Nie przekonuje cię format tekstu? Zapraszam na mojego nowego chomika: AlexxRossie, gdzie można pobrać rozdziały w pdf.
Miłego czytania :D
17. Zły
Edward
Bella zaśmiała się cicho i pokręciła głową.
- Jestem pewna, że chodzi mu o moje mieszkanie, ponieważ umiem gotować. - Puściła mi oczko i dalej ustalała szczegóły naszej kolacji, gdy ja siedziałem w ciszy.
Nazwałem jej mieszkanie naszym? Dlaczego to zrobiłem? Spędziłem u niej noc i zamierzam to robić tak często jak tylko się da, ale do cholery moja podświadomość podpowiada mi szalone rzeczy.
Nie wiem jak długo tak siedziałem, próbując wytłumaczyć co "nasze" mogło oznaczać, kiedy Bella wyrwała mnie z zamyślenia:
- Cóż, muszę się już zbierać - powiedziała, wstając i wymieniając uścisk dłoni z moim ojcem i Esme. - Mam spotkanie w centrum. Muszę zgłosić się na komisariat. Edwardzie, idziesz? - Spojrzała na mnie, a ja pokiwałem głową, zanim odpowiedziałem:
- Oczywiście - odparłem, porządkując dokumenty leżące przede mną. - Będę tam za minutę. - Po tym jak posłała mi uśmiech, Bella i Esme wyszły cicho rozmawiając. Carlisle chyba miał kłopoty z pozbieraniem swoich dokumentów, ponieważ zrzucił kilka na podłogę.
- Idźcie przodem, drogie panie. Zaraz wyjdę - powiedział, kiedy zatrzymały się, żeby mu pomóc. Wzruszyły ramionami i wyszły, kierując się do gabinetu Belli.
- Czy wszystko w porządku, Edwardzie? - spytał, podnosząc papiery.
- Um, tak - powiedziałem niepewnie. Jeśli mu powiem to narobię w gacie. Mówiąc o oddaniu komuś swojego serca jak na tacy. To było wypisane na moim czole jak pieprzony neon świecący na czerwono. - Kocham Bellę Swan. - Z dodatkową strzałką.
Cholera, czy przerażę Bellę?
- W porządku, synu. Wydaje się być w porządku - powiedział Carlisle kojącym tonem. Spojrzałem na niego, jego widok potwierdził moje podejrzenia. Moje uczucia do Belli były wypisane na mojej twarzy.
- Nawet nie wiem co mówię - powiedziałem. - To nie pierwszy raz. O Boże, zostawiłem swoją szczoteczkę u niej w łazience. - Wstałem i zacząłem chodzić, przeczesując palcami włosy. - Kurwa, nawet mi o tym powiedziała, a ja uznałem, że to nic wielkiego.
- Edwardzie, jeśli ona nic o tym nie mówi, może ty też nie powinieneś. To nie znaczy, że masz iść do niej, pozbierać swoje rzeczy i nie wracać. To byłby krok w tył. - Zaśmiał się na mój wyraz twarzy.
- Kurwa, nie mam pojęcia co ja robię - powiedziałem, biorąc kilka głębokich oddechów. - Moje serce jest kilka kroków przed mózgiem.
- Edward, nigdy cię takiego nie widziałem - powiedział, kładąc dłoń na moim ramieniu w uspokajającym geście.
- Nigdy się tak nie czułem - wyszeptałem.
- A jak się czujesz?
- Niesamowicie, przestraszony, pięknie, wstrząśnięty i jeśli jestem bez niej za długo to się duszę - wyznałem w pośpiechu, chaotycznie dobierając słowa.
- To miłość, synu. - Poklepał mnie po ramieniu i plecach. - Mówiłem ci, że po dwóch dniach znajomości z Esme wiedziałem, że to ta jedyna. - Pokręciłem głową. - Powiedz jej.
Moje oczy się rozszerzyły i zaprzeczyłem głową.
- Nie mogę. A co jeśli ją wystraszę i ucieknie?
- Nie zrobisz tego. Mogę zobaczyć co do niej czujesz, tak samo z nią.
- Nie… nie wiem jak. - Przełknąłem ślinę, w ustach miałem pustynię.
- Będziesz wiedział, kiedy nadejdzie odpowiednia chwila - powiedział ojciec, ruszając do drzwi. Wziąłem głęboki oddech i podążyłem za nim, by spotkać się z moją Bellą.
Bella
Weszliśmy do komisariatu pół godziny po spotkaniu z adopcyjnymi rodzicami Edwarda. To spotkanie nauczyło mnie czegoś. Wiem co czuję do Edwarda i pogodziłam się z tym. Mam swoją teorię co on może do mnie czuć. Jednakże nigdy bym nie pomyślała, że zakocha się we mnie tak szybko, jak ja w nim.
To jest Playboy Edward Cullen.
Czy to możliwe, że też mnie kocha?
Ta cała 'miłość' była wystarczająco głęboka, ale teraz gdy mówił do mnie 'kochanie' i sposób w jaki to mówił. A teraz doszły do tego 'nasze' rzeczy. Nazywa swoje mieszkanie naszym i tak samo mój apartament. I dziś rano ta sytuacja z jego szczoteczką. Myślałam, że jej tylko zapomniał, więc mu powiedziałam. Nie przejął się tym zbytnio. Nie tylko zostawił szczoteczkę do zębów, ale też T-shirt i spodenki na siłownię. Zostawiał małe kawałeczki siebie, a ja płakałam, kiedy wyszedł dziś rano.
Może to jest jego sposób na wyznanie uczuć?
Ten związek jest wystarczająco skomplikowany. Już kocham go tak bardzo, a boję się powiedzieć mu prawdę. Miałam go stracić. Opóźnianie tego jest nieuniknione. Co jest złego w tym, że chcę z nim spędzić tyle czasu ile tylko dam radę, zanim mnie rzuci?
Siedzieliśmy w biurze oficera Davisa czekając na niego, ponieważ zatrzymała go papierkowa robota. W pewnej chwili Edward wyrwał mnie z zamyślenia.
- O czym myślisz, kochanie? - spytał.
Na jeden palec nawinął pasmo moich włosów, a jego oczy wpatrywały się w moje. Pokręciłam głową. Jego cudowne zielone oczy wyglądały szczerze i nawet na lekko zaniepokojone. Jak tylko się uśmiechnęłam, jego uśmiech pasował do mojego, przytulił mnie ramieniem.
- Martwię się o Daniela - powiedziałam. Naprawdę tak jest. Incydent z poprzedniego wieczoru był punktem zwrotnym dla młodego człowieka. Potrzebuje pomocy, albo pogorszy mu się. Ostatecznie: popełni samobójstwo. Z tym nie mogłabym żyć. Zamierzam mu pomóc jak tylko mogę.
- Panno Swan, Panie Cullen, witam - powiedział oficer, wchodząc do biura.
- Dzień dobry, oficerze Davis. Jak on się czuję? - spytałam, prostując się na krześle. Ścisnęłam dłoń Edwarda leżącą na jego kolanie.
- Jest bardzo cichy. Wygląda jakby osiągnął porażkę. Podjęłaś decyzję? Czy wniesiesz o nakaz ograniczający? - Pokręciłam głową.
- Nie. - Poczułam jak ciało Edwarda sztywnieje obok mnie, a jego ręka zaciska się na mojej. Kurwa, nasłucham się na ten temat później.
- Jestem jego terapeutką - wytłumaczyłam, nie patrząc na Edwarda. - Nie mogę mu pomóc, jeśli nie będzie mógł się ze mną widywać. Rano otrzymałam zgodę jego ubezpieczyciela na nadzorowane sesje. Ktoś z lokalnego szpitala będzie towarzyszył mi trzy razy w tygodniu podczas wizyt Daniela. Jeśli to się powtórzy, wniosę oskarżenie.
Edward puścił moją dłoń i skrzyżował ramiona na klatce. Wiedziałam co wyczytam z jego twarzy, jeśli na niego spojrzę.
- Cieszę się, że otrzyma on pomoc, której potrzebuje, panno Swan - powiedział oficer, przechylając głowę w stronę Edwarda. - Jednak nadal jestem tym zaniepokojony. Może być niebezpieczny. - To była niema umowa pomiędzy nim, a Edwardem, o którą nie mogłam go winić. Jednakże, mówiłam szczerze jeśli chodzi o powtórzenie tego incydentu.
