Rozdział 21 – Starcie o zachodzie! Kalin Kessler kontra Iris Luster!

Disclaimer: I do not own Yu-Gi-Oh! 5D's, the cards, or the Magical Girl Lyrical Nanoha StrikerS/Bakugan and their abilities, and Kill la Kill.


W poprzednim odcinku...

"Choć czuję, że opuściłam to miasto ładne kilka miesięcy temu, to czuję, jakby minęło kilka lat." powiedziała do siebie Iris, po czym spojrzała na lewo. Jej oko wychwyciło wielką górę, a u podnóża było miejsce, które wydawało się być cmentarzem. Było tam z kilkaset wbitych w ziemię pal, każde po jednym Dysku Walk westernowego rodzaju.

"Czyżby podczas naszej nieobecności ściągali ludzi do grobów hurtowo?" zastanawiała się Nullite.

"Wygląda na to, że podczas naszej nieobecności wojna między Malcomem, a Radleyem trwała w najlepsze." powiedziała Iris ponuro, kiedy nagle jej uwagę przykuł krzyk. Szybko spojrzała w kierunku źródła, by zobaczyć trzech ludzi, którzy najwidoczniej uciekali przed dwójką ludzi, którzy byli ubrani jak kowboje. "A to efekt wojny..." dodała z niesmakiem.


"Czy muszę wam przypominać, że pojedynki przed zachodem słońca w tym mieście są zabronione?" powiedziała kobieta. "To przeczy zasadom miasta. Nie chcę dodawać do moich planów przygotowywanie wieńca pożegnalnego." dodała po chwili, wręczając bukiet chudzielcowi, po czym podeszła do Iris. "Po za tym, czy to nie jest niehonorowe tak witać dziewczynę, która przebyła długą drogę?"

"N-no.. cóż..." jęknął chudzielec, nie wiedząc, jak zareagować. Chciał się zmierzyć ze srebrno-włosą dziewczyną, ale to, co mówiła ta kobieta, było prawdą: nierozważne posunięcie wysłało by go do kopalni." Nh... lepiej pamiętaj o naszym ostrzeżeniu, srebrno-włosa! Długo tu nie zabawisz." rzekł ostrzegająco, nim odszedł z pozostałą dwójką.

"Nie martw się, skarbie. Ci faceci nie są nawet wart funta Ścigacza, by z tobą zadzierać." powiedziała kobieta.

"Nie no, luz. Znam takich od dawna. A tak na marginesie, szukam pewnej osoby, która napisała list do Yuseia. Podobno jest w tym mieście ktoś, kto może spotkać się ze zgubą." odparła Iris, na co kobieta odwróciła się do niej. "Znasz może Barb?"

"Tak, ja jestem Barb. Ja napisałam list." odpowiedziała kobieta, zaskakując Iris.


"Mhm... to jest ta osoba, którą trzeba ocalić przed śmiercią." wyznała Barbara. "To Kalin Kessler."

"Nh... zabawne. Wydawało mi się, że powiedziałaś "Kalin"." odpowiedziała Iris, spoglądając na kobietę. Jednak wyraz jej twarzy się nie zmienił. "Chwila... ty naprawdę..." Barbara skinęła głową. Srebrno-włosa otworzyła oczy ze zdumienia i szoku.

"To on?! Kalin Kessler? Ten "Uczynimy z Satellite prawdziwym rajem!" Kalin Kessler?!" wypaliła Vita.

"To przecież niemożliwe! Yusei powiedział nam, że Kalin zmarł kilka dni po naszym odejściu!" zaprzeczyła Signum.

"W takim razie jest d-d-duchem?!" krzyknęła Subaru. Na samą myśl poczuła, jak jej ciało zaczęło marznąć.

"Poważnie, idiotko!" rzuciła Teana. "To niemożliwe, by ktoś umarł i wrócił z zaświatów!"

"Ale... Kalin... to niemożliwe." powiedziała Iris, zdumiona. "Przecież on... Yusei.. a teraz... 'Niemożliwe... Yusei mi powiedział, że Kalin zmarł kilka dni po tym, jak wyjechałam z Satellite. Czyżby... nie... Yusei skłamał?" powiedziała w myślach Iris, wciąż patrząc na Kalina.


"To ja! Iris!" zawołała Iris, przez co Kalin rozszerzył oczy ze zdumienia. "Chcę z tobą porozmawiać!"

"Iris..." powiedział Kalin. "Przepraszam..." To było jedyne słowa, jakie srebrno-włosa dziewczyna usłyszała, kiedy jej dawny przyjaciel odjechał, by dogonić gang Radleya.

"Kalin! Poczekaj! Chcę ci pomóc!" wołała Iris, lecz bez rezultatu.

"Puść go." nalegała Barbara. "Nie wiem, jakie kontakty z nim miałaś, ale gdybym była na twoim miejscu... puściłabym go, bowiem to jest dla niego najlepsze rozwiązanie."


"Chwila, to przecież ta dziewczyna!" zauważył chudzielec, rozpoznając ją.

"Z tego miasta!" dodał przysadzisty facet.

"Zgadza się... chcesz mnie wynająć?" zapytała nonszalancko Iris, ukazując swój westernowy Dysk Walki z kaburze. Trójka łotrów, na których napotkała wcześniej stanęło do niej murem.

"Hahaha!" zaśmiał się Malcolm, jakby dziewczyna z niego żartowała. "Widać, że masz charakter. Ale by się dać wynająć, trzeba mieć umiejętności... w pojedynku."

"PRAWY PROSTY!" krzyknęła Ryuko, uderzając w Miotacz Fuzyjnego Promienia umięśnionego faceta rękojeścią Nożyc, wysyłając uderzonego meksykanina z powrotem do właściciela.

Iris: 1600 LP
Łobuz 1: 4000 LP
Łobuz 2: 0 LP
Łobuz 3: 4000 LP

Kiedy tylko pechowy przegrany upadł na ziemię pod wpływem uderzenia, Ryuko łypnęła wzrokiem przysadzistego faceta, którego meksykanin niespodziewanie przyjął postawę atakującą.

"LEWY SIERPOWY!" kontynuowała Ryuko, uderzając w drugiego meksykanina tępą stroną Nożyc, zwalając przysadzistego z nóg.

"Co, do diabli-" zdołał krzyknął przeciwnik, kiedy siła uderzenia wysłała go na pobliski stół, rozwalając go.

Iris: 1600 LP
Łobuz 1: 4000 LP
Łobuz 2: 0 LP
Łobuz 3: 0 LP

"Co? To niemożliwe!" powiedział Malcolm, zdumiony. Ta niepozorna dziewczyna już miała zwycięstwo w kieszeni!

"Jest twój, Ryuko." odparła Iris.

"Przygotuj się! Oto mój... PODNIEBNY HAAAK!" wrzasnęła Ryuko, wysyłając pierwszego meksykanina w powietrze, po czym zakręciła swoim ostrzem i płynnym, szybkim ruchem machnęła nim w Miotacz Fuzyjnego Promienia, a potem w chudzielca. Nie minęła sekunda, aż obydwoje stracili swoje ubrania, ograniczając się do bielizny.

"To jakieś żarty!" zdołał powiedzieć chudzielec, nim walnął głową w ziemię, zostawiając Ryuko i Iris jako jedynych żywych na placu boju.

Iris: 1600 LP
Łobuz 1: 0 LP
Łobuz 2: 0 LP
Łobuz 3: 0 LP


"To co? Myślisz, że jesteś dobra, by pokonać Kalina?" zapytał się Malcolm.

"Liczyłam, że to powiesz... ale cena jest wysoka."

"Doprawdy? Czyżbyś oczekiwała czegoś w zamian?" spytał się Malcolm. Iris lekko westchnęła, zakładając swój kapelusz z powrotem na głowę, po czym udała się do baru.

"Tak. Informacji o pewnym człowieku..." odpowiedziała Iris.


Mune ni yadoru atsuki suisei wa
{The warm comet lodging in my chest}
(Muzyka zaczyna się z czarnym tłem, kiedy z wolna pojawia się karta z symbolem Kręgu Mid-Childia, która się obraca, ujawniając z drugiej strony Iris. Otwiera powoli swe srebrzyste oczy, a jej medalion zaczyna świecić.)

Hajimari no kodou e...
{Goes toward the beginning's beat...}
(Scena ukazuje ponownie Iris, tym razem na pustyni zaciskając swoją pięść i patrząc w niebo)

(Scena zmienia położenie, ukazując widok na Nowe Domino City i wtedy pojawia się napis "Yu-Gi-Oh!". Po sekundzie pojawia się błysk i pod głównym napisem pojawia się napis "Over The Nexus". Po kilku sekundach, sceneria ukazuje Iris z Toru i Lynx przy garażu, grupę Signerów (Yusei, Jack, Crow, Akiza, Leo i Luna) na głównym stadionie, oraz Vizora i Quaza stojących na szczycie drapacza chmur, przyglądających się panoramie Domino City)

"Nakusu mono wa nanimo nai" to chiisana kata wo dakishime
{"There's nothing to lose" embrace the small shoulder closely} W Nowym Domino City Iris Luster patrzy na niebo, a wiatr powiewa jej włosy. Spogląda za siebie i widzi duchy Subaru, Teany, Erio i Caro, patrzący na nią z uśmiechem. Wówczas ona się uśmiecha.
Kizutsuketeta itakutemo tsurakutemo modoranai kara…
{Even if you're hurt, even if it hurts or is unbearable, it won't come back} W Satellite Yusei spogląda w niebo, podczas gdy za nim stoją duchy Stardust Dragon, Majestic Star Dragon i Junk Warrior, choć sam nie jest świadom ich obecności.

Ima wo kaetakute muchuu de kakenuketeta
{I want to change myself after running through this trance} Iris spogląda na Nowe Domino City z góry i widzi wielu graczy pojedynkujących się na drogach. Obok niej stoi duch Nullite.

Demo, kidzukeba "Daijoubu da yo"
{But, I realize that "It will be alright"} Scena ukazuje kolejno Graczy i ich najsilniejszych potworów: Yuseia ze Stardust Dragon i Jacka z Red Dragon Archfiend, Crowa z Blackwing Armor Master i Akizę z Black Roze Dragon oraz Leo z Power Tool Dragon i Lunę z Ancient Fairy Dragon. Potem znowu pojawia się Iris z świecącym wisiorkiem, który okrywa ją białą poświatą.

