Po ostatnim turnieju w trzeciej klasie, postanowiłeś zrezygnować (z klubu, z koszykówki, z Pokolenia Cudów). Planowałeś to od dawna, ale dopiero teraz ostatecznie się na to odważyłeś (teraz kiedy, nie byłeś już potrzebny. Kiedy twoi tak zwani "przyjaciele" zdradzili cię w najboleśniejszy, najbardziej okrutny z możliwych sposobów).

Akashi wiedział na długo zanim mu o tym powiedziałeś (i włożyłeś rezygnację w jego zimne dłonie), więc kiedy przyszło, co do czego, jedynie skinął ci głową na pożegnanie (mógłbyś wtedy przysiąc, że ręce, w których trzymał twoje wypowiedzenie, drżały; do dziś nie wiesz dlaczego).

I chociaż kilka dni wcześniej Seijuuro zarzucił ci bezlitosnym tonem, że sam jesteś słaby i bezradny ("bezużyteczny" - kołatało ci się po głowie), lubisz myśleć, że cała ta rozmowa, była jedynie desperackim aktem, mającym na celu zmusić cię do pozostania (chociaż w głębi duszy dobrze wiesz, że to kłamstwo, wiesz, że Akashi nigdy nie dbał, nie o ciebie).


Doskonale zdawałeś sobie sprawę, że Kise i Aomine rozstali się pod koniec gimnazjum (nie zwracasz jednak uwagi na to, że ich zerwanie pokrywa się w czasie z twoim odejściem z klubu).

Nie znasz powodu i chyba nie chcesz go poznać. Wiesz tylko, że przez ostatnie tygodnie szkoły Kise nieustannie chodził z czerwonymi oczyma i uśmiechał się o wiele rzadziej, a Aomine warczał na każdego, kto śmiał się do niego podejść.

Nie czułeś zadowolenia na myśl o tym, że Daiki znów jest wolny. I tak nie mogłoby być jak dawniej (na to było już za późno, za późno o 111 punktów).

Miałeś nowy cel, do którego postanowiłeś dążyć bez względu na koszty - pokonanie Pokolenia Cudów (zemsta) i ponowne pokochanie koszykówki (z nowym zespołem, z nowymi ludźmi).


Poszedłeś do liceum, które jeszcze nie wyrobiło sobie reputacji w świecie koszykówki, które prawdę mówiąc nie miało nic do zaoferowania dla byłego członka Pokolenia Cudów (ale wiesz, że porażka przeciwko takim małym, nic nieznaczącym mróweczkom, ze strony, których nie spodziewasz się wyzwania, będzie bolała najbardziej. Dlatego właśnie wybrałeś Seirin).

Spotkanie, kogoś, kto stanie się twoim nowym światłem było dla ciebie całkowitym zaskoczeniem (zawsze sądziłeś, że Aomine jest jedyny).

Kagami Taiga przypominał ci trochę Daiki'ego (tego z czasów, gdy wszystko było inaczej, gdy jeszcze coś znaczyłeś).

Tak samo, jak ty (kiedyś) Kagami kochał koszykówkę.

Wiedziałeś, że jakoś się dogadacie.


Ty i Taiga tworzyliście wspaniały duet, chociaż od razu zauważyłeś, jak wiele brakuje mu do poziomu Aomine.

Kagami nie posiadał tej niewymuszonej gracji i szybkości.

Jednak mimo wszystko miał w sobie "to coś", co sprawiało, że w niego uwierzyłeś (i chciałeś stanąć przy jego boku).


Gdy Kagami powiedział ci, że nigdy nie nienawidził koszykówki (tego, co kochał całym swoim sercem), w myślach zamajaczyło ci słowo "niewinny".

Taiga nie wiedział jeszcze, czym jest prawdziwy ból (i bezsilność). Nie mogłeś się powstrzymać przed pomyśleniem, że nie znał prawdziwego świata okrutnych dorosłych, że był jak dziecko we mgle (a ty obiecałeś sobie go nigdy z niej nie wyprowadzić, chronić go przed zrozumieniem).


Gdy spotykasz Kise pierwszy raz od zakończenia gimnazjum on prosi cię o to, byś dołączył do jego drużyny (to wydaje się błaha prośba, ale ty wiesz, że jest w tym drugie dno).

Mówi o tym, że razem będziecie silniejsi, niepokonani.

(Między wierszami słyszysz : "razem pokonamy Aomine. Pokażemy mu, że jesteśmy lepsi. Skopiemy mu tyłek i nie będzie już miał prawa w nas wątpić. Razem możemy sprawić, że wróci".)

Sam nie wiesz dlaczego, ale po tych słowach czujesz się jeszcze bardziej zdeterminowany, by wygrać z Aomine wraz ze swoją obecną drużyną, z obecnym światłem.

Chcesz też położyć swoją dłoń na ramieniu Kise i zapewnić go, że złamane serce, kiedyś na pewno się wyleczy (i przestanie tak piekielnie boleć).

(Nagle nie wiesz, gdzie podziała się ta cała nienawiść, tak pieczołowicie pielęgnowana od czasu przegranej Meiko.)

