12. Przyziemny czwartek
Edward
Moja matka i Alice jęknęły w tym samym czasie, a Bella kontynuowała. Zauważyłem jak jej oddech stał się płytki, a w jej oczach zamigotały łzy.
- Umm, zginęli w wypadku samochodowym na obrzeżach Forks w Washingtonie. Śpieszyli się, by zrobić przyjęcie niespodziankę, po tym jak Jacob wyrzucił mnie i Jordana, mojego brata bliźniaka.
Przerwała, by napić się wody ze swojej szklanki. Łamało mi serce patrzenie jak to przeżywa.
- Poczekaj. Jakie jest twoje pełne imię? - spytał Jasper. Ciekawość i ból przecięły jego twarz.
Bella uśmiechnęła się do niego.
- Zastanawiałam się jak długo ci zajmie poznanie mnie, JJ - wyszeptała ksywkę Jaspera z dzieciństwa, przez co przyłożył dłoń do ust w zaskoczeniu. - Moje pełne imię i nazwisko to Isabella Marie Swan, ale ty i reszta drużyn sportowych znała mnie jako siostrę kujonkę Jordana, Izzy.
- Znałeś ją, Jasper? - Emmett zadał pytanie, które było na końcu mojego języka.
- Tak, kiedyś spędzałem czas w ich domu z jej bratem. Był kapitanem drużyny baseballowej i głównym rozgrywającym. Miał zapewnioną przyszłość, dopóki... - Jasper spojrzał na Bellę, jego spojrzenie zmiękło, kiedy złapał ją w ramiona.
- Izzy, nie miałem pojęcia. Przepraszam cię. Byłem takim idiotą, nie rozpoznając cię. Wyrosłaś ze swojej niezdarności. - Zaśmiał się, głaszcząc jej policzek. Spojrzał na nie, po czym znowu spojrzał w jej stronę. - To wiele wyjaśnia.
- Pamiętałeś - powiedziała z nieśmiałym uśmiechem. - Szczerze, wolałabym żebyś nie pamiętał, ponieważ wszyscy będą chcieli wiedzieć.
- Nikt nie wie o Jordanie i Briannie? - spytał, łapiąc jej dłonie w swoje.
- Tylko Carlisle - wyszeptała. Westchnęła i spojrzała na wszystkich. - Jasper znał mojego brata i mnie. Właściwie, JJ był jedyną osobą która mnie nie ignorowała, ale pewnie tylko dlatego, że pomagałam mu w angielskim. - Dla zabawy uderzyła go w ramię, na co wywrócił oczami.
- Mój brat był najbardziej popularną osobą w szkole i używał tego na swoją korzyść. Innymi słowy, bawił się innymi. - Oczy Belli posmutniały, kiedy Jasper przytaknął, potwierdzając jej słowa.
- Moja najlepsza przyjaciółka i kolejny kujon Brianna byłyśmy nierozłączne od przedszkola. Od zawsze podkochiwała się w moim bracie, ale on nigdy nie dał jej szansy. Byłam zadowolona z tego powodu. Bałam się, że to zrujnuje naszą przyjaźń.
- Później wyjechałam do collegu w Californi, a Brianna poszła do szkoły w Seattle. Nadal byłyśmy w kontakcie i przyjeżdżałyśmy, by się zobaczyć. Bardzo się zmieniła. Zyskała pewność siebie, zapuściła włosy, rozkwitła. - Bella westchnęła i zamknęła oczy, jakby następne słowa miały ją zranić. - Podczas jednych wakacji mój brat ją zauważył, nawet flirtowali. Była ostra kłótnia, podczas której kazałam mu się trzymać z dala od niej. Nadal był tym okropnym kobieciarzem jak w liceum, a nawet gorzej.
- W jedne wakacje Brianna przyznała się, że spotykała się z kimś od dwóch lat i oświadczyli się. Byłam taka szczęśliwa, że nareszcie ruszyła dalej. Ale także znałam charakter mojego brata. Kochał wyzwania i miałam rację. Kilka dni później jej narzeczony poprosił mnie o pomoc w zorganizowaniu niespodzianki dla niej. Chciałam pomóc mu w ugotowaniu kolacji i przygotowaniu wszystkiego na stole w moim domu, ale kiedy tam przyjechaliśmy Jordan i Brianna byli razem. Jej narzeczony miał złamane serce i wybiegł. Brianna za nim.
Oczy Belli wypełniły się złami, które zaczęły spływać po jej policzkach.
- Mój brat i ja wdaliśmy się w największą kłótnię, podczas której powiedziałam mu, że go nienawidzę. Nie mogłam znaleźć Brianny, a mojego brata to nie obchodziło. Wyrzucił ją z głowy jak każdą inną kobietę, mimo faktu ile dla mnie znaczyła. - Bella owinęła się ramionami, a Jasper podał jej chusteczkę. Zajęło jej kilka minut żeby się pozbierać. Moja rodzina obserwowała to i czekała w ciszy, ze smutkiem na ich twarzach.
- Pewnego wieczora usłyszałam od wspólnych znajomych, że jej rodzice wyrzekli się jej za to co zrobiła. Jej narzeczony zakończył wszystko i pojechał na drugi koniec kraju bez patrzenia w tył. Brianna straciła wszystko.
Bella ukryła twarz w dłoniach i załkała ponownie. Jasper i ja położyliśmy dłonie na jej plecach i próbowaliśmy ją pocieszyć.
- W końcu udało mi się z nią skontaktować i poprosiłam ją żeby do mnie przyszła. Myślałam, że Jordan gdzieś przepadł i mógłbyśmy porozmawiać. Nie wiedziałam jak bardzo zła była. Kiedy przyszła szlochała, opowiadając jak jej życie się skończyło, ponieważ skrzywdziła tak wiele osób. Wyciągnęła broń. - Westchnęła i złapała powietrze kilka razy. Staraliśmy się z Jasperem ją powstrzymać, ale pokręciła głową.
- Chciała się zabić, ale pojawił się mój brat. Wyglądał na przestraszonego w tym momencie, jakby wiedział - wypluła, zwijając dłonie w pięści. - Że wszystkie sprawy go dopadły. Próbowaliśmy z nią rozmawiać, ale nie słuchała. Mój brat był wtedy zdesperowany. Wina była wypisana na jego twarzy, gdy rzucił się na nią. Broń wypadła z jej dłoni i wystrzeliła, trafiając mojego brata w plecy. Kiedy zdała sobie sprawę co się stało, złapała broń i zastrzeliła się.
Bella odwróciła się w moją stronę, ale Jasper poprawił ramiona i mocno ją uścisnął.
- Rok po tym incydencie - powiedział i kontynuował historię Belli. - Jordan został ostatecznie wypisany ze szpitala. Byłem zaproszony na imprezę, ale nie mogłem przyjść z powodów rodzinnych. Z tego co wiem od znajomych, w połowie imprezy zjawił się zastępca komendanta z wiadomością o wypadku. Ojciec Belli, Charlie, trafił na plamę oleju, co w połączeniu z deszczem spowodowało brak kontroli nad samochodem i uderzenie w drzewo.
Bella pociągnęła nosem i odsunęła się od Jaspera.
- Przepraszam JJ. – Czknęła i otarła oczy chusteczką. Patrzyłem na wymianę uczuć, żałując że nie stoi w moich ramionach tylko w jego.
- W porządku, mała B - powiedział Jasper cichym tonem i pocałował ją w czoło. - Przykro mi, że nie było mnie na pogrzebie.
- Rozumiem, tak jak Jordan - powiedziała brunetka z małym uśmiechem.
- Co się stało z twoim bratem? - Alice wstała i przyklękła przed Bellą, po czym złapała ją za ręce.
- Nie może... nie, on nie chce chodzić. - Westchnęła. - Nie przebaczył sobie śmierci Brianny. Lekarze mówią, że ma czucie w nogach, ale on nawet nie próbuje.
Bella wciąż się trzymała, mimo tego co przeszła. Była świadkiem czegoś koszmarnego: jej brat cały we krwi, a jej przyjaciółka strzelająca do siebie. Mimo to funkcjonowała jak normalny człowiek. Osiągnęła sukces w pracy i w życiu. Współczuje i kocha wszystko co robiła.
- Przykro mi. Teraz wszystko nabiera sensu - powiedziała Alice, ściskając Bellę. Nie byłem pewien co chciała przekazać, ale to nie był czas na pytania.
- Przepraszam wszystkich, zepsułam kolację - wyszeptała Bella, kiedy odsunęła się od Alice.