Kontynuowałam wpatrywanie się w oczy policjanta, obawiając się innych oczu, które sztyletowały mnie. Nie poradzę sobie z rozczarowaniem i złością wyrytymi na jego twarzy.
Część mnie zastanawiała się czy właśnie taką odpowiedź otrzymam, kiedy wyznam mu prawdę? Gówno jak to zawsze zostawia ślad w głowie człowieka.
Edward gotował się w ciszy, kiedy wypełniałam dokumenty i ustaliłam pierwsze nadzorowane spotkanie z oficerem na środę.
Godzinę po przyjechaniu na posterunek, wyszłam z niego, ciągnąc za sobą Edwarda. Łatwo wyprzedził moje krótkie kroczki, otworzył sobie drzwi. Kiedy usiadł na siedzeniu kierowcy, włączył się do ruchu bez spojrzenia w moim kierunku. Cisza była ogłuszająca. Oczekiwałam, że będzie zły, jednakże nigdy bym go nie wzięła za człowieka cierpiącego w ciszy. Raczej wolę jak krzyczy, ponieważ cisza jest znacznie gorsza. To jest uczucie, jakbym siedziała obok tykającej bomby.
Ponieważ nie miał zamiaru na mnie spojrzeć ani się odezwać, zrobiłam to samo. Kiedy spojrzałam za okno, zauważyłam, że nie jedziemy w kierunku biura.
- Edward?
- Zamknij się - powiedział stanowczo.
Westchnęłam, ponieważ to nadchodziło, po prostu chciał prywatności. Czy właśnie osiągnęliśmy punkt krytyczny? Konfrontacja była czymś z czym sobie dobrze radziłam: zawsze uciekałam się do pokojowych rozwiązań. Jednakże tym razem było inaczej. Tą walkę toczę z kimś kogo kocham.
Edward zaparkował na swoim miejscu parkingowym w jego budynku. Bez słowa opuścił swoje miejsce i podszedł otworzyć mi drzwi. Wyciągnął rękę, by pomóc mi wysiąść, cały czas z zaciśniętymi zębami. Wydaje mi się, że napięcie między nami cały czas rośnie. Po jeździe windą na jego piętro, wziął moją dłoń i w ciszy weszliśmy do jego mieszkania.
Zwyczajne kliknięcie zamka, tym razem wydało się głośniejsze niż walenie mojego serca. Stałam w milczeniu, starając się przygotować do obrony. Nie wiem czego oczekiwać.
- Co jest z tobą do cholery nie tak? - spytał bezwzględnym sykiem.
Utkwiłam wzrok w jego oczach, a mój głos był miarowy, choć utrzymywałam go w neutralnym tonie.
- Nic nie jest ze mną nie tak.
- Masz zamiar pozwolić mu przebywać blisko siebie? - spytał, jego twarz była zarumieniona, a brwi zmarszczone w zmieszaniu. Kiwnęłam w odpowiedzi.
- Ja pierdolę, Bella. Jak to nie jest nie tak? - Stanął cale ode mnie, a jego spojrzenie było dzikie i przenikliwe, jakby próbował mnie zrozumieć.
- Muszę mu pomóc. To jego jedyna szansa - powiedziałam, próbując uspokoić głos. Gdybym go podniosła, rozzłościłby się bardziej.
- Nie możesz wybawić całego świata, Bello!
- Muszę spróbować. - Łzy, które próbowałam odeprzeć wiedziały lepiej i spłynęły, burząc moją siłę. Nienawidzę go widzieć w takim stanie. Nawet jeśli ma rację, nie mogę się poddać tak wcześnie, zaledwie po kilku spotkaniach z Danielem.
- Nie musisz! - Podszedł do mnie, wpychając mnie na drzwi. Położył dłonie po każdej stronie mojej głowy, a jego ciężki oddech czułam na ustach.
- Muszę. Jeśli tego nie zrobię, stanie się mordercą albo samobójcą. Nie mogę pozwolić, żeby to się wydarzyło! - powiedziałam z rozpaczą w każdym słowie. Nie ma pojęcia jak poważne uzależnienie od seksu może być?
Pokręcił głową, a pot pojawił się na jego czole. Był taki wściekły, że to promieniowało od niego.
- On mnie nie obchodzi.
- Mnie tak - wyszeptałam. - Nie mogę żyć ze świadomością, że ktoś przeze mnie zginął. Nie mogę żyć, kiedy biedne kobiety mówią mu 'nie', a on i tak je bierze.
Nie mogę mieć więcej na sumieniu. Żadnej krwi w mojej świadomości. Nie może tego zrozumieć?
- Nie obchodzi mnie to - wypluł, przesuwając moje włosy na ramię, zanim owinął je sobie wokół dłoni. - Tylko ty mnie interesujesz. Jeśli pozwolisz mu wrócić, nie będzie odrywał od ciebie wzroku.
Pokręciłam głową. Nie pozwolę, by to się wydarzyło.
- Nie wiesz tego, Bello! - Nie wiedziałam, że powiedziałam to na głos.
- Nawet jeśli, to będzie tylko patrzył, poza tym nigdy nie będę z nim sama. - Starałam się znaleźć dobry argument, ale wiedziałam, że zawsze jest taka możliwość.
- Nie dwadzieścia cztery godziny na dobę!
- On mnie nie skrzywdzi.
- Kurwa, Bello! - Odsunął się od drzwi i zrobił kilka kroków w tył. - Kocham cię tak bardzo, że nie pozwolę cię nikomu tknąć! Nie wytrzymam tego. Nie ma mowy!
Zamarłam i przez chwilę wstrzymywałam oddech. Kocha mnie. Łzy spływały z moich oczu, a jego spojrzenie było zmieszane. Cóż, to było straszne, ponieważ nie tak to sobie wyobrażałam. Spojrzał na mnie, zastanawiając się o czym myślę. Stałam tak przez kilka minut w kompletnej ciszy.
Pieprzyć go, rozpoznałam zmieszanie na jego twarzy. Nie miał pojęcia co powiedział. Serio, mam zamiar kupić dyktafon i mieć go zawsze włączonego przy sobie, po czym będę robiła w łóżku notatki.
Roześmiałam się z moich koszmarnych myśli. Wydaje mi się, że to nie był najlepszy moment na śmiech, ponieważ to spowodowało, że podszedł do mnie. Znowu położył dłonie po obu stronach mojej twarzy, z ustami przy moich. Jego brwi zmarszczyły się w gniewie, obserwował każdy mój ruch, a jego szczęka nadal była zaciśnięta. Wyglądał na wkurwionego. Sposób w jaki na mnie patrzył był przerażający. Nigdy mnie nie skrzywdził, dlatego wierzyłam w niego.
- Myślisz, że możesz mnie pokonać? - powiedział poważnie, nie dając mi czasu na odpowiedź. - Daniel jest dwa cale wyższy i o dwadzieścia cięższy ode mnie. Jeśli mnie pokonasz, to nie powinnaś mieć problemu z nim. Myślisz, że dasz radę?
Kiwnęłam głową. Zaśmiał się bez humoru. Cholera, starał się udowodnić swoje argumenty. Naparł całym ciałem na mnie. Miałam problem z podniesieniem kolan. Jego nierówny oddech był przy moim uchu, ale w głębi duszy wiedziałam, że nie skrzywdzi mnie fizycznie. Jednakże, ta sama myśl rzuciła mi wyzwanie udowadniając, że może zrobić wszystko.
- Chodź i udowodnij, że dasz radę - wyszeptał do mojego ucha. Przycisnął ciało bliżej mojego i poczułam jak jego waga napiera na mnie. Przeniosłam dłonie do jego piersi i pchnęłam. Nawet nie drgnął. Kurwa.
Naparłam na niego mocniej, ale w bardziej czułą część ciała, czyli brzuch. Podziałało: zrobił krok w tył, by się uspokoić i spojrzał w moje oczy. Zadałam cios w jego klatkę, ale zablokował go i złapał mnie za rękę. Pchnął mnie na drzwi i przytrzymał ją nad moją głową.
- No dalej. - Jego usta były blisko moich, ale poza zasięgiem wzroku. Tą zaciętą determinacją próbował mi udowodnić, że ma rację. - Możesz to zrobić lepiej.
Wiem, że mogę. Po prostu nie chcę go skrzywdzić.
- Edwardzie, proszę przestań.
Pokręcił głową.
