2. Tortury

Edward

Jeżeli mój penis byłby w pełnym wzwodzie przed tym wydarzeniem, to nie chcę wiedzieć jak bardzo byłbym twardy. Czy wspominałem, jakie to jest bolesne?

Emmett spojrzał na mnie, jakby wiedział o czym myślę, ale potrząsnął głową i skupił swoją uwagę na Belli, która na szczęście tego nie usłyszała.

- Bella, przepraszam - powiedział Emmett, patrząc na jej piersi.

Kurwa, czy on ją pożerał wzrokiem?

- Pozwól, że przyniosę ci kilka serwetek - powiedział, otwierając drzwi do pokoju dla pracowników. Rzuciłem na nią okiem. Bella wyglądała jakby miała się rozpłakać.

- Emmett, nie mam żakietu - wymamrotała Bella, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Na szczęście przerwała tym mój zachłanny wzrok. - Co było w szklance? To się lepi.

Czy ona powiedziała, że jej ciało się lepi? Do diabła, praktycznie mogłem sobie wyobrazić jak jej skóra klei się od potu, kiedy wylizywałbym soki z jej lśniącej, mokrej płci. Hmm... Zwykle czegoś takiego nie robię. Z jakiegoś powodu, chciałem jej posmakować.

Musiała się czuć niewygodnie i pomyślałem, że lepiej byłoby nie kusić losu. Pozbyłem się moich erotycznych myśli, ściągnąłem moją marynarkę i podałem jej. Zaprzeczyła głową.

- Woda gazowana - powiedział Emmett, podając Belli kilka serwetek. Wyglądał na zakłopotanego. - Przepraszam.

- Bella, po prostu weź moją marynarkę i będziesz mogła się umyć - powiedziałem, za wszelką cenę próbując ją osłonić. Wykorzystałem resztki samokontroli by nie patrzeć na jej piersi. Jednakże, stanowczo zawiodłem.

O Boże, całkowicie koronkowe miseczki. Pieprzcie mnie.

- Zniszczę twoją marynarkę - wyszeptała. - Ugh... Wybaczcie. - Wyminęła mnie, biegnąc w dół korytarza. Spojrzałem na Emmetta, który tylko wzruszył ramionami.

- Bella poczekaj, toalety są koedukacyjne! - krzyknąłem za nią. Kiedy dotarłem do drzwi toalety usłyszałem miękki krzyk.

- Cześć, piękna. - Znałem ten głos, James. Pchnąłem drzwi i znalazłem Bellę przy zlewie, próbującą okryć się przed Jamesem, zmierzającym w jej stronę.

Chrząknąłem, informując oboje o mojej obecności. Moje oczy utknęły na wyciągniętej ręce Jamesa. Zaborczość, której nigdy wcześniej nie odczuwałem szarpnęła moją klatką piersiową w cichym warknięciu.

- Bella, możesz się umyć w mojej łazience - stwierdziłem stanowczo, tak żeby James to usłyszał. Bella tylko kiwnęła w odpowiedzi, jej oczy nadal były pełne łez. Wyglądała na kompletnie bezbronną. Ponownie zaoferowałem jej swoją marynarkę i tym razem ją wzięła wychodząc i szepcząc ciche 'dziękuję'.

- Hmm... Nowa zabaweczka, Cullen? - James uśmiechnął się szyderczo, a jego oczy rozszerzyły się w zachwycie.

- Nie, ona jest moją nową asystentką - warknąłem, patrząc uważnie na niego.

- Nawet lepiej. - Oblizał wargi.

- Trzymaj się z dala od niej James - rzuciłem, robiąc krok w jego stronę.

- Dobra, ty masz pierwszeństwo - wypluł w odpowiedzi. - Ale kiedy się już nacieszysz, to zadowolę się resztkami, jak zawsze.

Zaśmiałem się. Bella nigdy nie poczuje czegoś do faceta takiego jak James. Jest na to zbyt mądra.

Jeśli mnie zostawi?

- Wątpię - powiedziałem. Obróciłem się na pięcie i opuściłem łazienkę.

