Rozdział 23 – Generalna Bitwa?! Iris i Kiryu vs Lotten!
Disclaimer: I do not own Yu-Gi-Oh! 5D's, the cards, or the Magical Girl Lyrical Nanoha StrikerS/Bakugan and their abilities, and Kill la Kill.
W poprzednim odcinku...
"Mhm... to jest ta osoba, którą trzeba ocalić przed śmiercią." wyznała Barbara. "To Kalin Kessler."
"Nh... zabawne. Wydawało mi się, że powiedziałaś "Kalin"." odpowiedziała Iris, spoglądając na kobietę. Jednak wyraz jej twarzy się nie zmienił. "Chwila... ty naprawdę..." Barbara skinęła głową. Srebrno-włosa otworzyła oczy ze zdumienia i szoku.
"To on?! Kalin Kessler? Ten "Uczynimy z Satellite prawdziwym rajem!" Kalin Kessler?!" wypaliła Vita.
"To przecież niemożliwe! Yusei powiedział nam, że Kalin zmarł kilka dni po naszym odejściu!" zaprzeczyła Signum.
"W takim razie jest d-d-duchem?!" krzyknęła Subaru. Na samą myśl poczuła, jak jej ciało zaczęło marznąć.
"Poważnie, idiotko!" rzuciła Teana. "To niemożliwe, by ktoś umarł i wrócił z zaświatów!"
"Ale... Kalin... to niemożliwe." powiedziała Iris, zdumiona. "Przecież on... Yusei.. a teraz... 'Niemożliwe... Yusei mi powiedział, że Kalin zmarł kilka dni po tym, jak wyjechałam z Satellite. Czyżby... nie... Yusei skłamał?" powiedziała w myślach Iris, wciąż patrząc na Kalina.
"Aktywuję specjalną zdolność Drugiego Dopalacza!" odpowiedziała Iris. "Kiedy atak mojego potwora się zmienia, mogę uwolnić tą kartę, by wzmocnić siłę mocy Nanohy o 1500 punktów Ataku!" Kalin rozszerzył oczy ze zdumienia, kiedy samolot Blackbird pojawił się za plecami Nanohy, przyczepiając się do nich, podczas gdy silniki i skrzydła przeniosły się na jej ramiona, zwiększając jej siłę (ATK: 2500-4000).
"Uh-oh..." jęknął Radley. Wiedział, że to już koniec. "Źle to wygląda..."
"A więc to już..." powiedział Kalin, patrząc na Nanohę. Nie miał już żadnej karty, która mogłaby mu pomóc. Był już na straconej pozycji.
"Nanoha Takamachi, jeszcze raz! Gwiezdny Łamacz!" rozkazała Iris. Nanoha znów naładowała swoją włócznię i wystrzeliła różowy promień energii, który przebił Piekielnego Smoka Śmierci na wylot, który potem eksplodował z hukiem.
"W końcu... uwolniłem się... otrzymałem sprawiedliwość, na jaką zasłużyłem..." pomyślał Kalin, kiedy potwory znikły z pola gry.
Kalin: 0 LP
Iris: 300 LP
"Wybacz, pionierko. Kompletnie mi to wyszło z głowy." stwierdził nonszalancko Malcolm. "Widzisz, mój młodszy brat, Lawton miał przejąć kontrolę nad tym miastem, jak tylko wróci z treningu i rozprawi się z żałosną bandą Radleya."
"Ale żeby to zrobić, najpierw musieliśmy się pozbyć tego całego Kalina. Oczywiście, to Lawton pierwotnie miał się zająć tym graczem, ale wiesz jak to jest? Najlepsze asy najlepiej zachować na końcu, nieprawdaż?" odparła Barbara. "Cóż, mieliśmy go właśnie wezwać, kiedy do mnie dotarło, że ten Yusei jest kumplem Kalina. To dlatego do niego napisałam list. A tu proszę, zamiast Yuseia trafia się nam sama "Legendarna Srebrno-oka". Wtedy uznaliśmy, że dobrze będzie wykorzystać twoje umiejętności przeciwko Kalinowi, a na dodatek moglibyśmy pozbyć się dwie najbardziej natarczywe przeszkody: Kalina i ciebie. Ale widać, że nawet Yusei Fudo przyjechał tu, i patrz co się stało. Twój chłoptaś niepotrzebnie wpadł w pułapkę. Mieliśmy ubić dwie pieczenie na jednym ogniu, a trafiło się aż trzy."
"No no..." zamruczał Lawton, po czym zwrócił się do dwóch ludzi Malcolma. "Zabierzcie ją stąd. Tylko nie próbujcie na nią mocno naciskać w kopalni. To delikatna słodycz." dodał po chwili. Dwóch sporych facetów podniosło Iris i zaczęło ją taszczyć do pustej trumny.
"Enh... zabierajcie swoje cuchnące łapy... Malcolm! Co z naszą umową? Pamiętasz? Mieliśmy układ!" wypaliła Iris. Wciąż miała w pamięci umowę z Malcolmem, choć po części myślała, że może to wykorzystać, by wprowadzić zamieszanie w tłumie.
"Umowa? O czym ona mówi, skarbie?" zapytała się Barbara.
"Ach, już kapuję. Założyłem się z nią, że jak wygra z Kalinem, to powiem jej, gdzie obecnie przebywa jakiś gość o imieniu Sergio. Kto wie? Może żyje, a może już wyciągnął kopyta?" odparł Malcolm, kompletnie niewzruszony. To wystarczyło, by zdenerwować Iris.
"Ty... przysięgam, Malcolm. Przyjdzie taki dzień, w którym odbije ci się to czkawką, ty śmierdzący lisie!" krzyknęła Iris, kiedy została wrzucona do trumny.
"Cóż, Kalin... tak się składa, że w moim planie zajęć nie ma roboty w kopalni. Bo nie planuję tu zostać. Więc stąd zwiejemy." odpowiedziała Iris, jak tylko Kalin się uśmiechnął i wskazał swój pierścień na szyi. Lecz to nie przekonało Iris i wyjęła z wewnętrznej kieszeni swojej kurtki mały drucik. Jak tylko spojrzała, czy żaden ze strażników ich nie obserwuje, szybko pokombinowała przy swoim pierścieniu, wyłączając go, po czym go zdjęła. Kalin i Yusei spojrzeli na nią zaskoczeni.
"Wytrych..." zauważył Yusei.
"Widać, że sporo się nauczyłaś przy mechanice. Stało się to przydatne." dodał Kalin.
"Yusei mnie nauczył, jak można zrobić własny Ścigacz. Teraz mam do tego dryg." odparła Iris. "A po za tym jestem gotowa na każdą ewentualność." po chwili znów spojrzała na tą szczelinę za maszyną i zniżyła głos. "Tam za maszyną jest szczelina, wystarczająco duża, byśmy mogli się przez nią przecisnąć i stąd nawiać."
"Czemu... czemu mi pomagasz? Czemu pomagasz komuś, kto nie ma znaczenia?" zapytał się Kalin.
"Bo jesteśmy..." zaczęła Iris, kiedy nagle jej przerwał warkot silnika. Wszyscy obejrzeli się za siebie, by ujrzeć zbliżające się światło. Okazało się, że należało ono do ogromnej maszyny wiercącej, którą kierował nikt kto inny, jak sam Lawton, w towarzystwie dwóch ludzi Malcolma jadących na Ścigaczach. "No ładnie, pan Szybki Strzelec wrócił na rundę."
"Czułem, że mój zmysł mi podpowiadał, że ta dziewucha Iris i ten typek Yusei coś kombinują. I widać, że się nie mylił. Dalej, chłopaki!" rzucił Lawton. Jego ludzie uśmiechnęli się złośliwie.
"Wystarczy tego! Kalin, bierz dzieciaki! Ja biorę na siebie tą flądrę!" rzuciła Iris.
"Gaz do dechy!"
Iris: 4000 LP/SPC: 0
Lawton: 4000 LP/SPC: 0
"Aktywuję Ścianę Wybuchową!" rzucił Lawton, po czym pokazał swoim przeciwnikom, coś co wyglądało na trój-pak lasek dynamitu! "Chcecie się stąd wyrwać? Chętnie wam w tym pomogę! A dzięki temu, wyjedziecie stąd z wielkim hukiem!" dodał po chwili, aktywując dynamit i rzucił go za siebie. Iris patrzyła na nadlatującą bombę z szokiem. Ten koleś chciał ich wszystkich rozwalić!
"KRYĆ SIĘ!" krzyknęła Iris, kiedy...
3...
2...
1...
*BOOOM!"
Eksplozja wstrząsnęła jaskinią, a impas wybuchu był na tyle silny, by wyrzucić uczestników z tunelu niczym pocisk.
"Co się dzieje?" zażądał Malcolm.
"Pamiętasz ten kontrakt?" odpowiedziała Barbara, trzymając świstek. "Zanim się upiłeś, podpisałeś go. Jest też kruczek, że to miasto należy do mnie oraz do człowieka, z którym się ożeniłam."
"O czym ty mówisz? Ty się ożeniłaś z Lawtonem?" spytał się Malcolm, zbity z tropu.
"Oczywiście." mruknął Lawton spokojnie, sadzając Barbarę na kolanach. "Tak więc co należy do Barbary, należy też do mnie."
"Jak śmieliście?! Wy mnie wykiwaliś-" zaczął Malcolm, lecz Barbara uciszyła gadułę, kopiąc w stół, przez co pechowiec padł na ziemię, wciąż przywiązany do krzesła.
"Mówisz do nowego króla i królowej Miasta Lawtona!" odparł nonszalancko Lawton, po czym wraz z Barbarą zaczęli się śmiać.
"Iris..." powiedział Kalin, patrząc na swoją przyjaciółkę. Uśmiechnął się i sięgnął po działający Dysk, wyrywając go z pnączy "grobu". "Ja... znów stałem się Bogiem Śmierci. Wyślę tych zbirów do prawdziwego piekła. Pokażę im, jak nieokiełznana potrafi być sprawiedliwość!"
"Kalin. Gdziekolwiek pójdziesz, wiedz że zawsze możesz na mnie liczyć." wsparł go Yusei.
"I nie zapominaj o moim wsparciu. Jak coś zrobię, to zrobię." dodała Iris, po czym spojrzała na horyzont. Widziała Crash Town, którego cienie stawały się mniejsze, gdyż słońce wstawało. "To miasto potrzebuje nowego szeryfa. Tak więc... wymierzmy im usatysfakcjonowaną sprawiedliwość!"
Mune ni yadoru atsuki suisei wa
{The warm comet lodging in my chest}
(Muzyka zaczyna się z czarnym tłem, kiedy z wolna pojawia się karta z symbolem Kręgu Mid-Childia, która się obraca, ujawniając z drugiej strony Iris. Otwiera powoli swe srebrzyste oczy, a jej medalion zaczyna świecić.)
Hajimari no kodou e...
{Goes toward the beginning's beat...}
(Scena ukazuje ponownie Iris, tym razem na pustyni zaciskając swoją pięść i patrząc w niebo)
(Scena zmienia położenie, ukazując widok na Nowe Domino City i wtedy pojawia się napis "Yu-Gi-Oh!". Po sekundzie pojawia się błysk i pod głównym napisem pojawia się napis "Over The Nexus". Po kilku sekundach, sceneria ukazuje Iris z Toru i Lynx przy garażu, grupę Signerów (Yusei, Jack, Crow, Akiza, Leo i Luna) na głównym stadionie, oraz Vizora i Quaza stojących na szczycie drapacza chmur, przyglądających się panoramie Domino City)
"Nakusu mono wa nanimo nai" to chiisana kata wo dakishime
{"There's nothing to lose" embrace the small shoulder closely} W Nowym Domino City Iris Luster patrzy na niebo, a wiatr powiewa jej włosy. Spogląda za siebie i widzi duchy Subaru, Teany, Erio i Caro, patrzący na nią z uśmiechem. Wówczas ona się uśmiecha.
Kizutsuketeta itakutemo tsurakutemo modoranai kara…
{Even if you're hurt, even if it hurts or is unbearable, it won't come back} W Satellite Yusei spogląda w niebo, podczas gdy za nim stoją duchy Stardust Dragon, Majestic Star Dragon i Junk Warrior, choć sam nie jest świadom ich obecności.
