9. Kusicielski wtorek

Edward

Otrząsnąłem się z zamyślenia. Prawdopodobnie złapała jakieś miętówki w pokoju dla VIPów. Jakoś dotarłem do domu, mimo zbyt dużego ciśnienia. Każda cząsteczka mojego ciała chciała wrócić do mieszkania Belli i zostać z nią. Jednakże jej słodka, ciasna mała dupcia była pijana. Chciałbym pieprzyć ją do nieprzytomności, ale to się dziś nie stanie.

Chciałem, żeby nasz pierwszy raz był niezapomnianym przeżyciem. Jej nietrzeźwy stan mógł spowodować, że nie będzie tego pamiętać. Nie było to w moim interesie.

Przechodząc obok czarnej skórzanej kanapy, zignorowałem migające światełko automatycznej sekretarki i podszedłem do okna w salonie. Liczyłem piętra, żeby znaleźć okno sypialni Belli. Było naprzeciwko i troszkę niżej od mojego. Zauważyłem, że ciemne zasłony są odsłonięte, a światło włączone. Zastanawiałem się przez chwilę, czy zemdlała zanim dotarła do łóżka.

Nie powinienem jej zostawiać w takim stanie. Mogła się przewrócić albo coś sobie zrobić. Powinienem położyć ją do łóżka, zanim wyszedłem. Co jeśli zapomniała zamknąć drzwi? Nienawidziłem myśli, że może się wywrócić i uderzyć w swoją piękną małą główkę. Rozdeptałem moją opiekuńczość i gdy miałem się odwrócić od okna zobaczyłem tam postać, którą postanowiłem obserwować. To była ona, w niczym więcej niż staniku i majtkach, które widziałem wcześniej. Natychmiast rozpoznałem jej długie włosy i nogi, nawet jeśli stała tyłem. Kontynuowałem obserwowanie, czując się jak nastoletni podglądacz.

Zastanawiałem się, czy celowo robiła mi mały pokaz. Wyglądała jakby lekko kołysała biodrami. Poruszyła łukiem swoich pleców. Boże, jaka ona jest piękna. Przeczesała włosy palcami. Pragnąłem je poczuć na własnej dłoni, poczuć łaskotanie, kiedy pochylałaby się nad moją klatką.

Jęknąłem, kiedy mój kutas drgnął na tą fantazję. Z tego, co widziałem, Bella podeszła do toaletki i coś złapała. Po chwili znikła z widoku i zastanawiałem się, czy mógłbym ją zobaczyć z innego okna.

Szybko wróciła w mój kadr. Wziąłem głęboki oddech, czując się jak jakiś zboczeniec podglądający swoją rozebraną sąsiadkę z naprzeciwka. Przynajmniej nie robię sobie dobrze. Poprawiłem spodnie, ale nie ulżyłem sobie.

Chwila. Jeśli ja kogoś obserwuję, to znaczy że ktoś inny może obserwować mnie?

Oglądałem jak jej dłonie powędrowały do zapięcia stanika na plecach. Stała plecami do okna, ale mogłem zobaczyć jej wyeksponowany grzbiet, kiedy zdjęła stanik.

Proszę, obróć się.

Nie odwróciła się, ale założyła na siebie coś, co wyglądało jak wielka biała koszulka. Kiedy się ubrała, odwróciła się i podeszła do okna. Uniosła dłoń i zsunęła rolety. Chwilę później, w oknie zapadła ciemność.

Co ja do cholery robię? Co mam zamiar zrobić? Pragnę jej i nie mam nic do tego wątpliwości. Jednakże, czy naprawdę jestem gotowy na stały związek? Nie, ale pierwszy raz w moim życiu robię plany na resztę tygodnia z jedną kobietą.

We wtorek mieliśmy pojechać razem i chciałem pocałować jej piękne usta przed wejściem do biura. Zjedlibyśmy razem lunch, co może by doprowadziło do macania w windzie czy samochodzie. Pójdziemy na siłownię, gdzie po małym sparingu obsypie mnie pocałunkami, siedząc na mnie okrakiem. Potem moglibyśmy udać się na kolację, która zapewniłaby jeszcze więcej zabawy z Bellą i więcej ukrywania wypukłości w spodniach.

Środa będzie wyglądać podobnie do wtorku, ale dodatkowo włożę ręce pod jej bluzeczkę. Zjemy kolekcję z moimi rodzicami, a później możemy iść na drinka co doprowadzi nas do jej mieszkania.

Czwartek będzie bardzo podobny do wtorku i środy, ale przystąpimy do seksu oralnego. Mmm, myśl o jej ustach wokół mnie. Będę miał jej dość? Nie.

W piątek po pracy, pójdziemy na kolację i tańce. Taniec z Bellą mógłby nas doprowadzić do jej mieszkania, gdzie w końcu wypieprzę ją do nieprzytomności.

W sobotę wybierzemy się na wycieczkę i wędrówki z moją rodzinką. Następnie wezmę ją przy drzewie i każdej powierzchni naszego pokoju hotelowego. Seks pod prysznicem - oczywiście!

W niedzielę wrócimy do domu. Podrzucą ją do jej mieszkania i spróbuję o niej zapomnieć.

Brzmi jak plan. Po czym wypadnie z mojego systemu.

Wtorek

Kończyłem się szykować do wyjścia, kiedy ktoś zapukał w moje drzwi. Zabawne, jest bardzo wcześnie. Rozważałem sprawdzenie, czy Bella pamięta o naszej wspólnej jeździe do pracy.

Prawdopodobnie nie pamięta po sześciu czy siedmiu Margaritach, które wypiła wczoraj wieczorem.

Mam nadzieję, że nie ma kaca. Poczucie winy uderzyło mnie na samą myśl. Otworzyłem drzwi wejściowe, a przed nimi stała kobieta, o której myślałem przez ostatnie kilka dni.

Cholera, jestem żałosny.

Spojrzałem na nią i zdałem sobie sprawę, że jej twarz jest cała zarumieniona. Jej lewa noga dotknęła drewnianej podłogi, kiedy posyłała mi uśmiech. Pamiętała coś z ostatniej nocy i ulżyło mi na myśl, że nie będę musiał zaczynać wszystkiego od początku.

Jednakże byłem zdenerwowany myślą, że mogła to odebrać, że upiłem ją żeby zaciągnąć ją do łóżka.

- Dzień dobry - wyszeptała, odwracając spojrzenie ode mnie. Chciałem jej dotknąć, wygładzić zmarszczkę pomiędzy brwiami.

- Widzę, że pamiętasz naszą rozmowę o podwózce? - spytałem, wskazując by weszła. Minęła mnie mamrotając 'coś w tym stylu'.

- Co to było? - spytałem, zamykając drzwi. Stała do mnie tyłem, ale byłem świadomy jej ubioru. Boże, wyglądała pieprzenieniesamowicie w czerni, ten kolor kontrastował z jej skórą o barwie kości słoniowej. Jej spódnica opinała krzywiznę jej bioder, która sięgała nad kolano. Żakiet eksponował jej idealne piersi.

Chciałem ich posmakować.

Jednakże porzuciłem mętlik w głowie, dostrzegając spiętą postawę Belli.

- Coś nie tak?

Zmniejszyłem dystans pomiędzy nami w dwóch krokach. Chwyciłem ją za ramiona. Odsunęła się w jednej chwili, kręcąc głową.

- Edwardzie, przepraszam - powiedziała ochrypłym szeptem. - Moje zachowanie wczoraj w klubie, a teraz to... - Obróciła się twarzą do mnie i wręczyła mi gazetę. Zobaczyłem pierwszą stronę LocalSpotlight. Na całej stronie widniało zdjęcie moje i Belli owiniętej wokół mojej talii w klubie. Nagłówek głosił: Miejscowy kawaler powstrzymuje kusicielkę.

