5. Lunch, wróg i druga runda

Bella

Usłyszałam jak wychodzi z pomieszczenia i odetchnęłam z ulgą. Byłam wykończona zaledwie jednym porankiem powstrzymywania się przed rzuceniem na niego. Miałam kłopoty, ponieważ był dobry, za dobry. Teraz oczywiście pogrywał sobie ze mną. Dobrą rzeczą było zobaczyć jak to mówi. Złapałam telefon i zadzwoniłam do Alice.

- Cześć Alice - powiedziałam, chwytając stos papierów.

- Hej Bella, co tam? - Jej głos był radosny i zastanowiłam się co robiła, albo ile kawy zdążyła już wypić. Sprawdziłam dokładnie czy jestem sama i zamknęłam drzwi do pokoju ksero.

- Kiedy twój brat próbuje poderwać kogoś z biura, jak to robi?

- Och nie, dlaczego?

- Myślę, że sobie ze mną pogrywa - mruknęłam jak rozkapryszony dzieciak.

- Cóż, najpierw zabiera ją na lunch. – Jęknęłam wewnętrznie. Wiedziałam, że jest zbyt pięknie, żeby było prawdziwie. - Potem z nią flirtuje, a na koniec zabiera ją na drinka w klubie. Pod koniec wieczoru lądują u niego w mieszkaniu.

- Jak je potem traktuje?

- Zazwyczaj przemilcza całą sytuację, albo podchodzi do tego profesjonalnie. Większość kobiet odchodzi, nie mogąc się z tym uporać.

- Cholera, bawi się mną.

- Co masz zamiar zrobić? - spytała zaniepokojona.

- Będę grać dalej - wyszeptałam zamyślona.

- Dlaczego mam wrażenie, że będzie jakieś 'ale'? - zapytała ostrożnie Alice.

- Czuję się jakbym igrała z ogniem.

- Dasz radę Bella. Pamiętaj dlaczego to robisz, pomoże ci to.

- Masz rację - powiedziałam zahaczając czubkiem buta o dywan. Wyrzuciłam niechciane myśli z głowy.

- Dlaczego to robisz? - zapytała słabym szeptem.

- Nie chcę żebyś straciła brata - odpowiedziałam niepewnie. - Tak to zostawmy.

- Bella, myślę, że musimy o tym porozmawiać - nalegała.

- Nigdy nikomu nic nie opowiadałam, poza członkami rodziny i nie chcę tego zmieniać.

- Potrzebujesz babskiej rozmowy. - Alice zatrzymała się na chwilę. - Może przyjdziesz dziś wieczorem do klubu? Jest 'Poniedziałek z Margaritą'. - Kłóciłam się z nią przez kilka minut, ale byłam z góry na przegranej pozycji.

- Dobra - powiedziałam pokonana.

- Świetnie. Do zobaczenia. - Z tymi słowami, rozłączyła się.

Uparty chochlik.

Edward

Zebrałem wszystkie moje siły, żeby wyjść z pokoju ksero. Bardzo pragnąłem ją posiąść, ale wiedziałem, że to już kwestia czasu. Im dłużej grałem w tę grę, tym trudniej było się jej oprzeć. Moje spotkanie zaczynało się za kilka minut, więc zadecydowałem o powrocie do biura. Z Emmettem mogę zobaczyć się później.

Usiadłem za biurkiem. Po chwili ktoś zapukał.

- Wejść. - Obserwowałem jak Bella wprowadziła klientów. Wstałem i przywitałem państwa Wood. Bella podeszła do mojego biurka i położyła na nim mały dyktafon.

- Już spytałam czy będzie w porządku jeśli nagram spotkanie, zgodzili się. Rozmawiajcie normalnie, a wszystko się nagra - wyjaśniła zanim włączyła urządzenie.

- Dziękuję, Bello.

- W każdej chwili - wyszeptała, muskając dłonią moje plecy zanim wyszła. Przeszły mnie ciarki.

Więc ona ze mną flirtuje.

Poranek ciągnął się w nieskończoność. Nie miałem styczności z Bellą, odkąd opuściła mój gabinet. Wyszedłem z mojego biura, by złapać butelkę wody i odwiedzić mojego wielkiego brata. Bella siedziała na swoim stanowisku i układała w stosiki dokumenty, po czym wkładała je do czarnych teczek.

- Skończyłam - oznajmiła, uśmiechając się do mnie. Wyglądała uroczo, kiedy coś osiągnęła. - Dwadzieścia minut przed czasem.

- Świetnie, w takim razie możemy wyjść szybciej na lunch.

- Brzmi super - powiedziała z jeszcze większym uśmiechem.

Zbyt łatwo.

- Tylko pójdę porozmawiać z bratem i możemy iść.

- Będę tutaj.

Ruszyłem w dół korytarza, chwytając butelkę wody. Dotarłem do biura Emmetta. Zapukałem w drzwi i wszedłem.

- Hej, bracie! Co tam? - spytał Emmett, patrząc znad planów.

Emmett był szefem działu budowlanego. Nasza firma nie tylko sporządzała plany, ale też budowała. Mój braciszek był w tym idealny i miał świetny nos do interesów.

- Nic. Nie mogę od tak sobie wpaść?

- Edward, widzę cię tylko w dwóch miejscach: w klubie i w kiblu. Nigdy w moim biurze. - Wzruszył ramionami.

Serio?

