15. Poważna niedziela
Edward
Kochaliśmy się jeszcze pare razy w tę sobotnią noc. W końcu położyłem ją do łóżka, kiedy była wykończona. Poszedłem pod prysznic, zanim się położyłem, podczas gdy piękna uwodzicielka czekała na mnie w łóżku. Kiedy ciepła woda spływała w dół mojego ciała, rozluźniając moje mięśnie, rozmyślałem nad tym co zrobiłem, że zasłużyłem na kogoś takiego jak Bella.
Jakie miałem szczęście, że została moją asystentką? Czy to naprawdę był tylko łut szczęścia? Czuję, że to było przeznaczenie. Jakie są szanse, że ktoś z takimi kwalifikacjami jak Bella, podejmie się pracy dla mnie? Oczywiście miała projekt, ale pracowała z Blackiem. Jestem pewien, że pomogliby jej zrealizować ten plan. Zgaduję, że jestem tylko szczęściarzem-dupkiem. Jest ze mną i muszę zrobić wszystko, żeby mnie nie opuściła.
Nie mogę tego spieprzyć.
Poznała moją rodzinę i wygląda na to, że lubi spędzać z nimi czas. Wychodzi na to, że idealnie pasuje do naszej paczki. Wycierałem się ręcznikiem i rozmyślałem nad totalnym schrzanieniem zeszłej nocy. Miała rację. Jeśli bym się zatrzymał i pomyślał, to rozpoznałbym Davida. To było cholernie ciężkie, zobaczenie jej na kolanach u innego. Przez to moje zdrowie psychiczne oszalało. Ile razy zachowywałem się jak dupek z kijem w dupie?
Pieprzyć kij, pieprzyć kije.
Nigdy nie musiałem się martwić o zazdrość. Raz mi się zdarzyło, z Jacobem. Kiedy się poznaliśmy, obaj byliśmy w collegu, miał dziewczynę w domu, która była w nim zakochana, też tego chciałem. Tak jak teraz myślę, to musiała być Bella. Mówiła, że wcześniej się spotykali. Kurwa. Popieprzone myśli. Prawdopodobnie to on był jej pierwszym. Obrazy w głowie spowodowały, że miałem ochotę coś uderzyć. To było bez sensu i to wiedziałem. To było cholernie trudne wyobrazić ją sobie z kimś innym. Moja złość ustąpiła psychicznemu przeciążeniu po tygodniu z Bellą.
Znacznie lepiej. Jęknąłem, ponieważ niesamowite myśli były bolesne w połączeniu z pieprzoną wycieczką. Próbowałem się uspokoić, ale to nie działało, więc udałem się do łóżka zajmowanego przez moją dziewczynę.
Łoł, dziewczynę.
Wspiąłem się na łóżko, gdzie leżała moja dziewczyna, która wspaniałomyślnie położyła się na plecach, bym mógł zająć swoje miejsce na jej klatce piersiowej. Wymamrotała coś, co zabrzmiało jak 'dobranoc'.
- Dobranoc, kochanie - wyszeptałem. Mój oddech powodował gęsią skórkę na jej biuście. Kocham to jak na nią działam.
- Zachowuj się, poczekaj do rana - wymamrotała.
Zachichotałem.
- Już jest rano, kochanie.
- Wiesz o co mi chodzi - wymruczała, a jej palce przebiegły przez moje włosy. Zamruczałem, ciesząc się tym uczuciem.
- Śpij więc, miłych snów - wyszeptałem, zanim złożyłem pocałunek na jej ustach.
- Tylko jeśli śpię z tobą - odpowiedziała ledwo słyszalnie. Tak jakby nie chciała, żebym to usłyszał.
Nic nie powiedziałem. Zatraciłem się w myślach, zastanawiając się czy miewa koszmary. Przecież widziała jak jej brat zostaje postrzelony, a najlepsza przyjaciółka popełnia samobójstwo. Musiała nadal przeżywać to podczas snu. Z uczuciem komfortu, wiedziałem że powstrzymuję jej koszmary.
Już prawie odpłynąłem, kiedy telefon Belli zadzwonił. Złapałem go i spojrzałem na ekran - Jordan.
- Bella, kochanie - powiedziałem, lekko potrząsając jej ramię. - To twój brat. - Bella jęknęła, zakrywając ramieniem twarz.
- Co roku to samo - wymamrotała, wyciągając dłoń po telefon. Podałem go jej i z powrotem oparłem głowę o jej klatkę.
- Jordan - wymamrotała Bella, zerkając na zegarek na szafce nocnej. Było dobrze po pierwszej nad ranem. Już oficjalnie miała urodziny.
- Znowu jesteś pijany, prawda? - spytała szeptem. To była osobista rozmowa, więc odsunąłem się od niej i położyłem na końcu łóżka. Posłała mi spojrzenie mówiące żebym został. Owinąłem ramiona wokół jej talii, kiedy usiadła i oparła głowę o zagłówek.
Bella westchnęła i zaśmiała się.
- Tobie też wszystkiego dobrego - powiedziała troszkę głośniej. - Nie, nadal jestem nad wodospadami. - Słuchała, wywracając oczami i kręcąc głową. - Tak, z kimś. Tak, wciąż z PBC1 - zachichotała, obserwując mnie. Wywróciłem oczami, przypominając sobie co Jordan powiedział o mnie poprzednim razem. Playboy Cullen. Prychnęła na coś co powiedział jej brat. - Wiem. Ale cuda się zdarzają.
Jej głos był miękki, kiedy to powiedziała, a nasze oczy się spotkały. Uśmiechnąłem się, ponieważ nigdy tego nie szukałem, przynajmniej nie świadomie. Była cudem w moim życiu.
- Cholera, nie wiedziałam. Dlaczego? Dzisiaj? - Bella pokręciła głową, zrywając nasze połączenie. - Ale Jordan, to za szybko… On nigdy… Proszę… Nie… Kurwa… Dobra!
Bella zakryła mikrofon telefonu i spojrzała na mnie.
- Przepraszam, ale mójbratchceciępoznaćizjeśćdziśznamikolację. Co ty na to? - wymamrotała, przygryzając wargę.
- Co to było, kochanie? - Spojrzałem na nią zmieszany jej mamrotaniem. Westchnęła i wzruszyła ramionami. .
- Mój brat chce cię poznać i zaprosił nas na kolację dziś wieczorem.
- Kolacja brzmi świetnie. Zobacz czy chce by Alice i Jasper dołączyli do nas?
Bella wypuściła powietrze, które nieświadomie wstrzymywała.
- Dziękuję. - Odwdzięczyła się szybkim całusem. Rozmawiała z bratem przez kilka minut, ustalając szczegóły. Kiedy skończyła rozmowę, owinąłem ramiona wokół jej ciała. - Na pewno jesteś gotowy poznać mojego brata? - wyszeptała.
Wzruszyłem ramionami.
- Muszę być. Jaki on jest? - Przyznaję, że trochę się denerwowałem spotkaniem z bratem mojej dziewczyny. To był mój pierwszy raz. Jednakże muszę mieć pewność, że Jordan zaakceptuje nasz związek. W ostateczności będzie go tolerował, bo jestem w stanie zrobić wszystko dla Belli.
- Cóż, jest trochę jak Emmett i mój tata naraz. Był policjantem, co było przytłaczające i nadopiekuńcze. - Zaśmiała się i westchnęła.
- Co się stało, kochanie? - wyszeptałem, całując ją w policzek.
- Na nasz urodzinowy obiad przychodziłam ja, mój brat, jego pielęgniarka i dziewczyna w jednym, Jacob i Nessie. - Bella zmrużyła oczy, odwracając ode mnie wzrok.
- Black tam będzie - powiedziałem, moje ciało się napięło, a dłonie zawinęły w pięści.
- Tak, taki był pierwotny plan. - Bella spojrzała na mnie, a w jej spojrzeniu czaił się strach. Kurwa, moja zazdrość zaczęła kwestionować swój osąd. Wziąłem kilka głębokich oddechów, uspokajając się i przebiegając palcami przez jej włosy.
- Czy planowałaś mi o tym powiedzieć, jeśli nie zostałbym zaproszony? - biadoliłem, Bella kiwnęła. - Cóż, jeśli będzie się zachowywał, to nie mam z tym problemu.
- Cóż, będzie się zachowywał, Nessie tam będzie i utrzyma go na krótkiej smyczy. - Bella zachichotała, po czym nagle przestała. - Od razu ci powiem, że moja kuzynka, w większości, wygląda jak ja.
- Serio? - spytałem.
- Tak, prawie ta sama twarz i oczy. Różnimy się włosami i wzrostem. Jest troszkę niższa i ma bardziej czerwone włosy niż ja. - Wzruszyła ramionami.
Odsunąłem się i spojrzałem na Bellę.
- To cholernie dziwne, nie sądzisz? - Bella posłała mi uśmiech. - Mówisz mi, że Jacob zakochał się w kimś, kto wygląda jak ty?
- Powinieneś zobaczyć reakcję mojego brata na to. Był cholernie wkurzony - zaśmiała się. - Próbował go przejechać i gonił go po całym mieszkaniu z kijem w dłoni.
- Kilka razy się zamachnął? - Uśmiechnąłem się, zacieśniając uchwyt na jej ciele.
- Tak, zajęło to trochę czasu, ale przyzwyczailiśmy się do tego.
- A ja myślałem, że to moja rodzinka jest dziwna. - Puściłem do niej oczko, na co zachichotała. Zsunęła się na łóżko i spojrzała na mnie. Jej oczy okalały piękne, długie rzęsy. Zadrżałem, jedno spojrzenie i jestem cały jej. Przycisnąłem wargi do jej, na co zajęczała. Odsunąłem się po chwili, głównie dlatego, że potrzebowała odpoczynku.