- Nie bądź śmieszna, kochanie - powiedziała miękko Esme, w oczach miała łzy. Byłem pewny, że myślała o okropnym wypadku, który zabrał jej siostrę, moich rodziców. Spojrzała na mnie z małym uśmieszkiem i kiwnęła.
Westchnąłem, wracając wspomnieniami na kilka chwil. Moje palce szukały jakiegoś poziomu komfortu na ramieniu Belli.
- Straciłem moich biologicznych rodziców w wypadku samochodowym, kiedy byłem nastolatkiem - wyszeptałem. - Wtedy mieszkaliśmy w Chicago. - Spojrzałem na nią, wzięła moje dłonie i położyła na swoim kolanie. Jej wyraz twarzy nie pokazywał współczucia, tylko zrozumienie.
- Przykro mi - wszeptała i pocałowała mnie miękko. - Chodźmy zaczerpnąć trochę świeżego powietrza, zanim podadzą deser. - Kiwnąłem głową, zgadzając się z nią, dziękując za czas na przemyślenie kilku rzeczy. Wziąłem jej dłoń, po czym powiedziałem mojej rodzinie, że wrócimy za kilka minut.
Wyszliśmy ręka w rękę na zimne nocne powietrze i poczułem się komfortowo tylko w jej obecności.
Alice
- Alice, to jest o wiele bardziej skomplikowane niż się wydaje. - Głos mojego męża zabrzmiał za mną. Wyglądał okropnie jakby znalazł przyjaciela i stracił go w jednym momencie.
- Ma rację. Jeśli nie wiemy dlaczego robi to co robi, nie możemy na siłę pchać ich do siebie - powiedział ojciec z grymasem.
- To nie był do końca mój pomysł - syknęłam. - Według Jacoba była naprawdę nieszczęśliwa i potrzebowała kogoś takiego jak Edward. Żeby przestała to robić. - Zamachałam rękami w powietrzu.
- Czy ona wypowiedziała się w tej sprawie? Czy chciała się z tego wydostać? - spytała moja mama, wpatrując się we mnie z uwagą.
- Pierwszego wieczora kiedy się spotkaliśmy. Martwiła się o to, że mają zbyt wiele wspólnego - wyszeptałam.
- Czy to nie jest to, czego chcieliśmy? - spytał Emmett z nutą złości w głosie. - Ich zakochujących się w sobie?
- Tak kochanie, ale czy ty widzisz to co ja? Prawie się w to w pełni zaangażował, bez pomocy. Ale kiedy prawda wyjdzie na jaw, uzna to jako zdradę. Wiesz to, w szczególności po tym co stało się z Jacobem.
- Jeżeli on się wycofa, kiedy oboje są tak zaangażowani, to ją złamie - wyszeptał Jasper, błagając. - Doświadczyła już tylu tragedii w życiu.
- Musimy to powstrzymać - powiedział Emmett. - Póki nie jest za późno, nie mogę patrzyć jak ta biedna dziewczyna cierpi.
- Musimy jej dać możliwość odejścia - powiedział Jasper. - Ale jej projekt jest dla niej szalenie ważny. Pamiętam jak Renee mówiła o tworzeniu podstaw dla tego czym jest obecnie projekt.
- Cholera, jak możemy dać jej odejść bez niszczenia tego? - spytała Esme.
- To nie jest jedyny problem, z którym mamy do czynienia - powiedziała poważnie Rose. - Nie zauważyliście jak oni na siebie patrzą? Naprawdę myślicie, że Bella nadal udaje?
- Dajmy im tydzień - powiedział ojciec w zamyśleniu. - I jeśli do tego czasu nic nie zmieni się pomiędzy nimi, to zaoferuję Belli posadę kierownika do spraw charytatywnych w naszej firmie. Jej projekt będzie kontynuowany, a oni nie będą dłużej ze sobą pracować.
- To i tak nic nie da, jeśli coś pójdzie źle.
Edward
Przyciągnąłem Bellę w ciepłym uścisku, coś czego oboje potrzebowaliśmy. Owinęła swoje ramiona wokół mojej talii, opierając policzek na mojej klatce piersiowej. Palce rozprostowała pod moją kurtką, odkąd jej została w środku. Staliśmy tak przez jakiś czas, wspierając się nawzajem.
- Edward - wyszeptała i spojrzała na mnie. - Myślę, że powinniśmy wyjechać nad wodospady w piątek wieczorem. - Jej oczy zabłyszczały w świetle księżyca, kiedy ją trzymałem.
- Jesteś pewna, że tego chcesz, kochanie? - spytałem, głaszcząc jej policzek.
- Tak - odpowiedziała prosto i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. Nie chciałem nic więcej niż spędzenie z nią nocy. Jednakże, czułem że piątkowa noc będzie punktem zwrotnym dla naszej dwójki.
- Sprawdzę rezerwację, ale możemy spotkać się z resztą dopiero w sobotę. Piątkowa noc byłaby tylko nasza.
- Myślę, że to świetny pomysł, Edwardzie. - Bella uśmiechnęła się, po czym jej ciało zadrżało od wiatru znad portu. Mimo iż nie chcę, by nasza bańka samotności pękła, nie chciałem też, by zachorowała.
- Bello, zamarzniesz jeśli będziemy nadal tu stali. Wracajmy, mają tutaj świetne desery.
~oOo~Przez resztę wieczoru toczyliśmy przyjemną konwersacje z moją rodziną przy winie i deserze. Spojrzałem na Bellę, różowe policzki wróciły kiedy zaczęła się śmiać z historii opowiadanej przez Jaspera z czasów liceum. O czasie, kiedy złamał dwie kostki, celując Jacobowi w nos. Bardzo podobał mi się ten fakt, poprosiłem o więcej szczegółów.
Parę minut później rodzice pożegnali się z nami, tłumacząc się porannym spotkaniem. Moje spojrzenie na ojca odkryło, że po prostu chce zabrać wstawioną matkę w odosobnione miejsce. Od razu wyrzuciłem te myśli z głowy.
Emmett podniósł rękę w górę, zwracając na siebie uwagę wszystkich. Śmialiśmy się jak kiwał przez kilka minut.
- Hej, jutro w collegu grają mecz. Może moglibyśmy się spotkać u mnie i urządzić sobie grilla. - Rosalie skinęła głową, zgadzając się ze swoim mężem.
- Brzmi świetnie - powiedział Jasper, uderzając dla zabawy Emmetta pięścią. - Piłka nożna! - krzyknęli obaj.
- Och, wiem - powiedziała Alice podekscytowana. - Bella może założyć koszulkę Edwarda z liceum, ja założę Jaspera, a Rose ubierze Emmetta. Z kilkoma przeróbkami oczywiście. - Błysk w oku powiedział mi, że coś kombinuje.
- Ty masz moją koszulkę, Alice? - spytałem. Zastanawiałem się, gdzie się podziała.
- Właściwie mam ich cztery, braciszku. Czy będzie w porządku jeśli jedną przerobię i dam Belli? - zapytała z uśmiechem na twarzy. Przez chwilę pomyślałem o Belli w mojej koszulce, co posłało dreszcz przyjemności po moim ciele. Oczywiście w moich myślach była ubrana tylko w koszulkę, ale to był jedyny krok w tym kierunku.
- Śmiało, ale jest całkiem duża. - Wzruszyłem ramionami.
- Jak myślisz po co jest przeróbka, głupku. - Alice wywróciła oczami, jakby to było oczywiste.
- Zaufaj mi, polubisz ostateczny efekt - powiedział Jazz z wielkim uśmiechem. Przez chwilę wyglądał na kompletnie oszołomionego, przez swoje myśli. Nie chciałem wiedzieć o czym myśli.
- Zapowiada się zabawnie - zaśmiała się Bella, przez co byłem zadowolony, że jej nastrój się poprawił. Chociaż wiedziałem, że nie da się zapomnieć przeszłości, to moja rodzina i ja postaramy się, by śmiała się częściej.
- Więc nadal jesteśmy umówieni na sobotę? - spytała Alice Bellę nieśmiało.
- Oczywiście. Jestem umówiona z moim bratem w niedzielę wieczorem, więc sobota idealnie pasuje.
Bella uśmiechnęła się, patrząc na Alice.
- Świetnie, to może znowu wybierzemy się w piątek do klubu? - spytała Rosalie.
- Śmiało, idźcie - powiedziałem, biorąc dłoń Belli do moich ust. Całowałem ją otwarcie i mrugnąłem do niej. - Bella i ja zamierzamy jechać nad wodospady już w piątek wieczór. Więc spotkamy się z wami w sobotę rano na miejscu. - Mogłem poczuć wyraźne oprzytomnienie Emmetta. Alice i Jasper wyglądali na zaniepokojonych, ale zignorowałem ich.
