14. Zmysłowa sobota
Edward
Chociaż tymi słowami drażni się ze mną, jest w nich cień smutku. Westchnąłem, trzymając ją i mając nadzieję, że to rozwieje jej wątpliwości. Ciągle się boi, że ją wykorzystam. Nie ma mowy, że teraz powiem jej co czuję. Nie jestem pewien, czy to co czuję jest prawdziwe.
Prawie każde włókno w moim ciele, chciało wierzyć, że ją kocham. Mój rozum twierdzi, że nie można się zakochać w kimś w ciągu tygodnia. Ta sama część mnie uważa, że jej obecność burzy mój osąd i emocje.
Co się stanie jeśli spędzimy osobno kilka godzin czy dni? Czy uczucia nadal będą takie same, kiedy zobaczymy się następnym razem? Idea bycia z dala od siebie nie była przyjemna. Zatroszczę się o nią: to jest o wiele bardziej oczywiste. W moich myślach panował chaos, nie tylko z powodu moich emocji, ale także dlatego, że nie miałem pojęcia, co ona do mnie czuje.
Zobaczyłem wzruszenie w jej oczach, kiedy oboje tkwiliśmy w jednym z najświętszych aktów. W akcie, który brałem za pewnik przez tak długi czas. Nigdy w życiu nie odczuwałem seksu tak intymnie i z tak dużą ilością emocji. Było coś nieodgadnionego w jej oczach. Zastanawiałem się, czy widziała coś takiego w moich. Te chwile, kiedy patrzyliśmy sobie w oczy, były najbardziej intymnymi chwilami, których nie przeżyłem jeszcze z nikim. To musiało coś znaczyć. Przysięgam, mogłem zobaczyć jej duszę.
Przesunąłem Bellę tak, że jej plecy przylegały do mojej piersi. Ostrożnie wsunąłem jedno ramię pod jej głowę, a drugim owinąłem ją pod piersiami. Zamruczała, wtulając się we mnie. Po kilku minutach jej oddech zwolnił, informując mnie, że już zasnęła.
Przez chwilę wsłuchiwałem się w jej spokojny oddech. Po jakimś czasie zaczęła mamrotać we śnie. Nachyliłem się tak, by móc obserwować jej mimikę.
Kiedy wyszeptała moje imię, jej usta wygięły się w uśmiechu.
- Edward, chrapiesz - wymamrotała, marszcząc nos. Zachichotałem cicho, wsuwając jej włosy za ucho i całując ją w szyję.
Poczułem jak jej ciało się napięło, a brwi zmarszczyły w bólu.
- Obiekt… Nie mogę tego zrobić… Kocham… - Obserwowałem jej twarz, zmieszany jej bezsensownymi słowami. Łzy zaczęły płynąć z kącika jej oka. Dlaczego płacze podczas snu? Chciałem ją pocieszyć i miałem nadzieje, że mój głos ją uspokoi.
- Bella - wyszeptałem jej cicho do ucha. Odpowiedziała wymawiając moje imię. - Mogę cię przytulić? - spytałem, zanim pomyślałem. Wiedziałem, że kiedy wezmę ją w ramiona zechcę, by była moja. Wymamrotała coś, a uśmiech zagościł na jej ustach.
- Zawsze - wyszeptałem, kiedy wtuliła się w moją klatkę.
- Zawsze - odpowiedziała. Uśmiechnąłem się, całują ją w szyję. Ciekawy jestem, czy odpowiedziałaby na więcej pytań podczas snu. Jednakże, chciałbym jej patrzeć w oczy, kiedy o to spytam. Chciałbym wiedzieć co do mnie czuje, ale obietnica bycia na zawsze rozwiała moją ciekawość. Na razie.
Zasnąłem kilka minut później. Nie jestem pewny jak długo spaliśmy, ale obudziłem kiedy Bella wyjęczała moje imię. Otwarłem oczy, zdając sobie sprawę, że znowu śni. I to wyglądała na naprawdę realistyczny sen. Wyjęczała moje imię i poruszyła biodrami w moim kierunku.
Pieprzcie mnie.
Uprawiała seks we śnie ze mną w roli głównej. Wsunąłem rękę pod jej piersi, by pieścić ją od talii do biodra. Bella jęknęła głośniej, dźwięk poszedł prosto do mojego fiuta. Znowu na mnie naparła i nie mogłem się powstrzymać przed głośnym jękiem. Na co Bella zachichotała.
- Bella?
- Tak?
- Od jak dawna nie śpisz?
- Wystarczająco długo - zażartowała, kręcąc swoim tyłeczkiem po mojej erekcji. Warknąłem, szczypiąc ją w ramię. Zaskomlała i spróbowała się wyrwać, ale nie pozwoliłem się jej odsunąć. Wolną ręką przesunąłem wzdłuż jej uda, kończąc między jej udami. Dwoma palcami prześlizgnąłem się przez jej cipkę, odkrywając wilgoć i ciepło. Zamruczałem w uznaniu, kiedy moje usta całowały jej szyję i ramiona. Jęknęła, a ja kontynuowałem i włożyłem w nią dwa palce. Sapnęła, a jej biodra przylgnęły do mnie, przez co syknąłem z przyjemności.
- Edwardzie - tchnęła. - Proszę. - Wywróciłem oczami i wycofałem palce. Ustawiłem czubek mojego fiuta w jej wejściu, przesuwając dłoń na jej biodro, aby przytrzymać jej ciało i pchnąć w nią. Oboje zajęczeliśmy, dałem jej chwilę na zrelaksowanie w moich ramionach. Moja ręka przesunęła się na jej miękkie piersi i poczułem wirowanie jej bioder. Jęknąłem, wysuwając się z niej i wsuwając z powrotem. Kurwa, jest taka ciasna w tej pozycji. Przygryzłem jej ucho i polizałem słodki punkt pod nim. Odwróciła głowę, szukając moich ust. Pocałowałem ją zachłannie, jedną dłonią odszukała moją, która leżała pod jej głową i zaplotła nasze palce. Wolne ramię wykręciła, łapiąc mnie za tyłek, kiedy w nią pchałem.
- Mocniej, Edwardzie - wyjęczała, jej włosy przykleiły się do jej wilgotnego czoła. Nigdy wcześniej nie wyglądała piękniej. Uwolniłem dłoń i wysunąłem ramię spod jej głowy, by się podeprzeć. Drugą rękę owinąłem wokół jej talii i przyciągnąłem jej biodra jeszcze bliżej. Zamruczałem i pchnąłem w nią głębiej i mocniej, niż wcześniej. Witała każde moje pchnięcie, kręcąc biodrami.
- Kurwa, Bello - warknąłem, czując nadchodzące uwolnienie. Wsunąłem dłoń między jej uda i zacząłem pocierać jej łechtaczkę.
- Tak dobrze - wymamrotała, zaczynając zaciskać się wokół mnie.
- Dobrze. Cholernie doskonałe - udało mi się powiedzieć między pchnięciami. Bella wykrzyczała moje imię, kiedy doszła, a jej ciało zadrżało. Zacisnęła się wokół mnie tak mocno, że porwało mnie to na krawędź. Kiedy się z niej wysunąłem, oplotłem ją moim ciałem. Odwróciła się twarzą do mnie, kładąc policzek na jej złożonych rękach. Ma cudowny uśmiech. Spojrzała mi prosto w oczy.
- Wyglądasz na zbyt zadowolonego z siebie - wyszeptała. Uśmiechnąłem się i wzruszyłem ramionami.
- Za to ty wyglądasz na całkiem zaspokojoną - powiedziałem z zadowoleniem i zostałem nagrodzony ślicznym chichotem. Przeturlałem nas tak, że byłem nad nią, tak blisko jak tylko się da. - Powinniśmy się umyć - powiedziałem, całując ją miękko. - Kolacja będzie za nieco ponad godzinę.
Bella kiwnęła i wysunęła się spode mnie. Przesunęła się na brzeg łóżka i ruszyła w stronę swojej torby. Obserwowałem ją, bezwstydnie się w nią wpatrując. Jest moja, nawet jeśli tylko przez weekend. Ma wspaniałe ciało, a sądząc po sposobie poruszania się jest tego świadoma. Albo po prostu nie wstydzi się swojego ciała i nie obchodzi jej, co mówią inni. Tak czy inaczej, ma fantastyczny tyłek.
Patrzyłem na jej piękny tył, kiedy pochyliła się nad walizką, wspominając moment, w którym moje dłonie na nim leżały. Chciałem je położyć znowu na niej. Pragnienie jej nie zostało zaspokojone. Właściwie, ten fakt podwoił się odkąd byłem w niej. Ruszyła po czerwono różowym szlaku z płatków róż w stronę łazienki. Usiadłem, by podziwiać jej figuę, kiedy zatrzymała się i spojrzała przez ramię.
