało by go do kopalni." Nh... lepiej pamiętaj o naszym ostrzeżeniu, srebrno-włosa! Długo tu nie zabawisz." rzekł ostrzegająco, nim odszedł z pozostałą dwójką.
"Nie martw się, skarbie. Ci faceci nie są nawet wart funta Ścigacza, by z tobą zadzierać." powiedziała kobieta.
"Nie no, luz. Znam takich od dawna. A tak na marginesie, szukam pewnej osoby, która napisała list do Yuseia. Podobno jest w tym mieście ktoś, kto może spotkać się ze zgubą." odparła Iris, na co kobieta odwróciła się do niej. "Znasz może Barb?"
"Tak, ja jestem Barb. Ja napisałam list." odpowiedziała kobieta, zaskakując Iris.
Kilka minut później...
Iris stała na urwisku, gdzie niegdyś stała kiedy powróciła do miasta. Wraz z Barbarą mieli przed sobą niezły widok na Crash Town, szczególnie z zachodzącym słońcem. W końcu Iris zdecydowała przerwać ciszę.
"A więc jesteś Barbara... to ty wysłałaś list do Yuseia o jakimś przyjacielu tak?"
"Tak... on potrzebuje go. Ale nie wiem, czemu ty przyjechałaś, Iris." odparła Barbara.
"Jestem bliską przyjaciółką Yuseia. Na razie nie było go, kiedy otrzymałam list. Sądziłam, że to może być podstęp, i przyjechałam sprawdzić. A po za tym, ja też otrzymałam list z prośbą o pomoc."
"Rozumiem... mogłam się spodziewać po tobie." rzekła Barbara.
"Mhm... ale wciąż nie rozumiem, kim jest ten "On"? I od czego muszę go ocalić?" zapytała się Iris.
"Zapewne znasz zasady Crash Town?"
"Tak... to był niegdyś mój dom. Główną zasadą tego miasta jest to, że pojedynki są rozgrywane o zachodzie słońca. Znam zasady, jak i historię Crash Town." odpowiedziała Iris, zaskakując Barbarę. Szybko zauważyła dwie grupy, które się zbliżały do głównego skrzyżowania. Każdą z grup prowadził lider, którego pojazd różnił się drobnymi modyfikacji. Po chwili obydwoje liderów stanęło naprzeciw siebie, jakby gotowi oddać swój pierwszy i ostatni strzał.
"Tamten gość z złośliwym uśmieszkiem i czerwoną szarfą to jest Malcolm, lider Załogi Malcolma. Zaś ten z lewej i w płaszczu to Radley, głowa Bandy Radleya. Ci dwoje są z linii pierwotnych ludzi, którzy założyli to miasto z powodu rzadkiego surowca, który jest wydobywany w najbliższej górze. Dyn, surowiec, który jest cenny dla maniaków Ścigaczy Walk, stał się celem tych ludzi. Lecz potem zaczęto o niego walczyć. W końcu zadecydowano, że miasto potrzebuje reguł, by nie obróciło się w ruinę. O zachodzie słońca obydwoje wystawiają do walki swojego najlepszego gracza, często nazywanego "Wschodnim" lub "Zachodnim Pionierem". Ten, który wygra, zyskuje szacunek i może dożyć swoich dni. Jednak ten, który przegra, zostaje zabrany do góry, gdzie jest zmuszony pracować dla zwycięzców." wyjaśniła Iris.
"Łał..." powiedziała Barbara z zaskoczeniem. "Widzę, że wiesz dużo o mieście..."
"Większość słyszałam od mojego dziadka Klausa, który odszedł z tego świata.." odpowiedziała Iris.
"Klaus? Ten Klaus, którego kumpel jego kumpla był mistrzem w wydobywaniu Dynu? Normalnie zazdrościć..." powiedziała Barbara.
"Ta... ale lepiej patrzeć, kogo tym razem wystawią. I może się dowiem, kim jest ten "tajemniczy przyjaciel" Yuseia..." rzekła Iris, siadając na kamieniu i przypatrując się.
W Crash Town...
Liderzy swoich band patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, aż w końcu Malcolm przerwał ciszę. "No dobra, dżentelmeni. Czas pokazać tej Bandzie Radleya, że są zgrają amatorów!"
Wtedy siedzący na jeepie Malcolma umięśniony i wysoki na dwa metry facet zeskoczył z pojazdu i podszedł do skrzyżowania, zaciskając pięści. "No dobra, kogo mam rozgnieść jak pluskwę w tym pojedynku?" Jednak Radley nie wydawał się być zaskoczony. Wprost przeciwnie, wyglądał, jakby jego przeciwnik nie stanowił wyzwania.
"Czyli pogłoski o nim były prawdą. Ten Gigant jest wielki jak dinozaur. Będzie niezłym gościem do pracy." zadrwił Radley, jak jego ludzie wsparli go śmiechem. Gigant zacisnął zęby, wkurzony.