Ima wo kaetakute muchuu de kakenuketeta
{I want to change myself after running through this trance} Iris spogląda na Nowe Domino City z góry i widzi wielu graczy pojedynkujących się na drogach. Obok niej stoi duch Nullite.
Demo, kidzukeba "Daijoubu da yo"
{But, I realize that "It will be alright"} Scena ukazuje kolejno Graczy i ich najsilniejszych potworów: Yuseia ze Stardust Dragon i Jacka z Red Dragon Archfiend, Crowa z Blackwing Armor Master i Akizę z Black Roze Dragon oraz Leo z Power Tool Dragon i Lunę z Ancient Fairy Dragon. Potem znowu pojawia się Iris z świecącym wisiorkiem, który okrywa ją białą poświatą.
Itsudemo kimi ga tonari de waratteta
{because you always laughed next to me.} Nagły błysk ukazuje Iris nagą, po czym promienie oplatają jej delikatne ciało, formując dla niej Barrier Jacket w postaci wersji Material-D, a jej włosy zmieniają kolor z srebrnego na srebrno-czarny. Chwilę po tym, Iris otwiera swoje oczy, które są teraz bichromatycznie czerwono-niebieskie. Poświata znika, ukazując Iris w zmienionej formie, po czym rusza w stronę widza.
Sora ni ochita tsurugi no shizuku ni
{What fell into the sky, into the Moon Sword's droplet,} Iris stoi sama naprzeciw Primo, Lestera i Jakoba oraz górującego nad nimi Cesarza Meklorda Wisela. Primo wydobywa miecz z kabury i wskazuje nim Iris, podczas gdy Cesarz Meklord Wisel rusza do ataku.
Mihatenu omoi wo kasanete
{were these overlapping feelings I didn't see through the end.} Niespodziewanie Teana, Subaru, Erio i Caro, w towarzystwie Chrono Harlaown, Ari Liese i Lotte Lesie wyskakują zza pleców Iris, gotowi walczyć przeciwko maszynie. Wówczas Iris otrzymuje wizję Cesarza Meklorda Skiela oraz trzeciego, innego Meklorda nasyłanych przez nieznaną istotę .
Soba ni aru yasashii ondo ni mada furerarezuita
{Next to you is a tender warmth I have yet to touch.} Podczas Turbo-Pojedynku, Vizor i Quaza dokonują "Accel Synchro" i "Chaos Synchro", przywołując na pole Tech Genus Blade Blaster oraz Galaxy Dragonoida.
Sono yokogao ni hontou ha kokoro hodokitai
{In that profile of yours, the truth unlocks my heart.} W mroku nocy, otoczona przez świetliki, Iris patrzy na gwieździste niebo, wspominając swoją matkę, której nie widziała od dawna, po czym czuje rękę na ramieniu. Lekko się odwraca i widzi uśmiechniętego Yuseia w towarzystwie Jacka i Crowa.
Boku wa shitteru kara kesshite hanarenai
{I know, I'll never let go.} Przed Iris pojawia się Szkarłatny Smok a wokół niego Stardust Dragon, Red Dragon Archfiend, Black Rose Dragon, Life Stream Dragon i Ancient Fairy Dragon. Wtedy wszystkie smoki wydają z siebie ogromny ryk, a obok Iris pojawia się duch Nullite, która się uśmiecha do Iris. Dziewczyna kiwa głową i się jednoczą.
(Muzyka gra do końca) Sceneria znów staje się czarna jak na początku, tylko tym razem ukazuje Krąg Mid-Childia, który wciąż się obraca. Na niej stoi Iris obracając się, ukazując raz swoją normalną formę, a raz formę maga. Podczas obracania pojawiają mgliste obrazy Nanohy, Hayate, Vity, Signum, Erio, Caro, Teany, Subaru i Shamal. Wtedy sceneria zmienia się raz jeszcze ukazując Nowe Domino City oddzielone świetlistą linią od Crash Town, i nagle na tle pojawia się napis "Yu-Gi-Oh!" i "Over The Nexus", kończąc sekwencję openingu.
"Prawie..."
"Zaraz, czy to nie jest odwrócone do góry nogami?"
"Nie, ośla łąko. Jest w przeciwnym kierunku, niż powinien!" rzucił jeden z ludzi, ustawiając napis, zapraszający do Crash Town, lecz tym razem było całkiem inaczej. Zamiast słowa "Crash" miało słowo "Lawton". Kilka godzin później lider Malcolm został zdradzony przez młodszego brata, Lawtona, oraz Barbarę, przez co utracił kontrolę nad miastem. Lawton przejął to miasto z swoją nową żoną, Barbarą, i od razu stał się tutaj szeryfem. Jednym z jego rozkazów było właśnie ustawienie nowego napisu zapraszającego podróżników do Miasta Lawtona.
"Tak jest dobrze?" spytał jeden z ludzi, z czarnymi włosami.
"Tak, chyba wystarczy." odpowiedział drugi ze niebieskimi oczami, kiedy nagle w powietrzu rozległ się najpierw świst, a potem odgłos odlatujących kruków. Obydwoje odwrócili się twarzami do miasta, by zobaczyć, że coś się dzieje na głównym skrzyżowaniu. Jeden z nich zdołał wychwycić fragment zniszczonej czerwonej chusty, która opadała na ziemię niczym pozbawiona życia istota. Wraz z tym towarzyszył dość sadystyczny śmiech kobiety.
"Co to ma znaczyć? Nie powinniśmy być sprzymierzeńcami?" spytał Barbarę nastolatek z czerwonymi włosami. "Przecież tak powiedział Lawton, prawda?" Wówczas odpowiedzią był kolejny śmiech, lecz tym razem bardziej stanowczy. Zdziwieni odwrócili się by zobaczyć zbliżającego się Lawtona.
"Czy kiedykolwiek to powiedziałem?" spytał retorycznie Lawton.
"Nie potrzebujemy bezużytecznych ludzi. To miasto bezsprzecznie stało się własnością Lawtona. Ale brakuje nam ludzi, których możemy wysłać w góry. Zaczniecie więc walczyć między sobą i zobaczymy, kto przetrwa. Zwycięzca będzie się mógł cieszyć resztą swoich dni, podczas gdy przegrany otrzyma bilet w jedną stronę do kopalni!" wyjaśniła Barbara, po czym zaczęła się śmiać z Lawtonem, wzbudzając niepokój u ludzi. Spodziewali się, że jak wojna się skończy, to będą mogli w końcu żyć w spokojnie, a teraz okazuje się, że ich nowi "szeryfowie" w ogóle się nimi nie przejmują. Niepokój wzrósł, kiedy przed skrzyżowaniem znowu pojawiła się znana para ludzi: woźnica i pomagier, którzy mieli zaszczyt zawieść nowych przegranych do kopalni.
Jeden z ludzi spojrzał na nich z rosnącym przerażeniem, aż w końcu nie wytrzymał. "Nie no! Wynoszę się stąd!" wypalił czerwono-włosy, po czym zaczął uciekać, lecz nie mógł uniknąć bicza Barbary, który związał się wokół jego szyi.
"A ty dokąd się wybierasz, tchórzu? Dalej, wkładaj swój Dysk Walk i zacznij walczyć jak na faceta przystało." zagroziła Barbara, ciągnąc bicz, co zacieśniało ścisk wokół szyi pechowca.
"Nh... p-pomocy! Pewnego dnia wy też przez to przejdziecie!" błagał pechowy mężczyzna, lecz żaden ze zgromadzonych nawet się nie odważył wystąpić przeciwko Lawtonowi. W końcu jeden z nich wziął swój Dysk i aktywował go.
"Więc będę żył, jak wygram, co? Dobra! Nie zamierzam skończyć źle!" rzucił wyzywający.
"C-co?!" odpowiedział czerwono-włosy z szokiem. Kiedy zdołał się uwolnić z uścisku, aktywował swój Dysk Walk, wściekły. "Tego ci nie daruję, zdrajco! Dawaj!"
...
Kilka godzin później...
Dwóch ludzi, jeden z czerwonymi włosami oraz drugi ze czarnymi, ciężko dyszało. Obydwoje starali się nie przegrać i rzucali wszystko, co mieli. Lecz potem zaczęli zauważać, że mieli sytuację patową. Przyglądający się temu widowisku Lawton uśmiechnął się złośliwie. Teraz miał już całe miasto pod kontrolą i nikt nie był na tyle odważny, by mu się przeciwstawić. Upewniwszy się, że jego "honorowi goście" też na to patrzą, odwrócił się do nich. Nico i West byli przywiązani do słupa plecami. Ostatni raz widziano ich, kiedy nastąpiła eksplozja w tunelu, a Lawton zdecydował ich użyć jako osobistych zakładników na wypadek, gdyby ktoś zaczął się "wywyższać".
"Nie martwcie się, wy dwaj. Jesteście młodzi, więc nie wyślę was do kopalni. Od tej pory będziecie osobistymi asystentami mojej żony, Barbary. I nawet nie próbujcie myśleć o ucieczce. Nie ma takiej siły tutaj, która by was uratowała." ostrzegł Lawton.
"Nie ma mowy! Wiem, że Kalin i Iris się tu zjawią i nas ocalą! A jak to zrobią, to cię pokonają!" odciął się West.
"Kalin i Iris są już martwi. Przecież ten Bóg Śmierci sam tego chciał, prawda?"
"Kalin i Iris żyją!" zaprzeczyła Nico, lecz zaczęła wątpić. "Naprawdę..."
"Ohh, aż normalnie mi uszy pieką..." jęknął udawanym tonem Lawton. "Słuchajcie, lepiej nie żyjcie nadzieją. możecie jedynie żyć w rozpaczy. Spójrzcie tylko na tą dwójkę." Spojrzał po chwili na dwóch pojedynkujących. "Oni są już w drodze do takiego stanu rzeczy." Tymczasem patrzący z wejścia do miasta ludzie spojrzeli na siebie z niepokojem. Wiedzieli, że kiedyś może przyjść dzień, w którym i oni będą zmuszeni walczyć.
"Myślisz, że pewnego dnia i my będziemy walczyć?" spytał się niebieskooki.
"Najwidoczniej..." westchnął kolega, kiedy nagle w powietrzu zabrzmiała muzyka, jakby ktoś grał na harmonijce, i do tego jeszcze na gitarze. "Ta melodia... brzmi znajomo...!" Wszyscy rozglądali się dookoła, zdezorientowani. Ta muzyka wydawała się wydobywać z samego słońca. Wówczas im oczom na horyzoncie ukazały się dwie osoby. Jedna grała na harmonijce, a druga na gitarze, i wydawało się jakby byli ze sobą bardzo zgrani. Powoli szli w stronę skrzyżowania, jak słońce zwiększało ich cienie, przez co niektórzy zaczęli myśleć, iż tajemniczy ludzie wychodzili z samego słońca. W miarę, jak się zbliżali, coraz wyraźniej było słychać melodię, jak i wyraźniej widać ich rysy. Osobą grającą na harmonijce był mężczyzną, noszącym szarą koszulkę z płaszczem, podobnym do Radleya oraz ciemne spodnie. Miał po prawej stronie twarzy również żółte znamię kryminalisty, lecz inne, jak zwykle. Całości dopełniały jasno-niebieskie włosy. Zaś drugą osobą, grającą na gitarze, była dziewczyna odziana w brązowe spodnie, buty z kozakami, kapelusz z szerokim rondem oraz poncho, które odsłaniało siedzący w kaburze rewolwer. To, co ją wyróżniało, to były srebrne włosy oraz oczy, prawe, srebrne oko oraz lewe, sztuczne i metalowe. Wszyscy, po za Nico i Westem, byli w kompletnym szoku. Przed nimi stało dwoje ludzi, którzy rzekomo mieli być martwi!
"Wybaczcie, że tak późno, panowie..." powiedziała Iris, a jej gitara się zmniejszyła do mały rozmiarów. "...ale chyba przybyliśmy w samą porę, nieprawdaż?"
"Powróciliśmy z piekielnych głębi." dodał też Kalin. Wszyscy teraz nie mieli żadnych wątpliwości. To byli Kalin i Iris!
"Kalin, Iris!" krzyknęła Nico, uradowana.
"Wiedziałem, że przybędą." dodał West.
"Niemożliwe... widziałem, jak spadaliście do kanionu!" wypalił Lawton, zaskoczony.
"Potrzeba siły czegoś nienaturalnego, by usunąć coś nienaturalnego." odparła Iris, uśmiechając się. "Tamten dynamit był niczym zwykłe ognisko."
