13. Uległy piątek

Edward

- Kurwa, do diabła, dyskoteka gra - wymamrotała Bella, powoli zjeżdżając na pobocze.

Zachichotałem na jej nazwę.

- Co?

Zarumieniła się wściekle, zanim odpowiedziała:

- Dyskoteka, tak nazywał światła policyjne mój tata, kiedy byłam mała - zachichotała lekko, po czym spojrzała na nasze stroje i jęknęła: - Cholera, dostanę mandat albo aresztują mnie za obnażanie się. - Westchnęła, przyciskając głowę do zagłówka. Odwróciła się, i spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, kiedy jej wzrok spoczął na moich kolanach. - Edwardzie, musisz to przełożyć.

- Ty prawdopodobnie też - powiedziałem, wskazując na nią. - Ubrana, czy raczej powinienem powiedzieć rozebrana jak ty.

Wyciągnąłem dowód rejestracyjny ze schowka, łapiąc torebkę Belli, w której ma prawo jazdy.

Chwilę później stukanie w okno, zmusiło Bellę do obniżenia szyby. Lodowate powietrze wpadło do samochodu, powodując dreszcze u naszej dwójki. Jasny promień światła padł na moją twarz i przeniósł się na brunetkę. Światło przesunęło się na mnie i z powrotem na Bellę. Źródło światła zsunęło się z jej twarzy na klatkę i kolana. Zdusiłem jęk, ciesząc się, że nie widzę twarzy tego dupka.

Świetnie. Zboczony glina.

- Proszę o dowód rejestracyjny i prawo jazdy, proszę pani - zapytał piskliwym głosem.

- Oczywiście, oficerze… - Bella urwała umyślnie.

- Oficer Eric Yorkie, psze pani - odpowiedział niskim głosem.

Co do cholery? Ja tu jestem.

- Eric Yorkie? Edytor w Forks High Tablet? - Bella odwróciła się i posłała mi mały uśmiech.

Wewnętrznie jęknąłem, ponieważ go znała.

- Tak, znamy się? Jestem pewien, że zapamiętałbym cię - powiedział, lustrując biust Belli.

Pieprzony dupek! Jest moja.

Przygryzłem policzek, by nic nie powiedzieć. Obserwowałem jak Bella przysuwa się do drzwi, dając mu idealny widok na swoje piersi ledwo okryte ręcznikiem.

Oficer spojrzał na prawko Belli w świetle latarki.

- Bella, młodszy edytor w Forks High Tablet?

Światło przygasło, kiedy pochylił się do środka i miał dobry widok. Był wysoki na co najmniej sześć stóp, gdy pochylił się do drzwi. Jego twarz była dziecinna, zaokrąglona z idiotycznym uśmiechem. Miał ciemne włosy, lekko wilgotne od mgły, która zawisła w powietrzu.

- W takim wypadku, chyba muszę poprosić o opuszczenie pojazdu, panno Swan. - Oficer wkrótce-będę-trzymać-twoje-jaja wskazał. Zacisnąłem pięści na kolanach, powstrzymując chęć wybiegnięcia z samochodu i wpieprzeniu mu.

Bella wywróciła oczami i zachichotała. Zachichotała? Serio? Ona z nim flirtuje. Robi to, by nie dostać mandatu, ale czy musi robić to tak dobrze?

- Oficerze Ericu - powiedziała uwodzicielsko. - Na zewnątrz jest zimno.

- Wiem - powiedziała pieprzona świnia, unosząc brew. Bella zachichotała ponownie.

Halo, zapomnieliście, że tu siedzę?

- Mój brat - powiedziała głosem, którego używa aby coś osiągnąć. - Jestem pewna, że chciałby cię ponownie zobaczyć, Ericu. Minęło tyle czasu. - Eric przełknął ślinę i potrząsnął głową, a Bella kontynuowała: - Zgadnij kogo ostatnio spotkałam? Jaspera, pamiętasz Jaspera prawda?

- Jasper i Jordan. Kto by ich zapomniał? Ile razy kończyłem zamknięty w szafce przez tą dwójkę?

- Sto dwadzieścia siedem razy, ale zawsze cię wypuszczałam, prawda? - powiedziała brunetka, przygryzając górną wargę, czarując swoim urokiem. Ta kobieta jest w stanie wydostać się z każdej sytuacji, co do tego nie mam wątpliwości.

- Robiłaś to. Punktem kulminacyjnym dnia było podanie ci ręki - powiedział oficer smutno. - Kim jest twój przyjaciel?

Pieprzony dupek wskazał latarką na mnie. Niestety Bella włączyła wewnętrzne światła w samochodzie. Oficer Gówniana-Twarz zapomniał o mnie, jego oczy były przyklejone do nóg Belli. Albo może zauważył, że jej bielizna wystaje spod ręcznika. Mogłem zobaczyć jego poruszające się jabłko Adama, kiedy przełykał ślinę i przerzucił ciężar ciała z nogi na nogę. Coś co robi facet kiedy się poprawia.

- To twój samochód czy jego? - warknął Eric, spoglądając w oczy Belli.

- Jego - odpowiedziała, wskazując na mnie.

- Potrzebuję twoje prawo jazdy - powiedział, patrząc na mnie. Gapiłem się, sięgając po portfel leżący na tablicy rozdzielczej. Wyciągnąłem dokument i podałem mu. - Bello, muszę spytać dlaczego jesteście tak ubrani i czy piliście?

- Nie, nie piłam - powiedziała poważnie. - Wiedziałam, że ja dziś wracam za kółkiem. Jesteśmy tak ubrani, ponieważ poszliśmy popływać w nocy. A Edward nie chciał zamoczyć siedzeń.

- Jestem pewien, że to był jego jedyny motyw. - Eric wskazał odkryte kolano Belli. Zachichotała ponownie. - Nie winię go.

- Więc mogę wiedzieć dlaczego mnie zatrzymałeś? - spytała Bella, słodko trzepiąc rzęsami.

- Jechałaś o osiem mil za szybko i zauważyłem to… - Zarumienił się.

- Zatrzymałeś mnie tylko dlatego, że jestem rozebrana? - spytała Bella, nie wyglądając na zadowoloną.

- Coś takiego. Przepraszam. - Podrapał się po karku i wzruszył ramionami. - Zaraz wracam. - Skurwysyn nareszcie wrócił do radiowozu.

- O co do cholery w tym wszystkim chodzi? - powiedziałem, zaciskając zęby.

- Co? Nie chcę dostać mandatu - powiedziała brunetka, poprawiając ręcznik, by pokazywał mniej. Nie myślę tak. Ponieważ mam bokserki, zdjąłem ręcznik i podałem go jej.

- Proszę, zakryj się - warknąłem. Zobaczyłem w bocznym lusterku, że oficer Fiut jest nadal w aucie.

- Dobrze - powiedziała miękko. - Nie widzę większego problemu. - Wzięła mój ręcznik, owijając go wokół nóg. Rozwinęła swój ręcznik i obserwowałem zahipnotyzowany jak próbuje okryć piersi.

- Edwardzie, czy ty jesteś zazdrosny? - spytała dokuczliwym tonem.

Tak. Do cholery tak!

- Nie - odpowiedziałem za szybko. Bella spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Zdjęła ręcznik z nóg i rzuciła we mnie. Uniosła brew, czekając na moją reakcję. Jęknąłem sfrustrowany, nie chcąc przyznać jej racji.

- Dobra! Tak, jestem do cholery zazdrosny. Dlaczego wydaje mi się, że gdziekolwiek wyjdziemy, to każdy dupek pieprzy cię wzrokiem?

Przebiegłem palcami przez włosy i odwróciłem się w stronę Belli, która się śmiała. Wywróciłem oczami, położyłem ręcznik na jej kolana i upchnąłem końce pod jej nogami. Przez cały czas Bella śmiała się miękko.

- Znacznie lepiej - zaznaczyłem, unikając jej wzroku. Pewnie nadal jest rozbawiona sytuacją. Wydęła wargi.

- Jak mam teraz pozbyć się mandatu?

- Jeśli dostaniesz, to zapłacę za ciebie, kochanie. To lepsze niż uprzedmiotowienie ciebie.

- Okej. - Posłała mi promienny uśmiech, kiedy jedną dłonią potarła moje udo. Spojrzałem na nią w niemym pytaniu.

- Jesteś naprawdę gorący, kiedy jesteś zazdrosny - wychrypiała.

- To znaczy, że jestem gorący cały czas - mruknąłem. - Czuję to. - Pamiętam jak chciałem wpieprzyć każdemu, kto spojrzy na nią.

Oboje zauważyliśmy, że Oficer Fiutek wraca do okna Belli. Jeden rzut oka na strój mojej ukochanej i jego uśmiech zmienił się w rozczarowanie.

- Wszystko wydaje się być w porządku, Bello. Rozmawiałem z operatoką na komendzie i powiedziała, że skopie mi tyłek jeśli nie wezmę od ciebie autografu. - Eric podał nasze dokumenty. Po czym podał Belli długopis i notatnik.

Autograf?

- Pewnie. Dla kogo ma być? - spytała Bella, spoglądając na Erica.

- Poproszę jeden dla Shelii, a drugi dla mnie.

- Oczywiście. Powiedz Shelii, że moja nowa książka wkrótce będzie w sprzedaży. - Bella uśmiechnęła się, wręczając notatnik i długopis Ericowi.

- Przekażę, dziękuję - powiedział, zabierając rzeczy od Belli. - Tym razem daję ci tylko upomnienie, ale pilnuj się w dalszej drodze do domu. Chyba, że zobaczysz mnie. - Puścił do niej oczko i pożegnał się, zanim ruszył w stronę radiowozu.

Chwilę później Bella wyjechała na drogę z uśmiechem. Ściszyłem muzykę, żebym mógł ją zapytać o te autografy.