- Śpij - upomniałem ją i siebie. Zachichotała, oblizując usta. Musi wiedzieć jak ten gest działa na mnie za każdym razem.
- Usłyszałeś, jak mówiłam 'do rana'?
- Tak - powiedziałem, moje dłonie świerzbią by jej dotknąć.
Zsunęła się niżej i odrzuciła prześcieradła.
- Jest rano. - Wywróciłem oczami i najszybciej jak tylko mogłem wdrapałem się na nią.
Co za poranek. Pieprzyć poranek, co za cudowny weekend.
Podsumujmy, osiemnaście razy. Dokładnie osiemnaście razy przyczyniłem się do tego, że doszła.
Udało się nam wrócić do mieszkania Belli przed południem. Była wyczerpana, ale powiedziała, że musi iść do sklepu, bo to ona gotuje kolację. Zaoferowałem jej pomoc, ale pokręciła głową. Stwierdziła, że bym ją rozpraszał.
Byłem rozczarowany. Muszę przyznać, że chciałem ją obserwować jak gotuje. Znowu. Strój w jakim ostatnio gotowała, powodował, że było to jeszcze lepsze. Bella obróciła się i przeczyściła gardło. Przyłapała mnie na gapieniu się.
- Ta twoja myśl będzie musiała poczekać do jutra. Na razie musisz iść, mam pare rzeczy do zrobienia. - Zaśmiała się, kiedy wydąłem wargi żartobliwie. Nie byłem gotowy, żeby ją opuścić. Bella zauważyła moje wahanie. - Co ty na to, żebyśmy spotkali się za godzinę na siłowni, a w międzyczasie zrobię zakupy?
Uśmiechnąłem się. Minęło trochę czasu odkąd byliśmy na siłowni razem i to było jedno z lepszych wspomnień. Bella zaśmiała się, jakby czytała mi w myślach. Owinęła ramiona wokół mojej szyi i zaczęła mnie torturować. Złożyła pocałunek na moim podbródku i powoli ruszyła wzdłuż mojej szczęki, aż dotarła do ust. Wzięła moją górną wargę między zęby i przygryzła delikatnie. Jęknąłem, owijając ramiona wokół jej wąskiej tali. Pogłębiłem pocałunek, przesuwając dłonie z jej talii na tyłek. Bella odsunęła się i zaśmiała.
- Widzimy się za godzinę. Idź. - Bella śmiała się, kiedy nie pozwoliłem jej odejść. Pokręciłem głową. - Proszę, muszę wykonać kilka telefonów i mam kilka rzeczy do zrobienia. - Po czym wydęła wargi, a jej oczy zrobiły się duże i szkliste. Przepadłem, ponieważ wygrała z takim przedstawieniem. Dajcie jej cholernego Oscara. Z takim spojrzeniem dostanie wszystko czego chce. A ja chciałem być jedynym dupkiem, który będzie w stanie jej to dać.
Wyszedłem dziesięć minut później, po większej ilości całusów i uścisków. Przez to nie mogłem się pozbyć problemu w spodniach, nawet wyobrażając sobie mojego brata w stringach, w drodze do mojego mieszkania. To przyciągnęło uwagę dwóch bardzo chętnych kobiet, ale tylko uśmiechnąłem się i odszedłem. Nawet się na nich nie skupiłem. Łał, to naprawdę mocne.
Wróciłem do domu, zadzwoniłem do Esme i popłynęła lawina słów o Belli. Może nie lawina, ale dużo informacji powiedzianych z chęcią. Nigdy tak nie robiłem, ale czułem się z tym dobrze, a Esme była podekscytowana. Po zadbaniu o kilka rzeczy i oddzwonieniu w kilka miejsc, poszedłem spotkać się z Bellą. Zauważyłem ją natychmiast w czerwonych szortach i czarnym topie. Włosy miała związane w kucyk, który obijał się o jej plecy, kiedy biegła na bieżni. Moją pierwszą myślą było 'do cholery, jak mam się pozbyć tego namiotu w spodniach'. Po drugie, obudziła się we mnie zazdrość i zaborczość, kiedy zobaczyłem znowu tego dupka biegnącego koło niej. Znowu pochylał się w jej stronę podczas rozmowy.
To oczywiste, że muszę się upewnić, czy zrozumiał, że ona jest zajęta. Podszedłem do jej bieżni, stanąłem za nią, upuściłem moją torbę obok mnie i skrzyżowałem ramiona na piersi. Przyjmowałem taką samą postawę za każdym razem, kiedy była otoczona przez obcych facetów. Bella spojrzała w górę i nasze spojrzenia się spotkały w lustrze przed nami. Chwyciła poręcze bieżni i odwróciła się, po czym zaczęła biec do tyłu.
Ten widok był cholernie niesamowity. Jej krótki top nie zostawiał nic dla wyobraźni, kiedy jej piersi tylko zachęcały do wtulenia w nie twarzy. Odgoniłem myśli i posłałem jej najlepszy krzywy uśmiech. Zmarszczyła brwi.
- Może powinieneś go wyciągnąć i mnie obsikać.
- Jeśli myślisz, że to pomoże. - Poruszyłem brwiami sugestywnie, pociągając za pasek moich szortów. Bella pokręciła głową i zaśmiała się. Po czym rzuciła się na mnie. Zeskoczyła z bieżni i owinęła ramiona wokół mojej szyi. Poczułem jak ciężar jej ciała uderza we mnie bez trudności. Jest mała i ma prawidłowy wzrost kiedy stoi. Zaśmiałem się wewnętrznie, robiąc mentalną notkę, by to przetestować.
- Hmm, muszę przyznać, że twoja metoda bardziej mi się podoba - powiedziałem, przyciskając usta do jej. Cicho jęknęła i pogłębiła pocałunek. Podniosłem ją, żeby była na mojej wysokości, idealnie dopasowując nasze ciała. Bella westchnęła, odsunęła się i pocałowała mnie kilka razy, zanim poprosiła o opuszczenie na dół.
Wspięła się z powrotem na bieżnię, a ja stałem w tym samym miejscu, obserwując dupka, który zignorował nasz występ. Nie patrzył na nią bezpośrednio. Jednakże, kiedy przesunąłem spojrzenie na lustro, to zauważyłem jak wpatruje się w piersi Belli. Powstrzymałem jęk i wybrałem oglądanie Belli. Widok był znacznie lepszy. Jej malutkie spodenki ukazywały jej mięśnie na udach i tyłku. Moje oczy szybko skierowały się w kierunku tego dupka, a on poprawił się!
- To jest to! - warknąłem. Złapałem Bellę w pasie i przerzuciłem ją przez moje ramię. Jej protesty wypełniły moje ucho, ale zignorowałem je. Złapałem nasze torby i warknąłem na dupka. Jego oczy rozszerzyły się, po czym spadł z maszyny. Zaśmiałem się, udało mi się go zastraszyć. Pomimo tego, że Bella mruczała przekleństwa pod nosem, to nawet nie protestowała.
Zaprowadziłem nas do salki, którą zawsze zajmujemy i postawiłem ją na nogach. Położyłem nasze torby na podłodze, oczekując, że zacznie krzyczeć albo mnie bić. Jednakże, jak zwykle zrobiła coś niespodziewanego. Zamknęła drzwi na cholerny klucz. Mam nadzieję, że to nie wróży niczego grzecznego. Mój fiut zareagował tak samo jak zawsze, kiedy Bella znajduje się w zasięgu mojego wzroku.
Jej spacer w moim kierunku był drapieżny, jak jej spojrzenie. O kurwa, jest wkurzona. Otarła się o mnie i w ciszy zaczęła układać maty, teraz jestem pewien, że kipie ze złości.
- Zabieraj swój pieprzony tyłek tutaj - warknęła przed zajęciem pozycji. Zaprezentowała cholerny wykop, który wyglądał na silny. Donośny świst jej wykopu był głośny i zdecydowany.
Kurwa, na serio jest wkurzona.
Podszedłem i wyciągnąłem kolejną matę, zanim odwróciłem się w jej kierunku. Przybrała pozycję przodem do mnie w standardowej postawie.
- Nie możesz robić tego gówna, Edwardzie - powiedziała, wypuszczając kolejno trzy ciosy w krótkich odstępach czasu. Wyładowała się w każdym z nich, jakby coś oznaczały.
- Wiem - powiedziałem miękko, blokując czwarty cios. Nie przeszkadzały mi jej ciosy. Pozwoliłem jej bić i blokować, dopóki nie wyładowała się do końca.
- Odkąd tu przyszłam, zamieniłam z tym facetem dwa słowa - powiedziała, zanim wykonała wykop z półobrotu, celując w moje prawe ramię. Warknąłem na myśl, że rozmawiała z nim. - Powiedziałam 'nie, dziękuję'. - Wycelowała w moją klatkę, ale ją zablokowałem.
- Przepraszam - powiedziałem poważnie. Właśnie to czułem. - Po prostu się wkurzyłem, kiedy zobaczyłem kogoś takiego jak on, patrzącego się w ten sposób na ciebie. - Zablokowałem jej powolne kopnięcie w moje lewe udo.
- Wkurzyłeś się, bo gapił się na mnie? - Uniosła brew, rozpraszając mnie na tyle, by wykonać dwa ciosy.
- Tak - przyznałem, przyjmując kolejny cios w lewy biceps. - Ale mogę, ponieważ jesteśmy razem.
Bella się zatrzymała i rozluźniła się.
- Tego rodzaju facetów nie da się unikać, Edwardzie. Wiem jak się czujesz, tak samo mi się nie podobały spojrzenia tej suki w hotelu.
- Też zrobiłaś się zaborcza, jeśli się nie mylę. - Uśmiechnąłem się, przypominając sobie jej spojrzenie, które posłała do obsługi w hotelu.