- Nie zamierzam cię skrzywdzić - powiedział z żalem w głosie. Znikł on jednak tak szybko, jak się pojawił. - Nie, dopóki nie udowodnisz, że potrafisz się obronić.
- Nie chcę cię skrzywdzić.
Zaśmiał się z zapartym tchem. Mam dość. Gdyby musiał przyjść i upewnić się co do Daniela, mógł po prostu spytać. Dam mu spokój, kiedy podbiję mu oko. Stanęłam w rozkroku na szerokość baków. Uniosłam kolano i uderzyłam zewnętrzną część jego uda. Przyklęknął na jednej nodze przez mój nieoczekiwany ruch. Ponownie uniosłam nogę i uderzyłam go ponownie w brzuch. Potem uderzyłam go w twarz. Pieprzyć go, pomyślałam.
- To za straszenie mnie.
Spoliczkowałam go.
- To za mówienie mi co mam robić.
Przez chwilę jęczał wstając, trzymając się za brzuch i popatrzył na mnie z rozciętą wargą. Chciałam ją pocałować, ale byłam wściekła. Nikt nie będzie mi mówił co mogę, a czego nie mogę. Spoliczkowałam go jeszcze raz.
- To za to, że wyznajesz mi miłość, a później rujnujesz to w ten sposób. - Z łzami spływającymi z oczu odsunęłam się od niego i ruszyłam w stronę lodówki. Moja dłoń cholernie bolała.
Edward
Moja dziewczyna potrafi wyprowadzać dobre ciosy i jest wściekła. Obserwowałem jak kieruje się w stronę kuchni, zastanawiając się co ze mną jest nie tak. Pozwoliłem sobie na taką złość. Nie mogę uwierzyć, że powiedziałem, że ją kocham po czym 'udawałem' atakującego.
Kurwa. Popieprzony numer… - zgubiłem się w obliczeniach.
Westchnąłem i ruszyłem za nią do kuchni. Na dłoni miała położoną torebkę mrożonego groszku i stała przy blacie.
- Pozwól mi zobaczyć - wyszeptałem, zmniejszając dystans między nami. Wyciągnęła dłoń bez wahania. Dotknąłem jej ostrożnie. - Skrzywdziłem cię. - Nie ma pojęcia jak jej ból na mnie działa.
- Tak, zrobiłeś to.
- I przestraszyłem cię - stwierdziłem.
- Tak, dokładnie.
- Przykro mi. - Pocałowałem ją w palce, odmawiając spojrzenia jej w oczy.
- Wiem.
Pocałowałem wnętrze jej dłoni i nareszcie spojrzałem jej w oczy. Łzy nadal spływały po jej policzkach, więc delikatnie je otarłem. Drugą ręką potarła moją wargę, ścierając kropelkę krwi.
- Skrzywdziłam cię - wyszeptała z palcem na moich ustach.
- To moja dziewczyna.
Zachichotała.
- Przepraszam cię. - Musiała uwierzyć, naprawdę mi przykro. Nigdy nie podniosłem na nią ręki. To mnie zniszczy, jeśli to się powtórzy.
- Wiem, Edwardzie.
- Nie, nie wiesz - powiedziałem, kręcąc głową. - Powiedziałem rzeczy...
Bella westchnęła, opuszczając dłoń z mojej twarzy.
- Nie miałeś tego na myśli.
- Nie, kurwa, o to mi chodziło. - Przebiegłem palcami przez włosy w poszukiwaniu odpowiednich słów. - Po prostu nie chciałem, żeby to wyszło w taki sposób. Spieprzyłem. Nie nadążam Bella, nic na to nie poradzę. Związki to dla mnie coś nowego.
- Kochasz mnie? - spytała, w co było trudno uwierzyć.
- Tak. - Kiwnąłem głową na potwierdzenie moich słów. Nie zaszkodzi być dokładnym.
- Cóż, obstawiam, że wiesz co ja czuję? - Uniosłem brew, czekając na wyjaśnienie. Bella uśmiechnęła się i wywróciła oczami. - Nie wiem czy zauważyłeś, ale staram się bić, z tymi których kocham. Mój brat, Alice… - Dotknęła mojej wargi czubkiem palca. - A teraz mój chłopak. - Uśmiechnęła się, zanim jej cudowne usta połączyły się z moimi zakrwawionymi.
- Ow - szepnąłem.
Zaśmiała się miękko.
- Kocham cię - wyszeptała, znowu mnie całując. Uśmiechnąłem się w jej usta.
- Też cię kocham - wyszeptałem w odpowiedzi, pogłębiając pocałunek.
- Kocham cię - wydyszała, a moje ramiona owinęły się wokół jej talii. Niezaprzeczalne emocje krążyły między nami, przyciągając nas do siebie.
- Kocham cię - wymruczałem, kiedy jej palce zatopiły się w moich włosach.
- Tak bardzo - dokończyła szeptem, a ja całowałem ją wzdłuż jej szyi.
- Za bardzo - wymamrotałem. To było zbyt wiele, ale i za mało. Czułem się jakbym nie mógł bez niej oddychać. Czułem, że nie ważne co zrobię, to będzie dla niej za mało. Kocham ją i w jakiś sposób ona to odwzajemnia.
- Edwardzie, proszę - wydyszała, kiedy skubnąłem jej obojczyk. Podniosłem ją i posadziłem na blacie.
Jej dłonie zostawiły moje włosy i zaczęły rozpinać moją koszulę. Zrzuciłem marynarkę chwilę później. Kiedy skończyła zadanie, badała dłońmi moją nagą klatkę. Po tym całym seksie w ten weekend, nadal nie miałem jej dość. Prawdopodobnie to nigdy nie nastąpi. Kocham ją i pragnę więcej niż wcześniej. Nie sądziłem, że to możliwe. Miłość jest cholernie skomplikowana. Miłość może być ślepa. Miłość może być bolesna. Mimo to, będę walczył do końca.
Całowałem ją od skroni do szyi, a ona pozbyła się topu. Moje dłonie błądziły od jej gładkiego brzucha do piersi ukrytych za koronką. Przez tkaninę ściskałem jej sutki.
- Edwardzie, nie mamy za dużo czasu.
Jej palce rzuciły się na moje spodnie i bokserki, opuszczając je do kostek. Następnie pozbyłem się jej majtek spod spódnicy i rzuciłem je gdzieś za siebie. Po chwyceniu jej bioder, jednym pchnięciem znalazłem się w niej. Moja głowa opadła na jej ramię, to uczucie było niesamowicie obezwładniające.
- Kocham cię - wyszeptałem.
Bella obserwowała jak nasze ciała się zbliżają i posłała mi seksowny uśmiech. Kurwa, robi tą sztuczkę za często. Jęknęła w moje usta, kiedy pchnąłem szybciej i mocniej.
- Też… cię... kocham... - wyjęczała, przygryzając moją wargę i ssąc ją lekko.
Odrzuciła głowę do tyłu i chwyciła się krawędzi blatu, unosząc biodra w mocnym powitaniu moich. Oboje sapaliśmy i jęczeliśmy, szybko osiągając spełnienie. Przez zaciśnięte zęby wyszeptałem do ucha, że ją kocham, najniższym tonem jaki umiałem w tej sytuacji uzyskać. W chwili gdy nadszedł mój moment, krzyknęła moje imię i doszła. Podążyłem za nią w kilku mocnych pchnięciach, całując ją w usta i powstrzymując się przed krzyknięciem.
Posłała mi kolejny seksowny uśmiech z pół przymkniętymi powiekami i zagroziła szlabanem na seks jeśli nie wrócimy do biura na czas. Jakby mogła mi się oprzeć. Bella uporządkowała się w łazience, ponieważ nie mogłem utrzymać rąk z dala od niej. Wyszła, wyglądając jakby wróciła ze spa czy coś takiego. Kurwa. Biuro? Jakie biuro?
- Musimy zacząć się kontrolować, zanim nie będę w stanie przez to chodzić - zażartowała, obejmując mnie. Uśmiechnąłem się dumnie. Lekko mnie spoliczkowała dla żartu.
Uśmiech nie zniknął z mojej twarzy, aż dwadzieścia minut później weszliśmy do biura.