Przeczytałem artykuł, choć nie wymienili Belli z nazwiska to i tak był okropny. Artykuł mówił o tym, że bawiliśmy się całą noc i nazwali ją nocną rozkoszą. Poczułem jak krew odpływa z mojej twarzy, kiedy kontynuowałem czytanie o moich podbojach z ostatnich kilku miesięcy. Bella obudziła się rano po obietnicy bycia ze mną - dla tego artykułu.

Od teraz mnie znienawidzi.

- Bella - powiedziałem, szykując się do płaszczenia przed nią, żebym mógł ją jeszcze kiedyś dotknąć. Rzuciłem gazetę na moją skórzaną kanapę i spojrzałem na nią.

- Edwardzie, przepraszam. Wszystko zepsułam. Jeśli nie upiłabym się i nie zachowywała w taki sposób nawet nie wiedzielibyśmy o tej gazecie. Teraz wszyscy to zobaczą - wygłosiła tyradę Bella, jej oczy zaszły łzami.

- Bello, co ty opowiadasz? Co zniszczyłaś? - spytałem, kładąc dłoń na jej ramieniu. Nie mogłem patrzeć jak płacze. Chciałem ją uspokoić, więc wciągnąłem ją w moje ramiona.

- Edward, zrobiłam z siebie idiotkę, co może wpłynąć na firm. - wymamrotała. - Moi klienci to zobaczą, a mam takich, którzy są uzależnieni od seksu. Jak myślisz, jak na to zareagują? Dodatkowo, to jest zła reklama dla mojego projektu i o Boże, twój ojciec.

Martwiła się wszystkim innym, a nie bzdurami o mnie. Odetchnąłem z ulgą.

- Bello, zagalopowałaś się - powiedziałem, chcąc załagodzić jej obawy. - Nie martwię się o zdjęcie. Ledwo mogę rozpoznać twoją twarz, ponieważ zdjęcie jest dosyć niewyraźne. Nawet, jeśli któryś z klientów cię rozpozna, jesteś mądra. Jestem pewny, że już masz gotowy plan w tej małej mądrej główce. A co do twojego projektu, fakt że pomagasz ludziom mówi sam za siebie. Więc przestań się obwiniać.

Byłem pewny, że wszytko się jakoś ułoży dla niej. Jednakże nie mogłem stłumić poczucia winy. To była moja wina. Jeśli bym jej nie upił, nic by się nie stało.

- Myślisz, że jestem ładna? - spytała Bella z seksownym uśmieszkiem.

Wywróciłem oczami i zaśmiałem się na jej ton i rozbawienie w oczach.

- Myślisz, że jestem ładna, myślisz że jestem seksowna - zaśpiewała wesoło Bella. - Przepraszam, chwila z Sandrą Bullock. - Bella uśmiechnęła się i zaśmiała, kiedy przyciągnąłem ją bliżej.

- Tak, jesteś ładna, mądra i seksowne jak diabli - powiedziałem, opierając czoło o jej. - Ty, panno Swan nie jesteś z mojej ligi.

Bella spojrzała na mnie swoimi zmysłowymi oczami i uśmiechnęła się.

- Nie obchodzi mnie, co mówią gazety, Edwardzie. Jeśli nadal mnie chcesz, możemy spróbować być razem. - Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czoło.

- Brzmi świetnie. Nie martw się o mojego ojca, porozmawiam z nim. - Bella kiwnęła i stanęła na palcach, żeby pocałować mnie w usta. Nie tak długo jakbym sobie tego życzył.

- Teraz przypominam sobie urywki z wczorajszego wieczora. Jazdę samochodem, coś o wspólnej jeździe, coś o Volvo, czy zrobiłam coś zawstydzającego? - zapytała z małym uśmieszkiem.

Czy powinienem jej powiedzieć?

- Zależy, co rozumiesz przez zawstydzenie? - Uśmiechnąłem się na szok wymalowany na jej twarzy.

- O nie, co ja zrobiłam?

- Nie martw się o to - powiedziałem uspokajającym tonem. - Najgorsze rzeczy działy się w klubie. Przyrzekam. - Wyglądało na to, że mi nie wierzy, zmarszczyła brwi. - Powinniśmy się zbierać.

Na szczęście zgodziła się, przyciskając usta do moich jeszcze raz, zanim wyszliśmy. Kiedy zakluczyłem drzwi, chwyciłem jej dłoń, kiedy czekaliśmy na windę. Rozkoszowałem się jej ciepłem. Nacisnąłem przycisk parteru, gapiąc się na nią. Wyglądała pięknie, jej długie ciemne włosy opadały lokami wokół jej twarzy. Kusiło mnie, żeby je przesunąć za jej ramię, ale dzwonek windy zwrócił moją uwagę.

Wyprowadziłem Bellę ze środka, nie mogłem nic na to pomóc, ale odtwarzałem w pamięci wczorajszy wieczór. Pamiętałem uczucie jej ust na moich, ciepło jej skóry pod moimi dłońmi i smak jej ust.

- Edwardzie, mogę prosić o twój telefon? - spytała Bella, kiedy ścisnąłem jej dłoń. Spojrzałem na nią z pytaniem wymalowanym na twarzy, wyciągając oba z kieszeni garnituru.

- Mam dla ciebie nową kartę SIM. - Bella powstrzymała mnie ręką od mówienia. - Nie pytaj. Tylko wiedz, że mogę dokonywać cudów - zażartowała. Wzięła moją cyfrową czarną listę, wyciągając małą kopertę ze swojego żakietu. Umieściła nową kartę SIM i zaczęła wprowadzać kontakty w mój telefon.

- Edwardzie, nie jesteś jedynym z fotograficzną pamięcią - powiedziała, kiedy ja zapytałem. - Wprowadzam tylko numery twojej rodziny, miejscowych klubów, mechanika i mój. - Puściła mi oczko i wzruszyła ramionami.

- Chodź, pokażę ci drogę. - Wskazałem, biorąc ją ponownie za rękę.

Bella przystanęła przed bagażnikiem mojego srebrnego Volvo. Przechyliła głowę, patrząc na pojazd obok, mój nowy Aston Martin.

- Wow, to jest seksowny samochód. - Popatrzyła na niego z uznaniem, a ja zastanawiałem się czy samochód zaparkowany obok jej Ferrano był jej. Jeśli tak, miała pieprzenie fantastyczny gust.

- Dziękuję - powiedziałem, oswobadzając rękę, żeby otworzyć przed nią drzwi. Zamknąłem je i ruszyłem w stronę miejsca kierowcy. Kiedy wsiadłem, popatrzyłem na nią kątem oka. Zauważyłem, że przygryza dolną wargę w konsternacji. Często tak robi w czasie pracy. Nagle oblizała wargi swoim różowym językiem, powodując, że stały się wilgotne i kuszące. Nie mogłem powstrzymać jęku. Odwróciła się w moją stronę, unosząc brew i mrugając.

- Jesteś zbyt łatwy, Edwardzie.

- Co to miało znaczyć? - spytałem zaciekawiony.

- To znaczy, że wiem jak na ciebie wpływam. - Bella zaśmiała się, potrząsając głową, kiedy na nią spojrzałem. Wiedziała, że ją obserwuję i miała nade mną przewagę. Cóż, można grać w dwójkę w tą małą grę.

Zatrzymałem się na czerwonym świetle i nie mogłem nic poradzić na myśl, że to był doskonały moment. Pochyliłem się nad konsolą, przesunąłem jej włosy za ramię, odsłaniając szyję. Pochyliłem się bliżej i wyszeptałem do jej ucha:

- Jeśli dobrze pamiętam, nic nie zrobiłem wczoraj wieczorem, żeby cię pobudzić.