- Tak, ale zachowuję się znacznie lepiej. - Uśmiechnęła się. Pokręciłem głową.
- Ja tak nie sądzę.
Bella prychnęła.
- Dobra, nie byłam wcale lepsza. Ale nie zabawiłam się w jaskiniowca i nie przerzuciłam cię przez ramię.
- Jeśli dobrze pamiętam, to zaznaczyłaś swój teren w inny sposób. I to tylko dlatego, że nie możesz przerzucić mnie przez ramię, kochanie - zachichotałem, ale poraziła mnie swoim spojrzeniem. Cholera, jest gorąca, kiedy jest zła.
Spięła się na mój komentarz jakby podjęła się wyzwania, ale została na swoim miejscu.
- Po prostu postarajmy się nie tracić panowania nad sobą, kiedy ktoś obcy znajdzie się w promieniu dziesięciu stóp od jednego z nas.
- Dobra. Następnym razem policzę do dziesięciu. - Jakby to do cholery mogło pomóc.
- Okej. Spróbuj mnie położyć na łopatki - wyzwała mnie.
Spędziliśmy kolejne trzydzieści minut testując swoją wytrzymałość. Jej siła polegała na szybkości. Po macie poruszała się na palcach, a jej ciosy szły jeden za drugim. Pokazała mi, że może zrobić to samo z kopniakami.
Wykonałem dwa szybkie klapsy, na każdym z jej ramion. Wyglądała na lekko zarumienioną i zmęczoną, ale chciała kontynuować. Miałem nadzieję, że pozwoli mi na coś więcej, ale wyglądała na niezainteresowaną. I stało się. Niespodziewanie wylądowałem na plecach. Ona naprawdę przerzuciła mnie przez ramię i uderzyłem o matę z hukiem. Stanęła nade mną ze stopami po obu stronach mojej głowy.
- Nie doceniasz mnie, Edwardzie - powiedziała z zadowoleniem, po czym usiadła na mnie, a jej słodki, malutki tyłeczek spoczął na mojej klatce. Walczyłem z chęcią ugryzienia ją w udo, które znajdowało się cale od moich ust.
Spojrzała mi prosto w oczy i uśmiechnęła się. Wyzwała mnie ponownie. Owinąłem ramiona wokół jej ud, unieruchamiając je i przygryzłem wewnętrzną ich część. Syknęła, przygryzając wargę, by powstrzymać krzyk. Próbowała się ruszyć, ale trzymałem ją w miejscu i zassałem to samo miejsce które ugryzłem, łagodząc ciemniejący punkt. Zaczęła jęczeć. Odgłos ten poszedł prosto do mojego fiuta. Muszę ją mieć.
Szybkim ruchem obróciłem nas i znalazłem się nad nią, z głową między jej nogami. Dłonie Belli zatonęły w moich włosach, ale zignorowałem lekkie ciągnięcie, zbyt zachwycony czymś co było przede mną. Jej wyśmienita cipka. Całowałem ją po wewnętrznej stronie uda, aż dotarłem do miejsca jej silnego podniecenia. Jęknąłem, a moje dłonie szybko pozbyły się jej szortów. Gdzieś w tle, słyszałem moje imię. Bella wymamrotała je kilka razy, zanim polizałem jej miękką, różową skórę. Jęknąłem i chciałem więcej.
Po czym pociągnęła mocno za moje włosy.
- Edward, spieprzaj ze mnie!
O kurwa.
- Monitoring w tym pokoju działa dwadzieścia cztery na dobę - krzyknęła, odpychając mnie kolanem.
Odskoczyłem od niej i szybko rozejrzałem się po pokoju. Mam cię. Złapałem ręcznik z mojej torby i narzuciłem go na kamerę. Odwróciłem się do Belli, która nadal leżała na macie i zakładała szorty.
- Dzięki za pokazanie całemu cholernemu personelowi siłowni mnie i mojej pieprzonej chwały - warknęła. - Poważnie, gdybym nie była twoją dziewczyną to zaproponowałabym ci swoje usługi jako cholernego lekarza. - Jej głos był ochrypły, mówił mi, że jest podniecona, ale również, że przekroczyłem granice. - Spójrz, rozumiem, że dałeś się ponieść chwili, ale do cholery mówiłam twoje imię kilka razy, nawet ciągnęłam cię za włosy, próbując cię powstrzymać. - Bella zadrżała, odsuwając się ode mnie.
Ja pierdolę, przeraziłem ją.
- Bella - wyszeptałem, robiąc niepewny krok w jej stronę.
Odwróciła się na pięcie, by na mnie spojrzeć i uniosła dłoń, chcąc mnie powstrzymać.
- Muszę wiedzieć, Edwardzie. Czy to jest związek tylko dla seksu?
- Bella, jak możesz mnie o to pytać? - spytałem naprawdę wystraszony. Bella splotła ręce na piersi i wzruszyła ramionami. Wyraz jej twarzy nie ukazywał już złości, tylko strach. Westchnąłem i skróciłem dystans pomiędzy nami, owijając ramiona wokół niej. - Przyznaję, że mam problem z utrzymaniem rąk z dala od ciebie, kochanie, ale nie chodzi mi tylko o to.
- W takim razie mi powiedz - wyszeptała. Westchnąłem. Gdzie mam zacząć?
- Uwielbiam twój zapach. Kocham widok twoich rozwianych włosów. Uwielbiam twoją pewną siebie postawę oraz jak się rumienisz nieśmiało. Podoba mi się jak rozwiązujesz krzyżówkę piórem. Kocham twoje zamiłowanie do filmów akcji. Uwielbiam, kiedy twoje brwi unoszą się i w tym miejscu... - dotknąłem miejsca o którym wspomniałem - ...powstaje maleńka bruzda, gdy nad czymś myślisz. Kocham twoją bezinteresowność i chęć pomocy ludziom, których nawet nie znasz. Uwielbiam to jak dogadujesz się z moją rodziną. Zakochałem się w twoim sennym gadaniu. Uwielbiam twoją chęć zbawienia świata. Kocham w tobie tak wiele rzeczy, Bello.
Kiwnęła głową, a w jej oczach wymalowane były niewypowiedziane emocje. Muszę rozluźnić to napięcie, albo zaraz wyznam jej miłość. Nie jestem pewien czy jest na to gotowa.
- Czy nadal uważasz, że ten związek jest tylko dla seksu? - Uśmiechnąłem się.
Bella zaśmiała się.
- Musiałeś zrujnować tą chwilę, prawda?
- Taki charakter, tak myślę - powiedziałem, próbując ukryć smutek w moim głosie. To była prawda, ponieważ przed nią w każdej kobiecie, z którą się umawiałem, znalazłem coś złego. Zawsze znalazłem powód, by tego nie kontynuować. Zazwyczaj było to po przespaniu się z nimi. Po jakimś czasie olałem randki i tylko brałem laski do łóżka, bez obietnic na przyszłość. Bella nareszcie posłała mi cudowny uśmiech i soczystego całusa.
- Musimy się zbierać. Muszę wrócić do mnie i zacząć szykować kolację.
Złapałem ręcznik wiszący na kamerze, kiedy Bella odnosiła maty na miejsce. Z naszymi torbami w dłoni zauważyłem, że Bella wpatruje się w lustro. Wyglądała, jakby rozmyślała nad czymś.
- Coś nie tak, kochanie?
Pokręciła głową.
- Nie, po prostu oglądanie tego byłoby gorące. - Spojrzałem w lustro i jej słowa do mnie dotarły. Kurwa. Oglądanie jak się kochasz przed takim lustrem. Wzdrygnąłem się, a wibracje poszły prosto na południe. Bella zaśmiała się.
- To łatwe. Ale musimy to odłożyć na następny raz. - Puściła oczko i ruszyła biegiem do drzwi.
Bella zatrzymała się przed drzwiami i zamarła.
- Cześć Megan. Rozumiem, że jesteśmy atrakcją tygodnia? - Przed drzwiami stała wysoka kobieta z brązowymi włosami obciętymi na boba. Jej przenikliwe, niebieskie oczy poruszały się pomiędzy mną, a Bellą. - Pieprzyć tydzień, Swan. Zdobyliście cały pieprzony miesiąc. Nie martw się, nie pokazałaś za dużo, tylko wypukłość twojego tyłka. - Bella wzruszyła ramionami i spojrzała na mnie.
- Edwardzie to Megan Reese, właścicielka tego znakomitego miejsca. - Bella uśmiechnęła się, kiedy Megan wyciągnęła dłoń. Potrząsłem nią.
- Cholera, Bello, musiałaś go powstrzymać?
Bella zaśmiała się i pokręciła głową.
- Megan, a co by powiedział na to Jim?
- Powiedziałby 'przychodź co piątek'. Zdecydowanie by tak powiedział - powiedziała Megan, zwracając swoją uwagę na Bellę.
- Megan, już ci mówiłam, że nie odbiegam w tym kierunku - powiedziała brązowooka zwyczajnie. Co do diabła? - Nadal przychodzicie we wtorek? Wiem, że Jim jest na targach w Vegas.
- Wróci na czas. Nie możemy się doczekać kolejnych seks-zajęć z tobą, Swan. - Megan cofnęła się i pomachała do mnie. - Mam nadzieję, że częściej będziemy się widzieć, Edwardzie. - Ledwo odmachałem, ponieważ byłem w szoku po ich rozmowie. Swingersi? Seks-zajęcia?
- Cześć Megan. - Bella uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę do mnie. - Dalej kolego. Chodźmy.
- Um… jest pacjentką? - spytałem.
- Tak, terapia dla par. - Uśmiechnęła się, wyprowadzając mnie z siłowni. - Ale nie mogę nic więcej powiedzieć.
