7. Poniedziałek z Margaritą

Edward

- Nie ma kopii? - Bella uniosła brew, krzyżując ramiona na swoich rozkosznych piersiach. Większość mojej rodziny chichotała i śmiała się, ale ignorowałem ich.

- Mam dwa telefony, służbowy i... - zacząłem, ale Bella dokończyła:

- … dla przyjemności. - Uśmiechnęła się, ponieważ wiedziała, że 'tu mnie ma'. No cóż, numery przepadły, jednakże mam fotograficzną pamięć i bez problemu mogę zadzwonić z innego telefonu.

- Coś w tym stylu - odpowiedziałem, szczerze wiedząc, że kobiety uwielbiają takie gówno. W gruncie rzeczy to był mój mały czarny kalendarzyk z chętnymi gorącymi laskami.

- Cóż, muszę przyznać, że zaliczyłeś pierwszą bazę, Edwardzie - powiedziała z małym wszystkowiedzącym uśmieszkiem.

- Pierwszą bazę? - zapytałem w tym samym czasie, co Emmett.

Skupiłem się tak bardzo na Belli, że zapomniałem, że mamy towarzystwo.

- Pierwsza część jego planu, żeby zaciągnąć mnie do łóżka albo inaczej 'Projekt Bella Swan' - odpowiedziała zadowolona z siebie Bella.

Moja rodzinka nie pomagała sobie i śmiała się w niebogłosy. Znowu... może ich obecność by mnie rozpraszała, ale inna rzecz była ważniejsza. Nic nie mogłem poradzić, ale zastanawiałem się czy piękna nie czyta w moich pieprzonych myślach?

- Kot zjadł twój język? - spytała, przyglądając się mojej twarzy na, której widniał szok. Potrząsnąłem głową, wybierając nie odzywanie się.

Gdybym miał jakieś uczucia, ona by mnie przejrzała.

- Zauważyłam jedną rzecz, kiedy przyjmujesz klientów... - powiedziała, mimo braku odpowiedzi z mojej strony. - … To, że pamiętasz nazwiska, numery i opisujesz rzeczy nie zaglądając w notatki. To wskazuje, że masz naprawdę dobą pamięć. - Uśmiechnęła się z zadowoleniem. - Tak, więc zniszczenie karty SIM nie jest dużym wyczynem, ponieważ prawdopodobnie pamiętasz wszystkie nazwiska na swoim telefonie, włącznie z numerami, mailami i co by tam jeszcze było.

Wstałem, zmniejszając odległość między nami, aby wyszeptać jej do ucha:

- To dlaczego poprosiłaś mnie żebym to zrobił? - Wydąłem wargi. Kobieta powoduje, że wydymam wargi.

- Nie wiem. Tylko chciałam sprawdzić czy byłbyś do tego zdolny. - Zachichotała, wzruszając ramionami.

- Co jeśli powiem, że jesteś jedynym nazwiskiem i numerem, który mam teraz na liście - powiedziałem cicho w jej ucho, prawie dotykając ją ustami w tym miejscu. Bella zaczerpnęła powietrze i przeszył ją dreszcz. Zaśmiałem się i utkwiłem spojrzenie w jej oczach. Piękna przyciągnęła moją głowę i przysunęła usta do mojego ucha. Myślałem, że ją mam.

- Czy tak? - spytała ledwie słyszalnym szeptem. Kiwnąłem, całkowicie pod jej urokiem. Zaśmiała się miękko. - Dobra, ale tak jak ci śpiewałam wcześniej 'You gonna be workin' overtime on me'1.

- Myślę, że sobie poradzę. - Uśmiechnąłem się, patrząc w jej brązowe oczy.

- Kto ma cierpliwość, będzie miał, co zechce2 - zacytowała z uśmiechem, na co zadrżałem w oczekiwaniu.

Powinienem postawić jej drinka może dwa i może, tylko może będę mógł ją zabrać do siebie.

Moja pulsująca erekcja myślała tylko o tym, co nie było dobre. Dzwoniący telefon Alice wyrwał mnie z moich myśli. Mimo iż Alice była zajęta rozmową, nadal trzymałem się blisko Belli. Pomimo szybkiego rytmu piosenki, nasze ruchy były powolne i zamierzone. Jej usta muskały moje ucho i przez to czułem się jakbyśmy byli w swoim małym świecie.

