4. Siłownia

Sobota

Edward

Nie wychodziłem nigdzie przez cały dzień. Oglądałem telewizję i słuchałem muzyki. Alice zadzwoniła do mnie i spytała czy idę dziś do klubu, ale odpowiedziałem jej że nie, bo potrzebuję przerwy. Zaśmiała się, zastanawiając czy mój sprzęt nadal działa. Tak naprawdę bałem się, że ona tam będzie. Nie spałem dobrze ostatniej nocy, po opuszczeniu klubu. Śniłem i myślałem tylko o Belli. Myślę, że jedynym powodem dlaczego nie mogłem przestać o niej myśleć był fakt, że była nieosiągalna. Ten prosty fakt powodował, że myśli o niej były nie do odparcia, to i jej małe ciałko. Trzeba by być ślepym, żeby nie docenić jej kształtów.

Muszę znaleźć sposób by wyrzucić ją z mojego systemu. Kiedy tak się stanie, nie będzie mnie już więcej interesowała. Byłem tego pewien.

Projekt 'Uwieść Bellę Swan' rozpoczęty.

Bella

Alice zadzwoniła do mnie by powiedzieć, że Edwarda nie będzie dziś w klubie. Ponoć to pierwszy raz od dwóch lat. Pomyślałam, że może źle się czuje, ale Alice miała, co do tego wątpliwości. Ja też, ale nie przyznałam się do tego. Całą sobotę siedziałam w domu i oglądałam filmy, myśląc o Edwardzie.

Niedziela

Postanowiłam udać się na siłownię, ponieważ przez przeprowadzkę zaniedbałam to przez kilka tygodni. Ruszyłam w dół ulicy do okolicznej siłowni, rozmyślając o wszystkim, co się stało odkąd wzięłam sprawę Edwarda Cullena.

Wyraz jego twarzy, gdy opuszczał klub ukazywał ból, zwątpienie i odważę się stwierdzić, że wrażliwość. Nie wierzę żebym go złamała tak szybko, jak myślałam. Nie było możliwości z kimś takim jak on i z tak pokaźną 'kartoteką'.

W ciągu sześciu lat i dziewięciu obiektów, które do tej pory miałam to zajmowało tygodnie, czasami miesiące zanim poddali się i pokazali swoje uczucia. Przez cały ten czas nie zakochiwali się we mnie. Zakochiwali się w idealnej kobiecie, którą się dla nich stawałam. To dlatego było ich tak łatwo skierować na właściwą osobę. Wszystkie dziewięć obiektów znalazło partnerki i byłam szczęśliwa, że byłam częścią tego.

Tylko tak mogłam się upewnić, że nikomu innemu nie przytrafi się to, co Briannie i Jordanowi. Jednakże Edward był inny. Mieliśmy wiele wspólnego i fizycznie pociągał mnie bardziej niż ktokolwiek inny. Jego dotyk powodował, że zwijałam się wewnątrz i chciałam więcej. To dlatego wtedy w klubie nie mogłam oderwać od niego oczu. Jego zapach był odurzający, jego głos zmysłowy. Dla mnie to było naprawdę nieznane terytorium.

Kurwa! Chcę Edwarda Cullena w każdy możliwy sposób. Zmącił mi w głowie.

Edward

Postanowiłem iść na siłownię dzisiaj, ponieważ nie poszedłem w piątek po pracy. Musiałem to dzisiaj nadrobić. Założyłem na siebie szorty do koszykówki i podkoszulek, po czym chwyciłem moją sportową torbę i wyszedłem na zimne powietrze Seattle. Wszedłem do sali, automatycznie kierując się do mojej ulubionej bieżni, która stała przed ścianą luster.

Położyłem torbę obok, ustawiłem tempo oraz nachylenie i zacząłem standardowy trening. Rozejrzałem się i jęknąłem. Nic na to nie poradzę. W lustrze odbijała się postać Belli na bieżni w czarnym sportowym biustonoszu i niebieskich szortach. Długie włosy miała upięte w koński ogon, eksponując gładką skórę szyi. Jęknąłem ponownie, kiedy jej skóra zalśniła od potu.

Podejdź do niej idioto! Teraz jest dobry moment, by rozpocząć twoją akcję.