Odprowadziłem Bellę do jej mieszkania i pocałowałem na do widzenia na korytarzu, ponieważ nadal nie chciała, żebym jej pomógł. Powiedziała, że będę ją rozpraszał. Prawdopodobnie ma rację. Do mojego mieszkania dotarłem po czwartej. Naprawdę nie wiem jak spędzić ten czas. Zdecydowałem się posurfować po sieci i wygooglować Bellę. Pod hasłem Isabella Swan nie znalazłem nic poza śmiercią jej koleżanki Brianny. Był nawet filmik. Odpaliłem go.
Na ekranie była Bella prawie prowadzona przez dwójkę ludzi, których nie rozpoznałem. Starszy mężczyzna, wysoki z ciemnymi włosami i takimi samymi oczami. Po drugiej stronie dziewczyny była kobieta z długimi, jasno brązowymi włosami oraz podobnymi rysami twarzy jak Bella. To są jej rodzice. Jednakże, nie mogłem oderwać wzroku od twarzy Belli. Była zimna, prawie bez życia, a część jej ciała była pokryta krwią. Reporter ruszył prosto do niej, świecąc kamerą prosto w jej twarz. Zasłoniła ją swoimi zakrwawionymi rękami, a jej ciało drżało. Chwilę później mężczyzna obok Belli popchnął kamerę w dół i ukrył jej twarz w swojej kurtce.
Kurwa, jak ktoś może przeżyć coś takiego?
Chciałem dowiedzieć się więcej o Belli, ale nie w ten sposób. Jestem pewien, że nie będzie zachwycona faktem, że oglądałem ten filmik. Wyłączyłem komputer i pokręciłem głową, próbując pozbyć się obrazu jej twarzy. Była taka młoda i niesamowicie znajoma.
Znalazłem kilka innych rzeczy do roboty, zanim byłem gotowy. Przez chwile myślałem o krawacie i marynarce, przez co mógłbym zaimponować bratu Belli. Jednak po chwili zdałem sobie sprawę, że to zbyt oficjalne jak na zwykły dzień razem. Kwadrans po szóstej skończyłem się przygotowywać. Złapałem telefon, czekając by usłyszeć jej głos i spytać o cokolwiek. Zadzwoniłem na telefon stacjonarny. Po drugim sygnale męski głos mnie powitał:
- Witam w gorącym domu miłości doktor Swan. W czym mogę pomóc?
Co do diabła?
- Niech cię Jacob. Mówiłam, żebyś nie odbierał! - krzyknęła Bella w tle. - Dawaj mi ten cholerny telefon.
- Halo? - powiedziała Bella, łapiąc oddech. Próbowałem sobie nie wyobrażać dlaczego, ale się poddałem.
- Bella. - Starałem się, by nie usłyszała gniewu w moim głosie.
- O cześć, dziecinko. Co tam?
- Zadzwoniłem, żeby cię usłyszeć i spytać czy mam coś przynieść?
- To miło z twojej strony, ale mam wszystko czego potrzebuję oprócz ciebie.
- Dlaczego Jacob przyszedł tak wcześnie?
- Oh, Nessie się spóźni i przysłała Jacoba, żeby pomógł z kolacją - powiedziała wolno.
- Jak długo tam jest?
- Jakieś czterdzieści minut. Jest dobrze, Edwardzie.
- Bella - warknąłem.
- Jeśli ci bardzo zależy, to możesz już przyjść - rzuciła Bella i rozłączyła się.
- Cholera! - Dlaczego ten pieprzony pies pojawia się jak tylko się odwrócę. Kurwa! Złapałem portfel i klucze, po czym zamknąłem drzwi. Czułem, że to jakiś rodzaj testu, a ja nie chciałem oblać. Muszę zdać dla niej, dla mojej Belli.
Dotarłem do jej drzwi dziesięć minut później, po odwiedzeniu kwiaciarni. Zapukałem. Chwilę później drzwi się otworzyły i stanął za nimi ten dupek. Opanowany starałem się nie gapić. Przez zaciśnięte zęby przywitałem się:
- Black.
- Cullen - odpowiedział Jacob w ten sam sposób. Nie przesunął się, bym mógł wejść. Właśnie w tym momencie Bella wyszła zza Jacoba i uśmiechnęła się do mnie. Wskoczyła w moje ramiona, owijając swoje wokół mojej szyi.
- Tęskniłam za tobą - wyszeptała prosto do mojego ucha. Jestem bardzo zadowolony ze sposobu w jaki mnie wita i oczywista niechęć na twarzy Jacoba dopełnia wszystko. Ha ha ha haaa. Wewnętrznie tryumfowałem i tańczyłem kółka wokół Jacoba.
- Też za tobą tęskniłem, kochanie - wyszeptałem, zanim obcałowałem jej usta. Bella się odsunęła i wywróciła oczami. Podałem jej kwiaty i zaoferowałem włożenie ich do wazonu. Wzięła moją dłoń i zaciągnęła mnie do kuchni. Zostawiliśmy w ten sposób Jacoba w przedpokoju. Podejmujesz się tego, skurwielu?
Po tym jak Bella włożyła bukiet do wazonu, poszła sprawdzić coś na kuchence. Posłała mi uśmiech, kiedy podszedłem do niej.
- Mmmm - wyszeptałem. - Coś pięknie pachnie. - Owinąłem ramiona wokół niej i pocałowałem ją w szyję. - Poza tobą. - Zaśmiała się, a ja miałem nadzieję, że spojrzy na mnie.
Cnotliwie ją pocałowałem, złapałem ją i usadziłem na ladzie.
- Przykro mi, że się pojawił - wyszeptała, owijając ramiona wokół mojej szyi.
Nie kłamała, to było oczywiste, że martwi się o naszą rywalizację.
- Czy twoja kuzynka nadal ma zamiar przyjść?
- Tak, później. Prawdopodobnie po kolacji. - Bella wzruszyła ramionami. - Musiała kogoś zastąpić przez kilka godzin.
Kiwnąłem i złożyłem kolejnego całusa na jej ustach. W tym momencie zdałem sobie sprawę w co jest ubrana. Moje dłonie znalazły rąbek jej spódnicy nad jej kolanami, dopasowana czarna spódnica zaczęła podjeżdżać w górę jej ud, kiedy zacząłem rozwierać jej kolana. Moje dłonie sunęły wzdłuż jej nóg w pragnieniu dotyku jej delikatniej skóry. Jej ciemno niebieski top spowodował, że jej jasna skóra świeciła w świetle kuchennym.
Odparłem atak pożądania, który krążył w moich żyłach, ale jest coś co chciałem wyjaśnić.
- Powinnaś zadzwonić. Nie wiem jaki on ma problem?
Bella pokręciła głową.
- Nie większy, niż zazwyczaj.
- Co to ma znaczyć?
- Jacob to po prostu Jacob. Jest bezpośrednim facetem. - Bella uśmiechnęła się niepewnie.
- Założę się, że jest.
- Nie martw się nim. - Pocałowała mnie w policzek, skubiąc moją szczękę. - Już mu powiedziałam, że jesteś lepiej wyposażony dla moich potrzeb. - Odsunąłem się i zobaczyłem jej seksowny uśmiech, a w jej oczach czaiły się takie same pragnienia jak w moich.
- Uwielbiam, kiedy tak mówisz. - Pocałowałem ją w wargi, a czubkiem języka przesunąłem po jej dolnej wardze. Rozchyliła wargi. Powoli wsunąłem się w jej wargi napawając się jej słodkim smakiem. Dopóki Dupek Numer Jeden nie przeczyścił gardła gdzieś za nami. Nie miałem zamiaru przestać, ale Bella miała inny pomysł. Odsunęła się i puściła oczko. Spojrzała ponad moim ramieniem, gdzie jak myślę stoi Jacob.
Kątem oka mogłem zobaczyć jej uśmiech. Wybrałem ignorowanie bestii za mną i kontynuowałem drażnienie się z Bellą, lizanie i gryzienie wzdłuż jej szyi.
- Tak? - spytała Bella z nie słabnącym uśmiechem.
- Przestawiłem stół tak jak prosiłaś. Czy mogę coś jeszcze zrobić? - spytał Jacob, a w jego tonie można było wyczuć niechęć.
- Nie, dlaczego nie pooglądasz telewizji? Edward może mi pomóc, jak coś będę potrzebowała. - Bella uśmiechnęła się, nadal patrząc za mnie.
Wstrzymałem się na chwilę z odpowiedzią, skubiąc jej ucho.
- Tak, kochanie. Pomogę ci ze wszystkim czego potrzebujesz.
- Ugh, cokolwiek powiesz, mistrzu - powiedział Jacob przez zaciśnięte zęby, zatupał do lodówki.
Otworzył ją, złapał piwo i poszedł do salonu. Bella zachichotała.
- To będzie interesujące.
- Dlaczego tak mówisz? - spytałem, odsuwając się by na nią spojrzeć.
- Zaufaj mi, tak właśnie będzie. - Złożyła kolejnego całusa na moich wargach i pogłębiłem go. Nie jestem pewien jak długo to trwało, ale trochę zajęło. Pukanie do drzwi wyrwało nas z naszej bańki.
Bella odsunęła się z seksownym grymasem na twarzy.
- To twoja rodzinka. Proszę, pomóż mi zejść. - Niechętnie podniosłem ją z blatu, trzymając mocno pomogłem jej zejść i ruszyłem z nią powitać moją rodzinkę. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Jaspera, Alice, Emmetta i Rosalie stojących na korytarzu. Alice trzymała białe, kwadratowe pudełko z cieniutką czerwoną wstążką. Ciasto z Lisa's Bakery.
- Cześć wszystkim. Wchodźcie. - Bella uśmiechnęła się i pocałowała Alice w policzek, zanim wzięła ciasto. - Co to jest, Alice?