Po kilku chwilach Bella przeczyściła gardło i przeprosiła nas, by pójść do damskiej toalety.
- Co do jasnej cholery sobie myślisz, Edwrdzie? - zasyczała Alice, kiedy Bella znikła w korytarzu.
- O co ci dokładnie chodzi Alice? - skontrowałem.
- Po tym wszystkim co usłyszałeś nadal masz zamiar zaciągnąć ją do łóżka, po czym wyrzucić ją jak śmiecia - powiedziała zachrypniętym głosem.
- To mi nie odpowiada - powiedział Jasper przez zaciśnięte zęby. - Zanim zorientowałem się kim ona jest i co przeżyła, nie mogłem tego poprzeć.
- Uspokójcie się wszyscy. Naprawdę ją lubię. Dajcie mi szansę. Naprawdę myślicie, że coś takiego planuję? - zadałem pytanie retoryczne, ale i tak wszyscy odpowiedzieli.
- Tak - powiedzieli zgodnie. Jasper spojrzał na mnie jak na brata, a nie kumpla. Emmett wyglądał na wkurzonego, a dziewczyny na zdegustowane.
- Nie zrobię tego - powiedziałem. - Nie wiem czy zauważyliście, że ją lubię. Bardziej, niż myślałem, że jestem w stanie. Na litość boską, nazwałem ją 'kochanie' i nie miałem o tym pojęcia. To chyba coś znaczy. - Zamurowało mnie, kiedy sens słów dotarł do mnie. - Chodzi mi o to, że nie mogę znieść myśli o innm facecie patrzącym na nią, a co dopiero dotykającym jej. Nie jestem zazdrosny, ale przy niej nie umiem tego powstrzymać.
Alice posłała mi uśmieszek.
- Czujesz coś do niej, prawda?
Spojrzałem na nią, jakby wyrosła jej druga głowa. Nie mogłem na to odpowiedzieć, ponieważ miała rację, czuję coś do niej.
Kurwa.
Moja rodzinka rozmawiała cicho, aż do przyjścia Belli.
- Co się stało, Edwardzie? - Położyła dłoń na moim policzku, zanim pocałowała mnie w usta.
- Nic, kochanie. - Przykleiłem uśmiech do mojej twarzy, by ukryć dyskomfort.
- Więc Bello, ty i Edward zamierzacie jechać nad wodospady w piątek wieczorem - powiedziała Alice. - Brzmi zabawnie. Może my też powinniśmy jechać. - Skrzywiłem się na słowa siostry, za plecami Belli.
- Tylko sprawdzę czy są wolne pokoje na moim Blackberry - powiedziała brunetka, uśmiechając się do Alice. - Udało mi się zarezerwować ostatni wolny pokój w hotelu z widokiem na wodospady, chyba że chcecie poszukać gdzie indziej. - Westchnąłem z ulgą, ponieważ nie bylibyśmy w jednym hotelu.
- Nie, lepiej by było zatrzymać się w jednym miejscu. No cóż, może następnym razem - powiedziała Alice.
- Może powinniśmy się wstrzymać do czasu aż będą pokoje dla nas wszystkich.
Bella spojrzała na Alice w niemym pytaniu.
- Alice, Edward i ja jedziemy w piątek wieczorem, a rano w sobotę spotkamy się na śniadaniu - stwierdziła Bella stanowczym głosem. Alice kiwnęła głową i nie naciskała dalej. - Więc nadal jesteśmy umówieni na jutrzejszego grilla? - spytała, a jej twarz z powrotem stała się spokojna i opanowana.
Po kolejnych dwudziestu minutach ustaliliśmy, że spotkamy się u Emmetta jutro o osiemnastej. To znaczyło, że Bella i ja będziemy musieli znowu wyjść prędzej z biura. Spojrzała nad swoim Blackberry i stwierdziła, że musi przygotować się na jutro. Wyszliśmy kilka minut później.
- Możemy się przejść wokół portu, zanim odjedziemy? - spytała, moje ramiona odruchowo owinęły się wokół jej talii, kiedy ruszyliśmy w stronę portu. Oparła głowę na moim ramieniu, kiedy wskazywałem przycumowane żaglówki. Silny podmuch owinął sukienkę Belli wokół jej nóg, a ona bardziej wtuliła się w moje ramiona.
- Umm jest strasznie zimny wiatr, a ja... - Bella zachichotała lekko, przez co przypomniałem sobie, że nie ma bielizny. Od razu stało się ciężej. Przyciągnąłem ją bliżej.
- Chodźmy kochanie, rozgrzejmy cię. - Przechyliłem brwi sugestywnie. Żartobliwie uderzyła mnie w ramię, zanim zaczęła biec w stronę restauracji. Dogoniłem ją szybko, złapałem od tyłu i zarzuciłem przez ramię.
- Jesteś naprawdę wolna - powiedziałem, łapiąc oddech. Zaprotestowała, uderzając mnie w tyłek. - Masz zamiar zrobić odźwiernemu mały pokaz - jęknęła i uderzyła mnie ponownie. Naprawdę coraz bardziej cieszyłem się z jej położenia.
Położyłem dłonie na jej tyłku, minimalnie unosząc jej sukienkę. Ścisnąłem i uderzyłem ją w pupcie, przez co zostałem nagrodzony skomleniem.
- Nie chcemy żeby to się stało teraz, prawda? - powiedziałem zadowolony, podchodząc do kamerdynera i wręczyłem mu kupon do samochodu Belli.
- Edwardzie - powiedziała Bella - puść mnie.
Pokręciłem przecząco głową, po czym mnie ugryzła. Ona do cholery mnie ugryzła.
- Bella! - Szybko ją opuściłem na dół, a ona uśmiechała się jak kot Cheshire. Dotknąłem delikatnie obolałe miejsce.
- Ha nie sądziłam, że przestraszysz się moich ust na sobie. - Z uśmiechem oblizała swoją wargę sugestywnie. Kurwa. Otworzyła swoje drzwi, jak tylko samochód podjechał, z szelmowskim uśmiechem. Inny lokaj stojący obok mnie wyszeptał coś w stylu 'kurwa'. Kiwnąłem zgadzając się, okrążając maskę i wślizgując się na fotel kierowcy.
Koniecznie musiałem wrócić do mieszkania Belli. Usłyszałem jej śmiech obok siebie, przy czym chwyciła moje udo w próbie uspokojenia się. Niestety to dało wręcz przeciwny efekt.
- Chciałabym abyś odwiózł mnie w jednym kawałku - powiedziała, zerkając na prędkościomierz. Jechałem około osiemdziesięciu czterech mil na godzinę, mimo iż nie czuło się tego.
- Kochanie, chciałbym zwolnić, ale wtedy nie dojedziemy na czas przed moim wybuchem - powiedziałem, rumieniąc się trochę.
- W takim razie podaruję ci pomocną dłoń - powiedziała seksownym głosem, który pokochałem. - Nie chcemy żebyś wybuchnął.
Zachichotała, sięgając ręką do guzika w moich spodniach. O kurwa. Czy ona ma zamiar zrobić to o czym myślę? Pieprzony lodzik podczas jazdy samochodem.
Moje oczy się rozszerzyły, kiedy puściła mi oczko. Jej dłonie uwolniły mojego twardego jak skała fiuta z materiałowego więzienia, moje biodra torowały sobie drogę do jej dotyku. Moje ręce na kierownicy zbielały.
Zwolniłem, nie chcąc nas zabić. Nie byłem pewny czy będę mógł się skoncentrować na drodze. Nigdy tego nie robiłem. Brunetka posłała mi uśmieszek, kiedy jej palce owinęły się wokół mnie, sunąc. Jej kciuk przejechał przez wilgotny czubek mojego penisa. Moje oczy zamknęły się na chwilę, po czym poczułem usta Belli na wrażliwej główce. Jęknąłem nieoczekiwanie.
Moje spojrzenie błyskawicznie skierowało się w jej stronę, by zobaczyć jej włosy rozrzucone po moich kolanach, kiedy wzięła mnie całego w usta.
- Ja pierdolę, Bella - powiedziałem, starając się sklecić w miarę sensowne zdanie. Jej dłoń głaskała podstawę mojego fiuta, kiedy jej język wirował i uciskał na całej długości. Westchnąłem, próbując skupić się na drodze i na jej zwinnych ruchach.
Jej usta były ciepłe, mokre i cholernie niesamowite. Moje biodra uniosły się poza kontrolą. Wzięła mnie głębiej, czubkiem mojego penisa obcierałem jej usta i gardło. Po minucie zamruczała. Delikatne wibracje przeszły przez mojego fiuta do każdej części mojego ciała.
Kurwa.