Zatrzymałem swoją maszynę i zająłem inną obok Belli. Nie zauważyła mnie, ponieważ oglądała coś na iPodzie. Teraz tu byłem. Chciałem, żeby mnie zauważyła, wskoczyłem na bieżnię i wznowiłem swój trening. Spojrzałem na nią, ale nadal nie zwróciła na mnie uwagi.

- Bella. - Zabrzmiało, jak pytanie. Odwróciła się, patrząc na mnie, a jej brązowe oczy łani rozszerzyły się w zdziwieniu. Rozglądnęła się wkoło, zamykając na chwilę oczy i uśmiechnęła się.

- Hej Edwardzie - powiedziała lekko zmieszana. - Mieszkasz w okolicy?

- Kilka budynków stąd. Dlaczego pytasz? - spytałem, wybrałem patrzenie na swoje odbicie, mając nadzieję, że nie złapie mnie na gapieniu się.

- Cóż, gdybyś nie mieszkał w okolicy musiałbyś przejechać pół miasta licząc od biura, żeby przyjść na tą siłownie. - Bella wzruszyła ramionami. Chwyciła iPoda i wyłączyła to, co oglądała.

- A ty? - spytałem, zastanawiając się przez chwilę, jak mogła sobie pozwolić na mieszkanie w takiej okolicy. Tu było najdrożej w całym Seattle, to dlatego wybrałem to miejsce parę lat temu.

- Nie bądź zaskoczony. Mówiłam ci, że jestem dobrze ustawiona - prychnęła zirytowana. - Mieszkam parę bloków stąd.

Chciałem ją właśnie zapytać, czy mieszka blisko mnie, ale przerwał mi dzwonek jej telefonu. Uśmiechnęła się i wyszeptała 'przepraszam' zanim odebrała. Słuchałem zaciekawiony jednej strony rozmowy.

- Och, cześć. Miałam do ciebie dzwonić - powiedziała. - Nie dasz rady? W porządku. Nie... Jest dobrze. - Uśmiechnęła się i posłała mi oczko. - Znajdę innego partnera do sparingu. - Puściłem jej oczko razem z moim najsłynniejszym uśmiechem. - Yeah, lepiej, żebyś mi to wynagrodziła. Do usłyszenia później.

Bella rozłączyła się i zwróciła swoją uwagę z powrotem na mnie. Zauważyłem, że nawet nie zwolniła podczas rozmowy tak jak to, że mamy to samo tempo, więc zwiększyłem je. Wiem że to dziecinne, ale helloł1 jestem facetem, powinienem być silniejszy.

- Przepraszam cię za to. Byłam umówiona z koleżanką na mały sparing, ale nie da rady. - Bella pokręciła głową i podwyższyła nieco prędkość.

- Sparing? - Zaciekawiło mnie to. Nie sądziłem, że taka mała, delikatna kobieta jest zdolna do czegoś takiego.

- Taekwondo i jujitsu - odpowiedziała, wzruszając ramionami.

Chyba sobie ze mnie żartuje.

- Nie jestem taka delikatna Edwardzie - powiedziała gniewnie, na wyraz mojej twarzy. - Regularnie ćwiczę sztuki walki.

- Ja też - powiedziałem, nadal nie wierząc, że ćwiczy.

- Serio? - zapytała Bella, jej oczy ożywiły się z podniecenia. - Zainteresowany małym sparingiem?

Jak mógłbym odmówić czegoś takiego? Zdecydowałem się z nią troszkę podrażnić. - Nie wiem Bella, jestem naprawdę duży, a ty taka... um, malutka.

Spojrzała na mnie, a skóra na jej szyi i policzkach zaczerwieniła się w złości.

Moja dziewczynka. Kocham te rumieńce. Cholera, jest gorąca, kiedy się rumieni.

Szybko zeszła z maszyny. Złapała ręcznik i butelkę wody, wyraźnie zirytowana.

- Jak chcesz, Cullen. Będę w czwórce, jakbyś zmienił zdanie - powiedziała. Uwodzicielsko poruszała biodrami, kiedy odchodziła.

Chciałem, żeby poczekała. Jeśli pójdę za nią, będzie wiedziała, że jestem zdesperowany. Wytrzymałem sześćdziesiąt sekund, zanim ruszyłem.

To tyle z czekania na mnie.

Drzwi do pokoju numer cztery były lekko otwarte i wszedłem ostrożnie, mając nadzieję zobaczyć mały tyłeczek Belli. Pomieszczenie było zazwyczaj wykorzystywane do aerobiku i miało ścianę luster.