"A teraz czas, byś poznał swojego przeciwnika." kontynuował Radley, zwracając się w stronę zachodzącego słońca. Wówczas obydwoje liderów, jeśli nie całe miasteczko oraz Iris i Barbara usłyszało melodię, która, ze względu na dźwięk, wydawała się wydobywać z samego słońca. Wtedy ku oczom ukazała się postać grająca na harmonijce. Powoli szedł w stronę skrzyżowania, jak słońce zwiększało jego cień, przez co niektórzy mogliby sądzić, iż tajemniczy przeciwnik jest wysłańcem słońca. W miarę, jak się zbliżał, coraz wyraźniej było słychać melodię, jak i wyraźniej widać jego rysy. Miał na sobie szarą koszulkę z płaszczem, podobnym do Radleya oraz ciemne spodnie. Miał po prawej stronie twarzy również żółte znamię kryminalisty, lecz inne, jak zwykle. Całości dopełniały jasno-niebieskie włosy.
"Dziwne... Hej, czy my go przypadkiem nie spotkaliśmy wcześniej?" zapytała się Caro.
"Taa... jest w jego tajemniczej aurze coś znajomego." dodał Zafira. "Tylko nie potrafię sobie przypomnieć, co."
"Czekaj no... ten kolor... ostatnio widziałam wtedy, jak byłam w Nowym Mieście Domino kilka lat temu..." powiedziała Iris.
"Mhm... to jest ta osoba, którą trzeba ocalić przed śmiercią." wyznała Barbara. "To Kalin Kessler."
"Nh... zabawne. Wydawało mi się, że powiedziałaś "Kalin"." odpowiedziała Iris, spoglądając na kobietę. Jednak wyraz jej twarzy się nie zmienił. "Chwila... ty naprawdę..." Barbara skinęła głową. Srebrno-włosa otworzyła oczy ze zdumienia i szoku.
"To on?! Kalin Kessler? Ten "Uczynimy z Satellite prawdziwym rajem!" Kalin Kessler?!" wypaliła Vita.
"To przecież niemożliwe! Yusei powiedział nam, że Kalin zmarł kilka dni po naszym odejściu!" zaprzeczyła Signum.
"W takim razie jest d-d-duchem?!" krzyknęła Subaru. Na samą myśl poczuła, jak jej ciało zaczęło marznąć.
"Poważnie, idiotko!" rzuciła Teana. "To niemożliwe, by ktoś umarł i wrócił z zaświatów!"
"Ale... Kalin... to niemożliwe." powiedziała Iris, zdumiona. "Przecież on... Yusei.. a teraz... 'Niemożliwe... Yusei mi powiedział, że Kalin zmarł kilka dni po tym, jak wyjechałam z Satellite. Czyżby... nie... Yusei skłamał?" powiedziała w myślach Iris, wciąż patrząc na Kalina. Ten, kto w przeszłości miał wyzwolić Satellite, wyglądał teraz jakby cały czas stał na krawędzi życia i śmierci. Iris nie potrafiła pojąć, czemu Kalin żyje, i czemu Yusei nie powiedział prawdy. Jakby Turbo-Pojedynek z udziałem burzy i eksplozja stanowił najmniejszy z jej problemów!
Wracając do Crash Town, obydwoje przeciwników patrzyło na siebie, gotów wypuścić furię swoich doświadczeń. Gigant uśmiechał się złośliwie, podczas gdy twarz Kalina nie wyrażała żadnych emocji. On był gotów wyciągnąć swój Dysk z kabury, podczas gdy ręka Kalina w ogóle się nie ruszała. Przez chwilę wciąż wpatrywali się nawzajem zdeterminowanym i pozbawionym emocji wzrokiem, jak słońce powoli zbliżało się do horyzontu. A kiedy słońce dotknęło horyzontu, całe miasto rozbrzmiało, jakby styczność słońca z ziemią było świętym wydarzeniem. Jednym słowem...
"DOBIERAĆ!" wrzasnęli mieszkańcy Crash Town. Gigant właśnie sięgał po swój dysk, kiedy to Kalin z zaskakującą prędkością aktywował dysk i dobrał pięć kart. Jego prędkość była tak zadziwiająco szybka, że nawet Iris zagwizdała z zaskoczenia.
"Ten to ma wyczucie..." przyznała się Signum.
"Za wolno, Gigancie... mój ruch." powiedział Kalin z nieskrywanym spokojem. Gigant mógł tylko mruknąć pod nosem.
Kalin: 4000 LP
Gigant: 4000 LP
"Zaczyna się..." powiedziała do siebie Iris. "Choć jestem zszokowana, że Kalin żyje, to jednak zastanawia mnie, jaką talią będzie walczyć..."
"Przejdźmy do rzeczy." odezwał się Kalin, dobierając kartę. "Na początek przywołam Piekielny Miraż!" Na polu pojawiła się półprzezroczysta wersja demona, który przypominał Rdzennego Amerykana albo inaczej Indiana (1) (ATK: 0/DEF: 0). "Potem stawiam zakrytą kartę... i kończę turę."
"Piekielni... ciekawe..." powiedziała do siebie Iris.
"Znasz ten archetyp?" zapytała się Barbara.
"Tak. To ryzykowna seria kart, której główną strategią jest pozbycie się wszystkich kart z dłoni posiadacza."
"Poleganie na pustej ręce? To jak bawić się ze przeznaczeniem!" powiedziała Signum, zaskoczona.
"Po za tym Kalin grał kartami, które skupiały się na sile! Ciekawe, czemu zmienił swoją talię?" zastanawiała się Nanoha.