- Edward, to Esme - powiedziała Alice, klepiąc mnie po ramieniu. - Mówi, że nie mogła się do ciebie dodzwonić, więc zadzwoniła do mnie. - Alice była zirytowana, podając mi swój różowy telefon. Warknęła i zmrużyła brwi. - Nie jestem twoją sekretarką.

Uśmiechnąłem się i zmierzchwiłem jej włosy, na co ona uderzyła moją rękę. Odsunąłem się od Belli, żeby odebrać, kiedy ona próbowała stłumić chichot.

- Lepiej to odbiorę - powiedziałem zanim udałem się w stronę wyjścia. Szybko odwróciłem się do niej, nie mogąc znieść braku jej dotyku. Wyglądała przepięknie w tym słabym świetle, więc pocałowałem ją miękko w usta, ku zaskoczeniu obojga. Wyszedłem, szukając spokojniejszego miejsca.

Bella

Na moich ustach pozostało mrowienie po miękkim pocałunku. Lekko ich dotknęłam i po raz pierwszy bałam się tego co to mogło znaczyć. Do tej pory wszystkie moje pocałunki były czystym pragnieniem i pożądaniem. Jednakże dotyk delikatności był mylący.

- Matko, to było niesamowite! - pisnęła Alice, podskakując.

- Płacisz. - Jasper odwrócił się do Emmetta, wyciągając dłoń, na co ten, krzywiąc się, wyciągnał portfel i dał mu kilka banknotów. Rosalie potrząsnęła głową, kładąc dłoń na Alice, żeby ją uspokoić.

- Macie ze mną na pieńku - powiedziałam. Ich oczy się rozszerzyły i gdybym nie była delikatnie wkurzona uznałabym to za śmieszne.

- Wszyscy musicie się odwalić od Edwarda. Poprosiliście mnie, żebym pomogła mu odnaleźć miłość, nauczyć go, że jest zdolny do emocji, a wy wszyscy - wytknęłam ich po kolei. - Nie możecie pokazać mu odrobiny szacunku? Musicie przestać z niego żartować i robić zakłady z jego rozwiązłego życia.

- My... - Zaczęła Alice, ale uniosłam dłoń żeby ją uciszyć.

- Jeszcze nie skończyłam - wyplułam. - Przypominając mu o jego braku dyskrecji tylko napędzacie jego niepewność i jego błędny tok myślenia. Macie przestać, zrozumieliście?

Wszyscy kiwnęli i poczułam się troszkę winna z ich powodu, ale uczucia Edwarda były ważniejsze.

- Przepraszamy, Bello - zaczęła Alice - ale ta akcja z kartą była niesamowita. Nie mogę uwierzyć, że to zrobił.

- Tak, poszło lepiej niż się spodziewałam - powiedziałam spokojnie. Złość, którą czułam wcześniej zaczęła się ulatniać. - Alice, muszę wiedzieć, kiedy zapraszasz mnie gdzieś, gdzie będzie twój brat. Nie byłam przygotowana, żeby się z nim spotkać. - Spojrzałam surowo na nią.

- Przepraszam, nawet nie wiedziałam, że przyjdzie - powiedziała odwracając się w stronę Emmetta, więc nie byłam w stanie stwierdzić czy kłamała. - Emmett go zaprosił. - Przytuliła mnie nagle, zaskakując mnie tak intymnym gestem, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że zjechałam ją chwilę wcześniej. Z jakiegoś powodu odpowiedziałam jej tym samym wiedząc, że ten mały chochlik ma wielkie serce.

- Namówiłaś go na wycieczkę i pozbył się tych numerów - przyznała z podziwem, ale usłyszałam cień bólu w jej głosie.

- Tak, to jest krok we właściwym kierunku - powiedziałam, przypominając sobie determinację w jego oczach. - Jednakże prawdopodobnie będzie próbował mnie upić, żebym poszła z nim do domu. Biorąc to pod uwagę, muszę mieć pewność, że moje drinki nie będą zawierały alkoholu i on się o tym nie dowie.