Delikatnie zassałem miejsce za jej uchem, na co delikatnie jęknęła. Cholera, to był jeden z tych gorących dźwięków. Wyprostowałem się, przyciskając gaz i włączając się do ruchu. Bella położyła mój telefon na konsoli na środku, ale nie odpowiedziała. Posłałem jej ukradkowe spojrzenie, ale wpatrywała się w zachmurzone niebo za oknem.

- Myślę, że niczego nie zrobiłam - wyszeptała swoim zmysłowym głosem.

- Nie zrobiłaś niczego złego Bello, spokojnie. - Wzruszyłem ramionami, próbując rozwiać jej ponury nastrój.

- Więc, powiedz mi co się stało po tym fatalnym tańcu? - spytała Bella, przeszywając mnie swoimi brązowymi oczami.

- Co pamiętasz? - Postanowiłem, że będę z nią szczery, szczerość działała na nią najlepiej.

- Tak jak mówiłam, pamiętam urywki i kawałki. Umm taniec, byłeś zazdrosny - drażniła się ze mną, po czym się uśmiechnęła. - Pamiętam Jaspera i Emmetta wychodzących z klubu z dziewczynami na ich ramionach. Potem zdjęcie w gazecie przypomniało mi, że ja to zaczęłam. Przepraszam tak przy okazji.

- Nie przepraszaj. Podobało mi się.

- Zobaczmy, pamiętam jazdę samochodem do mojego mieszkania. Z jakiegoś powodu pamiętam, że chciałam się z tobą kłócić, ale chyba tego nie zrobiłam. Potem wszystko jest rozmazane - powiedziała Bella, obracając się by spojrzeć na mnie.

- Cóż, spytałem czy potrzebujesz pomocy żeby dostać się do mieszkania, ponieważ zauważyłem, że masz problem z ustaniem na nogach i się zgodziłaś. Więc pomogłem ci wysiąść z samochodu, zaprowadziłem cię do windy i...

- O Boże, pamiętam - jęknęła. - Przepraszam cię, Edwardzie, byłam taka agresywna. Ja się tak nie zachowuję. Teraz musisz myśleć, że jestem jakimś świrem czy coś. - Bella zamknęła oczy, ukrywając twarz w dłoniach.

- W porządku, byłaś pod wpływem - zapewniłem ją. Nie lubię patrzeć na nią, kiedy jest smutna przez coś takiego. W każdym razie, to była moja wina.

- Ale ja, uh o Boże, złapałam cię za tyłek i rzuciłam się na ciebie - wymamrotała Bella zza swoich dłoni, kiedy wjeżdżałem na firmowy parking.

Wyłączyłem silnik.

- Bello, pamiętasz żebym narzekał? - Po tych słowach zobaczyłem, że Bella wyraźnie zrelaksowała się w fotelu. Spojrzała na mnie rozradowanymi oczami.

- Zostałeś i nie próbowałeś - powiedziała miękko z podziwem w głosie. Kiwnąłem głową, kiedy pochyliła się bliżej i poczułem jej oddech na swoich wargach. Oddech mi uwiązł, zaskoczyła mnie niepohamowana potrzeba dotknięcia jej. Nigdy wcześniej nie pragnąłem kogoś bardziej.

Jej usta docisnęły się do moich, język poruszał się po mojej dolnej wardze, po czym wtargnął do środka. Wywróciłem oczami i zamknąłem je, przez co moje zmysły bardziej odczuwały jej smak, zapach i inne doznania.

Dźwięk dzwonka dobiegł z żakietu Belli. Cholerny dzwonek! Jęknąłem i odsunąłem się.

- Przepraszam, to mój budzik, za dziesięć minut zaczynamy pracę. - Pomogłem jej wysiąść z samochodu, ale nie mogłem pomóc sobie.

Zamknąłem drzwi i przycisnąłem ją do nich. Jedną dłoń położyłem na jej ramieniu, przyciskając ją do samochodu, a drugą na jej biodrze. Spojrzała na mnie błyszczącymi oczami, przygryzając wargę. Pochyliłem się żeby ją pocałować ale pokręciła głową.

- Mówię ci, że ustaliliśmy zachowywać się profesjonalnie w pracy - przypomniała mi.

- Mamy osiem minut, kochanie - wyszeptałem, przyciskając miękko usta do jej. Odpowiedziała z zapałem, ale zanim pogłębiłem to, poczułem jej dłoń na klatce.

- Jazda windą zajmie nam pięć minut, Edwardzie. Powinniśmy iść - powiedziała, uśmiechając się, zanim pocałowała mnie przelotnie. Wywróciłem oczami, ale odsunąłem się z niechęcią.

- To twój telefon. - Bella podała mi urządzenie, kiedy szliśmy w stronę wind. Spojrzałem na spis kontaktów i uśmiechnąłem się na jej podpis.

Bella Swan

Numer domowy: 555-3889

Telefon komórkowy: 503-4493

Komentarz: Niezapomniana

Ona jest pewną siebie małą lisicą, pomyślałem, wkładając telefon do kieszeni garnituru, ale czułem że to właśnie ona może być tą niezapomnianą.

Chciałem poczekać z analizowaniem tego na później. Wygląda na to, że w jej obecności nie mogę normalnie myśleć.

Weszliśmy do pustej windy i nie mogłem nic na to poradzić ale stanąłem najbliżej niej jak to możliwe. Centymetry od siebie, spojrzałem na Bellę kątem oka i zauważyłem że robi to samo. Zachichotała, przygryzając dolną wargę, zanim oblizała ją językiem. Wyszeptałem 'kurwa' na co się zaśmiała.

Zatrzymywaliśmy się kilka razy na drodze na dwudzieste siódme piętro. Widna zaczynała się wypełniać przez co byliśmy zmuszeni wcisnąć się w odległy kąt. Po kolejnym przyciśnięciu spojrzałem na nią, jej wzrok wędrował w dół mojego ciała. Wróciła spojrzeniem do mojej twarzy i uśmiechnęła się.

Cóż, skoro ona może gapić się na mnie, to ja też mogę. Moje oczy wędrowały po jej twarzy. Zauważyłem kilka piegów na jej nosie. Moje spojrzenie wędrowało wzdłuż jej długiej szyi zakończonej sweterkiem w V, pod żakietem, który zaczynał się tuż nad piersiami. Pieprzyłem wzrokiem jej kuszące kształty, od bioder przez jej jedwabiste nogi z powrotem do jej oczu.

- Dlaczego nie popatrzysz z innej perspektywy zanim wysiądziemy? - zaśmiała się Bella. Wziąłem jej radę do serca, przejeżdżając wzrokiem po jej krzywiznach, na co zachichotała. Kocham kiedy jej piersi poruszają się podczas chichotu.

Kurwa, to będzie długi dzień.

Ruszyliśmy do naszych biur bez kolejnych incydentów czy spojrzeń, poza gapieniem się na jej tyłek, kiedy szła przede mną. Spytałem ją czy nie zechciałaby zjeść ze mną lunchu, zanim utknąłem w swoim biurze. Chętnie przyjęła moje zaproszenie.

Reszta ranka ciągnęła się niemiłosiernie. Mieliśmy wiele spotkań z kilkoma klientami i kilka telefonów. Tuż przed lunchem, kiedy przeglądałem plany projektu Belli, ktoś zapukał do moich drzwi.

- Wejść - zawołałem.