- Co robisz dziś wieczorem? - zapytałem. Nigdy nie byłem w jego gabinecie? Rozejrzałem się wkoło, zauważyłem zdjęcia Rosalie w różnych widocznych miejscach. Jego biuro było ciepłe i wygodne, bardzo się różniło od mojego. Wiedziałem, że nasza matka udekorowała to, podczas gdy ja urządziłem swoje. Nie mogłem sobie przypomnieć żebym był u niego czy u Carlisle'a. Jeśli czegoś potrzebowałem to dzwoniłem, wysyłałem maila albo prosiłem ich żeby przyszli do mnie.

- Dziewczyny chcą iść do klubu na 'Poniedziałek z Margaritą'. Jasper i ja idziemy ich pilnować. - Jego twarz stała się napięta, zawsze tak wyglądał, kiedy Rosalie stawała się niegrzeczna.

- Brzmi zabawnie. Myślisz, że mogę się przyłączyć?

- Pewnie tak - powiedział wzruszając ramionami. - Jak tam Bella?

- Idealna, świetna - powiedziałem z uśmiechem. - Ma wszystko to, co lubię w asystentkach. - Westchnąłem lekko. Na szczęście, Emmett tego nie zauważył.

- Pewnie, że jest. Pomaga to, że miło się na nią patrzy.

- To nie tak Emmett - odpowiedziałem szybko.

- Pewnie, Eddie. - Skrzywiłem się. Nienawidzę, kiedy mnie tak nazywa. - Wmawiaj sobie dalej. - Wywróciłem oczami z irytacją.

- Chcesz iść ze mną na lunch? - spytał Emmett, wpatrując się w plany i pisząc coś na nich.

- Jestem już zajęty - odpowiedziałem szybko, mając nadzieję, że uniknę następnego pytania.

- Spotkanie w czasie lunchu? Do dupy.

- Coś w tym stylu.

- Co to ma znaczyć Edward? - Spojrzał na mnie znad planów, po czym zaczął się śmiać. - Zabierasz ją na lunch, prawda?

- Um, lepiej już pójdę. Do zobaczenia w klubie. - Wyszedłem ze śmiechem Emmett'a w uszach. Udałem się w kierunku gabinetu Belli, kiedy zdałem sobie sprawę, że z kimś rozmawia.

- Carlisle?

- Witaj, Edwardzie - powiedział spokojnie. - Właśnie rozmawiałem z twoją nową asystentką. Myślę, że jest parę kwestii, które muszę z wami przedyskutować. Możemy udać się do twojego gabinetu?

- Jak najbardziej - powiedziałem. Podążyliśmy za moim ojcem. Carlisle usiadł za moim biurkiem, a ja i Bella usiedliśmy na dwóch krzesłach, które znajdowały się na przeciwko.

- Bella, raport potwierdzający twoje CV przyszedł dziś rano. Jest kilka niespodzianek, które chciałbym omówić. - Spojrzałem na Bellę, zaciekawiony co mogło się znaleźć w tym raporcie.

- To nie ma nic wspólnego z moim aresztowaniem, prawda? - Zaśmiała się ponuro. Gapiłem się na nią, była aresztowana?

- Nie, raport wyjaśnia, że zaatakowałaś tego człowieka w samoobronie i wszelkie zarzuty zostały umorzone. - Carlisle uśmiechnął się miękko. - Chociaż jestem trochę ciekawy jak złamałaś nos komuś wyższemu o półtorej stopy.

- Jujitsu - powiedziała, wzruszając ramionami i słodko się rumieniąc.

- Bella, to zawiera również twoją historię edukacji. Wiedzieliśmy, że masz magistra i licencjat, ale nie powiedziałaś, że masz doktorat z psychologii. - Gapiłem się na Bellę, jak przygryzała dolną wargę.

- Tak, mam. Nie wspominałam o nim, ponieważ ten doktorat nie ma nic wspólnego z moimi obowiązkami tutaj.

- Prowadzisz dwie działalności. Opowiesz coś o nich?

- Tak - powiedziała. - Mam dwie różne działalności doradcze. W jednej z nich, prowadzę wykłady i wprowadzam pomysły dla dużych korporacji dotyczące walki ze stresem. A druga... - Bella westchnęła, oddychając trochę ciężej. - Pomagam parom i singlom w sprawach związkowych i łóżkowych. - Wykręcała swoje palce, rumieniąc się i unikając spojrzenia Carlisle'a. Spojrzała w moim kierunku, ale szybko się spłoszyła, rumieniąc się ponownie.

Co do diabła?

Carlisle zaśmiał się żartobliwie.

- Cóż Bello, masz zdecydowanie ciekawe doświadczenia. - Spojrzał na dokumenty, które trzymał w dłoni. - Jest tutaj napisane, że od zeszłego roku starasz się o zgodę i sfinansowanie budowy schroniska dla kobiet i dzieci w Seattle.

- Tak jest. Pracowałam w sprawie wniosku dla obecnych dwóch schronisk w aglomeracji Seattle. Mamy tylko dwa na całe miasto, które są przepełnione, a kobiety wraz z dziećmi muszą czekać na miejsce po kilka miesięcy.

- Możesz opowiedzieć o swoich planach?

- Mam już milion dolarów i szukam pozostałych dwóch i pół. Mam gotowe plany zatwierdzone przez miasto, które zostały zrobione przez Black & Uley Co. za darmo. - Bella przygryzła wargę w koncentracji i kontynuowała. Współpracowała z firmą, z którą rywalizowaliśmy. Interesujący rozwój.

- Znalazłam lokalizację i wykupiłam teren. Została mi jeszcze do zebrania reszta funduszy, żeby rozpocząć budowę i aktualizacja planów, ponieważ weszło nowe prawo budowlane. - Uśmiech Belli dosięgał oczu.