Reszta tygodnia minęła szybko. Poznałem Big Bubba, który przyszedł na spotkanie z Danielem. Wiedziałem, że będzie bezpieczna. Nie ma możliwości, żeby Daniel położył na niej swoje łapy, kiedy w pobliżu stoi ktoś z budową Emmetta. Chociaż Bella nie opowiedziała mi co się działo na środowej sesji, to Big Bubba zapewnił mnie, że nic nie wymknęło się spod kontroli. Obiad z moimi rodzicami przebiegł pomyślnie, jedynie Bella zaszokowała Esme swoją jagnięciną.
Głównie spaliśmy u Belli. Tam się czuła bardziej jak w domu. Raz obserwowałem ją jak spaliśmy w moim apartamencie, zwiedziła każdy pokój i przyglądała się każdemu łóżku z ciekawością. Zdałem sobie sprawę dlaczego. Zastanawiała się kogo jeszcze przyprowadziłem do domu. Gorzej, zastanawiała się kogo jeszcze pieprzyłem na tej kanapie co ją. Wiem, że muszę na to spojrzeć z jej perspektywy. Dzięki Bogu, niedawno się tu przeprowadziła. Po prostu wygodniej było zostawać u niej. W poniedziałkowy ranek, myjąc zęby, powiedziałem jej, że muszę pójść do mojego mieszkania, by przygotować się do pracy, kiedy była pod prysznicem.
- Nie przejmuj się. W górnej szufladzie masz kilka par swoich skarpetek i bokserki. W szafie jest kilka garniturów, które zostawiłeś. Dałam je do prania w zeszłym tygodniu - powiedziała zza zaparowanej szyby. Jasna cholera. Zrobiła dla mnie miejsce, kiedy dołączyłem do niej pod prysznicem.
- Kocham cię - wyszeptałem, owijając ramiona wokół jej mokrego ciała.
- Znowu się spóźnimy, prawda? - Westchnęła.
- Tak - wyszeptałem w jej ucho, zanim przycisnąłem ją do ściany.
Spóźniliśmy się prawie o godzinę. Była wściekła i nadal nie pozwoliła wziąć się na moim biurku. Miała moc, ja nie.
W czwartek przyszli Rose i Emmett. Oficjalnie minęły dwa tygodnie odkąd Bella założyła się z Rose. Usiadłem w salonie wraz z Rosalie, oglądając coś na Discovery Channel. Bella chciała porozmawiać z Emmettem w swojej sypialni. Po dwudziestu minutach usłyszałem otwieranie drzwi i wyszedł Em. Spojrzałem na brata, który ryczał. Co do cholery?
Rose wstała i podbiegła do Emmetta, owinęła ramiona wokół jego szyi.
- Kocham cię, dziecinko - beczał Emmett.
- Czego się nauczyła wasza dwójka? - spytała Bella, obserwując Emmetta i Rosalie.
- Seks nie jest wszystkim - odpowiedziała Rose, nadal trzymając Em'a.
- Moja żona kocha kino akcji.
- Emmett ma słodki, zdezorientowany wyraz twarzy.
- Uwielbiam brać lekcje gotowania z moją żoną.
- Brakowało mi jego śmiechu.
- Brakowało mi rozmów z nią.
- Tęskniłam za tobą - powiedziała Rose, biorąc twarz Em'a w dłonie, otarła łzy i złożyła szybkiego całusa na jego wargach.
- Okej, udało się wam. A teraz idź i zaszalej. Ryan, sprzedawca w lokalnym BMW pomoże wybrać ci samochód, Rose. - Bella puściła jej oczko, prowadząc ich do drzwi. Emmett nie odrywał oczu od Rose, która kiwała przez chwilę głową.
- Dziękuję. - To była jej werbalna odpowiedź. Przytuliła Bellę. Po chwili wypchnęła tą dwójkę za drzwi.
- Co to do diabła było? - spytałem.
- Poprawiłam coś co ledwo się trzymało - powiedziała Bella. Nie mam pojęcia co jest nie tak z moim bratem i jego żoną.
- Co to znaczy? - Wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem na sofę.
- Kiedy poznałam Rose, wyrażała wielką chęć posiadania dziecka. Ale nie chciała do tego dopuścić, ponieważ bała się, że Emmett ją rzuci gdy przytyje i będzie miała duży brzuch. - Wywróciła oczami. - To był główny problem. Kiedy zobaczyłam szansę, by im pomóc, spróbowałam. Oboje potrzebowali zobaczyć, że jest coś więcej niż dobry seks.
- Um, czy my tez powinniśmy zrobić sobie przerwę?
Bella się zaśmiała.
- Edwardzie, jesteśmy na etapie zalotów, no może młodej pary. Jest w porządku. I w każdym razie nie chcę przerwy. - Dała mi do zrozumienia, że chce się kochać. Położyłem ją i uniosłem się nad jej ciałem.
- Boże, całe szczęście.
- Wiem. - Zachichotała, kiedy skubałem jej nos.
- Bella.
- Nie - powiedziała przekornym tonem, śledząc czubkiem języka moją dolną wargę. Kocham, kiedy to robi.
- Dlaczego nie?
- Nie chcę o tym mówić.
Wydąłem wargi. Wywróciła oczami, a ja gapiłem się na nią. Parsknęła i znowu wywróciła oczami. Pokazałem jej język. Zachichotała.
- Okej! Wygrałeś! Kocham cię.
Pocałowała mnie kilka razy i skubała moją szczękę, skandując te słowa.
- Chyba nigdy mi się nie znudzi słuchanie tego. - Powstrzymałem jej drażnienie namiętnym pocałunkiem. Chciałem, żeby wszyscy się dowiedzieli, że jest moja, i że ją kocham. - Chodźmy dziś potańczyć.
- Panie Cullen, czy masz zamiar mnie upić? - spytała Bella, unosząc swoją idealną brew.
- Jeszcze nie miałem przyjemności poznać pijanej Belli - drażniłam się.
- Wiesz co - odsunęła się i wstała - jeśli zaliczymy kurs zaawansowanej KamaSutry to możemy pójść potańczyć. - Wie, że kocham wyzwania.
- Okej, mogę spróbować. Co masz na myśli? - Wzruszyła ramionami i zaczęła rozpinać swoją koszulę. Obserwowałem, jak zwinnie odpina guzik za guzikiem.
- Rozejrzyj się i spotkajmy się w naszym łóżku - powiedziała, nadal rozpinając koszulę. - Idę przebrać się w coś wygodniejszego. - Przełknąłem ślinę i obserwowałem jak idzie w stronę swojej sypialni. - To nie zajmie długo.
Udałem się na spacer po mieszkaniu, pozamykałem wszystko i wyłączyłem światło. Ruszyłem w kierunku biblioteczki Belli. Wziąłem książkę, o której mówiliśmy i otworzyłem na spisie treści. Nie było części dla zaawansowanych. Przejrzałem książkę i znalazłem coś interesującego, gdzie dawca i odbiorca mogli przeżyć wybuchowy orgazm. To jest to. Przechyliłem głowę, wpatrując się w rysunek. Czy możemy to zrobić?Bella ma silne ramiona i jest wystarczająco lekka, żebym ją utrzymał. Dziś wieczorem serwujemy szczypce.
Z zapamiętaną instrukcją odłożyłem książkę na półkę i ruszyłem w kierunku sypialni. Zajęło mi chwilę dostosowanie spojrzenia do półmroku w pomieszczeniu. Na środku łóżka leżała piękna postać Belli na białej pościeli. Białe na białym. Leżała tam ledwo przykryta czarną koronką i jedwabiem. Oblizałem wargi w oczekiwaniu. Wzruszyłem ramionami, zrzucając moją koszulę na podłogę. Przygryzła dolną wargę, kiedy zbliżyłem się do niej. Rozchyliła uda, abym mógł się pomiędzy nie wspiąć. Wolnymi ruchami przeplatanymi pocałunkami nakryłem jej ciało.
- Co wybrałeś? - wydyszała, kiedy bawiłem się krawędzią pasa do pończoch.
- Szczypce - powiedziałem ochrypłym głosem, zwracając uwagę na jej malutki pępek.
To była pozycja, która jest wszystkim co potrzebujemy tej nocy. Po tym będziemy wyczerpani. Właśnie rozważałem kupno tej książki dla siebie. To byłoby fair, gdybym dowiedział się o jej zaawansowanych pozycjach.
