8. W jej pokoju

Bella

Kiedy Edward wrócił po rozmowie z matką, mogłam wyczuć zmianę. Nie byłam pewna, co się zmieniło, ale coś na pewno. Dałam Edwardowi pole do popisu. Nadal powalał swoim urokiem i nawet próbował mnie podrywać.

Jak wszystkie obiekty przed nim.

Problemem było to, że chciałam żeby to kontynuował, nie tylko dla dobra sprawy. Później zaprosił mnie na kolacje z jego przybranymi rodzicami. Zupełnie się czegoś takiego nie spodziewałam i przez chwilę pomyślałam, że chce stać się dobrym człowiekiem.

Oczywiście wszystko zniszczył, proponując mi drinka. Cholera. Nawet nie ukrywał swojego zapędu, żeby mnie upić i nawet zaproponował, że zostanie kierowcą. Wzięłam drinka od kelnera i zaczęłam sączyć alkohol. Kiedy Edward zauważył jak chętnie piję, jego uśmiech od razu się poszerzył.

Dupek.

Po tym musiałam rozpocząć show, moje najlepsze pieprzone przedstawienie. Poszłam w jego ślady i zaczęłam gadać o wszystkim. Złapałam się na tym, że na większość pytań odpowiadałam szczerze. Mieliśmy wiele wspólnego. Rozmowa z nim i jego rodziną była zabawna. Pozwoliłam sobie na chwilę relaksu wiedząc, co wkrótce nastąpi. W związku z tym nadal dostawałam swoje drinki.

W pewnym momencie rzucił się na kanapę ze mną, na swoich kolanach. Nie żebym miała coś przeciwko. Właściwie to kocham siedzieć na jego kolanach, śmiejąc się z głupich żartów Emmetta czy sprośnych uwag, przez które obrywał od Rosalie.

Przez cały wieczór dbał, aby moja szklanka była zawsze pełna. Wiedziałam, że to dosyć charakterystyczna metoda po moich wcześniejszych doświadczeniach, ale cały czas się łudziłam, że Edward tego nie spróbuje.

W pewnym momencie Alice i Rosalie zaciągnęły mnie do toalety.

- Myśli, że jesteś pijana i chce jechać do ciebie. Przykro mi, Bello - przyznała Alice z rozczarowaniem widocznym na jej twarzy.

- Wiem Alice. Tak szczerze to oczekiwałaś czegoś innego po kimś takim? - Wzruszyłam ramionami. Próbowałam udawać, że nie obchodzi mnie, że oblał mój mały test. Żaden z moich poprzednich dziewięciu przypadków nie był w stanie oprzeć się pijanej Belli.

Na przykład:

Przypadek: Jacob Black, AKA Łowca miniówek.

- Jacob, dziękuję ci, że przywiozłeś mnie do domu, miło z twojej strony.

- Żaden problem, Bello. Może wejdziemy i przedyskutujemy projekt?

Nie tylko próbował użyć projektu, jako wymówki.

Próbował się do mnie dobrać odkąd jestem pijana.

Idiota.

- Ummm, jestem trochę nie w formie, ale okej. - Otworzyłam drzwi, wpuszczając Jacoba. Szybko przycisnął mnie do nich. Ugh! Nie mógł grać dżentelmena jeszcze przez minutę? Pomyślałam, że zaczyna mieć problem z granicą i przestrzenią osobistą. Od dziecka był typem dotykalskim.

- Jacob, co ty robisz? - spytałam, kiedy złapał mnie za biodra, przyciskając do siebie. O cholera, jest już gotowy. Kurcze. Jak mam się z tego wyplątać?

- Sprawię, że będziesz szczęśliwa, Bello. - Zbyt zarozumiały? Pewny siebie, arogancki, uzależniony od swojego dobrego wizerunku i napalony. Musiałam zrobić jedyną rzecz jaka przychodzi mi do głowy.

Chwyciłam się za brzuch i przycisnęłam dłoń do ust, uciekając do łazienki. Zamknęłam drzwi za sobą, łapiąc szklankę z wodą i opróżniając ją w toalecie. Podziałało, ponieważ kiedy wyszłam Jacoba nie było. Nawet nie sprawdził czy wszystko ze mną w porządku.

