Hikari wręcz roznosiły emocje, kiedy siedziała w samochodzie, którym jechała do Izumo. Jednak to nic w porównaniu z objawami ADHD jakie wykazywała Akiko, poprzez notoryczne kopanie fotela przed sobą lub ciągnięcie starszej siostry za włosy. Po jakimś czasie, Hikari miała jej po prostu dość i zaczynały się kłócić. Wtedy do akcji wkraczała ich matka, próbując załagodzić sytuację, choć nie bardzo jej to wychodziło, a brak wsparcia ze strony męża wybitnie nie pomagał. Nachi wolał skupić się na jeździe po dość oblodzonej drodze, a sprzeczki córek komentował zazwyczaj krótkimi parsknięciami śmiechem.

-Spokojnie, moje panie.- odezwał się w końcu.- Za dwie minuty będziemy na miejscu, więc proszę o zachowanie spokoju.

-Jasne, tato.- Hikari ponownie wlepiła wzrok w biały krajobraz za oknem.- Gdybyśmy się tak daleko nie wyprowadzali, nie byłoby problemu.- burknęła niby w wyrzutem, choć tak naprawdę już dawno przestała mieć rodzicom za złe tę nagłą przeprowadzkę, którą zaskoczyli ją tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego. Niby nie wyprowadzili się jakoś strasznie daleko, ale szkołę i tak musiała zmieniać, co w tym okresie było jej wyjątkowo nie na rękę. W dodatku rzadziej rozmawiała z kuzynami, a Hao widziała po raz ostatni na pamiętnym obozie, kiedy to pojęli, że są rodziną. Nadal nie dowiedziała się, jak to się stało, że bliźniacy wychowywali się oddzielnie przez tyle lat i raczej prędko się nie dowie. Oni najwyraźniej już wiedzieli, ale Yoh uparł się, że jej nie powie i na tym temat się skończył.

-Jesteśmy!- Pisk Akiko wyrwał ją z zamyślenia.

Ogarnęła zaśnieżoną, leśną ścieżkę nieprzytomnym wzrokiem, po czym jak oparzona wyskoczyła z auta, zamykając za sobą drzwi z trzaskiem i pobiegła przed siebie nie czekając na resztę. Pod samą rezydencję nie można było podjechać samochodem, toteż musieli przejść kawałek na nogach, ale nikomu to nigdy nie przeszkadzało. Zamknięty samochód zostawili na mini-parkingu tuż obok czarnego pasata. Hikari od razu domyśliła się do kogo należy, przez co uśmiech na jej twarzy jedynie się powiększył. Choć odczuła też lekką irytację. Znowu są ostatni…

-No, pośpieszcie się!- zawołała, odwracając się w stronę idących kilka metrów dalej rodziców. Widząc, że im się nie śpieszy fuknęła zniecierpliwiona i pobiegła przed siebie. Za nią pospieszyła Akiko, ślizgając się po drodze na wygładzonym śniegu.

Nachi skomentował to szczerym śmiechem. Posłał również pokrzepiające spojrzenie Layli, która spoglądała z zatroskaniem na młodszą córkę. Z jej równowagą nie trudno o wypadek. Niestety, jego zapewnienia, że Akiko jest całkowicie bezpieczna, a kilka siniaków na pewno nie ostudzi jej świątecznego zapału, spełzły na niczym. Layli wcisnęła mu do wolnej ręki swoją część paczek do niesienia.

-Akiko, uważaj!- poleciła, przyśpieszając, żeby zrównać się z dziewczynką. Zostawiony sam sobie Nachi, dotarł do bramy wejściowej jako ostatni, kręcąc z politowaniem głową. Czasem miał prawdziwy kabaret z tymi kobietami.

Tymczasem Hikari rzuciła szybkie spojrzenie, znajdującemu się przed nią, rozległemu budynkowi, wybudowanemu w stylu japońskim i popędziła do drzwi wejściowych. Zamierzała otworzyć je bez pukania i od razu wbiec do środka. Jakież było jej zdziwienie, kiedy ktoś zrobił to za nią. Włości otwierały się do wewnątrz, a śliskie podłoże nie pozwoliło jej wyhamować, co poskutkowało tym, że wpadła na chłopaka, który miał to nieszczęście znaleźć się na jej drodze i razem z nim przewróciła się na podłogę w korytarzu. Usłyszała ciche jęknięcie i z trudem tłumiony chichot, bynajmniej nie należący do jej ojca.

-Yoh!- zawołała, uradowana. Szatyn stał w przejściu uśmiechając się szeroko i pokazując przy tym rząd idealnie białych zębów.- A to znaczy, że wylądowałam na… Hao!