To tak jestem postrzegany przez kogoś takiego jak James? Nawet on wiedział, co zrobię komuś takiemu jak Bella. Potrząsając głową udałem się do mojego biura.

Ostrożnie otworzyłem drzwi do mojego gabinetu i udałem się w kierunku łazienki. Usłyszałem odkręconą wodę w zlewie, zapukałem lekko.

- Bella?

Pociągnięcie nosem przerwało ciszę.

- Umm, przepraszam. Nie mam nic do ubrania.

O Boże, ona tam jest toples. Wzdrygnąłem się i musiałem ponownie się poprawić. Popierdolony drań, ona tam płacze. Byłem całkowicie sobą zdegustowany.

- Alice czasami zostawia parę rzeczy w mojej szafie - powiedziałem. - Możesz coś pożyczyć. - Czekałem na odpowiedź. Usłyszałem jak woda przestała lecieć, potem delikatne kliknięcie drzwi, kiedy zostały odblokowane. Cofnąłem się o kilka kroków.

Bella otworzyła je, przygryzając nerwowo dolną wargę. Była nieznacznie zarumieniona. Była ubrana w moją marynarkę, trzymając ją jedną ręką zapiętą, a w drugiej dłoni miała mokrą bluzkę i stanik. Nerwowo wykręcała mokre ubranie. Gówno! Ja pierdolę! Kurwa! Ubrała moją marynarkę bez stanika!

Próbowałem wyrzucić wyobrażenie tego, jak ściąga marynarkę i daje mi widok na piersi. Żałosne.

- Dziękuję ci - wyszeptała Bella, wyciągając mnie z moich myśli. Kiwnąłem głową i wskazałem szafę. Poszła za mną i otworzyła drzwi, dysząc lekko, kiedy zdała sobie sprawę, jaka to duża garderoba. Pokazałem jej gdzie Alice trzyma swoje rzeczy.

Cholerny chochlik myśli, że może zająć każde miejsce.

Wyszedłem z garderoby, dając jej czas na przebranie się. Zostawiłem lekko uchylone drzwi i usiadłem przy biurku, próbując nie myśleć o półnagiej kobiecie za drzwiami.

- Która godzina, Edwardzie? - zawołała Bella z szafy.

Udałem, że przeglądałem dokumenty na moim komputerze i poprzesuwałem parę rzeczy na biurku w nadziei, że nie złapie mnie na erotycznym fantazjowaniu o niej.

- Za dziesięć dziewiąta - odpowiedziałem. Spojrzałem na ekran i przeniosłem pliki.

- Postaram się pośpieszyć, ale mam mały problem. Umm, czy twoja siostra jest mała czy coś? Nic nie pasuje. - Bella brzmiała na sfrustrowaną, na co zachichotałem.

- Tak, jest dosyć mała - odpowiedziałem, nadal się delikatnie śmiejąc. Wewnętrznie byłem wdzięczny za ten fakt, ponieważ to znaczyło, że cokolwiek ubierze będzie dopasowane do jej figury. To działało jeszcze bardziej na moje fantazje na jej temat.

Po czym pomyślałem, dlaczego fantazjować?

- Dobra, myślę, że to najlepsze, co udało mi się znaleźć - powiedziała Bella, wychodząc w bardzo dopasowanym ciemno niebieskim sweterku. Kolor ten bardzo kontrastował z jej blado kremową skórą. Niebieski jest od dziś moim ulubionym kolorem.

- Zapłacę za czyszczenie twojej marynarki, jest mokra - powiedziała Bella, przygryzając wargę, w dłoniach trzymała bluzkę i stanik. Mam nadzieję, że marynarka nie jest jedyną mokrą rzeczą, ponieważ czubek mojego fiuta był z pewnością.

- To nie będzie konieczne Bello. Emmett zapłaci za to i twoje rzeczy, jeżeli chcesz - powiedziałem z uśmiechem, starając się ją uspokoić i pokazać, że to nie była jej wina.

- Czy potrzebujesz czegoś na zbliżającym się spotkaniu? - spytała, unikając mojego spojrzenia, jej policzki nadal były zarumienione.

Stwierdziłem, że rumieńce są cholernie seksowne. Dziwne. Nigdy tak nie uważałem.