"Tak." przytaknął Kalin, patrząc na innych. "Aczkolwiek zgaduję, że i to miejsce również stało się piekłem, co? Czy to wam pasuje, martwi? Chcecie czekać, aż żniwiarz przybędzie i zabierze was na drugą stronę? A przecież was jest tak dużo, a potrzeba tylko jednego, by wami dowodził?"
"On ma rację... przecież nas jest więcej, a on tylko jeden!" zauważył czerwono-włosy, patrząc na Lawtona.
"Lepiej nawet o tym nie myślcie, śmiecie. Nie macie prawa, by decydować za mnie. Potrzebujecie kogoś takiego jak ja. Ale proszę, jeśli chcecie odejść, proszę bardzo! Śmiało, powodzenia w znalezieniu azylu, który zapewne nie istnieje!" rzucił Lawton.
"To raczej ty powinieneś stąd odejść, Lawton." odparła Iris. "A my będziemy tymi, którzy przekonają cię do odejścia."
"Lepiej uważaj na to, co mówisz dziewczyno!" odcięła się Barbara, wskazując na Nico i Westa. "Nie zapominaj, że mamy zakładników."
"Widzę, że przemyślałaś wszelkie opcje..." odpowiedziała Iris. "Ale czy przewidziałaś też możliwość zaskoczenia?" Po chwili zagwizdała, a w powietrzu rozległ się kolejny dźwięk, tym razem pojazdu. Iris się uśmiechnęła, kiedy jej oczom ukazał się nadjeżdżający Ścigacz Walk, z Yuseiem za sterami.
"Co jest?"
"Co on wyrabia?!"
"Najwyższy czas, Yusei!" krzyknęła Iris.
"Nie na długo!" odciął się Lawton, biorąc rażący pistolet. Strzał strącił Yuseia z jego Ścigacza, który rozbił się o skrzynie. Ale Signerowi to nie zaszkodziło za bardzo. "Proszę, proszę. Jednego żywego to mógłbym znieść. Dwa - raczej wątpliwe. Ale trzy - heh, tu nigdy bym nie uwierzył, że przeżyliście."
"To lepiej uwierz." odcięła się Iris. "Ty i Barbara się stąd wyniesiecie!"
"Doprawdy? Nie sądzę..." zaprzeczył Lawton, zawiązując pas z Dyskiem Walk. "Ale mam dobry nastrój, więc rozstrzygniemy to tu i teraz."
"Nie ma sprawy..." zaczął Yusei, który się podniósł, lecz Iris powstrzymała go ręką. "Iris?"
"Nie, Yusei. To jest moja walka, moja i Kalina. Może nie pochodzę stąd, ale to moje miasto, więc nie zamierzam oddawać pola." wyjaśniła Iris, po czym spojrzała na Lawtona. "Ja i Kalin. Dwóch na jednego. Jeśli wygramy, ty i Barbara stąd znikacie i nie wracacie!"
"Iris, nie! O nas się nie martwcie! Uciekajcie stąd! Proszę!" błagała Nico.
"Nico, West... obiecałem waszemu ojcu, że będę mieć na was oko. Więc pokażę wam też moje odrodzenie." odpowiedział Kalin, pokazując pas z kaburą, w której siedział Dysk Walki w formie pistoletu. "Ten Dysk należał do zmarłego. Powróciłem z piekieł jako Bóg Śmierci, niosąc też uczucia martwych. Powróciłem po to, by żyć. Przysięgam, że was ochronię. Tak jak wasz ojciec!"
"Wiedziałem, że Kalin jest liderem legendarnej Drużyny Satysfakcji!" powiedział West, uradowany.
"Czy to dla ciebie w porządku? Pozwalasz, by ten na wpół martwy człowiek i ta dziewucha zaszli tak daleko?" spytała się Barbara.
"Nie ma się czego martwić." odparł Lawton, patrząc na wschodzące słońce. "Po za tym, to idealna pora. Ten pojedynek będzie ich ostatnim." Po chwili trójka osób patrzyła na ciebie: Kalin i Iris z jednej strony, a Lawton z drugiej. Zaś Yusei przyglądał się z bezpiecznej odległości.
"Mam nadzieję, że wiedzą, co robią. Powodzenia, Kalin... i tobie Iris. Tylko proszę, nie chcę, byś straciła tu życie." powiedział w myślach Yusei.
"Przyjmuję to wyzwanie "dwóch-na-jednego", a w zamian przyda mi się małe wyrównanie szans. Powiedzmy, że początkowy stan mojej ręki będzie sumą waszych, co daje dziesięć kart!" zasugerował Lawton, zaskakując Iris.
"Dziesięć kart... on chce znowu przywołać tego Ogra Gatlinga i wyeliminować nas jednym strzałem?" pomyślała Iris, przypominając to, jak była świadkiem, kiedy Lawton ukazał swoje zabójstwo w pierwszej rundzie.
Wspomnienia
"A następnie... stawiam pięć zakrytych kart." dokończył Lawton, ustawiając swoje karty, podczas gdy w magazynku potwora zaczęły się gromadzić naboje.
"Głupi jesteś? Nie można atakować w pierwszej turze. Chcesz to zakończyć jednym ruchem? Musisz być jakimś amatorem, który nawet nie zna zasad!" zadrwił Radley.
"To ty nim jesteś."
"Co?" zdziwił się Radley. Jednak odpowiedź do niego nie przyszła w normalny sposób.
"OGNIA!" rozkazał Lawton. Gatlingowy Ogr zakręcił korbą, a z gatlinga wyleciał deszcz pocisków, które z szaleńczą prędkością waliły w Radleya. "Widzisz, Ogr Gatlina nie musi atakować. Wystarczy, że użyję jego specjalnej zdolności wysyłania mojej zakrytej karty ze strefy Kart Zaklęć i Pułapek na Cmentarz, by dostarczyć ci manto warte 800 punktów obrażeń. I wiesz co? Mogę wysłać wszystkie moje zakryte karty, a ty otrzymasz okrągłe 4000 punktów obrażeń!" wyjaśnił przeciwnik, kiedy Radley upadł na kolana, a jego płaszcz w niektórych miejscach miał osmalenia. Był w kompletnym szoku. Lawton go załatwił już na początku.
"N-nie... to niemożliwe... ja nawet nie wykonałem ruchu..." wydyszał Radley, nim upadł na ziemię nieprzytomny.
Lawton: 4000 LP
Radley: 0 LP
"No... jak będzie?" zapytał się Lawton.
"Kalin, uważaj, on chce..." zaczęła Iris, lecz jej partner się wciął.
"Nie ma sprawy." odparł Kalin. Iris się uśmiechnęła.
"Zgoda. To się nazywa wola życia. Wygra ten, kto ma najsilniejszą wolę." powiedziała Iris.
"Ten, kto pociągnie najszybciej, zaczyna jako pierwszy." odparł Lawton. Przez chwilę wciąż wpatrywali się nawzajem, jak słońce powoli zbliżało się do horyzontu. A kiedy słońce dotknęło horyzontu...
"WALCZMY!" wrzasnęli wszyscy razem. Kalin, Iris i Lawton szybko wyciągnęli rewolwery z kabur, ustawili je na tryb pojedynku i dobrali karty. Obydwoje spojrzeli na Lawtona, widząc w jego ręku pięć kart, lecz kiedy ich przeciwnik bardziej rozszerzył swoją dłoń, to okazało się że miał aż dziesięć kart.
"Dobra, to było szybkie." odpowiedziała Iris, zaskoczona szybkością ich przeciwnika.
"Heheh... wygląda na to, że zaczynam." odparł Lawton z uśmieszkiem.
Kalin: 4000 LP
Iris: 4000 LP
Lawton: 4000 LP
"Jesteś gotowy, Kalin?" spytała się Iris.
"Oczywiście." odparł Kalin. "A jak pył opadnie, zostanie tylko jeden z nas."
"Moja tura." odparł Lawton, dobierając kartę. "Przywołuję na pole Ogra Gatlinga!" Wtedy na polu znowu pojawił się purpurowy demon w ubiorze generała, z wystającym z brzucha karabinem gatlinga (4) (ATK: 800/DEF: 800).
"Uh-oh. Oto kłopotliwy potwór." mruknęła Iris.
"A dzięki temu..." powiedział Lawton, ustawiając pięć kart. "...zwycięstwo jest moje. Widzicie, za każdym razem, jak wyślę zakrytą kartę z mojej strefy kart Zaklęć i Pułapek, Ogr Gatlinga zada 800 punktów obrażeń."
"A mając aż dziesięć kart, prawdopodobieństwo że pokona nas obydwóch, jest wysokie." dodała w myślach Iris, po czym spojrzała na swoją dłoń. Jedną z pięciu dobranych kart był Veiler Działania.
Wspomnienia
"Teraz wsunę te karty i aktywuję..." zaczął Lawton, lecz Iris mu przerwała.
"Aktywuję efekt Veiler Działania z mojej ręki! Poprzez wysłanie tej karty na Cmentarz, do końca tej tury działanie twojego Ogra zostanie zanegowane!" zadeklarowała Iris, jak pozbyła się karty, a na polu pojawiła się młoda dziewczyna o niebieskich włosach, nosząca blado-różowy strój z czarnymi legginsami i anielskimi skrzydłami, które wyrastały z jej ramion. Lawton patrzył na nią, zaskoczony.
"Jeśli teraz wykorzystam tą kartę, ja i Kalin przetrwamy tą turę." pomyślała Iris, kiedy dotknęła tej karty, lecz wtedy Kalin spojrzał na nią wzrokiem.
"Nic nie rób."
"Co?" zdziwiła się Iris. Czemu Kalin nie chciał, by użyła efektu Veiler Działania? Przecież, jeśli tego nie zrobi, Lawton szybko ich pokona.
"No to dawaj." odparł Kalin.
"Naprawdę? Skoro tak bardzo ci śpieszno do piekła, wyślę cię tam jako pierwszego." rzekł Lawton. "Dobra, sam się prosiłeś! Ognia!" dodał po chwili, a jego Ogr Gatlinga wystrzelił naboje w kierunku Kalina. Młody lider Zespołu Satysfakcji został uderzony i w zwolnionym tempie upadał na ziemię, zaskakując wszystkich, zwłaszcza Iris i Yuseia.
"Kalin!" krzyknęła Iris.
"O nie!" krzyknął Yusei. Nico i West patrzyli na to z przerażeniem, zaś Barbara z uśmiechem. A Lawton zaczął triumfalnie się śmiać.
Kalin: 0 LP
Iris: 4000 LP
Lawton: 4000 LP
"Hahahahahahh!" śmiał się Lawton. "No i stało się. Nokaut w pierwszej rundzie. Teraz, kiedy Bóg Śmierci w końcu..." lecz tutaj był zmuszony przerwać swój triumf, bo to, co potem zobaczył, niemal wgniotło go w ziemię. Mieszkańcy Crash Town, Barbara, Nico, West, Yusei i Iris patrzyli z nieskrywanym szokiem, jak Kalin się podnosił, a otaczała go ciemnoniebieska aura.
"A-Ale jak to w ogóle możliwe?" spytała się Barbara. "Nie powinien leżeć jak trup?"
"Twoje życie zostało wyzerowane, a ty wciąż stoisz? Co się dzieje?" dodał Lawton.
"Mówiłem ci. Jestem Bogiem Śmierci, który powrócił z piekielnych głębi. A bogowie śmierci nigdy nie umierają..." odparł spokojnie Kalin, kiedy aura wokół niego zaczęła się zniekształcać, aż w końcu wyszła z niego, zmieniając się w... coś, co przypominało opętany brązowy totem. Miał kilka par oczu: trzy pary na dole, trzy na korpusie oraz jedną parę na twarzy. Jego ręce wydawały się łączyć z resztą ciała jakąś niewidzialną siłą (1) (ATK: 0/DEF: 0).
Lawton cofnął się, zszokowany i zaskoczony. "C-Co to za dziwadło?!"
"To proste. Jeśli moje życie zostanie wyzerowanie w wyniku obrażeń z działania, pozbywam się wszystkich kart z mojej dłoni, oprócz tej, co pozwala mi na Specjalne Przywołanie Piekielnego Zera w trybie obrony." wyjaśnił Kalin. "Tak długo, jak Piekielne Zero znajduje się na polu, nie przegram, nawet jeśli moje punkty życia spadną do zera. Jednakże na każde 500 punktów doznanych przeze mnie obrażeń pojawi się jeden Licznik Śmierci. Gdy zbiorą się trzy, Piekielne Zero ulegnie autodestrukcji, a ja przegram."