- Przyłączysz się do mnie, mistrzu? - spytała, przygryzając wargę i posyłając mi prowokujące spojrzenie. Kiwnąłem i wyskoczyłem z łóżka.
- Prawdopodobnie najpierw powinniśmy zgasić świece - powiedziałem, owijając ramiona wokół jej talii. Pocałowałem ją miękko i poprosiłem, by zaczęła napełniać wannę. Kiedy to zrobiła, pomogła mi w gaszeniu świec. Zanim poszedłem do wanny złapałem parę jedwabnych spodni do spania, a Bella wzięła granatowy jedwabny szlafrok ze swojej walizki.
Zakręciłem wodę i wszedłem do wanny, czekając na Bellę. Obserwowałem jak zwija włosy w nieschludnego koka i sprawdza, czy konstrukcja wytrzyma. Posłała mi piękny uśmiech, kiedy podałem jej dłoń do pomocy. Usiadła pomiędzy moimi nogami i oparła się o moją klatkę. Była ciepła, miękka, z pięknie zarumienioną skórą. Owinąłem ramiona wokół jej ciała, a jej dłonie spoczywały na moich udach. Zamruczała z przyjemności, kiedy oparłem brodę o jej ramię.
- To miłe, kochanie - wyszeptałem jej do ucha. Przez chwilę siedzieliśmy cicho, wsłuchując się w swoje oddechy oraz dźwięki rzeki i wodospadów. Spokój przeszył każde włókno w moim ciele. Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio byłem tak zrelaksowany.
Opuszkami palców kreśliłem lekkie jak piórko wzory wokół jej pępka i na brzuchu. Jej palce robiły to samo na moim udzie, doprowadzając mnie do szaleństwa.
- Co dziś na kolację? - spytała, lekko obracając głowę, by na mnie spojrzeć.
- Łosoś może być?
- Mmm, tak - wyszeptała. - Ale schodzimy na dół czy zjemy tutaj?
- Zostajemy, chyba że wolisz zejść na dół.
- Nie, twój pomysł jest lepszy - powiedziała uwodzicielsko, przesuwając dłonie w górę moich ud. Jęknąłem, a moje uda lekko drgnęły. Bella zachichotała, kiedy poczuła mnie przyciskającego się do jej pleców.
- Już?
- Co? - Ścisnąłem jej ramię, kiedy się śmiała.
- Szybko dochodzisz do siebie - drażniła się. Zobaczyłem uśmiech na jej twarzy.
- Tylko dla ciebie, kochanie - wyszeptałem w jej ucho, zanim jej przygryzłem. Bella zajęczała i delikatnie odwróciła się, po czym klękła pomiędzy moimi rozchylonymi udami. Patrzyłem jak przesuwa dłonie w górę moich nóg i zatrzymuje się prawie na moim penisie.
- Edwardzie, dziękuję za przyjechanie ze mną - powiedziała miękko, unosząc brew.
Zrozumiałem podwójne znaczenie jej słów, uniosłem jej biodra i nakierowałem na mojego fiuta. Bella odrzuciła głowę w tył, zamykając oczy, kiedy jej uda dotknęły moich. Zasyczałem i unieruchomiłem ją na chwilę.
- To ja powinienem dziękować tobie - powiedziałem ochryple, ciesząc się uczuciem bycia w niej. Ściągnąłem gumkę i jej włosy rozsypały się na ramiona. Końcówki włosów poruszały się po powierzchni wody.
- Cholernie piękna - warknąłem i pchnąłem w nią mocniej, kiedy Bella wiła się nade mną. Oboje jęknęliśmy, zanim połączyłem nasze usta. Poruszały się one gorączkowo, by być tak blisko jak to możliwe. Moje dłonie wędrowały po obu jej stronach, jej śliska skóra oczekiwała na mój dotyk. Chciałem zbadać każdy cal moimi palcami, dłońmi i ustami. Mogłem poczuć desperację w jej ruchach. Choćby wtedy, gdy pociągnęła mnie za włosy i przygryzła moją wargę, jęcząc.
Słowa były na końcu języka, chciałem ją spytać, ale się bałem. Próbowałem ukryć tą potrzebę. Próbowałem jej powiedzieć, ale czułem, że to za szybko i za dużo. Wiem, że to nie jest najlepszy moment. Mówiąc to teraz, wyobraziłaby sobie o wiele więcej. Prawdopodobnie pomyśli, że się z niej nabijam. Pokręciłem głową, by pozbyć się myśli, kiedy odsunąłem usta od jej, łapiąc oddech.
Lizałem szlak od jej ust do nabrzmiałych piersi, wywołując cichy jęk opuszczający jej usta, kiedy przesunęła się na mnie. Przesunąłem dłoń z jej talii na szyję, przyciągając ją bliżej i obserwując ją. Jej oczy były zamknięte, a jej oddech zmienił się w dyszenie. Kiedy zsunąłem kciuk na jej łechtaczkę, jej zęby wbiły się w jej dolną wargę.
- Boże, jesteś cudowna - wyszeptałem. Otworzyła oczy, patrząc na mnie. Po raz kolejny zobaczyłem te same emocje w jej oczach. Jaka jest możliwość, że czuje to samo co ja?
Pochyliła się, jej język przebiegł przez moje usta, zanim się w nich zagłębił. Jej ramiona owinięte wokół mojej szyi, delikatnie szarpią mnie za włosy. Pchnąłem mocniej i szybciej w nią, jej potrzeby dorównywały moim. Oddechy owiewały nasze twarze. Kilka minut później Bella doszła w moich ramionach, a ja zaraz za nią.
Kontynuowaliśmy naszą kąpiel z delikatnym dotykiem i pocałunkami, myjąc się nawzajem. Wyszedłem z wanny, łapiąc hotelowy szlafrok i podałem ręcznik Belli. Owinęła go wokół ciała i zaczęła gasić świeczki wokół wanny. Posłała mi słodki uśmiech, kiedy zdała sobie sprawę, że ją obserwuję i dała mi szybkiego całusa. Po tym rzuciła ręcznik i puściła mi oczko. Nadal ją obserwowałem pożądliwie, kiedy ukryła swoje słodko różowe sutki niebieskim jedwabnym szlafrokiem. Ten kolor wyglądał na niej cudownie, w szczególności na jej bladej skórze.
Bella zaczęła nucić pod nosem, łapiąc swoją kosmetyczkę i wyrzuciła mnie. Wywróciłem oczami, łapiąc moje jedwabne spodnie od piżamy i poszedłem pościelić łóżko, zanim przyjdzie kolacja. Wciągnąłem na siebie spodnie, zostawiając szlafrok. Podszedłem do kominka i dorzuciłem parę drewien, zanim usłyszałem pukanie do drzwi. Spojrzałem na zegarek na komódce obok łóżka, który wskazywał minutę przed ósmą. Punktualnie.
Otworzyłem drzwi, przed nimi stała młoda kobieta z długimi blond włosami i z wózkiem nakrytym do kolacji. Wskazałem by weszła, ale wyglądała na oszołomioną.
- Panno… - Spojrzałem na jej plakietkę na zielonej kurtce. - … Irino? - wypowiedziałem jej imię w pytaniu, mając nadzieję, że zacznie mówić. Co z nią do diabła nie tak?
- Owiń się szlafrokiem, Edwardzie - warknęła Bella za mną. Jej głos sugerował złość, co zwróciło uwagę kobiety. Spojrzałem w dół i uzmysłowiłem sobie, że większość górnej części ciała mam odsłonięte. Cóż, to wyjaśnia zachowanie kobiety, ale nie tłumaczy złości w głosie Belli.
Szybko zawiązałem szlafrok i ponownie wskazałam kobiecie, by weszła. Potrząsnęła głową i wolno weszła, prowadząc wózek do małego, okrągłego stolika. Zwróciłem uwagę na Bellę, która stała za mną. Ramiona miała owinięte na klatce piersiowej, a jej spojrzenie było rażące. Na szczęście, nie patrzyła na mnie, cel jej spojrzenia był zajęty rozkładaniem kolacji. Uśmiechnąłem się.
Zazdrosna Bella.
Niestety, Bella posłała mi uśmiech i zwróciła swoje spojrzenie na mnie. Zmniejszyła odległość między nami i złapała mnie za tył głowy. Dała mi tylko chwilę, zanim jej usta wylądowały na moich. To było ostre, potrzebujące i pieprzenie gorące. Zrozumiałem, że chciała zaznaczyć, że jestem jej, jęknąłem i owinąłem ramiona wokół niej, by pogłębić pocałunek.