-Cześć.- jęknął, z trudem młody Aizawa, czy raczej młody Asakura. Trochę ciężko mu było oddychać, tym bardziej gdy kuzynka wykorzystała ich pozycję do przytulenia go.

-Nawet nie wiecie, jak za wami tęskniłam.- powiedziała. Podniosła się w końcu na równe nogi. Podała też rękę szatynowi, żeby pomóc i jemu wstać, po czym zaczęła zdejmować z siebie zimowe nakrycia wierzchnie.- Anna też jest?- zapytała. Młoda Kyoyama była stałym gościem w rezydencji, głównie dlatego, że nie uśmiechało jej się mieszkanie samej. Jej opiekunka nawet na święta nie raczyła wracać do domu, zajęta pomaganiem biednym w krajach afrykańskich.

-Jest. Pieką z mamą pierniczki.- odpowiedział Yoh.

Wtedy właśnie reszta rodziny weszła do domu i można było w końcu zamknąć drzwi i nie wpuszczać więcej zimna do środka.

-Witaj, Yoh.- rzucił Nachi, po czym jego wzrok padł na starszego bliźniaka.- A ty musisz być Hao. Kurka wodna, faktycznie jesteście podobni… normlanie kubek w kubek, jak wasz tatuś. Swoją drogą, gdzie ta stara pierdoła? Mógłby mi pomóc tachać te wszystkie torby… Ał!

-Zachowuj się, Nachi!- skarciła go Layli, poprzedzając swoje słowa uszczypnięciem go w ramię.

Po standardowym przywitaniu, Yoh, jak prawowity pan domu zaprowadził gości do salonu, gdzie przy kawce i pierwszej partii pierniczków rozmawiali przyszywany ojciec Hao - Hiroshi, „stara pierdoła" – jak określił Mikihisę Asakurę Nachi - oraz najstarsi z rodu – Kino i Yohmei. Akiko wpakowała się na kolana dziadka i ani myślała z nich schodzić. Nachi odłożył prezenty pod choinkę i z wielkim zapałem włączył się do rozmowy na temat globalnego ocieplenia, co Layli skomentowała pełnym politowania westchnieniem i ruszyła w stronę kuchni, gdzie urzędowały Anna, Keiko i Aoi – przyszywana matka Hao. Sam Hao oddalił się tak szybko, jak to możliwe w towarzystwie brata i kuzynki. Obaj bliźniacy czuli się dość niezręcznie w towarzystwie dorosłych, a Hikari zależało na spędzeniu czasu właśnie we trójkę. Zwłaszcza po kilkumiesięcznej rozłące.

- To co robimy?- Uśmiech, którym obdarowała chłopaków był tak wielki, że odkrywał wszystkie jej bielutkie ząbki.- Do pierwszej gwiazdki jeszcze daleko.

-Miałem właśnie oprowadzić Hao po rezydencji, kiedy swoim wejściem smoka sprowadziłaś go do parteru.- zażartował Yoh. W podzięce otrzymał od brata kuksańca w ramię.

-Podoba mi się ten pomysł!- Hikari klasnęła w dłonie. Trochę minęło odkąd gościła w rodzinnej chałupie. Małe zwiedzanie wydawało się więc świetnym pomysłem. Ale chwila, moment… To znaczy, że Hao…- Nie mów, że jesteś tu po raz pierwszy.- powiedziała, mierząc długowłosego niedowierzającym wzrokiem.

Bliźniacy wymienili między sobą zakłopotane spojrzenia. Od wakacji minimum raz dziennie rozmawiali ze sobą telefonicznie lub przez Skype'a, albo spotykali się na mieście. Yoh w domu brata był może ze dwa razy z rodzicami, ale jeśli chodzi o wizyty Hao u Yoh, to zawsze jakoś brakowało na to czasu… i tak zleciało aż do świąt. Wtedy Keiko wyszła z inicjatywą spędzenia ich wspólnie, a Aoi, Nachi i oczywiście bliźniacy oraz Hikari z Akiko zareagowali takim entuzjazmem, że reszta rodziny nie miała nic do gadania. Zresztą, nikt zbytnio nie protestował.

-Tak jakoś wyszło.- wzruszył ramionami Hao. Yoh tylko uśmiechnął się niewinnie, a Hikari spuentowała zaistniałą sytuację pełnym politowania westchnięciem.

-Nie ważne.- Pokręciła głową.- Idziemy?

-Idziemy.- potwierdził Yoh i we trójkę wyruszyli na poszukiwanie szczęścia.