- Niebiańskie ciasto czekoladowe - odpowiedziała moja siostra, kiedy brałem od niej płaszcz.
- Brzmi grzesznie - powiedziała brunetka, zanim przywitała się z resztą mojej rodziny.
- Ludzie, piwo i wino jest w lodówce. Obowiązuje samoobsługa. Jacob ogląda telewizję w salonie. Dziewczyny, pomożecie mi z roznoszeniem talerzy?
- Pewnie, że pomożemy - powiedziała Rose, ruszając do kuchni widocznej z przedpokoju. Alice ruszyła za nią, biorąc pudełko od Belli.
- Co dziś w menu B? - spytał Jasper, całując ją w policzek.
- Ulubione dania Jordana oczywiście - powiedziała z uśmiechem. - Sałatka z grillowanym kurczakiem, filet mignon i szparagi.
- Ahh, minęło sporo czasu odkąd jadłem coś w twoim wykonaniu - powiedział Jasper, ściskając ją przez chwilę. - I czekałem na to. - Zaśmiał się i wszedł do kuchni, podążając za Emmettem.
Bella odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się.
- Powieśmy ich płaszcze w szafie, w korytarzu. - Kiwnąłem i ruszyłem za nią. Przeszliśmy przez salon, gdzie Jacob nas obserwował. Jaki masz do cholery problem? Po odwieszeniu płaszczy, wróciliśmy do salonu, gdzie Jasper i Emmett witali się z Jacobem. Wywróciłem oczami, ponieważ ten dupek nie zasługiwał na ich towarzystwo. Zdecydowałem się wrócić z Bellą do kuchni.
Jednakże, znowu zadzwonił dzwonek u drzwi, więc Bella poprosiła mnie o otwarcie butelki wina. Kiedy wszedłem do kuchni, byłem zaskoczony widząc Alice robiącą sałatkę. Ta kobieta strasznie mało gotowała, a jeśli już coś robiła, to było to niejadalne. Posłała mi zabójcze spojrzenie, jakby wiedziała o czym myślę. Puściłem jej oczko, a ona wystawiła mi język.
Złapałem kawałek grillowanego kurczaka, którego kroiła w kostkę Rosalie i dostałem od niej po łapach. Czując głód, zacząłem buszować w lodówce Belli, znajdując trochę owoców do zjedzenia przed obiadem.
- Daniel? - Usłyszałem jak Bella powiedziała głośno przy drzwiach wejściowych. Instynkt kazał mi do niej pobiec. Na szczęście nie otworzyła szeroko drzwi. Co do cholery ten facet tutaj robi?
- Cholera, Daniel. - Bella zaklnęła wychodząc na korytarz. Złapałem ją za ramię, by ją zatrzymać.
- Nie sądzę, Bello - wyszeptałem przez zaciśnięte zęby. - Nie wyjdziesz sama. - Kiwnęła głową i wyciągnęła mnie na korytarz. Jak tylko zamknąłem drzwi, stanąłem przed Bellą w obronnej pozie. Prawie osłaniałem jej ciało przed jego spojrzeniem.
- Co tutaj robisz, Danielu? - spytała spokojnym, ale stanowczym głosem. Jak matka upominająca dziecko.
- Byłem w okolicy i chciałem sprawdzić czy już podjęłaś decyzję dotyczącą bycia moim lekarzem - wymamrotał Daniel, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
- Nie. Rozmawiałam z kolegami takimi jak ja i najpierw muszę uzyskać pozwolenie na nadzorowane sesje, ale one kosztują więcej. Przykro mi, ale musisz poczekać do przyszłego tygodnia.
- Ale…. Ja… - Jego oddech przyspieszył, kiedy zrobił krok w stronę Belli i położył dłoń na jej ramieniu.
W mniej niż sekundę szarpnąłem jego ramię, którym jej dotykał i popchnąłem go na ścianę. Myśl o jego łapach na niej, bez jej pozwolenia, wkurzyła mnie, a moje dłonie zacisnęły się na jego gardle.
- Nie dotykaj jej do cholery - rzuciłem. Moja twarz była cale od niego, jego oddech owiewał moją twarz i poczułem rozkładający się alkohol. Bella położyła dłoń na moich plecach i przesunęła ją na moje ramię.
- W porządku, Edwardzie - wyszeptała. - Musisz go puścić.
Rozluźniłem uścisk na jego szyi, ale nadal trzymałem go przy ścianie z ramieniem przyciśniętym do jego klatki. Próbował uspokoić oddech. Byłem świadomy tego, że drzwi do mieszkania Belli się otworzyły. Emmett, Jasper i Jacob stali w nich i obserwowali nas. Uwagę Jacoba zwrócił ruch na korytarzu,
- Cóż, miło jest wiedzieć, że PBC potrafi zadbać o moją, małą siostrę. - Głęboki głos zabrzmiał z drugiego końca korytarza.
Obróciłem się i zobaczyłem na elektrycznym wózku inwalidzkim mężczyznę postury Emmetta. Jego oczy nie były tak ciemne jak Belli, znacznie jaśniejszy brąz. Prawie piwne z tej odległości. Włosy miał takie same jak jego siostra, trochę przydługie, bo wywijały się przy uszach i na szyi. Na jego żuchwie widniał świeży zarost. Za nim stała drobna, piękna kobieta z jasnobrązowymi, kręconymi włosami i piwnymi oczami.
- Jordan! - krzyknęła Bella. Pobiegła do brata i wskoczyła na jego kolana, biorąc go w mocny uścisk, pocałowała w policzek. Na jej twarzy zakwitł rumieniec, a jego brwi okazywały zaskoczenie.
- W ten sposób pokazałaś jaki jestem męski przed nowym chłopakiem, Bells - powiedział i pokręcił głową.
Bella uśmiechnęła się, poruszając zabawnie brwiami.
- Robię wszystko, żeby obniżyć twoje ogromne ego. - Zeskoczyła z jego kolan i pocałowała kobietę stojącą obok jej brata. - Dobrze cię widzieć, Julie. Dlaczego nie wejdziecie? Edward i ja musimy rozwiązać mały problem.
Jordan pokiwał głową z oczami utkwionymi w Danielu. Przynajmniej nie na mnie. Wewnętrznie mu dziękowałem. Bella złapała coś ze stolika za drzwiami i nacisnęła przycisk w systemie alarmowym. W dłoni miała bezprzewodowy telefon, wybrała numer i wróciła, by stanąć obok mnie.
- Oficer Davis. Witam, tu doktor Swan. Tak, dobrze. Pamiętasz jak rozmawialiśmy o tym z jaką sprawą mogę zadzwonić? Cóż, potrzebuję małej pomocy. Tak, wydarzyło się. Mogę go tu przytrzymać dopóki nie pojawi się ochrona. Nie dam rady przyjechać na komisariat do jutrzejszego poranka. - Bella odeszła ode mnie i Daniela. Powstrzymałem go ruchem ręki, żeby nie mógł do niej podejść.
- Przytrzymaj go. Muszę popatrzeć mu w oczy. - Bella podniosła latarkę i poświeciła nią w jego oczy. Nawet nie walczył ze mną i wydawał się zamyślony. - Otwórz usta, Danielu. - Wykonał jej polecenie, a jego oddech miał zapach taniego alkoholu.
Przesunęła snop światła z jego oczu.
- Jest pod wpływem. Prawdopodobnie na lekach przepisanych przez doktora Fletcher'a i alkoholu. Powinieneś go zamknąć na noc na dołku - powiedziała Bella. - Okej. W porządku. - Bella nacisnęła guzik i rzuciła długopis-latarkę na stolik przy drzwiach..
Ostrożnie podeszła do nas, ze wzrokiem utkwionym w Danielu. Zauważyłem, że jego dłonie zaciskają się w pięści i rozluźniają. Rozpaczliwie walczył z kontrolą. Bella pozostała poza jego zasięgiem, kiedy przemówiła do niego:
- Danielu, moi przyjaciele sprowadzą cię do holu na parterze. Za chwilę oficer Davis zabierze cię gdzieś, gdzie będziesz mógł odpocząć. - Kiedy oddech Daniela się uspokoił, jej wyraz twarzy się zmienił. - Zobaczymy się rano.
Z obietnicą zobaczenia jej ponownie, głowa Daniela opadła na ścianę, gdy głośno oddychał. Wziął kilka głębokich wdechów, zanim wyszczerzył się do Belli. Zboczeniec. Docisnąłem mocniej swoje ramię do jego piersi.
- Też tam będę, Danielu.
Kiedy to powiedziałem głowa i ramiona tego skurwiela opadły w dół w poddańczym geście. Kilka minut później winda przyjechała na nasze piętro, a wyszli z niej ochroniarze, który mieli zająć się Danielem.
- Przykro nam, panno Swan - powiedział jeden z nich. - Ostrzegała nas pani, a my nie wiemy jak tu wszedł. Sprawdzimy to. - Bella kiwnęła i powiedziała Danielowi 'do widzenia'. Obserwowaliśmy ich dopóki drzwi windy się nie zamknęły.
Bella odwróciła się, by na mnie spojrzeć.
- Dobrze sobie poradziłeś. Jestem zaskoczona, Edwardzie. Myślałam, że będę musiała cię wyciągnąć z więzienia. - Owinęła ramiona wokół mojej talii.
- Nie masz pojęcia jak ciężko było się powstrzymać. - Potarłem jej ramiona. - W porządku? Nie skrzywdził cię? - Pokręciła głową. Westchnąłem. - To nie był najlepszy sposób na poznanie twojego brata?
- Właściwie, myślę, że był. - Bella wzruszyła ramionami i zachichotała. - Zawsze się o mnie martwi. Ale teraz mam swojego osobistego ochroniarza, więc nie powinien się już martwić.