"Co takiego?" zdziwił się Lawton, zdenerwowany. Jednak jego gniew urósł, kiedy Kalin lekko się zaśmiał z satysfakcji. "Człowieku, sam jesteś jednym wielkim dziwadłem."
"Chętnie ci pokażę, jak żyje Bóg Śmierci, Lawton." odparł Kalin.
"To pokaż. Wciąż mam amunicję, by się ciebie pozbyć." rzekł Lawton, ustawiając na dysku pięć kolejnych kart, a Ogr Gatlinga ponownie ładował naboje do broni. "Tym razem będę mieć pewność, że leżysz martwy! Ognia!" rozkazał Lawton, kiedy nagle poczuł coś zimnego na skroni. Powoli ruszył oczami, by zauważyć rogatego demona, który celował w niego rewolwerem. Miał białą, że niemal kościstą czaszkę oraz długie, czarne włosy. Miał na sobie ciemno-czerwoną płaszcz oraz niebieskie spodnie, a z jego torsu patrzyła para niemal dzikich oczu, które potrafiły przeszyć Lawtona na wylot. "C-Co jest?!"
"Jeśli moja ręka jest pusta i mam otrzymać obrażenia z efektu, mogę usunąć z Cmentarza Piekielnego Strzelca Śmierci i zanegować je. Co więcej, to od ciebie zależy, czy aktywować kolejne działanie tego rewolwerowca." odparł Kalin.
"C-Co?" spytał Lawton, zszokowany, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk pociągniętego kurka, co wywołało u niego większą presję.
"W tej chwili dobiorę kartę z wierzchu talii. Jeśli tą kartą będzie karta potwora, doznasz obrażeń z działania, których doznałem podczas tego ruchu, nie wyłączając zanegowanych obrażeń. Jednakże, jeśli to będzie inna karta, niż karta potwora, wtedy ja otrzymam obrażenia równe obrażeniom, jakie doznałem podczas tego ruchu. Oczywiście możesz nie zgodzić się na tą decyzję, ale nie będziesz w stanie zadać mi obrażeń przez resztę tej tury. Więc... co zrobisz?"
"Jeśli dobierze kartę potwora, to przegram. Ale z drugiej strony jeśli dobierze inną kartę, to on przegra!" myślał Lawton, czując presję.
"Ech... zapomniałem, ile kart potworów zostało w mojej talii..." westchnął Kalin i spojrzał na Lawtona z nieskrywaną prowokacją. "Co zrobisz?" Iris patrzyła na Kalina z zaskoczeniem.
"Kalin... znowu polegasz na szczęściu?"
Wspomnienia
"Teraz moja kolej..." odpowiedział Kalin, ciągnąc następną kartę. "Stawiam zakrytą kartę, i aktywuję efekt Piekielnego Randomizera!" Wówczas ciało potwora zaczęło się obracać, ustawiając swoje ciało-rewolwer na cel, zaskakując Iris. "Raz na turę, mogę dobrać kartę i wysłać ją na Cmentarz. Jeśli tą kartą jest karta potwora, wtedy otrzymasz obrażenia równe poziomowi pomnożonego przez dwieście. Jednak jeśli to będzie coś innego, wtedy ja otrzymam 500 punktów obrażeń..."
"Polegasz na szczęściu? To nie w twoim stylu, Kalin!" rzekła Iris.
"Szczęście? O nie, Iris... ja to nazywam przeznaczeniem. A to tylko pojedynek. Wystarczy go wygrać, prawda?"
"Zasady bitwy generalnej mówią, że nie można atakować podczas swojego pierwszego ruchu. Chyba nic się nie stanie, jeśli przeczekam turę. Zyskam przewagę, nawet jeśli nie podejmę tak wielkiego ryzyka!" myślał Lawton. Po chwili zdecydował. "Odmawiam wyboru. Kończę ruch." Wówczas duch Piekielnego Strzelca Śmierci zniknął.
"Nie mów mi, że aż tak się boisz Boga Śmierci?" zadrwił Kalin.
"Mów, co chcesz! Nie zamierzam wykorzystać przewagi twojego pola. Zwyciężę, używając mojego!" odciął się Lawton.
"Heh... moja tura." westchnął Kalin, dobierając kartę. Myśli Lawtona już pracowały na zdwojonych obrotach.
"Co to za karta? Co pociągnął?" Po chwili...
"Jaka szkoda... stawiam jedną zakrytą kartę i kończę turę." powiedział Kalin.
"Niech to. Czyli to nie była karta potwora." zaklął Lawton. "Gdybym się zgodził na ten efekt, zwycięstwo miałbym w kieszeni."
"Moja tura." zadeklarowała Iris, ciągnąc kartę. "Przywołuję Niosącego Sprawiedliwość w trybie ataku!" Wówczas na polu pojawił się wojownik z hełmem zakrywającym jego oczy oraz w świętych szatach i ze złotymi skrzydłami, dzierżąc pewnie wielki miecz (4) (ATK: 1700/DEF: 1000). Potem Iris spojrzała na Veiler Działania, układając plan. "Kiedy Lawton zacznie swoją turę, wykorzystam efekt tej karty, by powstrzymać go przed wystrzeleniem pocisków..."
"Veiler Działania! Wiem, że masz go w ręku!" rzucił Lawton, zaskakując Iris, kiedy niespodziewanie jakiś strzał przedziurawił Veiler Działania. Srebrno-włosa dziewczyna spojrzała na Lawtona, który aktywował pułapkę. "Przestawiam ci moją pułapkę, "Dokładny Strzał". Jeśli zadeklarowana przeze mnie karta jest w dłoni posiadacza, musi wysłać ją na Cmentarz."
"Ech... stawiam trzy zakryte karty i kończę turę." odparła Iris, łypiąc wzrokiem Lawtona. "Ten facet czyta mnie jak otwartą księgę. Przejrzał moją strategię w ciągu jednego pojedynku."
"Iris..." powiedział Yusei, zmartwiony.
"Moja tura!" zadeklarował Lawton. "Ustawiam Ogra Gatlinga na tryb obronny, a następnie wyposażam go w Kartę Zaklęcia, Podwójne Bronie!" Wówczas kolor jego potwora zmienił się na niebieski, oznaczający przejście do defensywy, a jego magazynek z nabojami niespodziewanie się sklonował w wyniku czego Ogr Gatlinga miał aż dwa magazynki. "Teraz wszelkie obrażenia zadane przez Ogra Gatlinga zostaną podwojone!"
"Czyli to oznacza, że za jedną zakrytą kartę Ogr Gatlinga zada aż 1600 punktów obrażeń?!" zdziwiła się Iris, zaniepokojona.
"Próbuje mnie pokonać jednym uderzeniem?" westchnął Kalin, niewzruszony. "Zaraz zasnę z nudów."
"Naprawdę? Pozwól, że ci pomogę, Kalin!" odparł sarkastycznie Lawton. "Pełny ogień!" Ogra Gatlinga zakręcił korbą, strzelając w Kalina.
"Aktywuję pułapkę, Toczący Unik!" skontrował Kalin, jak niewidzialna bariera odbiła naboje. "Na jeden raz neguje obrażenia zadane graczowi!"
"Dobrze, że mam zapas. Pełna salwa, jeszcze raz!" zaprzeczył Lawton, jak jego potwór ponownie wyzwolił salwę ognia. Jednak Iris też miała asa w rękawie.
"Aktywuję moją kartę-pułapkę, Połowiczna Tarcza!" skontrowała Iris, aktywując kartę. "Na tą turę obrażenia z walki i z efektu zostaną przepołowione!" Tarcza w kształcie serca, pół metalowa, a pół przezroczysta, pojawiła się przed Kalinem, chroniąc go, jednak kilka pocisków uderzyło w niego. "Kalin!"
"Nhh... wciąż stoję..." odpowiedział Kalin, wstając. Wtedy obok niego pojawił się mały ognik, który przybrał formę cyfry "1".
Licznik Śmierci: 1
"Niedobrze..." jęknęła Iris. Nawet mimo tarczy Kalin wciąż oberwał.
"Może przepołowiłaś obrażenia zadane przez Ogra Gatlinga, ale nawet mimo tego to wciąż 800 punktów obrażeń! Gdy tylko się zgromadzą trzy Liczniki Śmierci, wykopię grób specjalnie dla ciebie, Kalin!" odparł Lawton, zadowolony z rezultatów.
"Heh... w porządku, strzelaj dalej. Wyślij mnie do piekła." odpowiedział Kalin, zaskakując przeciwnika.
"Co?"
"Wciąż masz amunicję, co nie? Czemu nie uwolnisz furii broni na mnie?" zapytał Kalin.
"Mam jeszcze jedną kartę, ale da mu tylko jeden Licznik Śmierci." zastanawiał się Lawton. "Co on kombinuje? On naprawdę chce się zabić?"
"Na co czekasz? Śmiało, ostrzelaj mnie. Stoję spokojnie na swój koniec, Lawton." zadrwił Kalin.
"Kalin?" zdziwiła się Iris.
"Nie. Kalin nie polega na szczęściu. Chyba wywiera presję na przeciwnika." zauważył Yusei. Po chwili i do Iris dotarło sens tych "drwin".
"No... co zrobisz?" ponaglił Kalin.
"Już rozumiem... ten facet chce mnie pozbawić całej amunicji." pomyślał Lawton, patrząc na swoją ostatnią zakrytą kartę. "Zapomnij, oszczędzę naboje. Kończę turę!"
"Kalin... spodziewałeś się, że użyję Połowicznej Tarczy?" spytała się Iris. "Ty nie próbujesz się zabić."
"Oczywiście. Pochłonąłem uczucia duchów uwięzionych w górach. Razem z wolą zmarłych. Życzenie ojca Nico i Westa również." odpowiedział Kalin. "Niegdyś założyłem Drużynę Satysfakcji i walczyłem dla niej. Jednakże to była jedynie iluzja. Odrodziłem się jako Mroczny Signer i walczyłem tylko dla siebie. Zdradziłem moich przyjaciół i własną wolę życia. Ale tym razem... walczę dla tych, którzy we mnie wierzą. Dzięki Yusei'owi, a szczególnie tobie, Iris... zyskałem wolę życia."
"Kalin..." powiedziała Iris.
"Nie będę już uciekał. Walka i życie będą moją odpowiedzią dla tych, którzy we mnie wierzą. To... mój nowy styl pojedynkowania. Moja tura!" rzucił Kalin, dobierając kartę. "Przywołuję Piekielnego Szatana!" Wówczas na polu pojawił się szary, długi, niemalże szkieletowy demon z dwoma parami bursztynowych oczu z szarymi szatami (4) (ATK: 1800/DEF: 1200). "Kiedy ta karta jest dobrana, jak nie mam żadnych kart w dłoni, jest traktowana jako Specjalnie Przyzwana. Co więcej, jak zostanie w ten sposób przywołana, mogę dodać jedną kartę z nazwą "Piekielny" z mojej talii do dłoni!" wyjaśnił Kalin, ciągnąc kartę. "Dodałem do swojej dłoni Piekielny Miraż, który natychmiast przywołam!" Wtedy obok Piekielnego Zera pojawił się półprzezroczysty demon, przypominający Rdzennego Amerykana albo inaczej Indiana (1) (ATK: 0/DEF: 0). "Aktywuję jego specjalną moc. Jak mam pustą rękę, mogę poświęcić Miraż, a w zamian przywołać ze Cmentarza dwa "Piekielne" potwory! Przybądźcie, Piekielny Chrząszczu i Piekielna Bestio!" dodał po chwili Kalin, kiedy na miejscu ducha pojawił się czarny żuk z zielonymi ślepiami (2) (ATK: 1200/DEF: 0) oraz słomo-czarny doberman z krwiście czerwonymi ślepiami i szmaragdowymi kulami po obu stronach szyi (3) (ATK: 1600/DEF: 1200). "To nie wszystko." kontynuował. "Jeśli uwolnię Piekielnego Chrząszcza, i mam pustą rękę, mogę wykonać Specjalne Przyzwanie dwóch Piekielnych Chrząszczy z talii, ręki lub Cmentarza!" Wówczas pierwszy żuk znikł jak kamfora, a na jego miejscu pojawiły się dwa nowe. Wszyscy patrzyli na to z zaskoczeniem. Wystarczyła jedna runda, by przywołać aż cztery potwory na pole.