- Tak, czy mogłabyś robić notatki?

- Mam w tym doświadczenie, więc mogę zapisywać wszystko, co podyktujesz. - Przeskoczyła niespokojnie z jednej nogi na drugą. - Mam na laptopie program, którego mogłabym użyć.

- Brzmi świetnie. Tylko zapukaj i ich wprowadź. - Kiwnąłem i spojrzałem ponownie na mój komputer.

- Tak zrobię. Jeszcze raz ci dziękuję, Edwardzie - powiedziała, zamykając drzwi do szafy po czym wyszła. Wziąłem kilka głębokich, łagodzących oddechów, próbując oczyścić umysł.

Jak ta kobieta może być tak cholernie seksowna i wyglądać tak wrażliwie w tym samym czasie? To sprawia, że pragnę jej bardziej. Jestem taki popieprzony.

Bella

Udałam się do mojego biurka, wyciągając swojego laptopa, żeby przygotować się do pierwszego spotkania Edwarda w ciągu dnia. Wewnętrznie sobie pogratulowałam dobrej roboty. Wszystko szło zgodnie z planem, oprócz tego faceta Jamesa. Wzdrygnęłam się lekko, przypominając sobie jego spojrzenie.

Rozważałam danie mu mojej wizytówki. Zazwyczaj ten kawałek papieru trzymał większość facetów z daleka. Czy ja analizuje wszytko, co robią?

- Więc jak poszło Bello? - wyszeptał Emmett zza drzwi mojego biura.

- Idealnie. - Uśmiechnęłam się. Emmett spojrzał przez ramię i podszedł do drzwi biura Edwarda. Zgadywałam, że podsłuchuje.

Wyglądał na usatysfakcjonowanego, kiedy podchodził do mnie i zajął krzesło po drugiej stronie mojego biurka.

- Świetnie się spisałeś - powiedziałam. Otworzyłam program, który potrzebowałam na spotkanie. - Dzięki. Choć woda gazowana to było lekkie przegięcie, nie sądzisz?

Emmett uśmiechnął się, wyraźnie dumny z siebie.

- Zadziałało, prawda? Zamiast po prostu wysuszyć sobie bluzkę, musiałaś się przebrać w jego biurze. Nie zdziwiłoby mnie gdyby teraz siedział ze sportowym wzwodem.

Przygryzłam wnętrze mojego policzka, żeby nie jęknąć na tą myśl.

Edward + sztywny = wielokrotny orgazm. Kurwa.

- Teraz musimy mieć pewność, że zostaniesz zaproszona do klubu, prawda? - spytał Emmett, czekając na przypomnienie planu.

- Tak, twoja siostra i Rosalie są gotowe na następną część planu, zanim wyjdzie dzisiaj po południu - powiedziałam, spoglądając na mojego palmtopa. - Wygląda na to, że będzie dziś wolny przed czwartą, więc powinny przyjść chwilę przed. Dasz im znać?

Emmett skinął w odpowiedzi.

- Powodzenia. - Zachichotał wstając z krzesła, po czym wyszedł. Nie potrzebuję szczęścia. Potrzebuję by Edward powiedział 'O mój Boże' ponownie.

Cholera, skąd to się wzięło?

Edward Cullen był zbyt seksowny dla swojego dobra i nie czynił tej pracy łatwiejszej.

Jestem taka głupia.

Edward

Bella krążyła w moich myślach. Wychodziła z szafy naga mając na nosie okulary i była w szpilkach. Podchodziła do mnie, jej dłonie unosiły jej długie loki odsłaniając jej szyję i obojczyki.

Świetnie. Teraz nie mogę wstać i przywitać się z przyszłym klientem. Muszę jak najszybciej wyrzucić ją z myśli.

Zastanawiałem się do kogo bym mógł zadzwonić - Rebecca, Jamie... Nie, może ktoś nowy. Mógłbym kogoś wyrwać dziś w klubie.