Itsudemo kimi ga tonari de waratteta
{because you always laughed next to me.} Nagły błysk ukazuje Iris nagą, po czym promienie oplatają jej delikatne ciało, formując dla niej Barrier Jacket w postaci wersji Material-D, a jej włosy zmieniają kolor z srebrnego na srebrno-czarny. Chwilę po tym, Iris otwiera swoje oczy, które są teraz bichromatycznie czerwono-niebieskie. Poświata znika, ukazując Iris w zmienionej formie, po czym rusza w stronę widza.

Sora ni ochita tsurugi no shizuku ni
{What fell into the sky, into the Moon Sword's droplet,} Iris stoi sama naprzeciw Primo, Lestera i Jakoba oraz górującego nad nimi Cesarza Meklorda Wisela. Primo wydobywa miecz z kabury i wskazuje nim Iris, podczas gdy Cesarz Meklord Wisel rusza do ataku.
Mihatenu omoi wo kasanete
{were these overlapping feelings I didn't see through the end.} Niespodziewanie Teana, Subaru, Erio i Caro, w towarzystwie Chrono Harlaown, Ari Liese i Lotte Lesie wyskakują zza pleców Iris, gotowi walczyć przeciwko maszynie. Wówczas Iris otrzymuje wizję Cesarza Meklorda Skiela oraz trzeciego, innego Meklorda nasyłanych przez nieznaną istotę .
Soba ni aru yasashii ondo ni mada furerarezuita
{Next to you is a tender warmth I have yet to touch.} Podczas Turbo-Pojedynku, Vizor i Quaza dokonują "Accel Synchro" i "Chaos Synchro", przywołując na pole Tech Genus Blade Blaster oraz Galaxy Dragonoida.
Sono yokogao ni hontou ha kokoro hodokitai
{In that profile of yours, the truth unlocks my heart.} W mroku nocy, otoczona przez świetliki, Iris patrzy na gwieździste niebo, wspominając swoją matkę, której nie widziała od dawna, po czym czuje rękę na ramieniu. Lekko się odwraca i widzi uśmiechniętego Yuseia w towarzystwie Jacka i Crowa.
Boku wa shitteru kara kesshite hanarenai
{I know, I'll never let go.} Przed Iris pojawia się Szkarłatny Smok a wokół niego Stardust Dragon, Red Dragon Archfiend, Black Rose Dragon, Life Stream Dragon i Ancient Fairy Dragon. Wtedy wszystkie smoki wydają z siebie ogromny ryk, a obok Iris pojawia się duch Nullite, która się uśmiecha do Iris. Dziewczyna kiwa głową i się jednoczą.

(Muzyka gra do końca) Sceneria znów staje się czarna jak na początku, tylko tym razem ukazuje Krąg Mid-Childia, który wciąż się obraca. Na niej stoi Iris obracając się, ukazując raz swoją normalną formę, a raz formę maga. Podczas obracania pojawiają mgliste obrazy Nanohy, Hayate, Vity, Signum, Erio, Caro, Teany, Subaru i Shamal. Wtedy sceneria zmienia się raz jeszcze ukazując Nowe Domino City oddzielone świetlistą linią od Crash Town, i nagle na tle pojawia się napis "Yu-Gi-Oh!" i "Over The Nexus", kończąc sekwencję openingu.


W pewnej knajpie niedaleko Crash Town, grupa Radleya świętowała kolejne zwycięstwo. Od czasu, kiedy do zespołu dołączył tajemniczy Kalin Kessler, życie drużyny wywróciło się do góry nogami. Niegdyś przegrywali pojedynki z drużyną Malcolma, ale teraz z Kalinem w zespole, wygrywali raz za razem. A pięćdziesiąte zwycięstwo ich Wschodniego Pioniera było dla nich taką uciechą, że postanowili to uczcić.

"Nigdy się nie czułem lepiej, panowie..." rzekł Radley, popijając kolejną porcję specjału, sok z kaktusa. "Przyznaję, Kalin, że na razie jestem zadowolony z twoich zwycięstw. Niedługo poślemy cały gang Malcolma do góry. Wygraną mamy jak w banku." Jednak jego dobry nastrój prysł, jak Kalin wstał i łypnął wzrokiem na niego. Wówczas czuł, jakby jego nowy przyjaciel przebijał go włócznią i próbował wyrwać jego ducha siłą.

"Wszystko, co robię, robię dla siebie. Jutro mogę przegrać." odciął się Kalin, po czym wyszedł z knajpy, zostawiając zdziwionych kolegów.

"Robi to dla siebie? Jutro może przegrać?" powtórzył Radley. "Mógłby być trochę towarzyski..."

"Ale chyba nie żartował, że jutro może przegrać." powiedział jeden z ludzi Radleya. "W końcu pozbywa wszystkich kart z ręki, by wyeliminować przeciwnika. Dosyć przerażająca strategia, nie uważasz?"

"Ta... i to mnie niepokoi." odpowiedział Radley, pijąc sok. "Ech... czasami zastanawiam się, co mu chodzi po głowie, że ma takie nastawienie do życia."


Tymczasem gdzieś indziej, Kalin patrzył w gwiazdy, grając na swojej harmonijce. Myślami wracał do dawnych dni w Satellite. Do dni, w których udało mu się podbić cały dystrykt; do dnia, w którym jego obsesja stawała się coraz niebezpieczna... nawet do dnia, w którym został złapany. Był on dobrze znanym liderem Drużyny Satysfakcji, zespołu, którego celem było wyeliminowanie pozostałych gangów w Satellite, by uczynić z tego zaniedbanego miejsca oazą dla tych, którzy jej potrzebowali. Wracał też wspomnieniami do dnia, kiedy poznał Iris. Wtedy był niezłomnym człowiekiem, który chciał przetestować siłę tej tajemniczej dziewczyny, która, jak się okazało, bardzo silną przeciwniczką. To doświadczenie pozwoliło mu podbić całe Satellite i w głębi duszy za to dziękował tej srebrnowłosej dziewczynie, która raz go pokonała.

I to zapoczątkowało jego śmierć.

Kilka dni po jej wyjeździe, Drużynie Satysfakcji udało się podbić całe Satellite, a on sam czuł się usatysfakcjonowany. Jednakże wtedy potem wszystko zaczęło się walić. Kalin stawał się coraz bardziej zaborczy, a jego obsesja podbicia Satellite zmieniła się na rządzenie tym dystryktem. Z czasem Crow i Jack odeszli z drużyny po tym, jak ich lider bezlitośnie pokonał dzieciaka w pojedynku, a do tego zniszczył jego Dysk Walk. W końcu potem Kalin zmienił się na gorsze: po tym jak Sektor Ochrony zaczął aresztować graczy w Satellite, on wziął sprawy w swoje ręce i wysadził część bazy Sektora, przez co Yusei, jego najbardziej zaufany przyjaciel, odszedł z drużyny. To wystarczyło, by wywrócić wszystko do góry nogami. Sektor Ochrony zaczął walkę z nimi, co w efekcie doprowadziło do śmierci jednego ze członków Sektora z rąk Kalina. Yusei, chcąc ocalić Kalina i resztę, postanowił oddać się w ręce Ochrony jako domniemany przywódca. Jednak oni już schwytali Kalina. Ale kiedy on zobaczył, jak Yusei próbował przekonać oficera Sektora Ochrony, by wypuścił Kalina, upadły lider pomyślał, że Yusei go wydał. To w końcu doprowadziło Kalina do takiej furii, że rana urazy do Yuseia była głęboka.

Kalin został wysłany do Placówki, miejsca o zaostrzonym rygorze, gdzie boleśnie otrzymał "znamię kryminalisty"; specjalny rodzaj tatuaży, który działał jak mała sonda, by trzymać kryminalistę w rydzach. Był w stanie znosić tutejsze surowe warunki i ciągłe poniżanie, jednak jego wola osłabła, kiedy Sektor skonfiskował jego talię kart. Od tamtej pory całkiem zmizerniał i był już na krańcu śmierci, kiedy niespodziewanie otrzymał szansę na życie. To, co się nazywało "Posłańcem z Podziemi", zaproponowało liderowi szansę na zemstę przeciwko Yusei'owi poprzez stanie się Mrocznym Signerem. Kalin, który wciąż żywił urazę do Yuseia oraz chciał stoczył z Zespołem Satysfakcji ostatnią walkę, zaakceptował ofertę i niedługo potem zmarł, odradzając się jako Mroczny Signer ze oszalałą osobowością i miłością do bólu, jaki sprawiał przeciwnikowi.

Jego szansa na zemstę przyszła, kiedy Yusei zjawił się w Satellite. Rzucił mu wyzwanie w Mrocznym Turbo-Pojedynku, w którym ukazał wachlarz nowych, demonicznych potworów, zwanych "Piekielnymi". Lubił rozkoszować się bólem, jakim obdarzył Yuseia i w końcu do zakończenia tego przywołał swego najpotężniejszego kata, Nieśmiertelny Wiąz Ziemi Ccapac Apu. Jednak zanim zdążył oddać ostateczny cios, Ścigacz Yuseia zaczął szwankować, kończąc mecz bez zwycięzcy, choć Kalina to nie obchodziło, bowiem chciał pokazać swojemu byłemu przyjacielowi, co to znaczy głęboka rana urazy. Wkrótce ponownie stanął do walki z Yusei'em, pragnąc wysłać go w piekielne odmęty Podziemi, wykorzystując znowu niegodziwego boga. Jednak tym razem było już inaczej: Yusei zdążył odeprzeć atak przerośniętego potwora, ale było coraz niebezpiecznie, kiedy to Ccapac Apu zaczął rozwalać ziemię, stawiając Kalina na skraju zagłady. Wówczas dzięki mocy Szkarłatnego Smoka, Yusei w końcu pokonał Nieśmiertelny Wiąz Ziemi, tym samym pokonując też Kalina.