"Zastanawia mnie jedna rzecz, Barbaro..." powiedziała Iris. "Dlaczego Kalin przyjechał do tego miasta?"
"Tego nie wiem..." przyznała się kobieta. "Wiem tyle, że przybył do tego miejsca z własnej, nieprzymuszonej woli. Jest znany jako "ten, który poszukuje śmierci". "Słyszałam, że pojedynki tutaj to dla niego kara za to, co zrobił w przeszłości. Nie mam pojęcia, co to mogło być... ale zapewne coś strasznego..."
"No.." powiedziała Iris, zaskoczona. "To już komplikuje sprawę... czemu Yusei skłamał, mówiąc, że Kalin zmarł, a go teraz widzę? A skoro Barbara powiedziała mi, że jest tu z własnej woli, by odpokutować coś, co zrobił kiedyś..."
"Moja tura!" rzucił Gigant, ciągnąc kartę. "Przyzywam Nielegalnego Dozorcę!" Na polu pojawił się demon przypominający kowboja. Na jego plecach widniało sześć pajęczych nóg, a on sam dzierżył pistolety typowego kalibru (3) (ATK: 1300/DEF: 1300). "Heheh... patrzcie, co my mamy..." pomyślał Gigant, patrząc na swoją dłoń. "Och, to Karta Destrukcji. Używając tej karty, obydwoje musimy pozbyć się kart z rąk i dobrać tyle samo. Ale kiedy mój Nielegalny Dozorca jest na polu, jak mój przeciwnik dobierze kartę po za Fazą Ciągnięcia, mój potwór odeśle każdą dobraną w ten sposób kartę do talii, i zaserwuje przeciwnikowi 1000 punktów obrażeń..." Po chwili gracz aktywował swoją kartę. "Zagram kartą Zaklęcia, Karta Destrukcji! Teraz dzięki tej destrukcji, będziesz musiał wysłać i dobrać karty!" Jednakże nie był w stanie przewidzieć jednego. Kalin nie był na tyle głupi, by nie zareagować na tą sztuczkę.
"Nie sądzę." zaprzeczył spokojnie Kalin, aktywując pułapkę. "Aktywuję pułapkę, Pełna Salwa. Poprzez wysłanie całej mojej ręki na Cmentarz, otrzymasz 200 punktów obrażeń za każdą wysłaną w ten sposób kartę. Czyli wygląda na to, że to ty spotkasz się ze swoją destrukcją, Gigancie..." Jak zdołał wysłać swoje cztery karty, aktywowana przez niego karta-pułapka zmieniła się w cztery pociski, które uderzyły w Giganta.
Kalin: 4000 LP
Gigant: 3200 LP
Gigant zaklął pod nosem, jak wysłał swoje karty i odnowił rękę.
"A skoro efekt pułapki był pierwszy, twoje Zaklęcie nie wypaliło. W końcu obecnie jestem bez kart." rzekł Kalin.
"Ciekawe zagranie. Nie posiadając kart w dłoni, Piekielni będą w stanie wykorzystać swoje możliwości." zauważyła Nullite.
"A teraz, Gigancie, pokażę ci sztuczkę. Widzisz, kiedy nie posiadam żadnych kart w ręce, mogę uwolnić Piekielny Miraż... a w zamian przywołać dwóch Piekielnych potworów z mojego Cmentarza. Powstańcie, Piekielny Szatanie i Piekielny Niszczycielu!" rozkazał Kalin, kiedy demoniczny szaman rozpłynął się w powietrzu, a na jego miejscu pojawił się długi, niemalże szkieletowy demon z dwoma parami bursztynowych oczu z szarymi szatami (4) (ATK: 1800/DEF: 1200) oraz umięśniony, rogaty demon z szarą zbroją (6) (ATK: 2300/DEF: 1000).
"Łał, wygląda na to, że muszę przeczekać mój atak. Kończę turę." rzekł Gigant, zaskoczony strategią Kalina.
"No to moja kolej." odparł Kalin, ciągnąc kartę. "Zagram... kartą Zaklęcia, Piekielny Impuls. Za każdego Piekielnego potwora na moim polu otrzymasz 800 punktów obrażeń!" Zanim przeciwnik Kalina zauważył, został trafiony wiązką energii z karty.
Kalin: 4000 LP
Gigant: 1600 LP
"A następnie mój Piekielny Niszczyciel zaatakuje Nielegalnego Dozorcę!" kontynuował Kalin, jak rogaty demon ruszył na demonicznego kowboja, rozwalając go prawym sierpowym.
Kalin: 4000 LP
Gigant: 600 LP
"A kiedy Piekielny Niszczyciel niszczy potwora poprzez walkę, podczas gdy ja nie mam żadnych kart w ręce, otrzymujesz 1600 punktów obrażeń." dokończył Kalin.
"To nie fair... przetrwałem ledwie jedną turę!" rzucił Gigant, zdruzgotany jak jego Punkty Życia spadły.
Kalin: 4000 LP
Gigant: 0 LP
Wtedy wszystkie potwory na polu znikły, a dyski zostały zdezaktywowane. Pokonany Gigant odwrócił się, by zobaczyć powóz z dobrze zbudowanym kowbojem trzymający lasso w gotowości i z małym facetem z złośliwym uśmieszkiem. Gigant nie tracił czasu i od razu chciał uciec, lecz i tak został schwytany na lasso. Kowboj wrzucił go do trumny, ignorując jego błagania, a kierowca ruszył konie, wożąc kolejną ofiarę w stronę góry.