Ona jest bezinteresowna i dobra. Cholera, jestem dupkiem.

- Cóż, widzę że masz załatwione podstawowe sprawy. Jeśli uda ci się zdobyć pozwolenie od Black & Uley Co. na zmianę planów, to zajmiemy się tym. Jestem rad, że będziemy mogli ci pomóc – oznajmił zachwycony Carlisle. Do diabła, jestem pod wrażeniem. Umiała jak Esme biegać za pieniędzmi.

- Było by wspaniale, panie Cullen. - Bella wyraźnie zarażała uśmiechem.

- Edward, zerknij na plany jak tylko Bella dostanie zgodę i popracujcie nad tym projektem przez dwa tygodnie.

Nigdy nie zajmowałem się charytatywnym aspektem naszej firmy. Zostawiałem to ojcu i mojej matce, Esme.

- Nie ma problemu, ale Black musi się zgodzić. - Wzruszyłem ramionami. Jacob Black podebrał nam kilku ważnych klientów, kiedy odchodził z firmy pięć lat temu, nie było miło.

- Nie martw się o Jacoba. - Bella nie patrzyła mi w oczy. - Znaczy się, pana Blacka. Poradzę sobie z nim.

Och, jest z Blackiem na 'ty'. Zdusiłem warknięcie, zaciskając dłonie na kolanach.

- W takim razie, muszę ustalić coś z Margaret i wraz z moją żoną przedyskutujemy szczegóły. - Carlisle uśmiechnął się do brązowookiej, która odwróciła się i kiwnęła. - Edwardzie, mógłbyś dać nam chwilę z Bellą? – Spojrzałem na nią, jej oczy rozszerzyły się, a skóra zbladła.

- Pewnie. Będę za drzwiami. - Posłałem ojcu zaciekawione spojrzenie, ale on tylko pokręcił głową. Wyszedłem z mojego biura z większą ilością pytań niż odpowiedzi.

Kim do cholery jest ta kobieta?

Bella

- Teraz Bello, już nie musisz wyglądać jak jeleń złapany w światła reflektorów. - Zachichotał Carlisle. Tylko kiwnęłam. Nie miałam pojęcia, czy jego rodzina poinformowała go co tak naprawdę tutaj robię. - Alice wczoraj powiedziała, dlaczego pracujesz dla Edwarda.

- Sir, jeśli to ci przeszkadza to mogę odejść, nie patrząc za siebie.

- Nie, myślę że będziesz dobra dla mojego syna. To dlatego poprosiłem waszą dwójkę o rozmowę. Chciałem, żeby zobaczył jaka inteligentna jesteś - wyjaśnił Carlisle. Jego oczy spowił smutek, kiedy rozmawiał o swoim adoptowanym synu. - Już zauważyłem w nim zmianę, dlatego też zadzwoniłem do Alice.

- Zmianę? Jaką, sir?

- Bello, mów mi proszę Carlisle. - Kiwnęłam, czekając cierpliwie na jakiekolwiek informacje dotyczące Edwarda. - Cóż, moja żona zazwyczaj dzwoni do Edwarda w każdą sobotę, żeby sprawdzić co u niego słychać. Rozmowy zazwyczaj są krótkie, a odpowiedzi lakoniczne. Jednakże, w ostatnią sobotę mój syn sam do nas zadzwonił i spędził ponad godzinę rozmawiając z Esme i ze mną. Nawet zaplanował obiad w środę. Nie jedliśmy rodzinnego obiadu z naszym synem od dwóch lat, z wyjątkiem urodzin i świąt.

- Nie sądzę, żeby to miało coś wspólnego ze mną - wymamrotałam, w lekkim szoku, że Edward był wcześniej taki nieczuły. Z całą pewnością nie ignorował swojej rodziny. To wyglądało tak jakby był obcy wśród bliskich mu osób.

- Może tak, może nie. Mam osobiste pytanie do ciebie i proszę, jeśli czujesz się z tym niekomfortowo, nie musisz na nie odpowiadać. - Kiwnęłam. - Dlaczego to robisz?

To było pytanie zadawane tak często, że już nie liczyłam. Opowiedziałam moją historię tylko Jacobowi i tylko dlatego, że moja kuzynka Nessie i jego ojciec przyjaźnili się z moim tatą. Stwierdziłam, że co najmniej jeden członek rodziny Cullenów musiał znać prawdę. Czułam, że Carlisle uszanuje moją prośbę i zostanie to pomiędzy nami.

- Miałam starszego brata Jordana. Był dokładnie taki sam jak twój syn. Typowy playboy. Co noc miał inną. Bolało mnie to jak traktuje kobiety, ale nie ważne co mu mówiłam, nie przestawał. – Kiedy mówiłam, łza pociekła po moim policzku. Carlisle podał mi chusteczkę ze swojej butonierki.

Wymamrotałam podziękowanie i kontynuowałam.

- Miałam najlepszą przyjaciółkę Briannę. Była inteligentną osobą. Biedaczka podkochiwała się w Jordanie. Postawiłam mu sprawę jasno, że ona jest poza jego zasięgiem. Uszanował moją prośbę. Gdy zaręczyła się i miała wyjść za mąż, zaciągnął ja do łóżka. Zostali przyłapani przez jej narzeczonego. Zerwali zaręczyny. Mój brat zaczął ją ignorować, a jej rodzice zerwali z nią kontakt. Straciła wszytko. Jednego wieczoru przyszła do naszego mieszkania z bronią. - Nienawidziłam o tym opowiadać. Nieważne jak bardzo się starałam, obrazy i wspomnienia wypływały na powierzchnię.

