6. Nasza piosenka

Bella

Po szybkim powrocie do domu z siłowni, mentalnie się spoliczkowałam za swoją utratę kontroli. Moje przyciąganie do Edwarda było czymś innym, niż to z czym się do tej pory spotkałam. Słyszałam o tego rodzaju przyciąganiu i pasji, którą czułam, będąc w pobliżu niego, ale wcześniej niczego takiego nie doświadczyłam. Co to do cholery ma znaczyć?

Zostawiłam ten problem by przeanalizować go później. Odpoczęłam kilka godzin, przeglądając dokumenty Daniela Mitchella. Przypominał mi klienta, którego miałam w Kalifornii. Mieli podobne osobowości i problemy. Jego małżeństwo rozpadło się z powodu jego niewierności, tak samo jak poprzedniego pacjenta.

Naprawdę miałam nadzieję, że będę w stanie mu pomóc. Mój wcześniejszy pacjent, Thomas Grey, nie był w stanie przezwyciężyć swojego uzależnienia, kiedy był pod moją opieką. Po paru sesjach poleciłam mu kogoś innego, ponieważ tak jak niektórzy, Thomas zaczął ze mną flirtować. Musiałam sprawdzić, czy dam radę pomóc Danielowi.

Chciałam mieć pewność, że będę przy nim inaczej ubrana. Nigdy nie wkładałam prowokacyjnych ciuszków, chyba że było to zamierzone. Jednakże, na ostatniej sesji brak odsłoniętej skóry spowodował rozbudzenie jego wyobraźni. Daniel będzie moim najtrudniejszym przypadkiem. Cóż, może prawie najtrudniejszym.

Wkrótce po tym dostałam informacje od Alice, potwierdzającą nasz plan. Przebrałam się szybko w ciemno fioletową bluzkę wiązaną na szyi i dżinsową spódniczkę. To nie było coś co zazwyczaj ubieram, ale Anita, moja osobista stylistka, nalegała żebym ubierała się bardziej odpowiednio, kiedy idę do klubu.

Rzuciłam okiem na odbicie w lustrze, ignorując głosik w mojej głowie mówiący, że jestem za blisko z rodziną Edwarda. Choć w poprzednich przypadkach obecność rodziny była konieczna, przy Edwardzie wydawali się raczej przeszkodą. Byli zbyt liczni, zbyt wiele zmiennych. Po prostu musiałam mieć pewność, że dobrze odegram przedstawienie. Dodatkowo, potrzebowałam czasu z dziewczynami i cholernych drinków.

Zjeżdżałam windą na dół i nic nie mogłam poradzić na wspomnienie tego, co czułam podczas pocałunku. Boże, jego usta były doskonałe. Ponadto, dotyk jego dłoni miał na mnie niesamowity wpływ. Nigdy nie zachwycałam się męskimi dłońmi, ale jego były godne ubóstwiania. Nic nie mogłam poradzić, na wyobrażenie, do czego były zdolne jego długie palce. Otrząsnęłam się z pożądania, które we mnie wzbierało, ponieważ naprawdę musiałam się kontrolować w jego obecności.

Kiedy mój cudowny samochód pojawił się w zasięgu wzroku, odetchnęłam głęboko. To był jedyny prezent, na który sobie pozwoliłam i na który zasłużyłam. Przez lata, udzielałam się charytatywnie, pomagałam Nessie w szkole, płaciłam za wszystkie wydatki Jordana i nigdy nie pozwoliłam sobie na coś dla siebie.

Oprócz mojej szafy oczywiście. Teraz miałam moją wymarzoną furę.

Wyjęłam kluczyki z kieszeni i właśnie miałam otworzyć moje dziecko, kiedy zauważyłam kogoś ubranego w bluzę z kapturem i ciemne dżinsy, chcącego rozbić łomem szybę w drzwiach kierowcy. Natychmiast nacisnęłam przycisk alarmowy w kluczyku i zawołałam:

- Łapy precz od mojego samochodu - powiedziałam zdecydowanym tonem. Odwrócił się nagle na dźwięk mojego głosu i migających świateł, odbijających się po betonowym garażu, jego oczy zwęziły się w małe szparki. Był młody, nie więcej niż piętnaście lat. Jedno spojrzenie na niego powiedziało mi, że nie rozwiążemy tej sytuacji pokojowo. Był naćpany.

- Odłóż łom, to nie wezwę policji - powiedziałam kojącym głosem. - Nie będziesz miał żadnych problemów.