Wziąłem głęboki oddech.
- Gotowa? - spytałem, wskazując jej mieszkanie.
- Jesteś pewien, że nie możemy teraz pobiec do ciebie i pieprzyć się jak szaleni? - spytała całkowicie poważnie. Jęknąłem w odpowiedzi.
- Brzmi jak plan, ale nie sądzę, żeby moja rodzina, czy twój brat to docenili. - Pchnąłem drzwi, żeby je otworzyć i wszedłem do środka z jej dłonią w mojej. W salonie czekali na nas Jordan i Julie. Wszyscy zgromadziliśmy się w jednym pomieszczeniu.
- Przepraszam was wszystkich. Wszystko opanowane. - Bella uśmiechnęła się ze spojrzeniem utkwionym w bracie.
- Wniesiesz oskarżenie przeciwko niemu, prawda? - spytał jej brat, marszcząc brwi.
Lekko zassała wargę, otworzyła szeroko oczy, a jej nozdża poruszyły się. Pomyślałem, że zaprzeczy, ale jej wyraz twarzy złagodniał i kiwnęła. Nie sądzę, żeby wcześniej wyglądała na taką wrażliwą.
- Cholera, Bello. Co jeśli będzie jak numer 6? Jak do cholery wybierasz pacjentów? - Bella spojrzała w dół. Wzruszyła ramionami.
Wtedy zrozumiałem zmianę w zachowaniu Belli. Jej brat był smokiem pilnującym księżniczki. Jest jak dziecko ze szkła, a smok nie pozwala jej się bawić, żeby jej się nic nie stało. Nie oczekiwałem, że zobaczę ją w takiej sytuacji. W pobliżu brata była malutką siostrzyczką, a Jordan dokładnie tak ją traktował.
- Musisz założyć gabinet - powiedział surowo. - Żadnych więcej spotkań w twoim mieszkaniu. To zbyt niebezpieczne, Bells. - Kiwnęła w zgodzie. - Teraz przedstaw nas prawidłowo.
Bella wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy. Wyglądała jakby zbierała się w sobie. Gdy otworzyła oczy uśmiechnęła się promiennie.
- Edwardzie, to jest mój brat Jordan i jego dziewczyna Julie. - Wyciągnąłem rękę na powitanie i powtórzyłem imię. Tak samo postąpiłem z Julie. Co właściwie miałem zrobić? Nadal byłem w szoku po zachowaniu mojej dziewczyny.
- Więc Jordan, poznałeś już resztę? - spytała Bella, biorąc płaszcz Julie.
- Tak. Jasper zbytnio się nie zmienił, prawda? - powiedział Jordan, ciągnąc Jaspera za rękaw, by stanął obok niego.
- Nie, niezbyt. - Bella uśmiechnęła się i puściła oczko. - Niektórzy ludzie są obdarzeni dobrymi genami.
- Hej, my też, młoda - powiedział Jordan, wciągając ponownie Bellę na swoje kolana i pojechał w stronę kuchni.
Gapiłem się na nich, totalnie nie rozumiejąc ich relacji. Przeszli od ojca i córki do przekomarzania się rodzeństwa.
- Oni przez wiele przeszli, Edwardzie. On naprawdę nie wie jak ma z nią postępować. Podjął się roli jej ojca i czasami zapomina, że to przede wszystkim jego siostra - odpowiedziała Julie na moje niezadane pytanie. - Po tym incydencie, między nimi zawsze coś będzie. - Kiwnąłem, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów.
Poszedłem za Julie do kuchni, gdzie Bella układała zarumieniony filet mignon. Alice zajmowała się sałatą, kiedy Rose radziła sobie z innymi rzeczami. Jordan wyjął kilka butelek z lodówki i podał je Julie, kiedy przyszliśmy.
- Edwardzie, piwa? - spytał, wpatrzony w lodówkę, Jordan.
- Pewnie - powiedziałem. Odwrócił się i rzucił mi butelkę. Zerwałem kapsel i podszedłem do Belli, owijając ramię wokół jej talii, kiedy wsypywała coś na patelnię.
- Więc, Edwardzie, jakim samochodem jeździsz? - spytał Jordan, a chwilę później reszta towarzystwa w salonie wybuchła śmiechem. Nienawidzę Volvo.
- Mam Astona Martina - odpowiedziałem, mając nadzieję, że nie zabrzmi to jakbym się chwalił. Ja pierolę, spotkanie z rodziną twojej dziewczyny jest cholernie trudne. - I ma…
- On ma Volvo - wypalił Emmett, chichocząc. Rosalie wywróciła oczami i wręczyła mu kilka talerzy, wysyłając go do jadalni.
- Nie ma nic złego w samochodzie Edwarda, Em - powiedziała Bella. - To jedna z najbezpieczniejszych konstrukcji w tej branży.
- Ma rację. Nie ma nic złego w Volvo. - Jordan uśmiechnął się. - Kocham moje. - Odetchnąłem z ulgą, a Bella zachichotała za mną.
- Głupi błyszczący właściciele Volvo - zaklął pod nosem Emmett. Był niezadowolony, że mnie nie ośmieszył.
Bella odwróciła się, żeby skończyć posiłek, mając mnie za pomocnika. Chciałem złapać ją za każdym razem kiedy przesunęła tyłeczkiem po moim udzie czy biodrze, kiedy gotowaliśmy. Jednakże, jej brat został w kuchni, dyskutując o ostatnim meczu z Emmettem i wątpię, żeby spodobało mu się jak przystawiam się do jego siostry.
Kiedy kolacja była skończona, wszyscy zgromadziliśmy się w jadalni, gdzie Jordan siedział u szczytu stołu. Bella usiadła po jego lewej, a Julie po prawej. Usiadłem obok Belli i na szczęście kundel usiadł na drugim końcu stołu, z dala od niej. W dziwny sposób nas obserwował. Czy on nadal ją kocha?
- Gdzie jest Nessie, Bells? - spytał Jordan, kiedy sałatka została nałożona na jego talerz. Reszta towarzystwa rozmawiała między sobą, tylko Julie i ja słuchaliśmy Belli i Jordana.
- Jacob powiedział, że się spóźni - powiedziała, wskazując sos, który jej podałem. - Ma dziś podwójną zmianę w szpitalu. Znowu.
Byłem ciekaw jej relacji z kuzynką. Musiała być kilka lat młodsza, może więcej niż kilka.
- Z tego co mówisz wychodzi na to, że się o nią troszczysz - powiedziałem, patrząc na Bellę.
Jordan westchnął głęboko, a Bella posłała mi szczery uśmiech.
- Jej matka i nasza były siostrami. Dokładniej bliźniaczkami. Moja ciocia umarła przy jej porodzie, a jej ojciec wychowywał ją dopóki nie zginął jako żołnierz, gdy miała trzynaście lat. Zamieszkała z dziadkami od strony ojca, ale zmarli kiedy miała szesnaście lat. Jordan ją wziął, ponieważ tylko my jej zostaliśmy. Od tego czasu dużo jej pomagaliśmy - powiedziała Bella. - Ona ma tylko dwadzieścia jeden lat, Edwardzie.
Pochyliłem się w stronę brunetki.
- Jak długo twoja kuzynka i Black są razem?
- Trzy lata - wyszeptała. Jordan prychnął, a ona wywróciła oczami. - Przynajmniej oni tak twierdzą.
Wzdrygnąłem się.
- Opowiedz mi o tym - powiedział Jordan przez zaciśnięte zęby z oczami utkwionymi w Jacobie.
- Więc Bella - powiedział Emmett z mojej strony. Jęknąłem, jego ton wskazywał, że ma coś w zanadrzu. No pięknie. - Myślałem nad tym, że całowałaś się z czterema z pięciu tu obecnych facetów, więc chyba wisisz mi całusa? - Rosalie uderzyła go w tył głowy. Jasper upuścił widelec, a Alice zaczęła się śmiać.
Spojrzenie Jordana opuściło moje, przeniosło się na Emmetta, a potem na Jacoba i zatrzymało się na Jasperze.
- Całowałeś się z moją, małą siostrzyczką? Kiedy?
- Jordan, to było dawno temu - powiedziała spokojnie Bella. Położyła dłoń na jego leżącej na stole. - Po prostu nie chciał, żeby mój pierwszy pocałunek był z byle kim.
- Nigdy nie pozwolicie mi o tym zapomnieć, prawda? - powiedział Jacob z goryczą, z końca stołu.
- Nie - zgodnie powiedzieli Jasper, Jordan i Bella. Brunetka zaśmiała się i pokręciła głową. Puściła Jacobowi oczko, co mnie wkurzyło, ale nabijała się z niego. W takim wypadku nie przeszkadzało mi to aż tak.
- Więc całowałeś się z moją siostrą, J? Kiedy? - Jordan powtórzył pytanie.
- Po tym jak złamała rękę, kiedy uderzyła Jacoba - odpowiedział spokojnie Jasper. Wyglądał na spokojnego, ale jego dłoń drżała, gdy unosił widelec do ust. Chciałem się głośno roześmiać, ale nie zrobiłem tego. Nie winiłem go. Jordan był dobrze zbudowany. Musiał dużo ćwiczyć nad górną częścią ciała.
- I? - spytał Jordan, spoglądając na Bellę.
- Czułam się jakbym całowała brata albo kuzyna - wymamrotała Bella, wzruszając ramionami.
Jordan odetchnął z ulgą.
- Dobrze, jeśli to by była historia twojego pierwszego razu to musiałbym go zabić.
- Pierwszy raz? - spytał Em całkowicie zafascynowany tematem rozmowy.
- Pierwszy raz, kiedy uprawiała s-seks - powiedział Jordan, jąkając się przy ostatnim słowie.