Wiedziałem, że dopóki jej usta są na mnie to nie potrwa długo. Na samą myśl, że robi mi loda podczas jazdy, gdy jest to nielegalne, chciałem to przerwać, ale w tym samym momencie poczułem jej paznokcie drapiące moje jaja.
Cholera.
Doszedłem jak pieprzony nastolatek. Bella tylko szeptała wokół mnie 'po prostu puść' i brała coraz głębiej. Kilka razy wzięła mnie do samego gardła, a w brzuchu poczułem mrowienie. Moje ciało całe zesztywniało, moja głowa wcisnęła się w zagłówek, a ja trzymałem kierownicę dla wsparcia. Pozwoliłem by napięcie zeszło, drżałem z jej imieniem na ustach. Spuściłem się w dół jej gardła, a ona wszystko połykała. Obserwowałem jak wyczyściła mnie i schowała. Posłała mi uśmiech i puściła oczko, oblizując jej zaczerwienione usta.
- Bella... To było... - Nawet nie mogłem dokończyć myśli, nadal przeżywając mój orgazm. Zachichotała.
- Powinieneś zobaczyć uśmiech na swojej twarzy. - Pokręciłem głową. Nigdy nie byłem z kobietą, która zrobiła mi laskę w trakcie jazdy i życzyłem sobie, by to powtórzyła w drodze nad wodospady.
Jestem popierdolony.
Resztę drogi przejechaliśmy bez incydentu, ale ponownie poczułem ucisk na zamek moich spodni. Doszedłem do siebie w rekordowym czasie, napawając się widokiem zadzierającej sukienki Belli w górę jej ud, przy każdym poruszeniu. Westchnęła, kiedy zbliżyliśmy się do naszej ulicy. Wydawała się zamyślona.
- Coś nie tak, kochanie? - spytałem i zauważyłem łzę uciekającą z jej oka.
- To był po prostu bardzo emocjonujący dzień. - Otarła policzek, zanim spojrzała na mnie. Wyciągnąłem kartę wjazdową Belli i czekałem na wjazd. Zatrzymaliśmy się na jej miejscu parkingowym parę minut później.
- Przepraszam za moją rodzinkę i ich zbyt osobiste pytania. To było jasne, że nie chciałaś nic mówić - wyszeptałem, modląc się by moja rodzina nie wtrącała się w cudze sprawy.
- W porządku. Odkąd Jasper zorientował się kim jestem, to była kwestia czasu zanim reszta chciałaby się dowiedzieć szczegółów. - Westchnęła. - O co chodziło twojej rodzinie, kiedy wróciłam z łazienki?
- Co masz na myśli? - spytałem.
- Cóż, to wyglądało jakby nie chcieli, żebyśmy pojechali nad wodospady z noclegiem. - Wzruszyła ramionami, odpinając pasy.
- Tylko chcieli cię chronić - wymamrotałem.
- Och, chronić przed tobą - stwierdziła.
- Coś w tym stylu. - Westchnąłem i spojrzałem na nią, zanim wysiadła z samochodu. Teraz to nabiera sensu, jej testowanie mnie przed kolejną bazą. Przeszłość jej brata i jej spowodowała niechęć do spotykania się z kimś takim jak ja. Chociaż na początku chciałem ją zaciągnąć do łóżka, to nie mogę tego zrobić jeśli to złamie jej serce.
- Bello, rozumiem dlaczego boisz się spotykać ze mną. Nie chcę abyś czuła się niekomfortowo. Jeśli nie chcesz spędzić nocy nad wodospadami, to nie musimy.
Bella wzięła moją twarz w swoje dłonie, jej oczy były duże i zawzięte.
- Chcę tego, Edwardzie. Jestem dużą dziewczynką i podejmuję swoje własne decyzje. Nie pozwolę, by ktoś miał wpływ na mnie. - Złożyła na moich ustach gorący pocałunek. - Dlaczego nie wejdziesz?
- Jesteś pewna? - Po raz kolejny nie chciałem zmuszać jej do czegoś, dopóki nie będzie gotowa.
- Nie myślę, że jesteśmy na to gotowi. Możemy napić się kieliszek wina czy tylko spać, to zgadzam się. Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę być dziś sama - wyszeptała. Przez chwilę wyglądała na bardzo wrażliwą, ale to szybko minęło.
- Nie chrapiesz? - drażniłem się, obserwując jej wąskie oczy.
- Nie! - prychnęła, udając gniew. Wysiadłem z auta i szybko ruszyłem w stronę drzwi pasażera, by pomóc jej wysiąść.
- Chociaż zdarza mi się mówić przez sen - wymamrotała zarumieniona.
- Hmm, więc twoje największe sekrety i obawy wychodzą podczas snu? Muszę uważnie słuchać - wyszeptałem jej do ucha, kiedy szliśmy do windy.
Pokręciła głową, naciskając przycisk z numerem jej piętra. Spojrzała na mnie z uśmieszkiem, zakładając ręce na piersi.
- Czy jesteś pewien, że potrafisz w łóżku tylko spać?
Skrzywiłem się, po czym wywróciłem oczami.
- Nie powiedziałaś, że mam się ładnie zachowywać.
Bella zaśmiała się.
- Cały ty, zawsze próbujesz znaleźć jakąś nieścisłość.
Uśmiechnąłem się. Zauważyłem, że nadal nie określiła, jak mam się zachowywać.
- Bello, postaram się zachowywać najlepiej jak umiem - powiedziałem, szczerząc zęby, udałem że drapię się po policzku z dwoma skrzyżowanymi palcami. Zachichotała, kiedy drzwi windy się otwarły.
Pamięcią cofnąłem się do innej nocy i wyraźnie zadrżałem. Bella się zaśmiała, owijając ramiona wokół mnie.
- Myślę, że wiem jakie myśli krążą w twojej głowie?
- Hmm, trudno o tym zapomnieć. Wypaliły trwały ślad w moim mózgu - wyszeptałem, popychając ją na ścianę windy.
- Może powinniśmy je odtworzyć - zasugerowała, łapiąc moją koszulę i przyciągając bliżej. Polizała moją dolną wargę, prosząc o wstęp, ale stałem z zaciśniętymi ustami. Spróbowała ponownie, ale zaprzeczyłem głową. Kiedy się odsunęła wyglądała na zdezorientowaną. Pokazałem jej język i walczyłem, by nie dać jej klapsa. Złapałem ją wokół talii i przycisnąłem moje usta do jej. Próbowała zmusić mnie do otwarcia ust, ale wciąż odmawiałem, napawając się jej protestami.
Odepchnęła mnie, mrucząc pod nosem, gdy drzwi otwarły się na jej piętrze. Posłała mi przelotne spojrzenie przez ramię, otworzyła swoje drzwi i wchodząc zostawiła je uchylone.
- Bella - powiedziałem, niepewnie wchodząc do jej mieszkania. - Ja tylko się wygłupiałem.
- Wiem! - zawołała z kuchni. - Chcesz piwo, wino czy kawę.
- Poproszę kieliszek wina - odpowiedziałem i wszedłem do kuchni.
- Och, tu jest butelka, kieliszki są w gablotce. - Wskazała na mebel za mną. - Usiądź. Muszę się wydostać z moich szpilek. Pójdę się przebrać w coś bardziej wygodnego.
Posłała mi oszałamiający uśmiech, podając mi butelkę wina. Stanęła na jednej nodze i asekurowała się na mnie, ściągając buta. Ze szpilkami w ręce wyszła z kuchni do salonu.
Złapałem kieliszki z szafki wraz z korkiem do butelki. Rozlałem wino i umieściłem butelkę w stojaku. Usiadłem na kanapie w salonie i ustawiłem kieliszki na stoliku.
Chwyciłem dzisiejszą gazetę i przekartkowałem do działu z rozrywką, aby zabić czas.
Usłyszałem kliknięcie otwieranych drzwi sypialni i odgłos stóp na drewnianej podłodze. Spojrzałem znad gazety, a moja szczęka opadła. Bella stała oparta o ościeżnice w drzwiach z przedpokoju ubrana w czarną, jedwabną i cienką koszulkę nocną, sięgającą połowy uda.
Tak postąpię.
Uniosłem brew i wróciłem do czytania.
- Z czymś takim mogę sobie poradzić, Bello. Jestem facetem. - Uśmiechnęła się, po czym podeszła i pociągnęła palcem gazetę w dół.
- Co cię tak zaciekawiło? - zapytała, posyłając mi seksowne spojrzenie i zaczęła się śmiać.
- Nic ważnego, biorąc pod uwagę, że jest do góry nogami - jęknąłem, wiedząc że mnie rozgryzła. Bella zachichotała i usiadła na moim kolanie. Miała moją pełną i niepodzielną uwagę.