- Książki? - spytałem.

- Mam trzy książki, napisane w ciągu tych sześciu lat.

- Cóż, o czym są? - pytam, by uzyskać więcej informacji.

- Głównie są to książki o związkach i poradniki o seksie. - Bella spojrzała na mnie. - Nie znajdziesz u siebie żadnej z moich książek. Dodatkowo, nie piszę pod swoim nazwiskiem. Mam pseudonim.

- Jaki? - spytałem, zastanawiając się czy będę mógł później poszukać trochę informacji.

- Wolałabym nie mówić - burknęła. Oczywiście nie chciała mi odpowiedzieć. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut, dopóki Bella nie prychnęła obok mnie.

- Dobra, powiem coś co ci pomoże. Jedna z moich książek nazywa się 'Jak uwieść swojego gorącego sąsiada'.

Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową w rozbawieniu.

- Ja jestem twoim sąsiadem.

- Tak, ale mieszkasz w innym budynku - powiedziała, patrząc na drogę. - Właściwie tej książki nie da się zastosować na tobie.

Zaparkowaliśmy na parkingu w moim budynku.

- Wysiadaj, Bello. Wrzucimy ubrania do pralki i suszarki, zanim pójdziemy do ciebie.

Kiedy złapaliśmy nasze rzeczy, ruszyliśmy do wind. Na szczęście nie spotkaliśmy nikogo. Bella cicho szła koło mnie, kiedy otworzyłem moje drzwi. Zauważyłem wahanie Belli w przekroczeniu progu.

- Co się dzieje? - Wziąłem ją za rękę, wciągając do środka.

- Nic - powiedziała miękko i wkroczyła do części dziennej. Po wrzuceniu ubrań do suszarki, uniosłem ją i posadziłem na pralce.

- Co się dzieje? Jesteś strasznie cicha. - Odsunąłem włosy z jej twarzy i pocałowałem ją w usta.

Wzruszyła ramionami.

- Wiesz tak dużo o mnie i to trochę przerażające.

- Dlaczego tak myślisz? - Położyłem dłonie na jej biodrach, z ręcznikiem nadal owiniętym wokół jej nóg. Jednakże, jej uda były prawie nagie pod moimi dłońmi.

- Po prostu nikomu nie pozwalam tak szybko się poznać. - Bella uciekła wzrokiem przed moim.

- Chcę, żebyś mówiła mi o wszystkim - wyszeptałem. - Chcę cię znać. - Westchnąłem, opierając czoło o jej. Chciałem ją o to spytać od drugiego dnia w restauracji: - Bello, co się stało między tobą i Jacobem?

- Dorastaliśmy razem, moje uczucia nigdy nie były takie same co jego. Umawialiśmy się w liceum. Rozeszliśmy się na ostatnim roku. Kiedy poszłam do collegeu, próbowaliśmy kontynuować znajomość w trakcie pierwszego roku. Było nam obojgu ciężko. - Pchnęła mnie, zjeżdżając z pralki. Wzięła mnie za rękę i poszliśmy do pluszowego fotela w moim salonie. Usiedliśmy, ja z nią na kolanach.

- W każdym razie, zerwałam z nim. Odkryłam, że stał się graczem po naszym zerwaniu, więc tak naprawdę nie rozmawialiśmy. Wtedy wydarzyły się te wszystkie rzeczy z Jordanem i moimi rodzicami, gdzie był dla mnie wsparciem. Byliśmy razem prawie rok i oświadczył mi się. Powiedziałam 'tak', ale stałam się niezależna i pewna siebie, co się mu nie podobało. Zdałam sobie sprawę, że mnie ogranicza, więc to skończyłam.

- Innymi słowy, nie podobałaś mu się taka jaka jesteś - wyszeptałem, pieszcząc jej policzek.

- W pewnym sensie tak - powiedziała w zamyśleniu. - Prawdę mówiąc, kochał kogoś kim starałam się być. Żartowałam z siebie. Kochałam go, ale nie byłam zakochanie w nim.

- Dziękuję za powiedzenie mi. Teraz mam kolejne pytanie i nie musisz odpowiadać. - Westchnąłem, nie chciałem pytać, ale to pomoże mi ją lepiej zrozumieć. - Z iloma mężczyznami byłaś?

Zaśmiała się, wywracając oczami.

- Byłam w dziesięciu związkach z dziesięcioma mężczyznami.

- Więc nigdy nie miałaś jednonocnej przygody? - spytałem zaskoczony niską liczbą. Do diabła, przebiłem ją o trzydzieści oczek. Pokręciła głową na mnie. Wow.

- Nie zamierzam pytać cię o twoją przeszłość - wyszeptała natychmiast rozwiewając zwątpienie. Bałem się, że jeśli to zrobi i się dowie to ucieknie. - Wiem już coś, więc na razie nie chcę znać twojej przeszłości.

Byłem zdezorientowany jak cholera. Właściwie chciałbym spotkać Bellę w swojej przeszłości. Pocałowała mnie w policzek, by zwrócić moją uwagę.

- Potrzebuję prysznica. Swędzi mnie skóra od chloru.

Zachichotałem i uniosłem brew sugestywnie. Wstała z moich kolan i zaczęła się odsuwać.

- Nawet o tym nie myśl - ostrzegła tonem przyjdź-do-mnie. Skoczyłem na nogi i ruszyłem za nią. Zmrużyła oczy i zrobiła kolejny krok. Rzuciłem się na nią, chwytając jej ręcznik. Pociągnąłem go.

Pieprzone tak.

Zapiszczała, śmiejąc się i pobiegła korytarzem tylko w niebieskiej bieliźnie. Odwróciła się i zdała sobie sprawę, że nie ma gdzie uciec, jej oczy znalazły moje. Przesunęła się do prawej strony i ją zablokowałem, po czym zrobiła krok koło mnie. Rzuciłem ręcznik wiszący nisko na biodrach i zagroziłem złapaniem jej. Krzyknęła i wybiegła do salonu.

Jej śmiech był szczery i głęboki, kiedy manewrowała wokół mebli, kiedy ją goniłem. Kurwa, nie śmiałem się tak od miesięcy. W końcu udało mi się ją złapać i przerzucić przez ramię. Krzyczała i klepała mnie po tyłku, co bolało jak cholera.

- Powiedziałaś, że chcesz wziąć prysznic, a ja chcę mieć pewność, że to zrobisz - stwierdziłem rzeczowo. Wszedłem do sypialni, omijając łóżko, kierując się do łazienki.

- Tak, ale nie miałam na myśli, żebyś do mnie dołączył. - Zachichotała i uderzyła w mój tyłek obiema dłońmi.

- Wygląda na to, że kochasz mój tyłek - powiedziałem rozbawiony. Potarła dłońmi po moich bokserkach, na co jęknąłem. Kurwa tak, naprawdę uwielbia mój tyłek.

- Musimy oszczędzać wodę, kochanie - powiedziałem, sadzając ją na blacie. - Wiesz, że to lepsze dla środowiska. - Ustawiłem się pomiędzy jej nogami, a ona owinęła ramiona wokół mojej szyi.

- Cóż , robię wszystko, by uratować naszą planetę - powiedziała Bella, bawiąc się włosami na moim karku. Pocałowałem ją w miękkie usta, przygryzając jej dolną wargę i ssąc, zanim nasze języki zaczęły wspólny taniec. Jęknęła i owinęła swoje cudowne nogi wokół mojej tali. Czuję ciepło jej cipki przyciskającej się do mojej erekcji: tak dobrze.

- Kurwa, chciałabym być u mnie - wydyszała, odsunąłem się, by wycałować szlak do jej piersi.

- Dlaczego? - wyszeptałem w jej wypukłość, zanim zassałem jej skórę.

- Prezerwatywy - wyjęczała, wyginając ciało w stronę moich ust. To znaczy, że jest gotowa?

- Mam sporo kondomów - powiedziałem, patrząc na nią. Skrzywiła się, prawdopodobnie na mój dobór słów. Świetnie, pomysł idioty. Przypominaj jej jak często zaliczasz.

Pokręciła głową, a ja nie mogłem znaleźć słów na jej zmartwienie.

- Tak, ale jestem uczulona na lateks. Potrzebuję specjalnych. - Zarumieniła się, wzruszając ramionami.

- Och - powiedziałem. Wszystko co posiadałem było bezużyteczne i niebezpieczne dla niej, co nie pomagało. - Obawiasz się ciąży czy STD1? - Ufam jej na tyle by wiedzieć, że nie jest na tyle głupia, by uprawiać seks bez zabezpieczeń.

- Jestem na antykoncepcji, ale ty… um...

Wtedy zrozumiałem jej wahanie.

- Mam duże doświadczenie w tej kategorii i mi nie ufasz. - Zwiesiłem ramiona i cofnąłem się.

- Chce ci ufać, Edwardzie - powiedziała miękko. - Normalnie nie wymagam, by moi partnerzy robili badania. To naprawdę niewygodne, nawet w specjalnych kondomach. - Kiwnąłem w zrozumieniu, ale nadal bolał fakt, że mi nie ufa.

- Sprawdzam się co pół roku i zawsze używam prezerwatyw. Zawsze. Każdorazowo. Ostatni test zrobiłem miesiąc temu. Jestem czysty - powiedziałem. Uciekła wzrokiem, ponieważ moje słowa nie wystarczyły. - Ręczniki i szlafrok są za drzwiami. Dam ci trochę prywatności - powiedziałem, odwracając się do drzwi. Czuję jak jej dłoń owija się na moim nadgarstku, ale odmówiłem spojrzenia na nią.

- Nie odchodź. Proszę - wyszeptała Bella, pocałowała mnie, stojąc na palcach. - Po prostu potrzebuję trochę więcej czasu. - Jej ramiona owijają się wokół mojej szyi, a ona liże moją dolną wargę. Wzdycham, jęknąłem, kiedy jej język wsunął się do moich ust.