- Kto był twoim pierwszym, Bello? - spytał Emmett, jakby to pytanie nic nie znaczyło. Cholera, to nie było coś co chciałbym wiedzieć. Jednakże było pewne, że to Jacob był jej pierwszym.
- Ja byłem - powiedział Jacob. Posłał mi zadowolony z siebie uśmiech. Dupek. Jordan prychnął, a Jasper zachichotał.
- Technicznie - powiedział poważnie Jordan - nie jesteś jej pierwszym, dupku. I ty o tym wiesz. - Twarz Jacoba zbladła i pokręcił głową.
- Nie mów im do cholery - jęknął.
- Muszę to usłyszeć - powiedział głośno Emmett. - Jak można być technicznie jej pierwszym, ale nie być jej pierwszym?
- Yeah - powiedziałem. - Jak bardzo nie chcę słyszeć o pierwszym razie Belli ze Scoobym jakimśtam, to o co ci chodzi z tym 'technicznie'?
Bella zaśmiała się i pokręciła głową.
- Czy naprawdę musimy to teraz omawiać? - Bella spojrzała na mnie i na brata. Jej brat wyglądał na rozbawionego. Dzięki, kurwa. Byłem wybredny jeśli chodzi o słuchanie o pierwszym razie Jaspera i Alice. Wzdrygnąłem się na samą myśl.
- Daj spokój Bella, to jest cholernie zabawne - powiedział Jordan. - Poza tym, Edward chce wiedzieć.
Bella wywróciła oczami, spojrzała na Jacoba i uniosła brew.
- Ja mam to wyjaśnić, czy ty to chcesz zrobić? - Jacob pokręcił głową.
- Całkowicie wyrzuciłem ten dzień z pamięci - wymruczał. Skurwysyn się zarumienił. To powinno być dobre.
- Cóż, Jacob i ja zaczęliśmy się spotykać bez wiedzy Jordana i chcieliśmy to zrobić w moim pokoju. Moja mama była w pracy, Jordan i Jasper byli na praktykach, a tata pojechał na ryby, więc mieliśmy cały dom dla siebie.
- Przynajmniej tak myślałaś - dodał Jordan.
- Zrobiliśmy to i medycznie odebrał mi dziewictwo, ponieważ zerwał moją błonę dziewiczą - wyjaśniła Bella. - Chwilę później usłyszeliśmy wystrzał z broni mojego ojca. - Bella zaśmiała się na wspomnienie. - Jacob zerwał się ze mnie w tej samej sekundzie, wyskoczył za okno i wspiął się na drzewo w cztery sekundy. Nigdy nie widziałam, żeby poruszał się tak szybko.
- Gołodupiec - dodał Jasper.
- Kto stał na zewnątrz z bronią? - spytałem.
- Ja - przyznał się Jordan, uśmiechając się tęsknie na wspomnienia. - Jasper pilnował Jacoba dopóki tata nie wrócił do domu.
- Przez cały czas z gołym tyłkiem, siedział na szorstkiej korze drzewa - dodał Jasper.
- Cholera, to było bolesne doświadczenie - stwierdził Jacob.
- Nie widziałam się przez miesiąc z Jacobem. - Bella zachichotała. - Dochodził do siebie.
Cały stół siedział cicho i w jednym momencie wybuchł śmiechem. Emmett uderzył pięścią w stół.
- Kurwa, tak się cieszę, że przyszliśmy.
- Nie wiem czy to się liczy jako pierwszy raz. Dobrze, że to nie było jego ostatnie pchnięcie czy coś - powiedziała Alice, kiedy jej śmiech trochę zelżał. Jęknąłem, nie chcąc słuchać tego gówna.
- W takim razie kto był twoim pierwszym?
Bella pokręciła głową.
- Dajcie spokój, nie czepiajcie się mnie.
- Nie, Bello. To bardzo dobre pytanie. Kto był twoim pierwszym? - spytał Jordan.
- Ostatnia klasa, byłam środkowym w drużynie siatkarskiej i fotografem. To był mecz na wyjeździe w Seattle. Poszliśmy tam na imprezę, gdzie spotkałam jednego chłopaka.
- Czy to znaczy, że zaliczyłaś pierwszego spotkanego chłopaka, który był poza moim zasięgiem? - spytał ją Jordan. Bella kiwnęła.
- Myślałem, że nigdy nie zaliczyłaś jednonocnej przygody - powiedziałem.
- Technicznie nie, ponieważ przespaliśmy się i powtórzyliśmy to rano. - Bella uśmiechnęła się słodko. - Wierzę, że w innych okolicznościach bym tego nie zrobiła, dodatkowo podałam mu fałszywe dane.
- Dlaczego? - spytała Alice.
- Ponieważ nie chciałam, żeby przez innych Jordan i Jasper się o tym dowiedzieli. To była jedyna opcja, żeby go nie znaleźli. - Bella spojrzała na brata. - Nie chciałam, żeby mu skopali tyłek.
- Oczywiście, że ten idiota dostałby w kość - wymamrotał Jordan, żując łodygę szparaga.
- Z jakiej szkoły był? - spytał Jasper z porozumiewawczym uśmiechem.
- Umm, Trinity coś tam. - Bella wzruszyła ramionami.
Na twarzy Alice można było wyczytać podobne uczucie.
- Czy masz jakiekolwiek jego zdjęcie?
- Tak, udało mi się zrobić kilka zdjęć podczas gry do gazetki szkolnej. I kiedy rozmawialiśmy zrobiłam nam jedno zdjęcie.
- Edwardzie, teraz wiesz o pierwszym razie Belli, dlaczego nie pochwalisz się swoim? - spytał Jasper. - Tak będzie fair.
- A może to ty się pochwalisz - powiedziałem, wywracając oczami. - Poza Alice. Nie chcę słyszeć tego gówna. - Bella zwróciła swoją uwagę na mnie i uśmiechnęła się. Westchnąłem. - Zobaczmy. To było na imprezie po meczu. Cholernie się nudziłem, więc wróciłem do pokoju. Znalazłem słodką dziewczynę siedzącą na moim łóżku, próbującą stłumić hałas z dołu. Była słodka. Krótkie brązowe włosy, duże ciemne oczy i cholernie ładne cycki. - Któryś z chłopaków się zaśmiał, kiedy wspomniałem o cyckach. - Nie pasowała do imprezy na dole. Dotrzymałem jej towarzystwa i jedna noc zamieniła się w kolejną.
- Jak miała na imię? - spytała Bella. Oczy miała szeroko otwarte i błyszczące, a jej ciężki oddech powiedział mi, że jest smutna.
- Nazywała się Susan Blake.
Bella zaczęła chichotać. Po chwili całe jej ciało drżało, a łzy pociekły z jej oczu.
- Bella? - Chciałem ją złapać, ale wstała z krzesła i pobiegła do swojej sypialni. - Bella? - Chciałem za nią pobiec, ale Jordan mnie powstrzymał.
- Czekaj - powiedział jej brat. - Wiem o co jej chodzi, więc daj jej chwilę. - Reszta mojej rodziny czekała na dalsze wydarzenia. Po kilku minutach Bella wróciła biegiem do jadalni.
Usiadła na krześle z ogromnym uśmiechem i podała mi zdjęcie.
- Czy to ona?
Zdjęcie przedstawiało mnie w czarnej koszulce polo i jasnych spranych jeansach siedzącego obok dziewczyny, o której zawsze myślałem, kiedy miałem doła i musiałem się pozbierać. O cholera.
- Też mi się przedstawiłeś zmyślonym nazwiskiem - oskarżyła mnie.
- Ty jesteś Susan Blake? - spytałem w szoku.
Bella kiwnęła głową.
- A ty jesteś umm... Emmett McCarty.
- Podałeś moje nazwisko! - ryknął Emmett i zaczął się śmiać.
- Próbowałam/-em cię szukać - Bella i ja powiedzieliśmy w tym samym momencie. Oboje mieliśmy głupie uśmiechy, cholernie szczęśliwi, że nasze szlaki przecięły się wcześniej. Kurwa, nie mogę w to uwierzyć.
- Znalazłam Emmetta McCarty'ego w niektórych papierach ze szkoły, ale zdjęcie nie pasowało do ciebie. Więc przestałam szukać.
- Podałem ci fałszywe dane z tego samego powodu co ty. Emmett nie dał by mi żyć. Po tym jak wyszłaś rano, dzwoniłem do ciebie, ale numer, który mi podałaś nie istniał. Szukałem cię wszędzie, ale nikt nie znał Susan Blake.
- Musieliśmy zmienić nasze numery telefonów tego samego popołudnia - powiedziała Bella. - Numer, który ci dałam, był prawdziwy, ale dziewczyna Jordana nie przestawała wydzwaniać, więc tata zmienił je i były niedostępne.
Wyglądała na zamyśloną, a wszyscy wrócili do rozmowy między sobą o swoich przygodach.
Pochyliłem się i wyszeptałem Belli do ucha:
- O czym myślisz, kochanie?
Nagle Bella wyrzuciła ręce w powietrze i wstała.
- Wciąż mogę policzyć moich partnerów na palcach! - Zatańczyła w miejscu, poruszając biodrami.
- To wspaniale, Bello - rzucił Jordan. - Szkoda Cullen, że nie możesz powiedzieć tego samego.
Kurwa.
- Cholera cię Jordan, zrujnowałeś ten moment. - Bella wywróciła oczami i usiadła ponownie. - To nie znaczy, że twój wynik jest lepszy niż jego. Właściwie, twój był gorszy z tego co pamiętam. - To zaczyna brzmieć gorzej ode mnie.
- I zobacz do czego mnie to doprowadziło! - wypluł Jordan, odjeżdżając od stołu, aby przypomnieć, że jeździ na wózku.