- Będziesz udawać wstawioną? - spytała Rose, siadając na miejscu Edwarda.

- Tak. Albo spróbuje mnie wykorzystać, albo nie - powiedziałam prosto, wzruszając ramionami.

- Więc co zamierzasz zrobić? - spytał Emmett z podnieceniem w oczach, machając na kelnera.

- Cóż, jeśli spróbuje mnie wykorzystać, będę udawała do ostatniego momentu, po prostu zasypiając. Mam nadzieje, że odpuści. Jeśli nie będzie chciał mnie wykorzystać, przejdę do następnego kroku - powiedziałam, siadając obok Rosalie.

- Jak myślisz, co zrobił? - spytał Jasper z niepokojem w głosie.

- Najprawdopodobniej będzie chciał mnie przelecieć. - Wzruszyłam ramionami. Emmett wrócił po rozmowie z obsługą.

- Okej, rozmawiałem z kelnerką. Powiedziała, że upewni się żebyś dostała bezalkoholowe Margarity przez cały wieczór - powiedział, siadając na podłokietniku blisko Rosalie.

- Drogie panie, jeśli będzie chciał mnie upić, chcę go troszkę podrażnić. Wchodzicie w to? - zapytałam nieśmiało. Uśmiechnęły się, kiedy wtajemniczyłam je w mój plan, nie informując Jaspera i Emmetta.

- Chyba go słyszę - powiedziała Alice. Mogła usłyszeć jego kroki, ale wyczułam go chwilę wcześniej, zanim to powiedziała. Przewidywanie, nic nie czułam, ale nie mogłam się doczekać, żeby ponownie zobaczyć jego twarz. Kurwa, mam kłopoty.

Edward

Mruknąłem zdegustowany, zanim wróciłem do pokoju dla VIPów. Rodzina uwielbiała mieszać się w moje życie. Moja matka ponownie próbowała umówić mnie na randkę w ciemno, kiedy spotkamy się w środę. Jakbym potrzebował jej pomocy.

Wróciłem do pokoju i szybko przeczesałem wzrokiem pomieszczenie. Emmett siedział na oparciu sofy, na której Bella i Rosalie rozmawiały. Alice i Jasper poruszali się w rytm muzyki, obserwując co się dzieje na parkiecie.

Bella uśmiechnęła się, kiedy wszedłem do pokoju. Jej reakcja spodobała mi się. Podszedłem do niej i podałem jej dłoń. Chwyciła ją bez wahania, kolejny postęp. Jej mury powoli ustępowały i wiedziałem, że nie będzie trudno dostać to czego chciałem.

Przez chwilę zastanawiałem się z czym się to wiązało. Dziwne, wyobraziłem sobie jak gram dla niej na pianinie. Wyrzuciłem obraz z myśli, próbując skoncentrować się na Belli.

- Coś się stało, Edwardzie? - spytała, kiedy przyciągnąłem ją bliżej. Położyłem dłonie na jej biodrach, serca uderzały w rytm muzyki. Przez chwilę poruszaliśmy się w idealnej synchronizacji.

- Jestem umówiony na kolację z rodzicami w środę i moja matka próbuje mnie umówić na randkę w ciemno.

Bella zaśmiała się, owijając ramiona wokół mojej szyi.

- Myślę, że to słodkie, że nadal troszczy się o ciebie.

Wywróciłem oczami, ale kontynuowałem bliski taniec, nie wypuszczając jej z rąk.

- Powiedziałem jej, że jestem już umówiony. - Uśmiechnąłem się sugestywnie.

- Naprawdę? - Uśmiechnęła się porozumiewawczo. - Kim jest ta szczęśliwa wybranka?

- Ty - powiedziałem niewinnie.

- Chętnie z tobą pójdę - wyszeptała. Poczułem ciepły oddech na mojej szyi, przez co przeszył mnie dreszcz.

Może być rzadką powtórką przedstawienia.

Spojrzałem na jej twarz, napotykając jej wspaniałe oczy.

- Mogę postawić ci drinka? - spytałem, mając nadzieję, że powie 'tak'.

- Zamówiłam już jednego i nie sądzę żebym piła więcej - powiedziała Bella nieco zaniepokojona. - Wracam do domu samochodem.