- Nie chciała nikogo zabić, chciała tylko znać powód. Jordan próbował ją powstrzymać. W szamotaninie broń wypaliła, raniąc jego plecy. Pod wpływem chwili Brianna strzeliła sobie w skroń. - Pociągnęłam nosem kilka razy. - W jednej chwili straciłam wszystko. Mój brat egzystuje na wózku inwalidzkim i nie jest już tym samym człowiekiem. Nie chce wstać, chociaż lekarze twierdzą, że mógłby. Twierdzi, że nie zasługuje na zdrowe nogi.

- Cóż, masz dobre serce, Bello. Ale to nie jest fair w stosunku do ciebie.

- Może, ale nie chcę, żeby coś takiego przytrafiło się w waszej rodzinie. Nigdy nie wiadomo jak kobieta zareaguje na porzucenie. Nie widziałam oznak załamania u Brianny. W jednej chwili było już za późno...

- Dziękuję, że mi powiedziałaś. Nikt się nie dowie, jeśli tego sobie życzysz.

- Prawdopodobnie powiem dziś Alice. - Carlisle kiwnął.

- Teraz idź się odśwież w łazience Edwarda, zanim się spotkacie. - Kiwnęłam, wchodząc do pomieszczenia. Przemyłam twarz zimną wodą. Nie rozpoznałam się, patrząc w lustro. Odbicie nie przedstawiało pewnej siebie kobiety, która weszła dziś rano do biura, to była obca twarz. Zastanawiałam się, która z nich to maska.

Edward

Czekałem cierpliwie przed biurem, przebierając nogami i chodząc tam, i z powrotem. Okej, może niecierpliwie. O czym mógł z nią rozmawiać? Dlaczego nie mogłem tam być? I dlaczego była na 'ty' z Blackiem? Miałem nadzieję uzyskać odpowiedzi na te pytania podczas lunchu.

Usłyszałem dźwięk obcasów zbliżający się do drzwi. Szybko podbiegłem do biurka Belli. Chwyciłem raport i udawałem, że go przeglądam.

- Cóż Bello, na pewno będziesz atutem tej firmy i nie mogę się doczekać naszej współpracy.

- Dziękuję, Carlisle. Także nie mogę się doczekać. - Bella uśmiechnęła się, ale w jej oczach gościł smutek. Właściwie, wyglądała jakby płakała. Co mogło spowodować, że była smutna? Mój ojciec kiwnął i ruszył w dół korytarza do swojego biura.

- Edwardzie, dasz mi jeszcze chwilę zanim pójdziemy? - Kiwnąłem i obserwowałem jak złapała torebkę i ruszyła w stronę toalety. Kilka minut później, wróciła odświeżona z małym uśmiechem na ustach. Posłałem jej pytające spojrzenie, na które tylko wzruszyła ramionami.

- Możemy iść? - spytałem, widząc że unika mojego wzroku.

- Tak - wyszeptała, ponownie zaplątując ręce.

- Więc chodźmy.

- Czekaj, idziemy gdzieś blisko czy bierzemy samochód? - spytała.

- Możemy wziąć auto, albo taksówkę - powiedziałem przyglądając się jej, kiedy szliśmy w kierunku windy.

- Możemy wziąć mój? Dopiero go dostałam, a dziś rano miałam pierwszą przejażdżkę. Nie mogę się doczekać, żeby się nim przejechać jeszcze raz. – Była bardzo podekscytowana.

- Pewnie. Jaka marka?

- Zobaczysz - odpowiedziała z zadowoleniem.

Weszliśmy do windy i kiedy drzwi się zamknęły, stałem się bardziej świadomy jej bliskości. Zauważyłem, że jesteśmy sami. Jej ciało emanowało ciepłem. Spojrzałem w jej kierunku i zauważyłem, że przygląda mi sie kontem oka. Uśmiechnęła się i uciekła wzrokiem.

Kim jest ta kobieta? Najpierw nieśmiała, potem pewna siebie. Jej nastrój zmieniał się jak z bicza strzelił.

Dotarliśmy na parking, a drzwi windy ze świstem się otworzyły. Wychodząc, położyłem rękę na jej plecach. Szukałem byle okazji do dotyku. Pozwoliłem jej prowadzić, nie zdejmując ręki.

Zatrzymaliśmy się koło czerwonego 599 GTB Fiorano Ferrari.

Kurwa, to nie może być jej samochód…

Bella wyciągnęła kluczyki z torebki i przycisnęła przycisk wyłączający alarm, na co światła mignęły dwa razy.

- To jest twój samochód? - westchnąłem kompletnie zaskoczony.

- Yup, czekałam przez osiem miesięcy na tą dziecinkę. - Bella miała zadowolony wraz twarzy. Popisuje się. Po czym znowu spojrzałem na tą „dziecinkę".

- Ma dwunastocylindrowy silnik, transmisję F1, wyciąga dwieście pięćdziesiąt mil na godzinę i dochodzi do setki w 3,7 sekundy - stwierdziła wciąż zadowolona, co mnie ucieszyło.

- Wskakuj. - Bella uśmiechnęła się zalotnie i puściła mi oczko. Usiadłem na miejscu pasażera. Wnętrze było wyłożone głównie brązową skórą, ale przebijały się akcenty czerni. Na kierownicy widniało charakterystyczne logo z żółtą tarczą i czarnym wierzgającym koniem.

- Jesteś pod niemałym wrażeniem, Edwardzie - oświadczyła.