- Jestem zmęczona - powiedziała brunetka z ziewnięciem, rozciągając ramiona nad głową i owijając je wokół mojej szyi. Pocałowałem ją miękko, uśmiechając się, kiedy owinęła językiem mój język. Po chwili się odsunęła.
- Możesz iść, jeśli nie czujesz się komfortowo - wyszeptała Bella z bezbronnym wzrokiem. Od razu zapragnąłem, by na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Bello, jest mi bardzo komfortowo i postaram się zachowywać tak, by tobie było łatwiej - powiedziałem. Położyłem jedną dłoń na jej szyi, a drugą owinąłem jej policzek.
- Nic nas nie powstrzyma przed zaliczeniem jednej z trzech baz. - Uśmiechnęła się, jej oczy nieznacznie pociemniały.
- Hmm, wiesz co? Poczułem się nagle zmęczony. - Pocałowałem ją w usta, wstając i zanosząc Bellę do jej sypialni.
- Edward - wysapała, kiedy opadliśmy na jej luksusowe łóżko. Westchnęła, kiedy położyłem się na niej. Było ciepło, kiedy przeciągnąłem ręką po jej delikatnej skórze i krzywiznach, które dla mnie były boskie. Jej palce zawinęły się na moich włosach, delikatnie szarpiąc, kiedy przygryzała moją dolną wargę. Lekko nacisnąłem jej czuły punkt i poczułem ciepło między jej udami. Chciałem jej ust na moich wargach, moich palców w niej i chciałem poczuć jak zaciska się wokół mojej erekcji. Badałem ciepło jej ciała czubkami palców, jęcząc kiedy dotykałem skóry nie przykrytej jej jedwabną koszulą do spania. - Proszę. - Poczułem jej prośbę w oddechu na mojej szyi, ustach ssących skórę poniżej mojego ucha.
- Hmm - wymamrotałem, pocierając ustami jej obojczyk. - Myślę, że już wystarczająco się naprosiłaś, kochanie.
Jęknęła i wygięła się w łuk, kiedy odsunąłem się od niej z uśmieszkiem.
- Niech cię, Edwardzie - wyburczała, kiedy wstałem z łóżka, by zdjąć buty.
- Jeśli dobrze pamiętam, to doszłaś dziś dwa razy.
Uniosła brew i szeroko się uśmiechnęła.
- Jeśli to twój sposób, by wejść do gry. Dostałeś wczoraj, raz w aucie, a dwa razy w pracy i po niej. - Spojrzałem na nią figlarnie.
- Może i tak, ale dwa razy zostałem z tym sam.
- A więc jesteśmy kwita - droczyła się, pocierając brodę w zamyśleniu. - Zastanawiam się co możemy zrobić, żebyśmy oboje byli zadowoleni?
W tym momencie zsunąłem moje bokserki, jednocześnie ta złośnica obserwowała mnie z uznaniem. Nie próbowała nawet ukryć pożerającego spojrzenia, z resztą zrobiłem dokładnie to samo. Nie przypominam sobie, żebym kogoś wcześniej uraczył tym małym striptizem, więc nie wiedziałem co mam robić dalej. Zdecydowałem, że najlepiej będzie grać zawstydzonego. W końcu ona nadal miała na sobie koszulę.
- Jestem otwarty na sugestie - powiedziałem z uśmiechem. Pochyliłem się wystarczająco, by ją pocałować, ale zostałem na skraju łóżka. Nie robiąc sobie nic z tego, przyciągnęła mnie do siebie. Sapnąłem w zaskoczeniu, kiedy wylądowałem na niej. - Spokojnie. - Jednakże mimo odległości jej napięte sutki otarły się o moją klatkę, a wszystkie założenia wyleciały przez okno.
- Mam parę sugestii. - Zadyszała, kiedy przejechałem językiem po jej szczycie. Jedwab, koronka i skóra w moich ustach smakowały tak dobrze. Mruknąłem, żeby wiedziała, że słucham. - Na kolana.
Jęknąłem i po raz ostatni uszczypnąłem jej pierś. Usiadłem na pośladkach i obserwowałem jak rozszerza swoje piękne kolana dla mnie. Syknąłem przekleństwo lub dwa, nie mogłem oderwać wzroku od lśniącej, różowej skóry czekającej na mój język. Wiedziałem, że jest goła po badaniu ją moimi palcami, ale była idealna. Oblizałem wargi, chciałem zanurzyć twarz pomiędzy jej udami i pozostać tam, dopóki by mi nie uległa.
Jej ręce przebiegły przez zgięte nogi, przez tułów aż do marszczenia tkaniny przy piersiach. Obserwowałem jak przebiega palcami wokół sutków, jęknąłem, kiedy zdałem sobie sprawę co miała na myśli. Uśmiechnęła się i oblizała wargi sugestywnie.
- Och Bella - powiedziałem zachrypniętym głosem. - Naprawdę chcesz mnie zabić.
Uniosła brwi i spojrzała prosto na mojego fiuta. Jeden z jej długich palców zatańczył wokół pępka, zanim ruszyła tam gdzie chciałem być. Wygięła się na łóżku, kiedy potarła swoją spuchniętą łechtaczkę.
- Kurwa - syknąłem i szybko złapałem mojego penisa. Nie byłem pewien ile tego będzie więc korzystałem z chwili. Chciałem jej na moich ustach, poczuć jej ciepło na języku. Jęknęła, obserwując moją poruszającą się dłoń na erekcji. - Lubisz to, prawda?
Kiwnęła, a oddech uwiązł jej w gardle.
- Chcę zobaczyć jak dochodzisz.
- To przestań - powiedziałem surowym tonem. Wstrzymała się, ale jej ręka nadal była na cipce. - Chcę żebyś doszła na mój język. Oczywiście, jeśli chcesz - droczyłem się z nią, wierzgając biodrami w moją rękę.
- Musisz przestać.
Zaskomlała i zacisnęła pięści na prześcieradle. Podpierając się, rzuciła mi koszulę z uśmiechem. Wskazała, abym przeszedł dalej. Uśmiechnąłem się i zacisnąłem rękę u podstawy mojego fiuta. Zamknąłem na chwilę oczy i wyobraziłem sobie jej dłoń na mnie.
- Mmm - jęknęła. - Kurwa.
Syknąłem, gdy mój kciuk pieścił końcówkę, moje oczy zatrzepotały. Obserwowała moją dłoń poruszającą się po mnie, jej biodra zataczały powolne koła. Była zarumieniona delikatnym różowym odcieniem skóry, a zapach naszych pobudzonych ciał zawisł w powietrzu.
- Czy wiesz jak bardzo chcę być na kolanach i wziąć cię w usta? - Jęknęła. Cicho zaryczałem i szybciej się przesunąłem. Cholerna brudna gadka.
- Mmm, mogę cię poczuć na języku i w gardle, jeśli połknę.
To nie potrwa długo, jeśli będzie kontynuować dogryzanie mi, mimo iż jej usta nawet nie są na moim ciele! To jest niesamowite i przerażające co ta kobieta ze mną robi. Przez nią czuję się jak szesnastolatek z rozszalałymi hormonami, który próbuje czegoś nowego.
- Chwycę cię mocniej, kochany - powiedziała ochrypłym głosem. - Może pobawisz się drugą ręką?
Znowu jęknąłem, robiąc to co zasugerowała. Kiwnąłem głową z jednej strony na drugą, próbując powstrzymać moje uwolnienie. Jednakże moje zmysły były otumanione. Jej zapach, jej głos, dotyk jej skóry na moich biodrach, całe moje ciało pragnie uwolnienia.
Poczułem jak się przesuwa, a kiedy otworzyłem oczy spotkałem jej spojrzenie. Uśmiechnęła się i wyciągnęła z szuflady szafki nocnej ręcznik. Klękła przede mną, a oczami dała mi znać, abym kontynuował. Jęknąłem i oparłem czoło o jej ramię, a ona zrobiła to samo. Razem, z opuszczonymi głowami, obserwowaliśmy jak się dotykam. Długim palcem, zwieńczonym francuskim manicurem zatrzymała na główce mojego penisa, otarła wilgoć. Patrzyłem łapczywie jak bierze ten palec do ust i jęczy, kiedy zamyka oczy na mój smak w swoich ustach.
- Kurwa - zasyczałem i ugryzłem ją w ramię. Posmakowałem słodyczy z jej pachnącej skóry, czysty pot utrzymujący się podczas naszej aktywności. Nagle poczułem na tyłku wbijane paznokcie, kiedy krzyknęła. Jęknąłem w reakcji na ból i przyjemność, a biodra wierzgnęły w mojej dłoni.