Stała przodem do lustra, robiąc układ blokowania, kończąc podstawową postawą. Swoje ćwiczenia zakończyła serią kopnięć, w których zawierało się jedno silne kopnięcie.

- Będziesz tylko stał i się gapił, czy może dołączysz do mnie? - Drażniła się, patrząc mi w oczy, przez lustro. Zaśmiałem się i podszedłem do niej, nie zadając sobie trudu, aby przestać gapić się na jej słodki tyłek.

- Jeśli zrobię ci krzywdę, musisz powiedzieć, żebym przestał - powiedziałem, biorąc pod uwagę fakt, że byłem o stopę wyższy i o dobre sześćdziesiąt kilogramów cięższy. Wywróciła oczami i wymamrotała coś pod nosem.

- Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, to może zamiast pełnych pchnięć i kopnięć, możemy używać otwartej dłoni i lekkich pchnięć.

Kiwnąłem zgadzając się, do diabła, od teraz zgodzę się na wszytko. Nawet słuchając jej, nie mogłem oderwać oczu od naszego odbicia w lustrze. Pieprzenie się w tym pokoju byłoby niesamowite. Tak, posiądę cię Bello w tym pokoju.

Po tym, jak wyrzuciłem obrazy z mojej głowy, wzięliśmy materace i ułożyliśmy je blisko luster.

Stanęliśmy twarzami do siebie, po czym skłoniliśmy się lekko i przybraliśmy wyjściowe pozycje. Tańczyliśmy wokoło przez kilka minut, obserwując się nawzajem. Bella wykonała pierwszy cios i udało jej się uderzyć mnie w pierś. Odpowiedziałem tym samym, ale spotkałem się z blokiem. Uderzyła mnie dwa razy, ale odparowałem ciosy.

- Więc, jak się bawiłaś w piątkowy wieczór? - spytałem Bellę, zastanawiając się, czy poszła z doktorem. Miałem nadzieję, że nie.

- Było zabawnie i twoja rodzina jest naprawdę świetna - odpowiedziała z małym uśmieszkiem, zanim uderzyła mnie w prawy biceps. Dźwięk skóry na skórze przywołał brudne myśli.

Pchnąłem prawą ręką w jej klatkę piersiową, żeby sprawdzić, czy odeprze atak i zrobiła to blokiem środkowym. Szybko odpowiedziałem lewą ręką i lekko otarłem się o jej prawą pierś. Bella kontynuowała, jakby nic się nie stało, więc klepnąłem ją w udo. Boże, byłem twardy, jak skała od samego dźwięku.

- Przykro mi, ale wyszłam kiedy przestraszyłeś doktora - powiedziała, blokując dwa moje pchnięcia.

- Nie musisz mnie przepraszać - kontynuowałem. - To nie mój interes. - To naprawdę nie był mój interes, ale naprawdę nie chciałem patrzeć, jak wychodzi z tym typem. Nie mam pojęcia dlaczego, może jakiś dziwny instynkt ochraniania jej?

Bella zaskoczyła mnie, wykonując szybo trzy sekwencje. Cholera, jest dobra.

- Muszę przeprosić. Jego narzeczona przyszła parę minut po tym, jak wyszedłeś. - Wzruszyła ramionami. Wykorzystałem moment nieuwagi i klepnąłem ją w każdą z piersi. Pokręciła głową i wyglądała, jakby próbowała się nie roześmiać. Uśmiechnęła się, unosząc brwi w pytaniu, więc wzruszyłem ramionami z udawaną niewinnością.

Walczyliśmy ze sobą kilka minut, zanim Bella nie zdecydowała dodać kopnięć. Wykonała kopnięcie, lekko muskając moją klatkę, na co cofnąłem się zaskoczony. Uniosłem na nią brew, a ona się uśmiechnęła i pokazała palcami 'no dalej'. Po tym nasz sparing zrobił się intensywniejszy. Byliśmy śliscy od potu po trzydziestu minutach. Kopnąłem ją lekko w brzuch, a ona upadła z jękiem na kolana.

Panikując, podszedłem do niej, by pomasować ją w miejscu, gdzie ją uderzyłem, próbując zrobić wszystko, by jej pomóc.