Nie robisz tego (nie lubisz kłamać).

Po prostu mówisz Kise "nie" (i czujesz, że coś w tobie umiera, chociaż nie masz pojęcia dlaczego).


Prawdę mówiąc czujesz się trochę zaskoczony arogancją, jaka was spotkała ze strony Kaijou. Wiesz, że Seirin jest stosunkowo nową szkołą, ale ta lekceważąca postawa naprawdę wywołała w tobie gniew (i przywołała zbyt wiele wspomnień o tym samym traktowaniu przeciwnika przez Pokolenie Cudów).

Kise wydaje się zakłopotany tym, że zabroniono mu grać, ale jednocześnie w jego oczach widzisz satysfakcję (te złote, znajome oczy wydają się szeptać do twojego ucha szyderczo : "patrz, mówiłem. Drużyna, którą wybrałeś jest słaba, ty jesteś słaby. Mogłeś wybrać mnie, ale nie zrobiłeś tego i teraz widzisz efekty". Te niewypowiedziane słowa, które słyszysz tylko ty, sprawiają, że znów czujesz się jak bezsilny dzieciak).

Kiedy Kagami udowadnia, że i owszem wasza drużyna jest jednak warta uwagi, jesteś niebywale dumny ze swojego wyboru. Nie możesz i nie chcesz powstrzymać cisnącego ci się na usta uśmiechu (tego niewielkiego grymasu, który do tej pory był zarezerwowany wyłącznie dla Pokolenia Cudów). A gdy Taiga odwzajemnił ten gest, chłopak jaśnieje w twoich oczach, jak słońce (przypomina ci Aomine, tą lepszą, kochającą koszykówkę wersję Aomine, nie tak jasną, ale jednak Aomine, i już wiesz, dobrze wiesz, że źle się to skończy).


Uderzenie Kise tak naprawdę nie boli (sam nie wiesz, czy to z szoku, czy z powodu, że coś się w końcu w tobie zepsuło).

Możesz poczuć, jak ciepła krew zalewa ci oko, ale nie zwracasz na to uwagi. Nie potrafisz oderwać wzroku od trupio bladej twarzy Ryouty.

Kise wydaje się zszokowany obrotem zdarzeń, ale ty dobrze wiesz, że ten cios nie był przypadkiem (świetnie zdajesz sobie sprawę z tego, że Ryouta boi się przegranej, szczególnie przegranej z tobą, bo to ty jesteś najsłabszy z Pokolenia Cudów, nie on, to ty jesteś hańbą, przypomnieniem z czasów, gdy talent dopiero się rozwijał, a wygrana nie była czymś, co można było wziąć za pewnik. Przegrana z tobą jest więc, jak przegrana z dzieckiem i porażka w tej sytuacji byłaby po prostu stratą honoru, dumy i męstwa, a kto, jak kto Kise potrzebuje udowodnić sobie i innym, że jest silniejszy niż myślą).

Gdy twoja drużyna sadza cię siłą na ławce, możesz dostrzec, że oczy Ryouty wypełnione są strachem i to w jakiś chory, pokręcony sposób podnosi cię na duchu (bo Kise jest przerażony tym do czego posunął się w walce o zwycięstwo i łudzisz się, że jest jeszcze bardziej przerażony, bo zrobił to tobie, że może nadal coś dla niego znaczysz).

Kiedy Riko opatruje ci głowę Kise patrzy na ciebie z miną zbitego psa (wiesz, że naprawdę żałuje tego co zrobił i nie potrafisz mu natychmiastowo nie wybaczyć).


Wygrałeś (wygraliście) mecz z Kaijou. Byłeś więcej niż zaskoczony. Tak naprawdę nie sądziłeś, że wam się uda (nie przeciwko jednemu z Pokolenia Cudów, nie na tym etapie).

Ale podołaliście.

Czułeś motylki w brzuchu, a na twoją twarz mimowolnie wypłynął lekki, ale radosny uśmiech (wreszcie znowu miałeś wrażenie, że możesz latać).

Dopiero widok łez Kise boleśnie przywrócił cię do rzeczywistości (spadłeś na ziemię i ponownie ktoś wyrwał ci skrzydła).

Nie sądziłeś, że Ryouta zareaguje aż tak gwałtownie (nigdy wcześniej nie widziałeś go płaczącego, nie prawdziwymi łzami).

Widząc jego smutek miałeś ochotę do niego podejść i powiedzieć coś, co go pocieszy (mimo, że nie wiedziałeś co).

Ale zauważyłeś, że nie musisz tego robić. Nowa drużyna Kise już się o niego zatroszczyła (i nagle czujesz , że nie jesteś i nigdy nie byłeś potrzebny, że równie dobrze mógłbyś nie istnieć, i chyba zaczynasz rozumieć prawdziwe znaczenie bycia cieniem).


Podczas gorącego prysznicu w szatni Kaijou nie możesz nie zastanawiać się czemu aż tak bardzo przejąłeś się łzami Kise (dlaczego to bolało).