Porażka potężnego demona sprawiła, że i Kalin umarł raz jeszcze, gdyż jego życie było związane z nienawiścią, a do tego miał tzw "pakt" z Ccapac Apu. Jednak otrzymał kolejną szansę na życie, kiedy jego przyjaciel, Yusei, pokonał Rexa Goodwina, tym samym przywracając upadłych Mrocznych Signerów, tym samym też Kalina, do życia. Kessler zrozumiał, że Yusei go nie sprzedał Sektorowi, a jedynie chciał sam się poświęcić na jego miejscu. Ale nawet po mimo odrodzenia, Kalin czuł się zagubiony. Mimo śmierci, wciąż pamiętał swoją przeszłość oraz to, co robił kiedy był Mrocznym Signerem. To doświadczenie boleśnie odcisnęło się na jego osobowości i wyglądzie. Teraz swoim wyglądem oraz osobowością wyglądał jak wpół-żywy, wpół-martwy człowiek, który szukał miejsca na grób. Kiedy przyjechał do Crash Town, miasta, które rządziło się pojedynkami, Kalin zaczął to używać, by sprawiać sobie wewnętrzny ból. Jako Wschodni Pionier Radleya, Kalin zaczął znów się pojedynkować, pokonując różnych przeciwników z grupy Malcolma. W rzeczy samej, chciał wykorzystać tutejsze warunki, by w końcu położyć kres swemu życiu.

I ta okazja w końcu nadeszła wraz z pojawieniem się w mieście Iris Luster, która w legendzie była znana jako "Legendarna Srebrno-Oka", której misją było zakończenie wojny między dwoma klanami i uczynienie z tego miejsca spokojną oazę. Jej przybycie sprawiło, że Kalin powoli zaczął myśleć, że jego następna walka może wkrótce być jego ostatnią.

"Nie przypuszczałem, że na swój grób wybiorę miejsce, w którym ona mieszkała..." myślał Kalin. "Jeśli nic się nie zmieni, ona będzie moim ostatnim przeciwnikiem. Może to właśnie Iris będzie tą, która zakończy moją ścieżkę, a ja w końcu będę mógł usnąć wiecznym snem."


Crash Town, rano...

Iris spoglądała na skrzyżowanie. Mniej więcej dwie godziny temu wstała z łóżka w swoim domu, w którym niegdyś mieszkała z Klausem. Po zrobieniu sobie śniadania i zakupieniu dzisiejszej gazety od razu poszła w kierunku centrum - skrzyżowania, które dzieliło Crash Town na cztery równe części. Gdzie by nie spojrzeć, panowała tutaj głucha cisza. Nawet było tak bardzo cicho, że nawet muchy nie wydawały brzęczących dźwięków. Zresztą ta cisza miała swoje usprawiedliwienie - dziś o zachodzie słońca miał się rozegrać kolejny pojedynek drużyn Malcolma oraz Radleya, lecz tym razem było inaczej. Powodem, dla którego dziś było tak cicho, było to, że przeciwko Wschodniemu Pionierowi o imieniu Kalin Kessler miała stanąć dziewczyna, która w legendzie była nazywana "Legendarną Srebrno-Oką". Iris Luster była właśnie nią, gdyż miała srebrzyste oko, podczas gdy drugie było zastąpione podarowanym przez Quazę kilka miesięcy temu Okiem Orichalcum. Żeby zabić tą ciszę, postanowiła sobie zagrać cichą melodię, którą zwykle Klaus grał na gitarze, kiedy była młoda.

"Rany... po za graną melodią, to miejsce dziś jest niczym martwe miasto." zauważyła Subaru.

"A czy można się dziwić? W końcu dziś o zachodzie słońca rozegra się pojedynek. I to nie byle jaki. Nasza pani stanie naprzeciwko Kalina Kesslera, a obydwoje mają sporą reputację." odparł Linehalt, ostrząc swój miecz.

"Trochę głupio się czuję z tym." westchnęła Ryuko, obracając połową nożyc jak zawodowy rewolwerowiec. "Stawić czoła osobie, która wygląda na pół-martwą."

"Dla ciebie to nie pierwszyzna." rzekła Signum, polerując swoje ostrze. "W końcu walczyłaś z Nui Harime."

"Ona się nie liczy." odparł Senketsu, patrząc na otoczenie swoim "okiem". "Nui była w pełni zrobiona z Żywych Włókien, i do tego potrafiła żyć nawet, jak przebijesz jej ciało mieczem. Ah, i jest sadystką."

"Mówisz, że nie traktowała bólu na poważnie, nawet jak ją przebijesz?" zdziwił się Linehalt, na co Ryuko skinęła głową. "Nagle przez to aż poczułem chłód w sobie..."

"Dziwisz się? Dobrze, że nie widziałeś, jak ona pozbawia siebie głowy. I mimo tego wciąż traktowała do spokojnie!" wypaliła Ryuko/

"Ryuko ma rację, Linehalt." odpowiedziała Iris, spoglądając na skrzyżowanie. "Kalin i Nui to dwie różne osoby. Ciesz się, że przynajmniej o jedną nie musisz się martwić. Kalin to gracz wysokiego kalibru, a do tego potrafi dobrze wykorzystywać każdy atut swojej talii. Po za tym trzeba go pokonać, bym mogła wydusić z Malcolma, gdzie może być Sergio."

"No..." przytaknęła Vita. "Ten gość lubi z nami pogrywać!"

"Oczywiście, nie byłabym zaskoczona, gdyby ten koleś wystawił mnie w pole, nawet gdybym wygrała. Jak tylko pokażę mu swoje rozwinięte moce, od razu zacznie śpiewać." powiedziała Iris, kończąc granie na gitarze.

"Ale wciąż nie mogę uwierzyć, że żeby to zrobić, postanowiłaś się dołączyć do jego zespołu!" powiedziała Nullite.

"Czasem to jedyny sposób..." odparła Iris, po czym spoglądała w niebo. Wydawało się jej to ironiczne, gdyż właśnie tak wyglądało niebo, jak opuszczała swój dawny dom. I właśnie dziś albo wygra albo tutaj zginie.


Kilka godzin później...

Ogromne słońce dominowało przed Crash Town, powoli zbliżając się do horyzontu. W miarę jak ono stopniowo opadało, cień rzucający przez miasto i mieszkańców wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Dwie grupy zbliżały do głównego skrzyżowania, alarmując mieszkańców. Po chwili obydwoje liderów, Malcolm i Radley stanęli naprzeciw siebie, jakby gotowi oddać swój pierwszy i ostatni strzał. Potem do grona tłumów dołączyło dwóch ludzi, którzy pełnili rolę tzw. "woźnicy", którzy mieli zaszczyt złapać przegranego i dowieźć go do kopalni: niski mężczyzna z okrągłymi okularami i szatańskim uśmiechem oraz wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna z wąsami oraz ciemną karnacją.

"Muszę ci coś powiedzieć o Gigancie." powiedział Radley, patrząc na Malcolma. "Twój pionier, mimo zdolności, słabo sobie radzi jako robotnik. Najwidoczniej już zaczął gryźć glebę." na to zdanie wszyscy członkowie gangu Radleya zaczęli się śmiać. Jednak Malcolm nie pozostawał mu dłużny.

"Doprawdy?! Gwarantuję ci, że tym razem to twój gracz zacznie gryźć glebę, jak tylko mój Zachodni Pionier zrówna go z ziemią!" rzucił Malcolm. Jego oponent zaczął się śmiać.

"Hahahah! Uwierzę w to, gdy się przekonam. Słyszałeś to, Kalin? Podobno nasz staruszek znalazł całkiem niezłego gościa do brudnej roboty. Jest twój, Kalin." odparł Radley, spoglądając na Kalina. Pozbawiony jakikolwiek emocji, po za obojętnością, były lider Zespołu Satysfakcji zsiadł z motoru i stanął na skrzyżowaniu w oczekiwaniu na nowego przeciwnika.

"Jeszcze zobaczymy! Bo ten przeciwnik jest z innej ligi!" odciął się Malcolm, spoglądając na słońce. Po chwili niespodziewanie w powietrzu zabrzmiała melodia, jakby ktoś grał na gitarze.

"Hej, skąd ten dźwięk?" zastanawiał się jeden z mieszkańców.

"Nie mam pojęcia, ale jest tak samo tajemniczy, co Kalin." dodał drugi z nich.

"To dlatego, że przeciwniczką Kalina będzie ona." odpowiedziała Barbara, kiedy ku oczom mieszkańców ukazała się postać grająca na gitarze. Powoli szła w stronę skrzyżowania, jak słońce zwiększało jej cień. W miarę, jak się zbliżała, coraz wyraźniej było słychać melodię, jak i wyraźniej widać rysy. To była osoba odziana w brązowe spodnie, buty z kozakami, kapelusz z szerokim rondem oraz poncho, które odsłaniało siedzący w kaburze rewolwer. Całość dopełniała brązowa wersja maski Nightshroud'a.

"Kto to jest?"

"Nie wiem, ale skądś tą osobę kojarzę..." Wówczas wiatr się wzmógł, jak niespodziewanie gitara noszona przez tajemniczą osobę zmniejszyła się do takich rozmiarów, że można było ją spokojnie schować w kieszeni. Wtedy osoba zdjęła swój kapelusz, ujawniając swoje srebrne włosy, a potem maskę, odsłaniając prawe, srebrne oko oraz lewe, sztuczne i metalowe.

"T-To niemożliwe!"

"Ten srebrny kolor... tylko jedna osoba miała taki kolor..."

"Legendarna Srebrno-Oka..." Wszyscy patrzyli z podziwem na przeciwniczkę Kalina. Myśleli sobie, że to był jakiś żart, że ona wróciła do miasta, ale teraz nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wtedy przeciwnicy spojrzeli na siebie, wywołując falę napięcia u widzów. Niepokonany gracz, który zwał się Bogiem Śmierci oraz dziewczyna znana z legend jako Legendarna Srebrno-Oka. To był pojedynek, który mógł zadecydować o wyniku wojny.

"Kalin..." powiedziała Iris.

"A więc to ty jesteś moim przeciwnikiem?" zapytał się Kalin, niewzruszony.

"Kalin... zapomnij o tym, przybyłam by cię ocalić."

"Nie ma czego ratować, Iris. Jeden z nas przeżyje, a drugi upadnie."

"Nie tym razem!" odcięła się Iris, zaskakując Kalina. Widział w jej oku determinację. "Nieważne, co powiesz, Kalin. Zamierzam wygrać, i cię stąd zabrać."

"Więc to ty go wołałaś, co? Znacie się?" zapytał się Radley.