Kiedy wędrowali po korytarzach, młody Asakura opowiadał Hao o historii domu i rodziny. Hikari przysłuchiwała się temu uważnie, od czasu do czasu wtrącając swoje trzy grosze i pilnując, żeby Yoh niczego nie przekręcił.

-Że kto się tutaj szkolił?

-Szamani.- powtórzył Yoh, ale wyraz twarzy Hao sugerował, że długowłosy dalej nie rozumie o co chodzi.

-To legenda.- powiedziała Hikari.- Podobno kilkaset lat temu w tej rezydencji mieszkały osoby, chcące uczyć się od naszych przodków.

-Uczyć się… szamaństwa?- Na końcu pytania się zawahał, jednak brat i kuzynka synchronicznie skinęli twierdząco głowami.- Chodzi wam o tych pustelników, mieszkających w środku buszu i warzących wywary z ziółek?

Hikari pacnęła się otwartą dłonią w czoło, a Yoh parsknął śmiechem.

-Też, ale w tym przypadku chodzi raczej o ludzi, którzy mają kontakt ze światem zmarłych i mogą na niego wpływać. Podobno wszyscy z rodziny Asakura byli wybitnymi szamanami, ale jeden z nich był szczególnie potężny. Opanował pięć punktów gwiazdy jedności, czyli ogień, wodę, ziemię, powietrze i element duchowy, i stał się panem czasu i przestrzeni.

-Co się z nim stało?- dopytywał długowłosy.

-Chciał ochronić naturę przed zniszczeniem, ale to pragnienie sprowadziło go na złą drogę i reszta rodziny musiała się go pozbyć. Jednak wtedy był już za późno, bo rzeczony szaman zyskał zdolność reinkarnacji. Według legendy, co pięćset lat wraca na Ziemię pod nowym wcieleniem i próbuje zdobyć moc potrzebną do zrealizowania swoich planów.- zakończyła tajemniczym tonem. Yoh odnotował w myślach, żeby koniecznie zabrać ją ze sobą na następny biwak. Hikari nie miałaby sobie równych w opowiadaniu strasznych historii przy ognisku.

-Skąd tyle o tym wiesz?- Hao nie krył zainteresowania.

-Właśnie. Nawet ja tego nie wiedziałem.- poskarżył się młody Asakura.- Czyżbyś przypadkiem nie ubarwiła troszkę tej historii?

-Nie ubarwiłam.- Pokazała mu język.- Ciebie po prostu to nie interesuje, Yoh. Ja przysiadłam i znalazłam. Nasza rodzina ma naprawdę szalenie ciekawą i bogatą historię!

-To tylko legendy, a nie fakty.- polemizował Yoh.

Hao postanowił jednak wtrącić się do rozmowy, zanim między tą dwójką rozgorzeje prawdziwa kłótnia. Po szybkiej analizie wszystkich za i przeciw doszedł do wniosku, że najkorzystniej dla niego będzie nie stawać po żadnej ze stron.

-Reasumując: – zwrócił się do Yoh.- Ty jesteś zwykłym ignorantem, a ty - Spojrzał na Hikari.- wierzysz w bajki. Możemy iść dalej?

Obrażeni pomamrotali jeszcze trochę pod nosami, ale ruszyli się do przodu, więc Hao pogratulował sobie wykonania misji. Kiedy dotarli do pokoju Yoh, rozmowa zeszła już na inne tematy. Przez ostatnie pół roku działo się bardzo wiele i jednocześnie bardzo mało. Hikari przeniosła się do nowej szkoły, mało tego – Yoh i Hao również chodzili do osobnych, więc wszyscy mieli do opowiedzenia sporo ciekawych historii.

-To Pirika i Ren nadal są razem?- zapytała zaskoczona Hikari, a kiedy bliźniacy pokiwali synchronicznie głowami, gwizdnęła z uznaniem. Doskonale pamiętała obozowy ślub niebieskowłosej i młodego Tao, którego udzielał samozwańczy kapłan Marshall. Oczywiście, nikt nie śmiał wątpić w jego kompetencje. Spodziewali się za to, że po wakacjach Ren i Pirika stracą ze sobą kontakt i na tym się skończy.- No kto by pomyślał…

-No nie?- wyszczerzył się Hao.- Znam Rena od przedszkola i nigdy, ani razu przez te wszystkie lata nie widziałem go w towarzystwie dziewczyny. Nie licząc jego siostry, Nancy i Milli, ale z bliźniaczkami zazwyczaj tylko się przegaduje i kończy się fochem.