Spotykaliśmy się z wszystkimi w klubie. Bella podskakiwała na jednej nodze, próbując wcisnąć szpilkę na stopę, kiedy szykowaliśmy się do wyjścia. Wyglądała fantastycznie w topie w kolorze wina i czarnej dopasowanej spódnicy. Musiałem się bardzo powstrzymywać, żeby trzymać łapy z dala od niej, ponieważ była lekko obolała.
Jacob i Nessie dołączyli do nas w klubie, a ja grałem 'dobrego faceta', więc Bella mogła spędzić z kuzynką czas. Zrobiliśmy to w drodze do klubu, moja mała rozpustnica musiała tylko raz poprawić włosy… no dobra, dwa razy. Jestem tylko facetem. Nic nie mogę na to poradzić, a strój bez ramiączek jest jedną z tych rzeczy.
W klubie, parkiet pulsował. To nie było duże pomieszczenie, ale było w stanie pomieścić tyle ludzi. Ręka w rękę, Bella i ja weszliśmy do naszego pokoju dla VIPów. Wszyscy już przyszli, a Bella ruszyła prosto w kierunku kuzynki.
Kiedy Emmett napotkał mój wzrok, niemo zaproponował shota. Wziąłem go, pozwalając płynowi spłynąć w dół mojego gardła. Wkrótce Bella siedziała na moich kolanach, co uwielbiam. Uśmiechnęła się na mój oczywisty brak kontroli, gdy moje dłonie spoczęły na jej wyeksponowanej skórze.
- Jeden shot, Em. Potem napiję się czegoś słabszego - powiedziała mojemu bratu. Podał jej kieliszek z plasterkiem cytryny. Wlała w siebie płyn, przez ten ruch jej tyłeczek docisnął się do mojego podniecenia. Syknąłem, na co się zaśmiała, puszczając mi oczko. To tylko spowodowało, że chciałem jej bardziej.
- Zachowuj się - wyszeptała mi do ucha. - Jeśli ci się uda, pozwolę ci wypić ze mnie shota - drażniła się ze mną.
- Przez ciebie mam ochotę na jednego - burknąłem w jej szyję. W tym miejscu jej skóra najbardziej pachnie.
- W porządku - odpowiedziała. Moje oczy się rozszerzyły. Prawię upadłem na kolana, dziękując Bogu za zesłanie mi takiej kobiety.
Emmett usłyszał naszą wymianę zdań i sprzątnął stół jednym ruchem. Bella klasnęła i zeskoczyła z moich kolan. Wgramoliła się na stół, ułożyła ręce nad głową w oczekiwaniu na mnie. Patrzyłem na nią zahipnotyzowany. Zsunąłem jej spódnicę niżej. To nie będzie cholerny striptiz.
Wziąłem kieliszek od Em'a, złapałem troszkę soli i cytrynę, która leżała koło głowy Belli. Pokusa zmusiła mnie do pocałowania jej ust, zanim włożyłem w nie plasterek cytryny. Wylizałem ścieżkę dla soli przy brzegu jej bluzki.
- Lubisz jak jest dużo soli, prawda Edwardzie? - spytał Jasper, śmiejąc się z miejsca naprzeciw mnie. Spojrzałem w górę i uśmiechnąłem się szeroko.
- Jeśli zlizuję ją z Belli to tak, nawet bardzo.
Nessie zachichotała. Nigdy nie robiłem czegoś takiego przy mojej rodzinie. Nigdy tego nie chciałem, aż do dziś. Ostrożnie przelałem alkohol do pępka Belli. Jęknęła i zachichotała, jej mięśnie zadrżały, kiedy spojrzała na mnie.
- Zastanawiam się dlaczego Edward zawsze się uśmiecha w ostatnich dniach - powiedział Jacob i nie wyglądało to na wymuszone. Gdybym nie znał go lepiej to pomyślałbym, że jest szczęśliwy. Ale go znam, a on jest dupkiem. To skłoniło mnie do odpowiedzi na jego obserwację:
- Trzy powody, Jacob - powiedziałem, nie patrząc na niego. - Bella, Tantra Chair i szczypce. - Skubnąłem Bellę w ucho, powodując że się zaśmiała, zanim wyciągnęła cytrynę z ust.
- Nessie, nie chcę widzieć jak to robisz - powiedziała poważnie, zanim położyła plasterek na poprzednim miejscu.
Zarówno Jacob i Nessie jęknęli.
- To nie fair, Bella - powiedzieli w tym samym momencie.
- Mam to gdzieś, ona jest moją młodszą kuzynką i to nie przystoi.
Bella zadrżała. Zaśmiałem się i spojrzałem jej w oczy, zanim zacząłem studiować… sól i skórę. Po pierwsze, całowałem ją wzdłuż szczęki, w dół jej szyi i wróciłem do ucha.
- Kocham cię - wyszeptałem.
Dokąd nie byłem zainteresowany wnikaniem w szczegóły naszego związku przestałem ją drażnić. Wolno polizałem jeszcze jeden odcinek jej ciała, zanim oderwałem od niej język. Z kawałkami soli na języku, pocałowałem jej brzuch, zanim zassałem płyn z jej pępka. Nie mogąc się oprzeć, zwinąłem w nim język, zanim złożyłem kolejny pocałunek na jej brzuchu. Przełknąłem i szybko pokonałem drogę do jej ust. Wziąłem cytrynę między wargi i wyplułem ją. Nie dałem jej czasu na reakcję i wsunąłem język w jej niczego nieoczekujące usta. Jęknęła, kiedy pocałowałem ją namiętnie.
Odsunąłem się, a jej rzęsy zatrzepotały.
- Kocham cię - powiedziałem, posyłając jej krzywy uśmiech i puściłem oczko. Bella się uśmiechnęła.
- Też cię kocham. - I w tej samej chwili cały pokój zamarł.
- Zgaduję, że nie mieliśmy mówić naszym najbliższym, że się kochamy? - spytałem, pomagając Belli podnieść się ze stołu. Pokręciła głową i zaśmiała się. Alice i Nessie zapiszczały i uściskały Bellę, a Rose szybko do nich dołączyła. Emmett poklepał mnie po plecach i stwierdził 'dobra robota'. Jasper zrobił bałagan z moich włosów. Odepchnąłem jego rękę.
- Cóż, skoro Edward i Bella podzielili się z nami, że się kochają… - Emmett odchrząknął, posyłając mi całusa. Wywróciłem oczami. - Rosalie i ja mamy dobrą wiadomość.
Uśmiechnął się do żony, dając jej możliwość zabrania głosu.
Emmett i ja zamierzamy postarać się o dziecko - powiedziała cicho Rose. Alice zapiszczała ponownie. Zaczęła skakać.
- To tak jak my! - Spojrzałem na Jaspera, który wyglądał na speszonego, gdy dziewczyny zaczęły się ściskać.
- Czy takie rzeczy muszą zdarzać się trójkami? - powiedział Jacob, zarabiając w tył głowy od Belli. Wbiła palec w jego klatkę.
- Jeśli przez ciebie moja kuzynka będzie w ciąży to twoja przygoda z drzewem będzie niczym w stosunku do tego co ci zrobię.
- Uspokój się, Bello - powiedział Jacob, cofając się. Nessie się zaśmiała na ich żarty, a ja przyglądałem się temu w ciszy. Nienawidzę tego jak Bella zachowuje się w jego obecności.
- O co chodzi z tą trójką, Bella? - spytała Rose. Bella wywróciła oczami.
- To tylko teoria. Głupia myśl. Po prostu kiedy jedna para zamierza się pobrać, to dwie kolejne robią ten sam krok. Jeśli jedna para chce mieć dziecko, to kolejne dwie też tego chcą. Wiem, to dziwne.
- To jest udowodnione na faktach, Bella. Weźmy Sama i Emily: ciąża, trzy miesiące później Leah i Mitch dowiadują się o swoim maluszku. Te dwie pary miały dziecko jak tylko Rachel urodziła. To fakt. Jeśli Alice i Rosalie chcą mieć dziecko to siłą woli za niedługo też je będziesz chciała. - Bella pokręciła głową. - Cóż, później w kolejce jest Esme. - Wzięła moją dłoń. - Dajcie spokój, chodźmy tańczyć.
Kiedy byliśmy na parkiecie, zobaczyłem, że coś jest nie tak.
- Bella, co się dzieje? - Próbowałem zrozumieć smutek w jej oczach. Westchnęła, posyłając mi uśmiech i pokręciła głową.
Owinąłem ramiona wokół jej talii i zaczęliśmy tańczyć.