Ta chwila tak mnie pochłonęła, że zacząłem kierować się w stronę łóżka. Całkowicie zapomniałem o obcej kobiecie w pokoju. Irina przeczyściła gardło gdzieś za nami.
- Jeśli będzie pan czegoś potrzebował, panie Cullen - zamruczała Irina, czekając na jakąś reakcję. - Proszę o mnie prosić, kiedy zadzwoni pan po room service.
Ona naprawdę myśli, że zostawię Bellę dla niej?
Bella napięła się w moich ramionach, ale spojrzała na Irinę z uśmieszkiem.
- Zajmę się wszystkim przez resztę nocy. Dziękujemy bardzo. - Oczy Iriny się zmarszczyły i głośno wyjechała wózkiem z pokoju, zatrzaskując drzwi za sobą.
Spojrzałem w dół, na Bellę, z zadowolonym siebie uśmieszkiem.
- Teraz wiesz, jak ja się czuję.
Uśmiechnęła się, wzruszając ramionami i podchodząc do stolika. Stały na nim trzy srebrne tace z pokrywami, wraz z butelką wina w kubełku z wodą. Pozwoliłem sobie zamówić truskawki w czekoladzie wraz z miseczką śmietany. Bella usiadła na krześle i zdjęła wszystkie pokrywy. Zanurzyła palec w bitej śmietanie i wzięła go do ust, jęcząc. Kurwa, to jest gorące. Nie mogę nic na to poradzić, ale wyobraziłem sobie jak zlizuje biały krem z mojego fiuta. Przypuszczam, że nieświadomie zamówiłem ją do tego celu.
Odwróciła się w moją stronę i z rozbawieniem przyjrzała się wyrazowi mojej twarzy.
- Nie jesteś głodny?
Kiwnąłem, podchodząc do niej. Pochyliłem się, by pocałować jej miękkie usta i usiadłem.
- Przepraszam. Po prostu napawałem się widokiem. - Jej policzki się zarumieniły, a ona spojrzała na talerz.
Zabraliśmy się za jedzenie z wilczym apetytem, ponieważ nasz ostatni posiłek był przed południem. Bella i ja rozmawialiśmy o filmach, a ja zaśmiałem się na jej upodobanie do filmów akcji, dziękując jej bratu i ojcu. Przyznała się, że uwielbia oglądać wybuchy. Polubiła naukę, kiedy poszła do szkoły. Żaden przedmiot jej nie nudził, ale powołanie znalazła w pisaniu.
Starała się znaleźć różne tematy do pisania i podczas wywiadów zrozumiała, że lubi słuchać ludzi. Właśnie wtedy zdecydowała się zostać psychologiem, wybierając specjalizację w collegeu. Po otrzymaniu licencjatu z literatury angielskiej zdecydowała się kontynuować naukę na doktoranckich studiach, krótko po tym jak zmarła jej przyjaciółką.
- Zauważyłem, że kiedy mówisz o swoim bracie… - zacząłem nerwowo ten temat. - … Wyglądasz na smutną, ale i też złą. Masz z nim dobry kontakt?
- Kocham mojego brata - powiedziała miękko, nabijając jedzenie. - Jednakże, niektóre rzeczy ciężko przebaczyć. Starałam się dojść do siebie po tym co się stało, ale… nie potrafię. - Jej widelec głośno przejechał po talerzu, kiedy jej dłonie zacisnęły się na stole. - Ostatnio jednak jestem na niego zła. Lekarze powiedzieli, że reaguje na testy. Testy, które wykazały, że ma czucie w nogach, ale on nawet nie chce próbować. - Wzruszyła ramionami, odsuwając od siebie talerz.
- Przykro mi - powiedziałem, chcąc ją uspokoić i przytulić w ramionach. - Nie powinienem pytać.
- Nie, w porządku - wyszeptała, kładąc dłoń na mojej. - TO było dobre pytanie, a ja przepraszam, że nie mogę ci dać bardziej przyjemnej odpowiedzi. - Bella uśmiechnęła się i uścisnęła moją dłoń tak, że na nią spojrzałem.
- A co z tobą? - powiedziała, unosząc dla mnie truskawkę. - Myślę, że wiem dlaczego nigdy nikogo do siebie nie dopuszczasz, ale… - urwała i pokręciła głową, zamiast kontynuować.
- W porządku - powiedziałem. - Zgaduję, że wiesz o związku z moimi rodzicami? - Bella skinęła w potwierdzeniu. - Musisz zrozumieć, że moi rodzice mieli udane małżeństwo. Mocno się kochali. Czułem tą miłość za każdym razem, kiedy wszedłem do pomieszczenia, w którym siedzieli. Byłem pobłogosławiony możliwością życia wśród takiej miłości, ponieważ oboje mnie kochali. Kiedy umarli, straciłem to uczucie, które ogarniało mnie za każdym razem, kiedy wracałem do domu. Byłem na nich zły za zostawienie mnie. Po czym dotarł do mnie, że jestem zły na siebie przez złoszczenie się na nich.
Zatrzymałem się, próbując znaleźć słowa na to co czuję.
- Boisz się - wyszeptała, obawiając się mojej reakcji. - Boisz się zbliżyć do kogoś, i że coś ci się stanie. A oni, że stracą ciebie. - Kiwnąłem, dziękując za zrozumienie mnie.
- Rozumiem skąd pochodzisz, Edwardzie. - Wzięła moją twarz w swoje dłonie i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. - Jeśli twoi rodzice mogliby zobaczyć kim próbujesz się stać, myślisz, że tego by dla ciebie chcieli? - Odsunęła się i wzięła ponownie moją dłoń. Pokręciłem głową. Wiem, że moja matka byłaby zawiedziona. A ojciec byłby przerażony moim traktowaniem kobiet.
- Nie chciałam, żebyś poczuł się winny - wyszeptała. - Przykro mi. - Usunęła dłoń z mojej, przeklinając pod nosem. Szybko chwyciłem jej dłoń i położyłem na moim kolanie.
- W porządku, Bello - powiedziałem. - Musiałem to usłyszeć. Nikt wcześniej nie próbował mnie zrozumieć. To co robisz wydaje się być łatwe i o trochę niepokojące, ale i miłe zarazem. - Pochyliłem się i pocałowałem ją miękko.
Po tym, napięcie naszej rozmowy zmniejszyło się. Skończyliśmy kolację, karmiąc się nawzajem. Nie sądziłem, że karmienie kogoś może być tak erotyczne. Uczucie jej ust ssących moje palce było cholernie gorące.
Karmiłem ją kawałkiem melona, kiedy stróżka soku popłynęła z kącika jej ust. Złapałem ją za podbródek, pochylając się by go zlizać. Jęknęła miękko i rozchyliła usta dla mnie. Całowaliśmy się przez kilka minut, ciesząc się chwilą i sobą nawzajem. Bella cmoknęła moje usta i złapała dwie ostatnie truskawki w czekoladzie. Ugryzła kawałek, jęcząc z przyjemności.
- Tak dobrze - jęknęła, podskakując na krześle. - Myślę, że przyda się nam muzyka. - Zdałem sobie sprawę, że zostawiłem mojego iPoda w aucie. Bella podeszła do wieży i znalazła odpowiednią stację. Podeszła powoli do stołu, pochylając się lekko i owijając ramiona wokół mojej szyi. - Skończyłeś? - wyszeptała, a jej usta drażniły moje ucho.
- Kolację tak - wymamrotałem, sunąc dłońmi w górę jej gładkich ud. - Z tobą, nie.
Poczułem jak Bella się uśmiecha przy mojej skórze.
- Ale ja chcę więcej truskawek - wymamrotała, biorąc ostatnią truskawkę z tacy i zanurzając ją w śmietanie. Przysunęła czerwony owoc do ust, ale szybko przeniosła go do moich. Z figlarnym spojrzeniem rozsmarowała krem na moich ustach.
Spojrzałem na nią z zaciekawieniem, powstrzymując się przed oblizaniem ust, jednakże jej język od razu zaatakował moje słodkie usta. Złapałem jej ciało ciasno, a ona kontynuowała zlizywanie śmietany z moich ust i zajęczała cicho. Po czym się odsunęła. Obserwowałem zdezorientowany, jak idzie ścieżką do sofy przy kominku.
Posłała mi cudowny uśmiech, kiedy położyła się z głową na oparciu kanapy co spowodowało rozchylenie się szlafroka. Pod jedwabiem była jej miękka, kremowa skóra wyeksponowana dla moich zbyt gorliwych oczu. Obserwowałem ją z wytężoną uwagą, kiedy uniosła dojrzałą czerwoną truskawkę do swoich ust.