Pukanie do drzwi oderwało mnie od myśli. Po czym szybko wróciłem do myślenia o Belli, która wprowadziła właśnie dwóch mężczyzn po trzydziestce. Jeden z mężczyzn, który wszedł pierwszy do pomieszczenia miał krótkie czarne włosy i brązowe oczy. Drugi miał jasnobrązową fryzurę oraz zielone oczy i szeptał coś do ucha Belli. Zarumieniła się lekko, potrząsając głową.

Niewytłumaczalna wściekłość przepłynęła przez moje ciało, kiedy pochylił się do niej po raz drugi, powodując kolejny rumieniec i przygryzioną wargę. Moje oczy zwęziły się obserwując ich oboje. Kiedy Bella zauważyła moją minę, wyglądała na zaskoczoną i odsunęła się od klienta.

- Panie Cullen, to jest Michael Blake. - Bella wskazała na jasnowłosego. - A to jest David Grey. - Uniosłem się lekko z fotela i uścisnąłem ręce każdemu z nich, w szczególności temu, który zalecał się do Belli.

Nie akceptuję umawiania się personelu z klientami, ponieważ jestem dupkiem oraz sam go w większości pieprzę. Po prostu nie przepadam jak klienci pieprzą wzrokiem moich podwładnych, kiedy jestem obok. Bella ustawiła krzesło za mną po lewej i położyła laptopa na swoich wyeksponowanych kolanach.

Jej zapach był oszałamiający. Kwiatowo i nie wiem jak to wyjaśnić-ciepły. Kiwając głową posłała mi zapierający dech w piersiach uśmiech, dając mi znać, że możemy zaczynać.

Zaczęliśmy omawiać szczegóły projektu pięciopiętrowego klubu i restauracji w Seattle. Mogłem usłyszeć jak Bella przyciska klawisze za mną i uśmiechnąłem się. Teraz mogłem ją mieć blisko siebie.

Później pomyślałem, że mogłaby wić się pode mną kiedy bym ją... Cholera! Muszę przestać o niej tak myśleć. Poruszyłem się niespokojnie w moim fotelu, ponieważ Bella prawdopodobnie mogłaby zobaczyć mój kłopot.

Nie chciałem żeby wiedziała? Dlaczego nie? Zakiełkować pomysł w jej głowie, pokazać że jej pragnę. Od czasu do czasu zauważyłem że oczy pana Greya wędrują w kierunku Belli, kiedy mówił jego partner. Dyskretne spojrzenie kątem oka na nią powiedziało mi dlaczego.

Najwidoczniej zrobiło się troszkę zimno w moim biurze.

Kurwa. Niemal mogę poczuć jej twarde sutki na języku. Co ta kobieta ze mną robi?

Wstałem od stołu, kiedy pan Blake kontynuował paplanie na temat zmian strukturalnych jakie wydał departament.

Szybko podszedłem do termostatu i przestawiłem go.

- Przepraszam, zrobiło się tu trochę chłodno.

Dałem wyraźny nacisk na 'chłodno' dla dobra Belli. Zadziałało - jęknęła lekko i przesunęła się na krześle tak, że jej laptop zasłaniał widok jej piersi. Tak bardzo chciałem zobaczyć jej słodkie sutki, nie pozwoliłbym, żeby ten dupek też je ujrzał.

Spotkanie trwało przez kolejne dwadzieścia minut, zanim pan Grey i pan Blake wstali ze swoich krzeseł i wyszli. Bella podeszła do drzwi mojego gabinetu odprowadzając ich. Zanim pan Grey wyszedł, wręczył jej wizytówkę. Zarumieniła się, spoglądając na nią,

Co to do kurwy było? Nie, do diabła nie. Nie spotka się z tym kutasem.

Bella skinęła lekko i pan Grey wyszedł. Miała właśnie wyjść, kiedy chrząknąłem i zwróciłem tym jej uwagę. Odwróciła się do mnie.

- Potrzebujesz czegoś Edwardzie? - spytała nerwowo Bella.

- Tak, proszę usiądź. - Bella przygryzła wargę i skinęła, weszła z powrotem i zamknęła drzwi. Usiadła na krześle naprzeciw mojego biurka, wierciła nerwowo dłońmi, nadal trzymając laptop.