- Pieprz się, dziwko - wypluł, unosząc łom wyżej i robiąc niezdecydowany krok w moim kierunku.

Do diabła. Przeszukałam ostrożnie kieszenie mojej kurtki, żeby mieć pewność, że to tam było. Nie użyłabym go, jeśli nie byłaby to ostateczność.

- Nie chcesz mnie skrzywdzić - powiedziałam, chwytając to w moją dłoń.

- Ja... ja tylko chcę auto!

Kiwnęłam i wyciągnęłam klucze. Wiedziałam, że na pewno zniszczy mój samochód i mimo iż mnie to bolało, to była tylko rzecz w przeciwieństwie do życia przypadkowych kierowców czy pieszych.

- Podejdź bliżej - wymamrotał, swoimi oczami szukał czegoś za mną. Usłyszałam zbliżające się kroki i wiedziałam, że nadchodzi pomoc. Oczywiście to go wkurzyło. Krzyknął i zamachnął się na mnie, jednak łatwo udało mi się zrobić unik. Przeturlałam się po ziemi i użyłam mojej broni. Wycelowałam szybko, kiedy podnosił swój łom nad głowę i zamarł na chwilę, mój strzał był celny.

- Panno Swan! - zawołał jeden z ochroniarzy. Szybko go pojmali i spisali zeznanie.

Przysięgam, wygląda na to, że jestem magnesem na kłopoty.

Było dobrze po dziesiątej, kiedy weszłam do klubu. W środku było już pełno hałaśliwych ludzi. Zdaje się, że "Poniedziałek z Margaritą" jest popularny.

Ruszyłam do pokoju dla VIPów, gdzie przed wejściem wyprostowałam top, poprawiłam włosy i nieznacznie obciągnęłam spódniczkę.

Nie zdawałam sobie sprawy, że jest aż taka krótka.

Wtedy usłyszałam coś, co zszarpało moje nerwy i posłało gorączkę przez moje kobiece części ciała, głęboki męski śmiech. Edward tam był.

Czy ten mały chochlik to wszystko zaplanował? Czy byłam gotowa zobaczyć go ponownie? Cholera, dopiero chwilę temu fantazjowałam o jego dłoniach. Czy mam wystarczająco sił, by utrzymać go na długość ramion?

Stanęłam twardo na ziemi i ruszyłam ku nieznanemu.

Edward

- Bella, jesteś! - zapiszczała Alice, podbiegając do Belli. Wzięła ją za rękę i wciągnęła ją w głąb pomieszczenia. Nasze oczy spotkały się na moment, zanim się zarumieniła i popatrzyła gdzie indziej. Wspomnienie jej delikatnych ust na moich wryło się w moją pamięć. Chciałem znowu je poczuć, nie tylko na ustach.

- Cześć wszystkim - powiedziała Bella, ciepło się uśmiechając. - Przepraszam za spóźnienie, Alice. Ja uh... miałam problemy z samochodem. - Zaśmiała się krótko. Spojrzałem na nią w niemym pytaniu.

- Twoim nowym autem? - Alice zbladła. Domyśliłem się, że Bella rozmawiała z Alice nie tylko o biurze.

- Yeah, jakiś gość próbował się włamać do niego, kiedy wychodziłam - powiedziała Bella, potrząsając głową z niedowierzaniem. Zacisnąłem pięści, ledwo siedząc. Wszystko we mnie chciało wstać i dowiedzieć się czy nic się jej nie stało. I bardzo dokładnie sprawdzić jej obrażenia, cholerne brudne myśli.

- Co zrobiłaś? - spytał Jasper, patrząc na nią uważnie. Czy był uzbrojony? Czy ją skrzywdził? Co do diabła robiła sama na podziemnym parkingu?

- Próbowałam go uspokoić, ale to nie zadziałało. Więc, poraziłam go. Chciał wybić szybę. - Bella wzruszyła ramionami. - Ochrona się nim zajęła.

- Wow - powiedziała Alice z podziwem. - Był uzbrojony?

- Tylko w łom - wyszeptała Bella. Cała jej postawa emanowała dyskomfortem, powiedziałbym, że nie lubiła być w centrum uwagi.

- Całe szczęście, że nic ci nie zrobił. Więc kiedy będę mogła się przejechać? - spytała Alice z podekscytowanymi oczami.

- Alice, ja po prostu nie mam czasu. Planowałam pojechać nad wodospady w ten weekend. Jeśli chcesz możesz jechać ze mną.

- Brzmi zabawnie - powiedziała Rosalie, podając Belli Margaritę. - Może wszyscy powinniśmy się wybrać - zasugerowała, zerkając na Emmetta.