- Bella, ja chciałem tą truskawkę - prawie warknąłem, wyskakując z krzesła. Bella zachichotała i położyła owoc na pępku.
- To chodź i go weź - powiedziała sugestywnie. Uznałem to jako zaproszenie, więc zrzuciłem mój szlafrok i spodnie, po czym ruszyłem w kierunku swojej ofiary.
Bella
Wkrótce po tym Edward padł z wyczerpania, obudziłam się nad ranem. Byłam świadoma przystojnego, nagiego mężczyzny, który leżał na mojej klatce piersiowej. Przebiegłam palcami przez jego miękkie, brązowe włosy, ciesząc się małym uśmieszkiem na jego ustach, jakby się ze mną droczył. Wyglądał tak spokojnie, kiedy spał.
Usłyszałam jak dzwoni mój telefon, budzik przypomniał mi, że spotykamy się z wszystkimi na śniadaniu. Złapałam telefon, zanim obudził Edwarda. Nie byłam jeszcze gotowa, żeby wstać po naszej nocnej aktywności. Wiedziałam, że Edward będzie fantastycznym kochankiem, ale nie zdawałam sobie sprawy z jego wytrzymałości. Co ten mężczyzna jest w stanie zrobić swoimi palcami, kiedy wsuwa i wysuwa się ze mnie, a moje ciało drży z oczekiwania.
Jęknęłam, kiedy poczułam oddech Edwarda na prawym sutku. Wiem, że musimy wstawać, żeby się przygotować. Jednakże, jego poranne pobudzenie przyciskało się do mojego uda. Westchnęłam, tak dużo się wydarzyło w tak krótkim czasie. To było niespodziewane i nie dałam sobie szansy na przemyślenie co to wszystko znaczy. Czy to możliwe, żeby zakochać się w tydzień? Od zawsze wierzyłam w taką miłość, ale nigdy tego nie czułam, aż się zakochałam w kimś, kto nie może czuć tego samego co ja.
Kiedy zobaczyłam Edwarda i Becky, to zmieszało się w marzenia, które mnie przerażały i cieszyły. Widziałam naszą córkę siedzącą na barana u Edwarda i mnie w ciąży z naszym synem. Szliśmy tą samą ścieżką co wczoraj przy wodospadach. Uczucia, które przyszły razem z wyobraźnią były przytłaczające. Wiedziałam, że nie było walki pomiędzy tym co czułam.
Jestem całkowicie i nieodwołalnie w nim zakochana.
Jest jedna rzecz, którą muszę teraz zrobić. Muszę zrezygnować.
Edward
Czułem jak palce Belli lekko ciągną mnie za włosy, a moje pragnienie rosło odkąd się obudziłem. Jęknąłem cicho, a moje usta napotkały jędrną skórę jej piersi. Pocałowałem ją i lekko zassałem delikatną skórę. Bella wyjęczała moje imię, ale w proteście.
- Co się dzieje, kochanie? - spytałem, nadal muskając jej skórę.
- Edward, och Boże - wydyszała, a jej palce pociągnęły za moje włosy. Syknąłem, kochając to uczucie odrobiny bólu. - Mamy osiemdziesiąt osiem minut, zanim spotkamy się z twoją rodziną na śniadaniu. Nie mamy czasu na rozrywki.
- To więcej niż wystarczająco czasu na jedną, porządną zabawę, albo na dwie szybkie - wymamrotałem, biorąc jeden z jej sutków w usta.
- Edward - sapnęła ponownie, kiedy jedna z jej nóg owinęła się wokół mnie, przyciągając mnie bliżej. Uśmiechnąłem się i rozkojarzyłem stworzenie pode mną.
Dziewięćdziesiąt trzy minuty później siedzieliśmy z moją rodzinką przy ogromnym stole. Bella siedziała po mojej prawej, w seksownym dopasowanym czerwonym topie i niezłej jeansowej spódniczce. Pogoda miała dopisywać przez cały dzień i dziękowałem za to. To tylko oznaczało mniej ubrań na wspaniałej istocie obok mnie. Słońca robiło coś pięknego z jej włosami i skórą, kiedy wcześniej staliśmy na balkonie w naszym pokoju.
Wszyscy zamówiliśmy i rozmawialiśmy o naszych planach. Po pieszych wycieczkach i kolacji zaplanowaliśmy się udać na drinka i tańce.
- Bella, wiem, że nie chciałaś robić zamieszania w swoje urodziny, ale mamy coś dla ciebie - wytłumaczyła Alice, podnosząc spod stołu duże, czerwone pudełko. - Wszyscy przyczyniliśmy się do tego prezentu. - Podała go Belli, która wywróciła oczami.
- Wiedziałam, że nie przegapisz okazji na zakupy, Alice - wymamrotała pod nosem Bella. Otworzyła pudełko i zajrzała do środka. Jej oczy otworzyły się szeroko i pisnęła z zachwytu. Zaklaskała w ręce i wyciągnęła parę czerwonych okularów z Ferrari. Nie sądzę, żebym widział ją bardziej zadowoloną i szczęśliwą. Obiecałem sobie, żeby częściej tak wyglądała.
'Ochała' i 'Achała' nad prezentami pasującymi do nowego samochodu. Bella owinęła ramiona wokół Alice i szybko podeszła do każdego, dziękując wszystkim. Zostawiła mnie na koniec i wewnętrznie podziękowałem mojej siostrze, że włączyła mnie w ten prezent. Zaoferowałem, że wezmę prezenty do naszego pokoju i złapałem kurtkę dla Belli. W końcu to Waszyngton.
Alice
Jasper i ja spędziliśmy cudowną drogę nad wodospady. Byłam zdenerwowana i podekscytowana dniem, który może przynieść wszystko. Wiedziałam, że coś się dzieje między Edwardem i Bellą, a miałam nadzieję, że wszyscy na to czekamy.
Dotarliśmy kilka minut przed zaplanowaną rezerwacją i znaleźliśmy Emmett'a i Rosalie czekających na nas. Kiedy zajęliśmy nasze miejsca, zaczęliśmy się martwić o Edwarda i Bellę, ponieważ się spóźniali. Kiedy się pojawili dziesięć minut później, trzymali się za ręce. Nie byliśmy na to przygotowani. Edward nigdy nie pokazywał żadnych osobistych relacji przed nikim, a w szczególności przed rodziną. Chodź widzieliśmy jak się całują i tańczą, trzymanie się za rękę wyglądało na intymne.
Edward zauważył nasze oszołomienie i gapił się na nas, pomagając Belli usiąść. Wyszeptał:
- Przestań. - Zanim schylił się, by pocałować Bellę w policzek. Emmett odwrócił się do mnie i wyszeptał:
- Co do diabła? - Wzruszyłam ramionami nadal oszołomiona jego postawą.
Chwilę później Edward usiadł obok Belli i oczywiście chwycił ją za rękę pod stołem. To było wypisane na ich twarzach. Oboje wyglądali na tak szczęśliwych, wręcz błyszczeli. Było coś w ich tajemniczych spojrzeniach, gdy nikt nie patrzył. W pewnym momencie, kiedy przeglądali menu, szeptali coś o truskawkach i śmiali się z tego. I w tym momencie wiedziałam co widzę.
Miłość. Zawsze miałam nadzieję, że Edward ją znajdzie. Jasna cholera. To działa do cholery.
Widziałam, że każdy umiera, żeby zapytać Bellę, ale to nie był najlepszy moment. Nadszedł moment, w którym Edward zaproponował zabranie prezentów Belli do ich pokoju. Jak tylko zniknął z zasięgu słuchu, Bella podniosła dłonie, by nas uciszyć.
- Czekajcie - powiedziała poważnie. - Mam coś do powiedzenia, zanim zaczniecie zadawać pytania. Wycofuję się.
- Co? - powiedzieliśmy zgodnie.
- Przykro mi, ale nie mogę tego ciągnąć - powiedziała ze smutkiem. - Nie pracuję już dla was. Właściwie, chyba nie robię tego od kilku dni. Teraz to oficjalne. - Spojrzała na każdego z nas, jej oczy były szeroko otwarte i pytały czy rozumiemy.
- Dlaczego, Bello? - spytałam, obserwując jej twarz, na której pojawił się lekki uśmiech.
- Nie chcę złamać mu serca. Ja... To co widzicie jest na serio - wyszeptała.
- Co się stało ostatniej nocy? - spytała Rose. Wyglądało na to, że pyta o szczegóły, których Bella nie chciała wyjawiać. Nie była typem 'całuj i opowiadaj'.