Palant.

Otrząsnęłam się ze swoich myśli, kiedy Alice poklepała mnie w ramię.

- Na serio masz zamiar zatańczyć, żeby podrażnić Edwarda? - spytała, stojąc blisko mnie.

- Tak, chcę zobaczyć jak zareaguje na innych mężczyzn - powiedziałam z rezerwą. - Już pokazuje oznaki zazdrości.

- Wiem, że Emmett nakręci się tym, co zrobię, ale będzie wściekły na wszystkich gapiących się zboczeńców - stwierdziła Rose, zakładając ręce na piersi. Wydawało się, że nie może się doczekać tego, co nastąpi.

- Jasper wpadnie w szał - powiedziała Alice z figlarnym uśmiechem.

- Cóż, może powinnyśmy coś zrobić? Zepnijmy poślady i zacznijmy nasze małe show zanim faceci się upiją - zasugerowałam. Wtajemniczyłam je w swój plan i się zgodziły. Kiedy się odświeżyłyśmy, ruszyłyśmy w stronę parkietu.

Nasz mały taniec odniósł niezły sukces. Edward wydawał się zazdrosny i zaborczy. Nie żeby musiał się poprawić parę razy na środku parkietu. Punkt dla mnie.

Jednej rzeczy nie wzięłam pod uwagę, czyli mojej reakcji na jego spojrzenie. Było drapieżne, zwierzęce i utkwione we mnie, co spowodowało dreszcz na mojej skórze. Chciałam go. Mam na myśli, naprawdę go chcę.

Kiedy zaczęłam unosić bluzkę, czekałam jak zareaguje. Żaden z obiektów nie powstrzymywał mnie. Pozwalali mi zdjąć ją całkowicie.

Nie było to coś, z czego byłam dumna, rozbierając się publicznie jak dzika dziewczyna z collegu, ale no też jestem ładna. Więc dlaczego nie?

Wiedziałam, że Edward czuje się winny, może nawet odczuwa wyrzuty sumienia. Kilka razy, kiedy symulowałam ból, potwierdził to. Na parkiecie chciałam przetestować czy jego poczucie winy powstrzyma mnie przed striptizem.

Zrobił to. Powstrzymał mnie.

Byłam taka szczęśliwa, oszołomiona i zarazem napalona, ponieważ jako pierwszy zdał test. Teraz pragnęłam go jeszcze bardziej.

Nadal poruszałam się w rytm muzyki i ocierałam się o jego uda, powodując tracie, którego potrzebowałam, od kiedy się zbliżyliśmy. Nadal udawałam pijaną, więc kontynuowałam zdejmowanie topu. Edward spojrzał na mnie intensywnie zamglonym spojrzeniem.

Po chwili wychodziliśmy z klubu. Byłam owinięta wokół niego. Nie mogąc sobie pomóc, nadal się z nim bawiłam. Miałam z tego więcej korzyści. Był taki słodki.

Wmawiałam sobie, że może nadal chcieć mnie wykorzystać, kiedy pojedziemy do mnie. To był sposób, żeby zobaczyć, co zrobi. Jeśli całowanie i lizanie jego małego pieprzyka nic nie da to znaczy, że jest dobrym facetem, a potem będzie cały dla mnie.

Kiedy posadził mnie na miejscu pasażera, nawet nie próbował mnie obmacać. Nie byłam pewna czy jestem zawiedziona, czy nie.

Droga do mojego mieszkania była zabawna. Zastanawiałam się nad wzięciem go w swoje usta, ale rozmyśliłam się. Musiałam sprawdzić czy ożywi się na parkingu. Pocałował mnie raz, kiedy się zatrzymał.

To był jeden z tych pocałunków, które powodują nierówny rytm serca, wrzenie krwi w żyłach i mrowienie kobiecych części ciała.

Kiedy zaparkowaliśmy, zapytał mnie czy pomóc mi dojść do mieszkania.