- Podoba mi się. Może mógłbym przewietrzyć mojego jeepa - zgodził się z Rose Emmett.

- Och! Z przyjemnością przejadę się moim porsche! - powiedziała Alice, klaszcząc w dłonie zanim wzięła łyk swojego drinka.

- Nie chciałabym być piątym kołem - dąsała się Bella.

- Nie będziesz piątym kołem, Bello - powiedziała Alice, kładąc dłoń na jej ramieniu. - Dlaczego kogoś nie zaprosisz?

- Nie wiem. Jedynym przyjacielem jest Jacob, który jest na mnie obrażony. Moja kuzynka Nessie wyjechała z miasta, więc... - Bella zamarła zamyślona. Byłem zadowolony z faktu, że Bella i Jacob nie rozmawiają ze sobą.

- Może go zaprosisz i będziecie mieć okazję rozwiązać to małe nieporozumienie? - zaproponowała Alice. Zacisnąłem pięści, musiała wiedzieć jak to mnie wkurzy. Niech ją cholera weźmie, czasami jest zbyt wścibska.

- Dlaczego nie pojedziesz z nami, Edwardzie? - zaproponował Emmett. Mały uśmieszek zagrał na moich ustach, ponieważ próbowałem znaleźć sposób, by mnie zaprosili. To był doskonały sposób, żeby lepiej poznać Bellę.

- Edward spędzi sobotę na jeżdżeniu i wędrówkach z nami - zaśmiał się Jasper. - Nie sądzę.

Mogłem to zrobić. Robiłem to przez cały czas.

- Hej, mógłbym powędrować. - warknąłem na swoją obronę, gapiąc się na niego.

- Kiedy był ostatni raz jak pojechałeś z nami na jakiś biwak? - powiedział tym samym tonem.

- Bardzo chętnie bym poszedł z wami wszystkimi - powiedziałem, ignorując jego ostatni komentarz. Spojrzałem na Bellę oczekująco dając jej znak, że chcę jechać.

Proszę, zaproś mnie piękna.

Spojrzała na mnie przez chwilę i wywróciła oczami.

- Mam rozumieć, że chcesz docisnąć do dwustu pięćdziesięciu mil na godzinę? - Bella uśmiechnęła się, unosząc brwi. Kiwnąłem i posłałem jej mały uśmieszek.

- Dałaś Edwardowi prowadzić? - wyjęczała Alice, ściskając jej nagie ramię.

- Rozbolała mnie głowa w czasie lunchu, więc dałam mu kluczyki. - Wzruszyła ramionami, patrząc na moją siostrę.

- Byliście razem na lunchu? - spytał Jasper drwiąco w moim kierunku.

- Tak. Czy on zawsze upiera się, żeby płacić? - poskarżyła się Bella, kierując to pytanie do Jaspera.

- Nie, chyba że ma w tym jakiś interes. - Jasper zaśmiał się, a Emmett dołączył do niego.

Bella wyglądała na rozczarowaną i skrzywdzoną. Do diabła. Jeśli moja rodzina ma takie zdanie o mnie to nie mogę sobie wyobrazić co ona musi sobie teraz myśleć.

- Wiecie, że siedzę obok. - Uśmiechnąłem się szyderczo. Złapałem swoje piwo i wyszedłem z pokoju. Przysięgam, mogliby się postarać mówić o mnie bardziej dyskretnie. To było wyśmiewanie mnie, tylko że ja nie jestem wtajemniczony.

Czy to oznacza, że tylko oni widzą we mnie dupka?

Ruszyłem w stronę baru, przyglądając się parkietowi. Musiałem wyrzucić Bellę ze swoich myśli, a jedynym sposobem na to było znalezienie kogoś na noc, choć w sumie, w ten sposób udowodniłbym, że moja rodzina ma rację. Zaciągnięcie jej do łóżka stawało się coraz trudniejsze. Dodatkowo, miałem opinię Belli.

Cholera, od nowa odkrywałem swoje sumienie. Właściwie, to nigdy tak bardzo się nie starałem żeby zaciągnąć jakąś laskę do łóżka. Zazwyczaj one to inicjowały. Myślałem, że po dzisiejszym popołudniu ściana osłabła, ale zauważyłem, że powstała nowa, jeszcze większa.

Alice

Coś musiało się dzisiaj stać i zastanawiałam się, czy nasz plan zadziałał. Wglądało na to, że Bella już ma mieszane uczucia, tak samo jak Edward. A wszystko co robił Edward pogarszało sytuację, która już i tak była skomplikowana. Musiałam porozmawiać z Jasperem i Emmett'em o posłaniu mojego brata na urlop.