Dlaczego nie mogę się jej oprzeć?

Chwytam ją za biodra, przyciągając ją bliżej. Moje dłonie zsuwają się na jej plecy, miękkość i ciepło są czyste pod moim dotykiem. Wsuwam palce pod ramiączka jej stanika, zsuwając je z ramion i rozpinam go. Całuję ją wzdłuż linii szczęki, jej szyję i przygryzam jej obojczyk, kiedy stanik znika. Moje palce badają każdy cal jej skóry, aż nie wykrzyczy mojego imienia. Po pierwsze, muszę zobaczyć ją mokrą - znowu.

Unoszę ją, niosąc do szklanego prysznica z dwiema dyszami i kilkoma natryskami. Stawiam ją na jej nogach i bawię się z pokrętłami temperatury i natrysków. Obserwuję jak ściąga majtki.

- Kurwa - syczę i łapię ja za biodra i przyciągam do klatki piersiowej. Nigdy nie czułem takiej potrzeby bycia z kimś.

Jej miękkie krzywizny dopasowały się do mojego twardego ciała, idealnie pasujemy do siebie. Jęknęła, kiedy mój fiut drgnął przy jej plecach. Poczułem jak jej palce wsuwają się pod gumkę bokserek. Rozstawionymi palcami, zsunęła ostatnią barierę pomiędzy nami i wyrzuciła je za kabinę.

Trzymałem ją blisko siebie, a ciepła woda uderzała w nasze ciała z każdej strony. Odsunęła się ze słodkim uśmieszkiem i zaczęła tańczyć wkoło, a woda owijała jej piękne ciało.

- Znaczenie lepiej - powiedziała Bella, łapiąc jeden z szamponów. - Kokos? - zapytała z uniesioną brwią. Zauważyłem jednak niepokój w jej zagryzionej wardze. Kurwa, myśli, że trzymam go dla innych.

- To nie tak jak myślisz - warknąłem zirytowany jej szybką oceną. - Nigdy ich tu nie zabierałem. - Jak mam jej to wytłumaczyć, że nie przyprowadzałem żadnej do mieszkania, żeby mnie nie nachodziły? Wzruszyłem ramionami.

- Jest Alice. Była u mnie kilka tygodni temu przez pare nocy, gdy Jasper był w podróży służbowej. Nie lubi zostawać sama w domu.

Bella uśmiechnęła się za słodko, a w oczach miała ogień.

- Po pierwsze, chodziło mi o zapach. Nie jest męski i nigdy nie czułam go u ciebie. Po drugie, wiem, że Alice używa produktów tej marki odkąd jedliśmy ostatnio lunch.

- Przykro mi, że wysunąłem za szybko wnioski. W dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach nie wiem o czym mówiłaś.

Tylko się uśmiechnęła i pokazała, żebym się schylił. Wzięła niewielką ilość mojego szamponu na dłoń i wmasowała mi we włosy. Kurwa, jej opuszki są magiczne. Po chwili, prosi o przechylenie głowy do tyłu, aby spłukać włosy. Kontunuuje poruszanie zaczarowanymi palcami podczas spłukiwania, aż paznokciami nie drapie skóry mojej głowy. To posyła wstrząs pożądania, który czuję od stóp do głów.

Nie dałem jej szansy na reakcję i pchnąłem ją na płytki. Górowałem nad nią, dosięgała mi do brody. Pozwoliłem wodzie lecieć, kiedy obserwowałem jak oblizuje wargi. Jęknąłem, złapałem ją za biodra i porwałem ją z ziemi. Po chwili, unieruchomiłem ją przy ścianie, z dłońmi po obu stronach jej głowy.

Jej oddech ciężki, prawie jak mój.

- Nie ułatwiasz sprawy.

- Mogę iść, jeśli chcesz - powiedziała miękko. Pokręciłem głową i uśmiechnąłem się. Przesunąłem palcem od jej skroni, przez policzek w dół jej szyi, gdzie uwiązł oddech. Okrążyłem delikatnie sutki, aż sama nie wypchnęła piersi w moją dłoń. Posłała mi spojrzenie i wywróciła oczami.

- Czy możemy wrócić do mycia? Jesteś strasznie brudny - zamruczała. O kurwa. Jestem pewien, że zawsze będę reagował na ten głos drgnięciem penisa.

- W takim wypadku mam nadzieję, że będziesz bardzo dokładna - powiedziałem z wielkim uśmiechem.

- Hmm… - powiedziała z niegrzecznym spojrzeniem. - Mogę być bardzo dokładna.

Uśmiechnąłem się i dałem jej wolną rękę, co przyjęła z przyjemnością. Złapała żel do mycia i czystą myjkę. Zaczęła od mycia mojej klatki piersiowej, ale miała wiele przed sobą. Posłała mi spojrzenie mówiące żebym cofnął się trochę.

Odsunąłem się z lekkim westchnieniem, kontynuowała koliste ruchy wzdłuż mojego ciała. Poprosiła, żebym się odwrócił, ignorując mojego fiuta. Mała diablica.

Kontynuowała mycie wzdłuż moich ramion i dołu pleców, drażniąc paznokciami moje boki. Syknąłem z przyjemności jak woda spłukała mydło, a Bella dodała język do wyostrzenia moich zmysłów. Jej paznokcie wbiły się w mój tyłek, powodując szarpnięcie i jęk. Odwróciłem się i wyrównałem spojrzenie. Uśmiechnęła się. Na palcach, z rękami na moich biodrach zostawiała pocałunki wzdłuż mojej szczęki. Przechyliłem głowę, dając jej lepszy dostęp, by mnie drażnić. Jej usta przeniosły się na mój tors, wzięła jeden sutek w usta, owijając język wokół niego i delikatnie przygryzając go. Jęknąłem, niezdolny wytrzymać dłużej, ponownie pchnąłem ją na ścianę.

Pochyliłem się i przycisnąłem usta do jej. Jej biodra przylgnęły do mnie, na co mój penis od razu zareagował na ciepło i miękkość skóry jej brzucha. Zamruczałem, delikatnie gryząc jej dolną wargę, ssąc i skubiąc ją. To jest najlepszą reakcją jaką mogłem u niej wywołać, robiąc coś takiego. Jęknęła, kiedy odsunąłem się i wziąłem od niej myjkę. Wziąłem nową porcję żelu i zacząłem ją torturować, tak jak ona mnie. To wspaniałe uczucie jak moje dłonie poruszają się po jej gibkim, mokrym ciele.

Zasyczała, kiedy złapałem jej sutek w zęby, delikatnie go przygryzając. Chciałem usłyszeć jak jęczy, chcę usłyszeć jak wykrzykuje moje imię. Rzuciłem myjkę i przebiegłem dłońmi przez jej biodro, zataczając małe kółeczka na jej miękkiej skórze. Powoli, moje ręce przesunęły się do miejsca, w którym chciałbym być.

- Edward - wydyszała, przesuwając dłonie z moich ramion do pośladków. Jęknąłem w jej usta i wsunąłem w nią dwa palce. Kolejny głęboki pomruk uciekł mi z ust, kiedy poczułem gładkość wokół moich palców. W momencie jak moje palce jej dotknęły, złapała mnie mocniej. Moja erekcja poruszała się po jej miękkiej skórze na brzuchu.

- Bella - jęknąłem ponownie w jej usta, kiedy jej zręczne palce owinęły się wokół mnie. Stęknąłem, kiedy jej kciuk potarł moją wrażliwą główkę, wypychając moje biodra w jej dłoń. Jęknęła jak dodałem kolejny palec, zwijając je w niej i uderzając we właściwym miejscu. Wykrzyczała moje imię, jej ruchy przyspieszyły, dostosowując tempo do mojego.

Opuściła jedną rękę i przeniosła ją na spód moich jaj, drażniąc je. To uczucie wysłało impuls do mojego fiuta i zacisnęło się w brzuchu. Rozgorączkowani zwiększyliśmy tempo, mój język zdominował jej usta, kiedy zacisnęła wokół mnie palce. Przycisnąłem do jej łechtaczki kciuk. Znieruchomiała, odsuwając się i krzyknęła. Drżała w moich ramionach i przeżywała orgazm.

Jej ręka znieruchomiała na chwilę, kiedy próbowała wyrównać oddech. Była mokra, zarumieniona od głowy po palce u stóp, a jej spojrzenie wyglądało na zaspane i zaszklone. Kurwa, nigdy nie wyglądała piękniej.

Posłała mi piękny uśmiech, pogłaskała mojego penisa i złożyła na moich ustach pocałunek. Jęknąłem i zaskomlałem, chcąc więcej. Wzięła moją wargę pomiędzy zęby, ciasno się zaciskając wokół mnie. Wypiąłem biodra w jej dłoń, jęcząc, kiedy jej usta zsunęły się na moją szczękę. Obiema rękami pomogła mi uzyskać spełnienie.

- Kurwa, Bella - jęknąłem, dochodząc w jej dłoniach.

- To… było mocne. - Westchnęła pomiędzy oddechami, patrząc na mnie.

- Hmm... - zamruczałem, wykorzystując chwilę i całując ją w opuchnięte wargi. - Tak, było. Skończmy się myć i kontynuujmy. - Wziąłem jej małżowinę w zęby, delikatnie przygryzając ją. Bella jęknęła i kiwnęła. Dotykaliśmy siebie przy każdej możliwej okazji, podczas mycia się.