- Bella, czy coś ci zrobiłem? Przepraszam. - Poczułem, jak jej stopa owija się na mojej prawej kostce. Lewą dłoń położyła na mojej klatce, powodując mój upadek na plecy. Bella zaśmiała się z zadowoleniem na twarzy.

- Ha, oszukałam złego chłopca Cullen - śpiewała, wykonując mały taniec zwycięstwa blisko moich stóp z zamkniętymi oczami. Spojrzałem na nią, ale mnie nie zauważyła.

Och, nie będę tak leżał, Swan.

Owinąłem moje nogi wokół jej stóp, powodując że upadła do przodu. Złapałem ją i odwróciłem. Moje kolana były po obu stronach jej brzucha. Ostrożnie, żeby nie zgnieść jej małego ciałka, oparłem ręce na jej ramionach.

- Nie grasz fair, Bello. - Uśmiechnąłem się. Spiorunowała mnie spojrzeniem, potem zaśmiała się blokując moją prawą kostkę lewą stopą, a jej dłonie chwyciły mnie za ramiona. Odepchnęła się biodrami i odwróciła nas tak, że teraz ona była u góry.

Pieprzcie mnie.

Jej tyłeczek znajdował się na moim brzuchu, a jej nogi były owinięte wokół mnie techniką 'winorośli', powodując że moje kolana ugięły się i zablokowały. Bella przycisnęła górną część ciała do mojej klatki, jej ramiona oparły się o mój bark, a dłonie położyła płasko po obu stronach mojej głowy.

Oboje ciężko oddychaliśmy, jej pierś falowała tuż przy mojej.

Kurwa! Na pewno zauważy moje pobudzenie.

To był pierwszy raz, kiedy walczyłem z kimś, kto mnie tak pociągał, a walka zamieniała się w grę wstępną. Mogłem do tego przywyknąć.

Żadne z nas nic nie powiedziało. Nasze oddechy nadal były nierówne, nasze spojrzenia połączone. Po jakimś czasie Bella otrząsnęła się i wyplątała swoje nogi z uścisku. Usiadła na moim brzuchu, krzyżując ramiona na swoich piersiach. Uniosła brew i lekko poruszyła biodrami. Powstrzymałem jęk. Wstała ze mnie i mrugnęła, zanim pozbierała swoje rzeczy.

- To był dobry trening, Edwardzie. Powinniśmy to powtórzyć. - Podała mi rękę i pomogła mi wstać. Oparłem się chęci przyciągnięcia jej do siebie. Już wkrótce. Wstałem z maty i zbliżyłem się do niej.

- Zgadzam się, Bello. Zazwyczaj ćwiczę codziennie po pracy - powiedziałem, mając nadzieję na początek wspólnych treningów... Wkrótce będziemy się pieprzyć przed tymi lustrami.

- Będę o tym pamiętać. Cóż, do zobaczenia jutro. - Bella uśmiechnęła się, odwróciła i wyszła przez drzwi. Moje oczy były utkwione na jej tyłku, jak zwykle. Boże, ma świetny tyłek.

Kurwa, jak mam wytrzymać cały jutrzejszy dzień?

Poniedziałek

Byłem spóźniony trzydzieści dwie minuty, kiedy przycisnąłem guzik windy. Wiedziałem, że mam pełny grafik i spotkanie w czasie lunchu. Strasznie się tego obawiałem. Nie spałem za dobrze w nocy. Wspomnienia ostatniego spotkania z Bellą wyzwoliły we mnie parę niegrzecznych fantazji dotyczących naszego następnego spotkania, co ujawniało się namiotem w spodniach za każdym razem.

Kurwa, to nie czas na myślenie o tym. Musiałem się ponownie poprawić. W tym tempie będę twardy cały czas podczas jej obecności. Lepiej ją wypieprzyć i mieć to z głowy.

Wysiadłem z windy, nie spodziewając się, że Bella będzie czekać tu na mnie z filiżanką kawy. Moją pierwszą myślą było zaciągnięcie jej do windy i przelecenie bez skrupułów. Oczywiście, takie myśli nie pomagały z sytuacją na dole. Będę musiał udać się do łazienki zanim moje jaja zrobią się niebieskie.

- Spóźniłeś się - zbeształa mnie delikatnie. - To twoja kawa. Czarna z dwiema kostkami cukru. - Podała mi ją.

- Dzięki. - Wziąłem łyk, a moje oczy podziwiały jej głęboki dekolt w kształcie litery V, czarną spódnicę i włosy spięte w niechlujnego koka.