- Przepraszam, ale przyszedł Ethan z pralni - powiedziała Bella, wpuszczając chłopaka do mojego gabinetu. Zaprowadziła go do szafy po tym jak przywitał się lekkim skinieniem głowy. Nic nie mogłem pomóc ale obserwowałem ją kątem oka, przeszukując dokumenty w tym samym czasie. Czekała aż Ethan skończy, unikając mojego wzroku. Robiła to od samego rana, zachowując profesjonalną postawę w pracy.

Muszę przyznać, że było łatwiej bez poprawiania spodni co parę minut. Mimo to byłem pod wrażeniem jej silnej woli, zważywszy, że chciałem ją wziąć na moim biurku. Jeśli bym się jej poddał, wiłaby się pode mną przed moim następnym spotkaniem.

Ethan zabrał wszytko i uśmiechnął się do Belli, wręczając jej wizytówkę. Jej oczy rozszerzyły się w szoku, ale przyjęła ją. Skinął głową w stronę drzwi, jakby chciał pobyć z nią na osobności.

Nie sądzę.

- Bello, mogłabyś zostać na chwilę? Musimy przedyskutować sprawę twojego projektu - spytałem, przeglądając dokumenty na biurku. Jednakże obserwowałem kątem oka jak Ethan skrzywił się bezgłośnie. Bezgłośnie powiedział 'zadzwoń' i wyszedł. Bella westchnęła, zanim usiadła na krześle przede mną.

- Mam nadzieję, że nie myślisz, że to moja wina. - Jej ton był stanowczy. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.

- Nie, jesteś po prostu zbyt kusząca. - Uśmiechnąłem się, kiedy kontynuowałem: - Gotowa na lunch?

- Daj mi pięć minut i spotkajmy się przy moim biurku. Mam kilka rzeczy do zrobienia przed wyjściem - powiedziała, wstając.

- Brzmi świetnie.

Wyszedłem ze swojego biura pięć minut później, spodziewając się zobaczyć Bellę. Była tam, ale nie sama. Mój ojciec stał obok niej ze złożonymi ramionami na piersi. Zwrócił swoje spojrzenie na mnie. Wyglądał na złego, jego usta były zaciśnięte w wąską linię, a jego ciemno niebieskie oczy wyglądały na ciemniejsze.

Kuźwa, zapomniałem z nim pogadać, zanim zacząłem pracę.

- Carlisle.

- Edward - powiedział. - Bella uprzejmie zaplanowała spotkanie dzisiaj po lunchu z waszą dwójką. - Carlisle odwrócił się i wyszedł, zostawiając nas lekko zmieszanych.

- Przepraszam, Edwardzie - powiedziała nieufnie Bella. - Nalegał na spotkanie.

- Będzie w porządku, kochanie. Chodźmy na lunch - powiedziałem, uśmiechając się.

Byłem nastawiony pozytywnie, ponieważ wiedziałem dlaczego ojciec chce się z nami spotkać. Musiał nas zobaczyć w gazecie i chciał dać nam pogadankę. Miałem wiele zdjęć w gazetach z różnymi kobietami. Jednakże, nie takie jak nasze zdjęcie i żadne z nich nie było z pracownicą. Bella zamknęła dokument na komputerze i złapała torebkę, zanim wyszliśmy.

Mimo iż wyglądała jakby ją śledzono była gotowa do skoku w każdej chwili. To było szalone, ale chciałem zostać jej ofiarą.

- Jestem gotowa. - Uśmiechnęła się, mijając mnie i ruszając w stronę windy. Zdecydowałem się trzymać parę kroków za nią i podziwiać widoki.

- Zrób zdjęcie przystojniaku. To będzie trwać dłużej. - Bella zaśmiała się miękko, ale zauważyłem jak kołysze biodrami.

Złośliwa zołza.

- Zdjęcie jest na dłużej, ale prawdziwe rzeczy są znacznie lepsze - wyszeptałem, pochylając się w jej stronę, zbliżając usta do jej ucha. Bella zadrżała, kiedy poczuła dotyk.

- Edward - powiedziała ostrzegającym tonem. Racja, mieliśmy zachowywać się profesjonalnie. Trwało to pół minuty, zanim złapałem ją za dłoń i przyciągnąłem bliżej. Wciągnąłem zapach jej skóry i włosów, oba uwodzicielskie i apetyczne.

- Edward - zaskomlała, ale przyciągała mnie bliżej. Uśmiechnąłem się z twarzą ukrytą w jej szyi, zadowolony z jej reakcji. - Jesteśmy prawie w lobby. - Odsunąłem się, robiąc kilka kroków do tyłu. Dlaczego nie mogłem kontrolować się w jej obecności?

Drzwi windy otworzyły się w lobby. Wyszliśmy na ulicę zalaną wyjątkowym ciepłem jak na połowę września. Chwyciłem Bellę za rękę i pociągnąłem ją przez zatłoczoną ulicę do Martha's Place z dużą zieloną markizą nad stolikami przy witrynie. Zamówiliśmy zupy i kanapki, po czym czekaliśmy na nasze zamówienie.

Znalazłem pusty stolik dla dwóch osób i odsunąłem krzesło dla Belli, ale pokręciła głową.

- Co jest?

- Ostatnio płaciłeś za lunch - powiedziała szorstkim tonem. - Tym razem ci na to nie pozwolę. Zajmij miejsce, a ja odbiorę nasze zamówienie. - Wywróciła oczami, odwracając się w stronę lady, czekając na nasze jedzenie. Złapałem ją za dłoń, zanim odeszła za daleko.

- Bella - powiedziałem, tonem naśladując jej. Zmrużyła brwi i oczy. Kurwa, wyglądała gorąco kiedy się wkurzała. - Nie zamierzasz odpuścić, prawda?

- Nie. Nie lubię kiedy inni wydają na mnie pieniądze. - Skrzyżowała ramiona na piersi, nadal gapiąc się na mnie. Nie mogłem nic na to pomóc, ale spojrzałem na jej klatkę piersiową, zanim połączyłem się spojrzeniem z jej oczami.

- Cóż, panno Swan, przygotuj się na rozczarowanie. Robię i kupuję to co mi się podoba. - Wzruszyłem ramionami i przeszedłem obok niej by odebrać nasze zamówienie. Zapłaciłem, upewniając się, że cały czas się na mnie patrzyła.

Bella skrzywiła się i usiadła przy małym stoliczku. Jeśli chociaż przez moment myślała o wręczeniu mi czeku za nasz lunch, była w wielkim błędzie. Byłbym skłonny go potargać jeśli bym go otrzymał. Jak mogła być tak uparta?

Położyłem tace z jedzeniem na stoliku i zająłem swoje miejsce. Bella spojrzała przez ramię na kontuar i zamyśliła się.

- Muszę cię przeprosić na chwilę. - Spojrzałem na nią w niemym pytaniu, kiedy wstała i podeszła do kontuaru by rozpocząć pogawędkę z właścicielką Marthą. Rozmawiały przez kilka minut, zanim podała Marthcie czek. Oczy właścicielki otworzyły się w szoku na kawałek papieru i dziękowała Belli kilka razy.

Bella posłała jej uśmiech i wróciła na swoje miejsce.

- O co chodziło? - spytałem, kiedy zaczęła jeść swój rosół.

- Och, zauważyłam że zbierają datki na jedzenie dla bezdomnych i chciałam im pomóc. - Bella wzruszyła ramionami i kontynuowała jedzenie. Pokręciłem głową.

- Więc to nie miało nic wspólnego z twoim popisem - powiedziałem. Obrzuciła mnie spojrzeniem i znowu była zła.

- Jeśli myślisz, że wykorzystuję cele charytatywne do popisania się, to lunch kończy się w tej chwili.

- Przepraszam. Po prostu nigdy nie spotkałem kogoś takiego jak ty, oprócz moich przybranych rodziców. - Kiwnęła i zwróciła swoją uwagę z powrotem na jedzenie, zachowując pewien dystans.