W międzyczasie skończyliśmy i byliśmy gotowi na kolejną rundę - coś, co było rundą. Bella użyła języka do stymulacji zgrubienia u trzonu mojego penisa. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek doszedł tak mocno. Uczucie było obłędne, a ja głęboko nasycony. Leżałem na klatce Belli, nadal dochodząc do siebie po tym, co ta kobieta zrobiła swoimi ustami. Poczułem jak zaczęła wstawać. Spojrzałem na nią zmieszany. Gdzie ona się wybiera?

- Jeśli masz zamiar spędzić noc u mnie, to powinniśmy iść. - Wzruszyła ramionami i spróbowała wytoczyć się spode mnie.

- Pewnie, że chcę spędzić u ciebie noc - powiedziałem, jakby to było oczywiste. Oczywiste dla mnie. - Nie mam zamiaru wracać w środku nocy.

- Jesteś pewien, że to jest powód, dla którego chcesz zostać, kolego? - Uśmiechnęła się, siadając na łóżku, przeciągając zwinnymi palcami przez moje włosy.

Naprawdę musi o to pytać teraz? Jak mam odpowiedzieć? Mam jej powiedzieć, że lubię budzić się obok niej? Czy mam jej powiedzieć, że kocham zasypiać z jej ciałem obok lub pode mną? Mam jej powiedzieć, że kocham, kiedy wypowiada moje imię podczas snu? Nie wiem co mam powiedzieć.

Na szczęście Bella zdecydowała się odpowiedzieć za mnie:

- Myślę, że lubisz moje piersi jako poduszkę - powiedziała, ściskając ramionami piersi, by wyglądały jeszcze okazalej. - No proszę cię, przyznaj to.

- To oczywiste - odpowiadam z dzikim uśmieszkiem. - Wydaje mi się, że jestem zwolennikiem cycuszków - podkreślam, przytulając się do jej piersi. Zaśmiała się, ale szybko się to zamieniło w ziewnięcie. - Śpij, kochanie. Chcę mieć pewność, że jutro wyjdziemy wcześniej z pracy. - Pocałowałem ją w opuchnięte wargi.

- Nie całkiem - wymamrotała sennie. - Masz tylko jedno spotkanie i wszystko już jest gotowe na spotkanie z twoimi rodzicami w poniedziałek. Więc jeśli przyjdziemy na ósmą, to uda się nam wyjść koło południa. - Uśmiechnęła się. Cholera, naprawdę wiedziała jak ustawić mój grafik.

- Wow, jestem pod wrażeniem, panno Swan.

- Możemy złapać coś szybkiego na ząb, przygotować się i spakować na dwie noce. Powinniśmy być w drodze o trzeciej, a w hotelu najpóźniej o czwartej trzydzieści.

- Brzmi świetnie - powiedziałem miękkim tonem. Wyglądała na zmęczoną. - Czekaj, dwie noce?

Bella przygryzła nerwowo wargę.

- W hotelu można się zatrzymać minimalnie na dwie noce. Nie musimy zostawać w sobotę jeśli nie chcesz.

- Pewnie, że zostajemy. Nie sadziłem, że ty będziesz chciała. - Wzruszyłem ramionami. Odwróciłam wzrok, czując się przytłoczony. Położyłem z powrotem głowę na jej klatce, słuchając jej oddechu i bicia serca.

- Nadal jesteś zły za wcześniej? - wyszeptała, a jej palce zaczęły kreślić wzory na moich plecach.

- Rozumiem, Bello. Nie dałem ci żadnego powodu byś mi zaufała. - Westchnąłem, mój oddech spowodował gęsią skórkę na jej skórze.

- Jeśli mówisz, że się badałeś i jesteś czysty, to ci wierzę, Edwardzie - wyszeptała, próbując stłumić ziewnięcie.

- Śpij, Bello - wyszeptałem w jej klatkę i zacząłem nucić nieznaną melodię. Oddech Belli zwolnił po kilku minutach. Wkrótce jej spokojny oddech ukołysał mnie.

~oOo~

Następnego ranka, Bella obudziła się wcześniej, by zrobić śniadanie. Jestem szczęściarzem, ponieważ dostawa była następnego dnia po złożeniu zamówienie, więc miała pełną lodówkę do wyboru. Szybko wziąłem prysznic i kiedy byłem gotowy, znalazłem ją w kuchni. Wyszedłem z sypialni podążając za najcudowniejszym zapachem, poza Bellą, jaki miałem okazję czuć.

Mój węch wyczuł pieczony bekon, cynamon i prawdopodobnie ser. Wszedłem do kuchni i zamurowało mnie na widok przede mną. Patrzyłem na Bellę poruszającą się od półki do półki, szukając talerzy. Była ubrana w moją białą podkoszulkę i nic więcej. Wyglądała cudownie w kuchni. I to nie dlatego, że była tak ubrana, ale wyglądała jakby tu pasowała.

- Nie gap się tak, Edwardzie - zażartowała, rzucając okiem przez ramię. - Pomóż mi i weź wszystko na stół. - Wymagająca jest. Wyłączyła kuchenkę i przeniosła omlet na talerz. Pokręciłem głową, by rozwiać niepotrzebne myśli i złapałem talerz wypełniony bekonem i innym… Cholera… Tosty francuskie. Nie jadłem ich od lat.

- Moja mama była znakomitą kucharką i śniadanie było jedynym posiłkiem, który zawsze zjadałem, nieważne jak bardzo zajęty byłem, czy jak ojciec się śpieszył do biura. To było ostatnie danie, jakie przygotowała przed śmiercią.

Odkąd moja matka umarła, nie jadłem śniadań. To było zbyt bolesne na początku, a później się przyzwyczaiłem do braku tego posiłku. Spojrzałem na idealne kwadraty tostów i nie wiem czy chcę nimi rzucić przez pokój, czy pocałować Bellę.

Pojawiła się w moim polu widzenia, wyglądała na zmartwioną.

- Przeholowałam, tak? - spytała, przygryzając nerwowo wargę. Pokręciłem głową i uśmiechnąłem się lękliwie. Bella uśmiechnęła się nieśmiało i przechyliła głowę w kierunku stołu, który Esme podarowała mi, kiedy po raz pierwszy się wyprowadzałem.

Ruszyłem za nią i położyłem wszystko na blacie. Bella uśmiechnęła się, siadając naprzeciw mnie. Czekała, aż usiądę i spróbuję omletu. Jęknąłem, ponieważ to było pieprzenie niesamowite. Łapczywie zjadłem wszystko, co było w zasięgu ręki. Wszystko było przepyszne. Bella zachichotała, patrząc na mnie.

- Nie sądziłam, że kiedykolwiek zobaczę jak ktoś je moje potrawy z takim entuzjazmem - powiedziała, próbując zobaczyć gazetę, którą czytałem przed chwilą.

- Nie wiem dlaczego. To było pyszne, kochanie. - Pochyliłem się i pocałowałem ją w usta.

- Mmm, syrop klonowy - powiedziałem, miękko oblizując jej usta, smakując słodkości z jej warg.

- Edwardzie - jęknęła miękko i odsunęła się. - Kończ jedzenie.

Uśmiechnąłem się przed napiciem kawy. Spojrzałem na zegarek i zdałem sobie sprawę, że jest dopiero po szóstej.

- Mamy mnóstwo czasu, zanim będziemy musieli wyjść - powiedziałem sugestywnie. Bella zachichotała, zanim pobiegła sprintem z gazetą do mojej sypialni. Mógłbym się do tego przyzwyczaić.

Pobiegłem za nią i po raz kolejny, to był najlepszy poranek w dziejach.

Jak poszła się przygotować do pracy, zdecydowałem się zadzwonić do Alice. Przekomarzaliśmy się trochę o to, co dać Belli na urodziny. Tego było zbyt wiele i nie chciałem jej zasmucić, biżuteria mogłaby być złym sygnałem. Alice powiedziała, że bielizna nigdy nie jest przytłaczająca. Stwierdziła, że może coś wybrać i przynieść w sobotę. Wciąż próbowała wyciągnąć ze mnie czy spędziłem noc z Bellą.

Pilnuj swojego nosa, mikrusie.

Bella

Edward nalegał, abym założyła jeden z jego swetrów zamiast koszulki, kiedy miałam wyjść. Zgodziłam się, kiedy przyznał, że nie chce by mnie ktoś pieprzył wzrokiem, kiedy będę wracać do siebie. Uśmiechnęłam się triumfalnie, kiedy weszłam do mojego mieszkania i szybko znalazłam coś do ubrania i wzięłam szybki prysznic. Kiedy byłam gotowa, prześledziłam wydarzenia ostatnich dni. Próbowałam zrozumieć, kiedy wszystko się zmieniło. I zmieniło się, ponieważ zastanawiałam się czy Edward jeszcze jest obiektem, czy kimś z kim się umawiam...

Kuźwa. Co to wszystko zmieniło?

Nie mogę go okłamywać. Jeden uśmiech i się poddaję. Jeden pocałunek i jestem gotowa prosić na kolanach o więcej. Opowiedziałam mu o mojej przeszłości, no może nie wszystko, ale dużo. Wątpię by chciał wiedzieć, że to z Jasperem całowałam się po raz pierwszy, albo że Jacob odebrał mi dziewictwo - technicznie. Chciałabym powiedzieć mu przynajmniej o Jasperze.

Jasper był prawdziwym skarbem, kiedy złamałam rękę, uderzając Jacoba. Po tym jak on i Jordan posłali Jacoba do domu z podkulonym ogonem, trzymał mnie za rękę, kiedy doktor badał drugą rękę. Pamiętam, że Jordan pojechał po rodziców do pracy. Jasper był cichy i troskliwy. Zaśmiałam się na wspomnienia.

Może w drugiej liceum—

- B, dlaczego znowu uderzyłaś Jacoba? - wyszeptał Jasper, głaszcząc kojąco mój nadgarstek.

- Próbował mnie pocałować - powiedziałam z prychnięciem.

Jasper zaśmiał się i spojrzała na mnie .