- Co ty na to żebym cię odwiózł do ciebie? - zaproponowałem podstępnie. Wypiłem parę drinków, ale jeśli będę pił wodę do końca wieczoru to będę w stanie prowadzić.

- Nie przeszkadza ci bycie szoferem - spytała z uśmieszkiem. Pokręciłem głową, na co jej uśmiech się poszerzył. Jednakże mogłem dostrzec coś złowrogiego w jej oczach. Miałem paranoję.

Kelner wszedł do pomieszczenia z pełną tacą Margarity i piw dla wszystkich. Piękna wzięła drinka i puściła mi oczko znad szklanki.

Piliśmy i rozmawialiśmy. Po kilku godzinach, chichocząca Bella, siedziała na moich kolanach. Pewnie miałem głupi uśmieszek na ustach, ponieważ co jakiś czas pytała, czemu się uśmiecham. Wzruszałem ramionami i podawałem jej kolejnego drinka.

Dziewczyny chciały potańczyć, więc zaproponowaliśmy przerwę na toaletę. Umówiliśmy się, że spotkamy się już na parkiecie. Wiedziałem, że Emmett umiera żeby mnie zapytać o coś, normalnie nie akceptuje męskich rozmów nad pisuarem.

-Więc bracie, po tej akcji z telefonem nadal chcesz ją po prostu przelecieć i porzucić? - Zauważyłem, że jego głos się załamał. Uniosłem brew na niego.

O co mu chodzi?

- Alice i Rosalie ją lubią - zaczął Jasper, myjąc ręce. - Jeśli ją skrzywdzisz, odejdzie.

- Ona pracuje dla mnie i poza tym ten projekt jest dla niej ważny. Więc nawet jeśli ją skrzywdzę na pewno nie odejdzie. - Wzruszyłem ramionami.

To była dla niej sytuacja bez wyjścia i to będzie prawdopodobnie niezręczne dla nas, ale mogę z tym żyć. Prawda?

- Innymi słowy, jeśli zgodzi się być twoją dupą, użyjesz jej projektu przeciwko niej - powiedział Jasper, lekko zdegustowany. - Nawet ja wiem, że to jest chore gówno. - Wyszedł, nie był w stanie spojrzeć na mnie.

No kurwa.

- Wiedziałem, ten sam stary Edward - stwierdził Emmett, mogłem usłyszeć cień zawodu w jego głosie. Wiedziałem, że byłem dupkiem. Po prostu tym byłem. Kurwa, co jeśli zawali swój projekt przeze mnie. Czy mógłbym żyć z tym?

Część mnie zgadzała się z chłopakami. Część, która chciała zobaczyć do czego dojdzie pomiędzy mną a Bellą. Jednakże druga część chciała po prostu się w niej znaleźć. Kurwa, co mam niby zrobić?

Wyszedłem z toalety i znalazłem Jaspera i Emmetta. Pomimo ich złości, doprowadzili mnie na środek zatłoczonego parkietu. Na samym środku Bella, Rosalie i Alice wyglądały jakby szykowały się do tańca.

Kiedy piosenka się skończyła, DJ zrobił ciekawy wstęp:

- Mam specjalne zamówienie od Belli, piosenka PussyCat Dolls 'Buttons'!

Tłum rozstąpił się na tyle, że mogłem je zobaczyć. Pomiędzy moimi pijanymi siostrami była Bella. Poruszała się uwodzicielsko, zaczęła kołysać się w rytm muzyki, kiedy Snoop skończył. Po czym zaczęły śpiewać chórki.

Wyglądała tak dobrze, tak pieprzenie gorąco, sprawiała wrażenie jakby chciała mnie złapać i pójść w miasto, olewając wszystkich ludzi w pomieszczeniu. Byłem popierdolony. Jak miałem się oprzeć tej pokusie?

Stan mojego fiuta stwierdzał brak oporów. Mój wewnętrzny maniak mówił 'Opór jest daremny.'

- I'm telling you to loosen up my buttons - śpiewała Bella. Alice i Rosalie śpiewały 'uh, huh'. Wpatrywała się we mnie, po czym przejechała wzrokiem po całym moim ciele. Nie mogłem nic na to poradzić, ale dreszcz pożądania przebiegł przeze mnie, ponieważ wyglądała tak cholernie drapieżnie.