Bella
Nie mogę zajść w ciążę.
Nie możemy się pobrać.
Nie możemy się zaręczyć.
Nie możemy iść do przodu, dopóki mu o wszystkim nie powiem.
Muszę mu powiedzieć. Jestem przerażona, ponieważ kocham go tak bardzo. To będzie bolało. Ale muszę mu powiedzieć. Dziś w nocy.
Edward
Bella uśmiechnęła się do mnie pod koniec trzeciej piosenki i skinęła głową w stronę naszego pokoju dla VIPów. Kiedy się tam znaleźliśmy to zauważyłem, że wszyscy są na parkiecie, gdyż pomieszczenie było puste. Z ręką Belli w mojej, zaprowadziłem nas do małej dwuosobowej kanapy w rogu. Usiadłem i wciągnąłem ją na moje kolana.
- Proszę, powiedz co się dzieje, kochanie? - wyszeptałem, bawiąc się pasmem jej jedwabistych włosów.
- Obiecuję, że ci powiem, ale najpierw cieszmy się wieczorem - powiedziała, kładąc dłoń na mojej szyi, wzdychając lekko. Znowu to poczułem. Coś mi mówiło, że to tylko sen i zaraz zniknie. Przytuliłem ją mocno i cicho się modliłem.
Proszę, nie opuszczaj mnie. Proszę, kochaj mnie. Proszę, nie opuszczaj mnie.
- Kocham cię, Bello - wyszeptałem, składając pocałunek na jej skroni. - Nie ważne co masz mi do powiedzenia, nadal będę cię kochał.
Bella kiwnęła głową na mojej klatce, wtulając się we mnie i szlochając cicho. Boże, co ona może mi powiedzieć? Pocałowałem ją w czoło, kiedy nasza rodzinka wróciła do pokoju. Alice spojrzała na mnie i uniosła brew. Pokręciłem głową, nie wiedząc co się dzieje. Odpowiedziała mi przygryzając wargę i spojrzała w inną stronę. Ona coś wie.
Wyglądała na przerażoną. Obserwowałem jak Alice podchodzi do Rose i coś do niej szepcze. Po czym zrobiła coś niespodziewanego. Zawołała Jacoba i zaczęli szeptać w trójkę.
Co do diabła? Co on ma do tego co ona ma mi powiedzieć?
Nie mając zamiaru być olewanym przez cały wieczór, potarłem ramię Belli i spytałem czy chce coś do picia. Kiwnęła i zeszła z moich kolan, znajdując kelnera, ale kiedy jej oczy spoczęły na Rosalie, Alice i Jacobie wyglądała na wściekłą. Ruszyła w ich kierunku i gestem kazała mi wyjść z pomieszczenia. Chciałem za nią pobiec, by dowiedzieć się o co chodzi, ale to była sprawa Belli. Powie mi, kiedy będzie gotowa. Nessie wyszła za mną i też wyglądała na lekko zdenerwowaną.
To co się działo zjadało mnie z nerwów. Obserwowałem jak zaczęli się kłócić. W pewnym momencie Bella spoliczkowała Jacoba i odbiegła od nich. Zaczęła wracać, ale wpadła na mnie.
- Dziecinko, co się stało? - krzyknąłem, wariując.
- Nie. Jeszcze nie. Proszę, Edwardzie - jęknęła i poczułem jak jej łzy przesiąkają moją koszulę. Pieprzyć to. Zostawia mnie. Walczyłem z moim własnym cierpieniem, przytulając ją mocniej. Kelnerka podeszła do Belli z jej drinkiem. Wzięła go, wypiła na raz i poprosiła o kolejnego. Jęknąłem. To nie najlepszy czas dla niej, żeby się upić, tylko sobie zaszkodzi. Kurwa.
~oOo~
Godzinę później Belle wyglądała jakby zapomniała o całym zajściu. Odłożyłem to na później, a do końca wieczoru zostało jeszcze sporo czasu. Będziemy mieli czas, żeby porozmawiać później. Alice i Rose odmówiły mówienia czegokolwiek, a Jacob nie był lepszy.
- Ja pierdolę, Black - syknąłem na niego, cały czas mając oko na Bellę. - Jest ze mną, a ja nie mam pojęcia co się dzieje. Chcę wiedzieć.
- Powie ci, kiedy będzie gotowa, ale ostrzegam cię. - Jacob wstał i podszedł do mnie. - Jeśli ją skrzywdzisz, to ja się odpłacę. - Gapił się na mnie, po czym złapał Nessie za rękę i wyszli z pokoju.
Pół godziny później dołączyli do nas Julian z żoną i David. Po przywitaniu się Bella i żona Juliana, Maria, zaczęły cichutko rozmawiać. Obserwowałem jak Maria się uśmiecha, zaczyna się śmiać, zanim kiwnęła na coś w odpowiedzi.
- Oh, Julian - zamruczała Bella z hiszpańskim akcentem. - Właśnie dostałam pozwolenie od twojej cudownej żony, żeby pokazać Edwardowi… - Bella puściła mi oczko - ... jak tańczymy. Chcę, żeby poszedł ze mną na lekcje tańca.
- Jestem szczęśliwy, że mogę ci pomóc, mi Bella - odpowiedział Julian.
Miałem przeczucie, że nie będzie mi się to podobać. Właściwie Bella i Julian byli razem, co nie poprawiło mi humoru. Ale ruszyłem za nimi. Bella uśmiechnęła się do mnie i podeszła na paluszkach, aż jej usta znalazły się przy moim uchu.
- Obserwuj i nie wnikaj w szczegóły. To tylko taniec - wyszeptała i pocałowała mnie w policzek. Podeszła do Juliana i podała mu dłoń. Pocałował ją i skinął lekko w stronę Marii.
- Brali parę lekcji, kiedy się spotykali. Była strasznie niezdarna i to pomogło. Kilka razy skręciła kostkę, ale się nie poddała.
Obserwowałem zachwycony ich ruchy. Tańczyli salsę. Szybkie ruchy głową i kuszące ruchy bioder przykuwały wzrok. Patrzyłem jak Bella owija nogę wokół biodra Juliana, ich oczy wpatrują się w siebie nawzajem, jedną rękę trzymał na jej plecach, a w drugie miał jej dłoń. Bella porusza górną częścią ciała bardzo płynnie, obniżając ciało z dala od niego i szybko się do niego zbliża.
Chciałem ją z powrotem w moich ramionach. Teraz. Bella musi czytać w moich myślach, ponieważ odsunęła się od Juliana. Ruszyła w moim kierunku, a nasza rodzinka klaskała i wiwatowała na ten widok.
- Więc, możemy wziąć lekcje tańca razem? - spytała, ale mogłem odpowiedzieć tylko skinieniem głowy. Zaśmiała się i owinęła ramiona wokół mnie.
- Mmm, możemy już iść? - wyszeptałem w jej ucho, skubiąc lekko jej szyję.
- Myślałam…
- Drogie panie, to najwyższy czas… Wszystkie singielki zapraszam na parkiet - głos DJ'a zabrzmiał w całym klubie.
Alice i Nessie zapiszczały.
- Po tej piosence - powiedziała. - Obiecuję. Kocham cię, Edwardzie. - Westchnąłem i uśmiechnąłem się.
- Kocham cię, Bello.
- No chodźcie, teraz czas na kręcenie tyłeczkami - powiedziała Bella, łapiąc dłoń kuzynki. Wzięła swojego drinka od kelnerki i odeszła w stronę parkietu ze szklanką w dłoni.
- Gdzie ty idziesz, Alice? Jesteś singielką? - spytałem, drocząc się.
- Mam to gdzieś - prychnęła. - Też chcę zatańczyć.
Wszystkie panie w tym Maria i Rosalie poszły. Popatrzyłem na chłopaków, którzy wyglądali na załamanych.
- Chodźcie, chociaż popatrzymy - powiedziałem.
Wszyscy się ze mną zgodzili i ruszyliśmy w stronę baru. Patrzyłem jak kobiety ustawiają się w linii na środku parkietu. Nie jesteśmy jedynymi, którzy to obserwują z radością. Wydawało się, że zauważam tylko Bellę jakbym miał założone 'miłosne okulary', kiedy jest blisko mnie.
- All the single ladies, all single ladies.1 - Kurwa, nienawidzę tej piosenki, ale obserwuję cudowne ruchy mojej dziewczyny. Kocham jej taniec. Jej biodra poruszają się uwodzicielsko i mam coraz większą ochotę zabrać ją do domu. Jej nogi pięknie się prezentują w świetle, jak na teledyskach.