- Przepraszam?

- Powiedziałeś tylko sześć słów odkąd pokazałam ci mój samochód? Jesteś pod wrażnieniem. To z powodu samochodu czy mojej wiedzy o jego stronie technicznej? - Bella uniosła brew w zapytaniu.

- Trafiłaś w obu przypadkach - odpowiedziałem szczerze. Ja tylko nie wspomniałem, że chciałbym ją wyruchać tu i teraz na masce, podczas gdy ona swoimi szpilkami dźgałaby mnie w tyłek, tworząc idealnie powalone wspomnienia.

Śmiech Belli wypełnił samochód, powodując że zrobiłem to samo.

- Powinieneś zobaczyć moje drugie dziecko. - Brązowooka mrugnęła. To wyznanie spowodowało, że wyobraźnia pokazała mi jak ostro się pieprzymy w różnych sportowych samochodach. - Więc gdzie jedziemy?

- Lubisz włoską kuchnię? - Spojrzałem na Bellę, która odpalała samochód. Kiwnęła.

- Więc Assaggio Ristorante będzie najlepszym wyborem.

- Wiem gdzie to jest - odpowiedziała, ruszając z miejsca parkingowego. Przez chwilę było cicho, aż nie wyjechaliśmy w serce Seattle. Pomruk silnika był słodki, co pozwoliło mi się zrelaksować.

- Więc doktor, tak? - spytałem, próbując zdobyć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Musiałem spojrzeć na jej CV, żeby dowiedzieć się kim była.

- Tak. Nie jesteś zdziwiony? - spytała.

- Zdziwiony? Dlaczego? - Nie zrozumiałem jej pytania.

- Cóż, gdyby chodziło o twojego brata to żartowałby z tego, ale przy tobie niczego nie jestem pewna.

- Jak według ciebie powinienem zareagować? - spytałem zaciekawiony. Chciałem wiedzieć co jej chodzi po głowie.

- Cóż, tak jak już mówiłam, możesz być dupkiem i nabijać się ze mnie, nie myśleć o tym i nie poruszać więcej tego tematu, albo możesz być ciekawy co robię podczas sesji.

Cholera, przyszpiliła mnie tym ostatnim.

- No, trochę jestem. - Brązowowłosa zaśmiała się, starając się przybrać opanowany wyraz twarzy. Nie wiedziałem co na to odpowiedzieć. Siedziałem cicho, zgubiony w myślach. Śmiech Belli ponownie wypełnił samochód.

- Teraz zmierzasz w kierunku 'zostawmy tę rozmowę na później'. - Wjechała na parking. Jej cała klatka piersiowa trzęsła się od śmiechu, a ja dołączyłem do niej. - Mężczyźni zazwyczaj obawiają się mojej pracy. Pewnie obawiają się, że przeanalizuję każdą rzecz, którą zrobią.

- A robisz tak? - spytałem retorycznie.

- Staram się nie. - Piękna wyłączyła silnik, wzruszyła ramionami i wysiadła. Podążyłem za nią, ponownie jej dotykając. Od razu usiedliśmy w bardzo intymnym miejscu. Okrągły stolik i zapalone świece podgrzewały atmosferę. Odsunąłem Belli krzesło i wyszeptała 'dziękuję' zanim usiadła. Kelnerka zaproponowała nam kartę win, ale podziękowaliśmy. Bella poprosiła mnie, żebym zamówił za nią. Stwierdziła, że lubi wszystko, ale nie rozumie włoskiego.

Zamówiłem Carta Musica i Olivi Assortiti na przystawkę i dwie sałatki Caesar i Gnocchi. Kiedy kelnerka odeszła zapytałem:

- Jeździsz luksusowym włoskim samochodem, ale nie mówisz po włosku?

- Nie, jest na mojej 'liście do zrobienia'. Na razie odkreśliłam francuski, hiszpański i niemiecki, ale jeszcze nie włoski.

Po tym rozmowa dotyczyła głównie naszego wykształcenia, miejsc w których byliśmy, i do których chcielibyśmy się udać. Zauważyłem, że mieliśmy podobny gust. Bella przyznała, że kocha architekturę, a miejsca które chciała zobaczyć były bardzo różnorodne. Po chwili rozmowa przeszła na ulubione książki i muzykę. W tym temacie też wiele nas łączyło. Lubiła wiele gatunków muzyki: od klasyki do ciężkiego rocka, a nawet country. Mimo wciągającej rozmowy w moich myślach wciąż rozbrzmiewało pytanie. Chciałem się dowiedzieć co ją łączy ze znienawidzonym Blackiem.

- To ty, Bello? - Usłyszałem zbyt znajomy głos za sobą. Krew we mnie zawrzała.

Bella spojrzała za mnie. Jej oczy się rozszerzyły i wydała cichy jęk.

- Jacob?

Bella

Nie. Nie teraz… Za szybko… Nie chcę żeby Edward w tym momencie dowiedział się o nas. Cholera! Nie wspominając, że jeszcze nie miałam okazji porozmawiać z Jacobem o obiekcie, a potrzebuję jego pomocy. Muszę znaleźć sposób, żeby trzymał gębę na kłódkę.

Edward

- Cześć, Bella! - Jacob podszedł do brązowookiej. Podniósł ją z krzesła i przytulił. Chciałem wierzyć, że to tylko przyjacielski uścisk. Zacisnąłem jedną z moich dłoni na kolanie, a drugą na stole. Znali się osobiście, ale byli tylko znajomymi, wmawiałem sobie. Kiedy Jacob puścił Bellę, zauważył mnie. Wpatrywał się w mnie przez chwilę. Spojrzał na Bellę i zwrócił się do niej jakby mnie tu nie było. - Co ty tu z nim robisz? - Powstrzymałem jęknięcie. Mordowałem tą gnidę wzrokiem. Nie umknęło mi, że jedno z jego ramion nadal trzymało ją w talii.