"Myślisz, że przegrałbym z nią celowo?" powiedział Kalin, jakby oczywisty odpowiedzi.

"N-nie, ależ skąd..." odparł pospiesznie Radley. "Prawda jest taka, że jak przegrasz, zostaniesz wysłany do góry."

"Na pewno chcesz to zrobić, Iris?" spytał się Kalin. Iris skinęła głową. "Jak chcesz..."

"Kalin... nie wiem, czemu Yusei kłamał o tym, że nie żyjesz... ale nie zamierzam przegrać. Wygram i wyrwę cię z tego miasta, a potem zajmę się Malcolmem i dowiem się, gdzie jest ojciec Nico i Westa..." pomyślała Iris, jak tylko kątem oka zauważyła wśród tłumów Nico i Westa, przypominając sobie rozmowę przed walką.


Wspomnienia

"Więc będziesz walczyć przeciwko Kalinowi?" zapytała się Nico.

"Tak. Jeśli uda mi się z nim wygrać, Malcolm powie mi gdzie może być wasz ojciec." odparła Iris.

"Nie do wiary. Walka z liderem Zespołu Satysfakcji... aż ci zazdroszczę, Iris." powiedział West, zadowolony.

"Słuchaj... to nie będzie zwykły pojedynek. Kalina coś trapi, i zamierzam się tego dowiedzieć. Jak tylko zwyciężę, zabiorę go z tego miasta, potem dowiem się gdzie jest Sergio."

"Iris... ja się boję. Nie mogę uwierzyć, że będziesz walczyć z Kalinem. Jestem po twojej stronie, ale też bardzo cenię Kalina..." powiedziała Nico zmartwionym głosem, na co Iris położyła swoja dłoń na jej ramieniu.

"Nie martw się, Nico. Obiecuję, że jakoś z tego wyjdziemy. A jak nam się to uda, może nawet stąd się wyniesiemy."


"Nieważne, jakie przeszkody Kalin postawi. Wygram i zakończę ten konflikt..." pomyślała Iris, patrząc na Kalina. Wtedy lekko odsunęła poncho, gotowa dorwać swój Dysk z kabury, podczas gdy ręka Kalina w ogóle się nie ruszała. Przez chwilę wciąż wpatrywali się nawzajem, jak słońce powoli zbliżało się do horyzontu. A kiedy słońce dotknęło horyzontu...


"DOBIERAĆ!" wrzasnęli mieszkańcy Crash Town. Kalin i Iris szybko wyciągnęli rewolwery z kabur, ustawili je na tryb pojedynku i dobrali po pięć kart. W ogóle nie było określić, który z nich był szybszy.

"Szybki jesteś..." powiedziała Iris z podziwem.

"Tak samo jak ty..." odparł Kalin.

"Ale to był pierwszy?" zastanawiał się Malcolm.

"Nie wiem. Chyba obydwoje byli równie szybcy." zauważył umięśniony facet z grupy Malcolma.

Kalin: 4000 LP

Iris: 4000 LP

"W takim razie ja zacznę to." odezwał się Kalin, dobierając kartę. "Przyzywam Piekielny Randomizer!" Na polu pojawił się potwór przypominający dwulufowy rewolwer, po jednym wycelowanym w gracza (1) (ATK: 900/DEF: 0). "Następnie stawiam zakrytą kartę i kończę turę."

"Wystawia potwora w pozycji ataku... nie, chyba chce mnie złapać w tą zakrytą kartę... pokażę mu, jak bardzo się zmieniłam..." pomyślała Iris, dobierając kartę. "Moja tura! Przywołuję tunera, Yuuno Scryę w trybie Obrony!" Wtedy u jej boku pojawił mały chłopiec odziany z beżowe szaty (4) (ATK: 1400/DEF: 850). "Kiedy jest w trybie Obrony, mogę przywołać z mojej talii potwora typu Maga. Przywołuję więc Planistę Mocy Genex!" Wtedy obok Yuuno z ziemi wyłoniło się coś podobnego do maszyny (N/A: trudno to określić) (1) (ATK: 300/DEF: 200). "Teraz tunuję Yuuno Scryę poziomu 4 z Planistą Genex poziomu 1!" zadeklarowała Iris, kiedy proces Synchro-przyzwania się rozpoczął. "Synchro-Przyzywam Erio Mondial, Smoczego Rycerza!" Z kolumny światła wyłonił się czerwono-włosy młodzieniec w białym płaszczu, dzierżący dużą metalową włócznię, z której wystawały rury wydechowe (5) (ATK: 1600/DEF: 1000).

"Ciekawe..." powiedział Kalin.

"To nie wszystko. Tak długo, jak jest odkryty na polu, Erio może być zaliczany jako potwór typu Smoka. Co więcej, za każdego Smoka na moim polu, Erio zyskuje 700 punktów ataku!" Młody chłopiec westchnął i uniósł Strada w górę, kiedy poczuł przypływ mocy (ATK: 1600-2300). "Teraz Erio rozwali Randomizer!"

"Z przyjemnością, Iris-chan!" przytaknął Erio, kiedy silniki w włóczni zaczęły pracować, i wtedy włócznia wystrzeliła się niczym rakieta, rozwalając Piekielny Randomizer.

"Aktywuję pułapkę, Piekielny Reflektor!" skontrował Kalin, aktywując zakrytą kartę. Wówczas z niej zaczęły się wydobywać fale energii, przez co Iris musiała zasłonić się ręką. "Widzisz, kiedy potwór z nazwą "Piekielny" zostaje zniszczony, mogę zanegować jego destrukcję, wysyłając całą rękę na Cmentarz, a ty otrzymasz 1000 punktów obrażeń!"

"Że co?" zapytała się Iris, jak fala uderzeniowa trafiła ją w pierś, a na polu Kalina ponownie się pojawił dwulufowy potwór.

Kalin: 2600 LP

Iris: 3000 LP

"Kalin się nie oszczędza!" zauważyła Signum.

"Teraz nie ma żadnej karty w dłoni. To oznacza, że może już używać pełnego kalibru Piekielnych..." pomyślała Iris, kiedy kątem oka spojrzała na Barbarę, która trzymała bukiet białych kwiatów.


Wspomnienia

"Czasem to jedyny sposób..." odparła Iris, po czym spoglądała w niebo. Wydawało się jej to ironiczne, gdyż właśnie tak wyglądało niebo, jak opuszczała swój dawny dom. I właśnie dziś albo wygra albo tutaj zginie. Kiedy już wstała, odwróciła się, by zobaczyć Barbarę, która miała bukiet białych kwiatów. "Nie potrzebuję bukietu pożegnalnego." Na te słowa Barb lekko je pochyliła, by Iris mogła zobaczyć w nich trzy laski dynamitu. "Huh?"

"To prawda, ale wiedz, że przegrany nie musi odchodzić z bukietem. Kiedy uda ci się pokonać Kalina, ten dynamit zdąży zatrzymać woźnicę, zanim złapie ofiarę, a my będziemy mogli ocalić Kalina." wyjaśniła Barbara.

"Hmm... zgoda." zgodziła się Iris.


"Sprytnie..." powiedziała Iris. "Stawiam trzy zakryte karty i kończę turę."

"Teraz moja kolej..." odpowiedział Kalin, ciągnąc następną kartę. "Stawiam zakrytą kartę, i aktywuję efekt Piekielnego Randomizera!" Wówczas ciało potwora zaczęło się obracać, ustawiając swoje ciało-rewolwer na cel, zaskakując Iris. "Raz na turę, mogę dobrać kartę i wysłać ją na Cmentarz. Jeśli tą kartą jest karta potwora, wtedy otrzymasz obrażenia równe poziomowi pomnożonego przez dwieście. Jednak jeśli to będzie coś innego, wtedy ja otrzymam 500 punktów obrażeń..."

"Polegasz na szczęściu? To nie w twoim stylu, Kalin!" rzekła Iris.

"Szczęście? O nie, Iris... ja to nazywam przeznaczeniem. A to tylko pojedynek. Wystarczy go wygrać, prawda?"

"Zgadza się. Nasz pionier nie przegra!" powiedział Radley z wątpliwością, po czym odwrócił się do jednego ze swoich ludzi. "Czy on sobie poradzi?"

"No, zapewne..." odpowiedział niechętnie sługus. Tymczasem bębenek na ciele Piekielnego Randomizera zaczął się ładować, po czym zatrzymał się, czekając na rozkaz od swojego pana. Po chwili Kalin dobrał kartę. Wszyscy patrzyli w napięciu, co takiego było w ręce Kalina.

"Która to karta? Która?" myślała Iris.

"Potwór. Poziom 6." odpowiedział Kalin, odwracając kartę. To była karta potwora, Piekielny Niszczyciel!

"Poziom 6? Oszukujesz!" rzucił Malcolm, wkurzony, lecz jego złość ustąpiła, kiedy umięśniony woźnica łypnął wzrokiem. "Ngh... dobra." Zaś Piekielny Randomizer namierzył Iris i wystrzelił sześć naboi, które na szczęście nie zraniły ją mocno.

Kalin: 2600 LP

Iris: 1800 LP

"Na tym zakończę turę." dokończył Kalin.

"A niech to... planowałam ocalić Kalina, a wygląda na to, że będę musiała ocalić samą siebie. Co ja robię? Przecież jeśli będę tak pozwalać na takie ruchy, nic dobrego z tego nie wyniknie! Muszę wytworzyć jakąś strategię, by wygrać, a zarazem odkryć, co się stało..." pomyślała Iris. "Mój ruch! Na początek aktywuję pułapkę, Podwójna Synchro-Dusza. Widzisz, raz na turę mogę wysłać 1 Synchro Potwora na Cmentarz z mojej Extra-Talii. Oczywiście, jeśli chcę, mogę wykorzystać ten efekt, by nadać jednemu potworowi na moim polu efekt wysłanego Synchro Potwora. Ale najpierw przyzywam Alchemika Czarnych Zaklęć!" Wtedy na polu pojawił się dorosły mag, którego twarz była zasłonięta chustą, a w dłoni trzymał księgę zaklęć (4) (ATK: 1200/DEF: 1800). "Teraz Erio Mondial zaatakuje Randomizer jeszcze raz! Naprzód, Speerangriff (I)!"