Kurwa. Musimy wrócić do domu.
Bella nagle się zatrzymała i wiedziałem, że coś jest nie tak. Położyła jedną dłoń pomiędzy piersiami, a drugą na ramieniu Nessie. Jej klatka falowała, a na twarzy wymalował się ból. Nessie złapała ją, kiedy Bella zaczęła walczyć o oddech.
Znacie takie sytuacje, kiedy dzieje się coś złego, a wszystko wokół zwalnia. Kłamali. Widziałem z krystaliczną czystością jak Bella kieruje się w moją stronę, kiedy ruszyłem z mojego miejsca. Obserwowałem jak jej oczy się wywracają, a jej ciało upada na posadzkę.
To się stało, zanim do niej dotarłem.
- Bella! - dyszałem, torując sobie drogę przez tłum. Muzyka zamarła, a głosy zaczęły rosnąć. Oglądałem jak w horrorze, jak jej ciało dostało drgawek. O Boże, nie.
Wszystkie dźwięki wkoło były przytłumione, jakby dochodziły z końca tunelu. Zauważyłem, że Rose dzwoni po karetkę, a Alice trzyma głowę Belli na kolanach, gdy Nessie przygląda się jej.
- Co się dzieje? - Wziąłem Bellę na ręce, odsuwając Alice. Oczy mojej ukochanej były zamknięte, a jej ciało drżało po konwulsjach.
- Wygląda jakby przedawkowała czy coś - wyszeptała Nessie, badając puls Belli.
- Ona nie bierze narkotyków! - zasyczałem w złości, nie wiedząc dlaczego to zasugerowała. David położył rękę na moim ramieniu.
- Edwardzie, ambulans jest w drodze. - Zrzuciłem jego rękę i spojrzałem na Nessie.
- Co do cholery jej jest? - Spojrzałem w dół na drżące ciało Belli.
- Nie wiem! - krzyknęła, a łzy zaczęły spływać po jej twarzy. - Ile wypiła?
- Jednego shota i dwa drinki - odpowiedziałem, a Nessie wskazała, żebym pomógł przewrócić Bellę na bok w razie wymiotów. - Nie, czekaj. Miała jeszcze jednego drinka idąc na parkiet.
Ciężki oddech był wszystkim co słyszałem za sobą i David spytał:
- Alice, co wiesz?
- Nie wiem. Tanya dała mi drinki do ich pokoju. - Obróciłem się, by na nią spojrzeć. Tanya stała obok baru, patrząc na mnie niewinnie.
- Nie wiem o czym ona mówi - syknęła. - Nie dotykałam jej Sex on the Beach.
Rosalie szybko znalazła się koło niej i złapała ją za włosy.
- To powiedz mi, dlaczego wiesz jaki drink zamówiła? - Tanya skrzywiła się i pokręciła głową.
Tanya nie dostała wyboru, kiedy Rosalie zaczęła przeszukiwać jej kieszenie. Wyciągnęła kilka tabletek. Odepchnęła Tanye jakby parzyła i podeszła do Nessie, pokazując jej znaleziska.
- Kurwa. To antydepresanty. - Nessie spojrzała na Tanye. - Ile ich wrzuciłaś?
Kolor z jej twarzy odpłynął i pokręciła głową. Rose zrobiła kilka kroków w jej kierunku, a Tanya się cofnęła.
- Cztery albo pięć - wyszeptała.
- O Boże! - Nessie położyła głowę na klatce Belli i przymknęła oczy.
- Nessie! - warknąłem, przyciągając ciało Belli do siebie.
- Nie przeżyje, jeśli każemy jej dłużej czekać.
Wziąłem w ramiona Bellę i pobiegłem do wyjścia, wykrzykując instrukcje do moich najbliższych. Chwilę później zimne powietrze uderzyło we mnie jak tona cegieł i poznałem olbrzymiego SUVa Jacoba. Jasper otworzył tylne drzwi od strony pasażera, cały czas wisząc na telefonie. Delikatnie trzymałem Bellę na kolanach, jej dreszcze się zmniejszyły, ale jej głowa nadal leżała bezwładnie.
- Jacob - warknąłem. - Jedź do cholery, od ciebie zależy moje życie.
Kiwnął głową, szybko włączając się do ruchu. Nessie siedziała przede mną, rozmawiając przez telefon.
- Przedawkowanie ponad dwustu miligramów Amitriptyliny i alkoholu - powiedziała do telefonu. Przygotujcie AC, sodę, tlen i płukanie żołądka. Mike, będziemy za dwie minuty. - Rozłączyła się i spotkała moje spojrzenie w lusterku. Odwróciłem wzrok, nie będąc w stanie patrzeć w oczy podobne do Belli. Ale nie do końca takie same, odkąd z Bellą wyznaliśmy sobie miłość.
Oczy jej kuzynki byłby pełne smutku. Nie mogę się nad tym rozwodzić. Łzy mnie zdradziły, spadając na policzki Belli, kiedy przysunąłem ją bliżej.
- Proszę dziecinko… Nie opuszczaj mnie - wyszeptałem jej do ucha. - Pieprzyć to, kocham cię, więc nie możesz mnie do cholery zostawić.
Szarpnęło moim ciałem, kiedy zatrzymaliśmy się pod drzwiami ostrego dyżuru. Grupa ludzi czekała na nas w gotowości. Jak tylko samochód się zatrzymał, drzwi się otwarły i Bella została wyciągnięta z moich ramion przez dwóch facetów. Rozpoznałem jednego dupka, który przechwalał się przed kolegami w męskiej toalecie - Mike.
Nessie wyskoczyła z samochodu wyrzucając z siebie nieznane słowa z prędkością światła i ruszyliśmy z Bellą do szpitala. Dwie pielęgniarki zaczęły rozbierać Bellę, kiedy za łóżkiem zamknęły się drzwi. Maska z tlenem została założona przez jedną, a druga zajmowała się podpinaniem mojej miłości do różnych monitorów. Inna pielęgniarka zatrzymała mnie przed kolejnymi drzwiami. Chciałem ją odepchnąć i pobiec za resztą, ale Jacob odciągnął mnie do tyłu.
- Nie możesz im pomóc, ale to nie jest przyjemny widok - powiedział delikatnie.
Zduszony okrzyk opuścił moje ciało i upadłem na kolana.
- Nie mogę jej stracić - wydyszałem, przebiegając palcami przez włosy. - Dopiero ją znalazłem. - Chwilę później poczułem jak Alice mnie przytula. Próbowała podnieść mnie z podłogi. Ale moje ciało odmawiało. Byłem cholernie odrętwiały. Zmęczenie i uczucia pochłaniały mnie, a kiedy się im poddałem, otoczyła mnie ciemność.
~oOo~
Obudziłem się nagle, siedząc w jasnym pokoju. Drobna dłoń leżała na moim ramieniu przez kilka sekund, uspokajając mnie. Wspomnienia powróciły, kiedy próbowałem przypomnieć sobie gdzie i dlaczego jestem.
- Shh, uspokój się, Edwardzie. Z nią w porządku - powiedziała Alice, starając się mnie uspokoić. Zeskoczyłem z krzesła i rozglądnąłem się po pokoju. Moje oczy spoczęły na szpitalnym łóżku skrywającym drobną postać Belli.
Wypuściłem cichy jęk i prawie zaliczyłem drugi upadek. Napawałem się każdym szczegółem, który mówił, że nadal jest tutaj ze mną. Jej klatka się poruszała, jej włosy były schowane za uszami, a rurka z tlenem była zahaczona pod nosem. Niepewnie pogłaskałem jej policzek, w porównaniu do mnie był chłodny.
- Powiedz co się stało - wyszeptałem, wpatrując się w Bellę.
- Cóż, zjechałeś w poczekalni. Jacob i Emmett pomogli cię tu przetransportować i zasnąłeś. - Pokręciłem głową, próbując poukładać informacje, które mi dostarczano. - Wszystko z nią będzie dobrze. Jej kuzynka i jej koledzy działają cuda.
- Tanya?
- Policja ją aresztowała. Nie sądziła, że może ją zabić - wyszeptała siostra. Wyśmiałem te słowa. - Nie zrobiła tego, Edwardzie. Będzie miała kłopoty przez to, że ją zgarnęli.