- Edward jest moim szefem - powiedziała, krzywiąc się nieznacznie i odsuwając się od niego.

- Co takiego? - wypluł Jacob, unosząc głos. Bella zmierzyła go wzrokiem.

- Przepraszam cię na chwilę, Edwardzie - powiedziała, łapiąc go za ramię i odchodząc z nim w stronę korytarza z toaletami.

Starałem się za nimi nie oglądać, ale mi to nie wychodziło. Bella dziko gestykulowała rękami, a jej skóra była zaróżowiona, kiedy tłumaczyła coś cicho Blackowi. Patrzyłem jak się uspokaja. Pokazała Blackowi wyjście. Jacob zabijał mnie wzrokiem. Patrząc się na mnie, przytulił Bellę i pocałował ją w policzek. Odepchnęła go, gapiąc się na niego, dopóki nie wyszedł.

Brązowowłosa uspokoiła się i wróciła do naszego stolika.

- Przepraszam za to - powiedziała grzecznie. - Wiem, że nie pałacie do siebie miłością, ale nie wiedziałam, że zachowa się aż tak niedojrzale. - Spojrzała na mnie i wywróciła oczami. - I najwyraźniej, ty zachowujesz się tak samo. - Jej sarkazm dał mi się we znaki. - Po prostu wyrzuć to z siebie, szefie - powiedziała, patrząc wyzywająco.

- Do diabła, jaki związek łączy cię tym gościem? - wysyczałem przez zaciśnięte zęby.

- Nie powinno cię to interesować, Edwardzie - powiedziała Bella, unosząc brew. Na jej twarzy zagościł uśmiech. Właściwie to śmiała się ze mnie.

- Dlaczego patrzysz się na mnie w ten sposób? - spytałem, czując że robię z siebie idiotę. Wydawało mi się, że czyta ze mnie jak z otwartej książki. Byłem obnażony. Całkowicie mnie rozbroiła.

- Jesteś zazdrosny? - Tak.

Parsknąłem.

- Przerażająco - powiedziałem z udawaną nutką przerażenia. Zazdrość jest dla mnie czymś błahym. Edward Cullen nie jest zazdrosny o nikogo. Musiałem przyhamować, żeby nie wyjść na całkowitego głupka. Z jakiegoś powodu czułem, że wykorzystałaby każdą słabość jaką bym pokazał.

- Chociaż, zaczynam się zastanawiać dlaczego podjęłaś sie pracy u nas, skoro masz kasy jak lodu.

Odrzuciła głowę w tył i zaczęła się śmiać.

- Myślisz, że zatrudniłam się u was, żeby szpiegować dla Jacoba? - Skrzywiłem się. W jej głosie wyczułem kpinę.

- Złapałeś mnie, Edwardzie - powiedziała Bella z gestem kapitulacji. - Przyznaję, mam ukryte motywy, ale są one związane z projektem, na który zgodził się twój ojciec. – Nie potrafiłem zinterpretować jej spojrzenia.

- Zapytam jako twój przyjaciel. Co cię łączy z Blackiem? – Wyraz mojej twarzy przybrał łagodniejsza formę, a oddech się uspokoił.

- Przyjaciele. To tym właściwie jesteśmy? - spytała Bella i posłała mi urzekające i hipnotyzujące spojrzenie, otumaniając mnie tym. Brązowooka zachichotała. Cholera, musiała zdawać sobie sprawę z tego, co mi robi. Perfidnie to wykorzystywała.

- Myślę, że tak - przyznałem.

- Więc jako przyjaciółka, odpowiadam na twoje pytanie, ponieważ inaczej bym tego nie zrobiła. Jacob i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. - Czarowała mnie swoim uśmiechem.

Byłem kompletnie rozbrojony. Kurwa. Ten lunch miał być kolejnym krokiem w zaciągnięciu jej do łóżka, ale koniec końców bardziej mnie zauroczyła.

- Teraz - wyszeptała, wpatrując się w moje oczy. Cholera, była w tym pewna tajemnica. Zdecydowałem nie naciskać na kontynuowanie tej rozmowy. Nic by to nie zmieniło. Wyszliśmy z restauracji zaraz po tym jak zaczęła narzekać, że płacę za lunch. Mamrotała jakieś przekleństwa pod nosem, coś czego nie była do końca świadoma. Zdusiłem uśmiech, kiedy wręczyła mi kluczyki.

- Proszę, ty prowadzisz. Boli mnie głowa - wymamrotała. Po odblokowaniu drzwi, otworzyłem je przed nią. Wywróciła oczami, ale nie skomentowała mojej próby bycia dżentelmenem. Mogłem być rycerski. Wślizgnąłem się na miejsce kierowcy. Zrobiłem parę poprawek przy fotelu i lusterkach. - Nadal mamy czterdzieści pięć minut do następnego spotkania. Jeśli chcesz, możesz go przetestować - powiedziała słodko.

Czy ona czyta mi w myślach?

Uśmiechnąłem się do niej szeroko, a ona zachichotała z rozbawieniem w oczach. Wrzuciłem bieg i zacząłem poruszać się między pasami. Po kilku minutach, zauważyłem że Bella pochyla się w moją stronę. Jej usta były w moim zasięgu. Bardzo zachęcające.