"Całkiem nieźle..." powiedział Lawton. "Wygląda na to, że nie doceniałem tego punkowca. A więc to tak wygląda droga Boga Śmierci, co?"
"Doskonale, Kalin." powiedziała uradowana Iris. "Jeśli te ataki nie zostaną powstrzymane, ten pojedynek będzie nasz!"
"Lawton, nie daruję ci, jak przegrasz!" rzuciła Barbara.
"Wiedziałem, że Kalin wygra!" powiedział West, zadowolony.
"Ja też." przytaknęła Nico.
"A teraz pora to zakończyć. Piekielny Chrząszczu numer 1, atakuj Ogra Gatlinga!" rozkazał Kalin. Żuk się podniósł, machając skrzydełkami, po czym ruszył jak pocisk w stronę potwora Lawtona.
"Jakbym miał na to pozwolić! Aktywuję pułapkę, Zasadzka Powracającego Ataku!" skontrował Lawton, aktywując kartę, na której był wizerunek potwora, którego ciało wyglądało jak wysuszone kłębowisko roślin widywane na zachodzie. "Mogę ją aktywować, jeśli potwór przeciwnika atakuje. Kończy Fazę Bitewną i przywołuje na moje pole tylu Symboli Zasadzki w trybie obronnym, ile potworów w trybie ataku kontroluje przeciwnik!" Wtedy niewidzialne pole odbiło Piekielnego Chrząszcza, a w towarzystwie Ogra Gatlinga pojawiło się czterech potworów wyglądających jak kłębowiska roślin, każdy trzymający dwie zapalone pochodnie (1) (ATK: 100/DEF: 100 x4).
"O nie..." powiedział Yusei, zaskoczony.
"Ale to nie wszystko. Widzisz, jeśli uwolnię Symbole Zasadzki, za każdego otrzymasz równe 500 punktów obrażeń!" dodał po chwili Lawton.
"500 punktów za każdego? Wtedy będzie mieć aż trzy Liczniki!" zauważył West. Z drugiej strony Barbara była szczęśliwa.
"I to właśnie lubię, skarbie!" dopingowała Barbara.
"Coś ci powiem, punkowcu. Bogowie Śmierci twojego pokroju powinni być martwi. Ale skoro ty wciąż stoisz, to z nieskrywaną przyjemnością wyślę cię z powrotem do piekła!" rzucił Lawton, jak cztery Symbole Zasadzki się zapaliły i, niczym pędzące kule ognia, ruszyły w stronę Kalina.
"Nie na mojej zmianie! Aktywuję zdolność Niosącego Sprawiedliwość!" skontrowała Iris, kiedy jej wojownik machnął mieczem, odrzucając kwartet palących potworów z powrotem na pole Lawtona. "Wybacz, ale mój potwór potrafi zanegować efekt Specjalnie Przywołanych potworów na tą turę."
"Rrr... zapłacisz mi za to!" warknął Lawton.
"Och, bardzo mi przykro. Ale ja i Kalin się nie poddamy!" odparła Iris z płonącą determinacją. Mieszkańcy Crash Town patrzyli się z niedowierzaniem.
"Oni... naprawdę mogą wygrać." zauważył były gracz Malcolma.
"Myślisz, że naprawdę się starają, by uratować to miasto?" spytał się były gracz Radleya.
"Moja tura!" zadeklarowała Iris, dobierając kartę. "Najpierw aktywuję trwałą pułapkę, Synchro-Dusza!" dodała po chwili, aktywując kartę. "Raz na turę mogę wysłać 1 Synchro-Potwora z mojej Extra-Talii na Cmentarz. Wysyłam na Cmentarz Zsynchronizowane Senketsu, Ryuko Matoi na Cmentarz."
"Ciekawe..." mruknął Kalin.
"Heh, ciekawi mnie czemu wysłałaś silnego Synchro-Potwora na Cmentarz..." odparł Lawton.
"Ponieważ dzięki temu mogę przywołać ją bez wykonywania Synchro Przyzwania. Aktywuję kolejną pułapkę, Wezwanie Zmarłych. Dzięki tej karcie mogę przywołać jednego potwora z mojego Cmentarza w pozycji ataku i wyposażyć go w tą kartę!" wyjaśniła Iris.
"Co? Ale to oznacza..." jęknął Lawton.
"Tak. Przywołam na pole Zsynchronizowane Senketsu, Ryuko Matoi!" odparła Iris, kiedy na jej polu pojawiła się Ryuko Matoi w swojej obcisłej zbroi, dzierżąc pewnie połowę Ostrza Nożyc (7) (ATK: 2800/DEF: 400). Jej widok niemal postawił na głowie całe miasto.
"K-kto to?" spytała się Barbara.
"Nie przypominam sobie, by Iris miała tego potwora. Sądziłem, że po za StrikerS'ami ma Linehalta, ale ona... potrafisz mnie zaskakiwać, Iris." powiedział w myślach Yusei.
"West, proszę, zamknij oczy!" pisnęła Nico.
"Nie mogę! Nawet z zamkniętymi oczami czuję, jak jej widok mnie przeszywa!" powiedział West.
"Wykorzystałaś taką kombinację, by przywołać... jakąś ekshibicjonistkę?!" wypalił Lawton.
"Ej! Przymknij swoją jadaczkę, kowboju! I nie gap się tak na mnie, nie moja wina że mam taką zbroję!"wypaliła Ryuko, wkurzona, przez co jej przeciwnik zamilkł.
"Iris... wiedziałem, że jesteś twarda, ale... tego się nie spodziewałem." przyznał się Kalin, rumieniąc.
"Niech cię jej wygląd nie zmyli; ona walczy jak prawdziwy wojownik." odparła Iris. "Ryuko Matoi to dziewczyna z charakterem, gotowa, by pociąć każdego, kto wejdzie w jej drogę."
"Chętnie to zobaczę." odpowiedział sarkastycznie Lawton. "Dwa potwory nie drasną moich Punktów Życia!"
"...nie sądzę."
"Co?" zdziwił się Lawton.
"Ryuko Matoi, zaatakuj Ogra Gatlinga!" rozkazała Iris.
"Z największą przyjemnością!" odparła Ryuko, ruszając na potwora Lawtona, po czym skoczyła wysoko. "Żegnaj, potworze!" krzyknęła Ryuko, jak Ostrzem Nożyczek przecięła go na pół. Lawton musiał zasłonić się rękami, kiedy Ogr eksplodował.
"Dobrze. Ten kłopotliwy drań w końcu zniknął." powiedział Kalin.
"To nie wszystko." kontynuowała Iris, kiedy niespodziewanie jeden z Symboli Zasadzki przyjął postawę atakującą.
"Co jest? Czemu..." spytał się Lawton.
"To specjalna moc Ryuko. Kiedy niszczy potwora poprzez walkę, może wymusić o innego potwora zmianę z trybu Obrony na tryb Ataku, po czym ponownie zaatakować. Dalej, Ryuko!" odparła Iris.
"Dobra, dobra! Tylko daj mi trochę czasu na złapanie oddechu, dziewczyno!" rzuciła Ryuko, dysząc. Po chwili uniosła swoje ostrze i zwinnym ruchem przecięła Symbol Zasadzki na pół, zadając obrażenia Lawtonowi.
Kalin: 0 LP
Iris: 4000 LP
Lawton: 1300 LP
"Teraz Niosący Sprawiedliwość zaatakuje drugi Symbol Zasadzki. Cięcie sprawiedliwości!" rozkazała Iris. Złoto-skrzydłowy wojownik posłusznie natarł na Symbol Zasadzki, kończąc jego żywot cięciem miecza. "Stawiam dwie zakryte karty i kończę turę. Lawton, nie masz już zakrytych kart, a twój Ogr Gatlinga został unicestwiony.
"Sprytne zagranie, Iris." powiedział Kalin pod wrażeniem. "Błyskawicznie zredukowałaś życie Lawtona o 2700."
"Dzięki, Kalin." podziękowała Iris.
"Wy..." warknął Lawton, zwracając ich uwagę. "Tym razem przestaniecie być tacy zarozumiali!"
"Uh-oh..." jęknęła Ryuko. "Chyba się zezłościł!"
"Moja tura!" rzucił Lawton, dobierając kartę. "Na początek zagram Zaklęciem, Karta Pogrzebanej Magii! Usuwam z mojego Cmentarza trzy Karty Zaklęcia, po czym dobieram dwie karty z talii. Następnie uwalniam dwa Symbole Zasadzki, by przywołać Ogra Długiej Lufy na pole w trybie obronnym!" Dwa potwory przypominające kłębowiska roślin znikły, a na ich miejscu pojawił się potwór noszący mundur północnych generałów z czasów amerykańskiej wojny. Z lewej części głowy wyrastał długi róg, a w prawej ręce trzymał karabin snajperski, który był dwa razy większy od posiadacza (7) (ATK: 0/DEF: 3000).
"Ogr Długiej Lufy..." powiedział Yusei.
"Kolejny, kłopotliwy potwór." mruknęła Iris. "I to z wielkim gnatem. Co on potrafi?"
"Pozwólcie, że wyjaśnię. Ogr Długiej Lufy posiada specjalne działanie, które niszczy jednego potwora z pola przeciwnika, który jest w trybie ataku, i to tego potwora, którego atak jest największy." odparł Lawton, spoglądając na Kalina. "Piekielne Zero utrzymuje cię w grze, nawet bez żadnego punktu życia, a za każde 500 punktów obrażeń zapali się jeden Licznik Śmierci. Jak tylko dobije do trzech, twoje serce stanie. Tak więc... wyeliminuję cię szybko i bezboleśnie!"
"Przygotuj się..." powiedziała Iris. "Nie sądzę, by to było bezbolesne."
"Ogrze Długiej Lufy, czas byś usunął z drogi Kalina. Wielki strzał z ukrycia! Pierwszy ostrzał! (I)" rozkazał Lawton, jak jego potwór namierzył Piekielnego Szatana i wystrzelił ze swojego karabinu pocisk. Demoniczny potwór Kalina nie zdążył zareagować i oberwał pociskiem, wybuchając. Kalin spojrzał w górę za sobą i zobaczył, że pocisk wisi nad nim jak bomba. "Piekielny Szatan ma 1900 Ataku, co połowa z tego aż 900 punktów. Ten pocisk wyryje sobie drogę przez ciebie, Kalin!" Wtedy pocisk runął na Kalina, "przebijając" się przez jego ciało i ducha!
"Kalin!" krzyknęli Yusei i Iris. Ich przyjaciel ledwo trzymał się na nogach, a obok niego zapalił się kolejny licznik.
Licznik Śmierci: 2
"Dwa Liczniki. Jeszcze jeden i nawet Bóg Śmierci padnie. A tak na marginesie... czy wspomniałem, że można użyć działania Ogra Długiej Lufy dwa razy?"dodał po chwili Lawton z złośliwym uśmieszkiem.
"Co?" spytał się Kalin, zaskoczony.
"Dwa razy?!" powtórzyła Iris.
"Tak! Wystrzelę trzecią serię w Boga Śmierci i wyślę go z powrotem do piekła!" rzucił Lawton. "Wielki strzał z ukrycia! Drugi ostrzał!" Ogr Długiej Lufy namierzył Piekielną Bestię Kalina i wystrzelił drugi pocisk. A jak pocisk znajdywał się w zasięgu Bestii... nagle zmienił kierunek i trafił w Ryuko!
"Niech to!" zaklęła Ryuko, nim wybuchnęła.
"Iris!" krzyknął Yusei.
"Co?" zdziwił się Lawton. Pocisk miał trafić w Piekielną Bestię i pokonać Kalina, a zamiast tego trafił w potwora Iris. Kiedy spojrzał na przeciwniczkę, zauważył aktywowaną pułapkę.
"To moja pułapka, nazywam ją Skręceniem Umiejętności." wyjaśniła Iris. "Pozwala mi przekierować aktywowane działanie potwora na innego potwora."
Kalin: 0 LP
Iris: 2600 LP
Lawton: 1300 LP
"Iris..." powiedział Kalin z niedowierzaniem. "Czemu mnie..."
"Już ci to mówiłam, Kalin. Nie pozwolę ci umrzeć." odparła Iris.