- Wczoraj, kiedy poszliśmy na spacer, znaleźliśmy małą dziewczynkę, która się zgubiła - powiedziała Bella z uśmiechem. - Sposób w jaki się zachowywał w stosunku do niej, kilka rzeczy które do niej powiedział, nie wiem, nie pytajcie mnie o motyw. - Wzruszyła ramionami, zanim wzięła łyk soku pomarańczowego.
- Co takiego powiedział? - spytał Jasper z odrobiną niepokoju w głosie. Myślę, że martwił się tym, że cokolwiek powiedział Edward była to jedna z jego opatentowanych odpowiedzi w stylu: opowiadam-ci-bzdury-tylko-po-to-by-cię-później-wypieprzyć.
Bella uśmiechnęła się, zanim odpowiedziała:
- Powiedział, że ma serce i położył moją dłoń na jego klatce piersiowej. Powiedział mi jak szybko ono bije, kiedy jestem blisko niego, kiedy myśli o mnie albo kiedy słyszy moje imię.
Moja szczęka zadrżała, ponieważ to nie był jeden z jego tekstów. Wewnętrznie skakałam ze szczęścia. To jest naprawdę!
- Więc masz zamiar to zakończyć, i co? Odejść od niego? - spytałam, zastanawiając się nad tym co to znaczy, kiedy powiedziała, że z tym kończy.
- Tak, nadal będę pracować w firmie i mam nadzieję, że nadal się będziemy spotykali.
- Co masz na myśli mówiąc, że masz nadzieję? - spytał Emmett. Cieszę się, że nie jestem jedyną, która zwróciła na to uwagę.
- Cóż, mam zamiar powiedzieć mu prawdę - stwierdziła Bella, jakby to było oczywiste.
- Nie możesz tego zrobić, Bello - powiedziałam szybko.
- Dlaczego nie? - Bella odwróciła się od mojego desperackiego spojrzenia. - Wiem, że będzie zdenerwowany na nas, ale myślę, że ma prawo wiedzieć.
- Jeszcze nie - błagałam ją. - Proszę, poczekaj i upewnij się, że to prawdziwy Edward. - Chciałam zobaczyć więcej tego Edwarda. Nie tylko się zdenerwuje, kiedy dowie się prawdy, nie zobaczymy go w najbliższym czasie.
- Jeśli poczekam, będzie jeszcze gorzej, kiedy się dowie - wyszeptała Bella, obracając się, by spojrzeć na mnie. - Im dłużej czekam, tym uczucie staje się głębsze.
- Proszę poczekaj - powiedziałam, biorąc jej dłoń w moją. - Kocham tego Edwarda. Myślę, że powinnaś poczekać, dopóki nie dowiesz się co on czuje.
Bella wyglądała jakby się z czymś wewnętrznie zmagała. W końcu westchnęła.
- Dobra, ale ostatecznie mu powiem i nie ciągnę tej sprawy. I zwrócę wam wszystko za co mi zapłaciliście, włącznie z kosztami poniedziałkowej podróży. - Moja rodzina i ja kiwnęliśmy w zgodzie. Spojrzałam ponad przegrodą, by upewnić się, że Edward jeszcze nie wrócił. Usiadłam i ściszyłam głos.
- Bello, co ty czujesz do mojego brata?
Edward
Szedłem w kierunku naszego stolika. Jednakże zauważyłem, zanim skręciłem za róg, jak Alice się rozgląda, wypatrując mnie. Kiedy zadowolona nigdzie mnie nie dojrzała, szybko ukryłem się za przegrodą.
- Bello, co ty czujesz do mojego brata? - zabrzmiał głos Alice. Wydawało się, że czas na chwilę zamarł, a ja oczekiwałem odpowiedzi Belli.
- Zakochałam się w nim - odpowiedziała Bella niskim głosem, wygląda na to, że nie chciała się dzielić tą informacją. Alice zapiszczała, Rosalie zaśmiała się cicho, Emmett zaklnął pod nosem, tak jak Jasper.
Zakochała się we mnie.
Moje serce zaczęło bić gorączkowo na myśl, że piękna i życiowa kobieta siedząca obok mojej siostry mnie kocha. Nie, jest zakochana we mnie.
Zrobiłem kilka kroków w tył, by się uspokoić. Z jakiegoś powodu czułem, że jeśli się dowie co usłyszałem, to wszystko zrujnuje. Być może nie była gotowa powiedzieć mi tego na głos i naprawdę nie byłem pewien czy ja również. Poczekałem kilka minut, zanim ruszyłem w stronę mojej rodziny i Belli. Wziąłem dłoń Belli w swoją i pocałowałem ją, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Ona do cholery mnie kocha i to jest w jej oczach.
Po skończonym śniadaniu, zdecydowaliśmy się zapakować do jeepa Emmetta. Był najlepszym pojazdem do podjechania do szlaku Snoqualmie Falls. Było trochę ciasno, ale do diabła, cieszyło mnie to.
Emmett prowadził, a Rose dzierżyła dubeltówkę, Alice siedziała na kolanach Jaspera na tylnim siedzeniu, Bella siedziała na moich. Nie mogłem się pozbyć uśmiechu i nie mogłem utrzymać rąk z dala od niej. Przebiegłem palcami przez jej gładkie nogi, doceniając tego, kto wymyślił laserową depilację.
Chciałem ponieść jej plecak, ale ona zawiesiła go na ramionach. W środku było kilka butelek wody, balsam do opalania, jej bluza, para japonek i jej aparat. Wygląda na to, że zawsze jest przygotowana. Wziąłem ją za rękę, gdy poszliśmy do ogromnej drewnianej wieży do obserwacji wodospadów. Bella zrobiła kilka zdjęć i uśmiechnęła się na zapierający dech widok. Przed wyprawą pomogła mi z balsamem przeciwsłonecznym. Byłem zbyt zadowolony, a ona zauważyła mój entuzjazm.
- Zachowuj się, Edwardzie - powiedziała z szerokim uśmiechem. - Może nie ma dziś zbyt wiele osób, ale nie ma mowy, że zrobimy to gdzieś tutaj. - Bella wskazała na szlak prowadzący nad wodospady.
To o tym myślisz.
- Postaram się zachowywać najlepiej jak umiem, kochanie - powiedziałem niewinnie. Rozprowadziłem biały krem na jej smukłych ramionach. Wywróciła oczami na moje oczywiste kłamstwo, ale dostrzegłem pożądanie w jej oczach. Naprawdę muszę znaleźć odpowiedni moment na naszą małą rozmowę, albo Bella odkryje, że kłamię tak jak to potrafi zrobić.
Ręka w rękę podążyliśmy za moją rodziną wzdłuż malowniczego szlaku. Emmett biegł przed nami, wskakując na powalone pnie, próbując nas ściągnąć ze szlaku. Zazwyczaj takie wycieczki zajmowały koło godziny, ale z rozbrykanym Emmett'em ponad dwie. Bella czasami zostawała w tyle, robiąc zdjęcia nas lub otoczenia.
Za każdym razem, kiedy wiatr rozwiewał jej włosy wyglądała jak coś surrealistycznego, jak ktoś ze snów. Właśnie w takich momentach miałem wrażenie, że zaraz rozpłynie się w powietrzu. Tak jakby była ze snu, nie mogłem się pozbyć tego uczucia. Tupnąłem, rozwiewając strach, przypominając sobie co powiedziała mojej rodzinie. Kocha mnie i nie ma żadnego powodu, by mnie opuścić. Zdałem sobie sprawę, że to jedyna droga prowadząca na południe, jestem popieprzony.
Dotarliśmy do rzeki i ruszyliśmy drewnianą ścieżką bliżej wodospadów i szmaragdowego jeziorka. Wszyscy chcieliśmy podejść bliżej, ale to wymagało przejściem przez niepewne i mokre skały. Nie podoba mi się pomysł ryzykowania zdrowiem Belli, ale dziewczyny nalegały.
Co gorsza, nie chciały wrócić do głównego szlaku. Chciały zejść na szlak niżej. Widzieliśmy kilka osób, które schodziło wśród olbrzymich drzew. Poszedłem pierwszy, a Jasper ściągał Bellę na dół, obaj podpowiadaliśmy jej jak ma iść. Dobrze, że to ja jako pierwszy stałem na dole, ponieważ miałem cudowny widok pod jej spódnicę.
Cholera, ma na sobie parę czerwonych koronkowych szortów. Przełknąłem ślinę i próbowałem uspokoić moje ciało. Bella nareszcie zbliżyła się na tyle, by mnie złapać i ześlizgnąć się po mnie, trąc po twardej erekcji. Otrzepała się, posyłając mi uśmiech i przyglądając się moim wybrzuszonym jeansom. Wzruszyłem ramionami i wyszeptałem:
- Nie mogę się powstrzymać, kiedy wiem co masz pod spódniczką.