Hmm, dawał mi wybór? Mogłam to zakończyć teraz i zdałby test, ale czy naprawdę chciałam, żeby go zdał? Nie, nie do końca. Byłam tak cholernie spragniona i potrzebująca. Dlatego byliśmy tutaj. Mogłam dać mu koleją szansę, ale naprawdę chciałam, żeby mnie pocałował.

Wkrótce szliśmy do windy i Edward coś powiedział. Czułe słówko 'kochanie' zbiło mnie z tropu, a moje serce zaczęło bić szaleńczo. Potrząsnęłam głową i nadal grałam.

- Masz cudowny tyłek. - Zachichotałam, klepiąc go w pośladek. Wsunęłam dłoń do kieszeni na jego tyłku. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wskoczyć na tego faceta.

Bądź silna Bello. Możesz poczekać. Może w sobotę... Może wynajmiemy pokój nad wodospadem... Skup się, Bello!

Chciałam dać mu nadzieję, że liczę na coś więcej. Chciałam, żeby zdał ten mały test, ponieważ nasz związek mógłby zwiększyć tempo.

To chyba dobra rzecz, prawda?

- Edwardzie, to bardzo miłe z twojej strony - oświadczyłam, przygryzając dolną wargę.

- Chciałem mieć tylko pewność, że bezpiecznie wrócisz do domu - wyjaśnił Edward. Po takiej odpowiedzi większość mężczyzn wykorzystałaby mnie, widziałam jak koła zębate obracają się w jego głowie podczas analizowania swoich uczuć i wewnętrznego głosu.

Nadal chciałam go pocałować. Pijana Bella by go pocałowała. Cholera.

Kiedy weszliśmy do windy, Edward nacisnął przycisk z numerem mojego piętra. Kiedy drzwi się zamknęły, rzuciłam się na niego. Pchnęłam go na ścianę małej windy i zaatakowałam językiem jego usta.

Kurwa, smakuje tak dobrze.

Kiedy dotarliśmy do drzwi mieszkania, po wielu atakach serca po całowaniu i lizaniu, byłam zdezorientowana. Sama już nie wiedziałam czego chcę i co mną kieruje.

Edward stał cicho za mną, opierając się o drzwi jedną ręką, a drugą miał zaciśniętą w pięść. Zmagał się ze swoim popędem i potrzebą. Chciał mnie, ale nie w ten sposób. Uśmiechnęłam się.

Po tym jak otworzyłam drzwi i weszłam do mieszkania, zdałam sobie sprawę, że Edward nadal stoi na korytarzu. Obróciłam się by spojrzeć na niego i olśniło mnie, że naprawdę stara się być dobrym facetem. Szkoda, ponieważ jeszcze z nim nie skończyłam. Tylko dlatego, że nie chciał mnie wziąć do łóżka w tym stanie nie znaczy, że nie możemy się dobrze bawić.

- Wejdziesz? - spytałam, łapiąc jego koszulę w pięści, wciągając go do środka i zamykając drzwi za nami.

Edward

Bella zacisnęła pięść na mojej koszuli i jedyne, co widziałem w jej oczach to pragnienie. I z jakiegoś powodu to mi nie przeszkadzało. Chciała mnie tak samo jak ja jej, ale to nie było to samo. Po prostu nie czuję się z tym dobrze. Jest pod wpływem i czuję się jakbym ją zmuszał do tego. Nie mogę jej tego zrobić.

- Edwardzie, coś nie tak? - spytała, marszcząc swoje brązowe brwi w zapytaniu. Pochyliłem się i pocałowałem ją w czoło, przedłużając.

- Bello, jesteś pijana i nawet, jeśli cię pragnę, nie zrobię tego teraz - stwierdziłem, chowając kosmyk jej włosów za ucho i pieszcząc jej policzek. Jej oczy zabłyszczały od łez.

O nie. Myśli, że ją odrzuciłem?

Jej oczy się rozszerzyły i uśmiechnęła się szeroko.

- Nie wierzę, że Wielki Edward Cullen odrzuca możliwość dobrania się do moich majtek.

Westchnąłem i wzruszyłem ramionami, nadal jej dotykając. Potrzebowałem jej dotyku, jednak nie byłem pewien, dlaczego.