- Skończyłeś? - Uśmiechnęła się złośliwie, zanim stanęła obok mnie i pokazała, bym ruszył dalej.

Przyłapała mnie. Kurwa.

Ruszyłem w kierunku naszego biura.

- Okej - zaczęła po wzięciu głębokiego oddechu. - Masz dzisiaj pełny grafik, ale na szczęście twój lunch z Philem Knightem został przełożony na przyszły tydzień. - Bella uśmiechnęła się, dotrzymując mi tempa. - Twoje pierwsze spotkanie zaczyna się za dziesięć minut i zajmie około trzydziestu. Zostawiłam na twoim biurku i w komputerze potrzebne dokumenty.

- Brzmi dobrze. Potrzebuję, żebyś robiła notatki - powiedziałem, biorąc kolejny łyk kawy. Spojrzałem na Bellę, kiedy weszliśmy do naszego biura.

- Będę tam - powiedziała i uśmiechnęła się, po czym usiadła przy swoim biurku, spoglądając na komputer. Posłałem jej ostatnie tęskne spojrzenie i udałem się do mojego gabinetu.

Na moje pierwsze spotkanie, Bella wprowadziła państwo Weatherby do środka. Zanim usiadła na swoim miejscu, podeszła do termostatu. Uniosłem brew w niemym pytaniu. Bella usiadła i wyszeptała 'Żeby nie było znowu żadnych problemów'. Puściła mi oczko i otworzyła laptopa.

Cholera, musiała mi to przypomnieć? Chwila. Czy ona ze mną flirtuje?

Przez trzydzieści minut omawiania zmian projektu nowego domu moich klientów, posyłałem Belli ukradkowe spojrzenia. Złapałem ją na gapieniu się na mnie, ale szybko odwróciła głowę zarumieniona. Naprawdę lubię podziwiać jej rumieńce.

Ona ze mną flirtuje, to będzie zbyt łatwe.

Bella wyprowadziła klientów i poprosiłem ją, by usiadła. Jej oczy rozszerzyły się zanim zajęła krzesło po drugiej stronie biurka.

- Bello, chciałbym, żebyś towarzyszyła mi podczas lunchu - zaproponowałem, patrząc na nią spod rzęs, próbując ją zauroczyć. Zauroczyć? Cullen, wyraźnie przechodzisz na złą stronę.

- Oczywiście. Masz zajęte dwie godziny na spotkanie z panem Knightem i ma się ono zacząć o jedenastej trzydzieści.

- W takim razie jedenasta trzydzieści - potwierdziłem z uśmiechem.

- Po lunchu masz ważną prezentację ze swoim ojcem i urzędnikami z Urzędu Miasta. Szukałam jakiś notatek po poprzedniej sekretarce, ale nic nie znalazłam. Spytałam Margaret, sekretarkę twojego ojca i też ich nie ma.

- Wyślę ci potrzebne pliki, które przygotowałem do tego projektu. Zrobiłabyś raport z tego dla dwudziestu osób? - Zabrzmiało, jak pytanie. Wiedziałem, że to mało czasu.

- W porządku. Mamy nową, szybszą kopiarkę, więc mam okazję ją przetestować. Prześlij mi dokumenty i będę mogła zacząć - stwierdziła Bella, po czym przygryzła wargę. - W takim razie nie będę mogła uczestniczyć w reszcie twoich spotkań. Zostawię ci dyktafon i później to przepiszę.

- Brzmi wspaniale, Bello. - Byłem pod wrażeniem. Nie pokazała po sobie żadnych wątpliwości, że nie zdąży na czas.

- Okej, twoje następne spotkanie zaczyna się za dwadzieścia minut. Chcesz kawy? - spytała, podczas prostowania nóg, dając mi widok na swoje białe majteczki, zanim wstała z krzesła.

Świetnie. Teraz ten widok wypalił się w mojej głowie.

- Edward? - Wyciągnęła mnie z zamyślenia. Pokręciłem głową, zanim spojrzałem w jej oczy. - Chcesz świeżą kawę?

- W porządku, Bello. Jesteś zajęta. Zrobię sobie jedną, zanim wstąpię do Emmetta. - Kiwnęła, posyłając mi zapierający dech w piersiach uśmiech i wyszła.