"Ale twoje Punkty Życia zostały zredukowane o 1400, Iris. Jeśli chcesz umrzeć pierwsza, to nie ma sprawy!" odciął się Lawton. "Stawiam zakrytą kartę i kończę turę."
"Nie ma mowy, że tu polegniemy, Lawton." odpowiedział Kalin. "Teraz moja kolej. Gram Zaklęciem z mojej dłoni, Miotacz naboi. Najpierw wysyłam cztery kolejne karty z wierzchu talii na Cmentarz..." W miarę, jak Lawton patrzył na Kalina, jego wzrok stanął na jednej z kart, które właśnie były wysyłane na cmentarz. Tą kartą był Piekielny Strzelec Śmierci!
"Ta karta... to przecież Piekielny Strzelec Śmierci!" zauważył Lawton.
"...a następnie dobieram jedną kartę." dokończył Kalin, ciągnąc kartę. "Po aktywacji, Miotacz naboi wraca na wierzch mojej talii, a jeśli dobiorę tą kartę, wysyłam ją na cmentarz."
"Gdzieś to już widziałem..." mruknął Lawton, patrząc, jak Kalin wkłada kartę na wierzch talii.
Wspomnienia
"Jeśli moja ręka jest pusta i mam otrzymać obrażenia z efektu, mogę usunąć z Cmentarza Piekielnego Strzelca Śmierci i zanegować je. Co więcej, to od ciebie zależy, czy aktywować kolejne działanie tego rewolwerowca." odparł Kalin.
"C-Co?" spytał Lawton, zszokowany, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk pociągniętego kurka, co wywołało u niego większą presję.
"W tej chwili dobiorę kartę z wierzchu talii. Jeśli tą kartą będzie karta potwora, doznasz obrażeń z działania, których doznałem podczas tego ruchu, nie wyłączając zanegowanych obrażeń. Jednakże, jeśli to będzie inna karta, niż karta potwora, wtedy ja otrzymam obrażenia równe obrażeniom, jakie doznałem podczas tego ruchu. Oczywiście możesz nie zgodzić się na tą decyzję, ale nie będziesz w stanie zadać mi obrażeń przez resztę tej tury. Więc... co zrobisz?"
"Piekielny Strzelec Śmierci jest potworem, którego działanie przypomina rosyjską ruletkę, która losuje pomiędzy życiem i śmiercią. To, kto otrzyma obrażenia, będzie zależeć od karty, którą Kalin dobierze..." pomyślał Lawton. "Ale, jeśli dobrze znam jego "następny pocisk"... jego kolejną kartą jest ta Karta Zaklęcia. Jeśli użyje tego efektu, przegra."
"Kalin, jeśli chcemy wygrać ten pojedynek, musimy się pozbyć Ogra Długiej Lufy." zauważyła Iris.
"Trafne spostrzeżenie, Iris." odpowiedział Kalin. "Teraz przyzwę Tunera, Piekielny Randomizer!" Wówczas na pojawił się potwór przypominający dwulufowy rewolwer, po jednym wycelowanym w gracza (1) (ATK: 900/DEF: 0). "Następnie tunuję Piekielny Randomizer poziomu 1 z dwoma Piekielnymi Chrząszczami poziomu 2 oraz Piekielną Bestią poziomu 3." Dwulufowy demoniczny pistolet zmienił się w zielony pierścień, a zaś pozostałe jego potwory, za wyjątkiem Piekielnego Zera, w siedem gwiazd.
"Martwi i żywi... Gdy zostaną wyzerowani ponad klatką wieczności, przybędzie demoniczny smok!"
Kolumna światła rozbłysła wewnątrz zielonych pierścieni, tworząc wielkiego, czarnego smoka, który miał dwie pary rąk. Jedne były małe, a drugie były masywne, zakończone dwoma dużymi pazurami. Jednak najbardziej dziwną rzeczą była głowa; pysk miał rząd ostrych ząbków, dwie pary żółtych oczu, oraz coś, co przypominało organiczną koronę z wyrostkami, odsłaniającymi mózg potwora (8) (ATK: 3000/DEF: 2400). "Oto Piekielny Smok Śmierci!"
"Nareszcie. Atutowy potwór Kalina." pomyślała Iris.
"To coś z pewnością jest spore..." mruknął Lawton, patrząc na wielką bestię. "Ale to i tak ci w niczym nie pomoże. Mój Ogr Długiej Lufy wciąż ma zwartą obronę."
"Być może... ale kto ci powiedział, że będę go atakować?" spytał się retorycznie Kalin.
"Co?" zdziwił się Lawton.
"Piekielny Smok Śmierci nie musi atakować." wyjaśniła Iris. "Bowiem, jeśli posiadacz ma pustą rękę, może namierzyć jednego potwora przeciwnika i automatycznie go rozwalić, a przeciwnik otrzymuje obrażenia równe połowie ataku zniszczonego potwora."
"Co?" spytał się Lawton, zaskoczony.
"To znaczy, że nawet jeśli nie otrzymasz żadnych obrażeń z ataku Ogra Długiej Lufy, to i tak twój potwór zostanie zniszczony." powiedział Kalin. "Piekielny Smoku Śmierci, zniszcz Ogra Długiej Lufy. Piekielny Oddech Śmierci!" Czarny smok wyzwolił ze swojej paszczy grad błyskawic.
"Nie tak szybko. Gram kartą-pułapką, Metalowy Płaszcz!" skontrował Lawton, aktywując kartę na której był mężczyzna odziany w metalowy płaszcz. "Mogę go wyposażyć w jednego potwora na polu. Wyposażony w Metalowy Płaszcz, Ogr Długiej Lufy nie zostanie zniszczony przez efekt!" Wówczas Ogr Długiej Lufy został otoczony srebrną metalową tarczą, która pochłonęła błyskawice smoka.
"Mój Piekielny Smok Śmierci nie może atakować w rundzie, w której użył swojego efektu." zauważył Kalin. "Kończę turę."
"Co jest, Kalin? Nie miałeś pokonać Ogra Długiej Lufy i mnie? Wygląda na to, że w tej sytuacji to ja powinienem być Bogiem Śmierci, co?" zadrwił Lawton, śmiejąc się.
"Nie nakręcaj się tak, kowboju!" odcięła się Iris, uciszając Lawtona. "Teraz moja tura... a twój Ogr padnie!" Po czym dobrała kartę, by po chwili się uśmiechnąć. "O tak... Lawton, twój partner zaraz pójdzie na spoczynek, bowiem przywołuję na moje pole maga z Mid-Childa, Yuuno Scryę!" Wówczas na pojawił się młody mag w beżowej tunice (4) (ATK: 1400/DEF: 850). "Następnie Yuuno Scrya poziomu 4 ztunuje się z Noszącym Sprawiedliwość poziomu 4!"
"Dwóch stanie się jednym, a dwóch uczyni ten świat jednym! Przełam bariery magii, a Wzburzone Serce otworzy drogę do Gwiazd! Synchro-Przyzwanie! Przybądź, Nanoha Takamachi, Mag StrikerSów!"
Kolumna światła wówczas się rozbłysła i kiedy światło znikło, w powietrzu unosiła się dziewczyna w wieku 19 lat. Miała czerwone włosy spięte w dwie długie ogony oraz nosiła biały strój z peleryną doczepioną do pasa, miała też mini spódniczkę oraz klejnoty na butach. Całość dopełniała długa włócznia, której koniec przypominał zaawansowaną wersję ostrza, w którym była połyskująca różowa kula (8) (ATK: 2500/DEF: 2000).
"Teraz wyposażę Nanohę w Kartę Wyposażenia, Miecz Żywiołu!" kontynuowała Iris, kiedy w dłoni Nanohy pojawiła się rękojeść. Młoda czarodziejka uaktywniła broń, która wytworzyła długie świetliste ostrze. "Następnie Nanoha Takamachi zaatakuje Ogra Długiej Lufy!"
"Ty chyba żartujesz!" odciął się Lawton. "Nie ma mowy, by taka dziewczyna zniszczyła Ogra Długiej Lufy. Przecież jej atak wciąż nie jest wyższy!"
"Nie sądzę, kowboju."
"Że co?"
"Miecz Żywiołu ma specjalne działanie. Jeśli wyposażony potwór walczy z potworem przeciwnika, a jego atrybut jest inny, niż atrybut tego drugiego, zyskuje bonus 800 punktów Ataku!" wyjaśniła Iris, zaskakując Lawtona.
"Święty Dingo! Mój Ogr Długiej Lufy to potwór atrybutu Ognia..." zaczął Lawton, zaniepokojony.
"...podczas gdy Nanoha to potwór atrybutu Wiatru!" dokończyła Iris, kiedy Nanoha uniosła miecz w górę, po czym ruszyła szarżą na wroga, znacznie zwiększając swoją moc (2500-3300).
"Nie pozwolę na to! Poprzez wysłanie Metalowego Płaszcza na Cmentarz, mogę zanegować destrukcję przez walkę!" skontrował Lawton, kiedy bariera otaczająca Ogra Długiej Lufy zniknęła. Miecz Nanohy starł się z karabinem ogra, wywołując tumany kurzu, lecz potem niespodziewanie z tumanu wyłonił się błękitny promień, który uderzył Lawtona. "Ouchhh... co jest, do diabli?!"
Kalin: 0 LP
Iris: 2600 LP
Lawton: 800 LP
"To moja trwała pułapka, zwana Synchro-Podmuchem!" odparła Iris. "Raz na turę, jak mój Synchro-Potwór zaatakuje, ta karta będzie ci dostarczać 500 punktów obrażeń!"
"Ale teraz, skoro Faza Bitewna się zakończyła, siła Nanohy wraca do pierwotnego stanu." zauważył Lawton, jak Nanoha wyłączyła swój miecz (3300-2500). "Jednak mimo wszystko nie udało ci się pokonać Ogra Długiej Lufy!"
"A to ciekawe, bo ja nie miałam w planach zniszczenie twojego potwora w walce, a raczej pozbycie się tej twojej pułapki." odparła Iris.
"Co?" zdziwił się Lawton. "Chcesz powiedzieć, że specjalnie wymusiłaś na mnie, bym wysłał Metalowy Płaszcz na Cmentarz?"
"Można by tak powiedzieć. Zresztą twoja tura będzie twoją ostatnią!"
"Hahahah!" zaśmiał się Lawton. "A co ci każe tak myśleć, że to będzie moja ostatnia tura?"
"Powiedz... jaki efekt ma jeszcze Nanoha, po za zdolnością wykonania drugiego ataku i możliwości pozostania na polu jako Trwała Karta Zaklęcia?" spytała się Iris z uśmieszkiem. Yusei spojrzał na Iris i wtedy zrozumiał jej plan.
"Teraz widzę. Jeśli Lawton użyje zdolności Ogra Długiej Lufy, Nanoha może się poświęcić, by zanegować działanie i zniszczyć potwora, tym samym pozostawiając Lawtona bez potworów. A co za tym idzie, Kalin wtedy będzie mieć czysty strzał! Ale jeśli Lawton nie użyje tego efektu, Kalin może użyć mocy Piekielnego Smoka Śmierci i zniszczyć Ogra Długiej Lufy, tym samym pozwalając Iris na zadanie ostatecznego ciosu!" pomyślał Yusei.
"No nie..." jęknął Lawton. Tym razem wpadł w naprawdę spore tarapaty. Bez względu na to, czy użyje działania swojego potwora czy nie, i tak stoi na przegranej pozycji.
"No tak, Lawton..." zamruczała Iris. "Zegar zaczął odliczanie do twojego..."
W powietrzu nagle rozległ się dźwięk bicza, a zaraz potem dźwięk przygotowanych do wystrzałów rewolwerów, podczas gdy wszystkie karty z pola znikły. Yusei, Iris i Kalin spojrzeli i zauważyli, że banda zwolenników Lawtona wycelowała w nich swoje pistolety. "...końca?" dokończyła Iris, zaskoczona.
"Przestańcie się tak puszyć! Ponieważ ten pojedynek się skończył!" rzuciła Barbara.
"Jak to "skończył się"? Ona go przerwała!" skarciła Signum.
"Właśnie! To jest nie fair!" dodała Vita.
"Barbara? Co jest..." spytał się Lawton.
"Lawton, skarbie. Przecież od początku znaliśmy zwycięzcę. Nie jest tak?" odparła Barbara.