-A teraz od sześciu miesięcy jest w związku z siostrą Horo Horo i nic nie wskazuje na to, że mieliby w najbliższym czasie zerwać.- spuentował Yoh.

-To Horo się z tym w ogóle pogodził? Myślałam, że stanie na głowie, żeby zerwali.

-Nie, no co ty.- Młody Asakura machnął ręką.- Tak długo jak Piri jest szczęśliwa, nie odważyłby się tego zniszczyć.

-Właśnie!- Hikari nagle sobie o czymś przypomniała. Przeniosła wzrok na Hao i spytała poważnym tonem:- Ty i Milla nadal bawicie się w podchody?

Hao zachłysnął się powietrzem i spłonął rumieńcem.

-Hikari, nie tak bezpośrednio.- skarcił ją Yoh. Poklepał brata po plecach, licząc, że to choć trochę ułatwi mu złapanie oddechu.- Wbrew pozorom jest pod tym względem niesamowicie wrażliwy.

-Nie jestem!- wystękał Aizawa. Nikt nie zwrócił na niego uwagi.

-Co nie zmienia faktu, że mógłby się w końcu wziąć w garść i zaprosić ją na randkę czy coś.- Hikari splotła ręce i spojrzała na niego z zaciętością w oczach.- Milla to świetna dziewczyna, jeśli się nie pospieszysz to ktoś ci ją w końcu sprzątnie sprzed nosa! Nie żeby tego chciała, bo wydaje mi się, że patrzy tylko na ciebie, ale każdemu kiedyś znudziłoby się czekanie…

-Już ją zaprosiłem.- burknął pod nosem, ale to wystarczyło, żeby przerwać monolog kuzynki.

-CO?!- krzyknął Yoh.

-W styczniu jadę z rodzicami na narty. Powiedziałem jej, że jak chce, to może pojechać z nami i się zgodziła.

-Brawo.

-I KIEDY ZAMIERZAŁEŚ MI O TYM POWIEDZIEĆ?!- Yoh nadal krzyczał, ale cóż poradzić skoro czuł się oszukany. Cieszył się, nawet bardzo, ale mógłby cieszyć się dłużej, gdyby długowłosy raczył podzielić się z nim tą rewelacją wcześniej.

-Wiesz… tak jakoś… zapomniałem.- przyznał w końcu, uśmiechając się z zakłopotaniem. Yoh pacnął się w czoło otwartą ręką, po czym położył się na wznak na łóżku z miną jednoznacznie mówiącą, że Hao jest idiotą. Może faktycznie nim był, bo widząc to tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to w ogóle było możliwe.

-To może teraz ja się pochwalę, że gram w zespole rockowo-metalowym.- palnęła Hikari i cała uwaga skupiła się na niej.

-To ty umiesz na czymś grać?- Niedowierzał Yoh.

Kuzynka spiorunowała go wzrokiem.

-Tak, dla twojej informacji gram na skrzypcach od ósmego roku życia I śpiewam. Trochę.- burknęła. No kurde, Hao jeszcze rozumiała, ale żeby Yoh nie wiedział? Przecież nie raz występowała na apelach i innych uroczystościach, kiedy jeszcze chodzili do jednej szkoły! Chociaż jakby się nad tym zastanowić… to Yoh zazwyczaj takie rzeczy przesypiał.

-Jest w naszej okolicy jakiś zespół?- zapytał Hao.- Jak się nazywa?

-Dark Invitation. Marshall jest liderem…

-No i wszystko jasne.- powiedzieli w tym samym czasie. Nie od dzisiaj było wiadome, że Hikari leci na Marshalla. Czy on na nią również, tego bliźniacy nie byli w stanie stwierdzić, ale na pewno ta dwójka pozostawała w przyjacielskich relacjach.

Hikari planowała jakoś zripostować ich złośliwe uśmieszki, lecz nie zdążyła, bo ten moment wybrała sobie Anna, żeby zapukać do drzwi. Nie czekając na odpowiedź, otworzyła je i stanęła w progu.

-Yoh, twoja mama prosi, żebyśmy poszli do piwnicy po zapasowe lampki choinkowe.

-Ale choinka już ubrana.- zauważył młody Asakura.

-Tak, ale chcą jeszcze udekorować ganek.- Wzruszyła ramionami.- Poszłabym sama, ale nie pamiętam, którędy się schodziło…

-Okej, w porządku.- Podniósł szanowne cztery litery i ruszył do drzwi. Hikari i Hao poszli za nim.- Ej, a wy odkąd?