"No... niezły show." powiedziała Ryuko.
"Dobrze, że my nie jesteśmy zmuszane do walk." westchnęła Shamal.
"To koniec. Gigant został wysłany w jedną stronę do góry, gdzie będzie ciężko pracować dla grupy Radleya." powiedziała Barbara, jak słońce powoli znikało za horyzontem, a w Crash Town rozległy się krzyki radości grupy Radleya.
"Nie rozumiem jednej rzeczy..." rzekła Iris, spoglądając na Kalina. "Skoro Kalin przybył do tego miasta, by się ukarać, dlaczego nie przegrywa celowo?"
"Nie wiem... dla mnie to wygląda na samobójstwo z powolną śmiercią." odpowiedziała Barbara. "Chciał wykorzystać to miasto i tutejsze zasady, by zakończyć swój żywot."
"Kalin..." powiedziała z niepokojem Iris. Wiedziała, że nie może tu zwlekać.
W Crash Town, Radley i jego banda wciąż gwizdali w najlepsze, podczas gdy Malcolm patrzył na nich, wkurzony. Był już tak wkurzony przegranymi, że wydawało się, iż może wybuchnąć.
"Dobra robota, Kalin. Ten Gigant nie miał zbyt dobrych umiejętności pojedynkowania, ale zapewne radzi sobie z narzędziami. Ile to już wygranych? Nie pomyślę... pięćdziesiąt z rzędu?" zadrwił Radley poklepując Kalina po ramieniu. Malcolm w końcu nie wytrzymał.
"Niech cię licho porwie, Raldey, ty mały szczurze!" wypalił Malcolm. "Z pewnością znajdę takiego gracza, który zmiażdży ciebie i ten twój śmieszny gang!"
"Proszę bardzo... przydadzą mi się sprawni robotnicy." zadrwił Radley, wracając na swój motocykl.
"Eh... zmywajmy się stąd, zanim mnie trafi szlag." zaklął Malcolm wskakując na swój pojazd. Kiedy obydwie grupy były już daleko, Kalin zaczął myśleć nad swoim życiem. Jednak jego myśli przerwało wołanie. "Kalin!" Gracz Piekielnych zatrzymał się i spojrzał za siebie. Ku jego oczom ukazał się wizerunek młodej dziewczyny o srebrnych włosach.
"To ja! Iris!" zawołała Iris, przez co Kalin rozszerzył oczy ze zdumienia. "Chcę z tobą porozmawiać!"
"Iris..." powiedział Kalin. "Przepraszam..." To było jedyne słowa, jakie srebrno-włosa dziewczyna usłyszała, kiedy jej dawny przyjaciel odjechał, by dogonić gang Radleya.
"Kalin! Poczekaj! Chcę ci pomóc!" wołała Iris, lecz bez rezultatu.
"Puść go." nalegała Barbara. "Nie wiem, jakie kontakty z nim miałaś, ale gdybym była na twoim miejscu... puściłabym go, bowiem to jest dla niego najlepsze rozwiązanie."
Iris spojrzała na horyzont, a potem w stronę, w którą Kalin się oddalił. Jej nieobecność w Crash Town spowodowała sporo zmian. Pojedynki stały się bardziej zażarte, a do góry wysyłali coraz więcej ludzi. Srebrno-włosa dziewczyna poprzysięgła sobie w młodości, że kiedyś wyzwoli to miasto. Ale bieg czasu sprawił, że to zadanie było niewykonalne. Wiedziała już tylko jedno: żeby wyzwolić miasto i ocalić Kalina, będzie zmuszona nagiąć własną zasadę. Ale najpierw musiała ruszyć do adresata drugiego listu.
Po kilku minutach Iris dotarła do kryjówki, która w przeszłości stanowiła pewien azyl dla niej. Lecz i tym razem się zmieniło. To, co wyglądało na rozwalony szalet, teraz wyglądało jak typowy dom. Chcąc nie chcąc, otworzyła drzwi. "Hej! Nico! West! Jesteście tutaj?" wołała Iris. "Spokojnie! To ja! Iris!" to wystarczyło, by wywabić dwójkę jej przyjaciół zza ściany.
"Iris? To ty?" zapytała się Nico. "Iris!" krzyknęła dziewczyna, biegnąc do Iris.
"Iris jest tu?" zdziwił się West, by potem ją zobaczyć. Iris! Kopę lat!"
"Hej! Jak się macie, smyki?" powitała Iris, obejmując ich. "Widzę, że trochę się tu zmieniło."
"Tak. Ciężko pracowaliśmy, by trochę uporządkować to miejsce." powiedział West z dumą.
"To widać..." powiedziała Iris, po czym zmieniła swoją twarz na poważną. "Chcę o czymś z wami porozmawiać."
Po kilku minutach...
"Sergio nie wrócił?" zdziwiła się Iris. West pokiwała głową.
"Mhm. To już kilka dni, odkąd ostatni raz go widzieliśmy." powiedziała Nico. "Nie wiemy, co się z nim stało..."