Jestem pewna, że Jacobowi nie spodoba się, że nasz plan poległ zanim go wdrożyliśmy w życie. Dzisiaj rano byłam zachwycona, kiedy Emmett zadzwonił do mnie i powiedział, że Edward idzie na lunch z Bellą. To stworzyło świetną okazję do przedstawienia Jacoba, bez wiedzy Belli.

Odeszłam kilka kroków od mojej rodzinki i wyjęłam telefon z kieszeni. Otworzyłam go i znalazłam numer.

- Hej, chochliku - przywitał się Jacob.

- Cześć, psie - odpowiedziałam.

- Co jest, Alice? - zaśmiał się na moją irytację.

- Jak poszedł lunch? - spytałam.

- Idealnie. Bella nie spodziewała się mnie, więc była wkurzona. Dodatkowo, wyraz twarzy Edwarda był bezcenny. Nie wierzę, że jest zazdrosny po tak krótkiej znajomości. - Śmiał się przez chwilę, zanim kontynuował: - Wiedziałem, że piękna da radę złamać Edwarda, ale nie sądziłem, że tak szybko.

- Coś musiało się stać, kiedy poszli dziś na siłownię - wydedukowałam.

- Zadzwoniła któregoś dnia do Nessie i powiedziała, że miała mały sparing z Edwardem. Więc zgaduję, że było bardzo intensywnie.

- Sparing?

- Yeah, Bella była umówiona z Nessie w niedzielę. Odkryliśmy, że chodzą na tą samą siłownię. Nessie odwołała ich spotkanie, a Bella znalazła nowego partnera w Edwardzie.

- To kolejna wspólna rzecz. Masz rację Jacob. Są dla siebie stworzeni. Jednak nadal nie rozumiem dlaczego to robisz?

- Mówiłem ci już wcześniej. Muszę czymś rozproszyć Edwarda, żeby podebrać mu więcej klientów - powiedział Jacob, śmiejąc się przez chwilę. - Ale prawdziwym powodem jest to, że Bella potrzebuje kogoś i musi przestać z tym gównem.

- Zgadzam się. Może być silną niezależną kobietą, ale to musi mieć negatywny wpływ na nią.

- Ma, nawet jeśli myśli, że tego nie widać.

- Dlaczego ona to robi, kundlu? - Zaśmiałam się na moją nową ksywkę dla niego.

- To jest związane z jej bratem, ale to nie moja historia żeby ją opowiedzieć, Dzwoneczku - odpowiedział z powagą.

Zacisnęłam zęby i wywróciłam oczami. Jak cholernie oryginalnie, Jake.

- Będę kończyć. Zadzwonię do ciebie później.

- W porządku. Wracaj do swojego Piotrusia Pana - zaśmiał się kończąc rozmowę. Skrzywiłam się. Przysięgam, współpraca z kundlem musi być tego warta.

Bella

Alice wyszła z pomieszczenia, żeby zadzwonić kiedy ja zaczęłam sączyć swoją Margaritę. Emmett kilka minut później pociągnął mnie do tańca, ale moje serce nie wczuło się w rytm. Edward wyszedł i prawdopodobnie wyrwał kogoś. Ta myśl bolała bardziej niż oczekiwałam. Zaczęłam myśleć nad porzuceniem tego zadania. Nie lada dylemat.

Jeśli zrezygnowałabym z tego wyzwania, czego nie chcę, odrzuciłabym szansę dokończenia mojego projektu. Miałam pieniądze na rozpoczęcie budowy, ale wiedziałam, że nie mam szans skończyć tego sama. Zajęłoby lata nazbieranie funduszy, których potrzebowałam. Muszę porozmawiać z Edwardem. Muszę wiedzieć czy jest jakakolwiek nadzieja. Jakakolwiek nadzieja, że stanie się osobą dobrze traktującą kobiety. Także musiałam się dowiedzieć czy jest w stanie pokochać kogoś innego niż siebie.

Alice wróciła, a jej twarz była lekko zaczerwieniona. Wyglądała na zaniepokojoną.

- Coś nie tak, Alice? - spytałam, kiedy podchodziła do sofy, łapiąc drinka.

- Nie - odpowiedziała szybko, zanim wypiła wszystko ze szklanki. Zauważyłam lekki tik pod jej okiem, cholera, kłamała. - Więc, co się dziś stało?