I cholernie chciałem zostać jej łupem.

Bella zrobiła krok do przodu, kontynuując śpiewanie, kołysząc biodrami i poruszając się tak jakbym chciał ją zobaczyć w mojej sypialni, i tylko tam. Tłum mężczyzn wiwatował i gwizdał, wyrywając mnie z moich własnych fantazji.

To samo uczucie, które czułem pierwszej nocy w klubie, kiedy ją zobaczyłem przebiegło przeze mnie. Kurwa… byłem zazdrosny. Spojrzałem na dużego blondyna, patrzącego na nią jakby była jego własnością.

Moja!

Bella kontynuowała śpiewanie, wędrując dłońmi po swoim ciele. Jasper i Emmett obserwowali to z podziwem, a ja musiałem się poprawić. Boże, pomóż mi, ponieważ jestem pewien, że to się powtórzy.

- Typical. Hardly the type I fall for. I like when the physical - śpiewała, kołysząc się lekko. Jej ręce poruszały się po jej piersiach, po czym klepnęła się w swój słodki tyłeczek i wolno ześlizgnęła się w dół.

Ja jebie. To było za wiele jak dla mnie.

Nie zauważałem innych osób na parkiecie. Moja uwaga była skupiona na Belli. Moje oczy były przyklejone do jej krótkiej spódniczki.

- You've been saying all the right things all night long - piosenka leciała, kiedy Bella i moje siostry zaczęły unosić doły swoich bluzek. Spojrzałem na Jaspera i Emmetta, którzy nie wierzyli w to, co się dzieje tak samo jak ja.

Do diabła, nie ma mowy.

- But I can't seem to get you over here to help take this off - śpiewała Bella, wskazując palcem na mnie. O kurwa! Jej brzuch już był odsłonięty, a koszulka nadal się unosiła. Gwizdy i okrzyki przywołały mnie do rzeczywistości, rozbierała się, ponieważ ją upiłem.

Właściwie czułem się winny. Ahh!

- Kurwa, łapmy je! - warknąłem na Jaspera i Emmetta, nadal oszołomionych. Jednak, gdy mnie usłyszeli, zmniejszyliśmy dystans pomiędzy dziewczynami. Spojrzałem na kilku dupków zbliżających się do niej i warknąłem: - Moja!

Złapałem Bellę za nadgarstek, zanim całkowicie zdjęła bluzkę. Emmett złapał Rose, która od razu zaczęła z nim walczyć. Jasper trzymał Alice i pomimo jej protestów przerzucił ją przez ramię. Bella nadal się poruszała w rytm muzyki, zbliżając się do mnie, przez co moje udo znajdowało się pomiędzy jej nogami.

Kurwa, mogę poczuć jej ciepło napierające na mnie.

Nie mogłem nic na to poradzić, ale jęknąłem i przyciągnąłem ją bliżej. Uśmiechnęła się i uziemiła mnie mocniej, kiedy jej druga ręka zaczęła podciągać koszulkę w górę nad jej piersi. Jak bardzo chciałem je ujrzeć, ale nie chciałem żeby inni to zobaczyli.

Okrzyki i gwizdy zamieniły się w buczenie, kiedy pociągnąłem Belle i wyprowadziłem ją z parkietu. Jasper pojawił się i podał mi jej torebkę i klucze.

- Weź ją do domu - powiedział, potrząsając głową z Alice uwieszoną na jego ramieniu. - Lepiej wezmę do domu Alice, zanim zrobi coś czego będzie żałować.

- Belllaa! To było świetne, ale następnym razem musimy to zrobić do Don't Cha - powiedziała Alice chichocząc, kiedy klepnęła Jaspera w tyłek. Mruknął, zanim odwrócił się z uśmiechem w moim kierunku. Dupek wiedział, co dostanie dzisiejszej nocy.

- Odwal się Emmett - wypluła Rosalie. - Nie jestem, aż tak pijana. Poradzę sobie z tą męską populacją w klubie, jeśli będą chcieli dotknąć tego. - Spojrzała i złapała się za piersi, zanim go spoliczkowała. Emmett wywrócił na nią oczami i owinął ramiona wokół jej talii. Przerzucił ją przez ramię i ruszył w kierunku wyjścia, Jasper z Alice poszli za nimi.