-A co to za problem? Chodźmy wszyscy!


-Co to za miejsce?- wykrztusił Yoh, rozglądając się uważnie dookoła.

Zeszli do piwnicy, ale zamiast światełek znaleźli coś innego. Tajemnicze zejście w dół, które prowadziło prosto do zamkniętej bramy. Wokół niej wisiały wygaszone lampiony z rysunkiem pięcioramiennej gwiazdy. Gdyby nie latarki przezornie zabrane z piwnicy przez Annę w ogóle nic by nie widzieli.

-Yoh, zlituj się.- jęknął Hao.- Mieszkasz tu i nie wiesz?

Młody Asakura pokręcił głową ze śmiertelnie poważną – jak na niego – miną.

-Wchodzimy tam?- zapytała Hikari i nie czekając na odpowiedź przyjaciół podeszła do bramy i wślizgnęła się do środka.

-Skoro zadajesz pytanie, mogłabyś chociaż poczekać na odpowiedź.- warknęła Anna, ale zafascynowana znaleziskiem Asakura tylko machnęła na nią ręką.

Wnętrze przypominało starą, japońską świątynię i prawdopodobnie tym właśnie było w czasach swojej świetności. Obecnie, mroczne i porośnięte pajęczynami, przypominało raczej grobowiec. Oświetlone latarkami gablotki rzucały podłużne cienie na ściany. W drugiej części jaskini stała drewniana chatka, również otoczona pięcioramiennymi gwiazdami.

-O cho…inka.- zreflektowała się szybko Hao, chociaż na końcu języka miał zupełnie inne słowo, według niego bardziej adekwatne do sytuacji.

-Myślisz, że twoi rodzice wiedzą?- Anna zwróciła się do Yoh. Ten tylko wzruszył bezradnie ramionami.

-Co tam rodzice. Mnie bardziej dziwi, że nie znaleźliśmy tego miejsca wcześniej. Przecież jako dzieciaki wciskaliśmy się dosłownie wszędzie. Od kredensu z ciastkami, po dziuplę w drzewie.- powiedziała Hikari. Doskonale pamiętała jak bawili się w chowanego i Yoh wpadł na inteligentny pomysł „schowania się u ptaszków". Tylko potem miał problem z wyjściem.

-Powinniśmy kogoś zawołać.- stwierdził Hao, dokładnie oświetlając sklepienie światłem latarki. Sufit miejscami był popękany. Co prawda, pod ścianami stały umocnienia z drewna, ale wyglądały na tak stare, że długowłosy nie miał do nich zaufania.- Ostatnie na co mam ochotę, to spędzić święta pogrzebany żywcem.

-Zaraz pójdziemy.

W Hikari najwyraźniej odezwał się zew przygody, bo ruszyła do chatki i zaczęła wchodzić na podest. Drewno skrzypiało jej pod stopami i uginało się niebezpiecznie pod najlżejszym naciskiem. Yoh oczywiście natychmiast do niej dołączył z szerokim uśmiechem na mordce. Hao i Annie nie pozostało nic innego jak wymienić między sobą spojrzenia pełne niepewności i również podejść bliżej.

Wnętrze obfitowało w kurzy, pajęczyny i jeszcze więcej materiałów z gwiazdą. Gdzieniegdzie na podłodze leżały zaschnięte plamy wosku po dawno wypalonych świecach. Na ścianach wisiało mnóstwo pergaminów, ale pismo było tak wyblakłe, że nie dało się niczego przeczytać. W centrum pomieszczenia wisiał obraz, przedstawiający długowłosego mężczyznę w tradycyjnym kimonie. Siedział po turecku, a u jego stóp znajdowały się dwie istoty o wyglądzie trolli lub goblinów - karłowate ze spiczastymi uszami i ostrymi zębami. Przed obrazem stała gablotka, w której znajdowała się jakaś książka. Hao poświecił na nią latarką.

-Lepiej jej nie dotykaj.- przestrzegła go Anna. Razem z Yoh i Hikari, którzy skończyli kontemplować ściany, stanęła obok długowłosego. Podłoga zaskrzeczała ostrzegawczo, ale nie wyglądała jakby miała zaraz się zawalić.

-Nie sposób się nie zgodzić. Wygląda, jakby miała obrócić się w proch przy najlżejszym podmuchu.- skomentował Yoh. Dla przekory chuchnął w gablotkę i zachichotał, kiedy Anna rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie i pogroziła pięścią.

Nawet jeśli miał rację to książka – pomimo swojego obskurnego wyglądu – i tak wyglądała najlepiej ze wszystkich zgromadzonych pod ziemią gratów.