- Zmienił się, Jordanie - wyszeptała Bella, biorąc mnie ze rękę. Ścisnąłem ją, pokazując jak bardzo jestem wdzięczny za wstawienie się za mną. Jednakże, nie chciałem stać pomiędzy nią i jej bratem.
- Co ty wiesz o tych popieprzonych sprawach, siostrzyczko? Ktokolwiek z jego przeszłości może wrócić i cię skrzywdzić. - Bella pokręciła głową.
- To się nie stanie.
- Nie wiesz tego. Czy myślałaś, że Brianna będzie w stanie zrobić to, co zrobiła? - Jej twarz się zarumieniła, a jej oddech był urywany. Wstała z krzesła i dźgnęła Jordana w klatkę.
- Nawet nie wspominaj jej imienia. Nawet o niej nie myśl, Jordan - krzyknęła na niego. Odwróciła się na pięcie i wyszła do salonu. Jordan pojechał za nią, wołając ją.
Byłem w cholernym szoku i nie miałem pojęcia co robić. Spojrzałem na Julie, która patrzyła na Jacoba.
- Ona to zrobiła, prawda? - spytał Jacob Julie. Kiwnęła, a łzy zaczęły płynąć po jej policzkach.
- Zrobiła co? - spytałem Julie.
Westchnęła i otarła łzy.
- Ten obiad pierwotnie miał być interwencją i myślałam, że Jordan zorientował się co będziemy robić. Aby tego uniknąć, nalegał na zaproszenie was wszystkich. Bella zamierzała to odwołać, ale jego działanie jedynie popchnęło Bellę do tego. Nadal chciała to zrobić.
- Czy powinniśmy wyjść? - spytała Alice.
Julie pokręciła głową.
- Po tym Bella będzie wytrącona z równowagi, więc będzie was potrzebować - powiedziała, sugerując, żebyśmy zachowali dystans i interweniowali tylko w ostateczności. Moje ciało się napięło, część mnie chciała złapać ja w ramiona i chronić.
Kiedy weszliśmy do salonu, Bella stała koło biblioteczki, a Jordan był tuż za nią.
- Mam wszelkie prawo do wypowiadania jej imienia. Też ją znałem.
- Nie, nie znałeś jej - syknęła na niego ze złością. Odwróciła się, by na niego spojrzeć. - Po prostu ją przeleciałeś i rzuciłeś na bok.
- Tak, zrobiłem to. Podobnie jak Cullen zrobił tak z setkami kobiet. - Wzdrygnąłem się, życząc sobie zmienić swoją przeszłość.
- Nie zrobił tak ze mną - powiedziała, kręcąc głową. - I nie zrobi. Nie twój pieprzony biznes.
- Nie będzie tak. Jestem twoim bratem i nie pozwolę ci tracić czasu na kolejnego gracza, Bella.
- Co jest moją sprawą, Jordan.
- Bello w ciągu ostatnich dziewięciu lat umawiałaś się z facetami, którzy byli graczami, kobieciarzami. To gówno nie jest zdrowe.
To dla mnie nowość.
- Nie masz pojęcia dlaczego umawiam się z takimi facetami.
- Niech zgadnę: to ma coś wspólnego ze mną.
- Cały pieprzony świat nie kręci się wokół ciebie - wypluła.
- Więc powiedz mi, dlaczego to robisz?
- Tu nie chodzi o mnie Jordan. Tylko o ciebie. - Bella wyprostowała się i uniosła wysoko głowę. Jordan pokręcił głową i odwrócił się w moją stronę, ale zatrzymał się, kiedy dłoń Belli spoczęła na tyle jego wózka.
- Nie ma znaczenie co się teraz wydarzy, nie przeszkadzajcie im. Pozwólcie jej sobie z tym poradzić - wyszeptała Julie ledwo słyszalnym głosem. Co się dzieje, do diabła?
- Znowu rozmawiałam z twoimi lekarzami. Czy masz mi coś do powiedzenia? - spytała Bella zimnym i opanowanym tonem. Złapała za rączki wózka i odwróciła go, by popatrzeć mu w twarz.
- Nie, nie mam nic do powiedzenia. Te konowały nic nie wiedzą. - Jordan próbował odsunąć się od Belli, ale pochyliła się i zrobiła coś przez co stopy Jordana dotknęły podłogi.
- Co ty robisz? - spytał Jordan, znowu próbując odsunąć się od Belli, ale zablokowała wózek. Nie był w stanie ruszyć się z miejsca.
- Nie sądzę, że są konowałami. Po tych wszystkich zapłaconych rachunkach są mi winni sporo kasy jeśli nic nie robią - powiedziała Bella szyderczym tonem, patrząc mu prosto w oczy. Spokojnie podeszła do tyłu jego wózka. - Widzisz, doktor Cano twierdzi, że masz czucie w palcach, ale zaprzeczasz.
- Tak jak powiedziałem, to konowały - powiedział Jordan drżącym głosem. Bał się takiej Belli i nie dziwiłem mu się. Jej głos był głęboki, mocny, dominujący. Pieprzenie przerażający.
- Ja tak do cholery nie myślę - zadrwiła Bella i zrobiła nieprawdopodobną rzecz. Chwyciła za tył wózka, zmuszając brata do stania na własnych nogach. Odsunęła wózek na drugi koniec pokoju. Jasper, Jacob i ja chcieliśmy zrobić ruch w stronę Jordana, który leżał na ziemi i dyszał w szoku.
- Nie dotykajcie go - warknęła na nas. Cofnęliśmy się i obserwowaliśmy. To jak przy jakiejś masakrze, nie możesz pomóc, ale chcesz wiedzieć co się stało.
- Bello, oddaj mi mój wózek - poprosił Jordan, nie patrząc na nią.
- Nie - poważnie powiedziała moja dziewczyna, stojąc kilka stóp od brata.
- Oddawaj mi mój wózek! - krzyknął, opluwając przy tym dywan przed nim. Oparł się na ramionach i uniósł się.
- Nie, dopóki nie zobaczę, że coś czujesz. Nie, dopóki nie obiecasz mi wrócić na terapię.
- Nie! - ryknął, docierając do nóg Belli, ale ona cofnęła się poza jego zasięg.
- Dlaczego nie?
- Nie mogę chodzić, Bello. Nigdy nie będę chodzić.
- Lekarze uważają, że tak.
- Nie mogę ruszać moimi cholernymi nogami, Bello! - Jego słowa wyszły w zdławionym szlochu. - Nie potrafię.
Bella uklękła przed bratem.
- Kłamca - syknęła. - Kiedy odsunęłam twoją stopę poruszyła się.
- Wyobrażasz sobie coś!
- Dlaczego nawet nie spróbujesz?
- Nie zasługuję na to - wyszeptał. - Nie zasługuję na to.
- Myślisz, że ona by tego nie chciała? Czy myślisz, że rodzice byli by zachwyceni twoim użalaniem się nad sobą?
- Bello, nie możesz mi przebaczyć?
- Nigdy ci nie wybaczę tego co zrobiłeś - warknęła na niego. - Ale nie używaj mnie jako wymówki.
- Jak mogę sobie wybaczyć jeśli ty nie chcesz tego zrobić?
- Nie jestem gotowa by ci przebaczyć Jordan, ale to nie znaczy, że kocham cię mniej. - Jordan pokręcił głową. - Spróbuj - powiedziała Bella. Jordan pokręcił głową ponownie. - Spróbuj. Obiecaj mi!
Krzyknęła, wstając. Jordan opuścił głowę i ramiona, szlochając na podłodze.
Po czym złapała jego prawą stopę.
- Nie - wyszeptałem.
Ale to było złe, ponieważ jego stopa spotkała się z jego lewą łydką, ruszając się. Zatrzymała ją i uklękła ponownie. Jordan spojrzał na swoje stopy z szokiem wymalowanym na twarzy.
- Spróbuj - wyszeptała. Jego lewa stopa poruszyła się lekko do prawej. - Znowu. - Tym razem udało mu się poruszyć kolanami.
Jordan kiwnął, dławiąc się szlochem.
- Obiecuję.
Bella zapiszczała i kiwnęła, ocierając policzki z łez.
- Julie - powiedziała miękko. Julie złapała wózek i poprowadziła go przez pokój. - Edward, Jasper.
Podeszliśmy powoli i chwyciliśmy Jordana pod ramiona. Pomogliśmy mu usadzić się na wózku. Kiedy skończyliśmy, Bella wspięła się na jego kolana i pocałowała go w policzek.
Jej słowa były ledwo słyszalne:
- Przepraszam… przepraszam... To była jedyna opcja… Przykro mi... Przepraszam… Nie chciałam cię skrzywdzić.
- Shh, Bells. W porządku - wyszeptał Jordan, kreśląc kółka na jej plecach.
- Kocham cię - wyszeptała, owijając ramiona wokół jego szyi.
- Też cię kocham, siostrzyczko.
Obserwując ich, poczułem to. Poczułem wszechobecną miłość bijącą od każdej osoby w pomieszczeniu. To samo uczucie krążyło wokół moich rodziców, czułem to za każdym razem kiedy wróciłem do domu. Nie tylko biło to od Belli i jej brata, ale też ode mnie. Jestem zakochany w kobiecie, która zrobi wszystko dla swojej rodziny. Nawet skrzywdzi ich jeśli to pomoże. To uczucie mnie ogarnęło, kiedy oglądałem Bellę zwiniętą na kolanach brata, z głową na jego ramieniu. Otarłem twarz dłonią i nie zdziwiłem się, znajdując tam łzy. Nie było miejsca na suche oczy.
Jordan spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Zwrócił wzrok na Bellę.
- Jest twoim stróżem - powiedział Jordan tak bym to usłyszał.
Bella spojrzała na brata i na mnie.
- Tak, jest.
1 PBC - PlayBoy Cullen