- Bello, zaufaj mi, chcę cię, ale nie w taki sposób. - Ponownie pocałowałem ją w czoło, owijając ramiona wokół niej i prowadząc nas w stronę kanapy.

- Nie musimy nic robić, Edwardzie. Po prostu usiądźmy i mnie przytul - wyszeptała Bella. Zamurowało mnie. Żadna kobieta nie poprosiła mnie żebym ją przytulił. - Edwardzie, w porządku - dodała szybko Bella, wyczuwając moje wahanie. - Możesz już iść. Szczęściarz, mieszkasz w budynku obok.

Zachichotała, odsuwając się ode mnie i podchodząc do olbrzymiego okna w jadalni. Zwinęła rolety i kiwnęła żebym do niej poszedł. Widok za oknem pokazywał mój blok.

Policzyłem piętra i uzmysłowiłem sobie, że mieszkamy prawie naprzeciw siebie. Odwróciłem się w stronę Belli, która mrugnęła. Wiedziała i zacząłem się zastanawiać czy mnie obserwuje. Wzdrygnąłem się lekko na tą myśl. Nie wiem czy powinienem być przerażony czy wręcz przeciwnie.

- Dowiedziałam się jednego dnia, kiedy przeglądałam pliki - powiedziała miękko. - Wyobraź sobie moje zdziwienie.

- To dziwne - oświadczyłem, przebiegając palcami przez moje włosy. - Cóż, chyba będę się zbierał. - Tak naprawdę nie chciałem wychodzić.

- Jeśli chcesz. Dziękuję za pomoc. - Wymamrotała coś innego, lekko potrząsając głową.

- Coś nie tak, Bello? - spytałem, martwiąc się, że może się potknąć.

- Po prostu mnie zaskoczyłeś. Nie lubię niespodzianek. Zazwyczaj umiem odczytywać ludzi - powiedziała Bella zmieszanym głosem.

- A co cię dziś zaskoczyło? - spytałem, owijając ramiona wokół niej. Spojrzała na mnie spod swoich długich rzęs i uśmiechnęła się.

- Cóż, myślałam, że będziesz chciał mnie upić, zabrać do domu i sam wiesz. - Wzruszyła ramionami.

- Nie oceniaj mnie tak nisko, piękna - prychnąłem lekko zirytowany. Właściwie miała rację, ponieważ taki był oryginalny plan. Kiwnęła, kładąc dłoń na mojej piersi.

- Prawdopodobnie zapomnę o wszystkim do rana - wyszeptała Bella nim się odsunęła.

- Nie martw się. Będę zaszczycony przypominając ci - drażniłem ją. Posłała mi spojrzenie, kiedy podchodziła do drzwi. Ruszyłem za nią i zauważyłem, że się lekko zatacza. Szybko złapałem ją.

- Och! Chyba kręci mi się trochę w głowie, przepraszam - wyszeptała, kładąc dłonie na mojej klatce. Złapałem ją jak pannę młodą.

- Może powinienem zabrać cię do łóżka? - zasugerowałem, kierując się w stronę korytarzyka.

- A ja myślałam, że jesteś idealnym dżentelmenem - zachichotała, wskazując drzwi.

Podszedłem do nich i otworzyłem je delikatnie nogą. Jej sypialnia była głównie w odcieniach brązu i niebieskiego. Składała się głównie z olbrzymiego kutego łóżka pokrytego ciemnoniebieską narzutą i skurzaną kozetką w rogu. Podszedłem do łóżka i położyłem ją delikatnie. Zanim zdążyłem ją puścić, owinęła ramiona wokół mojej szyi, przyciągając mnie do siebie i całując.

Moje oczy wywróciły się, a palce u stóp zwinęły się od pocałunku. Była słodka i ciepła, przez co spowodowała galop mojego serca. Próbując złapać oddech, spojrzałem na nią. Wyszeptała do mojego ucha:

- Edwardzie, jak się spotkamy przypomnij mi, że wiszę ci przysługę. - Złożyła delikatny pocałunek na moich ustach, zanim mnie puściła. Odsunąłem się niechętnie.