-Trzeba o tym powiedzieć starszym. Idziemy.- zarządziła Kyoyama i zaczęła kierować się w stronę wyjścia.

-Fakt. Wujek Mikihisa wciąż czeka na te światełka.- Hikari rozejrzała się jeszcze i podążyła za nią.

Bliźniacy zostali z tyłu.

-Hao, idziesz?- Yoh delikatnie położył rękę na ramieniu brata, który podskoczył na sam ten dotyk.

-Co…? A tak, jasne.- odpowiedział trochę nieprzytomnie.

Yoh zaniepokoiło takie zachowanie.

-Wszystko w porządku?- zapytał.

-Tak, tylko…- urwał, jeszcze raz przyglądając się księdze.

-Tylko…?- popędzał go brat.

-To miejsce jakoś dziwnie na mnie działa… Ugh, nie wiem, jak ci to wytłumaczyć.- westchnął.- Miałeś kiedyś deja vu?

-To coś podobnego?

-Tak, ale nie do końca.

-Coś kręcisz, Hao…- Tym razem to Yoh westchnął. Dlaczego Hao czasem tak ciężko było zrozumieć?- Mógłbyś chociaż wysławiać się jak człowiek.

-Odczep się.- burknął długowłosy i najzwyczajniej w świecie pokazał bratu język, jakby miał siedem lat, a nie prawie piętnaście. Wyglądał przy tym tak komicznie, że Yoh nie wytrzymał i parsknął śmiechem.

-Dobra, przepraszam.- Zmierzwił bratu włosy i zaraz też pociągnął go do wyjścia. Aż za dobrze wiedział, że Hao gotów był wystąpić z polemiką, a gdyby teraz zaczęli się przekomarzać nie wyszliby z tej świątyni przez następną godzinę.


Yohmei chciał od razu pójść sprawdzić, co dokładnie znalazły dzieciaki, jednak miotający piorunami wzrok córki natychmiast przekonał go do odłożenia tego na inny termin. Najlepiej już o świętach.

-Skoro świątynia stała nietknięta od setek lat to faktycznie parę dni nie będzie robić różnicy.- powiedział ugodowo, ale z miną pokonanego. W ten oto sposób kobiety po raz kolejny udowodniły, że to one mają prawdziwą władzę w tej rodzinie. A tylko któryś z przedstawicieli płci mniej urodziwej spróbowałby zaprzeczyć…

Zatem kiedy sprawa świątyni została tymczasowo zawieszona wszyscy wrócili do swoich zajęć. Mikihisa i Nachi poszli wieszać lampki przy wejściu, a Hiroshi miał im pomóc, lecz bardzo prawdopodobne, iż była to wymówka, żeby wyjść na fajkę. Hao też zamierzał pójść, ale Aoi złapała się za głowę, kiedy zobaczyła jego fryzurę i po poproszeniu Keiko o jakiś grzebień zaczęła wyczesywać pajęczyny z włosów syna. Yoh miał z tego niezły ubaw. Przynajmniej do póki babcia nie kazała mu zająć się czymś pożytecznym i pomóc Annie i Akiko w nakrywaniu do stołu. Natomiast Hikari gdzieś zniknęła.

Znalazła się dopiero wtedy, gdy pierwsza gwiazdka świeciła już na niebie i wszyscy powoli zbierali się w jadalni.

-Gdzie byłaś?- szepnął do niej Yoh. Hikari tylko uśmiechnęła się psotnie i machnęła ręką, co miało oznaczać, że albo powie mu później, bo to coś niezwykle ważnego, albo po prostu nie chciało jej się nic robić i w tym celu ukryła się gdzieś, gdzie czujny szósty zmysł babci Kino nie mógł jej zlokalizować.

Yoh tylko westchnął i więcej na nią nie naciskał. W zasadzie, to zapomniał o sprawie, gdy tylko zobaczył stół wigilijny po brzegi zastawiony jedzeniem, a kiszki zagrały mu marsza weselnego.

-Mamo to jest pyszne!- wykrzyknął Yoh, gdy pierwszy kęs ryby wręcz rozpłynął mu się w ustach.

-Może następnym razem pomógłbyś pomóc ją przygotować, zamiast biegać po domu i szukać prezentów.- wytknęła mu Anna.

Hikari i Hao parsknęli śmiechem – i zakrztusili się przy okazji jedzeniem -, a młody Asakura spiekł buraka. Doskonale wiedział, że szukanie paczek w tak wielkiej posiadłości może być porównywalne do szukania igły w stogu siana, ale nie mógł się powstrzymać.