Jej zachrypnięty oddech i skomlenie trafiło prosto do mojego ucha, a ciepło w moim brzuchu wzmocniło się dziesięciokrotnie. Przygryzając bezchrzęstną część mojego ucha, wyszeptała:
- Dojdź.
Zwiększyłem tempo i po kolejnych czterech ruchach doszedłem, ciepło i szybko. Warknąłem, to gromadziło się we mnie odkąd zobaczyłem jej rozłożone nogi.
Poczułem kojący dotyk dłoni na moim tyłku, kręgosłupie i szept we włosach. Powoli poprowadziła mnie tak, że położyłem się na niej wyczerpany. Poczułem jak owija ręcznik wokół mnie i owija ramiona wokół mnie.
Nie jestem pewien jak długo tak leżeliśmy. Moja klatka wydawała się ściśnięta, nie wiem dlaczego. Jak to jest, że spałem z tyloma kobietami i z żadną nie czułem takiej satysfakcji jak z Bellą? Nawet jeszcze jej nie przeleciałem.
Zanim zdążyłem się zastanowić nad przyszłością, poczułem jak Bella wierci się pode mną. Poczucie winy wzrosło i niepożądane uczucie zagościło w moim wnętrzu, ponieważ zdałem sobie sprawę, że nie pomogłem jej dojść. To uczucie nie trwało długo, gdyż we krwi zaszumiało pożądanie i pragnienie. Wsadziłem nos w jej szyję, a nieogolonym policzkiem ocierałem się o jej miękką skórę.
Jęknęła i odwróciła głowę, dając mi lepszy dostęp. Wpatrzyłem się w miejsce ugryzienia, które zrobiłem, tracąc nad sobą kontrolę, naznaczając ją w ten sposób.
- Edward - wymamrotała, na co odchyliłem głowę, by spojrzeć jej w oczy. - Dziecinko, nic nie musisz robić. Znajdziemy na to czas później.
Zaprzeczyłem głową i umieściłem delikatnego całusa na jej szczęce.
- Chcę tego - wyszeptałem. - Muszę.
Jęknęła lubieżnie, kiedy polizałem jej górną wargę i lekko przygryzłem. Westchnęła i przesunęła się, przez co mogłem usadowić się między jej udami. Złożyłem powolne, mokre pocałunki wzdłuż jej szyi i klatki piersiowej. Jęki się nasiliły, kiedy ssałem i przygryzałem jej sutki. Wygięła się i krzyknęła, gdy moje palce odnalazły jej wilgoć. Zajęczałem, kiedy uzmysłowiłem sobie jak moje usta i język działają na nią. Czerpałem sporą przyjemność ciągnięcia włosów, kiedy wbiłem się zębami w jej biodro. Wyżej ucałowałem jej miękką skórę i przeciągnąłem czubkiem języka przez jej łechtaczkę. Wsunąłem dłonie pod jej tyłeczek i przysunąłem ją bliżej moich ust.
Zamruczałem na jej smak i drapanie włosów. Rozsiadłem się na materacu, owijając ramionami jej biodra i uda. Delikatnie oparłem jej kolana o moje barki i kontynuowałem zwiedzanie. Miękkie podeszwy jej stóp oparły się o moje plecy, wżynały się, a ja zasysam jej łechtaczkę. Jest miękka, ciepła i mokra. Po chwili falisty ruch bioder docenił moją posługę. Moje imię opuszcza śpiewnie jej usta, kiedy rozpościeram ją kciukami. Celebrowałem i okrążałem wszystko co mi zaoferowała, a ja nadal chciałem więcej.
Jęknąłem i zamruczałem, co tylko wzbogaciło jej doznania, kiedy jej ciało wygięło się w łuk po raz ostatni. Wykrzyczała moje imię, wrzasnęła przekleństwo i po raz ostatni wbiłem się w nią, nas. Obawiałem się przez chwilę, że to nie było byle co dla każdego z nas, nie dopóki tego nie zobaczyliśmy. Na koniec, nie byłem pewien co z tego będzie.
~oOo~Walczyłem z chęcią obudzenia się, ale moje sny były takie przyjemne, że nie chciałem ich tak szybko kończyć. Jestem świadomy, że śpię na czymś lekko pulsującym, ciepłym i miękkim. Po czym zalały mnie wspomnienia ostatniej nocy.
Mimo iż Bella i ja nie uprawialiśmy seksu, to oboje byliśmy zaspokojeni. Otworzyłem oczy i zdałem sobie sprawę, że śpię na jej wyeksponowanej klatce. Uśmiechnąłem się do jej delikatnej piersi i przygryzłem delikatnie jej różowy sutek.
- Edward - wymamrotała Bella, jej palce delikatnie pociągnęły mnie za włosy.
- Tak, kochanie? - wyszeptałem w jej skórę, łapiąc więcej, a ona pociągnęła mocniej za moje włosy.
- Nie musimy się zbierać do pracy? - Wciągnęła głośno powietrze, kiedy wziąłem jej sutek w usta, a drugi szczypiąc i ugniatając w palcach.
- Jestem szefem - wymamrotałem. - Możemy przyjść troszkę później jeśli tak powiem.
- Edwardzie proszę, obiecałeś zachowywać się profesjonalnie. - Ciągnęła za moje włosy, dopóki na nią nie spojrzałem. - Nie sądzę, żeby spóźnianie się było profesjonalnym zachowaniem.
Wywróciłem oczami na jej upór. Uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem godzinę.
- Masz rację - powiedziałem z westchnieniem. - Jednakże, nadal mamy kilka godzin. Jest wcześnie. - Spojrzała na stolik nocny i uśmiechnęła się.
- W takim wypadku… - Odrzuciła z nas kołdrę, wysunęła się spode mnie, a mój trzon znalazł się w jej wilgotnych ustach.
Najlepszy poranek w całym moim pieprzonym życiu.
Przyszliśmy do biura na czas i próbowaliśmy zachowywać się profesjonalnie, ale było naprawdę ciężko. Nie miałem jej dość. Za każdym razem, kiedy klienci wychodzili podchodziłem do niej i całowałem ją dziko, zanim wyszła.
Spotkaliśmy się w czasie lunchu z Alice, więc Bella mogła przekazać jej klucz do swojego mieszkania. Alice miała podrzucić poprawiony strój Belli. Nasza trójka jadła spokojnie, podczas gdy Alice powtarzała opowieści Jaspera o mojej Belli. Zarumieniła się, przypominając mi jak jej biust zaróżowiał, kiedy jej sutek zniknął w moich ustach. Przez tą myśl poczułem się jak zboczeniec, biorąc pod uwagę, że byliśmy w miejscu publicznym.
Po długim dniu pracy, podrzuciłem Bellę pod jej blok, by mogła się przygotować. Żadne z nas nie otrzymało uwolnienia od rana i oboje czuliśmy napiętą atmosferę. Przynajmniej to było odwzajemnione.
Po krótkim prysznicu nadszedł czas odebrania Belli. Odkąd Emmett i Rosalie mieszkali na przedmieściu zdecydowałem się używać mojego Vanquish'a. Zaparkowałem przed budynkiem i pokonałem drogę do jej mieszkania.
Zapukałem i oczekiwanie spięło całe moje ciało. Bawiłem się postrzępioną krawędzią mojego starego niebieskiego T-shirta. Włożyłem rękę do kieszeni ciemno niebieskich jeansów i oparłem się o framugę, gdy drzwi stanęły otworem.
Zamurowało mnie, kiedy ją zobaczyłem.
- Hej, mistrzu - powiedziała z aluzją swoim gorącym głosem, który kochałem. Była ubrana w moją koszulkę, która już nigdy nie będzie na mnie.
Bella stała w granatowo srebrnej koszulce z Trojanami z numerem 8 na piersi. Cholernie dobrze w niej wygląda. Lamówka na kołnierzu została rozcięta, przez co widać jej piersi w ciemno niebieskim staniku. Koszulka jest dopasowana, przez co doskonale podkreśla wszystkie krzywizny. Materiał kończy się dwa cale nad jej pępkiem, co powoduje natychmiastowe podniecenie mojej osoby.
Jej wyeksponowany brzuch kończy się na dopasowanych czarnych rybaczkach. Jej małe stópki są ubrane w parę białych sandałków, a paznokcie u stóp ma pomalowane na pasujący granat.
Bella podkreśliła swój wygląd seksownym kucykiem i czarnymi wzorkami pod oczami.
- Cholera, możesz się ubierać tak codziennie i umrę jako najszczęśliwszy facet pod słońcem - sapnąłem, przyciągając brunetkę do pocałunku.