Uśmiechnęła się złośliwie. Nie mam pojęcia dlaczego, ale wygląda na to, że spodziewała się takiej reakcji. Po czym spojrzałem na jej ubranie: spódnice nie są częstym wyborem wśród piechurów.
- Zrobiłaś to celowo - wysyczałem i poprawiłem się dyskretnie. Tylko się zaśmiała i wzięła moją rękę. Podeszliśmy w stronę drzew, kiedy Jasper wylądował na dole. Krótko po tym, wszyscy ruszyliśmy wzdłuż rzeki. Bella zrobiła kilka zdjęć, zanim schowała aparat w swoim plecaku.
Kiedy tak szliśmy, wziąłem kilka kamieni i puściłem pare kaczek. Jasper i Emmett dołączyli do mnie. To szybko zamieniło się w konkurencję, kto uzyska najwięcej odbić. Doszło do zakładu i pieniędzy.
Do tej pory wygrałem siedem razy. Emmett był ostatni, ale dlatego, że odbił kamień tylko 5 razy. Właśnie chcieliśmy podzielić się wygraną, kiedy Rosalie wzięła kamyk, rzuciła i odbił się on osiem razy. Dziewczyny się zaśmiały, wiedząc że udowodnimy teorię 'Facet zawsze jest lepszy'. Godzinę później nadal nie pobiłem swojej granicy 7 odbić, więc się poddałem.
Po czym powiedziałem wszystkim, że ja i Bella spotkamy się z nimi później w pobliskim barze. Postanowili odwiedzić kilka sklepów z antykami i coś przekąsić. Bella i ja wybraliśmy trudniejszą trasę, która była o 3 mile dłuższa. Belli nie przeszkadzała moja inicjatywa i chodziliśmy za ręce jak para. Czasami pomagałem jej na stromiznach i przy zwalonych drzewach. Czasami zadawaliśmy sobie pytania, próbując poznać się lepiej. W końcu wiatr wokół nas zrobił się zimniejszy i Bella ubrała na siebie bluzę, ale nie zapięła jej.
Kiedy zdałem sobie sprawę, że nie spotkaliśmy nikogo od czterdziestu minut, zdecydowałem się urzeczywistnić moją wcześniejszą myśl i wziąć Bellę przy drzewie. Wiem, że najpierw muszę być subtelny: potarłem dłonią jej plecy i bardziej przywarłem do niej ciałem, kiedy pomagałem jej pokonać przeszkody. Bella poprosiła o przerwę i oparła się o drzewo, biorąc łyk wody.
Idealnie.
Powoli do niej podszedłem, z wyrytą determinacją na każdym calu mojego ciała. Bella spojrzała na mnie, jej oczy się rozszerzyły pełne pożądania, którego nie wykorzystała.
Mam cię.
Westchnęła i przygryzła dolną wargę. Chwilę później jej rozchylone wargi zapraszały mnie, kiedy wskazała palcem bym się zbliżył. Chętnie wykonałem jej polecenie, zmniejszając dystans między nami. Przycisnąłem ciało do niej i położyłem jedną dłoń na jej biodrze, a drugą na drzewie za nią.
- Będziesz moją śmiercią - wyszeptała, zanim wzięła moją dolną wargę i przygryzła.
- Co za cholernie cudowny sposób, by umrzeć, kochanie - powiedziałem jej w usta i zanurzyłem w nich język. Jęknąłem, minęło zbyt wiele czasu od smakowania jej w ten sposób. Gdyby to zależało ode mnie, to nie opuścilibyśmy pokoju w hotelu.
Bella zajęczała, kiedy mój język spotkał się z jej, jej palce szybko zajęły się guzikami w mojej koszuli. Jej paznokcie lekko drażniły skórę na mojej piersi, kiedy sam wycałowałem szlak do jej biustu, który wyglądał spod czerwonego topu.
Zsunąłem rękę z jej biodra i wsunąłem pod jej spódnicę, śledząc jej koronkowe szorty, które widziałem wcześniej. Chciałem aby doszła tylko dzięki moim palcom, na których poczułbym ciepło i wilgoć, kiedy będzie dochodzić. Przesunąłem palce pod materiał jej majtek, próbując je ściągnąć, a ona się zaśmiała i powstrzymała mnie. Spojrzałem w jej wypełnione żądzą oczy, zastanawiając się dlaczego mnie powstrzymała.
- Majtki bez kroku, Edwardzie. Wiedziałam, że będziesz czegoś takiego próbował. - Bella zachichotała, kiedy jęknąłem. Jedną ze swoich cudownych dłoni rozpięła moje jeansy i sięgnęła do środka. Odrzuciłem głowę w tył, stękając, przyjemność płynąca z jej dotyku nie może być prawdziwa. Chwyciłem ją za nadgarstek, powstrzymując ją.
- Czekaj - powiedziałem miękko. Chciałem sprawdzić te jej majtki. - Cholera, Bello. Czuję jaka jesteś mokra - wydyszałem, nie będąc w stanie powstrzymać potrzeby bycia w niej. - Podskocz kochanie.
Złapałem ją za biodra i pomogłem jej podskoczyć, by mogła owinąć nogi wokół mojej talii. Jej palce przebiegły po mojej klatce, zanim owinęła je wokół mojej szyi. Zamruczałem, kiedy poczułem jej ciepło na główce mojego penisa.
- Taka mokra - wymamrotałem.
- Tylko dla ciebie, kochanie - powtórzyła moje słowa z wczorajszej kąpieli. Jęknąłem i usadowiłem się w jej wejściu i jednym mocnym pchnięciem znalazłem się w niej.
- Kurwa. - Oboje syknęliśmy na to uczucie. Obserwowałem jak mój fiut wysuwa się z niej i warknąłem, kiedy wsunąłem się w nią ponownie. - Tak bardzo cię potrzebuję - powiedziałem, zanim zacząłem się poruszać dzikimi ruchami, wychodziła mi naprzód i poruszała się tym samym rytmem co ja.
Dłoń Belli wsunęła się pod moją koszulę, drapiąc mnie niespodziewanie. Jej paznokcie powodowały ból i przyjemność za razem co z połączeniem mnie w niej było niesamowite. Zdałem sobie sprawę, że kora drzewa szoruje po jej plecach, kiedy pchałem w nią. Nie chciałem jej skrzywdzić, więc zwolniłem i pocałowałem ją miękko. Bella pokręciła głową.
- Nie przestawaj… Edward - wychrypiała pomiędzy oddechami. - Nie martw się, cholernie mi się to podoba, - To zdanie zmieniło moje nastawienie. Zatopiłem się w niej głębiej, szybko i mocno. Bella krzyknęła moje imię, a ptaki zerwały się z drzew.
- Nie wiem… jak długo… - wysapałem. - Dojdź dla mnie, Bello. - Starałem się wstrzymać swoje własne uwolnienie, dopóki ona nie dojdzie.
- Edward! - jęknęła, zaciskając się wokół mnie. Stęknąłem, pchnąłem w nią kilka razy i doszedłem głęboko w niej. Przez chwilę łapaliśmy oddechy, a jej głowa spoczywała na moim barku.
Kiedy odstawiłem ją na ziemię i zapiąłem spodnie, Bella zaczęła się śmiać.
- Co jest takie śmieszne? - spytałem. Śmiejąc się zdecydowanie ugodziła moje ego.
- Wisisz mi nową kurtkę. - Odwróciła się, pokazując tył kurtki, który był podarty w kilku miejscach.
- Przepraszam - wybąkałem. Bella wywróciła oczami i próbowała odejść od drzewa, ale zachwiała się.
- Oczekujesz, że przebędziemy tak dalszą drogę do hotelu? - marudziła, próbując się wyprostować. Wyciągnąłem sosnowe igły z jej włosów.
Cholera, nie pomyślałem o tym, zanim się na nią rzuciłem.
- Chodźmy - powiedziała, zanim odsunęła się ode mnie. Zdecydowała się nie korzystać z mojej pomocy. Zakładam, że zostało nam jakieś trzydzieści minut, zanim dotrzemy do hotelu. Po chwili zobaczyłem jak ból i zmęczenie nóg daje jej się we znaki. Zaproponowałem, że ją zaniosę do hotelu, ale ona stanowczo odmawiała za każdym razem.
Bella i ja nareszcie zobaczyliśmy hotel, Bella się poddała i pozwoliła mi się wziąć na barana, po czym zaniosłem ją do hotelu. Kiedy weszliśmy do pokoju, Bella zrzuciła wszystkie ubrania i padła na łóżko.