"Tak jest, Iris!" zasalutował Erio, po czym ponownie wystrzelił Stradę w kierunku dwulufowego potwora, efektownie go niszcząc.

"Brawo, Iris. Ale przewidziałam ten atak. Heh.." chrząknął Kalin, robiąc gest, jakby przystawiał lufę pistoletu do skroni i oddał strzał.

Kalin: 1200 LP

Iris: 1800 LP

"Że co?" spytała się Iris.

"Bo teraz mogę aktywować pułapkę, Brama Obrażeń." odpowiedział Kalin, aktywując zakrytą kartę. "Teraz mogę przywołać ze Cmentarza potwora, którego atak jest równy lub mniejszy od sumy obrażeń, jakichkolwiek otrzymałem do tej pory. A potwór, który powróci na pole, to mój Piekielny Chrząszcz!" dokończył, jak na polu niespodziewanie pojawił się czarny żuk z zielonymi ślepiami (2) (ATK: 1200/DEF: 0).

"Ale nie zabawi tu na długo, gdyż Alchemik Czarnych Zaklęć ponownie wyśle tego robaka na Cmentarz!" odcięła się Iris, kiedy tajemniczy alchemik ruszył na chrząszcza, wystrzeliwując czarną magię, podczas gdy żuk natarł na niego. Kolizja dwóch potworów wywołała wybuch, który zniszczył ich obydwóch.

"Łał, mamy remis..." zauważył Radley.

"To tyle z mojej tury." odparła Iris. "Dobrze, udało mi się zredukować jego punkty życia poniżej połowy. Teraz muszę trzymać fason, aż..."

"Iris, spójrz na Kalina!" ostrzegła Nullite. Iris spojrzała na niego i zauważyła mały niepokojący uśmiech.

"Heh... nic się nie zmieniłaś, Iris." powiedział Kalin. "Ty nie tylko próbujesz wygrać ze mną. Widzę, że planujesz też dotrzeć do mnie poprzez ten pojedynek... a może się mylę?" Iris lekko cofnęła się, zaskoczona. "A więc jednak. Wybacz, Iris. Ale nic z tego. Muszę zasłużyć na to, co zrobiłem w przeszłości."

"Nie wiem, co się z tobą stało, Kalin. Ale Yusei mi mówił, że po moim odejściu zmarłeś z wycieńczenia... że straciłeś ducha walki..." odpowiedziała Iris.

"Ach, ten Yusei... kto by pomyślał, że przy takiej dziewczynie jak ty nie będzie w stanie powiedzieć prawdy..."

"To co się stało? Co ci strzeliło do głowy, że walczysz teraz jak pół-martwy? Byłeś wielkim liderem swojego zespołu... Zespołu, który miał wyzwolić Satellite. Obiecałeś sobie, że nie spoczniesz, aż nie pokonasz wszystkich przeciwników. Powiedz mi, co się z tobą stało?" spytała się Iris.

"To... nie jest twoja sprawa, Iris. Nie mieszaj się w cudze sprawy. Powiem tyle, że moja ambicja podbicia całego Satellite wzięła górę... stałem się bardzo upartą osobą. Nawet, jak udało się pokonać wszystkich przeciwników, to wciąż było dla mnie za mało... I właśnie dlatego tu jestem. Dla odpokutowania czynów, jakich się dopuściłem." odpowiedział Kalin.

"Kalin..."

"Więc albo ty mnie pokonasz, Iris, albo ja ciebie!" rzucił Kalin z nieskrywaną determinacją, dobierając kartę. "Gram kartą Zaklęcia, Dzban Chciwości! Dzięki niej mogę dobrać dwie karty! Następnie gram kolejną kartą Zaklęcia, Tarcza i Miecz!"

"Nie rozumiem, czemu. Nawet jeśli, Erio wciąż jest silny." odparła Iris, jak czerwona aura otoczyła Erio, zamieniając jego atak i obronę (ATK: 2300/DEF: 1000 - ATK: 1700/1600).

"Dlatego, że teraz mogę użyć tej karty. Karta Zaklęcia, Zerowe Maksimum!" Wtedy na polu pojawiła się karta, ukazująca obraz tajemniczej sfery, strzelającej błyskawicami. "Mogę ją aktywować tylko, jeśli jest to jedyna karta w mojej dłoni. Dzięki niej mogę przywołać ze Cmentarza jednego Piekielnego potwora. Co więcej, każdy potwór z atakiem mniejszym, niż namierzony potwór zostanie zniszczony! Przywołam więc na pole Piekielnego Niszczyciela!"

"Oż żesz..." zaklęła Iris, jak na polu pojawił się umięśniony, rogaty demon z szarą zbroją (6) (ATK: 2300/DEF: 1000).

"A teraz wszystkie potwory o mocy mniejszej od 2300 punktów zostaną zniszczone." dodał Kalin, jak karta przyjęła formę różowo-żółtej sfery, która zniszczyła bezlitośnie Erio. "Ze względu na użycie Zerowego Maksimum nie mogę atakować w tej rundzie, więc na tym zakończę turę."

"Aktywuję pułapkę, Wezwanie Zmarłych!" skontrowała Iris, aktywując kolejną kartę. "Przywołuję z powrotem na pole Yuuno Scrya!" Młody mag ponownie pojawił się na polu, choć tym razem wyglądał na wyczerpanego. "Ciekawe... jak na kogoś, kto chce przegrać pojedynek, walczysz całym swoim ciałem i duszą, Kalin."

"To dlatego, że jeśli chcę przegrać, muszę przegrać właściwie." odparł Kalin.

"Wybacz, przyjacielu..." odpowiedziała Iris, dobierając kartę. "...ale wygram i zabieram cię z tego miasta, nawet jeśli będę musiała ryzykować życiem! Przyzywam na pole potwora "Naśladowca"!" Wówczas obok ożywionego maga pojawił się dziwna istota z lustrem zasłaniającym twarz. To miało też na sobie pelerynę i kapelusz czarodzieja (1) (ATK: 0/DEF: 0). "Co prawda zyska siłę twojego Piekielnego Niszczyciela, ale to nie będzie potrzebne, bowiem teraz użyję efektu Yuuno Scryi w trybie ataku! Zmieniam poziom Naśladowcy do 4!"

"Planujesz przywołać Nanohę?" spytał się Kalin, kiedy tajemniczego maga z lustrem otoczyła dziwna poświata (1-4).

"Nie..." odparła Iris, zaskakując Kalina, kiedy Yuuno zmienił się w cztery Synchro-pierścienie, a dziwny mag w cztery gwiazdy.

"Niechaj światło sprawiedliwości rozświetli mrok serca! Patrz, jak potężny rycerz ciemności powstaje, gotów chronić życie swojej pani. Patrz, jak Synchro Przyzywam Darkusa Linehalta!"

Strumień światła wystrzelił z synchro-pierścieni i wtedy pojawił się, otoczony ciemną energią demoniczny rycerz w czarnej i purpurowej zbroi. Jego zbroja miała na sobie trzy szmaragdy, a twarz zasłaniał hełm z żółtymi rogami, ukazując niemalże gadzie oczy (8) (ATK: 3000/DEF: 1900). Widok potwora zaszokował wszystkich, a szczególnie Malcolma i Radleya.

"Oż ty..." zaklął Radley, zaskoczony. "...to nie wygląda dobrze."

"Nie do wiary..." powiedział West.

"Ale silny..." dodała Nico z podziwem.

"Teraz Darkus Linehalt zniszczy Piekielnego Niszczyciela! Dalej, Szabla Ciemności!" rozkazała Iris.

"Jak sobie życzysz!" odpowiedział demoniczny rycerz, generując w swojej prawej dłoni miecz z ciemnej energii, po czym przeciął na pół rogowego demona Kalina.

"Niech to..." zaklął Kalin.

Kalin: 500 LP

Iris: 1800 LP

"O nie, Kalin!" krzyknął West.

"Rany... teraz już nie wiem, komu kibicować. Kalinowi, czy Iris..." powiedziała Nico, zmartwiona. Tymczasem Kalin już się pozbierał po uderzeniu.

"Nh... kiedy mój potwór został zniszczony w walce, a ja nie mam żadnych kart w swojej ręce, mogę wykonać Specjalne Przyzwanie Piekielnego Mściciela ze Cmentarza!" skontrował Kalin, jak na polu walki pojawił się mała krzyżówka stracha na wróble oraz demonicznego kowboja, trzymającego dwa rewolwery w pogotowiu, zmieniając swoje kolory na niebiesko (1) (ATK: 0/DEF: 0). "Co więcej, jego poziom zmienia się na poziom potwora, który został zniszczony. Piekielny Niszczyciel jest poziomu 6, więc Piekielny Mściciel zmienia poziom na 6!" (1-6).

"Kalin..." powiedziała Iris, kiedy nagle jej przeciwnik zaczął ciężko dyszeć. "Huh?"

"500 punktów życia... jeszcze trochę... jeszcze trochę i w końcu zakończy się mój koszmar. Iris, skoro jesteś moją przeciwniczką... to czuje się usatysfakcjonowany."

"Kalin, przestań wygadywać takie nonsensy!" rzuciła Iris. "Nie po to przemierzyłam szmat drogi do mojego fałszywego domu, by patrzeć, jak ty padasz bez życia!"

"Nie zdradzę pojedynkowania... tak jak nie zamierzam przegrać celowo... Dlatego więc proszę cię, Iris... jako twój przyjaciel, chcę, byś mnie wyeliminował poprzez ten pojedynek!" odpowiedział Kalin.

"Kalin..."

"Co się dzieje z tobą, Kalin? Chcesz przegrać ten pojedynek, czy co?" zapytał się Radley.

"Lepiej uważaj! Nie zapominaj, że w twoim Dysku jest bomba!" ostrzegł sługus Radleya. "Jeśli zrobisz coś dziwnego, Dysk eksploduje z twoim ramieniem!"

"Dranie..." warknęła Iris.

"Już ci mówiłem." odpowiedział Kalin. "Nie przegrałbym celowo. Jeśli Iris mnie pokona, to koniec. Dla mnie droga się wtedy skończy. Ale to niemożliwe, gdyby to poszło za łatwo. Muszę dać z siebie wszystko, bym mógł się w końcu uwolnić z tych piekielnych uprzęży, jakie mi świat dał. Pragnę jedynie zakończyć swoją ścieżkę bólu."