Była bezinteresowna i bardzo spostrzegawcza. Przychodzę tu od lat i nigdy nie zauważyłem tej informacji. Jedliśmy przez kilka minut w komfortowej ciszy, zerkając na siebie co jakiś czas.

Po jakimś czasie zaczęliśmy rozmawiać na temat projektów, nad którymi pracowałem. Okazało się że wie o nich, ale nie miała szans ich zobaczyć.

- Czy powinniśmy się obawiać spotkania z twoim ojcem kiedy wrócimy? - spytała Bella wycierając usta serwetką, zanim odsunęła miseczkę po zupie.

- Carlisle jest bardzo nieszkodliwy - oświadczyłem, biorąc łyk mrożonej herbaty. - Powiemy, że zostaliśmy złapani czy coś.

- Przepraszam cię jeszcze raz - wymamrotała Bella. Wywróciłem oczami.

- Bello, w porządku. W każdym razie to moja wina - powiedziałem, próbując przekonać ją, że wszystko jest w porządku.

- Co przez to rozumiesz?

- Po prostu stawiałem ci drinki.

- Edward, mogłeś być moim sponsorem, ale to ja je piłam - przypomniała mi. Wyglądała na zaniepokojoną.

- Wiem. Jestem pewien, że wszytko będzie dobrze. Teraz powinniśmy porozmawiać o tym pocałunku w windzie czy na twoim korytarzu, czy w sypialni. - Posłałem jej uśmieszek, na co wywróciła oczami.

- Jaki pocałunek? - Udawała głupią.

- Powiedziałaś, że pamiętasz większość nocy? - stwierdziłem, co zabrzmiało jak pytanie.

- Może - powiedziała nieśmiało, obrzuciła mnie hipnotycznym spojrzeniem. - Dobra. O czym chciałbyś porozmawiać?

- Po tym jak wyszedłem, zdałem sobie sprawę, że nie smakowałaś alkoholem. Pomyślałem, że to było dziwne.

Jej oczy się powiększyły i zamyśliła się na chwilę.

- Muszę ci coś wyznać, Edwardzie.

- Okej - powiedziałem przeciągle. Nie brzmiało to dobrze.

- To naprawdę dobra szansa żebyś był na mnie zły. - Zmrużyłem oczy, ale nic nie obiecałem. - Po moim drugim drinku były tylko bezalkoholowe. - Bella odwróciła wzrok i spojrzała na swoje dłonie na kolanach. - Nie byłam pijana.

Spojrzałem na nią zaskoczony. Dlaczego ktoś miałby udawać, że jest pijany? Dlaczego udawała, że jest pijana i robiła te wszystkie rzeczy?

- Przepraszam - dodała pośpiesznie. - Chciałam się tylko upewnić, że jesteś dobrym człowiekiem pod całą tą pewnością siebie. Nie chciałam ryzykować wyjścia z facetem, który upija kobietę i ją wykorzystuje.

- Sprawdzałaś mnie? - zapytałem nieco przerażony. Czy ja naprawdę uzasadniam test? Bella kiwnęła.

- Tylko chciałam być pewna.

Cisza wisiała pomiędzy naszą dwójką. Byłem zły, nawet bolał fakt, że musiała mnie sprawdzić. Czy zdałem?

- Poczekaj chwilę - powiedziałem, próbując przypomnieć sobie wczorajszy wieczór. - Taniec był prawdziwy, pocałunki były twoje. Nawet sposób w jaki zaatakowałaś mnie w windzie i włożyłaś dłonie do mojej kieszeni przedstawiał całą ciebie, to byłaś ty?

- Tak. I mimo iż rzuciłam się na ciebie wybrałeś bycie dżentelmenem. - Jej słowa były miękkie i drażniące na swój sposób.

- Cóż cholera, gdybym to wiedział, to próbowałbym dobrać się do twoich majtek ostatniej nocy - powiedziałem poważnie. Poważnie, chciałbym.

Bella zaśmiała się.

- Cóż, zgaduję że niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają - powiedziała, przygryzając wargę by powstrzymać śmiech. - Nie jesteś zły? - Obserwowałem jej kremową dłoń, kiedy odgarniała włosy za ucho. Chciałem jej dotknąć, poczuć jej jedwabistą skórę.

- Nie - powiedziałem w zamyśleniu. - Jestem troszkę zawiedziony, że zmusiłem cię do zrobienia takich rzeczy. Zgaduję, że zrozumiałem jednak dlaczego.

Uśmiechnęła się i sięgnęła przez stół by dotknąć palcami mojej szyi. Z małym mrugnięciem przycisnęła swoje słodkie usteczka do moich. Smakowała jak nic wcześniej. Była uparta, grzeszna i ostra.

- Dziękuję - wymamrotała, skubiąc kącik moich ust.

Boże, chciałem ją pożreć tam gdzie siedziała. Muszą ją szybko zdobyć, inaczej oszaleję.

- Odkąd wiesz wszystko o ostatniej nocy i zdałem twój test, to jest dobry moment żeby ci przypomnieć, że wisisz mi przysługę. - Uniosłem brew, wyzywając ją do kłótni. Wiedziała, że wisi mi ją, za to małe kłamstewko.

- Zastanawiałam się kiedy zaczniesz. - Wywróciła oczami z figlarnym uśmiechem. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przerwaliśmy kiedy ktoś stanął obok Belli i przeczyścił gardło.

Spojrzała na bruneta wyglądającego na około trzydzieści pięć lat. Pomiędzy grymasem na twarzy a nerwowym wierceniem, wyrażał wszystkie rodzaje przerażenia. Kim do diabła był ten facet?

- Witaj, Danielu - przywitała się z obcym tonem, którego nigdy wcześniej nie słyszałem. Był wymagający, lekko lakoniczny i formalny. Daniel zwilżył usta, obserwując jej długie nogi. Nie mogłem go winić, ale do cholery siedzę obok niej.

Nie wyglądamy jak para? Odrzuciłem myśli, nie widząc związku.

- Daniel - skarciła go, a jej głos podniósł się o oktawę. - Danielu, oczy do góry. - Wskazała dwoma palcami swoje oczy, co spowodowało zwrócenie jego uwagi. - Teraz, w czym mogę ci pomóc? - Prawie brzmiała jakby rozmawiała z dzieckiem. Mężczyzna przestąpił z nogi na nogę, ale utrzymywał kontakt wzrokowy.

- Zobaczyłem, że tu siedzisz i pomyślałem, że potwierdzę moją dzisiejszą wizytę.

Nie mogłem nic na to poradzić, ale obserwowałem go. To było oczywiste, że jest jej pacjentem i nie podoba mi się fakt, że jego oczy wędrują w rejony jej klatki piersiowej i nóg. Choć nasz związek nie był oficjalny, to czułem potrzebę chronienia jej. Cóż, chciałem jako pierwszy jej posmakować.

- Tak, nasze spotkanie jest o ósmej wieczorem - powiedziała prosto. - Jednakże, ostrzegałam cię wcześniej, że jeśli złapię cię jeszcze raz na śledzeniu mnie, to polecę ci kogoś innego. - Jej głos był stanowczy, kiedy ponownie pokazała Danielowi by patrzył na jej oczy. Śledził ją wcześniej? Do diabła nie.

- To nie tak, doktor Swan - wymamrotał cicho. - Czasami zdarza mi się wpadać tu na lunch. Przepraszam, że przerwałem wam randkę. - Nic nie mogłem na to poradzić, ale czułem że kłamie i usłyszałem cień ostrza na końcu jego wypowiedzi.