- Jestem cholernie zmęczona - wymamrotała, wyjmując poduszkę spod głowy. Zaśmiałem się i byłem gotowy, by do niej dołączyć. Sprawdziłem czy w pokoju wszystko jest na miejscu. Bella nawet nie zauważyła stołu do masażu, ani prezentu leżącego na nim. Biedne maleństwo musi być naprawdę zmęczona: zazwyczaj jest bardziej spostrzegawcza. Zdjąłem ubranie i wczołgałem się do łóżka, obok niej.
- Nie znowu, Edwardzie. - Zaśmiałem się i przyciągnąłem ją bliżej. Okryłem nas miękką kołdrą, wzdychając z zadowolenia.
- Śpij, Bella - wyszeptałem z ustami przy jej szyi. - Obudzę cię za kilka godzin, żeby się przygotować do wyjścia. - Westchnęła. Odwróciła się twarzą do mnie, owinęła ramię wokół mnie i przerzuciła nogę przez moje biodro. - Kochanie, to ci nie pomoże zasnąć.
Pocałowała mnie w tors.
- Mam to gdzieś, pragnę cię bliżej mnie.
- Też chcę cię blisko - powiedziałem miękko, a jej oddech zwolnił. Wkrótce również zasnąłem.
Kilka godzin później oboje się obudziliśmy na koszmarny dźwięk budzika. Wyłączyłem alarm i dałem Belli prezenty. Cieszyła się masażem całego ciała, który jej wykonałem, a ja kocham jej jęki przy każdym przesunięciu moich rąk po jej ciele. Zaprezentowała się w pięknych czarnych koronkowych majtkach i pasującym do kompletu staniku, które jej podarowałem. Tak się jej spodobała, że zdecydowała się ubrać komplet pod prostą czarną sukienkę wybraną na nasze wieczorne wyjście.
Pojechaliśmy do baru o nazwie JJ krótko po dziewiątej, a moja rodzinka już tam siedziała. Zamówiliśmy kolejkę piwa. Bella zaoferowała się odwieźć nas do hotelu i zamówiła bezalkoholowe. Usiadła wygodnie na moich kolanach, kręcąc biodrami i mnie drażniąc. Podjąłem się tej gry, chcąc zobaczyć, kto będzie chciał jako pierwszy wrócić do hotelu.
Jak na razie ona wygrywa.
Wsunąłem dłoń pod rąbek jej sukienki i kreśliłem na skórze jej uda małe kółka, kiedy rozmawiała z dziewczynami. Emmett i Jasper dyskutowali o aktualnej tabeli NASCAR1. Stosunkowo nowy team okazał się faworytem, dzięki genialnemu inżynierowi, który dołączył do teamu na początku sezonu. Wniosłem do dyskusji kilka błędów kierowcy, pare razy jego pewność siebie posłała go na ścianę.
- Może być pewny siebie, Edwardzie, ale kierowca teamu #186 zdobędzie Sprint Cup w tym sezonie - stwierdziła Bella stanowczo. - Z tym nowym inżynierem i taką ekipą nie może przegrać. - Wzruszyła ramionami i wróciła do wcześniejszej rozmowy z Rose i Alice.
O kurwa, zna się na wyścigach.
To było niesamowite włączenie się i nie mogłem nic na to poradzić, że chciałem ją wziąć tu i teraz. Próbowałem się skupić na rozmowie, ale Bella poruszyła się na moich kolanach i musiałem zdusić syknięcie. Usłyszałem jak chichocze sama do siebie.
Pochyliłem się i wyszeptałem jej do ucha:
- Cholerny złośliwiec. - Uniosłem Bellę z moich nóg, by wstała, przesuwając nią po mojej erekcji. - Zaraz wracam. - Ruszyłem w stronę łazienek, obracając się, by zobaczyć moją rodzinę zrywającą się do tańca. Coś zwróciło uwagę Belli, uśmiech na jej twarzy był ostatnią rzeczą jaką zobaczyłem, zanim skręciłem w korytarz.
Kilka minut później wróciłem do stolika, ale Belli tu nie było. Bar był zatłoczony, kiedy rozglądałem się po parkiecie. Moja rodzinka była na środku, ale brunetki nie było wśród nich. Usłyszałem jej śmiech gdzieś za mną i odwróciłem się, by na nią spojrzeć. Zacząłem przekręcać szyję, by spojrzeć na nią, kiedy dostrzegłem ją na kolanach wielkiego Hiszpana po dwudziestce z ciemnymi włosami.
Co do diabła?
Jedno ramię miała owinięte wokół jego barków, a drugie na jego klatce, jakby próbowała złapać równowagę. Przy stole siedziała piękna kobieta z ciemnymi, kręconymi włosami i jasno brązowymi oczami. Siedział tam również mężczyzna wyglądający znajomo, oboje się śmiali z czegoś, co powiedziała Bella.
Gapiłem się na nich, a uczucie zdrady przebiegło przez moje ciało. Kurwa, wiedziałem, że jest zbyt pięknie. Nie mogłem zaufać nikomu, żeby mnie nie skrzywdził. Głowa Belli wystrzeliła w górę, a nasze spojrzenia się spotkały, bez zakłopotanie wymalowało się na jej twarzy. Spojrzała na ludzi przy stole i z powrotem na mnie. Zignorowałem ją i przeszedłem obok niej.
- Edward? - zawołała mnie. Byłem tak cholernie wkurzony, wkurzony o to, że poszła za mną. Poczułem ją za sobą, przez co podszedłem do pierwszej lepiej wyglądającej kobiety w moim krwawym szale. Chwyciłem ją za ramiona, odwróciłem do siebie i zmiażdżyłem jej usta swoimi. Obca odpowiedziała z entuzjazmem, owijając ramiona wokół mojej szyi. Nie pozwoliłem sobie zatracić się w tym uczuciu, ponieważ nadal trapił mnie gniew. Odsunąłem się od kobiety, ignorując jej wywód. Odwróciłem się, by spojrzeć na Bellę i w tej samej chwili poczułem wymierzony policzek jej dłonią.
- Kurwa, co jest Edwardzie? - Jeszcze miała czelność być na mnie złą.
- Kurwa co jest? Jeszcze pytasz? Na przykład siedzisz na kolanach obcego dupka, kiedy przyszłaś tu ze mną! - rzuciłem w odpowiedzi.
Bella wywróciła oczami dramatycznie i do cholery się roześmiała.
- Spójrz na ludzi przy stoliku. Jeden z siedzących tam mężczyzn to David Cortez, właściciel klubu, który notorycznie odwiedzasz. Pamiętasz go? Wiem, że znasz Davida i jego brata. Julian, jego brat, złapał mnie z zaskoczenia i wylądowałam na jego kolanach. Nie zapominajmy, że kobieta siedząca obok to jego żona.
O kurwa. Przecież ich znam.
- Nie jesteś jeszcze do cholery gotowy, Edwardzie - powiedziała, ścierając wilgoć pod swoimi oczami. - Jeśli byś był to skonfrontowałbyś się ze mną, a nie robił coś takiego. - Zamknęła oczy i warknęła, zaciskając pięści. - Nie mamy wyłączności, ale jeśli masz zamiar robić takie gówno za każdym razem kiedy się pokłócimy, to z nami koniec. - Posłała mi ostatnie długie spojrzenie i odeszła.
Kurwa. Wiedziałem, że to spieprzę.
Odwróciłem się od jej oddalającej się postaci, próbując zrozumieć co się tutaj do cholery stało. Przede mną stała moja rodzinka, gapiąc się na mnie.
- Rozumiem, że byliście świadkami jak spieprzyłem sprawę z najlepszą-rzeczą-jakakolwiek-mnie-spotkała? - spytałem, podchodząc do naszego stolika.
- Tak, a ty jesteś pieprzonym idiotą - powiedziała Alice, przyczyniając się do mojego już spieprzonego humoru.
- Tak, idiota - dodał swoje dwa grosze Emmett.
- Zgadzam się z… - Powstrzymałem Jaspera, zanim skończył.
- Jak mam to naprawić? - Spojrzałem na Alice żądny wskazówek.
- Cóż, po pierwsze, co ty tutaj jeszcze robisz? - powiedziała Alice i wywróciła oczami. - Powinieneś za nią pobiec.
Miała rację. Bella dała mi chwilę, zanim odeszła rozgniewana. A ja nadal stoję i ją obserwuję.
- Czekajcie, cholera mam jej klucze. - Zdałem sobie sprawę, kiedy włożyłem dłonie do kieszeni.