"Nasz pionier chyba zwariował. Zejdź mi z drogi, ja to załatwię!" rzucił jeden ze członków Radleya.

"Jestem w porządku." powstrzymał go Kalin. "Po za tym... gdybyś rzucił wyzwanie Iris, byłbyś tylko nędznym robalem."

"Odszczekaj to!" huknął mężczyzna, lecz Radley go powstrzymał.

"Uspokój się. Po prostu pozwólmy Kalinowi działać. Fakt, jest trochę dziwny, ale przecież nie przegrałby celowo. Dobra, wciąż w ciebie wierzę, Kalin." odpowiedział Radley.

"O czym tak gadacie?" rzucił Malcolm. "Kontynuujcie pojedynek!"

"On ma rację." zgodziła się Iris. "Dawaj najsilniejszy strzał, Kalin."

"Jak chcesz..." odparł Kalin, dobierając kartę. "Przyzywam Piekielnego Karła na pole." Wtedy na jego polu pojawił się mały karzeł z brodą, dzierżący płonący topór (2) (ATK: 800/DEF: 500). "Teraz ztunuję Piekielnego Karła poziomu 2 z Piekielnym Mścicielem poziomu 6!" Wówczas mały demoniczny kowboj zmienił się w sześć zielonych pierścieni, podczas gdy Piekielny Karzeł w dwie gwiazdy.

"Martwy i żywy... Gdy ta dwójka się spotka, ponad klatką wieczności, wyjdzie demoniczny smok! Synchro-Przyzwanie! Zstąp, Piekielny Smoku Śmierci!" (II)

Kolumna światła rozbłysła wewnątrz zielonych pierścieni, tworząc wielkiego, czarnego smoka, który miał dwie pary rąk. Jedne były małe, a drugie były masywne, zakończone dwoma dużymi pazurami. Jednak najbardziej dziwną rzeczą była głowa; pysk miał rząd ostrych ząbków, dwie pary żółtych oczu, oraz coś, co przypominało organiczną koronę z wyrostkami, odsłaniającymi mózg potwora (8) (ATK: 3000/DEF: 2400).

"Co to za... coś?" spytała się Subaru, przerażona.

"Pierwszy raz widzę coś takiego!" powiedziała Nanoha.

"Co to za smok? Nigdy wcześniej takiego nie widziałam." odparła Iris.

"Jak nie mam żadnych kart w mojej ręce, w zamian za niedopuszczenie się do ataku w walce, Piekielny Smok Śmierci może raz na turę zniszczyć jednego z potworów przeciwnika i zadać mu obrażenia równe połowie atakowi zniszczonego potwora. Uwolnij furię, Piekielny Oddech Śmierci!" rozkazał Kalin. Groteskowy smok wystrzelił z paszczy grad błyskawic, które przebiły Linehalta, rozwalając go na piksele.

"Linehalt, nie! NGGHH!" krzyknęła Iris, kiedy nagle smok wystrzelił w nią strumień energii, spychając ją do tyłu.

Kalin: 500 LP

Iris: 300 LP

"Kończę turę." oznajmił Kalin, podczas gdy poplecznicy Radleya wołali jego imię i gwizdali z podziwu.

"Tak jest! Nasz pionier Kalin wraca do gry!" powiedział Radley, uśmiechając się szyderczo. "I co na to powiesz, Malcolm?"

"Ty mały szczurze! Iris, wstawaj! Chyba nie chcesz, by ten pół-martwy gość cię wykończył?" ponaglał Malcolm. Iris wstała i łypnęła na Malcolma wzrokiem. To wystarczyło, by przymknąć gadułę.

"Siedź cicho i nie gadaj!" odcięła się Iris, dobierając kartę. "Moja tura! Zagram teraz kartą Zaklęcia, Odrodzenie Potwora! Dzięki temu mogę przywołać jednego potwora z któregokolwiek Cmentarza. Przywołuję więc z powrotem Linehalta!" Demoniczny rycerz wrócił na pole, łypiąc wzrokiem Piekielnego Smoka Śmierci. "Następnie aktywuję Kartę Zaklęcia, "Synchroniczna Zmiana"! Usuwa z gry 1 Synchro-Potwora z mojego pola, a na jego miejsce przywołuje drugiego, którego poziom jest równy poziomowi usuniętego potwora. Usuwam więc Linehalta..." Demoniczny rycerz wówczas zniknął. "...a na jego miejsce przywołuję Nanohę Takamachi!" dokończyła Iris, kiedy rząd zielonych pierścieni pojawił się na polu, po czym wytworzył kolumnę światła, z której wyszła rudo-włosa atutowa wojowniczka Iris (8) (ATK: 3000/DEF: 2500).

"Ta jest! Nasza pionierka też ma czadowego potwora!" powiedział z nieskrywaną radością Malcolm.

"Podobno to właśnie dzięki niej była w stanie pokonać Bronsona!" dodał jeden z członków zespołu Malcolma.

"Na tym zakończę turę." dokończyła Iris. "Twoja kolej, Kalin".

"Z przyjemnością." odparł Kalin, dobierając kartę. "Ja też stawiam zakrytą kartę... i następnie mój Piekielny Smok Śmierci zaatakuję Nanohę Takamachi! Naprzód, Piekielny Podmuch Ognia!" Piekielny Smok Śmierci wtedy wystrzelił czerwony płomień w kierunku rudo-włosej czarodziejki.

"Iris, teraz!" rzuciła Nanoha.

"Jasne. Aktywuję pułapkę, Rama Mocy!" skontrowała Iris, aktywując kartę, na której był wizerunek metalowej figury. "Jeśli mój potwór zostanie zaatakowany, ta karta powstrzymuje atak! Ale to nie wszystko. Mogę za jej pomocą wyposażyć Nanohę Takamachi, a jej atak wzrasta o różnicę ataków jej samej oraz potwora, którego atak został zanegowany!" Nanoha osłoniła się swoją włócznią, powstrzymując falę ognia, po czym poczuła przypływ mocy (Nanoha Takamachi: 2500-3000).

"Tak jest! Ich ataki się zrównały!" powiedział z ekscytacją Malcolm. Radley i jego gang zaczęli się czuć niepewnie. Zaś Kalin po prostu stał i nie okazywał jakichkolwiek emocji. Wtedy po chwili...

"Kończę ruch." rzekł były lider Zespołu Satysfakcji. "Iris także walczy na poważnie..."

"Moja tura!" zadeklarowała Iris, dobierając kartę. "Przywołuję na pole tą maszynę. Dalej, Drugi Dopalacz!" Wówczas na polu walki pojawiła się maszyna przypominająca samolot rodzaju Blackbird (3) (ATK: 1000/DEF: 500). "Teraz Nanoha Takamachi zaatakuje Piekielnego Smoka Śmierci! Dalej, Gwiezdny Łamacz!"

"Tak jest!" odparła Nanoha i wycelowała w smoka swoją włócznię. Magiczny krąg pojawił się pod jej stopami, a w wnęce włóczni zaczęło się zbierać światło, które miało wystrzelić w kierunku czarnego smoka.

"Niedobrze. Obydwa potwory mają po tyle samo ataku, więc zniszczą się wzajemnie, a potem Drugi Dopalacz może zaatakować Kalina bezpośrednio!" zauważył Radley, panikując.

"Aktywuję pułapkę, Piekielne Przełamanie!" skontrował Kalin, aktywując pułapkę. "Kiedy w mojej dłoni nie ma żadnej karty, mogę usunąć ze mojego Cmentarza jedną kartę Piekielnego, bym mógł zniszczyć jedną kartę na polu! Usuwam Piekielnego Karła, by zniszczyć Ramę Mocy!" Nanoha już miała wystrzelić promień energii w kierunku Piekielnego Smoka Śmierci, kiedy nagle poczuła niespodziewaną utratę mocy.

"Ej, co się dzieje?" spytała się Nanoha (ATK: 3000-2500).

"Aktywuję specjalną zdolność Drugiego Dopalacza!" odpowiedziała Iris. "Kiedy atak mojego potwora się zmienia, mogę uwolnić tą kartę, by wzmocnić siłę mocy Nanohy o 1500 punktów Ataku!" Kalin rozszerzył oczy ze zdumienia, kiedy samolot Blackbird pojawił się za plecami Nanohy, przyczepiając się do nich, podczas gdy silniki i skrzydła przeniosły się na jej ramiona, zwiększając jej siłę (ATK: 2500-4000).

"Uh-oh..." jęknął Radley. Wiedział, że to już koniec. "Źle to wygląda..."

"A więc to już..." powiedział Kalin, patrząc na Nanohę. Nie miał już żadnej karty, która mogłaby mu pomóc. Był już na straconej pozycji.

"Nanoha Takamachi, jeszcze raz! Gwiezdny Łamacz!" rozkazała Iris. Nanoha znów naładowała swoją włócznię i wystrzeliła różowy promień energii, który przebił Piekielnego Smoka Śmierci na wylot, który potem eksplodował z hukiem.

"W końcu... uwolniłem się... otrzymałem sprawiedliwość, na jaką zasłużyłem..." pomyślał Kalin, kiedy potwory znikły z pola gry.

Kalin: 0 LP

Iris: 300 LP


"Udało się!" powiedziała Subaru.

"Pokonaliśmy w końcu Kalina!" dodała Vita.

"Problem w tym... co dalej?" spytała się Nullite, jak widziała woźnicę, który ruszył w stronę Kalina.

"Dobra. Teraz albo nigdy... Teraz... Barbara, teraz!" krzyknęła Iris, w stronę kobiety. Jednak nic się nie wydarzyło. "Barb?" spytała się Iris, lecz nie doczekała się odpowiedzi, bowiem z bukietu kwiatów wystrzeliło coś, co przypominało rażącą sferę, która trafiła w Iris, zwalając ją z nóg. "AAHH!"

"Iris, nie!" krzyknęła Ryuko, łypiąc wzrokiem na Barbarę. "Niech to licho..."

"Nhh... czemu to zrobiłaś?" zażądała Iris, lecz zauważyła, że na twarzy Barbary malował złośliwy uśmiech.

"Wybacz... ale nie będziesz na jakiś czas się ruszać. Rażący pistolet potrafi zdziałać cuda." odparła Barb. Iris mogła tylko patrzeć, jak umięśniony woźnica łapie Kalina na lasso i wrzuca go do trumny.