- Bella, byłbym wdzięczny gdybyś powstrzymała się od umawiania z przyszłymi klientami, czy pracownikami tej firmy. To by źle wyglądało - stwierdziłem prosto, patrząc jej w oczy nad moim biurkiem. Jej oczy się zwęziły, a twarz skrzywiła.

- Panie Cullen, przypominam że incydent z rana nie był moją winą. - Zatrzymała się zanim kontynuowała, jej skóra zaczerwieniła się od złości. - To nie moja wina, że sweter, który założyłam jest dla mnie za mały. Także nie jest moją winą, że mężczyźni, jak ten gad w łazience i pański klient, są świniami. Wzięłam jego wizytówkę, żeby nie zniszczyć Pańskich interesów z nimi. Nie zamierzam jej zatrzymać. Nie podoba mi się posądzanie o rzeczy, na które nie mam wpływu. - Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i kontynuowała piorunowanie mnie wzrokiem.

Uniosłem brew, rozbawiony jej gniewem. Spojrzała na mnie zanim błyskawicznie wstała i wyszła. Obróciła się w drzwiach.

- Tak przy okazji panie Cullen, to że zauważyłeś mój mały 'problem', nie czyni z ciebie gentlemana. Także, trudno mi uwierzyć, że stwierdzenie 'O mój Boże' jest właściwym sposobem reagowania na kobietę w biurze w dopasowanej bluzce. - Te słowa niemal wykrzyczała, kiedy skończyła mówić zniknęła za drzwiami.

Kurwa, ma temperament. Zwróciła tym moją uwagę jeszcze bardziej. Zauważyła też to, co powiedziałem wcześniej. Oczywiście, że wiedziała.

Żenada, jestem pieprzonym idiotą.

Bella

Cholera, nie poszło za dobrze, pomyślałam wchodząc do mojego biura. Położyłam laptopa na biurku i przeszłam przez wydarzenia dzisiejszego dnia. Najpierw ten obrzydliwy blondas w toalecie, na szczęście Edward wszedł i pomógł. Nie żebym tego potrzebowała, ale wiedziałam, że będzie mnie obserwował.

Myślałam żeby zagrać panienkę w niebezpieczeństwie, chociaż mógł: a) być dupkiem i zostawić mnie z drugim dupkiem, b) wyciągnąć swoją zbroję, miecz i bronić swojej damy lub c) być całkowicie zaborczy.

Kto wiedział, że będzie: wszystkie powyższe. Patrzył na mnie pożądliwym wzrokiem więcej niż raz. Zdjął marynarkę, wręczając mi swoją zbroję i był zaborczy. Jęknął, wiedziałam co słyszałam. Cholerny dupek nie lubił zmarnowanych sekund.

I ten kolejny dziwak, pan Grey był niespodziewany. Edward próbował mnie obwiniać za to, i najwyraźniej to zrobił. Daremnie zastanawiałam się, dlaczego postanowił mi pomóc w toalecie, a potem w jego biurze z moim małym problemem.

Chyba, że był zazdrosny o coś innego? Nah, to za szybko żeby coś poczuł. To by tłumaczyło jego reakcję na pana Grey'a. Sprawdzę to, na wszelki wypadek. Wykonałam parę telefonów, żeby dzisiaj przetestować moją teorię. Musiałam pozostać obrażona na niego, żeby podsycić jego pożądanie i skupić się na reszcie dnia. Przyda mi się dzisiaj pomoc Alice i Rosalie.

Edward

Przez resztę dnia, Bella zachowała dystans, odmawiając pozostania w moim biurze. Nie nawiązywała kontaktu wzrokowego i niewzruszonym tonem nazywała mnie 'Panem Cullenem'. Próbowałem kilka razy nawiązać kontakt wzrokowy by przeprosić, ale usilnie mnie unikała. Nigdy nie dała mi szansy.

Przynajmniej mój ojciec i brat nie muszą się martwić kolejnym pozwem. Wyszłoby, że chciałem ją przelecieć pierwszego dnia.

Nieźle, dupku.

Kiedy wróciłem z krótkiej przerwy na lunch po drugiej stronie ulicy zauważyłem, że Bella się przebrała. Miała na sobie lepiej leżący sweter, który nie eksponował jej delikatnej bladej skóry na piersiach. Spowodowało to, że chciałem zobaczyć więcej.