"Chcesz przerwać pojedynek, jedyną rzecz, jaką ma to miasto?" zaczął woźnica, kiedy jego nos spotkał się z wymierzoną lufą. "Eee... c-choć z drugiej strony..."
"Zapomnieliście o czymś? To Lawton rządzi w tym mieście. On jest tutaj szeryfem!" rzuciła Barbara. "Więc lepiej się poddajcie, a zginiecie szybko i bezboleśnie."
"A jeśli nie?" odcięła się Iris.
"Jeśli nie, to ta dwójka oberwie!" odparła Barbara, unosząc bicz.
"Nie słuchaj jej!" krzyknął West.
"Zapomnijcie o nas!" dodała Nico, przerażona.
"Nie odważysz się..." warknął Kalin, lecz Barbara pozostawała niewzruszona.
"...ależ odważę." odparła Barbara, strzelając z bicza. Dla Iris to było za wiele.
"Wystarczy!" krzyknęła Iris, po czym położyła dłoń na swoim dysku, lecz wówczas wcięła się Nico.
"Nie! Iris, musisz dalej walczyć! Ja i mój brat liczymy na was. Nie, całe miasto liczy na was! Ty i Kalin jesteście wybawcami tego miasta!" krzyknęła Nico z łzami.
"Nico..." powiedziała Iris, po czym spojrzała na Kalina. On też był wstrząśnięty.
"Co za nonsens!" rzuciła Barbara. Już miała drugi raz strzelić z bicza, kiedy jeden z ludzi wycelował w nią pistoletem, zrywając swoją chustę.
"Nie! Oni mają rację. Mam już dość bycia pionkiem Lawtona!"
"Ma rację!" dodał kolega, także zdejmując chustę. "Nie jesteśmy niczyimi pionkami! W tym wypadku oddajemy nasze losy w ręce naszych wybawców, Kalina oraz Iris!"
"Chłopaki..." powiedziała Iris, zaskoczona, po czym spojrzała na swoją rękę, która niecierpliwiła się, czy zdjąć dysk, czy nie. Ludzie mieli rację; ona i Kalin musieli wyzwolić to miasto. Nie udało się jej ocalić Sergio, więc drugiej szansy postanowiła nie zmarnować. "Ja... będę walczyć dalej! Koniec z wiecznym ukrywaniem się. Czas, bym wzięła sprawy we własne ręce!"
"Masz rację, Iris." wsparł ją Kalin. "Podróżowałem, by znaleźć swoje miejsce śmierci... a okazuje się, że los dał mi drugą szansę. Nie zamierzam tego zmarnować!" Po chwili paru, potem kilku, aż w końcu wszyscy poplecznicy Lawtona opuścili broń i zrzucały swoje chusty. Żaden z nich nie miał zamiaru być na rozkazy Lawtona.
"Zapłacicie za to!" warknęła Barbara, kiedy w powietrzu rozległ się wystrzał z pistoletu. Dwóch ludzi, którzy chwilę temu wypowiedzieli posłuszeństwo, leżało już na ziemi. Kobieta spojrzała i zauważyła Lawtona z pistoletem, z którego wylatywał obłoczek dymu. "Lawton!"
"Coś ty narobił?!" rzucił Kalin.
"Widzieliście to?" zapytała się Arf, przerażona.
"On uderzył w dwóch ludzi!" zauważyła Teana, wkurzona.
"Więc tak to robisz? Strzelasz ze swojego rażącego pistoletu we wszystkich, którzy się sprzeciwiają? I ty masz czelność się nazywać pojedynkującym?" dodała Iris, zdenerwowana.
"Jestem realistą. A przy okazji, to się nazywa prawdziwy rewolwer." odparł nonszalancko Lawton.
"Ty draniu..." warknęła Iris.
"Jest tak jak mówi Barbara. Od początku znaliśmy zwycięzcę. Z góry wiedzieliśmy, że byliście martwi. Poruszacie się równolegle z linią śmierci tego miasta!" powiedział Lawton, po czym wycelował rewolwer w stronę zaskoczonej Iris."Jak Barbara powiedziała, ja tutaj jestem szeryfem, więc ja tutaj wymierzam sprawiedliwość. Heheh... żegnam, Srebrno-Oka."
"Iris!" krzyknął Yusei, zamykając oczy. Nie chciał patrzeć, jak drań Lawton strzela do Iris...
*BAM!"
Huk wystrzału rozległ się w powietrzu. Wszyscy patrzyli z osłupieniem, jak... Iris wciąż stała, a na jej ubraniu nie było ani strużki krwi, czy też naboju! Yusei powoli otworzył oczy, by zobaczyć, że Iris wciąż stała na polu, ciągle żywa! "Co?" zapytał się Signer, po czym spojrzał na Lawtona. Ich przeciwnik nie miał rewolweru w ręce i, co więcej, wydawał się być zaskoczony.
"M-myślałem, że już po tobie, Iris!" powiedział ze zdumieniem Kalin.
"Zaraz... racja, wciąż żyję." zauważyła Signerka. "Ale skąd..." Potem spojrzała na Lawtona i zauważyła leżący jakieś dwa metry za nim rewolwer. A obok broni była wbita w ziemię znajoma karta. Srebrno-oka patrzyła na tą kartę z zaskoczeniem. "Czarne Skrzydło?"
"Chyba się zjawiam w samą porę, co nie?" rozległ się zadziorny, a zarazem znajomy głos. "Pan Crow "Pocisk" postanowił interweniować!" Iris, Yusei i Kalin spojrzeli w górę, by zobaczyć na dachu Crowa, który patrzył na Lawtona z pogardą.
"C-Crow?!" powiedział Kalin, zaskoczony.
"Skąd się tu wziąłeś?" spytała się Iris.
"Heheh... wybacz Iris, że cię wsypałem. Yusei mnie dręczył." odpowiedział Crow.
"Mogłeś od razu powiedzieć mi, że Iris wyjechała. Przynajmniej nie musiałbym mówić kumplom, że podziwiasz Jacka." odparł Yusei.
"Pomocy!" Iris, Kalin, Yusei i Crow odwrócili się i zauważyli, że Barbara zabierała Nico i Westa.
"Ty..." warknął Kalin.
"Lepiej stój tam, gdzie jesteś, bo inaczej..." ostrzegła Barbara, podnosząc do góry swój bicz. Kalin spojrzał na nią z obrzydzeniem, podczas gdy Barbara na niego. Lecz nie mogła przewidzieć, że pewna osoba za nią wytrąciła jej bicz, a Barbarę popchnęła na ziemię. Kalin nie mógł uwierzyć własnym oczom.
"Jack też?!" powiedział Kalin, zszokowany.
"Jack Atlas nie wybacza tym, którzy dopuszczają się złych rzeczy! Damie również!" rzucił były Król Turbo-Pojedynków, po czym spojrzał na Iris i Yuseia. "Skoro macie za wsparcie mięczaka pokroju Kalina, to wygląda na to, że macie kłopoty."
"N-no..." zaczął Yusei.
"Niewiarygodne... cała czwórka Drużyny Satysfakcji... w moim mieście..." zauważyła Iris, zadowolona.
"Kto ci mówił, że akurat czterech, a nie pięciu?" zapytał się Kalin z uśmiechem, zwracając uwagę Iris.
"Pięciu? A czy przypadkiem twój zespół nie liczył czterech?" zdziwiła się Iris.
"Ocaliłaś mnie od mej własnej zagłady, Iris." powiedział Kalin. "Za to... jestem ci dozgonnie wdzięczny."
"Kalin... czy ty..." spytała się Iris, zaskoczona, kiedy Kalin skinął głową. Nie mogła uwierzyć własnym uszom i oczom. Lider Drużyny Satysfakcji uczynił z niej piątego członka zespołu. "Oczywiście!" odparła Iris z uśmiechem, po czym wraz z Kalinem, Yuseiem, Jackiem i Crowem spojrzeli na Lawtona jak jeden mąż.
"Spójrz, siostro... całą drużyna Satysfakcji zebrała się w jednym miejscu!" zauważył z ekscytacją West. "I to z Iris jako nową członkinią!"
"Niesamowite..." powiedziała Nico.
"Wygląda na to, Lawton, że jesteś jak szczur w pułapce." odparła Iris, kiedy nagle coś zaczęło się dziać w górach. Wszyscy odwrócili się, by zobaczyć, jak Sektor Ochrony z Oficerem Trudge'm wyprowadzał z kopalni niewolników oraz więził w kajdanach tamtejszych strażników.
"A tak na marginesie, zwołaliśmy małe wsparcie." dodał Jack.
"Wy szczury..." warknął Lawton, wyciągając coś, co przypominało sterownik z czerwonym guzikiem. "Szczur zawsze znajduje drogę ucieczki!" Jak tylko nacisnął przycisk, ładunki wybuchowe umieszczone w całym Crash Town nagle wybuchy. Gdzieniegdzie spojrzeć, była eksplozja, która rozrywała dachy, deski, domy na strzępy, w wyniku czego nagle w całym mieście zaczęło się roić od dymu.
"NGh... nghh... a to drań..." jęknęła Iris.
"Nico, West, wszystko w porządku?" zapytał się Kalin. Dzieciaki skinęli głowami.
"Gdzie jest Lawton?" spytał się Yusei.
"Tam!" krzyknęła Iris, wskazując palcem. Widziała, jak Lawton uciekał z miasta na swojej maszynie. "Nasz szczur ucieka!"
"I chyba raczej się nie przejął tym, że zostawił swoją żonę, co nie?" mruknął Crow, widząc leżące na ziemi ciało Barbary.
"Kalin, weź mój Ścigacz Walk!" powiedział Yusei. "Rozstrzygnij to raz na zawsze!"
"Pokonaj go jednym ruchem!" dodała Iris.
"Dzięki, ludzie." odpowiedział Kalin, po czym wsiadł na Ścigacz Yuseia i ruszył w pościg za Lawtonem. Minęło kilka minut, kiedy Kalin w końcu dogonił uciekiniera. Korzystając z pobliskiego wzniesienia, lider Zespołu Satysfakcji wzbił się w górę i wskoczył na Lawtona. Impas zrzucił dwóch ludzi na ziemię.
Kalin wstał, ciężko dysząc. "Hh.. hh.. hh... wybierasz się gdzieś? To chyba twoja tura."
"Weź nie gadaj." odparł Lawton. "To dlatego chciałeś mnie dopaść?"
"Nie pozwolę takim typkom jak ty plamić pojedynkowania. Powinieneś walczyć jak mężczyzna, a uciekasz jak tchórzliwy szczur." odpowiedział Kalin. "Ja walczę do końca. Taka jest moja wola życia."
"To przecież bezcelowe."
"Jeśli wygrasz, puszczę cię wolno. Ochrona nie będzie cię ścigać." zaproponował Kalin. "Więc... skorzystasz z tej szansy, kowboju?" Lawton spojrzał na niego z zaskoczeniem, kiedy sobie przypomniał moment, w którym Kalin użył Karty Zaklęcia Miotacz naboi oraz działanie Piekielnego Strzelca Śmierci.
"Jego następna karta... to nie będzie potwór, tylko Karta Zaklęcia. Zapewne planuje użyć działania Piekielnego Strzelca Śmierci. W chwili, jak go użyje, zginie..." pomyślał Lawton. "Dobra. Zgadzam się na dokończenie walki." Chwilę później obydwoje przeciwników stanęło przeciwko sobie, a Piekielne Zero, Piekielny Smok Śmierci oraz Ogr Długiej Lufy pojawili się na swoich pozycjach. Choć wydawało się to normalne, obydwoje byli niczym kowboje, czekający na chwilę, w której wyciągną pistolety i oddają strzał. Taki tok myślenia nie tylko pojawił się w ich myślach, ale i w głowach dzikich zwierząt, które były na pustyni. Każde, w większości drapieżniki jak skorpiony, żmije, grzechotniki, czy też sępy spoglądało w jednym kierunku: tam, gdzie stali Lawton i Kalin. Oni byli niemal jak "królowie", którzy jednym ruchem mogą zadecydować o ich losie.