- Wow. - Bella wypuściła powietrze, odsuwając się, kiedy moje usta wędrowały po jej szyi i ramionach. - Dobrze, że Alice nie kazała mi założyć spódniczki.
Jęknąłem na myśl, że mógłbym złapać ją za tyłek.
- Edward! - Uderzyła mnie po rękach. Złapała coś za drzwiami i podała mi parę toreb. Posłałem jej długie, zmysłowe spojrzenie, nie chcąc iść gdziekolwiek indziej, niż do jej sypialni.
- Później - powiedziała miękko. - No chodź, powinniśmy iść zanim się spóźnimy. - Posłała mi uśmiech i pocałowała mnie w usta. Szybko obróciłem ten prosty całus w coś bardziej obiecującego. Bella jęknęła, ale odsunęła się zdecydowanie. Zaczęła poprawiać szminkę na ustach. Pocałowałem ją w palce i trzymałem na niej wzrok. Po chwili wzięła mnie za rękę.
Ruszyła przede mną, a ja obserwowałem jej falujące biodra i słodki tyłeczek w opiętych spodniach. Zatrzymałem wzrok na dłużej na jej pupie i spojrzałem przed siebie. Skupiłem się na czymś co mnie przestraszyło i ucieszyło. MASEN - CULLEN pisało na jej plecach. Coś co pokazywało wszystkim, że należy do mnie. Zastanawiałem się czy założyłaby to, gdyby Jacob był w pobliżu. Wyrzuciłem tą myśl z głowy.
Nie jest moja.
Cholera, co jest ze mną nie tak? Nie mogę pozbyć się tej kobiety z moich myśli. Jest tam za każdym razem. Jej uśmiech, jej zapach, jej inteligencja i jej ciało: wszytko mnie woła. Jest uosobieniem wszystkiego o czym myślałem i pragnąłem, ale zdecydowanie potrzebowałem kobiety. Nie miałem dużo czasu na przemyślenie tego co do niej czuję. Chociażby fakt, że nazywam ją kochaniem bez mojej wiedzy.
Nie wiem co to znaczy? Czy w ogóle coś znaczy? Szliśmy ręka w rękę przez lobby, a ja byłem ledwo świadomy, że dotarliśmy do wind. Zaprowadziła mnie do samochodu, otworzyłem drzwi dla niej, a chwilę później wsunąłem się na moje siedzenie. Bella bawiła się radiem, próbując znaleźć coś dla siebie.
Obserwowałem ją jak patrzy za okno. Wyglądała na zagubioną w myślach jak ja. Nie pragnę niczego więcej niż dowiedzieć o czym tak rozmyśla. Czy czuje się zdezorientowana tak jak ja? Dlaczego jestem tak zdezorientowany?
Tak, chciałem jej w moim łóżku, ale teraz chcę więcej. Chcę się budzić obok niej. Chcę jej kupować różne rzeczy od serca. Chcę widzieć jak chodzi w słońcu, a jej włosy są rozwiewane przez wiatr. Chcę przyrządzić jej ulubiony posiłek i kochać się z nią na kuchennym stole.
Co to wszystko do cholery znaczy?
- Edward - powiedziała, wyrywając mnie z zamyślenia. - Umm, czy coś nie tak?
- Nie kochanie. Mam wiele do przemyślenia - odpowiedziałem i skupiłem spojrzenie na drodze.
- Och. - Spojrzałem na Bellę i zauważyłem jak jej dłonie drżą na kolanach.
- Przepraszam cię, po prostu tak jest. - Wskazałem na nią i na siebie. - To dla mnie nowe.
- Nie jesteś gotowy - powiedziała miękko.
- Nie, tego nie powiedziałem, to jest po prostu nowe.
- Po raz pierwszy obudziłeś się w czyimś łóżku? - spytała brunetka niby od niechcenia, ale jej oczy zdradzały zaciekawianie.
- Tak i lubię to. Aż za bardzo - wyszeptałem. Przed nikim się nie otwierałem, nie mówiłem co czuję czy czego potrzebuję. Obawiałem się tego poziomu komfortu, który jest między nami. Mogła ze mnie wyciągnąć wszystko.
- Też to lubię. To były najbardziej spokojne cztery i pół godziny snu jakie kiedykolwiek miałam. Jestem wyspana bardziej niż po ośmiu godzinach niespokojnego snu. - Uśmiechnęła się, kładąc dłoń na mojej, na konsoli pomiędzy nami.
- Ja też. - Uśmiechnąłem się. - Miałem róznież najlepsze sny - wyznałem.
Dojechaliśmy do domu Emmetta i Rosalie dwadzieścia minut później. Czerwony jeep Emnmett'a stał na podjeździe przed dwupiętrowym domem w kolorze mokki. Zaparkowałem za żółtym Porshe Alice wzdłuż krawężnika. Emmett wyszedł nas przywitać, pomagając wnieść torby Belli i wprowadził nas na podwórko.
Bella i Alice zaczęły ustawiać rzeczy na stolikach, kiedy Rosalie i Emmett zapalali pochodnie, które otaczały ich podwórko. Poratowałem się butelką Pepsi i złapałem dla Belli butelkę wody z chłodziarki na olbrzymim patio.
Podałem butelkę brunetce, kiedy skończyła przesypywać tortille.
- Bello, dlaczego nie założyłaś szpilek, które ci zostawiłam? - spytała Alice, rozkładając obrus na stole. Bella zwężyła oczy na moją siostrę.
- Nie ubieram szpilek na cholerne barbeque - zasyczała, kładąc na stole świeżą salsę.
- Wiele się napracowałam, by skompletować twój strój. Zostawiłam ci je, abyś je założyła, więc powinnaś je założyć - prychnęła Alice.
- Nie Alice, nie muszę tego rozbić. To… - Bella wskazała na swój top - jest aż nadto. Nie pogłębiaj się. - Pokręciła głową ruszając w stronę Jaspera, by pomóc mu z kurczakiem. Spojrzała przez ramię z błyskiem w oku. - Poza tym te szpilki są z zeszłego sezonu. - Wygląda na to, że Bella chce sprowokować Alice.
Spojrzałem na siostrę, która wyglądała jakby była w szoku i wkurzona.
- Odwołaj to, Bello! - Alice rzuciła się na Bellę, która zdumiała się jej wytrwałością, co trwało sekundy. Bella szybko się otrząsnęła z szoku i odwróciła sytuację, chwytając Alice. Cholera, jest zwinna i szybka.
- Nie odwołam tego! - burknęła brązowooka, zanim Alice ją pchnęła. Bella potknęła się i zwinęła w obronną pozycję. - Przyznaj, że masz problem, Alice. - Uśmiechnęła się i warknęła. Kurwa. Chyba za długo się tym cieszyłem.
- Nie mam problemu z zakupami - krzyknęła Alice.
- Nie mówię o zakupach - powiedziała rozbawiona Bella. - Myślisz, że masz problem z zakupami?
Alice zaprotestowała i rzuciła się na brunetkę. Zrozumiałem dlaczego dogryza Alice. Wszyscy wiemy, że moja siostra ma problem z zakupami. Gdyby nie zablokowane fundusze na jej koncie, byłaby bankrutem.
W trakcie przepychanki było słychać odgłos rozdzieranej koszulki, co zwróciło uwagę wszystkich obserwatorów. Podszedłem bliżej, zastanawiając się czy mam interweniować. Nie widzę, żeby działo się coś nieprzyzwoitego, tylko przepychanki i brzydkie słowa.
W pewnym momencie Bella położyła Alice, przez co mogłem zobaczyć w jakim stanie jest jej ubranie, niestety widzieli to też Emmett i Jasper. Zauważyłem, że cieszą się tym aż za bardzo. Jej koszulka była potargana w strategicznym miejscu, ukazując mlecznobiałe pagórki. Rzuciłem moje piwo i ruszyłem w ich stronę. Nie ma opcji, że pozwolę tym dwóm idiotom zobaczyć cycki Belli. To widok tylko dla moich oczu.
Zanim zbliżyłem się do Belli, Rosalie przepchnęła się obok mnie i złapała obie za uszy. Zaklęły i skrzywiły się, kiedy Rose postawiła je na nogi.
- Jeśli nasza trójka wyląduje w więzieniu, zostaniecie moimi sukami - powiedziała Rosalie z zadowoleniem. Udałem się do chłopaków. Emmett uśmiechnął się do mnie, ale posłałem mu spojrzenie. Dupek gapił się na klatkę Belli.
- Sory stary, ale to było cholernie gorące i ty to wiesz - wytłumaczył się Em. Jasper kiwnął zgodnie. - Czy ona cię tak dosiada? - Nie odpowiedziałem i wybrałem obserwowanie Rose.