- Bella - powiedziałem, ale przerwała mi zanim mógłbym kontynuować.

- Panna Swan - poprawiła mnie oficjalnym tonem.

Yup, jest nadal wkurzona.

- Panno Swan. - Naśladowałem jej ton. - Co mam w planie do końca dnia?

- Panie Cullen, ma Pan spotkanie za dwadzieścia minut z Mendez Project, które powinno zająć około półtorej godziny. Po spotkaniu ma pan wolne do końca dnia. Czy mam notować na tym spotkaniu?

- Tak, panno Swan. - Chciałem przynajmniej przeprosić, ale przerwano mi zanim miałem szansę to zrobić. Dwa wrzody na moim tyłku postanowiły złożyć Belli wizytę. Świetnie, tylko tego potrzebuję żeby się zaprzyjaźniły. Najwyraźniej nigdy nie miały za wiele przyjaciółek.

Kolejny powód, żeby jej nie przelecieć. Minusów było więcej niż plusów. Potem spojrzałem na jej cudne nogi i dodałem sobie dwa plusy. Oczywiście to doprowadziło do jej tyłka, czyli dodania kolejnego plusa.

- Witam, Edward powiedział nam, że pracę zaczął ktoś nowy. Jestem Alice Whitlock, młodsza siostrzyczka braci Cullenów. - Ruszyła w stronę Belli i podała jej dłoń. Bella natychmiast uśmiechnęła się do mojej adoptowanej młodszej siostry mierzącej metr pięćdziesiąt i podała jej rękę.

- Bella Swan, miło mi cię poznać - powiedziała z uśmiechem na ustach, pierwszy raz od dzisiejszego ranka. Kocham ten uśmiech. Szkoda, że nie był on dla mnie. Obserwowałem, udając zainteresowanie plikiem dokumentów, który trzymałem.

- Jestem Rosalie McCarty-Cullen, żona Emmetta - powiedziała Rosalie, także uściskała jej dłoń. Bella chwyciła ją, wstając z krzesła.

- Miło mi cię poznać. Muszę stwierdzić, że jesteś tak piękna jak Emmett mi opowiadał. - Bella uśmiechnęła się ponownie.

- Dziękuję. Myślę, że będziemy się dobrze dogadywać. - Rosalie odpowiedziała Belli uśmiechem.

Wow, to się nie zdarza często.

Rosalie-pieprzona-Hale-McCarty-Cullen nie uśmiechała się do nieznajomych. Nadal nie pałała do mnie cieplejszym uczuciem, a znałem ją pięć pieprzonych lat. Boże, można by pomyśleć, że trzeba by się czołgać u jej stóp, by zdobyć jej przychylność. Najwyraźniej, nazwanie jej pięknością pomaga. Zgaduję, że nie powinienem pytać Emmetta czy one są prawdziwe, kiedy myślałem, że była poza zasięgiem słuchu na przyjęciu świątecznym, gdzie została wprowadzona do rodziny.

Bella wyszła zza biurka, na co Alice gwizdnęła.

- Wow, popatrz na jej nogi. - Alice wpatrywała się w nogi Belli z podziwem, a Rosalie dołączyła do niej, będąc również pod wrażeniem.

- Musisz mi powiedzieć gdzie się woskujesz. Nigdy nie widziałam tak gładkich nóg - wtrąciła się Rosalie.

- Nie robię tego. Jakiś czas temu miałam laserowe usuwanie włosków - powiedziała Bella, a jej policzki się zarumieniły. Kręciła rąbkiem spódnicy, kiedy moje siostrzyczki kontynuowały pożeranie wzrokiem jej nóg.

- O mój Boże, zawsze chciałam to zrobić. Warto? - spytała Rosalie. Wolno położyła dłoń na udzie Belli, zatrzymując się w niemym pytaniu o pozwolenie. Bella kiwnęła i Alice powtórzyła ruch Rosalie.

Na wszystko, co święte, one ją dotykają!

- Myślę, że tak - powiedziała Bella, wzruszając ramionami.