Wywróciłam oczami na jej szybką zmianę tematu. Nie miałam pojęcia dlaczego mogła kłamać, ale miałam wrażenie jakby to dotyczyło mnie i Edwarda.

Dodatkowo musiała zauważyć, że coś jest pomiędzy mną i jej bratem. Wzruszyłam ramionami, siadając obok niej. Pozostali zbliżyli się, by usłyszeć szczegóły ostatniego spotkania z Edwardem.

- Nie ma dużo do opowiadania - zaczęłam, mając nadzieję, że to ich zniechęci. - Mieliśmy mały sparing i był trochę nieuprzejmy, więc kopnęłam go kilka razy. Nie spodobało mu się to co jest pomiędzy mną i Jacobem, więc wyładował się na mnie. W każdym razie, położył mnie na matę.

Alice jękła, na co Emmett się zaśmiał. Jasper i Rosalie potrząsali głowami kiedy kontynuowałam.

- Myślał, że coś mi zrobił, mój 'ból' go rozproszył i podcięłam go nogami. Kiedy leżał na macie dosiadłam go...

Emmett zakrztusił się drinkiem, dostając zdrowe klepnięcie po plecach od swojej żony.

- Dosiadłaś go?

- Tak, to brazylijski ruch w jujitsu - wyjaśniłam. Kiedy użyłam tego określenia, Emmett miał już kosmate wyobrażenia. Faceci… Cholera, właśnie tak było. To popołudnie mogło się zamienić w naprawdę gorący seks i brak wszelkich zahamowań.

Emmett i Jasper odrzucili w tył głowy, śmiejąc się. Zignorowałam ich i chciałam kontynuować, ale czułam się dziwnie wpuszczając ich w to co się dzieje pomiędzy nami.

Nie miałam przypadku, kiedy zgłaszałam się do poprzednich klientów. Wyrzuciłam poczucie winy z głowy i opowiedziałam resztę.

- Więc spytałam go czy jest zazdrosny o mój związek z Jacobem, na co od razu odpowiedział, że nie, ale kiedy podpuściłam go, że opiszę mu szczegółowo nasz seks to poddał się. Powiedział, że jest zazdrosny. - Uśmiechnęłam się na moje małe zwycięstwo.

- Edward Cullen zazdrosny. Kto by pomyślał - powiedział Jasper.

- Co się stało później? - spytała Alice, patrząc na mnie intensywnie.

Cholerny szósty zmysł.

- Pocałowałam go - przyznałam się i uciekłam spojrzeniem od orzechowych oczu Alice.

- Jak na to zareagował? - spytała Rosalie, zabierając moją pustą szklankę po drinku.

- Na początku z entuzjazmem. - Przypomniałam sobie smak jego warg i języka. Próbowałam to zignorować, ale nie udało mi się. - Ale zatrzymałam to i wyszłam.

- Cóż, jeśli nie chcesz, żeby Edward wyszedł z kimś na noc, myślę że powinnaś iść z nim zatańczyć - powiedziała Alice, wstając i podchodząc do poręczy. Nie podążyłam za nią, chociaż wiedziałam, że powinnam. Musiałam zobaczyć pierwsza, czy jest kimś zainteresowany, ale bałam się tego co ujrzą moje oczy.

Musiałam powstrzymać to teraz, zanim będzie za późno.

- Wiecie co, myślę że nie dam rady z Edwardem. Mamy za dużo wspólnego, a nie chcę zostać skrzywdzona. - Moje oczy przybrały smutny odcień.

- Bello, odwaliłaś kawał świetnej roboty - powiedział Emmett, kładąc dłoń na mojej w pocieszającym geście. - I jeśli sobie nie radzisz, jestem pewien że możesz odejść, ale potrzebujemy ciebie.

- On ma rację, Bello - powiedział Jasper, z małym uśmieszkiem. - Edward tego potrzebuje.

Westchnęłam, nawet nie próbując się z nimi kłócić. Utknęłam za głęboko. Była jakaś część mnie, która chciała zobaczyć co się wydarzy pomiędzy mną, a Edwardem. Spojrzałam na całą rodzinę Edwarda, którzy wyglądali na zmartwionych. Gdyby wiedzieli, że pragnę go bardziej niż pokazuję, chcieliby żebym nadal to robiła? Chciałam im powiedzieć, ale bałam się, że każą mi odejść. Nie mogłam na to pozwolić i jeśli to jest jedyny sposób żebym była blisko Edwarda zrobię to.