- Czy masz zamiar pobawić się ze mną w jaskiniowca, Edwardzie? - Bella uśmiechnęła się złośliwie, bawiąc się koszulką. Wywróciłem oczami.

Złapałem ją w talii, ale zanim zdążyłem przerzucić ją przez ramię, owinęła nogi wokół mnie. Zajęczałem, Boże tak blisko obiecanego lądu. Uśmiechnęła się i owinęła ramiona wokół mojej szyi. Złapałem ją mocniej, wychodząc na zimne nocne powietrze. Zadrżała pod wpływem rześkiego powietrza i złapała mnie ciaśniej, przyciskając swoją klatkę do mojej. Sam nic nie zrobiłem, ale pojawił się twardy problem. Kurwa.

- Bello, gdzie twój samochód? - Miałem nadzieję, że znajdę go gdzieś wzdłuż ulicy.

- Jest na parkingu po prawej - powiedziała, wskazując za mnie. Odwróciłem się i zauważyłem jej Fiorano. Ruszyłem w jego stronę. Bella bawiła się włoskami na moim karku, doprowadzając mnie do szaleństwa.

- Wiesz, że jesteś niesamowicie słodki, Edwardzie. - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie w skroń, w szczękę, po czym zassała moje ucho.

Pieprzcie mnie.

- Um, dziękuje - odpowiedziałem, stawiając ją koło drzwi pasażera. Z kluczykami w dłoni, odblokowałem drzwi i usadowiłem ją na siedzeniu, po czym zacząłem zapinać ją w pięcioczęściowe pasy bezpieczeństwa.

Nie ułatwiała mi zadania, biorąc pod uwagę fakt, że pasy zapinały się na jej piersi. Bella wciąż chichotała i odpychała moje dłonie.

- Przestań, Edwardzie. Jeśli chcesz ich dotknąć musisz tylko poczekać, aż znajdziemy się w moim mieszkaniu.

Jęknąłem na tą myśl i ostatecznie udało mi się je zapiąć. Jedna z jej nóg nadal była poza samochodem, więc delikatnie przeniosłem ją do środka, zanim zamknąłem drzwi. Przez cały ten czas dotknąłem raz czy dwa jej delikatnej skóry.

Usiadłem na miejscu kierowcy i dostosowałem fotel i lusterka do swojego wzrostu. Bella była dosyć drobna, więc musiałem przesunąć fotel do tyłu. Po minucie, opuściłem miejsce parkingowe, kiedy ona śpiewała o rozbieraniu się.

To nie pomagało z sytuacją na dole.

Dopiero na ulicy zdałem sobie sprawę, że nie wiem gdzie ona mieszka. Spojrzałem na jej przepiękny uśmiech. Podziwiałem ją przez chwilę. Bardzo mi się podobała jej beztrosa, bez ciężaru całego świata w oczach.

- Bella, słońce - przerwałem jej piosenkę. - Gdzie mieszkasz?

Jej piękne oczy rozszerzyły się na chwilę, po czym zaczęła się śmiać.

- Zabawna historia - zaczęła z uśmieszkiem. - Mieszkam naprzeciw twojego bloku na dziesiątym piętrze.

- Serio? - Byłem zdumiony, że była tak blisko od tygodni. Bella tylko kiwnęła, bawiąc się radiem. - W budynku Moore'a?

- Tak. - Kiwnęła mocniej. Będzie miała piekielnego kaca. - Wiesz, że jesteś naprawdę słodki, Edwardzie? - Spojrzała na mnie poważnie, więc nic nie mogąc poradzić zaśmiałem się. Ma najbardziej uroczą mimikę jaką widziałem.

Część mnie myślała, że zabranie jej do łóżka będzie zbyt łatwe. Chociaż inna część nie chciała zmarnować takiej okazji. Tyle udawania dobrego faceta, by wejść do budynku i uprawiać z nią seks. Jazda w stronę jej mieszkania była istną torturą. Kiedy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle, Bella zaczęła dotykać swojego ciała. Ja pierdolę, nie mam siły do tej kobiety.