"Moja tura!" zadeklarował Lawton, dobierając kartę, lecz z niej nie skorzystał. "Przejdę od razu do działania Ogra Długiej Lufy. Wielki strzał z ukrycia! Pierwszy Ostrzał!" rozkazał Lawton. Ogr-generał namierzył Piekielnego Smoka Śmierci i wystrzelił pocisk, który przebił czarnego gada na wylot, kończąc jego żywot wybuchem. "Atak Piekielnego Smoka Śmierci wynosi aż 3000. Co z tego wynika, połowa to 1500. W chwili, jak pocisk w ciebie trafi, Licznik Śmierci dobije do trzech i zatrzyma twoje serce!" powiedział Lawton, kiedy pocisk zaczynał lecieć w stronę Kalina... i minął go o włos, rozbijając się o ziemię.
"Pudło." odparł Kalin.
"Co?" spytał się Lawton, kiedy nagle poczuł na skroni lufę rewolweru. Spokojnie spojrzał na lewo i ku jego przerażonym oczom pojawił się Piekielny Strzelec Śmierci, gotowy to wymierzenia sprawiedliwości. "No tak..."
"Aktywowałem właśnie działanie Piekielnego Strzelca Śmierci oraz Piekielnego Wspinacza z mojego Cmentarza. Usuwając z gry Strzelca, obrażenia zostają zanegowane, a ty masz wybór, czy mogę dobrać kartę, czy nie. Jeśli kolejną kartą jest karta potwora, ty otrzymasz obrażenia i przegrasz. Ale, jeśli to będzie inna karta, wtedy ja otrzymuję obrażenia i przegrywam. Możesz zaniechać wyboru, a ja nie otrzymam żadnych obrażeń..." skontrował Kalin.
"Mogłem się spodziewać..." mruknął Lawton.
"Zapomniałem, ile kart potworów zostało w mojej talii." odparł Kalin. "Co zrobisz Lawton?" Przeciwnik spojrzał na Piekielnego Strzelca Śmierci, który właśnie odciągnął kurek. Lawton wiedział, że wszystko będzie zależeć od następnego dobrania Kalina. Ale oprócz tego zastanawiał się. Co, jeśli Kalin podmienił karty, kiedy Lawton uciekał? Nigdy to nie przyszło mu do głowy. Kiedy minęła minuta, Lawton spojrzał na Kalina. Teraz albo nigdy.
"Dalej. Pociągnij ostatnią kartę." odpowiedział Lawton. Kalin spokojnie zamknął oczy i pociągnął następną kartę z wierzchu talii, co w pewnym sensie wyglądało jak zwolnione tempo. Lawton zaczął złośliwie się śmiać. Zwycięstwo miał w kieszeni. "Dalej, Ogrze Długiej Lufy! Wielki strzał-!"
"Karta potwora, Piekielny Wspinacz!"
"C-CO?!" powiedział Lawton, zszokowany. Nie tak miało być dla niego! Był na sto procent pewien, że następną kartą będzie Zaklęcie, Miotacz naboi! Ale Piekielny Wspinacz? "T-To niemożliwe..." wydusił z siebie, kiedy Piekielny Strzelec Śmierci wymierzył w niego swój rewolwer, a nad nim pojawił się jeszcze jeden potwór. Miał chorowicie różową skórę i wyglądał jak opętany barman.
"Wyjaśnię ci. Piekielny Wspinacz może, jak jego nazwa wskazuje, "wspiąć się" na wierzch mojej talii, jeśli moja ręka jest pusta." wyjaśnił Kalin, po czym spojrzał na Piekielnego Strzelca Śmierci i skinął głową.
"Wyrok zapadł." odpowiedział Piekielny Strzelec, zaskakując Lawtona. Przeciwnik spojrzał panicznym wzrokiem to na Kalina, to na jego potwora. Wiedział już jedno: przegrał z kretesem. Mógł też zrobić tylko jedno. Krzyknąć z frustracji. A potem...
*BAM!"
Odgłos wystrzału rozniósł się w powietrzu na cztery strony świata i to w chwili, kiedy słońce całkowicie zniknęło za horyzontem. Wszystko potem zamarło. Nie było żadnego dźwięku, oprócz jednego: dźwięku, który towarzyszył wydobywającego się dymu z rewolweru. Skorpiony, węże i sępy usłyszeli wystrzał z pistoletu. Choć z natury byli tylko dzicy i często polegali na swoich instynktach, a także kierowali się bezlitosnym nastawieniem do ofiar, ich małe mózgi jednak miały cząstkę inteligencji. I właśnie ta inteligencja podpowiedziała jedno. Jedno zdanie, które przekreślało wszystko. Jedno zdanie, które udowadniało, że człowiek jest rzeczą dominującą. Rzeczą, która mogła zrobić rzeczy nienaturalne. Jedno zdanie w trzech słowach.
Bóg Śmierci wygrał.
Kalin patrzył na Lawtona, który był w stanie kompletnego szoku. Piekielny Strzelec Śmierci wykonał swoje zadanie: wymierzył sprawiedliwość.
"Niech cię... boże śmierci...!" wydusił Lawton, po czym padł twarzą na ziemię.
Kalin: 0 LP/Licznik śmierci: 2
Lawton: 0 LP
Kalin wyłączył swój Dysk Walk, po czym wsadził go do swojej kabury, nie odrywając wzroku od nieprzytomnego Lawtona. Dla niego było jasne, że wciąż miał w sobie po części moce, które pozwalały materializować potwory w świecie rzeczywistym. Jak i ich działania. Lecz tym razem się tego nie bał. Wręcz przeciwnie, spoglądał na ciało Lawtona z nieskrywanym zadowoleniem. "To mnie... usatysfakcjonowało." odparł Kalin, i odwrócił się by pójść po leżący Ścigacz Yuseia, wiedząc, że tutejsze zwierzęta obserwowały go. Jednak tym razem nie chciały one na niego napaść. Doszły do zrozumienia, że on był istotą wyższą.
A istoty wyższe potrafiły dokonywać rzeczy niemożliwych.
Rano, w Crash Town...
Ludzie od razu zaczęli się zbierać do pracy. Całe miasto Crash Town mocno ucierpiało od ustawionych ładunków wybuchowych, więc do udziału w naprawianiu włączyli się wszyscy mieszkańcy Crash Town, nawet byli poplecznicy Lawtona, a także Ochrona. Trudge patrzył jak dwaj oficerowie wsadzali Lawtona oraz Barbarę, która chciała adwokata, do policyjnego wozu, który odjechał. Oficer Sektora Ochrony uśmiechnął się. Co prawda nie obyło się bez zniszczeń, ale przynajmniej obyło się bez wielkich strat w ludziach.
"Przepraszam?" Trudge odwrócił się, by zobaczyć trzech ludzi z znacznikami kryminalisty na twarzach. "Bardzo przepraszamy za to, co zrobiliśmy. Proszę, nie wysyłajcie nas do Placówki."
"Heh, wyluzujcie. Nikogo po za tamtą dwójką nie zabieram." odpowiedział Trudge. "Po za tym, to miasto potrzebuje sprawnych rąk, by wróciło do dobrego stanu. Myślę, że właśnie tego chciałoby od was, byście mogli w końcu zacząć normalnie żyć."
"Dziękujemy panu." powiedział jeden z ludzi, a potem wraz z innymi z uśmiechem na twarzy poszli, by pomóc innym. Trudge uśmiechnął się, lekko zmieszany swoim wyrażeniem.
"Rany, zaczynam gadać jak ten koleś Yusei." mruknął oficer Sektora, po czym zwrócił się w stronę głównej bramy. Widział jak kilku ludzi właśnie umieszczało nowy szyld nad wejściem do Crash Town, które od teraz było nazywane "Miastem Satysfakcji". Miastem, którego nazwę stworzono na cześć Drużyny Satysfakcji, która wyzwoliła to miejsce spod jarzma Lawtona. Tymczasem Yusei, Iris, Jack i Crow w towarzystwie Kalina, Nico oraz Westa rozmawiali ze sobą.
"Poważnie? Mimo wszystko zostajesz tu, Kalin?" spytał się Yusei.
"Tak. Chcę pomóc temu miastu osiągnąć najwyższe możliwości... a tak naprawdę postanowiłem tu zostać, by się zająć moim nowym rodzeństwem i strzec tego miejsca." odpowiedział Kalin, jak tylko Nico i West się uśmiechnęli.
"Dzięki, Kalin." powiedziała Nico.
"To fajnie, że będziesz naszym starszym bratem." dodał West. "Hej, Iris. Może zostaniesz z nami? Pomyśl tylko. Dwóch ludzi z Drużyny Satysfakcji jako szeryfowie miasta? To aż ekscytujące!"
"Dzięki, West, że mnie o to prosisz..." powiedziała Iris, lekko głaszcząc czuprynę jej małego przyjaciela. "...ale nawet ja muszę się rozwijać. Obiecałam komuś, że wyruszę w świat i zostanę najlepszym Turbo-Graczem w historii." powiedziała dziewczyna, spoglądając na swój stary dom, a zwłaszcza na mały kopiec z kwiatem róży na czubku. "Taka była ostatnia wola starego... a po za tym, moje miejsce jest z nimi." dodała po chwili, patrząc na Jacka, Crowa, a zwłaszcza na Yuseia. "I z nim."
"Rozumiem, Iris." odpowiedział Kalin, wyciągając do niej rękę. "Gdybyś ty i Yusei nie przybyli... dziękuję wam za wyciągnięcie mnie z okowów rozpaczy."
"Kalin..." powiedziała Iris, po czym uścisnęła z Yuseiem rękę Kalina.
"No... pomyślałem, że ożywienie Drużyny Satysfakcji nie byłoby złym pomysłem." odparł Crow.
"Nie żartuj. Miałem już dosyć tego lekkomyślnego heroizmu." zaprzeczył Jack. "Ale fajnie, że po tych wszystkich latach cała grupa zebrała się, wraz z nową członkinią." Kilka minut później czterech graczy, Yusei, Iris, Jack i Crow wyjechało z Miasta Satysfakcji na swoich Ścigaczach Walk, odprowadzanych przez echo pożegnań Nico i Westa. Kalin spojrzał na odjeżdżających przyjaciół, a potem na miasto.
"Dopóki nie przywrócę temu miastu prawdziwy blask... nie będę usatysfakcjonowany." pomyślał Kalin. Tymczasem Iris patrzyła przed siebie, wspominając wszystkie chwile, jakie spędziła w Crash Town. Począwszy od poznania Nanohy i Nullite, poprzez zapracowanie sobie szacunku, pojedynku z Kalinem, ucieczką z kopalni, poprzez pojedynek przeciwko Lawtonowi, po wspólne świętowanie z przyjaciółmi. Spojrzała w górę na niebo, oczyma wyobraźni widząc pośród chmur swojego przyrodniego dziadka Kalusa.
"Miałeś rację, Klaus... znalazłam swoją drogę. Drogę, którą mogę sama tworzyć, by spełnić swoje marzenia..." pomyślała Iris. Przygoda w Crash Town sprawiła, że Iris wyzbyła się wszelkich wątpliwości. To, co Primo zasiał niedawno, ona zmieniła to w ziarno satysfakcji. Wszelkie niezdecydowania, strach, wątpliwości... wszystko u niej to przeminęło z wiatrem. Została tylko nadzieja.
And... done! A last chapter of Over the Nexus' first part. And to think that take me a round year and half. I hope you're enjoy with that last chapter. But don't worry, guys; will be a second part. Of course I don't start with second part already, because I must gather new ideas for future chapters. In hope you enjoy a my first part of Yu-Gi-Oh! 5D's, I'll give you a preview of my next part:
* Yusei, Bruno and Iris in Sector Security along with Sherry, Ryo and Elsworth? What could be a source of families' murder?
* First hints of Iris and Yusei's shippings? Iris recall a events from few months and start fall in the love?!
* Crow will Duel with Pearson's old friend, Bolton! It could be a rebirth of another Signer Dragon?
* A small Turbo-Duel with Yusei and Andre?
* World Racing Grand Prix finally comes! First Turbo-Duel: Team 5D's vs Team Unicorn!
* Iris' Team versus Team Desperados! The shocking move from Charlie McCay! A new stage beyond Monster's power?
Well, I think is enough to reveal a spoilers. If you want to remain unspoiled, so (using Skipper's catchphrase) "You don't see anything, boys...". By a way, I started thinking about creating a Yu-Gi-Oh! Arc-V's adaptation or Kill la Kill's adaptation. Of course with few changes. What do you think? Continue a fascinating Turbo-Duel or starts entering to Duel's new evolution called "Action Duel"? Or you want some hot action with Kill la Kill? Your choice. But now... is time for review! ^^
(I) - Wielki strzał z ukrycia (Great Snipe)