- Próbował? - wyszeptał. Kiwnęłam. - Więc, nie udało się?

- Nie - powiedziałam i pokręciłam głową. - Wolałabym oddać swój pierwszy pocałunek komuś, z kim nie lepiłam babek z błota.

Jasper zaśmiał się histerycznie na moje stwierdzenie. Po czym spojrzał na mnie w zamyśleniu.

- Pierwszy pocałunek?

Zarumieniłam się z zażenowania. Cholera, głupie usta. Nie powie wszystkim, prawda?

- Tak - wyszeptałam, uciekając oczami od jego spojrzenia.

Pochylił się bliżej mnie z oczami utkwionymi w moich ustach.

- Mogę? - spytał. Kiwnęłam. Przycisnął miękkie wargi do moich, zamknęłam oczy, pozwalając by to się działo. Po kilku minutach, Jasper odsunął się, patrząc na mnie pustym wzrokiem.

- Cokolwiek? - spytał.

- Przykro mi, czuję się jakbym całowała się z bratem - wyszeptałam.

- Dzięki bogu, B - powiedział ze śmiechem. - Chciałem, żebyś miała swój pierwszy pocałunek z kimś kogo kochasz, nawet jak brata. - Spojrzał an mnie ponownie. - Tylko nie mów twojemu bratu. Pobije mnie.

Jestem pewna, że Jasper powiedział Alice. Zamierzam powiedzieć Edwardowi, tylko chcę uniknąć złego momentu. I znowu, czy ma prawo wiedzieć takie rzeczy o mnie?

Daj spokój, Bello. Powiedziałam mu, że miałam dziesięciu partnerów. Yeah, ale nie dodałam, że dziewięciu z nich było 'klientami'.

Siedziałam tak przez kolejne trzydzieści pięć minut, zanim musiałam się zbierać do pracy, sortując wszystkie emocje, kiedy doszłam do wniosku:

Do diabła, kiedy to się stało?

Edward

Odebrałem Bellę sprzed jej apartamentowca czterdzieści pięć minut po tym jak opuściła moje mieszkanie. Siedząc obok, jej zapach spowodował dreszcz.

Boże, pachnie cudownie.

Bella patrzyła znowu na gazetę, przygryzając długopis, rozwiązując krzyżówkę.

- Mokre na cztery litery - powiedziała na głos.

- Ssanie, lizanie albo całowanie2 - zasugerowałem.

Uniosła brew.

- Nie potrzeba wiele, by wiedzieć co ci chodzi po głowie - drażniła się, kręcąc głową i ukrywając twarz we włosach. Moja ręka automatycznie odsunęła jej włosy za jej ramię. Uśmiechnęła się do mnie i zwróciła uwagę na krzyżówkę. - Kuźwa, jednak lizanie - powiedziała Bella, śmiejąc się i wpisując hasło. - Jesteś gotowy na dzisiejszy wieczór? - Jej głos był miękki, więc spojrzałem na jej ręce spoczywające na kolanach, jej krzyżówka poszła w zapomnienie.

- A co się dziś będzie działo? - dokuczałem, w nadziei, że się odpręży. Klepnęła mnie w ramię i spojrzała na mnie. Uspokoiła się, krzyżując ramiona na klatce, podkreślając wydatny biust w ciemno brązowym żakiecie.

- Nic ważnego - prychnęła gniewnie i przesunęła włosy, by znów zakrywały jej twarz. To mnie zirytowało. Musi wiedzieć, że się z nią drążnię. I poczułem jak jej dłoń wpełza na moją nogę i ściska ją. Jęknąłem.

- Mam ci przypomnieć? - spytała Bella, pocierając mnie mocniej.

- Tak - powiedziałem i spojrzałem jej w oczy błyszczące humorem.

- Dobrze, ponieważ z pewnością dzisiejszej nocy nie zapomnisz. - Puściła mi oczko i wzięła dłoń z mojego kroku.

Czy mogłabyś położyć dłoń na poprzednim miejscu, kochanie?

- Nie jesteś zbyt pewna siebie? - powiedziałem, wywracając oczami. Może zabrzmiałem, jakbym się drażnił, ale ma rację. Te kilka nocy i ranków było niezwykle satysfakcjonujących.

To nie było tylko całowanie i dotykanie jej. Spodobało mi się wszystko: budzenie się obok niej, jej uśmiech, jej zapach, nawet jej kawa i kocham z nią rozmawiać. Nie mogę wybrać tej jednej rzeczy.

Cholera, wpadłem.

Nie. Ja nie wpadam.

Ranek w pracy szybko minął i udało nam się wcześniej wyjść. Podrzuciłem Bellę pod jej budynek i umówiliśmy się za godzinę u mnie. Szybko spakowałem walizkę, kiedy zdecydowałem się zrobić coś wyjątkowego dziś wieczorem. Zadzwoniłem do hotelu, w którym się zatrzymujemy i ustaliłem parę rzeczy. Mimo iż pokój był zarezerwowany na Bellę podkreśliłem, że sam zapłacę.

Wiem, że Bella nie będzie zachwycona tym, że zapłaciłem za naszą wycieczkę, ale ona jest słodka, kiedy się złości. Będzie warto zobaczyć jej reakcję.

Bella zapukała w moje drzwi równo o czternastej. W tej samej chwili otworzyłem drzwi i wyciągnąłem ramiona do niej, chłonąc jej zapach. Cudowny.

- Gotowy? - Uśmiechnęła się, całując mnie szybko. Przyciągnąłem ją bliżej, dłonie wplątałem w jej włosy, unieruchamiając jej twarz. Przygryzłem jej górną wargę, cichy jęk opuścił jej usta. Odsunąłem się na chwilę.

- Kocham jak jęczysz - wyszeptałem, ponownie dotykając jej ust. Zadrżała lekko, ale odsunęła się ode mnie.

- Nigdy nie wyjdziemy, jeśli teraz nie przestaniemy - wyszeptała.

- Masz rację - powiedziałem cicho, przyciskając ostatni raz usta do jej. Złapałem moją torbę, zamknąłem drzwi i chwyciłem ciepłą dłoń Belli w swoją. Wrzuciłem torbę do bagażnika, zauważając, że Bella ma tylko jedną małą w środku. Mała torba na weekendowy wyjazd znaczy mała ilość ubrań. Lub bielizny. Wzdrygnąłem się, kiedy mój fiut drgnął. Wkrótce.

Jechaliśmy niecałą godzinę, ale światła na moście w godzinach szczytu były na naszej trasie, więc wiedzieliśmy, że to zajmie trochę dłużej. Bella złapała swojego iPoda, znalazła stację dokującą i zajęła się szukaniem odpowiedniej muzyki. Wybrała Claire de Lune, ale utwór ucichł, kiedy zadzwonił telefon.

- Halo? - odpowiedziała, posyłając mi przepraszające spojrzenie. - Tak, to ja. - Przez chwilę wyglądała na zmieszaną. - Naprawdę? - Na jej twarzy zagościł ogromny uśmiech. - Świetnie. Przyjadę w poniedziałek podpisać dokumenty. - Przygryzła wargę i zamyśliła się na chwilę. - Nie, jedna nieruchomość będzie wykorzystana jako schronisko dla bezdomnych, a druga na SPCA3. Nadal szukam funduszy, ale mam kilka pomysłów. Dziękuję bardzo.

- Nie, na razie Cullenowie nie są zaangażowani w te projekty. To jest coś nad czym się zastanawiam. Myślałam nad założeniem fundacji pod nazwiskami moich rodziców, która pomoże różnym organizacjom i projektom. - Bella zamilkła na kilka minut, słuchając kogoś po drugiej stronie linii. Zaśmiała się.

- Chyba będę musiała zorganizować jakąś galę albo koncert. Znam kilka zespołów, które mi pomogą. Wow Phil, będę dozgonnie wdzięczna. Daj mi przeciąć czerwoną wstęgę, zanim przekażesz darowiznę. - Uśmiechnęła się do mnie, zanim zwróciła uwagę na rozmowę.

- Przepraszam, Phil zadzwonił do mnie po naszym lunchu. Spytał, czy może pomóc w moich wyczynach z biednymi ludźmi. - Pokręciła swoją uroczą główką, uśmiechając się. - Zaproponował mi dwie nieruchomości w Seattle, co będzie pomocne w projektach, nad którymi pracuję.

- Nie wiem co powiedzieć, Bello - powiedziałem w zamyśleniu. - Wiedziałem, że jesteś dobra i bezinteresowna, ale to…. - Zamilknąłem, zastanawiając się jak jej powiedzieć, że daje więcej z siebie niż inni ludzie.

Bella ucichła na chwilę, jakby toczyła wewnętrzną walkę.

- Moja mama, Renee, kochała zwierzęta. Co było dziwne, ponieważ ledwo zajmowała się sobą. Kilka razy w miesiącu po powrocie ze szkoły znajdowałam w domu nowe zwierzaki. Pomagała im znaleźć dom. - Spojrzałem na nią i dojrzałem coś w jej oczach. Nigdy tego nie widziałem. Jej uśmiech podczas rozmowy o matce zapierał dech w piersiach.

- Mimo iż z pieniędzmi zawsze było krucho, zawsze pomagała w lokalnym schronisku jako wolontariusz. To było coś co robiłyśmy razem, jak rodzina. Wiedziała, że brat i ojciec nam pomagają dla zabawy, ale to zawsze było miłe. - Wyglądała na zamyśloną. - To wpoiło się w moje życie i jest czymś, co pozwala mi być bliżej matki.

- Co robił twój ojciec? - spytałem. Chciałem wiedzieć o niej więcej. Co nią prowadzi. Nie otwarła się od kolacji z moimi rodzicami.

- Był komendantem na posterunku w Forks. Nie było łatwo być córką szeryfa - powiedziała z parsknięciem. - Jasper i Jordan nie pomagali.