- Macie rację - powiedziałam w zamyśleniu. Nie zamierzałam się spowiadać z powodu dlaczego chciałam odejść. On jest moim powodem. Jeśli tylko coś pomiędzy mną i Edwardem zakwitnie, odejdę i powiem im prawdę. Nawet Edwardowi.

- Nie poddam się tak łatwo. - Wstałam i podeszłam do Alice, rozglądając się po parkiecie. Zobaczyłam Edwarda siedzącego przy barze i na pierwszy rzut oka wyglądał na znudzonego, no może na trochę rozzłoszczonego. Była tam też kobieta próbująca do niego zagadać, ale albo ją ignorował albo nie zauważył.

Uśmiechnęłam się, hmm może to nie będzie taka zła noc. Czas do pracy. Edward będzie lekko zaskoczony.

- Alice, mogłabyś poprosić DJ'a o kilka piosenek? - spytałam. Kiwnęła głową na co wyszeptałam jej do ucha dwa tytuły i ruszyłam zobaczyć się z Cullenem.

Podeszłam do baru za nim i pochyliłam się blisko.

- Brak perspektyw na dzisiejszą noc, Tygrysie?

Edward

Nie byłem zaskoczony, kiedy do mnie podeszła, byłem świadomy jej intencji odkąd zeszła piętro niżej. Jednakże nie mogłem nic poradzić na szybkie wciągnięcie powietrza, kiedy usłyszałem jej głos szeptający mi do ucha. Była tak blisko i pachniała wspaniale. Mogłem wyczuć jak jej perfumy przesiąkają powietrze wokół mnie.

Próbowałem nad sobą zapanować, ale nic to nie dało. Cholera, ta kobieta wpływała na moje ciało tylko swoim głosem. Odwróciłem się na stołku barowym, by na nią spojrzeć.

- Nikt ci nie dorównuję - powiedziałem z ledwie widocznym wzruszeniem ramion.

Uśmiechnęła się i potrząsnęła głową. Kosmyk włosów opadł na jej twarz, ale szybko go przesunąłem za jej ucho. Prześledziłem delikatnie jej krzywizny na co lekko zadrżała. Moja dłoń spoczęła na jej policzku, a rumieniec zakwitł na jej twarzy.

Boże, jaka ona była piękna. Całe szczęście mój ruch jej nie odstraszył. Usłyszałem znajomą piosenkę, za co dostałem uśmiech i mrugnięcie od kobiety przede mną. Wzięła moją dłoń, leżącą nadal na jej policzku, i pociągnęła mnie do tańca.

- Musimy ponownie zatańczyć do naszej piosenki.

- Naszej piosenki - droczyłem się z nią z krzywym uśmieszkiem.

- Tak, FutureSex/LoveSound Justina Timberlake'a. - Dotarliśmy na środek parkietu, gdzie przeciągła mnie bliżej, owijając ramiona wokół mojej szyi. Moje ramiona owinęły się wokół jej talii, z palcami na dolnej części jej pleców. Czuła się bardzo dobrze w tych ramionach.

- Uwielbiam tytuł tej piosenki - powiedziałem przyciągając ją jeszcze bliżej, wdychając jej zapach. Musiała smakować tak samo dobrze jak pachniała. Musiałem to sprawdzić.

- Hmm, słowa też są całkiem niezłe - powiedziała nieśmiało, przygryzając dolną wargę. Zaśmiała się, na co jęknąłem. Odsunęła się trochę i obróciła, kiedy zaczął się refren, przyciskając plecy do mojej klatki. Nasze ciała dopasowały się do siebie w tańcu.

Pochyliłem się nad jej szyją. Naprawdę chciałem zbadać jej skórę w tym miejscu, poczuć jej puls pod językiem. Jej mruczenie zamieniło się w słowa.

- Do you like it this? Do you like it like that? - zaśpiewałem, przyciągając ją bliżej. Chciała się obrócić twarzą do mnie, ale trzymałem ją mocno przy piersi. Kocham sposób w jaki jej ciało pasuje do mnie, idealnie się wpasowała. Ruch naszych bioder spowodował, że nie mogłem przestać myśleć o tym jakby nam było razem dobrze w łóżku.

- Your enemy are your thoughts, baby. So just let 'em go - kontynuowałem szeptając, a Bella jęknęła lekko. - 'Cause all I need is a moment alone to give you my tongue and put you out of control. - Zanim skończyłem drugą cześć, Bella odsunęła się i chwyciła mnie za głowę. Przez jedną krótką chwilę nasze spojrzenia się spotkały i widziałem w jej oczach pragnienie, ale też strach. W porządku, przynajmniej wiem, że jestem w pieprzonych kłopotach.