"Co się dzieje?" rozległ się głos. Iris od razu go rozpoznała. Z trudem odwróciła głowę w stronę głosu, by zauważyć Yuseia, który zsiadł z swojego Ścigacza Walk.

"Yusei!" krzyknęła Iris.

"Iris? Co się tu dzieje?" spytał się Yusei, a potem kątem oka wychwycił znajomą twarz. "Zaraz, czy to Kalin?"

"Yusei, uciekaj stąd! Szybko!" krzyknęła Iris, lecz jej przyjaciel nie był w stanie nawet ruszyć się, bowiem Barbara wystrzeliła w niego kolejną salwą. Tym razem siła rażenia lekko odrzuciła go do tylu, uderzając go w pobliski słup. "Yusei, nie!"

"A niech..." powiedziała Nanoha, zszokowana.

"Rrr... " warknęła Teana. "Nullite, połącz się z Iris i skop tą dziewuchę!"

"Nie mogę, jej moce są zależne od ruchu. Unieruchomiona nie jest w stanie nawet użyć swoich zdolności! Ten pistolet musiał lekko przysmażyć jej obwód nerwowy." rzuciła Nullite.

"To co teraz zrobimy?" zapytała się Signum.

"Nie wiem. Jesteśmy tylko formami spektralnymi. Możemy tylko patrzeć." odpowiedział Linehalt, kiedy jego uwagę przykuł dźwięk jakby ryku silnika. "Co to..." Wtedy wszyscy się zwrócili w stronę ryczącego dźwięku, który zdawał się być coraz głośniejszy. Po chwili do skrzyżowania w Crash Town przyjechała duża maszyna, która wyglądała na maszynę wiercącą. Z przodu i z tyłu miała wielkie wiertło, z czego z przodu było udekorowane kością głowy byka. Poruszała się na ogromnych kołach, a jej pasażerem były mężczyzna, którego ubiór też był rodzaju z dzikiego zachodu. Jego głowę zakrywał hełm, przypominający też głowę byka.

"Co to za maszyna?" zastanawiała się Iris, kiedy nagle coś, co wyglądało jak zbroja pojazdu, zaczęło się poruszać ukazując Dysk Walk. W sumie było sześć rąk, każde trzymające Dysk Walk zwykłego rodzaju oraz wyglądającego jak rewolwer. Maszyna wywołała zaskoczenie u mieszkańców Crash Town, a w szczególności o Radleya, który wyglądał na przerażonego. Zaś Barbara, Malcolm i jego poplecznicy wyglądali na zadowolonych.

"Nie... to niemożliwe..." wydyszał Radley, kiedy jeździec zwrócił się w jego stronę jakby usłyszał to, co on powiedział. Wtedy wziął jeden z Dysków Walk i rzucił nim w Radleya, zwalając go z nóg. Śmiejąc się, jeździec zdjął hełm ukazując swoją twarz. Miał ciemno-brązowe włosy z tyłu spięte w kitkę, a na jego twarzy malował się uśmiech, jakby to, co przed chwilą zrobił, sprawiło mu przyjemność.

"Nhh... a co to za koleś?" zdziwiła się Iris.

"Nie... ty jesteś młodszym braciszkiem Malcolma... Lawton!" wypowiedział Radley, przerażony i zaskoczony zarazem. Gość, który się nazywał Lawton, spojrzał na zachód. Horyzont zakrył już ponad połowę słońca.

"To prawda, i wydaje się, że przybyłem w samą porę..." odparł spokojnie Lawton, kiedy kątem oka wychwycił woźnicę z trumnami. "Jo... macie miejsce na jeszcze jedną osobę, panowie?"

"N-no..." zaczął mały woźnica, lecz Lawton nie zwlekał z odpowiedzią i zeskoczył ze swojej maszyny, patrząc na Radleya.

"Załatwię to w mig!" rzekł Lawton, wyciągając swój Dysk i dobierając pięć kart.

"Ale teraz? Słońce za chwilę zajdzie. Nie mamy czasu na pojedynek!" odpowiedział Radley.

"Jest czas na jeden ruch."

"Co?" spytał się Radley.

"Jeden ruch?" powiedziała Iris w myślach. Czy ten młody brat Lawtona rzeczywiście był na tyle silny, że może pokonać Radleya w jednej turze?

"Albo nie brakuje mu jaj albo jest szalony." stwierdziła Signum.

"Cicho. Zaczyna się." zaprzeczyła Ryuko, patrząc to na Lawtona, to na Radleya.

"To jak? Podejmiesz się walki? A może dasz dyla z podkulonym ogonem?" zadrwił Lawton, na co Malcolm i jego poplecznicy poparli śmiechem. Radley zaczął się zastanawiać. Zazwyczaj przestrzegał zasad pojedynkowania w Crash Town i zawsze odjeżdżał ze swoimi z miasta po jednym pojedynku. Z jednej strony chciał uciec, gdyż słyszał iż Lawton jest bardzo silny. Ale z drugiej strony chciał zachować twarz i nie być tchórzem. Postanowił się podjąć wyzwania.

"Ech... dobrze." odpowiedział Radley, aktywując swój Dysk Walk.


Lawton: 4000 LP

Radley: 4000 LP

"Ja pociągnąłem pierwszy. Zacznę więc." uznał Lawton, dobierając kartę. "Przyzywam Ogra Gatlinga!" zadeklarował, przyzywając na pole demonicznego potwora, który miał na sobie mundur amerykańskiego generała z czasów wojny domowej Ameryki. Jego lewa ręka była w całości mechaniczna, a z brzucha potwora wystawał gatling paskudnego kalibru, do którego była przymocowana korba z prawej strony talii oraz miejsce na naboje z lewej strony (3) (ATK: 800/DEF: 800).

"Ale paskudny..." odpowiedziała z niesmakiem Ryuko.

"A wraz z brzydotą w parze idzie paskudny efekt!" dodał Senketsu. "Ten gość wygląda, jakby miał ochotę zrobić ser szwajcarski z przeciwnika."

"A następnie... stawiam pięć zakrytych kart." dokończył Lawton, ustawiając swoje karty, podczas gdy w magazynku potwora zaczęły się gromadzić naboje.

"Głupi jesteś? Nie można atakować w pierwszej turze. Chcesz to zakończyć jednym ruchem? Musisz być jakimś amatorem, który nawet nie zna zasad!" zadrwił Radley.

"To ty nim jesteś."

"Co?" zdziwił się Radley. Jednak odpowiedź do niego nie przyszła w normalny sposób.

"OGNIA!" rozkazał Lawton. Gatlingowy Ogr zakręcił korbą, a z gatlinga wyleciał deszcz pocisków, które z szaleńczą prędkością waliły w Radleya. "Widzisz, Ogr Gatlina nie musi atakować. Wystarczy, że użyję jego specjalnej zdolności wysyłania mojej zakrytej karty ze strefy Kart Zaklęć i Pułapek na Cmentarz, by dostarczyć ci manto warte 800 punktów obrażeń. I wiesz co? Mogę wysłać wszystkie moje zakryte karty, a ty otrzymasz okrągłe 4000 punktów obrażeń!" wyjaśnił przeciwnik, kiedy Radley upadł na kolana, a jego płaszcz w niektórych miejscach miał osmalenia. Był w kompletnym szoku. Lawton go załatwił już na początku.

"N-nie... to niemożliwe... ja nawet nie wykonałem ruchu..." wydyszał Radley, nim upadł na ziemię nieprzytomny.

Lawton: 4000 LP

Radley: 0 LP


"Niemożliwe..." powiedziała Nullite, zszokowana.

"Aż nie chce mi się wierzyć..." dodała Nanoha.

"4000 punktów obrażeń już w pierwszej rundzie..." rzekła Signum.

"Zabójstwo w pierwszej turze." dokończyła Ryuko.

"Naprawdę to zrobił jednym ruchem..." pomyślała Iris, wciąż nie mogąc się ruszać. Kilka minut później umięśniony woźnica wsadził już do trumien zarówno Radleya oraz Yuseia, kiedy tylko słońce całkowicie znikło za horyzontem. Poplecznicy Radleya stali jak wryci, wciąż zszokowani upadkiem lidera. Lecz nie mogli się dłużej zastanawiać, kiedy Lawton do nich podjechał swoją maszyną, z gotowymi dyskami.

"Z wielką przyjemnością zajmę się każdym, kto chce być następny. Ale tak się składa, że akurat mam dobry humor... jeśli chcecie mieć wciąż głowy na karku, poddajcie się i rzućcie swoje rewolwery." odparł Lawton. Ludzie Radleya nie marnowali czasu i po chwili przed maszyną Lawtona leżał ładny tuzin pistoletów.

Kilka minut później...

"Wybacz, pionierko. Kompletnie mi to wyszło z głowy." stwierdził nonszalancko Malcolm. "Widzisz, mój młodszy brat, Lawton miał przejąć kontrolę nad tym miastem, jak tylko wróci z treningu i rozprawi się z żałosną bandą Radleya."

"Ale żeby to zrobić, najpierw musieliśmy się pozbyć tego całego Kalina. Oczywiście, to Lawton pierwotnie miał się zająć tym graczem, ale wiesz jak to jest? Najlepsze asy najlepiej zachować na końcu, nieprawdaż?" odparła Barbara. "Cóż, mieliśmy go właśnie wezwać, kiedy do mnie dotarło, że ten Yusei jest kumplem Kalina. To dlatego do niego napisałam list. A tu proszę, zamiast Yuseia trafia się nam sama "Legendarna Srebrno-oka". Wtedy uznaliśmy, że dobrze będzie wykorzystać twoje umiejętności przeciwko Kalinowi, a na dodatek moglibyśmy pozbyć się dwie najbardziej natarczywe przeszkody: Kalina i ciebie. Ale widać, że nawet Yusei Fudo przyjechał tu, i patrz co się stało. Twój chłoptaś niepotrzebnie wpadł w pułapkę. Mieliśmy ubić dwie pieczenie na jednym ogniu, a trafiło się aż trzy."

"Zaraz. Chcesz mi powiedzieć, że w ogóle nie przejmowałaś się losem Kalina i nie chciałaś mi pomóc?" zapytała się Iris, wkurzona.