"Racja. Zastanawialiśmy, czy przypadkiem nie wyjechał, ale okazało się, że nie... właśnie dlatego napisałem list do ciebie, Iris!" wypalił West.
"Nh..." Iris nie była na to odpowiedzieć. Przyjechała do Crash Town, by zebrać myśli po nawalonej próbie Kontroli Chaosu, potem się dowiedziała, że jej dawny przyjaciel Kalin wciąż żyje, a teraz dowiaduje się że ojciec Nico i Westa przepadł jak kamień w wodę.
"West! Nie musiałeś jej to mówić!" skarciła Nico. "Dobrze wiesz, że ona nie jest w stanie go ocalić, nawet ze swoimi mocami!"
"Nie, nie, Nico. Nie musiałaś..." uspokoiła ją Iris. Od razu do jej głowy wpadł pomysł użycia Zakazanej Mocy. Gdyby mogła się skoncentrować, z pewnością wykorzystała tą moc do cofnięcia się w czasie, by ocalić Sergio, albo przynajmniej się dowiedzieć, gdzie był ostatnio. Lecz szybko odrzuciła ten pomysł, by ostatni numer sprawił, że na chwilę wokół niej czas zamarzł. Zdała sobie sprawę, że został jeszcze jeden pomysł. To, czy jej się to uda, zależeć będzie od odpowiednich wymagań. "Nico... gdzie ostatnio Sergio był?"
"Nh... rozmawiał akurat z Malcolmem, chcąc go przemówić do rozsądku." przyznała się Nico, zwieszając głowę.
"Mhm... no to będę musiała zamienić słówko z Malcolmem. Nawet, jeśli będzie to oznaczać nagięcie mojej reguły."
"Że co?!" spytali się Nico i West, zaskoczeni.
Tymczasem w posiadłości Malcolma kolejny kowboj musiał uniknąć rzutu butelką Malcolma. To raczej nie był kaprys. Ich lider był wkurzony, że Radley wygrał kolejny raz, i do tego go upokorzył. "Niech go licho kopnie! Ten Radley wygrywa jak na loterii, odkąd ten Kalin się zjawił. A im bardziej wygrywa... tym bardziej mnie to boli!" rzucił Malcolm na cały dziedziniec, rzucając kolejną butelką, która miała szczęście, zderzając się z pechowym człowiekiem. "Gdyby mój młodszy braciszek Lawton się tu pojawił, z pewnością rozwaliłby tego Kalina... i to jednym atakiem!"
"Interesuje cię druga opinia?" odpowiedział kobiecy głos. Malcolm i reszta grupy odwróciła się, by ujrzeć tajemniczego człowieka. Miała na sobie ciemne poncho ze znakiem kręgu Belkan, a także kapelusz z szerokim rondem. Szczególnie charakteryzowały jej srebrne włosy.
"Chwila, to przecież ta dziewczyna!" zauważył chudzielec, rozpoznając ją.
"Z tego miasta!" dodał przysadzisty facet.
"Zgadza się... chcesz mnie wynająć?" zapytała nonszalancko Iris, ukazując swój westernowy Dysk Walki z kaburze. Trójka łotrów, na których napotkała wcześniej stanęło do niej murem.
"Hahaha!" zaśmiał się Malcolm, jakby dziewczyna z niego żartowała. "Widać, że masz charakter. Ale by się dać wynająć, trzeba mieć umiejętności... w pojedynku."
"Nie ma sprawy." odparła Iris, zręcznym ruchem wyciągając pistolet i zmieniając go w Dysk Walk, w wyniku czego zaskoczyła Malcolma. "Zrównam z ziemią całą waszą trójkę!"
"Tryb Bitwy Generalnej, co?" chrząknął chudzielec. "Nie ma sprawy. Damy ci pierwszą kolejkę!"
"Luz..." odparła Iris, dobierając 5 kart. "Niech się zacznie gra (I)!"
Iris: 4000 LP
Łobuz 1: 4000 LP
Łobuz 2: 4000 LP
Łobuz 3: 4000 LP
"Panie przodem!" rzekła Iris, dobierając kartę. "Na początek przywołam Magicznego Zmieniacza w trybie ataku!" Wówczas na jej polu pojawił się młodsza wersja Mrocznego Maga, który wyglądał na magicznego studenta (2) (ATK: 800/DEF: 400). "Następnie stawiam zakrytą kartę i kończę turę."
"Czyli wygląda na to, że ja będę kontynuował ten show." odparł chudzielec, dobierając kartę. "Myślę, że Miotacz Fuzyjnego Promienia jest dobry, by się znaleźć na polu!" Na polu pojawił się przypominająca meksykanina lalka, dzierżąca strzelbę (4) (ATK: 1600/DEF: 800). Masz szczęście, bo zasady Bitwy Generalnej mówią, że nie można atakować podczas swojej pierwszej tury. Więc na tym koniec mojej."
"Teraz mój ruch." zadeklarował dobrze zbudowany facet, uśmiechając się złowieszczo. "Ja też dołączę do walki mój Miotacz Fuzyjnego Promienia!" dodał, kiedy na polu pojawił drugi meksykanin (4) (ATK: 1600/DEF: 800).