Jej język wślizgnął się w moje usta, przez co straciłem logiczne myślenie. Zamknąłem oczy i owinąłem ramiona wokół jej talii i przytuliłem ją blisko. Smak jej słodkich usteczek przytłaczał zmysły i robił dziwne rzeczy z moim ciałem. Odsunęła się nagle, jakby pożałowała. Spojrzała na mnie i mogłem nadal zobaczyć strach.

- Przykro mi - wyszeptała próbując odejść.

- Nie powinno - powiedziałem miękko i pogłaskałem jej policzek. Pochyliłem się i złożyłem kolejny pocałunek na jej ustach. Miękki i słodki, miałem nadzieję że się go nie wystraszy. Westchnęła cicho i mnie objęła. Przyciągnąłem ją bliżej, więc nie musiałem się pochylać. Całowaliśmy się tylko z przerwami na złapanie oddechu, ale nadal trzymałem usta na niej, poddając się wcześniejszemu pragnieniu. Pocałowałem miejsce pulsu, lekko je skubiąc. Piosenka się skończyła, a Bella zaczęła się odsuwać. Potrząsnęła głową, patrząc na mnie.

- Pan, panie Cullen, będzie moją zgubą - powiedziała.

- Zabawne. Myślałem to samo o tobie - stwierdziłem z uśmiechem i puściłem jej oczko. Zaśmiała się i zaczęła poruszać się w rytm muzyki. Nie rozpoznałem piosenki czy zespołu.

- Co to jest? - spytałem.

- New Kids on the Block, PussyCat Dolls and Teddy Riley1. - Zaśmiała się, zaczynając śpiewać słowa. Zaśmiałem się, ponieważ nigdy nie przestawała mnie zaskakiwać.

- Jesteś fanką NKotB. - Zaśmiałem się ponownie.

- Przepraszam bardzo, to ty znasz ich ksywkę - odparła. Miała mnie. Byłem zmuszony ich słuchać z Alice w latach dziewięćdziesiątych.

- To z ich pierwszego albumu po powrocie - oznajmiła Bella i kontynuowała śpiewanie pod nosem. Jej ramiona nadal były owinięte wokół mojej szyi, kiedy poruszała się w rytm muzyki. Tym razem śpiewała z oczami utkwionymi w moich. Była ciepła, miękka i prawdziwa. Byłem przyzwyczajony do zrobionych cycków, prawdziwe rzadko się zdarzały.

Bella odsunęła się ode mnie i zaczęła śpiewać część brzmiącą jak refren.

- Do you like my body? Girl, you know I do - śpiewała.

Bella uśmiechnęła się, kiedy zaśmiałem się i objąłem ją. Kołysaliśmy się w rytm refrenu, jej głos i usta zatrzymały sie na dłużej koło mojego ucha. Kontynuując taniec, ona śpiewała damskie części z perfekcją, a ja śpiewałem resztę wpatrzony w jej niesamowite oczy.

Bella odsunęła się, gdy przyszła jej kolej. Próbowałem przyciągnąć ja bliżej, ale pokręciła głową i zaczęła śpiewać:

- So you want to get with me? - Zaśpiewała, wskazując na siebie. - I gotta say that's what's up, but I must admit I ain't easy. - Bella ponownie wskazała na siebie, kręcąc głową nadal śpiewając:

- You gonna be workin' over time on me. - Bella postukała nadgarstek, śmiejąc się. Kocham wyzwania, a Bella jest idealna do tego.

- Hey, hey, hey, hey tell me what you want - zaśpiewała ponownie, pstrykając palcami. Przyciągnąłem ją bliżej i dołączyłem do jej śmiechu.

- Jesteś jedyna w swoim rodzaju.

- Hmm, biorąc pod uwagę, że poznałeś osobiście większość żeńskiej populacji Seattle, to naprawdę coś znaczy - stwierdziła, z figlarnym uśmiechem na ustach.

- Myślałem, że nie będziesz słuchała innych i sama mnie osądzisz.

- Powiedziałam coś w tym stylu, ale to trudne słysząc takie rzeczy z każdej strony. Wliczając w to twoją rodzinę.

- Chodź, porozmawiajmy. Myślę, że musimy to zrobić. Co ty na to? - Wziąłem jej dłoń, pocałowałem miękko, czekając na odpowiedź.