-Cieszę się, że ci smakuje.- Keiko uśmiechnęła się szeroko, nie zwracając uwagi na słowa dziewczyny.

Chwilę później Mikihisa stwierdził, że naprawdę przeszła samą siebie i złożył na policzku żony czuły pocałunek.

-Fuuuj- jęknęła Akiko, krzywiąc się ostentacyjnie.

-Aki, nie ładnie tak.- Layla zwróciła córce uwagę. Za to Nachi najwyraźniej miał o tym inne zdanie, bo wywrócił ostentacyjnie oczami i zakrył dziewczynce oczy ręką.

-Dobra, siostra, możecie kontynuować.

-Nachi!- skarciła go Keiko, nagle się czerwieniąc.

Pozostali skomentowali to śmiechem.

Po kolacji nadeszła pora na drugą część wigilii, więc wszyscy przenieśli się do salonu. Jest to oczywiście pojęcie względne, gdyż dzieciaki – minus Anna – zerwali się do biegu, gdy tylko padło hasło „prezenty" i w sekundę znaleźli się pod choinką. Keiko i Mikihisa zniknęli w kuchni, żeby zrobić wszystkim kawę, a Anna, dziadkowie, rodzice Hikari i państwo Aizawa przetransportowali się do pokoju bardziej cywilizowanym sposobem. Gdy dotarli na miejsce część prezentów była już otwartych.

-Mamo, mamo, patrz!- Akiko dopadła Laylę, gdy tylko przekroczyła próg i zaczęła pokazywać jej nową lalkę.

Zdawać by się mogło, że takie zachowanie przystoi tylko dzieciom do dziesiątego roku życia, ale najwyraźniej niektórzy albo o tym nie wiedzieli, albo mieli to w poważaniu, bo sekundę później Yoh i Hikari wieszali się na Annie, dziękując jej za najnowsze albumy ich ulubionych zespołów. Skąd wiedzieli? To chyba pozostanie tajemnicą.

Ogólnie prezentów była cała góra, bo skoro ludzi sporo to paczek proporcjonalnie więcej, ale nikt – a zwłaszcza Akiko – nie narzekał na taki obrót spraw. W końcu od przybytku głowa nie boli. Następne dwie i pół godziny spędzili w salonie nie tylko otwierając paczki, ale głównie rozmawiając o rzeczach ważnych i mniej ważnych. W ogóle nie zwracali uwagi na upływ czasu, przynajmniej do póki ktoś przez przypadek nie zerknął na zegarek. Była jedenasta, a więc wypadałoby się zbierać.


Idea była taka, że po kolacji i prezentach wszyscy mieli pójść na pasterkę do kościoła, a potem porozjeżdżać się do domów. Oczywiście Keiko natychmiast zaprotestowała w pełni przekonana, że prowadzenie samochodu po pierwszej w nocy nie jest dobrym pomysłem.

-Możecie spokojnie tu przenocować. Dom jest ogromny i zapewniam, że pokoi gościnnych wystarczy.- przekonywała.- Poza tym to tylko jedna noc.

Po wielu dyskusjach Nachi i Layla dali się przekonać. Jednak państwo Aizawa kategorycznie odmówili. Hiroshi był zdania, że nie mogą tak nadużywać czyjejś gościnności i z kościoła pojechali od razu do siebie. Jednak nawet przyszywany tata Hao nie mógł się bronić, kiedy bliźniacy (i Hikari) spojrzeli na niego proszącym wzrokiem zranionej sarny, a co tu dopiero mówić o Aoi, która wręcz rozpłynęła się przy takim poziomie uroczości.

W ten oto magiczny sposób Hao pozwolono zostać u Asakurów. Miał spać w pokoju razem z Yoh i już w drodze powrotnej wymyślali najróżniejsze pomysły na spędzenie tej nocy. Wszystkie ich wielkie plany legły w gruzach, gdy tylko przekroczyli próg domu i nagle wszystkich dopadło wielkie zmęczenie. Dopiero wtedy poczuli jak długi był to dzień. Bliźniakom już nie chciało się odpalać komputera i do rana grać „Amesię: Mroczny Obłęd". Jedyne, co byli w stanie zrobić to doczołgać się do pokoju Yoh i rzucić na łóżko.

-Hao?- mruknął Yoh, z twarzą wciśniętą w poduszkę.

-No?- odburknął Hao. Coś wbijało mu się w ramię i podejrzewał, że był to łokieć brata, ale nie miał siły się przesunąć.