- Twoja skóra jest taka miękka, jak jedwab - powiedziała Rosalie. Jej dłoń poruszała się w górę uda Belli.

Niechcący wydałem mały pisk, który próbowałem zatuszować kaszlem i pobiegłem do mojego biura, zatrzaskując drzwi.

Kurwa! Ten widok wypalił się w moim mózgu do końca życia!

Wziąłem kilka głębokich oddechów i spryskałem twarz wodą, starając się uspokoić. Chciałbym, żeby to moja dłoń spotkała jej uda.

Cholera, to nie pomaga.

Bella

Alice, Rosalie i ja obserwowałyśmy Edwarda znikającego w swoim biurze, po jego piskokaszlnięciu. Wszystkie zaśmiałyśmy się cicho.

- To było zabawne - stwierdziła Rosalie z uśmiechem. Alice skinęła zachwycona reakcją.

- Zgadzam się. Jestem za Torturami Edwarda 101.

- Poszło dobrze, ale wcześniej zachowywał się jak palant, to coś, czego nie będę tolerować moje panie - uprzedziła je.

- Chodzi mi o to, że nie będę tolerować takiego rodzaju gówna. Nie przyjmuję takiego gówna od nikogo, a w szczególności od kobieciarza.

- O nie, co zrobił? - Alice spojrzała na mnie, swoimi skoncentrowanymi brązowymi oczami.

- Zasugerował, że przespałabym się z jego klientem czy pracownikiem, kiedy dwóch facetów startowało do mnie, nawet nie poświęciłam im uwagi.

- To nie zabrzmiało jak Edward - stwierdziła oszołomiona Rosalie. - Nigdy nie zagłębiał się w biurowe romanse. Właściwie sam w większości brał udział. - Zaśmiała się Rosalie powodując, u Alice miękki chichot.

Tak, znam to. Jedna z biurowych dziwek zaskoczyła mnie w pokoju ksero.

Była bardzo zdenerwowana faktem, że nie zaproponowano jej pracy osobistej asystentki Edwarda. Zastanawiałam się przez jakiś czas czy już ją przeleciał, czy pracowała nad tym statusem.

Emmett powiedział, że jeszcze jedna taka pracuje w tym budynku. Właściwie, Edward miał niezłe usta z tendencją do całowania i mówienia. Jeśli kogoś przeleciał, Emmett zazwyczaj wiedział o tym pierwszy.

- Nie sądzę żeby był zazdrosny, prawda Rose? - spytała Alice, najwyraźniej próbując zrozumieć zachowanie brata.

- Nah. - Alice i Rosalie stwierdziły zgodnie, potwierdzając moje podejrzenia, że zazdrość nie była emocją pokazywaną przez Edwarda. W takim razie, do cholery, co się działo w jego biurze wcześniej?

- Okej dziewczyny. Spotkam się z wami w klubie około dziesiątej - przypomniałam im.

- Chodźmy wcześniej na obiad i spotkamy się później z chłopakami w klubie - zaoferowała Alice.

- Umm, czy ja wiem... - Spojrzałam na Alice i była przekonywująca, jej oczy wyglądały tak smutno. - Dobra - zrzędziłam. - Zazwyczaj nie zbliżam się do rodziny, ale wy nie dajecie mi wyjścia. Teraz idźcie, pogadajcie z Edwardem przed jego kolejnym spotkaniem.

To nie była prawda, choć nie zbliżałam się do rodziny, rodzina i przyjaciele byli nieodłączną częścią Edwarda. To zazwyczaj zajmuje więcej czasu. Rosalie i Alice pomachały mi przed zamknięciem drzwi do gabinetu Edwarda.

Mam wrażenie, że Alice zawsze stawia na swoim dzięki swoim cholernym ślicznym oczom.

Edward

Po torturach jakie znosiłem oglądając Rosalie dotykającą Belli, myślałem, że gorzej już być nie może. Widocznie nie w tym przypadku, moja frustracja i irytacja znacznie wzrosły, kiedy Alice i Rosalie weszły do mojego biura.