"Oczywiście, że nie. Niby czemu miałby mnie interesować jakiś na wpół martwy gość? Bardziej mnie kręcą ludzie, którzy mają moc..." odpowiedziała Barbara, patrząc na Malcolma.

"Heh... jakbym to gdzieś słyszała." westchnęła Iris. Od razu przypomniała sobie sytuację z Primo. On też miał bzika na punkcie mocy.

"Ej, spójrz na to z dobrej perspektywy. Przynajmniej wyświadczyłaś Kalinowi przysługę. Został uwolniony od tego koszmaru, a ty w końcu się z nim spotkałaś. A do tego jeszcze będziesz z nim oraz z chłopakiem, Yuseiem." rzekła Barbara, podchodząc bliżej. "Ale przyznam, że nie najgorzej walczyłaś. Wystarczy tylko jedno słowo, a mogę oszczędzić ciebie i Yuseia. Przynajmniej będziecie z czego żyć, a w zamian jako osobiści asystenci."

"Prędzej zjadłabym martwego skorpiona, niż spędziła resztę życia jako zwyczajna kelnerka. Nie, dzięki." zaprzeczyła Iris.

"Daj jej spokój, Barb." odparł Lawton, podnosząc podbródek Iris, patrząc jej w oko. "Ta słodziutka dziewczynka nie chce roboty, to nie będziemy ją zmuszać. Ciekawe, jak to napiszą... och, może tak. Szybki strzelec dominujący nad Bogiem śmierci oraz Legendarną Srebrnooką?"

"Ty wiesz, ile takich drani tak do mnie mówiło? Tyle, że nie zmieściło by się nawet w twoim wielkim ego!" odcięła się Iris.

"No no..." zamruczał Lawton, po czym zwrócił się do dwóch ludzi Malcolma. "Zabierzcie ją stąd. Tylko nie próbujcie na nią mocno naciskać w kopalni. To delikatna słodycz." dodał po chwili. Dwóch sporych facetów podniosło Iris i zaczęło ją taszczyć do pustej trumny.

"Enh... zabierajcie swoje cuchnące łapy... Malcolm! Co z naszą umową? Pamiętasz? Mieliśmy układ!" wypaliła Iris. Wciąż miała w pamięci umowę z Malcolmem, choć po części myślała, że może to wykorzystać, by wprowadzić zamieszanie w tłumie.

"Umowa? O czym ona mówi, skarbie?" zapytała się Barbara.

"Ach, już kapuję. Założyłem się z nią, że jak wygra z Kalinem, to powiem jej, gdzie obecnie przebywa jakiś gość o imieniu Sergio. Kto wie? Może żyje, a może już wyciągnął kopyta?" odparł Malcolm, kompletnie niewzruszony. To wystarczyło, by zdenerwować Iris.

"Ty... przysięgam, Malcolm. Przyjdzie taki dzień, w którym odbije ci się to czkawką, ty śmierdzący lisie!" krzyknęła Iris, kiedy została wrzucona do trumny. Woźnica ruszył konie, kierując się do kopalni. To był dopiero jeden dzień, a wydarzenia postawiły całe miasto do góry nogami. Legendarna Srebrno-oka pokonała Kalina, Lawton przybył i pokonał Radleya. Teraz, kiedy gang Malcolma przejął kontrolę nad miastem, woźnica akurat wiózł w stronę kopalni cztery nowe łupy: pokonanego lidera wrogów Malcolma; wpół-martwego człowieka, nazywającego się Bogiem Śmierci; przypadkową osobę, która była przyjacielem Kalina... oraz Legendarną Srebrno-Oką, której wbito w plecy sztylet. I to przez lidera, dla którego zgodziła się pojedynkować z Bogiem Śmierci.


Kilka godzin później, w kopalni...

Kilku ludzi z grupy Malcolma eskortowało Iris, Yuseia, Kalina i Radleya w głąb kopalni. Jednak kiedy dotarli do samego serca, widok zwalił Radleya i Yuseia z nóg. Wielkie pomieszczenie było wypełnione zarówno ludźmi, jak i maszynami. Gdzie by nie spojrzeć, wszędzie byli ludzie, którzy wykopywali Dyn ze ścian i ziemi. Pracujących obserwowała grupka ludzi z grupy Malcolma. Kiedy jeden z robotników zakaszlał z wycieńczenia, strażnik nie marnował czasu i ustawił kartę na swoim Dysku, wywołując u robotnika impuls elektryczny z metalowej obroży. Yusei słyszał od Iris o warunkach panujących tutaj, ale to przekraczało jego najśmielsze wyobrażenia.

"Witamy w kopalni, nowi." mruknął jeden ze członków grupy Malcolma.

"A oto wasze przepustki." dodał kolejny z nich, zakładając Iris metalową obrożę. Kilka ludzi zrobiło to samo z Yuseiem, Kalinem i Radleyem. "Spróbujcie tylko nawiać, a dostarczymy wam sporego szoku."

"Nawet bym nie śmiała." odpowiedziała Iris, biorąc kilof i idąc z Yuseiem i Kalinem w jedną stronę, podczas gdy inni prowadzili Radleya w drugą.

"Nie sądziłem, że jest tu tak..." powiedział Yusei, zaskoczony.

"Rzeczywistość bywa całkiem inna od legend, Yusei." odparła Iris, zaczynając wydobywać Dyn, uprzednio lekko gestykulując, co Nullite zobaczyła. To był dla niej znak. Zaś przy wejściu do kopalni inne dusze Iris rozmawiały ze sobą.

"Nie do wiary, że ten koleś Malcolm wykiwał nas! Na pewno teraz dobrze się bawi z Lawtonem i tą żmiją, Barbarą." rzuciła Teana, zdenerwowana.

"Wiedziałam od początku! Nie wolno było ufać temu durniowi!" zgodziła się Subaru.

"Może trzeba było od razu pogrozić mu łańcuchem, a potem się go pozbyć?" zastanawiała się Vita.

"Iris nie posuwa się aż tak daleko. To nie w jej stylu." odpowiedziała Shamal.

"Może właśnie tego jej brakuje? Mniej kalkulacji, a więcej zapału?" spytała się Teana.

"Hej!" zawołała Nullite.

"Co jest, Nullite?" spytała się Nanoha.

"Iris. Dała nam znak." odpowiedziała Nullite, powtarzając dokładnie gesty Iris.

"Chwila... ona chce grać w szarady? I to w takim miejscu?" zdziwiła się Ryuko.

"Zaraz... dobra... trójkąt! Nie, chwila. ...góra. Ruch... 'O'... c-czyli Otwórz? Góra rusza, by się otworzyć?" zgadywała Subaru.

"Ja to przetłumaczę." wciął się Senketsu, patrząc na ruchy Nullite. "Góra... ruch... 'O'... 'O' jako wyjście..."

"I co?" spytała się Ryuko.

"Iris dała nam zadanie. Musimy się rozdzielić i zbadać górę. Chyba planuje stąd uciec. Mamy znaleźć jakiekolwiek wyjście."

"Sugeruję, byśmy się spotkali na zewnątrz, jak tylko znajdziemy wyjście. Potem postaramy przekazać wiadomość do Iris." zasugerował Lunehalt. Po chwili wszyscy się rozdzielili, by zacząć przeszukiwać górę.


W tym samym czasie w Crash Town...

Banda Malcolma świętowała w najlepsze. Odkąd Iris pokonała Kalina, a Lawton zajął się Radleyem, mogli w końcu stwierdzić, że wojna została zakończona. A żeby to uczcić, postanowili wyprawić sobie imprezę. Niektórzy grali na instrumentach, inni jeździli na swoich Ścigaczach Walk, a jeszcze inni popijali alkohol i to bardzo dużo. Nie minęła sekunda, kiedy uczestnicy się niemal upili na całe życie.

"Niezła robota, skarbie. Gdybyś nie poraziła Iris, z pewnością wciąż stanowiłaby problem dla nas." odparł Malcolm.

"A teraz to miasto należy do ciebie." odpowiedziała Barbara z uśmiechem.

"O nie... raczej do ciebie."

"Huh? Do mnie?"

"Od tej pory to miasto będzie się nazywać "Miastem Barbary"." stwierdził Malcolm, za co Barbara się w niego wtuliła.

"Och, Malcolm. Jak ja się cieszę..." odpowiedziała Barbara, szczęśliwa. Tymczasem Lawton przyglądał się temu przedstawieniu. Musiał przyznać na duchu, że Malcolm i Barbara stanowili całkiem zgrany duet. Choć z pewnej strony on sam chciał coś więcej. To prawda, Lawton'owi udało się pokonać Radleya w pierwszej rundzie, i do tego wysłał Legendarną Srebrno-Oką do kopalni. Ale z pewnej perspektywy nie chciał na tym poprzestać. Zaczął się zastanawiać nad słowami Iris.

"Przyjdzie dzień, w którym odbije ci się to czkawką, co?" pomyślał Lawton. "Twarda dziewczyna. Może uda mi się to wykorzystać na własną korzyść..." Ale jak tylko spojrzał przed siebie, zdał sobie sprawę, coś tu nie gra. Po za Malcolmem i Barbarą, w zasięgu jego wzroku stały jeszcze dwa Ścigacze Walk: Iris oraz Yuseia. Lecz kiedy ponownie spojrzał, już ich nie było. Zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem mu się nie przywidziało.

"Hej." mruknął do popijającego alkohol przechodnia. "Te oba Ścigacze... przed chwilą tam stały, a teraz ich nie ma."

"Brachu, ta parka zakochanych siedzi w kopalni, aż do końca swoich dni. Co w tym dziwnego?"

"To, że wyczuwam szczura... A ja nie cierpię szczurów." mruknął Lawton, by po chwili dodać w myślach. "Może powinienem zabić tamtą dwójkę?"


There you have it folks. Another chapter done. Now, review, I want to know what do you think!

I - Speerangriff! (Spear attack!)

II - Martwy i żywy... Gdy ta dwójka się spotka, ponad klatką wieczności, demoniczny smok objawi się! Synchro-Przyzwanie! Zstąp, Piekielny Smoku Śmierci! (eng, translated from Japanese: The dead and the living...The moment they meet at zero, above the cage of eternity, the demonic dragon comes out! Synchro Summon! Come forth, Infernity Death Dragon!)