"Ostrzał!" rzucił chudzielec, jak jego pierwszy meksykanin wystrzelił w Iris czerwony promień.
"NGH!" jęknęła Iris.
Iris: 3200 LP
Łobuz 1: 4000 LP
Łobuz 2: 4000 LP
Łobuz 3: 4000 LP
"Och, wybacz, zapomniałem ci powiedzieć." zadrwił chudzielec. "Kiedy Miotacz jest w trybie ataku, a kolejny wkracza na pole, otrzymujesz 800 punktów obrażeń."
"To chyba tyle ode mnie." westchnął umięśniony facet.
"No to moja kolej!" rzucił przysadzisty gość.
"Niech no zgadnę. Kolejny gostek z strzelbą?" westchnęła Iris, zirytowana.
"Bingo! Trafiłaś! Zobaczmy, co otrzymasz!" zadrwił przysadzisty gość, przywołując kolejnego meksykanina ze strzelbą (4) (ATK: 1600/DEF: 800).
"Ostrzał!" rozkazali chudzielec i umięśniony facet. Nie minęła chwila, a dwoje potworów wystrzeliło w Iris promienie.
Iris: 1600 LP
Łobuz 1: 4000 LP
Łobuz 2: 4000 LP
Łobuz 3: 4000 LP
"To koniec mojej kolejki." dokończył przysadzisty gość.
"To co?" zadrwił chudzielec.
"Poddajesz się?" uśmiechnął się umięśniony.
"Bo mamy więcej amunicji!" dołączył przysadzisty. Jednak Iris spojrzała na nich, lecz nie zauważyli, że ani trochę ją to nie rusza. Przeciwnie, wyglądała, jakby te ataki nic jej nie zrobiły!
"...niezłe przedstawienie. Teraz moja kolej na show!" rzuciła Iris, dobierając kartę. Musiała wygrać, gdyż od tego zależało, czy uwolni Kalina i ojca swoich przyjaciół.
Wspomnienia
"Mhm... no to będę musiała zamienić słówko z Malcolmem. Nawet, jeśli będzie to oznaczać nagięcie mojej reguły."
"Że co?!" spytali się Nico i West, zaskoczeni.
"Dobrze słyszeliście. Zamierzam wejść w szeregi Malcolma." powiedziała Iris.
"Oszalałaś? A co z twoim credo? "Za nic w świecie nie dołączę do którejkolwiek ze stron"?" zapytał się West.
"Wiem, że to wbrew moim regułom... ale wygląda na to, że to jedyne rozwiązanie. Jeśli uda mi się zyskać zaufanie Malcolma, może dowiem się, gdzie jest Sergio." wyjaśniła Iris.
"Iris..." powiedziała Nico, lekko się bojąc.
"Nie martwcie się... ze mną nie pójdzie im tak łatwo. Obiecuję..."
"Jeśli chcę wypełnić swoją misję, muszę się pozbyć przeszkód!" pomyślała Iris. "Z mojej dłoni przywołuję tunera, Yuuno Scryę w trybie obrony!" wtedy na jej polu pojawił się młody mag w starożytnych szatach (4) (ATK: 1400/DEF: 850). "Kiedy Yuuno jest w trybie obrony, mogę przywołać Maga o poziomie niższym, niż 4, z mojej Talii. Przybądź na pole, Hitta, Czarodziejko Ognia!" kontynuowała Iris, kiedy na polu obok młodego maga pojawiła się nastoletnia dziewczyna o czerwonych włosach, a koło niej siedziało lisio-podobne stworzenie (3) (ATK: 500/DEF: 1500). "Teraz tunuję Yuuno Scryę poziomu 4 z Hiitą poziomu 3 w celu Synchro-Przyzwania nieustraszonej dziewczyny, której ostrze jest w stanie przeciąć każdy materiał na świecie!" Młody mag zmienił się w cztery zielone pierścienie, podczas gdy czerwono-włosa dziewczyna w trzy gwiazdy w linii prostej. "Ryuko, oto twój debiut!"
"Już nie mogłam się doczekać, Iris! Zróbmy z tymi klaunami porządek, Senketsu!" odparła Ryuko, aktywując rękawicę, która zaczęła działać. Jak kolumna światła opadła na Ryuko, jej marynarski mundurek niespodziewanie ożył i zaczął przybierać inną formę. Po chwili kolumna światła znikła ukazując Ryuko w odkrywającą brzuch i plecy dwuczęściowej zbroi. Górna część była pancerzem z wydłużonym okiem po lewej stronie i wydłużoną zmodyfikowaną przepaską po prawej. Sięgała połowy biustu wzwyż oraz zakrywa szyję. Ma długi, przylegający rękaw połączony z rękawiczkami z czerwonym spodem. Na nadgarstkach ma sześcienne bransolety. Góra była połączona z dołem dwoma, usytuowanymi równolegle czerwonymi szelkami z przodu i jedną z tyłu. Dół tworzyła bardzo krótka spódniczka z kolcami, a obuwie wysoko sięgające buty na wysokim obcasie po dwa czerwone paski na jeden.
"Oto mój Synchro-Potwór, Zsynchronizowane Senktesu, Ryuko Matoi!" rzuciła Iris, jak Ryuko przyjęła postawę bojową (7) (ATK: 2800/DEF: 400).