- Porządne osiemdziesiąt mil na godzinę - wymamrotała. - Już sobie wyobrażam ile byś jechał, gdyby nie ograniczały nas światła.

- Zdecydowanie te dwieście pięćdziesiąt mil na godzinę. - Posłałem jej uśmiech, a ona się odwróciła.

- Jadę go przetestować za miasto w ten weekend. Chciałam zobaczyć Snoqualmie Falls1. Nie byłam tam odkąd byłam dzieckiem. - Jej oczy posmutniały, po czym zapatrzyła się w widok za oknem.

- Brzmi fajnie. Jest piękny o tej porze roku. - Przez krótki moment, wyobraziłem sobie, że biorę ją za rękę i spacerujemy wzdłuż rzeki, całując się na moście. Nie zapytałem się czy chciałaby towarzystwo, ponieważ mogło to zabrzmieć zbyt nachalnie.

Przyjechaliśmy do biura piętnaście minut przed czasem. Bella siedziała przez całe spotkanie, słuchając i notując. Zerknąłem na nią zauważając, że przygryza wargę co oznaczało pełną koncentrację. Złapała mnie na tym. Uśmiechnęła się, zamknęła oczy i westchnęła. Po kilku godzinach skończyliśmy i ustaliliśmy termin kolejnego spotkania na przyszły tydzień. Dobrze się zapowiadało.

Ruszyliśmy w stronę naszych gabinetów, dziękując że dzień się kończy.

- Edwardzie, nie masz już nic zaplanowanego na dzisiejszy dzień. - Bella zatrzymała się, patrząc na zegarek. - Jest prawie czwarta. Chciałbyś się spotkać na siłowni? - zakończyła szorstko, kiedy zauważyła kogoś siedzącego na jej biurku. - Jacob? - Jej ton był morderczy.

- Hej, Bells. - Black wstał z biurka i podszedł do nas. Teraz mówił do niej zdrobnieniem. Musieli być naprawdę blisko, kurwa.

- Co tu robisz? - Bella przyjrzała mu się. Jej skóra przybrała na twarzy i ramionach czerwony odcień.

- Cóż, potrzebujesz pozwolenie na zmiany w projekcie, więc zdecydowałem, że ci je dzisiaj podrzucę - wyjaśnił, podając jej kopertę.

- To było szybkie. Dzięki, Jacob. - Bella spojrzała na Blacka, który gapił się w moją stronę. Ja w sumie robiłem to samo. - Faceci.

- Jacob, przejrzę te plany z Edwardem i zadzwonię do ciebie później - oznajmiła, siadając przy biurku. Zwróciła całą swoją uwagę na komputer, jawnie nas ignorując. Złapała dzwoniący telefon i udawała, że nas nie widzi. Jacob i ja dalej posyłaliśmy sobie wojownicze spojrzenia.

- Black.

- Cullen.

- Swan - zachichotała Bella, patrząc na naszą dwójkę. Nie mogłem nic na to poradzić, ale się zaśmiałem. Jej śmiech był zaraźliwy. - Edward, pan Knight jest na linii i mówi, że to ważne. - Kiwnąłem, zanim odwróciłem się w stronę Jacoba.

- Odbiorę w moim gabinecie. Dziękuję ci. - Ruszyłem do mojego biura, ale zanim wszedłem obróciłem się, by zobaczyć Jacoba wiszącego na ramieniu Belli i szepczącego jej coś do ucha. Jęknąłem i trzasnąłem drzwiami.

Pomiędzy nimi było coś więcej niż tylko przyjaźń. Spędziłem u siebie godzinę, robiąc różne rzeczy. Moje myśli błądziły jednak przy Belli. Powracałem wspomnieniami do pięknego uśmiechu i tych pieprzonych nóg. Poddałem się o siedemnastej trzydzieści. Zadecydowałem o powrocie do domu. Wyszedłem z gabinetu i znalazłem ją, siedzącą przy biurku i piszącą coś na komputerze. Spojrzała w górę i posłała mi uśmiech, który szybko zmienił się w grymas. Musiałem wyglądać na zmartwionego, ale nie miałem zamiaru podawać powodu.

- Już wychodzisz? - spytała zawiedziona.

- Tak, to był długi dzień. Też możesz się już zbierać - powiedziałem, zamykając drzwi i kierując się w stronę windy.

- W takim razie do zobaczenia - wyszeptała. Czułem się okropnie, ale nie aż tak źle, żeby przepraszać za swoje wcześniejsze zachowanie.

Półtorej godziny później, wszedłem do siłowni i znalazłem tam brązowooką. Wziąłem głęboki oddech i zająłem bieżnię obok niej.

- Hej - powiedziałem ustawiając parametry.

- Hej - odpowiedziała, patrząc na mnie. Godzinę spędziliśmy w ciszy. Za każdym razem spoglądałem w lustro przed nami, żeby na nią spojrzeć. Niespodziewanie wyłączyła maszynę i udała się w stronę pokoju do aerobiku.

Mam za nią iść?

Wyłączyłem moje urządzenie i podążyłem za nią do tego samego pomieszczenia co ostatnio. Uśmiechnęła się, kiedy zauważyła, że przyszedłem.

- Gotowy na kolejną sesję?

- Tak. - Moja twarz była opanowana. Nadal byłem poruszony. Może byłem dziecinny, ale te emocje są czymś nowym. Zatrzymałem się kilka stóp od niej, stając w swobodnej postawie. Pokłoniłem się lekko. Nasz sparing nie był taki sam jak ostatnim razem. W ciszy było tylko słychać dźwięk przesuwania stóp po macie, pomruki i plaśnięcia skóry o skórę.