- Wciąż ciężko uwierzyć, że masz powiązanie z moją rodziną - powiedziałem, podjeżdżając w korku.

- Jasper i mój brat upewnili się, że nie umawiałam się za często w liceum. Wczorajszy policjant spędził wiele nocy w szafce, ponieważ mnie lubił. - Prychnęła, wyrzucając ręce w powietrze. - To było śmieszne. Raz pobili Jake'a ponieważ próbował mnie pocałować. Przegięli. Jednakże, nie ważne jak próbowali zrobić ze mnie grzeczną dziewczynkę i tak udało mi się stracić dziewictwo przed pójściem do collegu.

Ignorowałem uścisk w sercu na myśl jej z kimś innym. Uśmiechnąłem się na jej tyradę i fakt pobicia tego ćpuna przez Jaspera i jej brata.

- Pobili Jacoba - powtórzyłem zadowolonym tonem. Klepnęła mnie w ramię i skarciła mnie.

- Jasper przyznał się podczas kolacji, że uderzył Jacoba. Dlaczego? - spytałem, ponieważ nie wyjaśniła tego.

- Próbował mnie pocałować, byliśmy w młodszych klasach, a Jacob chodził do szkoły w La Push. Mieliśmy wycieczkę do rezerwatu, kiedy spróbował. - Wzruszyła ramionami.

- Więc twój brat i Jasper ustawili Jacoba, bo przystawiał się do ciebie? - doszedłem do wniosku.

- To i złamałam rękę. Jake ma twardą głowę - zaśmiała się lekko. - Jest coś o czym powinieneś wiedzieć, o Jasperze i mnie.

O nie.

- Zawsze był w pobliżu. Zawsze traktowałam go jak brata, ale to z nim przeżyłam pierwszy pocałunek - powiedziała nerwowo. - Chciałam żebyś wiedział, bo Alice pewnie już wie.

- Umm, ale nic więcej się nie wydarzyło? - spytałem nieco oszołomiony. Wiedziałem, że Jasper kocha moją siostrę i nie zrobiłby nic, by ją skrzywdzić.

- Nie, czułam się jakbym całowała brata - powiedziała Bella z obrzydzeniem. Zaśmiałem się.

- Dobrze, ponieważ jakby to wyszło, zrobiłoby się dziwnie.

- Tak, w szczególności jakby Emmett się dowiedział - powiedziała, śmiejąc się. Jęknąłem, ponieważ miała rację. Jeśli Emmett przechwyci tą skromną i niewinną informację, zmieni skalę.

- Spokojnie, Edwardzie. Jeśli się dowie, sprawię że Rose zgodzi się na kolejne 'wstrzemięźliwe' wyzwanie - zaśmiała się diabelnie.

- Wiesz, że będą próbowali ci skłamać?

- Nah, wiem kiedy ktoś kłamie i kiedy okłamują siebie. - Wzruszyła ramionami i spojrzała za okno.

- W takim razie jak potrafisz rozpoznać, kiedy ktoś kłamie? - Byłem ciekawy, czy zauważyła któreś moje oszustwo.

- Cóż, język ciała to jeden sposób i są pewne ruchy oczu, które zdradzają osobę. Potem są profesjonalni oszuści.

- Profesjonalni oszuści - powtórzyłem, prosząc o wyjaśnienie.

- Profesjonalny oszust ma umiejętności aktorskie, który może coś zrobić, bez tych oczywistych znaków, ale nawet ich można rozgryźć.

- Okej, wzbudziłaś moje zainteresowanie. Jak mnie zakwalifikujesz?

- Łatwe, jesteś profesjonalistą z jednym znakiem rozpoznawczym, który wyłapałam. Okłamujesz siebie i nie do końca zdajesz sobie z tego sprawę, tak bardzo, że wierzysz w to co mówisz. - Uśmiechnęła się, unosząc brew, pytając mnie o poprawność analizy.

- Zdradzisz mi co mnie zdradza? - Uśmiechnąłem się.

Pokręciła głową, nie zamierzając mi odpowiedzieć. Poza tym próbuję sam siebie rozgryźć i chciałbym się dowiedzieć o co jej chodziło z okłamywaniem samego siebie.

- Wiem o czym myślisz - wyszeptała. - Odpowiedzią jest okłamywanie siebie przez ostatnie kilka dni, że chcesz mnie zaciągnąć tylko do łóżka i nic więcej nie czujesz.

Co do diabła?

- To dlatego nie zdawałeś sobie sprawy, że nazywasz mnie 'kochanie'. Wiesz, że zacząłeś mnie tak nazywać w poniedziałek w nocy? - spytała, wpatrując się we mnie intensywnie.

Od poniedziałku… nie ma mowy. Zrobiłem to?

- Na początku nie rozmyślałam nad tym, ponieważ myślałam, że to sposób dostania się pod moją spódnicę. Spodziewałam się, że przestaniesz mnie tak nazywać. Potem powiedziałeś to w obecności wszystkich, włączając twojego ojca i Phila Knight'a. - Kręciła głową przez chwilę. - Dezorientowałeś mnie, dopóki nie przyznałeś się, że nie byłeś tego świadomy.

- Co to znaczy? - spytałem zaciekawiony jej tokiem myślenia. Chciałem poznać jej opinię, ponieważ nadal byłem zmieszany i przerażony jak diabli myślą, że zna mnie lepiej niż ja sam.

- Tak jak powiedziałam wcześniej, okłamujesz sam siebie. - Westchnęła i wygląda na to, że nie powie nic więcej. Potwierdziła to zmieniając temat i spytała o podróż z rodzicami do krajów trzeciego świata, która miała nieść jedzenie i budowę nowych domów i klinik.

Z taką tematyką udało nam się przejechać most i wjechać w mniejszy ruch pozamiejski. W dwadzieścia minut udało nam się dojechać do Salish Lodge, które mieściło się w bujnym lesie Northwest.

W hotelowym lobby dowiedzieliśmy się, że nasz pokój będzie niedostępny przez następną godzinę. Zdecydowaliśmy się na spacer na terenie hotelu. Hotel był wybudowany na granitowym wzgórzu, wodospady rozbijały się trzysta metrów dalej w szmaragdowej wodzie.

Nadal było za wcześnie by coś zjeść, ale złapaliśmy po butelce wody i ruszyliśmy wzdłuż rzeki, słuchając odgłosów szalejącej wody. To było niezwykle odprężające, bycie na świeżym powietrzu z przepiękną kobietą.

Nie było za ciepło, ani za zimno. Idealnie. Bella była ubrana w rozkoszną spódnicę w kolorze khaki i ciemnoniebieski sweter z białą lamówką. Zwieńczyła swój wygląd parą białych sandałków. Nic nie mogę na to poradzić, muszę jej dotknąć. Biorę ją za jej malutką dłoń i ściskam. Zauważyłem jak westchnęła i wydawała się zadowolona. Znaleźliśmy jasny szlak i ruszyliśmy nim, naśladując inne pary i rodziny. Podziwialiśmy piękno, które nas otaczało. Mimo że doceniłem bujny las, upajałem się pięknem Belli.

Obserwowałem jej twarz, która rozpromieniła się, kiedy wiatr rozwiał jej włosy. Przymknęła oczy i pozwoliła wiatru ją okrążyć. Podeszliśmy bliżej rzeki, idąc wzdłuż cichych prądów. Bella ściągnęła sandał i włożyła stopę do wody. Jednakże, szybko wskoczyła w moje ramiona, kiedy dotarło do niej, że woda jest lodowata. Zaśmiałem się na to i chciałem ją postawić, ale się rozmyśliłem.

- Edwardzie - jęknęła, ciasno owijając ramiona wokół mojej szyi i ramion. - Puść mnie, to zbyt daleko, żebyś mnie niósł.

- Dziecinko - drażniłem się, całując ją w skroń. - Jesteś lekka jak piórko.

Zatrzymałem się, słysząc kogoś przed nami.

- Co to było? - zachrypiała, rozglądając się wkoło. Minęliśmy mały zakręt i zauważyliśmy małą dziewczynkę, chyba czteroletnią, płaczącą samotnie na szlaku. Postawiłem Bellę i rozglądnęliśmy się, ale nikogo nie było. Nikogo nie było na ścieżce.

Bella uklękła przed dziewczynką. Starała się robić to wolno, by jej nie przestraszyć. Mała miała krótkie, ciemno brązowe kręcone włosy i okrągłą twarz. Przestała płakać, patrząc na nas, jej zielone oczy błyszczały od łez. Posłała nam uśmiech, pociągając nosem. Przykucnąłem, by być na jej wysokości i spytałem jak ma na imię.

- Becky - wymamrotała. Bella westchnęła, wyciągając szyję i ponownie przeszukując wzrokiem szlak. Wyciągnąłem chusteczkę i podałem Becky.

- Becky, czy byłaś tu z rodzicami? - spytałem, ale mała złapała mnie za palec swoją malutką rączką. Bella zaśmiała się koło mnie i puściła mi perskie oko. Wygląda na to, że mam adoratorkę.

- Tak, i z bratem Michaelem - powiedziała Becky, rumieniąc się, kiedy na nią spojrzałem.

- Mam na imię Bella, a to jest Edward. Jesteś stąd, skarbie? - spytała Bella, pomagając małej oczyścić twarz. Becky pokręciła głową, a loczki zatańczyły wokół jej twarzy.

- Zatrzymaliście się w hotelu? - spytałem, odciągając kilka włosów z małej twarzyczki.

- Umm, w dużym pokoju z dwoma dużymi łóżkami - odparła Becky, dotykając policzka Belli wolną ręką. - Ładna.

Bella uśmiechnęła się.

- Ty też, skarbie - wyszeptała, posyłając małej uśmiech.