"C-co, do diabli?!" krzyknął przysadzisty.
"O-Ona jest półnaga!" zauważył chudzielec, śmiejąc się.
"Ma ktoś zatyczki do nosa? Bo czuję, jakby się zanosiło na deszcz krwi!" huknął umięśniony facet, próbując się powstrzymywać od śmiechu.
"Jak oni... Iris, pozwól mi im wymierzyć ostrą sprawiedliwość!" rzuciła Ryuko, że aż para poszła z jej nozdrzy i uszu.
"Eheheh... dobra, Ryuko." odparła Iris, zaniepokojona. "Teraz aktywuję efekt Magicznego Zmieniacza! Kiedy Synchro-Potwór się pojawia na polu, mogę zmienić jednego potwora na polu z trybu Ataku na tryb Obrony!" Mały mag wymierzył dużym jak na niego berłem w Miotacz Fuzyjnego Promienia przysadzistego faceta i wystrzelił płomień w jego kierunku, przez co meksykanin musiał opuścić dłoń i zaczął bez przerwy dmuchać w swoje poparzone ręce, przyjmując postawę obronną. "Następnie wyposażam Ryuko w kartę Zaklęcia, "Złom Zaporowy"!" kontynuowała Iris, kiedy "wentylacja" na plecach dziewczyny zaczęła ziać ogniem. "Ryuko ma specjalną zdolność, która na początku Fazy Bitewnej pozwala jej podnieść atak o 1000 punktów, jeśli wykorzystałam kartę Zaklęcia!" (Zsynchronizowane Senketsu, Ryuko Matoi - ATK: 2800-3800).
"C-Co? 3800 punktów?" powiedział chudzielec, zaskoczony. Zaczął myśleć, że kpienie z stroju potwora było kolosalnym błędem.
"To nie wszystko! Ryuko nie lubi być bez broni, więc Karta Zaklęcia, Ostrze Nożyc, zwiększy jej siłę o kolejne 1000 punktów i da jej bardziej niebezpieczny wygląd!" oznajmiła Iris, kiedy w dłoni dziewczyny pojawiło się czerwone ostrze, które wyglądało jak ogromna połowa nożyczek (ATK: 3800-4800).
"YEE-HAH! Dalej, Iris! Aż mnie rwie do walki!" zawołała Ryuko, przyjmując postawę bojową.
"Z przyjemnością, Ryuko. A co do was..." rzekła srebrno-włosa Signerka Ciała, patrząc na swoich przeciwników. "...wasza trójka ma teraz poważne kłopoty!"
"Ż-że co?" powiedzieli z przerażeniem jej przeciwnicy.
"Naprzód, Ryuko! Rozwal ich!" rzuciła Iris. Skąpo-ubrana dziewczyna nie zawahała się i jej wentylator z tyłu ruszył pełnym gazem jak rakieta.
"PRAWY PROSTY!" krzyknęła Ryuko, uderzając w Miotacz Fuzyjnego Promienia umięśnionego faceta rękojeścią Nożyc, wysyłając uderzonego meksykanina z powrotem do właściciela.
Iris: 1600 LP
Łobuz 1: 4000 LP
Łobuz 2: 0 LP
Łobuz 3: 4000 LP
Kiedy tylko pechowy przegrany upadł na ziemię pod wpływem uderzenia, Ryuko łypnęła wzrokiem przysadzistego faceta, którego meksykanin niespodziewanie przyjął postawę atakującą.
"LEWY SIERPOWY!" kontynuowała Ryuko, uderzając w drugiego meksykanina tępą stroną Nożyc, zwalając przysadzistego z nóg.
"Co, do diabli-" zdołał krzyknął przeciwnik, kiedy siła uderzenia wysłała go na pobliski stół, rozwalając go.
Iris: 1600 LP
Łobuz 1: 4000 LP
Łobuz 2: 0 LP
Łobuz 3: 0 LP
"Powiem wam..." odpowiedziała spokojnie Iris, poprawiając swój kapelusz. "Widzicie, kiedy Ryuko niszczy potwora przeciwnika, a na jego polu jest potwór w trybie Obrony, jest w stanie zmusić go do trybu ataku, po czym może go zaatakować. Wyposażona w Złom Zaporowy, jak tylko niszczy potwora w walce, dostarcza obrażenia równe połowie Ataku zniszczonego potwora. Ale, jak jeszcze dołączymy Ostrze Nożyc, Ryuko, po zniszczeniu potwora w walce, zaserwuje przeciwnikowi obrażenia równe atakowi zniszczonego potwora." Po czym zwróciła się w stronę chudzielca, który najwyraźniej zaczął żałować wyzwania. "A teraz twoja kolej... aktywuję pułapkę, Synchroniczne Przekroczenie Limitu! Jak mój Synchro-Potwór niszczy potwora w walce... jest gotów zaserwować kolejny strzał!"
"Co? To niemożliwe!" powiedział Malcolm, zdumiony. Ta niepozorna dziewczyna już miała zwycięstwo w kieszeni!
"Jest twój, Ryuko." odparła Iris.