Kiedy ruszyliśmy, przestała. Złapałem się na tym, że znacznie zwolniłem, tylko obserwując jej ruchy na nogach i piersiach.

Szczerze, była kompletnie pijana.

Na ostatnich światłach przed naszą ulicą, Bella podwyższyła moje napięcie, skubiąc i liżąc moje ucho. Jęknąłem, zaciskając mocniej ręce na kierownicy, czekając na zielone. Chciałem ją wciągnąć na kolana i zapewnić jej inną przejażdżkę, pieprząc kodeks drogowy.

- Bella, dziecinko - jęknąłem, kiedy jej usta zsunęły się na moją szyję.

- Masz tu malutki pieprzyk. - Zachichotała. - Chciałabym go possać.

Zajęczałem, zanim zatrzymałem się obok ochroniarza, złapałem jej twarz i pocałowałem ją gwałtownie. Wzięła głęboki oddech, odsuwając się. Jej oczy były jasne, szerokie i czujne. Jej oddech był nierówny, podobnie jak mój. Byłem cholernie pewien, że mógłbym ją wypieprzyć w samochodzie.

Dlaczego czekać, aż wejdziemy na górę?

Klakson przerwał napięcie między nami. Pokręciłem głową, odsuwając erotyczne oszołomienie na bok i trzymając się na baczności. Bella uśmiechnęła się do mnie mówiąc, że mieszka tutaj. Nie wiem kiedy i już pytałem ją, w którym mieszkaniu mieszka, kiedy szukała karty.

- Aaha! - krzyknęła z kolorową kartą w dłoni. Wspięła się przez konsolę prosto na moje kolana.

Odrzuciłem głowę w tył i jęknąłem. Do diabła, jej tyłek w moich dłoniach, dosłownie, ponieważ ją podtrzymywałem.

- Spójrz, znalazłam - powiedziała wesoło. Ochroniarz nie mógł powstrzymać uśmiechu i podszedł, żeby sprawdzić przepustkę, którą trzymała. - Czekaj, jest dobra prawda? - Spojrzała na kartę, po czym kolory wypełzł na jej policzki. - A co jeśli się zbłaźnię?

Ochroniarz przeczyścił gardło i potrząsnął głową.

- To nie będzie konieczne, panno Swan - powiedział, rumieniąc się. Jego wzrok zsunął się niżej, ale szybko wrócił do poziomu jej oczu. Popatrzyłem i nie mogłem nic na to pomóc, ale jęknąłem. Jej piękna klatka piersiowa była praktycznie podświetlona przez kontrolki, kiedy wychylała się przez okno.

Jej tyłek kołysał się lekko przy mojej twarzy. Poważnie rozważałem ugryzienie go. Robiłem wszystko, żeby nie mogła wyczuć mojej erekcji. Zawstydzony ochroniarz pozwolił nam wjechać i Bella przybiła mi piątkę, kiedy z powrotem usiadła. Boże, była taka słodka. Była tak nieskrępowana i nie ukrywała swojej wolności.

Zaparkowałem samochód na miejscu i zauważyłem, stojące obok, atrakcyjne szare Gran Turismo Maserati. Czy to jej?

- Bella, jesteśmy na miejscu. Chcesz, żebym ci pomógł dojść do mieszkania? - spytałem, patrząc na cudowną istotę siedzącą obok mnie.

- Tak, poproszę. - Uśmiechnęła się do mnie i puściła oczko. Szybko wysiadłem i podszedłem do jej drzwi. Pomogłem jej rozplątać się z pasów. Przez cały ten czas była zarumieniona. Usunąłem pas z jej lewej piersi.

- Edward - wyszeptała Bella. Dźwięk ten nie pomógł na ból w moich spodniach, kiedy ją wyciągałem.

Delikatnie objąłem ją w talii i ruszyliśmy do windy.

- Tak, kochanie? - zachęcałem ją do kontynuowania.

- Masz cudowny tyłek - zachichotała, klepiąc mnie w pośladki. Kurwa, jej dłonie wsunęły się w moje tylne kieszenie. Ścisnęła je lekko.

Cholera, ona była warta powtórzenia tego przedstawienia, może przez tydzień. Planowałem w myślach kolejne kilka dni.