-Zgasisz światło?- Sam miał to zrobić, kiedy przechodził obok włącznika, ale tak jakoś mu się zapomniało.

-Ale i tak musimy się jeszcze przebrać.- przypomniał Hao. Całe szczęście, że babcia Kino wykazała się talentem zapobiegawczym i wygoniła ich do mycia jeszcze przed pasterką, bo teraz na pewno nie byliby w stanie zadbać o higienę jak należy.

-W sumie racja.

Mimo swoich słów ani Yoh, ani Hao nie poruszyli się nawet o milimetr, by ową powinność spełnić. Leżeli tak, praktycznie jeden na drugim, przy zapalonym świetle i już niemal przysypiali, kiedy drzwi otworzyły się z impetem i stanęła w nich Hikari. Przebrana w fioletową, dwuczęściową piżamę z włosami zaplecionymi w dwa długie warkocze i szerokim uśmiechem na ustach.

-Wyglądacie jak zwłoki.- rzuciła na przywitanie.

-Dzięki.- odparł Hao. Ton jego głosu zdradzał, że komplementy dziewczyny już dawno przestały go ruszać.

Yoh w odpowiedzi tylko zachrapał.

-Jesteście straszni.- Hikari wywróciła oczami.- Ja tu przychodzę, żeby wam powiedzieć coś super-mega-ultra-ważnego, a wy nawet nie chcecie mnie słuchać.

Tym razem Hao nie odpowiedział. Jedną nogą był już po drugiej stronie i nie zamierzał się wracać. Yoh ponownie chrapnął.

-Nie ma tak łatwo!- To mówiąc ściągnęła z łóżka koc, na którym leżeli.

Chłopcy spadli na podłogę, natychmiast trzeźwiejąc. Posłali jej identyczne spojrzenia wyrażające chęć mordu, ale brunetka bynajmniej się nimi nie przejęła. Zamiast tego, gdy szatyni zbierali się z ziemi, zaczęła w końcu przedstawiać cel swojej niechcianej wizyty.

-Szukałam informacji na temat tej świątyni, którą znaleźliśmy.- powiedziała konspiracyjnym tonem.

-To dlatego byłaś taka ucieszona przez cały wieczór?- odgadł Yoh.

-A ja myślałem, że to zasługa prezentu ode mnie.- odezwał się Hao.- Jest coś lepszego od kapciuchów z króliczymi uszami?

-Na przykład książka kucharska!

-Oba wasze prezenty były beznadziejne.- Hikari zawsze wykazywała niezwykły dar do sprowadzania ludzi na ziemię jednym zdaniem i tym razem nie było inaczej.

-Okrutnaś.- jęknął Hao, gdy jego brat jeszcze zbierał się mentalnie po tym ciosie.

-Bywa. Life is brutal i full of zachadzkas.- Wzruszyła ramionami, całkowicie nieporuszona.- Do rzeczy: Pamiętacie jeszcze o tym naszym przodku, który chciał zniszczyć ludzkość?- Nie czekała na odpowiedź, tylko od razu ciągnęła dalej.- Ta świątynia, którą znaleźliśmy została wybudowana, żeby zapieczętować go zapieczętować.

-Mieszkam nad wielkim grobowcem?- Yoh przełknął ślinę.

-Przecież nie wierzysz w te historie.- przypomniał mu uczynnie Hao.

-No… niby tak… ale…

-Co wy tu jeszcze robicie? Jest druga w nocy!- złoiła ich Kyoyama, która nagle zmaterializowała się w progu.- Hikari, natychmiast do swojego pokoju!

Brunetka przytaknęła ochoczo i wypruła z pomieszczenia jak z procy nawet się nie oglądając.

-A wy gasić światła i do spania!

-Tak jest, Anno!

Yoh zasnął niemal od razu, gdy jego głowa weszła w kontakt z poduszką. Hao bardzo chciał pójść w jego ślady, jednak ta niedokończona rozmowa z Hikari i tajemnicza księga leżąca spokojnie w podziemnej świątyni nie dawały mu spokoju. Czuł się dziwnie – z jednej strony się niepokoił, a z drugiej miał wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Nagle poczuł, że jest coś o czym zapomniał. Jakaś tajemnica zakopana głęboko w jego umyśle. Tak głęboko, że nie był w stanie się do niej dostać.

W końcu, po trzydziestu minutach intensywnego myślenia, dał sobie spokój. Co ma być to będzie, a Hikari dostanie ochrzan za mieszanie mu w głowie.


Will: Wiem, że w Japonii raczej nie chadza się na pasterki, ale to tylko głupi fanfic w necie, so why not? xD