- Alice, sandałki Belli może nie są na szpilce, ale mimo wszystko są śliczne - oświadczyła Rose jak czerwona wróżka.
- Bella, te szpilki, które kupiła Alice nie są z zeszłego roku - tłumaczy brunetce, która wywraca oczami. W trójkę wymieniają spojrzenia przez kilka minut, po czym ogromne uśmiechy świecę na ich twarzach. Nagle upadają i tarzają się po trawie.
Kobiety.
Oglądaliśmy grę, głównie patrząc na wynik. Jednakże większość czasu spędziliśmy na jedzeniu i śmianiu się z poprzedniego spięcia. Alice udało się naprawić koszulkę Belli, więc chłopaki nie mieli możliwości zaglądnięcia. Byłem z tego powodu zadowolony, ale muszę przyznać że tęsknię za tym widokiem. Bella zrobiła przepyszną salsę i domowe frytki, chociaż wszyscy uznali sos barbeque Emmetta jako najlepszy w okolicy. Siedzieliśmy wokół stołu najedzeni, a mecz poszedł w zapomnienie.
- To miłe, Edwardzie - powiedział Em, przełykając. - Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz przyszedłeś do naszego domu i zrobiłeś to.
- Byłem już tu wcześniej - powiedziałem, wywracając oczami. Jednakże, naprawdę nie mogłem sobie przypomnieć żadnej imprezy od czterech lat odkąd mają ten dom.
- Yeah, trochę minęło, bracie - stwierdził Emmett, wzruszając ramionami.
Serio?
- Skąd taka nagła zmiana? - Alice uśmiechnęła się.
- Bella. Taka różnica - podkreślił Jasper. Wywróciłem oczami. Spędzam z nimi czas. Przez cały czas siedzimy razem w klubie.
- Poza klubem albo pracą, Edwardzie - powiedziała Rosalie, jakby czytała mi w myślach.
- Nie zaprzątaj sobie myśli tym, co mówią. - Bella wywróciła oczami, zanim ruszyła w stronę basenu. Spojrzała przez ramię wstydliwie. - Można przegrzać zwoje jak się tak ciężko myśli. - Zachichotała, patrząc na basen. Obserwowałem jak zdejmuje buty i zanurza stopę w wodzie.
Moja rodzinka gapi się na mnie, zwracając tym moją uwagę, spoglądam na nich i wstaję z krzesła. Ruszyłem w kierunku basenu i owinąłem ramiona wokół talii Belli.
- Ktoś tu był niegrzeczną dziewczynką - zanuciłem do jej ucha. - Myślę, że potrzebujesz odetchnąć. - Zagroziłem, że wrzucę ją do basenu, mocząc jej stopy. Krzyczała, wypluwając płuca, bym ją puścił. Chciałem ją postawić obok mnie.
Niestety Emmett miał inny plan, a ja go nie widziałem. Wepchnął Bellę i mnie do zimnej wody. Brunetka jęknęła zaskoczona, kiedy uderzyła w taflę wody, złapałem ją szybko za ramię. Wypluła wodę, próbując wydostać się z wody.
- Będzie martwy - wypluła, owijając ramiona wokół mojej szyi. Otarła twarz i przesunęła dłonią po luźnym kucyku.
- Całkowicie się z tobą zgadzam, kochanie - wyszeptałem. - Oddaję go w twoje ręce, dziecinko.
Podpłynąłem z nią do drabinki na końcu basenu i wyciągnąłem Bellę z wody. Spojrzeliśmy na Emmetta, który śmiał się histerycznie na patio. Rosalie pokręciła głową i posłałam nam współczujące spojrzenie, podając ręczniki.
- Cholera Emmett, czy ktoś cię o to prosił? - powiedziała morderczo Bella.
- Jestem przerażony, doktor Swan - odparł Emmett. Uśmiechnął się i udał, że trzęsie się ze strachu.
- Nie mam zamiaru cię analizować. To by było zbyt proste - odpowiedziała Bella złowieszczo. Kurwa, jest gorąca kiedy się wkurzy. - Mam zamiar uderzyć cię tak, że zaboli.
Emmett dotknął siebie. Uśmiechnąłem się porozumiewawczo.
- Mogę zaoferować coś, czemu Rose nie odmówi. I aby to dostać musi wstrzymać się od seksu z tobą przez czternaście dni - powiedziała Bella z zadowoleniem, a na twarzy Em'a pojawiło się zwątpienie.
- Nie zrobi tego - powiedział. - Nie może bez tego żyć.
Rosalie posłała mu zabójcze spojrzenie. Przegiął, mówiąc że Rose się nie powstrzyma. Znając charakter Rosalie wiem, że podejmie się tego wyzwania.
- Słucham cię, Bello - powiedziała Rose z uniesioną brwią.
- Pamiętasz samochód, za który byś oddała życie? BMW - powiedziała słodko brunetka. - Będzie twój jeśli udowodnisz, że wasza dwójka nie uprawiała żadnego rodzaju seksu, włącznie z oralnym, przez dwa tygodnie.
- Jak mogę to udowodnić? - spytała blondynka. Emmett próbował zwrócić jej uwagę, stojąc za Bellą, ale Rose go ignorowała.
- Łatwo, wiem kiedy ktoś kłamie. To prezent. W ciągu dziesięciu minut będę wiedziała, że kłamiecie. - Wzruszyła ramionami. - Wchodzisz w to?
- Tak! - zgodziła się Rose, na co Em jęknął. - Zaczynamy od teraz. - Bella kiwnęła i sprawdziła godzinę na zegarku Rosalie.
- Dziecinko! - powiedział Emmett i wziął Rose w ramiona, błagając by się wycofała.
Bella zwróciła swoją uwagę na mnie i uśmiechnęła się.
- Wychodzimy.
- Nie wsiądziemy do mojego auta w mokrych ciuchach - powiedziałem, obserwując wodę kapiącą z jaj koszulki. Moje spojrzenie wędrowało po niej. Kurwa, wygląda cholernie seksownie w mokrym ubraniu. Bella wywróciła oczami i stanęła obok mnie.
- Proszę, przytrzymaj to. - Podała mi ręcznik i pokazała jak mam go trzymać, by dać jej prywatność. Po czym zdjęła koszulkę. Oczy Emmetta i Jaspera prawie wyskoczyły, kiedy zdali sobie sprawę co robi Bella. Miała problem z sunięciem dopasowanych spodni, przeklinając, dopóki nie znalazły się wokół jej stóp.
Spojrzała na Alice i moja siostra odwróciła się. W staniku i majtkach złapała ręcznik i owinęła go wokół ciała. Chwyciłem ją w tali i przyciągnąłem bliżej, by mogła złapać mój ręcznik. Namiot w gaciach był, mimo zimnej wody i niewygodnych, mokrych jeansów.
Jak tylko uniosła mój ręcznik, zacząłem rozbierać się do bokserek. Rosalie i Alice śmiały się cicho z naszej sytuacji. Złapałem ręcznik i owinąłem wokół bioder, krzywiąc się na mojego niewspółpracującego fiuta. Rose wręczyła Belli plastikową torebkę na nasze mokre ciuchy i Bella wzięła mnie za rękę, po czym ruszyliśmy do samochodu.
Wypiłem kilka piw, więc Bella siedziała w fotelu kierowcy, ponieważ nic nie piła. Usiadłem obok niej i włączyłem ogrzewanie, by ocieplić chłodne, nocne powietrze. Gapiłem się na Bellę, kiedy mknęła w dół ulicy. Zauważyłem, że ręcznik nie zakrywa całkowicie jej majtek i biustu, który wygląda jakby miał wyskoczyć. Oblizałem wargi na myśl o zlizywaniu kropel, które zostały na jej szyi i biuście.
Spojrzała na mnie kątem oka, skupiając się na moim torsie.
- Jedziemy do ciebie - powiedziała przez zaciśnięte zęby. Posłała mi seksowny uśmiech, jej dolna warga uwięzła pomiędzy zębami.
Przebiegłem opuszkami po kroplach wody na jej ciele.
- Pieprzone tak! Jedziemy! - warknąłem. Moja erekcja drgnęła w bokserkach, ukrytych pod ręcznikiem. Uśmiechnąłem się złośliwie do niej, kiedy moje palce pięły się w górę jej uda. Jęknęła miękko, ale jej oczy skupiły się na drodze przed nami.
Kiedy byliśmy już na autostradzie, Bella trochę przekroczyła prędkość, kiedy usłyszeliśmy to. Po chwili zobaczyliśmy niebiesko czerwone światła za nami.