- W takim razie się pośpiesz, może jest gdzieś na zewnątrz - powiedział Emmett, praktycznie zrzucając mnie z krzesła. Szybko ruszyłem przez tłum, ledwo unikając kobiety, którą wcześniej pocałowałem. Wybiegłem na zimne, nocne powietrze i rozglądnąłem się za Ferrari Belli. Odetchnąłem z ulgą, kiedy dostrzegłem ją opierającą się o swoje auto.
Podszedłem do niej, a nasze oczy spotkały się. Założyła ręce na piersi i potarła ramiona. Zapomniała kurtki, uciekając z baru. Zatrzymałem się kilka kroków przed nią, czekając na podpowiedź co mogę zrobić. Zabłyszczały nierozlane łzy. To ja jestem ich przyczyną.
Zdjąłem kurtkę, zmniejszyłem dystans i założyłem ją jej na ramiona. Bez słów, wręczyłem jej kluczyki i otworzyłem drzwi od strony kierowcy. Poczekałem aż wsiądzie i zamknie drzwi. Spojrzała na mnie przez okno i skinęła na siedzenie pasażera. Kiwnąłem lekko, zanim szybko zająłem oferowane miejsce.
Wyglądała na zamyśloną podczas jazdy, wybierając dłuższą drogę do hotelu. Bella nic nie powiedziała gdy chwyciłem ją za dłoń, kiedy dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy w ciszy do naszego pokoju, a brunetka oswobodziła dłoń. Nie patrząc w moim kierunku, usiadła na kanapie przed kominkiem, wpatrując się w płomienie. Nie spojrzała na mnie i nie powiedziała ani słowa odkąd wyszliśmy z baru.
Dodałem do ognia dwa polana. Westchnąłem, ponieważ wiedziałem, że czeka aż zacznę rozmowę. Nie mam pojęcia jak przeprosić kogoś w takiej sytuacji. Nigdy wcześniej nie byłem w związku. Mimo iż nie jest to oficjalne, to wiem, że zrobiłem źle.
- Przepraszam, Bello - wyszeptałem, siadając obok niej. - Moja duma i zazdrość to najgorsze połączenie we mnie.
- To nie powód dlaczego tak zareagowałeś - wyszeptała. - Reszta twojej rodziny rozpoznała Davida i Juliana. Mogę zrozumieć lekką zazdrość, ale powinieneś coś powiedzieć. Zamiast tego podszedłeś do pierwszej lepszej. Jak myślisz, jak mam się do cholery czuć?
- Jeśli chodzi o ciebie to jestem bardzo opiekuńczy i tak, przyznaję, bardzo zaborczy - powiedziałem trochę głośniej. - Kiedy cię z nim zobaczyłem, to pierwszą myślą było, że masz kogoś. - Uniosłem ręce w frustracji. - Może i poznałem Davida, ale w złości nie umiałem go umiejscowić. - Wstałem, nie mogąc usiedzieć i zacząłem chodzić.
- Czyli to było więcej niż zazdrość? - spytała Bella, patrząc na mnie ze swojego miejsca. Według mnie była za daleko, ale teraz nie miałem ochoty na bliskość.
- Myślałem, że mnie zdradziłaś - przyznałem. Twarz Belli zbladła na chwilę, zanim zamknęła oczy, a jej wyraz twarzy się rozluźnił.
Bella wyciągnęła rękę, którą szybko chwyciłem. Kiedy usiadłem, od razu wciągnąłem ją na kolana i wciągnąłem jej zapach na szyi. Westchnęła, kiedy moje usta całowały ją od szyi do barku.
- Edwardzie, może powinniśmy porozmawiać o tym - wyszeptała, odchylając głowę i dając mi lepszy dostęp. - Chcę, żebyś mi zaufał, ale… - Położyłem palec na jej ustach, nie pozwalając jej skończyć.
- Ufam ci - powiedziałem miękko, przyciskając usta do jej. - I chcę, żebyś została moją dziewczyną. Nie, chcę cię tylko dla siebie, na wyłączność. Sama myśl, że możesz się spotykać z kimś innym przyprawia mnie o szaleństwo. Chcę mieć pewność, że jesteś tylko moja. - Mam nadzieję, że przyjmie moje przeprosiny, a wewnętrznie błagałem, żeby zgodziła się zostać moją dziewczyną.
Bella przygryzła wargę, a jej policzki zarumieniły się, co kocham, ale jej spojrzenie było daleko stąd. Wyglądało jakby czas płynął wolniej. Prawie dostałem ataku paniki przez to oczekiwanie. Mentalnie wytarłem pot z czoła, kiedy nareszcie się odezwała:
- Żadnego całowania czy uprawiania seksu z przypadkowymi kobietami. - Kiwnąłem, zgadzając się. - Koniec z kolekcjonowaniem numerów. - Ponownie skinąłem. - Następnym razem jeśli jakiś facet znajdzie się blisko mnie to porozmawiamy, zanim zachowasz się jak neandertalczyk. - Znowu kiwnięcie, posyłając jej najlepszy krzywy uśmiech jaki umiem.
- Czy to znaczy tak? - spytałem, całując całą długość jej szyi.
- Tak, ale chcę ci coś powiedzieć… - Nie pozwoliłem jej dokończyć, wślizgując język do jej ust. Jęknęła, owijając ciasno ramiona wokół mnie. Uniosłem ją tak, by usiadła okrakiem na moich biodrach. Jej sukienka podjechała do góry, odsłaniając uda, co wykorzystały moje wygłodniałe dłonie. Całowałem ją wzdłuż obojczyka i lekko przygryzłem jej skórę.
- Edward. Poczekaj - wydyszała. - Muszę ci coś… - Pocałowałem ją w usta, zanim skończyła.
- Shh - wymamrotałem. - Za dużo gadasz. - Pocałowałem kącik jej ust. - Musisz poczuć zew natury… - urwałem, całując ją zapamiętale.
- Seks - westchnęła, odsuwając się, by zaczerpnąć oddech. - Nadal jestem zła na ciebie za dotykanie tymi ustami kogoś innego. - Bella warknęła i przygryzła moją dolną wargę. Jęknąłem i się odsunąłem.
- Cóż, wciąż jestem wkurzony, że miałaś to - złapałem ją za tyłek, zanim klepnąłem jeden pośladek - na kolanach kogoś innego, nawet jeśli ten ktoś jest żonaty'.
Bella jęknęła i zatopiła język w moich ustach, przyciskając biodra do mojej erekcji.
- Kurwa, Bella - sapnąłem. Zerwałem z niej sukienkę i zassałem jej ciało, napawając się widokiem koronki i jedwabiu. Twarde, sterczące sutki zwróciły moją uwagę pod koronką. Spojrzałem w oczy Belli.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie - wyszeptałem.
- To jedne z lepszych urodzin od jakiegoś czasu - wyszeptała. - Dziękuję.
Owinąłem ciasno ramiona wokół niej i uniosłem nas z kanapy. Delikatnie położyłem ją na poduszkach i kocu, które zostawiliśmy wcześniej przy komiku. Pocałowałem ją delikatnie w usta, przeciągając to uczucie. Jednakże, czułem potrzebę, by włożyć wszystkie uczucia w ten pocałunek.
Po chwili poczułem, że Bella robi to samo, pokazuje mi jak mnie kocha. Powoli wsunąłem dłonie pod stanik, delektując się miękką, ciepłą skórą pod spodem. Kiedy potarłem kciukami jej sutki, wypchnęła piersi w moim kierunku. Chwilę później nasze ubrania leżały na podłodze, a my czuliśmy każdą krzywiznę naszych nagich ciał.
Gdy wsunąłem się w nią, poruszałem się wolno i zmysłowo. Wyglądało to, jakby żadne z nas nie chciało tego skończyć. Nasze oczy były zamknięte, kiedy poruszaliśmy się zsynchronizowani, wyczuwając potrzeby drugiego. Nasze biodra poruszały się w idealnej harmonii.
Nasze ciała były tak mocno do siebie przytulone, że czułem bicie jej serca. Jestem pewien, że ona czuła moje. Pocałowałem ją w usta, utrzymując stałe tempo. Owinęła nogi wokół mnie, obcasy na jej malutkich stópkach wbijały się w mój tyłek, przez co penetrowałem ją głębiej. Jęknęliśmy i namiętnie szeptaliśmy swoje imiona. To nie był tylko seks.
Kochałem się z nią.
1 NASCAR - Narodowa Organizacja Wyścigów Samochodowych Seryjnych - największa organizacja wyścigowa w Stanach Zjednoczonych. Team - zespół, drużyna, ale nawet w telewizji polskiej używają tego określenia