- Zasługuje na wszystko co ją czeka.
- Może, ale ona… Nie ważne. - Zapadła cisza na kilka chwil, słychać tylko było pikanie aparatury. - Muszę iść i zadzwonić do Esme i Carlisle'a. Wkrótce powinna się obudzić.
- To moja wina, prawda? - powiedziałem, obracając się by na nią spojrzeć. Zaprzeczyła ruchem głowy.
- Nie, Edwardzie. Nie zrobiłbyś tego sobie. Znam cię. - Odwróciłem wzrok od jej pełnego dezaprobaty spojrzenia, kiedy wychodziła z pokoju.
Usiadłem obok łóżka, biorąc kilka głębokich oddechów. W mojej klatce była głęboka dziura. Obserwowałem jej poruszające się oczy, ale nie otwarła ich. Śniła. Jestem potworem. Moja przeszłość wróciła mnie prześladować. Wróciła i ugryzła mnie w bezbronnym miejscu. Belli. Znaczy dla mnie wszystko. Jednakże, leży teraz w szpitalnym łóżku, ponieważ to ja byłem kiedyś pieprzonym dupkiem i nadal jestem cholernym dupkiem, i kocham ją. Moim jedynym zbawieniem była miłość do niej, a ona przez to mogła zginąć.
Byłem samolubny, chcąc więcej. Muszę ją zostawić, ponieważ nie mam wyboru. Tylko ona się liczy. Mogę być silny i odejść. Cichy jęk zakłócił moje myśli. Oczy Belli zmarszczyły się. Jasne światło drażniło ją. Przyciemniłem światło na panelu koło łóżka.
- Bello. - Mój głos był niski i gardłowy, wciąż zachrypnięty od moich krzyków.
- Edward. - Jej głos przypominał rechot, zanim odruchowo nie złapała się za gardło. W ręce nadal miała kroplówkę, wiec syknęła z bólu.
- Spokojnie, kochanie - powiedziałem. Wziąłem jej rękę i położyłem obok jej ciała. - Otwórz oczy, Bello.
Zmagała się z tym przez kilka minut, ale jej oczom zajęło trochę przyzwyczajenie się do światła. To zajęło kilka chwil zanim je szeroko otworzyła.
- Dlaczego jestem w cholernym szpitalu? - wyszeptała w panice. Podniosła każde ramię, sprawdzając czy wszystko w porządku. Zaśmiałem się cicho, głupiutka dziewczynka. - Czy byłam na tyle pijana, że zrobili mi płukanie żołądka? - Wolno odwróciła głowę w moim kierunku.
- Nie do końca - wyszeptałem. Przygryzłem wewnętrzną część policzka, próbując się przełamać i jej powiedzieć.
- Edward. - Jej dłoń dotknęła mojego policzka i wtuliłem się w nią.
- Tanya - wymamrotałem, zamykając oczy i pozwalając jej malutkiej dłoni przebiec przez moje włosy. Bella cicho prychnęła.
- Co w takim razie zrobiła, że wylądowałam w szpitalu? - Spojrzałem jej prosto w oczy i przepadłem. Wziąłem jej dłoń w swoją i pocałowałem, pozwalając spłynąć łzom.
- Doprawiła twojego pieprzonego drinka, dziecinko. To wyłącznie moja wina - powiedziałem chaotycznie dobierając słowa. Zamknąłem oczy, nie chcąc zobaczyć jej strachu i smutku, czy innych emocji w jej brązowych oczach. Chciałem zapamiętać ich wygląd, kiedy była szczęśliwa i zakochana. Położyłem głowę na jej brzuchu, a jej palce śledziły rysy mojej twarzy.
- Och - wyszeptała.
Moja głowa wystrzeliła do góry i spojrzałem na nią.
- Tylko tyle masz do powiedzenia? - rzuciłem.
Wzruszyła ramionami i przygryzła swoją dolną wargę.
- Tak myślałam, że spróbuje czegoś takiego. Za każdym razem obserwowała jak opuszczasz klub z inną kobietą.
- Wiedziałaś, że coś takiego się wydarzy? - spytałem stanowczo, a mój głos stawał się głośniejszy z każdą sylabą
- Niektóre kobiety są do tego zdolne. Kiedy zobaczyła, że zaangażowałeś się w coś bardziej trwałego musiała wyeliminować mnie, żeby dostać kolejną szansę z tobą.
- Czekaj. Dlaczego chce dostać u mnie kolejną szansę? Ignorowała mnie od tej pamiętnej nocy, co z resztą mi nie przeszkadzało. - Bella posłała mi mały uśmiech.
- Zauważyła, że potrafisz się zaangażować i chciała spróbować kolejny raz.
- Więc to naprawdę moja wina?
- Nie, stało się to, co się miało stać. Właściwie chciała skrzywdzić ciebie. Nie martw się o mnie. Ze mną w porządku. - Wywróciłem oczami, ściskając nasadę nosa. Usłyszałem jak głośno nabiera powietrza. Spojrzałem w górę, a nasze spojrzenia się spotkały.
- Cholera, Edwardzie. Nie rozwódź się nad tym, to ci nie pomoże - powiedziała, a jej ton wskazywał doświadczenie w tej sprawie. - Jeśli wcielisz swój plan w życie to będę zmuszona opuścić miasto na zawsze.
To jest nie do przyjęcia. Byłem gotowy obserwować ją z daleka. Pokręciłem głową. Zna mnie za dobrze. Jedyna opcja to znalezienie sposobu, żeby mnie opuściła.
- Ten plan, który właśnie pojawił się w twojej głowie, musisz go porzucić. - Spojrzała na mnie surowo i skrzyżowała ramiona na piersi. - Jesteś chyba chory, jeśli zamierzasz mnie zostawić, kiedy leżę w szpitalu. - Łzy popłynęły w dół jej bladych policzków. Położyłem dłonie na każdym z nich i spojrzałem jej prosto w oczy.
- Nigdzie się nie wybieram, Bello! - skłamałem.
Spojrzała na mnie i wypuściła zdławiony okrzyk:
- Kłamca.
- Nie.
Spoliczkowała mnie.
- Ułatwię ci to. Wynoś się. - Słabo mnie odepchnęła i odwróciła się ode mnie. To nie był sposób, w który chciałem to zakończyć. To zbyt szybko. Chciałem ją jeszcze potrzymać w ramionach. Chciałem ją jeszcze dotknąć. Chciałem ją jeszcze pocałować...
- Kurwa, Bello. Nigdzie się nie wybieram. - Pocałowałem ją w usta, a jej oczy pozostały zamknięte. - Kocham cię. - Pocałowałem jej prawą powiekę. - Kocham cię. - Pocałowałem ją w lewe oko. - Kocham cię. - Moje usta nareszcie dotknęły jej.
Złapała w pięść moją koszulę i przyciągnęła bliżej.
- Nawet się nie waż mnie zostawiać - wyszeptała w moje usta. Powtórzyła te same słowa, które powiedziałem w samochodzie.
- Słyszałaś? - Kiwnęła głową, przyciągając mnie bliżej. Pragnę jej. - Nie obchodzi mnie to. Pragnę cię bliżej.
Delikatnie położyłem się obok niej, ale to nie wystarczyło. Ostrożnie wspięła się na moje kolana, a głowę ułożyła w zgięciu mojej szyi. Minutę później już spała, a ja rozkoszowałem się tym póki mogłem. Wąchałem jej włosy. Będzie mi tego brakowało. Poczułem łzy. Wymamrotała moje imię we śnie. Za tym też będę tęsknił. Poczułem kolejną łzę. Palcami przebiegłem przez jej jedwabiste włosy. Będę za tym tęsknić. Więcej łez.
Patrzyłem jak moje łzy spływają na jej policzek i mieszają się z jej własnymi. Nawet we śnie była zasmucona. Stłumiłem jęk i przyciągnąłem ja bliżej. Moja koszula była zmięta w jej dłoni, jakby nie chciała, żebym odszedł. Jej słabym punktem jest jej strach. Poczułem potrzebę chronienia jej. Nie mogę pozwolić, żeby coś takiego się powtórzyło. Kocham ją za bardzo. Wiem, że nie będę w stanie kłamać na temat naszego związku. Od razu mnie przejrzy.
Muszę znowu stać się Pieprzącym Edwardem. To jedyne wyjście.
1 Beyonce - Single Ladies