"Przygotuj się! Oto mój... PODNIEBNY HAAAK!" wrzasnęła Ryuko, wysyłając pierwszego meksykanina w powietrze, po czym zakręciła swoim ostrzem i płynnym, szybkim ruchem machnęła nim w Miotacz Fuzyjnego Promienia, a potem w chudzielca. Nie minęła sekunda, aż obydwoje stracili swoje ubrania, ograniczając się do bielizny.
"To jakieś żarty!" zdołał powiedzieć chudzielec, nim walnął głową w ziemię, zostawiając Ryuko i Iris jako jedynych żywych na placu boju.
Iris: 1600 LP
Łobuz 1: 0 LP
Łobuz 2: 0 LP
Łobuz 3: 0 LP
Malcolm spoglądał to na swoich poległych ludzi, to na Iris, która wyłączyła swój dysk i zręcznym ruchem zawodowca obróciła go jak rewolwerem, po czym włożyła go do kabury. Ta dziewczyna była niesamowita, ale to, że potrafiła zrównać z ziemią trójkę jego najlepszych ludzi i to w jednej turze... to się nawet w jego głowie nie mieściło. "Pokonała ich wszystkich... Jedna tura i trzy zabójstwa..."
"Heh, nie mieli nawet najmniejszych szans." odparła Ryuko, uśmiechając się, po czym wróciła do duchowej formy, a jej zbroja ponownie zmieniła się w uniform.
"Rany, lepiej nie wchodzić jej w drogę..." powiedziała Vita, zmieszana.
"Ta... chyba to wystarczy, by cię zainteresować, Malcolm? A może potrzebujesz..." powiedziała Iris, ściągając swój kapelusz, ujawniając swoje srebrzyste oko. "...jeszcze jednego dowodu?"
"N-niemożliwe..." powiedział jeden z ludzi, którzy byli świadkami pojedynku.
"Nie może być!"
"To ta srebrno-włosa, która pokonała niegdyś Bronsona!"
"Iris Luster..." wypowiedział Malcolm, zszokowany.
"Nhh... ta panienka ma kopa..." mruknął umięśniony facet, wstając.
"Trzymaj swój język za zębami, idioto! Wiedz, że zostaliście pokonani przez Legendarną Srebrno-Oką!" wypalił Malcolm, podchodząc do Iris.
"C-co? Ta Legendarna Srebrno-Oka? Ta z Crash Town?" zdziwił się facet, kompletnie zaskoczony.
"No i to się nazywa dar z niebios!" powiedział Malcolm z uśmiechem.
"Eheh... dzięki, ale zaskoczyłeś mnie tym przydomkiem o Srebrno-Okiej." odparła Iris.
"Żarty sobie robisz? Te twoje czyny w przeszłości sprawiły, że stałaś się legendą!" powiedział Malcolm. "To co? Myślisz, że jesteś dobra, by pokonać Kalina?"
"Liczyłam, że to powiesz... ale cena jest wysoka."
"Doprawdy? Czyżbyś oczekiwała czegoś w zamian?" spytał się Malcolm. Iris lekko westchnęła, zakładając swój kapelusz z powrotem na głowę, po czym udała się do baru.
"Tak. Informacji o pewnym człowieku..." odpowiedziała Iris.
Ye-hah, another chapter done! I hope you read it and have a pleasures from that. To be honest, even I astonishes myself, when Iris decide break own rule. In next chapter: Duel of Legendary Silver-Eyed against Death God Kalin! So... is time to review, people!
Nazwa: Magiczny Zmieniacz
Poziom: 2
Atrybut: Mrok
Typ: Mag/Efekt
Efekt: Tak długo, jak ta karta jest odkryta na polu: raz na turę, kiedy Synchro-Potwór zostanie Synchro-Przyzwany: możesz namierzyć 1 potwora na polu; zmień jego pozycję z trybu ataku na tryb obrony.
ATK/OBR: 800/400
Nazwa: Ostrze Nożyc.
Typ: Karta Zaklęcia-Wyposażenia
Efekt: Możesz je wyposażyć tylko do karty "Zsynchronizowane Senketsu, Ryuko Matoi". Doposażony w tą kartę potwór zyskuje 1000 Punktów Ataku. Podczas Fazy Bitewnej jeśli doposażony potwór niszczy potwora poprzez walkę: zadaj przeciwnikowi obrażenia równe Atakowi zniszczonego potwora. Podczas Fazy Końcowej możesz wysłać ta kartę na Cmentarz, by przywołać 1 potwora typu Maga lub Wojownika ze Cmentarza, ale jego obrona będzie wynosiła 0.
Obraz: Ostrze Nożyc otoczone płomieniami.
Nazwa: Zsynchronizowane Senketsu, Ryuko Matoi
Poziom: 7
Atrybut: Mrok
Typ: Wojownik/Synchro/Efekt
Efekt: Na początku Fazy Bitewnej, jeśli w tej turze została wykorzystana Karta Zaklęcia, ta karta zyskuje 1000 punktów ataku. Jak niszczy kontrolowanego przez przeciwnika potwora: możesz zmienić 1 potwora przeciwnika z trybu Obrony na tryb Ataku i zaatakować jeszcze raz. Podczas Fazy Końcowej możesz poświęcić 500 punktów życia, by przywołać 1 potwora ze swojego Cmentarza.
ATK/OBR: 2800/400
I - Niech się zacznie gra! (Get your game on!)