- The Lodge jest najbliższym hotelem - zauważyłem, a Bella kiwnęła w zgodzie.

- Dawno temu zgubiłaś mamusię? - spytała Bella, wstając. Wyciągnęła dłoń do Becky. Jej małe paluszki owinęły się wokół Belli i uśmiechnąłem się na idealny obraz ich splecionych rąk. Becky kiwnęła i pociągnęła nosem. Biedne maleństwo, zgubione pośród niczego, niczego znajomego.

- Uważasz, że powinniśmy iść do hotelu i zobaczyć, czy są w stanie nam pomóc? - spytałem Bellę.

- Zaczyna się robić zimno - odpowiedziała. - Uważam, że nie mamy zbytniego wyboru. - Zamyśliła się na chwilę. - Wracajmy, ale wolno, może jej rodzice nas złapią. Jeśli nie, to wrócimy do hotelu. - Kiwnąłem, zgadzajac się z nią.

- Becky, pójdziemy z tobą do hotelu. Będziemy się rozglądać za mamusią i tatusiem - powiedziała Bella słodko do małej, która pokiwała żarliwie.

Becky owinęła palce drugiej ręki wokół moich palców, kiedy ruszyliśmy w stronę hotelu. Zadaliśmy jej kilka pytań o jej rodzinę, próbując ustalić jej nazwisko, ale ona go nie znała albo nie potrafiła wymówić. Po kilku minutach, Becky zaczęła ziewać.

- Bella - powiedziałem miękko, by zwrócić jej uwagę. Spojrzałem na małą. - Jest zmęczona, będzie w porządku jeśli ją poniosę?

Kiwnęła i uśmiechnęła się. Powiedziałem Becky, że mogę ją ponieść, a ona szczęśliwa wpadła w moje ramiona. Mimo iż miałem zajęte ręce, wziąłem dłoń Belli w swoją. Miękkie spojrzenie powinno mnie zaalarmować, ale nic się nie stało.

W połowie drogi usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy:

- O mój boże! Becky!

Rozszalała kobieta, trochę starsza od Belli podbiegła do nas, a za nią policjant i ciemnowłosy mężczyzna.

- Znaleźliśmy ją dziesięć minut drogi stąd - wyjaśniła Bella, kiedy kobieta zabrała małą z moich ramion. Nawet we śnie była słodka, a na jej ustach widniał uśmiech. Jej oczy zatrzepotały, by zobaczyć matkę. Owinęła małe ramionka wokół szyi mamy, ukrywając twarzyczkę we włosach.

- Mamusiu! - powiedziała mała podekscytowana. Odwróciła się, kiedy jej ojciec owinął wokół nich ramiona. - Tatuś! - Becky ściskała oboje rodziców przez chwilę. Spojrzała na mnie i Bellę.

- Dziękuję, Edwardzie. Dziękuje, pani Bello. - Uśmiechnęła się. Jej rodzice się przedstawili i podziękowali. Po odpowiedzeniu na kilka pytać oficera, rodzice małej wyjaśnili, że ich syn zadrapał kolano. Podczas gdy zajęli się nim, Becky odeszła. Kiedy Bella rozmawiała z jej rodzicami, Becky podeszła do mnie. Pociągnęła mnie za spodnie, prosząc bym uklęknął. Jej oczy rozszerzyły się, rozglądając się wkoło, by mieć pewność, że nikt nas nie usłyszy. Zbliżyła się i wyszeptała mi do ucha:

- Pani Bella cię lubi - wyszeptała, zakrywając dłońmi usta, by nikt nic nie widział. Spojrzałem na Bellę. Jej twarz była spokojna i zarumieniona, zanim się odwróciła.

- Tak myślisz? - spytałem konspiracyjnym tonem. Becky kiwnęła główką.

- Też ją lubisz. - Uśmiechnęła się i wyszeptała jeszcze ciszej: - Chcesz się z nią ożenić i mieć dzieci?

Nagle przed oczami stanął mi obraz Belli i mnie, spacerujących w tym samym miejscu z małą brązowowłosą dziewczynką na moich ramionach. Brzuch Belli był wypukły, skrywając naszego syna, a my chodziliśmy wzdłuż rzeki, trzymając się za ręce.

Co. Do. Diabła.

Nie udało mi się wyksztusić odpowiedzi, niczego spójnego. Usłyszałem jak ktoś za mną staje.

- Becky, skarbie. Edward i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi - powiedziała miękko. Mała spojrzała na mnie i na Bellę. Wywróciła oczami i prychnęła z irytacją.

- Skoro tak mówisz, ale to się jeszcze okaże - powiedziała w stylu Alice.

Nie czekając na odpowiedź, Becky podeszła do swoich rodziców. Wkrótce zostaliśmy z Bellą sami. Brunetka chciała się jeszcze przejść, by oczyścić myśli. W sumie też tego potrzebuję. Obrazy w mojej głowie przeraziły mnie na śmierć. Jednakże w tym samym czasie, część mnie podnieciła się na tę myśl.

To mnie przeraziło, ponieważ po śmierci moich rodziców nigdy nie myślałem nad zostaniem ojcem. Zawsze czułem, od tego pamiętnego dnia, że nie mogę sobie pozwolić na pokochanie kogoś. Brak dzieci oznaczał brak bólu jeśli mi się coś stanie. Poza moją rodziną, nikomu na to nie pozwolę.

Jedyną osobą, którą do siebie dopuściłem był Jacob Black. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi w collegu i spierdolił, odchodząc z firmy wraz z moimi klientami. Powiedziałem sobie, że nigdy więcej nie zaufam nikomu. Teraz zobaczyłem jakby to mogło być, jakbym naprawdę chciał.

Teraz co? Miałem się zatracić podczas tego weekendu. Mogę to przeanalizować później, a nie kiedy jestem przytłoczony obecnością Belli. Ma istotny wpływ na moje myśli.

Zameldowaliśmy się po zachodzie słońca. Po podaniu recepcjonistce mojej karty kredytowej mogłem obserwować tupanie Belli w drodze do naszego apartamentu. Ruszyła korytarzem do drzwi naszego pokoju i czekała na mnie z rękami zaplecionymi na piersi. Uśmiechnąłem się do niej niewinnie, ale zamiast uśmiechem, odpowiedziała mi warknięciem. Ten dźwięk poszedł prosto do mojego fiuta.

Odłożyłem nasze torby, aby otworzyć podwójne drzwi naszego apartamentu. Bella westchnęła, wchodząc do pokoju, właśnie takiej reakcji się spodziewałem. Królewskie łoże z baldachimem pokryte biało burgundową pościelą z dużą ilością poduszek. Tuż obok łóżka znajdowały się drzwi z matowego szkła prowadzące do łazienki z wielkim jacuzzi. Na zachodniej ścianie był kominek z palącym się ogniem. Przed kominkiem stała dwuosobowa sofa, krzycząca wygodą. Był też okrągły stolik przykryty białym obrusem.

Zapierający dech w piersiach widok pokoju powodowały rozstawione na każdej powierzchni świecące się świeczki w ciemnym pokoju. Ścieżka z różanych płatków biegła pomiędzy łóżkiem, łazienką i kominkiem.

- Wybrałem różane płatki, ponieważ taki właśnie kolor mają twoje policzki, kiedy jesteś szczęśliwa - powiedziałem, zamykając drzwi.

Podeszła w stronę świeczek, przymknęła oczy i napawała się zapachem frezji. Wrzuciłem nasze bagaże do pokoju i przeczyściłem gardło. Odwróciła się z łagodnym wyrazem twarzy i uśmiechem. Jej wyraz twarzy szybko się zmienił w grymas i podeszła do mnie.

- Nie myśl, że zrekompensujesz się płaceniem, Edwardzie. - Bella pokazała, że gniewa się dalej. Pchnęła mnie na drzwi, a ja tylko się uśmiechnąłem. Okładała mnie po klatce małą piąstką, a drugą opierała na biodrze.

Boże, jest niesamowicie seksowna, kiedy jest zła.

- Prawdopodobnie nie, ale może. - Pochyliłem się i pocałowałem ją w usta, trzymając jej dłoń na mojej klatce. Wolną rękę wplotłem w jej miękkie włosy, unieruchamiając ją, kiedy ssałem jej dolną wargę. Jęknęła, rozchylając usta. Wykorzystałem okazję posmakowania jej bardziej, pogłębiając pocałunek.

Bella odsunęła się, łapiąc powietrze. Moje usta kontynuowały wędrówkę po jej szczęce, pozostawiając piekący szlak do jej obojczyka.

- Jesteś niesamowicie seksowna, kiedy jesteś zła. - Drażnię jej szyję zębami. Jęczy, przyciskając ciało bliżej mojego.

- A tobie ciężko się oprzeć, kiedy pokazujesz, że masz serce - wymamrotała. Spojrzałem jej w oczy, pieszcząc jej szyję i policzek.

- Mam serce, Bello - wyszeptałem. Zrobiłem to i chciałem, żeby to wiedziała. Wziąłem jej dłoń i przycisnąłem do mojego serca, które biło jak szalone. - To jest coś co mi robisz, przebywając blisko mnie, gdy myślę o tobie, do diabła, nawet jak ktoś wspomni twoje imię.

Przygryzła dolną wargę i kiwnęła. Delikatnie położyła dłoń na moim policzku, wpatrując się w moje oczy. Tak jakby czegoś szukała. Uśmiechnęła się, a w jej oczach wirowało nieznane uczucie.

- Nareszcie - wyszeptała. Spojrzałem na nią zmieszany. - Przestałeś sam siebie okłamywać.

Zrozumiałem o co jej chodzi, kiedy powiedziała o moim kłamaniu sobie. Ma rację. Okłamywałem sam siebie. Próbowałem z tym walczyć. Ale nie mogę robić tego dłużej.