- Och, przepraszam Danielu - powiedziała Bella i odwróciła się w moją stronę. - To jest mój szef Edward Cullen. Edwardzie, to jest Daniel Mitchell. - Posłałem mu skinienie głowy, na co odpowiedział sztywno tym samym.

- Teraz Danielu, będziemy musieli przeanalizować kroki, które ci zleciłam i nie zapomnij swojego dziennika dziś wieczorem - przypomniała mu z nutą ostateczności w głosie.

- Nie zapomnę dziennika. Będziesz ze mnie dumna. Wróciłem do nałogu tylko siedem razy od czwartku. - Daniel uśmiechnął się dumnie.

Bella pokręciła głową.

- To nie jest miejsce do omawiania twoich problemów, ale tak jest lepiej niż przed twoją poprzednią sesją - powiedziała Bella, ponownie kręcąc głową. - Do zobaczenia wieczorem. - Daniel kiwnął i odszedł ze zwieszonymi ramionami. Bella zwróciła swoją uwagę z powrotem na mnie. - Przepraszam za to. Ryzyko zawodowe.

- Pacjent? - stwierdziłem z lekkim zapytaniem.

- Tak - odpowiedziała, patrząc mi prosto w oczy. - Zanim twoja mała śliczna główka zada pytanie, nie rozmawiam o swoich pacjentach.

Skrzywiłem się, odwracając spojrzenie. Nie mogłem znieść myśli, że facet, który nie może oderwać od niej oczu będzie z nią w jej mieszkaniu. Sam. Jej ton sugerował, że nie zamierza dyskutować, więc odpuściłem. Na chwilę. Myli się, jeśli myśli że odpuszczę.

- Więc na czym skończyliśmy, zanim nam przerwano? - zapytałem w nadziei, że wróci do przysługi jaką mi wisiała.

- Szczerze nie pamiętam. - Bella odwróciła wzrok, bawiąc się ze mną. Zaśmiała się miękko, kiedy zobaczyła moją determinację. - Więc ile moja zdrada i twoja dobra postawa będzie mnie kosztować? - przekomarzała się ze mną i nic na to nie poradzę ale kocham to.

- Hmm zobaczmy... Co powiesz na późny obiad dziś u ciebie? - Spojrzałem na nią ciekawy reakcji. To byłaby doskonała okazja zadbania o jej bezpieczeństwo. I cóż, dostania się do jej majtek.

- To wszystko? - zaszydziła, posyłając mi mały uśmieszek, który spowodował że zrobiłem się twardy w momencie. - Mam coś znacznie lepszego na myśli, ale może innym razem. W takim razie przyjdź do mnie z obiadem o dziewiątej.

- Poczekaj, wzbudziłaś moje zainteresowanie. Co miałaś na myśli?

Bella zaśmiała się, wypełniając moje uszy tym dźwiękiem i rumieniąc się słodko.

- Chcesz wiedzieć o czym myślałam?

- Tak - namawiałem. Mała lisica mnie torturowała. Od kiedy jestem takim masochistą?

Bella pochyliła się i położyła dłoń na moim karku. Jej paznokcie wbijały się tam przez chwilę. Z jej zwinnymi palcami i zaostrzonymi paznokciami na swoich plecach czułbym się niesamowicie, pchając w nią. Nie mogłem powstrzymać jęknięcia, które uciekło na tą myśl. Drażniła mnie z półuśmiechem, pozwalając mi wierzyć, że wie dokładnie o czym myślałem.

- Myślałam o dokończeniu tańca dla ciebie. - Bella przesunęła się, żeby zobaczyć moją reakcję z szerokim uśmiechem.

Zatańczyć dla mnie.

Kurwa, poproszę.

Przesunąłem się nieznacznie na krześle i poprawiłem spodnie. Chociaż fakt, że jej uśmiech się powiększył znaczył, że wie co robi. Posłałem jej uśmiech i wzruszyłem ramionami. Przez chwilę próbowałem się dowiedzieć czy się ze mną drażni, czy nie. Wyglądała bardzo poważnie.

- Jest jakaś szansa żebym mógł anulować poprzednią ofertę?

- Nie, przykro mi. Za późno. - Bella puściła mi oczko, kiedy zerknęła na swój palmtop. - Powinniśmy się zbierać. Mam spotkanie z twoim ojcem za dwadzieścia minut. - Kiwnąłem i złapałem tacę z naszymi śmieciami. Marudziłem trochę odkąd dowiedziałem się, że nie dostanę lap dance1, znaczy się tańca.

Z kieszeni Belli rozbrzmiał dzwonek telefonu, odpowiedziała wciąż siedząc przy stole.

- Przepraszam Edwardzie, muszę to odebrać. - Bella wskazała na telefon. Kiwnąłem w odpowiedzi. - Julie, cieszę się że dzwonisz - odpowiedziała komuś po drugiej stronie linii. Nic nie mogłem poradzić, ale przysłuchiwałem się jednostronnej rozmowie. - Widział gazetę? Nie, to jest w Local Spotligt. Upewnij się, że nie zobaczy tego. Co u niego? Wiem Julie. Jest po prostu uparty, samotnie nie ruszy. Obie o tym wiemy. Muszę kończyć, moja przerwa na lunch się kończy. Porozmawiamy później. Powiedz mu, że dzwoniłam i go kocham. Dziękuję Julie.

Bella rozłączyła się i spojrzała na mnie. Wiedziała, że słuchałem, było ciężko nie robić tego kiedy siedziała tak blisko.

- Jeszcze raz przepraszam. Chodźmy - powiedziała z uśmiechem, który nie dosięgał jej oczu.

- Wszystko w porządku? - spytałem, kiedy wyszliśmy na ulicę. Wziąłem ją za dłoń, przechodząc przez zakorkowaną ulicę.

- Nic ważnego - powiedziała miękko. - Po prostu nie chciałam żeby zobaczył gazetę.

- On? - spytałem zaciekawiony. Bella odwróciła wzrok, próbując uniknąć rozmowy. To spowodowało, że pomyślałem, że z kimś się spotyka. Jednakże nie wyglądała na taką osobę. Czy chciałaby zacząć się spotykać ze mną mając kogoś innego?

- Mój brat Jorda. - wyszeptała, kiedy weszliśmy do lobby. Odetchnąłem głęboko, nie mogąc powstrzymać ulgi. Wprowadziłem ją do windy pełnej ludzi, więc nie mogłem jej o nic spytać. Wspominała, że jej rodzice umarli, ale nigdy nie mówiła że ma brata. Dlaczego nie chciała żeby jej brat zobaczył artykuł? Może był nadopiekuńczy w stosunku do niej. Sam byłem, kiedy Alice zaczęła spotykać się z Jasperem. Stawało się jasne dlaczego Bella nie chce żeby jej brat zobaczył artykuł.

Wróciliśmy do naszego biura, a spotkanie z moim ojcem miało się odbyć za dziesięć minut, spytałem Belli czy dołączy do mnie w moim gabinecie dopóki on nie przyjdzie. Usiadła na krześle po drugiej stronie mojego biurka, krzyżując swoje cudowne nogi. Nie mogłem na nie nie patrzeć.

- Edward - syknęła ostrzegawczo. - Zaczynam myśleć, że myślisz tylko o jednym. - Wzruszyłem ramionami i kuźwa, zarumieniłem się. Wprowadziła w moje życie tak wiele emocji, których nigdy nie czułem do innej kobiety.

To mnie pieprzenie przeraża.

- Więc teraz już wiem, że ten mały pokaz tańca został ustawiony, ale co powiemy mojemu ojcu? - zapytałem, unosząc brew w jej kierunku.

- Nie chcę go okłamywać, więc prawda będzie w porządku. Tylko martwię się o moją posadę tutaj i przyszłe powodzenie mojego projektu.