- Cześć, Edwardzie - powiedziała Alice zanim usiadła na krześle naprzeciwko mnie. - Chciałyśmy dać ci znać, że spotykamy się z chłopakami w klubie po kolacji mojej i Rosalie wraz z Bellą.

- Macie kolacje z Bellą? - Nie chciałem by zabrzmiało to jak pytanie, ale tak wyszło.

- Tak, jest nowa w mieście, więc zabieramy ją! - powiedziała Alice, wiercąc się na krześle, zawsze tak cholernie pobudzona.

- Tylko mi nie mów, że zabieracie ją do klubu?

Proszę, powiedz nie.

- Oczywiście, że idzie z nami Edwardzie, ona nie ma tutaj żadnych przyjaciół - powiedziała Rosalie, potwierdzając mój strach.

- Czy to jest jakiś problem? - spytała Alice. Patrzyła na mnie, tymi wielkimi orzechowymi oczami wwiercającymi się we mnie.

- Nie.

- Świetnie, więc do zobaczenia w klubie! - powiedziała Alice, ze słyszalnymi emocjami w jej głosie, kiedy wychodziły.

Nie potrafię sobie wyobrazić Belli w klubie, ale może to pomoże mi się szybciej dobrać do jej spódnicy.

Jednakże, to może przeszkadzać. Jeśli mi odmówi, a potem zobaczy mnie z kolejną kobietą. To nic by nie zmieniło, ale potwierdziłoby plotki krążące o mnie, które na pewno już słyszała.

Nie, będę musiał coś wymyślić na poczekaniu. Potrząsnąłem głową by odgonić myśli, kiedy Bella zapukała w drzwi, dając mi znać, że moje kolejne spotkanie właśnie się rozpoczyna.

- Wejść - zawołałem.

Ponad godzinę później, byłem gotowy by wyjść wcześniej. Chciałem tylko pójść do domu, złapać piwo i przespać się przez parę godzin, zanim pójdę do klubu. Wyszedłem z mojego gabinetu i podszedłem do biurka Belli, gdzie pracowała na swoim komputerze.

- Panno Swan, dziękuję za załatwienie wszystkiego tak, bym mógł wyjść dziś przed czwartą. - powiedziałem, próbując brzmieć szczerze.

- To moja praca, panie Cullen - odpowiedziała krótko, nawet na mnie nie patrząc.

- Cóż, w takim razie wykonałaś dobrą robotę. Umm... - Zamarłem, kiedy przeczyściła gardło.

- Proszę to sobie oszczędzić, panie Cullen. Słyszałam różne rzeczy o panu i nie oczekuję, czy nie chcę przeprosin. - Ton Belli był sztywny.

- Może nie powinna pani wierzyć we wszystko, co pani słyszy, panno Swan - wyrzuciłem z siebie.

- Może nie powinieneś wyciągać pochopnych wniosków - odparła.

- Może powinnaś przynieść żakiet do biura następnym razem.

- Może powinieneś trzymać swój wzrok na mojej twarzy, a nie na piersiach i nogach, Sir.

Nienawidzę być nazywany Sir, to sprawia, że czuję się staro.

- Nie pochlebiaj sobie - zadrwiłem.

- Może nie powinnam iść z twoją rodziną na kolację, skoro chcesz mnie zwolnić. - Głos Belli i jej rysy złagodniały.

Mój własny głos był uspokajający, kiedy jej odpowiedziałem:

- Nie powiedziałem, że cię zwalniam, panno Swan. - Zanim zdążyłem dodać coś jeszcze, Bella wstała z krzesła, odsuwając je.

- Skończyłam całą moją pracę na dziś. Mogę już wyjść? - spytała Bella, nadal nie patrząc w moje oczy.

- Tak - odpowiedziałem, kiedy mnie minęła, a jej zapach odurzał moje zmysły. - Spotykasz się później z moją rodziną? - Nie chciałem patrzeć jak odchodzi.

- Jeszcze nie zdecydowałam. - Bella zatrzymała się i spojrzała na mnie przez ramię, jej oczy były delikatne, ale ostrożne.

- Nie zdecydowałaś?

- Czy powinnam zostać czy odejść. - Z tymi słowami, odeszła.