Właściwie mieliśmy randkę w środę, a w sobotę jedziemy za miasto. Może moglibyśmy spędzić noc razem nad wodospadem. Wyobrażałem sobie jak ją pieprzę w różnych pozycjach, ale teraz będę miał na to więcej czasu.

- Edwardzie, to bardzo miłe z twojej strony - nieśmiało powiedziała Bella, przygryzając dolną wargę.

- Chciałem mieć tylko pewność, że bezpiecznie wrócisz do domu - wyjaśniłem, ściskając ją w talii.

- Nie, naprawdę to miłe z twojej strony. Większość facetów wykorzystałaby mnie na parkingu, ale nie ty. Rzeczywiście myślisz o mnie na poważnie. - Bella uśmiechnęła się, szarpiąc tym samym za moje serce. Z tymi wielkimi brązowymi oczami, którymi przysięgam mogła zobaczyć moją duszę i zobaczyć wszystkie sekrety.

Co do jasnej cholery jest ze mną nie tak?

Cholera. Naprawdę miałem zamiar ją dzisiaj przelecieć?

Jeśli się z nią prześpię, z pewnością będzie tego żałowała jak się obudzi. Będzie na mnie wściekła, że ją wykorzystałem, w szczególności po tej cholernej rozmowie w klubie. Nie tylko to, ale byłem gotów zaryzykować naszą zawodową relację, jej projekt i kobiety z dziećmi, którym pomaga.

Kurwa! Nienawidzę mojego sumienia.

Weszliśmy do windy i nacisnąłem przycisk z numerem jej piętra. Jechaliśmy w przyjaznej ciszy, ale użyłem ten czas na ocenę sytuacji.

Po chwili Bella mnie zaatakowała. Mam na myśli, że rzuciła się na mnie. Położyła dłoń na moim torsie i pchnęła mnie na ścianę. Z wyrazem pożądania, tęsknoty i determinacji wepchnęła język w moje usta.

Jęknąłem, kiedy owinęła ramiona wokół mojej szyi i podskoczyła. Złapałem ją za tyłek, żeby nie upadła. Owinęła się wokół mojej talii, przyciskając swoją mokrą cipkę do mojego brzucha. Mój fiut, który był w pogotowiu odkąd wyszliśmy z klubu, napierał na moje jeansy.

- Bella, kochanie, uwielbiam kiedy doprowadzasz mnie do szaleństwa.

Mruknęła w zgodzie, całując i liżąc moją szyję. Winda zadzwoniła, kiedy dojechaliśmy na jej piętro. Drzwi się rozsunęły i wyszedłem na korytarz, nadal trzymając brunetkę. Nie żebym narzekał.

- Bella, które mieszkanie jest twoje? - spytałem, będąc ledwo w stanie się skoncentrować, kiedy nadal atakowała moją szyję.

- W 103B, po prawej - wyszeptała, drażniąc zębami wrażliwe miejsca na mojej szyi.

- Kurwa! - westchnąłem czując, że mój penis zaraz przebije mi spodnie. Nareszcie znalazłem drzwi. - Jesteśmy, kochanie.

Kiedy to powiedziałem, jej nogi poluźniły się na mojej talii i stanęła na podłodze. Mój fiut natychmiast odczuł brak ciepła. Odsunęła się z uśmiechem i otworzyła drzwi. Jestem gotowy, żeby wracać, wmawiałem sobie. Tak byłoby najlepiej. Moje nowo odkryte sumienie mówiło mi, że nie powinienem się dobrać do jej majtek, kiedy jest pijana. Moje ego jednakże mówiło, że może tego nie pamiętać, ale nikt nie zapomina nocy spędzonej z Edwardem Cullenem.

Yeah, podoba mi się to zamiast pierdół.

Bella otworzyła drzwi i weszła do środka, przypomniałem jej o swojej obecności. Odwróciła się i spojrzała na mnie z szerokimi oczami.

- Wejdziesz? - spytała, zaciskając pięść na mojej koszulce i wciągając mnie do środka, po czym zamknęła drzwi za nami.


1 Będziesz musiał się o mnie postarać

2 Kto ma cierpliwość, będzie miał co zechce. / Good things come to those who wait - Abraham Lincoln