Pochyliłem się i wziąłem ją za rękę, kładąc ją na biurku.

- Nie ważne co on powie, upewnię się że twój projekt stanie się rzeczywistością - powiedziałem z przekonaniem, uśmiechnęła się, a jej oczy zabłysły z wdzięczności.

I chciałem tego. Nie ważne co się stanie pomiędzy nami, upewnię się że jej projekt będzie kontynuowany. Jej projekt nie przyniesie naszej firmie żadnych dochodów, ale to jest większe dobro. Ktoś zapukał do drzwi. Zaprosiłem Carlisle'a do środka. Wyglądał na opanowanego kiedy spojrzał na mnie i Bellę. Usiadł obok niej, rzucając kolejne zaciekawione spojrzenie w jej kierunku. Przebiegł palcami przez swoje włosy, nawyk którego nauczyłem się od niego. Nie byłem pewny dlaczego, ale wyglądał na zdenerwowanego.

Poluzował krawat, zanim spojrzał w moje oczy.

- Wiem, że oboje jesteście dorośli, ale wolałbym żebyście trzymali ręce przy sobie w biurze i przed gazetami - zaczął Carlisle.

- Carlisle, tylko że Bella... - zacząłem wyjaśniać, ale mi przerwał:

- Oszczędź mi szczegółów. Mam tylko prośbę, żebyście nie dali się złapać w biurze i zachowywali się bardziej dyskretnie w miejscach publicznych - wyjaśniał dalej. Kiwnąłem w odpowiedzi.

- Przykro mi Carlisle. To była głównie moja wina, nie Edwarda - powiedziała Bella, próbując utrzymać z nim kontakt wzrokowy.

- Bello, oboje tam byliśmy kochanie. Oboje jesteśmy odpowiedzialni - powiedziałem, patrząc na nią. Zauważyłem, że Carlisle spiął się i uśmiechnął, ale szybko się opanował. Spojrzał na Bellę spod brwi, pokręciła głową i odpowiedziała tym samym.

O co chodzi?

Przez chwilę wyglądał na zadowolonego z siebie, zanim zrelaksował się i spytał Bellę o projekt i gdzie stanęliśmy. Po paru minutach, potwierdził naszą jutrzejszą kolację.

- Carlisle, możesz przekazać Esme, że Bella dołączy do nas jutro wieczorem? - dodałem z uśmiechem. Zaważyłem, że oczy Carlisle się ,kiedy się uśmiechnął. Nie mam pojęcia co się z nim dzieje.

Przeprosił nas i zwróciłem swoją uwagę z powrotem na Bellę.

- Widzisz, nie było tak źle. Przynajmniej nie pytał o szczegóły - powiedziałem do Belli, która wywróciła oczami.

- Okej, twój kalendarz jest pusty. Masz czas przejrzeć projekty, nad którymi pracujesz. Dodatkowo, jutro w trakcie lunchu masz spotkanie z Philem Knightem. Musisz się do niego przygotować - powiedziała, przeglądając mój grafik na swoim Blackberry.

- Świetnie. Sparingujemy się dzisiaj? - spytałem niewinnie. Miałem nadzieję, że da mi kolejną okazję do rozłożenia jej na macie. Nawet pozwoliłbym jej siebie rozłożyć, byleby poczuć jej małe ciałko na sobie.

- Oczywiście, ale na krócej. Muszę wrócić do domu na moją sesję.

Skinąłem i Bella wyszła z mojego biura. Resztę dnia spędziłem nad jej projektem i kompleksem apartamentów Knighta. O trzeciej po południu przyniosła mi moją herbatę. Poprosiłem ją żeby została, by przejrzeć jej projekt i kilka innych. Musiała odebrać kilka telefonów, ale resztę dnia spędziliśmy razem, przygotowując się do jutrzejszego lunchowego spotkania.

Kiedy godziny pracy dobiegły końca, wyszliśmy z biura. Jazda do jej mieszkania była wygodna. Spędziliśmy czas grając w dwadzieścia pytań. Dowiedziałem się trochę o jej rodzicach i czasie spędzonym w kalifornijskiej szkole. Przyznała, że była typem kujona w liceum i powiedziałem jej, że byłem w tym czasie typem samotnika. Była niezdarna, więc zaczęła uczęszczać do szkoły tańca, która pomogła z jej równowagą. Na koniec spytałem dlaczego zaczęła trenować jujitsu.

- W collegu zostałam napadnięta. Nic złego się nie stało poza tym, że pchnął mnie mocno. Miałam szczęście, ponieważ ktoś zobaczył co się stało. Mogło być znacznie gorzej.

- Przykro mi to słyszeć - przyznałem szczerze. Jak ktoś mógł nawet pomyśleć o położeniu na niej ręki w ten sposób?

Zadawała pytania na temat mojej rodziny i dzieciństwa, za co byłem wdzięczny. Nie chciałem żeby pytała o poprzednie związki. Jednakże byłem ciekaw jej. Czy miała tylko poważne związki? Jeśli nigdy nie doświadczyła jednonocnej przygody, mogłaby zrobić coś wielkiego po tym jak przeniosę się na inną?

Nie mogłem się zmusić do zapytania jej o poprzednie związki, ponieważ to było zbyt osobiste. I chyba nie mógłbym znieść rozmowy o jej poprzednich miłościach.

- Możesz mi powiedzieć coś o swoim bracie? - spytałem zaciekawiony, nawiązując tylko do najbliższej rodziny.

- Nie może chodzić - wyszeptała, patrząc wszędzie tylko nie na mnie. Nie naciskałem. To było oczywiste, że nie chce o tym rozmawiać.

Dotarliśmy pod jej blok. Zgodziła się spotkać na siłowni za dwadzieścia minut. Krótko po tym dotarłem do siebie i z zawrotną prędkością przygotowałem się. Bardzo chciałem ją ponownie zobaczyć w króciutkich szortach, w których ćwiczy.

Przybyłem do siłowni z kilku minutowym spóźnieniem. Szybko znalazłem Bellę, ubraną w czarny top eksponujący jej piersi i tułów. Moje spojrzenie powędrowało w dół jej cudownego ciała i zauważyłem, że brzeg jej dopasowanej spódnicy znajduje się nad jej udem. Po jej napiętej postawie zdałem sobie sprawę, że patrzy na kogoś. Wtedy zobaczyłem dupka koło niej na mojej bieżni.

Wyglądała jakby go ignorowała, dopóki nie położył dłoni na jej ramieniu. Cofnęła się i zmierzyła go wzrokiem, po czym potrząsnęła głową na coś co powiedział. Nadal do niej mówił mimo jej oziębłej postawy.

Zgaduję, że to czas, by interweniować.

Jeszcze mnie nie zauważyła, więc kiedy podszedłem do niej od tyłu i złapałem za talię, krzyknęła:

- Edward! - Uderzyła mnie w ramię, kiedy ściągałem ją z bieżni. - Mogłam się wywrócić. Teraz mnie postaw.

- Nie ma dla mnie bieżni, mogę użyć twojej? - Zaśmiałem się, kiedy wierciła się w moim uścisku, wszystkie jej miękkie partie ciała były przyciśnięte do mnie. Nie miałem pojęcia, że jest tak idealna.

- Nie, potrzebuję kolejnych piętnastu minut żeby moje serce ruszyło - żachnęła się, topniejąc w moim uściski i się poddając.

- Mogę ci zafundować dobry trening dla serca, kochanie. - Uśmiechnąłem się, obracając ją twarzą do siebie. Bardzo starała się nie uśmiechnąć, ale widziałem że się łamie. Postawiłem ją na nogi, chcąc złapać jej tyłek. Jednakże, wiedziałem że prawdopodobnie uderzy mnie kolanem.