Wraz z upływem czasu jej ruchy stały się silniejsze i bardziej stanowcze. Dodawałem więcej pchnięć i kopnięć, które zauważyła. Po trzydziestu minutach, jej skóra była zarumieniona. Wyglądała na wściekłą. Klepnąłem ją w prawe udo tak mocno, że pozostał znak.

- Co do kurwy nędzy, Cullen? - Bella przestała się poruszać, żeby obejrzeć naznaczoną nogę. Wzruszyłem ramionami. Spojrzała na mnie zanim przybrała swobodną pozycję. Ruszyłem na nią z prostym pchnięciem, ale odskoczyła w lewo i obroniła się przez odepchnięcie mnie prawą ręką. Odpowiedziała serią kopnięć w moją klatkę.

- Bella! - Potarłem pierś przez chwilę i zdecydowałem się z nią zabawić. Ściągnąłem koszulkę i badałem czerwony znak jaki zostawiła. Spojrzałem w jej oczy, które wędrowały po moim ciele.

No to zaczynamy.

Nasz sparing stał się intensywniejszy. Zwiększyliśmy poziom agresji i napięcia seksualnego. Nie mogłem znaleźć różnicy. Większość naszych ruchów była z zakresu niebieskiego i czerwonego pasa. Nie miałem pojęcia do czego była zdolna, więc używałem prostych ruchów. Nie chciałem jej tak naprawdę skrzywdzić, ale wspomnienie Blacka i ich relacji ciągle mnie nakręcało.

- Jaki masz do cholery problem, Edward? - spytała po moim mocnym kopnięciu ją w biodro.

- Nic, po prostu sprawdzam do czego jesteś zdolna.

- Gówno prawda. To ma coś wspólnego z Jacobem. Odkąd trzasnąłeś drzwiami swojego biura jesteś zdenerwowany. - Nie przyznałem się do tego i odpowiedziałem silnym ciosem w jej ramię.

- Kurwa... cholera jasna, Edward. Dobra. Umawialiśmy się przez rok, ale to było wieki temu. Teraz umawia się z moją kuzynką. - Obroniła kolejny prosty cios z innej strony i kopnęła mnie w klatkę. Miałem dość.

Brązowooka wyprowadziła kolejne kopnięcie, ale zablokowałem ją wewnętrznym blokiem. Zrobiłem krok do przodu lewą stopą, obróciłem się na pięcie w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara i owinąłem prawe ramię wokół jej talii zanim połączyłem stopy. Ugiąłem kolana, podniosłem ją na swoje plecy zanim rzuciłem ją na matę i wykonałem słaby cios w bok jej piersi.

Skrzywiła się. Byłem zadowolony z siebie, kiedy wstałem, ale szybko tego pożałowałem. Wyglądała jakbym ją skrzywdził, ale nie zauważyłem nogi owijającej się wokół mojej prawej kostki, podcięła mnie. Rąbnąłem plecami o matę - mocno. Jęknąłem. Bella dosiadła mnie tak samo jak na naszej ostatniej sesji.

- Masz zamiar się przyznać, że jesteś zazdrosny? - Uśmiechnęła się z zadowoleniem.

- Nie jestem zazdrosny. - Próbowałem uciec, ale niewiele to dało. Poza tym za bardzo lubię tą pozycję.

- Dobrze, więc opowiem ci o naszym ostrym seksie. Przyjaciele rozmawiają o takich rzeczach. - Uśmiechnęła się przebiegle. Miała właśnie kontynuować ale ją powstrzymałem.

- Dobra. Jestem zazdrosny - warknąłem, próbując nie patrzeć w jej oczy.

- Dlaczego? - spytała, unosząc brew.

- Nie lubię go - prychnąłem z irytacją. Poczułem jej twarde sutki na mojej klatce i stłumiłem jęknięcie.

Była podniecona tak samo jak ja. Mój szaleńczy wzwód był już bolesny. Mój penis znajdował się tylko cale od jej słodkiej i ciepłej cipki.

- To wszystko? - spytała Bella. Kiwnąłem. Wpatrywaliśmy się w siebie, a złość się ulotniła. Napięcie zniknęło i została tylko elektryczność, którą zawsze odczuwałem w jej obecności. Spoglądała na mnie dziko, zanim nie przycisnęła ust do moich. Jęknąłem na tę przyjemność, smak i miękkość. Byłem na krawędzi.

Złapałem jej twarz w obie dłonie i pogłębiłem pocałunek, kiedy wpuściła mnie do środka. Jęknęła miękko, przyciskając biodra do mojej erekcji. Tarcie było wspaniałe, a ciepło i smak jej ust odurzały moje zmysły. Utonęliśmy w pocałunkach, jednak przerwał nam dzwoniący telefon. Odsunęła się, w jej oczach widziałem pożądanie, zanim wyplątała się i wstała szybko.

- Przepraszam, umm... czas minął. - Po czym zniknęła.

- Kurwa! - Leżałem dalej na macie, próbując opanować oddech i ciało.

Bella Swan doprowadzi do mojej śmierci.

Kilka minut później wróciłem do domu, by wziąć zimny prysznic spowodowany ciągłą erekcją. Kilka godzin później, udałem się do klubu, gdzie reszta mojej rodziny popijała Margaritę. Trzy drinki później, drzwi do pokoju VIPów się otworzyły.

Weszła kobieta, która grała we wszystkich moich marzeniach i fantazjach, od kiedy ją poznałem.

Bella Swan.