Kiwnęła, po czym poprowadziłem nas do pokoju dla VIPów. Na szczęście nikogo tam nie było. Moja rodzina musiała się bawić na parkiecie. Poprowadziłem Bellę do sofy i usiedliśmy koło siebie.

- Bello, chcę żebyś dała mi szansę - powiedziałem, kreśląc palcami kółka po jej nadgarstku. Jej puls pędził pod moim dotykiem.

- Nie wiem czy chcę - wymamrotała, patrząc na nasze złączone dłonie. - Nie będę ryzykować pracą i rozwojem mojego projektu.

- Nie mogę ci obiecać, że wszystko się ułoży, ale mogę ci obiecać, że nie zaryzykuję czegoś co jest dla ciebie ważne.

- Nie wiem - powiedziała zamyślona. - Byłeś z tyloma kobietami. Nie mogę z tym konkurować. I nie chcę być kolejną. - Oparła głowę na moim ramieniu, jakby była zmęczona, albo nie wiedziała co dalej.

- Co mogę dla ciebie zrobić, żeby móc z tobą być? - spytałem, całując ją w czoło.

- Będziemy musieli się zachowywać profesjonalnie w biurze. Musisz ograniczyć relacje fizyczne i... - Urwała.

- I co, Bello? - spytałem, ale moja rodzina zdecydowała, że to dobry moment, żeby nam przerwać.

- Whoa! - powiedział Emmett, wchodząc do pomieszczenia. Zaczął się śmiać, kiedy zobaczył mnie i Bellę przytulonych do siebie. Rosalie uderzyła go w tył głowy.

- Wasza dwójka wygląda uroczo. - Alice uśmiechnęła się i usiadła obok Belli. Cholera, moja rodzina ma koszmarne wyczucie czasu. - Co jest? - Alice spytała Bellę.

Bella wzruszyła ramionami, nie chcąc odpowiadać, nadal opierała głowę na moim ramieniu. Cieszyłem się, że została blisko mnie i nie odsunęła się.

- Omawiałam z twoim bratem zasady umawiania się ze mną. - Bella uśmiechnęła się i mrugnęła do mnie.

- Edward - powiedział Emmett ostrzegawczym tonem. Odwróciłem się i spojrzałem na niego.

- Nie martw się, Emmett - powiedziała Bella, jakby wiedziała, że moja rodzina będzie protestować. - Mam jedną prośbę i wiem, że jej nie spełni.

- Na czym by polegała? - spytałem, odrywając się od niej na tyle by spojrzeć jej w oczy.

- Musisz wykasować telefony do wszystkich kobiet, z którymi się spotykałeś. - Uśmiechnęła się, próbując się nie roześmiać.

Moja rodzina zaśmiała się histerycznie.

- Jasper, założę się o dwie stówki, że tego nie zrobi - powiedział Emmett dumny z siebie.

- Wchodzę w to. Dam ci dwie stówy jeśli to zrobi, ale tylko dlatego, że kocha wyzwania.

Wszyscy, z wyjątkiem mnie i Belli chichotali. Nie mogłem uwierzyć, że moja własna rodzina znowu się ze mnie śmieje.

Czy naprawdę powinienem to kontynuować dla tego potworka obok mnie? Czy było warto, żeby zaciągnąć ją do łóżka? Oczywiście, że była tego warta, ale czy zostaniemy w profesjonalnych stosunkach, kiedy z nią skończę? Czy będę w stanie to skończyć? Nie miałem pojęcia i ta myśl mnie przerażała.

Wiedziałem, że muszę ją wciągnąć do mojego systemu, żeby móc wrócić do normalnego życia. Zacząłem wierzyć, że już ją miałem, nie pozwoliłbym jej odejść. Czy byłem na to gotowy?

Bella wyrwała mnie z moich myśli.

- W porządku, Edwardzie - powiedziała miękko, ale można było wyczuć ból w jej głosie. - Pozostaniemy przyjaciółmi. - Wstała z sofy i zaczęła się oddalać.

Jej rezygnacja poruszyła coś w mojej klatce. Nie mogłem pozwolić, żeby to się tak skończyło, wiedząc, że jej nie powstrzymałem. Wyjąłem mój telefon i wyjąłem kartę SIM.

- Bella - zawołałem ją. Emmett gapił się na mnie, a Jasper uśmiechnął się porozumiewawczo.

Bella odwróciła się w moim kierunku, z zapytaniem wymalowanym na twarzy. Pomachałem moją kartą SIM, zanim wrzuciłem ją do drinka stojącego przede mną.

Jest tego warta, a ja kocham wyzwania.


1 watch?v=sfQfyndFuJw