Wpadłem.

Bella stoi na palcach, obserwując mnie i całuje miękko w usta. Jej palce przebiegają przez moją klatkę piersiową wolno, cudownie, zanim jej palce wczepiają się w moje włosy. Jęczę, pogłębiając pocałunek i owijając ramiona wokół jej talii, by unieść ją do góry.

Owija swoje cudowne nogi wokół mojej talii, nie przerywając naszego pocałunku. Z jedną ręką ciągnącą mnie za włosy, drugą zaczęła rozpinać moją koszulę. Szybko nas odwróciłem, więc opierała się ona o drzwi. Jęknęła, kiedy moje ciało przylgnęło do jej. Jak jej palce rozpięły ostatni guzik, zsunęła koszulę z moich ramion. Tkanina opadła i zdałem sobie sprawę, że chcę ją rozebrać, więc muszę użyć dłoni.

Zaprowadziłem nas do łóżka i położyłem ją, uwalniając ręce, by mogły przebiec po jej krzywiznach. Była ciepła i taka miękka, drżąc lekko pod moim dotykiem. Złapałem haust powietrza i odsunąłem się. Chcę mieć pewność, że to jest coś co chce zrobić, od tego momentu nie będzie odwrotu.

Spojrzałem jej w uczy i to było tak, jakby wyczytała w moich oczach pytanie i troskę. Otuliła moją twarz swoimi dłońmi i uśmiechnęła się słodko.

- Jestem gotowa, Edwardzie.

Tego właśnie potrzebowałem. Pocałowałem ją miękko, przyciskając biodra do niej. Wygięła się i jęknęła w niemej prośbie o więcej. Muszę ją zobaczyć, więc ściągnąłem jej sweter i rzuciłem za siebie.

Powitał mnie widok słodkiego stanika z białej koronki. Z pozoru niewinnie wyglądający biustonosz, ale cholernie seksowny. Wiodłem palcem po krawędzi koronki, czując kontrast pomiędzy koronką i miękką skórą. Jej klatka unosiła się i upadała, co było hipnotyzujące. Jej sutki stały się twarde, kiedy zanurzyłem go w ustach.

Próbowała mnie odsunąć, ale nie ruszyłem się z miejsca. Chciałem jej spróbować. Kiedy dotarło do niej, że mnie nie powstrzyma, delikatnie drażniła każdy cal mojego ciała, który mogła dotknąć. Jęknąłem, zrzucając buty, podczas gdy moje dłonie skoncentrowały się na jej piersiach. Wygięła plecy w łuk, przylegając do mnie, kiedy ssałem jej okryte koronką sutki.

Lizałem wzdłuż krawędzi koronki, przygryzając miejsce między jej piersiami, gdzie znajdowało się zapięcie. Przygryzłem je zębami i odskoczyło. Odrzuciłem skrawki tkaniny na podłogę, gdy kolejny jęk opuścił jej usta. Mój język owinął się wokół jej sterczącego sutka, a Bella wpiła paznokcie w moje plecy.

Kurwa.

Jęknąłem i przylgnąłem do niej. Cudowne uczucie czuć ją tak blisko. Jej ręce przeniosły się na moje biodra, do guzika jeansów. Rozpięła je i zaczęła wolno, jak dla mnie, rozpinać zamek. Odsunąłem się od niej, czując natychmiastową potrzebę pozbycia się spodni. Zaskomlała na mój ruch, obserwując mnie jak zdejmuję jeansy, bokserki i skarpetki, najszybciej jak się da. Przygryzła kącik ust, ocierając nogami jedną o drugą, by spowodować tarcie. Kurwa, wygląda cudownie. Przebiegłem palcami wzdłuż jej niesamowitych nóg, składając całusy w różnych miejscach. Rozsunąłem zamek w jej spódnicy, a ona wysunęła się z niej. Zachichotała, unosząc nogę ze spódnicą wiszącą na jej palcu. Uśmiechnąłem się i odrzuciłem ją na bok. Położyłem jej stopę na moim ramieniu, całując jej kostkę. Skończyłem na jej łydce, rękami przebiegając po całej długości jej nogi. Sapnęła, kiedy moje place odnalazły krawędź białych koronkowych majtek.

- Edward - jęknęła, unosząc się nad łóżkiem. Ostatniego całusa złożyłem na wewnętrznej części jej uda, upuściłem jej nogę i zanurkowałem pomiędzy jej udami.

- Tak, kochanie? - wymamrotałem. Polizałem i uszczypnąłem rant jej majteczek, od biodra do biodra.

- Mieliśmy prawie trzy dni gry wstępnej. Potrzebuję cię - wyksztusiła między oddechami.

- Więc kolejne dwadzieścia minut gry wstępnej cię nie zbawi - droczyłem się, a ona warknęła. Cholera. Po raz kolejny ten dźwięk poszedł prosto do mojego fiuta. Nie wytrzymam dłużej. Muszę w niej być.

Zwinąłem palce na jej majtkach i szybko je usunąłem. Pocałowałem jej łechtaczkę, wspinając się po ciele Belli. Przycisnąłem usta do jej, całując ją mocno i nieustępliwie. Jej dłonie wędrowały po moich plecach w próbie przyciągnięcia moich bioder do niej. Jęknąłem, kiedy moja erekcja dotknęła jej wilgoci między udami.

- Proszę - wyszeptała w moje usta. Jedno słowo i robię to co mówi.

- Kondomy - powiedziałem, próbując się cofnąć.

Uniosła mój podbródek tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.

- Ufam ci - wymamrotała. Jęknąłem i pocałowałem ją mocno. Wsunąłem w nią czubek. Od razu otoczyła mnie ciepło i szybko zatopiłem się w niej. Wiedziałem, że bez gumek jest inaczej, ale do cholery nie wiedziałem, że będzie tak dobrze. Kiedy moje biodra spotkały jej, oboje jęknęliśmy na uczucie drugiej osoby.

Dałem nam chwilę, by każde z nas przyzwyczaiło się do tego uczucia. Wysunąłem się, obserwując jak mój penis wyślizguje się z niej i wślizguje z powrotem.

- Bella - wydyszałem. Zacząłem się wolno poruszać w niej, próbując ustalić tempo. Boże, jest taka ciepła i ciasna.

Usta Belli zaatakowały moją szyję i klatkę, zanim połączyły się z moimi. Wszystkie usta, wargi, zęby i języki. To było gorące, wilgotne i cholernie doskonałe. Jej język spowodował mały uścisk w moich ustach, ponieważ chciała więcej.

Przycisnąłem moje ciało tak blisko jak tylko mogłem, czując każde zagłębienie i krzywiznę jej cudownego ciała. Wziąłem obie jej ręce w moje, zaplatając palce. Trzymałem je nad jej głową, wpatrując się w jej oczy. Wyglądała cudownie. Jej spojrzenie było miękkie, jej policzki lekko zaróżowione, a usta uwodzicielsko mokre. Słowa mnie zawiodły.

Jęczała na każde pchnięcie i skręcenie moich bioder. Jej imię opuściło moje usta, kiedy zmysłowe ruchy jej ciała przejęły moje. Zacząłem czuć skręcanie w brzuchu z każdym dotykiem jej ust na mojej skórze. Zgniotłem jej usta swoimi, otrzymując jęk, który przeszył moje ciało.

Zajęczałem, uwalniając jej ręce i owijając je wokół jej talii, przyciągając ją, kiedy siadałem na tyłku. Wykrzyknęła moje imię z powodu zmiany kąta penetracji. Przesunąłem dłonie z jej bioder przez plecy i owinąłem wokół jej ramion. Użyłem jej ciała jako dźwigni i odwracając ją, przeniosłem ją nade mnie. Odrzuciła głowę do tyłu, a moje imię opuściło jej usta. Sam lizałem i ssałem ją w dół szyi do prawej piersi, przygryzając.

Bella krzyknęła i przygryzła moje ramię. Stęknąłem i syknąłem z przyjemności, wbijając się w nią mocniej i głębiej. Oboje dyszeliśmy, poruszaliśmy się szybciej, szukając uwolnienia. Jej ręce owinęły się wokół moich ramion, jej paznokcie drapały mój kark, kiedy zaatakowałem jej piersi.

Czułem jak moje mięśnie się zaciskają, a moje uwolnienie nadchodzi. Jej ścianki zaczęły się zaciskać wokół mnie. Przeniosłem jedną dłoń pomiędzy nasze ciała i potarłem kciukiem jej łechtaczkę. Zadrżała, wykrzykując moje imię, kiedy doszła. Po kilku mocnych, szalonych pchnięciach znieruchomiałem w jej wnętrzu. Jej wyczerpane ciało rozluźniło się wokół mnie, jej cichy śmiech zabrzmiał w moim uchu. Położyłem nas na łóżku, kładąc ją na moim torsie. Zamruczała lekko i złożyła usta nad moim sercem. Ten gest coś dla mnie znaczył i miałem nadzieję, że dla niej również. Wkrótce, powiedziałem do siebie.

- To było… niesamowite - wydyszała, próbując powstrzymać ziewnięcie.

- Nawet nie masz pojęcia, kochanie - wyszeptałem, a moje palce przebiegły przez jej włosy. To był najbardziej intensywny i szczerze, najlepszy seks jaki kiedykolwiek uprawiałem.

- Hmmm - zamruczała i ponownie ziewnęła.

- Odpocznijmy, kochanie - powiedziałem, całując ją w czoło. - Jeszcze z tobą nie skończyłem.

Zachichotała w moją klatkę.

- Mam nadzieję, że nie.


1 STD - Sexually Transmitted Disease - choroby przenoszone drogą płciową

2 suck, lick or kiss

3 Society for the Prevention of Cruelty to Animals - Toważystwo opieki nad zwierzętami