Zebrałem swoje myśli do kupy i ponownie musiałem poprawić się w spodniach, przypominając sobie jej majtki. Przesłałem jej wszystkie dokumenty dotyczące tego projektu. Wyszedłem później i zauważyłem, że nie ma jej przy biurku. Ruszyłem w stronę pokoju dla pracowników, żeby zrobić sobie kawę.

Otworzyłem drzwi do pomieszczenia. Bella stała przy ekspresie do kawy, a James stał za jej plecami. Zacisnąłem pięści, kiedy usłyszałem, jak do niej mówi.

- Bella, no chodź, pozwól mi się zabrać na lunch - nalegał James.

- Mam już plany, James - powiedziała Bella, nie patrząc na niego. Przysunął się bliżej niej, a ramiona oparł o blat po obu jej stronach. Chciała odejść, ale James jej nie wypuścił.

- Odwal się, James - powiedziała napiętym głosem. Wiedziałem, że jest w stanie się obronić, ale nie wyglądała na osobę, która używa przemocy w stosunku do innych.

- Tak, odsuń się James - powtórzyłem, podchodząc do nich. James wyprostował się, usuwając ręce z blatu i cofnął się o kilka kroków, bacznie mnie obserwując. Bella posłała mu śmiertelne spojrzenie i odwróciła się na pięcie, żeby wyjść.

- Jeśli będziesz czegoś potrzebował Edwardzie, będę w pokoju ksero - powiedziała lekko drżącym głosem. Kiwnąłem w odpowiedzi, moje oczy nadal były utkwione w Jamesie.

- Mówiłem ci, żebyś trzymał się od niej z daleka, James - powiedziałem głosem pełnym jadu.

- Widzę, że jeszcze nie dobrałeś się do jej majtek. Cóż, to tylko kwestia czasu zanim da mi to, czego chcę. Byłoby miło wygrać raz z tobą.

- To nie są jakieś chore zawody, James - warknąłem, robiąc kilka kroków w jego kierunku.

- Od kiedy? - spytał retorycznie.

Moja szczęka zacisnęła się, kiedy robiłem sobie kawę.

- Nie zbliżaj się do niej.

James śmiał się przez chwilę, potrząsając głową zanim wyszedł. Normalnie bawiłbym się z nim, ale Bella nie zasługiwała na to. Nie, żeby próby zaciągnięcia jej do łóżka były czymś lepszym.

Pójdę za to do piekła.

Postanowiłem odwiedzić Emmetta i powiedzieć 'cześć', ale drzwi do pokoju ksero zwróciły moją uwagę. Oparłem się o futrynę, obserwując Bellę stojącą przy urządzeniu. Przestąpiła z nogi na nogę. Jej nogi były niesamowite, w pięknym odcieniu kremowego.

- Podoba ci się to, co widzisz? - spytała śmiejąc się.

Pieprzyć to, bądźmy szczerzy. Kobiety uwielbiają to gówno.

- Tak - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Zamiast coś odpowiedzieć, 'przypadkowo' upuściła papier na podłogę i pochyliła się, żeby go podnieść. Jej spódnica podjechała do góry, ledwie zakrywając jej cudowny tyłeczek. Nie mogłem powstrzymać jęku. Usłyszałem cichy śmiech, kiedy Bella wstała i spojrzała na mnie.

Pogrywa sobie ze mną. Kocham to.

Jej spojrzenie przebiegło po moim ciele i oblizała wargi. Stłumiłem kolejne jęknięcie.

Co do diabła ta kobieta ze mną robi?

- Tak jak mi - powiedziała z mrugnięciem, po czym wróciła do swojej pracy przy kopiarce.

Podszedłem do niej i wyszeptałem do ucha.

- Naprawdę podobał mi się nasz wczorajszy sparing.

- Och, wiem że tak było Edwardzie. - Zaśmiała się.

Zero pytań, czyli zauważyła, jak na nią reagowałem.

- Jest jakakolwiek szansa, że dziś to powtórzymy? - Przysunąłem ciało do niej.

- Tak, ale za pięć minut masz następne spotkanie. Do zobaczenia później, mistrzu - zamruczała robiąc krok bliżej mnie.

- Hmm, nie mogę się doczekać - wyszeptałem jej do ucha, napawając się zapachem jej szyi. Byłem bliski utraty kontroli. Odwróciłem się w stronę drzwi.

- Ja także.


1 Beta: bo tak jest śmieszniej niż 'hej'