- Nic mi nie wisisz, kochanie. - Pochyliłem się nad łóżkiem, chwytając jedną z jej nóg w swoje ręce, wydłużając czas kontaktu z jej skórą ściągałem jej wysokie buty. Bella jęknęła cicho, a ten dźwięk powędrował prosto do moich niebieskich jaj. Kurwa. Wytrzymałem moją nową formę tortur, zdejmując jej drugą szpilkę. By nie kusić losu wycofałem się szybko.

- Dziękuję - wyszeptała, patrząc na mnie oparła się na łokciach i przygryzła wargę. - Edwardzie.

- Tak, kochanie? - odpowiedziałem, napawając się widokiem jej włosów rozsypanych na poduszce. Bella uśmiechnęła się.

- Nie zapomnij przypomnieć mi, że jestem ci coś winna.

Kiwnąłem w potwierdzeniu. W najbliższym czasie nie mam zamiaru jej o tym przypominać.

- Co ty na to żebyśmy pojechali jutro razem do pracy? - spytałem, mając nadzieję, że się zgodzi, czas spędzony z nią pomoże naszej dwójce.

- Teraz próbujesz dbać o środowisko? - Uniosła na mnie brew, kiedy jej dłonie powędrowały do guzika w spódnicy.

- Oszczędzanie ograniczonych zasobów zawsze było dla mnie ważne.

Śmiech Belli rozszedł się po pomieszczeniu i zapadł mi w pamięci. To był zabawny i słodki dźwięk.

- Cóż, jazda jednym z moich samochodów jest wówczas wykluczona - powiedziała retorycznie.

- Właściwie masz rację. Mam Volvo - powiedziałem cofając się o kilka kroków do tyłu kiedy próbowała wstać z łóżka.

- Bella, co ty robisz? - spytałem, zanim zdałem sobie sprawę, że ściąga spódniczkę. Cofałem się aż poczułem opór.

Kurwa, jeśli zdejmie spódniczkę nie ma możliwości żebym się wycofał.

- Spokojnie. Mam szorty pod spodem. - Bella zachichotała, kręcąc głową i opuszczając ubranie na podłogę. Wziąłem głęboki wdech kiedy zobaczyłem jej długie kremowe nogi odziane w coś co nazwała szortami. Wyglądały bardziej jak bielizna. Zamknąłem oczy, nie zdając sobie sprawy, że to był duży błąd.

Otworzyłem oczy, a ona stała zaledwie cale ode mnie. Nie mogłem tego wytrzymać. Potrzebowałem posmakować jej zanim wyjdę. Chwyciłem ją za kark i przyciągnąłem do siebie. Dałem jej chwilę, ale chciała tego, jej oczy były dobrym miejscem by ujrzeć jej pożądanie. Przycisnąłem usta do jej. Odpowiedziała tym samym, przez co pocałunek stał się bardziej intensywniejszy.

Mój język wślizgnął się w jej rozchylone usta i smakował jej słodkich ust. Nie walczyła tak jak przedtem, pozwoliła mi przejąć kontrolę. Dopiero kiedy zabrakło mi powietrza, odsunąłem się.

- Przepraszam, Bello - jęknąłem i znowu się cofnąłem. - Umm, powinienem już iść. - Jej klatka falowała co zwróciło moją uwagę, jej twarde sutki przebijały przez koszulkę. - Do.. Ummm... Do zobaczenia rano - powiedziałem szybko i wybiegłem z pokoju. Jak tylko znalazłem się w windzie, pozwoliłem sobie na głęboki oddech.

Nie mogłem uwierzyć, że wybiegłem. Jednakże wiedziałem, że ryzykuję zbyt dużo w ten sposób. Robiłem z nią duże postępy. Na myśl o smaku jej ust znowu zrobiłem się twardy. Poruszałem się niewygodnie idąc przez lobby, przeklinając fakt, że zaraz po przyjściu będę musiał wejść pod zimny prysznic. Przypomniałem sobie smak jej języka.

Dziwne, nie smakował alkoholem.