- Jestem pewna, że potrafisz - powiedziała miękko. - Ale nie teraz. Muszę skończyć swój bieg.

- Nie - powiedziałem, ustawiając maszynę. - Możemy go skończyć razem.

- Nie możemy oboje korzystać z jednej bieżni.

Wywróciłem oczami i złapałem ją ponownie. Protestowała przez chwilę. Ustawiłem ją na bieżni a sam stanąłem za nią. Włączyłem bieżnię i utrzymywaliśmy stałe tempo, żeby nie wpadać na siebie.

- Widzisz? Mówiłem ci, że możemy pobiegać razem. Muszę przyznać, że ta metoda jest o wiele lepsza - powiedziałem, patrząc na jej świetny tyłeczek.

- Założę się - prychnęła, wywracając oczami. Od czasu do czasu kładłem dłonie na jej biodrach, a ona otrzepywała je ze śmiechem. Przez czterdzieści minut oboje błyszczeliśmy od potu, a maszyna zaczęła zwalniać.

Nie mogłem dłużej na to patrzeć, jej bieg był dla mnie bolesny. Byłem zdesperowany, by posmakować ponownie jej ust. Zeskoczyłem z maszyny, złapałem ją za rękę i poprowadziłem nas w stronę pokoju, którego wykorzystywaliśmy do sparingu.

- Do czego ci tak śpieszno? - spytała Bella, kiedy otwierałem przed nią drzwi. Upewniłem się, że pomieszczenie jest puste i zamknąłem drzwi za nami. Bez większego ostrzeżenia pociągnąłem ją aż jej plecy nie dotknęły drzwi.

- Żeby cię ponownie pocałować, Bello - wymamrotałem, pochylając się, by ustami dotknąć jej szczęki. - Cały dzień o tym myślałem. - Jej oddech zwolnił, kiedy położyłem jedną dłoń na jej policzku, a drugą na drzwiach za nią. Kontynuowałem kosztowanie jej, czekając na jej małe pozwolenie. Zadrżała, kiedy moje usta i zęby dotarły do jej ucha. Spojrzała na mnie i delikatnie kiwnęła. Przejechałem kciukiem po jej ustach, ciepłych i miękkich, na co moja krew zawrzała. Pochyliłem się i ponownie przycisnąłem swoje usta do jej.

Nasze usta spotkały się dwa razy, zanim lekko je rozchyliła, a ja skorzystałem z okazji. Wsunąłem język do środka i lekko przejechałem po jej języku, jęcząc. Oddech Belli stał się nierówny, ssąc mój język. Jęknąłem, kiedy się odsunęła.

Uśmiechnęła się i zrobiła unik pode mną, zaczynając rozkładać maty. Pokręciłem głową i poprawiłem się, zanim jej pomogłem. Zaczęliśmy jak zwykle od lekkich ciosów i uderzeń, ale oboje chcieliśmy przetestować kopnięcia. Byłem pod wrażeniem jej kopnięcia z półobrotu. Wkładała w niego wiele siły. Zdjąłem już koszulkę, a ciało Belli błyszczało od potu.

Chciałem ją polizać.

Zablokowałem jej prosty cios, po czym próbowała kopnięcia bocznego, ale złapałem jej nogę i pociągnąłem w górę.

- Edward! Co ty robisz? - zapytała, próbując utrzymać równowagę na jednej nodze.

- Nic. - Udałem ignorancję z krzywym uśmiechem.

- Puść mnie, przez ciebie się przewrócę.

- Dobrze, zasługujesz na to za kłamstwa a ostatniej nocy.

- Nigdy nie powiedziałam, że jestem pijana. Więc nie kłamałam. - Skrzywiła się, coraz bardziej się denerwując. Dobrze.

- Technicznie rzecz biorąc. - Uniosłem jej nogę wyżej, a jej oczy powiększyły się w próbie utrzymania równowagi.

Udało mi się podnieść jej nogę nad głowę przez co byłem pod nie małym wrażeniem.

Cholera, jest rozciągnięta.

Zafascynowany jej nogą nie zauważyłem pięści wymierzonej w mój brzuch. Nie powstrzymało jej to, że zgiąłem się w pół. Jej noga oswobodziła się z mojej dłoni i rzuciła się na mnie. Przez kilka minut trzymała mnie w uścisku, klatką piersiową koło mojej brody. Nic nie mogłem na to pomóc ale zdałem sobie sprawę jak blisko jej cudowna klatka znajduje się moich ust.

- To nie było miłe z twojej strony - powiedziała, zacieśniając uścisk na mojej głowie. Co jest ze mną nie tak, że obezwładniła mnie w erotyczny sposób?

- To co ty zrobiłaś też nie było miłe - odpowiedziałem. Poluzowała uścisk na tyle, żebym mógł ją przesunąć aby na mnie leżała.

- Słyszałam i czytałam wiele złych rzeczy o tobie - powiedziała miękko. - Nie chcę ryzykować. To był jedyny sposób jaki przyszedł mi do głowy.

- Pragnę cię - powiedziałem stanowczo, gładząc jej policzek. - Nie mogę obiecać, że nie złamię twojego serca, ale mogę ci powiedzieć jedno. Chcę zobaczyć dokąd nas to zaprowadzi. - Nie byłem pewny co skłoniło mnie do powiezienia czegoś takiego, ale poczułem się jakby ogromny ciężar spadł z moich barków.

- Pragniesz mnie? - spytała Bella, uśmiechając się i przyciskając swoje ciało bardziej do mojego. Moje dłonie powędrowały do jej bioder, dostając uśmieszek.

- Tak - odpowiedziałem, całując czubek jej nosa.

- Jak bardzo?

- Zrobię cokolwiek o co mnie poprosisz. - Mój oddech stał się nieregularny, kiedy poruszyła lekko biodrami. Jęknąłem, wypychając biodra na spotkanie z jej. Bella spojrzała na mnie przez chwilę, po czym odpłynęła w swoich myślach.

Zacisnęła usta mocno i idealnie. Jęknąłem, kiedy moje dłonie złapały za jej uda i pociągnęły wyżej. Jej język wsunął się w moje usta z lekkim mruczenie w jej gardle. Całowaliśmy się jakby mijały godziny z moimi dłońmi badającymi jej uda. Jeszcze biodra poruszały się w jednym rytmie, tworząc niesamowite tarcie.

Dzwonek jej pieprzonego telefonu spowodował że Bella odsunęła się zdecydowanie za szybko.

- Nadal jesteśmy umówieni na kolację u mnie? - spytała i skinąłem niezdolny cokolwiek powiedzieć. - Muszę już iść. Do zobaczenia o dziewiątej z chińszczyzną. Pa. - Bella wstała ze mnie i poprawiła swoją spódniczkę, tylko przypominając mi co robiłem swoimi rękami. Wstałem na nogi i przytuliłem ją.

- Jesteś pewna, że ten facet Danie cię nie skrzywdzi?

- Spotykam się z Danielem od kilku tygodni. Jest niewinny. - Bella położyła dłonie na mojej klatce.

- W porządku, tak długo jak jesteś tego pewna. Do zobaczenia o dziewiątej. - Powstrzymałem się przed kolejnym namiętnym pocałunkiem i odsunąłem się. - Jest jakakolwiek możliwość, żebyś dziś zatańczyła? - spytałem, unosząc brew.

Bella odsunęła się, kręcąc głową. Podeszła do drzwi, po drodze uwodzicielko kołysząc biodrami. Stanęła przy drzwiach i posłała mi przez ramię gorące spojrzenie.

Uśmiechnęła się na chwilę.

- Tak.


1 lap dance - rodzaj tańca erotycznego